„Ablowie w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz. 17:28).
Share your comments: http://infinitesupply.org/october22
Budowanie kościoła i zachęcanie do głębszego szukania Boga
„Ablowie w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz. 17:28).
Share your comments: http://infinitesupply.org/october22
26 stycznia 2010
Catherine Booth
Pomimo uporczywego twierdzenia i potwierdzania, że pokuta zasadniczo jest zarządzeniem Boga, generalnie ludzie bujają się po rozległym morzu niewiedzy. Wierzę w to, że Bóg sprawił tak, że zbawienie jest dla człowieka tak proste jak i potężne, aby ograniczony umysł mógł to przejść! Niemniej konieczne jest, abyśmy „pokutowali i nawrócili się do Boga” (Dz. 26:20).
Ponieważ pokuta jest niezbędnym warunkiem zbawienie, spójrzmy na nią przez chwilę, aby odkryć czym jest naprawdę. Jak wielkie jest zamieszania na świecie i w kościele w tej dziedzinie!
Pokuta to nie zwykłe przekonanie o grzechu. Gdyby tak było to jakże inaczej wyglądałby świat, ponieważ istnieją dziesiątki tysięcy serc, w których Duch Boży wykonuje Swoje zadanie przekonywania o grzechu. Nie jestem w stanie podać konkretnych liczb ludzi, którzy a naszych spotkaniach chwytają mnie za rękę i mówią: „Och! Cóż bym dał za to, aby czuć się tak, jak się czułem kiedyś! To było 15, 17 czy 20 lat temu, gdy byłem tak głęboko przekonany o grzechu, że spać i jeść prawie nie mogłem… Lecz zamiast iść za tym, aż do znajdę pokój, odwróciłem się, ostygłem i teraz jestem twardy jak kamień”. Obawiam się, że są dziesiątki tysięcy w takim stanie – kiedyś przekonanych o grzechu. Tysiące mają to przekonanie dzisiaj. Mówią: „Tak, to prawda, co pastor mówi. Wiem, że powinienem przestać sprzeciwiać się Bogu”. Już są przekonani o tym, że żyją w grzechu, lecz nie idą dalej.
To nie jest pokuta, jeśli żyją w tym tygodniu tak samo, jak żyli w zeszłym. Nie ma reakcji na Ducha; sprzeciwiają się Duchowi Świętemu.
Pokuta nie jest też zwykły żalem z powodu grzechu. Widziałem ludzi głęboko płaczących, cierpiących i zmagających się, a jednak oni trzymają się swoich bałwanów i na próżno będą próby strząśnięcia ich z nich. Gdyby tylko mogli wejść przez wąską bramą z tym jednym szczególnym bałwanem, zaszliby nawet daleko; lecz oddzielić się od niego to zupełnie inna sprawa. Tacy ludzie będą płakać jak uparte dziecko, gdy chcesz, aby zrobiło coś, czego ono nie chce. Będzie płakać, a gdy zastosujesz rózgę, będzie płakać jeszcze bardziej, lecz nie podda się. Gdy już się podda, staje się pokutnikiem, lecz wcześniej jest tylko przekonanym grzesznikiem.
Gdy Bóg stosuje rózgę Ducha Świętego, rózgę Jego mądrości, rózgę Słowa, grzesznik będzie płakał, krzywił się z bólu, jęczał i będzie robił wrażenie na tobie, że się modli i chce być zbawiony, lecz równocześnie kark jego pozostaje nieugięty jak stal. Nie podda się. W chwili, gdy się podda, jest naprawdę skruszony i zostaje zbawiony.
Pokuta nie jest również obietnicą, że w przyszłości odrzucisz grzech. Gdyby tak było, byłoby wśród nas mnóstwo skruszonych. Z trudnością znajdziesz biednego pijaka, który by nie obiecywał, sam sobie czy żonie, że wyrzeknie się kieliszka, tego nie robi.
Czym więc jest pokuta? Pokuta jest prostym wyrzeczeniem się grzechu, odwróceniem od ciemności ku światłości, od mocy Szatana do mocy Boga. Jest to porzucenie w swym sercu grzechu z zamiarem, celem, pragnieniem, postanowieniem, że porzucisz każdą złą rzecz i czynienie zła teraz.
Oczywiście, obejmuje to żal, no bo jakże ktokolwiek przy zdrowych zmysłach odwróci się od danego kursu ku innemu, jeśli pokutuje podejmują wszy sten kurs? Wskazuje to również na nienawiść do grzechu. Taki człowiek nienawidzi drogi, którą szedł wcześniej i odwraca się od niej.
Podobne to jest do sytuacji syna marnotrawnego, który usiadł w chlewie, wśród łupin i brudu, postanowił coś i ostatecznie wykonał. Poszedł i to był sprawdzian jego skruchy.
Mógł siedzieć i postanawiać do tej pory i gdyby tak żył długo, i nigdy nie ruszył, mógłby nigdy nie przeżyć pocałunku ojca, jego powitania, ale poszedł. Zostawił brudną, świńską zagrodę, łupiny – podeptał je własnymi nogami – zostawił obywateli tego kraju, wyrzekł się wszelkich wymówek i szczerze ruszył do ojca, powiedział „zgrzeszyłem!” To jest pokuta.
Czy już to zrobiłeś? Czy wyrzekłeś się tego, co podlega oskarżeniu? Czy odciąłeś się od tej szczególnej rzeczy, którą Duch Święty ci objawia? Wiesz, co to jest, i nigdy nie zostaniesz zbawiony, jeśli się tego nie wyrzekniesz.
Poddanie jest sprawdzianem skruszenia. Moje dziecko może mieć ochotę zrobić 150 innych rzeczy, lecz jeśli nie chce się poddać temu jednemu spornemu punktowi, jest buntownikiem i będzie nim, dopóki się nie podda.
A teraz, oto jaka jest różnica między fałszywą a prawdziwą pokutą/ nawróceniem. Obawiam się, że w naszych kościołach są tysiące tych, którzy przeżyli fałszywe nawrócenie: Zostali przekonani o grzechu, było im przykro, chcieli żyć lepszym życiem, kochać Boga w jakimś ogólnym sensie, lecz pominęli istotny punkt sporu z Bogiem: ukryli go przed swoim pastorem, być może przed diakonami i przed ludźmi, którzy z nimi rozmawiali.
Abraham mógł chcieć zrezygnować ze wszystkiego, co posiadał, lecz gdyby nie chciał zrezygnować z Izaaka, zostawienie wszystkiego innego byłoby bezużyteczne. Masz swojego Izaaka, podobnie jako bogaty młodzieniec miał swoje bogactwo. Masz coś, czego się trzymasz, o czym Duch Święty mówi, że masz to zostawić, a ty mówisz: „Nie mogę”.
Bardzo dobrze: w takim razie musisz zatrzymać się poza Królestwem.
Drogi przyjacielu, pozwól przekonać cię, abyś zdeptał własnymi stopami tego bałwana, rozbił w pył to schronienie kłamstwa i przyszedł szczerze do Boga, i powiedział: „Panie, oto jestem, aby być sługą, być niczym, aby zrobić cokolwiek i znieść wszystko. Wiem, że więcej szczęścia da mi Twój uśmiech i Twoje błogosławieństwo, niż daje mi całe zło, które trzyma mnie z dala od Ciebie”. Gdy poddasz się całkowicie, przyjacielu, otrzymasz to, czego szukałeś, może latami.
Wtedy jednak pojawia się inna trudność i ludzie mówią: „Nie mam siły pokutować”. To wielki błąd, masz tą moc, ponieważ w przeciwnym wypadku Bóg nie mógłby tego nakazać.
Możesz pokutować, możesz w tej chwili podnieść oczy ku niebu i powiedzieć, wraz z synem marnotrawnym: “Ojcze, zgrzeszyłem i wyrzekam się grzechu”.
Może nie będziesz mógł płakać, Bóg niegdzie nie wymaga ani nie nakazuje tego, lecz będziesz w stanie w tej samej chwili wyrzec się grzechu świadomie, zdecydowanie i stanowczo. Uważaj, abyś nie mylił mocy do wyrzeczenia się grzechu z mocą do zbawienia samego siebie od tego grzechu. Jeśli ty się wyrzekniesz grzechu, Jezus przyjdzie i zbawi cię do niego.
I nie mów: “Nie czuję tego na tyle”. Czy nie czujesz na tyle, aby porzucić swój grzech? To jest to. Dusza, która nie pokutuje na tyle, aby wyrzec się swego grzechu nie jest w ogóle skruszona!
Gdy pokutujesz na tyle, aby porzucić grzech to w tej chwili pokuta jest szczera i możesz uchwycić się Jezusa silnym uściskiem. Masz prawo do zastosowania obietnicy.
Wtedy to jest to, patrz i żyj. „Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa a będziesz zbawiony”.
Czy dojdziesz do tego momentu w tej chwili? Nie rób wymówek. Teraz!
Och! Przyjacielu, daj się przekonać i pokutuj teraz. Niech twoje grzechy odejdą i przyjdź do stóp Jezusa. Dla twojego własnego dobra, daj się przekonać. Dla pokoju, radości, mocy, chwały i zadowolenia z życia życiem poświęconym Bogu i w służbie innym, poddaj się. Lecz przed wszystkim dla miłości, którą cię kocha, poddaj się.
Pewien wspaniały surowy mężczyzna, który dotknięty, patrząc na miejsce, gdzie ludzie byli zbawianiu, powiedział do męża: Panie Booth, nie poszedłbym tam za100 funtów!”.
Mój mąż wyszeptał: “Czy pójdzie pan tam za miłość?” i po kilku chwilach wahania ten mężczyzna, ocierając łzy wstał i poszedł za nim.
Czy pójdziesz tam za miłość – miłość Jezusa? Wielką miłość, którą cię umiłował i oddał Siebie za ciebie? Czy pójdziesz, ze względu na tęsknotę, z którą Ojciec szedł za tobą przez te wszystkie lata? Na rzecz miłości, czy pójdziesz? Zniż się do Jego stóp i poddaj się. Niech ci Pan pomoże! Amen.
– – – – – –
Catherine Booth była wraz z mężem, Williamem, współzałożycielką Armi Zbawienia.
„Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym” (Obj. 2:7b).
Powinniśmy rozumieć to, że Chrystus robi więcej niż odnowienie to, co Adam stracił. On poszedł ponad Adama, ofiarując Zwycięzcom owoce z drzewa życia, owoc, o którym Adam nic nie wiedział. Oczywiście to symboliczny język, lecz co oznacza? Drzewo życia reprezentuje Krzyż, ponieważ to z tego Drzewa Pan wydobywa Swoje Życie dla nas wszystkich. Ci, którzy zwyciężają (zwycięzcy) nauczyli się, że owocność i życie przychodzą przez śmierci Ego i właśnie to oznacza Krzyż. Krzyż jest drzewem życia dla tych, którzy się go uchwycą. Podobnie jak Adam my również mamy do wyboru, jeść z jednego lub drugiego drzewa, lecz nie możemy jeść równocześnie z obu. Adam zgrzeszył, gdy popadł w ciało i poddał swoje życie panowaniu Ego. Odrzucił drzewo życia na rzecz czegoś, co było „dobre, .. miłe,.. i godne pożądania” (I Moj. 3:6 in.).
Krzyż w niczym nie jest podobny do drzewa życia. Nie jest ani dobry, ani przyjemny, ani godny pożądania. Wygląda jak śmierć. Być może to dlatego Adam najpierw nie jadł z niego. Lecz Bożym Końcem nie jest śmierć, bez względu na wygląd: Bożym końcem jest życie wynikające ze śmierci, którym jest zmartwychwstanie. Jeść owoce z drzewa życia to czcić Krzyż Jezusa Chrystusa i znaleźć życie w śmierci. Dziś staje się popularne głoszenie i nauczanie o Krzyżu, lecz jak wielu je jego owoce? Czy rzeczywiście potrafimy postrzegać Krzyż jako DRZEWO ŻYCIA i czy jemy z jego owocu? Prawdziwego ucznia Chrystusa poznamy nie po słowach, lecz po owocu, a Krzyż jest drzewem życia, z którego ten owoc pochodzi.
Chip Brogden
Share your comments: http://infinitesupply.org/october20
19 października 2011
J. Lee Grady
Duchowny odwiedzający zgromadzenie może być wielkim błogosławieństwem, lecz jeśli nie odrobisz swego zadania domowego to może się okazać, że zaprosiłeś katastrofę.
Pewien mój przyjaciel opowiedział mi ostatnio, że przywódcy pewnej służby zaprosili sławnego amerykańskiego kaznodzieję, aby przemawiał na konferencji. W czasie dyskusji na temat organizacji pomocnicy kaznodziei przedstawili dwa warunki odwiedzin: (1) zawsze i każdy kto do niego mówi ma się zwracać do niego per „apostoł”; (2) ma być wyprowadzony z audytorium do pomieszczenia w zieleni natychmiast po zakończeniu kazania, aby zapewnić, że publiczność nie będzie się z nim bratać. On potrzebuje zacisza.
Gdybym tego dnia ja odebrał telefon, tak odpowiedziałbym: „Proszę powiedzieć Apostołowi Arogancji, że skoro jest tak przejęty tym, aby mu mali ludzie nie przeszkadzali, niech się nie przejmuje. Niech nie przyjeżdża. Nie potrzebujemy tego choróbska, które szerzy w ciele Chrystusa. Niech was Bóg błogosławi”.
Może to się wydawać opryskliwe, lecz nie sądzę, żeby w jakikolwiek inny sposób można było zapobiec rozprzestrzenianiu się tej plagi. „Syndrom celebryty” jest nadal żywy w 2011 roku pomimo recesji, a jednym sposobem na to, aby zatrzymać tych nadętych szarlatanów przed psuciem kościołów jest bojkotowanie ich.
Polecam następujących strażników:
1. Zanim zaprosisz, przeprowadź dochodzenie. Jest mnóstwo wspaniałych podróżujących kaznodziejów, którzy mają prawdziwe namaszczenie i mogą przynieść wielkie błogosławieństwo kościołom oraz organizowanym przez nie imprezom. Zostali nazwani przez Boga ewangelistami, prorokami, nauczycielami apostolskimi liderami, a ci, którzy chodzą w namaszczeniu Ducha Świętego będą wydawać owoce dokądkolwiek pójdą.
Są również w kręgach kaznodziejów oszuści. Niektórzy z nich mieli kiedyś namaszczenie i stracili je; inni rzeczywiście weszli do służby jako podróby i nauczyli się jak łupić naiwne zbory. Nie oddawaj kazalnicy nikomu, kto ma wątpliwą historię kariery. Zawsze badaj wobec kogo są odpowiedzialni. Jeśli nie mają żadnych relacji, nikogo kto nadzoruje, żadnego zespołu polecającego to bierzesz na siebie ogromne ryzyko wpuszczając do kościoła.
2. Zatrzaśnij drzwi przed egotyzmem. Syndrom celebryty łatwo wykryć. Czy odwiedzający kaznodzieja ma ducha sługi, czy przybywa jako ktoś buńczuczy i nieprzystępny? Każdy kto jest zaangażowany w służbę, kobieta czy mężczyzna, powinien mieć postawę Jezusa, który był gotów wjechać do Jerozolimy na osiołku i obmyć nogi Swoich uczniów. Jeśli pozwolisz pysznemu, niezłamanemu kaznodziei zająć kazalnicę, dajesz możliwość zarażania swego zgromadzenia duchowi Lucyfera.
3. Nie dokarmiaj ducha? Każdy podróżujący duchowny ceni łaskawego gospodarza. Okazujesz szacunek, gdy w czasie jego (jej) pobytu zapewniasz dobry hotelowy pokój, posiłki i transport. Lecz jeśli kaznodzieja żąda traktowania jak celebryta, powinno to budzić twoją czujność.
Słyszałem wiele strasznych historii o tych, którzy domagali się od swoich gospodarzy pieniędzy na zakupy, szczególnego rodzaju egzotycznej wody do pica, limuzyn i manicurzystek. Każdy kaznodzieja, który ostatnio usługiwał w Australii żądał steku, który trzeba było dostarczyć lotniczo przez Pacyfik ze Stanów Zjednoczonych! Można by spodziewać się domagania takich luksusów po jakiejś dziecinnej rockowej gwieździe, lecz takie zachowanie jest karygodne dla sługi ewangelii. Nie zaspokajajcie ich apetytów.
4. Nie toleruj finansowego gwałtu.
Znam pewien przypadek amerykańskiej duchownej, która wybierając się do kościoła w Kanadzie, zażyczyła sobie, aby pastor wynajął cywilne audytorium na co najmniej 1000 miejsc. Pastora nie było stać na wynajęcie takiej hali, lecz ewangelistka stwierdziła, że nie przyjedzie jeśli nie zostanie zapewnione duże miejsce na spotkania. Skończyło się na tym, że ta ewangelistka odwołała przyjazd ponieważ na konferencję zapisało się zbyt mało ludzi, pastor został nabity w butelkę a jego kościół zbankrutował.
Prawdziwy sługa ewangelii nigdy nie wpychałby kościoła w długi, aby zaspokoić swoje egoistyczne zapotrzebowanie na wielkie tłumy. Jezus równie jednakowo zadowalało głoszenie kilku uczniom jak i tłumom, i nie budował swego powodzenia na liczbach. Jeśli popadniesz w pułapkę liczb, będziesz tego żałował.
Pasterz, który troszczy się o swoją trzodę nigdy nie pozwoli na to, aby gościnnie występujący kaznodzieja manipulował zgromadzenie w sprawach finansowych. Gość, który poświęca 30-45 minut na błaganie o pieniądze, czy rzuca dziwaczne twierdzenia o „nadnaturalnym zwrocie” za inwestowanie w jego służbę, jest oszustem, który powinien zostawić służbę i znaleźć sobie pracę w sieci bezpośredniej sprzedaży.
5. Strzeż się dziwnego ognia.
Sługa Słowa przekazuje życie, nie są to tylko słowa jego kazania. Właśnie dlatego tak ważne jest, aby kaznodzieja ewangelii chodził w pokorze, seksualnej czystości i był spójny w sprawach finansów. Jeśli jakiś duchowny dopuszcza do kompromisów w jakiejkolwiek z tych dziedzin to jego namaszczenie będzie ograniczane i może zanieczyścić twoją kazalnicę, zostawiając toksyczny wpływ w zborze.
Rozmawiałem kiedyś z pastorem z Kalifornii, który zaprosił mówce na doroczną konferencję. Zanim jednak kaznodzieja przybył, pastor dowiedział się, że ten człowiek w kazaniach używał obrazów związanych z narkotykami, a nawet porównywał Ducha Świętego do marihuany. Gdy poprosił, aby ten powstrzymał się przed takimi porównaniami w czasie konferencji, ów arogant odmówił. Na szczęście ten pastor zrobił to, co należało: grzecznie lecz zdecydowanie odwołał wizytę.
Czy możemy “po prostu powiedzieć nie” szarlatanom, oszustom, kanciarzom i ewangelistom rockowym gwiazdom, którzy nigdy nie poddali swojego życia dyscyplinie Ducha? Proszę weźcie pod uwagę te ostrzeżenia, badajcie owoc i bądźcie gotowi nie zapraszać.
—————————–
J. Lee Grady jest pomocniczym redaktorem magazynu Charisma. Ostatnia jego wydana książka to: 10 Lies Men Believe (Charisma House)
You can follow him on Twitter at leegrady..
Chip Brogden
„Wy wprawdzie knuliście zło przeciwko mnie, lecz Bóg obrócił to w dobro„ (Rdz. 50:20).
Share your comments: http://infinitesupply.org/october19
Pożyczone z FaceBook’a
Oryg.: http://www.facebook.com/jaynams?sk=wall
Pewna zmartwiona kobieta poszła do swojego ginekologa i powiedziała:
„Doktorze, mam poważny problem i bardzo potrzebuję pana pomocy. Mam dziecko niespełna roczne i znów jestem w ciąży.
Nie chce mieć dziecka w tak krótkim odstępie czasu jedno po drugim”.
„W porządku, czego się pani po mnie spodziewa?” – zapytał lekarz.
„Chcę zakończyć ciążę i liczę na pana pomoc w tej sprawie”.
Doktor zastanowił się chwilkę i po krótkim milczeniu powiedział do kobiety:
„Myślę, że mam lepsze rozwiązanie tego problemu i jest również mniej niebezpieczne dla pani”.
Uśmiechnęła się, sądząc, że lekarz przyjmie jej propozycję.
A doktor dalej mówił:
„Rozumie pani, żeby nie trzeba było troszczyć się o dwoje dzieci równocześnie, zabijmy to, które ma pani na rękach.
W ten sposób będzie pani miała chwilę, żeby odpocząć zanim urodzi się to drugie. Skoro chce pani zabić jedno to nie ma znaczenia które.
Nie będzie dzięki temu żadnego zagrożenia dla pani, jeśli wybierze to, które trzyma na rękach”.
Kobieta była przerażona i powiedziała:
„Nie, doktorze! To straszne! Zabicie dziecka to przestępstwo!”
„Zgadza się, – odpowiedział. – lecz wygląda na to, że skoro jest to w porządku wobec tego, więc pomyślałem, że może tak byłoby najlepiej”.
Lekarz uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że trafił w sedno sprawy.
Przekonał matkę, że nie ma żadnej różnicy między zabiciem dziecka, które już się urodziła, a zabiciem tego, które jeszcze jest w łonie.
To takie samo przestępstwo!
Jeśli zgadzasz się z tym, podzieli się tym z innymi.
Razem możemy uratować wiele drogocennych istnień!
Za: Life is Dangerous: Let’s Ban It (Życie jest niebezpieczne. Zabrońmy go.)
Jayna Stechschulte