Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Drogi sprawiedliwości_2

John Fenn

Pewna pracownica spóźniła się ok. 15 minut na spotkanie w pracy, na którym miała odegrać ważną rolę, a które było przewidziane na 9 rano. Po spotkaniu, szef, aby nie zawstydzić jej przy wszystkich, wziął ją na bok i powiedział: „Spóźniłaś się dziś. Naprawdę ciężko nam było przez ciebie zacząć”. Odpowiedziała: „Nic się nie dało zrobić. Są roboty budowlane na drodze i zrobił się korek na kilka kilometrów”. Czy jej odpowiedź wynikała ze sprawiedliwości?

Prawda jest taka, że dobrze wiedziała o tych robotach, ponieważ trwały już od kilku tygodni i wprowadzono jednokierunkowy ruch, co wiązało się z utrudnionym dojazdem do pracy wszystkim. Wiedziała o tym i tego dnia nie wybrała się odpowiednio wcześnie na to ważne spotkanie. W swoich własnych oczach, oraz szefa, to spotkanie nie było dla niej odpowiednio ważne. Świadomie wywołała wśród wszystkich uczestników zakłopotanie, wymuszając, jakieś usprawiedliwianie jej. Winę zrzuciła na roboty drogowe. Szef powiedział: „Przykro mi z powodu długiego dojazdu, lecz nie dopuszczaj do tego więcej”. Jak to się mówi, powiedziała „białe kłamstwo” i uszło jej to na sucho, ale wciąż było to kłamstwo, a nie sprawiedliwość (uczciwość).

Obeszła prawdę, choć wiedziała, że jej szef również wiedział o robotach na drodze i nie był zadowolony z powodu jej braku odpowiedzialności. Ostatecznie doszło do tego, że została pominięta przy awansie, za co początkowo winiła Boga, ponieważ w swej ocenie pracowała ciężej, niż reszta i nie wiedziała, co Bóg miał przeciwko niej, skoro ci mniej pracowici i uczciwi w pracy awansowali.

Gdy w końcu zapytała szefa, dlaczego została pominięta i co powinna zrobić, aby awansować przy następnej okazji, powiedział jej o tym spotkaniu. Powiedział jej, że to był pewien schemat jej postępowania, brak wierności i narzekanie, zamiast podjęcia odpowiedzialności za swoje życie. Na tym stanowisku potrzebował kogoś, kto będzie mówił mu prawdę bez względu na to, jaką – ona tego nie robiła. Przede wszystkim, nie była to wina Boga, sama sobie na to zasłużyła nie rozprawiając się z niesprawiedliwością w sercu.

To jest właśnie istota sprawy wzrostu w Chrystusie. Przyznać się do tego, czemu powstało spóźnienie, a nie zwalać na roboty. Nie oskarżanie przyjaciółki, która zareagowała na rozsyłanie fałszywej informacji. Nie udawanie przed żoną, że to ze względu na nią wyczyściło się żaluzje. Lecz, będąc cichym i łagodnego serca, podatnym na naukę i chętnym do poprawiania własnych motywacji, głęboko wewnątrz, tam, gdzie je widzi Jezus.

Król Saul stracił królestwo najpierw w swym sercu, a dopiero później w naturalnej rzeczywistości.

Continue reading

Tego tekstu legaliści nie są w stanie znieść


Joe McKeever

Nie postępuje z nami według grzechów naszych, ani nie odpłaca nam według win naszych” (Ps 103:10).

Zróbcie wszystko, co w waszej mocy, aby w waszym kościele żaden legalista nie był odpowiedzialny za cokolwiek, ponieważ oznacza to wyrok śmierci na wszystko czegokolwiek się dotknie.

Litera zabija, Ducha daje życie” (2Kor 3:6).

Legalistą jest samozwańczy chrześcijanin, który sprowadza nasze obowiązki wobec Boga do listy reguł. Legaliści uwielbiają Dziesięć Przykazań, oczywiście, lecz skoro Nowy Testament nie kodyfikuje listy zadań, które musimy wykonywać, aby podobać się Bogu, oni robią to za Niego. Jakże miło z ich strony, że pomagają Bogu. Przypomina mi się stara definicja legalisty: Ten, kto wie, że w Biblii Bóg nie wymaga tej zasady, lecz wymagałby, gdyby o tym pomyślał. Legalista zrozumiał Boga.

Dla legalisty wszystko, cokolwiek Bóg robi, jest związane z naszymi ocenami i naszymi osiągnięciami. To, że my upieramy się przy tym, że „On nie postępuje według grzechów naszych ani nie dopłaca nam według win naszych” po prostu nie liczy się. Takie nauczanie nie funkcjonuje w jego systemie.

To twierdzenie – a łaska jest doktryną – jest dla legalisty nie do zniesienia.

Legalista „wie”, że łaska jest w Niebie rzadkością, ponieważ Bóg jest zbyt zajęty osądzaniem uczynków i przyłapywaniem grzeszników na gorącym uczynku.

Legalista nie ma cierpliwości dla tych, którzy uwielbiają Boże przebaczenie i przyklaskują Jego łaskawości. Jest zniesmaczony tym, że tacy słabeusze nazywają siebie chrześcijanami i jest pewien, że dzień sądu dowiedzie jego małostkowości.

Legalista wszystko redukuje do rygorystycznego zachowania. Jeśli czynimy dobrze jest w porządku, jeśli źle (czy nawet mniej niż dobrze), to mamy poważny problem.

Oczywiście, znajduje mnóstwo wersów na poparcie swego surowego punktu widzenia. Do jego ulubionych wersów należą wszystkie wzywające nas do „wykonywania Słowa”. Uwielbia 2Kor 2:9: „Po to zresztą i pisałem, aby was wypróbować, czy we wszystkim jesteście posłuszni”. (Ignoruje całą resztę Słowa i nie ma powodu, żeby nas zachęcić do sprawdzenia kontekstu.)

Miałem kiedyś diakonów którzy próbowali coraz bardziej zawężać kwalifikacje na ten urząd. Jak tylko znaleźli jakiś wers nazywający coś grzechem, natychmiast chcieli włączyć go, jako dyskwalifikujący. Wydaje się, że sądzili, iż teraz już są na dobre w grze, a tych kilka osób podążających za nimi będzie mogło ich zmierzyć poprzez wysokie standardy. Równocześnie, zabijali kościół uściskiem, w którym go trzymali.

Legaliście zależy na prostocie i nie ma cierpliwości do niczego, co komplikuje jego filozofię: „zachowuj zasady”. Czy może być coś prostszego? Continue reading

Drogi sprawiedliwości_1


John Fenn

Ostatnio, w sobotę rano, Barbara jeszcze spała, Chris już obudzony, wykąpany oglądał ulubiony chrześcijański program telewizyjny, grając na tablecie, a ja sprzątałem kuchnię po zrobieniu Chrisowi śniadania. W kuchennym oknie mamy drewniane żaluzje szerokości około 5cm, o nieco już wyblakłym kolorze. Jako, że są w kuchni, stale zbiera się na nich tłuszcz i kurz, a ja jako pierwszy rozsuwam je rano, przez co brud znajdujący się na każdej listewce i szybko zwijam do góry, żeby ukryć ten brud – nie widać, nie zawraca głowy.

W ciągu pierwszego miesiąca, stojąc przy kuchennym zlewie myślałem sobie: „ktoś musi w końcu wyczyścić to. Ciekaw jestem, kiedy Barbara zakręci się koło tego” (Tak, będąc szczerym.) Niemniej, dziś, tym „kimś” byłem ja. Nie dało się już tego dłużej wytrzymać. Chris zadowolony, Barbara śpi, jest po śniadaniu. Wyjąłem żaluzje z zaczepu, opuściłem na kontuar, spryskałem solidnie płynem i po kilku chwilach wytarłem papierowym ręcznikiem.
Gdy znalazły się z powrotem na miejscu, lekko wyczyściłem pozostałe plamy, które wcześniej przeoczyłem i pomyślałem sobie: „Ciekaw jestem, kiedy Barbara zauważy, że wyczyściłem żaluzje”. Jak tylko ta myśl powstała, usłyszałem, jak Pan pytam mnie: „Co chcesz jej powiedzieć o tym, dlaczego je wyczyściłeś?” Natychmiast odpowiedziałem: „Bo wymagały czyszczenia…” Te ostatnie słowa wygasły z myśli, jak samochód, któremu wyczerpało się paliwo i powoli zjeżdża na bok. Odpowiedziałem, zanim zdałem sobie sprawę z tego, że Pan pytał o przyczynę, a ja wiedziałem, co to było – Pan sprawdzał motywacje, co napędzało moje serce, sprawiedliwość czy pycha?

Wobec Niego można mówić wyłącznie prawdę, jest jak najdoskonalszy na świecie wykrywacz kłamstwa, uniwersalna surowica prawdy, ponieważ On Sam jest Prawdą. Kiedy zadaje ci pytanie o prawdę, cokolwiek jest w sercu wychodzi na wierzch. Jest to łagodne, lecz gruntowne, a bolesne jedynie wtedy, gdy nie jesteś podatny na naukę, jesteś pyszny, uparty, starasz się coś ukryć w sercu i nienawidzisz być w błędzie. W skrócie: jeśli nie kochasz sprawiedliwości będziesz unikał Prawdy, lecz jeśli kochasz sprawiedliwość, będziesz zmierzał do światła, aby zostać sprostowany.

Wobec Niego dzieje się prawda i człowiek nie jest w stanie powstrzymać jej przed wyjściem z serca na światło Jego szczegółowego przyglądania się. Motywy po prostu wypływają na powierzchnię, jak babcine pierogi po ugotowaniu się. Jesteś „ugotowany” i nic nie możesz na to poradzić.

Natychmiast zmieniłem odpowiedź na prawdziwą: „W porządku, prawda jest taka, że nie mogłem już wytrzymać ich w takim stanie”, na co odpowiedział: „Ale Barbarze powiedziałbyś, że zrobiłeś to jak przysługę, bo była taka potrzeba, a wiesz, że trudno jej zdjąć je z góry”. „Tak, przepraszam” – przyznałem. „W porządku, dziś wzrosłeś trochę”. I tyle. Pan milczał, a ja zostałem z ciepłym uczuciem Jego obecności, które kocham, i które wzmocniło się, ponieważ wzrosłem nieco.

Postanowiłem w sercu, że, gdy Barbara zapyta, kiedy je wyczyściłem i dlaczego, powiem jej niepolerowaną prawdę, bez powiastek czy robienia z siebie jej bohatera. Zrobiłem to, bo nie dręczyły mnie tym brudem, nie mogłem tego znieść dłużej. Czysto egoistyczna motywacja. Taka była prawda. Nie zrobiłem tego dla niej. Nie, ze względu na wygląd tego miejsca, nie dlatego, że była taka potrzeba. Przeszkadzało mi to, że są takie brudne i nie mogłem tego już więcej znieść. Tak jej powiem. (Jeszcze nie zauważyła, że są czyste.)


Gdy sądzi Bóg

Continue reading

Czy należy „bać” się Boga?

http://chipbrogden.com/wp-content/uploads/chipbrogden-logo-sticky.png

Chip Brogden

Usłyszałem szelest twój w ogrodzie i zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się(Rdz 3:10). 

W Biblii strach po raz pierwszy jest wspomniany w kontekście człowieka obawiającego się Boga. Zastanówcie się nad tym przez chwilę. To jest pierwsza fobia w zarejestrowanej historii Teofobii – strachu przed Bogiem. Jest to właściwe określenie – Teofobia. Znajdziesz ten wyraz w medycznym słowniku, a oznacza on: „chorobliwy strach przed Bogiem”.

Człowiek niemal od samego początku swego istnienia cierpiał na Teofobię, a to wskazywałoby na to, że praktycznie każdy strach, który odczuwamy – nie wszystkie, ale większość z nich – wiąże się z tym nadrzędnym, przytłaczającym strachem przed Bogiem. W większości opiera się on na niewiedzy – obawiam się tego, czego nie wiem, czego nie rozumiem. Skoro więc nie znam Boga i nie rozumiem Go, a religia karmi mnie nieustanną dietą nieprawd i półprawd o Bogu, grając na moich obawach,to oczywiście będę się bał Boga. Ten strach sprawia, że albo będę uciekał przed Bogiem, albo będę podejmował starania, aby się Mu podobać, na przykład: może pójdę do kościoła, ponieważ myślę, że Bóg z tego powodu ucieszy się.

Trzeba koniecznie zrozumieć, że religijna osoba starająca się przypodobać Bogu jest równie nieświadoma, jak „grzesznik” starający się ukryć przed Bogiem – ani jeden, ani drugi rozumieją poprawnie Boga. Wszystko, co robią jest zbudowane na strachu. Jeden nie chodzi do kościoła, bo boi się Boga, drugi chodzi z tego samego powodu. Czy nie jest to ciekawe, jak strach prowadzi ludzi do zupełnie przeciwnych postaw!

Bóg nie prowadzi nas według naszych obaw. Jakże łatwo jest usprawiedliwić różne lęki pod pretekstem: „Czuję się tak prowadzony”. Czy rzeczywiście jesteś tego pewien? Wielokrotnie bywa tak, że nie jesteśmy prowadzeni przez Boga, lecz przez nasze obawy. Weźmy na przykład kogoś, kto ma objawienie Chrystusa, ma objawienie Ciała Chrystusa, Kościoła, który Jezus buduje, lecz trzyma się tego miejsca, gdzie jest, pomimo że jest to całkowicie dla niego martwe. Jaki podaje powód? „No, obawiam się. Dokąd pójdę. Co pomyślą przyjaciele?” Pastor dowiaduje się o tym i mówi, że musisz przecież być pod duchową ochroną, a wilki lubią polować na odizolowane owce. Jeśli więc, nie zostaniesz w kościele, diabeł dorwie cię i Bóg nie będzie z tego zadowolony itd., itp. Wtedy racjonalizuje się całą sprawę, mówiąc, że Bóg chce, aby pozostał tam, gdzie jest, aby „być światłem w ciemnym miejscu”, kwitnął tam, gdzie jest zasadzony, no i te wszystkie bezsensowne rzeczy. Nie twierdzę, że tak się nie może stać, pytam czy rzeczywiście Bóg chce, abyś trzymał się tego, czy też poddajesz się strachowi?

Bóg nie dał nam ducha strachu. To jest istota – nie chodzi o to czy właściwe jest pozostać bądź wyjść, czy nie – lecz raczej, co tobą kieruje? Jakie są twoje motywacje. Co cię kontroluje?

Biblia mówi, że „Bóg jest miłością”. Mówi również, że „doskonała miłość usuwa strach”. Bóg jest doskonały i Bóg jest doskonałą miłością. Tak więc, miłość, a nie strach, powinna być cechą charakteryzującą przyjaźń z Bogiem. Naszą motywacją działania ma być miłość, a nie strach. Weźmy pod uwagę codzienny czas poświęcany Bogu. Mnóstwo ludzi modli się i czyta Biblię kilka minut dziennie na początku dnia. Wielu tego nie robi i czują się z tego powodu winni. Chciałbym, abyś zaczął badać motywacje, które stoją za tym. Zapytaj samego siebie: Dlaczego? Pytając, zacznij grzebać coraz głębiej i głębiej. Tu nie chodzi o to, co robisz, czego nie robisz, lecz o to, dlaczego? Bardzo łatwo przychodzi nam zmienić coś duchowego w coś religijnego. Wtedy, gdy zdarzy się nam ominąć taki modlitewny poranek, jesteśmy poirytowani i źli przez resztę dnia, bądź odczuwamy poczucie winy, że tego nie zrobiliśmy. Możemy czuć się dobrze, bo zrobiliśmy to i myśleć, że jesteśmy bardziej duchowi od tych, którzy nie robią tego. Łatwo jest popaść w coś, co miłością nie jest. Zaczynasz modlić się z obawy przed tym, co może się stać, jeśli tego nie zrobisz. Sugerowałbym, że jest to zła motywacja do modlitwy.

Bez względu na to czy modlisz się, czy czytasz Biblię, jest tylko jedna motywacja: kocham Boga i chcę lepiej Go poznać. O to chodzi. Nie boję się tego, co się może stać, gdy czegoś nie zrobię. Nie staram się pozyskać Jego uznania. Wiem, że mnie kocha tak samo, bez względu na to czy się modlę, czy nie. Lecz, dochodząc do lepszego poznania Boga możesz odpuścić sobie te nieuzasadnione obawy, co do Boga. W zależności od religijnego wychowania może zająć dużo czasu uwolnienie się od tych wszystkich błędnych informacji o Bogu. Jest to w porządku, należy to do procesu uczenia się.

Niemniej, wierzę, że jest to kluczem do pokonania wszelkiego strachu i zmartwienia – wyjście poza Teofobię, nasz strach przed Bogiem. Gdy już wiesz, że Bóg jest po twojej stronie, gdy już wiesz, że nie czeka gdzieś tam, aby cię walnąć w głowę za każdym razem, gdy popełnisz błąd, jesteś na dobrej drodze do pokonania strachu przed wszystkim innym.

Naprawdę potrzebujemy kolejnej Reformacji

1.11.2017
J. Lee Grady

Sławne 95 tez Lutra zostało przetłumaczone z łaciny na niemiecki i rozpowszechnione.

Pięćset lat temu Marcin Luter zorganizował najważniejszy ruch protestu w historii. Martwiło go to, że urzędnicy Kościoła Rzymskokatolickiego obiecywali ludziom przebaczenie grzechów i szybką ucieczkę z czyśćca w zamian za pieniądze, więc 31 października 1517 roku przybił długą listę skarg na drzwiach kościoła w Wittenberdze.

Sławne 95 tez Lutra zostało przetłumaczone z łaciny na niemiecki i rozpowszechnione.
Podobnie, jak Jeremiasz, Luter miał odwagę zadawać pytania, których nigdy nie zadawano. Sprzeciwił się także potędze papieża, który rzekomo miał być nieomylny. Dzięki temu odważnemu mnichowi Duch Święty wywołał protestancką Reformację i odnowił doktrynę łaski, która była skorumpowana, religijna, dysfunkcyjna, upolityczniona i duchowo martwa.

Nie jestem Lutrem, lecz wzrasta we mnie przekonanie, że współczesne, tak zwane „napełnione Duchem” kościoły, zmagają się z wieloma podobnymi problemami, co Kościół Katolicki w 1517roku. My nie mamy „odpustów”, lecz mamy maratony telewizyjne mające na celu charytatywną zbiórkę pieniędzy. Nie mamy papieży – mamy za to super-apostołów. Nie wspieramy nietykalnego kapłaństwa, rzucamy za to pieniędzmi w celebrytów ewangelistów, którzy chcą latać prywatnymi samolotami.

Aby uczcić 500 lecie Reformacji, oferuję moją własną listę niezbędnych reform do wprowadzenia we współczesnym charyzmatycznym/pentakostalnym ruchu. Ponieważ jednak nie mogę ich przybić na drzwiach w Wittenberdze, umieszczam je online.

Swobodnie możecie je przybić, gdziekolwiek chcecie.

Zreformujmy naszą teologię. Duch Święty jest trzecią osobą Trójcy, jest Bogiem i jest święty. Nie jest żadnym „to”. Nie jest niewyraźnym zarysem, mocą czy wewnętrzną siłą. Musimy przestać manipulować Nim, nakazywać Mu i rzucać Nim wokoło. (Powinniśmy też przestać ignorować Go, jak by był jakimś opcjonalnym „dodatkiem” do naszych opracowanych uprzednio planów.)

Wróćmy do Biblii. Słowo Boże jest fundamentem chrześcijańskiego przeżycia. Każde egzotyczne doświadczenie musi być weryfikowane poprzez Słowo i rozeznanie Ducha Świętego. Wizje, sny, proroctwa i spotkania z aniołami muszą być zgodne z Pismem. Jeśli nie sprawdzamy ich zgodności z Pismem, możemy skończyć rozpowszechniając zwiedzenie.

Najwyższy czas na podjęcie osobistej odpowiedzialności. My, charyzmatycy, musimy przestać obwiniać o wszystko demony. Zazwyczaj to ludzie są problemem.

Continue reading

Jezus, Hollywood i skandal z Harveyem Weinsteinem

18.10.2017

W zeszłym tygodniu dowiedzieliśmy się o czymś rzeczywiście wstrętnym, co schowane było pod hollywoodzkim iskrzącym blaskiem. Harvey Weinstein, miliarder odpowiedzialny za produkcję między innymi takich filmów jak: Zakochany Szekspir, Chicago oraz The King’s Speech, został zwolniony z pracy i wyrzucony z Academy for Motion Picture Arts and Sciences po tym, jak dziesiątki kobiet oskarżyło go o gwałty i seksualne nękanie.

Kobiety, które go o to oskarżyły to aktorki: Ashley Judd, Kate Beckinsale, Gwyneth Paltrow, Mira Sorvino oraz Angelina Jolie. The New York Times, który ujawnił całą sprawę, poinformował, że Weinsetein spłacił inne kobiety, które straszyły go podjęciem prawnych działań.

Całe to wstrętne zamieszanie, pokazuje nam również to, że pracownicy przemysłu filmowego wiedzieli o jego zachowaniach, a jednak zamietli wszystko pod niesławny czerwony dywan Hollywood. Ten skandal ujawnił nikczemną filmową kulturę, w której od kobiet oczekuje się, że będą udzielały seksualnych przysług w zamian za rozwój kariery.

Nie jest żadnym hitem kinowym to, czego oczekiwało kierownictwo filmów, lecz może się okazać, że jest jeszcze gorzej, szczególnie od chwili, gdy coraz więcej kobiet otwarcie mówi o seksualnym wykorzystaniu w przemyśle filmowym. Aktorki Jennifer Lawrence, Reese Witherspoon oraz America Ferrera przyznały teraz, że były nękane czy molestowane w pewnym okresie swego życia.

W tym tygodniu aktorka, Alyssa Milano, poprosiła kobiety, aby na Tweeterze umieściły tweet opatrzony hasztagiem #MeToo jeśli były molestowane, zgwałcone, bądź nękane. Od niedzieli #MeToo został użyty ponad milion razy na Twitterze, a ponad 5 milionów ludzi na świecie zaangażowało się w dialog „Me too” na Facebooku.
Jest również wielu chrześcijan, którzy również mogliby teetować #MeToo. Uczniowie Jezusa nie są odporni na ten problem. Zdarzało się, że zarówno kobiety jak i mężczyźni byli seksualnie wykorzystywani bądź nękani przez kościelnych przywódców. Zamiast wskazywać osądzającym palcem na Hollywood, powinniśmy wykorzystać ten skandal do tego, aby rozpocząć w kościele rozmowę na temat płci i sprawiedliwości.

Oto kilka punktów, które powinny zostać omówione:

Musimy przestać unikać tematu seksualnego wykorzystania. To, czego unikamy z kazalnicy, prosperuje w ciemności. Dopóki nie mówimy o tej niewygodnej sprawie, ofiary będą cierpieć w naszych ławach w milczeniu. Może to pomóc w uruchomieniu kampanii „Me too” w lokalnych społecznościach. Chrześcijanie muszą czuć się wolni, aby przyznać, że seksualne niepokojenie miało miejsce, a kościoły powinny zaoferować konieczne poradnictwo i leczenie. Continue reading

Jak walczył z Szatanem Jezus


Richard Murray

To, w jaki sposób Jezus radził sobie z diabłem jest całkiem zaskakujące

Ani dosłownie, ani symbolicznie nie uderzał pięścią, nie miażdżył, ani turbował. Nie przemawiał do niego w długich retorycznych przemowach, po prostu … odrzucał.

Gdy Jezus spotykał się z pokuszeniem, stal powtarzał diabłu: „Zejdź mi z drogi, Szatanie!” lub „Idź precz, Szatanie!” (tu dosł.: „Get BEHIND me Satan!”).

Rozumiesz? „Opuść moją osobistą przestrzeń” – ani mniej, ani więcej – nie wolno ci tu więcej wkraczać. Idź sprzede mnie i zostaw w spokoju to, co dostrzegam w sercu”.
Jezus regularnie rugował Szatana, nie pozwalając mu zajmować tego „obszaru pomiędzy”, to jest tej świętej przestrzeni w nas, która znajduje się POMIĘDZY „Bożym wewnętrznym głosem” a „naszym wewnętrznym uchem”. Strategia Szatana ZAWSZE była i jest taka sama: uniemożliwić nam „słuchanie z wiarą” (Ga 3:2,5).
Szatan naprawdę najbardziej boi się właśnie tego, że TY będziesz „słuchał” Bożego Ducha „z wiarą”. Diabeł stara się zakłócić nasze wewnętrzne porozumienie z Bogiem tak, abyśmy nie otrzymywali boskiego „rhema”, słów od Boga, tych słów, które „w wierze” Jezus powiedział Szatanowi, słów którymi my powinniśmy nieustannie żyć.
Ostatecznie, Jezus zawsze zwracał ponownie uwagę na Swego Abba. Spójrzmy na to, jak reagował Jezus na to, gdy Szatan na pustyni potępienia starał się zakłócić uwagę i zwracać ją w fałszywym kierunku, zmącić ten święty „obszar pomiędzy” Jezusa. WSZYSTKO, co powiedział Szatanowi było związane z oczyszczeniem przestrzeni porozumienia „pomiędzy” Nim i Ojcem.

Gdy kusił Jezusa głodem, Jego zasadniczą reakcją było zwrócenie uwagi na to, że ważniejsze jest być BARDZIEJ głodnym KAŻDEGO słowa „rhema” przekazanego przez Ducha, niż fizycznego chleba. Przestrzeń porozumienia oczyszczona!
Gdy Szatan nęcił Jezusa, aby w zamian za rządzenie nad wszystkimi królestwami tego świata, oddał mu chwałę, Jezus odpowiedział, kierując uwagę na to, że ZAWSZE i JEDYNIE godzien jest WSZELKIEJ naszej chwały i służby Jego prawy Ojciec. Przestrzeń porozumienia oczyszczona!
W końcu, gdy usiłował przy pomocy wersu z Pisma skusić Jezusa do tego, aby skoczył ze szczytu Świątyni, aby aniołowie Mu usłużyli, dowodząc w ten sposób, że jest Synem Bożym, Jezus przebił to diabelskie odczytanie lepszym „inspirowanym rhema” tekstem, w którym nalega, aby NIGDY nie poddawać Pana naszego Boga żadnym diabelskim sprawdzianom. Przestrzeń porozumienia oczyszczona!
W powyższych, prostych wersach zawarta jest prosta strategia Jezusa walki z Szatanem:„Idź precz, Szatanie” („Get behind me Satan!”), bądź, ujmując to inaczej: nie zakłócaj mojego bezpośredniego postrzegania TERAZ, usuń swoje ukryte sugestie TERAZ, usuń bezprawne przeszkody TERAZ.

Naruszasz moją przestrzeń zarezerwowaną jedynie dla Abba!”