Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

W Ugandzie anglikanie wypędzają złe duchy

Grady

J. Lee Grady
Tłum.: Robert Jarosz

Dziesiątki ludzi zostało ochrzczonych w Duchu Świętym na tym anglikańskim nabożeństwie młodzieżowym w ubiegłym tygodniu w Kabwohe, w Ugandzie.

W ostatni piątek w zakurzonym mieście Kabwohe, w Ugandzie, ponad 5000 ludzi stłoczyło się na ogrodzonym polu, aby oddać pokłon Jezusowi. Przebywali tam od 7 wieczorem, aż do 6:30 rano na całonocnej uroczystości, połączonej z tańcem, śpiewem, mówieniem językami i wezwaniem do przodu, co zaowocowało dziesiątkami nawróceń. Kilka razy w ciągu wieczoru, ktoś został uwolniony od demonów.

Można by tego było oczekiwać w Afryce w zborach Zielonoświątkowych, które rosną tam od dziesięcioleci. Ale to zdarzenie, które ma miejsce w Kabwohe raz w miesiącu, jest sponsorowane przez Kościół Anglikański Wszystkich Świętych. Zaraz po tym jak kobieta opętana została odprowadzana ze skrzypiącej drewnianej sceny, Wielebny Gordon Karuhanga poprowadził zgromadzenie w Apostolskim wyznaniu wiary. Potem on i inni duchowni w szatach podawali komunię.

Zajęło ponad godzinę podawanie chleba i soku winogronowego tłumowi zebranych.

Continue reading

Proroczo, sąd nad domem Bożym_2

Logo_FennC_2

John Fenn

Poprzednio opowiadałem o tym, jak Pan „włamał się”, aby powiedzieć mi, co Pismo mówi do ciała Chrystusa w tym czasie. Napisałem również, że chciałbym się podzielić tym, co to znaczy, że „sąd zaczyna się od domu Bożego”, ponieważ jest to bezpośrednio związane z tym, co mi powiedział.

Streszczenie poprzedniego postu

W ciągu ponad 10 lat między Dniem Zielonych Świąt, a Pawłem nauczającym chrześcijan w Antiochii (Dz 11), nikt nie uczył praktycznych aspektów stosowania wiary w Chrystusa w codziennym życiu, czegoś, co wychodziłoby poza podstawy. Nauczanie Pawła było tak dramatycznie odmienne od tego, co wszyscy słyszeli od Pięćdziesiątnicy, że spowodowało iż świat zauważył, że jest to jakaś oddzielna grupa i nazwano ich „chrześcijanami”. Zdumiewające!

Kontekst

W 2 i 3 rozdziale Księgi Objawienia Pan przekazuje indywidualne słowo dla ciała Chrystusa w siedmiu różnych miastach Azji, która była wtedy zwykłym państwem, a współcześnie Turcja. Do każdego z nich powiedział tak: „Kto ma uszy do słuchania niechaj słucha, co Duch mówi do zborów” (2:7, 11, 17, 29; 3:6, 13, 22).

Zwróćmy uwagę na liczbę mnogą. Zatem, każde słowo w pierwszej kolejności było przeznaczone do kościoła, do którego było adresowane, a następnie do pozostałej części ciała Chrystusa. Nawet ty, żyjący jakieś 1900 lat później, możesz się czegoś z tego nauczyć!

Nawiedzenie i wizja

Pan powiedział mi, że podobnie jest w tej sytuacji: słowo jest skierowane do szczególnej grupy ciała Chrystusa, a następnie na zewnątrz do szerokiego kręgu chrześcijan. W szczególności mówił do tych, którzy przez ostatnie 10-15 lat żyli swoją wiarą w sposób podobny do tego, jak to było przez 10 lat między Pięćdziesiątnicą, a nauczaniem Pawła w Antiochii: wierzących, którzy niewiele wzrośli jako uczniowie i ludzie. Ich poznanie było bardziej obszerne i ogólne, nie znajdując specyficznego zastosowania w życiu i wzroście jak chrześcijan i wzroście jako jednostek ludzkich.

Continue reading

Nie kupisz łaski za pieniądze

 

DUDLEY HALL

Pewien gość zobaczył u mnie w domu sombrero wiszące na stojaku. „Chłopie! – powiedział. – Zawsze chciałem mieć coś takiego, ale nigdy nie byłem w Meksyku, żeby dostać. Nie zechciałbyś mi go sprzedać?”

„Nie chcesz przymierzyć?”

Przymierzył i całkiem dobrze pasował mu. (Był raczej niski i dobrze zbudowany a w tym sombrero wyglądał trochę jak pinezka.)

„Ile chcesz za niego?”

„Weź sobie. Nigdy w nim nie chodziłem. To bardzo stary prezent. Z przyjemnością sprawię ci radość”.

„Ach, nie. Tak po prostu nie mogę go wziąć. Podaj jakąś cenę”.

„Nie ma ceny. To jest podarunek”.

„Tak to po prostu nie mogę. – powiedział smutno – Naprawdę podoba mi się i dam ci ile tylko chcesz”.

Zatrzymałem się spojrzałem mu w oczy, aby być pewnym, że mnie słucha.
„Jeśli w ogóle chcesz mieć to sombrero to będziesz musiał przyjąć je jako dar”.

Obrócił się w bok, sięgnął po niego, wziął i powiedział:
„W porządku, ale wolałbym zapłacić”.

Doskonale go rozumiem. Łaska wywołuje u mnie dyskomfort. Lubię robić transakcje, gdy mogę na nich zyskać, lecz zwiedzeniem jest uważać, że z Bogiem można negocjować błogosławieństwo. On jest skrajnie łaskawy. Odrzucenie łaski to odrzucenie Jego. Nie możemy używać naszej dobroci, bądź niegodziwości jako waluty służącej do handlu z Bogiem.

Przed swoim nawróceniem Paweł (Saul) myślał, że jego moralne osiągnięcia dają mu jakąś przewagę u Boga. Patrzył ze wzgardą na tych, których życie charakteryzowało się bezprawiem. Później, uważał te wszystkie oznaki zasług za gnój w porównaniu z przywilejem poznawania łaski Bożej (Flp 3:7-8).

Inni zostali przekonani, że Bóg chce, abyśmy płaszczyli się i to im więcej tym bardziej są uprawnieni do Jego błogosławieństwa. To również jest złe. Sama natura łaski oznacza, że w odbiorcy nie ma niczego, anie dobroci ani bezprawia, które wpływa na tą wymianę. Wszystko zaczyna się od Bożej miłości i kończy na Jego miłości. Jeśli mamy kiedykolwiek otrzymać cokolwiek z tego, co Bóg oferuje, musimy po prostu zaufać Mu, jako Bogu całkowicie miłościwemu. Nie chodzi tu tylko o nasze początkowe nawrócenie, lecz dotyczy każdego błogosławieństwa w czasie całej drogi.

Jeśli tęsknisz do poznania Bożej łaski to jest tak dlatego, że to On przyszedł tutaj z nieba, aby pobudzić twoje serce. Twoje pragnienie poznania Boga jest pewnym znakiem tego, że On jest tutaj z łaską przeznaczoną dla ciebie.

Nie odwracaj się, nie zakładaj, że nie jesteś wart. Nie musisz tego robić. On zrobił wszystko, co jest konieczne, aby zaspokoić wieczną sprawiedliwość, więc może przyjść do ciebie i zaoferować wszystko, cokolwiek potrzebujesz.

Nie można zapłacić za łaskę. Nie ma takiej ludzkiej waluty, która byłaby do przyjęcia w Jego Królestwie. Możesz jednak przyjąć łaskę, nie jako „rzecz”, która jest dawana, lecz jako samą osobę Boga objawionego w Chrystusie Jezusie w tobie. Znać Go to żyć w łasce.

Pieśń Charlotte Elliot dobrze to opisuje:

 Tak, jakim jest – nic nie mam, nie
Prócz tego, że mnie głos Twój zwie
Że krew Twa lała się za mnie
Baranku Boży, idę już

Tak, jaki jestem pełen wad
Obdarty z niewinności szat
By w serce promyk łaski wpadł
Tak idę już, Baranku mój

Proroczo, sąd nad domem Bożym_1

Logo_FennC_2

John Fenn

Około miesiąca temu dzieliłem się krótko tym, co Pan dał mi dla ciała Chrystusa, a teraz chciałbym przejść do szczegółów oraz pokazać, co Piotr miał na myśli pisząc: „Nadszedł bowiem czas, aby się rozpoczął sąd od domu Bożego…(1Ptr 4:17).

Najpierw, jak ja to rozumiem i o czym myślałem

Ponieważ kontekst decyduje o wszystkim, więc muszę opowiedzieć zarówno o tym, jak rozumiem funkcjonowanie pierwszego kościoła oraz o tym, o czym myślałem, gdy Pan włamał się i powiedział mi, co Duch mówi do ciała Chrystusa. Tak więc, krótko o tych dwóch rzeczach:

Czytając rozdziały 2-7 Dziejów Apostolskich dziwimy się wylaniu, które miało miejsce w tych dniach. Jakieś 3000 ludzi usłyszało, jak Piotr wyjaśnia im sprawę mówienia językami, których nigdy nie uczyli się – to było wylanie, które było znakiem rozpoczęcia dni ostatnich, zapowiedziany przez Joela (Dz 2:17 / Jo 2:28-32).

Nawet w tamtych czasach wiara Żydów była różnorodna, zaczynając od Esseńczyków, którzy zdecydowanie zachowywali prawo i byli bardzo skupieni na czasach ostatecznych i Mesjaszu, po ruch świętości faryzeuszy, którzy mieli swoje własne prawa wynoszone ponad Słowo, aż do liberalnych saduceuszy, którzy nie wierzyli w anioły i duchy oraz politycznie nastawionych herodianów. Cóż więc takiego, gdy pojawia się kolejna sekta judaizmu, wierząca, że ten człowiek, Jezus, był Mesjaszem?

Pierwsze półtora roku

Continue reading

Co naprawdę znaczy umieranie dla siebie?

crosby2

Fragment z ksiązki pt.: The New Testament Prophet Understanding the Mind, Temperament, and Calling

Stephen Crosby

Istnieje taka gałąź chrześcijaństwa, która zawsze mówi o krzyżu i wadze umierania dla siebie. W najlepszym wypadku jest to niezrównoważone nadmierne podkreślanie pewnego aspektu, czyli półprawda, a w gorszym, mówiąc wprost: błąd. Promuje introspektywną świadomość grzechu, poczucie bezwartościowości, niechęć bądź nienawiść do siebie, duchowy paraliż i legalizm. Promuje odwrotność duchowej pychy: jesteś szanowany za to jak bardzo bezwartościowy się czujesz i jak „pokorny” stajesz się z wyglądu dla tych, którzy w specyficznej kościelnej kulturze mają władzę.

Czym jest prawdziwa biblijna pokora?

Czy jest i czym nie jest „pokora” często jest definiowane bardziej na podstawie wartości utrzymywanych w ramach danej kultury kościelnej i społecznej, niż na podstawie tego, co mówi Pismo. Niewiele jest bardziej odpychających rzeczy niż fałszywa chrześcijańska pokora, tworzona przez legalistę. Ci, którym brak jest poczucia bezpieczeństwa, zawsze będą oskarżać ludzi wiary, pewnych i odważnych o brak pokory. W kościele omawianie sprawy pokory podobne jest do rozmów w przebieralni chłopców z podstawówki na temat seksu dorosłych; ci, którzy o tym mówią, przeważnie najmniej na ten temat wiedzą.

Pokorę często przyrównuje się do potępiającego samego siebie, samokrytycznego, introspektywnego ducha niższości, czegoś na kształt wycieraczki. Źródłosłów greckiego wyrazu, tapeinós, oznacza płaszczenie się, służalczość, tchórzliwy serwilizm, a taka postawa była uważana za moralną cechę zasługującą na pogardę. Nowy Testament używa go unikalnym chrześcijańskim znaczeniu. Żaden grecki autor nie używał tego wyrazu w taki sposób przed powstaniem chrześcijaństwa. Właściwa biblijna definicja to głębokie oduczcie moralnej małości przed Bogiem. Skrajny akt biblijnej pokory to pewna siebie wiara. Jest to bardziej oparte na relacji zaufania Bogu, niż na sobie samym. Biblijna pokora nie ma zupełni nic wspólnego z zewnętrzną nieśmiałością, łagodnością mowy czy osobistym sposobem bycia, w całości natomiast jest pewnością siebie w Bogu.

Nadmierne podkreślanie umierania dla siebie czasami jest nazywane „teologią robaka” i zwykle wyciągana z ohydnego zastosowania Iz 44:14 – „robaczku, Jakubie” i równie wstrętnym, błędnym zastosowaniem Rzm 7:18 „nie mieszka w moim ciele dobro” oraz tak samo ślepego zastosowania Jer 19:9 – „złe jest serce ludzkie, gorsze niż wszystko inne, któż może je poznać”. Jak wyraźnie widać jest tak, nie powinniśmy ufać własnemu sercu, lecz powinniśmy ufać sercu tych, którzy nauczają nas, abyśmy nie ufali swemu.

Które „własne ja” powinno rzekomo „umrzeć”?

Continue reading

Odkrywanie Bożej woli, Bożej drogi

Pilgrimgra,

Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem na temat, „znajdowania swego życiowego celu w Bogu”.

Jest to całkiem trudne, prawda? Chcemy znać swoje powołanie, chcemy wykorzystać swoją energię tam, gdzie to będzie przydatne, a nie tam, gdzie nie. Dość często, czytając na przykład przypowieść o talentach, czujemy silne pobudzenie w tej sprawie. Czasami, wydaje się, jakbyśmy plątali się we mgle, zamiast faktycznie zmieniać świat, a każdy z nas, czy przyznajemy się do tego czy nie, chce mieć wpływ na ten świat.

Znęcałem się nad tym tematem raczej sporo. Dorastałem czytając historie z książek typu „Boży przemytnik”, gdzie herosi słyszeli jak Bóg mówi: „Idź i zrób to!”, szli i robili, i działy się tam cuda. Chcę taki być: tym, który wchodzi na drogę pewności Bożego prowadzenia i cudownego zaopatrzenia.

Znam ludzi, którzy otrzymali prorocze słowo bardzo ich przerastające czy wizję czegoś wielkiego i skutecznego, bądź zwykłe pragnienie czegoś „więcej” w jakiejś szczególnej dziedzinie pracy z Bogiem.

Chcemy, aby Bóg to wykonał. Oto problem: nie jestem pewien, czy jest to realistyczne oczekiwanie.

Obserwuję już przez kilka dziesięcioleci ludziska wokół mnie, jak dojrzewają w Chrystusie i myślę, że odkryłem kilka trendów. Oczywiście, są tacy, którym tak naprawdę nie zależy na osiągnięciu swego celu w Bogu. Ot, po prostu plączą się w kółko na takim czy innym poziomie zadowolenia, uczestnicząc w konferencjach, narzekając na trudności, konsumując różne zasoby i tak naprawdę nie wpływając na świat wokół nich. Nie o nich dziś będę mówił.

Myślę, że między tymi spośród nas, którzy są zainteresowanie tym, co Bóg dla nich planują, widzę trzy obszerne kategorie:

a) Słudzy: ci, którym Bóg dał dobrą mapę i prowadzi ich po drodze do mety, czasami krok po kroku. Ci ludzie często mają zdumiewające historie do opowiadania o Bożym prowadzeniu. Szczerze mówiąc podejrzewam, że ci goście zapraszają niedojrzałość (słudzy proszą o zgodę, synowie nie za bardzo), lecz wydaje się, że są w tym dojrzali, choć, ja osobiście nie znam zbyt wielu dojrzałych świętych w tej kategorii.

b) synowie: ci, którzy mają pobieżną ideę swego powołania i znają swego Ojca, więc ruszają biegiem i robią te rzeczy, które są spójne z ich powołaniem. Przeważnie więcej o swoim powołaniu dowiadują się po drodze.

Do tej kategorii należał apostoł Paweł. Czasami Bóg dawał mu sen („Idź tam!”), ale przeważnie po prostu szedł. Zakładał kościoły wszędzie, gdzie poszedł, ponieważ taki właśnie był. Znam apostoła, który zakłada kościoły i biblijne szkoły na trzech kontynentach i mówi, że Bóg nie powiedział mu w żadnym przypadku, aby to zrobił. Takie jest jego powołanie, więc uruchomił do tej pory setki kościołów i dziesiątki szkół biblijnych, będąc po prostu tym, do czego go Bóg stworzył.
Continue reading

Gdy Pismo przeraża mnie

https://www.lifestream.org/

Wayne Jacobsen
Zdaję sobie sprawę z tego, że sporej ilości ludzi, mających dobre intencje, wydaje się, że strach przyciągnie innych do Boga. Wyciągają dowolny fragment, który nadaje się do przerażania ludzi, sądząc, że strach doprowadzi ich do świętości. Być może mają dobre intencje, lecz straszliwie ignorują samą Ewangelię. Jezus nauczał, że tylko miłość prowadzi do świętości. Strach nie pociągnie ludzi do Boga, lecz albo ich odepchnie, albo spowoduje, że tak bardzo skupią się na swoich upadkach, że nie będą w stanie znaleźć łaski i miłosierdzia właśnie wtedy, gdy ich najbardziej potrzebują.

Cała biblijna opowieść została napisana po to, aby wyciągnąć ludzie ze strachu i poczucia potępienia, gdy myślą o Bogu i zobaczyli Go jako kochającego Ojca, przyciągającego ich swoją miłością i prawdziwością. Spójrz na Jezusa. Gdy był pośród nas, nie budził grozy swoja mocą, lecz pozyskiwał ich jako „rozproszone owce, które nie mają pasterza”. Mam dość religijnych nauczycieli, którzy wykręcają te opowieści, wyciągając z nich tylko te chwile, gdy Bóg był zmuszony wdzierać się w ludzką historię po to, aby zachować linię zbawienia i dochodzą do wniosku, że taka jest boska natura. Jego działania nadal mają na celu ratunek, a nie zniszczenie.

Kilka dni temu otrzymałem z Niemiec e mail, napisany przez młoda kobietę, która znalazła kilka kolejnych wrogich fragmentów w Piśmie, które podkupują jej ufność do Bożej miłości. Oto, co napisała:

Pisałam do ciebie w zeszłym roku, wkrótce po pierwszym przeczytaniu twojej książki „He Loves Me”. Uwielbiam tą książkę! Od tej pory staram się zmienić perspektywę i „żyć, będąc kochaną”. Naprawdę chcę przeżyć moje życie dla Boga i wykonywać Jego wolę bez strachu, lecz od dzieciństwa mam problemy z różnym obawami. Obecnie widuję się z terapeutą (nie jest chrześcijaninem) i pracujemy nad tym. Myślę, że Bóg również pracuje nade mną. Zdaje sobie sprawę z Jego miłości, szczególnie tej okazywanej przez braci i siostry, których spotykam oraz w różnych okolicznościach. Niemniej, ciągle są jest mnie wielki strach, spowodowany tymi fragmentami Pisma, których nie rozumiem. Naprawdę niepokoją mnie i przez to trudniej jest mi uwierzyć w miłującego Ojca.
Chodzi mi o te fragmenty, w których mowa jest o Bogu, który zatwardza serce faraona, o Rzm 9, o historię Ananiasza i Safiry, o Bogu próbującym zabić Mojżesza, mówiącym, że kocha Jakuba, a nienawidzi Ezawa, o losie Judasza, o fragmenty z 7 rozdziału Ewangelii Mateusza, gdzie Jezus ostrzega, że nie wszyscy, którzy wzywają Jego imienia będą zbawieni, o niektóre fragmenty Listu do Hebrajczyków. Czytanie tych miejsc wzbudza we mnie strach, że Bóg może zatwardzić i moje serce, bądź nagle, pewnego dnia, ukarać mnie, bądź uczynić „przedmiotem swego gniewu – przygotowanym na zniszczenie” (Rzm 9), ponieważ wiem, że w moim sercu ciągle są miejsca ciemne, nie jestem doskonała, ani zawsze posłuszna. Naprawdę boję się tego, że pewnego dnia mogę zatracić się bądź stracić wiarę, że Bóg zdecyduje tak, z powodu moich grzechów i wątpliwości.

W związku z tym dużo myślałam o Judaszu. Czy miał w ogóle szansę? Czy jego przeznaczeniem od urodzenia było zgubienie? I ostatecznie, skąd mam wiedzieć, że jestem „prawdziwym wierzącym” i nie mam się bać ostrzeżeń Jezusa z 7 rozdziału Ewangelii Mateusza?

Często powtarzam sobie te wersy z Biblii, które mówią o Bożej miłości o tym, że nie mam Ducha strachu. Myślę również o twoich słowach mówiących, że strach nigdy nikogo nie doprowadził do świętości. Rozmawiałam z wierzącymi przyjaciółmi o moich obawach, na co powiedzieli mi, że nigdy nie zrozumiemy w pełni Boga, i że powinnam ufać Mu i być posłuszna. Powiedzieli, że „nikt nie może wyrwać mnie z Jego ręki”, lecz ja się zastanawiam czy to prawda? Co z moimi wątpliwościami i grzechami? Czy one nie wyrwą mnie z Jego ręki? Naprawdę staram się nauczyć ufać Bogu, lecz za każdym razem, gdy myślę o tych fragmentach, czuję zniechęcenie i strach. Te obawy powodują, że wątpię w Boga i w końcu, czuję się okropnie nie tylko z powodu moich obaw, lecz również z powodu wątpliwości, które z kolei wzmacniają strach przed tym, że Bóg mnie zostawi/zatwardzi z powodu moich wątpliwości i w ten sposób kręcę się nieskończenie w kółko.

Mówię Bogu o moich zmaganiach często i proszę Go, aby dał mi ufne, wolne od strachu serce, lecz, oczywiście, to się nie dzieje. Mówię sobie, że On ciągle we mnie pracuje, lecz czasami nawet w to nie wierzę. Jak pozbyć się tych wątpliwości i obaw, jak ufać Bogu z całego serca, wiedząc, że On mnie nie zostawi?

Continue reading