Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Prawda jest Osobą

Francis Frangipane
W ciągu lat służby otrzymaliśmy wiele zachęcających e-maili i listów od ludzi, którzy cenią nasze powołanie i pasję do upodabniania się do Chrystusa. Jesteśmy zarówno wdzięczni tym, którzy poświęcili czas na pisanie jak i traktujemy to w pokorze. Czasami, jednak, słyszymy, że niektórzy chrześcijanie są zakłopotani przeczytaną na nasz (i innych) krytyką na „napastliwych stronach”. Te strony często tryskają legalizmem, ponieważ skupiają się na fałszywych religiach, nauczycielach „new age” i otwarcie heretyckich doktrynach. Tak, wiele z tych stron w agresywny sposób przeinacza i atakuje prawdziwe chrześcijaństwo.

Gdzie są ich cele? Faktem jest, że jeśli otworzysz wyszukiwarkę internetową (np. Yahoo, As, czy Google) wpiszesz tam nazwisko dobrze znanego chrześcijańskiego lidera i dodasz obok jego nazwiska „fałszywy nauczyciel” („false teacher”) to zanim zdążysz krzyknąć: „O, nie!” pojawi ci się długa lista stron, które otwarcie i czasami zjadliwie atakują tego człowieka. Szczerze mówiąc, będąc samemu wraz z żoną (moje życie i nauczanie) obiektem przeinaczania na takich stronach, wiem, że nie są one godne zaufania jeśli chodzi o jakąkolwiek służbę.
My sami, gdy słyszymy o tym od zaniepokojonych wierzących, zazwyczaj kierujemy ich na naszą stronę, gdzie znajduje się nasze „wyznanie wiary” (Statement of Faith). To, w co wierzymy jest zgodne z wyznaniem wiary Stowarzyszenia Ewangelicznego (Association of Evangelical). Zgadzamy się również z prawdami zawartymi w Apostolskim Kredo.

Nie znaczy to, że nigdy nie robimy błędów czy też, że jakieś nasze poboczne doktryny są niezawodne; każdy z pośród nas zaangażowanych w tą służbę ciągle wzrasta i uczy się. Kiedy jednak taka napastliwa witryna internetowa nie wymienia nawet jednej dobrej cechy jakiejś służby, to nie da się nic zrobić, jak tylko przyjąć, że ich celem nie jest rozeznawanie, lecz niszczenie.

Biblijny test wiary.
Tak, mamy we współczesnym kościele fałszywe doktryny, lecz pamiętajmy o tym, że przez całą historię, prawdziwi chrześcijanie zawsze byli oskarżani o herezje. Sam Jezus ostrzegał: „Biada wam, gdy wszyscy ludzie będą mówić o was dobrze” (Łuk 6:26). Nauczał również tego, aby badać owoce proroka. Innymi słowy: do jakiego życia inspiruje ludzi służba, której nauczanie się jej przypisuje?

Jednak ponad naszym wyznaniem wiary, sama Biblia dostarcza licznych, podstawowych testów służących identyfikacji rzetelności doktryn (p. Pierwszy List Jana, szczególnie na wersety zawierające zwrot „z tego…”) Inny ważny test pochodzi od ap. Pawła, który pisze tak (2 Kor. 13:5):   Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście próby nie przeszli.

Paweł całe chrześcijaństwo podsumowuje w jednej niezastąpione rzeczywistości: „Jezus Chrystus jest w was”. Możesz mylić się, co do czasu porwania, czy w stanowisku wobec darów duchowych, lecz nadal jesteś prawdziwym chrześcijaninem, ponieważ przyjąłeś realność Chrystusa w tobie!

Czy dostrzegasz to? Jesteś chrześcijaninem nie dlatego, że wypowiedziałeś modlitwę pokutną, lecz dlatego, że gdy modliłeś się, to Duch Jezusa Chrystusa rzeczywiście wkroczył w twoje życie! Gdy Pan obiecał: „Nie porzucę cię, ani nie opuszczę”, miał na myśli to, że pozostanie w tobie na zawsze. Diabeł wie, że jesteś chrześcijaninem nie dlatego, że nosisz ze sobą Biblię, lecz dlatego, że on rzeczywiście widzi obecność Chrystusa płonącą w tobie.

To Chrystus mieszkający w nas wydaje owoce, czyni dzieła uwolnienia i manifestuje Swoją moc przez nas. Nasze życie zjednoczone z Nim powoduje, że jesteśmy Jego świątynią; nasze złączenie z Nim ożywia nas, jako Jego ciało. W zawirowaniach religijnego zwiedzenia na tym świecie, Jezus redukuje wszystko, co powinniśmy wiedzieć o prawdzie i błędzie do skupienia się na Nim Samym. Mówi: „Ja jestem droga, prawda i żywot” (Jn 14:6). „Prawda” – mówi nam Paweł – „jest w Jezusie” (Ef. 4). Gdy Jezus jest w nas, On nas zmienia.

Posłuchajcie uważnie przyjaciele: autorzy wielu z tych napastliwych stron nie wierzą, że Chrystus faktycznie mieszka w Swoich ludziach! Z pośród tych, którzy przyjęli Chrystusa zamieszkującego w nich, dodatkowa liczba nie wierzy, że my możemy rzeczywiście słyszeć Pana Jezusa! Oskarżą cię o herezje, jeśli wierzysz, że możesz mieć relację z Jezusem Chrystusem! I to pomimo faktu, że Jezus potwierdził: „Moje owce Mój głos znają” (Jn. 10:27)

Zastanów się również nad poszukiwaniami Pawła. Jego wspaniałą obsesją było poznanie Chrystusa, upodobnienie się do Niego w Jego życiu i śmierci (Flp. 3:10). Rozważ również głębokie słowa Pawła, które napisał do Galacjan (Gal 2:20):

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie.

Paweł napisał Chrystus „żyje we mnie”. Syn Boży nie jest zwykła doktryną, On jest Emmanuel: „Bóg z nami”. Wieczne życie pochodzi z poznania Boga i Jezusa Chrystusa, którego Bóg posłał (Jn 17:3).
Tak więc, wiele z tych napastliwych stron pozuje na „zachowujących prawdziwą wiarę”, to odrzucając rzeczywistość Jezusa Chrystusa żyjące w Jego kościele, ujawnia w ten sposób, kto w rzeczywistości chodzi w zwiedzeniu.
Prawda  W całym obszarze wielkiego zamieszania, my sami musimy postrzegać prawdę jako osobę: Jezusa Chrystusa. Cała wiedza, jak jest nam potrzebna o Bogu, niebie, piekle zbawieniu, grzechu i odkupieniu jest skoncentrowana na Nim. Musimy skłonić nasze serca w pokorze i skupić wiarę naszą na tym, abyśmy stali się podobni do Niego, nawet tak dalece jak nauczał Jan (1 Jn 2:6):

Kto mówi, że w nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował.Życie wieczne nie bierze się z religii o Chrystusie, lecz z rzeczywistego poznania Go (Jn 17:3). To On nabył nasze przebaczenie, nasze uzdrowieni i nasz dobrobyt. Jako nasz Odkupiciel, współdziała we wszystkim ku dobremu; jako nasz Król zapewnia nam autorytet i posyła jako Swoich ambasadorów. On nazywa nas Swoim ciałem, nie tylko Jego ludzi, podkreślając Jego jedność z nami, i rozciąga na nas Swoje uświęcenie i prawość. Jesteśmy Jego oblubienicą, zdobytą przez Jego miłość do Jego boku.

Jeśli ktoś próbuje cię przekonać, że Chrystus nie mieszka w Swoich ludziach, przypomnij mu, te słowa (Jn 14:23):  Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy.

Kochani, prawda tryska z naszej jedności z Jezusem Chrystusem. Wizja tych, którzy chodzą w prawdzie to „Chrystus w nas, nadzieja chwały” (Kol 2:27). Ostrzegaj tych, którzy odrzucają zamieszkiwanie Jezusa Chrystusa, że testem prawdziwej wiary jest realność tego, że „Jezus Chrystus jest w was” (2 Kor. 13:5).

Tak, przypomnij im, że prawda jest osobą, a nie zwykła doktryną.

продвижение

Nastoletnia wiara

Doug Perry
Sierpień 20, 2006

W Biblii mamy zapisane trzykrotnie słowa Jezusa mówiącego, że NIE WEJDZIESZ do królestwa Bożego, jeśli nie przyjmiesz wiary jak dziecko.

Mat. 18:3
i rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios.

Mk 10:15
Zaprawdę powiadam wam, ktokolwiek by nie przyjął Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego.

Łk. 18:17
Zaprawdę, powiadam wam, kto nie przyjmuje Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego.

Jeśli Słowo Boże jest prawdziwe i ma rację TO jest krytycznie ważne miejsce i powinieneś być całkowicie przekonany,że jesteś tutaj w porządku!

Jak więc ci idzie w tym punkcie?

Czy masz dziecięcą wiarę?

Być może następująca przypowieść pomoże ci w tym.
DziecięcaWiara siedzi na tylnym siedzeniu miniwana i wyglądając przez okno zachwyca się: „Łooooo!” DziecięcaWiara nie wie w jaki sposób działa silnik, skąd bierze się ropa naftowa i nie obchodzi jej czy samochód ma poduszki powietrzne. Ona po prostu wie, że Tatuś prowadzi i że jadą do domku Babci a po drodze będzie przystanek w McDonaldzie!

DziecięcaWiara nie wie którą drogą jechać i nie obchodzi jej to, nawet nigdy nie zastanawia się nad tym, aby poprowadzić samochód samej. Nawet do głowy by jej nie przyszło, że Tata w 100$ nie jest w stanie tego robić dobrze. DziecięcaWiara po prostu z radością zdrzemnie się od czasu do czasu i cieszy się podróżą nawet jeśli droga trochę wyboista. Nie ma żadnych zmartwień, bo Tata wie, co robi. Paple z Tatą po drodze i uzależniona od każdego jego słowa, ponieważ ona uwielbia Tatę. Tata jest jej ratownikiem, zaopatrzeniowcem, liderem i generalnie – superbohaterem. Bez względu na jakiekolwiek zewnętrzne, fizyczne czy logiczne dowody na coś przeciwnego, DziecięcaWiara ma po prostu pewność, że jej Tata, jak by co, stłucze twojego tatę.

Chcesz zobaczy inny obrazek dziecięcej  wiary, to przyglądnij się temu:

Mk 4: 37-40
I zerwała się gwałtowna burza, a fale wdzierały się do łodzi, tak iż łódź już się wypełniała. A on był w tylnej części łodzi i spał na wezgłowiu. Budzą go więc i mówią do niego: Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy? I obudziwszy się, zgromił wicher i rzekł do morza: Umilknij! Ucisz się! I  ustał wicher i nastała wielka cisza. I rzekł do nich: Czemu jesteście tacy bojaźliwi? Jakże to, jeszcze wiary nie macie?

DziecięcaWiara było na imię temu dzieciakowi, który z procą, który powiedział do potwora imieniem Goliat:

1 Sam. 17:26, 37, 46, 48
(26) I odezwał się Dawid do wojowników, którzy stali przy nim: Co to stanie się z tym mężem, który położy trupem owego Filistyńczyka i zdejmie hańbę z Izraela? Bo kimże jest ten Filistyńczyk nieobrzezany, że lży szeregi Boga żywego?
(37) I rzekł jeszcze Dawid: Pan, który mnie wyrwał z mocy lwa czy niedźwiedzia, wyrwie mnie też z ręki tego Filistyńczyka. Rzekł więc Saul do Dawida: Idź, a Pan będzie z tobą.
(46) Dzisiaj wyda cię Pan w moją rękę i zabiję cię, i odetnę ci głowę, i dam dziś jeszcze trupy wojska filistyńskiego ptactwu niebieskiemu i zwierzynie polnej, i dowie się cała  ziemia, że Izrael ma Boga.
(48) Gdy tedy Filistyńczyk  ruszył i zaczął się zbliżać do Dawida. Dawid śpiesznie wybiegł z szyku bojowego, aby podejść blisko do Filistyńczyka.

DziecięcaWiara mówi odważnie i SZYBKO PODBIEGA do frontu, aby spotkać przeciwnika. DziecięcaWiara nie troszczy się o fantazyjną zbroję czy mądrą strategię wojenną, ona po prostu wie o tym, że Bóg może użyć wszystkiego i wychodzi naprzeciw gigantów w mocy tego, co posiada – nawet jeśli jest to proca i pięć kamieni. DziecięcaWiara jest skrajnie obraźliwa dla innych, ponieważ jest podobna do Jezusa. Ludzie myślą, że jest arogancka, głupia, bezmyślna, samobójcza, dziecięca, krótkowzroczna i generalnie nie do wykorzenienia. Gdy tylko Goliat zobaczył Dawida, wzgardził nim (17:42). Bracia Dawida wybuchnęli na niego gniewem ( 17:28) a Saul znienawidził go (18:8-11 i in.). Nie ma końca problemom, gdy zaczniesz przyjmować Królestwo  Boża jak małe dziecko! Nie ma też końca odpłacie!

Niestety, NastoletniaWiara jest o wiele bardziej popularna. NastoletniaWiara nie chce siedzieć na tylnym siedzeniu samochodu, właśnie zdobyła prawko i chce sama kierować, jęczy za uszami stale, żeby Tato siadł obok, na miejscu pasażera. Nie chce też do McDonalda, bo to niezdrowe i nie może uwierzyć, że Tato jest nieświadomy wszystkich ekologicznych, ekonomicznych i ludzkich zagrożeń jakie tworzy taki jak ten światowy konglomerat. Tata nie jest po prostu tak dobrze poinformowany jak ona. NastoletniaWiara dziwi się, że Tata tak bez niej tyle czasu wytrzymał. Nie chce też jakoś szczególnie jechać do Babci, ale jest pewna tego, że zna szybszą drogę do niej. Ona też nie przysypia w drodze, ani się nią nie cieszy, włącza muzykę konkretnie głośno, rozmawia przez komórkę, popija zdrowy napój z kiełków pszenicznych, prowadzi za szybko, stara się maksymalnie ignorować Tatę, no i ma pewność tego, że ma odpowiedzi na wszystkie pytania, a jej sposób na wszystko jest najlepszy. Tak naprawdę to najlepiej by było, gdyby Tato zamknął się i zostawił ją w spokoju. Ona sama jest swoim największym super-bohaterem.

DzięcięcaWiara wie, że jest całkowicie bezpieczna, ponieważ wszystko jest pod kontrolą Boga.

NastoleniaWiara myśli, że jest niezniszczalna, ponieważ jest na tyle mądra i opanowana.

Jedna z nich jest w błędzie. Jak  myślisz, z którym z nich Tato będzie raczej wolał spędzać czas?
Dlaczego wydaje się, że Bóg porusza się w potężniejszy sposób w Afryce, Indiach czy Chinach? Być może po prostu dlatego, że jest tam więcej ludzi zwanych DziecięcaWiara? Dlaczego mamy w Ameryce dziesiątki tysięcy denominacji, nieskończone ilości konferencji, programów, książek i gwiazd-liderów? Być może jesteśmy stolicą NastoleniejWiary. W rzeczywistości jesteśmy jej głównym światowym producentem i eksporterem. Budujemy coraz grubsze rurociągi, aby pompować naszą własną przyprawę do każdego kraju na ziemi.

Czy są w Ameryce jakieś seminaria,w których można zdobyć tytuł „Dziecięca Wiara”?

Jaki może być cel jakiegoś seminarium, poza tym, żeby przekonać cię, że jesteś mądrzejszy i lepszy od tych, którzy poszli do INNEGO seminarium, lub nie poszli wcale. Co oni tak naprawdę robią, poza zachęcaniem i uczeniem nas, jak dzielić Ciało Chrystusa na coraz to mniejsze  kawałeczki?
Kim byli eksperci od NastoletniejWiary w czasach Jezusa? To faryzeusze i saduceusze. Religijni przywódcy to zawsze ci, którzy myślą, że dorośli już na tyle, że wiedzą najlepiej. Przeczytaj sobie 23 rozdział Ewangelii Mateusza i zobacz, co Jezus myślał na ich temat. Całkiem jasno wyraża się o Wierze nastolatka. Lepiej by było, żebyś nie był jednym z nich.

No, a co z tym?

Mt. 7:21-23
Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.
Jeśli taka jest prawda to lepiej, żebyśmy więcej słuchali Taty, bardziej byli Mu posłuszni i nie chodzili własnymi drogami. Wielu będzie uważało, że są w porządku – dopóki nie usłyszą w twarz tego, że mają na imię NastoletniaWiara i że to wszystko było na próżno.

Bóg wzbudza prawdziwych wojowników, takich, którzy nie będą kwestionować ani mieć wątpliwości. Takich, którzy pójdą, bez względu na zdanie, że są świrami. Bóg wzbudza armię dzieci, których nic nie będzie powstrzymywać. Dzieci, które na front walki będą wybiegać bez strachu i z procą w ręku (oraz armią aniołów). Będą zabijać Goliatów (i istniejące status quo) bez miłosierdzia i litości. Będą w pełni posłuszni, ponieważ Branek jest ich głową. Nie będą kłócić się o teologię, doktrynę, życiorys czy programy. Będą po prostu słuchać głosu Bożego i wykonywać Jego polecenia. Będą rzucać płonące pochodnie na wszystkie struktury i systemu  NastoletniejWiary i nic nie będzie w stanie przed nimi się uchować – ponieważ Bóg będzie po ich stronie.

A tak tylko na wypadek, gdybyś właśnie siedział na płocie i zastanawiał się, w którą stronę skoczyć, pomyśł o tym:

Mat 18:3-6
i rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios. A kto przyjmie jedno takie dziecię w imię moje, mnie przyjmuje. Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza.

Lub może taki fragment:

Łk 9:46-48
Przyszło im też na myśl, kto by z nich był największy. Jezus zaś, wiedząc o tej myśli ich serc, wziął dziecię i postawił je przy sobie, i rzekł do nich: Kto by przyjął to dziecię w imieniu moim, mnie przyjmuje. Kto zaś mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy między wami wszystkimi, ten jest wielki.

Po prostu zatrzymaj się na chwilkę i rozejrzyj dookoła, zobacz czy ty sam, twój zbór czy denominacja nie dyskutuje z kimkolwiek innym, kto jest najlepszy? Zobacz, czy pozwalasz Bogu kierować swoimi ścieżkami czy też polegasz na swoim własnym zrozumieniu. Słowo z Przysł  3:5-6 jest całkowicie jasne. Wszystko znaczy WSZYSTKO.
Nic z tego, co rozumiesz nie nadaje się do akceptacji, żaden przez ciebie zarządzony kierunek drogi nie jest w porządku. Robiąc tak, pokazujesz tylko, że nie ufasz Panu twojemu Bogu z CAŁEGO serca. Oznacza to również, że twoje nowe imię, które zostanie ci wypisane na czole „NastoleniaWiara”. Pierwszym na liście do zdobycia tego imienia był Lucyfer. Jeśli Bóg wypisze je na twoim czole – to, gratulacje,  właśnie otrzymałeś znak bestii.
Jeśli takie jest twoje imię, nawet choć odrobinę, to może zechcesz powiedzieć, że przepraszasz i błagasz Pana o to, aby starł je z twojego czoła i proś Go codziennie, aby uśmiercił w tobie wszystko, co jest starsze niż, tak mniej więcej, sześć tak.

http://www.FellowshipOfTheMartyrs.com

продвижение

Uzdrowienie ducha sierocego_01

Logo_Wood

Mężczyzna i małżeństwo – wydanie specjalne na Dzień Ojca
Ron Wood

Oglądaliśmy wraz z żoną film „An Unfinished Life” z Robertem Redfordem, Jennifer Lopez i Morganem Freemanem. Jest w nim wspaniale sportretowane umieranie mężczyzny, który stracił swojego ukochanego syna, po czym, aby znowu być człowiekiem, który może okazywać swojej rodzinie miłość, musiał pokonać narastający w sercu gniew. Był dobrym człowiekiem, lecz zżartym od wewnątrz. Gniew, jak dziki niedźwiedź, może nas zniszczyć. W wielu rodzinach brakuje dobrego mężczyzny. Dobry mężczyzna żyjący w zgodzie z przekonaniami, wypełniający rolę wiernego męża i miłującego ojca, może dostarczyć stabilnego środowiska. Jego obecność w domu wywołuje coś, co jest zupełnie nie do zastąpienia. Podobnie jak komandosi z Marines, Pan szuka kilku dobrych mężczyzna, aby wcielić ich do Swego królestwa. Wychowywałem się w domu, w którym jedyną emocją jaką okazywał ojciec była złość. Miał gwałtowny charakter i szalał w zupełnie niekontrolowany sposób, gdy był pijany. Był znakomitym przywódcą w pracy i mógł znieść każdy kryzys, lecz w domu był dręczony przez demony.

Po jednej stronie salonu siedział w pozycji półsiedzącej tata z zapalonym papierosem, wypuszczając w stronę sufitu kłęby dymu z papierosów trzymanych w opalonych nikotyną palcach. Wskutek wypadku jego prawy wskazujący palec był krótszy. Obok stała hotelowych rozmiarów popielnica, a na stole pod lampą, otwarty karton Salemów, a dokładnie na wprost, przed nim, zawsze włączony wielki, kolorowy telewizor. Większość posiłków tato kazał przynosić sobie na tacy przed telewizor. Później, gdy byłem młodym żonkosiem i żona przygotowała stół do uroczego wspólnego posiłku, byłem pod wielkim wrażeniem.

Po przeciwnej stronie pokoju siedziała na sofie moja matka z kilkoma bibliami ułożonym w stosie obok wraz kilkoma komentarzami Orala Roberts’a. Mama była głęboko oddaną chrześcijanką, Pan uzdrowił ją kiedyś z gruźlicy. Zaczęła łańcuch modlitwy w swoim kościele, dzięki czemu oglądano tysiące odpowiedzi na modlitwy. Z tyłu sofy rozciągnięty był dwumetrowy transparent z 30 centymetrowymi literami, który głosił: „Dziękuję za nie palenie!” Byli niezłą parą. Przejąłem parę rzeczy od moich rodziców, dobrych i złych, jak większość z nas. Nie zdając sobie z tego prawy, dorastałem z tlącym się gniewem, przeplatanym zakorzenionym wstydem. W dodatku do gwałtownego charakteru zostałem też wyposażony w głęboką miłość do Pana i Jego Słowa. Mój wewnętrzny gniew pochodził z dwóch źródeł. Jednym było zaburzenia skupienia uwagi. Bóg dał mi wielki intelekt, lecz bardzo krótki czas skupienia uwagi. Nieustannie czułem frustrację swoją osobą z powodu niezdolności do skończenia podjętych projektów, ponieważ ciągle byłem rozpraszany. Mogłem mieć najwyższe noty w szkole, kiedy tylko chciałem, gdybym się na tym skupił, lecz miałem zbyt wiele zainteresowań. Później, już jako dorosły mężczyzna, zostałem zdiagnozowany i nauczono mnie radzić sobie z tym i zaakceptowałem medyczna leczenie. Lecz większość mojego gniewu i poważnych depresji pochodziła z wstydu przeżywanego jako dziecko. Musisz zrozumieć, że zawstydzanie dziecka zawsze przynosi mu niską ocenę własnej wartości i nienawiść do samego siebie. Zawstydzanie i oskarżanie nigdy nie są dobrymi narzędziami wychowawczymi, lecz zwykłymi formami ustnego wykorzystania. Mój wstyd nie był wynikiem jego słów skierowanych do mnie, lecz z powodu życia jakie prowadził na moich oczach. To, co widziałem zawstydzało mnie. Wychowywałem się w nieustannym strachu przed jego wybuchowym charakterem i codziennym pytaniem, w jakim stanie zastanę ojca, gdy wrócę ze szkoły. Czy zobaczę zdolnego przywódcę, który potrafi zarządzać setkami mężczyzn jako szef skomplikowanego organizmu kopalni? Samouka, który potrafił inteligentnie dyskutować na każdy aktualny temat? Czy też błyskotliwego mężczyznę, który potrafił w mgnieniu oka pisać umiejętnie poezję? A może będzie to ojciec, któremu będziemy musieli pomóc przykuśtykać z baru, człowieka w nieładzie, leżącego w pijackim zamroczeniu, we własnych wymiocinach? Czy będzie to tato, któremu będziemy musieli pomóc wrócić do domu i zanieść go do jego własnego łóżka? Nigdy nie można było bezpiecznie zaprosić do domu kolegów.

Dopóki nie zostałem uzdrowiony ze wstydu przez Ojcowską miłość Agape, dopóki nie stanąłem twarzą w twarz ze strachem przed gniewem mojego ojca i nie pozbyłem się go, nie byłem zdrowym mężczyzną. Część mnie była zablokowana wewnątrz. Pomimo, że byłem chrześcijaninem i pastorem to ten emocjonalny ból wpływał na wszystkie moje relacje w domu i kościele. Musiałem nauczyć się poprzez doświadczenia, przez Bożą łaskę, tego jak być zdrowym mężczyzną i jak być dobrym ojcem. Bóg cały czas aktywnie działa w dziele przemiany niezbawionych, cielesnych i egoistycznych mężczyzn w mężów chrześcijańskich, godnych Jego królestwa; w Bożych uczniów Chrystusa, wiernych mężów i skutecznych ojców. Bóg kocha mężczyzn i pragnie odnowienia ich przeznaczenia, tak aby mogli zapracować i zasłużyć na szacunek.

Znałem kobietę, która mieszkała w Nowym Orleanie lata temu. Uciekła od agresywnego męża ze swym małym synkiem, a potem rozwiedli się. W swym ucisku, popadła w złe towarzystwo, nie dbała o swoje zachowanie i zaszła w ciążę z innym mężczyzną. Co miała zrobić? Było to wiele lat temu, gdy stygmat nieślubnego dziecka był wielkim skandalem. Gdy młody człowiek dowiedział się, że ona jest w ciąży, wsiadł do samolotu i uciekł do swego domu w Arizonie. Pojechała za nim, skonfrontowała z nim i powiedział do niego: „To dziecko będzie miało ojca i nie będzie bezprawne!” Wzięli ślub, ona wróciła do Nowego Orleanu, gdzie urodziła dziecko, a następnie rozwiedli się. W końcu jej dziecko nie było bękartem. Jej siostra mieszkająca w Mississippi była od dwóch lat zamężna lecz jeszcze nie mieli dzieci, usłyszała o jej ciężkim położeniu. Zgodzili się wraz z mężem wziąć dziecko i zaadoptować je. Nadali dziewczynce nowe imię, Lana, i wychowali ją swoje własne w nowej dla niej rodzinie, w której był ojciec, tak się złożyło, że kaznodzieja, i matka, która była jego zapracowaną partnerką. Boża odkupieńcza miłość uchowała ją przed dorastaniem w domu bez ojca, a zamiast tego dała jej wyjątkowe opanowanie i wiarę w siebie. Ja to wiem … Jestem jej mężem od trzydziestu siedmiu lat! Rzeczywiste ojcostwo ma duchowy związek – świadome relacje – i jest czymś znacznie więcej niż biologicznym wydarzeniem. Szanuję przybranego ojca Lany, wielebnego Douglasa Sone, za wychowanie kochanej kobiety, która kocha Chrystusa i która jest moim partnerem w życiu i pracy Pańskiej. Lana dorastała wiedząc o tym, że została adoptowana. Jej rodzice przygotowywali ją, podając jej informacje, które z biegiem czasu były uzupełniane. Zawsze czuła się szczególna, ponieważ została wybrana w pewnym celu. Nigdy nie czuła potrzeby szukania swego biologicznego ojca. Mówi: „Mam tatę i wiem, kim on jest”.

Podobnie jest z Bogiem. „Sam Duch świadczy wraz z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy” (Rzym 8:16). Dla naszego Niebieskiego Ojca, każde z Jego dzieci jest szczególne! Nie jesteśmy dziełami przypadku, lecz dziećmi wybranymi, upragnionymi, szczerze kochanymi i w szczególny sposób zaadoptowanymi przez naszego Ojca w niebie.продвижение сайта

Uzdrowienie ducha sierocego _02

Logo_Wood

Mężczyźni, których wybrał Jezus nie byli religijni.

Ron Wood

Nie byli to kaznodzieje, kapłani czy seminarzyści. Zwykli ludzie pochwyceni przez niezwykłe powołanie Chrystusa. Stali się fundamentem Jego nowej kultury królestwa na ziemi. Nic się nie zmieniło, nieprawdaż? Gdy dorastałem, mój tato wierzył w Boga, lecz nie chciał mieć nic do czynienia z kościołem, uważał, że kościół jest dla głupich niewiast i słabych mężczyzn. Mój ojciec był mężczyzną wśród mężczyzn; nie stroił swojej swojej komody w koronki. Pomimo całej jego niechęci do kościoła, ostatecznie doszedł do porozumienia z Panem Jezusem i został cudownie zbawiony.Gdy byłem pastorem kościoła baptystycznego na Florydzie, pewien mężczyzna ze zgromadzenia zaprosił mnie na wspólne polowanie i łowienie ryb. Nigdy nie ustrzeliłem nawet królika, lecz przeżyłem wspaniałą przygodę wśród pustynnych drzew i bagien, które były mi dobrze znane, ponieważ dorastałem w takim środowisku jako chłopiec. Wędkowaliśmy w Suwannee River i złapaliśmy setki bluegill (b. popularne drobne ryby, średnio wagi ok. 0.3 kg – przyp.tłum.). Na wielkich ulicach Dallas stałem się mieszczuchem i potrzebne mi było przeorientowanie na drogi pustyni. Delton cierpliwie znosił, gdy ponownie zapoznawałem się z drogami wśród drzew i nie naśmiewał się ze mnie, ale też wiedział dobrze o tym, że nowicjusz z bronią może być niebezpieczny.

Bardzo kochał swoją żonę Enę, która była bardzo oddaną Panu i kościołowi, a Delton jej. Wiernie siadał obok niej co niedzielę, lecz nigdy głośno nie wyrażał się w sprawach dotyczących Boga. Lubił piwo i palił papierosy, lecz nigdy nie oszukał swojej żony, ani też nigdy nie słyszałem, aby wzywał imienia Pańskiego na próżno.

Zabrał mnie na polowanie pewnego sobotniego poranka do miejsc, które znał z tego że będzie tam dobra okazja do zabijania. „Zabierz swoje buty” – powiedział. Zastanawiałem się, o co mu chodziło? O 5.00 rano otworzyłem drzwi samochodu i stanąłem na w zimnej wodzie głębokiej na 30cm,s świecąc wokół latarką. Musieliśmy się przedostać przez zwalone cyprysy, słone wody i ciemności wśród drzew. „Uważaj na mokasyny i aligatory” – rzucił Delton. Po przejściu około 4 km wśród drzew powiedział: „To twoje drzewo. Ja będę jakieś 1,5 kilometra stąd”. Zniknął w gęstwinie pozostawiając mi wydrapanie się z bronią na drzewo i oczekiwania na wschód słońca z nadzieją na jakąś zwierzynę łowną. Przygotowałem sobie stanowisko z drzewa o dwóch paniach, aby móc wspiąć się po miękkiej korze palmy. Gdy to już zrobiłem, strzelba wyślizgnęła mi się z dłoni i spadła na dół na miękką, wilgotną ziemię. Stała tam wbita w ziemię jak oznaczenie grobu na polu bitwy. Do pełnego obrazu brakowało tylko kombatanckiego hełmu. Oczyściłem ją z ziemi, zauważyłem, że zatkała się błotem; wiedziałem, że próba strzelania teraz byłaby samobójstwem. Ułamałem kawałek gałęzi, zaostrzyłem i próbowałem odetkać lufę. Bez powodzenia… teraz wewnątrz tkwił złamany patyk. Stałem tam zastanawiając się, co robić. Ostatecznie zdecydowałem wrócić do samochodu i wziąć moją śrutówkę, ale klucze miał Delton. Więc poszedłem, zagubiony jak ptak w śnieżycy, usiłując znaleźć mojego partnera. Kiedy byłem już bliski rezygnacji, usłyszałem głos dobiegający z góry: „Potrzebujesz czegoś?” Spojrzałem w górę i zobaczyłem Deltona. „Potrzebne mi są kluczyki do samochód, później powiem ci dlaczego”. Bez słowa rzucił mi kluczyki i wskazał: „Jeśli pójdziesz tędy, trafisz na tory. Stamtąd na prawo w rogu zobaczysz samochód”. Skierowałem się w poszukiwaniu starego torowiska, o którym wspominał. Po chwili zobaczyłem go, lecz było zalane wzdłuż wzdłuż drogi. W poprzek leżał przewrócony pień drzewa i myślałem, że sobie poradzę. Idąc po mokrym pniu, poślizgnąłem się i wylądowałem w głębokiej, lodowatej wodzie. Zdeterminowany, wyruszyłem wzdłuż torowiska w stronę samochodu, końcu wyciągnąłem swoją broń i ponuro szedłem dalej. Wchodząc między drzewa cudem znalazłem nasz poprzedni szlak i w kilka minut dotarłem z powrotem do bazy, gdzie czekała moja strzelba i sprzęt. Jak się tu teraz bezpiecznie dostać ze śrutówką na drzewo? Wpadłem na pomysł. Przywiązałem do niej sznur i pozostawiłem ja na ziemi, sam zaś wpełzłem na górę, na moje stanowisko na drzewie, jakieś 3 metry nad ziemią. Ustawiłem mocniej stopy, odwróciłem się i usiadłem, wyciągnąłem śrutówkę i ułożyłem ją na kolanach. No, wreszcie byłem przygotowany. Zrelaksowałem się, rozejrzałem wokoło i zobaczyłem przełamujące się światło świtania. Liście spływały z wysokich drzew na dół w zacienionym lesie. Czuło się atmosferę sanktuarium, było tak cicho, nieskazitelnie, panował taki pokój. Spojrzałem w dół na kolana i zobaczyłem, że moja śrutówka ciągle jest zabezpieczona. Zastanawiałem się jak głośne jest to kliknięcie, jeśli ją odbezpieczę? Lepiej zrobić to chyba teraz, zanim jakaś zwierzyna będzie mogła to usłyszeć. Odbezpieczyłem. BUUUMM!! Rozległ się głośny wybuch i odrzut wyrzucił strzelbę około dwóch metrów w poziomie, po czym spadła 3 metry na dół, lądując swobodnie na ziemi odbezpieczona z sznurem ciągle zaczepionym o ochronę spustu, skąd zapomniałem ją odwiązać. Byłem zszokowany, przerażony, zmieszany i natychmiast wściekły jak diabli. Gdybym był choć odrobinę dobry w tłumieniu złości, zrobiłbym to. Wiedziałem, że popsułem polowanie Deltona i swoje. Jedyna zwierzyna łowna, jaką moglibyśmy spotkać tego ranka, musiałaby być całkowicie głucha.

Dokładnie w takiej chwili ostatecznego upokorzenia i niewygody, Bóg powiedział do mnie wyraźnie: „Wściekałeś się nieco ostatni, prawda?” Natychmiast zmiękłem pod Jego napomnieniem. Odpowiedziałem: „Tak jest, Panie, … tak było”. To było wszystko, co powiedział na ten temat, lecz już sam fakt, że to obserwował, wystarczył, aby pokutować. I wtedy, jakbym widział Jego twarz zwróconą w stronę, gdzie był Delton, Pan zapytał mnie: „Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak niewygodnie czujesz się w tym łowieckim środowisku? Delton równie niewygodnie czuje się w twoim kościelnym środowisku”. Siedziałem tam, zdumiony i natychmiast pojąłem. Zdałem sobie sprawę z tego, że na tych drzewach jest pełno mężczyzn, którzy kochają Boga, lecz nie czują się wygodnie w sfeminizowanym kościele, jaki im oferujemy. Być może to nasze religijne tradycje muszą zostać tak przystosowane, aby mężczyźni mogli się dopasować i iść za męskim Zbawicielem. Jeśli taka jest prawda, to musimy zapytać samych siebie: Czy jest coś w naszych religijnych strukturach zachęcającego mężczyzn do przemiany? Jakiego rodzaju aktywność marnuje nasz czas i energię?

topodin.com

Uzdrowienie ducha sierocego_03

Logo_Wood

Ron Wood

Wyobraź sobie stół jadalny w typowym domu. Wokół tego stołu zasiada matka, jej dwoje małych dzieci, a na głównym miejscu stoi puste krzesło. Należy ono do Taty, lecz jego nie ma tutaj. Dokąd ci wszyscy ojcowie odeszli? W zbyt wielu domach ojciec jest fizycznie nieobecny z powodu rozwodu czy emocjonalnej nieobecności, wywołanej jego własnymi problemami, które nigdy nie zostały rozwiązane. Żona odczuwa więc ból odrzucenia czy zmaga się z ubóstwem jakie wiążę się z byciem samotną matką. Dzieci czują się opuszczone czy odrzucone przez nieobecnego bez usprawiedliwienia mężczyznę. Dziewczyna nigdy nie czuje bezpieczeństwa ochrony silnego mężczyzny i pada ofiarą uczuć jakiegoś młodego ogiera. Chłopiec walczy z brakiem poczucia bezpieczeństwa czy brakiem pewności siebie, ponieważ nigdy nie słyszał, żeby jego ociec mówił do niego: „Ty jesteś moim synem!” Osobisty koszt ekonomiczny, próżnia męskich wartości oraz socjalny chaos są przekazywane do następnego pokolenia. Brak ojca jest główną przyczyną niechcianych ciąży, przyłączania się młodzieży do gangów, szerzącego się ubóstwa w amerykańskich domach. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ mężczyzna – kluczowy mężczyzna dla prawdziwej rodziny – opuścił swój posterunek i odstąpił od swego obowiązku. W sytuacji ludzkiej, nie ma żadnego substytutu dla wiernego ojca. Wiele lat temu, gdy ludzie wchodzili do kościoła, można było założyć, że pochodzą oni z pełnych rodzin, mających dobre pojęcie o tym, jak żyć życiem sukcesu. Modele ról były ciągle nietknięte. Dziś pastor mówiący młodym ludziom: „Przyjmij Pana i gdy umrzesz, pójdziesz do nieba” nie jest właściwą odpowiedzią na ich życiowe zamieszanie, ponieważ są wychowani na MTV, materializmie, eksperymentach z narkotykami, biblijnej ignorancji, paraniu się okultyzmem, seksualnej rozwiązłości, płciowej mieszaninie, uzależnieniu od opieki społecznej oraz mają rozbite rodziny. Oni potrzebują nowego stylu życia opartego na Bożym słowie, na wartościach królestwa. Jeśli mężczyźni nie są męscy i zdrowi emocjonalnie, jeśli nie mają poczucia bezpieczeństwa lub gotuje się w nich gniew, jeśli są nadmiernie kontrolujący czy wykorzystujący innych, to duszą urok romansu, zrażają dzieci i wykrzywiają obraz naszego Niebieskiego Ojca, którego mieli być odbiciem. Dotyczy to zarówno rodzin, jak i kościołów czy nawet w sprawach zawodowych. Skoro tak wielu mężczyzn jest emocjonalnie rozbitych i nigdy nie uzdrowionych, to nic dziwnego, że wiele z kościołów prowadzonych przez tych nich również przepełnionych jest duchowymi sierotami; ludźmi, którzy są zbawieni lecz ciągle samotni. Ci ludzie nigdy nie zaadoptowali się do rodziny. Noszą niewidoczne dla oka rany na sercach. W jakiś sposób ta wersja kościoła, którą wyprodukowaliśmy w XXI wieku stała się anty-męska. Męskie DNA apostołów założycieli i proroków zostało genetycznie wycięte.

Ktoś badający ten problem napisał: „Zachodnie chrześcijaństwo stało się częścią kobiecego świata, od którego mężczyźni czują, że muszą się zdystansować, aby zdobyć męskość”. Mówi również: „Mężczyzna może być nauczony, jak być mężczyzną wyłącznie przez mężczyznę”. Przede wszystkim współczesnemu kościołowi się matkuje, zamiast ojcować. Pomimo uprzedzeń do kobiet i mając większość przywództwa męskiego, współczesny kościół ubrał na siebie zdecydowanie feministyczną kulturę. Męskość wydaje się być nie na miejscu. Większość mężczyzn sądzi, że aby być prawdziwym mężem Bożym, muszą być emocjonalnie podatni jak telewizyjny kaznodzieja, który płacze w chusteczkę lub jak protekcjonalny pastor, który trzyma cię za rękę i mówi, że wszystko będzie w porządku. Większość mężczyzn widzi to i błędnie myśli: „Prawdziwi mężczyźni nie są tutaj potrzebni”. Przez lata ogłaszałem: „Przyjdą takie czasy, że będzie dla was ważniejsze jaki zaadoptował was apostolski ojciec, niż to jaka denominacyjna matka was urodziła”. Powiem więcej na ten temat w następnej części dotyczącej Nadchodzącego Przebudzenia. Już czas na to, aby ojcowie rodzin i ojcowie wiary powstali i zwrócili uwagę na następne pokolenie. Zbyt długo mężczyźni poświęcali swoje potomstwo na ołtarzu sukcesów. Im żyło się dobrze, lecz ich dzieci zostały pozostawione sobie samym. Jest to ta sama anty-dziecięca postawa czy matek, które dokonują aborcji płodu czy ojców porzucających swoje dzieci, obca Bożej naturze, z której musimy pokutować. Gdy urodził się mój pierwszy syn, pamiętam jak tego wieczora wróciłem do domu i padłem na kolana w zdumieniu i wdzięczności wołając do Boga: „Ojcze, wiem, jak się czujesz!” Prawdziwi ojcowie inwestują w swoje dzieci i zapewniają im dziedzictwo. Już najwyższy czas ku temu, aby ojcowie składali bogactwa dla swoich dzieci, zarówno te naturalne jak i duchowe. Jedynym skarbem, który możesz zabrać do nieba są twoje dzieci. Nie ma prawdziwego życiowego sukcesu jeśli potomstwu nie zostaną zaszczepione biblijna wizja i wartości królestwa. Sukces bez sukcesorów jest tak naprawdę niepowodzeniem. Czytając miedzy wierszami Nowego Testamentu odkryjesz duchowe więzi, ojcowskie relacje, nawiązywane między dojrzałymi chrześcijanami i młodymi liderami, których mentorowali.

Właśnie tak było ze starszymi i diakonami, zarówno mężczyznami jak i kobietami. Było to tak naturalne i powszechne, traktowane w ruchu znanym jako Droga, pierwszym kościele, jako coś pewnego, jako jedyna metoda odtwarzania nowych liderów. Dziś używamy bezosobowych metod do masowej produkcji liderów. Posyłamy ich daleko od ich lokalnego kościoła, ufając obcym z odległych seminariów czy szkół biblijnych, że dokończą naszą pracy. Raczej zinstytucjonalizowaliśmy młodych liderów zamiast ich przyuczać. Tak, biblijna wiedza, solidna teologia i świadomość historii kościoła są ważne dla przywódców kościelnych, lecz nic nie zastąpi wyposażenia jakie uzyskuje się pod skrzydłami doświadczonych i powołanych przez Boga mężów i niewiasty. Powinno tak być nie tylko dla opłacanych członków grup przywódczych. Ap. Paweł powiedział kilka razy o swoich duchowych protegowanych: „piszę to, nie aby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć, jako moje dzieci umiłowane. Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie. Proszę was tedy, bądźcie naśladowcami moimi”  (1 KOR. 4:14-16)


Te słowa Pawła, mogłyby nas poprowadzić do zadania sobie kilku diagnostycznych pytań. Najpierw pojawia się następującaobserwacja: Paweł nie używał manipulacji czy religijnego zawstydzania jako metody wymuszania ich posłuszeństwa. Korzystał z wyraźnego, jasnego ostrzeżenia czy zabezpieczenia, aby ich napomnieć, upomnienia (parafraza) typu: „jeśli będziecie zaspokajać cielesne zachcianki, będziecie zbierać cielesne rzeczy; jeśli zainwestujecie w duchowe sprawy, będziecie zbierać to, co Duch może dać”. Przeczytaj ponownie słowa ap. Pawła w powyższym wersecie i zadaj sobie następujące pytania:

Kto jest moim duchowym ojcem? Kto troszczy się o mnie na tyle, aby mnie upominać? Czyje życie i służbę staram się naśladować? Jaka duchowa rodzina zaadoptowała mnie? Czyim duchowym ojcem lub matką będę, gdy zacznie dorastać? Mamy dziś tysiące znakomitych kaznodziei i biblijnych nauczycieli, lecz niewielu prawdziwych przywódców, którzy chcieliby poświęcić swój czas i odłożyć na bok własne kłopoty na rzecz osobistego wyposażenia pojawiających się wokół nich młodych liderów. W rzeczywistości wielu pastorów seniorów z tradycjami widzi pośród swojej trzody ludzi z darami czy powołaniem jako zagrożenie dla swojej pozycji czy bezpieczeństwa. To są ci, których trzeba trzymać z boku, a nie ci, których należy cenić, rozpoznać i wychować. Nie zdają sobie sprawy z tego, że największą rzeczą jakiej może dokonać lider jest pomnażanie służb i wysyłanie ich na świat. Liderzy zachodniego kościoła niemal w całości zaadoptowali strukturę kościoła, w której nie ma ojców. Jest to skuteczna metoda masowego handlu biblijną wiarą, lecz pozostawia niedostrzeżone jednostki jako sieroty w ich własnych domach. Wydaje się, że jest to skuteczne, lecz odbywa się to kosztem celów, które sięgają poza kaznodziejstwo i nauczanie, to znaczy do szkolenia i wyposażania jednostek. Jest to osłabiony rodzaj chrześcijańskiej struktury, który nie jest w stanie ukształtować pojawiających się liderów nawet dla dla kościoła, a co dopiero na potrzeby biznesu czy rządów. Prawdziwi ojcowie wiary kładą trwałe fundamenty, które stanowią wyposażenie następnego pokolenia, dzięki któremu będzie ono mogło zajść dalej od nas.

Poziom naszego sufitu powinien być dla nich podłogą. Przez dziesięciolecia, modliłem się tym życiowym tekstem z Księgi Psalmów, który opisuje mój cel: „Boże, uczyłeś mnie od młodości mojej, a ja aż dotąd oznajmiam cudowne sprawy twoje. Toteż i do starości, gdy już będę siwy, Nie opuszczaj mnie, Boże, aż opowiem o ramieniu twoim następnemu pokoleniu„. (Ps. 71:17-18). Następne pokolenie jest ogromnie ważne dla Boga, kościół zawsze jest o jedno pokolenie dalej licząc od tych, którzy siwieją odchodząc na emeryturę i są już na wymarciu. Chrześcijaństwo jest wielopokoleniowe. Idziemy śladami Abrahama, który odkrył, że Bóg zachowuje przymierze od jednego pokolenia do drugiego. On jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba. Bóg jest Bogiem dochowującym przymierza. Na początku tego roku stałem razem z moim

synem, Scott’em, gdy oddawaliśmy Panu jego trzecie dziecko a pierwszego wnuka, który nazywa się Izrael Barak Wood. Spojrzałem na dwoje moich dzieci i troje wnuków i zdałem sobie sprawę z tego, że Pan był wierny Swemu słowu, gdy powołał mnie do służby głoszenia, gdy powiedział mi, że Słowo, które wkłada w moje usta i Ducha, którego daje do mojego wnętrza, nie odstąpią od moich dzieci, ani od dzieci moich dzieci. Widziałem dowody na to, że Bóg zachował swoje przymierze nawet do trzeciego pokolenia.

Nieświadomie duch sierocy obecny w kaznodziei czy pastorze bardziej wykorzystuje ludzi niż w nich inwestuje; ceni sobie wielkie tłumy bardziej niż kilku uczniów; poświęca długoterminowe skutki na rzeczy natychmiastowej satysfakcji dobrego samopoczucia. Duch sierocy jest bezosobowy i skierowany na odgrywanie przedstawień, nie dopuszcza ludzi blisko, ani nie pozwala na to, aby byli prawdziwi. Traktuje ludzi jako dyspozycyjnych; bardziej jako środek do zdobycia celu niż jako sam w sobie cel, czyli ich dojrzewanie w Chrystusie wiążące się z tym przynoszenie większej ilości owoców. Biblia oferuje taką obietnicę Pańską, którą znajdujemy w 1 Kor. 6:18 in.: „I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami mówi Pan Wszechmogący„. Pan Jezus zaś, mówi nam (Jn 14:18), że: „nie zostawię was sierotami, przyjdę do was...” i (Jn. 16:27): „… ponieważ Sam Ojciec miłuje was…” Jakże cudowna, dobra nowina, że możemy stać się dziećmi Bożymi, po prostu przyjmując Jezusa i rodząc się na nowo! Jakiż przywilej chodzić z Bogiem jako naszym Niebiańskim Ojcem! Lecz dzieci nie mogą wychować się same. Wprowadzane są na świat jako bezbronne niemowlęta, po czym przechodzą przez lata dzieciństwa wymagając nieustannego nadzoru. Wychowanie dzieci wymaga pracy. Niemniej, one rosną i sposób w jaki wypełniasz swoją rolę jako rodzić, niekoniecznie zmienia się w czasie, bez względu na to czy dotyczy to dzieci naturalnych, czy duchowych, kogoś kogo mentorujesz w wierze. Jak powiedziałem do mojego syna, gdy udzieliłem mu ślubu: „Poświęciłem pierwsze trzy lata na wychowywanie cię, następne trzy na opieranie się tobie, a te ostatnie trzy przed twoją dojrzałością na wypuszczenie cię spod mojej opieki”.

Większość kościołów jest przepełnionych duchowymi dziećmi, nieustannie potrzebującymi ze Słowa tylko mleka, zamiast mięsa, nigdy nie dyscyplinowanych ku sprawiedliwości, nigdy nie uczonych w tym, co dotyczy rodziny i nigdy nie wystawianych do pracy na polach Ojca. Jest już czas na to, aby to wieczne dzieciństwo wierzących skończyło się i na to, aby powstali dojrzali w wierze synowie i córki. Do tego zadania potrzebni są duchowi ojcowie i duchowe matki. Kim oni są? Dlaczego nie widzimy więcej tych, którzy wypełniają swoje zadania? Bycie ojcem wymaga stałej obecności, wiedzy, gdzie nasze dziecko jest zarówno jeśli chodzi o geograficzne położenie, jak i jego relacje. W domu i w kościele, tata może mieszkać w tym samym miejscu, lecz nie okazuje uczuć czy jest roztargniony, nieuważny to odstępuje od swojej odpowiedzialności. Renegat jest buntownikiem. Z tego właśnie powodu, Derek Prince mawiał: „Większość amerykańskich mężczyzn to buntownicy”.

Gdy zbliżamy się do pełni czasów, a świat zwraca się ku konfliktowi wieków i oczekuje na ponowne przyjście Chrystusa, Bóg zajmuje się wzbudzaniem, odnawianiem, i naprawą naszych utraconych, życiowych fundamentów. Te fundamenty to nie tylko dary duchowe czy fundamentalne doktryny, lecz są to również mężczyźni z wizją, moralnością i cnotami wszczepionymi wprost ze Słowa Bożego w ich serca, umysły i charakteryzującymi ich styl życia. Aby być mężem Bożym, najpierw musisz być mężczyzną. Modlę się z całego serca o to, abym odgrywał swoja rolę w zwróceniu ojców ku ich dzieciom i dzieci ku ich ojcom. Pragnę widzieć jak powstają prawdziwi ojcowie w wierze i zajmują swoje miejsce, pomagając ratować do zdemonizowane pokolenie przed utratą nadziei. Amen.
раскрутка

Uzdrowienie ducha sierocego_04

Logo_WoodWood Ron


Na początku tego roku przekazałem pewnemu pastorowi takie prorocze słowo: „Twój następny kościół ma 13 lat”. Gdy ponownie odwiedzałem go, Pan dał mi zrozumienie tego dziwnego słowa. Oznaczało ono, że jego kościół jest obecnie nastolatkiem a pastor musi dostosować sposób prowadzenia do tego wieku. Z małymi dziećmi jest tak, że robisz dla nich wszystko. Gdy osiągają wiek lat …nastu zdajesz sobie sprawę z tego, że dorosły już do tego, aby oddawać im niektóre obowiązki, aby się uczyły. Wiek lat trzynastu, u większości nastolatków ma to do siebie, że jest to punkt zwrotny w życiu. Szalejące hormony doprowadzają ich ciała do dojrzałości. Czy nie pamiętasz niewygody tego czasu? Nastolatki są gotowe do rozrodu, lecz nie są jeszcze na tyle dojrzałe, aby podjąć tą odpowiedzialność.Cierpią na wewnętrzny brak poczucia bezpieczeństwa w swej tożsamości i niepewność swoich zdolności. To właśnie wtedy potrzebują silnego prowadzenia ojca, bardziej niż delikatnej matczynej troski. Jest to czas przemian. Moje prorocze słowo miało na względzie wiek rozwojowy kościoła i jego stan, i zamiarem Pana było to, aby pomóc temu pastorowi skupić się na jego najważniejszej w tym czasie misji.

W zeszłym miesiącu brałem udział w spotkaniu, na którym duch proroczy był w bardzo silny sposób obecny. Wyjąłem papier, pióro i zacząłem spisywać to, co słyszałem od Ducha… „Przykładam siekierę do sierocego ducha, który dokonał inwazji tego kościoła. Nie zamierzam już dłużej tolerować systemów i struktur, które opuszczają moje dzieci. Łaska bycia ojcem i matką w wierze powraca, aby ratować to osierocone pokolenie. Uzdrowię gorzki korzeń odrzucenia, a na to miejsce wstawię pewność akceptacji. Będziecie odczuwać Ojcowską miłość i szukać Jego dobroci, i dzielić Jego chwałę i łaskę. Ponieważ Panu upodobało się, aby w tych dniach przyprowadzić wielu synów do chwały i poprzez Jego rodzinę uzdrowić ziemię i zakończyć przekleństwo”. Gdy rozważałem to słowo przez następne dni, zdałem sobie sprawę z tego, że we współczesnym kościele mamy wielu kaznodziejów, lecz niewielu ojców. Większość kaznodziejów, którzy odnoszą powodzenie, przyjmują raczej biznesowy model kościoła niż rodzinny. Podobnie jak naturalni ojcowie mogą oni być tak pochłonięci przez pracę, że nie mają już wolnego czasu na osobiste relacje. Cały swój czas i energię poświęcają na utrzymywanie w ruchu programów, lecz nie inwestują odpowiedniej ilości czasu w rozwój następnego pokolenia. Praca staje się coraz bardziej bezosobowa – lekcje w klasie nigdy nie zrobią tej roboty. Gdyby to było możliwe to nauczyciele szkolni mogliby wychować nasze dzieci dla nas. Nauczanie może przekazać większą ilość informacji, lecz nie spełnia wymagań kształtowania charakteru, szkolenia w czasie pracy, czy dyscypliny, która jest konieczna do dorosłości.

Czym się charakteryzuje duch sierocy? Dlaczego Bóg gniewa się na takie postawy; to zwodnicze nastawienie umysłu? Cokolwiek to jest, osobiście wierzę, że jest to coś przeciwnego do ducha adopcji, który pochodzi od Ojca Niebieskiego. Pastorzy, kościoły, a nawet całe denominacje mogą zostać zarażone tą postawą zimnej miłości. Zimna miłość jest jak sztuczne światło – brakuje mu słonecznego ciepła i hamuje wzrost. Odkupieńcza Boża miłość przejmuje sieroty i umieszcza je w duchowych rodzinach – zdrowych rodzinach, które mają zarówno ojców jak i matki. Nie jest to sierociniec prowadzony przez dyrektora. Nawet najlepiej zorganizowane sierocińce pozostają sierocińcami. Bóg chce zdrowych społeczności, związanych grup, duchowych rodzin, o wiele więcej miłości, szczerości i prawdziwych relacji, tego, czego niż można znaleźć w typowych organizacjach, jakie zwiemy kościołami. On chce, aby Jego rodzina wyrażała ducha adopcji, tak aby zgubieni ludzie mogli odkryć swoją tożsamość w Chrystusie, rozwinąć swoje obdarowania i zostali zatrudnieni do pracy w swojej życiowej misji. Ta tożsamość powinna być umacniania w atmosferze rodzinnej miłości prowadzona przez prawdę Bożego słowa. Wartość każdej osoby jest wyrażana w społeczności chrześcijańskie, a nie we wspaniałej izolacji. Wszyscy mieszkający w sierocińcu wiedzą o tym, że nie jest to doskonała rodzina. Proces, jakiego Bóg używa, aby uzdrowić sierocego ducha nazywa się duchową adopcją. Adopcja jest pierwszą postawą bezwarunkowej miłości, duchowej postawy akceptacji, zanim zostanie wyrażona słowami czy rozpoznana. Ta Boża postawa manifestuje się w boskiej miłości do kogoś innego, zanim ten stanie się wartościowy, wtedy gdy ciągle jest słaby, zanim nawet zasłuży na nią, czy będzie w stanie docenić ją. Kochaliśmy innych ponieważ Bóg nas pierwszy umiłował. Boża miłość ma naturę odkupieńczą i globalną. Widziałem jak ona działa w życiu ludzi, gdy dzieliłem się wcześniej opisaną historią mojej żony adoptowanej jako dziecko. „Co widzieliśmy, i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli, A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem Jego, Jezusem Chrystusem”

(3 Jn 1:3) (Takie jest pochodzenie grupy U2 – zwrot „you too” (ty też) oferuje włączenie tych ludzi, którym świadczymy!). Koniec zbawienia jest czymś więcej niż solowym doświadczeniem; jest to adopcja do Bożej rodziny. Nasze współczesne kościelne metody tak długo rozdzielały Słowo Boże, aż zaczęliśmy dzielić się słowem zbawienia, zamiast dzielić się drogą zbawienia, na którą wchodzi się w całości, z całym swoim życiem. Świadectwo Jezusa jest czymś więcej niż abstraktem prawdy z dodatkiem życia wiecznego; jest to przemieniająca moc, które włącza nas do żywego Ciała Chrystusa teraz, tutaj na ziemi.

Ludzie dotknięci duchem sierocym nie czują tego, że gdziekolwiek należą. Podobnie jak opuszczone dzieci, które się same wychowują, często nie mogą się dostoswać, są obcymi, bez duchowego domu czy duchowego ojca. Odłączeni od przymierza miłości, czują się zagubieni w tłumie, po prostu jako jeszcze jeden numer na liście. Sfrustrowani, mogą nawet chcieć ojcostwa w Panu, lecz czują się lekceważeni i odrzuceni przez tych, którzy powinni ich wziąć pod swoje skrzydła. Czasami uciekają spod panowania niezdrowych liderów, którzy byli dyktatorami, kontrolerami czy ludźmi spragnionymi władzy. Amen . . uciekaj szybko! Lecz często szef kościoła jest zbyt zajęty prowadzeniem spraw kościoła, przygotowywaniem kazań, zdobywaniem środków i rozpraszany przez WIELKI obraz wzniosłych celów. Wielu mężów Bożych pracuje ciężka nad tym, aby zbawić świat, lecz w tym czasie tracą swoje własne dzieci. Wiem.. gdy sam byłem pełnoetatowym pastorem rosnącego kościoła, niemalże mnie się to samo zdarzyło. Warto zwrócić uwagę na ostatnie słowo Starego Testamentu, wypowiedziane przez proroka Malachiasza. Przede wszystkim, trzeba pamiętać, że Bóg milczał przez poprzednie 300 lat, aż do czasów Jana Chrzciciela, w którym duch Eliaszowy grzmiał: „Pokutujcie!” To ostatnie słowo mówi również o przekleństwie, który przychodzi, gdy nie ma ojców. Opisuje ono zadanie Eliasza, używając symbolu namaszczenia spoczywającego na odnowieniu fundamentów wiary. Malachiasz mówi, że Bóg użyje namaszczenia Eliasza, aby zwrócić serca ojców ku ich dzieciom i serca dzieci, ku ich ojcom. Innymi słowy, przepaść między ojcami i synami zostanie usunięta i postawiony będzie pomost między jednym pokoleniem i drugim (Mal. 4:6). Aby się to stało, aby zostały uzdrowione te relacje, najpierw muszą znaleźć się na swoim miejscu ojcowie wiary. Bóg przygotowywał mężczyzn do tej roli i teraz wskazuje ich, abyśmy ich wszyscy widzieli. Prawdziwi duchowi ojcowie to każdy z obszaru pięciorakiej służby wymienionej w Ef. 4:11. Niemniej jednak Ef 2:20 mówi nam, ze fundamentalnymi duchowymi ojcami dla każdego pokolenia są apostołowi i prorocy usługujący Ciału Chrystusa. Dla wielu jest to szokiem, choć ich dyspensacjonalistyczne uprzedzenia każą myśleć, że tylko pastorzy i nauczyciele przetrwali do dziś, wraz z kilkoma ewangelistami. Nie jest tak. Te urzędy są „ustanowione w kościele” i nie odeszły, lecz po prostu były ignorowane (1 Kor. 12:28).

Pismo przepowiada ważne wydarzenia, które pomogą nam rozpoznać czasu. Musimy słuchać tego, co Duch mówi do kościoła. Lata temu, słyszałem jak Duch Boży mówił do mnie: „Jeśli tylko możesz usłyszeć, jeśli możesz znieść to, jeśli możesz przyjąć, to wiedz, że Duch Eliasza przychodzi”. Implikacje tego były takie, że nie jest to namaszczenie łatwe do przyjęcia przez większość religijnych kręgów. Z pewnością, uczeni w Piśmie i faryzeusze nie lubili tego namaszczenia, które miał Jan Chrzciciel, gdy nazywał ich plemieniem żmijowym i wzywał do pokuty. Jan domagał się od większości religijnych ludzi na ziemi pokuty, aby mogli wejść w nowy czas Boży. Jest tak i do dzisiaj. Przez całe swoje życie byłem zafascynowany Eliaszem. Inaczej niż Mojżesz, Eliasz był prorokiem Bożym, który nigdy nie napisał księgi do naszej Biblii. Był zuchwały, ekstremalny i prawdopodobnie trudny do zniesienia dla otoczenia. Miał dar wiary, aby modlić się o ogień z nieba czy zatrzymanie deszczu. Skonfrontował się z Jezebel i zgromił Ahaba, odwrócił Izraela od czci Baala, ratując ich w ten sposób przed wyginięciem. Jezus powiedział, że „moc eliaszowa” duchowej łaski spoczywała na Janie Chrzcicielu i sprawiała, że był on czymś „więcej niż prorokiem” (Mat. 11:9). Powiedział również, że ten dar znowu zbliża się (Mk. 9:12). Odnosi się to do nadzwyczajnego namaszczenia spoczywającego na poszczególnych prorokach, aby konfrontowali się z bałwochwalstwem, ujawniali fałszywe rządy czy nawet czarownictwo, odnawiali wyłomy między pokoleniami i wskazywali ludziom na powrót do Bożych dróg. Jak powiedziałem, wierzę, że przebudzenie uderzy w kościół dwoma drogami. Wierzę również w to, że oba przyjdą za naszego pokolenia. Będzie to wymagać dobrych Bożych dróg oraz Bożych czynów mocy. Religia, ta którą znamy, albo ulegnie przemianie i stanie się płodna, albo stanie się sucha jak kurz i bezpłodna. Nie będzie ucieczki przed poruszeniem Bożym. Ojciec bardzo poważnie traktuje oddanie Swego Syna, Jezusa, na dziedzictwo wśród narodów (Ps. 2). Pierwszą falą przebudzenia będzie odnowienie Bożych dróg, która zwróci serca ojców ku dzieciom, w naturalnym i duchowym sensie. Uzdrowi ona zniszczone rodziny i przemieni struktury kościoła. Wymaga to ponownego odkrycia pierwotnego zadania Bożych apostołów, to jest, duchowego mentorowania synów (Biblijnym terminem jest „czynić ich uczniami”). Druga fala będzie odnowieniem cudów, znaków i dzieł mocy, które potwierdzają Boże słowo o królestwie Chrystusa, sprawiając, że ludzie będą zdumieni potężną mocą Boga. Stanie się to, gdy kościół nauczy się cenić i przyjmować Bożych proroków, Jego agentów przymierza, Jego nowotestamentowych ognistych posłańców. Niestety większość kościoła będzie chciała przeskoczyć tą pierwszą fazę, silnie przylegając do drugiej, lecz w ten sposób nic się nie uda. Ceniąc bardziej Boże działa od Bożych dróg, chybiają celu i tracą błogosławieństwo. Podam wam fragment, w którym Pismo proroczo opisuje to dwuetapowe przebudzenie końca czasów. Posłuchaj tych słów, które Jezus wypowiedział, zaraz po tym, gdy namaszczenie Ojca po raz pierwszy zamanifestowało się na Jego życiu. Powiedział w Ew. Łuk 4:25-26, że Eliasz został posłany do wdowy, do samotnej matki, która miała syna, do domu, gdzie brakowało ojca (1 Król. 17:9). W tej ilustracji, namaszczenie Eliasza odnosiło się do zaspokojenia potrzeb pokolenia tych, którzy nie mieli ojców. Później Eliasz wzbudził z martwych syna tej wdowy (w. 17-24). Jakże wspaniały obraz służby końca czasów, proroków noszących namaszczenie Eliasza!

Jeśli wszystko co mamy to tylko pastorzy – służby „troszczące się o trzodę” – to będzie brakowało agresywnej, pionierskiej i dającej postęp Królestwa służby. Rodzinne DNA i Chrystusowy model służby będą niepełne. Podobnie, jak w każdym zwyczajnym domu, najzdrowsze jednostki rodzinne mają przywódce zarówno w mężczyźnie jak i kobiecie – ojca i matkę. Tak, kościół potrzebuje delikatnej matczynej opieki, szczególnie wobec młodych wierzących, lecz dojrzewanie dorosłego kościoła wymaga sprawowania ojcowskiej opieki w wierze przez apostołów i proroków, mężczyzn! Ich dar łaski jest unikalny. To zadanie wyposażania świętych jest dziełem, którego lokalni pastorzy i nauczyciele nie są wstanie sami wykonać. Będzie ono niedokończone bez pracy apostolskiego czy proroczego zespołu, który są obecni w swym szeregu lub poza-lokalnych zespołach, przybywających na pewien czas. Potrzebujemy dziś służb z różnorodnymi obdarowaniami, współpracujących w celu wyposażenia kościoła na koniec czasów. Skąd wiem o tym, że następne poruszenie Boże będzie miało dwa stadia – odnowienie ojców, którzy uzdrowią sierocego ducha tak szerzącego się w kościele, oraz przełamanie się fali przebudzenia cudownej mocy? Ponieważ, Pan tak mówi. Duch Pański przynosi świadectwo poprzez wielu proroków mówiących na temat okresu, w którym obecnie żyjemy

Lecz to nie wszystko: poruszenie Boże jeszcze się nie skończyło. Jest jeszcze więcej. Jezus opowiedział o tym namaszczeniu w ew. Łukasza 4:27 historią o tej łasce, która spoczęła na Elizeuszu. Elizeusz był protegowanym Eliasza, jego sługą, był jakby jego synem. Podniósł płaszcz Eliasza, wielki symbol namaszczenie tego męża Bożego. Ten dar łaski następnego pokolenia manifestował się w podwójnej mocy cudów, które uczynił Elizeusz, choćby tylko dla przykładu, gdy uzdrowił obcego męża z trądu (2 Król. 5:1-14). Widzę nadchodzące dwie fale przebudzenia. Pierwsza zajmie się charakterem, odpowiedzialnością, strukturami, celami, metodami i kształtem kościoła w naszym pokoleniu. Druga fala przyniesie charyzmę, obdarowania, autorytet, potwierdzanie Bożego słowa i potwierdzanie, że królestwo Chrystusowe jest nadrzędne nad wszystkim. Nie wejdziemy do drugiej fali, bez uchwycenia pierwszej. Nie możemy otrzymać wyposażenia, jeśli nie będziemy mieli odpowiednich mężczyzn, którzy będą potrafili go używać. Jak powiedział jeden z dowódców wojskowych USA przed rozpoczęciem wojny w Iraku: „wyposażamy mężczyzn, a nie obsadzamy sprzętem” (w j.ang. gra słów: “We equip the man, we don’t man the equipment”).

Bóg znakomicie potrafi poprzez cudowne dary łaski przekazać wyposażenie, którego potrzebujemy, aby dokończyć dzieła Wielkiego Nakazu. Najpierw jednak musi mieć żołnierzy wiary, którzy mają kwalifikacje, są w stanie znieść bojowe warunki, potrafią znaleźć się pod autorytetem i są mężami pełnymi odwagi, a ich życie jest spójne z wiarą. W takim przypadku, skoro Bóg daje wszystkim jednakowe możliwości, jeśli chodzi sprawy Ducha, to na tym nowym poziomie bitwy: „Mają się zgłaszać wyłącznie prawdziwi mężczyźni”.

продвижение сайта

Wojna taty

Logo_Wood


Ron Wood

Napisano czy sfilmowano wiele wspaniałych obrazów, ukazujących ojców stających zdecydowanie w obronie swoich dzieci. Mężczyzna, który nie chce walczyć o swoją rodzinę jest fałszywym ojcem i płytkim mężczyzną.

W Starym Testamencie Abraham był mężczyzną, który przejawiał cechy dobrego ojcostwa na długo przed tym, zanim  faktycznie został ojcem. Gdy jego bratanek Lot wraz z wieloma dziećmi i kobietami został porwany i uprowadzony, Abraham zebrał grupę braci ze swojego domostwa i uratował go. Miał 318 wyszkolonych mężczyzn, którzy gotowi byli iść za nim do walki (1 Moj. 14:13-20). Co spowodowało, że ci zwykli mężczyźni i farmerzy byli gotowi iść za swoim mistrzem na niebezpieczny pościg. Dla nich Abraham był patriarchą, on traktował swoje sługi jak synów.

Ojcostwo jest czymś znacznie więcej niż pozostawieniem po sobie potomstwa. Gdy Bóg po raz pierwszy powołał Abrama, nie miał on jeszcze dzieci z Sarą. A jednak charakter ojca, a nie akt posiadania dzieci, był tym, czego szukał Bóg. Abram był takim człowiekiem, z którym Bóg mógł zawrzeć przymierze. Dlaczego? Ponieważ jego życie było zgodne z Bożym rozumieniem ojcostwa. Duch ojcostwa w Abrahamie był jak przykrywa, która chroni stojących za nim. Duch ojcostwa buduje obszerne rodziny – adoptuje. Sprawia on, że mężczyzna inwestuje swoje środki w tych, którzy są razem z nim, wychowuje i wyposaża tych, którzy są od niego uzależnieni, aby ratować swoją rodzinę i przyjaciół przed wrogami.

Wiara Abrahama była zaraźliwa. Ta nie szkolona wojskowo zgraja, zebrana jako oddział pościgowy, wierzyła w to, co niemożliwe; wierzyli, że są w stanie wygrać bitwę i uwolnić swoich bliskich. Prawdziwe ojcostwo kształtuje kulturę wiary, która przyjmuje postawę typu „damy radę”, jest jak nadburcie, stające przeciwko wszelkim zepsutym wartościom rozpadającej się kultury. Rzeczywiste ojcostwo, takie, które pochodzi z poznania Boga, staje wobec strachu, nie zgadza się na ucieczkę i walczy o to, co prawe. Ojcostwo uzdalnia do wykonania zadania. Matka może nosić płód przez dziewięć miesięcy, troszczyć się o dziecko przez rok, lecz ojciec nosi swoje dzieci w swym sercu na zawsze.

Nasz Bóg jest wiecznym Ojcem. On nie jest podobny do ojca,.. On jest ojcem! Biblia mówi, że On jest Ojcem duchów i jako dobry ojciec, karci nas, abyśmy mogli być uczestnikamijego natury i uczyli się Jego dróg. Nasz Zbawiciel objawił nam Boga w nowy sposób, jako naszego „Ojca, który jest w niebie”!

Prawdziwe ojcostwo przejawia się w działaniach, a nie w intencjach. Ojcowie zasługują na cześć ze względu na swoje uczynki i w ten sposób stają się godni czci. Nie jest to jakiś tytuł czy pusty urząd, lecz opis pracy, którą mężczyzna wykonuje codziennie. Jak powiedział ap. Paweł: „Możecie mieć wielu nauczycieli, lecz ojcowie są nieliczni„. Jest to ciągle prawda. Prorok Malachiasz cytował słowa Pana: „Jeśli Ja jestem ojcem, to gdzie jest cześć dla mnie?” i dalej przeszedł do dyskusji nad finansowym czczeniem dziesięciną i składaniem ofiar.

Bóg jest dobrym, godnym czci ojcem. Nie jest typem ojca, który wykorzystuje, ani takim, który jest nieobecny; nie jest też zniewieściały. Bóg Ojciec nie pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny, która wychowała go w emocjonalnym zamrożeniu i niedostępnego dla swoich dzieci. Jest święty, szczęśliwy, miłosierny, sprawiedliwy i można na Nim polegać. Bóg wypowiada słowa i je dotrzymuje. On nas kocha, angażuje się w nasze życie i karze nas dla naszego własnego dobra. On wychowuje nas do prawego życia. Sprawia, że zbieramy to, co zasialiśmy, a jednak przebacza, gdy pokutujemy. Jego dzieciom nigdy nie brakuje niczego, a wpada w gniew na ich nieprzyjaciół.

Bóg wyrusza na wojnę przeciwko każdemu przeciwnikowi, który usiłuje okraść Jego dzieci z dziedzictwa. Jezus jest Księciem Pokoju, lecz potrafi być gwałtowny. Nie promuje pokoju za wszelką cenę. Trwały pokój pojawia się, gdy Boże zasady wpływają na twoją, ludzką sytuację. Dzieje się to wtedy, gdy ludzie decydują iść za Bożym słowem i chcą, aby królestwo Chrystusowe było obecne. Lecz nie wszyscy chcą i będą posłuszni, prawda? Ze względu na realność zła i istnienie diabła, wszyscy ludzie muszą zostać skonfrontowani z Królestwem Chrystusa, Dobrą Nowiną, a diabelskie zwiedzenie i ucisk muszą być pokonane. To kończy wszelki bunt i gwałt i aż do tego końca nasz Ojciec gotów jest walczyć.

Biblia przepełniona jest historiami o dobrych ludziach, którzy zostali zmuszeni do walki. Job walczył przy pomocy modlitwy. Wstawiał się za swoimi dziećmi regularnie, bojąc się, że mogli zgrzeszyć. Bóg powiedział o Jobie, że był mężem doskonałym. Dawid był samotnym psalmistą i łagodnym pasterzem, lecz zawsze był gotów do walki. Chronił trzody swej rodziny zabijając lwa i niedźwiedzia i niedźwiedzia, dzięki czemu przygotowywał się do pokonania potężnego Goliata. Budowniczy Nehemiasz, po powrocie do Ziemi Obiecanej i odbudowie Jerozolimy, wezwał swoich ludzi, aby walczyli wraz z całymi rodzinami. Bóg honoruje mężów, którzy stają do walki w obronie rodzin a przeciwko swoim wrogom

Bez względu na to czy jest to pan narkotyków w pokojowym sąsiedztwie, czy polityczny przywódca, który nie uznaje moralnych zasad, czy biurokrata, który bierze łapówki, czy też pozbawiony serca sędzia, który uwalnia winnego, a nie potrafi uchronić niewinnego, czy też przebiegli artyści, którzy szerzą swoją perwersję, złu muszą przeciwstawiać się mężowie odwagi, ponieważ w przeciwnym wypadku tracimy przyszłość naszych rodzin.

Pan mówi nam, dlaczego wybrał Abrama, dlaczego wyniósł go od wysoko postawionego ojca, do Abrahama – ojca narodów. Stało sie tak, ponieważ był wiernym ojcem wychowując i zarządzając swoim domostwem tak, jakby to były jego dzieci. Bóg powiedział: „Znam go,.. wybrałem go”. Na czym Pan opierał swój wybór? Obserwował Abrahama wychowującego zatrudnione w gospodarstwie sługi jak należących do jego rodziny, odważnie ratując Lota, czcząc Boga dziesięciną z łupów (Rodz. 18:19). Pokazuje to, że jeśli Bóg kogoś używa to najpierw sprawdza go, aby jego wierność została udowodniona, zanim zostanie wylane błogosławieństwo.

Wiara Abrahama została zrodzona z Łaski Bożego wyboru, a nie z żadnej ludzkiej determinacji. Bóg wywyższa, kogo zechce, jeśli odpowiadamy na Jego łaskę z wiarą, która trwa. Bóg wybrał Abrahama, potwierdził przez próby, po czym dał mu bogactwo przekraczające wszelkie jego najodważniejsze marzenia. Bóg Ojciec pracuje w dziale wyboru i wyposażenia ojców, którzy przechodzą próby. Bóg będzie walczył o ojców, gdy oni stoją za tym, co prawe, sprzeciwiają się złemu i bronią swych dzieci. Bóg ciągle szuka mężczyzny, który będzie szedł śladami ojca Abrahama.

Dziś, wściekli przeciwnicy powstali przeciwko naturalnemu nasieniu Abrahama, Izraelowi. Nasz Ojciec Niebieski nie stoi ani pasywnie, ani neutralnie, lecz po stronie wierności przymierzu. Trzypokoleniowa obietnica, którą zaprzysiągł Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi nie zostanie cofnięta. Bóg zachowa swoje słowo.

Równocześnie, zaczyna ujawniać się na tej scenie inna bitwa. Siły zła najechały świętych i starają się splądrować ich dziedzictwo. Szatan sprzeciwia się duchowemu Potomstwu Abrahama, Wcielonemu Chrystusowi, Kościołowi, który jest Jego Ciałem. Na rzecz nas wszystkich, Bóg będzie znów czynił cuda. Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa na oczach wszystkich narodów powstanie i wyciągnie obnażone ramię dla chwały Swego Syna i ku zbawieniu narodów. Jest już czas po temu, aby święci posiedli – przez wiarę i modlitwę – królestwo nabyte przez Jezusa. Jest czas na to, aby Jego potężna moc i chwała objawiły się.


Rozważania i zastosowanie:

Być w domu, w którym Bóg cię zrodził jest wielkim powołaniem. Prawdziwi Ojcowie w wierze traktują takich, którzy służą w tym domu jak synów, a nie najemników. Wyposażanie ludzi znajdujących się wokół ciebie jest częścią powołania, jeśli jeśli rzeczywiście jesteś ojcem w wierze. Jeśli odstąpisz od ojcostwa, jak to zrobił Lot, zostaniesz pojmany w pęta kultury wroga. Wszystko, cokolwiek Bóg robi, co ma być trwałe, zaczyna się od ojca pełnego wiary.

Bóg Ojciec będzie walczył o dziedzictwo obiecane Jezusowi – narody.
продвижение сайта