Zakończmy nasze studium na temat tego, jak Słowo stało się ciałem, wspominając kwestię, kiedy tak naprawdę mógł się urodzić.…
Dlaczego Ojciec musiał przygotować ciało? W jaki sposób Syn w niebie, mając niebiańskie ciało, stał się człowiekiem? Musiało dojść do zapłodnienia kobiecej komórki jajowej. Fakt, że Maria była dziewicą jest znakiem, dowodem boskiego pochodzenia Jezusa, świadectwem od Ojca. Komórka jajowa Marii zapewniła Chrystusowi ciało, aby w chwili poczęcia mógł stał się Jezusem. Tajemnica tego, jak doszło do tego zapłodnienia jest… tajemnicą. Czytamy: „Ciało, które mi przygotowałeś” – stało się to poprzez Marię.
Płeć oraz grupę krwi w momencie poczęcia dziecka determinuje mężczyzna. To pokazuje nam, że krew płynąca w żyłach Jezusa nie była splamiona grzechem Adamowym, ponieważ krew uformowana w Jego ciele nie była pochodzenia ziemskiego. To jest sedno chrześcijaństwa – człowiek Jezus pozostaje bez grzechu i jest Bogiem w ludzkim ciele. Tak właśnie jest. Bez tego chrześcijaństwo jest tylko pustą filozofią. Jednak chrześcijaństwo jest „mistyczne” od samego początku.
Skończyłem ostatnio mówiąc, jak to apostołowie musieli wpaść w zachwyt uświadomiwszy sobie, że Słowo Pana, które objawiało się prorokom przez wszystkie wieki, opuściło niebo, aby stać się człowiekiem i żyć pośród nich. Czy możecie wyobrazić sobie o czym wtedy mogli myśleć?
W jaki sposób ‘Syn nam dany’ stał się ‘Narodzonym Dziecięciem’?
W Fil. 2: 5-11 Paweł pisze: „Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg (Ojciec) wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano…”
Pismo mówi nam, że Chrystus – Syn z nieba, wyparł się samego siebie (opróżnił się z wszystkiego) i stał się człowiekiem. „Stał się podobny ludziom” – cóż za niesamowita zmiana dla Niego, by przejść z nieograniczonej niczym sfery Ducha i zamieszkać w ludzkim ciele.
Greckie słowo oznaczające „opróżnić” to „kenoo” i oznacza „całkowicie opróżnić, do zera, pozbawić wszelkiej wartości” (tak jak gdy pojemnik na wodę jest opróżniony i teraz nie ma żadnej wartości, ponieważ został opróżniony ze swojej zawartości). Chrystus pozbawił siebie wszelkiej wartości – ogołocił się całkowicie, by móc opuścić niebo i stać się człowiekiem.
Mały Jezus nie czynił cudów Oznacza to, że Chrystus Syn – Słowo Ojca wyzbył się wszelkich praw i przywilejów jako jedyny Syn Ojca. Dla nas oznacza to, że gdy Synowi nadano ludzkie imię Jezus, żył już nie jako Syn Boży, ale jako człowiek. Kiedy Duch Święty zstąpił na Niego, od wtedy żył jako człowiek napełniony Duchem.
Oznacza to również, że nauczanie rzymskokatolickie, iż mały Jezus czynił cuda, jest błędne. Nie czynił cudów przed Swoim chrztem wodnym, kiedy to Duch Święty zstąpił na Niego. Z powodu tego, że czynił cuda jako człowiek wypełniony Duchem, my również będziemy czynić podobne cuda, ponieważ otrzymaliśmy tego samego Ducha. Oczywiście Pismo Święte mówi, że On otrzymał Ducha „bez miary”* a my otrzymaliśmy miarę Ducha*** (*Jan 14:12, **Jan 3:34, ***Rzym. 12:3).
( Część 1 ) Skończyłem ostatnio mówiąc o tym, że zdanie „Słowo Pańskie doszło proroka” nie znaczyło, że jakaś niewidzialna dłoń prowadziła jego rękę, gdy spisywał słowa, lecz że to było spotkanie z osobą, która jest Słowem Bożym.
Zdanie z 1 Sam. 3:21: „ Pan bowiem objawiał się w Sylo Samuelowi w swoim słowie (jako Słowo Pańskie)” zdefiniowało wyrażenie „Słowo Boże” dla wszystkich kolejnych proroków. Oznacza ono Osobę, która jest Słowem Pana, Synem Ojca, objawiającym się prorokom na przestrzeni wieków.
Małe zastrzeżenie… Nie oznacza to, że za każdym razem gdy w ST pojawia się wyrażenie „słowo Pana” oznacza ono widzenie osoby Pana – często Pismo Święte jest niejasne w tej kwestii i czasem może oznaczać to, jak to się mówi w naszych czasach: „Pan mi powiedział” lub też „przyjmuję to jako słowo Pana dla mnie. Jednak również bardzo często Pismo Św. bardzo jasno stwierdza, że było to widzenie. Widzimy to często na początku ksiąg, lub na początku słowa dla Judy lub Izraela.
Przykład W Jer. 1:1-9 czytamy „Słowa Jeremiasza, syna Chilkiasza, … którego doszło słowo Pana w czasach króla judzkiego Jozjasza… w trzynastym roku jego panowania… Doszło mnie słowo Pana tej treści: Wybrałem cię sobie, zanim cię utworzyłem w łonie matki, zanim się urodziłeś, poświęciłem cię, na proroka narodów przeznaczyłem cię. Wtedy rzekłem: Ach, Wszechmocny Panie! Oto ja nie umiem mówić, bo jestem jeszcze młody…. I rzekł do mnie Pan: Nie mów: Jestem jeszcze młody!… Potem Pan wyciągnął rękę i dotknął moich ust…”
Widzimy więc, że Słowo Pańskie przyszło do Jeremiasza jako Osoba – Słowo Pańskie, ponieważ w wersecie mówi: „… Potem Pan wyciągnął rękę i dotknął”. Cała ta rozmowa, która potem stała się księgą Jeremiasza była zapisem serii nawiedzeń Jeremiasza przez osobę Słowa Bożego, która przekazywała mu słowa do narodu.
O tej porze roku świętujemy narodziny Jezusa, jednak ta seria opowiada o Jego życiu, zanim jeszcze opuścił niebo, aby stać się Synem Człowieczym. Iz. 9:5 mówi nam: „Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany…”
Bóg tak umiłował świat, że z nieba dał Swojego Syna, który stał się dzieciątkiem Jezus urodzonym w Betlejem. W Jan. 17,5 Jezus rozmawia z Ojcem i mówi: „… Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał…”
Słowo Boże Słowo Boże to przede wszystkim osoba, która jest tym Słowem. Słowo spisane wypływa z osoby będącej Słowem Bożym, a Duch Święty ożywia zapisane słowa. Niestety w naszych czasach wielu chrześcijan zna lepiej spisane Słowo niż osobę, która jest Słowem. Nie mam dość palców u rąk i nóg, by policzyć, ile razy powiedziałam do siebie samego lub do Barb: „Gdyby tylko lepiej Go znali, nie myśleliby, że Słowo tak mówi”. Spisane Słowo pochodzi bezpośrednio od osoby, która jest Słowem.
Jeśli ktoś powie mi, że moja żona powiedziała coś, co nie jest zgodne z tym, jaką ją znam, to powiem mu: „To wcale nie brzmi jak Barb”. Tak samo jest z tym, co mówi Pismo – gdyby Go znali, nie sądziliby, że Pismo mówi to, co im się wydaje, że mówi. Niektórzy „stoją na Słowie” bez uprzedniego skonsultowania tego z prawdziwym Słowem Bożym, aby zobaczyć, czy On się z nimi zgadza. A jeśli prawdziwe Słowo nie zgadza się z spisanym Słowem (wersetem), które osoba wybrała sobie, aby na nim „stać”, nie będzie w tym obecności Ducha Świętego, który mógłby to urzeczywistnić, ani chociażby potwierdzenia w swoim duchu. Tacy ludzie mogą cytować wersety do woli, ale w ich deklaracjach i proklamacjach nie będzie żadnego Życia.
O wielkiej wierze nie decydują cuda, znaki i dziwy. Wiara nie jest produktem wykorzystywanym do osiągania tego, co, jak nam się wydaje, potrzebujemy lub czego chcemy. Zwycięskiej wiary nie znajdujemy w „Bożych tak” na nasze prośby, lecz w „Bożych nie” („Ojcze, jeśli chcesz, możesz ten kielich odsunąć ode mnie”. – Nie, to niemożliwe. – Mimo wszystko, nie moja wola, lecz twoja niech się stanie”. Oto nieco wiary dla was.). Zastanówmy się nad historią z Księgi Rodzaju z Ogrodu. Abba ustanowił dla ich dobra pewne ograniczenie. Zagrożeniem jest tutaj wiara: czy przypiszą ufną wierność Bogu, że coś takiego zrobił, czy też znajdą ludzkiego rodzaju cechę „odmowy” czegoś, ze względu na małość duszy (zazdrość / zawiść)? (Tak naprawdę to Bóg nie jest tak dobry, czegoś nam odmawia.)
Ten drugi przypadek. Tak więc, zwycięska wiara jest ugruntowana na wynikającym z relacji zaufaniu nawet w obecności Boskiego „nie”, a nie w domniemanych dowodach wiary przez znaki i cuda. Jeśli nie zrozumiemy tego, dramatycznie upadniemy. Wchodzimy w dwojaki grzech ludzkiej rasy: wiarołomstwo, które przypisuje Bogu nasze własne sprawy, upodabniając Go do nas (bałwochwalstwo), a następnie próbując niezależnie wykorzystywać duchową mechanikę „wiary” do otrzymania tego, co chcemy. Nasze pragnienia = Bóg, de facto niekwestionowane. „Duchowo” przekonujemy samych siebie o prawomocności tego wszystkiego, utożsamiamy się z tym, przylegamy do tego, walczymy o to – a to wszystko jest manifestacją, I WSPÓŁUDZIAŁEM Z, KŁAMSTWEM WSZYSTKICH KŁAMSTW mówiącym, że Bogu nie można zaufać. I to nazywamy „wielką wiarą”. Jest to demoniczne, a używam tego terminu celowo i ostrożnie, a nie hiperbolicznie. Jest to powszechnie znane jako czary, a symuluje w kościele bycie modlitwą. Nawiasem: narodziłem się i wychowałem w ruchu „charyzmatycznym”, jestem za znakami i cudami, niemniej sprzeciwiam się okropnemu nauczaniu nieistniejącej etyki i zepsutym światowym systemom wartości, które często temu towarzyszą.
Barry Bennett „Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który z powodu znajdującej się przed nim radości wytrwał krzyż, zlekceważył hańbę, oraz usiadł na prawicy tronu Boga” (Hbr 12:2).
Jezus był w stanie to znieść, ponieważ miał wizję RADOŚCI. Radość Pana jest nasza siłą! Jezus patrzył ponad to, co chwilowe ku tej rzeczywistości, która miała być dla wszystkich ludzi owocem Jego cierpienia. Możesz znać, a możesz nie znać źródła swojej depresji i zamieszania, lecz źródłem twojego zwycięstwa jest radość Pana. Są takie okresy, że musisz ZMUSIĆ się do tej pozycji. W jednym z wersów nazywa się to „ofiarą chwały”, w innym „trzymanie się mocno naszego wyznania”. Paweł zachęca wierzących do tego, aby „radowali się zawsze i ponownie, radowali się stale”.
Korzeń depresji i strachu jest niemal zawsze skutkiem rozproszenia uwagi i zniszczonej relacji z Panem.
„Troska w sercu człowieka je gnębi, ale życzliwe słowo je pociesza” (Przysł 12:25).
Troski tego świata (niepokój) zaduszają Słowo, lecz… Wielki mieszka w tobie i ty możesz POBUDZIĆ SIEBIE SAMEGO w Panu. Smith Wigglesworth zwykł mawiać: „Jeśli Duch nie porusza się we mnie to ja poruszam Ducha”, tańczył i chwalił Boga dopóki nie dotarł do miejsca radości i zwycięstwa. Strach to odwrócona wiara. Gdybyśmy mieli powiedzieć, że jest coś pozytywnego w strachu, to mogłoby tak być przez uświadomienie sobie, że mamy wiarę, lecz jest skupiona na złych rzeczach. Myślisz o złych rzeczach, mówisz o złych rzeczach i działasz na tej podstawie tak, jakby były prawdą. Odwróć strach! Niech Jego Słowo będzie źródłem twoich myśli, słów i działań. Zostałeś stworzony tak, abyś wierzył Bogu! Rób to! Skup swoje myśli, wypowiadaj tylko słowa wiary, patrz poza to, co chwilowe ku wieczności i CHWAL Go. W obecności radosnego ducha żadna ludzka emocja nie jest w stanie Cię pokonać.
Ostatnio skończyliśmy pytaniem, że jeśli Bóg wiedział, kto przyjmie zbawienie a kto nie, to po co stworzył ludzi, o których wiedział, że i tak skończą w piekle?
Więc albo piekło i jezioro ognia naprawdę nie są wcale takie złe, albo może chodzi tu o coś innego? Spójrzmy na to coś. Poniższe piszę w kategoriach ‘być może’, ponieważ rzeczy te nie możemy poznać po tej stronie wieczności, jednak mam nadzieję, że skłoni to nas do zastanowienia się, w co wierzymy i dlaczego w to wierzymy. Poniżej przedstawiam możliwe scenariusze…
Po co się modlić, jeśli nie miałoby to wpływać na przyszłość? Rzym. 8:29 mówi: „Bo tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci”. Stwierdzenie „których przedtem znał” sugeruje, że mogą istnieć inni, których nie znał.
Co się stanie, jeśli przeznaczenie każdego człowieka nie jest ustalone w momencie stworzenia? Co by było, gdyby po stworzeniu wszystkich Bóg skupiłby się tylko na tych, o których wiedział, że przyjmą zbawienie, a z pozostałymi nie chciałby mieć nic wspólnego (nie chciał ich poznać)? Czy nie dlatego modlimy się o kogoś, aby jego przyszłość mogła zostać zmieniona? Czy modlitwa nie ma na celu tego, aby Bóg mógł skierować człowieka na ścieżkę wiodącą do innego przeznaczenia?
A co, jeśli Bóg wie wszystko, ale czasem może odmówić sobie samemu poznania w jakieś sprawie? Przykładem to ilustrującym jest obraz rodzica, który pożycza nastolatkowi samochód w piątek wieczorem, pod warunkiem jednak, że wróci od do domu przed północą.
Ponieważ zna swoje dziecko to wie, że może on spędzać czas z innymi „dobrymi dziećmi” i po prostu spotkać się i zjeść pizzę w czyimś domu. Ale wie też, że może spędzić czas jeżdżąc samochodem ulicami miasta, aby popatrzeć, co inni robią. Wie również, że może jednak wpaść na pomysł ścigania się z kolegami i zostać złapany przez policję. Ten rodzic jest również świadomy tego, że ktoś może w tym czasie zaatakować jego dziecko, zranić ja a nawet zabić.
Rodzic może wyobrazić sobie sto rzeczy, które mogą przyjść do głowy nastolatkowi, w związku z samochodem, lecz nie wie, jaką on decyzję podejmie. Mógłby to wiedzieć, gdyby chciał, np. poprzez śledzenie GPS, jednak decyduje, ze pozwoli mu podjąć własne decyzje.
Wie również to – i to zanim wręczy dziecku kluczyki do samochodu, że dzieciak zawsze może na niego liczyć, bez względu na przeznaczenie, jakie on wybierze. Ma oczywiście nadzieję, że nastolatek będzie się trzymał tego, co mu wpajał i że wróci przed północą nietknięty i nieskażony przez świat. Ale ponieważ kocha swoje dziecko, to jeśli przyjdzie taka konieczność, pójdzie na posterunek policji aby go wyciągnąć, do szpitala, jeśli coś mu się stanie a nawet do kostnicy. Zrobi to wszystko z powodu miłości do swojego dziecka. Pójdzie gdzie trzeba i zrobi co trzeba dla dziecka, bez względu na to, jakie ono podejmie decyzje. Zawsze za nim stanie.