Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 8

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

NIEBEZPIECZEŃSTWA 

Jak widzimy wielu pozostających poza kościołem ludzi ma bardzo mocne powody opuszczenia kościołów. Niemniej, jest jeszcze druga strona, ponieważ osobiście spotkałem sporo tych „z poza”, którzy znacznie ponad dziesięć lat są całkowicie poza wszystkim i ciągle tam trwają. O ile nie ma jakiejś bardzo szczególnej przyczyny takiego stanu rzeczy, nie mogę uwierzyć, że jest to właściwe. Czasami wypracowuje się taką tendencję do „dryfowania”. Wierzę, że jest z tym związane niebezpieczeństwo. Serce moje podąża za tymi ludźmi w ich podróży, lecz czasami przypominają mi się dzieci Izraela, które bardziej umiłowały pustynię niż Ziemię Obiecaną – i skończyli spędzając tam całe swoje życie. Nigdy nie odziedziczyli Ziemi Obiecanej. Ich domem stała się pustynia i nigdy nie weszli do swego powołania.

(Nie kieruję tego do tych w kościołach domowych, lecz raczej do tych, którzy są w bardziej ekstremalnych „samotniach”).

 Nie wierzę w to, żeby Bóg wysyłał nas na pustynie po to, abyśmy tam spędzili resztę naszego życia. To nie miałoby żadnego sensu i jest całkowicie niebiblijne. Pustynia zawsze była miejscem przygotowania. Jeśli pozostaniemy tam zbyt długo, po prostu dlatego, że stało się to „wygodne” to stajemy wobec wielkiego niebezpieczeństwa utraty Bożego powołania i wszystkiego, co dla nas ma. Pustynia jest miejscem przygotowania, a nie Ziemią Obiecaną.

 

Znam sporą liczbę ludzi pozostających poza kościołami, którzy przyjęli „pustynną mentalność”. Zaczęło im być tam „wygodnie” i wydaje się, że będzie potrzebne całkiem konkretne potrząsanie nimi, aby rozważyli możliwość przeprowadzki. Cała ich mentalność sprawia, że jest im ogromnie trudno przyłączyć się ponownie do czegokolwiek – nawet do prawdziwego poruszenia Bożego. Stali się chronicznie

„nie-zrzeszeni”. Podobnie jak dzieci Izraela uznają, że ryzyko jest zbyt wielkie, pustynia stała się dla nich strefą wygody.

 

Myślę, że szczególnie znaczący jest fakt, w przypadku Izraelitów, że czas ich ostatecznego kryzysu przypadł na chwilę, gdy mieli opuścić pustynię i wejść do Ziemi Obiecanej. Nie mogli tego pokonać, ryzyko wydawało się tak ogromne. Wierzę, że reprezentuje to moment wielkiego niebezpieczeństwa również dla współczesnych mieszkańców pustyni, ponieważ oni byli poza kościołem przez parę lat i wtedy stało się ryzykowne nawet myślenie o ponownym przyłączeniu się do czegokolwiek – nawet do „nowych bukłaków”. Zauważyłem, w niektórych przypadkach, że nawet rozważania na temat środowiska „Ciała” rzuca wyzwanie ich wygodnej strefie i ci wycofują się ze wszelkiego zaangażowania. Co za straszliwy wstyd. To właśnie wtedy dzieci Izraela straciły wszystko, całą przyszłość. „Pustynia”, która trwa i trwa – rok za rokiem – bez Ziemi Obiecanej jest koszmarem nocnym. Jest to dowód na to, że coś jest bardzo  źle. Ludzie, którym zrobiło się wygodnie w tego rodzaju środowisku muszą stawić czoła sobie samym. Zdecydowanie coś jest nie w porządku.

 

 

Widzisz, Nowy Testament zna wyłącznie jeden rodzaj chrześcijaństwa – a jest to chrześcijaństwo typu „Ciała”. Nie ma w Biblii absolutnie NIC TAKIEGO jak indywidualistyczne „zostawcie-mnie-samgo” chrześcijaństwo. Mogą być okresy pustyni, lecz one nie trwają wiecznie, są chwilowe. Są o to okresy prób i przygotowania. To nie jest „norma”. W rzeczywistości, w zupełności w niczym nie przypominają normalnego życia kościoła.

 

Badałem historię przebudzeń i mówię wam, że nigdy nie było Przebudzenia, które wymagało by „wyjścia i pozostania samemu”. Przebudzenie jest z samej swej natury ZBIOROWE. To jest 120-tu w Górnej Komnacie, modlących się i poszczących przez wiele dni i w końcu „zgodnie”. To jest 3000 ludzi przychodzących do Chrystusa w ciągu jednego dnia. To jest Dzień Zielonych Świąt stale i w ciąż. Jest to jedność, miłość i wspólne zebrania. Jest to coś zupełnie przeciwnego do indywidualizmu.

 

Teraz nie mam już żadnego problemu z czasem przygotowania, gdzie „samotność” i oddzielenie staje się normą na pewien czas. Coś takiego z pewnością dzieje się w drodze do Przebudzenia, lecz jeśli to trwa i trwa to staje się „strefą wygody”  i to jest alarmujące. Przebudzenie nigdy nie przychodzi do grupy fanatycznych indywidualistów. Indywidualizm to coś całkowicie przeciwnego do wszystkich zasad NT, ponieważ cały Nowy Testament mówi o „JEDNYM CIELE” – połączonym i zjednoczonym w zgodzie.

 

Jestem świadom tego, że kościoły jakie widzimy dziś na świecie są bardzo odległe od nowotestamentowego wzorca, mogę zatem łatwo zrozumieć dlaczego ludzie nie chcą się do nich przyłączać, lecz nie ma żadnej wymówki na to, aby stać się przeciwnym Ciału. A obawiam się, że dzieje się tak z wielu ludźmi będącymi poza kościołem. Stają się chronicznie „nie-zrzeszeni”, cyniczni – całkowite przeciwieństwo ludzi „Ciała”. W rzeczywistości wielu z nich dochodzi do takiego stanu, że nigdy więcej nie przyłączą się do niczego. Czy to brzmi właściwie dla ciebie? Czy to wygląda na „ekipę Przebudzenia”? Z pewnością nie. Jeśli jesteś przeciwny Ciału to jesteś anty Jezusowi – nie mogę widzieć tego inaczej.

 

Jak wspomniałem wcześniej spotkałem całkiem sporo ludzi (niektórzy z nich to poprzedni liderzy), którzy byli poza kościołem od blisko 20 lat. Byli wśród nich tacy, którzy sprzeciwiali się całej koncepcji wspólnych „spotkań” („zbyt religijne” mówili), zatem nigdy nie zbierali się z żadną grupą. Byli całkiem szczęśliwi ze sobą – „po prostu oni i Bóg”. Muszę powiedzieć, że uznaję to za ogromna stratę. Nie mogę w tym przypadku nie myśleć o ‘nieużytecznym słudze”, który zakopał swój talent w ziemi, zamiast go używać dla Królestwa Bożego. Nie mogę uwierzyć w to, że Bóg chce, aby jego ludzie z silnym obdarowaniem i powołaniem spędzili 20 lat wyłączeni przez siebie samych w jakimś zaścianku, tylko dlatego, że nie mogą się odnieść do koncepcji „Ciała”. To jest śmieszne. Mnóstwo z nich ma taki wgląd duchowy, którego kościół dramatycznie potrzebuje, lecz nigdy nie usłyszy, ponieważ oni rozmawiają tylko ze sobą.

 

Jest w tym pewien rodzaj „elitaryzmu” (czy duchowej pychy), który jest bardzo niszczący . Wiem o tym, ponieważ sam brałem w tym udział, gdy pozostawałem poza kościołem. Jest to rodzaj samozadowolenia, które mówi: „Ludzie w kościele są „religijni”. Oni siedzą w ‘systemie’. My jesteśmy wolni od tego, my jesteśmy tymi, którzy rzeczywiście wiedzą, co się dzieje”. Z takim nastawieniem bardzo łatwo jest poddać się duchowej pysze. Nie różni się to niczym od faryzeuszy, którzy modlili się w ten sposób: „Boże, dziękuję ci, że nie jestem taki jak inni ludzie…”

 

Powiadam wam, że, gdy nadszedł mój moment „kryzysu” w 1993 roku – czas gdy miałem wyjść z pustyni – było tak wiele z tych postaw, o czym przekonał mnie Bóg. W rzeczywistości wyszedłem, aby zobaczyć, że może być tyle samo pychy, elitaryzmu i ‘sekciarstwa’ na poza-kościelnej scenie, co w większości religijnych kościołów! Gdy oddzielasz się i patrzysz z góry na innych chrześcijan to ty jesteś faryzeuszem. Nie ma znaczenia, czy jesteś w kościele, poza nim czy cokolwiek innego. Samo-sprawiedliwosć jest straszliwym złem. I z tego, co widzę, szerzy się w wielu częściach tego ruchu.

 

Całkiem prawdopodobne jest bycie „religijnym” nie-religijnym. Można tak bać się wszystkiego, co wygląda jak ‘kościół’, że ucieka się w przeciwnym kierunku i pakuje we wszelkiego rodzaju głupie skrajności. Niektóre z rzeczy, jakie widziałem poza kościołem byłyby godne śmiechu, gdyby nie były tak tragiczne. Byłem na takich spotkaniach, gdzie wszyscy tak bardzo bali się być postrzegani jako ‘liderzy’, że z trudnością cokolwiek się faktycznie działo. Bywałem z ludźmi, którzy czuli, że śpiewanie też jest zbyt „religijne”. Inni zaś, myśleli, że wszystko co „zorganizowane” nie pochodzi od Boga. A nawet zdarzyło mi się trafić na takich, którzy myśleli, że dziękowanie przed jedzeniem jest „religijne”!

 

Czy ci ludzie kiedykolwiek czytali Biblię? Czy nie czytali księgi Dziejów?

 

Widzisz, „bycie poza kościołem” może stać się tak samo „sektą” jak cokolwiek innego. Jeśli nie będziemy uważni to może się to stać śmiesznym klubem „anty-wszystkiemu”. Może stać się nawet naszym prywatnym małym „kultem” – utrzymującym nas z więzach z dala od innych i uniemożliwiają nam wypełnienie Bożego celu dla naszego życia.

Mówię tutaj o „ekstremach’ tego ruchu, lecz wierzcie mi, że jest tam wiele ludzi siedzących w tego typu rzeczach. Niech czytelnik będzie rozważny!

 

Przed 1993 ja sam siedziałem w całym mnóstwie tego. Co zatem otworzyło moje oczy i wyprowadziło mnie z tego okresu 7-letniej pustyni? Całkiem proste. Bóg pokazał mi w jaki sposób radzić sobie z ‘warowniami’ i więzami głęboko wewnątrz mnie i jak tylko zostało to załatwione, całe mnóstwo rzeczy stało się nagle dla mnie widocznych i jasnych. To tak jakby łuski spadły z moich oczu.

  

Główny przełom nadszedł wtedy, gdy otrzymałem nowe objawienie autorytetu, jaki Bóg dał każdemu ze Swych dzieci, aby „niszczyć warownie” – nawet te z ich własnego życia. Zacząłem dostrzegać to, że w moim wnętrzu była taka „ziemia” nie poddana Bogu i że była ona ciągle w rękach przeciwnika. Były tam warownie pychy, buntu, odrzucenia i wszelkiego rodzaju więzów z przeszłości, które tkwiły głęboko wewnątrz mnie. To nie były „demony” jako takie, lecz te warownie dawały przeciwnikowi oparcie dla stóp w moim życiu, które były wykorzystywane przeciwko mnie. Nawet pomimo tego, że ‘pokutowałem’ z wielu rzeczy w moim życiu, wydaje się, że to nie załatwiało tych większych warowni. W jakiś sposób musiały zostać wykorzenione.

 

Bóg pokazał mi, że muszę prosić Go, aby oświetlił Swym światłem te warownie tak, aby stało się wyraźne widoczne to z czym mamy do czynienia. Potem miałem się tego WYRZEKAĆ nie tylko ustami, lecz też Z GŁĘBI CAŁEJ MOJEJ ISTOTY, każdej z tych warowni i to bardzo konkretnie. Miałem je wyrzucać z siebie, jako „nieczyste rzeczy” w imieniu Jezusa – odrzucając je z pełną mocą całej mojej istoty. Miała to być misja typu „szukaj i zniszcz” całkowicie bez miłosierdzia.

I to zadziałało. W ciągu trzech dni przeszedłem przez całe moje życie w ten sposób, prosząc Boga, aby pokazywał mi wszystko, czym trzeba było się zająć. I kolejno, jedna po drugiej WYRZEKAŁEM SIĘ tych wszystkich rzeczy i nakazywałem im odejść z mego życia w imieniu Jezusa. Jaka przemiana! Jak moje życie zmieniło się w ciągu zaledwie trzech dni!

 

Po przebyciu tego procesu, okazało się, że moje oczy zostały otwarte na mnóstwo rzeczy, o których myślałem, że są „OK”. Niektóre z moich poza kościelnych postaw wobec liderstwa, na przykład, teraz rozpoznałem jako prostą „rebelię”. Inne zaś, pochodziły wyraźnie z odrzucenia i pychy niż z czegokolwiek pobożnego. Zdałem sobie sprawę z tego, że byłem po równie „religijny” i zadowolony z siebie z przynależności do ruchu poza kościelnego, jak byłem wcześniej, gdy należałem do raczej „ekskluzywnej” zielonoświątkowej denominacji. Postawy były dokładnie te same. Można być bardzo legalistycznym, osądzającym i ciasnym w myśleniu o byciu „poza kościołem”.

 

Jednak teraz, gdy wewnętrzne warownie zostały zniszczone, czułem się znacznie bardziej „wolny”, niż kiedykolwiek wcześniej. Przeżywałem prawdziwą wolność w Chrystusie – prawdopodobnie po raz pierwszy. Nie osądzałem już ludzi na podstawie zewnętrznej formy ich chrześcijaństwa, czy „szufladek”, w których się znajdowali, lecz bardziej na podstawie ich serca wobec Boga i szczerości w pogoni za Nim.

Zacząłem dostrzegać to, że w księdze Dziejów Apostolskich byli SILNI LIDERZY (tj. apostołowie i starsi) i wyraźny stopień ZORGANIZOWANIA I STRUKTURY. Zacząłem zauważać, że była dyscyplina i władza (złe słowa na większości tej sceny). Zdałem sobie sprawę z tego, że część moich postaw była bardziej wynikiem ‘reakcji’ przeciw przeszłemu systemowi niż właściwego, biblijnego punktu widzenia.

Dzięki uświadamianiu sobie takich rzeczy, cały mój pogląd zmienił się niemal w ciągu nocy. Odkryłem, że zostawiłem „pustynię” za sobą. Był już czas, aby wyjść z zimna.

 

W jaki sposób więc widzę ruch poza kościelny teraz? Faktem jest, że nadal jestem przekonany o tym, że Bóg przygotowuje całe mnóstwo ludzi i pustynia jest równie ważna jak zawsze. Myślę również, że wchodzimy we wspaniały okres „zmian” w kościele i „oduczania” dróg z przeszłości po to, aby uchwycić te nowe, jest czymś, co Bóg w oczywisty sposób wymusza. Wiele domowych kościołów, czy komórkowych sieci, które powstają, dowodzą istnienia tych wiatrów przemian, lecz jest jeszcze długa droga zanim wrócimy do chrześcijaństwa Nowego Testamentu. Jest to zaledwie początek.

 

Jestem przekonany, że wielu tych, którzy zostali wywołani z kościołów w tym czasie, mieli przywódcze powołanie. Wierzę, że mogą oni być liderami w nadchodzącym poruszeniu Bożym. Jak już zauważyliśmy, badania Alan’a Jamieson’a ujawniły, że kolosalna liczba 94% niezkościelonych, z którymi rozmawiał, było jakiegoś rodzaju liderami w kościele. Jest to wstrząsająca statystyka. Nie mogę o tym myśleć inaczej jak tylko tak, że Bóg zamierza zrobić coś nowego i, że to On przygotowuje Swoich liderów na pustyni, tak jak to zawsze robił. Nabiera to doskonałego sensu i, jak to widzieliśmy już, jest całkowicie biblijne.

Niemniej fakt pozostaje ten sam, że wielu z tych ludzi jest wielkim niebezpieczeństwie utknięcia na pustyni na zawsze. Jest to jedna z moich największych trosk, ponieważ widziałem to z pierwszej ręki i jest to przerażające.

 
Jestem przekonany, że na pustyni są takie rzeczy, które MUSIMY załatwić, jeśli chcemy ją przejść i dostać się na drugą stronę. Jest to prawdopodobnie jeden z głównych powodów dla których Bóg nas tam posyła – zająć się tymi rzeczami z naszego życia.

 

Jak już wcześnie powiedziałem, podobnie jak w przypadku dzieci Izraela, ‘próba’ przychodzi wtedy, gdy zbliża się czas opuszczenia pustyni. Czy bunt i nieprzebaczenie jeszcze trzymają się? Czy problemy ciągle istnieją z liderstwem i autorytetem? Czy wszystkie minione „rany” zostały uzdrowione? Czy pycha, strach, odrzucenie ciągle chwieją naszym sercem? To są dla każdego z nas krytycznie ważne pytania i są to dokładnie te sprawy, które powodują wszelkie przemiany.

 

Nie ma sensu zaprzeczać, że wyjście z pustyni jest „ryzykiem”. Nikt nie chce być ponownie zraniony. Nikt nie chce ponownie być odrzuconym. Nikt nie chce przymusu wołania „pokutujcie” w twarz powszechnego tłumu.

 

Bóg musi mieć liderów a oni muszą być liderami, którym On może ufać. Oni muszą mieć odwagę i nie bać się mówić wbrew popularnym opiniom. Muszą to być ludzie, którzy widzą „inaczej” i rzeczywiście bardziej boją się Boga niż ludzi. Muszą być dobrymi pasterzami i kaznodziejami Prawdy. Bóg musi mieć właśnie takich liderów i jeśli Pan musi ich wysłać do „szkoły pustyni” i czekać, i czekać, dopóki nie będą gotowi to On to chętnie zrobi, ponieważ to był zawsze koszt, który On chętni ponosił.

 

 

Oto, poniżej, kilka interesujących e-maili odnoszących się do tego wszystkiego:

 

Marilyn (USA):

Właśnie przeczytałam o twoim doświadczeniu pustyni… Pomogło mi to zrozumieć, że muszę pozwolić Bogu uzdrowić mój ból, którego doświadczyłam z rąk ludzi „kościoła”, abym mogła znowu się znimi złączyć. Już zaczynałam się cieszyć pustynią – będąc ze sobą sama.

Właśnie ostatnio Bóg wysłał mnie na konferencję radykalnego uwielbienia. Powiedziałam Bogu, że musi mi powiedzieć, po co tam mam być, lub wracam do domu, ponieważ wszystko, co mi powiedział to, to, że potrzebuję spędzić z Nim trochę czasu, a ja mogłam to równie łatwo zrobić w domu. Gdy dotarłam na miejsce usługujący mówił o tym, jak ważne jest zbiorowe uwielbienie. Bóg powiedział mi:

Gdy jesteś chora, umierająca to spędzasz czas ze mną sama i Ja pomagam ci, lecz teraz Moje Ciało jest chore i umierające i ty musisz spędzić czas z innymi członkami Ciała uwielbiając Mnie, aby ono mogło zostać uzdrowione.

 

Bóg powiedział mi, że Jego ciało będzie uzdrowione w taki sam sposób jak moje – po prostu podczas spędzania czasu z Nim i cieszenie się Jego obecnością.

Bóg poczynił ogromne uzdrowienie mojego serca, gdy byłam na konferencji i wygrzebał cały stary śmietnik. Wylał znowu Swego Ducha na mnie.

 

Myślałam, że już wszystko załatwione z tym całym uzdrawianiem, aż do dziś, gdy Bóg dał mi słowo, które mówi, że muszę pozwolić Mu na uzdrowienie ze zranień, które wycierpiałam. Gdy zapytałam Go, co to za rany to co otrzymałam, to byli liderzy i różni ludzie z kościoła. Przebaczyłam im nie miałam żadnego zgorzknienia. Nie miałam problemów z proszeniem Boga o to, aby ich błogosławił, ani z modlitwą o nich, lecz gdy przyszło do pomysłu ponownego zejścia się z nimi, nie mogłam tego znieść. Bóg pokazał mi, że musiałam wznieść wielki mur i oddzielić się z powodu ran. Poddawałam nawet przez cały dzień w wątpliwość czy to pochodzi od Boga, ponieważ nie mogłam zrozumieć dlaczego miałby chcieć, abym się znów zeszła z tymi samymi ludźmi, którzy odrzucili mnie wcześniej. Pewien człowiek mówił mi wczoraj o tym, że powinnam zetknąć się z kilkoma ludźmi w okolicy. Nie miałam absolutnie żadnego pragnienia, żeby to zrobić. Powiedziałam  mu, że jeśli Bóg powie mi, że mam to zrobić to zrobię, lecz i tak nie zamierzałam iść do nich. No i Bóg zaczął dziś mówić do mnie w tej sprawie.

 

 

Mark (USA):  

Pamiętam, że wszystkie biblijne postaci były wysyłane na pustynie (Paweł, Jezus, Dawid itd.), wyszli z niej ponownie i przyłączyli do ciała radując sięodświeżeniem. My wszyscy również przyłączymy się do ciała, lecz temu przyłączeniu będą starać się przeszkadzać i odrzucać nas Saulowie, stare bukłaki. Tak zawsze było.

 

Bóg powiedział do mnie około 3 lat temu (poprzez innego chrześcijanina), wystarczająco wyraźnie to pokazał, że dopóki nie poddam się Jego oblubienicy, nie zostanę dopuszczony do poznania Jego tajemnic. Na pustyni nauczyłem się mnóstwo o Nim, lecz w ostatnich latach Pan sprowadził mnie z powrotem od kościoła. Oczywiście, okazało się trochę trudne poddanie się autorytetowi (po tak długim okresie funkcjonowania jako samotny wilk i trzymaniu się zupełnie innych wartości). Te rzeczy, które Bóg mi pokazał w duchowej rzeczywistości nie mogą być zrozumiane czy zaakceptowane przez istniejące kościoły.

W tym roku Pan kazał mi wziąć udział w „szkole” budowania kościoła. Możesz sobie wyobrazić jak interesujące było porównanie ich wartości z tymi, których, jak wierzę, nauczył mi Bóg.

 

Zawsze musimy pamiętać o tym, że Dawid nigdy nie podjął żadnego działania przeciwko Saulowi. Bóg wycofał Dawida z królestwa, aby ten stał się zupełnie nowym królem. Niemniej Dawid zawsze respektował wybrane przez Boga władze. Wierzę, że musimy być na tyle odważni, aby iść do przodu twierdząc, że Bóg robi coś nowego, lecz my sami musimy być pokorni na tyle, aby poddawać się wybranym przez Boga autorytetom. Pomimo, że różnimy się od nich w pewien sposób to On umieścił ich w miejscu władzy.

 

 

Jeff (USA):

Bóg posyła nas na pustynię na bardzo specyficzny czas i w bardzo specyficznym celu, po czym wysyła nas z powrotem do Ciała Chrystusa, aby dokończyć dzieła, które nam przydzielił. Bóg wysłał mnie na pustynię na pewien czas, lecz ten czas już się skończył. Już powołał mnie do nowego kościoła, który wierzy tak samo jak ja i rozpoczął proces przywracania mnie do służby, którą miałem wcześniej, jak również leczenia mojego serca z ran z przeszłości. Wspaniale jest być częścią grupy tak pełnej miłości i robić wszystko, co tylko możliwe, aby wprowadzać w życie to, co głoszą. Częścią służby, którą mam teraz jest dzielić się tymi rzeczami, które Bóg mi pokazał w czasie, gdy byłem na pustyni. Jedną z rzeczy, którymi chcę się dzielić jest to w jaki sposób Bóg zmienił „MNIE” w czasie tego trudnego okresu.

 

Zdarzyło się to również Eliaszowi po zwycięstwie na Górze Karmel (1 Król. 18). Pamiętacie, że gdy uciekł przed pogróżkami Izabel też skierował się na pustynię i Bóg mu błogosławił. Lecz później, gdy pokazał człowiekowi Swoją chwałę, zapytał:

Co ty tutaj robisz?

 

Jak długo Eliasz przebywał na „skraju pustyni” Bóg nie mógł go używać. To dlatego Pan powiedział do niego: „Co ty tutaj robisz?” i następnie:

Udaj się w drogę powrotną.

Innymi słowy, po tym, gdy Bóg pokazał mu to, co zamierzał mu pokazać, wysłał go z powrotem do ludzi i do pracy w służbie.

Pamiętaj również, że pustynia jest miejscem prób i objawienia i, jako taka, nigdy nie była przeznaczona do stałego zamieszkania dla Bożych ludzi… On również posyła z powrotem, abyś dzielił się z innymi tymi rzeczami, które pokazał tobie w czasie pobytu na pustyni (jak to było i ze mną). To dlatego Eliaszowi powiedziano, żeby zarówno namaścił Elizeusza na proroka jak i Jehu na króla. Wyobraź sobie, co by było, gdyby nigdy nie dokończył tego dzieła.

 

 

Alison (Południowa Afryka):

Wiem, jak to jest być w kościele, w którym moje własne (i mego męża) wizje zostały zdeptane pod nogami przywództwa. Wiem, jak to jest wędrować po pustyni bez społeczności z kimkolwiek, a kościół nie jest właściwym miejscem.
Wiem, jak to jest stać w zgromadzeniu, na którym ludzie są manipulowani emocjonalnie – to też nie jest kościół.

Gdzie zatem jest kościół? To jest istotne. Czy „chrześcijanie poza kościołem” szukają obecnie kościoła – czy też są zadowoleni ze swojej izolacji? Jak długo szczerze szukamy to należymy do tych, którzy są chcą oglądać odnowioną prawdę, lecz jak tylko zadowolimy się naszą izolacją, przystosowując się do pustyni i modlimy się tak: „my czworo i nikt więcej” to wtedy, Boże pomóż nam, sami przez swoje działania odrzucamy powrót Samego Pana… Nie „grajmy” w krytycyzm więcej, niż niektórzy „grają” w kościół.

< Część 7 | Część 9 > 

раскрутка сайта

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 9

W KOŚCIELE, A POZA KOŚCIOŁEM.

Wygląda na to, że istnieje narastająca fala „niezadowolenia” w kościele. Czy to możliwe, że Sam Bóg wywołuje to, aby przygotować na wielkie zmiany i reformacje wśród Swoich ludzi? Wielu spośród tych, którzy do mnie napisali ciągle jeszcze jest w swoich kościołach, lecz trudno im znaleźć silne argumenty za tym, aby tam pozostać. Poniższe e-maile wyjaśniają przyczyny ich wzrastającego niezadowolenia:

Noreen (Południowa Afryka):  

Jestem jedną z tych, którzy są w, choć poza, jeśli wiesz o co mi chodzi. Odkryłam, że o wiele bezpieczniej czuję się w mojej osobistej relacji z Panem w domu. Okazało się również, że nigdy nie mogę być pewna tego, czy to co się dzieje w kościołach jest właściwe. To okropne, że dziś wieczór mogłam iść do kościoła, a jednak zdecydowałam, że nie. To pozostawia poczucie winy, niemniej, nigdy nie czułam się bliżej Pana.

 

Candy (USA):  

Nie jestem obecnie „poza kościołem”, lecz czasami czuję, że równie dobrze mogłabym być. Wróciłam do napełnionego Duchem kościoła, do którego uczęszczałam siedem lat temu. (Poszłam do innego charyzmatycznego kościoła na 3 lata i odpadłam, po czym przeszłam na 4 lata do niecharyzmatycznego). Wiedziałam, że muszę wrócić do kościoła napełnionego Duchem… Okazało się, że moje członkostwo zostało usunięte i muszę przyłączyć się ponownie… Ciągle tego nie zrobiłam… Nie wiem, dlaczego mam to zrobić. Pastor promuje różne rzeczy usiłując pozyskać nowych członków. To nie jest złe, to jest tak, jak gdybyśmy mieli prawdziwe przebudzenie a ludzie przyszliby sami z siebie, tak? W każdym razie zmagam się z regularnym chodzeniem pomimo, że wiem, że powinnam. Czuję się tak, jakbym była w bardzo suchym miejscu, nawet wtedy, gdy jestem w kościele. Na każdą osobę, które jest „poza kościołem” jest prawdopodobnie co najmniej jedna osoba „w kościele”, która zastanawia się po co tu jest.

Vicki (USA):

Czy to możliwe, aby być na pustyni i ciągle aktywnie być zaangażowanym w kościele? Identyfikuję się z tymi, którzy znajdują się na pustyni i opuścili kościół i rozważałam to samo, lecz otrzymuję sprzeczne informacje i dopóki nie będę miała wyraźnego nakazu wymarszu, nie odważę się ruszyć, choć mam już tak dość kościelnych programów. Myślę, że jestem „chrześcijanką, która w kościele jest poza kościołem”, wykończonym przez programy i puste uwielbienie, spragnioną rzeczywistych relacji skoncentrowanych na tym, co Bóg robi i pragnącą przynosić owoce nawet jeśli oznacza to oczyszczenie z bardzo starych gałęzi.  

Alistair (Australia):

Nadal chodzimy do kościoła, lecz tracimy nadzieję. Zastanawialiśmy się przez pewien czas, czy obecna struktura będzie zniszczona a prawdziwa oblubienica powstanie jak Fenix z popiołów, czy też prawdziwy kościół będzie wzbudzony poza tym obecnym, który stanie się jeszcze bardziej oderwany od Pana.

Mamy wraz z żona dwa bolesne pragnienia w naszych wnętrzach: aby zobaczyć odkupioną sztukę oraz aby zobaczyć kościół będący Jezusem dla świata wokół nas.
______________________________________________

Wielu mówiło mi, że czują się tak, jakby po prostu „nie pasowali” do tego, co się dzieje w ich lokalnych kościołach. Trzymają się, lecz nie są w stanie wejść w to, co się dzieje:

 

Jill (Nowa Zelandia):  

Wraz z mężem, po okresie aktywnego zaangażowania w życie kościoła charyzmatycznego od 1965 roku, spędziliśmy dwa lata poza kościołem i ostatnio znowu wracamy.. w innej społeczności.

Niemniej, kiedy siedzę tutaj w każdą niedzielę czuję się tak nie na miejscu i zastanawiam się, co jest złego ze mną. Mam nawet problemy z wejściem w zbiorowe uwielbianie… a przecież w domu… sama czuję się znacznie bliżej Pana. Nie jesteśmy turystami kościelnymi i byliśmy bardzo zaangażowani w grupy domowe, studia biblijne, gdy byliśmy w kościele, lecz od chwili, gdy znaleźliśmy się „poza kościołem” okazało się, że o wiele łatwiej jest mi się komunikować z innymi, którzy są poza kościołem z różnych przyczyn. Nie pragniemy być samotnymi strażnikami, robiącymi coś sami z siebie, lecz wydaje nam się, że jesteśmy w czymś, co Bóg robi.  

Claudia (USA):

Dyskutowaliśmy wraz z mężem o tym, czy zostaliśmy wywołani ze zorganizowanego kościoła czy nie. Ciągle uczestniczymy w kościele w niedzielę, lecz nie wydaje się, żebyśmy gdziekolwiek pasowali. Siedzimy wśród tysięcy, słuchamy „dobrego posłania”, lecz „nie jesteśmy połączeni z ciałem”. Chcielibyśmy. Próbowaliśmy przyłączyć się tylko po to, aby zostać wypchnięci. Dostrzegamy tak wiele kontroli w lokalnych kościołach, do których chodzimy. Wiem, że izolacja nie jest odpowiedzią.

_______________________________________________

Pewna ilość tych „z kościoła” mówi, że zauważyli wielu innych wokół, którzy wydają się być obecnie niespokojni i niezadowoleni. Zdaje się, że to zjawisko jest bardzo rozpowszechnione:

Peter i Doreen (Nowa Zelandia):

Mam wątłą wieź z kościołem anglikańskim i spotkałem tak wielu ludzi, którzy są spragnieni „sami nie wiedzą czego”. Mają niepokój w sercach i, jak powiadasz, wędrują od kościoła do kościoła… 

Erlene (USA):

Mam przyjaciół, którzy (w większości) opuścili kościół. Sama ciągle chodzę do mojego, a to dlatego, że NIE usłyszałam, aby Bóg powiedział mi coś innego. Prowadzę studium biblijne dla dorosłych w każdy niedzielny poranek, oraz pewne inne studia biblijne z różnymi ludźmi w ich domach i wiem, że Bóg powołał mnie do nauczania. Niemniej jednak, jestem bardzo niespełniona moim „kościołem jak zwykle”. Jestem sfrustrowana tym, że nie widzimy znacznie więcej „znaków, które towarzyszą tym, którzy uwierzyli” i rutyną. Dary Ducha są bardzo potrzebne, zbawienie nie zdarza się w żadnym stopniu, kościół stał się raczej chrześcijańskim klubem społecznym, moim zdaniem…

Eileen (USA):  

Należymy do tej części chrześcijan, którzy są całkowicie niepewni i jedyne co nas trzyma przy tym jednym kościele to fakt, że nasze dzieci są zaangażowane w grupę młodzieżową i czujemy, że potrzebują tego kontaktu. Wszystkie kościoły, w których byliśmy, zielonoświątkowe, charyzmatyczne, baptystyczne… cokolwiek.. w każdym z nich czegoś brakuje. Wydaje mi się, że kościołowi tego pokolenia brakuje „pełni” Chrystusa. To zawsze wydawało się być jego najsłabszą jego dziedziną. Nie mówię, że jesteśmy doskonałymi chrześcijanami, którzy wszystko wiedzą… to nie tak… lecz tak wiele brakuje.

Uczę się i wzrastam znaczenie bardziej (przeważnie) w domu w komorze modlitwy szukając Pana i studiując Jego Słowo. Mój i męża duchowy wzrost nie jest wynikiem uczestnictwa w kościele, lecz czasu spędzonego z NIM w domu. Kościół stał się bardziejsocjalną przerwą niż czasem prawdziwego poszukiwania Boga. Powinniśmy robić te rzeczy, które robił Jezus (cuda, uzdrowienia, uwolnienia, odnowienia, itd..) a nawet większe! Szczególnie w tych dniach ostatecznych!

____________________________________________________

Wielu pisało do mnie o tym, jak „pustym” doświadczeniem stał się dla nich kościół i jak zastanawiali się nad tym, co trzeba by zrobić, aby to uległo zmianie.  

Ruthie (USA):

Wydaje się, że tylko grzeję siedzenie w moim kościele. „Działalności” i „programy” stały się tak puste. Staliśmy się klubem społecznym o mentalności „błogosław mnie…” Odkryłam, że mam większe pragnienie spędzania czasu samotnie z Jezusa i odczuwania Jego obecności niż w grupie ludzi, którzy całe nabożeństwo spoglądają na zegarki, zastanawiając się ile z ich wolnego dnia będzie użyte na kościelne nabożeństwo…

 

Hollie (USA):  

Czuję się jakbym była w miejscu duchowego zawieszenie przez ostatnie 4, 5 lat. Kościół do którego uczęszczam ma wspaniałe nabożeństwa, programy rozpierają ściany, lecz przeważnie pozostawia mnie to z niewzruszonym i apatycznym sercem.

Ponieważ…

Ponieważ, być może, patrzę na innych, nie skupiam wzroku na Jezusie.

Ponieważ patrzę na innych i po wspaniałym nabożeństwie, oni wracają do robienia tego wszystkiego, co robili, a co nie było całkiem doskonałe przed Panem. Co dobrego niesie ogromne „dotknięcie” (gęsia skórka) przez Pana, jeśli nie ma trwałych zmian, gdy gęsia skórka znika? Niechętnie świadczę ludziom w przypadku, gdy chcą przyjść ze mną do kościoła. Czuję, że wprowadzenie ich do kościoła poprowadzi ich przeważnie do przywiązania do kościoła, a nie do relacji z Panem…Nie chcę, aby ktoś po prostu „przyszedł do kościoła” ze mną, chcę, aby „przyszedł do Jezusa”!Wydaje się, że nie podkreśla się tak bardzo osobistej relacji z Panem, przeważają  relacje z pastorem i innymi usługującymi, czy naszą służbą w zgromadzeniu. Zupełnie nie mam pragnienia służby czy przywódczej roli w zgromadzeniu. Wszystko to już widziałam, sama wiele z tego robiłam i jestem już naprawdę zmęczona tym, nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Nie ma wielkiej radości, myślę odwiedzać skazanych, wdowy, chorych, zranionych, tych, którzy wyślizgują się po cichu poza drzwi zgromadzenia i nikt tego nie zauważa, ponieważ wszyscy są tak bardzo zajęci „usługiwaniem” zgubionym. (Zgubieni stają się jeszcze bardziej zgubieni, a zbawieni są nie zauważani). Nawet jeśli zauważą, że ktoś od dłuższego czasu nie przychodzi to są zbyt zajęci, aby faktycznie dowiedzieć się dlaczego tej osoby nie ma czy gdzie jest. (Często ta „zajętość” jest skierowana na kościół!)

W tym samym czasie jestem spragniona. Jestem tak desperacko spragniona znaleźć w lokalnym kościele to coś, to sprawia w moim duchu/duszy ten straszliwy głód iczuję się tak nie usatysfakcjonowana tym, co się mi podaje w lokalnym zgromadzeniu.
Przebadałam swoje serce, aby zobaczyć czy to jest „moje”, czy są takie rzeczy, z których powinnam pokutować, zająć się nimi czy poddać pod krew.. Oczywiście są, lecz nie tylko to powoduje taki straszliwy duchowy głód.

Nie chcę „dobrych” nabożeństw w moim kościele, nie chcę brać udziału w większej ilości programów czy wyjazdowych usług. Nie chcę urzędu w zgromadzeniu.

Może po prostu chcę być nakarmiona. Lecz, nakarmiona czym? I dlaczego czuję tak straszliwy duchowy głód? Słowo mówi: „zbadajcie i zobaczycie, że dobry jest Pan”. Być może nie „próbuję”. Jeśli tak, to chcę! Lecz nie chcę próbować czegoś, co upichci pastor, aby podać na nabożeństwie. Nie chcę być przy duchowym szwedzkim stole, podnosić i kosztować co też może mnie usatysfakcjonować duchowo, lub wywołać „gęsią skórkę” Ducha Świętego, którą ktoś inny dla mnie przygotował. Ja chcę BOGA!

Marilyn (USA):  

Już długi czas mija, jak nic nie otrzymałam od kościoła. Uwielbienie jest słabe… wszystko w pośpiechu, ponieważ mamy nabożeństwa kolejno jedno po drugim.

Nie ma czasu, aby pozwolić Duchowi Świętemu wejść, lecz chcę ci powiedzieć dlaczego  ostaję. Zostaję ze względu na dzieci, nie jestem tutaj po to, aby brać, lecz aby dawać. Możemy robić nabożeństwa dla dzieci, żywe i pełne znaczenia. Dzieci nas potrzebują w tym miejscu i więcej otrzymuję dając dzieciom niż biorąc udział w nabożeństwach.

Donna (USA):  

Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele razy chodzę do kościoła w desperacji, aby spotkać Boga, tylko po to, aby wyjść zniechęcona a czasami nawet ze łzami.

Kościoły, które tutaj, w Ameryce znajduję (w stanie Oregon, gdzie mieszkam i w Teksasie) są tak martwe i suche (tak, tzw. „napełnione Duchem”), że muszę zmuszać się do tego, aby iść, a czasami nie mogę się zmusić.

Zastanawiałam się czy coś jest nie tak ze mną, że tak bardzo jestem niechętna, podczas gdy wszyscy moi przyjaciele zawsze tryskają entuzjazmem, bo „obecność Pana była tak mocna” czy „to było naprawdę wspaniałe”. A ja myślałam (nigdy tego nie mówiąc) UH! Wolę mojego dentystę.  

Kocham Jezusa taaaaaaaak bardzo i mam tak dobry czas po prostu będąc z Nim w domu, że nie mogłam zrozumieć dlaczego tak często w kościele czułam się tak nieprzyjemnie.  Rozmawiam z wielu swoimi niezbawionymi przyjaciółmi i rodziną, którzy bez wyjątku zostali wykorzystani lub nawet okradzeni przez „chrześcijan” i „chrześcijańskie służby” i stale usiłuje ich przekonać, że to nie Bóg im to zrobił.

Niestety większość „chrześcijan” wyrabia Bogu tak złe imię, że niezbawieni nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. Modlę się teraz nieustannie: „Panie, jeśli źle reprezentuję ciebie, powstrzymaj mnie koniecznie w jakikolwiek sposób”.  Nie chcę zdawać rachunku w dzień sądu za wszystkich ludzi, którzy z mojego powodu trzymaliby się od Boga z dala.

Teraz wiem, że są nas prawdopodobnie miliony, którzy czują się tak samo wobec „zorganizowanej religii” i zakładam się, że ten masowy exodus z „kościoła” jest z Boga. On powiedział: „Wyjdź z niego ludu mój, nie bierze więcej udziału w jego grzechach”.

______________________________________________
Ludzie będący „w kościele” mówili mi, że są w stanie zakłopotania, co robić i dokąd iść. Wydaje się, że jest tam mało możliwości. Rzeczywiście nie dostrzegają Boga działającego w ich kościele, lecz zdaje się, że gdzie indziej nie jest lepiej. Cóż można zrobić, aby zaradzić tej niemocy, która ogarnęła zachodnie chrześcijaństwo?

Sondra (Australia):

Pomimo, że pozostałam w kościelnym systemie (co jest niewygodne), po prostu nie wiem, co robić. Myślę o tym całym „staniu się dziwnym i poza porządkiem”.

Nie chcę być poza Ciałem; a raczej poza „skomercjalizowanym” kościołem… taki brak wstawiennictwa, szukania Boga i cichego czasu na głęboką modlitwę, a właściwie nie ma tego zupełnie!!  A będąc całkiem szczera to brak w ogóle pokuty. Faktycznie, pokuta zdaje się być brudnym słowem w naszym kościele. Zbyt niewygodnym, aby udzielić mu wystarczającej wagi na jaką zasługuje i jakiej Bóg wymaga do zdrowego duchowego życia. W rzeczywistości pokuta została wypchnięta na rzecz budowania samego siebie i pychy we wszystkim co robimy! Nasz kościół wydaje się promować siebie tak, jakby był tak godny znalezienia się na pierwszym miejscu w Bożych planach, celach i błogosławieństwach.

 

Cheryl (USA):

Jesteśmy na skraju odejścia z kościoła całkiem, lecz faktycznie bardzo chcemy, jako że jesteśmy bardzo sfrustrowani i wypchani po brzegi odgrywaniem kościoła.
Przez 10 lat byliśmy oddanymi liderami młodzieżowymi i zostaliśmy okrzyknięci buntownikami za naszą troskę o stan kościoła przez ostatnie kilka lat.
Okazało się, że odwróciliśmy się plecami do kościoła, lecz mamy wątpliwości, aby odejść całkowicie. Nasze uczucia są takie – jeśli my wszyscy „wyjdziemy” to kto powie innym, którzy czują się podobnie, że nie są sami i, że nie są „dziwakami”.

We wszystkich aspektach naszego życia jesteśmy bardzo oddani Bogu i rzeczywiście znacznie bliżej Niego teraz, niż kiedykolwiek wcześniej. Zabawne jak to działa! Znamy bardzo wielu ludzi, którzy również są na skraju opuszczenia kościoła lub już to zrobili. Dzieje się to w alarmującym tempie tutaj w Ontario, ponieważ tak wielu z nas czuje podobnie i wykonuje ten sam ruch nie wiedząc wcześniej o innych idących tą samą drogą. Nie mogę myśleć inaczej, jak tylko w ten sposób, że to Bóg wyprowadza tą armię na pewien czas. Jak długo – kto to wie?

Tait (USA):

Od pierwszego roku byłem tak sfrustrowany moim kościołem i ich światowymi sposobami, strachem przed ludźmi (siedzącymi w ławkach) bardziej niż bojaźnią Bożą, że czułem, że muszę odejść (ponieważ bardziej byłem skupiony na tym, co jest złe, niż na Panu). Pan w oczywisty sposób działa w moim kościele przygotowując nowe bukłaki, lecz moja frustracja wywołana przez ludzi, którzy chcą się trzymać starych metod i odrzucają nawet możliwość przyjęcia nowych, jest przytłaczająca.

 

Lea (USA):

Czasami wydaje mi się, że łatwiej by było regularnie chodzić do kościoła, żeby uniknąć zatroskanych uwag od moich chrześcijańskich przyjaciół, którzy wierzą, że jestem nieposłuszna. W rzeczywistości, chodzę do kościoła okazjonalnie z powodu poczucia winy, lecz za każdym razem, gdy to robię, czuję jakby mi Bóg przypominał, że to On mnie stąd wywołał. Nie wywołał mnie ze społeczności z braćmi i siostrami, lecz ze zorganizowanego kościoła. Kiedyś, gdy poszłam, czułam się tak pusta. Dowiedziałam się od pastora, jak ważne jest, aby być częścią kościoła. Słyszałam to już tak wiele razy, że zaczyna mnie to zastanawiać, dlaczego tak wielu pastorów tak często przypomina o tym. Zastanawiam się czy oni nie czują tego, że Bóg jest na tyle wielki, aby spotykać się z nami w domach bez zorganizowanego uwielbiania, kazań i szkółek niedzielnych dla dzieci?

Kulę się w swym duchu i czuje chora z powodu każdej niedzieli, gdy muszę siedzieć dwie godziny tego „szukajmy Boga”, podczas gdy my wszyscy zdajemy się szukać siebie i przeżywać dobry socjalny czas.продвижение

< Część 8 | Część 10 >

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 10

                                                  CZY ODPOWIEDZIĄ JEST „PREBUDZENIE” ?   

Przebudzenie” w sensie chrześcijańskim zdefiniowane jest jako potężne poruszenie Boże, które przynosi prawdziwe „odnowienie” – powrót kościoła do czegoś, co było oryginalnym stanem z „Księgi dziejów” – i trwa przez pewien czas. Było wiele wspaniałych Reformacji i Przebudzeń w ciągu całej historii kościoła – które dramatycznie zmieniły go na zawsze.

Zdając sobie sprawę z tego, że tysiące ludzi opuszcza współczesne kościoły, wielu liderów chce jakiegoś rodzaju „rozwiązania”, aby ich sprowadzić z powrotem.

 Co możemy zrobić, aby wrócili – pytają.  Lecz nie zdają sobie sprawy z tego, że wielu z tych „niezkościelonych” ludzi nie jest w ogóle zainteresowanych powrotem do „kościoła jaki znamy” . Czekają na nowe poruszenie – całkowicie nowy „Kościół” – przemieniony przez moc Bożą. W rzeczywistości jest jasne, że oni chcą czegoś znacznie bardzie podobnego do pierwotnego kościoła Biblii. To o czym mówią to Reformacja na ogromną skalę a Przebudzenie, to coś co przeniesie nas  ponownie do pełni żywotności, wiary i mocy pierwszych chrześcijan.

Ciekawe jest to, że oryginalny kościół w Jerozolimie był w istocie kościołem „otwartym”.

 Przepraszam – mówisz – kościół zewnętrzny? Myślałem, że spotykali się każdego dnia w świątyni. To wcale nie brzmi dla mnie jak kościół „otwarty”.

 Choć niewiel chrześcijan współcześnie zdaje sobie z tego sprawę jest absolutnie poza wszelkimi wątpliwościami, że kościół Jerozolimski przede wszystkim był „otwarty”.

Księga  Dziejów Apostolskich zapisuje to, że wierzący z Jerozolimy zbierali się codziennie  Przysionku Salomona, który był ogromnym otwartym dziedzińcem dołączonym do głównej świątyni. Zwany był również „dziedzińcem pogan” i był ogromnym otwartym obszarem z ławkami – o wymiarach około pięciu i pół boisk do piłki nożnej. Wzdłuż jednej strony był zakryty obszar, gdzie stawali apostołowie i głosili – znany jako ganek Salomona.

Wiemy, że kościół w Jerozolimie był liczony w tysiącach od samego początku, a zatem jeśli chcieli się gromadzić „jako jedno” to jedynym miejscem na to było coś na otwartym powietrzu. Zatem był to najbardziej zatłoczony i ruchliwy „plac” w całym mieście. Jeśli więc chcieli, aby ich posłanie było przekazane przed największą możliwą publicznością to właśnie było odpowiednie miejsce.

  Cóż ma to wszystko wspólnego z dyskusją na temat chrześcijan „bez kościoła”. No tak, oni nie są jedynymi, którzy mówią o powrocie do „oryginału”. Nie są jedynymi, którzy wierzą, że wielka Reformacja i Przebudzenie nadchodzi. Jest to coś, co Bóg zdaje się mówić do wszystkich chrześcijan – w poprzek całego spektrum – od wielu już lat. Zdaje się, że to ON chce Przebudzenia bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy to możliwe, aby takie poruszenie Boże było „punktem spotkania”, gdzie wielu ludzi zarówno z kościoła jak i z poza niego znajdzie wspólny grunt? Czy to może być odpowiedzią?

Jasne jest, że Bóg chce powrotu do Swego „oryginalnego” kościoła. Wszystkie cuda, jedność, przenikające serca kaznodziejstwo „pokuty” i wszystko inne, co powodowało, że pierwszy kościół był tym czym był – to wszystko Bóg chce odnowić, ponieważ tak wiele zostało utracone przez stulecia. Porównywalnie do nich, nasz wpływ jest minimalny, a nasze małostkowe podziały zabijają nas.

Myślę, że wielu chrześcijan byłoby zdumionych, gdyby dowiedziało się, jak całkowicie inny był pierwszy kościół od tego, co nazywamy „kościołem” teraz.

Wtamtych dniach mieli oni całkowicie  ZEJDNOCZONY style=””> kościół ( i nie mówię tutaj o „ekumenizmie”!). Prostą prawdą jest to, że nie mieli „denominacji” wcale. W rzeczywistości to byliby zdumieni słysząc o czymś takim! Był „jeden” kościół – bez podziałów, bez małych grupek separujących się i określających siebie różnymi nazwami. Przede wszystkim Jezus modlił się” aby byli JEDNO… aby świat uwierzył. Cóż takiego nie pozwala światu „uwierzyć” współcześnie? To, że nie ma JEDNEGO.

Ostatnio mnóstwo ludzi podkreśla to, że pierwszy kościół spotykał się w domach (co jest prawdą), lecz wydaje się, że zapominają o tym, że wierzący zbierali się również na OGROMNYCH SPOTKANIACH NA OTWARTYM POWIETRZU i działo się to CODZIENNIE – wspólne schodzenie się „jako jedno”. Wszyscy wierzący z całego miasta mogli zbierać się w ten sposób.

 Widzimy wiec, że były DWA różne rodzaje spotkań, w kościele jerozolimskim. Jedne były to bardziej intymne spotkania typu „kościół domowy”, gdzie wierzący z sąsiedztwa mogli zebrać się razem w czyimś domu – przyjmując komunię i poruszając się wspólnie w duchowych darach – budując siebie nawzajem w jedności i miłości. Drugie zaś były ogromne i otwarte o czym tu już dyskutowaliśmy. (Masowe zgromadzenia całego miasta, gdzie apostołowie mogli głosić, uzdrawiać chorych itd.). Te również odbywały się przez cały czas.

W rzeczywistości apostołowie kontynuowali służbę Jezusa – po prostu tak, jak im nakazano. Zarówno Jezus jak i Jan Chrzciciel prowadzili służby na otwartej przestrzeni – tam, gdzie „zwykli ludzie” byli. To było bardzo ważne. Zostali oni powołani do tego, aby docierać do zgubionych, a nie ukrywać się za czterema ścianami.

Dziś w kościel bardzo źle się przysługujemy całemu światu. Oni niemal nigdy nie widzą jak się zgromadzamy „jako jedno”, czyż nie? Faktycznie, to oni w ogóle nas nie widzą. Zamykamy się w naszych oddzielnych grupach – za czterema ścianami – poza polem widzenia i poza uwagą. Nic dziwnego, że mamy tak mały wpływ na świat wokół nas. Sami powodujemy naszą nieobecność w ich życiu.

Lecz to wszystko ma się zmienić. Bóg mówi w ostatnich latach na całym globie o nadchodzącej „Wielkiej Reformacji” kościoła – o wielkim „wstrząsaniu”, które przywróci go do stanu w jakim powinien się zawsze znajdować.

Bardzo interesujące jest zwrócenie uwagi na to, że największe Przebudzenia kościoła w ciągu stuleci zawsze obracały się wokół ogromnych spotkań na otwartym powietrzu. Wielkie przebudzenie lat 1740 (Wesley, whitefield i Tennant)) jest pierwszym tego przykładem. Zwyczajnym stało się dla dziesiątków tysięcy ludzi zbieranie się na otwartym powietrzu. Podobnie „Drugie Wielkie Przebudzenie” w 1800 (zaczęło się w Kentucky), które było świadkiem powstania „camp-meeting” i odbywało się wśród tysięcy zgromadzonych na otwartym powietrzu. Nawet wielkie Przebudzenie 1859 roku było mocno w tym zakorzenione – szczególnie w Ulsterze, gdzie były masowe spotkania modlitewne na otwartym powietrzu.

  Jestem przekonany, że Bóg już wkrótce zadziała w ten sposób ponownie. On chce odnowić „oryginał”, pragnie, aby kościół zbierał się „jednomyślnie” – właśnie tam, gdzie są ludzie. Pan pragnie „jednego” kościoła – nie wielu – kościołów, który jest czysty i święty – „bez skazy, zmazy czy czegoś w tym rodzaju” i chce kościoła, który idzie „niszcząc dzieła diabła”, jak to robił Jezus.

  Aby oglądać ponownie takie chrześcijaństwo Bóg będzie musiał wykonać wielkie „trzęsienie” i właśnie to zrobi. Cokolwiek jest potrzebne. Wchodzimy w erę wielkiej „przemiany” w kościele. Wierzę, że będzie to aż do krytycznego punktu „zmień lub zgiń” wśród współczesnego zachodniego chrześcijaństwa, ponieważ Bóg nie może mieszkać w letnim kościele.

Gdzie zatem w tym wszystkim pasują chrześcijanie będący „poza kościołem”? Ogromna ich ilość wierzy, że to co obecnie robią to „przygotowanie” do tego nachodzącego poruszenia Bożego. Faktycznie jest znaczące to jak wielu z nich napisało do mnie o tym. Wierzą, że aby być w pełni gotowymi na to, co Bóg ma zrobić muszą się „oduczyć” wiele z ich starych sposobów „prowadzenia kościoła”  i przygotować się na to, że Bóg chce zrobić coś zupełnie nowego.

Oto kilka przykładów tego, co napisali w tej sprawie:

Rowayne (Płd. Afryka):

Wierzę, że Bóg jest bardzo zajęty czymś całkowicie nowym, co wstrząśnie religią i tradycją. Nadchodzi taki czas, że będziemy świadkami ogromnej zmiany w sposobie funkcjonowania kościoła. Wierzę, że kościół wyjdzie na ulice, uwielbienie będzie absolutnie ogniste na rogach ulic i równinach. Modlitwa wzniesie się z centrów handlowych i biznesowych miejsc. Nie będziesz musiał chodzić do kościoła, ponieważ kościół będzie czekał na ciebie na zewnątrz! Niesamowita przemiana słabej i bezsilnej organizacji w potężną Walczącą Oblubienicę… Niektórzy z nas widzieli tę cudowną przemianę w sercu Boga wiele razy, czekamy i przyglądamy się a nie będzie to już długo trwało. Chwała Bogu!

Lea (USA):

Czuję, że tradycyjny sposób na „prowadzenie kościoła” miał już swoją erę. Myślę, że Bóg szuka ludzi, którzy są gotowi przyznać, że głodujemy i nie zostajemy nakarmieni we współczesnym kościele, choć słyszałam pastorów mówiących, że tak. Szczerze wierzę, że nie będziemy gotowi na następny ruch Boży dopóki nie przyznamy się, że pragniemy i, że współczesna struktura nie działa. Wyczekuję tego, co Bóg zrobi i myślę, że to się działo poza ścianami a w szczególności poza programami i tradycjami niedzielnych poranków. Wypatruję również czasu, gdy my, jako wierzący, zjednoczymy się pod parasolem i będziemy mieli przywilej brania udziału w następnym ruchu, który Bóg wykonuje. Nie sądzę, aby wszyscy byli wezwani do opuszczenia kościoła, lecz wierzę, że niektórzy tak i jestem zachęcona tym, co słyszę o reakcjach tych ludzi. Jestem bardzo podekscytowana i chcę oglądać to, co Bóg zamierza zrobić przy pomocy tych ludzi!

Sue (Australia)

W 1995 roku Pan pokazał mi, że zamierza „strząsnąć piekło z kościoła”. Dosłownie.

Pokazał mi, że w systemie lokalnego kościoła nad niektórymi kościołami są demoniczni mocarze i mają do tego legalne prawo. Dał mi werset mówiący, że „rzeczy podlegające wstrząsowi, będą wstrząśnięte” Każda struktura, która nie jest zbudowana na Panu rozpadnie się, tj. instytucje, kościoły, koledże, wszystko, co nie zostało ugruntowane na Skale Chrystusa Jezusa. Ustabilizowany system, taki jak go znamy, rozpadnie się. Stało się to, że ludzie weszli w drogę Bogu i jego planowi dla Jego królestwa.

Jestem jedną z tych wyczekujących. Wiem, że Bóg znów użyje mężów i niewiasty, których wytrenował i którzy są poza systemem. To, co Bóg tchnął w ich życie, nie pójdzie na marne. Czuję, że zostałam ukryta w Jaskini Adullam na 5 lat. W zeszłym roku wzięłam udział w proroczej koferencji i odkryłam, że inni czują to samo… Jezus przychodzi do kościoła pełnego chwały.

Steven (miejsce nieznane):

Byłem poza kościołem przez trzy lata, czekając na Boga, aby pokazał mi, co mam dalej robić. W tym tygodniu otrzymałem list z prośbą, abym przyjechał i nauczał na temat pastorskiego przywództwa w szkole biblijnej w South Pacific, lecz czego miałbym nauczać? Moje pojmowanie rzeczy jest całkowicie odmienne od NORMALNEGO pastorskiego punktu widzenia. Czy kościół będzie kiedykolwiek gotowy na wykorzenienie i zburzenie normalnie bezsilnego systemu, który powoduje, że ludzie uzależnieni są od kościoła i liderów, zamiast polegać na Bogu i na Nim JEDYNIE?

Jim (Lokalizacja nieznana):

Komicznie nazywam to „przeżyciem poza Ciałem” odnosząc to do ciała Chrystusa. To style=””> w co może się to przerodzić to przebudzenie, które objawi Kościół bez ścian.

Cathy (USA):

Ostatnio przeprowadziliśmy się… są tutaj trzy widoczne, napełnione Duchem kościoły, które mają w większości takie same doktryny. W żadnym z nich nie wspomina się o pozostałych, ani nigdy nie schodzą się razem w jedności na jednym miejscu. Na tyle na ile można to powiedzieć wszystkie wzrastają i maja przyjemne budynki i programy przyciągania tak wielu ludzi jak to tylko możliwe… Dziwi mnie to… słyszałam jak jeden pastor z Columbii mówi:

 Ludzie byli gotowi na jedność, lecz pastorzy ich powstrzymywali.

Może to nie jest pełna odpowiedź, lecz w duchu wierzę, że jest to kluczowy krok.

L.S. (USA):

Czuje się tak, jakbym czekał od dawna… lecz wierzę, że Pan mówi, że Reforamcja jest już blisko i, że znajdę miejsce w nowym poruszeniu Bożym.

Carroll (USA):

Słyszeliśmy i stale słyszmy proroctwa o nadchodzącej w kościele zmianie. Słyszymy tylko w części. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że Bóg nie przeniesie  jednej cegły czy betonowego kościoła do drugiego, lecz zrobi coś poza ścianami kościołów.

Nie jesteśmy przeciwni kościołowi – lecz Bóg chce dokonać pewnych zmian a my chcemy być z Nim, gdy będzie to robił.

 Jest wielu ludzi, którzy, podobnie jak my, nie należą do kościołów – nie jesteśmy samotnymi strażnikami przyrody. Przyjaciele, których mamy nie wędrują w kółko bez celu. Jesteśmy częścią „Ciała” a następne poruszenie Boże będzie miało miejsce na rynku miejskim i w domach i być może wtedy ci, którzy nie „opuścili” będą siedzieć wewnątrz cegły, czy betonowego systemu, ponieważ oni byli uczeni, że wszystko musi pochodzić z systemu. Będą mieli trudny czas z nowym poruszeniem Bożym.

Mark (USA):

Czuje w swym sercu, że to masowe pragnienie i ludzie idący za Jezusem jest Bożą sposobem na ustanowienie sceny na wielkie reformacyjne zmiany.

 __________________________________________________

Ponownie autor:

Jak więc widzicie, to poczucie nadchodzącej Reformacji czy Przebudzenia jest bardzo powszechne wśród ludzi z poza kościoła. Postrzegają siebie, jako będących na „Pustyni” i zwróconych w stronę Obiecanej Ziemi Przebudzenia – „nowego bukłaku” dla kościoła. Lecz, jak już wcześniej powiedziałem w tej książce, podobnie jak było to z dziećmi Izraela, kiedy przyjdzie czas na ostateczne opuszczenie tej pustyni, przyjdzie test.

Jestem przekonany, że wielu z pośród ludzi poza kościołem to materiał na liderów i nie zdziwi mnie jeśli Bóg przygotowywał ich do przywódczej roli w nadchodzącym poruszeniu. Lecz jest jedna rzecz, z która będą musieli się zmierzyć: wszystkie największe przebudzenia miały silnych liderów. Była to całkowicie krytycznie ważna sprawa dla ich powodzenia. Czy jednak ci ludzie z poza systemu rzeczywiście poradzą sobie z tą koncepcją? Nic nie mogę poradzić na uczuciu, że niektórzy (o ile nie: wielu) staną się ofiarami postaw anty-liderskich, anty-władzy, anty-Ciała, które wchłaniają na całej poza kościelnej scenie (podobnie jak ja sam kiedyś). Wielu z nich rzeczywiście nie wierzy już w LIDERSTWO wcale.

  Jeśli nie wierzysz w nic poza najbardziej umiarkowaną formą władzy to wtedy jest bardzo trudno PROWADZIĆ siebie. Możesz „zarządzać” lecz faktyczne prowadzenie jest czymś zupełnie innym, a bez liderów, którzy będą korzystali ze swego autorytetu, aby trzymać diabła z daleka, każde Przebudzenie będzie infiltrowane przez przeciwnika natychmiast. Zobaczyłem to w czasie badań nad minionymi przebudzeniami stale i wciąż. Jest to główna przyczyna zakończenia Wielkiego Przebudzenia Walijskiego z 1904 roku w ciągu JEDNEGO ROKU. Mamy przeciwnika, który grasuje wokół jak lew ryczący i nienawidzi Przebudzeń. Przeniknął i zrujnował wiele poruszeń Bożych w historii i jeśli damy mu szansę to zrobi to ponownie. Uwielbia on sytuacje, w których istnieje „próżnia” władzy i nikt nie strzeże bram. Mówię wam, nie istnieje coś takiego jak Przebudzenie bez liderów. A jeśli jest to nie trwa długo! Przebudzenia muszą być strzeżone przez liderów, którzy są wyznaczeni przez Boga i którzy nie boją się stanąć przed odpowiedzialnością. Tacy ludzie jak Wesley, Booth, Finney i podobni. Silni przywódcy – ci wszyscy. Takimi byli też apostołowie. Przebudzenie i silne przywództwo idą ręka w rękę.

Księga Dziejów jest pełna liderów, którzy DIAŁALI JAK LIDERZY. Byli sługami – tak, lecz byli również RZECZYWISTYMI PRZYWÓDCAMI. Bez nich nie byłoby Księgi Dziejów. Zastanawiam się, ile czasu upłynie zanim ludzie z poza kościoła poradzą sobie z tym prostym faktem? (Mnie zajęło to bardzo dużo czasu).

Muszę, zatem, zadać te pytania:

Czy współcześni nie zrzeszeni ludzie rzeczywiście są gotowi pomóc prowadzić nowe poruszenie Boże? Czy też wielu z nich faktycznie boi się „prowadzić”? Czy są gotowi wziąć odpowiedzialność i autorytet tam, gdzie to jest potrzebne? Czy też wierzą w jakiegoś rodzaju przebudzenie bez przywództwa? Czy są oni gotowi stać się „stawami” w prawdziwym znaczeniu tego słowa? Czy też podejrzliwość i „trwanie poza” stały się przeważającą częścią ich duchowej konstrukcji? Czy są gotowi na przyłączenie się do ciała czy też znajdą ewentualnie jakieś wymówki, aby pozostać z dala i odczepieni? Są to zasadnicze pytania i są to właśnie te rzeczy, które będą testowane, gdy nadejdzie pora. Czy ci ludzie prawdziwie WYRZEKLI SIĘ wszystkiego, czego muszą się wyrzec?

POKUTA, KTÓRA ZALEJE
KOŚCIÓŁ

Oczywiście, choć jest wiele spraw dotyczących „struktury”, którymi należy się zająć dziś to RZECZYWISTYM problemem (tym, który faktycznie się liczy) jest sprawa SERCA. Kościół jest chory i niedomagający, ponieważ jego serce jest chore i niedomagające. Nie tyle jest to problem ‘szufladek’, w których żyje czy stylu nabożeństw, które prowadzi. To są składniki drugorzędne. To SERCE ludzi Bożych potrzebuje faktycznej pracy i to jest to, od czego każde Przebudzenie musi zacząć – oczyścić serca Jego ludzi. Rozwiązywanie spraw „strukturalnych” może przyjść później to serce tak naprawdę się liczy. A zatem, potężna fala POKUTY musi przyjść najpierw (podobnie jak w każdym prawdziwym Przebudzeniu w całej historii).

  Znam wielu ludzi w ruchu kościołów domowych, którzy wierzą, że jeśli tylko wejdziemy we właściwą strukturę opartą na domach, to wszystko inne pójdzie za tym. Niektórzy spędzają całe godziny na dyskusjach o „pluralizmie starszych” czy „formach kościołów domowych” itd. Wydaje się, że wierzą w to, że zmiana „szufladki” spowoduje, że zmieni się ku dobremu wszystko inne. Przykro mi, lecz nie zgadzam się z tym. To zmiana SERC jest konieczna – przede wszystkim i ponad wszystkim i to właśnie Przebudzenie spowoduje. Pamiętajmy, w pierwszym kościele, to WYLANIE przyszło najpierw, a później budowano wokół tego struktury. Najpierw musi przyjść Przebudzenie i zmienić serca Bożych ludzi, zanim zacznie się cokolwiek innego. Próby formowania „nowego bukłaka” bez nowego wina jest po prostu stawianiem zaprzęgu przed koniem.

Jak wielu, jestem przekonany, że wielkie Przebudzenie nadchodzi – powódź Bożego Ducha, która sprowadzi kościół na kolana w głębokiej pokucie i przemianie. Poprzez te dzieła przyjdzie „nowy bukłak” i ogromne zbiory – wraz z wzbudzonymi przez Boga nowymi liderami.

Czy będzie, zatem, wielu nowych liderów wśród tych trwających poza kościołem?

Nie wątpię, że tak będzie. Nie po to Bóg przeprowadził ich przez to wszystko, aby nic z tego nie było, lecz czas jest kluczową sprawą. Czasami potrzeba „kryzysu”, aby mógł powstać nowy lider. Jak mówi przysłowie „Z właściwą godziną przychodzi właściwy człowiek” („Cometh the hour, cometh the man”) i nigdy nie będzie to bardziej prawdziwe niż w czasach Przebudzenia czy Reformacji. Nagle nowi liderzy przyjdą jakby znikąd – przygotowywani przez Boga latami w ukrytych miejscach. Tak zawsze było z największymi Przebudzeniami. Czas jest najważniejszy.

Jak zobaczyliśmy w tym rozdziale – a faktycznie w całej książce – jest na świecie grupa chrześcijan, którzy opuścili bezpieczną strefę rutyny, przyjaciół i znajomego otoczenia, aby oddzielić się ku czemuś nowemu, nie wiedząc dokładnie dokąd idą czy też w jaki sposób się tam dostaną, po prostu wiedząc, że muszą iść. Usłyszeli wołanie, sprawdzili wizję i wyruszyli. To wymagało odwagi i wielu z nich bardzo głęboko podziwiam. Jeśli dali radę przejść przez pustynię, nic pewniejszego niż to, że wielu z nich będzie wspaniałymi przywódcami Bożego ludu, lecz kluczem jest tutaj nastawienie na wyjście z tej ‘pustyni’. Osobiście wierzę, że ogromna ich ilość przejdzie to. Żyjemy w doniosłych czasach.

Czy, zatem, ten potężny ruch poza-kościelny jest znakiem, że coś nieuniknionego leży przed nami? Czy ta narastająca fala „niezadowolenia” wśród tłumów chrześcijan jest dowodem dramatycznych zmian, które są tuż za rogiem? Z pewnością możemy wywnioskować, że coś ważnego się dzieje. To, co się dzieje jest zbyt wielkie, aby mogło być dziełem zwykłego zbiegu okoliczności, coś niezwykłego i to na światową skalę, co może być zarządzone wyłącznie przez Boga.

Czy więc, zobaczymy nowy typ przywódców wychodzących z pustyni – przygotowanych na ten czas- gotowych do przyjęcia narodzin nowego poruszenia Ducha Bożego? Czy nadchodzi następne wielkie „przebudzenie uliczne”? Cóż, jedno jest pewne – zdecydowanie potrzebujemy go. Tylko czas pokaże.

Niemniej są znaki tego, że coś o tej wielkości i znaczeniu zbiera się. Wydaje się poza wszelkimi wątpliwościami, że Bóg jest bliski działania w zupełnie nowy sposób w tym pokoleniu i, że On czyni coś całkowicie radykalnego. Czy też, może, jest to coś tak starego, że wydaje się radykalne, ponieważ nigdy do tej pory tego nie widzieliśmy.

 _________________________________________________________________

< Część 9 |

Można kopiować, drukować, kserować tą książkę i przekazywać dalej.

Niemniej jeśli chcesz „publikować” ją lub jej fragmenty w innej formie, czy publikacji, proszę o uzyskanie najpierw zgody autora.

Andrew Strom’s email:
prophetic@revivalschool.com

 NASZA STRONA :

http://www.revivalschool.com

PRZYŁĄCZ SIĘ DO NASZEJ LISTY “PROROCZO/PRZEBUDZENIOWEJ’ E-MAILOWEJ

W j. angielskim).

Wystarczy wysłać pusty e-mail na adres:
anzac-subscribe@welovegod.org


_________________________________________________

Copyright (c) Andrew Strom, 2003/2004.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обучение

Podejmij Bój Wiary

Frangipane Francis

Pomimo światowych konfliktów Duch Święty prowadzi kościół do okresu jego największych przemian. Nie możemy spoglądać na naciski naszych czasów jak gdyby były one okolicznościami, które nas hamują, ponieważ w rękach Wszechmogącego, są to właśnie te narzędzia, których używa do doskonalania nas.

Jednym z problemów interpretacji czasów ostatecznych jest tendencja do koncentrowania się tylko na jednym zestawie warunków. Jeśli patrzymy na fakt, że Szatan będzie szalał czy na to, że będzie bezprawie, wojny, trzęsienia ziemi czy głód, możemy dojść do wniosku, że te trudności i ciemności to jest wszystko, co nas czeka przed porwaniem.

A jednak ten sam Duch, który przewidział niebezpieczne okoliczności czasów ostatecznych, przepowiedział również, że pomimo trudności i walk, ewangelia o Królestwie Niebieskim będzie głoszona wszędzie, wszystkim narodom (Mat 24:14). Pan powiedział, że “ziarno” chrześcijan dni ostatnich już dojrzeje (Mk 4:29) i, że ci, którzy znają swojego Boga będą silni, będą robić wielkie wyczyny, świecić jak gwiazdy i prowadzić wielkie tłumy do sprawiedliwości (Dn 11:32; 12:3).

Nasza uwaga musi być zwrócona na to, abyśmy stawali się podobni do Chrystusa we wszystkim. Może ktoś się nie zgadzać, mówiąc: “lecz świat wokół nas jest pełen grzechu i zła, i dzieje się coraz gorzej!” Tak, lecz Biblia mówi nam, że tam gdzie grzech obfituje, łaska Boża będzie obfitować jeszcze bardziej (Rzym. 5:20). Możemy zostać przygnieceni potopem zła szturmującego nasze społeczności, a jednak obietnica Boża jest taka, że gdy przeciwnik przyjdzie jak powódź, Bóg podniesie standardy przeciwko niemu (Iz. 59:19)

Czy jesteś skoncentrowany na zalewie przeciwnika, czy też jesteś świadom tego, że standardy Boże podnoszą się, aby sprzeciwić się potopowi?

Umiłowani, nie zapominajcie o tym, że nawet gdy ciemność okryje całą ziemię i gęsty mrok spowije ludzi to obietnica Boża jest taka, że Jego chwała zajaśnieje nad nami i Jego obecność będzie widoczna poprzez nas! Pomimo tego, że wydaje się iż ciemności nigdy się nie skończą to Pan obiecał, że na końcu wojny między ciemnością i światłością: “narody przyjdą do twojej światłości i królowie do chwały jaśniejącej nad tobą” (Iz. 60:1-3)

Rzeczywiście w rozwijającej się panoramie wydarzeń końca czasów, Boże słowo objawia, że będzie również “okres odnowienia” (Dz. 3:20-21). Nie oznacza to, że świat zostanie poddany kościołowi (jak niektórzy błędnie nauczają), lecz że prawdziwy kościół będzie całkowicie poddany Chrystusowi i przez Niego przemieniony! Ten ostatni przejaw łaski zostanie przyjęty przez kościół podobny do Chrystusa, którego duchowa dojrzałość będzie manifestować się poprzez osobę i pasję samego Jezusa Chrystusa na ziemi.

Napisałem wam, tylko dla przypomnienia, że choć bitwa zdaje się wrzeć, Boże Słowo nie wraca próżne do Niego. Nasza walka jest bojem wiary: czy wierzymy w Boże obietnice? Nasza wojna toczy się przeciwko zwierzchnościom i mocom; czy wierzymy w raport, który mówi, że “Chrystus pokropi (tzn. oczyści, przebaczy i przemieni) (Iz. 52:12-53:2)?

Ja wierzę obietnicom Bożym. Boże Słowo jest dla mnie nie tylko zachętą w czasie prób, lecz jest mieczem, który przemawia w czasie duchowej wojny. Ogłaszam rzeczywistość Bożych obietnic nad moją rodziną, moim kościołem, moim miastem i moim narodem! Zastanów się nad poniższą proklamacją:  “Tak jest z każdym słowem, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezużytecznie, lecz wykonuje dzieło, z którym go posłałem” (p. Iz 55:9-11). 

Rozważ również Jego oddanie: „Ja sam czuwam nad moim słowem, aby je wypełnić” (Jer. 1:12).

Pan jest dostępny.

Nie mów w sercu swoim “Kto wstąpi do nieba. To znaczy, aby Chrystusa sprowadzić na dół; Albo: “Kto zstąpi do otchłani? To znaczy, aby Chrystusa wywieść z martwych w górę”.

Lecz co powiada Pismo? Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim: to znaczy, słowo wiary, które głosimy” (Rzm. 10:6-8).

Widzicie, nie jesteśmy zwykłymi śmiertelnikami stąpającymi ślepo po ziemi, oddzielonymi od Boga i Jego reakcji na nasze potrzeby. Nie! Jesteśmy nowymi stworzeniami, narodzonym na nowo z wysokości, które mają zamieszkującego we wnętrzu Ducha Świętego Wszechmogącego Boga. I On dał nam Swoje słowo, włożył je w nasze serca i usta i obiecał: „Ktokolwiek wierzy w niego nie będzie zawstydzony” (Rzm. 10:11).

Pan nie chce, abyśmy martwili się o przyszłość, lecz abyśmy tworzyli ją poprzez poznanie Jego woli, poprzez ogłaszanie Jego słowa i przez nasze poddanie się mocy Ducha Świętego.

Bóg wzywa nas do “wojennego sposobu” myślenia, które zmusza nas do wzięcia “miecza Ducha”, którym jest żywe “słowo Boże” (Ef. 6:17).  Tak, pracujemy i wstawiamy się, pokutujemy z
naszych grzechów i grzechów naszych krajów, lecz ciężar naszego zwycięstwa spoczywa nie na tym, jak wiele pracujemy, jak bardzo zmagamy się, lecz na tym jak naprawdę wierzymy w to, co Bóg obiecał! Umiłowani, czyż przekazany nam miecz Boży nie jest jak echo Jego głosu w nas!

Nie marudź więc nad negatywnymi warunkami na świecie, ani nie wzdychaj w modlitwie zagłuszanej przez strach i niewiarę – podejmij bój wiary. Podnieś swoją Biblię i wypowiadaj głośno obietnice Bożego słowa. Weź dowolny werset i cytuj go, wypowiadaj głośno, z wiarą i autorytetem. Gwarantuję ci, że jeśli będzie ogłaszał Słowo Boże z wiarą, ono uwolni moc w twoim duchu i przez twojego ducha.

Najpotężniejszą bronią we wszechświecie są obietnice, które Bóg tchnął w Swej Księdze. On zapewnia nas: “Wszystko jest możliwe dla wierzącego” (Mk 9:23). Naszym powołaniem jest nie tylko modlitwa, lecz chwycenie miecza Ducha i podjęcie boju wiary!

 aracer

Co Jezus osiągnął na Krzyżu?

Tytuł tego studium może wydawać się trochę ambitny. Przede wszystkim pełne wyjaśnienie wszystkiego, co Jezus zdobył poprzez Swoją śmierć i zmartwychwstanie byłoby niezłym osiągnięciem. Ponieważ jest to część dotycząca grzechu, skoncentrujemy się w tym studium w szczególności na tym w jaki sposób Krzyż wpłynął na grzech a głównie, na jego część praktyczna i wpływ na nas.

Gdy ludzkość po raz pierwszy zgrzeszyła, Bóg miał tyle do powiedzenia kusicielowi, Szatanowi:

Rdz. 3:15: I ustanowię nieprzyjaźń między tobą, a kobietą, między twoim potomstwem (nasieniem), a jej potomstwem (nasieniem); ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę.

O co chodzi z tym potomstwem (nasieniem)?

W tym wersecie słowo „potomstwo” odnosi się do Jezusa. Jest tak dlatego, że On jest potomkiem Ewy. Bóg powiedział, że Chrystus zostanie posiniaczony (niektóre tłumaczenia mówią „zmiażdżony) piętą Szatana, lecz posiniaczy („zmiażdży) głowę Szatana. To Boże stwierdzenie ma ogromne znaczenie. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Pamiętaj, że Szatan przyjął postać węża. To w głowie węża jest  przechowywany jad – zmiażdż ją i wąż nic już nie może zrobić. Szatan zranił piętę Jezusa w ten sposób, że doprowadził do Jego śmierci. Jednak był (Szatan) blisko pięty (Jezusa) tylko dlatego, że to pięta zbliżała się do jego głowy w celu jej zmiażdżenia. W istocie jego atak na Jezusa odniósł dla niego odwrotny skutek.

Nie jest to jedyny raz, gdy się tak dzieje, a w rzeczywistości wielu chrześcijan opowiada historie o tym, jak Bóg z czegoś, co miało posłużyć uderzeniu na nich, wyprowadził dobro. Przeciwnik często będzie próbował nas atakować i będzie atakował jako dzieci Boże, a jego ataki będą wracać i nękać jego.

O ile przyjemnie jest słuchać o tym, jak diabelskie plany uknute przeciwko nam obróciły się przeciwko Szatanowi uderzając go w twarz, o  tyle, żadna z tych historii nie może się równać ze skrajnym przypadkiem rykoszetu będącego wynikiem ataku diabła na Syna Bożego. Jego plan  zabicia Jezusa doprowadził do Zmartwychwstania, które sprawiło, że stało się możliwe pokonanie grzechu raz na zawsze i dla wszystkich.

Są dwie części tego wydarzenia tzn.: Śmierć i Zmartwychwstanie. Śmierć Jezusa była najwyższą ofiarą wszechczasów, którą opłacone zostały grzechy każdej jednej osoby, każdego z nas i która umożliwiła nam stawanie w obecności doskonałego i bezgrzesznego Boga.

Co więcej, w dodatku do Śmierci na Krzyżu, później przyszło Zmartwychwstanie. Wszelkie plany Szatana nie były w stanie utrzymać Jezusa w grobie. W rzeczywistości, Jezus nie był jedyną osobą, która
zmartwychwstała. Moc śmierci była tak silna, że nawet martwi ludzie wyszli ze swoich grobów.

 

Mat 27:51-53: „I oto zasłona świątyni rozdała się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia się zatrzęsła , i skały popękały, i groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; i wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu”.

To była demonstracja tego, jak potężne są śmierć i zmartwychwstanie Jezus. On pokonał śmierć, więc martwi powstali. Taki był natychmiastowy rezultat. Ważniejsze dla nas są długoterminowe skutki. On pokonał również śmierć w naszym życiu. Jego śmierć uwolniła nas od kary za grzech a Jego zmartwychwstanie uwolniło nas od mocy grzechu.

Zatrzymajmy się i rozważmy to przez chwilę.

Nie jesteśmy związani przez grzech. Grzech został pokonany. Jest to żywotna prawda, która, wpisana w serce i zastosowana w chrześcijańskim  życiu, jest niezwykle pełna mocy. Szatan nie chce, abyś o tym wiedział. Wie, że został pokonany, lecz chce zachować to w tajemnicy przed tobą, ponieważ ta wiedza utrzymuje cię na prawej
drodze i w skupieniu na Stworzycielu.

W czasie, gdy chodził po ziemi Jezus pokonał Szatan w 3 głównych wymiarach.

Prowadził bezgrzeszne życie, nawet w okresach wielkiego kuszenia.

Poprzez zmartwychwstanie pokonał śmierć.

On wrzuci Szatana do piekła na całą wieczność.

Życiowe zastosowanie: Ważne jest, aby przypominać sobie o tym, kto jest po zwycięskiej stronie. Następnym razem, gdy diabeł będzie cię oskarżał, przypomnij mu kim jesteś w Chrystusie. Przypomnij mu o jego potrójnej przegranej. Następnym razem, gdy będziesz miał sposobność zaśpiewać: „Zwycięstwo w Jezusie”, przyjmij postawę wdzięczności za fakt, że On jest zwycięzcą раскрутка сайта

Tęcza i inne pamiątki

Wiliams James

Być może dobrze możesz się utożsamić z taką sceną:. jedziemy samochodem z dziećmi  na tylnym siedzeniu i, nagle, zauważam tęczę. Mówię coś do moich  dzieciaków  tak, aby zwrócić na nią ich uwagę. „Patrzcie, tęcza!” Nie jakoś  szczególnie  inaczej, niż gdy przejeżdżamy obok innych rzeczy, które chcę im  pokazać, jak  krowy czy wozy strażackie.

Jest tylko jedna rzecz, która  odróżnia tęczę, coś szczególnego, czym się różni od krów I innych  atrakcji.

Rdz.  9:14-15 Kiedy zbiorę chmury i obłok będzie nad ziemią, a na obłoku  ukaże się  łuk, wspomnę na przymierz moje, które jest między mną a wami i wszelką  istotą  żyjącą we wszelkim ciele, i już nigdy nie będzie potopu, który by  zniszczył  wszelkie ciało.

Tęcza  została dana nam jako znak obietnicy, którą Bóg dał zaraz po Wielkim  Potopie.  Obiecał, że już nigdy więcej nie wywoła takiego zniszczenia. Jest to  pamiątka  dla Niego i dla nas

Dlaczego  uczynił taką obietnicę? Pewne wskazówki możemy uzyskać z miejsca, gdzie  pojawia  się ona po raz pierwszy w poprzednim rozdziale:

Rdz.  8:20: „Wtedy zbudował Noe ołtarz Panu i wziął z każdego bydła czystego  i z  każdego ptactwa czystego, i złożył je na ofiarę całopalną na ołtarzu. i  poczuł  Pan miłą woń. Rzekł tedy Pan w sercu swoim: już nigdy nie będę  przeklinał ziemi  z powodu człowieka, gdyż myśli serca ludzkiego są złe od młodości jego.  Nie będę już nigdy niszczył żadnej istoty  żyjącej, jak to uczyniłem..

Nie  jest chyba wielkim naciągnięciem stwierdzenie, że Bóg spojrzał na  zniszczenie,  którego zesłał jako metodę zajęcia się grzechem świata I powiedział do  Siebie  Samego, że musi znaleźć inny sposób na to. Ofiary Noego były taką  wskazówką dla  nas, jaki to ten inny sposób mógłby być. On posłał by swojego jedynego  Syna,  który miał stać się ofiarą za nasze grzechy, abyś ty I ja nie musieli  przechodzić przez to samo zniszczenie, które właśnie nawiedziło ziemię.

Z  tego powodu, właściwe jest powiedzieć, że Tęcza jest pamiątką dla  ciebie i mnie  o tym, co Jezus uczynił na Krzyżu. Pomimo tego, że ty i ja  zasługiwaliśmy na  śmierć, zostało nam przebaczone. Gdy widzisz tęczę, myśl o niej, jako o  czymś  więcej niż tylko triku robionym przez słońce na cząsteczkach wody. Jest  tam po  to, aby przypomnieć nam o tym, kim jest Bóg, co zrobił i kim my  jesteśmy w Nim.

Tęcza  jest tylko jedną z wielu pamiątek w naszym życiu. Musisz tylko się  rozejrzeć  wokół a one tam są. Czasami są to takie, które dał nam Bóg, jak  komunia. Gdy  Jezus opisywał cel tej ważnej czynności, powiedział: „To czyńcie na  moją  pamiątkę” (Łuk 22:19). Gdy bierzemy chleb i wino, mamy pamiętać o tym,  co zrobił Jezus i, rozszerzając, o tym jak wielką miłość ma dla nas Bóg.

Są  i inne pamiątki wokół nas, niektóry zrobione przez człowieka, a  niektóre  bezpośrednio od Boga. Gdy obchodzimy takie święta jak Boże Narodzenie,  Wielkanoc, Dzień Dziękczynienia, wysil się, aby pamiętać

Gdy  widzisz kogoś noszącego Krzyż na szyi, pamiętaj. Gdy widzisz Wielki  Kanion,  ptaka, rzekę, chmurę czy niemowlę – pamiętaj o Jego miłości, Jego  wielkiej  ofierze, Jego miłości do ciebie, Jego dobroci. Pamiętaj. Pamiątki są  wokół ciebie.оптимизация поиска сайта

Spiżowy łuk

Frangipane Francis

Kilka lat temu, w okresie duchowego zmęczenia i uciążliwej walki Duch Święty dał mi unikalne namaszczenie do prowadzenia walki. Ten szczególny dar łaski przyszedł poprzez sen, który zaczął się, gdy leżałem w domu, odpoczywając. Nagle członkowie naszego kościoła weszli do domu i powiedzieli mi, że nasi przeciwnicy wracają i że ja muszę się zaangażować w walkę z tą demoniczną hordą. Przypominam sobie ten lament: „Dlaczego zawsze ja muszę być wyciągany do tej bitwy?” Zmęczony i zużyty wyszedłem na zewnątrz. Nagle dostrzegłem na szczycie odległego grzbietu górskiego siedzących na koniach szeregi naszych wrogów. Ktoś stojący w pobliżu wręczył mi łuk i strzały, lecz ręka mi zadrżała i z powodu dużej odległości chybiłem. Spadła na mnie depresja i słyszałem już wyzwiska wojsk nieprzyjacielskich, wyśmiewających moje próby trafienia ich.

Wtedy, nagle, otworzyły się niebiosa i wystająca ręka wręczyła mi łuk, który błyszczał i koloru złotego.  Natychmiast, gdy tylko chwyciłem go,  słowo Pańskie, jak to mogło zdarzyć się i Dawidowi, powstało we mnie i ogłosiłem: „Dzięki mojemu Bogu, ramiona moje napinają łuk spiżowy” (Ps. 18:35b).  Nagle, boska energia popłynęła przez moje ramiona  a równocześnie przekonanie i odwaga wypełniły mojego ducha. Błyszczałem i byłem tak mocny jak mój łuk. Założyłem strzałę na cięciwę, wycelowałem i wystrzeliłem w kierunku nieprzyjaciela. Tym razem strzała przebiegła odległość i spenetrowała szeregi przeciwnika.

To był sen, lecz Duch Święty potwierdzał mi Swoje słowo dla mnie.

Następnego dnia rano, w niedzielę, jechałem samochodem do kościoła, aby zrobić parę rzeczy. W tym czasie poczta przychodziła do skrzynki pocztowej i rzadko się zdarzało, aby listy trafiały do kaplicy. Niemniej, tym razem w skrzynce czekał list. Został on wysłany przez kogoś, kto odwiedził nas poprzedniej niedzieli i czuł się przymuszony do wysłania nam proroczego słowa. Po kilku słowach zachęty i życzeń kobieta napisała, że Pan dał jej następujące słowo dla mnie:

Któż bowiem jest Bogiem oprócz Pana/ Kto jest skałą prócz Boga naszego, Bóg, który mię opasuje mocą, a uczynił doskonałą drogę moją Nogi moje czyni rącza jak u łanik I na wyżynach postawił mnie. Ręce moje zaprawia do walki i ramiona moje napinają łuk spiżowy” (Ps. 18: 32-35).

Ponownie, choć tym razem w pełni przebudzony, poczułem namaszczenie Bożej mocy, które wylewa się jak olej na moją głowę i w dół mojego ciała. Było również wiele innych potwierdzających świadectwo takich jak kaznodzieja, który odwiedził nasz kościół tego wieczoru. Cytując słowa Elizeusza do Joasza, powiedział „Strzała zwycięstwa dla Pana (2 Król 13:17).

Był to jeden z tych Bożych weekendów, które przyniosły nowy poziom duchowej walki. Od tego czasu Duch Święty zaczął objawiać dzieła ducha Izabel i oskarżyciela braci. Mogłem rozeznać wiele innych duchów, na ile Duch Święty dawał mi łaskę. Nie twierdzę, że nigdy się nie pomyliłem. Nie, miałem swoje niepowodzenia. Niemniej jednak, zdobyłem namaszczenie  objawionego rozeznania. Odkryłem również nowe przekonanie w duchowym autorytecie nad demoniczną rzeczywistością, lecz kluczem było to, że Duch Święty namaścił mnie do bitwy. On „zaprawił moje ręce” i dał mi nadnaturalną broń, którą toczyłem wojnę. Wcześniej mogłem ci przekazać w pełni teologiczne wyjaśnienie i definicję walki duchowej; później miałem namaszczenie do prowadzenia wojny. W ciagu 24 godzin napisałem moją drugą książkę „Trzy Pola Walki”, która było kompilacją tych prawd, które Pan objawił mi na temat wojny i rozeznawania.

To On zaprawia nasze ręce.
W powyższym wersecie z psalmu 18, Dawid objawia stan duchowego rozwoju wojennego. Musimy walczyć w mocy Pańskiej i musimy również pozwolić Bogu sprawić, aby nasze drogi były nienaganne. Nie możemy wybiegać przed Pana; raczej musimy nauczyć się stawiać nasze stopy w zagłębieniach śladów Jego stóp, szczególnie wtedy, gdy stawia nas „na wyżynach”. W tym kontekście, Pan zaprawia nasze ręce do boju i daje nam nadnaturalną broń przeciwko wrogowi.

Faktycznie jednym z głównych źródeł zmęczenia w kościele jest to, że ludzie nie wiedzą w jaki sposób rozeznawać i następnie pokonywać swoich przeciwników. Zamiast modlić się o zwycięstwo, stawiamy na chwilowe wytchnienie. Modlimy się do Boga, aby sprawił, że diabeł odjedzie od nas samych, podczas gdy Pan mówi nam, abyśmy ścigali naszego wroga i rozproszyli go jak pył. Całkowicie wierzę, że w modlitwę i w to, że my powinniśmy być oddani modlitwie, lecz czasami jest tak, że Bóg wydaje rozkaz, abyśmy się zwrócili i, w imieniu Jezusa Chrystusa, wzięli autorytet nad diabłem.

Bóg wzywa nas do tego, abyśmy byli bojownikami modlitwy. Jedną z głównych przyczyn uruchomienia przez nas szkoły on-line „In Christ’s Image Training (ICIT), jest, aby wszczepić to samo namaszczenie do walki innym. Dokładnie tak jak Duch Święty ćwiczy a następnie namaszcza mocą i odpowiednimi duchowymi darami, tak ICIT powstała po to, aby, po części, ćwiczyć kościół i uzdalniać Bożych ludzi do trwania w dni boju. Ćwiczenie duchowego autorytetu nad przeciwnikiem (i chorobą również) jest częścią arsenału przekazanego nam przez Wszechmocnego. Diabeł będzie chciałby wziąć ten świat i wykręcić go całkowicie z orbity wrzucając w straszliwe ciemności i chaos; musimy sprzeciwiać się mu i używać naszego autorytetu, aby wiązać i niszczyć demoniczne postępy przeciwnika w naszym świecie.

Duch Święty jest naszym łukiem a nasze modlitwy są Bożymi strzałami, lecz to my musimy modlić się z wizją, odwagą i przekonaniem, i z tym samym przekonaniem brać autorytet, gdy Pan wzywa nas, abyśmy stanęli naprzeciw wroga. To jest smutne, że chrześcijanie zostali tak ukształtowani przez porażki, że boją się używać duchowego autorytetu. Patrzą na ludzi poruszających się w namaszczonym duchowym autorytecie nad diabłem jakby było coś grzesznego lub doktrynalnie złego w chrześcijanach działających w autorytecie Chrystusa. Posiadanie przekonania nie jest grzechem.

Używanie twojej wiary nie jest arogancją.

Stanie na Bożych obietnicach, gdy inni uciekają nie jest głupotą.

Możesz się nie zgadzać: „Bóg nie powołał mnie do stawania naprzeciw zwierzchności i mocy”. W porządku, lecz ja nie mówię  rzucaniu wyzwania władcom świata ciemności. A co, jeśli chodzi o konfrontację z tym małym demonem pożądliwości, który sprawia, że jesteś zawstydzony i potępiony? Nie zaczynają atakując diabła bezpośrednio, lecz tego ducha strachu, który nieustannie szepcze pozbawione wiary myśli do twojego umysłu. Widzisz, Boże królestwo do postęp. Musimy nie tylko się modlić, lecz również poruszać w autorytecie Króla.

“Strzały twoje są ostre, ludzie padają pod nogi twoje. Upadnie serce wrogów króla” (Ps 45:5).

Bóg dał nam ostre strzały, które, pod namaszczeniem Ducha Świętego, zanurzają się głęboko w serca duchowych wrogów Pana. Mówisz: „Tak, lecz upadłem. Cierpiałem z powodu pewnych niepowodzeń”. Straciłeś więc rundę lub dwie. Czy cała walka już skończona? Czy to białą flagę widzę w twojej ręce? Czy zrezygnowałeś?

Inna odpowiedź może brzmieć: “Nie czuję się wygodnie konfrontując złego. Po prostu chcę się ukryć w Bogu, jako Jego czciciel”. Nikt nie mówi, nie chowaj się. Nikt cię nie popędza do biegu wprost w noc i rzucaniu motyką w słońce, lecz jeśli jesteś nękany pomimo tego, że starałeś się ukryć w Bogu, być może to sam Pan wypycha cię w stronę następnego ruchu i stanięcia naprzeciw twoich duchowych przeciwników

Z pewnością Pan może przegnać diabła i może to zrobić w mgnieniu oka, lecz być może bardziej podoba Mu się, aby „zmieść Szatana pod twoimi stopami” (Rzym 16:20)?

Nie mówię, aby się koncentrować na diable, lecz abyśmy się skupili na namaszczeniu jakie Bóg dał nam, abyśmy mogli stanąć przeciwko zamysłom złego. Odnówmy boski autorytet  w naszej modlitwie i duchowej walce, ubierając na siebie „pełną zbroję Bożą”, która jest wyposażona w najpotężniejszą broń wszechświata: miecz Ducha, czyli Słowo Boże” (Ef 6). Widzisz, nasz broń jest potężna i ma moc burzenia warowni Szatana.

Jeśli masz potrzebę świeżego namaszczenia, to pozwól, że przedstwię ci dwa ważne zbliżające się wydarzenia. Po pierwsze, nasza szkoła ICIT zaczyna następny semestr 02.07.2004.
Oznacza to, że pozostało niewiele czasu na zapisanie się przed tym terminem. Jeśli zastanawiałeś się nad tym, przestań zwlekać i wejdź na pokład. Fundamenty, które prezentujemy są unikalne duchowe rzeczywistości, z których każda została nam przez Pana udzielona zanim jeszcze będziemy w stanie wytrwać przeciw wrogowi. (pamiętaj, że zanim Dawid wziął swój łuk spiżowy, umocnił się w Panu. Bóg stał się jego warownia, jego ucieczką i wysoką wierzą).

Cykl 44 drukowanych jakie prezentujemy na pierwszym poziomie (plus 39 nagrań kasetowych) to te zasadnicze prawdy, które uzdolniły mnie do przeciwstawienia się demonicznemu sztormowi życia, a nawet do postępu i przejęcia terytorium przeciwnika. Mogę powiedzieć że, to co prezentujemy jest skuteczne i przyszło z namaszczenia Bożego, aby pomóc nam wyposażać Jego ludzi. Istotą poziomu pierwszego są cztery podstawowe cechy: dążenie do podobieństwa Chrystusowego, pokora, modlitwa i jedność.

Drugim   zbliżającym się wydarzeniem jest nasze szkolenie, które będzie miało miejsce 8-10 lipca w River of Life w Cedar Rapids, w stanie Iowa. To trzy dniowe seminarium jest przeznaczone wyłącznie dla studentów. Jeśli nie jesteś studentem ICIT, czuję się przymuszony powiedzieć ci, że Pan planuje w czasie tych dni udzielić wiele namaszczenia. Będzie to znaczący czas szkolenia i uwolnienia i przynaglam was, abyście zrobili wszystko co w waszej mocy, aby wziąć udział lub, ostatecznie, zakupić serię kaset audio.

Nikomu nie odmówimy rejestracji nawet w przypadku braku pieniędzy. Nie chodzi nam o robienie pieniędzy, lecz o wyposażanie Bożego ludu do powstania w dniu boju.

Módlmy się: Panie, nie tylko powołałeś nas do wojny o nas samych I naszych bliskich, lecz dałeś nam broń, która jest potężna. Ojcze, wszystkich, którzy stali się duchowo bojaźliwi, czy zastraszeni przez przeciwnika, przynoszę ich teraz tobie. Proszę Cię, abyś strząsnął z nich ich obawy i namaścił ich na ten dzień walki. Udziel nam łaski, błogosławiony Królu, abyśmy umieli napiąć spiżowy łuk. W imieniu Jezusa. Amen.

deeo