Codzienne rozważania_24.10.10 Ten tom jest Słowem Boga

James Ryle

„Tablice były dziełem Bożym, a pismo było pismem Boga, wyrytym na tablicach” (2Moj. 32:16)

Kilka lat temu kupiliśmy jedną z tych wielkich Rodzinnych Biblii, oprawnych w grawerowaną skórę z tonami dodatków takich jak mapy, wykresy i segregowane studia biblijne. Było tam też miejsce na umieszczenie swego rodowodu: tata i mama, dziadek i babcia, wujki i ciocie, itp. Był to osobisty zakup mający znaleźć się na bardzo widocznym miejscu na naszym stoliku do kawy. Prawdę mówiąc, było to jedyne miejsce, na którym mogła się znaleźć. Żadnym sposobem nie można było jej nosić ze sobą, jeśli nie miało się przy sobie jaka. Całość mierzyła 35.5 x 25,4cm i miała co najmniej 10cm grubości.  Poza oczywistymi korzyściami płynącymi z czytania Słowa, jest w tej starej Biblii takie miejsce, które cenię sobie w szczególny sposób. W treściwy sposób podsumowuje pełnię mocy i autorytetu Biblii w życiu i sprawach ludzkości.

Oto, co jest napisane:

W tej Księdze zawarta jest myśl Boga, stan człowieka, droga zbawienia, los grzeszników i szczęście wierzących. Jej doktryny są święte, jej nakazy obowiązują, historie są prawdziwe a decyzje niezmienne. Czytaj, aby być mądrym, wierz, aby być zbawionym, wprowadzaj w czyn, aby być świętym.  Jest w niej światło, aby kierować tobą, pożywienie, aby cię wzmacniać, pociecha, aby cię rozweselić. Jest to mapa podróżnika, sprzęt pielgrzyma, kompas pilota, miecz żołnierza i chrześcijański patent. Tutaj Raj jest odnowiony, Niebo otwarte, a bramy piekieł ujawnione.  Chrystus jest Głównym Tematem, nasze dobro jest celem, a Chwała Boże ostatecznym końcem. Powinna napełniać pamięć, rządzić sercem, prowadzić stopy. Czytaj powoli, często i z modlitwą. Jest to kopalnia bogactwa, raj chwały i rzeka przyjemności.  Została ci dana w czasie życia, zostanie otwarta na sądzie i zostanie w pamięci na zawsze. Wymaga najwyższej odpowiedzialności, odpłaca największą pracą i potępia wszystkich, którzy bagatelizują jej świętą zawartość.

Ten tom jest Słowem BOGA.

продвижение

Kobieta szuka tożsamości ojca, anonimowego dawcy spermy

Patrick B. Craine

VANCOUVER, British Columbia, 26 października 2010 (LifeSiteNews.com) – W przypadku ukazującym bolesne konsekwencje na jakie napotykają dzieci poczęte przez sztuczne zapłodnienie, kobieta z Brytyjskiej Kolumbii dochodzi na drodze sądowej tożsamości swego ojca, anonimowego dawcy spermy.

„Tak naprawdę chodzi o to, aby szersza społeczność uznała to, że my mamy prawa i potrzeby. – powiedziała Olivia Pratten, lat 28, w wywiadzie dla Globe and Mail. – Ponieważ odkąd ta praktyka trwa już tak długi czas, dziecko było ostatnią osobą, o której w ogóle myślano”.

Kanadyjski dziennikarka, która zaczęła swój prawny bój dwa lata temu, chce, aby do adopcyjnego prawa Brytyjskiej Kolumbii (B.C. Adoption Act) wprowadzono poprawki, które nałożą na lekarzy obowiązek prowadzenia stałych rejestrów dawców spermy i jajeczek, tak aby ich dzieci miały do nich dostęp po skończeniu 19 lat.

Prawnik pani Pratten, Joseph Arvay, dowodził w poniedziałek przed Sądem Najwyższym Brytyjskiej Kolumbii, że jego klientka ma „fundamentalne” prawo znać tożsamość swego biologicznego ojca. Powiedział, że pani Pratten, jak i tysiącom innych poczętych przez anonimowych dawców, powinno dać się to samo prawo, co dzieciom adoptowanym.

Według informacji podanych przez „Postmedia”, Arvay powiedział, że obecny system traktuje jego klientkę jako „obywatelkę drugiej klasy” i okazuje prowincjonalne „hurtowe zaniechanie” równości. Władze prowincji chciały uznać sprawę Pratten za sporną, ponieważ lekarz rodzinny matki twierdzi, że zniszczył jej dokumentacje lata temu, lecz Sąd Naczelny nie zgodził się z tą decyzją w tym miesiącu.

Gwen Landolt, krajowa prezydent organizacji REAL Women Canada, powiedziała, że ten przypadek ilustruje jak ważne jest, aby ciąża była wynikiem związku miłości matki i ojca. „Dziecko ma wszelkie prawa, jak głosi Deklaracja Praw Dziecka, znać swoją przeszłość, przodków i skąd pochodzi” – powiedziała. – Dziecko potrzebuje matki i ojca, i musi wiedzieć, kim jest”. Landolt zauważyła, że właśnie dlatego prawa adopcji zmieniają się w takich prowincjach jak B.C. i Ontario, aby udostępnić informację o biologicznych rodzicach adoptowanym dzieciom.

„Oczywiście, w przypadku adopcji różnica polega na tym, że zachodzi trudna sytuacja z obojgiem rodziców, zatem podejmuje się starania o umieszczenie dziecka w lepszym środowisku, gdzie ma ono oboje rodziców. – wyjaśniła. – Lecz tutaj, wraz z nową technologią medyczną, stwarzamy dziecko w beznadziejnej sytuacji. Nie staramy się polepszyć jego trudnej sytuacji, lecz tak naprawdę stwarzamy trudną sytuację, – mówi dalej. – Dziecko powinno być stworzone w relacji małżeństwa między kobietą i mężczyzną, ponieważ dzieci nie są przedmiotami, nie są dobytkiem. Są to ludzkie istoty, którym należy się godność i szacunek”.

Tego rodzaju rozprawa, która, jak się mówi, odbywa się po raz pierwszy w Płn. Ameryce, ma trwać około tygodnia.

– – – – – –

Artykuły o podobnej treści:

Dziecie dawcy nasienia zabierają głos

Odważny nowy świat nie zważa na prawa dzieci

Artykuły o podobnej treści:

Dziecie dawcy nasienia zabierają głos

Kobieta szuka tożsamości ojca, anonimowego dawcy spermy

30 lesbijek zostało zapłodnionych nasieniem jednego dawcy

 сайт

Codzienne rozważania_23.10.10 Człowiek, który stał się przyjacielem Boga

James Ryle

„I wypełniło się Pismo, które mówi: I uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało ku usprawiedliwieniu, i nazwany został przyjacielem Boga„(Jk. 2:23).

Jego historia zaczyna się od pewnego szeptu, jakiegoś dnia. Pewnej nocy, gdy stał w pobliżu zagajnika drzew morwowych z grupą przyjaciół, nagle dmuchnął jakiś dziwny wietrzyk znikąd i zaszeleścił nieco liśćmi. Niektórzy mówią, że to właśnie to było , po prostu dziwny wiatr, lecz on usłyszał Głos. Wyraz jego twarze nie pozostał niezauważony przez innych, ponieważ wyglądał jakby było duchem. Nie, nie zobaczył nikogo, tylko usłyszał kogoś, a było to Duch Święty. Głos, łagodny i przyjazny, wezwał go po imieniu: „Abramie”. Znamy go dziś jako Abrahama a Głos, który do niego powiedział znamy jako Boga Abrahama.

Rozumiesz, byli przyjaciółmi.

Ich przyjaźń zaczęła się, gdy Abraham uwierzył. A konkretnie w co Abraham uwierzył? Mówiąc prosto, uwierzył Bogu. Cokolwiek Bóg do niego powiedział, bez względu na to jak niemożliwe się to wydawało czy jak nieprawdopodobnie brzmiało, Abraham wierzył, że Ten, który mówi był prawdomówny i był w stanie wykonać to, co powiedział.

Posłuchaj, jak Paweł ujmuje to w swym Liście do Rzymian:

„Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, uwierzył, aby się stać ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co powiedziano: Takie będzie potomstwo twoje. I nie zachwiał się w wierze, choć widział obumarłe ciało swoje, mając około stu lat, oraz obumarłe łono Sary; i nie zwątpił z niedowiarstwa w obietnicę Bożą, lecz wzmocniony wiarą dał chwałę Bogu, mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić” (BT).

„Gdy wszystko wydawało się beznadziejne, Abraham mimo wszystko uwierzył, decydując się  żyć nie opierając się na tym, co widział, że nie może zrobić, lecz żyć na podstawie tego, co Bóg powiedział, że zrobi. Tak więc został uczyniony ojcem tłumów. Sam Bóg powiedział do niego:”Będziesz miał wielką rodzinę, Abrahamie!” Abraham nie skupił się na swojej własnej impotencji, mówiąc: „To beznadziejne. To stuletnie ciało nigdy nie będzie ojcem dziecka”. Nie przyglądał się również dziesięcioleciom niepłodności Sary i nie zrezygnował. Nie chodził na paluszkach wokół Bożej obietnicy, zadając uważnie i sceptycznie pytania. Włączył się do tej obietnicy i stał się mocny, gotowy dla Boga, pewien, że Bóg uczyni dobro na podstawie tego, co powiedział” (Rzm.:18-21, parafraza The Message).

Jakie szalone, zwariowane, niemożliwe do wykoanani i najbardziej nieprawdopodobne rzeczy Bóg ci obiecał? Teraz to wszystko wydaje się beznadziejne, z pewnością nigdy się nie zdarzy?

Tak, jesteś na samym skraju zostania przyjacielem Boga! Po prostu uwierz!

Człowiek, który stał się przyjacielem Boga

James Ryle

http://truthworks.org/wp-content/uploads/2010/10/abraham-friend-of-God-300×268.jpg

„I wypełniło się Pismo, które mówi: I uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało ku usprawiedliwieniu, i nazwany został przyjacielem Boga”(Jk. 2:23).

Jego historia zaczyna się od pewnego szeptu, jakiegoś dnia. Pewnej nocy, gdy stał w pobliżu zagajnika drzew morwowych z grupą przyjaciół, nagle dmuchnął jakiś dziwny wietrzyk znikąd i zaszeleścił nieco liśćmi. Niektórzy mówią, że to właśnie to było , po prostu dziwny wiatr, lecz on usłyszał Głos. Wyraz jego twarze nie pozostał niezauważony przez innych, ponieważ wyglądał jakby było duchem. Nie, nie zobaczył nikogo, tylko usłyszał kogoś, a było to Duch Święty.

Głos, łagodny i przyjazny, wezwał go po imieniu: „Abramie”. Znamy go dziś jako Abrahama a Głos, który do niego powiedział znamy jako Boga Abrahama.

Rozumiesz, byli przyjaciółmi.

Ich przyjaźń zaczęła się, gdy Abraham uwierzył. A konkretnie w co Abraham uwierzył? Mówiąc prosto, uwierzył Bogu. Cokolwiek Bóg do niego powiedział, bez względu na to jak niemożliwe się to wydawało czy jak nieprawdopodobnie brzmiało, Abraham wierzył, że Ten, który mówi był prawdomówny i był w stanie wykonać to, co powiedział.

Posłuchaj, jak Paweł ujmuje to w swym Liście do Rzymian:

” Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, uwierzył, aby się stać ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co powiedziano: Takie będzie potomstwo twoje. I nie zachwiał się w wierze, choć widział obumarłe ciało swoje, mając około stu lat, oraz obumarłe łono Sary; i nie zwątpił z niedowiarstwa w obietnicę Bożą, lecz wzmocniony wiarą dał chwałę Bogu, mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić”

„Gdy wszystko wydawało się beznadziejne, Abraham mimo wszystko uwierzył, decydując się nie żyć na podstawie tego, co widział, że nie może zrobić, lecz żyć na podstawie tego, co Bóg powiedział, że zrobi. Tak więc został uczyniony ojcem tłumów. Sam Bóg powiedział do niego:”Będziesz miał wielką rodzinę, Abrahamie!” Abraham nie skupił się na swojej własnej impotencji, mówiąc: „To beznadziejne. To stuletnie ciało nigdy nie będzie ojcem dziecka”. Nie przyglądał się również dziesięcioleciom niepłodności Sary i nie zrezygnował. Nie chodził na paluszkach wokół Bożej obietnicy, zadając uważnie i sceptycznie pytania. Włączył się do tej obietnicy i stał się mocny, gotowy dla Boga, pewien, że Bóg uczyni dobro na podstawie tego, co powiedział” (Rzm.:18-21, parafraza The Message).

Jakie szalone, zwariowane, niemożliwe do wykoanani i najbardziej nieprawdopodobne rzeczy Bóg ci obiecał? Teraz to wszystko wydaje się beznadziejne, z pewnością nigdy się nie zdarzy?

Tak, jesteś na samym skraju zostania przyjacielem Boga! Po prostu uwierz!

aracer

Codzienne rozważania_22.10.10 Trzy Tawerny

James Ryle

„A bracia tamtejsi, gdy o nas usłyszeli, wyszli na nasze spotkanie aż do Forum Appii i do Tres Tabernae (Trzy Tawerny -przyp.tłum.). Gdy Paweł ich ujrzał, podziękował Bogu i nabrał otuchy” (Dz. 28:15).

Jest to wspaniała chwila uchwycona na zawsze słowami Łukasza, autora Dziejów Apostolskich. Jest to szczególna chwila, dla Pawła, dlatego, że zakończyła się jego długa i żmudna walka.

Oto streszczenie tego, przez co Paweł wraz z towarzyszami przeszli.  Najpierw, tłum religijnych fanatyków ruszył na Pawła chcąc go ukamienować na śmierć w Jerozolimie. Mając podwójne, żydowsko-greckie, obywatelstwo odwołał się do rzymskiego żołnierza, aby zapewnił mu bezpieczeństwo w lokalnym więzieniu. Stąd został wysłany najpierw do Festusa, który przekazał go, zgodnie z łańcuchem władzy do Agryppy, który wsadził go na statek i wysłał od Rzymu, aby stanął przed cezarem.

Pomimo tego, że Paweł ostrzegał kapitana przed tym, dostali się pod uderzenie tak silnego sztormu, że wszelka nadzieja zanikła. Statek rozbił się na rafie a pasażerom udało się przedostać na ląd, gdzie Paweł został ugryziony przez jadowitego węża, co cudem przeżył.  W końcu osiągnęli wybrzeża Włoch i skierowali się ku Rzymowi, miastu, które Paweł wielokrotnie starał się odwiedzić już wcześniej, lecz, jak mówi: „przeszkodził mu Szatan”. Teraz jest transportowany do Rzymu jako więzień w łańcuchach.

Właśnie w takim momencie odbywa się opisana scena. Wierzący w Rzymie w jakiś sposób dowiedzieli się, że Paweł jest w drodze i przebyli ponad 70 km  nie tylko po to, aby spotkać się z nim w miejscu zwanym Trzy Tawerny, lecz również odeskortować go do miasta, jakby był odwiedzającym je dygnitarzem.  Gdy Paweł ich zobaczył, dziękował Bogu i był zachęcony. Jedno z tłumaczeń mówi, że „jego duchy podniosły się”.

Przyjacielu, jeśli droga, którą wędrujesz usiana jest kolejnymi ciosami a jednak wiernie naciskasz dalej idąc ku Panu, bądź odważny. Trzy Tawerny są jeszcze przed tobą a ekipa braci przywita cię tam, podnosząc twego ducha i wypełniając serce chwałą.

deeo.ru

Czy Bóg nie chce, abyśmy byli szczęśliwi?

Michael Horton

Czy więc Bóg chce, abyśmy byli biedni, smutni, samotni, generalnie: bez powodzenia w życiu i relacjach? Taki punkt widzenia byłby po prostu mniejszym przeciwieństwem ewangelii powodzenia. Bóg nie jest w jakiś abstrakcyjny sposób zainteresowany zapewnianiem nam bogactwa bądź ubóstwa, powodzenia czy braku pomyślności; Pan ma dla nas znacznie większe plany. Wybrał nas jako Swoje dzieci, współdziedziców całego majątku z Chrystusem. Ma dla nas społeczność wiecznego pokoju, a nie wierzących żyjących ponad ubóstwem; tam gdzie ubogi jest bogaty, nie ma więcej ubóstwa. Nie jest to miejsce, gdzie wierzącym oszczędza się drobnego bólu czy nawet tragicznych informacji o śmierci bliskich czy poważnych ranach na wojnie, lecz miejsce, gdzie nikt nie jest zabijany, ani nawet w ogóle nie walczy, ponieważ grzech, zło, niesprawiedliwość i ucisk już nie istnieją. Mówi się czasami, że Boga nie tyle interesuje nasze szczęście, co nasza świętość. Mimo wszystko, rozważając te kontrasty, zakłada się, że szczęścia nie da się znaleźć nigdzie poza Bożą chwała, która jest skoncentrowaną świętością i takie podejście skutecznie wraca całą naszą uwagę na Boga.

Stworzona przez Boga, na Boży obraz, ludzkość jest stworzeniem, którego przeznaczeniem była świętość. Jako coś więcej niż statyczna moralna jakość czy cecha, ta świętość miała charakteryzować każdą myśl, działanie i pragnienie. Wszystko szło zgodnie z tym planem, dopóki nasi pierwsi rodzice nie uparli się przy tym, aby skierować swoje uczucia na siebie, a nie na Boga i natychmiast stali się nieszczęśliwi: zawstydzeni i winni uciekali przed obecnością najlepszego, co mogło im się przydarzyć.

Zatem problemem nie jest szczęście, lecz to, że nawet nie rozpoznajemy prawdziwego szczęścia, gdy je widzimy. Bardziej niż szczęścia szukamy władzy i kontroli nad naszymi okolicznościami, innymi ludźmi, całym stworzeniem a nawet Bogiem. Rezygnujemy ze szczęścia na rzecz bycia odpowiedzialnym, ponieważ błędnie wierzymy, że to drugie jest urzeczywistnieniem pierwszego.

Jako Amerykanie, a szczególnie Boomersi*) (przepraszam, że kolejny raz czepiam się mojego pokolenia) mamy poważny problem ze zrozumieniem tego, że to, co my nazywamy szczęściem w rzeczywistości jest poczuciem sprawowania kontroli. Nawet jeśli ziębniemy to pociesza nas fakt, że kontrolujemy termostat i możemy to zmienić kiedy tylko zechcemy. Dokonujemy wyborów i jesteśmy odpowiedzialni za coś. Jeśli wpadamy w kłopoty to wszystko da się naprawić odpowiednią kartą kredytową. Zabierz jednak te cenne życiowe podpórki a zrobi się całkiem dramatycznie; tak jakby ktoś odciął tlen głębokościowemu nurkowi. Podobnie haj otyłe dzieci, siedzące na sofie ze swymi Happy Meals i oglądające relacje na temat głodujących dzieci w Sudanie, myślimy, że jesteśmy lepsi. Czy jesteśmy? Oczywiście, w jednym ważnym sensie tak, lecz jeśli chodzi o większy obraz?

Obecnie naszym największym domowym kryzysem wydaje się opiek zdrowotna. Wszyscy, a szczególnie Boomersi, robimy wszystko, aby nie umrzeć bądź nie być dotykanym przez macki nadchodzącej śmierci, które pojawiają się jako nieszczęścia, dyskomfort czy smutek ale w końcu i tak umrzemy. Tak naprawdę nawet teraz umieramy.

Chrystus i Wieczny Żywot naprzeciw twego Najlepszego Życia Teraz: wybór jest jasny. Ostatecznie J. Osteen pozwolił nam zobaczyć jak wyraźnie ten wybór ściąga nam wzrok ku ziemi.

Boża chwała najbardziej manifestuje się w naszym zbawieniu. Boża świętość w najbardziej żywy sposób jest przedstawiona w tym, że On zbawia nieświętych. To, że nie tylko osądza sprawiedliwych, lecz darmo udziela Swej sprawiedliwości niesprawiedliwym, zaprawdę jest zdumiewającym dziełem. Korzyści jakie płyną z tego dla nas wydają się zbyt ważkie, zbyt szokujące, aby je określać słowem „szczęście”, tak jak je zazwyczaj rozumiemy. Chodzi tu o coś większego niż brak niepokoju, rozczarowań czy przeszkód. Jest to pełne posiadania bogactw, o których nawet nie wiemy, że istnieją, budzące się poczucie, że nawet nie wiedzieliśmy o tym, że je mamy. W skrócie, biblijnym słowem określającym to jest 'radość’.

Nie chodzi o to, że Bóg chce, abyśmy mieli powodzenie w codziennym życiu lub go nie mieli, lecz o to, że On ma większy cel, któremu służą nawet chwilowe cierpienia. W tym wszystkim co radosne i co zniechęcające, Bóg pracuje ku naszemu dobru, które jest czymś znacznie większym niż zwykły brak niewygody. Tak naprawdę, Bóg często musi sięgać po skrajności, zabierając nam nasze podpórki po to, aby wyrwać nas z naszej drogi-chwały (czytaj: myślenia, że cokolwiek 'kontrolujemy’), aby dać nam głębsze szczęście zwane radością.

W poszczególnych sytuacjach nie wiemy czy Bóg zaplanował uzdrowienie z raka dla Boba, czy podwyżkę w pracy dla Sue, lecz mamy Bożą publiczną, sprawdzoną i pewną obietnice, że wszyscy, którzy w Chrystusie umierają będą wzbudzeni do życia, które jest znacznie większe niż najbardziej przyjemne okoliczności najbardziej udanego życia teraz. (1Kor. 15:32).

„Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni” (w. 19).

Po przeprowadzeniu obrony zmartwychwstania Chrystusa jako zwiastuna naszego własnego zmartwychwstania, Paweł wyjaśnia dalej dlaczego wyłącznie tak poważne rozwiązanie jak krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa mogą rozwiązać głębię problemu.  Nasz przeciwnik dostarcza nam wszystkiego, czego chcemy od życia, lecz chodzi o coś znacznie poważniejszego.  Grzech i śmierć przyszły przez Adama, lecz sprawiedliwość i życie przyszły przez Jezusa Chrystusa, Ostatniego Adama, abyśmy przez wiarę w Chrystusa również zostali wzbudzeni w dniu ostatecznym (wersy 20-28). Śmierć jest karą za złamanie Bożego przymierza, lecz ci, którzy są w Chrystusie są usprawiedliwieni przez Jego sprawiedliwe życie, odkupieńczą śmierć i zwycięskie zmartwychwstanie (wersy 50-56).

Duże znaczenie ma to, że gdy Paweł zwracał się do szczęśliwego zgromadzenie filozofów na sławnym Areopagu w Atenach, Łukasz przekazuje nam, że było tam obecnych wielu epikurejczyków. Filozofia epikurejska utrzymywała, że jeśli jest jakiś Bóg to jest on odległy i powściągliwy. Nie ma nieba ani piekła, czyli „jedzmy i pijmy, cieszmy się, bo jutro pomrzemy” jak mówiło ich motto. Tak więc, bardziej niż gdziekolwiek indziej, moglibyśmy się spodziewać, że apostoł pogan będzie pociągał tą grupę, odwołując się do ich tęsknoty do autonomicznego szczęścia tutaj i teraz. Lecz zamiast pokazywać im w jaki sposób Bóg pasuje do ich wyobrażeń, powiedział im o tym, jak oni pasują do historii Bożego stworzenia, upadku, zmartwychwstania Chrystusa i zbliżającego się sądu (Dz. 17). Chrześcijaństwo nie jest terapią. Albo jest prawdziwe, albo epikurejczycy wygrywają jednym palcem.

C. S. Lewis, autor „Narnii” i chrześcijański apologeta, zauważył kiedyś: „Nie zawsze byłem chrześcijaninem. Nie poszedłem do religii, aby mnie uszczęśliwiła. Zawsze wiedziałem, że butelka Porto załatwi to. Jeśli chcesz, żeby religia cię uszczęśliwiła, bezwzględnie nie polecam chrześcijaństwa”.

Wszystko zależy od czego zaczynamy. Czy od tego co naszym zdaniem jest naszą największą potrzebą, czy też zaczynamy od Boga, w którego obecności odkrywamy potrzeby, o których w ogóle nie wiedzieliśmy.

Jeśli zaczynamy od siebie i tego, co odczuwamy jako potrzeby, to zrobimy miejsce na duchowość towarzyszącą samorealizacji i życiowemu powodzeniu, lecz głównym pytaniem będzie to w jaki sposób możemy usprawiedliwić Boga w świecie tak pozbawionym porządku. Jeśli natomiast zaczniemy od Boga, Jego świętości, prawości i sprawiedliwości oraz miłości, miłosierdzia i łaski, to pojawi się całkowicie inne pytanie: Jak JA, grzesznik, mogę zostać usprawiedliwiony przed tym Bogiem?

Lewis opisując swój własny proces nawrócenia, wyjaśnia: „Byłem raczej przedmiotem niż podmiotem całej tej sprawy, decydowano o mnie. Później cieszyłem się z tego, że taki obrót sprawy został obrany, lecz w tamtej chwili, gdy usłyszałem Boga mówiącego: „Odłóż swoją broń, porozmawiamy….” zdecydowałem posłuchać, lecz tak naprawdę to nie wydaje się, żeby można było zrobić coś przeciwnego” (3).

My sami nie „odłożymy [naszej] broni” dopóki nie porzucimy nawet religii i duchowości jako naszego sposobu na wstąpienie do nieba. Nie wiemy, co jest odpowiednie czy też co jest najważniejsze, gdy Boże słowo zwraca się do nas.

Jak Charles Finney, tak Joel Osteen, jest nie tyle prekursorem, co raczej wyraźnym przykładem szerszego zjawiska. Wydaj się, że nawet w kręgach, które nie aprobują pełnej wersji ewangelii prosperity, nacisk kładziony przez Osteena staje się coraz bardziej typowy.

Tematyczne kazania, skupiające się na rozwoju naszego życia osiąganym przez postępowanie według biblijnych zasad, szybko usuwa zgorszenie krzyża, używając Biblii do uzasadnienia tego, cokolwiek chcemy powiedzieć, zamiast głosić ją jako ci, którzy zostali posłani. W telewizyjnych kazaniach Osteena (a co najmniej w tych, które widziałem) i bestsellerach więcej dowiadujemy się o kaznodziei niż o Bogu. Słyszymy więcej osobistych anegdot niż biblijnego wyjaśnienia, dowiadujemy się o tym, jak Bóg dał mu większy dom, dobre miejsce do parkowania najlepszy stół w restauracji i miejsce w pierwszej klasie. Dla każdego zainteresowanego socjologią rozpieszczonych amerykańskich boomersów, Osteen jest cennym źródłem.

Niemniej jednak, każdy kto chce poznać Boga w Jezusie Chrystusie, jak został objawiony w Świętym Piśmie, dla każdego, kto chce dowiedzieć się jak Bóg zbawia grzeszników, dla każdego kto czuje, że jest coś bardziej pilnego w życiu niż posiadanie go teraz w najlepszy wydaniu, J. Osteen na pewno zawiedzie.

– – – –

Przyp.tłum. (za www.ithink.pl ) :

*) Określenie BabyBoomers pochodzi z języka angielskiego i oznacza grupę społeczną ludzi urodzonych podczas powojennego wyżu demograficznego w latach 1946-1964.

раскрутка сайта

Codzienne rozważania_21.10.10 Człowiek niewzruszony

James Ryle

„Lecz żadna z tych rzeczy nie poruszy mnie” (Dz. 20:24, wg wersji ang.)

W każdym mieście, przez które Paweł przechodził, najdrożsi i najbardziej zaufani przyjaciele ostrzegali przed tym, co się wydarzy, jeśli zgodnie z planami odwiedzi Jerozolimę. „Duch Święty świadczy, że czekają cię więzy i uciski tam!„

Te bezsprzeczne ostrzeżenia, wypowiadane w miłości, nie zaalarmowały Pawła w najmniejszym stopniu, ani nie wytrąciły go z wielkiego celu, jakiemu poświęcone było jego życie, a raczej przygotowały na ruszenie do przodu z szeroko otwartymi oczyma; jego postanowienie było niewzruszone. Ktoś mniejszego pokroju mógłby zastanawiać się nad emeryturką w słonecznej, plażowej miejscowości, aby wygrzewać się w spokoju niezagrożonego życia, ciesząc się błogą miernością, niewrażliwy na wielkie ryzyko, jakiego w tym czasie inni będę doświadczać, ponieważ on wykręca się z odpowiedzialności.

Lecz Paweł był z twardego materiału: „Nic z tych rzeczy nie poruszy mnie” powiedział. – Ani o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuje do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu, mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej” (Dz. 20:24).

Na życiu Pawła spoczywało Boskie powołanie, które sprawiało, że był nie do ruszenia na swym kursie, pomimo wszelkiej opozycji. W rzeczywistości im większy napotykał opór, tym bardziej był zdeterminowany. „Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem. Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały, nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (2Kor. 4:16-18). Pewna wyższa wizja unosiła jego ducha wysoko ponad wrzawę cielesnej wojny, która została przeciwko niemu rozpętana. Jego opanowanie zachęca nas do podążania za jego niezachwianym przykładem: „A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu” (1Kor. 15:58).

W czasach, gdy ludzie o giętkich kręgosłupach są reklamowani jako bohaterzy, Bóg daje nam mężczyzn i kobiety, którzy są niewzruszeni!

deeo

Składają swoje życie za owce

Prawdziwe serca apostolskiego i proroczego urzędu

Kriston Couchey

Toczy się ostatnio interesująca debata na temat tytułów. Osobiście, nie zwracam żadnej uwagi na niczyje tytuły. Patrze na jak ludzie działają i jak wiele Pana widzę w nich.

  • Nie robi na mnie wrażenie nauczanie.
  • Nie robią na mnie wrażenia tytuły.
  • Nie robi na mnie wrażenia ludzka aprobata.
  • Nie robi na mnie wrażenia czyjeś namaszczenie.
  • Nie robią na mnie wrażenia czyjeś sny czy wizje.
  • Nie robi na mnie wrażenia słowo poznania, człowiek jest tylko narzędziem.
  • Nie robi na mnie wrażenia uzdrowienia. Mimo wszystko to Bóg jest uzdrowicielem.
  • Nie robi na mnie wrażenia wielkość służby.
  • Nie robi na mnie wrażenia zakres wpływów.

Co robi na mnie wrażenie? Paweł powiedział: „Śmierć wykonuje swoją pracę w nas, aby życie mogło działać w was”.

  • Robi na mnie wrażenie ktoś, kto jest złamany stanem ludu Pańskiego.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś, kto jest bardziej zainteresowany tym, aby ludzie Boży funkcjonowali w ICH darach, niż tym, aby podawać swoje własne.
  • Robi na mnie wrażenie „przywódca”, przyjmuje napomnienie od KAŻDEGO! Nawet świata.
  • Robi na mnie wrażenie to, gdy widzę, jak ktoś delikatnie zajmuje się niedojrzałością i nie niszczy z powodu głupiego błędu.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś widzi w ludziach potencjał, zamiast niepowodzeń.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś nie zawiera przyjaźni ze swymi rówieśnikami z „przywództwa”, czy z tymi, którzy mogę popchnąć do przodu ich służbę, lecz wiążą się raczej z tymi, którzy sami mają problemy i uważani są za beznadziejne przypadki.
  • Robi na mnie wrażenie, gdy ktoś wytrzyma całe nabożeństwo nie musząc głosić, lecz odpoczywa w swym autorytecie w rzeczywistości ducha i jest zwykłym stróżem, pozwalając Bogu być Bogiem dla Jego ludzi i przez nich.
  • Robi na mnie wrażenie człowiek, który ufa Bogu na tyle, aby ufać Jego ludziom.
  • Robią na mnie wrażenie ci, których nigdy nie poznam, a którzy w komorze modlitwy oddają siebie i poświęcają modlitwie i postowi za życie innych.
  • Robi na mnie wrażenie ktoś, kto jest na tyle złamany i pokorny, że woli nie zwracać uwagi na siebie czy swoje własne nauczanie, lecz wypuszcza innych do przodu.
  • Robi na mnie wrażenie, gdy widzę w kimś charakter Boży.
  • Robi na mnie wrażenie, gdy ktoś składa swoje życie za owce.

продвижение сайта