Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Zderzenie królestw – nieodwołalna zmiana

Logo_VanCronkhite

Część pierwsza

Nasze życie kończy się w dniu, gdy przestajemy mówić o ważnych sprawach; Martin Luther King, Jr.

Oto jestem tutaj!  ; Martin Luther

Był taki czas, gdy Marcin Luter i Martin Luther King Jr byli szaraczkami, którzy pewnego dnia powiedzieli: „Basta! Wystarczy!” Szaraczkami, którzy zrobili tylko tyle, że zajęli stanowisko, ponieważ zobaczyli coś, co nie było w porządku. Publicznie zaczęli wygłaszać to, o czym wielu wiedziało, lecz bało się mówić. Mieli poczucie tego, że Bóg był blisko i był z nimi. Poznali niesprawiedliwość i więzy, w których znaleźli się ludzie, których kochali, a stawką była reputacja ukochanego Boga. Zrobili jedyne, co mogli zrobić: stanęli przeciwko rządzącym królestwom swego świata.

Obaj rozumieli to, że tu nie chodzi o ludzi, ciało i krew, lecz, że coś dzieje się wtedy, gdy kontrolujące w ich czasach systemy starają się zapędzić ludzi do niszczącego życie status quo. Historia potwierdza fakt, że gdy tylko ludzie zajmują stanowisko systemu podnoszą swoje szpetne głowy. Zmiana staje się katalizatorem niebezpiecznej, zmieniającej życie konfrontacji, zmiana dokonuje się na stałe i nie bierze jeńców.

Luter i King i ci, którzy stanęli po ich stronie nie byli głupimi ludźmi. Zważyli koszty i zdecydowali, że nie będą dalej żyć w milczeniu. Zobaczyli coś, i z tego względu zajęli stanowisko. Zobaczyli ludzi, biednych materialnie i ubogich w duchu, w więzach, i wytrwali najciemniejsze godziny sprzeciwu wobec nich powszechnej opinii, która w obu przypadkach była napędzana przez doktryny ustanowione przez Kościół.

Obaj, Luter i King, kochali Kościół, lecz kochali Ojca ludzi kościoła jeszcze bardziej, nie mogli więc dłużej milczeć. Kochali na tyle mocno, aby powiedzieć o tym, co było złe. Musieli sprzeciwić się systemom, które obiecywały wolność, po czym zniewalały. Musieli pokazać ratunek. Najpierw ratunek duchowy i rozwiązania mówiące: „jak więc teraz mamy żyć?” Potępili to, co robiono ludziom w imieniu Jezusa, w Imieniu Boga Ojca, jako zło!

Milcząca mniejszość

Niewątpliwie usłyszeli drwiny w stylu: „A co ty sobie myślisz? Kim jesteś? Jaką szczególna łaskę masz? Skąd wiesz, że masz rację?” zarówno od rówieśników, przyjaciół jak i przeciwnych frakcji. I nie chodziło o to, że wszystko jest źle. Wystarczyła tylko próba korekty fundamentalnego systemu wierzeń w miejsce tego, co wyglądało dobrze, lecz niosło ludziom śmierć. Religijne systemu, komercja i polityka zeszły się razem, aby zdyskredytować ich i zakneblować.

Marcin Luther i Martin Luther King, Jr. zwyciężyli, ponieważ ta sprawa była ważna. Idąc przeciwko dominującym wartościom, opiniom i wierzeniom ówczesnego kościoła, zaryzykowali wszystko. Zobaczyli coś straszliwie złego, zobaczyli systemy, w których jedni ludzie twardą ręką rządzili wolnością innych i tak nią zarządzały, aby było to dobre dla tych systemów dobrze. Zobaczyli biednych i ubogich w duchu, którzy byli systematycznie więzieni w systemach; zbyt wielu ludzi tkwiących w niewolnictwie.

Tak więc, Luther, jeden mały wierzący słowu, rozpoczął reformację. Jedną akcją, kawałkiem papieru wyliczającym błędy kościoła przybitym na drzwiach, ogłosił, że nadszedł czas. Pytano go czy nie mógłby się skupić na tym co dobre w Kościele i zapomnieć o złu. Odpowiedział młotkiem, gwoździem i wyliczeniem 95 rzeczy, które straszliwie źle zostały przez establishment kościoła poprowadzone. To uruchomiło kolejny ruch, Reformację, a raczej była to rewolucja.

Kosztowała dużo, bardzo dużo. Zawsze wielkimi kosztami obarczone było ruszanie jako pierwszy ze zmianami; powiedzieć, że coś złego jest w tym, co sam wszystkim dawałeś. Księga mówi, że nikt nie chce nowego, wierząc, że stare jest lepsze. Łatwo to zobaczyć 500 lat później, lecz wtedy nieliczni chcieli prowadzić tą walkę.

Dziś, dla mnie i wielu innych liczy się to, aby życiowi nieudacznicy, pozbawieni praw i zhańbieni usłyszeli o Królestwie Bożym i o wszystkim, co ono oferuje. Już dłużej nie wystarczy obiecywać ludziom nieba dzięki jednej modlitwie (grzesznika – przyp.tłum.) i piekło bez niej. Nie wystarczy już więcej opierać całego chrześcijaństwa na kodzie postępowania moralnego, bez nadziei, gdy ktoś upadnie.

Liczy się to, że ktoś może zostać uwolniony od więzów podobania się ludziom, wiarą, że podoba się Bogu. Liczy się to, że mamy tak niewiele respektu dla kochającego Boga, który posłał Syna, aby czynił wyłącznie wolę Ojca i reprezentował Jego królestwo.

Liczy się to, że biedota i ubodzy w duchu, a szczególni ci, którzy wydają się wyrzutkami systemów, wiedzą, że są bardzo głęboko kochani przez Boga, lecz uczy się ich, że są nienawidzeni z powodu swoich upadków czy wiary, która jest sprzeczna z przyjętymi normami religii.

Ważne jest to, że samotni znajdują Króla, znajdują Jego Królestwo i osobiście, doświadczalnie przyjmują Jego obietnice, wieczne Ziarno; są przemieniani tak głęboko, że całe sąsiedztwo, gdy ludzie widzą miłość wychodzącą z każdego pora ich ciała, chce wiedzieć, co się stało.

Ważne jest, aby to co nadnaturalne, zostało odnowione w ciele wierzących, abyśmy porzucili wreszcie bezsensowne przedstawianie Boga, który nagle odbiera całą nadnaturalną rzeczywistość. Ważne jest to, że twoja młodzież, aby oglądać nadnaturalność w działaniu, musi oglądać Hollywood, zamiast oglądać to w Kościele, prawnym spadkobiercy nadnaturalności, relacyjnego Ojca i Syna.

Ważne jest, abyśmy dali Duchowi Świętemu zgodę na nadnaturalne działanie w naszym życiu i pośród nas; abyśmy oddali całkowicie kontrolę w ręce Boga, aby był Bogiem, Jezusowi, aby był Jezusem i Duchowi Świętemu, aby był Duchem Świętym.

Liczy się to, że chrześcijaństwo znalazło się w otoczce politycznej partii konserwatywnych bezgrzesznych i ważne jest to, dlaczego ci, którzy nie poddają się politycznym agendom są uważani za antychrystów; i dlaczego jednym machnięciem ręki pozbywamy się ludzi, z którymi się nie zgadzamy, a z nieudacznikami się nie zadaje.

Liczy się to, że jakoś tak się stało, że doktryny są ważniejsze od relacji; liczy się to, że biblijne historie o niezmiernej, bezwarunkowej miłości Bożej do nieudaczników są zamieniane na potępienie ludzi, którym miały właśnie dać życie.

Ważne jest to, że Król ukochał, przebaczył i nadal przebacza na Swej dążąc do ustanowienia Królestwa zbudowanego na miłości, do którego wchodzi się z wiary przez łaskę; i że wiara wyraża się przez miłość, a nie przez jakiegoś gniewnego Boga.

Ważne jest to, że nasze życie zaczyna się kończyć wtedy, gdy milczymy, ponieważ boimy się człowieka i jego zawstydzających słów, bardziej niż Stwórcy tego człowieka.

Liczy się to, aby każdy z nas mógł szczerze, bez zawstydzenia opowiadać swoje historie i przejść swoją osobistą podróż szukając domu, szukając Królestwa i szukając Boga.

Po prostu to jest ważne!

David VanCronkhite

раскрутка

Zdrowa winorośl

Duddley Hall

15 marca 2010

Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam. Przez to uwielbiony będzie Ojciec mój, jeśli obfity owoc wydacie i staniecie się moimi uczniami” (Jn 15:7-8).

Wydaje się to zbyt proste. Z pewnością jest w tym coś więcej niż trwanie i proszenie. Mamy zwyczaj komplikować Boże drogi znacznie niż Bóg. Czy może to być takie proste jak sugeruje Jezus?

Bóg Ojciec zadał sobie bardzo wiele trudu, aby dać nam taką możliwość, o jakiej mówił Jezus. Ludzkość oddzielona od Boga nie ma żadnego sposobu na intymne zbliżenie się do Ojca. Byliśmy „w Adamie” i Adam został wypędzony z Ogrodu i żył patrząc z perspektywy człowieka chowającego się za krzakiem. Jezus, ostatni Adam, umożliwił nam zjednoczenie z Ojcem tak, jak On był jedno z Nim, gdy był na ziemi. Nic nie jest w bardziej stanie zbliżyć nas do Boga. Jesteśmy w Nim! Co więc możemy zrobić w dodatku do trwania?

Bóg dokonał rozmieszczenia, my trwamy żyjąc w zgodzie z tym. Gdy decydujemy się uwierzyć w to, co On dla nas zrobił, bierzmy udział w korzyściach płynących z tej relacji. Nie zawsze czujemy czy odbieramy to, że jesteśmy pojednani z Ojcem, lecz nasza wrażliwość zmysłowa nie ma ostatniego zdania. Gdy żyjemy zgodnie z tym, co On mówi, doświadczamy tego, co mówi.

Czy nie masz takiego wrażenia, że Bóg Ojciec wyczekuje tego, aby odpowiedzieć na nasze modlitwy? Wydaje się, że często mamy tyle wątpliwości czy On w ogóle jest tym zainteresowany. To właśnie odpowiedzi na modlitwy wyróżniają nas jako uczniów Jezusa. Tak naprawdę, to On nas prowadzi do okoliczności jakichś niedostatków, po to, aby zaspokoić nasze potrzeby.

Jeśli masz dziś uzasadnioną potrzebę, jest to Boże zaproszenie do modlitwy. Gdy modlisz się, pamiętaj, że jesteś rozszerzeniem Jego woli na tej ziemi. Ty reprezentujesz go, a on nie waha się, aby cię umocnić i zaspokoić wszelkie twoje potrzeby konieczne do wypełnienia zadania.

Spróbuj. Trwaj i proś. Nie ma lepszego życia, niż życie jako jego dziecko na ziemi.

deeo

Zderzenie królestw – Wstrząśnięty Jego miłością

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite

Zmiany są nieuniknione, szczególnie wtedy, gdy zderzają się królestwa. Królestwa ludzkie są poddawane straszliwemu wstrząsaniu, a powód jest jeden: Ojciec Królestwa Bożego jest kocha Swój lud.  Te potrząsanie odbywa się dlatego, że nas kocha, a nie dlatego, że jest na nas zły. Księga mówi, że powoli rozpala się gniew Jego. Nie można Go zaskoczyć odrzuceniem i chęcią powrotu do niewoli, jak Izraelici, których pociągał smak i zapach czosnku i cebuli.

Zmiana jest konieczna, ponieważ, gdzieś po drodze my sami, podobnie jak Izraelici, przestaliśmy szukać Boga i ufać Mu. Straciliśmy Ojca, a tracąc Go zrzekliśmy się najcenniejszego daru, który przyszedł zapowiedzieć Jezus: „Przyszedłem głosić Królestwo, dlatego muszę chodzić od miasta do miasta”. On chciał uwolnić zniewolonych służeniu religijnym, ekonomicznym i politycznym systemom ludzkim, które okradają Go z naszych serc.  Bóg kocha na tyle, żeby zabrać mnie „na morze” na kilka lat, abym stracił swoją tożsamość, która ukrywała się w służbie, kościele, działalności, aby wykazać się przed Bogiem i człowiekiem. Kochał bardzo króla Nabukadnezara, tak bardzo, że zamienił go w zwierzę na siedem lat, na wyrzutka największego królestwa w historii, które sam stworzył i którym rządził. Ten wstrząs naprawdę należy do najbardziej dramatycznych, jakie zostały zapisane.

Nabukadnezar był świadkiem wspaniałej służby Daniela i wiedział, że widział Boga, który rządzi kosmosem:

Nebukadnesar, król, do wszystkich ludów, plemion i języków, które mieszkają na całej ziemi: Pokój wam! Postanowiłem oznajmić o znakach i cudach, których na mnie dokonał Bóg Najwyższy: Jakże wielkie są jego znaki, jakże potężne jego cuda! Jego królestwo jest królestwem wiecznym, a jego władza z pokolenia w pokolenie” Daniel 3:31-33.

Król ogłosił to pod wpływem siły chwili, w której obawiał się o swoje życie i zdumiał nad Bogiem, który zarówno daje sny i wizje, jak i ich wyjaśnienie, całkowicie wierzył w to, co powiedział. Wiedział dobrze, że ten Bóg jest znacznie potężniejszy od niego samego i że mógł czynić cuda i znaki, o których król mógł tylko śnić. Zrozumiał, że Królestwo Boże jest wieczne, że trwa z pokolenia w pokolenie, podczas gdy jego mogło się rozpaść wraz z jego śmiercią.  Problem polegał na tym, że Nebukadnezar nie znał Boga. On znał Boga Daniela, który jeszcze nie stał się Bogiem Nebukadnezara. Bóg umiał przejrzeć całą gadaninę króla, a inni nie. Bóg potrafił wejrzeć w serce i wiedział o tym, co tam widoczne. Król zbyt mocno pokładał zaufanie w moc i władzę swego własnego królestwa. Jakkolwiek wielki i potężne było, nie sięgało do pięt Królestwa Bożego.

Zbyt spoufaleni z Bogiem, którego nie znamy

Człowiek numer jeden na ziemi głośno twierdził, że zna Boga, a Bóg wiedział, że on kłamie. Jest to nieco podobne do tego, co Bobby Conner ogłosił kilka lat temu tłumowi zebranemu na wielkim zgromadzeniu: „Wy wszyscy za bardzo jesteście spoufaleni z Bogiem, którego nawet nie znacie”.

Lata później odkryłem to, że Bobby mówił do mnie, o mnie. Podobnie jak Nabukadnezar, ja sam używałem tego całego właściwego słownictwa i poznania o Bogu. Znaki i cuda miały miejsce, jak powiedział Jezus: ślepi odzyskiwali wzrok, głusi słuch, chorzy byli uzdrawiani, a dobra nowina (tak, jak ją rozumiałem) była głoszona ubogim. Ale w tym wszystkim nie miałem relacji z Bogiem, którego głosiłem.

Biorąc pod uwagę teologię, powinienem był znać Boga, ponieważ pomodliłem się „modlitwą grzesznika” gdzieś w latach 70tych, lecz dla mnie, i wielu innych, ta teologia stała się więzieniem. Nie zgadzała się z naszym doświadczeniem, choć twierdziliśmy że się zgadza, aby nie unikali nas przyjaciele, rodzina i zgromadzenie, zawstydzeni przez nasze własne religijne systemy za to, że nie wierzymy, we wszystko, w co oni wierzą. Nagle ten wykrzywiony religijno/polityczny zakręt stał się gruntem, na którym przestaliśmy jedni od drugich przyjmować zaproszenia do przyjaźni, przestaliśmy się przyjaźnić z tymi, których Bóg umieścił w naszym sąsiedztwie, abyśmy ich kochali.

Wielu z nas jest tak zamroczonych i bezpiecznych w swych współczesnych religijnych teologiach, że wygląda na to, że potrzeba łamania serca razy czy dwa, abyśmy w końcu odkryli kim jesteśmy przed Bogiem. Jego nie interesuje to, co człowiek myśli czy mówi, On jest zainteresowany tym, jaki jest stan naszych serc wobec Niego.

Nie ma miłości – nie ma respektu

Przeżywając swoje 'doświadczenie Nebukadnezara’ odkryłem to, jak bardzo mało bojaźni Bożej/respektu miałem, ponieważ nie miałem pojęcia o tym, jak bardzo mnie kocha. Och, bałem się Go i bałem się odebrać swój sąd za najmniejszy grzech i pomyłkę, lecz dla Niego przede wszystkim liczyła się moja relacja i tożsamość w Nim.

Moje domysły na temat Boga i brak zrozumienia Jego królestwa sięgały tak głęboko, że musiałem zaczynać grzebania w mojej teologii. Zastąpiłem respekt dla Boga i tajemnicę totalnie nadnaturalnego i relacyjnego Królestwa, jakimś dobry, choć nietrwałym, materiałem. Ewangelizacja, znaki i cuda, wzrost kościoła; proroctwa i uczniostwo; budowanie duchowej rodzin i takie tam. To wszystko dobre lecz spoczywające na wątpliwym fundamencie, który już trząsł się.

Gdy raz rozpoznałem Bożą miłość i dobroć dla mnie, w swoich własnych relacjach z innymi odkryłem tych, którzy potrafili dostrzec Boga we mnie wtedy, gdy ja nie mogłem. Kochali mnie pomimo niezgody w różnych sprawach i moich błędnych dróg, a Pan używał wszystkich do wypełnienia swego zadania. To czego chciał Bóg, to przyprowadzić mnie do domu, do miejsce wzrastającej relacji na fundamencie miłości nie tylko z wszechpotężnym Bogiem i Stworzycielem, lecz z moim Ojcem, Kochankiem mojej duszy.

Dni mojego pobytu na morzu kończyły się, a ja nie wiedziałem o tym. Skończyły się tak nagle i tajemniczo, jak zaczęły. W czasie tych samotnych lat, uświadomiłem sobie to samo, co dotarło do Nabukadnezara. PO siedmiu latach włóczenia się po pustyni jak zwierzę, na pastwiskach ziemi, którą kiedyś rządził, doszedł do wniosku:

jego władza jest władzą wieczną, a jego królestwo z pokolenia w pokolenie. A wszyscy mieszkańcy ziemi uważani są za nic, według swojej woli postępuje z wojskiem niebieskim i z mieszkańcami ziemi. Nie ma takiego, kto by powstrzymał jego rękę i powiedział mu: Co czynisz? …Teraz ja, Nebukadnesar, chwalę, wywyższam i wysławiam Króla Niebios, gdyż wszystkie jego dzieła są prawdą i jego ścieżki są sprawiedliwością. Tych zaś, którzy pysznie postępują, może poniżyć” (Daniel 4: 31,32,34).

Pierwszy krok ku wyjściu na wolność z morza to pierwszy krok ku naszej następnej podróży, ale czyż nie o to chodzi w życiu z naszym Bogiem? O podejmowanie kolejnych kroków wiary i spotykanie się z nieznanym? Jakże zdumiewająca jest podróż, do której nas powołał: obserwować Boga, jak objawia Siebie Samego jako Boga miłości i powierza nam Swoje Królestwo miłości na ziemi.

David VanCronkhite

продвижение сайта в интернете

Zderzenie królestw – nieoczekiwany bohater

Logo_VanCronkhite

Zderzenie królestw – królestwa i nieoczekiwani bohaterzy.

David VanCronkhite

„Dawid, nie będziesz wyśmiany; wychodzisz w morze”. Spiąłem się. Jeśli Bóg to robił i On powiedział, że to robi, wiedziałam, że tego potrzebuję. Lecz w ten sposób zaprosiłem nieuniknioną zmianę w jedynym myśleniu jakie znałem – jako kara Boża. Z pewnością zrobiłem coś, co nie podobało się Jemu i teraz miałem zapłacić za to. Musiałem złamać któreś z Jego przykazań a nawet nie wiedziałem które. W sercu byłem uległy, lecz w arogancki sposób, tam gdzię w głębi, mamrotałem: no, Boże, to teraz czas na Twój najlepszy najlepszy numer. I zrobił to. Nie miałem najmniejszego pojęcia o tym, jak głębokie złamanie było przede mną, ani o tym, jakich wydarzeń Pan użyje, aby doprowadzić mnie do miejsca przyszłego przeznaczenia.

Początkowo miesiące, zamieniły się w lata, a to morze rozdzielało coraz bardziej moje relacje, aktywność życiową, a co najbardziej wyraźnie, służbę jaką do tej pory znałem. Nie mogłem już zrozumieć co się dzieje i dlaczego. Wydawało mi się kiedyś, że znałem Boga Ojca, ponieważ pomodliłem się modlitwą, głosiłem, że Królestwo Boże jest blisko, widziałem prawdziwe znaki i cuda, byłem zaangażowany w pewną formę pamiętania o ubogich, walczyłem z grzechem. Musiałem zapytać Boga: „Jak zły byłem?”

Odpowiedź zbliżała się powoli. Pan wchodził głęboko. Trzeba było więcej lat niż mogłem się tego spodziewać, aby zrozumieć, że „wychodzisz w morze” nie dotyczyło złamanych przykazań. Uczyłem się o Bogu i Ojcu, który kocha mnie tak bardzo, aby umieścić mnie w bezpiecznym dla zmiany środowisku i moich domysłów na temat Jego samego i Jego Królestwa.

Nebukadnezar – nieprawdopodobny bohater.

To dziwne, jak okazuje się, że nieprawdopodobny bohater pomaga ci przejść przez problemy, gdy lekarz mówi: „Masz kliniczną depresję”, Duch mówi: „Przepełniony jesteś strachem przed ludźmi”, a Bóg ogłasza: „Teraz będę uczył się o miłości i wierze”. W najciemniejszych chwilach podróży poznałem człowieka, o którym bardzo niewiele wiedziałem. Był jednym z największych królów wszystkich czasów, rządzącym jednym z największych królestw świata wszystkich czasów. Miał na imię Nebukadnezar, a jego królestwem był Babilon.

Chwila, Nabukadnezar? Bohaterem? Kiedyś znałem Nebukadnezara tylko jako butralnego mężczyznę, który został słusznie skazany za to, że oddał calego siebie „Babylonian Dream” i doprowadził do tego, że cały świat czcił ponad wszystko jego i jego królestwo. To był zły człowiek. Nie chcielibyśmy widzieć jak Bóg okazuje miłosierdzie i łaskę takiemu typowi; zasługiwał na karę, a nie zmianę, a z pewnością nie na odnowienie.

Bóg patrzył jednak inaczej. On zawsze widzie człowieka w innym świetle niż widzi człowieka człowiek i osądza inaczej niż nasze systemy. Najlepiej świadczy o tym panteon chwały z 11 rozdziału Listu do Hebrajczyków. Zamiast surowego osądu, Bóg zdecydował, że objawi Siebie królowi przez żydowskiego jeńca, Daniela, i jego przyjaciół.

Nebukadnezar był pod wrażeniem znaków i cudów. Nazwał nawet Boga Daniela, Bogiem bogów, i Królem królów. Niewątpliwie król miał już jakieś doświadczenie z Bogiem. Jego słowa zmieniły się, Jego wyznanie o Bogu, który jest ponad wszystkimi bogami zmieniło się, lecz jego serce nigdy nie drgnęło. Znał tego Boga przez innych, lecz sam nigdy Go nie spotkał, nigdy nie poznał jako relacyjnego, miłującego Boga, nie podobnego do żadnego z bóstw, którym kiedykolwiek służył. Jak się w końcu okazało, nie potrafił uznać większego, nadnaturalnego Królestwa nad tym, które stworzył własnymi rękoma.

Myślę, że wiemy o tym wszyscy, że uznanie Boga, nawet będąc poprawnym doktrynalnie i moralnie silnym, nie oznacza zmiany serca w środku człowieka. Możemy grać w ten sposób i nadal być równie podli wobec innych, jakbyśmy nigdy nie znali Boga.

Bóg dobrze wie, jak zdobyć naszą uwagę na najgłębszym nawet poziomie serca. W końcu to jest właśnie to, czego On pragnie – ludzkiego serca według Jego serca. Pan kocha nas tak bardzo, że pomoże nam dojść do miejsca, w którym kochamy Go, nie przez prawa, lecz przez współczucie, łaskawość, miłosierdzie, opanowanie gniewu i okazywanie przebaczenia – całkowite, nadnaturalne, siedemdziesięciokrotne, przebaczenie, które zdumiewa świat.

Bóg miał właśnie zabrać Nabukadnezara w podróż, której on sam wolałby nie zaliczać, do miejsc, do których wolałby nie udawać się. Potrzebne było 7 lat Bożej cierpliwości, Bożego łamania, Bożego kochania i kształtowania przemiany w najbezpieczniejszym dla niego środowisku, w którym można było dokonać totalnej przemiany; w czasie bezcelowych wędrówek po polach, jedzenia trawy jak dzikie zwierzę; sam na sam ze Stwórcą, gdzie uchwycił nie tylko ostateczny, kosmiczny autorytet Boga, lecz i Jego nieskończoną miłość. Bóg wiedział, że było to jedyny sposób na totalną przemianę.

Pod koniec tych siedmiu lat Nebukadnezar zrozumiał i przywrócono mu zdrowy umysł. Zrozumiał to, czyje panowanie jest wieczne, i czyje królestwo trwa z pokolenia w pokolenie. Bóg był wierny Swym obietnicom, aby zmienić jego myślenie, zapoznać go z wspaniałą, nadnaturalną, relacyjną rzeczywistością jedynego Królestwa, które jest niewzruszalne.

Nebukadnezar nie mógł się zmienić bez unikalnej, a jednak pełnej miłości interwencji. Bóg wiedział o nim to, czego my nie moglibyśmy dostrzec czy wiedzieć o tym mężczyźnie; znał go nie jako lidera największego ówczesnego systemu, lecz jako syna. Było jedyny sposób pozyskania go, potrzeba było tak dużo czasu a kroki były tak drastyczne, ponieważ tak bardzo był zaplątany w ludzkie myślenie. Bóg był wierny i miał na tyle miłości, aby zmienić tego męża nastawionego na funkcjonowanie w systemie. Stwórca kocha, a nie daje szkołę.

Wszystko czego trzeba do zmiany

Mogło być znacznie gorzej, tzn. moja podróż na morze. Skosiłem tylko mnóstwo trawy. Choć moje domysły były silne, byłem z innej ligi. Lecz Bóg w Swej miłości robi wszystko, co tylko jest konieczne, aby zaszła we mnie ta wewnętrzna przemiana ponieważ, jak to odkryłem, Bóg jest o mnie zazdrosny; On pragnie, aby Go kochał wszystkim. Myślałem, że to była kara, za to, że nie żyłem zgodnie z Jego standardami, które narzuciłem sobie i innym, podczas gdy Pan po prostu okazywał mi głębokość Swojej miłości.

Uczyłem się tego, że w życiu nie chodzi o przepisy czy „prawo i proroków”, czy nawet o to, co dobre czy złe. Boża wolą dla nas jest to, co zrobił dla mojego dopiero odkrytego bohatera, Nebukadnezara, a będziemy na zawsze przemienieni. Pan zrobi wszystko, cokolwiek jest potrzebne, aby zmienić nas na Jego obraz, z Jego DNA wyrażającym się każdego dnia coraz bardziej przez naszego ducha; i będziemy znać Go, jako tego, który kocha.

Królestwa wokół na będą się zderzać, lecz my w Jego Królestwie jesteśmy bezpieczni. Gdy szukamy Boga, zmiana jest nieunikniona, a jeszcze bardziej, gdy On szuka nas, jak to było z Nabukadnezarem. Wielki władca Babilonu skończył swoje panowanie na ziemi wierząc,jak to było w jego proroczym śnie: „Najwyższy ma władzę nad królestwami ludzkimi i że daję ją komu chce” (Dn. 4).

Byłeś ostatnio na morzu? Mam nadzieję. To, czego Pan pragnie to cała nasza miłość całkowicie za darmo dawana najpierw Jemu, a następnie bliźnim.

David VanCronkhite

системы продвижения сайтов

Ogarnięci pokojem

Ron McGatlin

Niesprawiedliwość wycieka wywróconego do góry nogami, upadłego świata.

Ludzkim masom zostało zamieszane w głowach, a serca ich zostały zamroczone.

Mądrość jest ukryta a sprawiedliwość jest daleko od nich.

Przebiegli i silni odbierają słabymi i prostym, i nikt nie interweniuje.

Gwałtownie wydają to, czego nie mają, na to czego nie potrzebują.

Depczą to, co drogocenne, a chwytają się tego, co zepsute.

Odrzucają prawdę, cenią kłamstwa.

Zabijają swoje dzieci i przekarmiają swoje zwierzątka domowe.

Śpią ze żmiją, a uciekają od Baranka.

Porzucają żony i molestują swoje dzieci.

Gonią za poznanie i odwracają się od prawdy.

Sąd jest nad ich głowami lecz oni nie wiedzą o tym.

Zguba jest nad nimi a czas ich zatracenia bliski.

Ich przywódcy prowadzą ich złą drogą, a oni tego nie widzą.

Ich grzechy oddzieliły ich od Boga (Iz. 59:2). Odwrócili się do Niego a On oddał ich nieprawości umysłów (Rzm. 1:28).

Posiadanie duchowych oczu i zrozumienie tego, co się dzieje, jest wielkim ciężarem. Widzieć to, co powinno być i nie móc znaleźć sposobu na to jest wielkim źródłem frustracji i zniechęcenia. Patrzeć na to jak nasz niegdyś wielki naród rozpada się, a dzieci marnują swoje życie, wywołuje wielki ból. Patrzeć jak armie zła wkraczają, aby pożerać moc ludzi to ból ponad miarę. Niemniej, najtrudniejsze w tym wszystkim jest równocześnie znać rozwiązanie, mieć lekarstwo, które uratuje tą ziemię i odnowi ludzi, i być gwałtownie odwracanym się. To jest najbardziej niepokojące i frustrujące ze wszystkiego.   Lecz nabierzcie zachęty i bądźcie odważni, Bóg jeszcze nie skończył. Jest taka rzeczywistości królestwa, która teraz manifestuje się pośród nas i przed nami, jest sprawiedliwość, pokój i radość w chwale Bożej na ziemi, tak jak jest w niebie.

Pośród tego zniszczenia, wśród katastroficznych wydarzeń sądów, świeci na horyzoncie wielkie światło. Poza dymem i pyłem zniszczenia rządzi Królestwo i zbliża się chwała. Spójrzcie w górę i niech pochłonie was całkowity pokój przewyższający wszelkie zrozumienie. Nawet w samym środku wielkiego zniszczenia w sercu będzie doskonały pokój i odpocznienie. Ciepło i pociecha będą w nadnaturalny sposób ogarniać serce i życie. W miarę jak pojawia się światło, pokój i sprawiedliwość staną się radością niewysłowioną i pełną chwały. Nie zatrzymuj się nad informacjami o śmierci i rozpaczy, nie zatrzymuj oczy na rozpuszczanym złu, lecz skup swój wzrok i uczucia na świetle naszego pełnego chwały KRÓLA, PANA wszystkiego i Jego królestwie sprawiedliwości, pokoju i radości.

Głoś i demonstruj królestwo, łapiąc tych, którzy uciekają z ognia. Odśwież ich czystą chłodną wodą Ducha i daj im na zmianę czyste świeże szaty. Wielu zostanie zbawionych przez oczyszczający ogień sądu. Nadnaturalna wiara i pokój będą udzielone ci z łaski, abyś mógł skończyć dzieło, które ci Bóg zlecił. Będziesz ogarnięty pokojem w obłoku Jego miłości. Skup się na tych rzeczach, które są z góry. Skup swoje uczucia na tym, co z Nieba i Jezusa Chrystusa w Duchu.

Kol 3:2:  „o tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi„.

Niech twoje życie będzie pochłonięte w Duchu, niech każdy dzień twojego życia, każda chwila, będzie chodzeniem w Duchu.

Gal 5:25: „Jeśli według Ducha żyjemy, w Duchu też chodźmy„.

Bądź prowadzony przez Ducha we wszystkim i nie polegaj na własnym zrozumieniu.

Przyp 3:5:  „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie!

Rzm. 8:14: „Ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi„.

Ps. 91:7-8: „Chociaż padnie u boku twego tysiąc,A dziesięć tysięcy po prawicy twojej, Ciebie to jednak nie dotknie. Owszem, na własne oczy ujrzysz I będziesz oglądał odpłatę na bezbożnych„.

Flp. 4:4-7: „Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się.  Skromność wasza niech będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko. (6) Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie„.

Flp. 4:8-9:  „wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały. (9) Czyńcie to, czego się nauczyliście i co przejęliście, co słyszeliście, i co widzieliście u mnie; a Bóg pokoju będzie z wami„.

Dążcie do miłości, ona nigdy nie zawodzi,

a Jego królestwu nie ma końca.

Ron McGatlin

basileia @  earthlink.nettopod

Przyjaciele na zawsze

Dudley Hall

29 marca 2010

Takie jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem. Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam” (Jn 15:12-15).

Co nowego jest w przykazaniu, które Jezus dał swoim uczniom/ przyjaciołom. Stary Testament polecał Bożemu ludowi kochać Boga z całego serca i kochać innych jak siebie samych. Oznacza to, że o standardzie powodzenia decydowały możliwości jednostki. Nawet jeśli tak robił to była to miłość ograniczona przez możliwości kochania, tego, kto kochał. To nowe przykazanie ma nowy standard i nową moc. Miało być cechą wyróżniającą nową kulturę, którą właśnie tworzył.

Jezus budował nową grupę przyjaciół, którzy mieli być używani do rozpowszechniania na całym świecie nowej kultury. Jezus używał prawdopodobnie terminu „przyjaciele” w odniesieniu do tzw. 'przyjaciół przymierza’, co było dobrze znane żydowskiemu myśleniu. W starożytnej kulturze sąsiednie narody były albo przyjacielskie, albo nieprzyjacielskie w zależności od rodzaju umów jakie określały ich relacje. Przyjaciele Boga to ci, którzy zawarli z Nim przymierze. Ci, którzy odrzucają odnoszenie się do Boga na podstawie przymierza, nie są Jego przyjaciółmi lecz przeciwnikami. Jezus nazywa swoich uczniów przyjaciółmi, ponieważ On sam ich wybrał, a nie dlatego, że z natury są przyjacielscy. Wyjaśnia im, że to On umożliwił nawiązanie relacji z Ojcem, aby mogli otrzymać korzyści płynące z relacji przymierza jakie On sam ma z Ojcem.

Te korzyści, które podkreśla, to poziom zrozumienia udzielany przyjaciołom. Sługa dostaje tylko tyle informacji, ile potrzeba, aby wykonać polecenie. Nawet dobrzy słudzy są „nastawieni na polecenia”. Przyjaciele mają znacznie większy obraz, ponieważ otrzymują perspektywę Jezusa. Wyjaśnia im, że cała historia dotyczy Ojca i Syna, pokazał im, że celem całego odkupienia jest pojednanie stworzenia z Ojcem. Rzeczywiście powiedział im, że objawił im WSZYSTKO, co objawił mu Ojciec. To bardzo dużo! Teraz wiedzą już wszystko, co potrzeba, aby został osiągnięty ostateczny cel Boga Ojca.

Oczywiście, pomimo tego, że przekazał im te informacje, oni sami nie rozumieją ich jeszcze do końca. Po przyjściu Ducha Świętego zaczną pojmować to, co Jezus im mówił. Ich życie będzie fascynującą podróżą oczekiwania na to, co będzie się przed nimi otwierać ze słów Jezusa.

A co z tobą? Czy cieszysz się przyjaźnią z Jezusem? Warunek, który postawił pierwszym uczniom był taki: „Jeśli czynić będziecie to, co nakazałem”. On przykazał nam, abyśmy uwierzyli, że to, co mówi, jest prawdą i działali zgodnie z nią.

сайт

Moc relacyjnego uczniostwa

06 kwietnia 2010

J. Lee Grady

W zeszłym tygodniu grupa 91 facetów zebrała się na trzydniowy wypoczynek. Przypomniało mi to o tym, że prawdziwe chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z powierzchowną religią. Co najmniej od 3 lat chciałem zebrać grupę przyjaciół na wspólny czas zachęcenia i osobistego usługiwania. Nie byłem w stanie zorganizować fantazyjnego wydarzenia i nie wydawało mi się, żeby ci chłopcy chcieli wielkiej zadymy z drogimi hotelami i wysoko opłacanymi mówcami.

Zrobiliśmy to skromnie w użyczonym nam kościelnym budynku (dzięki, pastor Donna), pozostawiając całkowitą swobodę ubioru (dżinsy i T-shirty), z domowym jedzeniem (spotkaliśmy się w Północnej Karolinie, grillowej stolicy Południa), dzięki uprzejmości lokalnego Hampton Inn wynajęliśmy tanie pokoje. Zaskoczyło mnie to, że 91 facetów z 20 stanów i czterech z innych krajów pojawiło się na trzydniowy czas uwielbienia, współdziałania w małych grupach i inspirujących usług przekazanych przez 32 innych (każdy zachowywał swoje komentarze, aż do chwili, gdy był na to wspólny czas).

Młodzi chrześcijanie nie przyjmą mentorowania czy duchowego kształcenia nosząc

cudzą Biblię czy neseser. Prawdziwe uczniostwo może mieć miejsce wyłącznie w atmosferze

pełnej miłości i relacji.

To, co wydarzyło się w tym krótkim czasie czasu, zdumiało mnie. Zmęczeni pastorzy spotykali nowych przyjaciół, młodsi wiązali się z nowymi mentorami. Mężczyźni otwierali swoje serca, mówiąc o swoich najgłębszych zmaganiach. A w tym wszystkim najlepsze było to, że Bóg pojawił się i mówił do wielu z nich o ich obawach i braku poczucia bezpieczeństwa.

Drugiego dnia grupa sześciu młodych mężczyzn mówiła o potrzebie pobożnego wzorca. Niektórzy przyznali, że mieli dysfunkcyjne relacje ze swymi ojcami, inni wskazywali na to, że nawet w kościele nie byli zachęcani do kontaktowania się z duchowymi ojcami. Jeden z nich, Charles, opowiadał, że w jego kościele nigdy nie dopuszczano do nawiązywania bliskich przyjaźni z pastorami czy liderami. Oczekiwano od nich, że będą giermkami, których rola sprowadzała się do pracy osobistych lokajów, czyszczących buty pastorów, noszących wodę i eskortujących ich do kazalnicy.

Młodzi mężczyźni, którzy przyjechali na nasz weekend uczniostwa, Bold Venture, płakali z powodu brak autentycznych relacji. Oni nie przyjmą mentoringu czy duchowego kształcenia nosząc cudzą biblię czy neseser. Prawdziwe uczniostwo może mieć miejsce wyłącznie w atmosferze pełnej miłości i relacji.

Taki był sposób prowadzenia uczniów przez Pawła. O ile faktycznie przemawiał na spotkaniach kościelnych to jego służba nie była skupiona na wydarzeniach, kazaniach czy cielesnym sposobie przekazywania. No, i z pewnością nie chodziło o wywarcie presji na dawanie ofiar, o kaznodziejski manieryzm czy o to, jak wielu ludzi podeszło do przodu.

Posłuchaj jak Paweł definiuje służbę w 1 Liście do Tesaloniczan 2:8: „Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy„.

Paweł wiedział, że w służbie chodzi o kochanie ludzi i inwestowanie w nich. Prowadził życie nie na potrzeby telewizyjnych kamer, nadskakujących tłumów czy giermków ani kontrakty na wydanie książek. (A tak faktycznie to napisał sporą część Nowego Testamentu i nie otrzymał żadnego honorarium!) Dlatego, że kochał mężczyzn i kobiety ze swej grupy duchownych, mógł znieść biczowanie, morskie katastrofy, odrzucenie, rozruchy i więzienie. Wszystko, co robił miało na celu wlewanie życia Jezusa w ludzi takich jak Tymoteusz, Sylwan, Marek, Feba, Epafras, Łukasz, Pryscylla, Barnaba, Ewodia i wszystkich nowotestamentowych herosów, którzy nazywali Pawła duchowym ojcem.

Zastanawiam się jak zareagowałby dziś Paweł, gdyby żył i widział te pułapki „służby”, które sami stworzyliśmy. Wyobrażam sobie, że rozdarłby swoje szaty i wezwał nas do powrotu do prostej pokory.

Jeden z zagranicznych gości naszego weekendu Bold Venture, Robert, był pastorem z Ugandy. Napisał mi dziś, tuż po powrocie do Kampala, żeby się podzielić swym planem szkolenia mężczyzn w swym kraju. Napisał:

„Dziękuję za przedstawienie mnie gronu tych dzielnych mężczyzn, których życie i historie zainspirowały mnie do podjęcia działalności dla Boga w sposób całkowicie inny! Mam odwagę ku temu, aby oddać swoje życie tak wielu ludziom, jak to jest mogę.

Już skontaktowałem się z tymi, którym pomagałem do tej pory. W przyszłym tygodniu spotkam się z 24 z nich po to, aby przekazać im to, co przeżyłem. Następnie mam grupę innych 70 uczniów, których chcę mentorować w sposób celowy. Ogólnie, patrzę na 100 młodych duchownych, których będę szkolić. Będziemy razem żyć, śmiać się, płakać, będziemy dostępni dla siebie i otwarci względem siebie. Nie jest to w afrykańskim stylu, lecz wiem, że jest to droga, którą należy iść”.

Uczniostwo jest bardzo prostą koncepcją; może zbyt prostą dla niektórych z nas, szczególnie dla tych, którzy uzależnili się od aplauzu, kolejek do modlitwy, dzwonków i gwizdków amerykańskiej religii. Jeśli jednak posłuchasz uważnie to usłyszysz, wśród zgiełku tłumu, jak Duch Święty wzywa nas do powrotu do podstaw Nowego Testamentu.

– – – –

J. Lee Grady był przez 11 lat redaktorem magazynu Charisma, obecnie jest redaktorem pomocniczym. Jego nowa książka „The Holy Spirit Is Not for Sale” jest obecnie dostępna w księgarniach.оптимизация поисковые системы