Zanim klepniemy w ramię Marcjona jako bohatera , bądź, przeciwnie, ukamieniujemy pamięć o nim, jako heretyka, musimy lepiej zrozumieć, o co mu chodziło. Jestem przekonany, że to uboga hermeneutyka Marcjona, którą było literalne czytanie martwej litery, doprowadziły go do ślepej uliczki skrajnej reakcji odrzucenia całkowicie ST.
Bardzo wielu łowców herezji zdecydowanie nie rozumie i błędnie stosuje koncepcję marcjonizmu. Mówi się, że dla człowieka, który dysponuje wyłącznie młotkiem, wszystko przypomina gwóźdź. To samo można powiedzieć o tych łowcach herezji, którzy oskarżają każdego, kto śmie popierać nieliteralne czytanie Starego Testamentu, jak to było z marcjonistami. Marcjon jest ich młotkiem, a każde chrystologiczne czy alegoryczne czytanie ST przypomina gwóźdź, który, jak uważają, należy wbić w niepamięć.
Marcjon był chrześcijaninem, który uważał, że należy usunąć cały ST jako inspirowane chrześcijańskie pisma, ponieważ Bóg tam opisany był niezgodny z nowotestamentową naturą Boga, objawioną przez Jezusa.
Oto jest ten problem z oskarżaniem chrystologicznego/alegorycznego czytania, jako marcjońskiej herezji i jest on ogromny dla tych łowców herezji z ciężkimi młotami.
Alegoryczne czytanie NIE jest marcjonizmem, ani teraz, ani nie było wcześniej.
Po pierwsze: Macjon nigdy nie wierzył, że starotestamentowe Pisma należy czytać chrystologicznie czy alegorycznie, czy, innymi słowy: nieliteralnie. Uważał, że nie należy ich czytać w ogóle. Dla niego ST opisywał demonicznego demiurga, a nie miłującego Abba Jezusa Chrystusa. Tak więc, prawdopodobnie, wierzył, że nie ma żadnego pożytku z tych Pism. Jeśli tak, to u niego nie było miejsca na chrystologiczne/ alegoryczne czytanie.
Po drugi: większość Ojców pierwszego kościoła czytało ST alegorycznie czy nieliteralnie, aby wymienić tylko Augustyna, Orygenesa, Grzegorza z Nysy, Ignatusa, Barnabasz, Justyna Męczennika, Klemensa, Walentyna, Heraklea, Świętego Ambrożego, Eframa Syryjczyka , Papiasza z Hierapolis i mnóstwo innych, których zaliczenie do marcjonistów jest oburzające. W pierwszym kościele znanych było sześć szkół teologicznych: aleksandryjska, antiocheńska, odeska, cesarejska, efeska, rzymska/kartagińska. Z wyjątkiem szkoły antiocheńskiej hermeneutyka pierwszego kościoła w ogromnej części trzymała się alegoryzowania ST zawsze, gdy wyglądało na to, że „literalne” podejście (martwa litera) przypisuje zło czy niegodne atrybuty Bogu. Jeśli to jest macjonizm to niemal wszyscy Ojcowie kościoła powinni być tak nazwani, a nigdy niczego takiego nie twierdził żaden kompetentny naukowiec przez wszystkie stulecia. Większość współczesnych chrześcijan to przygnębiający ignoranci, jeśli chodzi o teologie patrystyczną i to jest wstyd. Wielu z tych, których dziś nazywa się heretykami jest mocno zgodnych z tym, co Ojcowie kościoła pisali, jak myśleli, podczas gdy spora część tego, co nazywamy fundamentalizmem wysokich lotów, nie może być dalej, od poglądów pierwszego kościoła.
Po trzecie: aby być uczciwym wobec Marcjona, nie istnieją żadne jego zapisy. Wszystko, co o nim współcześnie wiemy pochodzi od tych, którzy brzydzili się nim jako heretykiem. To, co zostało mu powyżej przypisane może być, a może nie być właściwe. Nie ścierpiałbym tego, gdyby moi przeciwnicy mieli opisać wartość i wnioski na temat mojej teologii, nie mając żadnych zapisków dostępnych do przejrzenia i potwierdzenia. Nie jestem w stanie zliczyć jak często moje propozycje były błędnie cytowane i wykręcane do stanu, o którym nawet bym nie pomyślał. To, jak bardzo potrafimy nie zrozumieć i przekręcać prawdziwe stanowisko kogoś innego jest ogromniaste. Być może Marcjon wierzył w to, że należy usunąć ST z Biblii, lecz nawet jeśli tak było to uważam, że się mylił i nie zgadzam się z nim. Niemniej, prawnik we mnie chce dać mu szansę na osobistą odpowiedź zanim powiesimy go za kciuki. Continue reading




