Większość mojego życia miałem bardzo dualistyczne patrzenie na ten świat:
Słuszne przeciwko niewłaściwemu, dobro przeciwko złu, duchowe przeciw światowe, demony przeciw aniołom, Bóg przeciw Szatanowi, światłość przeciw ciemności, dobrzy ludzie przeciw złym.
Nie chcę powiedzieć tutaj, że nie ma czegoś takiego jak słuszne i niesłuszne, dobro i zło itp. Chodzi mi o to, że chcę pomówić o tym, jak takie dualistyczne myślenie może wpłynąć na to, jak widzimy ten świat.
Mamy skłonności do
tego, aby określać różne rzeczy w dualistyczny sposób, dzielimy
je na święte czy świeckie, duchowe czy nieduchowe, działanie
Królestwa czy demoniczne itp.
Kiedyś częściej
podróżowałem i bywałem w różnych miejscach, gdzie mówiono mi:
„tu jest bardzo ciemno, to demoniczne miejsce”. „Ciężko jest
przebić się tutaj Królestwu”. „Mamy tu do czynienia w
potężnymi mocami i zwierzchnościami” itd…
Niemniej, śmieszne jest to, że w tych wszystkich podróżach nie nigdy tak naprawdę nie byłem w takim miejscu, o którym myślałbym, że jest szczególnie ciemne. Często w tych najciemniejszych miejscach odkrywałem społeczności bardziej duchowo otwarte, a więc mające lepsze przeżycia.
To, co ktoś nazywał ciemnością – ja nazywałem światłością. Gdy wychodziliśmy na ulicę, oni natrafiali na wielki sprzeciw, lecz ja miałem wspaniały czas. Nie byłem lepszy od nich. O różnicy stanowiła moja perspektywa.
Zdecydowałem się postrzegać wszystko jako duchowe w pozytywnym sensie. Wychodząc na ulicę nie próbowałem przez cały określać, co jest demoniczne, a co należy do Królestwa. Po prostu szukałem Boga w każdej osobie. I, ku zaskoczeniu, znajdowałem Boga za każdym razem!
Najmniej obchodziło
mnie to czy ludzie mają demony. Najbardziej byłem zainteresowany
tym, czy wiedzą, że już mają pełnię Boga w sobie. Gdy budzili
się do tej rzeczywistości, demony wychodziły bez walki. W 9 na 10
przypadków, jeśli chodzi o pozytywne duchowe doświadczenia,
sytuacja w jakiej się znajdujemy nie ma nic do rzeczy. Nie ma
znaczenia gdzie jesteśmy ani z kim rozmawiamy.
To nie obecność mocy ciemności decyduje o tym czy coś jest pozytywne, czy negatywne, lecz twoja perspektywa. Z chwilą, gdy nauczymy się widzieć światłość, zaczyna być trudno dostrzec ciemność, staje się ona całkowicie nieistotna. Potrzeba określania czegokolwiek jako demoniczne czy święte, duchowe czy nieduchowe itd., wyłącznie rozprasza nas.
Wszystko na tym
świecie jest napełnione Bogiem. Możesz iść do kościoła
satanistów, gdybyś zechciał, i przeżył głęboko duchowe
doświadczenie.
Większość nie
przeżyje, lecz mogliby. Jedyne, co stanowi o różnicy, jest to na
czym się koncentrujesz. Czy szukasz Boga i tego, co Bóg robi?Czy
też szukasz demonów?
Na koniec tego dnia,
nawet jeśli był gdzieś 1, 10 czy 10.000 demonów, jest to
całkowicie nieistotne – Bóg tam jest i Bóg jest w tobie! Skup
się na tym, a reszta zajmie się sobą. Lecz jak tylko zaczniesz
liczyć demony szybko zostaniesz przytłoczony.
Nie jestem w stanie
wystarczająca naciskać w tym punkcie. Przestań wyszukiwać
ciemności. Niech stanie się to całkowicie nieistotne dla ciebie
każdego dnia. Zamiast tego skup się na Bogu. Skup się na świetle.
Bóg jest w kościele, pubie, na satanistycznym spotkaniu, w Niebie i
Piekle.
Nie ma takiego
miejsca, gdzie nie można by znaleźć Boga. Skup zatem swój wzrok
na Bogu i na tym, co Bóg robi, a odkryjesz, że wszystko może stać
się pozytywnym duchowym przeżyciem, a to wszystko, co mógłbyś
określić jako „niedobre”, „złe”, „demoniczne” itp.,
będzie w radykalny sposób przemienione, ponieważ to ty
przyniesiesz/ objawisz Boga w tym, w nich.
Mnóstwo miłości
Phil
Uwaga: Nie twierdzę,
że nie ma złych sytuacji czy demonów, twierdzę, że, jeśli
skoncentrujesz się na Bogi i na tym co Bóg może zrobić, bądź
robi, to pośród tych rzeczy sama sytuacja odnawia się. Być może
sytuacja nadal jest zła, lecz jest już pełna nadziei, pełna
potencjału, a nie pozbawiona Boga, taka, która, gdy spojrzy się
wstecz, może zostać nawet nazwana złą sytuacją, która została
zmieniona ku dobremu.
Nie chodzi mi o to,
abyśmy ignorowali złe sytuacje – w tym świecie
niesprawiedliwości jest mnóstw. Nie twierdzę, że nie mamy szukać
niesprawiedliwości. Mówię, że gdy widzimy na tym świecie
niesprawiedliwość i zło, sprawdzajmy swoją perspektywę. Pytajmy
siebie, co Bóg już robi w tej sytuacji? Co Bóg chce, abyśmy
wnieśli w nią. W jaki sposób możemy sprowadzić Królestwo Boże
do niej. Zamiast pozwalać na to, że ta sytuacja będzie się
piętrzyć nad nami
jako wielkie zło,
pozwalamy Bogu, który jest w nas wznosić się ponad nią
Zacząłem ten cykl cytując z PwP. 29: 28: „To, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu”.
Oznacza to, że możemy nie uzyskać odpowiedzi, dlaczego zmarł ktoś nam bliski, ale mamy objawione, jak przejść z Nim przez tą sytuację.Możemy nie wiedzieć, dlaczego coś się wydarzyło, ale mamy objawione jak przez przejść przez to z Nim. Możemy nie wiedzieć, dlaczego ktoś występuje przeciwko nam, ale mamy objawione jak przejść przez tę sytuację z Nim. Nie ważne co się dzieje – mamy objawienie, które prowadzi do chodzenia w Nim, do wzrastania w Nim. Są oczywiście takie chwile, gdy czujemy się jak ten Tewje ze „Skrzypka na Dachu”, który mówi do Boga: „Wiem, wiem – jesteśmy Twoim ludem wybranym. Ale od czasu do czasu nie możesz wybrać kogoś innego?”
Dochodząc do końca swoich możliwości Ponieważ na ziemi panoszy się diabeł, ponieważ ziemia jest pod przekleństwem grzechu, będą działy się rzeczy, które są poza naszą wiedzą i kontrolą – złe rzeczy. Mówię o rzeczach, które nas ranią, rzeczach, które przynoszą zamieszanie. Część z nich jest następstwem naszych własnych decyzji, lecz część tego, przez co przechodzimy, dzieje się z powodu postępowania kogoś innego. Część z tych rzeczy pozostaje dla nas tajemnicą; tragedia sprowadzona na nas przez kogoś, kogo nawet nie znamy, czy też jakaś katastrofa naturalna. Wielu nauczało na ten temat mówiąc, że jeśli wierzysz, to nic złego ci się nie przydarzy, a jeśli już coś się stało, to ty sam byłeś tego problemem lub brak twej wiary.
Jeszcze inni są nauczani, jeśli coś nam się stanie, możemy zgromić diabła, gdyż jest tego przyczyną, a Bóg następnie to naprawi. Lub możemy przynajmniej poszukać kogoś, kto specjalizuje się w ukrytych, demonicznych rzeczach, kto by nam wyjaśnił całą tajemnicę. Wielu ludzi każdego roku wydaje tysiące dolarów na takie spotkania, szukając brakującego ogniwa – odpowiedzi na to, dlaczego wszystkie złe rzeczy im się przytrafiają.
Nie mamy wszystkich odpowiedzi, lecz jeśli napisane jest, że Bóg nie będzie przed nami zatajał rzeczy, które musimy wiedzieć, to po co w ogóle spieramy się o to z Bogiem? Dlaczego nie mielibyśmy zaprzestać naszych cielesnych wysiłków i po prostu Mu zaufać? Róbmy to, co wiemy, że jest dobre i słuszne i skończmy z naszymi cielesnym próbami zmanipulowania Go, do wyciągnięcia odpowiedzi na pytania i po prostu Mu zaufajmy.
W 1910 roku zaczęto zatrudniać młode dziewczęta do malowania tarcz zegarków za pomocą radioaktywnej farby, aby te świeciły w nocy. Zachęcono je, aby śliniły końcówkę pędzla malując drobne elementy. W wyniku tego setki razy dziennie spożywały one niewielką ilość radioaktywnej farby. Wszyscy myśleli, że to jest nieszkodliwe. W tamtym czasie zaczęto umieszczać rad we wszystkim, od szminki po czekoladę. Ludzie zakładali na siebie pasy nasycone radem, aby pozbyć się choroby. Robiono też inne rzeczy, ale po około dziesięciu latach te młode dziewczyny zaczęły umierać. Dopiero po latach ludzie odkryli śmiertelne skutki nadmiernego promieniowania i powiązali je z chorobami.
Jesteśmy ignorantami, ale uważamy się za mądrych Dopóki ludzie nie odkryli związku między radem a niezliczoną liczbą chorób, choroby te były dla nich tajemnicą. Niektórzy obwiniali o to Boga, inni winili diabła a niektórzy myśleli, że ktoś rzucił na nich klątwę. Niektórzy ludzie zadawali pytania, dlaczego Bóg pozwolił, by na ich ukochaną zachorowała na tajemniczą chorobę, lecz byli też tacy, którzy nie wiedzieli dlaczego, ale po prostu ufali Bogu. Zastanawiam się, jakie związki chemiczne spożywamy dzisiaj, o których nie wiemy, że powodują różne dolegliwości i choroby? Jednak reagujemy podobnie: jedni obwiniają diabła, inni Boga a jeszcze inni pytają Boga, dlaczego na to pozwolił. Niektórzy nie mają odpowiedzi więc ufają Bogu. To się nigdy nie zmieni. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy niewiele wiedzą.
Przy całej naszej technologii zbadano tylko 5% oceanów. Zbadaliśmy tylko 4% wszechświata. Pozostałe 96% to rzeczy, których naukowcy nie mogą nawet zobaczyć, poznać ani wykryć. A te 4%, które już niby znamy, to tylko przypuszczenia, ponieważ przy nieskończoności wszechświata naprawdę wiemy bardzo mało.
Nie jest to chyba zaskoczeniem, że nie znamy jeszcze efektów tego naszego syntetycznie stworzonego, chemicznego świata? Gorącym tematem w Stanach Zjednoczonych są elektroniczne papierosy. Lekarze mówią, że ludzie je palący są jak szczury laboratoryjne, bo dopiero po latach wyjdą na jaw tego efekty.
„…a co jest jawne, do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu”.
Powinniśmy dojść do miejsca, gdy po prostu zaczynamy Mu ufać bez względu na to, że nie dzieli się On z nami swoimi tajemnicami. To stawia nas w pozycji, jak powiedział Paweł: „Gdyż w wierze pielgrzymujemy a nie w oglądaniu” (2 Kor 5: 7).
Dlaczego więc tak mocno walczymy z tym, czego nie możemy poznać? Kiedyż to zaakceptujemy sytuacje, gdy zgromienie diabła nie przyniosło zmiany sytuacji? W którym momencie przestajemy szukać odpowiedzi, prosząc o pomoc „namaszczonych” ludzi, którzy specjalizują się tej lub innej szczególnej rzeczy duchowej i po prostu zaczniemy ufać Bogu, skoncentrujemy się na wzrastaniu w Nim, na robieniu tego, co po ludzku wiemy, ufając, ze pewnego dnia poznamy wszystkie odpowiedzi?
Pod koniec życia Paweł napisał do Tymoteusza prywatnym list, a w nim: „… wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia..” II Tym 1:12
Były tajemnice, których nawet Paweł nie poznał. Ale to, co zrobił, to powierzył Panu rzeczy, ludzi i wydarzenia, aby je strzegł do czasu, jak on dotrze do nieba. Był o tym przekonany, że Pan będzie strzegł tych rzeczy aż do tego czasu. To nie tylko wiara – to ufanie charakterowi i naturze naszego Pana i naszego Ojca.
Jak Corrie ten Boom powiedziała: „Patrząc w nieznaną przyszłość nigdy nie bój się zaufać Bogu, którego znasz”. Amen, siostro!
Nigdy nie skacz do pustego basenu. Wydaje się całkiem oczywiste, lecz…
Otrzymałem ostatnio wspaniałe pytanie na temat duchowości zewnętrznych absolutów tego, co „dobre i złe”, które narzuca Prawo. Lista Jakuba rzeczywiście stwierdza, że jeśli ktoś złamie JAKIKOLWIEK przepis Prawa, to jest winny złamania WSZYSTKICH (Jak 2:10). Czy jednak TA mrożąca krew w żyłach prawda jest faktycznie ostatecznym celem Pana w nadaniu Prawa; potępić i zmiażdżyć nas lawiną poczucia winy i upadku, gdy Prawo jak śnieżna kula zmierza w naszą stronę.
Z pewnością nie.
Oto inny, być może bardziej korzystny sposób postawienia tego pytania: „Czy nasza niemożność podporządkowania się ostrym zewnętrznym wymaganiom Prawa jest ostatecznym zewnętrznym celem naszej wiary? CZY raczej Prawo jest tymczasową „odskocznią” świadomości, która pozwala nam znaleźć ostateczny cel – życie w Duchu?
Paweł napisał, że: „Prawo nie jest z wiary” (Ga 3:12). Jest to zdumiewająca deklaracja, która powinna nas na chwilę zatrzymać, zanim damy nura w sztywne, betonowe i potępiające absoluty tego, co dobre, a co złe. Podobne to jest do nurkowania w pustym basenie. Każdy kto chce skoczyć na główkę rozbije się na twardej powierzchni.
Absoluty Prawa pojawiają się wyłącznie jako tymczasowi opiekun tych, którzy nie działają zgodnie z zamieszkującym w nich Duchem Chrystusa. Prawo po prostu diagnozuje i ujawnia fundamentalną chorobę duszy, która wynika ze „sprawiedliwości własnej” ZAMIAST „sprawiedliwości Bożej”.
„Sprawiedliwość Boża” jest stanem wiecznego bytu, który kwitnie wtedy, gdy poddajesz się zamieszkującemu wewnątrz Duchowi. Prawo po prostu wskazuje na to, jak niemożliwie surowa i nieprzebaczająca jest rzeczywistość pozbawiona Ducha. Ta świadomość toksycznych skutków życia w stanie „braku wiary” i „braku Ducha”, która pochodzi ze „sprawiedliwości własnej” powinna nas doprowadzać do wołania o to, aby Duch Jezusa zamieszkał w nas i wcielił się w nas.
Gdy to się stanie, absoluty Prawa zostają zrzucone i rozdrobione jak martwy kokon krępujący wzrastającego i rozwijającego się motyla. Ten kokon był przydatny przez pewien czas, lecz teraz jest odrzucony ze względu na wyższą rzeczywistość (?). Pojawia się piękno i dar Ducha. Czas na latanie wraz z Panem, który staje się naszymi skrzydłami. Teraz mamy już Jego naturę, która oświeca podejmowane decyzje i uzdalnia nas do działania.
Pozbawiony życia kokon Prawa wypełnił swoje zadanie, przeobrażony i następuje przejście do działania Ducha.
Prawo działa „wobec człowieka” podczas gdy Duch działa „z człowieka”, a jest to różnica, która decyduje o wszystkim.
Mówiąc prosto: nasze własne przeklęte uczynki sprawiedliwości własnej zostają zastąpione boską sprawiedliwością samego Chrystusa. Teolodzy ten upgrade nazywają „propassions of Christ” (odwieczne cnoty Chrystusa) – Jego umysł i emocjonalne stany udzielone nam dzięki zamieszkującemu w nas Jego Duchowi. Jezus przemienia nasze dusze dokonując transfuzji Swojej natury do całego naszego jestestwa.
Taka jest jedyna końcówka Prawa – ujawnienie naszej rozpaczliwej potrzeby duchowej transfuzji po czym zaoferowanie nam szybko tej transfuzji jako daru. Teraz TAKI jest basen, do którego można z całego serca wskoczyć „na bombę”. s
„Ci [heretycy] zachowują się jak ktoś, kto znalazł piękny piękny portret króla z drogocennych klejnotów stworzony przez utalentowanego artystę, rozbierają ten portret na części, przestawiają klejnoty i układają z nich psa lub lisa – a nawet to czynią niezdarnie. Potem oświadczają, że to właśnie tak wyglądał piękny portret stworzony przez uzdolnionego artystę. Wskazują na klejnoty, który wspaniale zostały poskładane przez artystę w obraz króla, lecz teraz tragicznie zamieniły króla na kształt psa. Eksponując te klejnoty zwodzą ignoranta, który nie ma pojęcia jak rzeczywiście wygląda król. Tamci zaś przekonują ich, aby uwierzyli, że ta nędzna podobizna lisa jest naprawdę pięknym obrazem króla. Tak samo ci kaznodzieje zlepiają baśnie starych wdów, brutalnie wyrywając wyrocznie Boże z właściwego im kontekstu, wyrazy, zwroty i przypowieści i dostosowują je do swych bezpodstawnych fikcji”. Ireneusz, Przeciw Herezjom 1.8.
O heretykach Ireneusz z Liony, uczeń ucznia apostoła Jana (II w.) bardzo przejmował się tym starożytnym problemem, mianowicie, ludzką, stwarzającą kłopoty cechą przeinaczania Boga. Pokazywał to na podstawie chrześcijańskiego świata, obserwując w jaki sposób „ci heretycy” jego dnia demontowali Pisma i re-aranżowali je w taki sposób, aby dopasować je do obrazu Boga od czegoś tak majestatycznego i szlachetnego jak król, do czegoś spokrewnionego z psem czy lisem.
Dla
Ireneusza była to wielka tragedia, ponieważ obraz Chrystusa Króla nie
był jeszcze sprofanowany przez szpetotę chrześcijańskich imperiów… a psy
i lisy były bardziej podobne do pierzchających szkodników niż do
cukierkowych portretów z Instagrama. Był zatrwożony tym, w jaki sposób
chwała Boże objawiona w Chrystusie mogła zostać oszpecona przez
podstępne projekcje budowane przez tych, którzy redukowali Boga na swój
własny obraz. Ku jego przerażeniu używali oni do tego słów, przypowieści
i proroctw z Biblii! Oczywiście, każdy może sobie przywłaszczyć
ilustrację Ireneusza, aby usprawiedliwić siebie, a oskarżyć innych.
Lecz, zamiast tego, wszyscy powinniśmy usiąść przy Stole Pańskim i
zapytać wraz z uczniami: „Panie, chyba nie ja? Czy ja jestem zdrajcą?
Skąd mam to wiedzieć?”
Wiedzieć
możemy wyłącznie patrząc na Chrystusa, ponieważ: „Boga nikt nigdy nie
widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go” (J
1:18). Powiedzieć, że Jezus jest Słowem Bożym to powiedzieć, że „Jezus
Chrystus jest tym, co Bóg ma do powiedzenia o sobie” (Brian Zahnd).
Apostolskim świadectwem jest to, że Jezus jest obrazem niewidzialnego
Boga, dokładnym odbiciem Bożej natury. To, w jaki sposób On ułożył te
drogocenne kamienie przekazuje temu światu twarz Boga jako wcieloną
Miłość – Bóg zamanifestowany jako piękno, prawda i sprawiedliwość.
Tak
więc, dla protegowanego Jana, „heretykiem” jest każdy, kto przestawia
te klejnoty Bożego objawienie Siebie w taki sposób, że uzyskany obraz
nie jest podobny do Jezusa Chrystusa.
O Królach W
dzisiejszych czasach „król” to wzbudzający dreszcze wyraz. Zazwyczaj
pamiętamy królów jako patriarchalne i hierarchiczne typy władców i
gnębicieli. Ameryka została założona na odrzuceniu monarchii. Deklaracja
Niepodległości jest odrzuceniem tego rodzaju króla królów. Historia
obecnego Króla Wielkiej Brytanii to stale powtarzane krzywdy i uzurpacje
mające na celu ustanowienie w tym kraju absolutnej tyranii, a jest to
trafny opis w przypadku ogromnej większości ludzkich królów. Jeśli
chodzi zaś o Boga to nazywanie Go Królem jest niemal bluźnierstwem,
jeśli jest to połączone z ludzkim charakterem królowania! Mój
przyjaciel, Jason Upton, Po napisaniu bardzo popularnej pieśni o
Chrystusie jako naszym królu, był tak zatrwożony tym, w jaki sposób
została ona zastosowana w nabożeństwie wyniosłego triumfalizmu i
chrześcijańskiego nacjonalizmu, że zastanawialiśmy się, czy nie
potrzebujemy 100 letniego postu za wykorzystanie metafory króla.
A
jednak Chrystus mówił o Królestwie. Nie zgodził się być typem króla
wojownika, którego ten świat żądał. Jego królestwo nie jest z tego
świata, a gdy już nasz niebieski Król pojawił się nam to jechał na
osiołku, niósł koronę z cierni i został osadzony na tronie Krzyża. Dla
Jana i Ireneusza chwałą królowania Chrystusa jest Jego pokora. Właśnie
to widząc, Jason napisał nową pieśni, zatytułowaną: „The King’s Way”.
There is a road That leads to peace that leads to life But few will follow We’re at the crossroad Which way will we go There is not today a more holy way Than the steps that lead me to the cross Where my will can’t be the priority And these crowns I’ve gained I count as loss When I hear the spirit say| That this is the true King’s way
Jest droga, która wiedzie do pokoju która wiedzie do życia lecz niewielu ją wybiera Jesteśmy na rozdrożu W którą stronę pójdziemy? Nie ma lepszej drogi od tej, która prowadzi pod krzyż Gdzie nie liczy się to, czego chcę Gdzie to, co zyskałem poczytuję za stratę Gdy słyszę głos Ducha, który poświadcza mi, że wybrałem tę prawdziwie królewską drogę (tłum.: Jola Sz.)
Ten niebiański Król jest piękny, ponieważ zamiast wymuszać tyranię i szkody swoim poddanym i obywatelom, poniósł naszą tyranię i zniósł nasze rany w Swej Pasji za życie tego świata. Taki jest pokorny Sługa-Król, który pewnego dnia sprowadzi każdego na kolana w głębokim dziękczynieniu za to ze nas uwolnił ..
O psach i lisach Jednak herezja nadal robi swoją zdradziecką robotę, wyrywając imponującą sagę o odkupieniu i przekładając te kawałki w bardzo biblijną, lecz całkowicie pozbawioną Chrystusa religijność.
Widzę
liski poruszające się między tymi, którzy dwoją się wśród ludzkiego
wstydu i boskiej zemsty. Jak powiedziałem był to problem starożytny, tak
stary jak historia pierwszego potknięcia Adama i Ewy. Z chwilą, gdy
odwrócili się od chwały ku samowoli, poczuli wstyd, a to, co wynikło z
tego wstydu to fałszywy obraz Boga; Boga przed którym muszą się ukryć.
Dlaczego? Czy Bóg dał im jakiś powód do tego, żeby postrzegali Go jako
mściwego. Czy dlatego, że ostrzegł ich przed drzewem, które mogło być
śmiertelnie trujące? Czy przez postawienie granic, które mogły zapewnić
ludzkości kwitnienie? Nie! Zawstydzeni sfabrykowali Boga, bo życzliwe
ostrzeżenie opacznie zrozumieli jako groźbę. Zbudowali bałwana zemsty,
który trzyma się przez wszystkie stulecia i stał się chrześcijańską
doktryną. Wyobraź sobie świętokradcze rozmontowanie Krzyża boskiej
miłości i takie ułożenie klejnotów pochodzących z niego, że powstał
obraz boskiego ukarania. Brak mi słów
Właśnie,
gdy już myślałem, że wyszliśmy poza to… Niestety, całkiem nowy „rurkowy
fundamentalizm” (dosł.: “skinny jeans fundamentalism”) dumnie kroczy po
wielkiej scenie. Niektóre z najszybciej rosnących w Północnej Ameryce
kościołów kwitną na rynku, chcą odsunięcia rzekomego liberalizmu pięknej
Ewangelii Bożej nieskończonej miłości. Machają pięściami na tą
ewangelię i potępiają tak zwaną „herezję Bóg jest miłością”.
Te
lisy zwiększyły nacisk na Boży gniew przeciwko grzesznikom,
zaspokojenie gniewu i wieczne ognie piekielne. Ich besztanie i
zawstydzanie cudownie znalazły pokrycie w przygotowanej glebie serc
noszących gadżety z „50 Twarzy Grey’a”. Wygląda na to, że pojawił się
całkiem nowy rynek dla uczniów, którzy mają chętkę na autorytarnych
despotów, którzy domagają się światowych królów czy to duchowych, czy
politycznych. Tak, ten świat przeżywa kryzys spiralnego chaosu, lecz
niepodobny do Chrystusa, kontrolujący i mściwy Bóg nie jest
rozwiązaniem!
Dobra Nowina Dobrą nowiną jest to, że fala odwróciła się. Apostolska prawda o tym, że Bóg JEST miłością, była dziwną nowiną dla starożytnego religijnego świata przed Chrystusem. Lecz prorocy tacy jak: Abraham, Mojżesz, Dawid, Ozeasz zaczęli dostrzegać mignięcia łaski, która miały przyjść w Osobie Jezusa Chrystusa, wcielonej Miłości. Jezus pokazał nam, że Bóg stoi za przywróceniem, a nie odwetem. Abba, którego pokazał Jezus nie ma nic wspólnego z urojonymi rywalami, którzy dobrze rozwijają się na gniewie.
Wielką tragedią jest to, że pomimo wiernych ostrzeżeń Ireneusza nawet chrześcijaństwo szybko powróciło do pogańskich wyobrażeń o rozgniewanym bogu, który potrzebuje uspokojenia przy pomocy przemocy. Ten obraz rządził przez wiele stuleci, lecz obecnie szybko gaśnie w świetle chwały wielkiej Ojcowskiej miłości. Nawet moi agnostyczni przyjaciele wiedzą teraz, że ten Bóg w którego nie mogą uwierzyć jest dobry, życzliwy i miłosierny. Noc przed napisaniem tego artykułu uzależniony przyjaciel powiedział do mnie: „Nie wierzę w Boga. Po prostu nie mogę… ale jeśli Bóg istnieje, to Bóg jest miłością, Chcę, aby moja córka wiedziała o tym!” Jego wyczucie Boga jest znacznie bardziej Chrysto-podobne niż słyszałem od pozbawionej Chrystusa religii. W istocie spodziewam się, że nadszedł czas na to, aby toksyczne teologie boskiej zemsty, wiecznych mąk w ogniu i gniewnego moralizatorstwa przeszły do obrony. Ci, którzy zniesławiają dobrą nowinę o Bożej łasce zostali teraz złapani w swoją własną pułapkę. Czas na to, aby pokutowali za to w jaki sposób ich „ewangelia” stworzyła całe pokolenia wypalonych chrześcijan i mających dość ateistów. Czas na to, aby zobaczyli, że prawdziwy Król jest boską Miłością, ukrzyżowaną i wzbudzoną z martwych, którego celem jest zbawić (nie wypalić) ten świat.
Tak więc, po raz kolejny jawne postępowanie chrześcijańskiego celebryty znalazło się na pierwszych stronach wiadomości. „Upadł” przez niemoralność seksualną. Niestety, nie jest to nic nowego. Takie rzeczy zawsze będą miały miejsce w kulturze wołającej „daj nam króla (celebrytę), gdzie ceni się sławę i talent bardziej niż charakter. Niemniej, nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie ze sprawą odpowiedzialności jednostki.
O ile jednostki muszą ponieść odpowiedzialność i spotkać się z konsekwencjami takich sytuacji, wszyscy jesteśmy w to zamieszani. Dlaczego? Ponieważ nasza żądza chwały umożliwia takie zdarzenia. Jeśli psychiczna energia, pieniądze i uwielbienie chrześcijańskich tłumów promują jednostkę do sławy, której ona nie jest w stanie unieść, to ten tłum jest zamieszany w upadek tejże jednostki. To my powołujemy królów, a następnie, gdy upadną, kiwamy palcem. My musimy pokutować, a nie tylko ten człowiek.
Cieszę się z tego, że w Chrystusie zawsze jest przebaczenie, akceptacja, nadzieja i odnowienie dla każdego, dla wszystkich i zawsze. Cieszę się z tego, że Ojciec nie potępia nikogo. Niemniej: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” to modlitwa, której nigdy za wiele. Jest wiele zamieszania w tej kwestii. Nasz status synów i córek Bożych w Chrystusie nie neguje tej koniecznej skłonności do świadomości siebie Jeśli chodzi o Johna Crista dziennikarz USA Today napisał ostatnio:
„… dalej istnieją konsekwencje naszych czynów ( i powinny być), lecz ostatecznie nie określa nas to, co zrobiliśmy, lecz to, co zrobił dla nas Jezus. Johnie Crist, spartaczyłeś to porządnie, lecz Bóg nadal kocha cię i kochać zawsze będzie”.
Porównajmy to z tym, co POWIEDZIAŁ JEZUS: Po owocach (zachowaniu, jakie ich życie wydaje) poznacie ich”.
8 listopada Otrzymałem ostatnio sporo pytań dotyczących świadomości. Ludzie chcą wiedzieć, czym rzeczywiście jest świadomości i jak osiągnąć/otrzymać. Poświęćmy na to kilka postów i spójrzmy na świadomość na nowo, zobaczmy czy da się rozjaśnić nieco zamieszanie wokół tego.
Często, gdy mowa jest o świadomości, używa się terminu „rozszerzenia/rozwinięcia” i chcecie wiedzieć, co zrobić, aby ona wzrosła czy rozwinęła się. Może to być szokiem, lecz nie da się. Świadomość nie jest jakimś celem, zatem nie możesz go „osiągnąć. Twoja świadomość jest tym, czym jest, nie rośnie coraz bardziej, a jest tak dlatego, że spoczywa ona w twojej duszy, a dusza nie wzrasta. To umysł wzrasta/rozszerza się.
Świadomość spoczywa w duszy, a uwaga w umyśle. Obecnie masz w życiu do czynienia z tym, że zwracasz większą uwagę na świadomość, nie ignorując jej. Połączenie świadomości i umysłu nazywamy samowiedzą/przytomnością/trzeźwością… Jest to obecność Adama i Ewy w każdym człowieku. (Jest to historia, która nie ma nic wspólnego z tożsamością płciową.) Jedno jest ciekawskie, zadające pytania i łatwo ulegające, a drugie niezachwiane i zawsze znające się na rzeczy. Umysł (Ewa) da się zwieść, lecz Adam (dusza) „jest rozmyślne/świadome”. Pamiętaj o tym, że w tej metaforycznej opowieści o ogrodzie, wąż pojawił się nagle, gdy ci dwoje nie byli razem. Gdy ta para chodzi po ogrodzie razem, jedno jest nieustannie świadome drugiego i w pełni świadomy „JA JESTEM”, natomiast wąż nie „plącze” się w pobliżu. Umysł pozbawiony świadomości duszy interpretuje życie jako „diabeł”. Ci dwoje nigdy nie poznali „winy/potępienia/nagany” dopóki nie znaleźli się w tej podróży nie „razem”.
W Księdze Rodzaju 15, kiedy Pan objawił Abrahamowi, że zostanie ojcem, a jego potomstwo stanie się tak liczne, jak gwiazdy, Pan zataił informację, że Sara również zostanie matką. Z jakiegoś znanego sobie powodu, w tym czasie było to Jego tajemnicą.
Czytając następny rozdział widzimy, jak to nie znając obietnicy, że Sara również ma być matką, Sara i Abraham kombinują jak to „pomóc” Bożej obietnicy, aby się spełniła – aby Abraham został ojcem. Sarah była w wieku, gdy już od dawna nie rodzi się dzieci, wiec zrozumiała, że potrzebowali zastępczej matki, która urodziłaby dziecko Abrahamowi (Rdz. 16: 1-3).
Możemy pomóc Bogu; Zróbmy dziecko!
Abraham przystaje na prośbę Sary, w wyniku czego rodzi się Ismael – ojciec ludu arabskiego. Jednak w następnych dwóch rozdziałach (17 i 18) Pan pojawia się ponownie i mówi im, że to Sara zostanie matką syna obietnicy. Powiedział też, że pobłogosławi i rozmnoży Ismaela, ale obietnica dotyczy Izaaka. Oboje śmiali się z tego objawienia, w wyniku czego Pan nazwał syna Izaak, co oznacza „śmiech”. (Rdz 17: 15-19; 18: 10-15)
Gdzieś w międzyczasie, gdy to śmiali się z Pana, a poczęciem Izaaka, Abraham i Sara zmienili swoje zdanie – przyjęli to co powiedział im Bóg. W Heb. 11:11 czytamy o Sarze: „Przez wiarę również sama Sara otrzymała moc poczęcia i to mimo podeszłego wieku, ponieważ uważała za godnego zaufania tego, który dał obietnicę.” O Abrahamie czytamy: „… mając zupełną pewność, że cokolwiek On obiecał, ma moc i uczynić”. (Rz. 4:21)
Nie wiemy, dlaczego Bóg początkowo zataił przed nimi, że również Sara będzie matką syna obietnicy. Nie ma rozdziału i wersetu, w którym Bóg tłumaczy, dlaczego tak postąpił. Możemy ogólnie przyjąć, że miał w tym swój wyższy cel, ale tak naprawdę nie wiemy, czym się kierował, że zachował to w tajemnicy aż do czasu narodzin Ismaela. Możemy spekulować, ale nie wiemy tego na pewno.
Bóg jest Bogiem – ale czy możemy Mu zaufać?
W końcu jest Bogiem. Przed nikim się nie tłumaczy. To jest trudne do zaakceptowania. Chcemy poznać wszystkie odpowiedzi i to od razu.
W pewnym momencie życia, każdy z nas ocenia Boga. Z czasem jednak przychodzi wiara i tak jak Sara zaczynamy traktować Go, jako osobę godną zaufania. Z czasem przestajemy zadawać pytania i gniewać się z powodu rzeczy, których nie rozumiemy i zaczynamy ufać, że wszystkie odpowiedzi otrzymamy, gdy znajdziemy się po drugiej stronie nieba.
My, którzy Go znamy, jesteśmy w stanie przejść przez różne nieszczęścia i nie znać odpowiedzi przez długie lata. Dzieje się tak z powodu tego, że Go znamy i Mu ufamy, że pewnego dnia On wszystko naprawi. Jednak zaufanie komuś jest często długim procesem.
Przez całe życie możemy zmagać się z pytaniami bez odpowiedzi – i to jest w porządku. To jest normalne.
Każdy z nas, często kilka razy dziennie, w kwestiach drobnych rzeczy, wydaje sąd, że Bóg jest wierny.
Np. możemy pomyśleć o naszym złym współpracowniku: „W końcu dostanie to, na co zasługuje”. Możemy modlić się: „Panie, wybaczam mu, ale dalej chcę, aby został za to pociągnięty do odpowiedzialności”. Możemy mieć pytania, dlaczego ktoś zrobił to, co radykalnie wpłynęło na nasze życie lub dlaczego coś się wydarzyło – jednak w końcu wzruszamy ramionami i mówimy: „Pewnego dnia się dowiemy”.
Wszystkie takie sytuacje, gdy choć nie znamy odpowiedzi to niechętnie się z tym godzimy, są formą naszego osądzania Boga – tak jak zrobiła to Sara: „On jest wierny, można Mu ufać”. Tylko w taki sposób można przejść przez życie – uwierzyć, zaufać Jego spójnemu charakterowi, Jego naturze tak, aby na końcu wszystko zostało naprawione. Jak ktoś mi raz powiedział: „Niech niebo lepiej okaże się naprawdę dobre, ponieważ na ziemi z pewnością przeszedłem przez piekło”.
Nie skupiaj się na tajemnicy, której rozwiązania nigdy nie znajdziesz po tej stronie nieba. Skoncentruj się na tym, co już wiesz
Kiedy Jezus zaczął mówić ludziom w przypowieściach, co jest prawdziwą manną z nieba, że ludzie muszą jeść Jego ciało i pić Jego krew (J 6), naprawdę trudno było to zrozumieć. Wtedy właśnie wielu uczniów przestało za Nim podążać. W pewnym momencie zwrócił się do swoich dwunastu z pytaniem: „Czy wy również chcecie odejść?”
Piotr widział wszystko, co Pan uczynił – widział cuda i uzdrowienia. Widział rozmnożenie chleba i ryb. Słyszał wszystkie Jego nauki. Jeśli stworzyłby sobie listę ‘za i przeciw’, to te rzeczy byłyby po stronie ‘za’. Ale po drugiej stronie – ‘przeciw’ musiałby umieścić wypowiedzi Jezusa, że to On jest prawdziwą manną, że ludzie muszą jeść Jego ciało i pić Jego krew, aby mieć życie wieczne. Patrząc na to, jak wielu wtedy opuściło Jezusa, istniała na pewno presja, aby samemu także tak zrobić. Istniała presja jak ludzie patrzą na ciebie – ucznia tego dziwnego nauczyciela.
Piotr przemyślał wszystko; spojrzał na to co wie i czego nie rozumie i w końcu doszedł do istoty sprawy i powiedział „Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego” (Jana 6: 50-68).
W pewnym momencie życia Piotr osądził Boga tak, jak zrobiła to Sara. Tak samo ty i ja musimy to zrobić. Kiedy nie wiemy, co mamy myśleć w życiu tak, jak to było w przypadku uczniów słuchających przypowieści Jezusa, potrzebujemy uchwycić się tego, co wiemy: mamy słowo życia wiecznego.
Za każdym razem, gdy nie znamy odpowiedzi, za każdym razem, gdy Bóg zakrywa przed nami jakąś rzecz, potrzebujemy osądzić Go tak, jak Sara i jak Piotr: „Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego ”. Skoncentrujmy się na tym, co wiemy, a nie na tym, czego nie wiemy. Bądźmy wdzięczni za to, co już wiemy a resztę odpowiedzi uzyskamy w niebie. Temat skończymy kolejnym razem.