John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Badając tekst w zeszłym tygodniu widzieliśmy, że Paweł czuł, że jego życie było jak „ektroma” – poronienie, abortowane dziecko, ktoś pozostający poza właściwym rytmem reszty Ciała Chrystusa. To nie jest rzadkie odczucie – może wynikać np. z miejsca zajmowanego wśród rodzeństwa, może byłeś „niespodziewaną” ciążą swojej mamy, kiedy była już po czterdziestce, i czujesz, że tak naprawdę cię nie chciała. A może znałeś Pana, odszedłeś od Niego, a potem wróciłeś i czujesz, że przez większą część swojego życia minąłeś się z Bożą wolą.
Znałem pewnego człowieka, który w każdej rozmowie wracał do swojej przeszłości, zmagając się z przebaczeniem samemu sobie. Znał Pana, ale odszedł od Niego na kilka lat, podczas których robił typowe rzeczy, jakie robią ludzie żyjący w świecie. Potem jednak wrócił do Boga.
Nie zmagał się z tym, jakim był człowiekiem zanim poznał Pana. Dręczyło go to, co zrobił już potem. Nie potrafił sobie wybaczyć, że na pewien czas odszedł od Niego. W końcu zrozumiałem: pokładał większą wiarę w swój grzech niż w Boże przebaczenie. Dlatego szukał fragmentów Pisma, które utwierdzały go w jego lęku. Zamiast szukać wersetów o łasce i przebaczeniu, szukał wszystkiego, co mówiło o sądzie i odrzuceniu przez Boga. Szukał powodów, dla których miałby zostać odrzucony. Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że bardziej wierzył w moc swojego grzechu niż w zbawiającą łaskę i przebaczenie Pana.
Kiedy to w końcu dostrzegł, wszystko się zmieniło. Dokonał prostego zwrotu w swoim sercu – przestał sprzeciwiać się Bożej miłości i przebaczeniu i w końcu odnalazł pokój. Gdy uwierzył, że Boża łaska jest aż tak niezwykła, tak wszechogarniająca, tak dalece przewyższająca każdy grzech, który popełnił, popełnia lub mógłby popełnić, poruszyło to nim głęboko, aż do łez.
Continue reading