„Wierny jest ten, który was powołuje, On też tego dokona” (1Tes. 5:24).
Wierzę, że potrzebujemy nowego zrozumienie duchowej pielgrzymi Pana Jezusa. Myślimy, że skoro był Synem Bożym, właśnie dlatego kim był, Jego droga była łatwiejsza od naszej, że On dysponował pewnymi mocami, których my nie mamy, że miał jakąś naturę, której my nie mamy. Nie możemy zrozumieć tej tajemnicy, że On był poddany próbom, trudnościom, przeciwnościom, że był próbowany aż do momentu złamania, gdy wołał o interwencję niebios, aby Go przeprowadziły. Został tam doprowadzony; został doprowadzony do tego momentu więcej niż jeden raz, gdzie nawet On nie dały rady przejść, gdyby niebo nie interweniowało i aniołowie nie usługiwali Mu. Mówisz: „Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem”. Ach, lecz tak było. Rzeczywiście nigdy nie widziałeś aniołów zstępujących, aby ci usługiwać, lecz nie ma takiego wierzącego, który szedł tą drogą, który przeszedł jakąś odległość i nie wiedział w swym sercu: „Gdyby nie Bóg i Niebiosa nie byłbym tutaj dzisiaj”. Moje własne świadectwo jest takie, że niejeden raz potrzebna była interwencja niebios, aby mnie uratować przed poddaniem się.

