Author Archives: pzaremba

Ukryty akrostych hebrajski, który mógł podłożyć Piłat

dr Eli Lizorkin-Girzhel
Oryg.: TUTAJ

Niewiele postaci w opowieściach o Męce Pańskiej jest tak enigmatycznych jak Poncjusz Piłat, rzymski prefekt Judei (ok. 26–36 n.e.). Tradycja chrześcijańska od wieków przedstawia go często jako niechętnego sędziego – człowieka rozdartego między werdyktem o niewinności a żądzą krwi jerozolimskiego tłumu. Czytamy:

Zgromadzili się bowiem w tym mieście Herod i Poncjusz Piłat z poganami i z ludem izraelskim, aby sprzysięgnąć się przeciwko świętemu słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś” (Ap 4:27).

Jednak bliższa lektura Ewangelii ujawnia bardziej złożoną postać, zwłaszcza biorąc pod uwagę dynamikę religijną i polityczną okresu Drugiej Świątyni (516 p.n.e.–70 n.e.). Piłat był rzymskim namiestnikiem, który po manipulacji ze strony judejskich władz religijnych dokonał subtelnej, a być może nawet proroczej zemsty. Ten „odwet” przybrał formę dwóch starannie dobranych symbolicznych aktów: rytualnego obmycia rąk przed tłumem oraz napisu umieszczonego nad krzyżem Jezusa. Oba te działania, głęboko zakorzenione w żydowskich obyczajach i teologii, pozwoliły Piłatowi wyśmiać swoich przeciwników politycznych (judejskie władze), potwierdzić swoją pozycję i przekształcić ich polityczne zwycięstwo w teologiczny atak.

Problemy Piłata
Aby zrozumieć działania Piłata, trzeba najpierw docenić burzliwą atmosferę Judei okupowanej przez Rzymian w okresie Drugiej Świątyni. Region ten był iskrą zapalną mesjańskich oczekiwań, zwłaszcza podczas świąt pielgrzymkowych, takich jak Pascha, kiedy Jerozolima tętniła pielgrzymami, a w powietrzu unosiły się wspomnienia odkupienia.

Rzymski prefekt był wysokim rangą urzędnikiem odpowiedzialnym za określone zadania administracyjne, wojskowe lub sądownicze w Republice Rzymskiej, a co ważniejsze, w Cesarstwie Rzymskim. Tytuł praefectus (łac. „ustanowiony na czele”) nie był tradycyjnym wybieralnym urzędem, lecz delegowaną władzą, podlegającą bezpośrednio cesarzowi lub wyższemu namiestnikowi. Jako prefekt, Piłat posiadał znaczną władzę, ale działał pod stałą kontrolą zarówno dworu cesarskiego, jak i lokalnych elit religijnych. Saduceusze i Sanhedryn mieli znaczny wpływ na ludność żydowską, a poważne zamieszki mogły kosztować Piłata stanowisko, a nawet karierę.

Ewangelie (Mt 27,11–26; Mk 15,1–15; Łk 23,1–25; J 18,28–19,16) zgodnie twierdzą, że Piłat nie znalazł w Jezusie żadnego przestępstwa uzasadniającego karę śmierci (jego żona ostrzegła go nawet po tym, jak zobaczyła sen o niewinności Jezusa). Mimo to arcykapłani nieustannie go naciskali. W J 19,12 zapisano ich zdecydowaną polityczną szach-matę: „Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara”.

„Przyjaciel Cezara” ( Amicus Caesaris ) był formalnym rzymskim tytułem honorowym. W kontekście I wieku nadawano go zaufanym sojusznikom i lojalnym sługom cesarza, co oznaczało bliskie stosunki polityczne i niosło ze sobą znaczny prestiż. Oskarżenia o nielojalność wobec Tyberiusza Cezara były niebezpieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę i tak już napięte stosunki Piłata z jego poddanymi (Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela 18.55–59). W obliczu groźby zamieszek podczas Paschy — święta i tak już przepełnionego nacjonalistycznym zapałem — Piłat skapitulował. Ale jego uległość wcale nie była potulna. W obmyciu rąk i napisie na krzyżu Piłat umieścił akty nieposłuszeństwa, które ujawniają człowieka znającego żydowskie zwyczaje i gotowego do uzbrojenia swoich miejscowych.

Continue reading

Codzienne rozważania_05.05.2026

Wierny Siewca

Greg Laurie
Rano siej swoje ziarno i do wieczora nie pozwól spocząć swej ręce, bo nie wiesz, czy wzejdzie jedno czy drugie, czy też są jednakowo dobre” (Sal 11:6).

Oto coś niesamowitego do przemyślenia. Saul, który później stał się apostołem Pawłem, pełnił dzieło Królestwa Bożego, zanim jeszcze w nim zasiadł. Pamiętajmy, że Saul był jednym z pierwszych wrogów wiary chrześcijańskiej. Zaciekle prześladował wierzących, co skłoniło wielu do ucieczki z domów i przeniesienia się w odległe kraje – zabierając ze sobą ewangelię.

Gdyby Saul nie był tak nieustępliwy w prześladowaniu Kościoła, myślę, że chrześcijanie z I wieku prawdopodobnie byliby zadowoleni, pozostając w swojej małej, świętej kryjówce w Jerozolimie i nigdy nie opuszczając miasta. W końcu ich sytuacja była niemal idealna. Bóg błogosławił ich wysiłkom ewangelizacyjnym w mieście, więc wszędzie było wierzących. Nie musieli opuszczać Jerozolimy. Jednak z powodu prześladowań ze strony Saula chrześcijanie byli zmuszeni się rozprzestrzenić. Zanieśli Dobrą Nowinę o Jezusie do miejsc, do których w przeciwnym razie mogłaby nie dotrzeć, a przynajmniej nie tak szybko.

Continue reading

Ewangelizacja to nie to, co myślisz – część 1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Ilu pastorów wywoływało w swoich zborach poczucie winy i potępienia za to, że nie przyprowadzają wystarczającej liczby ludzi do Jezusa? Działania ewangelizacyjne kościołów często skupiają się na jak największej liczbie osób „pozyskanych dla Chrystusa” niczym rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu w Ameryce, który wycinał sobie nacięcia na pasie za każdego zabitego przeciwnika. Z powodu takich oczekiwań wielu chrześcijan uważa, że zawodzą Boga albo nie są dobrymi chrześcijanami, ponieważ nie przyprowadzili zbyt wielu ludzi do Jezusa.

Ale… kiedy porównamy wysiłki, jakie współczesna kultura kościelna wkłada w ewangelizację, z tym, co rzeczywiście mówi Nowy Testament, zobaczymy tu ogromną różnicę. Choć Pan przyjmuje człowieka niezależnie od tego, w jaki sposób do Niego przychodzi, Pismo Święte opisuje, w jaki sposób pierwszy Kościół tak szybko pozyskiwał wielu ludzi dla Pana.

Z czysto analitycznego punktu widzenia – jeśli chodzi o przemianę narodów, społeczeństw i kultur, to wszystkie te kampanie i działania ewangelizacyjne zawiodły w żałosny sposób.

Pierwsza różnica: Jezus nigdy nie powiedział, aby „doprowadzać ludzi do nowego narodzenia”
W naszej kulturze skupiamy się na tym, by jak najwięcej ludzi narodziło się na nowo.  Jezus jednak tego nie nauczał. W J 3:3, podczas prywatnego, nocnego spotkania z Nikodemem, Jezus powiedział mu, że człowiek musi się narodzić na nowo, aby ujrzeć Królestwo Boże. To stwierdzenie opisuje to, co dzieje się z duchem człowieka, gdy zostaje odnowiony przez Ducha Świętego. Nigdy nie było to metodą ewangelizacyjną. Jezus nigdy nie polecił uczniom, aby doprowadzali ludzi do nowego narodzenia. Nigdy też nie posłużył się określeniem „narodzony na nowo” w żadnym swoim publicznym nauczaniu.

Ewangelizacja stała się liczeniem głów, podnoszeniem rak, które mają miejsce w bezosobowych salach, stadionach, a nawet namiotach, gdzie jedynym celem jest sprawić, aby jak najwięcej rąk podniosło się dla Jezusa. Nie ma to miejsca na relację – jest tylko liczenie rąk. Czy potrafisz wyobrazić sobie Jezusa działającego w ten sposób wśród pięciu tysięcy, gdy rozmnożył chleby i ryby? Czy wyobrażasz go sobie, że po tym cudzie mówi: „Niech teraz wszyscy pochylą głowy i zamkną oczy, by w ten sposób sprawdzić, kto wierzy, że jest Mesjaszem”? Oczywiście, że nie. Jego kultura i współczesna kultura kościelna to dwie zupełnie różne rzeczy. Dlaczego więc nie dostosujemy naszych przekonań do Jego kultury, zamiast próbować dopasować to na odwrót?

W Mt 28:19–20 Jezus powiedział właśnie to:
Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody (…) ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem”.

Słowo „przestrzegać” oznacza tutaj obserwować i naśladować. Jezusowe rozumienie ewangelizacji polega na tym, aby uczyć ludzi działania poprzez obserwowanie nas czyniących to, co nam nakazał. Nie powiedział, aby próbować ich nakłonić do podjęcia decyzji dla Niego. Powiedział, aby uczyć ich, by obserwowali i czynili to, co nam przykazał.

Greckie słowo przetłumaczone jako „przestrzegać” to „tereo” – od „teros”, oznaczającego „patrzeć, czuwać”. Używano go w w tamtym czasie w znaczeniu „strzec, pilnować, mieć na coś baczenie”. My strzeżemy tego, co Jezus do nas powiedział, i wprowadzamy to w życie. Inni zaś obserwują nas żyjących według Jego nauki. Patrząc na nas, uczą się o Jezusie i pragną Go w swoim życiu. Uczcie ich przestrzegać wszystkiego, co Jezus nam przekazał.

Continue reading

Codzienne rozważania_04.05.2026

Nikt nie jest poza zasięgiem Boga

Greg Laurie
Kiedyś uważałem, że powinienem zrobić wszystko, co w mojej mocy, by przeciwstawić się samemu imieniu Jezusa Nazarejczyka. I rzeczywiście, właśnie to uczyniłem w Jerozolimie. Z upoważnienia najwyższych kapłanów sprawiłem, że wielu wierzących trafiło tam do więzienia. I głosowałem przeciwko nim, gdy zostali skazani na śmierć. Wielokrotnie karałem ich w synagogach, by zmusić do przeklinania Jezusa. Byłem wobec nich tak zaciekłym przeciwnikiem, że ścigałem ich nawet w obcych miastach” (Ap 26:9–11 NLT).

Każda osoba w twoim życiu, która nie zna Chrystusa, stanowi dla ciebie duchową szansę. Jeśli jesteś jak większość ludzi, prawdopodobnie masz znajomych, którzy wydają się otwarci na przesłanie ewangelii. Nie trzeba wielkiego wysiłku wyobraźni, by wyobrazić ich sobie jako współwyznawców, oddających cześć i służących Panu razem z tobą. Z drugiej strony, prawdopodobnie masz innych znajomych, którzy wydają się tak dalecy od Boga – których życie jest tak rozbite, a priorytety tak pomieszane – że masz ochotę skreślić ich jako stracone sprawy.

Jeśli tak jest, Słowo Boże ma dla ciebie przesłanie: Nie rób tego. Nie wpadnij w diabelską pułapkę, wierząc, że niektórzy ludzie są poza zasięgiem Boga. Prawda jest taka, że ​​nikt, kto oddycha, nie jest poza odkupieniem.

W Dziejach Apostolskich 26:9–11 apostoł Paweł opisuje jedno z najbardziej zdumiewających nawróceń wszech czasów – nawrócenie tak nieprawdopodobne, że nawet uczniowie Jezusa nie wierzyli, że jest możliwe. Opisuje oczywiście swoje własne nawrócenie.

Continue reading

Słowo ciałem się stało

Słowo stało się ciałem

1) Bóg i Słowo w Ewangelii Jana 1
2) Słowo Było u Boga

3) Słowo było Bogiem
4) W Nim Było Życie
5) Życie było światłem
6) Wszystkim, którzy Go przyjęli
7) Słowo ciałem się stało

Kevin Bauder | 1 maja 2026 r.

Wstęp do Ewangelii Jana zawiera bogaty opis osoby Jezusa Chrystusa, którego Jan nazywa Słowem. Istniał On przed wszelkim początkiem. Był z Bogiem, co implikuje pewien poziom odrębności od Boga. Posiadał jednak wszystkie cechy i właściwości przynależne Bogu – całą boską naturę. Te twierdzenia mogą być podtrzymane jedynie przez doktrynę Trójcy Świętej. Słowo jest wieczną Drugą Osobą Trójcy Świętej, ale nie jest Ojcem ani Duchem Świętym. Jest Synem.

Słowo jest Bogiem. Słowo jest również życiem i światłem. To On zapewnia zbawienie ludziom. Kiedy ludzie wierzą w Jego imię, On daje im prawo, by stali się dziećmi Bożymi.

Słowo rozszerzyło życie i światłość na ludzi, przychodząc do swoich. To, co uczynił, aby zapewnić zbawienie, to wspaniała historia, ale historia ta rodzi ważne pytanie. Jak On przyszedł do swoich? Jak ten wieczny, ten, który zawsze był twarzą w twarz z Bogiem i ten, który posiadał wszystkie boskie atrybuty – jak ten, który mógł przyjść do swoich?

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w Ewangelii Jana 1:14 : „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (i oglądaliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca), pełne łaski i prawdy”. Werset ten zwraca uwagę na przyjście Słowa do swoich. Słowo stało się ciałem. Słowo zamieszkało wśród nas. To są cuda i należy je właściwie rozumieć.

Jan nie używa w tym wersecie terminu „ czynić” , lecz „ stawać się ”: Słowo stało się ciałem. Co to znaczy?

Z pewnością nie oznacza to, że jakakolwiek część boskości Słowa przekształciła się w człowieczeństwo. Bóg się nie zmienia ( Ml 3,6 ). Jest zawsze taki sam, jeśli chodzi o swoją istotę i osobowość. W boskiej naturze nigdy nie zachodzą żadne zmiany. Bóg w żaden sposób nie przekształcił boskości w człowieczeństwo.

Bóg nie zamienił boskości na człowieczeństwo. Nie spieniężył boskości wartej pięćdziesiąt dolarów, by wymienić ją na człowieczeństwo warte pięć centów. Bóg nigdy nie może przestać być Bogiem. Bóg nie ma żadnych stopni boskości. Bóg nigdy nie może być mniej Bogiem, niż jest. Nic nigdy nie było i nigdy nie może być odjęte od boskiej natury.

Nawet wśród Osób Boskich nie ma stopni boskości. Ojciec jest w pełni Bogiem. Syn jest w pełni Bogiem. Duch Święty jest w pełni Bogiem. Wszyscy są tej samej substancji. Każdy jest równy innym w chwale, mocy, majestacie i godności. Kiedy Chrystus ogołocił samego siebie ( Flp 2,7 ), nie odrzucił ani jednej cząstki swojej boskości.

Słowo stało się ciałem nie przez nawrócenie czy odejmowanie, lecz przez przyjęcie. Przyjął ludzką naturę w Swojej Boskiej Osobie. Jego boskość pozostała niezmieniona, ale On stał się kimś, kim nigdy wcześniej nie był: prawdziwym, pełnym człowiekiem.

W Swoim wcieleniu wieczna Druga Osoba Bóstwa przyjęła pełną naturę ludzką w Swojej Boskiej Osobie. Akt ten nazywany jest czasem zjednoczeniem hipostatycznym , co oznacza zjednoczenie natur. Jego boska i ludzka natura pozostały odrębne i niezmieszane, lecz zjednoczyły się w jednej Osobie.

Ludzie łatwo błędnie rozumieją zjednoczenie człowieczeństwa z boskością w Chrystusie. Niektórzy wyobrażają sobie, że ta jedność czyni Go swego rodzaju mieszaniną. Na przykład, jeden ze starożytnych nauczycieli (Apolinary) uważał, że Jezus miał ludzkie ciało i duszę, ale boski Logos zajął miejsce Jego ludzkiego ducha. Problem z traktowaniem Jezusa jako mieszaniny polega na tym, że taka taktyka zawsze niszczy Jego ludzką naturę.

Zastępując ludzkiego ducha Jezusa boskim Logosem, Apolinary uczynił Jezusa mniej niż w pełni człowiekiem. To samo stało się z innym starożytnym nauczycielem, Eutychesem. Wyobrażał on sobie zjednoczenie człowieczeństwa z boskością w Chrystusie jak zmieszanie kropli miodu z oceanem wody. Miód zostanie wchłonięty przez wodę. Choć rzeczywiście obecny w wodzie, będzie tak rozcieńczony, że stanie się niewykrywalny. Skutkiem eutychianizmu było osłabienie człowieczeństwa Chrystusa i uczynienie go mniej pełnym i realnym.

Takie wysiłki, by chronić boskość Słowa, podważają Jego człowieczeństwo. Wyrządzają krzywdę idei, że Słowo stało się ciałem. Jeśli Słowo jest rzeczywiście życiem i światłem ludzkości, to Jego ludzka natura musi być kompletna. Musiał upodobnić się do tych, których przyszedł zbawić. Musiał upodobnić się do nich pod każdym względem, z wyjątkiem jednego: był bez grzechu ( Hbr 4,15 ).

Innym błędnym wyjaśnieniem wcielenia Słowa jest to, że połączyło ono swoją wieczną, boską osobę z całkowicie odrębną osobą ludzką. Zwolennicy tego poglądu uważali, że boska osobowość Jezusa była połączona z Jego boskością, podobnie jak bliźnięta syjamskie. Zatem Maryja nie urodziła osoby boskiej, lecz jedynie osobę ludzką. Słowo Boże przepływało przez nią jak woda przez rurę.

Teorię tę popierali zwolennicy Nestoriusza. Stwarza ona poważny problem. Uniemożliwia ona chrześcijanom oddawanie czci jednemu Panu Jezusowi Chrystusowi. Co więcej, chrześcijanie nie potrafią stwierdzić, która osoba (boska czy ludzka) mówiła i działała w danym momencie na ziemi. Nie wiedzą, która osoba umarła na krzyżu. Nie wiedzą, komu zaufać w kwestii zbawienia. Pogląd nestoriański zakłada, że ​​Bóg współpracował z człowiekiem, ale Chrystus nie był pojedynczym Bogiem-człowiekiem.

Wcześni przywódcy chrześcijańscy zmagali się z pytaniem, jak wyrazić prawdę, że Słowo stało się ciałem. Jak mogliby wyjaśnić tę prawdę najpełniej, jak to możliwe, nie mówiąc więcej niż zezwala Pismo Święte? Po wielu nieudanych próbach, uzgodnili następujący język (sporządzony w Chalcedonie w 451 roku). Stwierdzili, że Jezus jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem, i że posiada dwie natury: „bez zmieszania, bez zmiany, bez podziału, bez rozłączenia”. Przez wieki nikt nie znalazł lepszego sposobu, by to wyrazić.

To podsumowanie chroni przed istotnymi błędami. Jednocześnie jednak nasuwa kolejne pytania. Niektóre z nich wynikają również z reszty fragmentu Jana 1:14 . Warto się im przyjrzeć.

rozdzielacz

Autorem tego eseju jest Kevin T. Bauder, profesor teologii historycznej i systematycznej w Central Baptist Theological Seminary. Nie wszyscy profesorowie, studenci i absolwenci Central Seminary zgadzają się z każdą opinią wyrażoną w tym eseju.

Codzienne rozważania_02.05.2026

Krocz we właściwym tempie

Greg Laurie
Ci, którzy mówią, że żyją w Bogu, powinni żyć tak, jak żył Jezus” (1J 2:6).

Mam problem, kiedy spaceruję z żoną. Zawsze idę trochę szybciej niż ona. Za każdym razem, gdy wychodzimy razem, łapię się na tym, że idę przed nią. Muszę się zatrzymać i poczekać, aż mnie dogoni. Świadomie staram się iść wolniej – przynajmniej przez chwilę. Ale zanim się obejrzę, znowu idę szybko.

Wielu wierzących staje przed podobnym wyzwaniem, jeśli chodzi o chodzenie z Bogiem. Niektórzy chcą Go wyprzedzić. Niecierpliwią się, czekając, aż odpowie na modlitwę lub objawi swoją wolę, więc biorą sprawy w swoje ręce. Inni pozostają w tyle. Niechętnie działają, gdy On ich do tego nakłania. Wahają się wyjść poza swoją strefę komfortu bez dwutygodniowego wyprzedzenia.

Naszym celem powinno być postępowanie w harmonii z Panem. Musimy pozostać blisko Niego i dostosować nasze kroki, aby były zgodne z Jego wolą. Enoch jest wymieniony w Galerii Sław Wiary (zob. List do Hebrajczyków 11:5). Jednak niewiele o nim wiemy poza wzmianką w Księdze Rodzaju 5:22 (BW), powtórzoną w wersecie 24: „Enoch chodził z Bogiem” (BW).

Odnosząc się do naszej codziennej relacji z Duchem Świętym Boga, apostoł Paweł napisał: „Skoro żyjemy według Ducha, postępujmy według Ducha” (Gal 5:25).

Ale co to oznacza w praktyce? Jak to robić? Jak wygląda „dotrzymywanie kroku Duchowi”? Oznacza to, że priorytetowo traktujemy sprawy Boże. Oznacza to, że wstając rano, poświęcamy czas na czytanie Biblii. Jeśli zaniedbamy Słowo Boże, odbije się to na naszym życiu. Dotrzymywanie kroku Duchowi oznacza również, że spędzamy czas we wspólnocie z ludem Bożym.

Apostoł Jan ujął to tak: „Kto mówi, że żyje w Bogu, niech żyje tak, jak Jezus” (1 J 2,6 NLT). Krótko mówiąc, znajdź czas na sprawy Boże. Bądź proaktywny w swojej drodze z Panem. Nie czekaj, aż wolny czas się pojawi. Świadomie wygospodaruj czas w swoim harmonogramie. Jeśli oznacza to godzinę snu mniej, niech tak będzie. Jeśli oznacza to opóźnienie posiłku, powstrzymaj się od apetytu. Jeśli oznacza to pominięcie programu telewizyjnego, pogódź się z tym. Rób to, co musisz, ponieważ te rzeczy są niezbędne do duchowego wzrostu, trwania z Bogiem i wydawania duchowych owoców.

Nigdy nie trać z oczu tego, jakim zaszczytem jest chodzenie z Panem. Każda ofiara, jaką musisz ponieść dla tej drogi, będzie warta zachodu. Twoja wędrówka z Bogiem przyniesie nieopisane bogactwo do twojego codziennego życia.

Pytanie do refleksji: Jak wyglądałoby podążanie za Duchem w twoim życiu?

Codzienne rozważania_01.05.2026

Co łączy wszystkich wierzących?

Greg Laurie
Ci ludzie odeszli z naszych kościołów, ale tak naprawdę nigdy nie byli z nami związani; w przeciwnym razie zostaliby z nami. Kiedy odeszli, okazało się, że nie są z nami związani” (1J 2:19).

W Kazaniu na Górze Jezus wygłosił kilka poruszających słów do ludzi, którzy za Nim podążali: „Nie każdy, kto do mnie woła: 'Panie! Panie!’, wejdzie do królestwa niebieskiego. Tylko ci, którzy pełnią wolę mojego Ojca, który jest w niebie, wejdą” (Mt 7:21).
Wielu słuchaczy tego dnia wierzyło, że przestrzeganie Prawa Mojżeszowego – czyli bycie „wystarczająco dobrym” – jest przepustką do Królestwa Niebieskiego. Jezus pomógł im zrozumieć, że konieczna jest całkowita zmiana ich nastawienia. Musieli pokutować.

Cztery rozdziały wcześniej Jezus powiedział faryzeuszom i saduceuszom – ludziom, których całe życie poświęcone było przestrzeganiu Prawa Mojżeszowego – „Dowiedź swoim życiem, że żałujesz za grzechy swoje i nawróciłeś się do Boga” (Mt 3,8). Dowód odmienionego życia znajduje się w reakcji człowieka na grzech. Ci, których wiara jest szczera, zostaną głęboko dotknięci, gdy ulegną grzechowi. Odpokutują i odbudują swoją relację z Panem.

Continue reading