Nagrobek służy jako oznaczenie grobu danej osoby. Ale jest również niezwykle krótkim podsumowaniem jej życia. Typowy nagrobek może zawierać inskrypcję: Jan Kowalski, 29 maja 1946 – 15 października 2025, ukochany syn, mąż i ojciec. Co ciekawe, najmniejszy grawerunek na nagrobku – myślnik między datą urodzenia a datą śmierci – przedstawia to, co ostatecznie jest najważniejsze. Ta myślnik to całość naszych dni.
Nie możemy określić, jak długo będziemy żyć na tej ziemi. Możemy próbować. Możemy podążać za każdym zdrowym trendem, jaki widzimy w internecie. Możemy zażywać drogie suplementy. Możemy nieustannie obsesyjnie myśleć o tym, co słuszne, jeśli chodzi o nasze zdrowie. Ale jak pytał Jezus w Ewangelii Mateusza 6:27: „Czy wszystkie twoje zmartwienia mogą choć chwilę wydłużyć twoje życie?” (NLT).
Bóg decyduje o długości naszego życia. On zdecydował, kiedy się urodziliśmy i On decyduje, kiedy umrzemy. Nie mamy nic do powiedzenia na temat tych dat. Ale mamy wszystko do powiedzenia na temat myślnika między nimi. Ten myślnik obejmuje każdą decyzję, którą podejmujemy, każdą wybraną przez nas ścieżkę, każdy priorytet, który podnosimy, każdą interakcję, jaką mamy, i każde wykorzystanie naszych darów i zdolności, które Bóg nam dał. Ten myślnik symbolizuje sposób, w jaki wykorzystujemy dni, które Bóg tak łaskawie nam daje. A dokładniej, odzwierciedla on to, czy realizujemy Boży plan, czy własny.
Greg Laurie „W tym czasie aramejscy najeźdźcy najechali ziemię Izraela, a wśród ich jeńców była młoda dziewczyna, którą oddano żonie Naamana jako służącą. Pewnego dnia dziewczyna powiedziała do swojej pani: „Chciałabym, żeby mój pan udał się do proroka w Samarii. On by go uzdrowił z trądu”” 2Krl 5:2–3).
Często najgłębsze i najbardziej dalekosiężne możliwości duchowe pojawiają się „za kulisami”. Co więcej, osoba, która wydaje się być główną postacią w danej sytuacji, nie zawsze jest osobą, przez którą Bóg chce działać.
Przykład tego można znaleźć w Księdze Nehemiasza. Król Artakserkses był bez wątpienia najpotężniejszym człowiekiem w Imperium Perskim, władającym Babilonem i znaczną częścią Bliskiego Wschodu. Jego słowo było prawem. Nehemiasz, przeciwnie, służył jako królewski podczaszy. Chociaż jego pozycja była o kilka szczebli niższa od władcy królestwa, Nehemiasz pełnił istotną funkcję — taką, która utrzymywała go zawsze w pobliżu Artakserksesa. Zadaniem podczaszego było skosztowanie napoju przed królem, aby upewnić się, że nie jest zatruty. Jeśli napój był trujący, oznaczało to koniec pracy podczaszego — i koniec jego życia. Ale podczaszy robił coś więcej niż tylko popijanie napojów. Ponieważ spędzał tak dużo czasu w pobliżu króla, często zostawał doradcą monarchy, kimś, kto wywierał na niego wpływ. Podczaszy był bardzo prestiżową pozycją w pałacu. Podczaszy żył w dostatku i miał wpływy.
Ale Nehemiasz miał inną lojalność. Był przecież wygnanym Żydem – człowiekiem, który głęboko darzył swoją opuszczoną ojczyznę. Wiedział, że mury Jerozolimy zostały spalone i leżą w gruzach – i że trzeba coś z tym zrobić. Wykorzystał więc swoją pozycję, narażając się na wielkie ryzyko. Poprosił króla o pozwolenie na powrót do Jerozolimy z grupą wygnańców, aby odbudować mury. Mógł stracić życie, prosząc o coś takiego. Ale dostrzegł duchową szansę, by za kulisami działać i dokonać czegoś znaczącego.
Francis Frangiapne Zarówno Stary, jak i Nowy Testament objawiają, że zamysły Boga są nieodwołalnie splecione z powrotem i odbudową Izraela (Ez 37-39; Ap 7). Dla tych, którzy wierzą, że Kościół zastąpił Izrael, Biblia mówi nam, że Żydzi są ludem przymierza z Bogiem i że dopóki istnieje słońce, księżyc i gwiazdy, przymierze Pana z Izraelem będzie obowiązywać (Jr 31,35-36). Oczywiście, dzięki Jezusowi Chrystusowi chrześcijanie otrzymują lepsze przymierze z lepszymi obietnicami, ale Bóg nie zerwał swojego przymierza z Izraelem. Nic nie zniweczy obietnic Boga, ponieważ wieki prześladowań, hitlerowskie piece, a z czasem muzułmańscy terroryści będą świadczyć przed Bogiem w wieczności. Bądźcie pewni, że pełne odrodzenie Izraela nastąpi w swoim czasie.
Choć bez lęku spoczywamy w suwerenności naszego Ojca, nie jesteśmy zwolnieni z modlitwy. Podczas pierwszego powrotu Izraela w 538 r. p.n.e. prorok Daniel stwierdził, że siedemdziesięcioletnie wygnanie Izraela dobiegło końca (Jr 29,10). Jednak świadomość, że Izrael wkroczył w czas swojego powrotu, nie powstrzymała Daniela od modlitwy (Dn 9,2-3). Jego wstawiennictwo zostało następnie zwielokrotnione przez modlitwy i działania Ezdrasza i Nehemiasza, a także proroków powrotu. Ostatecznie wszyscy powracający Żydzi przyjęli wezwanie do ukorzenia się w modlitwie – i musimy założyć, że nawet wśród tych Żydów, którzy pozostali na wygnaniu, modlitwa była ofiarowana. Umiłowani, kiedy Wszechmogący pragnie przynieść odrodzenie, najpierw inspiruje wstawiennictwo. Wszystkie cudowne i potężne rzeczy zaczynają się w modlitwie: najpierw od jednej osoby, potem od kilku, a następnie od coraz większej liczby głosów, wszystkich wołających do Boga, aby Jego słowo wypełniło się w czasie jego wypełnienia. W miarę jak wstawiennictwo się mnoży, dzieją się cuda opatrzności i łaski, a także przełomy i łaski, które wcześniej były niewyobrażalne.
Boże oczekiwania W pewnym momencie jednak ludzie, za których ofiarowana jest modlitwa, muszą sami okazać skruchę i zwrócić się do Boga. Odnowienie Izraela, aby było pełne, musi obejmować moment, w którym w odpowiedzi na modlitwę Żydzi wyrzekną się grzechów, które w pierwszej kolejności spowodowały ich wygnanie. Rozważmy modlitwę Salomona: „Jeśli lud Twój, Izrael, zostanie pobity przed wrogiem, ponieważ zgrzeszył przeciwko Tobie, a oni się nawrócą do Ciebie i wyznają Twoje imię, i będą się modlić i błagać przed Tobą w tym domu, wtedy Ja wysłucham z nieba i odpuszczę grzech ludu Twojego, Izraela, i sprowadzę ich z powrotem do ziemi, którą dałeś im i ich ojcom” (2 Krn 6,24-25).
John Fenn Tłum.: Tomasz S. Paweł pozyskał dla Pana wielu ludzi. Jak to robił? Mówiłem już, jak Ewangelia rozprzestrzeniała się poprzez pięć sfer relacji, dzięki którym przeciętny człowiek mógł przyprowadzić kogoś do Jezusa, takich jak rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, współpracowników oraz tzw. „człowieka pokoju”. Paweł natomiast najczęściej pozyskiwał ludzi właśnie poprzez „człowieka pokoju”, zaczynając od synagog, w których gromadzili się ludzie, którzy już wierzyli w Boga Izraela.
W Dz 17:1–2 czytamy, że gdy Paweł opuścił Filippi i przybył do Tesaloniki: „…gdzie była synagoga żydowska. A Paweł, według zwyczaju swego, wszedł do nich i przez trzy sabaty rozprawiał z nimi na podstawie Pism, wyjaśniając i dowodząc, że Chrystus musiał cierpieć…” (Ten schemat widzimy wielokrotnie: Dz 13:5, 14–15; Dz 14:1; Dz 17:1, 10, 17; Dz 17:4; Dz 18:4–8; Dz 18:19; Dz 19:8).
Wzorzec powtarzający się w służbie Pawła Najpierw udawał się do tych, którzy już wierzyli w Boga Izraela. MY często myślimy, że ewangelizacja polega na docieraniu do ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie – i rzeczywiście, oni też tego potrzebują. Ale nie to było główną praktyką Pawła. On szukał ludzi pokoju – ludzi, którzy go akceptowali, ponieważ był Żydem i wierzył w Boga Izraela i WTEDY dzielił się z nimi Jezusem.
Jedyny raz, gdy udał się do ludzi nie wierzących w Boga Izraela, opisany jest w Dz 17:15–34, na Areopagu w Atenach, gdzie głosił Jezusa wśród pogańskich Greków. W dużej mierze został tam odrzucony – poza kilkoma osobami, o czym mówi werset 34. Zwróćmy uwagę, że nie istnieje żaden list Pawła do Kościoła w Atenach. To daje do myślenia.
Współczesnym odpowiednikiem jego podejścia byłoby dzielenie się wiarą z ludźmi, którzy być może przez całe życie chodzili do kościoła. Być może nie chodzili nigdy, ale słyszeli o Jezusie i akceptują ciebie – jako znajomego, współpracownika czy sąsiada. Zamiast więc czuć się potępionym za to, że nie docierasz do „zupełnych pogan”, zwróć uwagę na osobę, która ma podstawowe pojęcie o Bogu, ale jeszcze Go nie zna. Jednak zna ciebie. Pozwól jej obserwować, jak żyjesz tym, co On ci przykazał.
Greg Laurie „Filip podbiegł i usłyszał, jak człowiek czyta proroka Izajasza. Filip zapytał: „Czy rozumiesz, co czytasz?”. Człowiek odpowiedział: „Jakżeż mogę, jeśli mnie nikt nie pouczy?”. I nalegał, aby Filip wsiadł do wozu i usiadł przy nim” (Dz.Ap. 8:30–31 NLT).
Filip, przywódca wczesnego Kościoła, otrzymał niezwykłą okazję do głoszenia ewangelii. Według Dziejów Apostolskich 8, Duch Święty poprowadził go do etiopskiego urzędnika, który siedział w rydwanie i usiłował zrozumieć fragment z Księgi Izajasza.
„Filip podbiegł i usłyszał, jak człowiek czyta proroka Izajasza. Filip zapytał: »Czy rozumiesz, co czytasz?«. Człowiek odpowiedział: »Jakżeż mogę, jeśli mnie nikt nie pouczy?«. I namówił Filipa, aby wsiadł do wozu i usiadł przy nim” (Dz. Ap 8:30–31).
Czytając dalej ten fragment, dostrzeżesz, że Filip, dzieląc się ewangelią z etiopskim dostojnikiem, wykazał się czymś, czego często brakuje w działaniach ewangelizacyjnych: taktem.
Wielu chrześcijan, gdy wyczuwa okazję do świadczenia niewierzącemu, decyduje się na totalną błyskawicę. Uwalniają się od wszystkiego, co mają w swoim duchowym arsenale. Nie starają się angażować ludzi, z którymi rozmawiają. Nie próbują nawiązać dialogu. Nie zawracają sobie głowy budowaniem mostu międzyludzkiego. Po prostu przedstawiają swoje argumenty, wygłaszają swoje stwierdzenia i odchodzą, pod wrażeniem samych siebie. Tymczasem ludzie, z którymi rozmawiają, po cichu marzą o tym, żeby po prostu przestać mówić i odejść.
Później chrześcijanin myśli: „O rany, naprawdę ich zmiażdżyłem, kiedy powiedzieli to i tamto. Czyż to nie było wspaniałe?”. Nie, to nie było wspaniałe. W rzeczywistości było całkiem głupie, bo naszym zadaniem jako wierzących nie jest wygranie sporu, ale zdobycie duszy.
Niewiele postaci w opowieściach o Męce Pańskiej jest tak enigmatycznych jak Poncjusz Piłat, rzymski prefekt Judei (ok. 26–36 n.e.). Tradycja chrześcijańska od wieków przedstawia go często jako niechętnego sędziego – człowieka rozdartego między werdyktem o niewinności a żądzą krwi jerozolimskiego tłumu. Czytamy:
„Zgromadzili się bowiem w tym mieście Herod i Poncjusz Piłat z poganami i z ludem izraelskim, aby sprzysięgnąć się przeciwko świętemu słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś” (Ap 4:27).
Jednak bliższa lektura Ewangelii ujawnia bardziej złożoną postać, zwłaszcza biorąc pod uwagę dynamikę religijną i polityczną okresu Drugiej Świątyni (516 p.n.e.–70 n.e.). Piłat był rzymskim namiestnikiem, który po manipulacji ze strony judejskich władz religijnych dokonał subtelnej, a być może nawet proroczej zemsty. Ten „odwet” przybrał formę dwóch starannie dobranych symbolicznych aktów: rytualnego obmycia rąk przed tłumem oraz napisu umieszczonego nad krzyżem Jezusa. Oba te działania, głęboko zakorzenione w żydowskich obyczajach i teologii, pozwoliły Piłatowi wyśmiać swoich przeciwników politycznych (judejskie władze), potwierdzić swoją pozycję i przekształcić ich polityczne zwycięstwo w teologiczny atak.
Problemy Piłata Aby zrozumieć działania Piłata, trzeba najpierw docenić burzliwą atmosferę Judei okupowanej przez Rzymian w okresie Drugiej Świątyni. Region ten był iskrą zapalną mesjańskich oczekiwań, zwłaszcza podczas świąt pielgrzymkowych, takich jak Pascha, kiedy Jerozolima tętniła pielgrzymami, a w powietrzu unosiły się wspomnienia odkupienia.
Rzymski prefekt był wysokim rangą urzędnikiem odpowiedzialnym za określone zadania administracyjne, wojskowe lub sądownicze w Republice Rzymskiej, a co ważniejsze, w Cesarstwie Rzymskim. Tytuł praefectus (łac. „ustanowiony na czele”) nie był tradycyjnym wybieralnym urzędem, lecz delegowaną władzą, podlegającą bezpośrednio cesarzowi lub wyższemu namiestnikowi. Jako prefekt, Piłat posiadał znaczną władzę, ale działał pod stałą kontrolą zarówno dworu cesarskiego, jak i lokalnych elit religijnych. Saduceusze i Sanhedryn mieli znaczny wpływ na ludność żydowską, a poważne zamieszki mogły kosztować Piłata stanowisko, a nawet karierę.
Ewangelie (Mt 27,11–26; Mk 15,1–15; Łk 23,1–25; J 18,28–19,16) zgodnie twierdzą, że Piłat nie znalazł w Jezusie żadnego przestępstwa uzasadniającego karę śmierci (jego żona ostrzegła go nawet po tym, jak zobaczyła sen o niewinności Jezusa). Mimo to arcykapłani nieustannie go naciskali. W J 19,12 zapisano ich zdecydowaną polityczną szach-matę: „Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara”.
„Przyjaciel Cezara” ( Amicus Caesaris ) był formalnym rzymskim tytułem honorowym. W kontekście I wieku nadawano go zaufanym sojusznikom i lojalnym sługom cesarza, co oznaczało bliskie stosunki polityczne i niosło ze sobą znaczny prestiż. Oskarżenia o nielojalność wobec Tyberiusza Cezara były niebezpieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę i tak już napięte stosunki Piłata z jego poddanymi (Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela 18.55–59). W obliczu groźby zamieszek podczas Paschy — święta i tak już przepełnionego nacjonalistycznym zapałem — Piłat skapitulował. Ale jego uległość wcale nie była potulna. W obmyciu rąk i napisie na krzyżu Piłat umieścił akty nieposłuszeństwa, które ujawniają człowieka znającego żydowskie zwyczaje i gotowego do uzbrojenia swoich miejscowych.
Greg Laurie „Rano siej swoje ziarno i do wieczora nie pozwól spocząć swej ręce, bo nie wiesz, czy wzejdzie jedno czy drugie, czy też są jednakowo dobre” (Sal 11:6).
Oto coś niesamowitego do przemyślenia. Saul, który później stał się apostołem Pawłem, pełnił dzieło Królestwa Bożego, zanim jeszcze w nim zasiadł. Pamiętajmy, że Saul był jednym z pierwszych wrogów wiary chrześcijańskiej. Zaciekle prześladował wierzących, co skłoniło wielu do ucieczki z domów i przeniesienia się w odległe kraje – zabierając ze sobą ewangelię.
Gdyby Saul nie był tak nieustępliwy w prześladowaniu Kościoła, myślę, że chrześcijanie z I wieku prawdopodobnie byliby zadowoleni, pozostając w swojej małej, świętej kryjówce w Jerozolimie i nigdy nie opuszczając miasta. W końcu ich sytuacja była niemal idealna. Bóg błogosławił ich wysiłkom ewangelizacyjnym w mieście, więc wszędzie było wierzących. Nie musieli opuszczać Jerozolimy. Jednak z powodu prześladowań ze strony Saula chrześcijanie byli zmuszeni się rozprzestrzenić. Zanieśli Dobrą Nowinę o Jezusie do miejsc, do których w przeciwnym razie mogłaby nie dotrzeć, a przynajmniej nie tak szybko.