John Fenn,
Pewien mężczyzna przyszedł do mieszkania swojej dziewczyny. Nie była jeszcze przygotowana, więc postanowił przydać się na coś, powyciągał ze zmywarki wszystkie naczynia i ułożył w kredensie. Nie proszony, nie mobilizowany, ani popychany nie przez nią – po prostu pomyślał, że może pomóc. Była pod wrażeniem! Ten face to materiał do małżeństwa!
W czasie, gdy to robił, poszła do kredensu po coś i okazało się, że niewłaściwie ułożył pojemniki – miarki. Zamiast powsadzać jedne w drugie tak, jak były zaprojektowane, postawił jedno na drugim tak, jak wyjął ze zmywarki. Już otworzyła usta, żeby powiedzieć: „Tak się tego nie układa, następnym razem…”, gdy coś ją powstrzymało. „Czy to jest takie ważne?”
Trywialne czy może zbyt ważne, aby ominąć?
Przypomniała sobie swoją przyjaciółkę, która narzekała na to, czego jej mąż NIE robi – pranie, naczynia, sprzątanie domu, pomaganie przy dzieciach i pomyślała: „Mam go upominać, że źle poukładał kubeczki, skoro sam się tego podjął? Może spędzimy razem resztę naszego życia. Czy to faktycznie takie ważne?”
W mgnieniu oka spojrzała w przyszłość – lata, które miała przed sobą, aby go poprawiać w tym, co źle robi. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że sama przyjęła, że jej sposób to jedyny właściwy sposób, że myślała, że ma go szkolić – pojemniczki – miarki tutaj i tak, właściwie poskładane ręczniki tam, w zmywarce też ma być „właściwie” ułożone…
Wyobraziła sobie, jakby w objawieniu zamiany ról, że teraz ona sama idzie do sklepu, a on mówi tak: „Masz listę? Wykorzystaj bony! Pamiętaj, że lubię pełne mleko, a nie te beztłuszczowe. No, i weź tym razem detergent ten, co trzeba do zmywarki. Kup też nasze ulubione lody i pamiętaj, że masz do pozbierania również pranie!”



