Author Archives: admin

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 9

W KOŚCIELE, A POZA KOŚCIOŁEM.

Wygląda na to, że istnieje narastająca fala „niezadowolenia” w kościele. Czy to możliwe, że Sam Bóg wywołuje to, aby przygotować na wielkie zmiany i reformacje wśród Swoich ludzi? Wielu spośród tych, którzy do mnie napisali ciągle jeszcze jest w swoich kościołach, lecz trudno im znaleźć silne argumenty za tym, aby tam pozostać. Poniższe e-maile wyjaśniają przyczyny ich wzrastającego niezadowolenia:

Noreen (Południowa Afryka):  

Jestem jedną z tych, którzy są w, choć poza, jeśli wiesz o co mi chodzi. Odkryłam, że o wiele bezpieczniej czuję się w mojej osobistej relacji z Panem w domu. Okazało się również, że nigdy nie mogę być pewna tego, czy to co się dzieje w kościołach jest właściwe. To okropne, że dziś wieczór mogłam iść do kościoła, a jednak zdecydowałam, że nie. To pozostawia poczucie winy, niemniej, nigdy nie czułam się bliżej Pana.

 

Candy (USA):  

Nie jestem obecnie „poza kościołem”, lecz czasami czuję, że równie dobrze mogłabym być. Wróciłam do napełnionego Duchem kościoła, do którego uczęszczałam siedem lat temu. (Poszłam do innego charyzmatycznego kościoła na 3 lata i odpadłam, po czym przeszłam na 4 lata do niecharyzmatycznego). Wiedziałam, że muszę wrócić do kościoła napełnionego Duchem… Okazało się, że moje członkostwo zostało usunięte i muszę przyłączyć się ponownie… Ciągle tego nie zrobiłam… Nie wiem, dlaczego mam to zrobić. Pastor promuje różne rzeczy usiłując pozyskać nowych członków. To nie jest złe, to jest tak, jak gdybyśmy mieli prawdziwe przebudzenie a ludzie przyszliby sami z siebie, tak? W każdym razie zmagam się z regularnym chodzeniem pomimo, że wiem, że powinnam. Czuję się tak, jakbym była w bardzo suchym miejscu, nawet wtedy, gdy jestem w kościele. Na każdą osobę, które jest „poza kościołem” jest prawdopodobnie co najmniej jedna osoba „w kościele”, która zastanawia się po co tu jest.

Vicki (USA):

Czy to możliwe, aby być na pustyni i ciągle aktywnie być zaangażowanym w kościele? Identyfikuję się z tymi, którzy znajdują się na pustyni i opuścili kościół i rozważałam to samo, lecz otrzymuję sprzeczne informacje i dopóki nie będę miała wyraźnego nakazu wymarszu, nie odważę się ruszyć, choć mam już tak dość kościelnych programów. Myślę, że jestem „chrześcijanką, która w kościele jest poza kościołem”, wykończonym przez programy i puste uwielbienie, spragnioną rzeczywistych relacji skoncentrowanych na tym, co Bóg robi i pragnącą przynosić owoce nawet jeśli oznacza to oczyszczenie z bardzo starych gałęzi.  

Alistair (Australia):

Nadal chodzimy do kościoła, lecz tracimy nadzieję. Zastanawialiśmy się przez pewien czas, czy obecna struktura będzie zniszczona a prawdziwa oblubienica powstanie jak Fenix z popiołów, czy też prawdziwy kościół będzie wzbudzony poza tym obecnym, który stanie się jeszcze bardziej oderwany od Pana.

Mamy wraz z żona dwa bolesne pragnienia w naszych wnętrzach: aby zobaczyć odkupioną sztukę oraz aby zobaczyć kościół będący Jezusem dla świata wokół nas.
______________________________________________

Wielu mówiło mi, że czują się tak, jakby po prostu „nie pasowali” do tego, co się dzieje w ich lokalnych kościołach. Trzymają się, lecz nie są w stanie wejść w to, co się dzieje:

 

Jill (Nowa Zelandia):  

Wraz z mężem, po okresie aktywnego zaangażowania w życie kościoła charyzmatycznego od 1965 roku, spędziliśmy dwa lata poza kościołem i ostatnio znowu wracamy.. w innej społeczności.

Niemniej, kiedy siedzę tutaj w każdą niedzielę czuję się tak nie na miejscu i zastanawiam się, co jest złego ze mną. Mam nawet problemy z wejściem w zbiorowe uwielbianie… a przecież w domu… sama czuję się znacznie bliżej Pana. Nie jesteśmy turystami kościelnymi i byliśmy bardzo zaangażowani w grupy domowe, studia biblijne, gdy byliśmy w kościele, lecz od chwili, gdy znaleźliśmy się „poza kościołem” okazało się, że o wiele łatwiej jest mi się komunikować z innymi, którzy są poza kościołem z różnych przyczyn. Nie pragniemy być samotnymi strażnikami, robiącymi coś sami z siebie, lecz wydaje nam się, że jesteśmy w czymś, co Bóg robi.  

Claudia (USA):

Dyskutowaliśmy wraz z mężem o tym, czy zostaliśmy wywołani ze zorganizowanego kościoła czy nie. Ciągle uczestniczymy w kościele w niedzielę, lecz nie wydaje się, żebyśmy gdziekolwiek pasowali. Siedzimy wśród tysięcy, słuchamy „dobrego posłania”, lecz „nie jesteśmy połączeni z ciałem”. Chcielibyśmy. Próbowaliśmy przyłączyć się tylko po to, aby zostać wypchnięci. Dostrzegamy tak wiele kontroli w lokalnych kościołach, do których chodzimy. Wiem, że izolacja nie jest odpowiedzią.

_______________________________________________

Pewna ilość tych „z kościoła” mówi, że zauważyli wielu innych wokół, którzy wydają się być obecnie niespokojni i niezadowoleni. Zdaje się, że to zjawisko jest bardzo rozpowszechnione:

Peter i Doreen (Nowa Zelandia):

Mam wątłą wieź z kościołem anglikańskim i spotkałem tak wielu ludzi, którzy są spragnieni „sami nie wiedzą czego”. Mają niepokój w sercach i, jak powiadasz, wędrują od kościoła do kościoła… 

Erlene (USA):

Mam przyjaciół, którzy (w większości) opuścili kościół. Sama ciągle chodzę do mojego, a to dlatego, że NIE usłyszałam, aby Bóg powiedział mi coś innego. Prowadzę studium biblijne dla dorosłych w każdy niedzielny poranek, oraz pewne inne studia biblijne z różnymi ludźmi w ich domach i wiem, że Bóg powołał mnie do nauczania. Niemniej jednak, jestem bardzo niespełniona moim „kościołem jak zwykle”. Jestem sfrustrowana tym, że nie widzimy znacznie więcej „znaków, które towarzyszą tym, którzy uwierzyli” i rutyną. Dary Ducha są bardzo potrzebne, zbawienie nie zdarza się w żadnym stopniu, kościół stał się raczej chrześcijańskim klubem społecznym, moim zdaniem…

Eileen (USA):  

Należymy do tej części chrześcijan, którzy są całkowicie niepewni i jedyne co nas trzyma przy tym jednym kościele to fakt, że nasze dzieci są zaangażowane w grupę młodzieżową i czujemy, że potrzebują tego kontaktu. Wszystkie kościoły, w których byliśmy, zielonoświątkowe, charyzmatyczne, baptystyczne… cokolwiek.. w każdym z nich czegoś brakuje. Wydaje mi się, że kościołowi tego pokolenia brakuje „pełni” Chrystusa. To zawsze wydawało się być jego najsłabszą jego dziedziną. Nie mówię, że jesteśmy doskonałymi chrześcijanami, którzy wszystko wiedzą… to nie tak… lecz tak wiele brakuje.

Uczę się i wzrastam znaczenie bardziej (przeważnie) w domu w komorze modlitwy szukając Pana i studiując Jego Słowo. Mój i męża duchowy wzrost nie jest wynikiem uczestnictwa w kościele, lecz czasu spędzonego z NIM w domu. Kościół stał się bardziejsocjalną przerwą niż czasem prawdziwego poszukiwania Boga. Powinniśmy robić te rzeczy, które robił Jezus (cuda, uzdrowienia, uwolnienia, odnowienia, itd..) a nawet większe! Szczególnie w tych dniach ostatecznych!

____________________________________________________

Wielu pisało do mnie o tym, jak „pustym” doświadczeniem stał się dla nich kościół i jak zastanawiali się nad tym, co trzeba by zrobić, aby to uległo zmianie.  

Ruthie (USA):

Wydaje się, że tylko grzeję siedzenie w moim kościele. „Działalności” i „programy” stały się tak puste. Staliśmy się klubem społecznym o mentalności „błogosław mnie…” Odkryłam, że mam większe pragnienie spędzania czasu samotnie z Jezusa i odczuwania Jego obecności niż w grupie ludzi, którzy całe nabożeństwo spoglądają na zegarki, zastanawiając się ile z ich wolnego dnia będzie użyte na kościelne nabożeństwo…

 

Hollie (USA):  

Czuję się jakbym była w miejscu duchowego zawieszenie przez ostatnie 4, 5 lat. Kościół do którego uczęszczam ma wspaniałe nabożeństwa, programy rozpierają ściany, lecz przeważnie pozostawia mnie to z niewzruszonym i apatycznym sercem.

Ponieważ…

Ponieważ, być może, patrzę na innych, nie skupiam wzroku na Jezusie.

Ponieważ patrzę na innych i po wspaniałym nabożeństwie, oni wracają do robienia tego wszystkiego, co robili, a co nie było całkiem doskonałe przed Panem. Co dobrego niesie ogromne „dotknięcie” (gęsia skórka) przez Pana, jeśli nie ma trwałych zmian, gdy gęsia skórka znika? Niechętnie świadczę ludziom w przypadku, gdy chcą przyjść ze mną do kościoła. Czuję, że wprowadzenie ich do kościoła poprowadzi ich przeważnie do przywiązania do kościoła, a nie do relacji z Panem…Nie chcę, aby ktoś po prostu „przyszedł do kościoła” ze mną, chcę, aby „przyszedł do Jezusa”!Wydaje się, że nie podkreśla się tak bardzo osobistej relacji z Panem, przeważają  relacje z pastorem i innymi usługującymi, czy naszą służbą w zgromadzeniu. Zupełnie nie mam pragnienia służby czy przywódczej roli w zgromadzeniu. Wszystko to już widziałam, sama wiele z tego robiłam i jestem już naprawdę zmęczona tym, nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Nie ma wielkiej radości, myślę odwiedzać skazanych, wdowy, chorych, zranionych, tych, którzy wyślizgują się po cichu poza drzwi zgromadzenia i nikt tego nie zauważa, ponieważ wszyscy są tak bardzo zajęci „usługiwaniem” zgubionym. (Zgubieni stają się jeszcze bardziej zgubieni, a zbawieni są nie zauważani). Nawet jeśli zauważą, że ktoś od dłuższego czasu nie przychodzi to są zbyt zajęci, aby faktycznie dowiedzieć się dlaczego tej osoby nie ma czy gdzie jest. (Często ta „zajętość” jest skierowana na kościół!)

W tym samym czasie jestem spragniona. Jestem tak desperacko spragniona znaleźć w lokalnym kościele to coś, to sprawia w moim duchu/duszy ten straszliwy głód iczuję się tak nie usatysfakcjonowana tym, co się mi podaje w lokalnym zgromadzeniu.
Przebadałam swoje serce, aby zobaczyć czy to jest „moje”, czy są takie rzeczy, z których powinnam pokutować, zająć się nimi czy poddać pod krew.. Oczywiście są, lecz nie tylko to powoduje taki straszliwy duchowy głód.

Nie chcę „dobrych” nabożeństw w moim kościele, nie chcę brać udziału w większej ilości programów czy wyjazdowych usług. Nie chcę urzędu w zgromadzeniu.

Może po prostu chcę być nakarmiona. Lecz, nakarmiona czym? I dlaczego czuję tak straszliwy duchowy głód? Słowo mówi: „zbadajcie i zobaczycie, że dobry jest Pan”. Być może nie „próbuję”. Jeśli tak, to chcę! Lecz nie chcę próbować czegoś, co upichci pastor, aby podać na nabożeństwie. Nie chcę być przy duchowym szwedzkim stole, podnosić i kosztować co też może mnie usatysfakcjonować duchowo, lub wywołać „gęsią skórkę” Ducha Świętego, którą ktoś inny dla mnie przygotował. Ja chcę BOGA!

Marilyn (USA):  

Już długi czas mija, jak nic nie otrzymałam od kościoła. Uwielbienie jest słabe… wszystko w pośpiechu, ponieważ mamy nabożeństwa kolejno jedno po drugim.

Nie ma czasu, aby pozwolić Duchowi Świętemu wejść, lecz chcę ci powiedzieć dlaczego  ostaję. Zostaję ze względu na dzieci, nie jestem tutaj po to, aby brać, lecz aby dawać. Możemy robić nabożeństwa dla dzieci, żywe i pełne znaczenia. Dzieci nas potrzebują w tym miejscu i więcej otrzymuję dając dzieciom niż biorąc udział w nabożeństwach.

Donna (USA):  

Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele razy chodzę do kościoła w desperacji, aby spotkać Boga, tylko po to, aby wyjść zniechęcona a czasami nawet ze łzami.

Kościoły, które tutaj, w Ameryce znajduję (w stanie Oregon, gdzie mieszkam i w Teksasie) są tak martwe i suche (tak, tzw. „napełnione Duchem”), że muszę zmuszać się do tego, aby iść, a czasami nie mogę się zmusić.

Zastanawiałam się czy coś jest nie tak ze mną, że tak bardzo jestem niechętna, podczas gdy wszyscy moi przyjaciele zawsze tryskają entuzjazmem, bo „obecność Pana była tak mocna” czy „to było naprawdę wspaniałe”. A ja myślałam (nigdy tego nie mówiąc) UH! Wolę mojego dentystę.  

Kocham Jezusa taaaaaaaak bardzo i mam tak dobry czas po prostu będąc z Nim w domu, że nie mogłam zrozumieć dlaczego tak często w kościele czułam się tak nieprzyjemnie.  Rozmawiam z wielu swoimi niezbawionymi przyjaciółmi i rodziną, którzy bez wyjątku zostali wykorzystani lub nawet okradzeni przez „chrześcijan” i „chrześcijańskie służby” i stale usiłuje ich przekonać, że to nie Bóg im to zrobił.

Niestety większość „chrześcijan” wyrabia Bogu tak złe imię, że niezbawieni nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. Modlę się teraz nieustannie: „Panie, jeśli źle reprezentuję ciebie, powstrzymaj mnie koniecznie w jakikolwiek sposób”.  Nie chcę zdawać rachunku w dzień sądu za wszystkich ludzi, którzy z mojego powodu trzymaliby się od Boga z dala.

Teraz wiem, że są nas prawdopodobnie miliony, którzy czują się tak samo wobec „zorganizowanej religii” i zakładam się, że ten masowy exodus z „kościoła” jest z Boga. On powiedział: „Wyjdź z niego ludu mój, nie bierze więcej udziału w jego grzechach”.

______________________________________________
Ludzie będący „w kościele” mówili mi, że są w stanie zakłopotania, co robić i dokąd iść. Wydaje się, że jest tam mało możliwości. Rzeczywiście nie dostrzegają Boga działającego w ich kościele, lecz zdaje się, że gdzie indziej nie jest lepiej. Cóż można zrobić, aby zaradzić tej niemocy, która ogarnęła zachodnie chrześcijaństwo?

Sondra (Australia):

Pomimo, że pozostałam w kościelnym systemie (co jest niewygodne), po prostu nie wiem, co robić. Myślę o tym całym „staniu się dziwnym i poza porządkiem”.

Nie chcę być poza Ciałem; a raczej poza „skomercjalizowanym” kościołem… taki brak wstawiennictwa, szukania Boga i cichego czasu na głęboką modlitwę, a właściwie nie ma tego zupełnie!!  A będąc całkiem szczera to brak w ogóle pokuty. Faktycznie, pokuta zdaje się być brudnym słowem w naszym kościele. Zbyt niewygodnym, aby udzielić mu wystarczającej wagi na jaką zasługuje i jakiej Bóg wymaga do zdrowego duchowego życia. W rzeczywistości pokuta została wypchnięta na rzecz budowania samego siebie i pychy we wszystkim co robimy! Nasz kościół wydaje się promować siebie tak, jakby był tak godny znalezienia się na pierwszym miejscu w Bożych planach, celach i błogosławieństwach.

 

Cheryl (USA):

Jesteśmy na skraju odejścia z kościoła całkiem, lecz faktycznie bardzo chcemy, jako że jesteśmy bardzo sfrustrowani i wypchani po brzegi odgrywaniem kościoła.
Przez 10 lat byliśmy oddanymi liderami młodzieżowymi i zostaliśmy okrzyknięci buntownikami za naszą troskę o stan kościoła przez ostatnie kilka lat.
Okazało się, że odwróciliśmy się plecami do kościoła, lecz mamy wątpliwości, aby odejść całkowicie. Nasze uczucia są takie – jeśli my wszyscy „wyjdziemy” to kto powie innym, którzy czują się podobnie, że nie są sami i, że nie są „dziwakami”.

We wszystkich aspektach naszego życia jesteśmy bardzo oddani Bogu i rzeczywiście znacznie bliżej Niego teraz, niż kiedykolwiek wcześniej. Zabawne jak to działa! Znamy bardzo wielu ludzi, którzy również są na skraju opuszczenia kościoła lub już to zrobili. Dzieje się to w alarmującym tempie tutaj w Ontario, ponieważ tak wielu z nas czuje podobnie i wykonuje ten sam ruch nie wiedząc wcześniej o innych idących tą samą drogą. Nie mogę myśleć inaczej, jak tylko w ten sposób, że to Bóg wyprowadza tą armię na pewien czas. Jak długo – kto to wie?

Tait (USA):

Od pierwszego roku byłem tak sfrustrowany moim kościołem i ich światowymi sposobami, strachem przed ludźmi (siedzącymi w ławkach) bardziej niż bojaźnią Bożą, że czułem, że muszę odejść (ponieważ bardziej byłem skupiony na tym, co jest złe, niż na Panu). Pan w oczywisty sposób działa w moim kościele przygotowując nowe bukłaki, lecz moja frustracja wywołana przez ludzi, którzy chcą się trzymać starych metod i odrzucają nawet możliwość przyjęcia nowych, jest przytłaczająca.

 

Lea (USA):

Czasami wydaje mi się, że łatwiej by było regularnie chodzić do kościoła, żeby uniknąć zatroskanych uwag od moich chrześcijańskich przyjaciół, którzy wierzą, że jestem nieposłuszna. W rzeczywistości, chodzę do kościoła okazjonalnie z powodu poczucia winy, lecz za każdym razem, gdy to robię, czuję jakby mi Bóg przypominał, że to On mnie stąd wywołał. Nie wywołał mnie ze społeczności z braćmi i siostrami, lecz ze zorganizowanego kościoła. Kiedyś, gdy poszłam, czułam się tak pusta. Dowiedziałam się od pastora, jak ważne jest, aby być częścią kościoła. Słyszałam to już tak wiele razy, że zaczyna mnie to zastanawiać, dlaczego tak wielu pastorów tak często przypomina o tym. Zastanawiam się czy oni nie czują tego, że Bóg jest na tyle wielki, aby spotykać się z nami w domach bez zorganizowanego uwielbiania, kazań i szkółek niedzielnych dla dzieci?

Kulę się w swym duchu i czuje chora z powodu każdej niedzieli, gdy muszę siedzieć dwie godziny tego „szukajmy Boga”, podczas gdy my wszyscy zdajemy się szukać siebie i przeżywać dobry socjalny czas.продвижение

< Część 8 | Część 10 >

Modlitwa agonii

„Otrzymałem od Boga w 1905 roku
następującą wskazówkę:
GŁĘBOKOŚĆ PRZEBUDZENIA BĘDZIE ZDETERMINOWANA PRZEZ GŁĘBOKOŚĆ DUCHA POKUTY
– żywotny klucz do przebudzenia.


Ostatnio zastanawiałem się nad tym, że pomimo wszystkich naszych dyskusji na tej stronie dotyczących kluczy przyszłego przebudzenia, ciągle nie położyłem wystarczającego nacisku na najbardziej żywotny klucz, jakim jest MODLITWA AGONII.
Mówiliśmy o wielu aspektach prawdziwego przebudzenia  
– POKUCIE, ŚWIĘTOŚCI, ODWAŻNEJ WIERZE, ruchu NOWYCH BUKŁAKÓW prowadzonym przez  NOWYCH PRZYWÓDCÓW, których Bóg wzbudzi w Swym domu wraz z nowym poruszeniem itd.
Lecz historia przebudzeń ukazuje wyraźnie, powtarzając się stale, że jeśli by miałyby istnieć dwa kluczowe elementy do otrzymania przebudzenia to byłaby to GŁĘBOKA POKUTA oraz MODLITWA AGONII. 
Frank Bartleman  (lider znanego przebudzenia na Azusa Street) napisał: „Otrzymałem od Boga w 1905 roku następującą wskazówkę: GŁĘBOKOŚĆ PRZEBUDZENIA BĘDZIE ZDETERMINOWANA PRZEZ GŁĘBOKOŚĆ DUCHA POKUTY A dotyczy to wszystkich ludzi, we wszystkich okresach czasu”.
Musimy zatem dobrze pamiętać o tym, że głęboka pokuta leży w sercu prawdziwego Przebudzenia.
Lecz jest jeszcze jedna rzecz, którą Barleman podkreśla w swej książce, a są to godziny „bólów porodowych” i wstawiennictwa, przez które przechodzili zanim nastąpiło Przebudzenie. Każdy, ktokolwiek badał
minione przebudzenia
powie wam, że ponad wszystkim innym są one kluczowym elementem, jak również z serca płynąca napełniona Duchem modlitwa.
One są pierwszymi krokami prowadzącymi do przebudzenia, później zaś warunkiem utrzymania jego ognia.

Jak stwierdził Mattew Henry: „Gdy Bóg zamierza udzielić wielkiej łaski swym ludziom, pierwszym krokiem jaki robi to postawienie ich w stan modlitwy”. Leonard Ravenhill napisał: „Człowiek, który potrafi
pozyskać ludzi do modlitwy
wprowadzi pod Bożym prowadzeniem największe przebudzenie, jakie świat kiedykolwiek widział”. 
Jakież zdumiewające stwierdzenie a jednak historia przebudzeń potwierdza jego prawdziwość.
Faktycznie, gdybyśmy mogli pozyskać ludzi do MODLITWY AGONII   dla przebudzenia, jak to czynili wierzący poprzednich stuleci, to chwała Boża z pewnością stąpiła by na dół. Lecz ciągle jest zbyt mało tych w stanie „agonii”, dziś. Oczywiście, zawsze znacznie bardziej skuteczne jest jeśli tacy wstawiennicy mogą się  zbierać codziennie na wstawianie się o wielkie wylanie, podobnie jak to było przed  dniem Zielonych
Świąt. Jak zapisał A.T.Pierson:

„Od dnia pięćdziesiątnicy, nie było nigdzie żadnego prawdziwego duchowego rozbudzenia, które nie zaczęłaby się od zjednoczonej modlitwy, choćby nawet tylko między dwoma lub trzema; ani też żaden taki ruch nie przetrwał długo zaniknięcia tych modlitewnych spotkań”.
Charles Finney jest często postrzegany jako prawdopodobnie największy kaznodzieja w historii kościoła 

– wielki kaznodzieja przekonania i pokuty. Ma on, jednak, bardzo interesujące spostrzeżenia (niemal 'naukowe’ w duchowym sensie) dotyczące tego jak i dlaczego przyszło Przebudzenie. Był przekonany,  na podstawie wielu lat służby w Przebudzeniu, że Bóg zmierzał, aby kościół żył w stanie nieustannego przebudzenia – to jest właśnie w ’normalnym’ stanie kościoła.  Był również przekonany o tym, że gdyby kościół sięgnął po podstawowe warunki przebudzenia – głęboką pokutę i z serca płynącą modlitwę „agonii” o wylanie Bożego Ducha to przebudzenie ZAWSZE byłoby tego rezultatem. 

Porównuje to z obsianym polem.
Jeśli farmer spulchnia glebę (pokuta – głęboko w sercu) i dostarcza właściwego ziarna
i warunków to zawsze następuje wzrost.  To jest normalne i tego się oczekuje. Finney powiedział: „Przebudzenie nie jest większym cudem niż ziarno pszenicy. Przebudzenie przychodzi z nieba, gdy bohaterskie dusze wchodzą w konflikt zdeterminowane zwyciężyć lub umrzeć  – a jeśli trzeba zwyciężyć i umrzeć! „Królestwo niebios doznaje gwałtu I GWAŁTOWNICY je porywają”.
John Wesley był podobnie nastawiony:
„Czy podjąłeś kilka dni postu I modlitwy? Sztormuj tron łaski i trwaj tam,
a miłosierdzie zstąpi”.
Co ciekawe, gdy zostały opublikowane „Revival Lectures” Finney’a (Wykłady o przebudzeniu) i wprowadzone zostały „metody” i nauczanie Finney’a to na każdym miejscu na świecie wybuchały
przebudzenia.

Głęboka pokuta i modlitwa agonii – proste klucze do prawdziwego przebudzenia.  Kilka lat później misjonarz działający w Chinach Jonothan Goforth, zdesperowany, aby oglądać poruszenie Boże wśród najwyraźniej zatwardziałych mieszkańców, znalazł pisma Finney’a. Niedługo trzeba było, aby sam został „przebudzony” i wyruszył, aby oglądać wielkie przełomy Przebudzenia wszędzie,  gdziekolwiek głosił w Chinach.
Jonothan Goforth stał się jednym z kaznodziejów Przebudzenia tego wieku i to dzięki temu,
że poszedł za prostymi „metodami” Finney’a uwalniania Bożej mocy przekonania.
Gdy mówimy o 'Przebudzeniu’ tutaj to nie mamy na myśli kilku zwykłych krucjat ewangelizacyjnych  czy przemijającego podniecenia. Z całą pewnością nie mówimy o tego rodzaju poruszeniach, które przelewają się przez dzisiejszy kościół pod hasłem „przebudzenia” czy „błogosławieństwa”. Mówimy o potężnym poruszeniu Bożym, gdy przekonanie o grzechu często roznosi się poza kościół pośród okolicznej społeczności często przemieniając tysiące dla Chrystusa. Pewien pisarz określił ten późniejszy stan Przebudzenia jako „społeczeństwo przesiąknięte Bogiem”.

Jonathan Edwards powiedział o Przebudzeniu Nowej Anglii 1735 roku tak: „Miasto wydawało się być pełne obecności Bożej. Nigdy nie było tak napełnione miłością, pełne radości; a nawet tak pełne rozpaczy
jak wówczas”. 
Gdy Przebudzenie rozprzestrzenia się w taki sposób wśród lokalnej społeczności (jak to zdarzyło się w Walii 1904 r. i wielu innych miejscach), nie jest niczym niezwykłym, gdy bary są zamieniane na miejsca spotkań modlitewnych z powodu ogromnych ilości notorycznych kryminalistów, którzy się nawracają. W takich czasach sędziowie nie mają nic do roboty! Taki jest wpływ potężnego wylania Ducha Bożego. W Walii w 1904 roku pod przywództwem Evan’a Roberts’a cały naród został literalnie przemieniony z SETKAMI TYSIĘCY nawróconych w czasie kilku miesięcy, w tym malutkim kraju. A wszystko to działo się przez pokutę.
Jeden z naocznych świadków powiedział o tym sławnym przebudzeniu w Walii,  że to nie elokwencja E.Roberts’a łamała tych mężczyzn, lecz jego łzy. „On łamał się, wołając gorzko do Boga, aby ich zgiął i
modlitwie agonii, łzy płynęły mu po policzkach a całe ciało zwijało się. Mocni mężczyźni łamali się
i płakali jak dzieci… odgłos płaczu i zawodzenia napełniał powietrze”.
Oto typowy fragment kazania Evan’a
Roberts’a:

„Po pierwsze, czy jest w twojej przeszłości jakiś grzech, z którym nie rozprawiłeś się szczerze – nie wyznałeś Bogu? Na kolana, natychmiast. Twoja przeszłość musi być odłożona na bok i oczyszczona.  Po drugie, czy jest w twoim  życiu coś, co jest wątpliwe – cokolwiek czego nie jesteś pewien czy jest dobre czy nie? Koniec z tym! Nie może być nawet śladu chmury między tobą a Bogiem. Czy przebaczyłeś wszystkim – WSZYSTKIM? Jeśli nie to nie oczekuj przebaczenia twoich grzechów…”
To jest właśnie ten rodzaj przebudzenia, o którym mówimy. Potężne wylanie, potop Ducha Świętego – dzień „Zielonych Świąt”, Bożej przekonującej o grzechu chwały, gdy Jego obecność wylewa się ponownie w dół wśród ludzi. A takie wylania zawsze zaczynają się od Bożych ludzi, zanim wyleją się na większą społeczność. W
rzeczywistości, tuż u samego początku, Przebudzenia przeważnie zaczynają się w małym „modlitewnym kręgosłupie”
– grupie wierzących, którzy zmagają się w modlitwie – błagając Boga w agonii bólów porodowych o wylanie Jego Ducha na nich, na ich współwierzących przyjaciół oraz na miasto i kraj.
Czym dokładnie jest „MODLITWA AGONII”? Nie jest to łatwe do opisania, lecz dobrze wiem, kiedy się to
zdarza.

Kiedy miałem 17 lat zostałem po raz pierwszy napełniony Duchem Świętym i mówiłem językami. Miałem dostęp do wielu książek mówiących o dawnych przebudzeniach, które pochłaniałem z udzielanym przez Ducha pragnieniem. Nie trzeba było wiele czasu, aby zauważyć, że te minione przebudzenia wydawały się tkwić bardzo głęboko w pokucie oraz tej „pełnej walki i agonii” modlitwie o wylanie Ducha Bożego. Po prostu postanowiłem, że będę „konał” w modlitwie o przebudzenie! I tak było. Każdy dzień oglądał mnie na kolanach z ogniem na ustach, błagającego Boga o napełnienie większą ilością i jeszcze większą Jego Ducha, aby uwielbić Jego na ziemi i przynieść potężne przebudzenie naszemu narodowi. Wkrótce zauważyłem w czasie modlitwy cudowne poczucie znajdowania się w sali tronowej Boga. Rzeczywiście mogłem powiedzieć, że moje modlitwy były słyszane i że miały wpływ na stan rzeczy.
Chwała Bogu! I miały one wpływ na mnie samego również. Gdy teraz spoglądam wstecz, widzę, że zasadniczo każdy przełom w Bogu jaki przeżyłem miał swoją przyczynę w tej początkowej, stałej modlitwie agonii. Było to tak ważkie. Oczywiście, NIE ZAWSZE modlę się w ten sposób. Myślę, że cicha modlitwa językami jest
bardzo ważna
i również skuteczna (I ty możesz modlić się językami prowadząc samochód, czy gdziekolwiek – to jest RZECZYWIŚCIE WAŻNE).
Również ważną częścią społeczności z Bogiem jest proste wielbienie Boga i cieszenie się Jego obecnością.
Niemniej wierzę, że jeśli chodzi o PRZEBUDZENIE to, aby się modlić w taki sposób, musimy zostać   do tego uzdolnieni przez Ducha Świętego, który nas poprowadzi nasze modlitwy. To dlatego Finney i inni
mogli mówić
o „duchu modlitwy” zstępującym na nich: „… dopóki nie miałem ducha modlitwy, nie mogłem niczego. Jeśli straciłem ducha łaski i błagania choćby na jeden dzień czy godzinę okazywało się, że nie mogę głosić z mocą i skutecznie, aby zdobywać dusze przez osobiste nawrócenia”.
Pamiętam bardzo ważny moment w książce „Namaszczony na pogrzeb”, który jest przyczynkiem Todd i DeAnn Burke do Przebudzenia w Kambodży w latach ’70-tych. Stało się to w tedy, gdy Bóg już w potężny sposób działał. Todd pisze: „Krótko podzieliłem się z nimi tym, co Bóg pokazywał mi poprzez czytanie
Biblii. Odnośnie do 32 rozdziału Księgi Rodzaju powiedziałem im o tym
w jaki sposób Jakub walczył z Panem, aż do chwili, gdy go pobłogosławił. Jeśli oczekujemy mocy i błogosławieństwa Pańskiego to będziemy musieli walczyć  nim w poście i modlitwie, w odrzuceniu siebie  podjęciu naszego krzyża”- powiedziałem. Po czym podzieliłem się z nimi z książeczki Taylor’a Hudson’a słowami:
„Lekkie, nie zapierające siebie życie nigdy nie będzie pełne mocy”. Mając to na uwadze, wszyscy zaczęli zmagania w modlitwie i wkrótce przyszło błogosławieństwo” (str. 216). Kilka znaczący wylań Ducha Świętego było tego wynikiem.  Jaką różnicę może wywołać taka wspólna modlitwa „agonii” w każdym mieście i kraju dziś. Bóg obiecał przebudzenie, lecz ja wierzę, że On czeka na ludzi, którzy uchwycą się Jego obietnicy i zaczną wspólnie stawać w modlitwie o jej wypełnienie. Przyjaciele, czy możemy wspólnie uzgodnić, że uchwycimy się Boga w taki sposób? Uwierzcie mi, może to wywołać wszelkie zmiany w świecie.
Weź klucz, którym jest taka modlitwa po pierwsze, aby przekonać się o ogromnej potrzebie prawdziwego przebudzenia, zarówno w kościele jak i na świecie, po czym proś Boga, aby zesłał Swego Ducha, który pomoże ci się modlić. Modlitwa „agonii” błaga Boga, aby ON sam uwielbił Siebie Samego i aby Jego Duch mógł być wylany. TO dla JEGO CHWAŁY modlimy się w taki sposób. Innym kluczem jest posiadanie
prawdziwie „czystych rąk i czystych serc” przed Bogiem. 

Żadnego ukrytego grzechu, żadnego nieprzebaczenia. Tylko z czystymi rękoma i czystym sercem  możemy wejść w modlitwie do świętego miejsca Boga. Mam wielką nadzieję, że Bóg zainspiruje tak wielu jak to jest tylko możliwe, aby złączyli się w modlitwie, aby oglądać mogli Jego potężna cele wypełniające się na ziemi. Fakt, że Bóg NIE JEST UWIELBIONY w naszym świecie jest tragedią tej ostatniej godziny.
Przyjaciele, już najwyższy czas na zmianę. A bądźcie pewni tego, że naprawdę to my możemy dokonywać zmian. Z pewnością nadszedł czas, aby złączyć się razem w modlitwie „agonii” za potężny potop Jego łaski i miłosierdzia. Jeśli każdy z czytających to po prostu zacznie modlić się w taki sposób, jakież cudowne wylanie nas czeka!
aracer

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 10

                                                  CZY ODPOWIEDZIĄ JEST „PREBUDZENIE” ?   

Przebudzenie” w sensie chrześcijańskim zdefiniowane jest jako potężne poruszenie Boże, które przynosi prawdziwe „odnowienie” – powrót kościoła do czegoś, co było oryginalnym stanem z „Księgi dziejów” – i trwa przez pewien czas. Było wiele wspaniałych Reformacji i Przebudzeń w ciągu całej historii kościoła – które dramatycznie zmieniły go na zawsze.

Zdając sobie sprawę z tego, że tysiące ludzi opuszcza współczesne kościoły, wielu liderów chce jakiegoś rodzaju „rozwiązania”, aby ich sprowadzić z powrotem.

 Co możemy zrobić, aby wrócili – pytają.  Lecz nie zdają sobie sprawy z tego, że wielu z tych „niezkościelonych” ludzi nie jest w ogóle zainteresowanych powrotem do „kościoła jaki znamy” . Czekają na nowe poruszenie – całkowicie nowy „Kościół” – przemieniony przez moc Bożą. W rzeczywistości jest jasne, że oni chcą czegoś znacznie bardzie podobnego do pierwotnego kościoła Biblii. To o czym mówią to Reformacja na ogromną skalę a Przebudzenie, to coś co przeniesie nas  ponownie do pełni żywotności, wiary i mocy pierwszych chrześcijan.

Ciekawe jest to, że oryginalny kościół w Jerozolimie był w istocie kościołem „otwartym”.

 Przepraszam – mówisz – kościół zewnętrzny? Myślałem, że spotykali się każdego dnia w świątyni. To wcale nie brzmi dla mnie jak kościół „otwarty”.

 Choć niewiel chrześcijan współcześnie zdaje sobie z tego sprawę jest absolutnie poza wszelkimi wątpliwościami, że kościół Jerozolimski przede wszystkim był „otwarty”.

Księga  Dziejów Apostolskich zapisuje to, że wierzący z Jerozolimy zbierali się codziennie  Przysionku Salomona, który był ogromnym otwartym dziedzińcem dołączonym do głównej świątyni. Zwany był również „dziedzińcem pogan” i był ogromnym otwartym obszarem z ławkami – o wymiarach około pięciu i pół boisk do piłki nożnej. Wzdłuż jednej strony był zakryty obszar, gdzie stawali apostołowie i głosili – znany jako ganek Salomona.

Wiemy, że kościół w Jerozolimie był liczony w tysiącach od samego początku, a zatem jeśli chcieli się gromadzić „jako jedno” to jedynym miejscem na to było coś na otwartym powietrzu. Zatem był to najbardziej zatłoczony i ruchliwy „plac” w całym mieście. Jeśli więc chcieli, aby ich posłanie było przekazane przed największą możliwą publicznością to właśnie było odpowiednie miejsce.

  Cóż ma to wszystko wspólnego z dyskusją na temat chrześcijan „bez kościoła”. No tak, oni nie są jedynymi, którzy mówią o powrocie do „oryginału”. Nie są jedynymi, którzy wierzą, że wielka Reformacja i Przebudzenie nadchodzi. Jest to coś, co Bóg zdaje się mówić do wszystkich chrześcijan – w poprzek całego spektrum – od wielu już lat. Zdaje się, że to ON chce Przebudzenia bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy to możliwe, aby takie poruszenie Boże było „punktem spotkania”, gdzie wielu ludzi zarówno z kościoła jak i z poza niego znajdzie wspólny grunt? Czy to może być odpowiedzią?

Jasne jest, że Bóg chce powrotu do Swego „oryginalnego” kościoła. Wszystkie cuda, jedność, przenikające serca kaznodziejstwo „pokuty” i wszystko inne, co powodowało, że pierwszy kościół był tym czym był – to wszystko Bóg chce odnowić, ponieważ tak wiele zostało utracone przez stulecia. Porównywalnie do nich, nasz wpływ jest minimalny, a nasze małostkowe podziały zabijają nas.

Myślę, że wielu chrześcijan byłoby zdumionych, gdyby dowiedziało się, jak całkowicie inny był pierwszy kościół od tego, co nazywamy „kościołem” teraz.

Wtamtych dniach mieli oni całkowicie  ZEJDNOCZONY style=””> kościół ( i nie mówię tutaj o „ekumenizmie”!). Prostą prawdą jest to, że nie mieli „denominacji” wcale. W rzeczywistości to byliby zdumieni słysząc o czymś takim! Był „jeden” kościół – bez podziałów, bez małych grupek separujących się i określających siebie różnymi nazwami. Przede wszystkim Jezus modlił się” aby byli JEDNO… aby świat uwierzył. Cóż takiego nie pozwala światu „uwierzyć” współcześnie? To, że nie ma JEDNEGO.

Ostatnio mnóstwo ludzi podkreśla to, że pierwszy kościół spotykał się w domach (co jest prawdą), lecz wydaje się, że zapominają o tym, że wierzący zbierali się również na OGROMNYCH SPOTKANIACH NA OTWARTYM POWIETRZU i działo się to CODZIENNIE – wspólne schodzenie się „jako jedno”. Wszyscy wierzący z całego miasta mogli zbierać się w ten sposób.

 Widzimy wiec, że były DWA różne rodzaje spotkań, w kościele jerozolimskim. Jedne były to bardziej intymne spotkania typu „kościół domowy”, gdzie wierzący z sąsiedztwa mogli zebrać się razem w czyimś domu – przyjmując komunię i poruszając się wspólnie w duchowych darach – budując siebie nawzajem w jedności i miłości. Drugie zaś były ogromne i otwarte o czym tu już dyskutowaliśmy. (Masowe zgromadzenia całego miasta, gdzie apostołowie mogli głosić, uzdrawiać chorych itd.). Te również odbywały się przez cały czas.

W rzeczywistości apostołowie kontynuowali służbę Jezusa – po prostu tak, jak im nakazano. Zarówno Jezus jak i Jan Chrzciciel prowadzili służby na otwartej przestrzeni – tam, gdzie „zwykli ludzie” byli. To było bardzo ważne. Zostali oni powołani do tego, aby docierać do zgubionych, a nie ukrywać się za czterema ścianami.

Dziś w kościel bardzo źle się przysługujemy całemu światu. Oni niemal nigdy nie widzą jak się zgromadzamy „jako jedno”, czyż nie? Faktycznie, to oni w ogóle nas nie widzą. Zamykamy się w naszych oddzielnych grupach – za czterema ścianami – poza polem widzenia i poza uwagą. Nic dziwnego, że mamy tak mały wpływ na świat wokół nas. Sami powodujemy naszą nieobecność w ich życiu.

Lecz to wszystko ma się zmienić. Bóg mówi w ostatnich latach na całym globie o nadchodzącej „Wielkiej Reformacji” kościoła – o wielkim „wstrząsaniu”, które przywróci go do stanu w jakim powinien się zawsze znajdować.

Bardzo interesujące jest zwrócenie uwagi na to, że największe Przebudzenia kościoła w ciągu stuleci zawsze obracały się wokół ogromnych spotkań na otwartym powietrzu. Wielkie przebudzenie lat 1740 (Wesley, whitefield i Tennant)) jest pierwszym tego przykładem. Zwyczajnym stało się dla dziesiątków tysięcy ludzi zbieranie się na otwartym powietrzu. Podobnie „Drugie Wielkie Przebudzenie” w 1800 (zaczęło się w Kentucky), które było świadkiem powstania „camp-meeting” i odbywało się wśród tysięcy zgromadzonych na otwartym powietrzu. Nawet wielkie Przebudzenie 1859 roku było mocno w tym zakorzenione – szczególnie w Ulsterze, gdzie były masowe spotkania modlitewne na otwartym powietrzu.

  Jestem przekonany, że Bóg już wkrótce zadziała w ten sposób ponownie. On chce odnowić „oryginał”, pragnie, aby kościół zbierał się „jednomyślnie” – właśnie tam, gdzie są ludzie. Pan pragnie „jednego” kościoła – nie wielu – kościołów, który jest czysty i święty – „bez skazy, zmazy czy czegoś w tym rodzaju” i chce kościoła, który idzie „niszcząc dzieła diabła”, jak to robił Jezus.

  Aby oglądać ponownie takie chrześcijaństwo Bóg będzie musiał wykonać wielkie „trzęsienie” i właśnie to zrobi. Cokolwiek jest potrzebne. Wchodzimy w erę wielkiej „przemiany” w kościele. Wierzę, że będzie to aż do krytycznego punktu „zmień lub zgiń” wśród współczesnego zachodniego chrześcijaństwa, ponieważ Bóg nie może mieszkać w letnim kościele.

Gdzie zatem w tym wszystkim pasują chrześcijanie będący „poza kościołem”? Ogromna ich ilość wierzy, że to co obecnie robią to „przygotowanie” do tego nachodzącego poruszenia Bożego. Faktycznie jest znaczące to jak wielu z nich napisało do mnie o tym. Wierzą, że aby być w pełni gotowymi na to, co Bóg ma zrobić muszą się „oduczyć” wiele z ich starych sposobów „prowadzenia kościoła”  i przygotować się na to, że Bóg chce zrobić coś zupełnie nowego.

Oto kilka przykładów tego, co napisali w tej sprawie:

Rowayne (Płd. Afryka):

Wierzę, że Bóg jest bardzo zajęty czymś całkowicie nowym, co wstrząśnie religią i tradycją. Nadchodzi taki czas, że będziemy świadkami ogromnej zmiany w sposobie funkcjonowania kościoła. Wierzę, że kościół wyjdzie na ulice, uwielbienie będzie absolutnie ogniste na rogach ulic i równinach. Modlitwa wzniesie się z centrów handlowych i biznesowych miejsc. Nie będziesz musiał chodzić do kościoła, ponieważ kościół będzie czekał na ciebie na zewnątrz! Niesamowita przemiana słabej i bezsilnej organizacji w potężną Walczącą Oblubienicę… Niektórzy z nas widzieli tę cudowną przemianę w sercu Boga wiele razy, czekamy i przyglądamy się a nie będzie to już długo trwało. Chwała Bogu!

Lea (USA):

Czuję, że tradycyjny sposób na „prowadzenie kościoła” miał już swoją erę. Myślę, że Bóg szuka ludzi, którzy są gotowi przyznać, że głodujemy i nie zostajemy nakarmieni we współczesnym kościele, choć słyszałam pastorów mówiących, że tak. Szczerze wierzę, że nie będziemy gotowi na następny ruch Boży dopóki nie przyznamy się, że pragniemy i, że współczesna struktura nie działa. Wyczekuję tego, co Bóg zrobi i myślę, że to się działo poza ścianami a w szczególności poza programami i tradycjami niedzielnych poranków. Wypatruję również czasu, gdy my, jako wierzący, zjednoczymy się pod parasolem i będziemy mieli przywilej brania udziału w następnym ruchu, który Bóg wykonuje. Nie sądzę, aby wszyscy byli wezwani do opuszczenia kościoła, lecz wierzę, że niektórzy tak i jestem zachęcona tym, co słyszę o reakcjach tych ludzi. Jestem bardzo podekscytowana i chcę oglądać to, co Bóg zamierza zrobić przy pomocy tych ludzi!

Sue (Australia)

W 1995 roku Pan pokazał mi, że zamierza „strząsnąć piekło z kościoła”. Dosłownie.

Pokazał mi, że w systemie lokalnego kościoła nad niektórymi kościołami są demoniczni mocarze i mają do tego legalne prawo. Dał mi werset mówiący, że „rzeczy podlegające wstrząsowi, będą wstrząśnięte” Każda struktura, która nie jest zbudowana na Panu rozpadnie się, tj. instytucje, kościoły, koledże, wszystko, co nie zostało ugruntowane na Skale Chrystusa Jezusa. Ustabilizowany system, taki jak go znamy, rozpadnie się. Stało się to, że ludzie weszli w drogę Bogu i jego planowi dla Jego królestwa.

Jestem jedną z tych wyczekujących. Wiem, że Bóg znów użyje mężów i niewiasty, których wytrenował i którzy są poza systemem. To, co Bóg tchnął w ich życie, nie pójdzie na marne. Czuję, że zostałam ukryta w Jaskini Adullam na 5 lat. W zeszłym roku wzięłam udział w proroczej koferencji i odkryłam, że inni czują to samo… Jezus przychodzi do kościoła pełnego chwały.

Steven (miejsce nieznane):

Byłem poza kościołem przez trzy lata, czekając na Boga, aby pokazał mi, co mam dalej robić. W tym tygodniu otrzymałem list z prośbą, abym przyjechał i nauczał na temat pastorskiego przywództwa w szkole biblijnej w South Pacific, lecz czego miałbym nauczać? Moje pojmowanie rzeczy jest całkowicie odmienne od NORMALNEGO pastorskiego punktu widzenia. Czy kościół będzie kiedykolwiek gotowy na wykorzenienie i zburzenie normalnie bezsilnego systemu, który powoduje, że ludzie uzależnieni są od kościoła i liderów, zamiast polegać na Bogu i na Nim JEDYNIE?

Jim (Lokalizacja nieznana):

Komicznie nazywam to „przeżyciem poza Ciałem” odnosząc to do ciała Chrystusa. To style=””> w co może się to przerodzić to przebudzenie, które objawi Kościół bez ścian.

Cathy (USA):

Ostatnio przeprowadziliśmy się… są tutaj trzy widoczne, napełnione Duchem kościoły, które mają w większości takie same doktryny. W żadnym z nich nie wspomina się o pozostałych, ani nigdy nie schodzą się razem w jedności na jednym miejscu. Na tyle na ile można to powiedzieć wszystkie wzrastają i maja przyjemne budynki i programy przyciągania tak wielu ludzi jak to tylko możliwe… Dziwi mnie to… słyszałam jak jeden pastor z Columbii mówi:

 Ludzie byli gotowi na jedność, lecz pastorzy ich powstrzymywali.

Może to nie jest pełna odpowiedź, lecz w duchu wierzę, że jest to kluczowy krok.

L.S. (USA):

Czuje się tak, jakbym czekał od dawna… lecz wierzę, że Pan mówi, że Reforamcja jest już blisko i, że znajdę miejsce w nowym poruszeniu Bożym.

Carroll (USA):

Słyszeliśmy i stale słyszmy proroctwa o nadchodzącej w kościele zmianie. Słyszymy tylko w części. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że Bóg nie przeniesie  jednej cegły czy betonowego kościoła do drugiego, lecz zrobi coś poza ścianami kościołów.

Nie jesteśmy przeciwni kościołowi – lecz Bóg chce dokonać pewnych zmian a my chcemy być z Nim, gdy będzie to robił.

 Jest wielu ludzi, którzy, podobnie jak my, nie należą do kościołów – nie jesteśmy samotnymi strażnikami przyrody. Przyjaciele, których mamy nie wędrują w kółko bez celu. Jesteśmy częścią „Ciała” a następne poruszenie Boże będzie miało miejsce na rynku miejskim i w domach i być może wtedy ci, którzy nie „opuścili” będą siedzieć wewnątrz cegły, czy betonowego systemu, ponieważ oni byli uczeni, że wszystko musi pochodzić z systemu. Będą mieli trudny czas z nowym poruszeniem Bożym.

Mark (USA):

Czuje w swym sercu, że to masowe pragnienie i ludzie idący za Jezusem jest Bożą sposobem na ustanowienie sceny na wielkie reformacyjne zmiany.

 __________________________________________________

Ponownie autor:

Jak więc widzicie, to poczucie nadchodzącej Reformacji czy Przebudzenia jest bardzo powszechne wśród ludzi z poza kościoła. Postrzegają siebie, jako będących na „Pustyni” i zwróconych w stronę Obiecanej Ziemi Przebudzenia – „nowego bukłaku” dla kościoła. Lecz, jak już wcześniej powiedziałem w tej książce, podobnie jak było to z dziećmi Izraela, kiedy przyjdzie czas na ostateczne opuszczenie tej pustyni, przyjdzie test.

Jestem przekonany, że wielu z pośród ludzi poza kościołem to materiał na liderów i nie zdziwi mnie jeśli Bóg przygotowywał ich do przywódczej roli w nadchodzącym poruszeniu. Lecz jest jedna rzecz, z która będą musieli się zmierzyć: wszystkie największe przebudzenia miały silnych liderów. Była to całkowicie krytycznie ważna sprawa dla ich powodzenia. Czy jednak ci ludzie z poza systemu rzeczywiście poradzą sobie z tą koncepcją? Nic nie mogę poradzić na uczuciu, że niektórzy (o ile nie: wielu) staną się ofiarami postaw anty-liderskich, anty-władzy, anty-Ciała, które wchłaniają na całej poza kościelnej scenie (podobnie jak ja sam kiedyś). Wielu z nich rzeczywiście nie wierzy już w LIDERSTWO wcale.

  Jeśli nie wierzysz w nic poza najbardziej umiarkowaną formą władzy to wtedy jest bardzo trudno PROWADZIĆ siebie. Możesz „zarządzać” lecz faktyczne prowadzenie jest czymś zupełnie innym, a bez liderów, którzy będą korzystali ze swego autorytetu, aby trzymać diabła z daleka, każde Przebudzenie będzie infiltrowane przez przeciwnika natychmiast. Zobaczyłem to w czasie badań nad minionymi przebudzeniami stale i wciąż. Jest to główna przyczyna zakończenia Wielkiego Przebudzenia Walijskiego z 1904 roku w ciągu JEDNEGO ROKU. Mamy przeciwnika, który grasuje wokół jak lew ryczący i nienawidzi Przebudzeń. Przeniknął i zrujnował wiele poruszeń Bożych w historii i jeśli damy mu szansę to zrobi to ponownie. Uwielbia on sytuacje, w których istnieje „próżnia” władzy i nikt nie strzeże bram. Mówię wam, nie istnieje coś takiego jak Przebudzenie bez liderów. A jeśli jest to nie trwa długo! Przebudzenia muszą być strzeżone przez liderów, którzy są wyznaczeni przez Boga i którzy nie boją się stanąć przed odpowiedzialnością. Tacy ludzie jak Wesley, Booth, Finney i podobni. Silni przywódcy – ci wszyscy. Takimi byli też apostołowie. Przebudzenie i silne przywództwo idą ręka w rękę.

Księga Dziejów jest pełna liderów, którzy DIAŁALI JAK LIDERZY. Byli sługami – tak, lecz byli również RZECZYWISTYMI PRZYWÓDCAMI. Bez nich nie byłoby Księgi Dziejów. Zastanawiam się, ile czasu upłynie zanim ludzie z poza kościoła poradzą sobie z tym prostym faktem? (Mnie zajęło to bardzo dużo czasu).

Muszę, zatem, zadać te pytania:

Czy współcześni nie zrzeszeni ludzie rzeczywiście są gotowi pomóc prowadzić nowe poruszenie Boże? Czy też wielu z nich faktycznie boi się „prowadzić”? Czy są gotowi wziąć odpowiedzialność i autorytet tam, gdzie to jest potrzebne? Czy też wierzą w jakiegoś rodzaju przebudzenie bez przywództwa? Czy są oni gotowi stać się „stawami” w prawdziwym znaczeniu tego słowa? Czy też podejrzliwość i „trwanie poza” stały się przeważającą częścią ich duchowej konstrukcji? Czy są gotowi na przyłączenie się do ciała czy też znajdą ewentualnie jakieś wymówki, aby pozostać z dala i odczepieni? Są to zasadnicze pytania i są to właśnie te rzeczy, które będą testowane, gdy nadejdzie pora. Czy ci ludzie prawdziwie WYRZEKLI SIĘ wszystkiego, czego muszą się wyrzec?

POKUTA, KTÓRA ZALEJE
KOŚCIÓŁ

Oczywiście, choć jest wiele spraw dotyczących „struktury”, którymi należy się zająć dziś to RZECZYWISTYM problemem (tym, który faktycznie się liczy) jest sprawa SERCA. Kościół jest chory i niedomagający, ponieważ jego serce jest chore i niedomagające. Nie tyle jest to problem ‘szufladek’, w których żyje czy stylu nabożeństw, które prowadzi. To są składniki drugorzędne. To SERCE ludzi Bożych potrzebuje faktycznej pracy i to jest to, od czego każde Przebudzenie musi zacząć – oczyścić serca Jego ludzi. Rozwiązywanie spraw „strukturalnych” może przyjść później to serce tak naprawdę się liczy. A zatem, potężna fala POKUTY musi przyjść najpierw (podobnie jak w każdym prawdziwym Przebudzeniu w całej historii).

  Znam wielu ludzi w ruchu kościołów domowych, którzy wierzą, że jeśli tylko wejdziemy we właściwą strukturę opartą na domach, to wszystko inne pójdzie za tym. Niektórzy spędzają całe godziny na dyskusjach o „pluralizmie starszych” czy „formach kościołów domowych” itd. Wydaje się, że wierzą w to, że zmiana „szufladki” spowoduje, że zmieni się ku dobremu wszystko inne. Przykro mi, lecz nie zgadzam się z tym. To zmiana SERC jest konieczna – przede wszystkim i ponad wszystkim i to właśnie Przebudzenie spowoduje. Pamiętajmy, w pierwszym kościele, to WYLANIE przyszło najpierw, a później budowano wokół tego struktury. Najpierw musi przyjść Przebudzenie i zmienić serca Bożych ludzi, zanim zacznie się cokolwiek innego. Próby formowania „nowego bukłaka” bez nowego wina jest po prostu stawianiem zaprzęgu przed koniem.

Jak wielu, jestem przekonany, że wielkie Przebudzenie nadchodzi – powódź Bożego Ducha, która sprowadzi kościół na kolana w głębokiej pokucie i przemianie. Poprzez te dzieła przyjdzie „nowy bukłak” i ogromne zbiory – wraz z wzbudzonymi przez Boga nowymi liderami.

Czy będzie, zatem, wielu nowych liderów wśród tych trwających poza kościołem?

Nie wątpię, że tak będzie. Nie po to Bóg przeprowadził ich przez to wszystko, aby nic z tego nie było, lecz czas jest kluczową sprawą. Czasami potrzeba „kryzysu”, aby mógł powstać nowy lider. Jak mówi przysłowie „Z właściwą godziną przychodzi właściwy człowiek” („Cometh the hour, cometh the man”) i nigdy nie będzie to bardziej prawdziwe niż w czasach Przebudzenia czy Reformacji. Nagle nowi liderzy przyjdą jakby znikąd – przygotowywani przez Boga latami w ukrytych miejscach. Tak zawsze było z największymi Przebudzeniami. Czas jest najważniejszy.

Jak zobaczyliśmy w tym rozdziale – a faktycznie w całej książce – jest na świecie grupa chrześcijan, którzy opuścili bezpieczną strefę rutyny, przyjaciół i znajomego otoczenia, aby oddzielić się ku czemuś nowemu, nie wiedząc dokładnie dokąd idą czy też w jaki sposób się tam dostaną, po prostu wiedząc, że muszą iść. Usłyszeli wołanie, sprawdzili wizję i wyruszyli. To wymagało odwagi i wielu z nich bardzo głęboko podziwiam. Jeśli dali radę przejść przez pustynię, nic pewniejszego niż to, że wielu z nich będzie wspaniałymi przywódcami Bożego ludu, lecz kluczem jest tutaj nastawienie na wyjście z tej ‘pustyni’. Osobiście wierzę, że ogromna ich ilość przejdzie to. Żyjemy w doniosłych czasach.

Czy, zatem, ten potężny ruch poza-kościelny jest znakiem, że coś nieuniknionego leży przed nami? Czy ta narastająca fala „niezadowolenia” wśród tłumów chrześcijan jest dowodem dramatycznych zmian, które są tuż za rogiem? Z pewnością możemy wywnioskować, że coś ważnego się dzieje. To, co się dzieje jest zbyt wielkie, aby mogło być dziełem zwykłego zbiegu okoliczności, coś niezwykłego i to na światową skalę, co może być zarządzone wyłącznie przez Boga.

Czy więc, zobaczymy nowy typ przywódców wychodzących z pustyni – przygotowanych na ten czas- gotowych do przyjęcia narodzin nowego poruszenia Ducha Bożego? Czy nadchodzi następne wielkie „przebudzenie uliczne”? Cóż, jedno jest pewne – zdecydowanie potrzebujemy go. Tylko czas pokaże.

Niemniej są znaki tego, że coś o tej wielkości i znaczeniu zbiera się. Wydaje się poza wszelkimi wątpliwościami, że Bóg jest bliski działania w zupełnie nowy sposób w tym pokoleniu i, że On czyni coś całkowicie radykalnego. Czy też, może, jest to coś tak starego, że wydaje się radykalne, ponieważ nigdy do tej pory tego nie widzieliśmy.

 _________________________________________________________________

< Część 9 |

Można kopiować, drukować, kserować tą książkę i przekazywać dalej.

Niemniej jeśli chcesz „publikować” ją lub jej fragmenty w innej formie, czy publikacji, proszę o uzyskanie najpierw zgody autora.

Andrew Strom’s email:
prophetic@revivalschool.com

 NASZA STRONA :

http://www.revivalschool.com

PRZYŁĄCZ SIĘ DO NASZEJ LISTY “PROROCZO/PRZEBUDZENIOWEJ’ E-MAILOWEJ

W j. angielskim).

Wystarczy wysłać pusty e-mail na adres:
anzac-subscribe@welovegod.org


_________________________________________________

Copyright (c) Andrew Strom, 2003/2004.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обучение

Koinonia#Strom Andrew

Greckie słowo “Koinonia” odnosi się do głębokiego “koleżeństwa”, które pierwsi chrześcijanie mieli ze sobą. Jest to coś,
za czym wielu współczesnych chrześcijan tęskni – i jest to w rzeczywistości istota
“kościelnego życia” w Biblii.#

Greckie słowo “Koinonia” odnosi się do głębokiego
“koleżeństwa”, które pierwsi chrześcijanie mieli ze sobą. Jest to coś,
za czym
wielu współczesnych chrześcijan tęskni – i jest to w rzeczywistości
istota
“kościelnego życia” w Biblii. Lecz w bardzo znacznym stopniu nowoczesny
kościół
zdaje się utracił je.

Mamy dzisiaj „nabożeństwo” czy spotkanie, gdzie
każdy
przychodzi, siada w ławce twarzą do przodu, śpiewa pieśni i słucha
kazania, po
czym mówi: “chwała Boga” niektórym i idzie do domu – to jest bardzo
odległe od
prawdziwej “koinonii”. Nawet tylko w nielicznych grupach domowych i na
spotkaniach kościoła domowego jest trochę głębokiego koleżeństwa. Jest
to
bardziej miniaturowy „serwis kościelny”, gdzie kilku ludzi „usługuje”,
a reszta
siedzi wokół i przygląda się.

 Musimy zdać sobie
sprawę z tego, że “koinonia’ było w samym
centrum życia pierwszego kościoła i jego członków. Bez tego, nie
wierzę, abyśmy
prawdziwie mieli kiedykolwiek “kościół”. Możemy mieć “spotkania”, lecz
nie
będziemy mieli głębokiego koleżeństwa, a bez tego nie mamy faktycznie
nic.

 “Koinonia” polega na
jednej rzeczy ponad wszystkim innym. Polega ona na tym, że schodzi się
razem
grupa ludzi, którzy prawdziwie są “obmyci we krwi” i napełnieni Duchem.
Ponieważ
ja wierzę, że ten rodzaj głębokiego koleżeństwa i radości, i jedności
wymaga
“połączenia serc” na prawdziwym duchowym poziomie – zatem Duch Święty
może tam
prawdziwie przepływać.

Lecz “koinonia’ pierwszego kościoła wymagała
również innych
rzeczy. Jedno jest pewne i wyraźnie widiczne, iż ich spotkania “po
domach”,
zbierali się, wokół POSIŁKU oraz wokół WIECZERZY PAŃSKIEJ. Mam całe
nauczanie
na temat tego, dlaczego Wieczerza Pańska jest o wiele bardziej ważna
niż
współcześnie wierzymy  – lecz nie ma teraz
na to czasu. Wystarczy powiedzieć, że wspólne dzielenie się posiłkiem
jest
bardzo ważne – jest to klucz do prawdziwej “koinonii” i pierwsi
chrześcijanie
brali udział w komunii KAŻDEG DNIA w swych domach – oto jak ważne to
było dla
nich.

Czy musisz być “specjalną osobą” lub starszym, aby
modlić
się błogosławieństwem nad komunią i łamać chleb z innymi wierzącymi w
swym
domu? Nie, zupełnie nie. WSZYSCY jesteśmy “królami i kapłanami”. My
WSZYSCY
powinniśmy robić tego typu rzeczy. Musimy zdać sobie sprawę z tego, jak
ważne
jest łamanie chleba  razem z naszymi
rodzinami, jak ważne są nasze grupy modlitewne, nasze domowe
społeczności itd.
Nie wierzę, abyśmy kiedykolwiek wrócili do prawdziwej nowotestamentowej
“koinonii”
dopóki nie będziemy robić tego.

W czasie swoich spotkań w domach (które w
rzeczywistości
były głównymi “społecznościami”) robili jeszcze inne rzeczy jak
udzielanie
miejsca i dawanie zachęty KAŻDEMU, aby poruszał się w darach Ducha
Świętego.

Nie była to “ekipa jednego gościa” – o nie!

Każdy napełniony Duchem wierzący był ceniony ze
względu na
to, kim był i na obdarowanie jaki otrzymał. Przeczytaj bardzo uważnie 1
Kor
14:26-

A
gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem,
inny
nauką, inny objawieniem,
inny językami, inny ich wykładem; wszystko to
niech
będzie ku zbudowaniu.

(Pamiętaj, że tego rodzaju spotkanie jest czymś
zupełnie
innym niż ogromne spotkania na otwartym powietrzu, które prowadzili
apostołowie.)

 Zauważ również jak
inne były takie formy grup “dyskusyjnych”
i biblijnych studiów od tych, które często dziś się odbywają. Było to
spotkanie
domowe całkiem dobrowolnie skierowane na poruszenie Ducha Świętego i
członkowie
Ciała wszyscy usługiwali sobie nawzajem duchowymi darami.

Wierzę, że musimy świadomie podążać tą drogą jeśli
chcemy,
aby takie rzeczy działy się na naszych spotkaniach. Nowi wierzący muszą
być
uczeni jak poruszać się w darach i muszą być stworzone takie warunki,
aby było
to “normalne”. Musimy zdecydować się czy będziemy siedzieć w kółko i
“dyskutować” różne rzeczy, czy zamierzamy zaprosić Ducha Świętego, aby
przejął
inicjatywę.

Zauważ, że Paweł mówi, że “KAŻDY” powinien używać
swych
duchowych darów na tych spotkaniach i jest bardzo ważne, aby WSZYSTKIE
dary
pojawiały się. Duchowe pieśni, nauczanie, proroctwo, języki i
interpretacja –
to wszystko. Jestem pewien, że jeśliby byli tam obecni ludzie chorzy,
uciśnieni
przez diabła  to byłaby modlitwa i o
nich. TO były rzeczywiście spotkania “Ducha Świętego” i dla nich był to
“kościół
jak zwykle”.

Wydaje się, że te społeczności domowe miały swoich
“starszych”, którzy je prowadzili i mogli wkroczyć, gdyby coś zaczęło
się
wymykać z rąk czy zaczęło dziać się coś, co mogłoby wprowadzić
zwiedzenie.
Lecz, wierzę, że rola starszego jest mniej lub bardziej rolą “rodzica”,
gorliwego
w tym, aby dzieci Boże wchodziły na drogę swobodnego przepływu
duchowych darów
i wzrostu wiary. Nie wierzę, aby prawdziwy “starszy” mógł dominować na
takich
domowych spotkaniach, lecz raczej zachęcał innych, aby odważnie
występowali do
przodu tak często jak tylko to jest możliwe. Niemniej jednak, z
pewnością jego
rola nauczająca, było niezbędna.

Wyobraź sobie, jak by to było gdyby wszystkie
nasze domowe
spotkania wyglądały tak dzisiaj. Wyobraź sobie, co by było, gdybyśmy
dzielili
się wspólnie posiłkiem, a potem brali udział 
razem w Wieczerzy Pańskiej – a potem przechodzili do czasu, w
którym
wszyscy członkowie ciała usługiwaliby sobie nawzajem duchowymi darami.
W
czasie, gdy wszyscy byli by skupieni na modlitwie, mogły by się pojawić
języki
i interpretacja czy proroctwo. Mogły by być duchowe pieśni i słowo
wiedzy. Ktoś
mógłby się podzielić świadectwem czy modlitwą o potrzebę czy też słowem
nauczania.

To, co robimy w takich okolicznościach to
uwolnienie Ducha
Świętego do swobodnego przepływu i poruszania się przez nas, jak On
chce. I
dokładnie tak wyglądało wówczas bycie częścią pierwszego kościoła. Na
co więc
czekamy?

Niech was Bóg błogosławi, moi przyjaciele!

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

сайт

Podejmij Bój Wiary

Frangipane Francis

Pomimo światowych konfliktów Duch Święty prowadzi kościół do okresu jego największych przemian. Nie możemy spoglądać na naciski naszych czasów jak gdyby były one okolicznościami, które nas hamują, ponieważ w rękach Wszechmogącego, są to właśnie te narzędzia, których używa do doskonalania nas.

Jednym z problemów interpretacji czasów ostatecznych jest tendencja do koncentrowania się tylko na jednym zestawie warunków. Jeśli patrzymy na fakt, że Szatan będzie szalał czy na to, że będzie bezprawie, wojny, trzęsienia ziemi czy głód, możemy dojść do wniosku, że te trudności i ciemności to jest wszystko, co nas czeka przed porwaniem.

A jednak ten sam Duch, który przewidział niebezpieczne okoliczności czasów ostatecznych, przepowiedział również, że pomimo trudności i walk, ewangelia o Królestwie Niebieskim będzie głoszona wszędzie, wszystkim narodom (Mat 24:14). Pan powiedział, że “ziarno” chrześcijan dni ostatnich już dojrzeje (Mk 4:29) i, że ci, którzy znają swojego Boga będą silni, będą robić wielkie wyczyny, świecić jak gwiazdy i prowadzić wielkie tłumy do sprawiedliwości (Dn 11:32; 12:3).

Nasza uwaga musi być zwrócona na to, abyśmy stawali się podobni do Chrystusa we wszystkim. Może ktoś się nie zgadzać, mówiąc: “lecz świat wokół nas jest pełen grzechu i zła, i dzieje się coraz gorzej!” Tak, lecz Biblia mówi nam, że tam gdzie grzech obfituje, łaska Boża będzie obfitować jeszcze bardziej (Rzym. 5:20). Możemy zostać przygnieceni potopem zła szturmującego nasze społeczności, a jednak obietnica Boża jest taka, że gdy przeciwnik przyjdzie jak powódź, Bóg podniesie standardy przeciwko niemu (Iz. 59:19)

Czy jesteś skoncentrowany na zalewie przeciwnika, czy też jesteś świadom tego, że standardy Boże podnoszą się, aby sprzeciwić się potopowi?

Umiłowani, nie zapominajcie o tym, że nawet gdy ciemność okryje całą ziemię i gęsty mrok spowije ludzi to obietnica Boża jest taka, że Jego chwała zajaśnieje nad nami i Jego obecność będzie widoczna poprzez nas! Pomimo tego, że wydaje się iż ciemności nigdy się nie skończą to Pan obiecał, że na końcu wojny między ciemnością i światłością: “narody przyjdą do twojej światłości i królowie do chwały jaśniejącej nad tobą” (Iz. 60:1-3)

Rzeczywiście w rozwijającej się panoramie wydarzeń końca czasów, Boże słowo objawia, że będzie również “okres odnowienia” (Dz. 3:20-21). Nie oznacza to, że świat zostanie poddany kościołowi (jak niektórzy błędnie nauczają), lecz że prawdziwy kościół będzie całkowicie poddany Chrystusowi i przez Niego przemieniony! Ten ostatni przejaw łaski zostanie przyjęty przez kościół podobny do Chrystusa, którego duchowa dojrzałość będzie manifestować się poprzez osobę i pasję samego Jezusa Chrystusa na ziemi.

Napisałem wam, tylko dla przypomnienia, że choć bitwa zdaje się wrzeć, Boże Słowo nie wraca próżne do Niego. Nasza walka jest bojem wiary: czy wierzymy w Boże obietnice? Nasza wojna toczy się przeciwko zwierzchnościom i mocom; czy wierzymy w raport, który mówi, że “Chrystus pokropi (tzn. oczyści, przebaczy i przemieni) (Iz. 52:12-53:2)?

Ja wierzę obietnicom Bożym. Boże Słowo jest dla mnie nie tylko zachętą w czasie prób, lecz jest mieczem, który przemawia w czasie duchowej wojny. Ogłaszam rzeczywistość Bożych obietnic nad moją rodziną, moim kościołem, moim miastem i moim narodem! Zastanów się nad poniższą proklamacją:  “Tak jest z każdym słowem, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezużytecznie, lecz wykonuje dzieło, z którym go posłałem” (p. Iz 55:9-11). 

Rozważ również Jego oddanie: „Ja sam czuwam nad moim słowem, aby je wypełnić” (Jer. 1:12).

Pan jest dostępny.

Nie mów w sercu swoim “Kto wstąpi do nieba. To znaczy, aby Chrystusa sprowadzić na dół; Albo: “Kto zstąpi do otchłani? To znaczy, aby Chrystusa wywieść z martwych w górę”.

Lecz co powiada Pismo? Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim: to znaczy, słowo wiary, które głosimy” (Rzm. 10:6-8).

Widzicie, nie jesteśmy zwykłymi śmiertelnikami stąpającymi ślepo po ziemi, oddzielonymi od Boga i Jego reakcji na nasze potrzeby. Nie! Jesteśmy nowymi stworzeniami, narodzonym na nowo z wysokości, które mają zamieszkującego we wnętrzu Ducha Świętego Wszechmogącego Boga. I On dał nam Swoje słowo, włożył je w nasze serca i usta i obiecał: „Ktokolwiek wierzy w niego nie będzie zawstydzony” (Rzm. 10:11).

Pan nie chce, abyśmy martwili się o przyszłość, lecz abyśmy tworzyli ją poprzez poznanie Jego woli, poprzez ogłaszanie Jego słowa i przez nasze poddanie się mocy Ducha Świętego.

Bóg wzywa nas do “wojennego sposobu” myślenia, które zmusza nas do wzięcia “miecza Ducha”, którym jest żywe “słowo Boże” (Ef. 6:17).  Tak, pracujemy i wstawiamy się, pokutujemy z
naszych grzechów i grzechów naszych krajów, lecz ciężar naszego zwycięstwa spoczywa nie na tym, jak wiele pracujemy, jak bardzo zmagamy się, lecz na tym jak naprawdę wierzymy w to, co Bóg obiecał! Umiłowani, czyż przekazany nam miecz Boży nie jest jak echo Jego głosu w nas!

Nie marudź więc nad negatywnymi warunkami na świecie, ani nie wzdychaj w modlitwie zagłuszanej przez strach i niewiarę – podejmij bój wiary. Podnieś swoją Biblię i wypowiadaj głośno obietnice Bożego słowa. Weź dowolny werset i cytuj go, wypowiadaj głośno, z wiarą i autorytetem. Gwarantuję ci, że jeśli będzie ogłaszał Słowo Boże z wiarą, ono uwolni moc w twoim duchu i przez twojego ducha.

Najpotężniejszą bronią we wszechświecie są obietnice, które Bóg tchnął w Swej Księdze. On zapewnia nas: “Wszystko jest możliwe dla wierzącego” (Mk 9:23). Naszym powołaniem jest nie tylko modlitwa, lecz chwycenie miecza Ducha i podjęcie boju wiary!

 aracer

Co Jezus osiągnął na Krzyżu?

Tytuł tego studium może wydawać się trochę ambitny. Przede wszystkim pełne wyjaśnienie wszystkiego, co Jezus zdobył poprzez Swoją śmierć i zmartwychwstanie byłoby niezłym osiągnięciem. Ponieważ jest to część dotycząca grzechu, skoncentrujemy się w tym studium w szczególności na tym w jaki sposób Krzyż wpłynął na grzech a głównie, na jego część praktyczna i wpływ na nas.

Gdy ludzkość po raz pierwszy zgrzeszyła, Bóg miał tyle do powiedzenia kusicielowi, Szatanowi:

Rdz. 3:15: I ustanowię nieprzyjaźń między tobą, a kobietą, między twoim potomstwem (nasieniem), a jej potomstwem (nasieniem); ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę.

O co chodzi z tym potomstwem (nasieniem)?

W tym wersecie słowo „potomstwo” odnosi się do Jezusa. Jest tak dlatego, że On jest potomkiem Ewy. Bóg powiedział, że Chrystus zostanie posiniaczony (niektóre tłumaczenia mówią „zmiażdżony) piętą Szatana, lecz posiniaczy („zmiażdży) głowę Szatana. To Boże stwierdzenie ma ogromne znaczenie. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Pamiętaj, że Szatan przyjął postać węża. To w głowie węża jest  przechowywany jad – zmiażdż ją i wąż nic już nie może zrobić. Szatan zranił piętę Jezusa w ten sposób, że doprowadził do Jego śmierci. Jednak był (Szatan) blisko pięty (Jezusa) tylko dlatego, że to pięta zbliżała się do jego głowy w celu jej zmiażdżenia. W istocie jego atak na Jezusa odniósł dla niego odwrotny skutek.

Nie jest to jedyny raz, gdy się tak dzieje, a w rzeczywistości wielu chrześcijan opowiada historie o tym, jak Bóg z czegoś, co miało posłużyć uderzeniu na nich, wyprowadził dobro. Przeciwnik często będzie próbował nas atakować i będzie atakował jako dzieci Boże, a jego ataki będą wracać i nękać jego.

O ile przyjemnie jest słuchać o tym, jak diabelskie plany uknute przeciwko nam obróciły się przeciwko Szatanowi uderzając go w twarz, o  tyle, żadna z tych historii nie może się równać ze skrajnym przypadkiem rykoszetu będącego wynikiem ataku diabła na Syna Bożego. Jego plan  zabicia Jezusa doprowadził do Zmartwychwstania, które sprawiło, że stało się możliwe pokonanie grzechu raz na zawsze i dla wszystkich.

Są dwie części tego wydarzenia tzn.: Śmierć i Zmartwychwstanie. Śmierć Jezusa była najwyższą ofiarą wszechczasów, którą opłacone zostały grzechy każdej jednej osoby, każdego z nas i która umożliwiła nam stawanie w obecności doskonałego i bezgrzesznego Boga.

Co więcej, w dodatku do Śmierci na Krzyżu, później przyszło Zmartwychwstanie. Wszelkie plany Szatana nie były w stanie utrzymać Jezusa w grobie. W rzeczywistości, Jezus nie był jedyną osobą, która
zmartwychwstała. Moc śmierci była tak silna, że nawet martwi ludzie wyszli ze swoich grobów.

 

Mat 27:51-53: „I oto zasłona świątyni rozdała się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia się zatrzęsła , i skały popękały, i groby się otworzyły, i wiele ciał świętych, którzy zasnęli, zostało wzbudzonych; i wyszli z grobów po jego zmartwychwstaniu i weszli do świętego miasta, i ukazali się wielu”.

To była demonstracja tego, jak potężne są śmierć i zmartwychwstanie Jezus. On pokonał śmierć, więc martwi powstali. Taki był natychmiastowy rezultat. Ważniejsze dla nas są długoterminowe skutki. On pokonał również śmierć w naszym życiu. Jego śmierć uwolniła nas od kary za grzech a Jego zmartwychwstanie uwolniło nas od mocy grzechu.

Zatrzymajmy się i rozważmy to przez chwilę.

Nie jesteśmy związani przez grzech. Grzech został pokonany. Jest to żywotna prawda, która, wpisana w serce i zastosowana w chrześcijańskim  życiu, jest niezwykle pełna mocy. Szatan nie chce, abyś o tym wiedział. Wie, że został pokonany, lecz chce zachować to w tajemnicy przed tobą, ponieważ ta wiedza utrzymuje cię na prawej
drodze i w skupieniu na Stworzycielu.

W czasie, gdy chodził po ziemi Jezus pokonał Szatan w 3 głównych wymiarach.

Prowadził bezgrzeszne życie, nawet w okresach wielkiego kuszenia.

Poprzez zmartwychwstanie pokonał śmierć.

On wrzuci Szatana do piekła na całą wieczność.

Życiowe zastosowanie: Ważne jest, aby przypominać sobie o tym, kto jest po zwycięskiej stronie. Następnym razem, gdy diabeł będzie cię oskarżał, przypomnij mu kim jesteś w Chrystusie. Przypomnij mu o jego potrójnej przegranej. Następnym razem, gdy będziesz miał sposobność zaśpiewać: „Zwycięstwo w Jezusie”, przyjmij postawę wdzięczności za fakt, że On jest zwycięzcą раскрутка сайта

Tęcza i inne pamiątki

Wiliams James

Być może dobrze możesz się utożsamić z taką sceną:. jedziemy samochodem z dziećmi  na tylnym siedzeniu i, nagle, zauważam tęczę. Mówię coś do moich  dzieciaków  tak, aby zwrócić na nią ich uwagę. „Patrzcie, tęcza!” Nie jakoś  szczególnie  inaczej, niż gdy przejeżdżamy obok innych rzeczy, które chcę im  pokazać, jak  krowy czy wozy strażackie.

Jest tylko jedna rzecz, która  odróżnia tęczę, coś szczególnego, czym się różni od krów I innych  atrakcji.

Rdz.  9:14-15 Kiedy zbiorę chmury i obłok będzie nad ziemią, a na obłoku  ukaże się  łuk, wspomnę na przymierz moje, które jest między mną a wami i wszelką  istotą  żyjącą we wszelkim ciele, i już nigdy nie będzie potopu, który by  zniszczył  wszelkie ciało.

Tęcza  została dana nam jako znak obietnicy, którą Bóg dał zaraz po Wielkim  Potopie.  Obiecał, że już nigdy więcej nie wywoła takiego zniszczenia. Jest to  pamiątka  dla Niego i dla nas

Dlaczego  uczynił taką obietnicę? Pewne wskazówki możemy uzyskać z miejsca, gdzie  pojawia  się ona po raz pierwszy w poprzednim rozdziale:

Rdz.  8:20: „Wtedy zbudował Noe ołtarz Panu i wziął z każdego bydła czystego  i z  każdego ptactwa czystego, i złożył je na ofiarę całopalną na ołtarzu. i  poczuł  Pan miłą woń. Rzekł tedy Pan w sercu swoim: już nigdy nie będę  przeklinał ziemi  z powodu człowieka, gdyż myśli serca ludzkiego są złe od młodości jego.  Nie będę już nigdy niszczył żadnej istoty  żyjącej, jak to uczyniłem..

Nie  jest chyba wielkim naciągnięciem stwierdzenie, że Bóg spojrzał na  zniszczenie,  którego zesłał jako metodę zajęcia się grzechem świata I powiedział do  Siebie  Samego, że musi znaleźć inny sposób na to. Ofiary Noego były taką  wskazówką dla  nas, jaki to ten inny sposób mógłby być. On posłał by swojego jedynego  Syna,  który miał stać się ofiarą za nasze grzechy, abyś ty I ja nie musieli  przechodzić przez to samo zniszczenie, które właśnie nawiedziło ziemię.

Z  tego powodu, właściwe jest powiedzieć, że Tęcza jest pamiątką dla  ciebie i mnie  o tym, co Jezus uczynił na Krzyżu. Pomimo tego, że ty i ja  zasługiwaliśmy na  śmierć, zostało nam przebaczone. Gdy widzisz tęczę, myśl o niej, jako o  czymś  więcej niż tylko triku robionym przez słońce na cząsteczkach wody. Jest  tam po  to, aby przypomnieć nam o tym, kim jest Bóg, co zrobił i kim my  jesteśmy w Nim.

Tęcza  jest tylko jedną z wielu pamiątek w naszym życiu. Musisz tylko się  rozejrzeć  wokół a one tam są. Czasami są to takie, które dał nam Bóg, jak  komunia. Gdy  Jezus opisywał cel tej ważnej czynności, powiedział: „To czyńcie na  moją  pamiątkę” (Łuk 22:19). Gdy bierzemy chleb i wino, mamy pamiętać o tym,  co zrobił Jezus i, rozszerzając, o tym jak wielką miłość ma dla nas Bóg.

Są  i inne pamiątki wokół nas, niektóry zrobione przez człowieka, a  niektóre  bezpośrednio od Boga. Gdy obchodzimy takie święta jak Boże Narodzenie,  Wielkanoc, Dzień Dziękczynienia, wysil się, aby pamiętać

Gdy  widzisz kogoś noszącego Krzyż na szyi, pamiętaj. Gdy widzisz Wielki  Kanion,  ptaka, rzekę, chmurę czy niemowlę – pamiętaj o Jego miłości, Jego  wielkiej  ofierze, Jego miłości do ciebie, Jego dobroci. Pamiętaj. Pamiątki są  wokół ciebie.оптимизация поиска сайта