Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan_16/17

Stan Tyra


Przemiana nigdy nie następuje z chwilą, gdy przychodzisz do Jezusa, lecz wyłącznie wtedy, gdy Chrystus przychodzi do ciebie… wtedy, gdy jest najmniej oczekiwany, najmniej mile widziany, a nawet niechciany. Boska przemiana ma miejsce nie wtedy, gdy zapraszasz Chrystusa do swego serca, lecz wtedy, gdy stajesz się na tyle pokorny, aby w danej chwili czasu przyjąć nieproszonego Chrystus. Jezus nie może przemienić życia twojego życia w takim stopniu w jakim pojawia się w danej chwili, po czym w kolejnych objawieniach. (dosł.: He cannot transform your life as much as he appears in this moment, and then the next and the next.)
Piotr jest dobrym i łatwym do zrozumienia przykładem na to, co mówię.

Nie nawrócił się wtedy, gdy odpowiedział na wezwanie Jezusa. To powinno być oczywiste. Chciał ściągać ogień z nieba na ludzi, próbował zabić człowieka, chciał wiedzieć, jaką będzie miał pozycję w niebie, był wyniosły, arogancki i … długo by jeszcze wymieniać.

Nie nawrócił się również wtedy, gdy zaczął widzieć i słyszeć Bożą rzeczywistość. Otrzymał największe z całej grupy uczniów boskie objawienie: „Ty jesteś Chrystus…” a jednak, nie miało to żadnego skutku. Widział liczne cuda, słyszał Kazanie na Górze największego nauczyciela wszech-czasów, był obecny na Górze Przemienienia, osobiście był świadkiem ukrzyżowania, a jednak pozostał tym samym, „starym”, Piotrem. Tak więc, doświadczenia, przeżycia, mogą podtrzymywać zainteresowanie podróżą, lecz nie wywołają przemiany.

Jesteśmy podobni do Piotra. Nasza podróż zdaje się zaczynać od wyznania wiary, lecz naprawdę to jest dopiero ustawienie sceny pod zbliżające się wyrzeczenie. Wszystko, co zrobiliśmy, wyznawaliśmy i osiągnęliśmy na religijnym gruncie to malowanie na biało płótna, na którym nasze wyrzeczenie będzie bardzo dobrze widoczne.

Transformacja zachodzi wtedy, gdy rozpoznajemy i przyjmujemy Chrystusa, który pojawia się w najbardziej wstydliwym dla nas miejscu, tam, gdzie najbardziej bronimy siebie. Miejsce, w którym nie chcemy spotkania, lecz izolacji. Nie chcemy być widoczni, staramy się zgubić. To miejsce, w którym zakładamy, że upadek, zachowanie i niewiara są silniejsze od bezwarunkowej miłości. Jest to jedyne miejsce, w którym następuje przemiana.

Twoja podróż jest właśnie tego rodzaju podróżą. Nieważne jak bardzo ukrywasz ją czy okuwasz słowami, jest to droga od myślenia, że to ty przyszedłeś do Chrystusa do skandalu Chrystusa przychodzącego do ciebie. Nie zapraszasz Chrystus do swego życia jako potwierdzenia swojej determinacji, lecz w pokorze poddajesz się Jego życiu w swej słabości. Tylko w takim miejscu może się manifestować Jego moc.

Nawrócenie jest procesem, a nie decyzją. Jest to trwająca całe życie podróż wchłaniania, opróżniania, formowania, deformowania i reformowania. Jest to stały proces rodzenia się na nowo, rodzenia na nowo i znowu rodzenia się na nowo, stale i wciąż. Jedynie dla ego jest to zła wiadomość, ponieważ ono chce misji do zrealizowania i nagrody do zdobycia. Tak naprawdę jest to dobra wiadomość, ponieważ objawia życie, które nigdy się nie kończy.

Bez względu na to, co mówi twoja historia czy kościół, bądź jak może to czasami wyglądać, duchowość nie jest zestawem wierzeń, nie jest to również lista zakazów i obowiązków, ani program samo-rozwoju duchowego. Jest to podróż, która nigdy nie odbywa się po linii prostej. Jest to podróż ku jedności z Bogiem, który krok po kroku ujawnia i zwycięża twoją iluzję oddzielenia, aż do czasu, gdy zdasz sobie sprawę z tego, że nigdy nic nie oddzielało cię, ani nie oddzieli od Boga (Rzm 8:35-39).

Twoja podróż nie prowadzi do miejsca, lecz do osoby. Niebo nie jest jakimś geograficznym położeniem, lecz boską jednością współdzielonej o przeżywanej jedności z Bogiem. Na ziemi jest jak w niebie, więc w niebie jest jak na ziemi. Jedno i drugie muszą być równie prawdziwe.

Podróż prowadzi cię do „pełni Chrystusa” (Ef 4:13) – do postępującej jedności z Bogiem. Nie chodzi tutaj o osiągnięcia, lecz o relację. Chodzi o świadomość niewiedzy.

Jedność to nie fuzja. Stawanie się jedno z Chrystusem nie prowadzi do anihilacji mnie jako jednostki, lecz raczej do odkrycia najbardziej prawdziwego, najgłębszego i autentycznego siebie w Chrystusie. Nie chodzi o to, aby było mniej mnie, a więcej Jego, lecz bardziej o to, abym ja w pełni znalazł się w Nim.

Oto moja modlitwa za nas wszystkich:

 Proszę, abyście byli wkorzenieni i ugruntowani w miłości, a zatem zdolni do zrozumienia ogromu i globalności tej niezawodnej, skandalicznej i bezwarunkowej miłości. Abyście zdali sobie sprawę z tego, że ta miłość przewyższa wszelkie poznanie i aby napełniła was do miary pełni Bożej (Ef 3:16, 19).  

To wypełnienie jest najgłębszej tęsknoty waszej duszy.

Trzeciego dnia czy po trzech dniach?

Ariel Ministries
Ariel Ministries


Pytanie:
Jeśli Chrystus umarł w piątek wieczorem, przed zachodem słońca i zmartwychwstał w niedzielę jeszcze przed wschodem to jak mógł powiedzieć, że będzie w grobie „trzy dni i trzy noce” (Mt 12:24)

Odpowiedź:
Arnold Fruchtenbaum

Według żydowskiego sposobu liczenia czasu, część dnia liczy się jako cały dzień, całe 24 godziny, zarówno dzień i jak noc. Faktem jest, że w Ewangeliach znajdujemy trzy stwierdzenia, które są sprzeczne z pogańskim liczeniem czasu, lecz w żydowskiej myśli jest to w porządku.
Czasami Jezus mówi, że zmartwychwstanie „trzeciego dnia”, czasami, że „po trzech dniach” i korzysta również z wyrażenia „po trzech dniach i trzech nocach”. Ponieważ te trzy zwroty znajdują się w tej samej Ewangelii, nie są to różnice w opisie różnych ewangelistów. Może to wyglądać na sprzeczność dla pogan, lecz nie dla żydowskiej myśli, w której część dnia zalicza się jako całość dnia. Rzeczywiście zmartwychwstał „trzeciego dnia”, ponieważ piątek przed zachodem był dniem pierwszym, sobota – drugim, a sobotni wieczór, gdy pojawiły się trzy gwiazdy był początkiem trzeciego dnia – niedzieli. Ponieważ część niedzieli liczy się jako cała niedziela, rzeczywiście zmartwychwstał również „po trzech dniach”.
Zwrot „po trzech dniach i trzech nocach” odnosi się do każdego okresu czasu, który zaczepia o trzy dni, ponieważ cześć dnia liczy się jako całość, zarówno jego część dzienna jak i nocna. Na przykład w Księdze Estery 4:16, Estera mówi ludziom, aby pościli przez trzy dni i trzy noce, po czym, po tych trzech dniach postu, uda się do króla. Mogłoby się wydawać, że chodzi o trzy pełne, dwudziestoczterogodzinne dni postu, a ona uda się do króla dnia czwartego. Niemniej w 5 rozdziale, 1 wierszu czytamy, że udała się trzeciego dnia i nie ma możliwości, aby „wycisnąć” z tego wersu trzy dwudziestoczterogodzinne okresy a zgodnie z żydowskim kalkulowaniem czasu, nie jest to również konieczne.

Rząd w Kanadzie stał się niebezpiecznym Wielkim Bratem

Dr. Michael L. Brown

03.05.2019

Ta bardzo ważna sprawa krąży od kilku dni, lecz wstrzymywałem się z komentarzem. Dlaczego? Ponieważ nie chciałem napisać kolejnego artykułu o transgenderowym szaleństwie (dosł.: „transanity”). Kolejnego artykułu na temat skrajnego aktywizmu tego ruchu, o świecie wywracanym do góry nogami.

Lecz jest to zbyt pilne, zbyt niepokojące.

Dla rodziców żyjących w totalitarnym reżimie, jest to najgorszy koszmar nocny.

Mówię o pewnej rządowej interwencji. O wrogiej, zewnętrznej sile wchodzącej wprost do twojego domu i przywłaszczającej sobie twoją władzę. O sądach zabraniających ci wychowywania twoich dzieci i, co jeszcze gorsze, grożących ci karą, jeśli śmiesz to robić.

Pozwólcie, że wstrząsnę wami całkowicie odpowiednim, prawdziwym tytułem:„Orwellowski atak na rodzicielskie prawa: sąd grozi ojcu

„Orwellowski atak na rodzicielskie prawa: sąd grozi ojcu aresztowaniem, jeśli będzie nazywał swoją córkę, dziewczyną”.

Gdybym to wymyślił, nie uwierzylibyście.
Gdyby przewidział to 10 lat temu (no, choćby 5), powiedzielibyście, że zwariowałem.

Niemniej, to zdarzenie jest prawdziwe, dzieje się u naszego północnego sąsiada, w Kanadzie, w kraju, który z dnia na dzień staje się coraz bardziej orwellowski. (Tzn. widzisz to, jeśli jesteś zdeklarowanym konserwatywnym chrześcijaninem.)

Continue reading

Poszanowanie Bożych zasad_2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Ostatnio mówiłem o tym, jak Paweł nakazał żonom z Koryntu nosić nakrycia głowy, aby w ten sposób okazywały szacunek swoich mężom i aniołom odpowiedzialnym za ich domy.
One były wolne w Chrystusie i mogły usunąć nakrycia – oznakę tego, że były mężatkami – ale poprosił je, aby tego nie robiły w imię szacunku dla boskiego porządku.

Sposób w jaki pisze Paweł wskazuje, że gdy przypomniano im o boskim porządku małżeństwa, w tym o obserwujących wszystko aniołach, ich zachowanie powinno było się zmienić. Pomyśl o tym. Szacunek dla Bożych zasad. Szacunek dla Bożego porządku. Szacunek dla aniołów odpowiedzialnych za twoją rodzinę. Paweł spodziewał się, że to przypomnienie zmieni zaistniałą sytuację i chyba tak się właśnie stało, bo już nie wracał do tej kwestii w swoim kolejnym liście.

Zwróć uwagę na Dz. 12: 10-15

Piotr został w nadprzyrodzony sposób uwolniony przez anioła z więzienia i czytamy, że gdy doszedł do siebie i zdał sobie sprawę, że to nie był sen, ale rzeczywistość, udał się do domu Marii, matki Jana Marka (autora ewangelii). Było już późno (albo bardzo wcześnie rano) jednak dom był pełen ludzi modlących się za Piotra.

Kiedy dziewczyna imieniem Roda otworzyła drzwi na pukanie Piotra, była tak zaskoczona jego widokiem, że zostawiła go i pobiegła z powrotem do środka, aby powiedzieć o tym innym. Natura ludzka nigdy się nie zmienia: Wszyscy modlili się o jego uwolnienie, ale kiedy to się stało, nie mogli w to uwierzyć. To daje nam zachętę abyśmy się modlili bez względu na to czy w pełni znamy wolę Pana, czy też nie.
Kiedy Roda upierała się, że to Piotr stoi u drzwi, odpowiedzieli: „to jest jego anioł”.

Continue reading

Poszanowanie Bożych zasad_1

John Fenn
Kiedy byłem mały, rodzice przeprowadzili się z naszą rosnącą rodziną na wieś, 4 mile (6,4 km) poza miasto. Mieliśmy około 2,5 akra (1 hektar) ziemi, duży, jednopoziomowy wiejski dom, potok przepływający przez naszą posiadłość, drzewa owocowe …. i współdzieloną linię telefoniczną.

Czym była współdzielona linia? Polegało to na tym, że parę domostw połączonych było ze sobą jedną linię telefoniczną. Każdy dom miał własny aparat, ale wszystkie one podłączone były do tej samej linii. Mogłeś podnieść słuchawkę i jeśli jeden z twoich sąsiadów korzystał właśnie z telefonu w swoim domu, słyszałeś całą rozmowę.

Myślę, że w tamtych czasach wiele małych miasteczek i wsi, takich jak nasza, miało jedną sąsiadkę, która nie miała nic lepszego do roboty, niż siedzieć w domu i od czasu do czasu podnieść słuchawkę, aby podsłuchiwać rozmowy sąsiadów. Na podstawie tego co usłyszała, rozprzestrzeniała plotki lub też wyrażała przed innymi swoje zdanie na temat tego, co usłyszała. Dzisiaj nazywamy to mediami społecznościowymi 😊.

Pamiętam te chwile, gdy moja mama podnosiła słuchawkę, chcąc zadzwonić i pierwsze, co robiła, to słuchała czy nikogo nie ma właśnie na linii. Gdy miałem około 7 lat rodzice przebudowali dom. W tym czasie nastąpił już postęp technologiczny i każdy dom mógł mieć już osobną linię. Nie musieliśmy już więcej słuchać rozmów sąsiadów!

P O S Z A N O W A N I E

Pokusa, by podsłuchiwać sąsiadów walczyła z potrzebą poszanowania prywatności innych i dość często pokusa zwyciężała. Możliwość podniesienia słuchawki aby podsłuchać innych była często czymś, czemu niektórzy nie potrafili się oprzeć. Nie mogli się zdyscyplinować aby pamiętać o miłości i poszanowaniu bliźniego.

Chrześcijanin może kochać Pana i swego bliźniego, lecz również w jakiejś sytuacji naruszać zasadę poszanowania innych, ponieważ ma takie możliwości i brakuje mu dyscypliny i woli aby się powstrzymać. Niektórzy chrześcijanie są też znani z tego, że czasem traktują dary Ducha jak zabawki, które czterolatek otrzymał na Boże Narodzenie. Wydają tylko ‘ochy i achy’ słysząc, że ktoś widział anioła i mówią ‘ja też tak chcę’! Tak jakby widzenie anioła czy Pana było czymś nobilitującym cię … Gdyby tylko ludzie ci zdawali sobie sprawę, z kim tak naprawdę mają do czynienia, nie zachowywaliby się jak dzieci.

Jednym z tego przykładów było miasto Korynt

Continue reading

Stan_26.04.2019

Stan Tyra

Niewypróbowana wiara zazwyczaj wydaje bardzo mechaniczną, bezosobową i idealistyczną duchowość, w której jest mnóstwo wierzeń, idei i wniosków. Natomiast dojrzała wiara jest pełna niepewności i zawsze cechuje ją paradoks i tajemnica co do niej samej, zostawiając w ten sposób miejsce na Boga, objawienie i większą wiarę. (Cóż za nowa myśl, hę?) Tak naprawdę, jeśli tych atrybutów nie ma w obfitości, nie powinno się jej słuchać ani ufać.

Na przykład, Ewangelia jest takim wywróceniem do góry nogami, że Bóg zbawia i odnawia ludzkość kochając ją, a nie karząc. My zwyciężamy zło dobrem, a nie atakując. Wznosimy się uniżając i otrzymujemy przebaczenie, przebaczając.

Ewangelia i Królestwo
Komuś niedoświadczonemu i „zdroworozsądkowemu” legaliście Ewangelia i Królestwo zawsze będą się wydawać drogą do porażki. 

Ewangelia jest naprawdę dziwna w tym, że z krzyża uczy nas w jaki sposób wygrywać, przegrywając i jak doświadczać miłości, kochając. To dlatego trudno jest ją sprzedać tym, którzy są zainteresowani idealistycznymi odpowiedziami, siłą, dominacją, zwyciężaniem, wymuszaniem przekonań i wniosków.

Boże odnowienie zawsze jest taktowne, skandalicznie cierpliwe i miłosierne, stąd o wiele bardziej przemieniające niż wymuszone wyznania i wymuszone posłuszeństwo.

Moje podejście do teologii

Richard Murray

Mam nieco inne podejście do teologii.

Eschatologia nie wprowadza porwania.
Eklezjologia nie dzwoni moim kościelnym dzwonem.
Biblijny Krytycyzm niewiele wpływa na moją inspirację.

Pozwólcie, że powiem wam, co pompuje moją duchową pasję.

Teologia praktyczna. Praktyczny mistycyzm.
Praktyczna mądrość. Praktyczna miłość.
Praktyczna moc. Praktyczna łagodność.

Co mam na myśli, mówiąc „praktyczny”. Po prostu, coś do czego mogę „się odnieść” i z czego „zaczerpnąć inspiracje”.

Teologia, której można dotknąć, spróbować, poczuć. Teologia z biciem serca.
Teologia, która nie wali cię po głowie, nie uderza poniżej pasa.
Teologia, która ogrzewa serce, pobudza umysł i ożywia ciało.
Teologia, która nie kieruje mnie ku osądzaniu cudzych motywacji, lecz do oczyszczania własnych.

Jeśli jest to teologia, której nie mogę wykorzystać DZIŚ i TERAZ w praktyczny sposób w mojej drodze z Bogiem, aby stawał się dla Niego miłującym synem, nie jestem nią zainteresowany.

Nie możemy żerować na cudzej teologii. Jeśli nie jesteśmy w stania na tyle zrozumieć naszej wybranej teologię, aby przyjąć za własną, zastosować i stale czerpać z niej życie, to po prostu nie ma ona w sobie „praktycznej” wartości.

Teologia, aby była prawdziwa, musi być faktycznie praktyczna, musi być, ponad wszystkim innym, osobista. Nic nie może być bardziej osobiste. Praktyka czyni mistrza.