Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Ostrzeżenie: wchodzisz na Boży plac budowy

07 lipca 2010

J. Lee Grady

Zrób miejsce dla buldożerów Ducha Świętego, On chce wykonać gruntowną przebudowę.

W lecie zeszłego roku w czasie wizyty w Charlotte, N.C. Zatrzymałem się w Bibliotece Billy Grahama, aby zwiedzić dom dzieciństwa ewangelisty i zobaczyć jego biura. W zacienionym zagajniku na tej posiadłości trafiłem na grób jego żony, Ruth Bell Graham. Na kamieniu nagrobkowym widniał niezwykły napis: „KONIEC BUDOWY. DZIĘKUJEMY ZA CIERPLIWOŚĆ”.

Pani Graham (zm. 2007) widocznie widziała te znaki na trasach szybkiego ruchu i powiedziała przyjaciołom, że chce, aby znalazło się to na jej grobie. Przesłanie stawiane przez brygady budowy dróg przypominało jej o cierpliwości trosce Bożej w przygotowywaniu jej na niebiosa.

„Duch Święty, podobnie jak Nehemiasz, przychodzi do naszego życia jako Boży brygadzista. Oczyszcza rumowisko, wywozi śmieci, zakłada nowe fundamenty, zawiesza ponownie drzwi, odbudowuje bramy i odnawia zniszczone mury naszego życia”.

Podobne myśli zawsze przebiegają mi przez głowę, gdy przejeżdżam różowe stożki ustawione na drodze. Na Florydzie, gdzie mieszkamy, wydaje się, że ekipy remontowe nigdy nie kończą swojej roboty. Jak tylko jedna cześć drogi zostanie poszerzona to jest to czas na poszerzenie następnej. Potrzebne są dodatkowe buldożery, a więcej budowy oznacza więcej korków i opóźnień ruchu, co z kolei wymaga więcej cierpliwości od kierowców.

W podróży ku duchowej dojrzałości wszyscy musimy nauczyć się tej lekcji, które jest wygrawerowana na kamieniu nagrobnym Ruth Bell Graham. Musimy nauczyć się przyjmować wiecznie działające Boże ekipy budowlane. Jeśli naprawdę chcemy być ukształtowany na podobieństwo Jezusa Chrystusa, musimy serdecznie przyjmować wszelki ciężki sprzęt, który Pan nam przysyła.

Czy słyszysz hałas? W naszym życiu słyszę dźwięk pracy buldożerów, młotów pneumatycznych, oraz brukarzy. TO jest praca Ducha Świętego, jest to proces, który zaczyna się, gdy zapraszamy Chrystusa, aby zajął miejsce w naszych sercach i nie kończy się aż do ostatniego tchnienia.  Zazwyczaj myślimy, że Duch Święty jest łagodny, lecz czasami to on sprowadza oczyszczający ogień świętości, który wypala z nasz nieczystości. Czasami On zarządza niewygodne okoliczności, aby nas ścisnąć, wstrząsnąć, urobić i ukształtować. A czasami narzekamy na utrudnienia, opóźnienia, objazdy i wstrząsy, które sprowadza na nasze życie dla naszego dobra.

Nie często słyszymy kazania na temat Bożej strefy budowlanej. Niektórzy kaznodzieje wierzą, że podróż wiary jest jak lekkie podskakiwania przez 'LaLa Land’. Nie spodziewamy się, że ludzie będą kształtowani na obraz Chrystusa; nie ostrzegamy ludzi, że podobieństwo do Chrystusa wymaga złamania; nie uczymy, że złamanie przychodzi wtedy, gdy przyjmujemy próby i cierpienia.  Biblia mówi: „Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu, ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili” (1Ptr. 4:12-13).

Gdy Bóg chciał odbudować zniszczoną Jerozolimę, wzbudził męża imieniem Nehemiasz, który miał zająć się organizacją projektu budowlanego. Ciekawe jest to, że imię „Nehemiasz”, znaczy „ten, który pociesza” lub „pocieszyciel”; To samo imię w Nowym Testamencie zostało dane Duchowi Świętemu. W grece „Pocieszyciel” to Paraklete lub inaczej „ten, który jest powołany do pomocy”.

Tak, ten Święty Pocieszycie, który został powołany, aby mieszkać w nas nie jest jakimś ciepłym kocem bezpieczeństwa. Ten Duch jest również inżynierem budowlanym zdumiewającego lecz wymagającego wiele pracy projektu. On rozjeżdża buldożerem nasze życie, aby wydrążyć, gruntownie przejrzeć i przemienić. On wzywa Swoje ekipy budowlane, wypuszcza swój ciężki sprzęt i zaczyna to, co możemy nazwać Kompletną Przebudową – Niebiańska Edycją.

Nie róbcie, proszę, tego błędu, aby myśleć, że ten Pocieszyciel jest zwykłym odświeżającym podmuchem czy bierną siłą, dzięki której odczuwamy gęsią skórkę czy ekstatyczne uczucia.

Duch Święty, podobnie jak Nehemiasz, przychodzi do naszego życia jako Boży brygadzista. Oczyszcza rumowisko, wywozi śmieci, zakłada nowe fundamenty, zawiesza ponownie drzwi, odbudowuje bramy i odnawia zniszczone mury naszego życia.

Odbudowa Jerozolimy w czasach Nehemiasza nie obeszła się bez cierpienia, trudności i walki, lecz na zakończenie wynikiem było odnowienie Bożej chwały. Tak samo będzie z nami, jeśli zaprosimy Pocieszyciela.

Czy pozwolisz Mu na inspekcję twoich postaw, motywacji, myśli, niepoddanej woli i uzależnień, tych wszystkich obszarów, które wymagają przemiany. Czy będziesz miał cierpliwość, gdy On stawia pomarańczowe pachołki na drodze twojego życia? Pozwól Mu dokończyć dobrego działa, które rozpoczął w tobie.

– – – –

J. Lee Grady współredaktorem magazynu Charisma oraz autorem nowej książki The Holy Spirit Is Not for Sale (Duch Święty nie jest na sprzedaż). Follow him on Twitter at leegrady.

раскрутка

Odgrywanie ról

21.06.2010

Duddley Hall

Wtedy oddział żołnierzy i dowódca, i słudzy żydowscy pojmali Jezusa i związali go. I zaprowadzili najpierw do Annasza; był bowiem teściem Kaifasza, który był w tym roku arcykapłanem. A Kaifasz był właśnie tym, który doradził Żydom, że jest lepiej, aby jeden człowiek umarł za lud” (Jn. 18:12-14).

Komicznie jest obserwować władze tego świata, usiłujące kontrolować i manipulować porządkiem Bożym. Ludzie władzy naprawdę sądzą, że mają pełną odpowiedzialności i mogą rządzić wszystkim, lecz nie są świadomi tego, że istnieje większa władza/moc niż wszelkie ziemskie możliwości, która prowadzi wszystko ku wspaniałemu zakończeniu.

Psalmista znał tą komedię:

Czemuż to burzą się narody, A ludy myślą o próżnych rzeczach?

. . .

Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich, Pan im urąga.

Wtedy przemówi do nich w gniewie swoim I gwałtownością swoją przerazi ich:

Ja ustanowiłem króla mego na Syjonie, Świętej górze mojej”    (Ps. 2:1-1, 4-6).

Tego dnia ci dwaj 'arcykapłani’, którzy mieli reprezentować Boże królestwo na ziemi, sądzili za zdradę prawdziwego Arcy Kapłana. Lecz to oni poszli na kompromis serca z polityczną władzą judaizmu i Rzymu. Ci, którzy byli odpowiedzialni za przekazywanie Bożej prawdy ludziom nie byli w stanie nawet rozpoznać prawdy, gdy stała przed nimi w ciele.

A żołnierze? Ci nawet nie wiedzieli jak śmiesznie wyglądali stając z mieczami i włóczniami przed Królem wszechświata. Mógł spowodować ich wyparowanie jednym spojrzeniem. Bardzo się ożywili się, przepychając go między sobą i szydząc z niego. Wydawało im się, podobnie jak myszy w nieskończonym labiryncie, że władają nad jeńcem, gdy tymczasem wykonywali tylko wieczny plan, który Bóg miał zanim powstał świat.

Jezus powiedział, że Jego królestwo nie jest z tego świata, funkcjonuje ono w tym świecie, lecz świat nie jest jego źródłem. Ci, którzy nie słyszą brzmienia jego królestwa nie mogą rozpoznać jego obecności. Ci, którzy słyszą go, łączą się z chórami chwały dla Baranka, który został zgładzony, po czym zaryczał jak lew nad wszystkimi swoimi wrogami. Bez względu na to, co „władze, które są” robią, nie mają one ostatniego słowa. Słowo zostało wypowiedziane w osobie Jezusa, który rządzi wszystkim. Dużo ludzi jest przerażonych okolicznościami, lecz z perspektywy nieba widać, że wszyscy, którzy odrzucają Króla, odgrywają tylko role.

продвижение

Droga od herosa do heretyka

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite

Dlaczego jakiś znany żydowski przywódca, taki jak Nikodem, miałby ryzykować swoją świątynną rangę, karierę i życiowe zabezpieczenie, aby przyjść i ukryciu rozmawiać z Tym, który rzucił wyzwanie każdemu aspektowi jego świata?

Dlaczego jakiś prosty, strapiony zakonnik, taki jak Marcin Luter, miałby ryzykować życie, aby publicznie prowokować swój kościół, który dawał mu utrzymanie i znane zbawienie, wyjawiałby błędy i doktrynalne domysły, które miału wielusetletnie tradycje?

Dlaczego jakiś szanowany teolog, taki jak Dietrich Bonhoeffer, miałby zamieszkać w środku nazistowskich Niemiec i iść ramię w ramię z najbardziej diabolicznym królestwem, jakie kiedykolwiek istniało na ziemi?

Oddzieleni od siebie stuleciami historii, narodzeni w innych politycznych i społecznych imperiach, na pierwszy rzut oka wydają się być bardzo różni, lecz jedno mają wspólne: ich serca były poruszone przez objawienie, które mówiło, że ich prawdziwy Bóg został zakryty przez religijne systemy i tradycje tamtych czasów. Doszło do tego, że wszystko wewnątrz nich domagało się, aby ten prawdziwy Bóg – Ten Jeden, który bezwarunkowo kocha nawet przegranych i buntowników, niezachwianie wierny i przebaczający, pełen współczucia, miłosierny, prawdziwy i nieskory do gniewu – został objawiony.

Przyjęcie gniewu

To, co głosili, spowodowało, że ich zaopatrzenie, reputacja, życie oraz życie ich bliskich zostały zagrożone. A jednak przyjęli z radością ten gniew kulturalnego, politycznego, komercjalnego i religijnego systemu, nawet aż na śmierć. Dlaczego to robili? Co powodowało, że zdecydowali się być heretykami, zamiast pozostać herosami swoich czasów?

Luter widział, że kościół funkcjonuje w oparciu o przedstawienia, zobaczył, że słowo „wiara” zostało dawno zapomniane, że ubodzy stali się największymi ofiarami, uginającymi się pod ciężarami niesprawiedliwości wiszącej na ich plecach, a jego kościół był tym największym świętokradcą.

Kiedy to się dla niego zaczęło? Czy wtedy, gdy płakał i konał z powodu niepewności swego zbawienia i strachu, że Bóg mógłby go nim nie objąć? Czy stało się to wtedy, gdy zobaczył, że jego ludzie wierzą w kościelne kłamstwa, że ciągle są zbyt biedni, zbyt grzeszni, zbyt niekochani, aby mogli zostać zaakceptowani przez Bogu, chyba że Go przekupią?

Bonhoeffer rozpoznał to, że niemiecki kościół tak bardzo poszedł na kompromis z polityką, komercją i religijnymi systemami, że stawał się bardziej podporządkowywany przez nazistowską władzę. Lecz on był człowiekiem, który chciał się podobać Ojcu, zaczął uczyć młodych mężczyzn i kobiety bezkompromisowej prawdy Bożej i Jego Królestwa, uczyć o wierze, miłości, o drogach Króla.

Czy objawienie Bonhoeffera zaczęło się, gdy cytował Lutra: „Przekleństwo w ustach bezbożnego człowieka może być przyjemniejsze dla ucha Bożego niż „alleluja” pobożnego”? A może zaczęło się wtedy, gdy patrzył na Niemców i współczuł im, ponieważ byli dręczeni przez systemy i nie mieli Pasterza?

A jedyny spośród znanych tych mężczyzn, który faktycznie rozmawiał z Jezusem, Nikodem, który widział go twarzą w twarz i czuł Jego oddech. Czy zdawał sobie wówczas sprawę z tego, że pewnego dnia stanie wśród swoich przyjaciół, faryzeuszy, aby bronić Jezusa? Czy rozumiał to, że wtedy jego duch mógł zostać zrodzony do nowego życia przez nadnaturalne Ziarno Tego, którego ukrzyżowane ciało pewnego dnia miał namaścić mirrą i aloesem?

Podobnie jak Luter i Bonhoeffer, Nikodem doszedł zrozumiał i ile będzie go kosztować dalsze służenie królestwom tego świata. To, co widział w Jezusie miało większą wartość niż wszystko inne. Tradycja kościoła mówi, że został uczniem Jezusa i został zabity za swoją wiarę. Później kościół ogłosił go świętym, lecz wcześniej królestwa tego świata ogłosiły, że był heretykiem.

Punkt zwrotny

Czy jest jakiś punkt zwrotny, który zmienia herosów w heretyków? U wielu dzieje się to gdzieś po drodze lat pracy w systemach, których religia i poznanie miały za zadanie wypełnić dziurę w sercu, a która tymczasem stale się powiększała. Być może u innych dzieje się to wtedy, gdy zaczynają widzieć przebłysk Królestwa założonego na Miłości i Sprawiedliwości i to, że Jezus w nich ma coś do zrobienia z tym. Stopniowo, gdy ich duchy są poruszane i pobudzane przez dojrzewające Ziarno zasiane z wysokości, są rujnowani na zawsze.

Jezus nie powiedział, że ciało i krew są naszym przeciwnikiem, lecz są nimi systemy ludzkie i królestwa tego świata. Są one równie realne i potężne jak ciało i krew, ponieważ chwytają uwagę i biorą w niewolę ciało i krew, która je tworzy, lecz Bóg zaprasza nas, nakazuje nam, najpierw szukać Jego i Jego Królestwa, a On zatroszczy się o nas na wieki.

Bardzo ważne znaczenie ma to, że pierwsze spotkanie Jezusa po czterdziestu dniach szukania Boga na pustyni nastąpiło z Szatanem, Tym Złym, rządcą światowych królestw. Lecz Jezus zobaczył królestwa tego świata i cały ich splendor, i powiedział: „O nie! Zatrzymaj to sobie. Zostało mi dane Moje własne Królestwo i ono jest wieczne, kosmiczne, z innyego świata, i jest jedynym, którym nie można wstrząsnąć, a wejść może każdy, kto ma dziecięcą wiarę”.

Król zaczął swoją publiczną służbę na ziemi ogłaszając Swój wyraźny cel: „Ja przyszedłem, aby ogłaszać Królestwo Ojca”. Każdego dnia mamy wybór, który wiąże się też z pokusą, aby oddać swoje życie ludzkim systemom lub przyjąć Królestwo, które Bóg oferuje za darmo. To, co starożytni prorocy tak rozpaczliwie chcieli ujrzeć, my widzimy, a w tym w czym oni chcieli mieć udział, my uczestniczymy obecnie.

Czy może dzieje się to wtedy, gdy przyznajemy czemuś intelektualnie rację, czy też musimy mieć wiarę, że coś nadnaturalnego zdarzy się, co całkowicie zmieni nas od wewnątrz? Tak, Ziarno wzrasta i dojrzewa w nas tak, że gdy ktoś patrzy w nasze oczy to znajduje tam pokój radość, współczucie i miłosierdzie, łaskawość i przebaczenie. Poczuje w nas to, że On jest nieskory do gniewu i dostrzeże prawdę wypływającą z wewnątrz, po prostu wie, że jest coś takiego jak wierność przymierzu.

Zwyczajnie trzeba wiary a On oferuje łaskę uchwycenia się tej wiary, aby w jednej chwili narodzić się nadnaturalnie z wysokości. Potem następuje całe życie dojrzewania i przemiany na ziemi. On oferuje Ziarno żywota, Ziarno Przemiany, Ziarno AGAPE!

Kosztem będzie wszystko, co posiadasz. Staniesz się człowiekiem, który chce się podobać Ojcu, a nie ludziom. Świat nazwie cię przegranym, nieprzystosowany i, właśnie tak, heretykiem, lecz to zupełnie nie będzie się liczyć. Jedyna rzecz, która będzie miała znaczenie to będzie to, co miało znaczenie dla Syna, którzy przyszedł wyłącznie po to, aby wypełnić wolę Swego Ojca; będziesz chciał usłyszeć słowa: „Dobrze zrobione sługo wierny!”.

Wybór należy indywidualnie do nas, tak samo jak to było w przypadku Nikodema, Lutra i Bonhoeffera. Królestwa jest u drzwi; Ziarno zostało zasiane a my narodziliśmy się z wysokości. Przyjąć i wzrastać to wyrzec się wszystkiego. Możesz nawet zostać heretykiem, zamiast być herosem.

Tak więc, jak powinniśmy teraz żyć?

David VanCronkhite

продвижение

To, że Bóg się ociąga, nie znaczy, że odmawia

Lee J. Grady

Czy ufasz Bożemu rozkładowi czasu? Droga do duchowej dojrzałości wymaga poddania naszych egoistycznych terminów ostatecznych.

Gdy Maria i Marta posłały do Jezusa wieści o tym, że ich brat, Łazarz, jest umierający, Jezus nie odpowiedział tak, jak spodziewali się Jego przyjaciele, a tak naprawdę to potraktował ich prośbę z góry. Biblia mówi, że gdy Jezus usłyszał o tym, że Łazarz zachorował, „pozostał jeszcze dwa dni na miejscu, gdzie przebywał” (Jn 11:6).   Dla Marii i Marty, to były bardzo długie dwa dni.

Gdy spotykamy się z frustrującymi opóźnieniami, automatycznie zakładamy, że Jezus odmawia nam, lekceważy i odrzuca nas. Bawimy się wtedy w dziecięcą grę użalania, zamykamy się w pokojach, zamykamy w bólu i trzymamy się od innych tak daleko jak to tylko możliwe.

Wątpliwości dręczyły ich. No w końcu, co to za przyjaciel z tego Jezusa? Dlaczego zignorował ich pilną prośbę. Dlaczego nie rzucił wszystkiego innego i nie pospieszył do nich na pomoc? Maria była szczególnie sfrustrowana i zakłopotana wyraźnie pozbawionym wrażliwości opóźnieniem Jezusa.

Gdy w końcu cztery dni po śmierci Łazarza przybył do Betanii, całun przygnębienia pokrywał całe miasteczko. Wszyscy byli w żałobie, Maria została przytłoczona smutkiem i zniechęceniem, jej wiara była tak zimna jak ciało Łazarza. Nawet nie wyszła porozmawiać z Jezusem. Ta kobieta, znana jako żarliwy uczeń Pański, pozostała w domu wtedy, gdy jej siostra wyszła zapytać Jezusa, dlaczego zajęło mu to tyle czasu (w. 20). Nie wiemy właściwie, co Maria robiła w domu. Najprawdopodobniej dąsała się, może nawet zmagała z uczuciem gniewu wobec Jezusa, ponieważ nie przyszedł wtedy, gdy Go wezwała.

Może rozumiesz Marię. Wielu z nas utknęło w tym samym miejscu rozczarowania. Przeżywamy wstrząs i zamieszanie, gdy Bóg nie działa zgodnie z naszym rozkładem.

Być może prosisz Jezusa o interwencje w osobistej sytuacji. Może potrzebujesz Go, aby wyratował kapryśne dziecko, uzdrowił ciało, zaspokoił finansową potrzebę, odnowił rozbite relacje czy ocalił marzenie, które właśnie kona. Może wydawać się, że Jezus stracił wspaniałą sposobność, albo był tak zajęty zaspokajaniem potrzeb innych, że zrzucił ciebie ze swojej listy priorytetów. Podobnie jak Maria z Betanii, możesz czuć, że Jezus za czekał za długo. Już jest po wszystkim. Teraz to już twój problem nie jest tak poważny, a twoje marzenie tak pozbawione życia, że Jezus nie może już nic na to poradzić.

Gdy spotykamy się z frustrującymi opóźnieniami, automatycznie zakładamy, że Jezus wypiera się nas, lekceważy i odrzuca. Bawimy się wtedy w dziecięcą grę współczucia, zamykamy się w pokojach, zamykamy w bólu i trzymamy się od innych tak daleko jak to tylko możliwe. Okazuje się, że za trudno jest nam modlić się w czasie kryzysu wiary. Przeciwnik dusz naszych mówi nam, że Jezusa to nie obchodzi, że nasze modlitwy są bez znaczenia, i że nie ma nagrody za wiarę w Niego. Jeśli ktoś ma melancholiczne tendencje, bije samego siebie podobnymi tekstami w stylu: „Podejrzewam, że po prostu nie mam na tyle wiary”.

Na szczęście Maria nie pozostała w stworzonym przez siebie więzieniu depresji. Biblia mówi, że gdy Jezus szedł do ich domu i zbliżył się do grobu łazarza, aby powąchać tego smrodu, Maria pobiegła do niego, uklękła u Jego stóp – w miejscu, gdzie zaczęła swoją podróż jako uczennica (Łk. 10:39). Po całym tym rozczulaniu się, odłożyła na bok grę oskarżania i wróciła do jedynego miejsca, gdzie wszelkie życiowe zmagania nabierają sensu.

Uklękła w Jego obecności, nie po to, aby zapytać Go, dlaczego Łazarz umarł, lecz po prostu po to, aby otrzymać wzmocnienie z tytułu samego przebywania z Nim.

Zdecydowała się wzrosnąć, zostawiła za sobą lamenty niedojrzałości, która domaga się od Jezusa działania w taki, a nie inny, sposób. Złożyła w Nim swoje zaufanie na nowo, pozwalając odejść egocentrycznym oczekiwaniom. Gdy tego dnia poddała Panu swoje życie, mówiła przez to, że będzie podążać za Nim nie tylko w dobrych czasach, lecz również w najciemniejszych dniach, gdy przez chmury śmierci, cierpienia i bólu nie będzie dostrzegać Jego miłości.

Tam, u stóp Jezusa, Maria uchwyciła w oczach Jezusa spojrzenie, którego nigdy wcześniej u Niego nie widziała. Zapłakał za swoim przyjacielem, Łazarzem, po czym nakazał jego martwemu ciału wyjść z grobu. Maria straciłaby ten cud, gdyby pozostała w domu w osamotnieniu. Musiała zobaczyć na własne oczy, że Boże opóźnienia to nie odmowa oraz to, że czas Jezusa jest doskonały nawet wtedy, gdy wydaje się, że zapomniał o sprawie.

Czy czujesz się tak, jakby Jezus zignorował twoją prośbę? Czy nie wydaje ci się, że twoje przesłanie do Niego zostało przechwycone? Czy toniesz w zniechęceniu, ponieważ twoje marzenia umarły, a Jezusa to nie obchodzi?

Wróć do Niego biegiem i zajmij miejsc u Jego stóp. Prawdziwi uczniowie wiedzą, że życie funkcjonuje zgodnie z Bożym planem, a nie naszym. Przebij się przez swoje wątpliwości, poddaj swoje nieprzekraczalne terminy, odrzuć zniecierpliwienie i odnów zaufanie do Pana, który jest suwerennym Panem naszych okoliczności.

– – – – – – – – – – – – – – – – –

J. Lee Grady drugim redaktorem naczelnym magazynu Charisma i autorem nowej książki pt.: The Holy Spirit Is Not for Sale. Follow him on Twitter at leegrady.

aracer.mobi

Dylemat Malchusa

Dudley Hall

14 czerwca 2010

Wówczas Szymon Piotr, mając miecz, dobył go i uderzył sługę arcykapłana, i odciął mu prawe ucho. A słudze temu było na imię Malchus. Na to rzekł Jezus do Piotra: Włóż miecz swój do pochwy; czy nie mam pić kielicha, który mi dał Ojciec?” Jn. 18:10-11.

Malchus należał do grupy sług kapłanów. Prawdopodobnie był obecny na niektórych spotkaniach, gdy dyskutowano na temat tego intryganta, Jezusa. Przede wszystkim, Jezus stanowił poważny problem dla ówczesnych przywódców religijnych. Maluch przyszedł do ogrodu w poszukiwaniu Jezusa wraz z innymi, którzy nieśli miecze i pochodnie. Był przekonany, że Jezus jest kolejnym wichrzycielem pospólstwa, którego należało szybko pojmany i dostarczony. Nic dobrego na tych spotkaniach nie mówiono o Nim. Jezus był zagrożeniem dla samej egzystencji Izraela! Gdyby został potraktowany poważnie, Rzymianie bardzo zaostrzyli by rygory wobec nich wszystkich.

Piotr nie bardzo rozumiał istotę takiego królestwa Bożego, jak definiował je Jezus. Dla niego walka o pokonanie nieprzyjaciela ciągle miała toczyć się przy pomocy mieczy. W samym środku tej konfrontacji machnął mieczem w kierunku tego sługi arcykapłana, który prawdopodobnie uchylił się przed ciosem w głowę, ale miecz odciął mu ucho, które spadło na ziemię. To zdarzenie okazało się poważniejsze niż Malchus mógł się spodziewać. Stracił coś cennego. Pojawiły się mu głowie myśli: „Dlaczego ja? Tak nie miało być! To następny wprowadzony w błąd zelota, którego trzeba powstrzymać. Żołnierzom płaci się za tego rodzaju niebezpieczeństwa, a mnie nie. Zostałem okaleczony na resztę mojego życia. Będę oszpecony i zdyskwalifikowany z wielu zadań związanych z moim zawodem”.

Wtedy stało się coś niespodziewanego! Wszystko działo się w zwolnionym tempie, w ogrodzie panowała cisza. Jezus schylił się, podniósł odcięte ucho i umieścił je tam, gdzie było wcześniej. (Prawdopodobnie spoglądając na Piotra z grymasem: „Co ty robisz?”) Co Malchus zrobi teraz? Przeciwnik zaskoczył go, obdarzył z miłosierdziem. Musiało to nieźle zamieszać mu w głowie, zupełnie nie pasowało do tego obrazu Jezusa, który miał do tej pory. To było silniejsze od mieczy i bardziej przemieniające niż polityczna siła. Musiał przemyśleć ponownie wszystko, co do tej pory miał wbite do głowy. Przez następne kilka godzin kotłowało mu się w głowie. Jak mógłby przyłączyć się do tłumu biorącego udział w ukrzyżowaniu tego, który z miłością podszedł do przeciwnika, uzdrawiając jego ucho.

Co się stało z Malchusem? Tego nie wiemy. Jest obrazem wielu, takich jak Saul z Tarsu, którzy spotkali nie takiego Jezusa, jakiego się spodziewali. Dzięki temu uzyskał nowy słuch. Pasujemy do tej grupy: dotknięci przez miłosierdzie, tracimy inne argumenty.

Jezus okazywał moc królestwa, które przyszedł zainaugurować. Wyrażał miłość, która zmienia serca, podczas gdy inni polegali na ziemskiej mocy religii, polityki i miecza. Jego królestwo jest ciągle jedyną nadzieją trwałego pokoju w życiu jednostek i społeczeństw. Zasługuje ono na naszą uwagę i całkowitą lojalność.

продвижение

Moc ugruntowania w miłości

Terry Somerville

ZDUMIEWAJĄCA JEST Boża miłość do nas w Chrystusie. Jego miłość jest (istotą i podstawą) korzeniem i gruntem wszystkiego, co otrzymujemy i przeżywamy w Bogu. Jeden z najwspanialszych fragmentów Pisma na ten temat znajduje się w 3 rozdziale Listu do Efezjan.

Ef. 3:16-19 Przekład z j. Angielskiego (nie znam źródła pochodzenia tego cytatu):

Modlę się o to, aby z jego wspaniałych, nieograniczonych zasobów umocnił was w wewnątrz przez Swego Ducha. 17 Wtedy Chrystus uczyni sobie dom w waszych serca, gdy mu będziecie ufać. Wasze korzenie wrosną w głąb Bożej miłości i będą was silnie utrzymywać. 18 Będziecie wtedy mogli zrozumieć tak, jak powinni rozumieć wszyscy ludzi, jak szeroka, długa, wysoka i głęboka jest Jego miłość. 19 Obyście doświadczyli miłości Chrystusa, pomimo że jest zbyt wielka by ją pojąć w pełni. Wtedy zostaniecie uzupełnieni wszelką pełnią życia i mocy, które pochodzą od Boga„.

1. Dom w naszym sercu

16 „Modlę się o to, aby z jego wspaniałych, nieograniczonych zasobów umocnił was w wewnątrz przez Swego Ducha. 17 Wtedy Chrystus uczyni sobie dom w waszych serca, gdy mu będziecie ufać. Wasze korzenie wrosną w głąb Bożej miłości i będą was silnie utrzymywać„.

Zwróć uwagę na pojawiający się tutaj postęp. Boża moc wzmacnia nas wewnętrznie, dzięki czemu możemy ufać Mu tak, że Chrystus znajduje się w domu naszego serca. Co więc jest domem? Pomieszczenie nie jest mieszkaniem. Mieszkanie to miejsce bliskich relacji, miejsce wspólnego życia, gdzie wszystko widać, gdzie wszystkie pomieszczenia są dostępne. Pan nie jest zwykłym najemcą waszej izby, On jest głową tej rodziny, jest kochany, wewnętrzne działanie Ducha Świętego zmienia twoje serce w mieszkanie, jeśli na to Mu pozwolisz. „Jeśli żyjemy w Duchu, w Duchu też chodźmy/postępujmy” Gal. 5:25.

Kiedy On jest w domu naszych serc, możemy głęboko zapuścić korzenie w Bożej miłości.

2. Sprawy korzeni

Wasze korzenie wrosną w głąb Bożej miłości i będą was silnie utrzymywać„. Korzenie są tą częścią rośliny, które czerpie życie z ziemi. Przed uwierzeniem w Chrystusa, nasze naturalne życie było zakorzenione w wielu rzeczach. Niektórzy z nas byli zakorzenieni w swoich własnych zdolnościach i talentach. Byliśmy ludźmi budującymi samych siebie, bądź nieustannie potrzebującymi afirmacji. Niektórzy przeszli w życiu traumatyczne doświadczenia a ich serca zakorzeniło się w strachu i bólu. Każdy z nas przychodzi do Chrystusa wraz z naturalnymi korzeniami i wielu pozostaje na tym poziomie. Proszą Boga o to, aby zaspokoił potrzeby tych płytkich korzeni, lecz nigdy nie sięgają korzeniami głębiej, lecz Pan ma dla nas znacznie więcej.

Pan chce, abyśmy zapuścili korzenie głębiej i chodzili w Bożej miłości. Jest to klucz do życia i uzdrowienia. Na przykład, niektórzy chrześcijanie spędzają lata modląc się o uzdrowienie z jakiejś traumy, śmierci czy gwałtu, lecz Boża miłość jest głębsza i przekracza wszelkie korzenie. „Doskonała miłość usuwa wszelki strach”. Uzdrowienie przychodzi. Zapuszczenie korzeni głęboko w Bożą miłość uzdrawia strach, ból i traumę. Uzdrawia brak poczucia bezpieczeństwa i potrzebę afirmacji tego świata. Jego miłość uzdrawia nas, daje bezpieczeństwo, zmienia nas. Jakiekolwiek są korzenie twojego życia, zapuść je głęboko. W miłość Bożą.

3. Zrozumienie Jego Miłości – Jest większa niż możesz to sobie wyobrazić!

18 „Będziecie wtedy mogli zrozumieć tak, jak powinni rozumieć wszyscy ludzi, jak szeroka, długa, wysoka i głęboka jest Jego miłość„.

Wielu ludzi zastanawia się dlaczego ciągle mówię o miłości Bożej a to jest proste: doświadczyłem tego jak POTĘŻNA naprawdę jest. Bóg zaczyna pokazywać JAK WIELKA jest jego miłość. Jak „SZEROKA, DŁUGA, WYSOKA I GŁĘBOKA”. Oznacza to objawienie wszystkich możliwych kierunków w których Jego miłość płynie!

Pamiętam, gdy zaczęło się to dziać ze mną. Wydawało się, że zostały mi otwarte oczy, aby widzieć Jego miłość w działaniu, widziałem obrazy, które jakoś wcześniej były ukryte. Zacząłem pojmować jak wielka jest Jego łaska. Jak bardzo Jego miłość do świata i grzeszników przerasta wyobrażenia. Zobaczyłem człowieka i jego działalność w kontekście Bożej miłości. Jest to objawienie przez Ducha, które przychodzi, gdy zakorzenimy się głęboko w Jego miłości.

4. Doświadczenie Jego miłości

Obyście doświadczyli miłości Chrystusa, pomimo że jest zbyt wielka by ją pojąć w pełni„.

Czym innym jest rozumieć Jego miłość, lecz czym innym przeżyć ją. Większość Chrześcijan doświadcza w pewnym stopniu Jego miłości dla siebie, lecz jest to skupione na sobie. Nie ma w tym „szerokości, długości, wysokości i głębokości”. Przeżycie Jego MIŁOŚCI jest znacznie, znacznie większe. Pan chce dzielić się Jego własnym sercem z nami, abyśmy doświadczali Jego miłości do innych, do świata.

Pamiętam, jak to się stało za pierwszym razem. Byłem w Indiach i Ojciec podzielił się ze mną Swym sercem dla Indii. Hindusi czcili swoje bałwany w pobliskiej świątyni, mówiąc jak bardzo kochają swoje bożki i wtedy usłyszałem, jak Ojciec mówi: „Och, ja chcę, aby oni czcili mnie w taki sposób”. Poczułem Jego serce i miłość do Indii. Natychmiast wiedziałem, że żaden bałwan, diabeł ani człowiek nie oddzieli Indii od miłości Bożej. Od tego momentu zaczęliśmy oglądać przełomy, uzdrowienia i przebudzenie. Wiele razy od tej pory Pan dzielił się swoim sercem ze mną i za każdym razem prowadziło to do mocy Bożej.

5. Miłość prowadzi do mocy

Wtedy zostaniecie uzupełnieni wszelką pełnią życia i mocy, które pochodzą od Boga„.

Oto klucz do wejścia do mocy Bożej: Boża miłość. Przeżywanie Bożej miłości prowadzi do „pełni życia i mocy, które pochodzą od Boga”. Wszystkie wielkie przebudzenia doświadczały spotkania z Boża miłością, która ich przytłoczyła. Moc Jezusa do uzdrawiania często jest inicjowana przez miłość. „A Jezus był ogarnięty współczuciem i uzdrawiał tłumy”.

Wielokrotnie skupiam się na miłości Chrystusa do osoby, która jest w potrzebie, wkładam ręce na nią i zdarza się cud. Gdy głosimy o Jego miłości zawsze przychodzi namaszczenie i często uzdrowienia i uwolnienia dzieją się spontanicznie. To jest cudowne. To jest dobra nowina. Bóg kocha Świat.

Wiele Błogosławieństw

Terry Somerville

www.totalchange.org

сайта

Miłość? Miłość do kościoła?

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite

Szczerze mówiąc, jak często w dzisiejszym religijnym środowisku słyszysz te słowa: „Kocham Kościół”?

No tak, ja to słyszę często i często tuż przed wielkim słowem „ALE”, kiedy ktoś zaczyna mi wyliczać, co jego zdaniem jest złe w nim, co powinno być, a czego nie. Czasami tym kimś jestem ja sam, lecz chcę być zapisany jako ten, który kocha Kościół. Głupio byłoby nie kochać. Jeśli wierzymy w słowa Jezusa, to mamy kochać to, co On kocha a On kocha Swój Kościół, nawet w tej niedoskonałe podróży ku objawieniu Jego doskonałego, niewzruszonego Królestwa. Czasami ta nieodwołalna zmiana może nas bardzo poruszyć, zmiana, które zachodzi w tym, co znane jest jako „Kościół” daje wielu ogromną nadzieję.

Kościół miał być największą relacyjną społecznością znaną człowiekowi. (To bardzo odważne stwierdzenie.) Nie mówię tu o niedzielnym nabożeństwie z nauczaniem i uwielbieniem czy nawet o sposobie organizacji nabożeństwa, lecz o ludziach między którymi zachodzą relacje, o tych, którzy stali się sobie bliscy. Przez upadki i powodzenia, ciężkie czasy i trudności trzyma się mocno, zachęca i daje nadzieję. Jak można nie kochać tego? Ludzie, którzy są w kościele znani są w sąsiedztwie jako jednostki i rodziny, które troszczą się nie tylko o siebie, lecz i swoich przyjaciół, o sąsiadów i wrogów. Ta miłość naznacza ich jako uczniów Jezusa i buntowników systemu, a przyciąga ku nim świat.

Kto nie kochałby tego Kościoła, który jest nadnaturalnym wyrazem nadnaturalnych ludzi, zakochanych w nadnaturalnym Bogu, który posłał nadnaturalnego Syna, aby głosił nadnaturalne Królestwo? A to wszystko jest oferowane i do przyjęcia przez prostą dziecięcą wiarę.

Czego można nie kochać w Kościele, który jest tak różnorodny, że świat dziwi się, jak my wszyscy możemy razem żyć w tej samej społeczności i w ogóle zbierać się razem? Czarni, biali, brązowi, żółci i czerwoni; bogaci i biedni, młodzi i starzy, małżeństwa i samotni, zwycięzcy i przegrani, normalni i geje decydują się zbierać razem, ponieważ jesteśmy tak nadnaturalnie wypełnieni miłością, która przekracza wszelkie uprzedzenia i domysły, pozostawiając naszemu Bogu wolną rękę, aby był sędzią.

Tak, bardzo kocham ten Kościół, w którym ludzie znają prawo, lecz są świadomi swojej nieustannej potrzeby łaski, pragnąc w posłuszeństwie Jego władzy podobać się Ojcu. Gdzie ludzie rozumieją Jego miłosierdzie, wiedząc, że jeśli złamią choćby jedno prawo, są winni złamaniu stek pozostałych pozostałych.

W tym Kościele, który On kocha, nigdy nie musimy bać się zawstydzenia i pogardzenia, swobodnie możemy opowiadać nasze historie o tym, co naprawdę się zdarzyło, zawsze wykazując wierność Bożą. Jest to środowisko, gdzie jest bezpieczeństwo i zaufanie, w którym możemy zacząć radzić sobie z naszymi sprawami, nie obawiając się, że zostaniemy wyrzuceni jak śmieć.

Gdzie indziej, jak nie w tym Kościele, można znaleźć wzajemnie połączonych w relacjach ludzi z mocą i darami Bożym, udzielonymi za darmo i „bez pokuty” (nieodwołalnie – przyp.tłum.). Pan mówi, że daje nam wszystko, czego potrzebujemy, aby zmienić środowisko, przemienić sąsiedztwo, w miarę jak On nas przemienia. Pan nasyca nas swoim DNA, tym wiecznym ziarnem z nieba i mówi: „Teraz naśladujcie mnie i bądźcie moimi ambasadorami!” i sąsiedztwo zmienia się, dojrzewając we współczuciu, miłosierdziu, łagodności, prawdzie, wierności w przymierzu i przebaczeniu.

O tak, bardziej niż cokolwiek innego kocham Kościół. Jest to najczystszy wyraz społeczności wierzących czyniących dobro sobie nawzajem, który nie podnosi plotek i pomówień, nie odgryza się i nie mówi bzdur o sobie nawzajem; gdzie polityka nie jest problemem czy odpowiedzią, lecz jest nią dominacja Królestwa Bożego; gdzie kochamy się nawzajem jak gdyby nasze życie zależało od tego, ponieważ miłość składa się praktycznie na wszystko.

Oczywiście, kocham ten Kościół, żadnych 'jeśli’, 'i’ ani „lecz” jeśli o to chodzi. Kto może oprzeć się takiej miłości takiego Boga ku takim ludziom?

David VanCronkhite

продвижение сайта в mail ru