Stan Tyra
Słowo Boże, Jezus, jest doskonałym zwierciadłem wolności. W Chrystusie w pierwszej kolejności każdy jest konfrontowany z samym sobą, z „własną” prawdą. Fundamentalizm zachęca do tego, aby najpierw przejść się wzdłuż ławek i powiedzieć modlitwę, co pozwoli poczuć się komfortowo i pewnie, zanim będzie można się solidnie przyjrzeć. Gdy jednak podróż prowadzi do konfrontacji z z prawdą, nie widać jej jako takiej, lecz widzi się ją taką, jakim się jest, bądź chce być.
W 10 rozdziale Ewangelii Marka znajduje się opowieść o bogatym młodzieńcu (przywódcy). Zwróć uwagę na to, że ewangeliach jest nazywany młodym, bogatym i dostojnikiem (w ang. tłumaczeniach jest: „ruler” – przyp. tłum.), co wskazuje nam na niedojrzałość i władzę.
„A gdy się wybierał w drogę, przybiegł ktoś, upadł przed nim na kolana i zapytał go: Nauczycielu dobry! Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny?” (Uwaga: Jezus zawsze był w drodze. Nie da się trwać w jednym miejscu i „iść” za Nim.) Zauważ, że na wstępie zagrywa bardzo uprzejmie, ponieważ nauczył się tego, że respekt i komplementy pomagają mu zdobyć to, czego chce. Zwróć też uwagę na to, że Jezus, w przeciwieństwie do większości „duchownych” nie daje się złapać na ten haczyk pochlebstwa. Szybko rozpoznaje, że motywy, które kryją się za tym, nie są prawdziwe, lecz że chce on pozyskać kolejną posiadłość. Jezus odpowiada: „Czemu mię nazywasz dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg”. Natychmiast wskazuje poza Siebie. Gdybyśmy powiedzieli, że Jezus nie był dobry zostalibyśmy oskarżeni o herezję! Jezus chciał przebić się przez język idei i obrazów, i dotrzeć bezpośrednio do lustra. Obrazy i idee pozwalają na to, że trwamy w miłości do siebie, a nie do prawdy.
Wtedy zaczyna rozmawiać pytając o Dziesięć Przykazań. Niemniej, dodaje do tego „nie oszukuj”. Skąd to się bierze? Jezus konfrontuje tego człowieka z taką prawdą, jak jest, a nie z taką, jaką młodzieniec chciałby mieć. Ten odpowiada: „tego wszystkiego przestrzegałem od młodości mojej”.
Zupełnie minął się z tym, że Jezus dodał jedno przykazania specjalnie dla niego.
To jest właśnie to miejsce, w którym zwykle mijamy się z prawdą. Słyszymy tylko to, co zawsze słyszeliśmy, a nie to, co zostało powiedziane w chwili zetknięcia się (z Bogiem – przyp. tłum.). Łatwo jest zakładać, że „wykonałeś” listę, a zatem przejść do prawa do zbawienia. Starszy brat Syna Marnotrawnego również zaniedbał się do tego samego stanu, że sam sobie nadał uprawnienia: „Wszystko czynię od lat i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia”. Innymi słowy: „jesteś mi winien…”
Jezus wiedział, że ten mężczyzna kocha dodatkowe korzyści płynące z systemu władzy, że jest zbyt niewolony, aby zgodził się zostawić to, więc mówi do niego: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim”. Jezus chce, aby zdał sobie sprawę z tego, że nie jest wolny i nie żyje prawdziwym życiem. Nie jest to zły człowiek, jest po prostu częścią systemu, który kocha bardziej rzeczy niż ludzi. „Ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności”.
Jezus nigdy, gdy konfrontuje kogoś, kto ma bogactwa lub władzę, nie nazywa złym, po prostu mówi, że musi zostawić system, który go zniewala bo, w przeciwnym razie, nigdy nie pozna życia. Jest to prawdą dotycząca każdego systemu, w tym również kościoła jako instytucji. Wielu w kościele chce wolności, lecz nie chcą pozostawić systemu, który ich zniewala. Tak wielu pastorów mówiło do mnie: „Stan, wiem, że nauczasz prawdy, lecz jeśli kiedykolwiek to powiem, stracę wszystko”. Znam również wielu, którzy widzą dalej, podoba im się to, co widzą, lecz zmieniają tylko słownictwo, a nie swój system. Chcą, aby wszyscy byli podobni do nich, do tego kim są, bądź zakładają, że są. Niczego nie niczego zostawiłeś, po prostu dodałeś nową posiadłość, otoczyłeś ją nowym językiem i nazwałeś czymś przebudzonym.
c.d.n.

