Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Tożsamość Synów

Tożsamość Synów
12 sierpnia 2006

Robert Ricciardelli

Spora część ciała Chrystusa cierpi na poważny kryzys tożsamości, ma takie postrzeganie Boga, w którym brak jest pełnego objawienia tego, kim jesteśmy. Bez tego objawienia, żyjemy naszym własnym życiem, bardziej jako duchowe sieroty, niż manifestacja Bożej obecności w naszym życiu. Czy widzimy w Bogu kochającego i sprawiedliwego Ojca, czy widzimy Go tylko jako dyrektora ziemskiego domu dziecka, który gotów jest złamać bat, gdy cokolwiek zamieszamy? Kochający i sprawiedliwy Ojciec będzie nas dyscyplinował, ponieważ kocha nas i ma dla nas wspaniały plan. Prawdziwe dzieci wiedzą, że są całkowicie zależne od Pana i przeżywają każdy dzień uznając to, że potrzebują zarówno Jego Samego, jak i wyznaczenia kierunku przez ich niebieskiego Ojca. Ci, którzy mają mentalność sierocą polegają na swoich własnych sposobach działania i wydają się zwracać do Niego tylko wtedy, gdy przygniata ich potępienie.

Życie w Miłości Prawa
Życie w miłości do Prawa jako fundament teologiczny kształtuje sieroty. Przez wykonywanie przepisów, dążą do chwały, aprobaty i akceptacji ludzi, którzy utrzymują ich w braku bezpieczeństwa i pokoju. Sieroty żyją z egoistycznym pragnieniem osobistych osiągnięć, starając się zrobić wrażenie na Bogu i innych. Wielokrotnie nie mają żadnych motywacji do życia życiem służby w Jego królestwie.

Czują, że muszą być święci po to, aby zasłużyć na Bożą miłość i akceptację, co najczęściej wywołuje uczucie wstydu i poczucie winy. Budują swój własny obraz w oparciu o swoje własne wartości i w porównaniu z innymi, a to jest fundament, na którym przeciwnik buduje fałszywą pociechę. Często znajdują tą pociechę w uzależnieniach, fałszywych uczuciach, wewnętrznym przymusie, eskapizmie, byciu nieustannie zajętym i ogromnie popularnej „nadmiernie ruchliwej działalności religijnej”.

Żyjąc w Prawie Miłości Syn będzie prowadził życie zgodne z pryncypiami Słowa, kochając Boga i kochając tych wokół siebie. Synowie czerpią wielką radość i pokój z aprobaty swego Niebieskiego Ojca. Czują się bezpieczni w Bożej miłości i usprawiedliwieni z łaski. Synowie będą prowadzić życie w służbie, które jest motywowane przez głęboką miłość i wdzięczność, za to, że są bezwarunkowo kochani i akceptowani przez Niebieskiego Ojca. Pragną być święci i nie chcą, aby cokolwiek utrudniało intymne relacje z Bogiem.

Synowie czuja się kochani i afirmowani, ponieważ wiedzą o tym, że mają ogromną wartość w oczach swego Ojca; nie ze względu na to, co robią, ale ze względu na to, kim są w Nim. Ich pragnienie posłuszeństwa zasadom Słowa wynika bardziej z chęci sprawiania przyjemności i radości ich Zbawicielowi, niż z poczucia obowiązku i starania się zarobienia na Bożą przychylność.

Synowie znajdują pociechę w poznaniu Ojca, w tym, że sami są znani Ojcu i kochani przez Niego oraz odpocznieniu jakie znajdują w Jego obecności i miłości. Szukają takich intymnych chwil a wszystkie ich kroki są kierowane przez Niego.

Równe relacje Jako syn uczysz się cenienia innych, nawet tych, którzy myślą inaczej od ciebie, czy podążają z innym nurtem.

Łuk. 9:49-50 Mistrzu, widzieliśmy takiego, który w twoim imieniu wygania demony i zabranialiśmy mu, ponieważ nie chodzi z nami. Wtedy Jezus rzekł do niego: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami.

Ciało Chrystusa przeżywało więcej konkurencji niż jedności, a szczególnie w zachodniej kulturze. Rywalizowaliśmy ze sobą czy, jako przywódcy, byliśmy zazdrośni o sukcesy innych. Z naszego punktu widzenia uważaliśmy tych, którzy mogli myśleć inaczej od nas za opozycję. Dawało się nawet znaleźć biblijne referencje i marnować ogromne ilości energii, aby oskarżać i dołować dokładnie tych ludzi, o których Pan powiedział nam, że są naszymi braćmi. Jeśli Jezus jest wywyższany jako Król i służba pojednania przez krew Jezusa Chrystusa należy do ich doktryn to oni są z nami, a NIE PRZECIWNIKAMI. Możemy iść dalej, wyszukiwać błędy lub zmierzać jako synowie i szukać jedności, współpracując razem w zdobywaniu miast.

Musimy uchwycić się pokory i jedności, jak również poddawać się sobie nawzajem w spójni pokoju. Gdy nauczymy się cenić siebie nawzajem, będziemy radować się z ich błogosławieństwa i powodzenia w życiu i służbie. Jeśli ktoś zgubił się, będziemy modlić się za niego i odnawiać go w duchu miłości i łagodności. Niektórzy nie będą chcieli przyjąć upomnienia w miłości, więc będziemy nadal się modlić i wykonywać dzieło Ojca.

Bży autorytet  Bóg dał nam biologicznych i duchowych rodziców, aby nas wychowywali, wyposażali i szli obok nas w naszej drodze za Jezusem. Synowie będą postrzegać tych ludzi, z którymi łączą ich relacje, jako sługi Boże dla ich dobra. Uchwycimy się ich i ich pobożnego napominania, jak tego potrzebujemy w życiu. W relacjach, będą oni się również uczyć od nas, gdy my będziemy się poddawać sobie nawzajem i patrzyć na Niego. Wszyscy musimy być gotowi, aby złożyć swoje życie za siebie nawzajem. Musimy być otwarci, cierpliwi i gotowi na odłożenie naszych własnych spraw, aby zaspokoić potrzeby innych. Musimy pomagać innym wizją i celami, które Pan dla nich zaplanował, a w zamian, będziemy oglądać jak nasze plany i cele są ujawniane. Musimy ufać Panu, co do pracy w ich życiu i kształtować okoliczności swobodnego działania w ramach zadań zlecanych  im przez Ducha Świętego.


Wszyscy zgadzamy się, że bezbożna władza (autorytet) może powodować rany i ból. Pamiętajmy, że mamy podobać się Bogu, a nie ludziom i wielokrotnie Pan pozwala na to, abyśmy przechodzili przez pewne niesprawiedliwe relacje po to, aby sprawdzić i wzmocnić nas. Nie wolno nam uciekać przed zgorszeniem, lecz powinniśmy pytać Pana, czy powinniśmy iść, czy też, czego od nas oczekuje, gdy przechodzimy przez to. Sieroty mają mimo wszystko wypaczony obraz tego, czym jest pobożne przywództwo, być może z powodu doświadczonego w przeszłości bólu. Trudno im będzie odbierać czas bożej porady. Trudno im się przyznać do własnych niepowodzeń, tak więc ich  duch jest zamknięty na Bożą korektę i dyscyplinę. Często uciekają przed przeciwnościami i szukają wygody. 


Osierocone serca będą ostrożne i uzależnione od osiągnięć kogoś innego. Zamiast otwartości i zrozumienia, że nawet przywódcy mogą zawodzić, zawsze będą rozczarowani, gdy ich potrzeby będą dłużej niezaspokojone. Będzie się tak działo cyklicznie w ich życiu, dopóki uzdrowienie, pełnia i Synostwo nie zajmą swojego miejsca. Będą chodzić od kościoła do kościoła, szukając lidera, który albo powie im to, co chcą słyszeć, albo znajdą towarzystwo, w którym wzajemna odpowiedzialność jest  pusta.

Moja modlitwa za Bożych ludzi Modlę się o to, aby Jego ludzie stale wzrastali w Synostwo, gdzie Boża miłość jest bliska i intymna, a nie trwali więzach jako niewolnicy zaangażowani w religijną działalność. Modlę się za wszystkich, aby codziennie doświadczali bezwarunkowej miłości i akceptacji Ojca. Niech fundament Jego miłości spocznie na nas, gdy sprowadzamy Jego Królestwa na ziemię.раскрутка

Mnie-ologia, czyli teologia dobrego samopoczucia

Robert Ricciardelli

Myślę, że większość z nas zgodzi się z tym, że gdybyśmy mieli do wyboru między tym, co wywołuje dobre samopoczucie, a tym co powoduje, że czujemy się źle to naszą naturalną reakcją byłoby iść za tym, co wydaje nam się dobre. Chodzimy na filmy czy przedstawienia z takim nastawieniem, że odbierzemy coś pozytywnego. Możemy też wybierać towarzystwo ludzi, kazania i kościoły, wszystko tak, aby wywoływać dobre samopoczucie. W naszym pościgu za własną satysfakcją z łatwością możemy popaść w to co, nie jest prawdziwe czy to, czego Pan wcale dla nas nie pragnie. Jego Prawda, Jego rzeczywistość nie zawsze wywołuje komfort, lecz Jego drogi dla każdego z nas są wspaniałe. Wszyscy jesteśmy powołani do tego, aby słuchać Jego głosu i podążać za Jego prawdą, a nie dać się złapać na ewangeliczny humanizm, który chce odrzeć nas z naszego przeznaczenia w Nim.

W zachodnim kościele płynie nieustanny strumień nauczania i głoszenia przesłania, które podoba się naszym duszom, lecz ma niewielki wpływ na ich zmianę czy odnowienie naszego umysłu ku Jego drogom. Wielokrotnie jest to sprzeczne z tym, co Ojciec pragnie dla nas. Są prawdy wyrywane z kontekstu i prawdy zmieszane ze zwiedzeniem, które łaskoczą ludzkie ucho, a ponieważ do tych fałszywych doktryn są dołączone wersety biblijne, wielu daje się złapać na pułapkę tej fałszywej rzeczywistości. Wiele z tego ma swoje korzenie w zamęcie punktów widzenia i nieinspirowanym widzeniu Słowa. Wielu czyta Biblię oczyma własnego ego. Ciągną oni do tych kazań, które skupiają ich na sobie samych i na przyjemnościach tego świata. Chwalą Boga, gdy wszystko idzie zgodnie z ich planami, lecz często jęczą i burzą się, gdy sprawy idą zgodnie z Jego planami.

Cytowanie i stosowanie Pisma zgodnie z własnymi pragnieniami:

1 Kronik 4:9-10
Lecz Jaabes był znakomitszy niż jego bracia i jego matka nazwała go Jaabes, gdyż pomyślała: W bólu rodziłam. (10) A Jaabes wołał do Boga Izraela tymi słowy: Obyś mi prawdziwie błogosławił i poszerzył moje granice, oby ręka twoja była ze mną i obyś zachował mnie od złego, aby mnie ból nie dotknął. I Bóg spełnił jego prośbę.

Wielu modliło się modlitwą Jabeza oczekując jakichś rezultatów, nie zastanawiając się nawet, co Pan mógłby z ich życia wykorzystać na Swoją chwałę. Bóg spełnił prośbę Jabeza, ponieważ to, o co Jabez się modlił, zgodne z Jego planami i Jego wolą. Nie sądzę, aby Józef modlił się o to, aby bracia zostawili go na pewną śmierć, aby modlił się o wrzucenie do więzienia, a jednak była to boska część jego życiowej drogi. On sam śnił o tym, że bracia będą przed nim klękać, lecz z pewnością nie spodziewał się tego jak będzie wyglądała droga, która do tego doprowadziła. W ostatecznym efekcie chwała Boża zamanifestowała się przez sługę, który nie żył dla siebie, lecz dla chwały Bożej.

Tylko dlatego, że Bóg odpowiedział na prośbę Jabeza, nie znaczy, że Bóg zamierza odpowiedzieć na twoje prośby. Pomyśl o Józefie, który przeczytawszy modlitwę i wierzyłby w to, że Bóg uchroni go od zła wyrządzonego przez braci i lat cierpienia. Bóg rzeczywiście rozszerzył jego granice i błogosławił go, lecz to wszystko stało się w Bożym czasie i według Jego planu. Nie mówię tutaj, aby nie prosić czy nie modlić się o takie rzeczy, lecz mówię, abyśmy byli przygotowani na Jego wolę i Jego czas, a przede wszystkim na pojawienie się Jego chwały.

Może się okazać, że dla osiągnięcia celów wyznaczonych Ci przez Boga, obszar i źródła zaopatrzenia, które obecnie posiadasz są zupełnie wystarczające. Możesz wyznawać, ogłaszać, nazywać i wzywać, i bardzo się zniechęcić tym, że twoje pragnienie nie zmieniło Jego Zdania. Możesz zrobić zbiórkę wszelkiego emocjonalnego szaleństwa jakie tylko chcesz, lecz nie możesz sobie uzurpować Jego woli dla twojego życia. Wielu ludzi chce być błogosławionymi, chce, aby ich granice zostały poszerzone, lecz nie chcą ulec przemianie przez śmierć dla swego własnego stanu posiadania.

Kol 3:5-6 (BT)
Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w /waszych/ członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Z powodu nich nadchodzi gniew Boży na synów buntu.

Gal. 2:20
Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

Nie widzimy zbyt wielu modlących się według powyższych wersetów
– w przeciwieństwie do cytowania biblijnych fragmentów dobrego samopoczucia
– i nie ma wielu, którzy modlili by się tak, jak to robił Paweł:

Flp. 3:10
żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci, Chwała Bogu za to, że nasz miłujący Ojciec, często odrzuca nasze egoistyczne życzenia, abyśmy żyli jak przystało na uczniów zgodnie z Jego planami dla nas.

Życie w ciele nie jest łatwe, gdy wszystko jest na Chwałę Bożą.
Jesteśmy tutaj, aby przynieść chwałę Jemu i wyłącznie Jemu. Gdy zakończymy nasze życie, będzie to na Jego chwałę. Czy myślałeś kiedykolwiek o pierwszej żonie i dzieciach Joba. Bóg zabrał ich do siebie w Jego chwale. Nie kochał ich ani trochę mniej niż samego Joba. To nie wydawało się być w porządku, lecz, gwarantuję wam, jego pierwsza rodzina nie narzeka. Suwerenny Bóg pozwolił, aby Jego Syn został ukrzyżowany dla Jego chwały. Szczepan stał się męczennikiem jako młody mężczyzna dla Jego chwały! Możemy zostać powołani do Jego chwały w wieku 18 lub 120 lat. Zmierz się z tym!

Zachodni kościół jest tego uczony i pociąga go modlitwa typu Jabeza i efekty osiągnięte przez Jabeza, które rzeczywiści odwołują się do samej istoty naszej cielesnej natury. Kościół nie chce czytać, badać czy stosować nauczania o ofierze i śmierci dla siebie. Życie pozbawione egoizmu nie sprzedaje się dobrze w Amerykańskim kościele. Ludzie potrafią cytować wersety dobrego samopoczucia, lecz nie ciągnie ich ku rzeczywistości Joba czy Józefa. Z pewnością pragną okresu żniw bardziej niż doświadczeń pustyni. Nie chcemy poświęcać dla Królestwa naszego następnego posiłku, a co dopiero kariery, domu czy stylu życia. Musimy pochwycić pustynię, cierpienie i ofiarę jako część Jego planu, którego celem jest nasza przemiana w podobieństwo do Jego obrazu

Przyczyny i czas należą do Jego wyboru
Mat. 11:28-30
Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.

Lubimy powyższy fragment. Cieszę się z tego, że możemy odpocząć w Nim i że On poniesie nasze ciężary dla nas, gdy będziemy szli za Nim. Tak więc, trzymaj się tego, lecz trzymaj się również wszystkiego, co Bóg zawarł w całym Piśmie, czyli również poniższego fragmentu. On ma wyznaczone dla nas czasy i chwile. Niektórzy sieją, niektórzy zbierają, a niektórzy ciągle potrzebują uprawy.

Mat. 5:23-25
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia.

Mk. 11:25-26
A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze. Bo jeśli wy nie przebaczycie, o Ojciec wasz niebieski nie przebaczy wam, waszych przewinień.

No, te fragmenty są znacznie cięższe. Słowo mówi, że musimy przebaczać, zanim zostanie nam przebaczone. Ludzka natura woli przylgnąć do tych wersetów, które mówią o lekkim ciężarze, zamiast do obowiązku przebaczania innym. Wers 26 jest warunkiem Bożego przebaczenia i to przeraża. Zawsze musimy badać samych siebie przy pomocy światła Ducha Świętego. Musimy chętnie i szybko przebaczać innym, po to, aby otrzymać pełną miarę Jego łaski dla nas. Całe Słowo Boże jest prawdziwe, lecz jaka jego część jest najczęściej cytowana czy stosowana?

Co wybierasz z zastawionego Bożego stołu?
Czy możesz sobie wyobrazić sytuację, że idziesz do bufetowego stołu, na którym znajduje się ogromna różnorodność wszelkiego jadła i zawsze wybierasz tylko to, co ci najlepiej smakuje, nie zwracając uwagi na to, co jest dla ciebie najlepsze? Bardzo szybko spowoduje to, że stracisz figurę zachorujesz. To samo dotyczy Słowa Bożego. Jeśli przylgniesz wyłącznie do łaski, błogosławieństwa i komfortowego przesłania, wkrótce będziesz duchowo niezdrowy i niezdolny do przyjęcia Bożego wpływu na ciebie, a co dopiero wywierania go na kogokolwiek innego przez ciebie.

Dlaczego ignorujemy pewne prawdy, których potrzebujemy? Dlaczego chcemy tylko ciasteczka ze Słowa Bożego, a ignorujemy sporo mięcha? Dajemy w ten sposób do zrozumienia, że pewne te prawdy nie wywołują w nas dobrego samopoczucia, nie pasują do naszego stylu życia, a zatem, będą pomijane. Nie zamierzam być posłuszny tym fragmentom, ponieważ nie są one dla mnie przeznaczone na ten czas. No i jest wytłumaczenie!

On jest Panem żniwa i On jest Panem pustyni; ON jest Panem nad tym czego wiele i On jest Panem, nad tym, czego mało; ON JEST PANEM WSZYSTKIEGO. Bóg kocha nas tak bardzo, że zrobi wszystko, cokolwiek jest potrzebne, aby przygotować nas do służby ambasadorów Jego światła dla świata.

Nie wolno nam nadal czytać biblii tylko pod własnym kątem. Musimy czytać Jego Słowo i słyszeć Jego porady mając na uwadze to, do czego nas powołał. Jeśli będziemy szukać i interpretować Pismo w egoistyczny sposób i słuchać kaznodziei, którzy chcą się podobać ciału, nigdy nie staniemy się podobni do Niego. Jeśli nie zajmiesz się grzechem w swoim życiu, jeśli nie będziesz stale umierał dla siebie to ograniczasz Boże możliwości działania przez ciebie. Przeznaczenie zostało rozbite z powodu poszukiwania życiowych przyjemności. Możliwości zostały przegapione z powodu zaślepienia na rzeczywistość Bożego Słowa i Bożej natury.

Niech Pan nadal dokonuje globalnej przemiany, niech Jego przywódcy i organizacje nazwane Jego imieniem poddadzą się w pełni poradnictwu Ducha Świętego. Niech pokuta szybko dotrze do tych, którzy wzywali Jego imienia, lecz nie stosowali Jego życia. Wrzeszczeliśmy „Allaluja” robiąc wszystko po swojemu i „Amen” ignorując Jego wolę.

Panie, spraw, abyśmy umarli dla siebie, sprowadź na nas to wszystko, czego potrzebujemy, rób cokolwiek jest potrzebne, drogi Panie, aby ukształtować nas na twój obraz i dla Twojej chwały, w imieniu Jezusa.

Wierzący raduje się w dobrym czasie, uczeń raduje się zawsze.

A wszyscy uczniowie Chrystusa powiedzą: amen.

раскрутка

Prze-myślenia o powodzeniu (prosperity)

Logo_Wood
Ron Wood
Poziomy siania czy inwestowania

1. Potrzeba – “jeśli ktoś widzi brata w potrzebie … ;
2. Zarobki – To jest zapracowane z wysiłkiem. To się należy. Okradziony pracownik. Niesprawiedliwość;
3. Darowany dar – tutaj ma zastosowanie zasada siania i zbierania (zwrot 30-60-100 krotny);
4. Cześć – przyjmowanie kogoś ze względu na to, kogo reprezentuje, cenienie urzędu;
5. Łaska dawania – nadnaturalna łaska, aby dawać, ponad rzeczy materialne, ofiarnie;
6. Dziedzictwo – niezapracowane, ustanowione przez akt woli, wybrany jako dziedzic;
7. Błogosławieństwo ubogich – pożyczasz Panu, a On ci odpłaci.

Odbywa się bitwa o pieniądze i szatę, o walutę i namaszczenie. Oba – to forma władzy (mocy): jedna jest duchowa, a druga materialna. Władza (moc) ma być używana przez tych, którzy ją mają, aby błogosławić tych, którzy jej nie mają. Silni powinni pomagać słabym; bogaci powinni pomagać biednym. Wszyscy powinniśmy pomagać w uwolnieniu z opresji. Musimy nienawidzić niesprawiedliwości. Jezus jest tym, który rozrywa więzy, lecz używa do tego ludzi. Gdy wygrasz walkę w modlitwie i otrzymasz moc do czynienia dobrych uczynków (Dz. 10:38), przynosisz Bogu chwałę, diabeł jest pokonywany i zawstydzany, a ty sam wzrastasz w powodzeniu. Te trzy obszary są ważne, uzasadnione, dobre i sprawiedliwe.

Cierpienie na tym świecie ma swoja przyczynę i nie jest nią okrutny Bóg, lecz pochodzi ono od złego kłamcy, który zwodzi i niszczy. Jeśli wyznawana przez ciebie teologia czy punkt widzenia nie bierze pod uwagę realności twojego osobistego Adwersarza, którego Biblia nazywa złodziejem, to Szatan będzie stale okradał cię, a ty nie będziesz w mógł temu zapobiec.   Każdy kto otrzymuje Bożą łaskę czy zdolność do otrzymywania bogactwa jest celem Szatana. Tacy ludzie potrzebują ochrony tarczy modlitwy wstawienników i musza utrzymywać swoje myśli wolne od żądzy. Praktyka pobożnego życia ma w sobie te wszystkie siedem poziomów dawania wymienionych powyżej, w różnych czasach. Wiara i wierność zawsze są bardzo wysoko przez Boga cenione.

W czasach, które się mają ku końcowi Bóg domaga się tego, abyśmy plądrowali obozy wroga, odebrali łupy wojenne od złych dla sprawiedliwych i uprawnili jego podstawowych pracowników do wykonania ich pracy.

Musimy dokończyć zadanie Wielkiego Nakazu – zaniesienia ewangelii królestwa na krańce ziemi; kształcenia uczniów i przygotowanie się na powrót Chrystusa. Ewangelia jest za darmo, lecz pracownicy muszą być posłani i zaopatrzeni. Po to, aby Bóg mógł sfinansować ich pracę, musi pobłogosławić powodzeniem kogoś, kto będzie kanałem Jego błogosławieństwa i w ten sposób napędzi obfity, darmowy przepływ.

Czy będziesz to ty?

сайта

Utraciliśmy Ewangelię

Strom Andrew

Nie ma na świecie większej tragedii nad to – kościół tracący ewangelię. Mogło by być setki terrorystycznych ataków, trzęsień ziemi czy huraganów i w niczym nie przeważyłoby to tej jednej tragedii – STRACILIŚMY EWANGELIĘ.

Nic nie może się równać z tym nieszczęściem – nic.

Dlatego, że jeśli tracisz ewangelię, tracisz zbawienie. Ludzie już nie są zbawiani (Pamiętaj słowa Pawła, że: „Ewangelią jest „BOŻĄ MOCĄ KU ZBAWIENIU”). Gdy zaś ludzie nie są prawdziwie zbawiani, tracisz również kościół. Ponieważ bez prawdziwej ewangelii, nie ma prawdziwego kościoła. Ludzie mówią mi, że jestem zbyt „drastyczny”. Tak, chcę powiedzieć ci, że nie jestem jeszcze dość drastyczny. Tak faktycznie, gdybym mógł krzyczeć przez 1000 megafonów bezpośrednio do twoich uszu, to i tak nie byłbym w stanie przesadzić w podkreślaniu jak straszliwe, potworne i przerażające jest to, że nasz odstępczy zachodni kościół – pod każdym jednym względem – utracił ewangelię.

A robiąc to stracił wszelkie powody do swego istnienia.

Mówimy wszystkim, że zupełnie wystarczy powiedzieć jedna małą zwrotkę modlitwy przyjęcia Jezusa jako ich „osobistego zbawiciela”. Powiedzcie mi, gdzie takie coś jest w Piśmie? Czy coś takiego występuje tam nawet w przybliżeniu? Czy możesz przypomnieć sobie choćby JEDNĄ osobę w Biblii, która stała się chrześcijaninem, robiąc coś takiego? Czy którykolwiek z apostołów w Księdze Dziejów powiedział komukolwiek: „Po prostu powtórz tą małą modlitwę za mną”? Czy też: „W milczeniu wysuń swoją rękę – nikt nie musi tego widzieć” ? Czy możesz sobie przypomnieć, aby ktokolwiek w Piśmie robił coś podobnego?

Nic takiego nie znajdziesz, ponieważ nikt tego nie robił. Jest to współczesny produkt – całkowity wynalazek i nie ma w tym zupełnie zbawienia. Działamy tak, jakby ludzie mogli spokojnie zapomnieć o PRZEKONANIU o grzechu, O GŁĘBOKIEJ POKUCIE, o CHRZCIE WODNYM i NAPEŁNIENIU Duchem Świętym. To takie opcjonalne dodatki, tak? Lecz spójrz na Dzieje Apostolskie i powiedz mi czy istniało wtedy coś takiego jak realne chrześcijaństwo bez tych rzeczy? A co z OCZYSZCZANIEM SUMIENIA (obmyciem we krwi) i ZACHOWANIEM GO W CZYSTOŚCI? Czy kiedykolwiek mówimy o TYM dzisiaj?? O faktycznym „chodzeniu” w oczyszczeniu przez krew Jezusa? Być czystym, to być całkowicie „Czystym, to BYĆ CZYSTYM W KAŻDYM CALU”. (Najważniejsza sprawa na świecie).

Gdzie to jest w naszej ewangelii? Gdzie jest przemienione życie? Gdzie jest „WOLNOŚĆ” od grzechu?

Zgubiliśmy to wszystko; nasi ludzi rzadko kiedy pokutują; często żyją całymi latami bez chrztu (co oznacza – zgodnie w 6 rozdziałem Listu do Rzymian – że ich „stary człowiek” nie umarł, a więc nie mogą prowadzić nowego życia w Chrystusie). Przeczytaj Rzym. 6 czasami i zadaj sobie sam to pytanie: „Jeśli nie zostałem ochrzczony to czy moje stare życie zostało „pogrzebane” wraz Chrystusem czy nie? Czy mój „stary człowiek” jest martwy czy nie?” – to dlatego apostołowie chrzcili LUDZI zawsze NATYCHMIAST.

Dalej, często nie mówimy ludziom o tym, żeby zostali „NAPEŁNIENI” Duchem również natychmiast – aby wszyscy „chodzili” w Duchu. Powiedzcie mi, jak mamy być „ŚWIĘTYMI” jeśli nawet nie zostaliśmy napełnieni „ŚWIĘTYM” Duchem? Jak myślisz, dlaczego apostołowie upewniali się, pytali o to, aby ludzie byli napełniani duchem od razu??

Większość z nas nigdy nie nawet nie przeżyło „Pierwszego Dnia” swego chrześcijaństwa takiego, jakie widzimy w Biblii. Straciliśmy ewangelię i nawet jej nie znamy. Wymyśliliśmy ewangelię „wygody”, ewangelię bez krzyża, bez świętości czy mocy do prowadzenia chrześcijańskiego życia. Ewangelię, która nikomu nie pokazuje jak mieć CZYSTE SUMIENIE i jak Z NIM CHODZIĆ. Chce powiedzieć wam, że taka ewangelia NIE JEST EWANGELIA WCALE i powinniśmy się wstydzić samych siebie, że głosimy taką parodię. Nic dziwnego, że współczesny kościół jest letni! Ewangelia jest fundamentem, na którym wszystko inne jest zbudowane. Bez niej nie mam niczego – literalnie niczego. Ma to wpływ na wszystko, co robimy i wszystko czym jesteśmy. Jej strata jest największą katastrofą jaką można sobie wyobrazić. Jak możemy ją odzyskać?

Często na tej liście mówimy o „przebudzeniu”, lecz to, z czego wielu nie zdaje sobie sprawy, to fakt, że „POWRÓT DO EWANGELII” jest kluczem, który przyniósł Wielkie Przebudzenia – EWANGELIA odnowiona i głoszona z mocą. Jest to dokładnie to, co się działo w czasach, gdy głosili Wesley, Finney, Whitefield itd… i to musi się wydarzyć ponownie dzisiaj!

Tak więc „przebudzenie” dla mnie oznacza coś znacznie więcej niż zwykłe, przelotne nawiedzenia. Jest to długotrwałe odnowienie prawdziwej ewangelii – a zatem i kościoła również. Jeśli chcemy odnowionego chrześcijaństwa dziś to musimy najpierw szukać odnowienia TEJ EWANGELII. Jest to najważniejszy klucz do wszystkiego.

O Boże, ześlij takie przebudzenie! PRZYWRÓĆ PONOWNIE TĄ EWANGELIĘ  i tych, którzy będą GŁOSIĆ JĄ!  O, Boże, wołamy do ciebie w potężnym imieniu Jezusa. Amen

——————————————————————————-

prophetic@revivalschool.com

Niech was wszystkich Bóg błogosławi

Andrew Strom.

сео продвижение что это

Wolność, albo śmierć

Doug Perry, 7/3/06

Czy w sercu Boga może być coś bardziej pilnego od rozluźnienia więzów haniebności, rozwiązania bandaży jarzma i wypuszczenia  uciśnionych na wolność (Iz. 58). Czy jest coś bardziej potrzebnego od Wolności?  Wolności od wszystkiego, co wiąże nas z tym światem i z naszym ciałem – ciałem śmierci, które nosimy ze sobą wszędzie.

Po prostu wiem, co chrześcijanie powinni robić nieustannie – dla siebie nawzajem i dla „świata”.

Przy wejściu do Statuy Wolności w Nowym Yorku są wyryte następujące słowa:

Daj mi twoje zmęczenie i biedę,

I twoich westchnień do wolności bezład,

Wszystkie odrzucenia, nędzę, całą życia schedę,

Wyślij je, bezdomny, i rzuć je na wiatr,

Podniosę mą lampę obok złotych drzwi.

Te słowa powinny znajdować się na każdym budynku kościelnym nad drzwiami i wszyscy powinni nimi żyć, lecz, niestety,zbyt wielu nie żyje tym.

4 lipca to dobry czas na potwierdzenie znanego powiedzenia Patryka Henry : „Dajcie mi wolność, albo zabijcie mnie”  (Give me Liberty or give me death!). Czy faktycznie tak to rozumiemy? Czy chcemy być wolni od wszystkiego, co chce nam utrudnić pełnię Chrystusa? Czy rzeczywiście chcemy wolności od wszelkich innych innych związań? Czy chcemy, aby miasto Wolności, Missouri, tchnęło wolnością? Czy w ogóle wiemy jak ona wygląda? Ile jest dla ciebie warta? Z czego jesteś gotów zrezygnować,aby być wolnym? Wolność wymaga poświęcenia.

Poniższy artykuł jest jednym z najcięższych jakie kiedykolwiek napisałem. Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że nie będziesz mógł spać przez niego. Mam nadzieję, że dosięgnie cię, umotywuje i doprowadzi do pokuty i powrotu. Musimy wreszcie przestać wytykać palcami i zacząć BYĆ jednym ciałem. Ja pierwszy przyznaję się do tego, że nie postępowałem do tej pory tak jak powinienem – jest to ta część, z której pokutowałem w ostatnim liście. Musimy ufać, że Bóg ma również tę drugą osobę pod kontrolą, bez względu na to, jak złe mamy o niej zdanie. Musimy zaprzestać podejmowania prób kontrolowania i manipulowania, i przekonać wszystkich dookoła jak bardzo się mylili. Musimy  pozwolić na to, aby Bóg zrobił swoje dzieła i to w taki sposób, jak On uważa za właściwy.
Muszę być w tym pierwszy albo nie mogę oczekiwać, że zrobi to ktokolwiek inny.

Codziennie o 7 wieczorem odbywają się spotkania modlitewne w Bennet Park. Bądź tam w pobliżu, aż zobaczysz kogoś, kto wygląda na człowieka znającego Jezusa. Jeśli nie będzie nikogo zacznij modlić się i być może jacyś inni chrześcijanie pojawią się. Przynieś gitarę (czy cokolwiek) jeśli chcesz. Tu nie chodzi o żadnych liderów i programy, lecz o Ciało usługujące Ciału. Już teraz dwukrotnie Pan sprawił, że zapowiadaliśmy spotkania, na które nie mogliśmy dotrzeć! Jak szalone może to być!? Pan wyraźnie pokazał nam, że nie potrzebuje żadnych chrześcijańskich znaków, abyśmy się mogli znaleźć nawzajem i że nie potrzebuje tam również NAS, aby się chrześcijanie modlili! I, wiecie co? Miał rację.

Doug

II Kron. 7:14   Jeśli ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię.

Ciało Chrystusa? – Doug Perry,
7/3/06
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gdy przyglądam się w skupieniu temu, w jakim stanie jest Kościół, coraz bardziej ogarnia mnie frustracja, ponieważ wydaje się, że nikt tak naprawdę nie jest świadomy problemów i potrzeby pokuty. Walczę z tym, co z tym zrobić. Być może ludzie myślą, że ponad 37.000 denominacji, które obecnie mamy jest czymś dobrym. Być może oszustwo, marnotrawstwo, podziały i egoistyczne ambicje są częścią ludzkiej kondycji i nic na to nie można poradzić (choć On mówi, że przychodzi po Oblubienicę czystą, bez skazy, zmazy to ja myślę, że to są skazy). Być może nikt nigdy nie powiedział im o tym, jak bardzo rani to Chrystusa, mam nadzieję, że to, co napisałem, pomoże w jakiś sposób. Mam taką nadzieję, że to wypali nieusuwalne znamię na naszym sumieniu, które spowoduje, że będziecie krzyczeć z bólu każdego dnia. Prawdopodobnie właśnie tego potrzeba, aby dokonać tego zwrotu.

Rzymianie i faryzeusze konspirowali  wspólnie, aby ukrzyżować Jezusa. Nie tylko ukrzyżowali Go, lecz pluli na niego, bili Go, biczowali, aż ukazały się kości. Baranek Boży krwawił idąc drogą przez całą przez Jerozolimę, po czym przybili Go nagiego i zawiesili tak, aby wszyscy Go mogli zobaczyć. Biblia mówi, że był nie do rozpoznania jako człowiek, a co dopiero jako Jezus. Umieścili nad Jego okrwawionym, złamanym, upokorzonym ciałem tablicę sarkastycznie głoszącą, że jest Królem Żydów. Walczyli o Jego ubrania. Przebili Jego bok, aby mieć pewność, że nie żyje po czym pochowali go w grocie.

Wszyscy słyszeliśmy o tym bólu i cierpieniu, które zniósł, nie tylko w fizycznym wymiarze, bo grzech, który niósł musiał być niewiarygodnym ciężarem. Duchowa wojna i pokuszenie, aby Go sprowadzić z powrotem na dół, aby zawołać dziesięć tysięcy aniołów pomsty, musiały być straszliwe. Nikt z nas nawet nie może sobie wyobrazić tego, przez co przechodził w tych ostatnich 24 godzinach.

Jak faryzeusze i Rzymianie mogli być tak okrutni? Jak ktokolwiek mógł wyrządzić tego rodzaju krwawe, nieczułe zniszczenie innej ludzkiej istocie – a co dopiero Synowi Bożemu?! Jakimi potworami musieli być ci, którzy tak torturowali i poniżali człowieka? Jakie złe duchy musiały nad nimi panować w tej godzinie, że byli w stanie zrobić coś tak obrzydliwego niewinnemu człowiekowi?

Wszystko, co dzieje się w naszym „naturalnym” świecie ma swój duchowy odpowiednik. Ludzkie ciało Chrystusa powstało z martwych i pozostaje z Ojcem, lecz 1 Kor 12:27 i Ef. 4:12 oraz  wiele innych miejsc mówi, że Kościół jest Ciałem Chrystusa. Czy wiesz, co to znaczy?

To znaczy, że to MY jesteśmy duchowym Ciałem Chrystusa i że jest to dla Jezusa równie realne jak było jego fizyczne ciało. Oznacza to również, że to my jesteśmy jeszcze bardziej podli, bez serca i opanowani przez złego niż Rzymianie i faryzeusze kiedykolwiek mogli być. Widzisz, to my biczujemy codziennie w Ciało Chrystusa dziewięcio-rzemiennym batem od około osiemnastu stuleci. To my wbijamy haki, rozcinamy i rozrywamy jego ciało od wielu pokoleń. To my walczyliśmy o Jego szaty plując na Niego od czasów, gdy pierwsi chrześcijanie zaczęli umierać. Pozostawiliśmy smugę Jego krwi na całym świecie i to nie w dobrym sensie.

Aby posiekać Ciało Chrystusa na ponad 37.000 denominacji musieliśmy dosłownie przepuścić jego ciało przez rozdrabniarkę do mięsa. Odrąbaliśmy palce (kciuki nóg) i sklonowali je tak, aby zapełnić stodołę kciukami, które nie zgadzają się na ponowne przyłączenie do reszty ciała. Pomarszczyliśmy i poszatkowali Jego ciało, okradli z poszczególnych członków jak stado głodnych hien zżerających świeże zwłoki. Skoro jest Chrystusem, jest TAK bardzo lepszy; lepszy kiedykolwiek moglibyśmy być, on znosi to w cichości, jak owca prowadzona na rzeź. Nieustannie opiera się chęci wezwania 10.000 aniołów i pomszczenia tego, co robimy z Jego ciałem. I jest to również dobre, ponieważ do tej pory powinniśmy zostać ZRÓWNANI Z ZIEMIĄ za to, jak wiele bólu sprawiliśmy Jemu. Ignorowaliśmy tych w potrzebach, a skupiliśmy się na naszych agendach, wprowadziliśmy złośliwe nowotwory i trucizny, oraz wszelkiego rodzaju obrzydliwości do Jego ciała.

Gdy Jezus pojawił się w ciele, zniósł uderzenia niewielu ludzi i niewielu pluło na Niego i to wszystko działo się w ciągu niewiele ponad 24 godzin. Lecz w duchu, bijemy go bezlitośnie od stuleci. Pod naszym własnym zarządem nie ma nawet najmniejszego znaku tego, że „kościelny” system, który zbudowaliśmy, zamierza w ogóle przestać to robić. Nie zgadzamy się na przyłączenie do centralnego systemu nerwowego i przyjmowanie rozkazów z mózgu. Odmawiamy zgrania wysiłków wszystkich członków ciała, a więc całe Ciało po prostu leży i rzuca się w drgawkach bólu. Niektóre członki wyglądają tak, jakby w jakimś kierunku zmierzały, lecz jest to raczej iluzja pośmiertnego tężenia niż rozwój. Jeśli WSZYSTKIE członki nie odbierają rozkazów od Głowy, kręcimy się tylko w kółko, Pan codziennie coraz więcej krwawi a ludzie, których mieliśmy zdobywać, umierają.

Jeśli wydaje ci się, że to tylko metafory i sytuacja nie wywołuje u Jezusa bólu, to po prostu nie rozumiesz natury Jego miłości do nas i pragnienia, aby Jego ciało było zdrowe. W ew. Jana 17 zapisane jest, że modlił się, abyśmy byli jednym ciałem, ponieważ, jeśli nie, TAKI będzie wynik. W istocie, modlił się o to, aby kielich cierpienia dotykającego Jego fizycznego ciała został odsunięty jeśli to możliwe ORAZ aby kielich cierpienia Jego duchowego ciała został odsunięty, jeśli to możliwe. Ale nie było możliwe, ani jedno, ani drugie. Przez wszystkie stulecia Jezus płacze, a Ojciec gniewa się. Znosi codzienne tortury na skalę jakiej nikt z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić. Wywołaliśmy więcej bólu niż faryzeusze i Rzymianie mogli sobie nawet wyobrazić. Fizyczne ciało ma pewne granice, do których jest w stanie wytrzymać, lecz duchowe Ciało Chrystusa najwyraźniej nie ma takich granic wytrzymałości. Co jeszcze gorsze, faryzeusze i Rzymianie nienawidzili Go i nie wierzyli Mu – my zaś głosimy, że wiemy, że jest Synem Bożym i mówimy, że kochamy Go, a jednak jesteśmy właśnie tymi, którzy wywołują rzeczywiste zniszczenia. Nadal zbieramy się w naszych maleńkich pudełeczkach, śpiewamy pieśni chwały Jezusowi, bierzemy udział w Wieczerzy z podniesionym obliczem, podczas gdy jako zbiorowość profanujemy i bezcześcimy Jego ciało.

Powiem wam, że gdybym ja był Ojcem i kochał mojego jedynego syna Jezusa ze wszystkich sił, to w którymś momencie WYMUSIŁBYM powstrzymanie tortur Jego ciała. Jeśli oni nie zaczną być jednym ciałem, to zdobyłbym ich uwagę w jakikolwiek sposób. Jeśli będę musiał, poślę trzęsienia ziemi, tsunami, wojny, plagi, głód,… cokolwiek. Jeśli nadal będą śpiewać i tańczyć, jeśli nadal będą całkowicie nieświadomi i ślepi, to zabiję 2/3 planety jeśli tylko potrząśnie nimi i zaczną być jednym ciałem. Dokładnie na to wygląda, gdy czyta się, co Księga Objawienia przepowiada na nadchodzące czasu – i my zasługujemy na to. A gdybym był tobą nie liczyłbym na „porwanie” zanim zaczną się cierpienia. Ponieważ to Kościół miał światu zanieść światło, a tak naprawdę jest tam CAŁKIEM ciemno, jestem całkiem pewien, że ten smutny stan rzeczy jest naszą winą. To my jesteśmy tymi, którzy wiedza lepiej i tymi, którzy dokonują rzezi na Ciele Chrystusa od stuleci. Nie widzę żadnego powodu, abyśmy mieli uniknąć konsekwencji tego, co zrobiliśmy. Pan zamierza dać nam porządnego klapsa i nie minie to nas w przyszłości. Nie myśl,że unikniesz cierpienia, tak nie będzie.

Nasza jedyna nadzieja to płacz, pokuta i narzekanie przed ołtarzem. Musimy przepraszać i rzeczywiście mieć to w sercu, po czym odwrócić się od naszych złych dróg i wejść pod JEGO Panowanie. Żadnych struktur więcej, systemów i ludzkich tradycji. Jeśli nie zaczniemy działać jak Jedno Ciało sami, to nasz Ojciec zamierza zabić te wszystkie członki ciała, które nie bawią się ładnie razem, a potem wszczepi po kawałku te, które to docenią. Podobnie jak prostytutki czy dealerzy narkotykowi, bezdomni, zagubieni, rude dzieci i cierpiący ludzie będą bronić Jego ciała aż do śmierci i nie będą słuchać nikogo, lecz wyłącznie JEGO. Wypal to na swoim umyśle. Przepuściliśmy Ciało Chrystusa przez maszynkę do mięsa. Posyłaliśmy ludzi do seminariów, aby się uczyli jak siekać Ciało Chrystusa na coraz mniejsze kawałeczki. Płaciliśmy im, aby to robili. Usprawiedliwiając siebie sami, znajdowaliśmy przyjemność w oddzielaniu się od innych, którzy mieli Ducha Świętego w sobie. Walczyliśmy o Jego szaty. Przybiliśmy nad Jego głową znak, ogłaszający dumnie światu,  że Ta zbita, krwawiąca masa była właściwym reprezentantem Króla Królów. Jesteśmy złodziejami i kłamcami, i mordercami pierwszego rzędu.

Jest tylko jedna prosta norma: jeśli Duch Święty jest we mnie i Duch Święty jest w tobie, to jesteśmy Jednym Ciałem i musimy wyobrazić sobie to, w jaki sposób wytrzymywać ze sobą nie zabijając siebie nawzajem. Musimy przestać z tym, zanim będzie za późno.

Proszę? Jeśli kochasz Jezusa, czy możesz przestać torturować Jego ciało? Możesz powiedzieć Mu, że chcesz mieć współudział w Jego cierpieniach i pomóc nieść ten ciężar, aż do końca? Czy możesz uznać swoją część w tym, jakkolwiek małą i przestać? Czy możesz naciskać na zgodę, od teraz? Czy możesz poprosić Ojca, aby pozwolił ci odczuwać ból jaki czuje Jezus? Czy możesz poprosić Ojca, aby dał ci patrzeć Jego oczyma?

Wiem, o tym, że ON chce ci to pokazać.

Proszę, powstrzymaj to.

раскрутка

Dlaczego świat nie nienawidzi nas?

Prześladowania za głoszenie…

„Nie mamy prześladowań tutaj w Ameryce”. Te słowa są dziś wypowiadane z ust wielu chrześcijan. Słyszałem jak ludzie mówili coś takiego: „Straszne prześladowania są w innych krajach, lecz tutaj, w Ameryce, mamy wolność i prawa, która zapewniają nam bezpieczeństwo”. Pewny jestem, że nieraz to sam słyszałeś. O ile prawdą jest, że w innych krajach są ogromne prześladowania to nie jest prawdą to, że w Ameryce nie mamy prześladowań z powodu „wolności” i „praw”. Wiem, o wielu chrześcijanach, którzy są prześladowani, aż do wtrącenia do więzienia włącznie za nic więcej jak tyko głoszenie ewangelii. Brak biblijnych prześladowań we współczesnej Ameryce jest bezpośrednio związana z brakiem biblijnego głoszenia.

Kiedy chrześcijanin spada z łóżka o północy to może oskarżać diabła i nazywać to walką duchową. Jeśli idąc chodnikiem uderzy się w duży palec u nogi, może to nazywać „atakiem przeciwnika”, lecz prawda jest taka, że diabeł nie jest zainteresowany, ani nawet nie zwraca uwagi na wielu członków kościoła. To pycha powoduje, że wielu z nas wierzy, że diabeł staje przeciwko nim. Jeśli nie uderzymy diabła silnie to i on nas nie uderzy mocno. Czy rzeczywiście wierzymy w to, że diabeł zwraca na nas uwagę, lub że jesteśmy znani w piekle, jeśli po prostu trzymamy się siebie i siedzimy zamknięci w naszych „kościelnych” budynkach. Jeśli na nasze świadczenie składa się okazjonalny, przyjacielski akt dobroczynności, dlaczego by diabeł miał nas prześladować? Przecież on dobrze wie, że „wiara płynie ze słuchania”? (Rz. 10:1). Za dużo jest mowy o bronieniu się przed przeciwnikiem, a za mało o tym, aby diabeł sam musiał bronić się przed nami.

Jedynymi prześladowanymi chrześcijanami będą chrześcijanie głoszący ewangelię, ci, którzy wołają do świata: „oczyśćcie swoje ręce, grzesznicy, i serca ludzie o rozdwojonej duszy” (Jk. 4). Najwięcej jest kąsany jest ten, kto trzęsie ulem, a ten kto zakłóca spokój kopca mrówek ognistych (pierwotnie odmiana występująca w Płd. Afryce), bardzo szybko dowie się, dlaczego tak zostały nazwane. Diabeł jest całkowicie pochłonięty prowadzeniem spętanych grzeszników do piekła, lecz jeśli tylko zbliżysz się z obcęgami do ich kajdan, aby uwolnić więźniów, dowiesz się szybko, że głoszący chrześcijanin jest prześladowanym chrześcijaninem. „I zobaczyłem dusze tych, którzy zostali ścięci ZA TO, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże” (Obj. 20:4). Przyczyną tego, że są tak wielkie prześladowania naszych braci i sióstr, którzy aktualnie głoszą ewangelię w Azji, jest to, że świadczą oni zgubionym o przemieniającej życie mocy Jezusa Chrystusa i głoszą Słowo Boże. A ponieważ wielu tutaj, w Ameryce, nie głosi tak jak głosi się w Azji, to nie mamy udziału „w Jego cierpieniach”, tak jak ci w Azji.

 Choć może nam się wydawać, że wypełniamy nasz chrześcijański obowiązek, gdy wiernie chodzimy na niedzielne nabożeństwa w naszym lokalnym kościele, to chciałbym powiedzieć, że bardzo się mylimy. Chrystus nie powiedział, „idźcie za mną, a ja sprawię, że będziecie chodzić do kościoła”. Świat nigdy się nie zmieni przez chodzenie do kościoła. To dlatego Chrystus powiedział: „chodź za mną, a ja uczynię cię rybakiem ludzi” (Mt. 4:19). Chrystus przyszedł, aby szukać i zbawić zgubionych; zatem ci, którzy idą w Jego ślady, czynią podobnie. Jeśli chcesz zobaczyć czy ktoś jest prawdziwym uczniem Chrystusa, przyjrzyj się temu, jak świadczy a to pokaże ci, jak blisko idzie za Panem i jak bardzo wierzy Słowu Bożemu.

Jedno z pierwszych doświadczeń, jakie miałem, gdy zacząłem świadczyć nastąpiło wkrótce po moim nawróceniu. Zostałem wyklęty z biblijnego studium, ponieważ widzieli, że rozdawałem traktaty ewangelizacyjne zgubionym. Powiedzieli mi: „nie chcemy, żebyś psuł dobre imię studium biblijnego”. A jednak Chrystus „wyprał się samego siebie” (Flp. 2:7). W którymś momencie jeszcze jeden członek studium biblijnego rozdawał wraz ze mną traktaty, lecz gdy informacja o tym przyniosła wyrzuty świata, wkrótce zostało to zarzucone. Gdy statek naszej dobrej reputacji zaczyna tonąć, człowiek gotów jest wyrzucić z niego wszystko i wszystkich, aby tylko utrzymał się dalej. Jeśli chcesz zmienić świat odrzuć swoją reputację i jeśli chcesz być żołnierzem Krzyża i prowadzić wojnę o zdobycie dusz ludzkich, niech ci nawet przez myśl nie przejdzie przyłączanie się do Chrześcijańskiego Klubu. Żołnierze nigdy nie pasowali do zwykłych członków Klubu. Dopóki trzymamy się naszej reputacji i nie próbujemy „zrujnować naszego własnego imienia” w świecie, nigdy nie zmienimy świata jak to zrobił nowotestamentowy kościół. Będziemy przynosić wstyd imieniu Chrystusa jeśli pozwolimy na to, aby strach przed ludźmi był większy niż nasza bojaźń Boża. Wielu spośród nas nie przeszkadzało by, gdyby mówiono o nas, że: „o wierze waszej mówi się po całym świecie” jak to było z Kościołem NT, lecz z pewnością nie chcielibyśmy słyszeć o sobie, jak też mówiono wtedy: „sekta, której się wszędzie sprzeciwiają” (Dz. 28:22). Jeśli robimy to, co robił nowotestamentowy kościół i mówimy: „o grzechu, wstrzemięźliwości i nadchodzącym sądzie (Dz. 24:25), to będziemy przeżywać to samo, co pierwszy kościół: prześladowania i zbawienie dusz.

 Jeśli nasza służba nie jest służbą typu nowotestamentowego to nie jest służbą w ogóle.

 Wielu chrześcijan jak tylko poczuje nosem najdrobniejszy nawet zapach trudności czy nawet lekki smrodek prześladowań, ucieka w przerażeniu i strachu, zamiast maszerować do przodu w bożej odwadze i pełnym pokoju przekonaniu, że Chrystus jest z nami zawsze, nawet wewnątrz ognistego pieca. Musimy pamiętać o tym, że gdy stajemy twarzą w twarz z prześladowaniami i oko w oko z uciskiem, Chrystus pomoże nam w tych trudnościach i da pokój w tym czasie. Gdy jesteśmy zmuszani na kompromisu tam, gdzie nie może być mowy o kompromisie; do wyrzeczenia się tego, czego wyrzec się nie wolno; gdy jesteśmy zmuszeni do posłuszeństwa władzy ludzkiej, zamiast Bożej; to święty bunt i pobożne nieposłuszeństwo są nie tylko konieczne w tej wojnie lecz są naszym jedynym wyborem wobec tych niedorzecznych żądań. Kaznodzieje mówią mi: „Władze usiłują uciszyć moje publiczne przesłanie, czy powinienem słuchać Boga czy ludzi?” Mówię im, że, jeśli chcą otrzymać szczerą odpowiedź, niech zapytają dusz w piekle, co one o tym myślą a otrzymają pewną odpowiedź.

Pierwsi kaznodzieje metodystów, gdy głosili ewangelię w publicznych miejscach byli bardzo poważnie prześladowani, lecz zamiast uciekać maszerowali ku chwalebnemu zwycięstwu. Ci mężczyźni przewrócili świat do góry nogami, a świat usiłował odwrócić go z powrotem. John S.Simon opowiada nam taką historię: Gdyby metodyzm nie miał kontaktu z tłumami, nigdy nie zdobyłby tej części Anglików, którzy najbardziej potrzebowali zbawienia. „Religijne socjety” zamknięte w swoich pokojach, nigdy nie zreformowałyby kraju. Konieczne było, aby powstała rasa bohaterskich mężów, których stać było na odwagę konfrontacji z najdzikszymi i najbardziej brutalnymi ludźmi, aby powiedzieć im o znaczeniu grzechu, wskazać na krzyż Chrystusa i Tron Sądu. Ustawiczne napady tłumu na metodystycznych kaznodziei pokazywały, że zdobyli masy. Z pierwszorzędną odwagą, rzadko porównywaną do pól bitewnych ci kaznodzieje stale i wciąż uderzali w te miejsca, z których byli wyrzucani przemocą, aż do chwili, gdy ich wytrwałość stępił antagonizm ich napastników. Wtedy, z tego niegdyś rozwścieczonego tłumu, zbierali się mężczyźni i kobiety, których serc dotknął Pan”.

Podobnie jak metodyści, członkowie Armii Zbawienia napotkali na biblijne prześladowania za swoje biblijne głoszenie. W pełnych chwały dniach Armii Zbawienia w czasie zgromadzeń na otwartym powietrzu musieli przejść przez liczne boje po to, aby wygrać wojnę. Winkie Pratney mówi nam: „Byli wiązani, bici pięściami, kopani, opluwani, obrzucani płonącą siarką i ostrzeliwani ze statków, a całe gangi liczące setki a nawet tysiące członków napadały na nich, aby powstrzymać tą małą świętą grupę. Lecz pomimo tego, Armia wchodziło do miasta pokryta błotem, lecz nie zawstydzona. Klęcząc w centrum miasta, podnosili w górę głosy: „Panie Jezu, w Imieniu twoim ogłaszamy, że to miasto należy do Boga”, po czym wstawali z kolan i brali je bez względu na okoliczności!”

Również my możemy zmienić ten świat, podobnie jak oni, jeśli będziemy równie zdeterminowani i oddani.

Widziałem chrześcijan, którzy porzucali to, co nazywam „ewangelizacją frontową” gdy tylko pojawiły się jakieś prześladowania, myśląc, że zrobili coś źle. Nic bardziej błędnego. Prześladowania są znakiem tego, że stałeś się celem mocy ciemności, że jesteś przyczyną zmian dla Królestwa Bożego. Coś przeraźliwie niewłaściwego jest w naszych służbach jeśli nigdy nie natykamy się na opór. Czy Chrystus nie powiedział: „i będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla imienia mego”? (Łuk 21:17). Źle reprezentujemy Jego imię jeśli nie sprowadza dotyka nas to samo, co działo się z Nim. Głoszenie na otwartym powietrzu nie przyniesie ci chwały ludzi. Otwarta służba doprowadziła do wywyższenia Jezusa na krzyżu, a nie wywyższenia wśród podziwu ludzi.

Nawet jeśli trzeba biec pod górę, musimy dokończyć biegu;nawet jeśli trzeba płynąć pod prąd, musimy trwać! W tempie w jakim ostatnio odbywają się tutaj w Ameryce sprawy dla ulicznych kaznodziejów wydaje się, że o wiele więcej amerykanów będzie zmuszonych do rozpoczęcia służby więziennej, ponieważ dokładnie tam zmierzamy. Nie będę już więcej zaskoczony tym, że uliczni kaznodzieje są aresztowani, dziwić mnie będzie, jeśli usłyszę, że ktoś nie został zamknięty. Nigdy nie będę narzekał na te kilka aresztowań za głoszenie, ani nie będę narzekał, gdy znowu się to stanie. Nie spodziewam się gorszego traktowania, niż był traktowany Jezus, mój Pan, i wszyscy wielcy mężowie wiary, którzy szli przed nami. Czyż głoszenie Jana Chrzciciela nie doprowadziło go do więzienia? Czy głoszenie Chrystusa nie zaprowadziło Go na krzyż? I.E.Evans napisał: „jeśli ludzie rzeczywiście zaczynają się bać kogoś z powodu tego, co zwiastuje i usiłują go uciszyć zabijając go, to znaczy, że zwiastował w potężny sposób”.

Tylko wtedy możemy zapłacić cenę za dusze, gdy jesteśmy gotowi zapłacić koszty cierpienia. Nie ma innego sposobu na podążanie za Chrystusem jak tylko wziąć swój krzyż. Jakkolwiek bolesne i pełne agonii to jest, to przypadek Chrystusa jest wystarczająco wiele warty. Leonard Ravenhill napisał: „Gdy naród wzywa swych pierwszych mężów do walki rodziny są rozbijane, pełne słodyczy serca przekazują sobie pożegnania, przedsiębiorstwa są dostosowywane na potrzeby wojennej produkcji, reglamentacja i niewygoda są akceptowane – wszystko dla wojny. Czy możemy zrobić mniej dla największej walki, której ten świat poza krzyżem nigdy nie widział – owego oblężenia świętości, czystości i duchowości na koniec czasów?

Kiedyś głosiłem do szydzącego tłumu grzeszników na błoniach w Connecticut. Pamiętam szczególnie jednego wyjątkowo wściekłego mężczyznę. Był w gorszym stanie niż jego kolega, który już groził, że mnie pobije i wybije mi zęby. Był tak wściekły, że nie mogąc już dłużej znieść mojego głoszenia, przedzierał się do tyłu. Wkrótce potem znowu wrócił, lecz tym razem zobaczyłem na jego twarzy zmianę, gdy powiedziałem: „Zapewniam was, że jeśli się nie narodzicie na nowo, nie możecie oglądać królestwa Bożego” (Jn.3:3). Zamiast okazać swą zwykłą jadowitość, powiedział – wierzę ku jego samego zdumieniu – że wierzy, że to prawda. Duch Święty dopadł go potwierdzając Słowo Boże w jego sercu. Bez dalszego przerywania skończyłem moje przesłanie, a on stał i słuchał każdego słowa. Gdy skończyłem podszedł do mnie, przeprosił mnie za swoje głupie zachowanie. Gdy rozmawiałem z nim o jego duszy, pojawiło się w jego oczach poważne przekonanie. Powiedział, że musi załatwić swoje sprawy przed Panem, zwrócił się do swojego przyjaciela i powiedział: „Mam już tego wszystkiego dosyć, mam dość!” mając na myśli grzech. Zapewnił mnie, że zamierza szukać Boga, pokutować ze swoich grzechów i zacząć czytać Biblię, którą już miał. Zazwyczaj ci, którzy najbardziej ci się sprzeciwiają, najbardziej są dotykani.

Prawdą jest, że zawsze publiczne głoszenie ewangelii wiązało się z wielkim oporem i będzie nadal wielki w naszych czasach, lecz odpłata dusz zawsze będzie tego warta. George Whitefield, który był kaznodzieją ulicznym, który rozpalił pierwsze Wielkie Przebudzenie Ameryki, usiłował dzielić się tą prawdą ze swoim pokoleniem, a być może nasze pokolenie usłyszy te słowa głośno i wyraźnie. Arnold Dallimore pisze o Whitefield’zie: „On pobudzał wszystkich kaznodziejów, żeby nie byli zadowoleni z niedzielnego głoszenia, lecz aby robili to w ciągu tygodnia, aby głosili na otwartym powietrzu i nie ograniczali się do swoich parafian, lecz szli wszędzie, gdziekolwiek znajdują się stracone dusze i głosili im łaskę Bożą. Takie działania, zapewniał ich, wywołają opozycję władz i nienawiść świata, lecz będą również świadczyć o błogosławieństwie Bożym”. Whitefield zbyt dobrze wiedział, co to znaczy opozycja władz i nienawiść świata, lecz był również mężem, który był świadkiem wielkiego Bożego błogosławieństwa, prowadząc tysiące zdesperowanych, straconych dusz do rzek Życia po oczyszczenie! Whitefield grzmiał Słowem Bożym, aby zbudzić mężów z ich głębokiego snu, ściągnąć ich z wygodnych łóżek grzechu. Potrzebujemy dzisiaj takich mężów jak on, którzy będą jak irytujące budziki wzywać ludzi do powstania i udania się pod zimny prysznic pokuty.

Po Whitefield’zie, nadszedł młody człowiek, który sprowadził ewangelię do miejsca, do którego ona należy. Również i on doświadczył taranów świata i błogosławieństwa Bożego. Tym młodym człowiekiem był William Booth, założyciel Armii Zbawienia. Ponieważ biedni bardzo rzadko chodzą do Kościoła postanowił on zanieść ewangelię biednym.

I oto jesteśmy już w naszych, dzisiejszych czasach, gdzie miliony dusz buntują się przeciwko Bogu i znajdują się na równi pochyłej do piekła. Diabeł walczy o ich wieczność. Oto jesteśmy więc w naszych czasach, gdy wielu z pośród nas ukrywa się przed światem w kościelnych pomieszczeniach, podczas gdy świat wokół nas ginie. Raczej wolimy nie głosić, ponieważ jest to tak niewygodne, tak niezręczne. Lecz powiedz mi coś: Czy krzyż był wygodny dla Chrystusa? Jak wiele dusz ginie z powodu wygody i komfortu jaki zachowujesz?

Jeśli głosisz prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, będziesz źle traktowany, niezrozumiany, a słowa twoje przeinaczane. Jeśli zamierzasz stanąć za Chrystusem, spodziewaj się tego, że świat będzie starał się wepchnąć cię z powrotem do dziury. Spodziewaj się tego, że będziesz musiał zanieść krzyż na górę Kalwarii, aby być tam ukrzyżowanym, lecz musisz pokonać wszelkie trudności na rzecz ewangelii życia wiecznego. Zbyt wielu mamy delikatnych mężczyzn, a zbyt nieliczni są strażnicy, którzy dmą w trąbę ogłaszając: „uciekajcie przed nadchodzącym gniewem” (Łuk 3:7). Jeśli pokonamy wszelkie przeciwności i będziemy głosić ewangelię bez względu na to, co się dzieje, również i my możemy być naocznymi świadkami cudu nowych narodzin zgubionych.

Z listy subskrypcyjnej:

REVIVAL SUPERSITE – http://www.revivalschool.com

сайта

NIebezpieczeństwo spoufalenia

Chip Brogden

Łuk 7:44 in.

Wszedłem do twojego domu, a nie podałeś mi wody do nóg moich;.

Jak często traktujemy lekko obecność Jezusa? Nasza pseudo-chrześcijańska kultura jest bluźniercza. Nie mówię o świeckości języka, lecz o traktowaniu boskich rzeczy ze swobodną, apatyczną i nonszalancką postawą. Bluźnimy świętym rzeczom traktując je jak coś zwykłego, normalnego, powszechnego oi rutynowo.

Ciekawe jest to, że tylko ci, którzy znają Świętego zagrożeni są spoufaleniem w tej dziedzinie. Niewierzący, ci którzy nie są ze Świętym zaznajomieni, nie mogą bluźnić temu, czego nie rozumieją.

Niebezpieczeństwo spoufalenia polega na tym, że wiemy i zaniedbujemy.

Właśnie tutaj w Ewangelii Łukasza w 7 rozdziale jest to dla nas zilustrowane. Faryzeusz zaprosił Jezusa na obiad. Nie jest to jakiś nieobeznany z religijnymi sprawami człowiek, lecz członek najbardziej ostrego stronnictwa religijnego. Jezus przyjął jego zaproszenie i wszyscy zasiedli do posiłku.

W czasie, gdy siedzieli przy stole, weszła do pomieszczenia kobieta z alabastrowym słoiczkiem oleju. Wiemy, że była grzesznicą, ponieważ Łukasz tak komentuje wydarzenie: A oto pewna kobieta z tego miasta, grzesznica,… (7:37 in.). Ta grzesznica robi coś dziwnego i wspaniałego: obmywa stopy Jezusa  swymi łzami i wyciera je włosami, całując Jego stopy; namaszcza je też przyniesionym pachnącym olejem.

Oczywiście, faryzeusz jest ogromnie zgorszony tym, że ta grzesznica przyszła nieproszona do jego domu. Jest również nieco zmieszany tym wyrazem uczucia. Myśli sobie: Gdyby Jezus był prorokiem, wiedziałby, kim i jaka jest ta kobieta, która go dotyka, bo to grzesznica. Lecz w umyśle  Jezusa, istotne jest to: Kto faktycznie Mnie kocha, a kto mnie lekceważy.

W tamtych czasach nikt nie podróżował dla przyjemności. Powszechnie nie lubiano tego ze względu na upał i brudną przeprawę, której unikano, jeśli tylko było to możliwe. Większość ludzi, w tym i Jezus, podróżowała na piechotę, tak więc rytuał zajmowania się gośćmi był związany ze stałymi zasadami i koncentrował się wokół stóp. Po wejściu do czyjegoś domu, gospodarz witał gościa pocałunkiem w oba policzki i oferował wodę do umycia zmęczonych i brudnych nóg. Jeśli było to możliwe proponowano również jakieś perfumy i olej, aby gość mógł się odświeżyć. Jednak faryzeusz nie dopełnił tej nawet w najbardziej podstawowej, zwykłej i tradycyjnej grzeczności  wobec gościa (7:44-46 in.):

Nie  dałeś wody do stóp moich…., nie pocałowałeś mnie, … głowy mojej nie namaściłeś . . .

Obecność Jezusa została lekko potraktowana!  Czy było to tylko przez zapomnienie ze strony gospodarza, czy też coś innego?  Głębszego?

Być może faryzeusz nadmiernie się spoufalił z Jezusem – stał się po prostu troszkę nazbyt swobodny. Z daleka Jezus był niesamowity, a teraz siedział u niego przy stole, w jego domu i mógł się przekonać, że Jezus jest człowiekiem. Może doszedł do wniosku, że Jezus nie różni się tak bardzo od niego. To tylko Jezus, nie się więc czym ekscytować. Niech się sam zatroszczy o wodę i umyje sobie nogi. To jest właśnie niebezpieczeństwo spoufalania!

Mówi się, że poufałość rodzi pogardę. Na początku pragnęliśmy obecności Pana, lecz dziś już lekceważymy ją. Na początku byliśmy w zachwycie, lecz teraz być może nie jesteśmy już tak zdumieni. Jego odwiedziny stają się bardziej rutyną, czymś zwyczajnym, bardziej powszechnym. Przyzwyczailiśmy się już do śpiewanych pieśni a czytanie biblii jest suche; świadectwa składane przez braci i siostry nie poruszają nas, w końcu już to wszystko słyszeliśmy i widzieliśmy tyle razy.

Z drugiej strony właśnie ta kobieta, zachowała cichą cześć, poczucie boskiego zdumienia, majestatyczne wyrażenie zadumy na Tym co Święte. Oddała cześć Temu, któremu cześć się należy. Wykonała to, czego zabrakło. Gdy przybyła i zobaczyła, że nikt nie usłużył Panu, to, na tą jedną chwilę, w tym miejscu stał się On centrum jej istnienia.

Tak niewielu ludzi prawdziwie dziś usługuje Panu Samemu. Oczekują, że Pan będzie usługiwał im i faktycznie robi to. Lecz taka jest natura Pana Jezusa, że On nigdy nie zwróci uwagi na siebie, nigdy nie powie:”Dlaczego nie usługujesz Mnie? Dlaczego Mnie lekceważysz? Dlaczego nie umyłeś Moich stóp?” Będzie milczał i oczekiwał, że ktoś Go zauważy. Być może to właśnie jest przyczyną faktu, że często jest pomijany i lekko traktowany; On nigdy nie stara się o nic dla siebie.

Kiedy po raz pierwszy Pan pokazał mi wagę usługiwania Jemu, nie żądał ode mnie niczego. Po prostu pozwolił mi doświadczyć tego, jak samotny był pośrodku całej religijnej działalności. Tam, wśród naszych wspaniałych kościelnych nabożeństw zrozumiałem, że lekceważymy Jezusa – zbyt dobrze znamy Jego obecność. Gdy zrozumiałem to, jaki sprawia to ból Panu, natychmiast też wiedziałem, co należy zrobić. To właśnie wtedy zrozumiałem, że usługiwać Panu jest rzeczą pierwszoplanową, najważniejszą; podstawowym celem i przyczyną naszego istnienia.

Najlepsi kelnerzy i kelnerki to ci, którzy uprzedzają twoje potrzeby i natychmiast ruszają, aby je zaspokoić – nawet nie musisz o to prosić. Nie mówią: „Czy chce pan jeszcze herbaty?” Patrzą, czy potrzebujesz, a gdy widzą, że masz pustą szklankę, pojawiają się, aby ją napełnić.

Kelner, sługa, usługujący: wszystkie trzy wyrazy mają to samo znaczenie. Oczekiwać na Pana; być sługą Pana; usługiwać Panu; wszystkie trzy opisują tę samą funkcję i cel działania. Najczęściej nie jest to głoszenie, nauczanie, podróżowanie czy budowanie wielkiej służby, lecz wypatrywanie, uprzedzanie i zaspokajanie Potrzeb Pana, którego nikt nie lekceważy.

Pan daje przez calutki dzień; On uczy tłumy; On uzdrawia ich choroby; On wychodzi naprzeciw ich potrzebom, a pod koniec dnia jest zmęczony, ma brudne stopy i potrzebuje odświeżenia. Lecz często jest tak, że Jego potrzeby są całkowicie pomijane, a my gorliwie wyciągamy ręce po NASZE błogosławieństwo.

Z pewnością ta kobieta miała wiele potrzeb, a jednak przyszła do Pana Jezusa, nie po to, aby błogosławieństwo otrzymać, lecz aby błogosławić (Łuk 7:44-46 in.):

On zaś łzami skropiła nogi moje i włosami swoimi wytarła,… nieprzestała całować nóg moich, … ona zaś olejkiem namaściła nogi moje..

Gdy Jezus wchodzi do „naszego domu”” – czy to jest miejsce oddawania czci, dom, praca, czy serca – czy lekceważymy Go? Czy Jego Potrzeba jest zaspokojona?

Modlę się o to, aby Pan przekonał nas, że bluźnimy Panu i uwolnił nas od spoufalenia. Pokutujmy i odkryjmy ponownie Tego, który siedzi z nami przy stole.

ceo продвижение сайта