Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Jak wygląda prawdziwa miłość, a jak nie


Joe McKeever

Nikt nigdy nie przekona mnie, że to Salomon napisał „Pieśni nad pieśniami”, których autorstwo często przypisuje się jemu.

Nikt, kto ma 1000 żon i pełną salę gotowych dziewczyn, nie jest w stanie skupić się na jednej kobiecie w taki sposób jak zrobił to autor tej poetycznej rapsodii. (Jeśli kochasz Pieśni Salomona to w porządku. Mówię tylko, że nie ma możliwości, aby to pochodziły spod pióra i z serca tego króla Izraela.)

Prawdziwa miłość to nie rozkochanie w połysku włosów czy poświacie brązowych oczu – jest to coś znacznie głębszego.
W tym tygodniu (starszy tekst – przyp. tłum.) brałem udział w przebudzeniu w Elberta, w stanie Alabama, małej, uroczej społeczności w pobliżu nadbrzeżnego miasteczka, ośrodka wypoczynkowego Gulf Shores. Pewnego dnia, spotkaliśmy się z pastorem Mikiem Keech na śniadaniu w osobliwej kafejce zwanej Grits ‘n Gravy. Zabrałem ze sobą szkicownik i w ciągu spędzonej tam godziny narysowałem wszystkich gości, kilkanaście postaci, oraz, oczywiście właściciela, Patricka, oraz Megan – bufetową. Wszyscy byli godni zapamiętania, ale najbardziej pewne starsze małżeństwo siedzące obok.
Mężczyzna miał długie białe włosy. Podszedłem i powiedziałem: „Drodzy, jestem rysownikiem i rysuję ludzi, a ty aż się prosisz, żeby cię narysować”. „Ach?” – odpowiedział. „Tak, proszę pana, wyglądasz na kogoś o silnym charakterze, a ja lubię rysować takich”.
„Nie jestem twardym charakterem – odpowiedział poważnie.

Jego żona powiedziała z uśmiechem:
„Zdecydowanie jest bardzo silnym charakterem”

Narysowałem ich oboje.
Gdy zapytałem, czy są małżeństwem, mężczyzna powiedział: „Tak, obecnie od czterech lat. Dla nas obojga to drugi raz”.
Miał na imię Welton a jego żona Wilma. Powiedział: „Mam 91 lat i jestem najstarszym pracownikiem sieci sklepów Lowe (inteligentne domy). Ciągle pracuję 40 godzin tygodniowo w Foley Lowe’s store”.
Spojrzał na swoją żonę i powiedział: „Kiedy pierwszy raz umówiłem się z nią, pomyślałem, gdy jedliśmy, że skoro mogą ją nakarmić to mogę ją też zatrzymać”.
Zaśmiała się głośno, wyraźnie adorując tego starego dżentelmana. Mądra kobieta. Niewątpliwie słyszała to tysiąc razy, a jednak śmiała się z tego.
Wilma powiedziała: „Nie wiedziałam, ile ma lat, bo prawdopodobnie nie przyszłabym. A pomyśleć, ile radości straciłabym”.

Welton powiedział: „Ja mam żelazo w krwi a ona ma magnetyczną osobowość”.

Po czym dodał w zamyśleniu: „Byliśmy dwoma statkami mijającymi się w nocy”.

Zapytałem: „Jakim statkiem byłeś? Towarowym? Wycieczkowym?”

Nie wypadł z uderzenia: „Statkiem miłości”.

Ona wybuchła śmiechem.

Nie dało się tych ludzi nie lubić. Continue reading →

Nones and Dones_2


Stephen Crosby

The Nones and Dones – Przypływowa fala zmian

Mój przyjaciel, Greg Albrecht, napisał coś następującego, co jest fascynującym, choć smutnym postscriptum do mojego poprzedniego wpisu: „Ilość niezrzeszonych w kościołach Amerykanów mogłaby stanowić ósmy pod względem liczebności kraj na świecie!”

Ostatnie badania Georga Barna na temat „Nones and Dones” pochodzą z 2014 roku. Sprawozdanie Albrechta (“10 Facts About America’s Churchless”) stwierdza między innymi:

„Ilość niezrzeszonych w kościołach Amerykanów mogłaby stanowić ósmy pod względem liczebności kraj na świecie! Szacowane w 2014 roku przez Barna Group dane korzystają określenia 'bezkościelni” (dosł.: churchless) na opisanie tych, którzy w ciągu 6 miesięcy poprzedzających badanie ankietowe nie brali udziału w chrześcijańskich nabożeństwach, poza szczególnymi okazjami jak ślub czy pogrzeb, na 114 milionów. Jeśli dodać do tego 42 miliony dzieci i nastolatków, którzy nie chodzą do kościoła mamy 156 milionów obywateli USA, którzy nie są zaangażowani w żaden sposób w chrześcijańskim kościele.
Ogromna większość Amerykanów będących poza kościołem, kiedyś uczestniczyło w nim. Tylko nielicznie dorośli są całkowicie odłączeni od kościoła, większość z nich należy raczej do byłych uczestników. Tylko jedna czwarta z tych poza kościołem (23%) nie było w chrześcijańskim kościele nigdy w życiu… Większość (76%) miało bezpośrednio do czynienia z jednym kościołem lub większa ilością i opierając się na tej próbie zdecydowali, że lepiej wykorzystają swój czas w inny sposób”.
Według mojej oceny 76% dorosłych, którzy wyszli z kościoła (jak określa ich Barna „de-churched”) z takiej czy innych przyczyny stanowi 76, 65 miliona (76% z 114 milionów).

________________________________________________

Komentarz Steve’a:

Jeśli o mnie chodzi to nie ma znaczenia czy ktoś uważa, że to dobre czy złe, czy jesteś wiernym obrońcą instytucjonalnej chrześcijańskiej religii czy krytykiem, istotą jest to że owi „nones and dones” to rzeczywistość. Można to interpretować jak sobie chcesz, niemniej, udawać, że to nie jest prawdą czy, że nie ma znaczenia, jest irracjonalne.
Jeśli pozostajesz poza instytucjonalnym chrześcijaństwem, nie wystarczy krytykować to, skąd pochodzisz, że tak powiem: kopiąc kołyskę. Masz odpowiedzialność za to, aby wskazać na inną bardziej żywotną, bardziej zgodną z zasadami Królestwa, funkcjonalną alternatywę niż to, o czym wiedziałeś zawsze i czego masz dość. Powtarzanie tego samego systemu dysfunkcyjnych wartości tylko że mniejszą skalę, nie prowadzi do duchowego wzrostu. Nie wystarczy przemalowanie pułapki na myszy (idiom znaczący: drobne poprawki). Musisz sam sobie zadać pytanie czy powinieneś w ogóle brać udział w biznesie łapania myszy.
Jeśli jesteś oddany tradycyjnym strukturom i metodom stosowanym przez chrześcijaństwo, konieczna jest chwila refleksji nad sobą. Ta rzeczywistość wymaga czegoś więcej niż zmiana dywanów w sanktuarium, „bardziej inspirujące kazania”, „współczesny zespół uwielbiający”, więcej grillów i „kampanii zarządzania” oraz nowe „programy ewangelizacyjne”.
Skoro Jezus przyciągał do siebie niekochanych i grzeszników, musimy zapytać siebie: „Dlaczego nic ich nie pociąga do nas i naszego „kościoła”. Jeśli w drogę nie wejdzie nam nasza własna pycha to pokorne zażenowanie tym pytaniem może wzmocnić i przemienić. Rzuci również wyzwanie obecnemu statu quo, szczególnie wtedy, jeśli owo pytanie dotyka okopanych mocy prestiżu, pieniędzy, kontroli i władzy. Stare powiedzonko dobrze tu pasuje: zmień, przyjmij bądź zostań zmieciony w historyczny kubeł na śmieci bądź w mrok braku znaczenia – zjawisko, które już jest w toku w wielu sytuacjach.
Choć faktem jest, że nikt z nas nie jest doskonały, a zatem każde zgromadzenie niedoskonałych będzie niedoskonałe, nie może to być usprawiedliwieniem dla utrwalania dysfunkcyjnego działania. Tu nie chodzi o „szukanie doskonałego kościoła”, a raczej o zajęcie się głębokimi, systemowymi wartościami i metodami, które są przeciwieństwem funkcjonowania w Królestwie Jezusa Chrystusa.

__________________________

Copyright 2015,  Dr. Stephen R. Crosby, www.stevecrosby.org Permission is granted to copy, forward, or distribute this article for non-commercial use only, as long as this copyright byline, in totality, is maintained in all duplications, copies, and link references.  For reprint permission for any commercial use, in any form of media, please contact stephrcrosby@gmail.com.

Would you like to partner with us in distributing our materials and perhaps generate some income for yourself?  Please go to www.stevecrosby.com for details of our Affiliate program. This ministry is sustained by the freewill offerings of those believe in the message of a radical grace in a new covenant understanding. If this article has been a blessing to you, would you prayerfully consider making a tax-deductible contribution through our Paypal button to help? Thank you and God bless you.

The Nones and Dones – sfrustrowani kościołem, straceni_1

Stephen Crosby

W USA 65,000,000 (milionów) wierzących jest poza kościołem (dosł. 'de-churched’)

(od tłum.: specyfika amerykańskiego kościoła jest szczególna i bardzo inna od kościołów w innych częściach świata („mega-church’e i mega-skandale przy okazji), stąd i tendencje inne, ale to ostrzeżenie może być istotne wszędzie.
Uwaga:
„Nones” – grupa Amerykanów bez jakiejkolwiek przynależności kościelnej, którzy w ankietach na pytanie o religię odpowiadają: „none” – żadna. „Dones” – to ci, którzy przez lata byli bardzo zaangażowani, niektórzy byli liderami, nigdy wcześniej nie wyobrażającymi sobie, że można być „poza kościołem”, a obecnie, „mają dość”. Nie jest to mała liczba, rocznie kościoły opuszcza około 3 milionów osób.)

W książce napisanej przez socjologa, Josha Packarda, który przeprowadził skrupulatne badania, pt.: „Church Fefugees” („Kościelni uchodźcy”), autor twierdzi, że obecnie jest 65.000.000 osób, które w USA mają „dość” kościoła, z czego 30.5mln z nich zachowują swoją „wiarę”, równoważąc tych, którzy nie mają żadnej „religijnej przynależności”.

Ci „Nones and Dones” nie są buntownikami, zranionymi, zgorzkniałymi, Absalomami, Izebelami i heretykami, jak się ich często karykaturalnie przedstawia. Często są to ci najlepsi, najjaśniejsi, najwspanialsi i najbardziej oddani Chrystusowi – ci, którzy swoją wiarę traktują bardzo poważnie. Jest jeszcze kolejne 7.000.000 „na własnej drodze” do tego, aby „mieć dość”, co w sumie daje 72.000.000 tych „nones and dones”.
W Stanach Zjednoczonych jest około 65 mln wierzących, którzy sami siebie identyfikują jako nie należących do zorganizowanego kościoła.

30 do 50 procent tych, którzy wyznają Chrystusa w USA ma DOŚĆ (DONE) „kościoła” (zorganizowanej, zinstytucjonalizowanej religii) lub wkrótce będą w takim stanie.
Czy, w świetle tych liczby, nie jest w gronie przywództwa potrzebna jakaś refleksja własna, zamiast powszechnej reakcji w postaci obrony i usprawiedliwiania siebie, wymówek, racjonalizacji, dopracowywania programów, oskarżeń i określania każdego, kto odchodzi jako „mającego problemy z władzą”, bądź używanie innych oszczerczych nazw?
Proponuję uznać, że twierdzenie, że 30-65.000.000 ludzi to buntownicy, mijający się z Bogiem oraz znajdujący się „poza Jego wolą” jest absurdalne i dziwaczne. Jest osadzone na aroganckiej dumie, wywołanej problemami z ego, pieniędzmi, kontrolą i władzą, które uniemożliwiają refleksję nad samym sobą. Jest to forma religijnego związania, zaślepienia i oddania istniejącemu status quo.

Continue reading →

Żołnierz, sportowiec i rolnik_3

John Fenn

W czasie, gdy byłem dyrektorem szkoły biblijnej poza Stanami Zjednoczonymi przyszli do mnie pewni pastorzy z pytaniem o pewnego usługującego, którego popularność wzrastała, a który nie był do nich w niczym podobny – miał tatuaże a ubrania nosił jakby wprost z ulicy. Niemniej, byli zdumieni cudami, które, jak twierdził, działy się na jego spotkaniach. Martwił ich wzrost jego popularności nie z powodu wyglądu, lecz szczegółów dotyczących prywatnego życia.
Przyszli do mnie, ponieważ naciskał na nich, aby zaprosili go do swoich kościołów. Z jednej strony twierdził, że wielkie cuda Pan czyni, szczególnie na spotkaniach poza Stanami, że ludzie wstają ze wózków inwalidzkich itp. Lecz z drugiej strony dość powszechnie mówiło się o jego niewierności żonie, o problemach z narkotykami i alkoholem, a był też również oskarżany o wybuchy gniewu i maltretowanie. Jego prywatne życie nie wydawało się spójne z charakterem Chrystusa, czego należałoby spodziewać się po słudze i liderze.
Po licznych dyskusjach wszyscy zgodzili się w pewnym momencie, w Pańskim postanowieniu, że jeśli nie będzie pokutował ze swoich grzechów to te sprawy wyjdą publicznie na jaw, a do tej pory każdy z nich musi zdecydować sam czy zaprosić go do siebie, czy nie. O ile mi wiadomo, żaden z nich tego nie zrobił, więc wkrótce ten człowiek musiał udać się do innego kraju, gdzie nie był znany.

Znoś trudności jak żołnierz, miej postawę trenującego sportowca i bądź jak…rolnik?

Piszę o trzech dziedzinach zapisanych w 2Liście do Tymoteusza 2:1-6, które doskonale pasują do trzech części człowieka; ciała, duszy i ducha.

Paweł napisał do Tymoteusza, aby znosił trudności tak, jak radzi sobie z tym żołnierz. Nie chodzi o to, że jest żołnierzem, lecz o to, że ma znosić fizyczne trudności w taki sposób, jakby nim był. Może to oznaczać: aresztowanie, tortury czy śmierć. Podróżowano wówczas pieszo lub statkami bez względu na pogodę i otaczającą kulturę.

Następnie przechodzi do duszy, pisząc, aby trenował i współzawodniczył zgodnie z zasadami, aby znosił emocjonalne trudności związane z tym, że jest całkowicie obnażony przed Panem i z nacieraniem oliwą Ducha, dzięki czemu może wyślizgiwać się przeciwnikowi.

Teraz apostoł przechodzi do duchowego aspektu, pisząc do Tymoteusza w 6 wersie: „Rolnik, który pracuje, powinien najpierw korzystać/spożywać z plonów”. W grece wers ten mówi literalnie: 'ciężko pracujący rolnik”, tak więc jest tu mowa o pracowitości, o trudnym życiu rolnika pracującego własnymi rękoma i jest to dla nas przykładem duchowych trudności. Trudne życie rolnika jest podobne do naszych duchowych trudności. Jak rolnik musi dbać o wszystko, co wpływa na dobre plony, musi pracować w każdych warunkach, ponieważ we właściwym czasie – rolnik musi siać i zbierać we właściwym czasie – nie może czekać na ciepły słoneczny dzień, lecz, jeśli ziarno wskazuje na to, że jest gotowe teraz, działać. Tak też w duchowym sensie musimy być gotowi, nie poddając się wpływom okoliczności, skupieni na żniwie i pracy. Charakteryzuje nas znoszenie duchowych trudności oraz chęć odłożenia wszystkiego na bok, ponieważ Bóg wzywa a pola/ziarno wymagają koncentracji.
Może to oznaczać, że z chwilą, gdy jesteś pobudzany do modlitwy o kogoś, zostawiasz to, co robisz aktualnie i modlisz się o tą osobę. Może być tak, że wychodzisz w jakiejś sprawie i brat czy siosZnoś trudności jak żołnierz, miej postawę trenującego sportowca i bądź jak…rolnik?tra dzwoni z prośbą o pomoc, zmieniasz plany, to, na czym się skupiasz, ponieważ duchowe sprawy są ważniejsze. Sprawy serca i ducha są wynoszone wyżej tak, aby był najważniejsze w naszym życiu.
Mówi nam o to o nadzorowaniu, a nie tylko sianiu ziarna i zbiorze, lecz o wszystkim, co dotyczy roli: przygotowanie gleby, sianie, pielenie, określanie właściwego czasu zbioru, koordynacja pracowników, zbieranie i przygotowanie zbiorów do dalszego wykorzystania, na sprzedaż i zgromadzenie odpowiedniej ilości do wysiania następnego roku, oraz wiele, wiele innych rzeczy. Wymaga to sumienności i skupienia.

Tą glebą jest ludzkie serce

Continue reading →

Żołnierz, sportowiec i rolnik_2

John Fenn

Wiele lat temu pewien pastor zadzwonił do mnie, prosząc, abym się przyłączył do jego grupy MLM (multi level marketing ). Firma MLM działa w ten sposób, że buduje się piramidę, w której każdy, kogo uda się pozyskać, wchodzi pod ciebie, a każdy kogo on pozyska wchodzi pod niego itd. Każdy otrzymuje prowizję od zysków tych poniżej, a na samej górze tej piramidy jest jeden, który otrzymuje największe zyski, ponieważ część zysków z całej sprzedaży przypada jemu.

Byłem wówczas pastorem w małym miasteczku, podobnie jak on. U mnie mogło być około 60 dorosłych uczestniczących w niedzielnych zgromadzeniach i podobnie było u niego. Po przeliczeniu na współczesną wartość zarabiał wtedy równowartość 225,000$. My żyliśmy z dnia na dzień. On zaangażował się w firmę, która sprzedawała chemiczne środki czystości jak, mydła, szampony i opowiadał mi, jak udało mu się pozyskać niemal całe zgromadzenie, więc i oni zarabiali dobre pieniądze!

Wynik był taki, że spłacił hipotekę kościelną, miał w banku oszczędności i dobhttp://poznajpana.pl/zolnierz-sportowiec-i-rolnik_3/rze mu się żyło. Ja żyłem z tego, co zebrano w kościele, nie miałem prawie żadnych oszczędności w banku i byłem wdzięczny za to, że mieszkaliśmy na rolniczym obszarze, ponieważ kilku członków kościoła, aby wesprzeć nasz budżet, błogosławiło nas świeżym mlekiem, mięsem i warzywami.

Odrzuciłem tą propozycję, przerażony tym, co mi powiedział. Powiedziałem mu, że jest to krótkoterminowy zysk, ponieważ nie szanuje powołania, które było na jego życiu, wykorzystując swoją pozycję do czegoś innego niż wzrost ludzi w Chrystusie. Gdyby był biznesmenem robienie bizensu byłoby w porządku, lecz nie wolno wykorzystywać duchowej pozycji do manipulowania ludźmi dla osobistego zysku. (Kilka miesięcy później jego kościół rozpadł się, podobnie jak jego dochody.)

Granie zgodne z zasadami nie oznacza tego, co myślisz…

Paweł po zachęceniu Tymoteusza do tego, aby jak żołnierz znosił przeciwności, pisze jednym ciągiem (2Tym 2:5), że: „…nawet jeśli ktoś staje do zapasów, nie otrzymuje wieńca, jeżeli nie walczy prawidłowo”.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Paweł przekazuje Tymoteuszowi polecenie, aby był moralnie w porządku, aby „walczył prawidłowo”, nie wykorzystywał czy manipulował ludźmi, ponieważ w taki sposób są prowadzone sportowe zawody. O ile faktycznie tak jest to ta prawda ma głębsze znaczenie.

Konkurowanie zgodnie z zasadami dotyczy również zasad szkolenia i dyscypliny. Zwróćmy uwagę na to, że współcześnie sportowcy są sprawdzani, czy nie korzystają z środków dopingowych, ponieważ, aby mogli zostać uznani za godnych uczestnictwa, muszą rywalizować zgodnie z zasadami zarówno treningów jak i samych zawodów. To wszystko mieści się w jednym (współcześnie i za czasów Pawła): zasady treningu i współzawodnictwa są jednakowe, i sportowcy muszą trenować oraz współzawodniczyć zgodnie ze ściśle narzuconymi zasadami.

Nasze życie w Chrystusie musi być czymś więcej, niż to, co ludzie widzą na zewnątrz, tutaj również obowiązują zasady dotyczące naszego osobistego życia. Nie możemy zakładać jednej „kościelnej maski” i być słodcy jak miód, a następnie po powrocie do domu być jak diabeł. Te same zasady stosują się do całego naszego życia.

Continue reading →

Odbijamy się od porażki

Brilliant Perspectives by Graham Cooke

Graham Cooke

Przyjdą takie dni, gdy nasza wiara będzie sprawdzana. Wszyscy nieuchronnie w wychodzimy na chwilę z królewskiego życia, robiąc wszystko, co wydaje nam się powinniśmy zrobić, a jednak odchodząc na bok w poczuciu porażki i zamieszania. Natychmiast reagujemy w taki sposób: „Nigdy więcej tego nie zrobię!” bądź: „Żadnego ryzyka więcej z mojej strony!”.
Głęboko w środku wiemy o tym, że Boża dobroć musi gdzieś w tym być zaangażowana, czyż nie? Niemniej, w takich chwilach prawda o tej dobroci zdaje się być zaprawiona kroplą goryczy.

W takim czasie musimy pamiętać, że Bóg nie sprawdza naszej wiary, bo chce utrzeć nam nosa porażką. Kocha nas na tyle, żeby dopuścić takie okoliczności, które pozwolą nam na zbudowanie większej odporności, której można nabyć wyłącznie dzięki chodzeniu z Bogiem w trudnych dniach.

Zwycięstwo nie polega na tym, że jest się niepokonanym, lecz na doświadczaniu Boga we wszystkich dziedzinach naszego życia, każdego dnia: dobrego, złego czy paskudnego.

Lata temu przeżyłem takie zdarzenie w czasie podróży w służbie do Indii, gdzie praktycznie nie było żadnego przełomu, większość zespołu chorowała i ogólnie rzecz biorąc była to ogromna porażka. Wracając do dimu czułem się zawstydzony i zażenowany. W połowie drogi powrotnej samolotem Bóg zaczął trącać mnie, próbując rozmawiać ze mną o tym, co się właśnie zdarzyło, lecz nic mi to nie dało – na każde pytanie odpowiadałem: „Nie teraz!”.

Jaka była Jego odpowiedź?

„Synu, wiem, że jesteś zażenowany, lecz musisz wiedzieć, że Ja nie jestem zawstydzony tobą. Przeznaczyłem cię do ciężkiego boju, ponieważ musisz zobaczyć i zrozumieć jak bardzo musisz wzrosnąć, jeśli rzeczywiście masz funkcjonować na tym poziomie. Pewnego dnia – i o to właśnie chodzi”.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że Bóg przez kilka miesięcy otwierał nowy poziom namaszczenia – prawdy, która miała mi być powiedziana. Nie wykonałem pracy koniecznej do tego, aby na ten poziom wejść. Doświadczenie, które przeżyłem nie było karą, lecz były to konsekwencje tego, a miało stać się cudownym spotkaniem z umacniającą łaską.

W Bogu wspaniałe jest to, że nawet w naszych porażkach On nigdy nie jest zawstydzony czy zażenowany nami.

Umiłowanie, On nie zawstydza! Tak, czuję się zawstydzony, czuję się jak idiota. Miałem długą listę tego, czym nie byłem, lecz Pan powiedział do mnie:

„Jeśli będziesz zwracał uwagę na tą listę to skończysz jako pesymista! Właśnie otworzyłem dla ciebie całkiem nowy poziom namaszczenia i teraz musisz nauczyć się tego, jak wejść na niego! Skupmy się na tym!”

Gdy Bóg oferuje wielki krok naprzód, możesz to zrobić jednym marszem. Musisz zbudować schody oddania, doświadczenia i szkolenia, co faktycznie zrobiliśmy w ciągu następnych kilku lat.

Tak więc, jaka było twoja ostatnia porażka? Czy możesz umiłować uczenie się na tyle, aby uchwycić się Bożej miłości do ciebie i odłożyć na bok uczucia zażenowania? A gdyby tak całkiem nowy poziom życia w Bogu otwierał się właśnie przed tobą?

Jaki to poziom relacji, uwielbienia, intymności będzie potrzebny, aby zwyciężać?

Odpocznij chwilę i zapytaj Ducha Świętego, co On mówi o tych porażkach, których doświadczyłeś i pozwól, aby miłość Boża wyprowadziła cię z zawstydzenia, pesymizmy ku Jego pełnego miłości optymizmu, czyli tam, gdzie rzeczywiście zmierza twoje życie. Następnie przygotuj się na radosny proces szkolenia we współpracy z Nim!

____________________________________________

PS) If you are interested in further processing any defeats and exploring a new level of life in God, get your copy of my book, Hiddenness & Manifestation, along with a brilliant journal. Click here to order this special offer now!

PPS) Time for a quick favor? In attempts to offer more value to you and the world, I would love to hear your feedback about the content we’re publishing across Brilliant Perspectives! If you read the blog, get our emails or follow us on social, I would LOVE your answers to these 9 questions!

Kościelne budynki – demonstracja znaczenia

Stephen Crosby

Mój przyjaciel, Steve Hill (Harvest Now in Ontario, Canada), robi coś, co uważam za prawdziwe biblijnie solidne „apostolskie uczniostwo” na całym świecie. Robi to opierając się na wartościach głoszonych przez Jezusa Ewangeliach (p. jego podręcznik „Luke 10”), a nie zachodnich wartościach powodzenia. Daje kościołom na całym świecie uprawomocnienie do funkcjonowania w ich społecznościach w pełni Królestwa, bez uzależnienia od zachodnich „ekspertów” czy pieniędzy.

W tym krótkim artykule zadaje prowokujące pytania o nacisk (i koszty) kładziony na utrzymanie za miliony, jeśli nie miliardy dolarów religijnych budynków, ziemskich posiadłości i mienia w czasie, gdy potrzeby innych na świecie są tak ogromne. Według mojej wiedzy około 80-95% całości kościelnych budżetów na Zachodzie jest przeznaczana na budowę i utrzymanie budynków oraz wypłaty. Czy nie ma lepszego sposobu na wykonywanie „służby”, takiego, którego perspektywa jest nastawione globalnie? Wierzę, że jest. Wierzę, że jest to sposób Jezusa i Steve wraz ze współpracownikami robi to.

Przyjaciele, być może czytaliście o tym, że wielki megachurch w Chinach został ostatnio całkowicie zniszczony przez rząd;

(TUTAJ)

Ten kościół stał w bardzo ubogiej prowincji Chin, ludzie rzeczywiście w poświęceniu oddali miliony, aby zbudować coś, co zostało zamienione w kupę gruzów.

A może słyszeliście o kościelnych budynkach burzonych w północnej Nigerii? Indonezji? Indiach? Na Filipinach? Może słyszeliście o tym, że islamiści uwielbiają budować meczety na gruzach kościołów? Na hinduskich miejscach po świątyniach i synagogach?

Dlaczego?

 

Steve Hill, Harvest Now

Zachodnie wartości dotyczące kościelnych budynków

Stawianie religijnych budynków ma przede wszystkim na celu pokazanie znaczenia/władzy

Bardzo ciekawa i pouczająca jest wycieczka po wiejskich okolicach Ontario. Otóż widać gołym okiem, że w małych miasteczkach założonych przez szkockich prezbiterian, takich jak Fergus, budynkami postawionym w najwyższych punkach pierwotnego miasta są prezbiteriańskie kościoły. Jeśli udasz się w pobliże Guelph to budynkami stojącymi w takich samych punktach będą kościoły katolickie.

Nigdy chrześcijański przywódca nie nakłamie tyle o królestwie Bożym, co wtedy, gdy chodzi o zbiórkę pieniędzy na programu budowy. Główne kłamstwo, które zawsze jest kamieniem węgielnym to: „Na Chwałę Bożą”.

Pewien pastor powiedział mi po zakończeniu budowy, że bardzo cieszy się z tego nowego budynku, ponieważ będą mogli usługiwać w istotniejszy sposób lokalnej społeczności. Co takiego tam robili?

Akcje z koszykami na żywność, które miały być przekazane ubogim rodzinom na Bożej Narodzenie? W porządku? Tak, przestrzeń wielkości sali gimnastycznej była wypchana wózkami i żywnością, którą przekładano do nich z pudeł znajdujących się na stołach wokół, czy tak? Stali się następnym, trzecim czy czwartym, pustym kościelnym budynkiem w mieście, a w każdym z nich można było zrobić to samo. W mieście było jeszcze kilka innych pustych sal, które zupełnie wystarczyłyby do tego. Nawet świetlica lokalnej straży pożarnej mogłaby służyć tej sztuce. Ach, lokalna szkoła i diler samochodowy czy jakakolwiek duża świetlica bądź garaż spokojnie zaspokoiły by taką potrzebę.

Jak sądzicie, co takiego doceniliby lokalni ubodzy mieszkańcy? Wózki z żywnością na Boże Narodzenie czy też jakąś istotną pomoc finansową, która byłaby możliwa, gdyby setki tysięcy wydane na budynek, było rzeczywiście dostępne, aby komuś pomóc. Ach, ta nasza pozorna dobroczynność – raz na rok – daje nam takie dobre samopoczucie. A ci biedni ludzie będą tutaj przecież również w przyszłym roku, oczekując na swój wózek z jedzeniem.

Ogromnie przeważająca większość kościelnych budynków to najdroższa i najmniej wykorzystana przestrzeń w danym środowisku. Ich głównym celem jest to by były użyte raz na weekend, i być świadectwem mocy pastora: patrzcie jak wielu przychodzi mnie słuchać!

Na zachodzie wydaje się na budynki miliony, które mogłyby być wydane, aby nakarmić, ubrać i wykształcić biedne dzieci na świecie. Mamy na to środki, lecz nie decydujemy się na to. Cegły ważniejsze od małych dzieci. Parkingi – od ludzi. Systemy nagłaśniania istotniejsze od systemów nawadniania. Dywany przed nastolatkami, Słowa, słowa, słowa – tydzień po tygodniu – zamiast działania.

A mówimy, że te budynki to na chwałę Tego, który powiedział: „Cokolwiek zrobiliście najmniejszemu z nich, mnie samemu uczyniliście”.

Po co budować kaplice tylko dla tych, którym one demonstrują ich religię, aby mogły zostać zniszczone? Po co w to grać? Mamy wierzyć, że miłość nigdy nie zawodzi.
Śmierć Jezusa wskazuje na to, że może to nie być słuszna droga. Czemu nie zainwestować pieniędzy w ludzi? Dlaczego nie budować tego, czego nie da się zniszczyć?

Spotykanie się w domach, pod drzewem, w pubie czy kawiarni nie jest demonstracją znaczenia/władzy/mocy. Jest pozbawione mocy.
Jest zaś tym w cieście zakwasem, aż wszystko zostanie zakwaszone. Przykładem tego jest Jezus.

 

____________________________

Polecam również krótki wstrząsający religijnymi postawamiar tykuł Steva pt.:

Jezus jest ziarnem Królestwa