Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stale wzrastając w wolności

Lew Curtiss

„Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli” (Ga 5:1).

Czytałem dziś rano List do Galacjan i, o ile rozumiem o czym Paweł pisze, Duch Ojca pokazał mi współczesne porównanie. W drugiej części tego listu Paweł walczy z tymi, którzy głoszą konieczność fizycznego obrzezania i powrót do obciążającego niewolnictwa prawa. Pracuje nad rozdzieleniem żydowskiej przeszłości Prawa Mojżeszowego od chrześcijańskiej przyszłości nowego przymierza. Powinniście to czytać. Może się okazać interesujące samo w sobie.
Serce wypełniło mi potężne poruszenie, potrzeba odsunięcia ducha zwykłej religii i wyjście do wolności, którą nabył Chrystus dla nas wszystkich, którzy wierzymy w Niego. Chrystus nabył tą wolność Swoim zniszczonym ciałem i rozlaną krwią – „krwią nabyte”, jak lubi to określać Joyce Meyeres.

Tak bardzo kocham Boga Ojca i jestem tak bardzo wdzięczny za to, że przez Chrystusa odnowił relację ze Sobą. Słowa nie są w stanie w pełni wyrazić mojej wdzięczności i radości z tej wolności i nowej relacji, w których obecnie żyję.

To „jarzmo niewoli”, o którym Paweł pisze jest jarzmem prawa, uczynków, uciążliwym rytuałem, które teraz są przestarzałe w życiu wierzących. Odkryłem, że w społeczności wśród której przebywam, wszyscy ciągle utrzymujemy śladowe wpływy ducha religii. Pozostawiwszy zaś sobą stary świat i będąc odnowieni w Chrystusie i przez relację, a nie religię, odkrywam, że ciągle wpadam w bardzo subtelny zwyczaj myślenia i działania, które odzwierciedlają moją toksyczną przeszłość.

Część z tych przemian, przez które przeprowadził mnie Ojciec to były bardzo ciężkie zwycięstwa, nie przychodziły ani łatwo, ani w ciele. Wyznaję, że odczuwałem boleści duszy i ducha, które stały się wygodne. Bolało, lecz czułem się z tym komfortowo, bo były mi to znane, a niektóre było bardzo trudno przekazać w ręce Jezusa.

Mój Umiłowany Ojciec, kąpiąc mnie w Swej miłości 24 godziny na dobę każdego tygodnia pokazuje mi coś innego. Obiecuje mi coś znacznie lepszego, jeśli tylko zdecyduję się wybrać Jego dar jako coś ważniejszego niż to, co znam. Jest to coś, co mój syn, Levi, nazywa wymianą podróbki kłamcy na to, co prawdziwe.

Umiłowany Ojciec dowiódł mi to wielokrotnie, że On jest faktycznie wierny. Okazuje mi stałą, niegasnącą, wieczną miłość. Gdy przekazuję Mu coś, czego już więcej nie chcę, otrzymuję dar niezmiernej wartości. To, co On ma dla mnie to coś znacznie więcej niż zwykła wymiana tego, co oddałem. Dary Ojca są pod każdym względem wielokrotnie większe niż ten niewielki, toksyczny brudek, który porzucam. Po latach stało się dla mnie łatwiej rozpoznać i uwolnić coraz więcej pozostałości mojego starego Ja, mojego starego, martwego ego.

W miarę jak spędzamy z Ojcem wspólnie czas, sytuacje i okoliczności ukazują te stare, drobne, kawałki czy części mojej starej martwej natury i razem zmagamy się z tym.
Ten proces przypomina poranionych żołnierzy, który wracają z bitwy i mają w ciele pełno odłamków szrapnela. Po jakimś czasie ciało wypycha te kawałki na zewnątrz, gdzie są obmywane pod prysznicem, lub po prostu odpadają. Te odłamki, które wychodzą na powierzchnię ze mnie, wychodzą nie dzięki intelektualnemu objawieniu, lecz dzięki osobistej relacji z moim Ojcem i usuwane są dzięki niewielkim operacjom przeprowadzanym przy pomocy Jego Boskiej Miłości. Moje odłamki zastępowane są w coraz większej ilości Nim a ja kocham Go za to – Amen

Jezus jest ziarnem Królestwa

1.04.2017

Drodzy przyjaciele.

To dłuższy kawałek, lecz bardzo wart przeczytania. Otrzymałem go od Andy Raynera w kontekście dyskusji na temat Pięciorakiej Służby oraz pomnażania uczniów.

(www.theinvisiblehumanitarian.com)

„Zostałem wykształcony w dziedzinie teologii oraz misjologii do oporu. Bóg pokazał mi wyraźnie, że to, co my uważamy za nasz styl przywództwa na zachodzie, nie jest potrzebny do tego, aby kościół postępował na przód. Po latach służenia za kazalnicą i czterech pionierskich latach na południe od Sahary w Zachodniej Afryce, zaobserwowałem, że masowe ruchy ludzi mają pewne wspólne cechy. Najbardziej interesujące, i upokarzające, jest to, że każdy z nich rozprzestrzeniał się pozbawiony wykształconych teologów czy jakichkolwiek powiązań z teologicznymi instytucjami.

W Mongola Ewangelia rozprzestrzeniana była przez młode uczennice. W weekendy oraz w czasie wolnym od szkoły, rodzina jednej dziewczynki zapraszała innych przyjaciół do domu. Dziewczynki opowiadały w czasie zabawy swoim przyjaciółkom biblijne historie. Nic szczególnie zaplanowanego. Ot, taka zwykła rzecz. Dorośli podsłuchiwali opowiadania i przysłuchiwali się. (Jak tego uniknąć w namiocie!) W taki to sposób Ewangelia rozeszła się w obszarze poprzednio niedostępnym dla prowadzonych zagranicznych działań misyjnych. Żadnych informacji o darach APEST (ang. skrót: Apostołów, Proroków, Ewangelistów, Pastorów i Nauczycieli) czy o przywództwie w tych kręgach.

Starsze kobiety, nie mające żadnych widocznych przywódczych atrybutów założyły więcej kościołów niż ja. Doszedłem do przekonania (musiałem to przepchnąć przez gardło), że żadne dary nie kwalifikują bądź nie dyskwalifikują nikogo od kochania innych, dzielenia się Jezusem czy zakładania kościołów. Zakładanie kościołów jest wynikiem siania Jezusa…

Continue reading →

Fundamentalne kłamstwo Szatana

Richard Murray
Oto fundamentalne kłamstwo Szatana, którym podświadomie wszyscy ludzie zostali wewnętrznie skażeni – to, że Bóg jest ZARÓWNO, dobry JAK I zły, jest ZARÓWNO miłością JAK I gniewem, jest ZARÓWNO światłością JAK I ciemnością, Zarówno uzdrowicielem JAK I gnębicielem.
„Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie, lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam oczy i będziecie JAK Bóg, znający dobro I zło” (Rdz 3:4-5).
Ujmując to inaczej, istotą kłamstwa Szatana dotyczącego Bożej natury – tego, że Bóg zna z doświadczenia (a więc jest zaangażowany w nie) dobro ORAZ zło, że Bóg jest faktycznie autorem dobra ORAZ zła, że ostatecznie Bóg JEST dobry i zły. Tak więc, „poznanie dobra i zła” w rzeczywistości oznacza wiedzę o Bogu JAKO źródle RÓWNOCZEŚNIE zła JAK I dobra.
Oto właśnie ta trucizna. Gdy już raz skosztujemy TEGO istotnego kłamstwa, że Bóg jest wewnętrznie podwójny, radykalnie dwubiegunowy, dziko kapryśny, gwałtownie nieprzewidywalny i koszmarnie niekonsekwentny – to I MY sami stajmy się podobni do czegoś takiego. Historia człowieka dowodzi prawdziwości tego twierdzenia.

W skrócie: podążamy za naszym obrazem Boga. Nasze przeznaczenie jest zdeterminowane przez nasze zdanie o Bogu. Jeśli wierzymy, że Bóg jest RÓWNOCZEŚNIE zły i dobry, kochający i gniewny, TO tacy również będziemy.

Continue reading →

Niedziela: relacyjna wiara

Lew Curtiss

Oryg.: TUTAJ

To niedziela… cały dzień… myślę o tym, jak inaczej myślałem o niedzieli, powiedzmy, 15 lat temu. Niedziela była dniem, który dawał oparcie tygodniowi. Szło się do kościoła, spotykało grupę ludzi, którzy uśmiechali się uprzejmie i potrząsali mi rękę. Był to dzień zwykłej religii i społecznej etykiety. Robiło się w tym dniu to, co 'należało’ robić. Jeśli chodzi o moje serce to był to dzień, w którym szukałem Go nigdy nie znajdując. Postępowałem zgodnie z tymi wszystkimi religijnymi procesami i procedurami, których mnie nauczono po to, aby zapędzić Ojca w róg i spotkać się na jakieś bliskie, osobiste spotkanie.

Dziś niedziela jest dla mnie po prostu kolejnym dniem tygodnia. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego nie wydaje się już być czymś oddzielonym ani jakoś szczególnym. Bóg Ojciec właśnie skomentował to, że niedziela nie jest już niczym odmiennym dla ciebie od innych dni tygodnia, ponieważ ty i Ja jesteśmy razem przez cały czas, 24/7. Już nie wykorzystujesz niedzieli, aby Mnie tak sobie odwiedzić. Kochamy się nawzajem i jesteśmy nieskończenie blisko, tak naprawdę na kwantowym poziomie, a nawet poza.

Dla mnie zmieniło się się to w poprzednim dziesięcioleciu, nastąpiła wtedy największa zmiana w mojej relacji z Bogiem Ojcem. Teraz trwam w tym, co nazywam wiarą relacyjną. Jest to wiara, która opiera się na mistycznej jedności naszego ducha z Duchem. W taki właśnie sposób „rozmawiamy” ze sobą, duch z Duchem. W taki sposób podróżujemy razem przez Kosmos, odkrywamy ważne i zadziwiające rzeczy. Jesteśmy związani. Jesteśmy razem bez względu na to czy śpię czy wstaję, bez względu na dzień tygodnia czy porę roku. Mój umiłowany Ojciec i ja zawsze jesteśmy razem.

Jezus, mój najdroższy Brat, Zbawiciel i Doradca, sprawił, że ta jedność jest możliwa. Jego krew wylana dla mojego odkupienia uświęciła mnie – uczyniła przed Bogiem Świętym – a Jego śmierć zerwała zasłonę między mną, a Ojcem. Ponieważ On umiłował mnie pierwszy, gdy jeszcze byłem grzesznikiem, teraz ja mam pełny nieskrępowany dostęp do Jego Boskiej Obecności. Mogę wejść przed Boży Tron bez obawy i cieszyć się Jego adoracją i miłością, adorując Go i kochając. Dzięki Ci, Bracie Jezu. Dzięki Ci, Książę Pokoju, Immanuelu.

Niedziele… te niedziele nie są nawet cieniem przyszłych dni. Ta przemieniająca życie relacja, której każdego dnia doświadczam z Bogiem Ojcem, ma intymny charakter, jest nieco kłopotliwa, niezwykła i zawsze przepełniona wzajemną miłością. Teraz uwielbiam Go znacznie głębiej, częściej i silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Ta nowa, cudowna relacja, w której żyję z Tym, który mnie stworzył, zbawił i kocha mnie, napędza nasze wspólne życie. Jest to już teraz życie wieczne, choć jeszcze chodzę po tej cudownej Ziemi, którą On dał.

Jeśli o mnie chodzi, niedziela jest podobna do wszystkich pozostałych dni tygodnia. Jest kolejnym wspaniałym wypełnionym miłością i odkryciami dniem z moim Bogiem Ojcem.

Amen ~

Strata: mniej znaczy więcej

Lew Curtiss

Za dużo ostatnio myślę. Myślę o stratach i o tym, że w Bogu Ojcu nie mam strat. Nie mam niczego co ktokolwiek czy cokolwiek może mi zabrać. Wypuściłem to wszystko. Wszystko, znaczy wszystko. Nie będę was zanudzał listą.

Pewnego dnia powiedziałem Bogu Ojca, że gdyby z jakiegoś powodu zabrał mi wszystko i wszystkich, gdyby bez względu na przyczynę, poprowadził mnie do totalnej izolacji to On Sam będzie wystarczał mi. Nawet, jeśli tak nie było wtedy, to ostatecznie On stanie się wszystkim i to nie dlatego, że On byłby wszystkim, co pozostanie, ale dlatego, że naprawdę jest wszystkim czego chcę i potrzebuję.

Staję się coraz mniejszy i mniejszy. Moje ślady w tym życiu stale coraz bardziej maleją. Bóg Ojciec staje się z każdym dniem coraz większy, obszerniejszy. Gdybym po prostu znikł nagle z tego świata, okrzyki radości w Niebie odbijałyby się echem w Jego Stworzeniu.

Troszczę się o postawy serc dzieci Ojca i to jest prawdziwy cel tego, co razem robimy; wspólnie tworzymy po to, aby karmić serca i życie innych ludzi.

Już nie należę do tego świata, tymczasowego miejsca okaleczonego z rozkazu Adama przez Kłamcę. Sam Ojciec wyprowadza mnie do Ogrodu Życia i pomaga mi jeszcze więcej przekazać z tego życia. Są to rzeczy, o których nigdy wcześniej ani nie pomyślałem sam z siebie ani nie mogłem wiedzieć, że zostaną mi dane. Kocham Go za tą oczyszczającą wolność.

Choć jestem na tym świecie i Ojciec pomaga mi w tym, żyję tak jak Szadrach, Meszach i Abednego. Nie boję się niczego i wierzę w uwolnienie Ojca. Mimo, że z jakiegoś powodu nie jestem jeszcze uwolniony, ciągle wierzę Temu, który kocha mnie mimo wszystko. Na końcu, będę całkowicie przebywał w Jego Obecności.

Interesujące jest dla mnie to, że wydaje się istnieć pewna równowaga między trzymaniem się tego świata a trzymaniem w uścisku Niebios, dlatego też świadomie i dobrowolnie coraz bardziej zgadzam się na to, aby opuszczać ten świat. To, czego chcę to Bóg Ojciec w pełni, całkowicie, intymnie i zupełnie.

Jest tak ogromna ilość poziomów kłamstw, którymi byliśmy karmieni przez Kłamcę – tak wiele. Odkryłem, że walka z nimi to idiotyzm, lecz wielką mądrością jest podążać za Bogiem Ojcem, który wyprowadza z nich. Nie ma takiej przemiany, którą zawdzięczałbym swoim zdolnościom, lecz zawsze każda z nich jest darem miłości Boga Ojca.

Dlaczego naprawdę nie chodzę do twojego kościoła?

13.03. 2017
CKRATZER
Oryg.: TUTAJ

Dlaczego naprawdę nie chodzę to twojego kościoła

13.03. 2017 / CKRATZER

http://chriskratzer.com/the-real-reason-i-dont-go-to-your-church/

Nie, nie chodzi o stylu muzyki, światła czy programy.

Nie, nie chodzi o to, że jestem leniwy, niezainteresowany czy skierowany na świat.

Naprawdę głęboko zależy mi na duchowych rzeczy, tęsknię to społeczności i mam hojne serce do służby ludziom.

Mogę rzec, że przy pomocy profesjonalnego PR-u i wypracowanej inscenizacji, korzystaniu ze wiedzy o współczesnej kulturze oraz tworzeniu grup zainteresowań odpowiednich niemal do wszystkich możliwych upodobań znanych ludzkości, staracie się złamać mój kod i przycisnąć mnie tak, abym wziął udział w waszych kościelnych spotkaniach. Jakoś tak się dzieje, że nawet konferencje różnych służb, tworzone plany działania i założenia misji skupiają się na tym, jak na mnie wpłynąć, abym wszedł do waszego królestwa. Oczywiście, podobnie jak kapitan Ahab przemierzający oceany za tą jedną, cenną chwilą, gdy jego harpun dotrze do nieuchwytnego wieloryba, tęsknice za tym, aby wasze starania w heroiczny sposób przeszyły moje serce zbawieniem, znęciły mnie do przyjścia do waszej społeczności i aby tak mną pokierować, abym wierzył i działał tak, jak wy, a to wszystko ku chwale i podziwie tych, którzy są duchowo z wami sprzymierzeni. Rozumiem wasze szacowne intencje, naprawdę rozumiem – wszystkie je rzeczywiście doceniam.

Niemniej, niestety, prawdziwa przyczyna tego, że nie chodzę do waszego kościoła umyka wam, być może dlatego, że tej odpowiedzi nie da się kupić, zbudować, wstawić w diagram, zapisać w planie, wystawić na scenie, przewidzieć, wywołać emocjonalnie, zebrać na grupach zainteresowań czy nawet wymodlić do istnienia. Mimo całego tego kumplowaniu się ze moim życiem przy pomocy wszystkich strategii, programów i wydarzeń, wszystkiego, cokolwiek można sobie wyobrazić, ciągle drastycznie brakuje tego jednego składnika, którego moje serce pragnie najbardziej, a czego nawet nie mogę uznać, że zostało uchwycone. Faktem jest, że o tej jednej jedynej rzeczy, która się naprawdę liczy, nieczęsto daje się słyszeć w całym tym klerykalnym zgiełku – o miłości.

Faktycznie nie chodzę do waszego kościoła, nie podpisuję się pod waszym kredo wiary, nie łączę się z waszą duchową społecznością, jesteście wy sami – tak naprawdę nie kochacie mnie.

Właśnie tego jednego, co tak rozpaczliwie chcecie, abym zobaczył i w co uwierzył, jeśli chodzi o waszego boga i waszą wiarę, nie widzę w was; nie widzę w was miłości. Jest to, ach, tak bardzo wyraźnie widoczne, że tak naprawdę nie kochacie mnie. W tym wszystkim, czym stała się dla was wiara, kościół i chrześcijańskie życie, jedno czego wam tak oślepiająco brakuje, to prosta, prawdziwa, szczera miłość do mnie.
Continue reading →

Modlitwa z ducha ubóstwa


Pilgrimgram
Odczułem, że Ojciec mówi do mnie ostatnio o tym, że jednym z powodów tego, że nasze modlitwy nie uzyskują odpowiedzi jest to, że prośby są zanoszone zbyt wcześnie w całym procesie i stąd nie są wyrazem naszej wiary, lecz – braku wiary.

Czasami trafiając w podróży na trudności prosimy o pomoc w pokonaniu ich ZANIM zaczniemy proces ich pokonywania. Prosimy o pomoc w pokonaniu wroga, nawyku, pokuszenia, zmagania, lecz prosimy zanim zaczniemy walkę, zanim zaczniemy zmaganie (Hbr 12:4), co oznacza, że jeszcze nie potrzebujemy tej odpowiedzi.

Czasami wydaje nam się, że musimy zrozumieć ten proces ZANIM go zaczniemy, chcemy uzyskać pomoc PRZED zaangażowaniem się w walkę. Innymi słowy: zanim potrzebna jest nam ta pomoc.

Bywa, że wydaje nam się, że musimy prosić wcześniej, ponieważ nie mamy zaufania do Ojca, że zaspokoi potrzebę W TRAKCIE procesu. Prosimy ZANIM potrzebujemy, ponieważ nie ufamy Ojcu, że zaopatrzy nas W CZASIE, gdy potrzeba pojawi się.

Praktycznie rzecz biorąc, jest to wyraz ducha ubóstwo: brak przekonania, że Ojciec będzie dla nas dobrym ojcem; brak przekonania co do naszego miejsca jako ulubionego syna czy córki.
Gdybyśmy rozumieli zanim zaczniemy to taki proces, podróż to nie było by to drogą wiary, lecz wiedzy. Nagle pojawiają się na czołowym miejscu wersy z listów: Rzm 14:23, 1Kor 8:1, oraz Rdz 2:9:

[Rzm 14:23b] „wszystko zaś, co nie wypływa z wiary, jest grzechem”.

[1Kor 8:1b] „Poznanie nadyma, lecz miłość buduje”.

[Rdz 2:9b] „ …drzewo życia w środku ogrodu i drzewo poznania dobra i zła”.

Jeśli prosimy Boga, aby dał nam TERAZ coś, czego jeszcze nie potrzebujemy, to nie chodzimy wierze, zaufaniu, a raczej nie ufamy Mu. Ufamy temu, co mamy, co wiemy, polegamy na naszej własnej sile. Jest to modlitwa, na którą Ojciec, ze względu na Swoją wielką miłość, nie może odpowiedzieć.

Powiedziawszy to, trzeba stwierdzić bardzo właściwe jest prosić TERAZ o zaopatrzenie z chwilą, gdy zaangażujemy się w bitwę. Chodzi mi o takie modlitwy: „Oczekuję, że wkrótce stanę do tej bitwy, Ojcze, proszę cię teraz, abyś włożył wtedy w moje ręce broń, gdy będzie już potrzebna”.

Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest przeniesienie zaufania z polegania na zaopatrzeniu na poleganie na Tym, który zaopatruje. Praktycznie rzecz biorąc, chodzi o to, że więcej czasu modlitwy poświęcamy na poznanie Go, niż na proszenie Go o różne rzeczy; więcej czasu spędzonego z Nim na kanapie, niż po drugiej stronie biurka, więcej czasu na modlitwę relacyjną, niż biznesową.