Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Krocząc ku Chrystusowi

Thom Gardner

Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: „Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Jn. 8:31-32).

Dobrze pamiętam, kiedy moje córki robiły swoje pierwsze kroki, a szczególnie Amy. Raczkowała przez chwilę w kółko, po czym nauczyła się stać na stopach, trzymając się czegoś rączką. Pewnego wieczoru siedzieliśmy w pokoju, Amy trzymała się stoliczka do kawy, którego ostre rogi odciąłem, aby nie uderzała się o nie.

Wędrowała dookoła tego stolika z blaskiem zachwytu w oczach, jakby mówiła: „Parzcie na to!”. W pewnej chwili szczerej radości zrobiła krok od stolika w kierunku jednego z nas, choć już nie pamiętam teraz kogo. Odstąpiła od tego, co było jej zabezpieczeniem w oczekujące ramiona kogoś, kto ją kocha i był równie podekscytowany jak ona, biegiem po ciepłym, przypalanym pomarańczowym dywanie. (W końcu, to były lata 80-te.)

Życie pełne jest pierwszych kroków, prawda? Pierwsze kroki naszych dzieci; nasze pierwsze kroki do przedszkola; pierwsze kroki jako męża i żony; być może nasze pierwsze kroki na scenie w dniu zakończenia koledżu czy uniwersytetu. Życie jest szeregiem pierwszych kroków. Jesteśmy ludźmi w ruchu, zmierzającymi dokądś a nasze chrześcijańskie życie nie jest wyjątkiem od tego. Był ten pierwszy krok w stronę naśladowania Chrystusa, lecz nie był on ostatnim.

Wraz z tymi pierwszymi krokami odchodzenia od tego co znane i bezpieczne ku radości nowego życia, przychodzi pewna wolność, jak to było w przypadku naszej małej Amy, a teraz jest z dwoma jej własnym maluchami. Jezus powiedział uczniom, że ten, kto uwierzy w Niego musi odstąpić od starych konstrukcji i ziemskiego życia do nowego życia pochodzącego z wysokości, do tego rodzaju życia jakie będzie w nadchodzącym królestwie (Jn 8:23). Ten krok wprowadzi ich do życia w wolności, życia, które – powiedzmy tak sobie – nie trzyma się już dłużej stolika i rusza ku ramionom Tego, który kocha tak ekstrawagancko. Pan tak bardzo raduje się tymi krokami, które podejmuje to duchowe dziecko.

Dalej, Jezus powiedział chodźcie w tym co już rozumiecie i bądźcie wolni. Wolność nie przychodzi przez ogłaszanie prawdy, bez względu na to, jak głośno, elokwentnie czy często się to robi. Wolność przychodzi ze zmianą kierunku, odejściem od starego życia wśród zranień i wynikających z nich ograniczeń. Odkryjemy, że On jest dobry i współczujący, że napełnia nasze serca zdumieniem. Kiedy już wkroczymy na tą ścieżkę i wyruszymy w tą podróż, nigdy już nie wrócimy do kurczowego trzymania się tego, czymkolwiek był kiedyś ów stolik.

Nasza podróż ku uzdrowieniu jest następstwem pierwszych kroków wprost w ramiona i podekscytowany uścisk Tego, który wzywa nas ku Sobie. Każdy krok, który wykonujemy jest nową rzeczywistością życia i odkryciem sędziwego serca, które tęskni za tym, aby nas trzymać i uzdrowić.

Odstąp – zrób krok do Chrystusa!

http://www.poznajpana.pl/index.php/2011/09/rewolucja-wspolnego-pozycia-cene-placa-dzieci/раскрутка

Po co „pustynia”?

Andrew Strom

Pomimo że koncepcja pustyni pojawia się w całej Biblii, nie jest ona dobrze rozumiana we współczesnym chrześcijaństwie. Od Księgi Rodzaju aż do Księgi Objawienia znajdujemy wyraźne odniesienia do „pustyni”, jako czegoś, czego Bóg często używa, zajmując się człowiekiem. Dostrzegamy w tym niezaprzeczalny wzór.

Gdy przeglądamy Pismo, widzimy, że pustynia często jest miejscem duchowego „kryzysu” jak i przygotowania. Jest to miejsce, do którego Bóg posyła nas zanim zacznie się „działanie w realu”, zanim wejdziemy do pełni Bożych celów dla naszego życia. Musi nastąpić „śmierć”, zanim może nastąpić zmartwychwstanie. Miejsce pustynne musi poprzedzać „ziemię obiecaną”.

Pustynia jest miejscem prób i sprawdzianów, złamania i pełnego poddania Bogu. Rekwizyty i działalności, które utrzymywały nas nieustannie w zmaganiach o to, aby „coś się działo” tam zostają usuniete. Poleganie na sobie podlega wstrząsaniu i jest zastępowane totalnym poleganiem na Bogu jedynie. Każdy „bałwan” w naszym życiu (często jest to nasza własna służba) jest stawiany w przenikającym świetle Bożym, ujawniane są egoistyczne motywacje i ambicje właśnie jako takie: egoistyczne. Jest to proces, który może zająć wiele lat. Ostatecznie pojawiamy się złamani, udoskonaleni, oczyszczeni. Jest to proces, który w różny sposób doprowadza nas do dojrzewania i oczyszczenia. Teraz jesteśmy gotowi na wypełnienie tego, co Bóg pierwotnie dla nas zamierzył, lecz teraz motywacje naszego serca zostały dramatycznie zmienione w stosunku do tego, jakie były wcześniej.

Ten schemat widzimy w całym Piśmie. Można nauczyć się wielu lekcji z tego, co tam czytamy. Abraham, Józef, Jozue, Mojżesz, Dawid, Eliasz, Jan Chrzciciel, Paweł, a nawet sam Jezus, to ludzie, którzy musieli przejść przez „pustynne” doświadczenie. Bardzo często trwało to wiele, wiele lat. Dlaczego więc mielibyśmy być zaskoczeni, gdy spotyka to nas?

Prawdopodobnie najbardziej znany przypadek „doświadczenia pustyni” w Starym Testamencie to historia Mojżesza i dzieci Izraela. Mojżesz był wychowywany i szkolony przez całe swoje życie w Egipcie, lecz gdy spotkał się twarz w twarz ze swym dziedzictwem jako Izraelita, „powstał w swej mocy” i zabił Egipcjanina. Zmusiło go to do ucieczki na pustynię, gdzie spędził 40 LAT jako samotny pasterz. Jakże niezwykle długi okres czasu! Wyobraź to sobie jakby to było, gdyby każdy chrześcijański lider musiał spędzić tak długi czas na pustyni, zanim Bóg dopuści go do prowadzenia Jego ludu! Trudno sobie wyobrazić głębię rozpaczy i „śmierci” dla wszystkich swoich marzeń i nadziei, przez które musiał przejść Mojżesz w tym czasie. Trudno sobie wyobrazić nawet, po tych 40 latach kogoś bardziej martwego dla zwykłych ambicji i pokuszeń przywództwa, niż był wtedy Mojżesz. Jaką CIERPLIWOŚĆ musiały te lata oczekiwania w nim wydać!

Widzimy tutaj, jak daleko Bóg pójdzie w „przygotowywaniu” swego lidera „według swego własnego serca”. (Choć 40 lat to nadzwyczajnie długi okres.) Izolacja, irytacja, wołanie do Boga o uwolnienie… to wszystko składa się na ten czas. Ponieważ nie da się niczym zastąpić takiego przeżycia, Bóg go tak często używa. Serca prowadzonych mężów są często tak podobne do siebie, że Bóg używa podobnych metod „leczenia” ich. Zamyka nas nawet w pewnego rodzaju więzieniu, abyśmy nie mogli uciec przed tym procesem – jest tak ważny. Pan nie chce, aby Jego drogocenne owce były pasione przez egocentrycznego pasterza.

Po 40 latach przygotowania Mojżesz wraca na Boży rozkaz do Egiptu, aby wyprowadzić Jego lud z niewoli.

A był to początek przeżywania pustyni przez cały naród Izraelski. Ponieważ, gdy zostawili Egipt jedyna droga do „Ziemi Obiecanej” wiodła przez pustynię. Niektórzy komentatorzy mówią, że w linii prostej ich podróż mogłaby zająć zaledwie kilka tygodni lub mniej. Jednak z powodu ich nieposłuszeństwa i strachu, ogromna większość tych, którzy opuścili Egipt, była przeznaczona na śmierć na pustyni, nigdy nie docierając do Ziemi Obiecanej, tak że ich podróż zajęła im 40 lat!

Musimy teraz zauważyć ten szczególny fakt: nie wszyscy ci, którzy weszli na pustynię, przetrwali ją, wielkie tłumy poginęły tam. Pustynia próbowała ich i okazało się, że mieli braki. Poszli na miejsce sprawdzianu i nie zaliczyli go. Jest to bardzo istotny fakt, z którego należy zdać sobie również sprawę dzisiaj. Tylko dlatego, że ktoś jest „powołany” i wszedł w czas pustyni, nie znaczy, że uchwyci Boże działanie i odpowie na nie właściwie. Jest taka możliwość, że wszystko tam straci. Ci ludzie stracili tam wszystko, a wyłącznie ich dzieci przeszły dalej, aby odziedziczyć obietnice Boże.

Jak wyraźnie jest ten wzorzec stale powtarzany, zarówno w Starym Testamencie jak i Nowym: wielu tych, których Bóg chce któregoś dnia używać jest posyłanych na miejsce samotności i złamania, zanim zostaną wprowadzeni do ich prawdziwego przeznaczenia, a przecież nawet nie wspomnieliśmy jeszcze o takich bohaterach jak Noe, Jakub, Job i inni, którzy przeżywali podobne rzeczy. Częścią tego procesu jest „oczekiwanie”, które ma wtedy miejsce, oraz to, że wszystkie wspierające „rekwizyty” zostają zabrane. Samo „oczekiwanie” może być torturą.

Zadaniem pustyni jest również zajęcie się strachem człowieka czy „usystematyzowanym” sposobem patrzenia. Bóg często używa jej do wprowadzenia nowej perspektywy, co jest bardzo ważne dla liderów, którzy mają reprezentować „nowe” podejście czy których czeka sprzeciw opozycji z powodu przynoszenia konfrontacyjnych słów. Samotnie spędzone na pustyni lata dają im kręgosłup, który pozwala stanąć przed tłumem czy aktualnymi władzami i ogłaszać bez kompromisu Bożą prawdę. Teraz rzeczywiście boją się bardziej Boga niż człowieka, myślą zupełnie inaczej od pozostałych. Pustynia jest bardzo ważnym doświadczeniem dla każdego kto chce przynieść świeżą mannę Bożym ludziom.

Czy jesteś kimś, kto przechodzi przez takie „pustynne” doświadczenie? Bądź zachęcony! Spójrz w górę, ponieważ blisko jest twoje uwolnienie. Bóg przepuszcza Swoje dzieci przez takie doświadczenie wyłącznie wtedy, gdy ma to jakiś wielki cel do wykonania. Nie rezygnuj, nie daj się powalić, po drugiej stronie leży „ziemia obiecana”, jeśli tylko uczepisz się Jezusa. Bądź aktywny, módl się, przygotowuj. Nie bądź „bierny” i nie dopuść do tego, aby cię pustynia pochłonęła. Wykorzystaj ten czas na zbliżanie się do Jezusa, kop głęboko i postaw swoje stopy solidnie na Skale. Uniż się przed Panem a On podniesie cię czasu swego, jeśli tylko przylgniesz do Niego.

Niech Was Bóg błogos

Andrew Strom.

раскрутить сайт самостоятельно mail ru

Duch Babilonu a Kościół

Terry Somerville

15 lipca 2010

Potem rzekli: Nuże, zbudujmy sobie miasto i wieże, której szczyt sięgałby aż do nieba, i uczyńmy sobie imię, abyśmy nie rozproszyli się po całej ziemi. Wtedy zstąpił Jahwe, aby zobaczyć miasto i wieżę, które budowali ludzie” (Rdz. 11:4,5).

Ten fragment nie identyfikuje „ducha” zwanego Babilon, lecz z pewnością istnieje pewna duchowa siła stojąca za ludzką działalnością. Babilon był starożytnym miastem, w którym ludzie wychowali się w bałwochwalstwie i buncie przeciw Bogu; to ludzie budujący swoje własne królestwa bez Boga. Istnienie Babilonu zakończy się w dniach ostatecznych. Tak, „duch Babilonu” działa w sercach i ambicjach upadłego człowieka a jego siła kieruje współczesnym społeczeństwem.

Wezwaniem dla Ciała Chrystusa jest, aby było solą i światłem w miejscach publicznych, na arenie, którą kontroluje duch Babilonu. Ten duch mówi: „Zbudujmy, uczyńmy sobie imię, abyśmy sięgnęli do niebios”. Łatwo jest nieświadomie wmieszać ducha Babilonu do naszych organizacji. Jesteśmy podobni do Izraelitów, którzy zaadoptowali „zwyczaje ziem sąsiednich” i nie widzieli w tym nic złego. To dlatego Chrześcijaństwo było często nieskuteczne i nieodpowiednie w naszej kulturze – jesteśmy podobni do tej kultury.

Pan chce objawić temu światu Swoją chwałę przez Jego ludzi i nie może namaścić tej mikstury. Gdy Bóg posyła nas DO miejsc publicznych, wzywa nas również, abyśmy WYSZLI z Babilonu. Oto kilka obserwacji.

1. Duch Babilonu przekonuje ludzi, aby mówili „zbudujmy sobie…”.

Zawsze, gdy chrześcijanie gromadzą się, są kościołem (Ekklesia). Wiemy, że kościół to nie budynek, organizacja czy korporacja, a jednak musimy organizować różne rzeczy, które robimy. W chwili, gdy przejdziemy od kościoła, którym są „zebrani” wierzący do organizacji czy korporacji, stajemy się podatni na działanie ducha Babilonu. W subtelny sposób możemy przejść do mentalności „zbudujmy sobie” i skończyć bardziej na budowaniu i utrzymywaniu „religijnej organizacji”, niż na wynoszeniu Królestwa Bożego. Ludzkie metody zastępują wtedy moc Ducha Świętego i pojawiają się egoistyczne ambicje wraz „ze wszelkim nieporządkiem”. Jeśli uczciwie spojrzymy na współczesny kościół, to gdzie widzimy problemy? Zazwyczaj wszystko jest skupione wokół tej organizacji! Jeśli chodzi o budynki kościelne i organizacje John Wesley zajął stanowisko: „wszystko to spłonie”. Nie musimy tego zaczynać, lecz zawsze mamy iść za Jezusem.

Opowiada się o chrześcijańskich liderach z Chin, odwiedzającym nasze kościoły. Pod koniec ich podróży, zapytano ich, co myślą. Po krótkiej naradzie odpowiedzieli: „Jesteśmy zdumieni tym, jak dużo osiągnęliście bez Ducha Świętego”. Potrzebujemy organizacji, ale takiej, która odzwierciedla Jezusa. My nie możemy budować kościoła. Jezus powiedział: „Ja zbuduję kościół Mój…” (Mt. 16:18).

Dziś Duch Święty mówi: „pokutujcie z martwych uczynków, wejdźcie do odpocznienia i idźcie za Panem kościoła, we wszystkim, co czynicie”.

2. Duch Babilonu nakłania ludzi, aby mówi: „uczyńmy sobie imię”.

Taka jest prawdziwa motywacja za większością służby. Przyjęliśmy ludzkie wartości miary, sławy, młodości, bogactwa, władzy i uznania! Chcemy, aby nazwa naszego kościoła czy służby była sławna! Kontrolujemy, nadając tytuły i pozycje, aby „uczynić sobie imię”, zamiast prawdziwego duchowego autorytetu. W 1995 roku na konferencji „The Gehtering” w Whistler B.C. zaznaczony został początek Bożego działania z osobistymi agentami służb w Kanadzie.

Sen o deskach surfingowych

Rok przed „Whisteler gathering” miałem sen. W tym śnie zgromadzonych było około 2000 ludzi. Prowadzący powiedział „Duch Boży przychodzi jak deszcz, lecz przyjdzie On jak Wodospady Niagara”. Wszyscy zerwali się i złapali swoje 'deski surfingowe’ spod siedzeń, przygotowując się na rajd na fali Bożej. Te deski reprezentują Boże powołanie dla każdego życia i miały pięknie wymalowane nazwy kościołów, nazwiska duchownych, czcigodne tytuły i pozycje. Gdy deszcz spadł, wszystko zaczęło spływać. Właśnie to Bóg robi przez ostatnie dziesięć lat – zmywa wszystkie ludzkie dodatki do Jego dzieła. Ci, którzy nie będą w stanie współpracować zostaną ostawieni na bok, do następnego poruszenia Bożego.

Gdy odszedłem od służby pastorskiej, Duch Święty powiedział do mnie zdecydowanie: „żadnych pozycji, żadnych tytułów”. Nadchodzące pokolenie wierzących będzie wolne od egoistycznych ambicji, a znane tylko z jednego: Chwały Pańskiej. Gdy Biblia mówi: „Chwała Pańska pokryje cała ziemię” nie ma na myśli tego, że my zostaniem zniewoleni przez Jego obecność, lecz raczej to, że będziemy odzwierciedlać chwałę Pańską w każdej sferze, ponieważ nasz serca będą zjednoczone z Jego sercem. To wyłącznie Jego imię będzie zauważane.

3. Duch Babilonu mówi: „sięgnijmy nieba”.

Duch Babilonu jest duchem religii, mówi : „sięgnijmy niebios” i będzie starał się o to, aby przeniknąć chrześcijańską działalność legalizmem bądź religijnymi wysiłkami. Na przykład: mamy dziś w napełnionych Duchem, przebudzeniowych kręgach, ogromny nacisk na „otwieranie okien niebieskich”. Wiem, co to znaczy; wszyscy chcemy, aby przeniknęła nas atmosfera Boża, lecz spójrzmy na nasze metody. Zostaliśmy nauczeni składać właściwie dziesięcinę, przyjęliśmy nowe metody modlitwy, wykonywania duchowych map i prowadzenia duchowej bitwy, pokuty utożsamienia, cytowania właściwych wersów, stałego zajmowania się sprawami serca itd., itd. Problemem jest to, że skupiamy się na tym, co MY robimy, a nie na tym, co ON ZROBIŁ. Stale sięgamy po jeszcze jedną, kolejną działalność, aby się przebić, zamiast sięgnąć do prostej wiary w skończone dzieło Chrystusa.

Rzekli więc do niego: Cóż mamy czynić, aby wykonywać dzieła Boże? Odpowiedział Jezus i rzekł im: To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał” (Jn 6:28).

Faktem jest, że Jezus już otworzył okna niebieskie, nie są one już w ogóle zamknięte dla chrześcijan. W ogóle nie potrzebujemy religijnej działalności, a jedynie wierzyć i podążać. ON jest naszym największym arcykapłanem, który poszedł do niebios i mamy do niego pełny dostęp (Hbr. 4). Tak naprawdę to sami zasiadamy z Chrystusem ponad oknami niebieskimi w pozycji odpocznienia. Przyłączamy się do Niego w wylewaniu błogosławieństwa na ziemię, mając przeciwników pod swoimi (Jego) stopami.  Od chwili, gdy pojąłem to i zwyczajnie uwierzyłem, uzdrowienia, cuda i duchowa walka zmieniły się w dramatyczny sposób. Dobrze jest przestać walczyć i wejść do odpocznienia!

Kto bowiem wszedł do odpocznienia Jego, ten sam odpoczął od od dzieł swoich, jak Bóg od swoich” (Hbr. 4:10).

4. Duch Babilonu inspiruje Bożych ludzi do ukrytego bałwochwalstwa

Gdy Izrael został uwolniony z egipskiej niewoli, kapłani skopiowali babilońskie bałwochwalstwo. Namalowali nieczyste obrazy wewnątrz świątyni i zabrali „bałwany do swych serc” (Ez. 14:3). Liczne są nasze podobieństwa do izraelskich kapłanów. (Jesteśmy Królewskim Kapłaństwem.) Mamy w sercach bałwany, obrazy czegoś, czego chcemy i czemu służymy (Chciwość jest bałwochwalstwem, Kol. 3:5). Duch Babilonu aktywnie działa w bałwochwalstwie.

Bałwany w sercu

Na początku lat 90tych Pan przekonał mnie bardzo mocno o tym, że w swym sercu czczę bałwany. Nie rozumiałem tego dopóki Pan nie pokazał mi w moim sercu obrazów i wizerunków, którym służyłem. Jednym z nich był obraz tego jakiej chciałem służby. Zawsze, gdy służba szła zgodnie z tym obrazem, ciało było zadowolone. Kiedykolwiek szło w innym kierunku, ciało było niezadowolone i przygnębione. Służyłem temu bałwanowi służby swym ciałem.

Konsekwencje bałwochwalstwa

I. Duchowy atak. Jeśli w służbie jest bałwochwalstwo to mają miejsce straszliwe duchowe ataki i duchowa walka nie może zatrzymać ich! Właśnie to doprowadziło mnie do szukania Boga. Szatan wykorzystał moje bałwochwalstwo i napadał na mnie. Nie byłem w stanie skutecznie się mu przeciwstawić, ponieważ tak naprawdę nie byłem poddany Bogu. To dlatego jest tak wiele duchowej walki i depresji we współczesnym kościele.

II. Problemy z charakterem w służbie. Jeśli sługa ma w swym sercu bałwana, pojawiają się wszelkiego rodzaju problemy z charakterem. Tak wielu jest uciśnionych i zniechęconych, inni są źli lub kontrolują ludzi. Jeszcze inni używają duchowej manipulacji.

III. Duszewne modlitwy i czary. Modlitwy mogą stać się bardzo duszewne, jeśli służą bałwanowi. Prosimy Boga, aby wprowadził w życie obraz służby jaki mamy w sercu, zamiast iść za prowadzeniem Ducha Świętego. Gdy modlitwa skupia się na tym, aby ludzie wypełnili nasza wolę, staje się czarami. Dopóki bałwany serc nie zostaną rozbite (my musimy to zrobić), nie możemy w pełni iść za Duchem Świętym ani doświadczać Jego mocy.

5. Duch Babilonu został osądzony – to wywołuje zamieszanie i podziały.

Zstąpmy tam tam i pomieszajmy ich języki, aby nikt nie rozumiał języka drugiego! I rozproszył ich Pan stamtąd po całej ziemi i przestali budować miasto” (Rdz. 11:7,8).

Pan ogłosił Swój wyrok na ducha Babilonu i do dziś zamieszanie, podziały i rozproszenie będą miały miejsce tam, gdzie ten duch ma swoje wpływy. Ten sąd/wyrok jest wyrazem dobroci Pańskiej, aby powstrzymać ludzkość i zawrócić ją do Boga. Dziwimy się dlaczego zorganizowany kościół jest tak skłonny do podziałów a prawda jest taka, że mamy udział w Bożym sądzie na duchu Babilonu za to, co robimy. Zamiast prostej modlitwy o jedność (jak modlił się Jezus), musimy pokutować i usunąć wszelkie wpływy tego ducha spośród nas.

Wniosek

Jest to tylko krótkie spojrzenie na wpływ ducha Babilonu. Nadal jest on w przeważającej części nierozpoznawany przez współczesny kościół, ponieważ wychowaliśmy się w otoczeniu jego działalności i naśladując jego sposoby w naszych organizacjach. Już czas na oczyszczenie serc, nich ci, którzy mają uszy, słuchają, co Duch mówi do kościoła.

I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów ii aby was nie dotknęły plagi na niego spadające” (Obj. 18:4).

Wiele błogosławieństw

Terry Somerville

сайта

Konflikt duchowy

Kriston Couchey

Czy konflikt jest czymś złym?

Wydaje się, że wszędzie, dokądkolwiek udawał się Paweł wybuchały konflikty z niewierzącymi Żydami i tymi Żydami, którzy byli „wierzącymi” judaistami, a jednak kochał ich na tyle, że był gotowy modlić się o wieczne oddzielenie siebie od Boga dla ich zbawienia. Zaangażowanie się w prawdziwy konflikt prowadzony przez Ducha jest tak naprawdę sprawą miłości. Jezus jest zazdrosny o Swoją oblubienicę; nie podoba mu się nic ani nikt, kto zanieczyszcza ją i odciąga od Niego. Miłość konfrontuje zło, aby strzec innych. Kiedy naprawdę kochasz ludzi dajesz im to czego potrzebują, a nie zawsze to, czego chcą. Miłość pragnie pokoju i miłość czasami staje naprzeciw na rzecz uwolnienia i odnowienia po to, aby ustanowić i utrzymać pokój.

Paweł zostałby wykopany z większości współczesnych kościołów, ponieważ nie cedził słów i nie tolerował błędu ani grzechu. Paweł dobrze rozumiał, że to na co pozwoli się ciału wyda swego rodzaju owoc. Stawał wprost naprzeciw z herezji i grzechowi, które groziły zniszczeniem fundamentu Chrystusa, który on kładł. Dziś, tolerancja dla doktryn wymyślanych dla własnej potrzeby i pobłażanie ciału spowodowała, że wielu ludzi żyje w pobożności pozbawionej mocy.

Jeśli w dojrzały sposób rozeznajesz w zgromadzeniu wierzących jakieś zwodzenie przez kogoś, kto naucza błędu lub wabi ku niemoralnym praktykom to OCZEKUJE SIĘ dojrzałego wierzącego, że osądzi ten grzech i błąd, i stanie naprzeciw promujących to. Nie potrzebujesz znaku z niebios, aby ratować dziecko przed znęcaniem się, po prostu robisz to. Nauczyłem się trudnej lekcji konsekwencji jakie niesie za sobą nie sprzeciwienie się komuś w miejscu, w którym miałem duchową odpowiedzialność i wpływ. Dzięki Bożej łasce nigdy już więcej nie będę milczał i szedł razem z tłumem, gdy przeciwnik używa ludzi, aby zaszczepiać w ciele zanieczyszczenia. Musimy nauczyć się tego, co naprawdę znaczy: 'mówić prawdę w miłości’, gdy działa Duch, nawet jeśli jest to trudne do wykonania i możesz stracić przez to służbę, przyjaciela czy członka rodziny.

OSĄDZANIE WSZYSTKIEGO, A WSKAZYWANIE PALCEM

Osądzenia to decydowanie o czyimś przeznaczeniu. Decydowanie o czyimś przeznaczeniu jest wyłączną domeną naszego Ojca, lecz jako Jego dzieci mamy sądzić i rozeznawać nieustannie zależnie od tego, jak się to ma do ludzi i sytuacji. Zdolność do podejmowania osądów (wykorzystanie rozeznania) jest pewnym aspektem tego, że zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boże.

Istnieją dwa rodzaje osądów: sądy fałszywe czynione z duszy człowieka i sądy sprawiedliwe dokonywane przez Ducha. PRAWDZIWE skarcenie z Ducha to sprawa BARDZO spóźniona w ekklesia, lecz nie będziemy w stanie udzielać karcenia, jeśli najpierw nie będziemy pokutować z fałszywych osądów. Jest pewna różnica między „wskazywaniem palcem” a mówieniem przez Ducha, który konfrontuje i przekonuje. Kościół przez tak długi czas dokonywał sądów według ciała, że zostało pomieszane prawdziwe skarcenie z ludzkim wskazywaniem palcem. Wskazywanie palcem rodzi podziały. To w naturze diabła leży ujawnianie cudzych błędów i słabości przez wskazywanie palcem. Nie można mówić w Duchu prawdy, która konfrontuje i przekonuje, jeśli ciągle wskazujesz palcem. Ojciec chce nauczyć nas chodzić w sprawiedliwym sądzie (rozeznaniu).

Między tymi, których serce jest czyste lecz zostali po prostu nauczeni fałszywych doktryn i praktyk, a tymi, którzy promują fałszywe doktryny i praktyki, czego podstawą jest służenie sobie samemu, jest różnica. Nie powinniśmy krytykować ludzi o czystych sercach, którzy szukają Bożej woli i ciągle są na drodze wychodzenia z religii. Nie idąc na kompromis z prawdą musimy nauczyć się rozeznawać, szanować i w miłości udzielać łaski braciom i siostrom, którzy mają czyste serca, lecz musimy również wiedzieć przez Ducha, czego NIE WOLNO tolerować w ekklesia i nie wolno nam się bać konfrontacji z tym, co się promuje na poziomie publicznym czy prywatnym. Jeśli złe ziarno rozpowszechni się należy się tym zająć obszernie. Paweł skonfrontował Piotra przed całym zgromadzeniem, ponieważ właśnie w publiczny sposób Piotr promował fałszerstwo (Gal. 2:12-14). Kiedy jednak brat zgrzeszy przeciwko nam osobiście, mamy załatwić z nim sprawę osobiście (Mat. 18:15)

ŻADNEJ TOLERANCJI

„Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izebel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom” – Jezus.

Izebel, którą osądził Jezus nie była duchem, duch nie otrzymuje czasu na pokutę, jak to uczynił Jezus w Księdze Objawienia. Jezus stawał naprzeciw osoby z ciała i krwi, która sprowadzała Bożych ludzi na manowce. Ta Izebel z „Objawienia” jest przykładem tego, czego nie wolno tolerować w ciele Chrystusa, czyli tych, którzy nauczają innych, aby ich zwieść. Zostałem nauczony z własnego doświadczenia i przez wielki upadek tego, że Bóg NIE toleruje, ani nie pozwoli kościołowi tolerować ich w przyszłości. Niemalże w każdym przypadku błędu czy grzechu, którym należy się sprzeciwić widziałem kilka stałych punktów, choć nie musi to być do nich ograniczone. Te stałe (punkty) odnoszą się albo do legalizmu, albo do zgody na bezprawie. Są to manifestacje owocu poznania dobra (legalizm) i zła (zgoda).

Legalizm: wszelkie wymaganie czy żądanie złożone na człowieku, które nie jest zarządzeniem Ducha Świętego, jest prawem, które zabija. Takie wymaganie, aby podążać za pewnymi szczególnymi regułami, aby być członkiem, dawać dziesięcinę, domagać się poddania itd., to wszystko są prawa nakładane na ludzi, które okradają ich z duchowego życia w Chrystusie. Nie są to Boże wymagania lecz doktryny ludzkie i demonów.

Zgoda na bezbożność to niepowstrzymane sprawianie sobie przyjemności, które manifestuje się tak, jak pisze ap Paweł:

Jasne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary , wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedział, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą„.

Zbliżamy się do zrozumienia tego, dlaczego Bóg jest Miłością i że jest Święty, Święty, Święty. Jego miłość wymaga świętości dla naszego dobra. Duch Życia nie da nam pokoju wobec błędnego nauczania, grzechu i tych, którzy chcą pozyskać innych do tych błędnych zwyczajów i grzechu.

Too zanieczyszcza i niszczy Życie Chrystusa w Jego ludziach. Jeśli pozwoli się na tolerowanie to wszelkie aspekty życia Chrystusa są redukowane do minimum wewnątrz takiej grupy wierzących. Od ciała Chrystusa oczekuje się tego, że nie będzie tolerować ludzi promujących te rzeczy. Kiedy dopuszcza się do tego, że błąd i grzech rozpowszechniają się wtedy poziom duchowej mocy i rozeznania spada do takiego poziomu, że ludzie nie są w stanie rozpoznać, co jest z ciała, a co z Boga. Taka duchowa utrata mocy i duchowej wizji jest ceną, jaką się płaci za tolerowanie fałszywych doktryn bądź niemoralnych praktyk.

POTRZEBUJEMY LUDZI UTRZYMUJĄCYCH STANDARD

W ciele Chrystusa jest potrzeba ludzi utrzymujących standard, którzy nie pójdą na kompromis z prawdą Słowa Bożego, objawionego przez Ducha Świętego. Ciemności i zwiedzenie są ogromne i doprowadziły do kompromisu wielu, którzy wzywają imienia Chrystusa częściej niż o tym wiemy. W tej rozpaczliwej godzinie odzywa się wołanie o mężczyzn i kobiety wiary i odwagi. Nie możemy liczyć na to, że weźmiemy Ziemię Obiecaną, jeśli nie będziemy gotowi na konfrontację z błędem i grzechem pośród nas. Nie możemy mieć nadziei na wejście do niej, jeśli boimy się tego, co ludzie mogą pomyśleć czy powiedzieć i będziemy powstrzymywać swój język, gdy zło szaleje wśród naszych rodzin i społeczności świętych. Gdzie są wojownicy? Gdzie są strażnicy? Modlę się o to, abyś był jednym z nich.

W Jego Miłości

Kriston Couchey

topod.in

Moc i ból prawdziwego proroczego głoszenia

J. Lee Grady

Nigdy prawdziwe Boże przesłanie nie popłynie przez kogoś, kto jest zadowolony i pewny siebie. Jeśli chcesz mówić dla Niego, przygotuj się na śmierć! Właśnie znowu umarłem. Ostatniej niedzieli stanąłem za kazalnicą, spojrzałem na zgromadzenie przeważnie obcych mi ludzi, przełknąłem ślinę i głosiłem przesłanie z Biblii, które Pan położył mi na sercu. Tysiące mężczyzn i kobiet mówi publicznie w ten sposób co tydzień. To jest robota kaznodziejów. Nic wielkiego.

Nie mierzymy wpływu kazania tym ile serc zostało zgładzonych przez przekonanie Ducha Świętego, lecz tym, jak głośno kaznodzieja krzyczał, bądź jak wysoko ludzie skakali, gdy ten powiedział im to, co chcieli usłyszeć.

Lecz pomimo tego, że często przemawiam, odkrywam, że głoszenie ewangelii jest jednym z najtrudniejszych, najbardziej przerażających i bolesnych zadań do jakich w ogóle można przystąpić. Nie jest to zabawne. Czuję się tak jakbym umierał tysiącem śmierci zanim to zrobię i umieram jeszcze kilka razy, gdy już znajduję się w domu i wracam od tego, co się wydarzyło.

Kiedyś, po pewnym bardzo zniechęcającym przeżyciu, gdy słuchacze spoglądali na mnie zimno z założonymi rękoma, zdecydowałem, że głoszenie z pewnością nie jest moim powołaniem. Podzieliłem się tym zmaganiem z pewnym starszym pastorem.  „Czasami czuję się tak zniechęcony po kazaniu. – powiedziałem mojemu przyjacielowi. – Czy zdarza ci się coś takiego?” Byłem pewien, że poradzi mi, abym przestał głosić, ponieważ oczywiste było, że to nie jest mój duchowy dar.  Odpowiedź zszokowała mnie: „Synu, czuję się tak w każdy poniedziałek odkąd jestem na służbie”.

Gdy mówię moim przyjaciołom, że nigdy nie czułem się obdarowany, aby mówić, i że uporczywie sprzeciwiam się powołaniu Bożemu nad moim życiem z powodu braku przekonania, są zaskoczeni. Większość przypuszcza, że ludzie, którzy stają za kazalnicami, chce tam być.

Przemyśl to jeszcze raz!

Moc proroczego głoszenia w rzeczywistości działa przeciwnie do tego, jak wydaje nam się, że powinno. Jeśli mamy cielesne postrzeganie, wierzymy, że Bóg wybiera obdarowanych mówców, którzy ostrzą i kształtują swoje umiejętności, tak jak lekarz, który uczy się operować czy aktor, który uczy się sztuki scenicznej. Lecz prawdziwe kaznodziejstwo nie jest naturalnym ćwiczeniem, jest ono tak naprawdę jednym z najbardziej nadnaturalnych zadań do jakiego ktokolwiek kiedykolwiek może zostać powołany. Wymaga ono niedoskonałego ludzkiego naczynia, aby poddało się wypowiadaniu słów Bożych. Jeśli robimy to według ciała, skutki są żałosne, lecz jeśli całkowicie zaufamy mocy Ducha, prorocze głoszenie uwolni Boga o poruszania się tak, jak On chce.  Jeśli zawiedziemy w tym procesie, zostajemy upokorzeni. Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć głosić?

Nic dziwnego, że w większość przywódców, których spotkamy w Biblii, byli niechętna przemawianiu. Mojżesz wymawiał się jąkaniem, Gedeon usiłował sam się zdyskwalifikować a Jeremiasz narzekał Panu na odpowiedzialność noszenie proroczego ciężaru. Jonasz kupił sobie bilet w jedną stronę w przeciwnym kierunku Morza Śródziemnego, aby nie przekazywać niepopularnego kazania.

Apostoł Paweł, który zanim spotkał Chrystusa, był złotoustym faryzeuszem, został obdarty z całej światowej elokwencji, po czym głosił w całym Rzymskim Imperium. Powiedział do Koryntian: „A mowa moja i zwiastowanie nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, aby wiara wasze nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (1Kor. 2:3-5).

Charyzmatyczny przebudzeniowiec, Arthur Katz, który zmarł trzy lata temu, napisał w 1999 roku książkę o mocy prawdziwego głoszenia pt.: Apostolskie Fundamenty, a tam czytamy: „Jedynie ten, który chce uciec w przeciwną stroną, jak Jonasz, ma kwalifikacje do głoszenia. Natomiast człowiek, który kocha gadać, kocha być widoczny publicznie, cieszy się tym, że jest widziany i słyszany, nie może liczyć na to, że takie słowo zostanie kiedykolwiek wydane z jego ust. Ten, kto wzdycha i jęczy, gdy zostanie wezwany do mówienia, ten, kto nie chce tam być, kto czuje straszliwą niewygodę, kto wie, że nie będzie zrozumiany, ten będzie najprawdopodobniej człowiekiem, z którego ust popłynie prawdziwe głoszenie”.

Z pewnością większość z nas nie postrzega w ten sposób służby kaznodziejskiej we współczesnej Ameryce. Celebrujemy to, co gładkie i wypolerowane. Nie mierzymy wpływu kazania tym ile serc zostało zgładzonych przez przekonanie Ducha Świętego, lecz tym, jak głośno kaznodzieja krzyczał, bądź jak wysoko ludzie skakali, gdy usłyszeli od niego to, co chcieli.

Tego rodzaju cielesne głoszenie może zdobyć uznanie ludzi, pomnożyć współczynniki oglądalności TV, a nawet zbudować mega kościoły, lecz królestwo nie jest budowane na zadowolonej pewności siebie. Potrzebujemy Bożego słowa. Kościół będzie żył o duchowym głodzie, dopóki złamani, oporni, słabi i drżący kaznodzieje nie pozwolą, aby Jego święty ogień wyszedł z ich ust.

Jeśli takie jest twoje zadanie, umrzyj dla swoich strachów, wątpliwości i wymówek, napij się z kielicha cierpienia, które towarzyszy każdemu prawdziwemu powołaniu Bożemu.

– – – – – –

J. Lee Grady jest zastępcą redaktora naczelnego i autorem książki The Holy Spirit Is Not for Sale.

You can find him on Twitter at leegrady.

сайта

Słowa, które wypowiada Bóg

Ron McGatlin

Słuchanie jak Bóg mówi to często bardziej sprawa wyczuwania niż słyszenia. Intymne zwracanie się do Boga w Duchu wymaga wszystkich naszych wewnętrznych zmysłów. Cała nasza istota -duch, dusza i ciało -są pobudzane z wnętrza przez Jego obecność. Bóg jest miłością. Zawsze mówi w miłości, nawet wtedy, gdy jest to silne słowo napomnienia. Komunikacja z Bogiem jest bardzo pobudzająca, jest czymś więcej niż przyjemnością odczuwaną głęboko w bogatej atmosferze życia i radości. Gdy Jego życie przenika nasza istotę, zostajemy otoczeni pokojem, który przerasta zrozumienie i napełnieni życiem. Wiemy, że Bóg nigdy nie zostawia ani nie opuszcza Swoich dzieci, niemniej są takie okresy czy doświadczenia z Jego intymną obecnością, które napełniają nasze życie doniosłością i ogromną radością. Często brak tego to nie kwestia braku Bożej obecności, lecz raczej sprawa bycia samemu gdzieś indziej, bardzo zajętego czasu, a zatem sytuacji, gdy to człowiek nie jest dostępny dla Pana.

To porównanie do kochającego ojca jest zobrazowane w naturze. Dla małego dziecka jedną z najbardziej naturalnych rzeczy jest to, że cieszy się i jest pobudzone, gdy tato wraca do domu, obecność taty zmienia całą domową atmosferę. Taki dzieciak chce przygarnąć tatę i opowiedzieć mu wszystkie ekscytujące nowiny. Gdy tata patrzy w oczy swego dziecka i mówi do niego to jego słowa mają większe znaczenie niż wszelkie inne głosy. Słowa naturalnego ojca mają dla dziecka potężną moc i ogromny wpływ na kształtowanie jego życia. Jak ziarna zasiane w ziemi dziecięcego serca, słowa ojca mogą rosnąć, aż do czasu owocowania w życiu dziecka, kształtując zakres i strukturę przyszłego życia. Jak dzieje się w naturze tak jest i w duchowej sferze.

Słowa naszego niebiańskiego Ojca mają najpotężniejszą moc. Te wypowiedziane przez Boga słowa stworzyły wszystko, co istnieje. On wypowiedział słowo powołując życie i porządek ziemi, a co powiedział wykonało się. Ziemia była pustkowiem bez kształtu i tkwiła w ciemności a Bóg powiedział: „Niech stanie się światłość” i stało się światło. Ojciec Bóg powołał wypowiedzianym słowem do istnienia wszelkie żywe stworzenie i ziemski porządek; z wyjątkiem tego, gdy powołał do istnienia człowieka. Z prochu ziemi Bóg ukształtował człowieka Swymi rękoma na Swój własny obraz i podobieństwo. Bóg dał mu szczególnie miejsce panowania i rządzenia wraz z Nim na ziemi i zgodnie z Jego planem.

Wypowiedziane Boże słowo jest źródłem stworzenia, wszelki porządek i wszystkie ziemskie systemy pojawiły się przez moc wypowiedzianych przez Boga Słów. Całe stworzenie jest ukształtowane przez Jego słowa i poddane Jego słowom.

Niemniej to ludzkie istoty mają potencjał intymnego zwracania się do Boga i wyraźnego słyszenia Jego wypowiadanych słów i wypowiadania ich z powrotem do tego świata w Jego autorytecie i w ten sposób dokonywania zmian ku Bożemu porządkowi w tym świecie.

Wyłamanie się z Bożego porządku dotknęło ludzkość, gdy po raz pierwszy Adam zdecydował się na bunt przeciwko Bogu. Z tą chwilą wkroczył na świat nieporządek, ponieważ człowiek odłączył się od intymnej relacji codziennego słuchania i posłuszeństwa wypowiadanym słowom Boga.

Czy ten pokojowy i doskonały porządek Boży powróci w pełni na Planetę Ziemię?

Miejcie do mnie cierpliwość, proszę, gdy sam szukam z całego serca, aby właściwie odnosić się do miłości i prawdy, które Bóg mówi do wszystkich, którzy mają uszy do słuchania.

Zanim pójdziemy dalej musimy wiedzieć czego TO NIE MÓWI. NIE mówi, że nie ma nieba i nie ma nadziei na zbawienie, gdy umrzemy. Nie mówi, że Chrystus Jezus nie powróci cieleśnie w przyszłości. Jestem wdzięczny za tą wielką nadzieję, która utrzymuje przeważnie bezsilny kościół przez tyle stuleci. W naszych rozpaczliwych życiowych zmaganiach wśród ograniczeń naszych religijnych umysłów z przeszłości, które przekazały nam przez patriarchalnych teologów naszej religijnej wiary swoje myśli, dwie wielkie nadziej na przyszłość dawały nam nadzieję, aby utrzymać się na drodze.

Jedna wspaniała nadzieja była dla nas, a druga dla świata.

Tą osobistą nadzieją było to, że, gdy umrzemy i pójdziemy do nieba, będziemy z Jezusem i będziemy doświadczać doskonałego porządku Bożego. Nie było wielkiej nadziei, o ile w ogóle była, na ten pełny porządek Boży tutaj w tym życiu.

Naszą wielką nadzieją dla tego świata było to, że pewnego dnia Jezus powróci na Ziemię w ciele i przywróci we wszystkim Boży porządek. Nie było wielkiej nadziei, o ile w ogóle była, dla tego świata, aby funkcjonował zgodnie z Bożym zamiarem, przed powrotem Jezusa w ciele.

Szczerze dziękujemy Bogu za ten utrwalający efekt owych nadziei, dzięki czemu nasi przodkowie i niektórzy starsi z nas przetrwaliśmy fortele niepewnego nieporządku życiowego na tym świecie. Dziękujemy również Bogu za to, że ograniczenia tych nadziei, które powstrzymywały praktyczną rzeczywistość Bożego królestwa u drzwi w przeszłości zostały dla wielu usunięte w tym okresie.

Dobrą nowiną jest to, że Bóg udziela jeszcze większej nadziei, gdy odnosimy się w intymny sposób do Chrystusa Jezusa i Ojca w Nim przez Ducha Świętego. Przez to intymne duchowe połączenie w relacji z Chrystusem Jezusem i Ojcem wyraźny głos Boży ponownie zaczyna być słyszalny wśród ludu Bożego na ziemi, przez tych, w których zamieszkuje Chrystus Jezus.

Lawina objawiania wspaniałej prawdy to życie płynące z nieba nad górami Bożym na ziemi.

Objawienie nie jest rzeczą nową, jest to odkrywanie tego, co już tam było od dawna. Zostają nam dane oczy, które widzą i uszy, które słyszą, klapki spadają, a to czego nie dostrzegaliśmy wcześniej jest objawiane. Spisane słowo jest niezmienne, lecz jest ono żywe, gdy Duch Święty objawia coraz więcej z tego samego słowa, które czytaliśmy już wcześniej wielokrotnie.

Świeże objawienie nie jest wynikiem pogoni za nowym objawieniem ani nie przychodzi wskutek wykonywania jakichś religijnych czynności, czy nawet samego czytania i studiowania Biblii, bez trwania w Nim i Jego w nas przez Ducha. Objawienie bierze się z tak bliskiego przebywania z Bogiem, że jesteśmy przez Jego obecność jeszcze bardziej oczyszczani z naszej egoistycznej natury i naszych religijnych wierzeń. To oczyszcza ziemię naszych serc na przyjęcie większej ilości słowa królestwa (Mt. 13:19-23).

Życie, które będzie miało największe znaczenie, które możemy przeżyć na tym świecie to takie, w którym słyszymy i jesteśmy posłuszni słowom wypowiadanym przez Boga do naszej wewnętrznej istoty przez Ducha Bożego. Moc miłości, mądrości i mocy Bożej będzie mówić nam o głębokich, tajemnicach życia, które jest ukryte przed wzrokiem naturalnego człowieka i jego myślami.

Jest to bardzo satysfakcjonujące życie, całkowicie wolne od frustracji spowodowanych niezaspokojonymi potrzebami, ponieważ Jezus zaspakaja wszelkie nasze pragnienia. Bóg obiecuje spełnić pragnienia naszych serc, jeśli mieszkamy w Nim (Jn 15:7). Mówiąc prosto, w Nim mamy wszystko czegokolwiek chcemy, potrzebujemy i w Nim możemy zrobić wszystko, cokolwiek powie nam (Ps. 37:4). Gdy Pan mówi, w słowach, które wypowiada, jest uprawomocnienie do wykonania tego, cokolwiek mówi. Nasze serca pragną wtedy wyłącznie tego, czego On pragnie, nasza wola jednoczy się z Jego wolą, nie chcemy ani nie potrzebujemy nic innego niż to czego On pragnie i czego On udziela (Ps. 37:25-26).

Czy żyjemy czy umieramy Pańscy jesteśmy i On jest w nas, aby dać pragnienie i wykonanie ku Jego upodobaniu (Rzm. 14:8, Flp. 2:13). Jego wypowiedziane słowa, Jego obecność w nas przeprowadzi nas przez najtrudniejsze czasy jak i czasy największego powodzenia (Flp. 4:11-13). Bez względu na to czy mamy mało, czy dużo, jesteśmy całkowicie zadowoleni w Jego obecności. Diabeł i wszelkie złe siły tego świata są bezsilne wobec nas znajdujących się w Jego obecności (1Jn. 4:4).

Ps. 91:7-9: „Chociaż padnie u boku twego tysiąc,A dziesięć tysięcy po prawicy twojej, Ciebie to jednak nie dotknie. Owszem, na własne oczy ujrzysz I będziesz oglądał odpłatę na bezbożnych. Dlatego, że Pan jest ucieczką twoją, Sam Najwyższy, miejsce twojego zamieszkania” (wg wersji ang. – przyp.tłum.)

Dążcie do miłości, ona nigdy nie zawodzi, a królestwu Jego nie ma końca.

Ron McGatlin

basileia @ earthlink.nettopod

Zmiany w kościele: od komputera głównego do sieci komputerów

Terry Somerville

Co najmniej przez ostatnie dziesięciolecie odbywa się wielka przemiana sposobu w jaki 'prowadzimy kościół’. Wydaje się, że, podobnie jak w przypadku zmian kulturalnych, Bóg prowadzi swoich ludzi do budowania nowych bukłaków, jeśli tylko chcą za tym iść. Kościół, który nie posiada nowych bukłaków szybko traci swoje wino! Współczesne pokolenia bardzo cenią sobie wzajemne relacje i osobiste wspieranie się. Święci szukają służb, które Bóg ma dla nich a scentralizowane struktury lokalnego kościoła nie służą temu dobrze. Bóg ma dla każdego wierzącego służbę i przekazuje służbę w ręce każdego wierzącego.

Dobry sposobem na zrozumienie tego, co się dzieje, jest myślenie o przechodzeniu z „Komputera Głównego” do „Sieci Komputerów”. Pamiętam, jak zobaczyłem taki główny komputer na University of Western Ontario, gdy miałem 10 lat. Zajmował pomieszczenie wielkości domu. Był ogromny, drogi, klimatyzowany, wyspecjalizowany, skomplikowany i w porównaniu do dzisiejszych PCtów bardzo wolny. Obsługiwać go mogli wyłącznie fachowcy, a komputer był w stanie obsługiwać tylko kilka programów równocześnie i pracował tylko w kontrolowanej atmosferze otoczenia. Brzmi znajomo? Bill Gates był radykalnym myślicielem, który zaczął rewolucję Komputerów Osobistych (PC), przekazując komputer każdemu. Dziś widzimy pewną rewolucję w dziedzinie kościelnych bukłaków całkiem podobną do rewolucji PC.

MODEL KOŚCIOŁA TYPU KOMPUTER GŁÓWNY

Tradycyjna forma kościoła jest podobna do komputera głównego.

Funkcje: wielki, drogi, obsługiwany przez niewielu ekspertów, skupiający się na kilku zadaniach, działający w jednym miejscu w bardzo kontrolowanym środowisku.

Zaangażowanie: kilku użytkowników (członków) może mieć końcowe terminale (służby), jeśli są dostępne. Jednostki mogą podejmować tylko ten program, który został wybrany przez ekspertów, pod ich nadzorem i po odpowiednim szkoleniu. Zastosowanie i programy mają tendencję do specjalizacji i nie pasują do realnego świata. Zostać programistą komputera głównego staje się najwyższą wizją zaangażowania.

Koncentracja: cała uwaga jest kupiona na komputerze głównym (kościelnej organizacji). Istnieje on poza czterema ścianami i jeśli rozrasta się, zostanie dodanych więcej terminali, lecz nigdy nie będzie ich na tyle, aby wystarczyło dla każdego. Sposób działania i podejmowane programy zwykle są wyspecjalizowane i nie pasują do rzeczywistego świata. Największą wizją zaangażowania to być programistą komputera głównego.

MODEL KOŚCIOŁA TYPU SIECI KOMPUTEROWEJ

Pojawiający się kościół jest podobny do sieci PCetów.

Funkcje: małe, wygodne służby obsługiwane przez każdego, elastyczne, mobilne i działające w każdym środowisku. Służba wykonywana jest w ramach relacyjnie połączonych chrześcijan, a nie pojedynczej organizacji.

Zaangażowanie: każdy jest w pełni funkcjonującym komputerem (służbą), z oprogramowaniem, które pasuje do indywidualnej sytuacji (namaszczenie Ducha Świętego). Wolność, a nie kontrola, jest normą! Każdy jest połączony z wieloma innym innymi w sieci relacji, której 'elementy’ pomagają sobie nawzajem.

Koncentracja: komputer główny jest tu obecny nadal, lecz nie jako jednostka kontrolna.

Uwaga skupiona jest na aplikacji obsługiwanej przez każdą jednostkę, a nie przez centralny komputer. Każdy komputer (służba) jest ma duże znaczenie i wpływa na obszar zajmowany przez każdą osobę (w świecie) i w sieci (Ciele Chrystusa).

KOŚCIÓŁ O NOWYCH BUKŁAKACH

Pojawiający się „Kościół Sieciowy” (niektórzy nazywają to Kościołem Dnia Trzeciego) nie opiera się na organizacji, lecz na zorganizowanych połączeniach. Każdy „PCet” to może być osoba, kościół domowy, wędrownik, usługujący na rynkach, prowadzący własną firmę, tradycyjny kościół. Jest to sieć, na którą składa się każdy wierzący lub grupa wierzących chodzących zgodnie z powołaniem Jezusa. Takie ciało w aktywny sposób łączy się ze sobą ponieważ takie jest życie! Jest tutaj relacja, wsparcie, zespoły służby, przywódcy jak i większe zgromadzenia uwielbienia.

W ciągu kilku następnych lat oblicze kościoła zmieni się dramatycznie. O ile ta ilustracja nie oddaje całkowitych zmian, jakie zachodzą, to mam nadzieję, że będzie pomocna.

Wiele błogosławieństw

Terry Somerville

оптимизация seo