Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan_01.09.2019

Stan Tyra

Zwykle to, w jaki sposób robimy jedną rzecz, pokazuje jak robimy wszystko inne.
Z tego powodu często funkcjonujemy korzystając z mądrości, którą czerpiemy z sadzawki aktualnej wiedzy, wierzeń i opinii, co z kolei powoduje, że nasza tożsamość zamienia się jezioro utworzone w starorzeczu. Jest to jezioro, które powstaje wskutek powodzi, a które po cofnięciu się jej z zalanych terenów, zostaje odcięte do świeżej wody. Po jakimś czasie następuje stagnacja, wszelkie życie zamiera i zaczyna śmierdzieć.

Tak samo dzieje się z nami, jeśli nie utrzymujemy kanału dopływu do siebie nowej i świeżej wody. Wszystkie wielkie poruszenia Boże zaczęły się od powodzi nowego objawienia, które często skutkowało narodzinami nowej denominacji. Niestety, po czasie zamieniały się one w jezioro zalewowe, nie przyjmując nic „więcej”. Wielu liderów, którzy byli wykorzystani do zrodzenia tego nowego ruchu, stawało się największymi wrogami następnego poruszenia. Odrzucali wszystko, co nowe, a zamiast tego bronili tego, co mieli. Ten smród jest najwyraźniej odczuwalny wszędzie, poza miejscem skąd pochodzi.

Znam wielu ludzi zadowolonych z obecnego bajorka myśli, do których mają dostęp w ramach swego umysłu czy plemienia. Nie interesuje ich słuchanie nikogo spoza, ponieważ są przekonani, że już znaleźli narożnik wszelkiej prawdy. Każda myśl(i) spoza bajorka jest uważana za zagrożenie, któremu należy się sprzeciwić.

Sam osobiście byłem w takiej kałuży kręcącej tą samą zastałą wodę. Teraz już znam ogromną wartość słuchania tego, co wychodzi poza aktualną świadomość i bezpieczną strefę. Zaczynam słuchać nawet bardziej uważnie wszystkiego, co „uraża” mnie i aktualny system przekonań. Zaczynam postrzegać urazę jako czerwoną flagę, która przypomina mi, że mam coś, czego się trzymam i co chciałbym bronić. Odkryłem, że nowe objawienie i mądrość najczęściej obrażają moje ego, zanim dam jakąkolwiek szansę na oświetlenie nim mego serca. Tak więc, uraza staje się wartościowym narzędziem dla mnie i dla mojej nieustannej przemiany.

Ludzie często próbują trzymać mnie z dala od wszystkiego, co nowe, mówiąc, że ta „uraza”, którą czuję, jest w rzeczywistości rozeznaniem i że to Bóg mnie chroni. Doszedłem do tego, że nie jest to prawda.

Nauczyłem się tego, jak wartościowe są głosy i perspektywy inne od moich czy też tych najlepiej mi znanych oraz jakie bogactwo niesie spotykanie się z ludźmi odmiennymi i unikalnym, a nie jedynie z takimi samymi. W jaki sposób wchodzimy do rzeki świeżej wody, a wychodzimy z bajorka? O tym będzie jutro.

Trzymajcie rękę na pulsie :).

<|>

Wypróbowany ogniem, mam to!

Kevin T. Bauder
30 sierpień 2019

Czy poleganie na sobie jest cnotą czy wadą? W Biblii znajdujemy fragmenty, które wydają się odpowiadać na to pytanie pozytywnie i takie, które negują to.

Na rzecz polegania na sobie, Księga Przypowieści doradza, powiadając że pracowitość jest sposobem na uniknięcie ubóstwa (Przyp 6:6-11). Ciężka praca prowadzi do bogactwa, podczas gdy lenistwo do wstydu i ubóstwa (Przyp 10:4-5). Leniwy pożąda, lecz nic nie ma, podczas gdy cierpliwy/pracowity jest spełniony. Praca daje zysk, lecz pusta mowa ubóstwo (Przyp 14:23). Ludzie leżący odłogiem powinni spodziewać się tego, że będą głodni (Przyp 19:15). Ten, kto porzuca prace zbyt wcześnie, nie będzie miał niczego, choć powinien mieć dostatek (Przyp 20:4). Ci, którzy głupio wydają, ubożeją (Przyp 23:20-21), jak też ci, którzy lekceważą możliwości (Przyp 24:30-34).
Nowy Testament naucza tego samego. Ludzie powinni dbać o samych siebie, a ci, którzy nie pracują nie być karmieni (2Tes 3:10-12). Fakt, ten, kto nie dba o własną rodzinę, porzucił wiarę i jest gorszy od niewiernego (1Tym 5:8).

Nacisk położony w tych i podobnych wersach wydaje się oczywisty. W normalnych okolicznościach Bóg chce, aby ludzie brali odpowiedzialność za swoje powodzenie. Chce, aby ciężko pracowali, mieli uporządkowane życie, planowali je, byli zdyscyplinowani i oszczędni oraz korzystali z dobrego czasu, aby przygotować się na zły. Faktycznie Pismo zabrania chrześcijanom ochraniać tych, którzy w tym sensie nie dbają o siebie. Ich zabezpieczeniem jest nauczyć się porządku i pracowitości.

Z drugiej strony Biblia uznaje również to, że siła do zdobywania Bogactwa pochodzi od Boga (Pwt 9:18). Konsekwentnie, ci, którzy chcą pełnych stodół i kadzi muszą zacząć od zaufania Bogu i uznania raczej Jego niż polegania na swoim rozumie (Przyp 3:5-10). Dzięki temu, że ufają Bogu mogą osiągnąć powodzenie (Przyp 3:27-28). Okazywanie szczodrości ubogiemu jest nazwane pożyczaniem Panu, który odpłaci (Przyp 19:17).
Dokładnie tego samego nauczał Jezus rozszerzając temat w Nowym Testamencie: ci, którzy najpierw szukają Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, otrzymają wszystko, czego potrzebują, więc nie muszą się martwić o swoją przyszłość (Mt 6:33-34). Tacy ludzie nie polegają tak bardzo na sobie samych, lecz całkowicie na Bogu.

Choć to paradoksalne, te dwie perspektywy (polegania na sobie i na Bogu) nie są sprzeczne ze sobą. Ludzie, którzy rzeczywiście polegają na Bogu, będą żyć zgodnie z Bożymi przykazaniami w każdej dziedzinie czy to pracowitości, oszczędzania, porządku i dyscypliny. Innymi słowy: osoba prawdziwie polegająca na Bogu będzie starała się polegać na sobie, zdając sobie równocześnie dobrze sprawę ze swej całkowitej zależności od Boga. W konsekwencji nawet nawrócony złodziej będzie pracował po to, aby mieć na zaspokojenie potrzeby tych, którzy nie mają (Ef 4:28).
Wszelkie zdolności, przywileje i obdarowania pochodzą od Boga, podobnie jak całe powodzenie. O ile możemy cieszyć się Bożymi darami, to okazuje się, że jakoś trudno pamiętać o tym, jak bardzo jesteśmy od Niego uzależnieni. Tak naprawdę to nigdy nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak absolutnie jesteśmy uzależnieni od Niego, musi więc nas czasami trochę tego nauczyć.
Nie chodzi o to, że musimy zależeć od Boga, w rzeczywistości zależymy od Boga w każdej chwili, absolutnie we wszystkim, bez względu na to czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Czasami, aby nam przypomnieć o tej prawdzie Bóg decyduje się na to, aby nas jakiegoś daru, którym cieszyliśmy się wcześniej, pozbawić (czasowo czy na stałe), lub może nas umieścić w takich okolicznościach, w których nie możemy funkcjonować bez daru, którego nie posiadamy.
Doświadczamy takich wyzwań jako utrapienia czy próby. Czujemy to, że zostaliśmy pozbawieni czegoś, na czym polegaliśmy, bądź zostajemy zmuszeni do zrobienie czegoś, co wychodzi poza nasz możliwości. I tak jest! Lecz o co chodzi? Bóg uczy nas tego, że tak naprawdę jesteśmy uzależnieni od Niego i że On może pracować w nas i przez nas bez względu na nasze braki.

Nawet apostoł Paweł przechodził przez tego rodzaju doświadczenia. Bóg powołał go do trudnej publicznej służby. Podróżował tysiące kilometrów po lądzie i morzu, stawał przed wiodącymi intelektualistami swoich czasów, bronił siebie i swego przesłania przed królami. A jednak Bóg dał Pawłowi „cierń w ciele” i „posłańca Szatana”, który wywoływał nieokreślone fizyczne osłabienie (2Kor 12:7). Innymi słowy: Bóg spowodował utrapienia, które działały wprost przeciwko misji, którą mu zlecił do wykonania.
Paweł prosił Pana przy trzech różnych okazjach, aby zostało to usunięte (2Kor 12:8), lecz tak się nie stało. Zamiast tego, Pan powiedział Pawłowi: „Dość masz, gdy masz łaskę moją, ponieważ moc doskonali się w słabości” (2Kor 12:9). Paweł zareagował w ten sposób, że będzie chlubił się ze słabości swoich, aby moc Chrystusa mogła na nim spocząć.
Nie chodzi o to, że Paweł potrzebował mocy Chrystusa, gdy był słaby, lecz o to, że potrzebował jej zawsze. Ten „cierń w ciele” nie stworzył sytuacji, w której jej potrzebował, a tylko uwypuklił tą potrzebę. Łaska, której Paweł potrzebował w chwilach słabości była dokładnie tą samą łaską, której potrzebował zawsze.
O ile cieszymy się Bożymi darami, czasami czujemy, że damy sobie radę ze wszystkim. Zapominamy o tym, że nawet te dary są przejawem łaski Bożej, a my potrzebujemy Jego łaski zawsze. Nigdy nie jest tak, że możemy sobie pomyśleć: „mam to”. Gdy tak się dzieje, gdy wydaje nam się, że możemy polegać na sobie, pojawiają się trudności, ból i próby, abyśmy nauczyli się polegać na Jego łasce i mocy. Bóg chce, abyśmy polegali na Nim nie tylko w czasie ucisku, lecz zawsze. Podobnie jak w przypadku Pawła, musimy nauczyć się znajdować przyjemność w słabościach, potrzebach, prześladowaniach i uciskach. Dzieje się to ze względu na Chrystusa, ponieważ gdy jesteśmy słabi On okazuje się być mocny.

Czy więc powinniśmy polegać na sobie? Odpowiedź na to pytanie jest pozytywna w tym sensie, że nie powinniśmy oczekiwać od innych ludzi, że wezmą na siebie to, za co my jesteśmy odpowiedzialni, a nawet wtedy nasze poleganie na sobie powinno być ugruntowane w stałym poleganiu na Bogu. Znajdziemy się w takich okolicznościach, gdy nie będziemy wiedzieli, co robić, nie będzie kogo pójść a wszystkie nasze dary, przywileje i powodzenie zawiodą. Wtedy będziemy wołać do Boga: „Nie mogę tego zrobić, nie mogę tego znieść!” Będziemy wtedy czuć się tak, jakbyśmy zaczynali spadać swobodnie.
W takich chwilach Bóg uczy nas tego, że to On to ma, a tak naprawdę zawsze i we wszystkich okolicznościach On jest tym, który to ma. Zawsze jesteśmy zależni od Niego, a te przypadki cierpienia po prostu przypominają nam o tej prawdzie.

Esej napisany przez Kevin T. Bauder, profesora Historycznej i Systematycznej Teologii na Central Baptist Theological Seminary. Niektórzy profesorzy, studenci i absolwenci tego Seminarium mogą nie zgadzać się z każdą opinią która jest tutaj wyrażona.

Stan_20/22.08.2019

Stan Tyra

20 sierpnia
Kiedy widzę w jaki sposób przekręciliśmy, wypaczyliśmy i źle zastosowali Biblię, zastanawiam się, po co w ogóle została nam dana. Pismo miało być świadectwem Boga, ludzkości i wiecznej relacji obu. Zamiast tego, zinterpretowaliśmy ją dla naszych własnych celów, aż po nienawiść, osąd, oskarżenie, potępienie i podział.

Biblia to nie 12 stopniowy kurs „jak być dobrym chrześcijaninem”, jak wielu chciało by tego. W rzeczywistości jest to tekst, który ma ujawniać odpowiedzi bardziej poprzez problemy i proces, niż w postaci wniosków, które starają się uniknąć problemu.

Wszystkie religie starają się odkryć i ujawnić coś na temat boga. To, co czyni z judeochrześcijańskiej tradycji wyjątek to fakt, że wierzymy w Boga, który objawia Boga. Tak więc, Biblia jest drogą do samo-objawienia czy inaczej: autobiografią Boga. Bóg mówi nam o Bogu ujawniając nam tajemnice o sobie. Jezus to Boży sposób na powiedzenie: „Hej, nie jestem taki, jestem taki!” Wydaje się, że wygodniej jest nam myśleć o Bogu intelektualnie, niż stanąć w obecności boskiego objawienia.

Ponieważ wygodniej czujemy się w naszych głowach, niż w sercach, zwykle unikamy tego, gdy Bóg objawia siebie w Piśmie. Zamiast czytać i przeżywać podróż objawienia Boga i człowieka, wolimy oddzielić ich i korzystać z biblijnych danych tak, aby popierać własne zdanie o Bogu, równocześnie odrzucając opinię Boga o nas. Jesteśmy przekonani, że jeśli nauczymy się tych faktów o Bogu, to znamy prawdę i w jakiś sposób te fakty „zbawiają” nas. Zredukowaliśmy Boga do biblijnych faktów o Bogu, co pozwala nam na tworzenie Boga na nasz własny obraz przy całkowitym unikaniu prawdziwego i wiecznego obrazu nas samych.

Kiedy już tak się stanie, nazywamy naszą interpretację ‘bezbłędną’ i znajdujemy sobie paru ludzi, którzy zgadzają się z nami i pomagają nam ochraniać Boga. Jest to „grupowe myślenie” (kościół). Gdy już raz nazwiemy „nasze” fakty „prawdą i życiem” budujemy wokół nich mur i sprzeczamy się o interpretacje tych faktów. Wolimy kazania o Bogu i niebie zamiast rzeczywistego doświadczania Boga i nieba teraz.

Zamiast otrzymywać odpowiedzi na osobiste problemy, Biblia oferuje nam raczej podróż, w której możemy „iść za Nim” ku odpowiedzi czy być może do wiary pozbawionej odpowiedzi. Ludziom wydaje się, że gdyby chodzili z Jezusem to kochaliby i naśladowali Go doskonale. W najlepszym przypadku jest to śmieszne, ponieważ nawet dwunastka obecna przy nim nie robiła tego jak należy. Lecz nie to się liczy. Poznanie faktów o Bogu nigdy nie rozwiąże problemu wiary. O ile dają cokolwiek to jest to gigantyczny substytut wiary. Powinno być oczywiste, że informacja nigdy nie odpowiada na pytanie wiary, a jednak stale cytujemy ją jako wiarę. Za każdym razem, gdy mieszasz wiarę z faktami, mijasz się z zaproszeniem do boskiego objawienia.

21 sierpnia
O ile mam ogromny szacunek dla Pisma, zachodni kościół z pewnością nadmiernie podkreśla je aż do uczynienia z niej boga. Trudno nam sobie to wyobrazić, że Biblia jest bałwanem, lecz właśnie to z niej uczyniliśmy. Jest to obecnie nie tylko bałwan, lecz jest również głosem węża szepczącego: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział?” Po czym pozwalamy mu odpowiedzieć na jego własne pytanie: „jeśli zrobisz… to będziesz jak Bóg”. Kurcze! Komu potrzebny Bóg, skoro mamy Biblię, która mówi nam w co wierzyć i jak się zachowywać. Tragiczne jest to, że wielu twierdzi, że Bóg i Biblią są dokładnie tym samym. Dopuściliśmy do tego, że wiara i spotkanie zostało zastąpione przez akademickich nauczycieli i to do tego słabych w tej dziedzinie.

Historycy i demografowie mówią nam, że 90% ludzi, którzy kiedykolwiek po tej Ziemi chodzili nie potrafiło czytać. Czy, biorąc to pod uwagę, sądzicie, że Bóg pozwoliłby na to, aby boskie objawienie siebie było zależne od akademickich zdolności? Jakżeby więc Abraham mógł być nazwany „Ojcem Wiary”, a nawet w ogóle znać Boga?

„Słowo Boże’ nie jest Biblią, niemniej przyzwyczailiśmy się do tego, że tak ją nazywamy”. „No, słowo mówi…” co, w interpretacji, oznacza: pozwól, że projektuję moje skłonności, strach i zdanie na ciebie i przekonam, że Bóg tak powiedział, używając do tego odpowiedniego rozdziału i wersu. Jedną „Żywą Biblią” jest Jezus Chrystus. On jest „Słowem, które stało się ciałem”. Zdumiewające z jak wielką ignorancją nazywamy „Tym Słowem” coś, co w ogóle nie przypomina Jezusa. Jezus powiedział: „idź za mną”, a nigdy nie powiedział: „wierz mi”. Objawienie Boga jest objawieniem odbywającym się w podróży, nie na kościelnych kazaniach i nabożeństwach.

22 sierpnia
Oto jeden przykład z nieskończonej listy zniekształceń Pisma, które poczyniliśmy, aby dopasować je do naszych egoistycznych potrzeb zdobywania osiągnięć.

Bądźcie doskonali, jak wasz Ojciec Niebieski jest doskonały” (Mt 5:48).

Dualizm odczytuje ten wers przez filtr idealistycznego moralizmu po czym zarządza to ludzkości. Prowadzi to do związanego z głową systemu przekonań odrzucenia i pozoruje coś, w czym wszyscy zawodzą. W najlepszym wypadku mierzymy i porównujemy siebie z innymi, ustalając tych, którzy są tak „dobrzy” jak my, po czym uważamy siebie za „świętych” w oparciu o nasze własne porównawcze standardy.

Patrząc na ten wers z innej niż dualizm perspektywy prowadzi nas ku boskiej jedności, a z dala od osobistej doskonałości. Apostoł Paweł ujął to w taki sposób: „Nie szukam już sprawiedliwości opartej na własnych staraniach… lecz doskonałości, która jest z wiary i z Boga…” (Flp 3:9, 15).

Celem nie jest, i nigdy nie było, osobista czy prywatna świętość bądź doskonałe zachowanie, co choć jest oczywiście niemożliwe, przedstawiane jest przez fundamentalny kościół jako osiągalny cel. To powoduje, że Biblia jest problemem, a nie darem, a religia jest wylęgarnią sprawiedliwości własnej.

Dlaczego jesteś drugą Rebeką_3

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Rozstaliśmy się ostatnio z Rebeką w miejscu, gdy godzi się aby pójść z Eliezerem celem poślubienia Izaaka i otrzymuje błogosławieństwo ze strony swojej rodziny.

Powinniśmy rozważyć kilka rzeczy na jej temat, ponieważ jest ona obrazem ciebie i mnie – jako ludzi wierzących oraz, co więcej, jako uczniów Jezusa.

Po pierwsze, Abraham pochodził z tego samego rejonu, gdzie Rebeka się urodziła i wychowała. Abraham odszedł stamtąd, ponieważ Pan mu tak nakazał. Odszedł, jednak miał obiecaną za to nagrodę.

Abraham i Sara stali się dla nas fundamentem wiary – czymś czego nie było wcześniej. Izaak i Rebeka byli już kolejnym pokoleniem ludzi wierzących. Odziedziczyli przymierze, które mama i ojciec Izaaka zawarli z Bogiem, jednak musieli także wyznawać własną wiarę. Jako kolejne pokolenie zawartego przymierza musieli też stworzyć własne domostwo, ustanowić własne granice.

Rebeka odeszła ze swej krainy nie dlatego, że ktoś jej kazał, ale zrobiła to dobrowolnie. Abraham, Sara i Izaak weszli w przymierze z Bogiem bezpośrednio a Rebeka nie – weszła w przymierze poprzez małżeństwo. Jest ona pierwszą osobą wspomnianą w Biblii, która z własnej woli, przez wiarę, została wszczepiona w przymierze z narodem żydowskim.

Jej sytuacja była wyjątkowa, ponieważ w starożytnym świecie błogosławieństwa i przymierza były przekazywane z ojca na syna, a ona weszła w przymierze poprzez małżeństwo i upewniła się potem, aby to właściwy syn otrzymał błogosławieństwo.

Pierwsza z pośród kobiet
Rebeka była pierwszą kobietą w Biblii, która otrzymała błogosławieństwo. Pomyśl o tym. Później wiele razy czytamy w Księdze Rodzaju 49, jak to stary Jakub pobłogosławił swoich synów, ale wyraźnie widzimy też w Księdze Rodzaju 24: 60 jak to Rebeka otrzymała błogosławieństwo od ojca i rodziny. Ona naprawdę była niezwykła.

Czy jesteś pierwszą osobą w rodzinie, która Bóg błogosławi? Czy może, podobnie jak za czasów Rebeki, ludzie nie rozpoznają błogosławieństwa Bożego w twym życiu?

Obraz „porwania”
Przyjmując Abrahama jako obraz Boga Ojca, Izaaka jako Jezusa i Eliezera jako Ducha Świętego spójrzmy na Rebekę, jak wsiada na wielbłąda i wyrusza do domu Ojca przygotowanego dla niej.

Zostaje zabrana przez Eliezera (Ducha Świętego) na spotkanie oblubieńca. Czytamy także w 24: 63-67, ze Izaak także opuścił dom Ojca i wyszedł modlić się na pole, bez wątpienia myśląc o swojej przyszłej oblubienicy. Był poza swoim domem i poza domem Rebeki.

Rebeka, będąc w podróży, pewnego dnia dostrzega oblubieńca stojącego w polu. Ona również znajduje się w tej chwili gdzieś pomiędzy domem własnego ojca a domem nowego ojca.

Pole w przypowieściach Jezusa to ludzkie serce lub tez pole, na którym odbywa się żniwo świata. Ponieważ Izaak to obraz Jezusa a Rebeka kościoła, widzimy tu obraz Pana, który, opuściwszy dom Ojca wyszedł na miejsce leżące w połowie drogi do domu oblubienicy – i oboje tam się spotykają. Oboje są poza swoimi domami i spotykają się po raz pierwszy twarzą w twarz. Bez wątpienia „Śmiech” (to oznacza imię Izaak) naprawdę śmiał się radośnie, gdy wreszcie zobaczył swoją oblubienicę! Bez wątpienia ta młoda kobieta, która niegdyś była związana, teraz związała się ze Śmiechem i musiała być zachwycona swoim nowym życiem w nim!

Werset 67 mówi, że Izaak zabrał ją do swojego namiotu, który miał w domu swego ojca, i że ją pokochał. Fakt, że czytamy, że Izaak wszedł z nią do namiotu, również coś nam obrazuje – żydowskie Święto Trąb mówi, że gdy w czasie nowiu zabrzmi Trąba Ostateczna, to wierzący w Mesjasza zostaną porwani aby skryć się w Nim, tak jak księżyc w nowiu jest również ukryty.

To obraz „porwania” (kościoła), na spotkanie Pana „w powietrzu”, w połowie drogi między domem Jego Ojca w niebie a naszym domem na ziemi!

Rebeka była świadoma swoich czasów
W 25:20 widzimy, że Izaak miał około 40 lat, gdy ożenił się z Rebeką, co oznacza, że ona miała około 20 lat w tym momencie. Pamiętaj, że Izaak dożył 180 lat , więc to, że w tym wieku nie miał jeszcze żony nie wydaje się być niczym dziwnym ( 35: 28-29).

Dlaczego mnie to spotyka?
Przewińmy do przodu w czasie.
Widzimy w 25: 21-22, gdy Izaak poprosił Pana, aby pobłogosławił Rebekę dziećmi, On to uczynił. Rebeka czując, że nosi w swym łonie bliźnięta czyni komentarz, który jeszcze więcej mówi o jej charakterze.

A gdy dzieci trącały się w jej łonie, rzekła: Jeżeli tak się zdarza (w angielskiej wersji ‘Jeśli to Pan odpowiedział na naszą modlitwę’), to czemu mnie to spotyka? Poszła więc zapytać Pana” (Rodz. 25: 22).

Dzisiaj jest bardzo podobnie. Szukamy odpowiedzi. Modlimy się i prosimy o coś, a kiedy zaczyna się dziać inaczej niż myśleliśmy, że będzie, zatrzymujemy się i pytamy Pana, o co chodzi? „Jeśli to ma być odpowiedz na mą modlitwę, to dlaczego tak się dzieje?”

Rebeka była niesamowita. Bez wątpienia Pan musiał przemówić do niej lub przynajmniej dał jej w tym pokój bo zdawała się wiedzieć, którego syna Pan chce obdarować przywilejem pierworództwa. W końcu urodziła i przeszła do historii nie tylko jako matriarcha Izraela, ale także stała się pięknym obrazem kościoła – silna, zaradna, człowiek czynu, wielce moralna i uczciwa, chodząca z Bogiem – kobieta, która wyszła na spotkanie oblubieńca, aby spotkać się z nim w połowie drogi do domu Ojca.

Przyjdź szybko, Panie Jezu! Kolejnym razem nowy temat

John Fenn

Stan_3/4.08.2019

Stan Tyra

3 sierpnia
Lampą ciała jest oko” – Łk 11:34.

Duchowa dojrzałość to coraz lepsze widzenie, aż do doskonałego wzroku i wydaje się, że zajmuje to całe życie. Wygląda również na to, że istotne przyspieszenie w widzeniu następuje w późniejszych latach, a największy ‘przeskok’ w ostatnich latach, przy najbardziej boskim patrzeniu w ostatnich dniach i godzinach. Zdumiewające, co można zobaczyć, gdy przestaje się wpatrywać w siebie i nie ma niczego do udowodnienia, usprawiedliwienia czy wyjaśnienia. Przejrzenie na wskroś przez iluzje niszczy je.

Im jestem starszy tym bardziej staję w konfrontacji wobec ego, na którego budowaniu zeszła mi spora część życia. Ta „persona” (z greckiego: maska sceniczna) niekoniecznie jest zła, po prostu nie jest „prawdziwa”. Pozwala nam na czynienie zła, nie nazywając tego złem. Wydaje nam się, że nasza „osobowość” jest naszą tożsamością, lecz tak nie jest – jest tworzona przez nas i okoliczności. Jest produktem i nieświadomie utrzymywana w umyśle, twierdzi, że jest „mną”, lecz jest to iluzja, która musi umrzeć, podobnie jak każda fikcja.

Im bardziej jesteś uczepiony stworzonego przez siebie i dobrze strzeżonego obrazu, tym bardziej zawzięcie będziesz się go wyrzekał i brnął coraz głębiej i głębiej w ślepotę, która uniemożliwia ci zobaczenie swego prawdziwego i najlepszego ja. Jak powiedział Jezus: „Jeśli ta lampa jest ciemnością to sama ciemność jakaż będzie” (Mt 6:23).

Czytamy w 5 rozdziale Ewangelii Mateusza: „Szybko zaprzyjaźnij się ze swoim przeciwnikiem…” Jest w tym wielka mądrość, której łatwo nie zauważyć. Chodzi o to, że jeśli zaprzyjaźnimy się z tymi, którzy rzucają wyzwanie naszemu zdaniu o nas samych, szybko zaczniemy patrzeć poza iluzję, którą nazywamy „ja”. Jeśli tego nie zrobisz, wyrzekasz się bardzo potrzebnej mądrości i kończysz „uwięziony” wewnątrz sobie a próby obrony iluzji tego „ja” będzie cię kosztować „ostatni grosz”. Widzieć poprzez, czy poza, tą iluzję przemieni „JA” w „JA JESTEM”.

Przeciwnik „zaciągający się do sądu” to twoja wewnętrzna fabuła prześladowania, potępienia, gniewu, zranienia i rozżalenia. Szukanie belki we własnym oku uwolni cię od tego sądu dłużników. Kiedy już raz dostrzeżesz ta iluzję stworzonego ego to utrzymywanie dobrej relacji będzie dla ciebie znacznie cenniejsze niż to, że masz rację.

Niedojrzała religia uczy nas , aby unikać grzechu a skutek jest taki, że stworzyliśmy nieprawdziwą sprawiedliwość. Taka persona nie chce zobaczyć zła w sobie, więc przedstawia siebie jako dobrą i świętą czy, jak napisał apostoł Paweł: „aniołowie ciemności muszą udawać aniołów światłości” (Bryt.: „…wszak i szatan przybiera postać anioła światłości”.

„Lucyfer” znaczy „niosący światło”. Zło zawsze usiłuje sprawić, aby ciemność wyglądała jak światło. Moim zdaniem właśnie dlatego największe zło z jakim się zetknęliśmy było ukryte za i pod strzelistą wieżą. Wszyscy musimy ponownie usłyszeć „pianie koguta”.

4 sierpnia
Jednym ze sposobów zauważenia tego, że istnieje silnie strzeżone „fałszywe – ja” jest to, w jaki sposób reagujemy na przeciwności. Czy wydają  się „groźne” dla nas. Niekoniecznie w sensie fizycznym, lecz emocjonalnym. Nadmierna reakcja i gwałtowne wypieranie się wskazują na dobrze chronione ukryte ego, które nie robi miejsca na nic poza sobą. Jeśli twoja wewnętrzna „gospoda” jest już pełna (ciebie, ideologii czy kościelnictwa) to nie ma miejsca na narodzenie się nowej manifestacji Chrystusa w tobie.

Dojrzała czy prawa osoba może trwać w takim pokoju i nie reagować dlatego, że ma znacznie więcej cierpliwości i akceptacji dla siebie i innych. Nie ma wielu rzeczy ukrytych czy pretensji, nie ma dużej negatywnej energii zgromadzonej po to, aby osądzać, atakować i potępiać innych. Istotą Ewangelii jest to, że musimy uderzyć o jakiegoś rodzaju dno, aby w ogóle zacząć prawdziwą podróż do Domu. Aż do tego czasu jest to przeważnie przepełnione ego działania polityczne i/bądź religijne. Na dnie nie potrzebujesz idealizmu, lecz oddechu!

W międzyczasie tracimy zainteresowanie idealizowaniem czy ubóstwianiem ludzi (w tym siebie samego) zdarzeń czy idei. Twoje podróże prowadzą cię z dala od odpowiedzi i organizacji ku tajemnicy i przemianie, a ty nie czujesz już więcej potrzeby stałego „rzucania pereł przed wieprze”. Nie znaczy to, że nie kochasz ludzi, po prostu bardziej akceptujesz innych i cenisz perły, które już mają, nawet jeśli sam ich nie widzisz. Uczysz się również dostrzegać to, że to, co wartościowe (perły) dla ciebie, niekoniecznie ma wartość dla kogoś innego. Mądrość uznaje to, że nasze życie zawiera w sobie zarówno perły jak i rzeczy, które czekają na „zaliczenie do gnoju” (Flp 3:8).Dojście do przekonania, że nie jesteś doskonałą odpowiedzią i najwyższym autorytetem w każdej sprawie jest ogromnym skokiem na przód. Ten prosty krok pokory otworzy wiele rzeczy w tobie.

Wyrzekliśmy się rzeki płynącej w nas na rzecz cudzego strumienia. Zamiast być ukrzyżowani, zostaliśmy ukościelnieni czy upolitycznieni.

Bóg nie wymaga od ciebie, abyś był całym posiłkiem czy oświetlonym miastem. Masz być tylko małym kawałkiem ukrytego kwasu, pojedynczym światłem czy solą (która zastosowana jest niewidoczna). Sól widać tylko wtedy, gdy zbiera się z inną solą nic nie robiąc, lub siedząc w solniczce.

Przestań domagać się, aby każdy rodzaj gleby reagował właściwie na twoje ziarno. To jest ego, a nie Ewangelia. Znajdź podatną czy dobrą glebę, i bądź gotowy wyjrzeć poza swoje normalne „pola”. Odkryłem i nadal odkrywam najbardziej podatne gleby poza kościołem, ponieważ „chrześcijanie” przeważnie odrzucają umysł początkującego. Jezus powiedział: „dzieci tego świata są mądrzejsze od dzieci światłości” (Łuk 16:8).

Bóg daje i odbiera?

Barry Bennett

Większość chrześcijan powinna wiedzieć o tym, że nie są to słowa wypowiedziane przez Boga. Mimo wszystko wiele Bożych dzieci cytuje je częściej niż jakikolwiek inny wers z Biblii i dla wielu Księga Joba stała się ważniejsza od czterech Ewangelii. Wydaje się, że z jakiegoś powodu utożsamianie się z cierpieniami Joba przynosi pociechę.

W istocie prawda jest taka, że Bóg daje, a diabeł zabiera. Jezus ogłasza, że to złodziej przychodzi, aby kraść, zabijać i niszczyć. Jezus przyszedł, abyśmy mieli obfite życie (J 10:10). Jednak ci, którzy byli świadkami tragedii bądź doświadczyli wielkiej straty chcą czuć się usprawiedliwieni i potwierdzić swoje doświadczenie. Cóż lepszego niż oskarżyć o to Boga?


Aby przejść z ciemności do światłości konieczne jest objawienie dotyczące nowego stworzenia i lepszego przymierza ustanowionego w oparciu o lepsze obietnice (Hbr 8:6). Nasze przymierze nie jest oparte na naszym zachowaniu, lecz raczej na odkupieńczym dziele Jezusa na krzyżu. Bóg dał Jezusa światu po to, aby śmierć nie mogła nas okradać, zbijać i niszczyć.

Bóg zawsze był Dawcą.

  • Nie może być kuszony do złego, ani sam nie kusi jakimkolwiek złem (Jk 1:13).
  • Każdy dobry dar pochodzi od Boga (Jk 1:17).
  • Wszystkie Jego obietnice stały się tak i amen (2Kor 1:20).
  • On dał obietnicę, żebyśmy mogli ujść przed zepsuciem tego świata (2Ptr 1:2-4).
  • On dał nam Swego Syna i postanowił, aby dawać nam za darmo wszystko inne (Rzm 8:32).
  • Duch Boży mieszka w nas, abyśmy mogli zrozumieć te rzeczy, które On nam za darmo dał (1Kor 2:12).
  • Jeśli szukamy najpierw Królestwa i sprawiedliwości Jego, wszystko inne będzie nam dodane (Mt 6:33).

Tą listę można ciągnąć i ciągnąć.
W istocie chodzi o to, że Bóg NIE JEST ZŁODZIEJEM!
Bóg jest z nami a Jego obietnice są żywe i aktywne. Jedyne co stoi między nami a obfitym życiem jest nasza ewangelia szablonów, która promuje fatalizm i bierność. Zamiast uczyć się rządzić w życiu, wielu jest zadowolonych, mówiąc: „cokolwiek będzie, niech będzie” (“whatever will be, will be”).

Dlaczego jesteś drugą Rebeką_2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Rozstaliśmy się z Rebeką, gdy po napojeniu wielbłądów Eliezera otrzymała od niego podarunek – obraz daru Ducha Świętego.

Imię Rebeka oznacza „zwój liny” (używany do zbudowania pułapki) lub „związać, usidlić”. Rebeka to po hebrajsku „Rivka”. Niektórzy pisarze chasydzcy zauważają, że jest podobne słowo „Rivkah”, różniące się tylko literką ‘h’ na końcu, które to słowo oznacza „parę wołów”. Sugerują, że jej imię wskazuje na jej charakter i siłę (jak pary wołów).

Jednakże Rebeka jest obrazem kościoła. Oczywiście jesteśmy związani, uwikłani w tym upadłym świecie aż do przyszłej chwili, gdy spotkamy się z naszym oblubieńcem. Imię „Izaak” oznacza „śmiech” i możemy sobie wyobrazić radość Pana, gdy w końcu wyzwolimy się z sideł tego świata i przyłączymy się do Niego w domu naszego Ojca. Jednak to jeszcze trochę potrwa, więc wracajmy do Rebeki.

Tu pojawia się Laban – chciwiec.
Widzimy to w Księdze Rodzaju 24: 29-30:
A Rebeka miała brata, imieniem Laban. I wybiegł Laban do owego męża na dwór, do źródła. A gdy ujrzał kolczyk i naramienniki na rękach siostry swej i usłyszał słowa Rebeki, siostry swej, która mówiła: Tak powiedział do mnie ten mąż, przyszedł do tego męża, gdy on stał przy wielbłądach u źródła”.

Interesująca gra słów, której nie znajdziesz w innym języku poza hebrajskim: słowo „Laban” pisze się „LaVan” (la-vahn), co znaczy „biały”. Wydawałoby się, że oznacza to w jego przypadku czystość i uczciwość, ale nic bardziej mylnego. Niektórzy pisarze rabiniczni twierdzą, że jego imię czytane wspak to „NaVal”, to znaczy „czarny charakter” lub „głupiec” a to dokładnie opisuje tego człowieka, który z pozoru jest sprawiedliwy a tak naprawdę czyni zło. Jest przeciwieństwem tego, na kogo się kreuje.

Laban, to człowiek, który oszukał Jakuba i zniewolił go na 20 lat i któremu powodziło się tylko dzięki błogosławieństwom życia Jakuba. Można przyrównać go do wielu tzw. chrześcijan, bo każdy z nas na pewno doświadczył własnych historii w niemoralnymi lub nieetycznymi chrześcijanami, którzy w jakiś sposób nas wykorzystali, wiec chyba to jest czytelne dla wszystkich.

Laban postrzegał Eliezera (Ducha Świętego) jako sposób do wzbogacenia się, jako środka, dzięki któremu stanie się osobiście bogaty. Zapraszając Eliezera kierował się ukrytym motywem. Powiedział: „Wejdź, błogosławiony Pana! Czemu stoisz na dworze? Wszak ja wyprzątnąłem dom i jest miejsce i dla wielbłądów”.

Widzimy, że Eliezer „wszedł do domu”. Jeśli Eliezer jest obrazem Ducha Świętego, to wejście do domu Labana było, jakby Laban narodził się na nowo, otrzymał Ducha Świętego do swego wnętrza (domu). Jednak, jak to powiedzieliśmy, Laban nie był człowiekiem honoru, nie był uczciwy. Jest obrazem „wierzącego”, który stara się wykorzystać Pana dla swych własnych zamiarów i korzyści.

Bardzo ciekawe jest, że w 24: 34-49, gdy Eliezer wchodzi do domu, od razu objawia swoje serce, pokazuje cel i motywy wejścia do „domu”. To obraz Ducha Świętego, który wchodząc do naszego ducha od razu dzieli się z nim Swoimi planami, motywami oraz myślami o nas i naszej przyszłości. Czy jesteśmy jak Laban czy jak Rebeka? Co robimy z ujawnionymi nam planami? Czy próbujemy wykorzystać Boga dla naszej własnej korzyści, czy też chcemy poddać się Jego planowi wobec nas, poddać się rzeczom, które umieszcza w naszym duchu (w domu)?

Rebeka miała wolną wolę – mogła zrobić, co chciała.

Po tym, jak Eliezer opowiedział o celu swojego przybycia i gdy ojciec i bracia zgodzili się na jej odejście, czytamy w wersecie 53:
wyjął sługa klejnoty srebrne i klejnoty złote, i szaty, i dał je Rebece. Dał też kosztowne upominki jej bratu i matce”.

Zwróćcie uwagę, kiedy Duch Święty wchodzi do waszego „domu” – dosłownego domu lub też do waszego ducha – wszędzie roztacza swoje błogosławieństwo. W tym przypadku dotknęło to nie tylko Rebeki, lecz także jej brata i matki. Paweł mówi nam w 1 Kor. 7:14, że „mąż poganin uświęcony jest przez żonę i żona poganka uświęcona jest przez wierzącego męża”. To właśnie tu widzimy – z powodu Rebeki całe jej domostwo było błogosławione.

W wersecie 57 ojciec i brat pytają się jej, czy chce pójść. Wszystko zależało od jej woli. Tu nie mamy do czynienia z bezwolną młodą dziewczyną, która jest posłuszna woli rodziców. Jej rodzina dobrze znała jej osobiste zasady i powściągliwość, jak w oczekiwaniu na właściwego męża trzymała się na dystans wobec innych mężczyzn. Rodzina wiedziała, że to będzie jej własna decyzja a nie ich.

Sądzę, że będąc silną kobietą i mając takiego brata jak Laban, większość jej osobistych zasad ustanowiła sobie sama dla własnej ochrony. Na pewno chciała odejść i mieć męża. I rodzina wiedziała, decyzja należy do niej samej.
Jakże to piękny obraz dojrzałego wierzącego – człowieka, który wie, czego chce, który ma zasady, jest prawy, który unika ścieżek tego świata, podstępów wroga. Wydaje się, że po części w uznaniu siły Rebeki jej rodzina pobłogosławiła ją, mówiąc:
Siostro nasza, rozmnóż się w niezliczone tysiące, a potomstwo twoje niech zdobędzie grody wrogów swoich”.

Była tylko kobietą, która upewniła się, że właściwy syn otrzymał dziedzictwo, ponieważ nie mogła się doczekać, aby stać się matką „niezliczonych tysięcy”. Nie zamierzała pozwolić, aby wypowiedziane nad nią Boże błogosławieństwo nie ziściło się.

Kolejnym razem – oblubieniec, który wychodzi naprzeciw oblubienicy, aby się z nią spotkać a ona też idzie w jego kierunku – pełno tu ukrytych obrazów.

Dlaczego jesteś drugą Rebeką_3

John Fenn