Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Czcij w Duchu i Prawdzie

Ron McGatlin

Worship – oddawanie czci, uwielbienie, również sprawowanie kultu, nabożeństwo,…

Ciało Chrystusa musi doświadczyć chodzenia w czystym uwielbieniu/czci. Czczenie Boga jest jednym z pierwotnych celów stworzenia. Jeśli spojrzeć na cały przekrój Ciała Chrystusa to widać dużo różnych idei czym jest uwielbienie. Bez wchodzenia w definicje i nauczania konieczny jest wyraźny głos Ducha co do tego ważnego i wartościowego przywileju i obowiązku. Moim zamiarem jest przekazać słowo zachęty i wyjaśnienia wprost z mego serca, osobistego doświadczenia i mam nadzieję z Ducha. Prawdopodobnie jest dużo różnych form, stylów czy czynności, które są nazywane uwielbieniem. Osobiście znam tylko dwie główne formy. Nauczyłem się tego, aby nie wypowiadać się poza swoim własnym doświadczeniem, aby nie osądzać doświadczeń cudzego sługi.

Gdy byłem uczestniczyłem w kościołach ewangelicznych baptystów i kościołach fundamentalnych, oddawanie czci oznaczało po prostu uczestnictwo w w niedzielnym nabożeństwie, wysłuchanie ewangelizacyjnego czy nauczającego kazania, zaśpiewanie kilku pieśni, ogłoszeń, modlitwy pastora, może jakiejś szczególnej muzyki, zebrania ofiary i zaproszenia. Był też później czas na porozmawianie z przyjaciółmi, podanie ręki kaznodziei w drodze do wyjścia. To wszystko, plus szkółka niedzielna, zajmowało niewiele ponad 2 godziny tygodniowo.

Gdy po jakimś czasie zaangażowałem się w kościołach o charakterze charyzmatycznym, koncepcja uwielbienia (oddawania czci) zmieniła się w tym również chały. Terminy chwała i uwielbienie (praise and worship) oznaczały długie okresy wylewnego śpiewu, podnoszenia rąk, żywych fizycznych reakcji w tym podskakiwania, tańczenia czy wykrzykiwania chwały Bogu. Mogło to również obejmować okresy bardzo spokojnego klęczenia czy leżenia twarzą do ziemi w intymnej komunii z Bogiem. Przeważnie nie było w tym żadnej, bądź bardzo niewiele, przygotowanej choreografii, lecz raczej wysiłek skierowany na działanie zgodne z prowadzeniem Ducha. Muzyka i śpiew mogły wzrastać w dużym crescendo jak i płynąć w słodkiej melodyjnej harmonii śpiewu w obcych językach. Czasami było to podobne do jakiejś machiny potężnej i rytmicznej duchowej muzyki. Bywało i tak, że spontaniczne wykrzykiwanie do Pana napełniało powietrze wspaniałą chwałą. Ta cudowna wolność w czczeniu Boga ze wszystkich sił ciała i pełnych głosów była cudownie prowadzano przez Ducha. Niestety, po pewnym czasie stało się to formą sztuki, która była planowana czy zarządzania ludzkim projektem, a ostatecznie stało się nawet wielkim biznesem wtedy, gdy muzyka uwielbienia została zapisana i wprowadzona na rynek.

W tego rodzaju nabożeństwa praktykowane było przechodzenie od czasu uwielbienia do czasu głoszenie i tylko ta pierwsza, muzyczna część była uważana za uwielbienie. To w połączeniu z składaniem ofiar i różnych form usługiwania modlitwą czy proroczym słowem mogło trwać wiele godzin. Reakcje były poważne, tak że czasami całe zgromadzenie wychodziło do przodu po modlitwę, proroctwo, aby oddać życie Jezusowi, czy cokolwiek innego co Duch Święty robił w tym dniu.

Niektórzy kwestionują autentyczność i wartość tego rodzaju współczesnych przeżyć uwielbienia. Ci, którzy preferują bardziej wyciszony niedzielne poranki, oparte na „oddawaniu czci jako nabożeństwie” (worship service) nie wierzą, że Biblia daje przyzwolenie na taki 'prowadzony przez Ducha” charyzmatyczny rodzaj nabożeństw i uważają je za emocjonalny chaos. Z drugiej strony ludzie z grup żywszych mogą nie wierzyć w to, że ci inni ściśle trzymają się przedstawionego przez Biblię sposobu oddawania czci i chwały i wielu uważa, że ich nabożeństwa są pozbawione życia.

W obu grupach uważa się, że do pewnego stopnia doświadczają Boga w ramach swojej znanej formy „oddawania czci”. Po niedzielnym nabożeństwie ci z grupy cichej mogą odczuwać, że są bardziej czyści i odciążeni, ponieważ wykonali swój obowiązek. Ci z drugiej grupy mogą odczuwać to, że w czasie uwielbienia i oddawania chwały rzeczywiście spotkali się z manifestacją obecności Bożej w potężny sposób. Niektórzy krytycy, którzy prawdopodobnie nigdy nie brali w tym udziału, mogą sądzić, że twierdzenie o spotkaniu się w uwielbieniu z obecnością Bożą jest głupim twierdzeniem, które nie jest biblijne.

Na podstawie osobistego doświadczenia wiem, że jest trochę prawdy i fikcji w obu grupach. Generalnie jest tak, że obie grupy lubią wskazywać na wady czy niedostatki drugiej strony, ignorując równocześnie zalety i cnoty.

Biblijny punkt widzenia na uwielbienie

Pierwszy raz cześć jest wymieniona w Biblii, gdy Abraham zabierał Izaaka, aby był ofiarą. W Starym Testamencie zostało dużo napisane o ofiarach i składaniu ofiar jako o oddawaniu czci. Jest również napisane o tym, aby nie oddawać czci obcym bogom. Nawet pobieżny przegląd Biblii pokazuje istnienie wielu biblijnych form oddawania czci, w tym następujące:

Składane ofiary oraz posty

Oddawanie chwały Panu

Piękno świętości

Śpiewanie chwały

Kłanianie się i klęczenie

Podnoszenie świętych rąk

Nie oddawanie czci innym bogom

Nie oddawanie próżnej chwały nauczaniu i doktrynom ludzkim

Przynoszenie Panu darów

W duchu i w prawdzie

Radowanie się w Panu

Chwała na instrumentach

Tańczenie przed Panem

Oraz wiele innych.

…oddajcie pokłon odziani w święte szaty! Zadrżyj, cała ziemio, przed Jego obliczem!” (Ps. 96:9).

Wyraz tłumaczony tutaj jako „zadrżyj” dosłownie znaczy 'zatańczyć’, 'wykręcić’, 'zakręcić’, bądź 'wirować’, 'skręcać się’ jak w bólu porodowym.

Życie uwielbienia

Uwielbienie, które podoba się Bogu nie da się wepchną do żadnej religijnej szufladki. Jest zbyt wielkie i ma zbyt obszerną dynamikę, aby mieściło się w jakichś granicach czy formułach. Uwielbienie, które płynie z głębi serca ukrzyżowanego życia jest zarezerwowane dla Boga. Jest oddaniem swego ciała jako żywej ofiary, aby Chrystus Jezus mógł w pełni mieszkać w nas przez Ducha Bożego. Wszystko, co robimy i czym jesteśmy powinno uwielbiać Boga, jak słodka woń. Każdy oddech i każda chwila życia powinny być uwielbieniem i chwałą dla Niego.

Jezus mówiąc do bardzo religijnych faryzeuszy wyraźnie dał im do zrozumienie, że całe ich religijne uwielbienie i ofiary były składane na próżno i nie miały żadnego znaczenia, ponieważ ich serca nie były w porządku.

Mat 15:7-9: „Obłudnicy! Dobrze prorokował o was Izajasz w słowach: Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich daleko jest ode mnie. Daremnie mi jednak cześć oddają, głosząc nauki, które są nakazami ludzkimi„.

Istotą uwielbienia jest intymna relacja miłości z Bogiem, z której wypływa służba dla Niego z całego serca w czystym uwielbieniu. Uwielbienie przede wszystkim wymaga więzi z Bogiem, intymnej miłości, następnie wymaga służenia Mu z miłości i służenia Jego ludziom.

Dziękuję Bogu za to, że droga jest otwarta i czystymi rękom i czystym sercem, prawdziwe uwielbienie i czysta chwała obfituje nawet w tym fotelu, na którym piszę. Łzy radości i pełnej miłości wdzięczności ponad miarę wprost z mego serca spotykają się z falami umacniającej miłości i radości, niewypowiedzianie wylewnej na mnie i wlewanej we mnie. Nie ma żadnej naturalnej muzyki, lecz melodia jego miłości spływa z nieba. Nie mam słów, aby chwalić Go za Jego cudowną obecność i wspaniałe zaopatrzenie w obfite życie. Chwalcie go, święci, chwalcie Go dopóki jest dech w piersiach, On jest godzien wszelkiej chwały.

Chwalcie Boga w świątyni jego, Chwalcie go na ogromnym jego nieboskłonie.

Chwalcie go dla potężnych dzieł jego, Chwalcie go za niezmierzoną wielkość jego!

Chwalcie go na głośnych trąbach, Chwalcie go na harfie i cytrze! Chwalcie go bębnem i pląsaniem, Chwalcie go na strunach i na flecie!

Chwalcie go na cymbałach dźwięcznych, Chwalcie go na cymbałach głośnych! Niech wszystko co żyje chwali Pana! Alleluja” (Ps. 150:1-6).

Dążcie do miłości, ona nigdy nie zawodzi,

a Jego królestwo trwa na wieki.

Ron McGatlin

www.openheaven.com

basileia@earthlink.net

продвижение сайта

Rozwój jest przede wszystkim sprawą relacji

Graham Cooke

Bóg chce, abyśmy znali Go w taki sam sposób, jak On nas zna. W każde okoliczności wbudowane jest wezwanie, aby podnieść stan naszego przeżywania/doświadczania Pana. On zawsze daje takie propozycje, które demonstrują Jego miłość, radość i przychylność dla nas. On kocha Swoich ludzi i chce, abyśmy w tym twardym i nieuporządkowanym życiu uczestniczyli w spotkaniach z Nim i przeżywali Jego obecność. W każdych okolicznościach zadaję w sercu jedno pytanie: „Panie, czym chcesz dla mnie być teraz, czym nie mógłbyś być innym razem?” Każda sytuacja jest dla nas również zaproszeniem. Bóg w każdej sytuacji składa nam propozycje. Nasze życie jest otoczone przez objawienie Boga i Jego natury. Nie da się uciec przed tą prawdą i prawdziwym poznawaniem Boga. Duch Święty jest zwyczajnie zbyt dobry w tym, co robi. Jest duchem wyjawienia (Jn. 16:13), On czci Jezusa i jest nieskończenie zafascynowany Jego dziełem w naszym życiu. Jest duchem mądrości i objawienia, który naświetla każdą sytuację. Miłość do Ducha Świętego jest równie ważna jak kochanie Ojca i Syna. Nie da się rozdzielić Osób Boga, lecz należy się z nimi spotykać zarówno razem jak i indywidualnie. Duch Święty jest geniuszem w życiowych sprawach, On wszystko wie o wszystkim i może wszystko zrobić! To zdumiewająca osoba. Być w Jego obecności jest ogromnie rozpalające i zachęcające.

Objawienie jest wglądem; jest to światło spostrzeżenia, które otwiera nas, abyśmy mogli zobaczyć coś więcej niż tylko otaczającą nas sytuację. Spostrzeżenie prowadzi nas do zaufania Panu, co jest pierwszym wymaganiem życia (Przyp. 3:5). Nasze serce zawsze jest na pierwszym miejscu. Bóg nigdy nie mówi do głowy, jeśli wcześniej nie otworzy naszego serca. Wewnętrzny człowiek ma wgląd w wewnętrzne dzieła Boga. Spostrzeżenie zatem prowadzi do zrozumienia. Nasz umysł zostaje odnowiony i zaczyna iść szlakiem serca. Zaufanie staje się wiarą, a my zaczynamy bardziej szczegółowo rozmawiać z Panem. Równocześnie wiara stwarza spotkanie, w którym jesteśmy wystawieni na Bożą Obecność. Pan kocha takie chwile z nami. Spotkanie sprawia, że stajemy się całkowicie przekonani co do tego Kim Bóg jest dla nas i uzyskujemy pewność co do tego, co zrobi w danej sytuacji.

Zetknięcie gwarantuje cały szereg dalszych trwających stale doświadczeń, które w związku z zaistniałą sytuacją, powinny być dostępne nam. Każdy problem ma swoje rozwiązanie, ponieważ każda sytuacja jest zaproszeniem do bliskiego poznania Boga, nawiązania z więzi z Nim. Te doświadczania miłości, pokoju, radości, cierpliwości, dobroci, przychylności itp., wzmagają naszą nadzieję. To jest tak: dochodzenie do pełnego przekonania prowadzi do oczekiwania, które rozszerza zarówno wnętrze człowieka jak i sytuację zewnętrzną. Prawdziwe poznanie musi obejmować spotkanie i doświadczanie, a nie jest czymś wyłącznie intelektualnym, mózgowym.

Przeczytałem kiedyś książkę zatytułowaną „Tortured for Christ”. Jest to historia Richarda Wurmbrandt’a, który był więziony przez Sowietów w obozie na Syberii. Ta książka dała mi pewien obraz, jakąś myśl i pewne zrozumienie tego mężczyzny. Później miałem szczęście spotkać się z nim osobiście i spędzić kilka godzin na rozmowie. To spotkanie (zetknięcie) było głębokim przeżyciem, które spowodowało eksplozję zrozumienia go na zupełnie innym poziomie. Gdy ponownie wróciłem do tej książki, zobaczyłem tam i wyczułem rzeczy, które były dla mnie niedostępne za pierwszym razem. Pismo działa w taki sam sposób.

Akademickie studia nad Biblią ujawniają pewne wartościowe rzeczy, niemniej to spotkanie z Autorem, otwiera nas na coś znacznie więcej niż intelektualne zrozumienie. Każde zetkniecie z Jezusem sprawia, że słyszymy tego samego ducha objawienia, który uruchamia w nas pragnienie nowego doświadczania piękna i cudowności Boga. Nie czerpiemy naszego objawienia Boga z tego, jak przeżywamy Go, lecz czerpiemy je z tego, jak się Sam nam objawia. Każda sytuacja obejmuje zaproszenie do relacji, do przeżywania Go i poznawania Kim jest dla nas teraz. Każda okoliczność ma cel główny i drugorzędny. Celem głównym jest poprawienie naszej więzi z Panem a celem drugorzędnym jest zajęcie się samą sytuacją.

Jeśli skoncentrujemy się na zaproszeniu i nastawimy serca na poznanie Pana to we wszystkich dziedzinach wzrośniemy w Chrystusie (Ef. 4:15). Staniemy się słodką wonią Chrystusa wszędzie dokądkolwiek pójdziemy (2Kor. 2:15). Przede wszystkim wrośnie nasza relacja z Nim. Ten stale trwający proces stykania się prowadzi do regularnego przeżywania/doświadczania Chrystusa, co wzmacnia nas w kształtowaniu na Jego podobieństwo (Rzm. 8:29). Jeśli relację z Bogiem stawiamy przed rozwiązaniem okoliczności to we właściwy sposób wykorzystujemy zaistniała sytuację, zamiast być wykorzystanymi przez nią. Jeśli odwrócimy ten proces, to często jest tak, że niczego nie zyskamy. Nasze okoliczności rzadko rozwiązują się, a nasze rzeczywiste poznanie Jezusa nie wzrasta, a nawet jeszcze gorzej, bo może się okazać, że będziemy musieli ponownie przejść przez te same okoliczności.

Proces, w którym objawienie staje się prawdą w naszym doświadczeniu zawsze jest związany z życiowymi sytuacjami. Zawsze chodzi o coś więcej niż nasz aktualne okoliczności. Wzrastająca dziś wieź z Bogiem otwiera nas na nowy poziom życia w Duchu jutro. Mądrość jest umiejętnością widzenia tak, jak widzi Bóg, myślenia w taki sam sposób i działania w zgodzie z Jego celem. Te wszystkie doświadczenia są przede wszystkim relacyjne. Bóg nie wzmacnia nas po to, abyśmy mogli sprzeciwiać się naszym okolicznościom, z raczej usiłuje dać nam siłę opartą na więzi z Nim, tak aby On zwyciężał w nas i przez nas. Prawdziwe poznanie jest ogólnym wynikiem procesu urzeczywistniania Boga w nas.

Wgląd wywołuje wnikliwość i zaufanie, to z kolei prowadzi do zrozumienia, odnowienia myślenia i wiary. Stąd możemy ruszyć ku spotkaniu z Obecnością, co daje nam relację/więź, pełne przekonanie o tym, Kim jest Bóg dla nas i co chce zrobić w naszej sytuacji. To prowadzi nas do nowego poziomu stale trwającego doświadczenia, które łączy nas z oczekiwaniem (nadzieją!). Końcowym wynikiem tego procesu jest wzrost oczekiwania i prawdziwego poznania Chrystusa wewnątrz, dzięki czemu w każdych życiowych okolicznościach dojrzewamy.

Czym chce Bóg być teraz dla ciebie, czym nie mógłby być innym razem? Odpowiedź na twoja obecną sytuację jest w pierwszym rzędzie związana z więzią z Bogiem. Pozostań w tym miejscu, aż do chwili przełomu w swym postrzeganiu tego, kim Bóg jest dla ciebie. Życie zaczyna się zawsze tutaj!

deeo.ru

Pan uczyni drogę

07 grudnia 2010

Francis Frangipane

Podatki, zagrożenie terrorystyczne, choroby i starzenie, finanse, polityczne konflikty, rodzinne relacje, kościelne walki, obawy, bezpieczeństwo, strata pracy, ceny paliw, wojny, niesprawiedliwość, śmierć,… to tylko kilku przeciwników, których większość nas codziennie spotyka. A jednak, pozwólcie, że wam powiem, co Pan powiedział do mojej duszy:

Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie” (Flp. 4:6-7).

Pan nie chce, abyśmy mieli jakiegoś rodzaju ogólny pokój wynikający z braku jakichś szczególnych problemów, ani nie zamierza dawać nam odrobinę duchowego, a jednak po ludzku postrzeganego pokoju. Jeśli będziemy postępować zgodnie przedstawioną przez Niego kolejnością to Pan zamierza schronić nas w Swojej własnej obecności, niewzruszonym pokoju Bożym.   Pokój Boży jest głęboką ciszą, która otacza myśli Wszechmocnego. On nigdy nie jest zaniepokojony, zawsze opanowany, zawsze ma rozwiązanie. Od samego początku widzie zakończenie i patrzy na potrzeby człowieka z pozycji posiadania nieskończonych zasobów i możliwości. On przyjmuje potrzeby Swoich dzieci zarówno ze współczuciem jak i pewnością, ponieważ dla Niego wszystko jest możliwe.

Pokój jaki Pan daje nie tylko pochodzi od Niego, lecz jest Jego przedłużeniem, jest to sama substancja Jego pokoju. Jest to pokój Bożego wymiaru, jest to boski materiał, o którym On mówi, że „strzec będzie serc i umysłów w Chrystusie Jezusie„.

Zdumiewające.

Niektórzy mogą sprzeciwiać się mojej interpretacji, lecz pamiętajcie obietnicę Zbawiciela:

Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka” (Jn. 14:27).

Paweł powtarza:

A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele; a bądźcie wdzięczni” (Kol. 3:15).

Ten wers oraz inne pokazują, że istnieje dla nas miejsce schronienia, wymiar strzeżony przez sam Boży pokój, gdzie możemy przebywać. Gdy wejdziemy do tej rzeczywistości zaufania, Boży pokój obiecuje zmiażdżyć Szatana pod naszymi stopami (Rzm. 16:20). Oczywiście, musimy osobiście wybrać, która rzeczywistość będzie nad nami górować. Tak więc, Pismo mówi: „niech pokój Chrystusowy rządzi” oraz „Nie troszczcie się” i „powierzcie prośby wasze Bogu„. To słowo mówi o możliwości wyboru rzeczywistości, które są pod ręką. Pamiętaj, że pokój Boży również jest dostępny. Przejmij władzę nad postawą niepokoju i zmartwienia, ponieważ „prowadzi tylko do złego” (Ps. 37:8), a zamiast tego stań w wierze na obietnicach Bożych.

Pokój jest naszą tarczą a Słowo Boże naszą bronią. Tak więc, zawładnij negatywnymi, pozbawionymi wiary myślami, które rozdymają problemy, zamiast wysławiać Pana. „Nasz Ojciec wie, czego potrzebujemy, zanim Go poprosimy” (Mt. 6:8).

Przestań zmagać się i wiedz, że On jest Bogiem! Jeśli jesteś zmęczony, przyjdź do Niego i weź Jego jarzmo na siebie a znajdziesz odpocznienie dla duszy swojej! Ostatecznie, przypomnij sobie słowa Pawła, abyśmy wznosili nasze prośby „z dziękczynieniem”. Wielu myśli za dużo, a dziękuje za mało, więc zrzućmy nasze troski na Pana, ponieważ On naprawdę troszczy się o nas. On uczyni drogę.раскрутка сайта

Zwycięstwo jest Człowiekiem

Chip Brogden

http://theschoolofchrist.org/articles/victory-is-a-man.html

Każdy, kto patrzy, nie widzi. Każdy, kto słucha, nie słyszy. Czego szukamy? Co musimy zobaczyć? Co Bóg może nam objawić? Jest tylko jedno pragnienie Boże dla nas i jest nim to, abyśmy zobaczyli Chrystusa. Bóg nie objawia nam setki, tysiąca czy miliona rzeczy. Panu upodobało się dać nam Swego Syna i sprawia mu radość, gdy patrzymy tylko na Niego. Nawet nie na te rzeczy, które daje, lecz na Niego, który jest Darem. Możemy modlić się o objawienie bardzo wielu rzeczy, lecz wyłącznie jedno jest ważne dla Boga, to jest, abyśmy mieli objawienie w Synu.

Jeśli znamy Syna, jeśli posiadamy Syna, jeśli widzimy Syna, znamy i posiadamy, i widzimy wszystko, co Bóg ma i czym jest, ponieważ on złożył całego Siebie w Swoim Synu i wszystko, co jest w Jego Synu, zostało złożone w nas.

W miarę rozwoju zaczynamy szukać i prosić o duchowe „rzeczy” po to, aby prowadzić zwycięskie życie. Uczymy się tego, obserwując jak wszyscy inni to robią. Szukamy wielu błogosławieństw Bożych, modlimy się licznymi modlitwami i wznosimy dużo próśb. Czasami wydaje się, że otrzymujemy to, o co prosiliśmy, a czasami wydaje się, że nic się nie zmienia. Więc walczymy, zawsze szukając czegoś na zewnątrz, tysiące kilometrów stąd, co zmieni nas z pokonanych w zwycięzców.

Cały problem polega na tym, że postrzegamy zwycięstwo jako coś zewnętrznego znajdującego w mrocznej strefie Ducha, podczas gdy walczymy tutaj na Planecie Ziemi, trudząc się i pocąc w walce z mocnym przeciwnikiem. Dla nas zwycięstwo jest czymś, czego nie mamy, czego nie możemy zobaczyć, czego nie doświadczamy, czego musimy szukać i cierpliwie wypatrywać, aż znajdziemy. Rutyna codziennego życia starzeje się, mamy nadzieję na znalezienie zwycięstwa w kolejnej nowej książce, kasecie, nauczaniu, służbie, kościele grupie, filmie wideo, seminarium, u jakiegoś szczególnego mówcy, na jakiejś stronie, w jakiejś formie dyscypliny czy duchowego reżymu. Przechodzimy przez nie kolejno, jedno po drugim. Niektóre z tych metod wydają się być skuteczne na krótką metę, lecz ostatecznie lądują na wewnętrznej półce umysłu, gromadząc na sobie kurz, nigdy nie wprowadzone do praktyki poza tym początkowym podnieceniem, wynikającym z poznania nowej rzeczy czy jazdy na fali ostatniego duchowego kaprysu.

Bóg nie daje nam czegoś, co nazywa się zwycięstwo, lecz daje nam Swego Syna, aby był naszym Zwycięstwem. Chrystus jest Zwycięstwem. Nie jest to kwestia ruszenia na wojnę w Imieniu Jezusa i domagania się zwycięstwa na zapas. Mogę powiedzieć, że Zwycięstwo nie zależy od tego czy ty 'ogłaszasz’ cokolwiek czy nie. Zwycięstwo jest Człowiekiem! Zwyciężanie to wchodzenie do Samego Zwycięstwa, to bycie ubranym w Zwycięstwo, to współdzielenie Życia z Tym, który zwyciężył. Tak więc, nasze zwycięstwo jest całkowicie związane z Samym Panem. Nie jest to jakaś oddzielna łaska czy dar, udzielany przez Pana wybranym, którzy nauczą się pewnych zasad duchowej walki.

Ludzie szukają sposobów czy metod, dzięki którym mogą dokonać zwycięstwa na rzecz Chrystusa. Nie jest więc dziwne, że każdy ma swój własny sposób wojowania. Niektórzy podkreślają wagę modlitwy wstawienniczej i wierzą, że tajemnicą jest skupienie setek ludzi, którzy modlą się o to samo. Inni zwracają się ku uwielbieniu i chwale, inni podkreślają wagę związywania i rozwiązywania, jeszcze inni wierzą, że kluczem jest zlokalizowanie i nazwanie pewnych szczególnych duchów, które podobno kontrolują różne obszary świata. Są jeszcze tacy, którzy sądzą, że musi nastąpić jakiś prorocze działanie czy wygłoszona prorocza deklaracja.

Problem z tymi wszystkimi rzeczami jest taki: to są tylko RZECZY, metody, techniki, nauczania, strategie, lecz nie są one Chrystusem. Zwycięstwo nie jest tym czy tamtym, nie jest duchową rzeczą. Zwycięstwo jest Bogiem Człowiekiem. Ten, kto jest w Chrystusie, jest posadzony wraz z Nim w niebie. Jeśli widzimy siebie samych w Nim, to można dojść tylko do jednego wniosku, że bitwa jest już wygrana a Zwycięstwo należy do nas, a skoro tak to nie są nam potrzebne żadne metody czy techniki przeznaczone do 'osiągania’ zwycięstwa, które już należy do nas.

Problemem z „metodą” duchowej walki jest to, że okłamuje nas, abyśmy myśleli, że mamy coś przy pomocy czego możemy pokonać przeciwnika. Nie mamy. Jeśli masz „metodę” to ta metoda zawiedzie. Nie ma żadnej metody na Zbawienie, ponieważ Chrystus jest Drogą. On nie pokazuje nam drogi, On jest Drogą. Obecność Chrystusa w nas nie jest po to, aby nam pokazał drogę do zwycięstwa, On jest Zwycięstwem. Jeśli mamy nadzieję na to, że zwyciężymy biorąc jakiś drobny kawałek Chrystusa i wcielając go do naszego programu duchowej walki to nasz upadek nastąpił, zanim jeszcze zdążyliśmy zacząć.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, ze naszym gruntem i podstawą zwycięstwa jest Chrystus. Liczne plany, schematy, formuły i strategie, które wymyślamy, aby zyskać nieco przewagi nad przeciwnikiem, są tylko drewnem, sianem i słomą. Dlaczego szukamy takich metod? Ponieważ nie postrzegamy siebie, jako tych, którzy wraz z Chrystusem zasiadają w niebie.

Zwycięstwo w wojnie pomimo straty bitwy
Spójrzmy na niektóre z tych duchowych metod walki. Charakterystyczne jest dla nich to, że ciemność jest gloryfikowana, mówi się o ciemności i ciemność jest wywyższana. Takie nauczania są przeważnie zorientowane na przeciwnika. Gdzie jest objawienie Chrystusa? Nie da się go tam znaleźć. Zamiast tego często mówi się nam, że szukamy objawienia na temat szatana, demonów, działania ciemności i tego, jak ich pokonać.

Mówi się nam na przykład, że musimy rozeznać imiona zwierzchności i mocy nad różnymi obszarami po to, aby je związać, zgromić i wypędzić. Jak taka metoda wysławia ciemność?|
W taki sposób, że przekonuje ludzi, aby szukali objawienia w innych „rzeczach”, a nie w Chrystusie. Gdy angażujemy się w takie poszukiwania, nie modlimy się już o ducha mądrości i objawienia ku poznaniu Chrystusa, lecz modlimy się o ducha mądrości i objawienia ku poznaniu szatana. Ponieważ Bóg nie objawi nam niczego oprócz Swego Syna to skąd przychodzi „objawienie” szatana?

Mamy jako chrześcijanie całe mnóstwo duchowej frazeologii, której prawdziwego znaczenia nie rozumiemy. Na przykład, mówimy: „Bitwa już jest wygrana”. Co to oznacza? Jeśli weźmiemy to tak, jak jest napisane to znaczenie jest takie, że nie ma już żadnej walki i już jesteśmy zwycięzcami. Znaczy to, że albo zwycięstwo zostało nam wręczone, albo już walczyliśmy w tej bitwie i zwyciężyliśmy. W rzeczywistości w obu tych przypadkach zostało to zrobione dla nas w Chrystusie. Wręczono nam zwycięstwo jak też walczyliśmy już w bitwie, w której osiągnęliśmy zwycięstwo. Z jednej strony nie zrobiliśmy w tej sprawie niczego, a z drugiej strony już walczyliśmy w tej bitwie, choć jednak nie sami, lecz przez Chrystusa. Ponieważ Chrystus zwycięża a ja jestem w Nim, Ja zwyciężam tak, jakbym ja sam walczył w bitwie.

Powinno to być dobrą wieścią dla nas, lecz większość naszego chrześcijańskiego doświadczenia wygląda tak, że jest to zwyciężanie w wojnie, lecz tracenie bitwy. Niektórzy przyjmują taką sytuację jako nieuchronną dopóki żyjemy na tej ziemi. Nie widzą zwycięstwa po tej stronie nieba. Wierzą, że Chrystus rzeczywiści już pokonał diabła i zniszczył wszelkie dzieła przeciwnika, lecz patrzą na swoje własne upadki i przegrane, i zastanawiają się dlaczego tracą te bitwy, skoro już wygrali wojnę. No tak, to jest dobre pytanie. Oto jeszcze jedno do przemyślenia: jeśli wojna jest już wygrana to dlaczego w ogóle ciągle zmagamy się w bitwach? Dlaczego borykać się, gdy możemy stać? Czy widzisz różnicę między walką o zwycięstwo, którego nie mamy, a staniem w Zwycięstwie, które już do nas należy? Jak dostrzec różnicę we własnym doświadczeniu? Dość łatwo jest oznaczyć miejsce, w którym jesteśmy jeśli żyjemy i chodzimy w prawdzie. Jeśli walczymy według ciała to nie ma żadnego innego wyboru, jak tylko zmagać się, lecz jeśli przeciwnik ma duchową naturę, to zmagamy się STOJĄC, a nie walcząc.

Jeśli uważamy, że zwycięstwo jest czymś, o co musimy walczyć z diabłem to znajdziemy się pod ogromnym uciskiem ducha, duszy i ciała, szukając diabła pod każdym kamieniem i w każdym ciemnym rogu. Najmniejszy dyskomfort czy przykrość będą uważane za przeciwnika, który znowu chce dopaść. Konsekwencją jest obsesja na punkcie ciemności, demonów i diabłów. Im częściej uderzasz packą w szerszenia tym większe prawdopodobieństwo, że cię ukąsi. Pewne jest, że im więcej uwagi poświęcasz diabłu, z tym większą cierpliwością niepokoi cię.

Będę przeżywał mnóstwo upadków i nieliczne zwycięstwa, a te zwycięstwa, będą krótkie i szybko znikać. Jak tylko pomyślę o tym, że związałem diabła, on znowu się uwalnia i znowu biorę udział w następnej rundzie. Moje sny niepokoją mnie w nocy a przemykające myśli niepokoją w dzień. Ponieważ walczę z diabłem muszę poświęcić czas na to, aby „stanąć przeciwko” każdej pojedynczej myśli. Muszę odpowiedzieć na każde jedno oskarżenie, najdrobniejsza nawet pokusa staje się ogromnym ciężarem. Nie cieszę się, brak mi pokoju i prawdziwej pewności. Tylko strach: strach przed upadkiem, strach przed oddaniem pola diabłu, strach przed tym czym może następnym razem we mnie rzucić.

Takie coś właśnie wielu nazywa duchową walką. Tak nie jest. To co powyżej opisałem jest zmaganiem się osoby z ciała i krwi, która podąża za ciałem i krwią. Ponieważ….

Zwycięstwo jest człowiekiem, a nie metodą
Gdy Bogu upodobało się objawić nam Swego Syna, On uczy, że Zwycięstwo nie jest rzeczą, lecz Osobą, że Zwycięstwo nie jest doświadczeniem, lecz Mężczyzną, że Bóg nie daje nam czegoś zwanego zwycięstwem, lecz że daje nam zamiast zwycięstwa Swego Syna, aby był naszym Zwycięstwem. Wtedy Zwycięstwo nigdy nie będzie w czasie przyszłym, lecz Zawsze Teraźniejsze i Teraz. Ponieważ Zwycięstwo jest Chrystusem. A Zwycięstwo żyje w tobie. Zatem Zwycięstwo nie ma zupełnie nic do rzeczy z diabłem, a wszystko z Chrystusem. Ponieważ większość chrześcijan ma więcej wiary, przekonania i szacunku dla diabła niż dla Pana Jezusa, wydaje się, że łatwo zrozumieć dlaczego jest tak wielu pokonanych.

Bóg objawił mi Swego Syna dopiero po tym, gdy upadłem jako pastor, gdy mój kościół został zamknięty i gdy wyrzuciłem wszystkie książki, taśmy, magazyny i notatki na temat duchowej walki i zostałem wyłącznie z Chrystusem. Szukałem zwycięstwa w duchowej walce, skupiając uwagę na diable, lecz Bóg nigdy nie uczył mnie niczego na temat duchowej walki, ani nie objawił mi niczego na temat diabła. Bóg uczył mnie o Swoim Synu.
Nigdy nie pokazał mi, jak być zwycięzcą, lecz po prostu objawił mi Zwycięstwo Swego Syna. Gdy objawił mi Syna to wystarczyło zupełnie, aby uczynić ze mnie zwycięzcę.

Pamiętam dzień, w którym to się stało. Siedziałem w ogrodzie pewnego poranku z różnymi tłumaczeniami Biblii otwartymi na Liście do Efezjan i myślałem nad dwoma tekstami. Pierwszym był: „….i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie ponad wszelką nadziemską władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym; i wszystko poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia” (Ef 1:19-23).

Byłem wdzięczny za ten fragment, lecz on sam jakoś nie wpisywał się we mnie. Chwała Panu za to, że Chrystus został wzbudzony z martwych i jest wywyższony ponad wszystkim zwierzchnościami, mocami, demonami i diabłem. Z tym się zgadzałem, w to wierzyłem, lecz nie znajdowałem w tym pocieszenia dla mnie w mojej szczególniej bitwie. Nie wątpiłem w zwycięstwo Jezusa, wątpiłem w MOJE zwycięstwo. Nie rozumiałem więc znaczenia pierwszego fragmentu, dopóki nie przeczytałem drugiego, który był przede mną:

ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Ef 2:4-6).

Wiecie, przeczytałem List do Efezjan prawdopodobnie ze 100 razy, lecz tego dnia coś przykuło moja uwagę. Promień światła uderzył mnie i słowa, wydawały się wyskakiwać ze strony i bić mnie w twarz. Zatrzymałem się na chwilę i przeczytałem ponownie pierwszy fragment, a następnie drugi:

zbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie ponad wszelką nadziemską władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, …… i nas wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie„.

Wraz, wraz, wraz, wraz . . .
Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Chrystusa, siedzącego po prawicy Bożej i zobaczyłem siebie posadzonego z Nim. Jego zwycięstwo jest moim zwycięstwem. RAZEM zostaliśmy wzbudzeni z martwych, RAZEM jesteśmy posadzeni po prawicy Bożej w niebie, RAZEM jesteśmy posadzeni ponad WSZELKIMI zwierzchnościami, wszelką mocą, siłą i panowaniem, ponad wszelkim imieniem, jakie może być wymienione. Zacząłem śmiać się z własnej głupoty. Co jeszcze pozostaje tutaj dla mnie teraz do zrobienia, skoro jestem daleko ponad tym wszystkim? Co jeszcze zostało do zwalczenia? Nie jestem w stanie znaleźć niczego do zrobienia, prócz przyjęcia tego, że po prostu mieszkam w Chrystusie i pozwalam Jemu być moim Zwycięstwem, podobnie jak pozwalam Jemu być moim Zbawicielem.

Nie doszedłem do tego wniosku po latach badania Pisma, nie nauczyłem się tego od żadnego biblijnego nauczyciela, przyszło to do mnie z zewnątrz, z błękitnego nieba. Było właśnie tam, w mojej Biblii. Jak mogłem tego nie zauważyć? Nie zauważyłem, ponieważ patrzyłem, a nie widziałem. Przeglądałem te wersy oczyma, zapamiętywałem je, lecz nigdy nie powaliły mnie na ziemię, nigdy nie pokonały we mnie oporu. To były listy w księdze, dobre listy, wspaniałe słowa, lecz nic z tego nie żyło we mnie, ani tym nie oddychałem. Nie widziałem Chrystusa w tej Księdze, aż do tej chwili.

Patrzyłem w górę z tego miejsca, gdzie siedziałem, nie sądzę, abym był w Duchu, i nie wydaje mi się, żebym miał wizję, lecz było tak, jakbym mógł widzieć poza niebo aż do samych Niebios. Wszystko, od Krzyża do Tronu było przede mną. Teraz, gdy wyraźnie widziałem siebie zasiadającego z Chrystusem, wszystko poukładało się tak jak trzeba. Ponieważ jeśli ja zostałem posadzony z Nim to znaczy, że musiałem być również z Nim wzbudzony! A jeśli zostałem z Nim wzbudzony to musiałem umrzeć razem z Nim! A jeśli razem z Nim umarłem to musiałem być razem z Nim ukrzyżowany! Wszystko natychmiast otworzyło się przede mną. Nie jestem pewien czy widziałem to oczyma umysłu czy serca, lecz widziałem Chrystusa na krzyżu i mnie ukrzyżowanego z Nim (Gal.2:20). Widziałem siebie pogrzebanego z Nim przez chrzest w śmierć (Rzm. 6:3). Widziałem siebie wzbudzonego z martwych do nowego życie (Rzm 6:4). Widziałem siebie wyniesionego z Nim i posadzonego wraz z Nim w niebie. Widziałem wstecz i wprzód, do góry nogami i wprost. Nie jestem w stanie znaleźć odpowiednich słów, aby to opisać. Nawet dziś trudno mi to wyjaśnić.

Wszystko, co mogę powiedzieć to, że „widziałem to”. Brzmi to tak prosto i nieciekawie powiedziane w ten sposób, ponieważ nie twierdzę, że miałem prawdziwą wizję, a jednak rzeczywiście widziałem, zdecydowanie było to jakieś przyjmowanie.

W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że zwycięstwo nad przeciwnikiem nigdy więcej nie będzie już dla mnie problemem. Od tego dnia zrozumiałem, że moje zwycięstwo zostało zapewnione przez Samego Chrystusa i nie ma już dla mnie nic do zrobienia czy osiągnięcia, lecz mogę tylko przyjąć Jego skończone dzieło i zaakceptować Jego Zwycięstwo jako moje. Jak pewne jest to, że Chrystus nie zmaga się z diabłem, jak pewne jest to, że zwycięstwo należy do Niego, tak pewne jest moje zwyciężanie w Nim. Dziękuję Bogu i uwielbiam Go za to, że Chrystus jest Zwycięstwem.

Chrystus jest naszym odpocznieniem od pracy
Przez objawienie zrozumiałem, że możemy realizować polecenie „stójcie więc” tylko wtedy, gdy nauczymy się siedzieć z Chrystusem, że bardziej chodzi tu o odpocznienie i wiarę, niż o walczenie i zmagania. Widzieć siebie w Chrystusie po raz pierwszy było takim przeżyciem, jak przejście z jednego pokoju do innego, jak zamknięcie za sobą drzwi. Otrzymałem na mgnienie oka możliwość wejrzenia w inny świat, który był poza mną. Ostatecznie zobaczyłem niespójność twierdzenia tego, że Chrystus jest moim 'zwycięstwem’ czy nawet proszenie Chrystusa, aby dał 'zwycięstwo’, a następnie podejmowanie walki na swój sposób, jakby ciągle było jeszcze coś do zrobienia, aby je zyskać. Ponieważ Zwycięstwo jest MOJE to nie pozostaje już nic do, jak tylko wielbić Boga za to i żyć zgodnie z tym.

Nie ma we Wszechświecie miejsca, które byłoby wyżej niż to, gdzie jesteśmy posadzeni z Chrystusem w niebie. I rzeczywiście, ponieważ Chrystus jest większy niż ten Wszechświat, zatem być posadzonym z Chrystusem to być ponad i poza wszelkim czasem i przestrzenią, i wymiarem jaki znamy. Być posadzonym z Chrystusem to zwyciężać tak, jak On zwycięża; jest to wchodzenie w Jego zwycięstwo. Nie jest to walka o zdobycie zwycięstwa, lecz jest to stan, w którym już zostało się uczynionym zwycięzcą. Jest to odpocznienie, lecz nie 'odpocznienie’ w tym sensie, że nic się nie robi. Ten odpoczynek oznacza, że odpoczywamy od swoich dzieł i dalej działamy już tylko zgodnie z Jego mocą, która działa w nas i przez nas.

Bóg nie dał nam zwycięstwa, Bóg umieścił nas w Chrystusie, który jest naszym Zwycięstwem. Ponieważ jesteśmy jedno z Nim, nie ma już więcej kwestii możliwości, talentów, darów czy mocy. Wszystko czym JESTEŚMY jest wchłonięte, przyćmione i przewyższone przez wszystko czym ON JEST. Dziś zwyciężam w Chrystusie nie dlatego, że cokolwiek znaczę. Wręcz przeciwnie, jestem niczym, lecz skoro jestem w Chrystusie, który jest Wszystkim Boga, Jego zwyciężanie jest moim zwyciężaniem. Jeśli Głowa zwycięża, to również Ciało, które jest przyłączone do tej Głowy. Jeśli krzew winny zwycięża to również winorośle, które są do niego przyłączone zwyciężają. Rozumiesz to? Weź najsłabszy członek i połącz go w jedno z Głową, a pójdzie wszędzie tam, gdzie idzie głowa. Weź najdrobniejszą gałązkę i przyłącz ją w jedno z Krzewem Winnym, a będzie robić to, co robi Krzew.

Gdy zaczniemy patrzyć na Syna jako na Sumę Wszystkiego to dajemy Chrystusowi pierwszeństwo. Wchodzimy do samego serca, umysłu, zamiaru, celu i planu Boga: Sam Chrystus wypełni wszystko a Jego chwała będzie odbijać się we wszystkim. Jeśli korzystamy z metody to metoda przyciąga uwagę, a człowiek, który ją stworzył zyskuje uznanie, zaś ludzie, którzy tą metodę stosują, odbierają chwałę. Lecz jeśli „metodą” jest Chrystus to Chrystus odbiera wszelkie zaszczyty i Chrystus odbiera wszelką chwałę W ten sposób Chrystus jest wysławiany, serce Boga jest usatysfakcjonowane, a my sami jesteśmy dostrojeni do Jego Woli w Chrystusie.

Chip Brogden

сайт

Jak przetrwać grę oczekiwania

30 listopada 2010 John Paul Jackson

Oczekujże Pana, wzmacniaj się, a on utwierdzi serce twoje; przetoż oczekuj Pana” (Ps. 27:14, BG).

Bez względu na to do czego Bóg nas powołał, najtrudniejsza rzeczą, na jaką trafimy, jest czas pomiędzy. Na początku, Pan przygotowuje nasze serca na powołanie, daje nam przelotne spojrzenie na Swoje plany wobec nas i to wzbudza w nas ogromną nadzieję.  Problemem jest to, że zawsze jest opóźnienie czasu między tym inicjacyjnym przygotowanie a efektem końcowym. Początki zwykle niosą ze sobą ogromne emocjonalny wzrost. Wiemy, co Bóg powiedział i wiemy, że zobaczymy jak to będzie się działo, bez względu na to, co przeciwnik rzuca nam pod nogi. Nasza wiara jest wielka jak góry, czujemy się niepokonani w Bożych obietnicach, podejmujemy te początkowe kroki i z ekscytacją oczekujemy na owoce naszych wysiłków.  Lecz wtedy pojawia się oczekiwanie.

Dni stają się tygodniami, miesiącami a my musimy oczekiwać na to, co Bóg nam obiecał. Wielu z nas dobrze nie znosi oczekiwania. Nadzieja zaczyna się chwiać, zaczynamy zapominać wspaniałe obietnice, które Bóg nam dał i jak to jest, gdy słyszy się Jego głos, więc też wielu traci serce w czasie tego opóźnienia. Co można zrobić, aby odzyskać serce w czasie tego okresu oczekiwania?

1. Bądź gotowy na odpocznienie.

Słyszenie Bożego głosu jest jak znalezienie studni na pustyni. Nie przetrwamy dzięki naszym własnym koncepcjom, wytrzymałości czy dobroci a gdy to odkryjemy, odkryjemy rzeczywistość i prawdziwą wolność w Chrystusie. Jego obecność jest życiową siłą, On jest pokojem naszym, który jest fundamentem słyszenia Jego głosu. Będzie nam bardzo trudno pobudzić własne serca i utrzymywać je w pasji i przy życiu, bez gotowości do odpoczywania w Jego obecności.

Tak więc, pośród tego oczekiwania na zmianę, musimy być gotowi na odpocznienie. W tłumaczeniu New American Standard Psalmu 24:17 czytamy: „Niech twoje serce będzie odważne”. Jeśli martwimy się, zmagamy i usiłujemy sami sprawić, aby coś się działo, to bardzo trudno nam będzie znaleźć pokój w Bogu, będzie nam trudno pamiętać o Nim.

Jeśli zostałeś sprowadzony w dół przez niepokój, rozpacz czy widoczny brak ruchu w życiu, niech twoje serce nabierze odwagi w ciszy w Jego obecności. Jest to punkt startowy do wszystkiego, co robimy. Tam, Bóg będzie przygotowywał nas do zmiany, jaką wprowadza i do następnego kroku w obietnicy, którą nam dał.

2. Bądź urzeczony

Paweł napisał w 10 rozdziale Listu do Rzymian, że wiara bierze się ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże. Ten poziom „słuchania”, o którym mówi Paweł oznacza: zachwyt, pochwycenie, całkowite pochłonięcie, pełne skupienie na Słowie, właśnie w taki sposób wzrasta wiara.

Co Bóg ci powiedział? Bądź jak uparta wdowa, o której pisał Łukasz w 18 rozdziale ewangelii, która nie dawała sędziemu zapomnieć o swojej sprawie. Jeśli dawno już minął czas, gdy aktywnie wspominałeś to, co Bóg ci obiecał, zmień to! Myśl o tym, przypominaj sobie, napisz na kartce i przyklej na lustrze w łazience. Bądź urzeczony Bogiem, otwórz swoje serce na słuchanie Jego cichego głosu w obszarze Jego obietnicy.

3. Bądź gotowy na podejmowanie ryzyka.

W końcu musimy rozważyć podjęcie takich kroków, których nigdy wcześniej nie podejmowaliśmy. Być może Bóg już przygotował wszystko, czego potrzebujemy a jedyną rzeczą jaka jeszcze została to podjąć ryzyko, do którego Pan nas wzywa w czasie, w którym nas do tego wzywa.

Piotr był ryzykantem, Nowy Testament jest pełen opowiadań o nim. Było w nim coś prowokującego i nieortodoksyjnego od samego początku. Nie zawsze podejmował dobre ryzyko, jednak Bóg nigdy go nie skarcił a gorliwość.

Jeśli zrobisz te trzy rzeczy: odpoczniesz w Bogu, będziesz Nim zniewolony i będziesz gotowy na podjęcie ryzyka postawionego przed tobą, to gwarantuję ci, będziesz świadkiem zmiany, ponieważ szukasz Boga. Trzymasz się Jego obietnic i pamiętasz Jego głos, czcisz Go, a to nie jest coś małego.

Bądź dziś mocny i niech serce twoje będzie odważne.

продвижение

Słowo wychodzące z ust Jego

Kriston Couchey

Karmienie się Słowem Żywota

Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych„. Ten ostatni zwrot może zostać przetłumaczony jako: każde słowo, które 'w tej chwili wychodzi z ust Boga’. Sam Jezus jest Słowem, które stało się ciałem. On jest tym „Słowem”, które Ojciec WŁAŚNIE TERAZ wypowiada w stronę ziemi, do synów ludzkich i przez nich. To Słowo (Chrystus) jest pokarmem żywota, dzięki któremu żyjemy, gdy stale uczestniczymy w Nim. „Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie. Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki… Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które mówię (teraz, aktywnie) do was, są duchem i żywotem” ~Jezus~

nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył” ~Jezus~

Oto Samo Słowo „staje się ciałem”, gdy my aktywnie czynimy i mówimy to, co On aktywnie czyni i mówi. Podobnie jak pierworodny Syn nie mógł nic zrobić na podstawie Swego własnego autorytetu (sam z siebie), lecz wyłącznie w oparciu o to, co Ojciec nauczył Go mówić; Samo Słowo udostępnia ducha i życie w nas i przez nas, przez to, co On właśnie teraz mówi.

OBJAWIENIE A POZNANIE

Objawienie żywego SŁOWA jest tym, co Ojciec mówi TERAZ w Chrystusie do nas. Gdy mówi Samo Słowo to ma miejsce przemieniające objawienie, które jest poznaniem pochodzącym od SAMEGO Chrystusa i jest poznaniem Samego Chrystusa. Poznanie Samego Chrystusa jest procesem postępującego objawiania natury i osoby Ojca w Synu i W nas. To, co Pan aktywnie i stale mówi, odnawia, oczyszcza, obmywa, przemienia, daje życie i pokarm dla naszej istoty. Może to dziać się zarówno przez inspirowane przez Ducha Świętego wersy jak i bez nich, w żaden sposób nie unieważnia to pracy Pisma, które poprawia, wychowuje i świadczy o Prawdzie (Jezusie), gdy jest ożywiane przez Samo Słowo. Pismo zostało nam dane w pewnym wspaniałym celu. Musimy ustawić we właściwej perspektywie cel, jakim miał Ojciec inspirując Pisma, a mianowicie aby świadczyły o wcieleniu Jezusa Chrystusa, Słowa Bożego i objawiały Go w sercach ludzkich.

Należy przestać korzystać ze Słowa, jako ostatecznego środka, lecz zacząć używać go jako środka do tego co ostateczne: objawienia Jezusa Chrystusa i Jego celu, aby manifestować CHRYSTUSA W TOBIE.

Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; ale mimo to do mnie przyjść nie chcecie, aby mieć żywot„. Jezus jest wypełnieniem Prawa, proroków i całego Pisma. Zasady są realne i prawdziwe, lecz ich źródło tkwi Osobie, a nie w Księdze. Ta Osoba używa Księgi, aby mówić do człowieka, aby ożywiać zasady, lecz zasady pozbawione ożywienia pochodzącego od Samego Słowa są martwą religią.

Dlatego dojdzie ich słowo Pana: Przepis za przepisem, przepis za przepisem, nakaz za nakazem, nakaz na nakazem, trochę tu, trochę tam – aby idąc padli na wznak i potłukli się, uwikłali się i zostali złapani” (Iz. 28:13). Te słowa nie są promocją metody nauczania, którą jest układanie wersu za wersem. Z kontekstu tego wersu widać, że jest to przekleństwem, jeśli ktoś nie słucha Słowa i nie wchodzi do odpocznienia Ojca. A jednak to miejsce jest używane przez wielu kaznodziejów jako podstawa do takiego nauczania, w którym pojawia się następująca praktyka: bierze się wersy, robi z nich przepisy, które należy przyjąć umysłem. Jest to jednak bardzo dalekie od intymnego poznania Samego SŁOWA. Prawdziwe objawienie Samego Słowa przemienia człowieka od wewnątrz, a w zamian Słowo będące w człowieku powinno być mieć przemieniający skutek na innych ludzi w podobny sposób. Wielu potrafi pluć prawdami, lecz owocem tego nie jest życie Ducha, które pochodzi od Ducha Objawienia.

ŻYCIE ZGODNE Z OBJAWIENIEM SŁOWA

Nie żyjemy samym chlebem, lecz każdą wypowiedzią Samego Słowa. Naszym pożywieniem jest chleb z nieba (Chrystus) i Jego dające życie słowa, które stają się dla nas Duchem i życiem. Trwając w Nim stale otrzymujemy postępujące objawienie Jego Samego a biorąc udział w Jego boskiej naturze, sami stajemy się wyrazem Jego osoby. Jak Ojciec posłał Syna, tak Syn (Słowo) posłał synów Ojca, aby żyli tak, jak On żył. To my jesteśmy Jego synami, mówiącymi słowa ducha i życia skierowane do potrzebującego i ginącego świata.

Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem; trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną. Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam„.

Trwając w Nim

Kriston Couchey

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обеспечение