Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Nic mi nie wolno

Richard Murray
(Tytuł dodany przeze mnie – PZ.)

„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne/przynosi korzyść” (1Kor 6:12).
Czy kiedykolwiek dogłębnie zastanawiałeś się nad tym? Rzekłbym, że większość ewangelicznych nigdy tego nie przemyślała, ponieważ zrozumienie tego powoduje odrzucenie wszelkiego fundamentalizmu, który polega na modyfikowaniu zachowań przy pomocy restrykcji. Ponieważ myśleliśmy, że tylko „niewiele wolno…/nieliczne rzeczy są dopuszczalne…” stworzyliśmy faryzejską teologię tego, czego „NIE” wolno, uciszając bardzo potrzebne „TAK”. Wiara pozwala ci być cierpliwym wobec brata, który odkrywa „tak”, a ucisza wszelkie „nie”. Gdy masz wiarę nastawioną na „nie” to restrykcje są jedyną możliwością. Fundamentalizm w swej istocie polega na ćwiczeniu zmian zachowania w imieniu Jezusa. W 15 rozdziale Ewangelii Łukasza ojciec wypuszcza swego młodego syna, w podróż udzielając mu łaski, która mówi: „wszystko jest dopuszczalne”/wszystko mi wolno”, zgadzając się na to, że on odkryje również to wszystko, co nie jest korzystne. W rzeczywistości to Ojciec zafundował tą całą podróż!

Ponieważ jednak kościół usunął z tej podróży wszystko, nieliczni „wierzący” nie odkryli niczego wywołującego podziw. Jeśli motywacje zostają okopane myśleniem: „jak będzie wyglądała nasza grupa i nasz system przez to, co zrobisz”, wtedy ochrona własnej reputacji jest związana wyłącznie z ograniczaniem wyborów. Jeśli więc wyjdziesz poza te zaznaczone granice mogę stanąć z boku i uważać się za bardziej sprawiedliwego od ciebie, nie zgadzając się na to, aby nazywać ciebie bratem. Nie będę sławić cię ani twojej drogi, lecz oczekiwać, że wylejesz łzy, dokonasz długiej i ważkiej spowiedzi oraz zgodzisz się na poddanie się mojemu opartemu na strachu, dwunastostopniowemu programowi, w którym spełniasz się ku Bożej i mojej akceptacji.
Ponieważ odrzuciliśmy prezentowany przez Jezusa model współczucia, zasłony i niepotępiania, przyjęliśmy teologię oskarżania i staliśmy się faryzeuszami, którzy wierzą, że, kamienując cię, czynią święte dzieła dla Boga.

Prorokowanie sądu?

Al Mack

Słyszałem ostatnio mnóstwo proroczych słów, które niosły w sobie ton sądu. Martwi mnie to.

Czasami, bardzo rzadko, dzielę się takim słowem publicznie, lecz nie robię tego, dopóki nie pokażę tego kilku prorokom, z którymi mam relacje, dodając ich rozeznanie do swojego, upewniając się, że korzyści z tekstu przeważają część osądzającą.

Może dlatego zwracam na to uwagę, ponieważ zarządzam witryną z proroczym słowem odnoszącym się do mojego obszaru NorthWest. Niemniej, słowa osądu niepokoją mnie. Dyskutowałem ten fakt ostatnio z przyjacielem i musiałem przemyśleć to, dlaczego.

Gdybym miał siąść w sądzie z 1Kor 14:29 („…to niech mówią dwaj albo trzej, a inni niech osądzają), te słowa, to częstą czerwieniłbym się na to słowo, umywając uważnie ręce i idąc dalej. Mnóstwo z tych „proroczych słów” nie jest ani prorocze, ani trafne, mijając się z Bożym sercem i Bożym przesłaniem. Zarówno ty jak i ja jesteśmy zobowiązani do osądzania takiego słowa, a ja robię to regularnie.

Niemniej, czasami słyszę w nich Boży głos. Mogę powiedzieć, że to słowo zdecydowanie pochodzi od Boga, z serca Ojca, lecz sugerowałbym, że wiele z tych przesłań może być bardziej wezwaniem dla tego proroka do wstawiennictwa, niż deklaracją czy wywoływaniem sądu.

Jedną z zasad, które Bóg w obecnym czasie umacnia, jest moc proroczej deklaracji. Jest to środek, przez który Bóg wykonał dzieło stworzenia: „I rzekł Bóg…” W Księdze Joba 22:28 mamy to dobrze ujęte: „Cokolwiek ogłosisz, będzie dla ciebie ustanowione” (wg wersji ang.).

Znam proroka, (Kris Vallotton, Bethel Church, Redding CA, dzielił się tym publicznie), który pewnego razu spotkał się małżeństwem, które rozpaczliwie pragnęło dzieci, lecz z medycznego punktu widzenia było to niemożliwe; lekarze nie dawali żadnych szans. Był z nimi w restauracji, gdy Bóg wyszeptał co Krisa: „Powiedz im, że o tej porze następnego roku, będzie piastowała w ramiona swego syna”. Kris kłócił się z Bogiem:”Nie mogę tego powiedzieć!”, na co Bóg odpowiedział: „Jeśli tego nie powiesz, nie zrobię tego”.

Mogę wam również opowiedzieć o licznych moich deklaracjach, po których widziałem zmiany okoliczności, czasami dosłownie z dnia na dzień. Niestety nie zawsze byłem dobrze poinformowany, choć zawsze z dobrymi intencjami, tak więc nie zawsze cudowna moc uwalniana przez te deklaracje przynosiła Bogu chwałę. Były to bardzo trudne lekcje.

Nauczyłem się tego, że trafnie deklarowany grzeszny stan, który faktycznie istnieje, przeważnie uwalnia moc do wzmocnienia takiego stanu, dlatego tak bardzo opieram się proroczym deklaracjom osądu. Dałoby się pewnie znaleźć rozdział i wers na wsparcie tej koncepcji, lecz mam też wystarczająco dużo własnego doświadczenia, które mnie tego nauczyło.

Jednym z najwspanialszych elementów proroczego powołania jest powołanie do bycia z Bogiem; bez intymności, nie możemy wypowiadać intymnych słów. Pan wskazał mi na to, że moja żona mówi do mnie wiele rzeczy w naszym intymnym wspólnym czasie, takich, których nigdy nie przyszłoby mi do głowy opowiadać publicznie. Stanowi to nawet ogromną większość. Tak więc, gdy jestem z Panem osobiście, sporo z tego, a może nawet większość tego, co się między nami dzieje, nie jest przeznaczona do publicznej wieści. Nie wszystko, czym Bóg dzieli się ze mną prywatnie, ma być ogłaszana publicznie.

Czasami mówi mi o grzechu kogoś innego po to, abym modlił się o tych, którzy znajdują się w potrzasku grzechu. Bywa, że pokazuje mi mój upadek, abym nauczył się Jego dróg lepiej („To mnie zasmuca, Synu”.), a bywa, że pokazuje mi jakiś upadek, co ma być dla mnie osobiście ostrzeżeniem: jeśli nie chcę pójść drogą jakichś „potężnych” służb, o których się mówi, a którą pójdą, to muszę strzec się. Nigdy nie zdarzyło się, aby mi objawił czyjś grzech po to, abym powiedział o nim ludziom.

Jestem przekonany, że ogromna część czasu, w którym Bóg pokazuje nam coś z sądu, jakiś grzech, coś o problemach innych, robi to nie po to, abyśmy to ogłaszali, prorokowali czy mówili o tym. Mówi nam te rzeczy, które łamią Jego serca, aby złamać nasze serca, abyśmy się modlili.

Bóg pokazał Swoje serce Ezechielowi (Ez 22:30): „Szukałem wśród nich męża, który by potrafił wznieść mur i przed moim obliczem stanąć w wyłomie, wstawiając się za krajem, abym go nie zniszczył, lecz nie znalazłem”

Jego celem jest to, aby „go nie zniszczył”. Jego celem jest miłosierdzie, ponieważ miłosierdzie góruje nad sądem!

Tak więc, pozwólcie, że zachęcę tych spośród was, którzy są proroczo obdarowani: nie prorokujcie problemu. Módlcie się, aż do chwili, gdy będzie mogli prorokować rozwiązanie.

 

Źle zrozumieliśmy pokutę

Al Mack

Źle zrozumieliśmy pokutę, czyż nie? Płacz i szlochanie nie są częścią rozmowy. To wielkie zaślinione zamieszanie przy „ołtarzu”, z przodu kaplicy, nie będzie objęte tą dyskusją, to nie jest nawróceniem.

Na pewno nie będziemy też tutaj dyskutować o płaczu i szlochaniu oraz dalszym trwaniu w grzechu – to również nie jest częścią nawrócenia.

Te dwa elementy są hasłami przewodnimi religijnego umysłu, a tu nie ma miejsca na religijne postawy. Nie ma również miejsca w życiu wierzącego, choć często należało do stylu życia faryzeuszy.

„Pokutuj” (żałuj za grzechy) w grece to metanoeo, co znaczy: „zmień swój umysł” bądź „zmień to, jak patrzysz/postrzegasz”. Nie opiera się ono na zachowaniu i nie jest zbudowane na wydzielinie z nosa. Jest to wewnętrzna zmiana; jest to proces odnawiania umysłu (Rzm 12:2).

Czy spowoduje to zmianę zachowania? Tak, oczywiście, że tak, podobnie jak rozpalenie ogniska pozostawi następnego ranka po sobie kupkę popiołu. Jednak, gdy rozpalam ognisko, nie myślę o popiele, ani nie polecam młodszemu skautowi: „W taki właśnie sposób produkuje się popiół”. Nie, lecz uczę go: „Oto jak utrzymać ciepło, jak przygotować dla siebie pokarm”.

Zachęcam wszystkich chrześcijan do tego, aby to robili. Lecz budowanie stosu popiołu? Nie tak bardzo. To są martwe uczynki. Nam zależy na cieple i posiłku. Popiół jest naturalnym skutkiem tego, co dobre.

Moim uczynkiem nie jest zmaganie się z grzechem. Jezus już to dzieło wykonał. Jest skończone. To nie mój grzech (on go poniósł i było to kosztowne). To nie mój problem. Gdybyśmy się na nim koncentrował, ogłaszałbym, że dzieło Jezusa nie wystarczy, że ja muszę naprawiać to, czego Jemu nie udało się osiągnąć. Bzdury!

Moim zadaniem jest zmieniać to jak Jego widzę, jak widzę ten świat, i jak widzę samego siebie. Czy to zmieni moje zachowania? Oczywiście, że tak, lecz koncentracja na zmienia zachowania ( ) jest czymś legalistycznym, co buduje śmiertelną pułapkę związania pierwszego rodzaju.

 

Czy Bóg jest ograniczony w jakikolwiek sposób…


Richard Murray

Czy Bóg jest ograniczony w jakikolwiek sposób, aby nie mógł interweniować i uwolnić nas od różnego rodzaju złych wydarzeń i okoliczności? Większość szybko odpowie, nawet bez zastanowienia: „Nie, oczywiście, że nie, Bóg jest wszechmocny. On może zainterweniować w każdej sytuacji i w każdej chwili, gdy tylko chce”.

A jednak widzimy w 6 rozdziale Ewangelii Makra, że w Nazarecie, Jezus „nie mógł uczynić cudów”, z powodu „ich [zbiorowej czy indywidualnej] niewiary”. Jezus był wszechpotężny, a jednak zablokowany, choć był w stanie uczynić kilka uzdrowień.

To trudne pytanie zasługuje na dokładną odpowiedź. Oto najlepsza jaką mogę dać.
Continue reading →

Beth Moore ściąga ogień Pięćdziesiątnicy

Beth Moore (Kelly King/IPHC Ministries)

Lee Grady

Przez lata uczestniczyłem w niezliczonej ilości chrześcijańskich spotkań, lecz w zeszłym tygodniu byłem świadkiem najbardziej godnych odnotowania duchowych chwil w moim całym życiu.

Brałem udział w spotkaniu Zielonoświątkowców, które odbywało się w centrum konferencyjnym w Orlando, na Florydzie. Z chwilą, gdy mówca zakończył kazanie, ludzie zaczęli napływać do przodu. Wielu z nich, w tym pastorów, leżało rozciągniętych na podłodze, wielu szlochało w niekontrolowany sposób. Niektórzy płakali i modlili się jeszcze godzinę po zakończeniu spotkania.

Możesz zapytać: „Co takiego znaczącego w tym?” Spotkanie prowadzone 26 lipca było unikalne pod tym względem, że mówcą była kobieta – Południowa Baptystka – a jej przesłanie było tak przekonujące i tak nasączone Duchem Świętym, że ludzie pędem gnali pod scenę, choć nawet nie zaprosiła tam ludzi.

Tak kobieta, autorka i popularny mówca, Beth Moore, przy tej okazji brała udział w 28 Generalnej Konferencji Kościoła Bożego oraz Nigeria’s Redeemed Christian Church of God wraz z tysiącami Zielonoświątkowców z całego świata.

Moore oparła swoje przesłanie na wersie z Księgi Jeremiasza 12:5: „Bo jeżeli męczysz się, biegnąc z pieszymi, to jakże pójdziesz w zawody z jeźdźcami? A jeżeli tylko w spokojnym kraju czujesz się bezpiecznym, co będziesz robić w bujnej gęstwinie Jordanu?” Bez najmniejszego odcienia poczucia sprawiedliwości własnej czy potępienia, Moore biadała nad stanem współczesnego kościoła i wezwała do powrotu do surowego autentyzmu nowotestamentowej wiary.

– Osiedliśmy na czymś żałośnie mniejszym niż to, co obiecał Jezus – powiedziała. – Czytam mój Nowy Testament stale i wciąż. Nie widzę tego, co On obiecał, jestem nerwowa i nieusatysfakcjonowana.

– Chcę świętego ognia! – dodała.
Continue reading →

Czy potrzebna ci jest duchowa ochrona?


Oryg.: https://www.lifestream.org/do-you-need-covering/

Wayne Jacobsen, nowy rozdział z książki, którą obecnie pisze pt.: The Phenomenon of the Dones

Używany wielokrotnie w oryginalnym teście wyraz „covering” ma wiele znaczeń, m.in.: zabezpieczanie, krycie (przed ostrzałem), pokrycie, powłoka, warstwa, przykrycie, okrycie, nakrycie, ukrycie, zakrycie, zasłonięcie.

Prawdopodobnie nie ma nauczania, które byłoby bardziej wykorzystywane do zniewalania woli jednego człowieka przez drugiego niż to mówiące o duchowym autorytecie/ duchowej ochronie/zasłonie (dosł.: spiritual covering). W rzeczywistości, pod pozorem duchowego autorytetu, zaleca się ludziom posłuszeństwo religijnemu liderowi, nawet wtedy, gdy dzieje się to kosztem posłuszeństwa samemu Jezusowi.

Nie słyszę już wiele na ten temat na miejscu, w Stanach, choć wiem, że jest tutaj obecne, lecz często pojawiało się w czasie mojej ostatniej podróży przez Południową Afrykę. Duchowa ochrona/autorytet jest ideą, która mówi, że jako wierzący musisz mieć coś lub kogoś nad sobą, aby cię chronił przed zwiedzeniem i błędem. Jedne tradycje uczą, że taką ochroną jest to twój lokalny pastor bądź zgromadzenie. Dopóki podążasz za ich nauczeniem i poddajesz się im w krytycznych decyzjach, uchronią cię przed ześlizgnięcia się z wąskiej drogi. Inni twierdzą, że są chronieni przez denominację czy denominacyjną radę kierowniczą czy nawet samego papieża.
Zakłada się, że Bóg pracuje wyłącznie przez struktury hierarchicznego przywództwa i jeśli nie idziesz za nimi, nie podążasz za Chrystusem. Jeśli masz jakąś ochronę, Bóg będzie cię strzegł i błogosławił. Jeśli nie masz, jesteś buntownikiem i nie tylko przeciwnik może cię zwieść, lecz również Bóg nie będzie troszczył się o ciebie.

Uczący tej fałszywej doktryny używają jej do wykorzystywania ludzi i żądania ich niekwestionowanego posłuszeństwa. Ci zaś, którzy w nią wierzą zostają sparaliżowani strachem, szczególnie wtedy, gdy Duch przebywający w nich usiłuje ostrzec przed liderami, którzy ich wykorzystują czy przed nauczaniem, przy pomocy którego manipuluje się nimi. Kiedy to, co Bóg objawia im idzie wbrew pragnieniom liderów, ludzie tracą orientację. W takich chwilach łatwiej im jest uwierzyć w to, że muszą się mylić i wziąć wzgląd na domniemane namaszczenie, wykształcenie czy charyzmę danego lidera. Nic dziwnego, że mamy tak wielu słabych i zmieszanych chrześcijan, którzy są uzależnieni od tego, co ktoś innym im powie, w co mają wierzyć czy co robić.

Zdumiewające jest to, jakie uznanie ta doktryna zdobyła przez stulecia, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nie ma absolutnie żadnego biblijnego wsparcia! Dodajmy do tego to, że to właśnie ci, którzy tego nauczają, ciągną z tego zyski, czy to, aby zaspokajać swoje ego, czy to zgarniając dochody. Nie ma w Piśmie niczego, co wskazywało by na to, że jesteśmy bezpieczniejsi idąc za ludzkim przywódcą niż wtedy, gdy idziemy za Samym Jezusem przez Ducha. Tak naprawdę to wiele tam napisano rzeczy, które zaprzeczają takiemu pomysłowi.

Jedyne miejsce w Piśmie, w którym wspomniana jest ochrona/zasłona znajduje się w opisie zdarzenia, jak Adam i Ewa po upadku wykorzystali listki figowe. Wstyd spowodował, że szukali czegoś do zasłonięcia się przed Bogiem i przed sobą nawzajem. Dlaczego więc, pierwsza ich reakcja na grzech stała się wzorcem bezpieczeństwa, skoro to przed Bogiem usiłowali się ukryć. Dokładnie to dzieje się pod wpływem teologii ochrony/osłony. Oznacza to postawienie kogoś lub czegoś między tobą, a Bogiem, aby chronił cię przed Nim, a ty abyś poddał swoje posłuszeństwo innej słabej ludzkiej istocie. Nic dziwnego więc, że dzieli ona również ciało Chrystusa tak, jak dzielimy się na oddzielnych feudalnych lenników, chronionych przez panów.

Jedynym wersem jaki słyszę cytowanym w obronie doktryny ochrony jest Hbr 13:17: „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę”. Pierwsza część jest celowo tak tłumaczona, aby nadmiernie podkreślić kościelną władzę. Pierwsi uczniowie nie mieli zinstytucjonalizowanych struktur czy ludzi, którzy nimi zarządzali, którym mieli się bezdyskusyjnie poddawać. Wiązały ich relacje z bardziej dojrzałymi uczniami i ten wers zachęcał do tego, aby poddawali się mądrości, którą tamci pozyskali idąc za Bogiem. Ci liderzy nie mówili ludziom, co mają robić, lecz uczyli ich, jak angażować Boga i podążać za Nim.

Druga część tego wersu często jest wykręcana tak, aby nauczać wierzących, że są odpowiedzialni wobec ludzkich przywódców, podczas gdy wyraźne znaczenie tego wersu jest takie, że to liderzy są odpowiedzialni przed Bogiem za to, czego nauczają i jak traktują swoich ludzi. Nigdy nie było zamiarem Jezusa, aby ci, którzy prowadzą w Jego królestwie wchodzili między Niego, a jego ludzi. Chwałą Nowego Przymierza jest to, „aby poznali go od najmniejszego do największego” i aby byli w stanie podążać za Nim, dlatego że On wypisze Swoje drogi na ich sercach i umysłach (Hbr 8). Prawdziwy przywódca wyposaża ludzi do tego, aby poznali Chrystusa i szli za Nim, a nie zmusza ich do posłuszeństwa wobec siebie.

W „Finding Church” napisałem o przyjacielu z Australii, który znalazł ogromną różnicę między starszymi w kościele I wieku, a tym, czym się stali w drugim pokoleniu. Ignacy, uczeń apostoła Jana, pomógł w dokonaniu tego skrzywienia. Przed Ignacym starsi byli postrzeganiu jako strażnicy daru – „Chrystus w tobie nadzieja chwały”. Każdy wierzący był świątynią, w której mieszkał Chrystus, a starsi strzegli tego daru przed każdy, kto usiłował poddać wierzących swojej własnej wizji czy pragnieniom. W miarę jednak jak pierwsi wierzący zaczęli kształtować hierarchiczną piramidę władzy, Ignacy domagał się lojalności wobec starszych i jako strażników prawa wiary i praktyki. Tak więc, w jednym pokoleniu przywództwo zmieniło się z tych, którzy wyposażali wierzących do posłuszeństwa Duchowi, który jest w nich, na takich, którzy kształtowali ich według zewnętrznych zasad i doktryn. Zamiast służyć ludziom w duchowej podróży stali się policjantami, którzy zmuszali ludzi do tego, aby robili to, co im się wydaje najlepsze.
Continue reading →

To jest Sparta!

Richard Murray

Walczymy ze złymi impulsami, nie ze złymi ludźmi. Jeśli chodzi o nas to filistyńska armia, z którą mamy walczyć i ściąć, aby oczyścić i zająć NASZĄ obiecaną ziemię, to wrogie pobudki, które powstają wewnątrz nas.

Te wewnętrzne bodźce chcą zmieniać kierunek naszego oddania, wypaczyć nasze pasję i terroryzować myśli. Niemniej jednak, pamiętaj – prawdziwa bitwa NIGDY nie odbywa się przeciwko ciału i krwi, lecz przeciwko złym popędom w okręgach niebieskich naszych serc i umysłów.

Na tym wewnętrznym polu bitwy MOŻESZ być agresywny, bezwzględny i bitny. MOŻESZ być Dawidem strzelającym sprawiedliwym kamieniem w głowę aroganckiej myśli. MOŻESZ być Samsonem bijącym na prawo i lewo oślą szczęką wyznania twojej wiary. MOŻESZ być jednym z mocarzy Dawida, uzbrojonym po zęby przeciw wewnętrznym najeźdźcom: bezczelnym pomysłom, obscenicznym obrazom i gnuśnym odruchom.

Nie „wybieraj” tak po prostu jednej myśli, które wydają ci się ważniejsze od innych, aby jakiś kiepski wybór nie wystawił cię na atak w kolejnym dniu pokuszenia, lecz raczej korzystaj z tego wewnętrznego tupetu i gwałtownie „wysysaj życie, a KAŻDEJ myśli, która staje między tobą, a poznaniem Boga. Gdy już raz zabijesz przez Ducha złą pobudkę, nigdy nie wróci – może ona mieć braci, lecz sama już nie wróci.

Grecki wyraz „kathairesis”, który w Nowym Testamencie jest tłumaczony jako „zniszczyć/obalić/zburzyć” składa się z dwóch wyrazów i dosłownie znaczy: „kata (w dół) + hairesis (wybór). PRECZ Z WYBOREM, bądź innymi słowy 2KOr 10:4-6 tłumaczy się jako „burzenie” umysłowych warowni. Prawdziwa wiara nie wybiera w sposób kliniczny „dobra nad złem”, lecz instynktownie „rozłupuje” i „niszczy” wrogie myśli, wysyłając je w niepamięć: „Ponieważ oręż, którym walczymy nie jest cielesny, lecz potężny przez Boga, aby niszczyć warownie, burzyć wyobrażenia i wszystko, co wynosi się ponad poznanie Boga, doprowadzając co zniewolenia w posłuszeństwo Chrystusowi. Gotowi do karania wszelkiego nieposłuszeństwa, gdy posłuszeństwo wasze będzie całkowite”.

2Kor 6:7 mówi, że wywijamy bronią sprawiedliwości w prawej i lewej ręce. To jest Sparta!

Mamy być niemiłosierni dla naszych zły popędów, lecz przeciwko ciału i krwi wrogów dokładnie przeciwnie.

Zalewamy naszych ludzkich wrogów przebaczeniem. Dławimy ich czułością. Zwyciężamy przeciwnym duchem. Sprzeciwiamy się im brakiem zemsty. Kiereszujemy ich łagodnością. Bierzemy w niewolę miłością Bożą. Wciągamy w zasadzki bojaźnią Bożą i bombardujemy hojnymi błogosławieństwami.

Uzbrajamy siebie samych rozbrojeniem!

Lecz, wobec naszych wewnętrznych wrogich idei i bodźców jesteśmy Spartanami, którzy ekspresywnie i gwałtownie kopniakami wysyłają je do bezdennej otchłani ciemności. Jakie jest nasze wojenne zawołanie? TO JEST… SYJON!!!