Nowe pokolenie chwyta ogień Ducha Świętego

13 kwietnia 2010

Na konferencji Empowered 21 w Tulsa tysiące ludzie święciło odnowienie ruchu.  Czasach, gdy wiele chrześcijańskich konferencji cierpi na stały spadek uczestnictwa, co najmniej 10.000 ludzi stłoczyło się w Mabee Center na terenie miasteczka studenckiego Oral Roberts University (ORU), aby uczcić pionierów ruchu zielonoświątkowego i przekazać pochodnię odnowienia Ducha Świętego młodszemu pokoleniu.

Wydarzenie nazwane Empowered 21, w skrócie E21, było odważną próbą sprowadzenia wszystkich kierunków charyzmatycznych i zielonoświątkowych ruchów razem pod jeden wielki dach. Gdy tam przybyłem w środę wieczorem na powitalny obiad, spotkałem liderów Assemblies of God, Church of God in Christ, Foursquare Church, Pentecostal Holiness, Church of God of Prophecy, Church of God (Cleveland, Tenn.) a nawet United Pentecostal Church International -plus dyrektorów tak różnych służb jak Teen Mania, Every Home for Christ, International House of Prayer oraz Convoy of Hope. Był nawt Matteo Calisi, Włoch, który jest liderem tysięcy charyzmatycznych katolików.

„Jeśli Bóg mógł ożywić martwe łono Elżbiety i wzbudzić jednego z największych

kaznodziejów w biblijnej historii, z pewnością może nawiedzić martwe łona ruchu

zielonoświątkowego i wzbudzić armię młodych duchowych wojowników”.

Prawdziwym celem E21, oprócz oczywistego pokazu jedności, było połączenie pokoleniowej przerwy i wezwanie młodszych chrześcijan, aby podjęli odpowiedzialność za przyszłość charyzmatycznej odnowy. Pytanie, które pojawiało się w umysłach wszystkich uczestników każdego dnia tej konferencji było poważne: Czy ten ruch przerwa? Czy też umrze w ciągu kliku następnych lat z powodu religijności i niedostosowania do czasów?

Wyjechałem z E21 z wielką nadzieją na przyszłość, głównie dlatego, że co najmniej połowa zebranych w Tulsa to byli ludzie młodzi. Wiele dzieciaków było z OrU, lecz ciągle wpadałem na młodzież, która przyjechała z daleko, aby przejąć pochodnię Ducha Świętego od starszego pokolenia. W piątek jadłem obiad z młodym człowiekiem z Ekwadoru, którzy był w trakcie uruchamiania firmy wydawniczej, której celem miała być dystrybucja chrześcijańskich materiałów w języku hiszpańskim. W sobotę wpadłem na grupę dwudziestolatków z Wisconsin, którzy przyjechali to Oklahomy razem z pastorem. Tego samego dnia spotkałem młodego Nigeryjczyka, który właśnie został pastorem kościoła w Seattle. Wszędzie, gdziekolwiek byłem na terenie miasteczka ORU wpadałem na młodszych chrześcijan, którzy byli rozpaleni dla Boga. Wielu z nich zostawało codziennie do późnych godzin nocnych na przedłużającym się czasie uwielbienia z muzykami, między innymi Kari Jobe and Desperation Band.

Największym błogosławieństwem tych trzech dni było dla mnie przesłanie pastora z Georgia Jentezen Franklin. W piątek przypomniał nam o tym, że gdy Bóg sprowadził Swego Syna na świat, uczynił cud dwojakiego rodzaju. Nie tylko zacienił dziewicę i spowodował, że poczęła Mesjasza, lecz również nawiedził straszą bezpłodną kobietę, Elżbietę, i sprawił, że poczęła Jana Chrzciciela. Bóg działał z dwoma pokoleniami w jednym czasie, aby doprowadzić do wypełnienia się Jego zbawienia.

Frankiln przypomniał nam, że w następnym ruchu Ducha Świętego, Bóg nie tylko udostępnił świeże namaszczenie dla młodych ludzi, lecz również ożywił i dał wzrost starszemu ruchowi, który trzymał się wiernie Jego Słowa. Bóg kocha Marie, tak samo jak Elżbiety.

Są tacy malkontenci, którzy upierają się przy tym, że niebo nia ma zamiaru odnawiać starszych denominacji. Twierdzą, że takie grupy jak Assemblies of God czy the Church of God in Christ za bardzo skostniałyu; że nie da się ożywić takich „starych bukłaków”. Nauczają nawet tego, że ludzie powinni wychodzić z tych grup, jeśli chcą być na samym przedzie Bożego dzieła. Po wysłuchaniu usługi Franklina i zobaczeniu jak tysiące młodych ludzi z tych właśnie grup

płynie do przodu po świeże udzielenie Ducha Świętego, nie mam wątpliwości co do tego, że Bóg ma jakieś niespodzianki w rękawie. Idziemy w stronę masowego ruchu odnowy i będziemy zaskoczeni tym, jak niektóre starsze grupy odrodzą się w nadchodzącym okresie.

Jeśli Bóg może ożywić martwe łono Elżbiety i wzbudzić jednego z największych kaznodziejów w biblijnej historii, z pewnością może nawiedzić martwe łona ruchu zielonoświątkowego i wzbudzić armię młodych duchowych wojowników.

Nie jesteśmy w stanie sami z siebie złamać mocy duchowej bezpłodności. Gdyby to zależało od nas, bylibyśmy potępieni, ponieważ tak wiele kościołów i denominacji jest obecnie sparaliżowanych przez tradycje, letniość i polityczne podziały. Lecz w przypadku Elżbiety wystarczyło nawiedzenie Boże, a już dziewięć miesięcy później trzymała w ręku dziecko, które miało przygotować drogę Pańską.

Bóg może zrobić ten sam zdumiewający cud dla nas. Zachęcam cię, abyś podjął wezwanie z konferencji E21 i spodziewał się tego, że wzbudzone zostanie nowe pokolenie.

– – – – –

J. Lee Grady był przez 11 lat redaktorem magazynu Charisma, obecnie jest redaktorem pomocniczym. Jego nowa książka „The Holy Spirit Is Not for Sale” jest obecnie dostępna w księgarniach.раскрутка сайта в интернете самостоятельно

Codzienne rozważania_20.04.10 Okresy życia

James Ryle

lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają” (Iz. 40:31).

Interesujące jest to, że Izajasz układa obraz tego wersu w pewnej szczególnej kolejności: czekaj, leć, biegnij, idź. Logicznie rzecz biorąc wolelibyśmy powiedzieć to tak: „czekaj, idź, biegnij, leć!” mając na myśli to, że kiedy już raz zakosztujemy latania, nigdy nie wrócimy na dół.  W taki właśnie sposób funkcjonuje wyobraźnia człowieka; zawsze szukająca tej mistycznej „fontanny młodości” w nieskończonym pościgu za złotem kopalni Salomona, aby mógł się przenieść do ponownie odkrytej Atlantydy, gdzie można pływać z delfinami jeść bez cukrową wagę cukrową, i bla, bla, bla.

Lecz nie jest to sposób działania Boga, Jego myśli to nie myśli nasz, a nasze drogi to nie Jego drogi. Bożym sposobem jest: czekaj, leć, biegnij i chodź. Co, oczywiście, sprowadza nas z powrotem do oczekiwania i tak cały ten cykl się powtarza w całym naszym życiu.  Podobnie jak pory roku, każdy z nas przechodzi w podróży z Jezusem przez te cztery pory wielokrotnie.

Oczekiwanie to pora zimowa; długa, ciemna i zimna. Latanie to pora wiosny, wybuchająca życiem i kolorami. Bieganie o czas lata, płonącego paliwa i szybkiego ruchu. Chodzenie jest jak jesienna pora, zwalnianiem i uspokojeniem, przed kolejną zimą.

Piękne jest w tym wszystkim to, że „wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebie ma swoją porę” (Kzn. 3:1). Każda ma też swój cel w naszym życiu.

Jeśli oczekujesz, nie będzie tak na zawsze! Nadchodzi wiosna. Gdybyśmy tylko nauczyli się rozpoznawać okresy, w których znajdujemy się i pozwolili Duchowi, aby wykonywał Swoją pracę odpowiednią do tej pory naszego życia, zawsze bylibyśmy kierowani ku centrum Bożej woli i w stronę Jego celów. Nie wybiegając do przodu, ani nie opóźniając się w tyle. Mamy przecież Jego zapewnienie, że zawsze będzie dla nas „pokarm o właściwej porze”.

Innymi słowy: Czegokolwiek potrzebujemy okresie życia, w którym znaleźliśmy się, Pan dopilnuje, abyśmy to otrzymali.

раскрутка

Ile to przyniesie pieniędzy?

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite

Email: david.vancronkhite @ gmail.com

Przemyślenia nad duchową przemianą w Ameryce, czy raczej nad tym, czy w ogóle była jakaś zmiana?  Słyszymy sprawozdania o duchowych ruchach z przeszłości, które miały wpływ na stan moralny naszego kraju, lecz czy te minione ruchy wpłynęły na nasze społeczeństwo jako całość? Czy kiedykolwiek, od czasu założenia kraju, przyłączyliśmy się wiernie do Króla,który rządzi Królestwem, czy też do Króla, który popiera naszą miłość do ludzkich systemów?

Czy kiedykolwiek były jakieś „dawne złote czasy” religii w Ameryce? Jeden cytat robiący „dobre wrażenie” powtarzany przez dziesięciolecia, aby pobudzić nostalgię za jakimś straym złotym czasem nasze religijnej przeszłości jest przypisywany francuskiemu podróżnikowi, Alexis de’Tocqueville, z początku XVIII, brzmi tak: „Dopóki nie udałem się do kościołów w Ameryce i nie usłyszałem ognistych kazalnic sprawiedliwości, nie mogłem zrozumieć tajemnicy ich geniuszu i mocy”.  A okazuje się, że ten obiektywny francuski obserwator amerykańskiego życia, nigdy tego nie powiedział. Niedobrze.

Możemy natomiast przypisać i udokumentować taki pogląd de’Tocqueville na nasz naród: „W miarę zagłębiania się w narodowy charakter Amerykanów widać, że oni poszukują oni wartości wszystkiego, co jest na tym świecie, tylko jako odpowiedzi na to proste pytanie: „Ile pieniędzy to przyniesie?”  Ałć! Wydaje się, że Komercja wygrywała nad Królestwem nawet w tych dawnych dobrych czasach.

Jak wyglądał w Ameryce Kościół wygląda w czasach Amerykańskiej Rewolucji, a jak wyglądał później? Co było z kościołem w czasie następnej rewolucji, Wielkiej Wojny między Stanami. Co robił kościół, czym był, w czasie ostatniej wielkiej rewolucji wyprowadzonej z Atlanta przez Marcina Lutra King, Jr.?  Czy zauważyliśmy to, że wydaje się, że w przypadku każdej krytycznej chwili rewolucji Kościół generalnie stawał po złej stronie sprawiedliwości i współczucia? Czy mogło tak być z powodu wpływów religijnych systemów domagających się lojalności, Komercji żądającej hołdu, czy polityk nakręcających sprawy?

Czy amerykański kościół był kiedykolwiek nadnaturalnym instrumentem Boga do czynienia dobrze wszystkim, bez względu na pozycje, kolor skóry, klasowość czy sprawy kulturalne, czy też było tak, że kościół po prostu przyjmował moralne wartości dnia i doprowadzał do tego, żeby Księga pasowała do popularnych opinii?

Czy przebudzenie jest „prawdziwym przebudzeniem” jeśli nie robimy korekty naszego myślenia zgodnie z drogami Królestwa? Czy przebudzenie oznacza po prostu, że zaczynamy radzić sobie z naszymi moralnymi grzechami w taki sposób, aby zostać zaakceptowani przez instytucję zwaną kościołem? Czy przebudzenie niesie ze sobą jakieś wymagania dotyczące sprawiedliwości wśród ludzi, troszczenia się o wdowy i sieroty naszej ziemi?

Czy doznawaliśmy kiedyś istnienia społeczeństw będących pod takim wrażeniem respektu przed Bogiem i nadnaturalnego poruszenia Jego Ducha, że oni sami odstawiali na bok denominacyjne systemy wierzeń i chcieli się zejść razem po to, aby przeżywać budzące grozę zgromadzenia ludzi,którzy kochają Go i kochają siebie nawzajem?

Wiem, że zadaję mnóstwo pytań, lecz co mogę innego robić po doświadczeniu, które przeżyłem w zeszłym tygodniu? (Ups, to kolejne pytanie.) Jechałem samochodem przez jakieś dziwaczne miasteczko w górach i po raz kolejny zostałem zadziwiony, widząc, nawet w małym miasteczku wyraz ogromnego podziału Kościoła. Wyglądało na to, że miasteczko jest bezpieczne pod panowaniem jednej denominacji, lecz wielu sekt. Był tam First Baptist Church; po czym kawałek dalej był Missionary Baptist Church, który, akurat tak się złożyło, mieścił się naprzeciwko Independent Missionary Baptist, który z kolei znajdował się tuż obok,….

Zastanawiałem się jakie podziały spowodowały to,że tak mała populacja tego miasteczka oddaje w niedzielny poranek cześć w tylu budynkach na jednym odcinku. Czy zaczęło się to z powodu muzyki, mody, jakichś drugorzędnych biblijnych interpretacji? Czy ktokolwiek jeszcze pamięta, bądź kogokolwiek obchodzi to trzy, cztery, pięć pokoleń później?  Gdzieś, ktoś cierpiał z powodu kosztów zniszczonych relacji na rzecz doktrynalnej czystości.

Kto jakiejś chwili prawdopodobnie został zawstydzony bądź unikano go, ponieważ nie żył zgodnie z określoną teologią większości, prawdopodobnie moralną większością. Szczelina mogła powstać w sprawach związanych z niewolnictwem, kolorem skóry czy językiem. Bez względu na te przyczyny świat po raz kolejny był świadkiem tego, że nie kochamy w taki sposób jak kochał Jezus.

Głosimy nasze doktryny, podczas gdy Jezus głosił Królestwo Jego Ojca. Mówimy świat, jak powinien znaleźć tą drogę, zapominając o tym, że jeśli Jezus jest Drogą, Jego Drogą jest wyrażanie bezwarunkowej miłości.

Wygląda na to, że Królestwo Boże ma więcej do czynienia z wiarą i miłością niż teologią i doktryną; bardziej z nadnaturalną rzeczywistością niż z naturalną; z chodzeniem za Jezusem niż z pomodleniem się modlitwą (grzesznika – przyp.tłum.); więcej z upadaniem niż powodzeniem; więcej z biednym niż z bogatym; i więcej z włączaniem niż z wyłączaniem.

Wydaje się, że jeśli to Królestwo Boże jest rzeczywistością stojącą u drzwi to nie może i nie będzie współistnieć z systemami ludzkimi, królestwami tego świat. Wydaje się, że wymaga to od nas wyjścia z systemów, w szczególności tych religijnych, a wejścia do Królestwa na ziemi, jak to jest w niebie.

Czy rzeczywiście coś się zmieniło? Czy pragniemy duchowej przeszłości, której nigdy nie było? Historia nie musi się powtarzać. Jezus powiedział: „Stanie się dokładnie tak, jak wierzycie, że się stanie”. Przyszłość Kościoła będzie inna tylko wtedy, gdy zrozumiemy nieustanną walkę między naturą człowieka, systemów pozbawionych relacji przeciwko Bożemu nadnaturalnemu, relacyjnemu Królestwu.

Uchwycił mnie za serce cytat jednego w wielkich amerykańskich rewolucjonistów.

Thomas Pain:

„Let them call me a rebel and welcome,

I feel no concern from it;

But I should suffer misery of devils,

Were I to make a whore of my soul.”

„Niech nazywają mnie buntownikiem, w porządku,

Nie martwi mnie to;

Lecz powinienem przeżywać diabelne katusze,

Gdy robię ze swojej duszy w dziwkę”.

Pain wiedział jakie są koszty ludzkich systemów! Nie wiem, czy kiedykolwiek znalazł wolność Królestwa na ziemi, jak to jest w Niebie, lecz nie znając tego, co wieczne, wiedział co okradało jego dusze, co kusiło świat do puszczania się na sposób ludzki.

deeo.ru

Codzienne rozważania_19.04.10 Wielka Wymiana

James Ryle

Ci, którzy oczekują na PANA nabierają siły” (Iz. 40:31).

Gdy wszystko wydaje się znajdować w najgłębszym dole, Bóg często przygotowuje nas na to, co najwyższe. Gdy czujemy się najbardziej oddaleni, wtedy właśnie jesteśmy bliżej niż zdajemy sobie z tego sprawę. Gdy wydaje nam się, że już wszystko stracone i nie ma nadziei, faktycznie jesteśmy na samym skraju wielkiego przełomu wspaniałego i niezwykłego okresu. Jest pewna tkliwość ukryta w tym poetycznym wersie. Kiedy decydujemy się na oczekiwanie, szczególnie wtedy, gdy wszystko wokół jest w ruchu, wtedy następuje wspaniała wymiana.

Biblia mówi, że „nabierają siły„. Słowo 'nabierać’ oznacza 'wymieniać’: przekazywać jeden drugiemu. Innymi słowy: wymieniamy coś z Panem – naszą siłę na Jego!

Tam, gdzie kiedyś byliśmy słabi, On daje nam Swoją siłę. Tam, gdzie omdlewaliśmy, On daje nam wigor. Tam, gdzie byliśmy niepewni, ON daje nam umocnienie. Tam, gdzie byliśmy bezowocni, On daje nam zdolność do przynoszenia owoców, nawet znacznie ponad to, co moglibyśmy sobie wyobrazić.

Słowa starego hymnu Gospoel, napisanego przez Williama T. Sleeper’a, prawdopodobnie najlepiej to podsumowują (niestety nie znalazłem polskiej wersji – przyp.tłum.):

Out of my bondage, sorrow, and night,

Into Thy freedom, gladness, and light,

Out of my sickness into Thy health,

Out of my want and into Thy wealth,

Out of my sin and into Thyself,

Jesus, I come to Thee.

Out of my shameful failure and loss,

Into the glorious gain of Thy cross,

Out of earth’s sorrows into Thy balm,

Out of life’s storms and into Thy calm,

Out of distress to jubilant psalm,

Jesus, I come to Thee.

Out of unrest and arrogant pride,

Into Thy blessed will to abide,

Out of myself to dwell in Thy love,

Out of despair into raptures above,

Upward for aye on wings like a dove,

Jesus, I come to Thee.

Out of the fear and dread of the tomb,

Into the joy and light of Thy home,

Out of the depths of ruin untold,

Into the peace of Thy sheltering fold,

Ever Thy glorious face to behold,

Jesus, I come to Thee.раскрутка

Co powoduje rozwój pedofilii

Tekst rozstrzygający o tym, że to homoseksualizm jest przyczyną kryzys seksualnego wykorzystywania dzieci.

John-Henry Westen

19 kwietnia 2010 (LifeSiteNews.com) – Dyrektor Human Life International Research, Briana Clowes, opublikował tekst, zamykający księgę dyskusji na temat tego czy homoseksualizm wśród kapłaństwa jest przyczyną kryzysu seksualnego wykorzystywania dzieci przez kleryków. Na podstawie licznych badań naukowych autor wykazuje, że z seksualnym wykorzystywaniem nieletnich jest bardzo silnie związany homoseksualizm, i że zdecydowanie to nie celibat jest przyczyną pedofilii.

Clowes wymienia między innymi:

  • Homoseksualistę, Alfreda Kinsey’a, badacza zachowań seksualnych, który odkrył w 1948 roku, że 37% badanych homoseksualistów (mężczyzn) przyznało się do uprawiania seksu z dziećmi poniżej 17 roku życia.
  • Ostatnie badanie opublikowane w magazynie Archives of Sexual Behavior pokazały, że „najlepsze dowody epidemiologiczne wskazują na to, że tylko 2.4% mężczyzn mających pociąg do dorosłych preferuje mężczyzn. W przeciwieństwie do tego, 25-40% mężczyzn, którzy mają pociąg do dzieci woli chłopców. Tak więc, homoseksualny pociąg wśród pedofilów jest 6-20 razy większy.
  • W czasie badań prowadzonych przez Archives of Sexual Behavior odkryto, że „wydaje się, że pedofilia ma większe szanse na połączenie z dwoma innym statystycznie rzadkimi zjawiskami. Po pierwsze jest to homoseksualizm… Ostatnie badania szacują rozpowszechnienie homoseksualizmu, wśród mężczyzn mających pociąg do dorosłych, w okolicy 2%. W przeciwieństwie do tego, rozpowszechnienie homoseksualizmu wśród pedofilów może sięgać nawet 30-40%.
  • Badanie zamieszczone w Journal of Sex Research zauważa, że „… proporcje seksualnych przestępców przeciwko chłopcom wśród homoseksualistów (mężczyzn) jest istotnie większa niż ilość takich przestępstw dokonywanych na dziewczynkach wśród heteroseksualistów…. rozwój pedofilii jest bardziej związany z homoseksualizmem niż z heteroseksualizmem”.
  • Badanie przeprowadzone wśród 229 skazanych za molestowanie dzieci opublikowane przez Archives of Sexual Behavior wskazuje, że „86% skazanych za przestępstwa seksualne wobec mężczyzn określa siebie samych jako homoseksualnych bądź biseksualnych”.

Pełny tekst znajduje się w PDF TUTAJсайта

Język, jedna z najbardziej niebezpiecznych broni człowieka

Wayne Jackson

Jezus udzielił nam bardzo surowego ostrzeżenia jeśli chodzi o niewłaściwe używanie języka, tego co czasami wychodzi ust. Poważne znaczenie niesie za sobą fakt, że dwa z dziesięciu przykazań dotyczą mowy – brania imienia Bożego 'na próżno’ oraz składania fałszywego świadectwa’ przeciwko drugiej osobie (Wyj. 20:7,16).  Podobnie ostrzegał Jezus w Kazaniu na Górze przed nadużywanie języka do 'fałszywego przysięgania’ (Mt. 5:33-37).

Bardzo dużo na temat charakteru osoby mówi sposób w jaki używa swego języka. Pismo opisuje rożne rodzaje „języków” (mowy). Zastanówmy się nad niektórymi z nich.

Język nienawiści

Jeremiasz mówi o tych „zdradzieckich” ludziach, którzy „napinają swój język jak łuk”. Ostrzegał, aby nikt nie ufał osobie, która „zwodzi”, „zniesławia” ani tym, którzy „przyzwyczaili swój język do mówienia kłamstwa” (Jer. 9:2-5). Jahwe nienawidzi kłamliwego języka (Przyp. 6:27; por. Dz. 5:3-4). Niektórzy używają swojego języka do tego, aby rozpruwać i „patroszyć” innych, nawet braci w Chrystusie.

Język rozwiązły

Salomon powiedział, że usta odrzuconej kobiety są „głębokim dołem” (Przyp. 22:14). Zwróć uwagę na przesiąknięte perfumami słowa („mowa jarmarczna”) rozpustnej kobiety, która nęci nieświadomego młodzieńca ku jego zgubie (Przyp. 7:14 in.). Podobnie mężczyźni wykorzystują podatność samotnych kobiet przez swój zwodniczy język.

Język pyszny

Radykalna opowieść Pana Jezusa przedstawia nam próżnego faryzeusza, który wylicza swoje pozorne osiągnięcia, które nie w ogóle nie liczyły się przed Bogiem, pomimo że się tym pysznił (Łk. 18:9). Francis Bacon powiedział coś, co czasami jest słuszne, że: „żebrak jest lekceważony przez mądrych, lecz szanowany przez głupców”. Z niektórymi trudno nawet rozpocząć rozmowę i nie zostać zalanym łzawym strumieniem.  Są tacy, z którymi trudno rozpocząć rozmowę i nie zostać zalanym nieprzerwanym strumieniem samochwalstwa i wątpliwych osiągnięć.

Język porywczy

Jak napisał natchniony autor: „niech każdy będzie skory do słuchania, a nieskory do mówienia” (Jk. 1:19). Poeta, Robert Frost, zauważył kiedyś: „połowa świata składa się z ludzi, którzy maja coś do powiedzenia i nie mogą, a druga połowa z tych, którzy nie mają nic do powiedzenia i bezustannie robią to”. Mędrzec napisał: „Nawet głupiec, gdy milczy, uchodzi za mądrego” (Przyp. 17:28). Niestety często otwiera swoje usta i usuwa wszelkie wątpliwości! Jest zbyt wielu ludzi, którzy mówią, próbują odkryć zawartość własnych myśli.

Język niejasny

Czy rozmawiałeś kiedyś z kimś na tematy religijne po czym, po zakończeniu, nie pozostało ci nawet blade pojęcie o tym, jakie jest jego stanowisko w jakiejkolwiek kluczowej sprawie? Tacy ludzie kluczą, skaczą tu i tam, ślizgają się tam i z powrotem. Pytasz: „Jakie jest twoje stanowisko, bracie?” „No, wiesz, myślę, że wiele by można powiedzieć po obu stronach sporu”. Niektórzy w ogóle nie mają zdania na żaden temat.

Język krytyczny

Mądry człowiek ceni konstruktywny krytycyzm; tylko czasami trudno jest znaleźć różnicę między konstruktywnym krytycyzmem a zwykła, starą „podłością”. Również Salomon zaobserwował: „Karcenie głębiej dotyka rozumnego, niż głupiego sto batów” (Przyp. 17:10). Mądry człowiek uczy się wartościowych lekcji od swych krytyków, jeśli chce. Z drugiej strony są i tacy, którzy obrócili „krytycyzm” w rekreacyjny sport. Zawsze, gdy się zbierają, są jak wściekła pirania, która pożera wszelkie ciało w zasięgu wzroku.

Język obłudny

Ustanawiając kwalifikacja na diakonów w kościele, Paweł wymagał, aby byli nieobłudni (1Tym. 3:8). Osoba obłudna opanowała sztukę fałszu. Taki człowiek powie ci wszystko, aby się ciebie pozbyć, po czym zupełnie co innego do kogoś innego. Słowa go nie zobowiązują, jego język kłapie jak irytująca zasłonka na silnym wietrze.

(p. Przyp. 8:8).

Język wybuchowy

Jakub zauważył, że język jest instrumentem, nad którym nikt z ludzi nie jest w stanie całkowicie zapanować (por. Jk 3:8), ale niektórzy nawet nie próbują, już przy drobnej irytacji wybuchają przekleństwami. Można być zaskoczony słuchając w poniedziałek kogoś, kto tak pobożnie wyrażał się przy stole Pańskim w niedzielę! Tym, którzy w ten sposób zachowują się Pan mówi: „Po co wyliczasz ustawy moje i masz na ustach przymierze moje

Wniosek

„Niech żadne nieprzyzwoita mowa nie wychodzi z usta waszych… „(Ef. 4:29), a raczej „odrzućcie nieprzyzwoite słowa z usta waszych” (Kol. l3:8). Posłuchaj ostrzeżenia Sędziego Wszechświata: „A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu. Albowiem na podstawie słów twoich będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” (Mat. 12:36-37).

раскрутка сайта

Codzienne rozważania_18.04.10 Czy oczekujesz na Pana?

James Ryle

lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają” (Iz. 40:31).

(W ang. przekładach jest „ci, którzy oczekują na Pana,…” – przyp.tłum.)

Mamy tutaj do czynienia nie tylko z pięknym opisowym językiem, lecz ze zdumiewającym stwierdzeniem, które odkrywa tajemnicę pełnego i mającego znaczenie życia. Pokazany zostaje nam najprostszy sposób na to, aby cieszyć się obfitym życiem, które jest dobrze przeżyte.  Tą tajemnicę znajdujemy w obecności Pana – gdy oczekujemy na Niego (Ufamy mu).

Jakże niewiele jest tych, którzy oczekują! W szczególności w obecnych czasach pośpiechu i niepokoju. Żyjemy w dniach zapowiadanych przez proroków, gdy ludzie „biegają tam i z powrotem po całej ziemi”. Krzątając się wokół życiowej transakcji, którą się nadmiernie pysznią, mało się modlą, działają za szybko, myślą za późno i zmieniają zbyt wolno. Ostatecznie wywracają się, wypalają, bądź wybuchają, a to dlatego, że zostali stworzeni do innego życia; życia dobrze wykorzystanego w błogosławieństwach Pańskich.

Czy wiedziałeś o tym, że jest lepszy sposób na życie? Możesz doświadczyć odnowienia, które przyniesie takie zaopatrzenie w Boże błogosławieństwo, że będziesz mógł „unosić się w górę jak orzeł!”.

Spójrzmy na ten wers ponownie: „lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają„.

Wszystko zależy od jednego słowa: „oczekiwać” (ufać). To słowo oznacza „związać się razem” – coś jak spleciona lina.

Oczekiwanie na Pana jest ćwiczeniem mającym ważny cel i czymś aktywnym. W tym okresie 'splatania się’ z Panem jest pewna moc, pojawia się budzący strach splot w którym bierze miejsce ogromna wymiana.

Przyjrzymy się temu jutro.

A sznur potrójnie spleciony nie tak łatwo się rozerwie (Kzn. 4:12)раскрутка сайта продвижение бизнеса