Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Dwie i tylko dwie rzeczy

Logo_Frangipane

Tak wiele rzeczy zajmuje nasz umysł; tak wiele książek, przykładów, tak wiele dobrego nauczania zasługuje na naszą uwagę, które mówią: „tutaj jest prawda”. Niemniej przez ostatnie lata mojej służby Pan poprowadził mnie do szukania dwóch rzeczy i tylko dwóch: aby znać serce Boga w Chrystusie i aby znać swoje własne serce w świetle Chrystusa.

Poznanie serca Boga

Szukam Boga starając się poznać Go i głębokość Jego miłości wobec Jego ludzi. Chcę znać serce Chrystusa i współczucie, które Go motywuje. Pismo pokazuje to wyraźnie: Jezus kochał ludzi, ewangelia Marka opowiada nam, że nauczał i uzdrawiał tłumy przez długi czas i ludzie zgłodnieli. W swym współczuciu Chrystus widział ich jako „owce, które nie mają pasterza” (Mk 6:34). Jemu nie wystarczało uzdrawianie i nauczanie; osobiście zatroszczył się o każdego z nich. Ich fizyczne dobre samopoczucie, nawet to dotyczące jedzenia, było dla Niego ważne.

Chłopiec, który miał pięć bochenków chleba i dwie ryby dał wystarczająco wiele, aby Jezus mógł dokonać następnego cudu, lecz Jezus, który pragnął dokonać tego cudu, musiał zrobić to poprzez Swoje zmęczone ciało. Zastanów się: Chrystus wyprowadził uczniów na odpoczynek: „Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu” (Mar 6:31, BT)

Zobacz: Jezus osobiście przyszedł, aby się modlić i aby byli wzmocnieni. W tym samym tygodniu, wcześniej, Jan Chrzciciel, zwiastun Jezusa, został ścięty przez Heroda. To w stanie emocjonalnego i fizycznego wyczerpania Jezus nakarmił tłumy – nie tylko raz lecz lecz dawał wszystkim: „łamał chleby i dawał, aby kładli przed nimi” (Mk 6:41).

Tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci, wszyscy „zjedli i nasycili się” (w. 42)! O, serce Jezusa! Cud był przeznaczony dla nich, lecz nic nie czytamy o żadnym cudzie, który Go podtrzymywał, a była to tylko Jego święta miłość, która nieustannie podnosiła Jego zmęczone ręce z kolejnym kawałkiem chleba i rybą. Wraz z rosnącym osłabieniem, On udzielał innym, aby mogli być wzmocnieni.

Jeśli więc mój wyścig polega na poznaniu GO, to muszę zdawać sobie sprawę z tego, że Jezus kocha ludzi – wszystkich ludzi a szczególnie tych ignorowanych przez społeczeństwo. Zatem, muszę dokładnie wiedzieć jak daleko Pan podróżowałby za człowiekiem, ponieważ to jest ta odległość, którą przebyłby ponownie do mnie. Rzeczywiście, muszę znać jego myśli dotyczące choroby, ubóstwa i ludzkiego cierpienia. Jako Jego sługa jestem zupełnie bezużyteczny w poznawaniu Go dopóki nie znam tych rzeczy. Jeśli mam rzeczywiście wykonywać Jego wolę to muszę znać Jego serce. Zatem, w moich studiach i czasie modlitwy szukam czegoś więcej niż poznania: szukam serca Bożego.


Poznanie naszego serca

W tym samym czasie, gdy zbliżam się do serca Bożego, sam ogień Jego obecności przynosi głębokie oczyszczenie we mnie. W ogromie Jego bogactwa ujawnia się moje ubóstwo. Jak napisał psalmista (Ps. 24.3-4): „Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu? Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu, który nie skłonił swej duszy ku marnościom i nie przysięgał fałszywie”.

Nawet nie możemy znaleźć góry Bożej a co dopiero wejść na nią, jeśli jest zwiedzenie w naszym sercu. Jak może ktoś służyć Bogu w świętym miejscu, jeśli jego dusza jest nieczysta? Tylko ci, którzy są czystego serca, Boga oglądać będą. Wejść do Boga znaczy chodzić w ogniu prawdy tam, gdzie wszelki fałsz jest z naszej duszy wydobywany. Aby mieszkać w świętym miejscu musimy być uczciwi nawet jeśli może wydawać się, że kłamstwo może nas uratować. Każdy krok wzwyż góry Bożej jest dążeniem duszy do większej przejrzystości, do bardziej doskonałego widzenia motywów naszego serca. .

To za tym Bożym wezwaniem w górę podążamy. Jednak, dusza w nas jest ukryta, kuląca się w strachu i ciemności, żyjąca w świecie nieprawdy i iluzji. To tego wewnętrznego człowieka, duszy Bóg chce zbawić. Czy odkryłeś już prawdę o sobie, o wewnętrznej osobie, którą tylko prawda może uwolnić? Tak, poszukujemy świętości, lecz prawdziwa świętość wyrasta stąd: pojawia się, gdy Duch Prawdy odkrywa ukryte miejsca w naszych sercach. Rzeczywiście, to prawdomówność prowadzi do świętości.

Boże, daj nam żarliwość o prawdę, abyśmy mogli stać w Twoim świętym miejscu!

Ludzie wszędzie przypuszczają, że znają „prawdę”, lecz nie ma w ich życiu ani świętości, ani mocy. Prawda musi być czymś więcej niż historyczną doktryną; musi być czymś więcej niż muzeum religijnej sztuki – wspominkami z czasów, kiedy Bóg działał. Prawda to poznanie Bożego serca takiego jakie objawione jest w Chrystusie i poznanie własnego serca w świetle Bożej łaski.

Jako członkowie ludzkiej rasy, jesteśmy omotani ignorancją. Rzadko kiedy znamy świat wokół nas, a jeszcze mniej wiemy na temat natury naszej własnej duszy. Nie zdając sobie z tego sprawy, gdy szukamy Bożego serca, szukamy też i naszego własnego. Ponieważ tylko znajdując Jego, odkrywamy siebie, ponieważ my jesteśmy „w Nim”.

Jednak, w tym procesie poszukiwania, gdy stawiam swoje serce przed Panem, to z poczuciem drżenia modlę się słowami króla Dawida: „ Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, Doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, A prowadź mnie drogą odwieczną!” (Ps.139:23-24)

Zmyjmy kosmetykę z naszej duszy i spójrzmy na pozbawione ozdób własne serce. Wiem, że Bóg stworzył nas odwiecznie zupełnymi i doskonałymi w Chrystusie. Wierzę w to, lecz w pierwszych trzech rozdziałach Objawienia Jana Jezus nie mówi kościołom, że są „doskonałe w Jego oczach”. Nie! Objawił im ich prawdziwy stan; powiedział im o ich grzechach. Bez kompromisu wymagał od nich, aby byli zwycięzcami, każdy z nich w swych własnych, unikalnych i trudnych okolicznościach.

Podobnie jak te kościoły my sami musimy znać swoją potrzebę. Podobnie jak i one, nasze dusze, dla których pragniemy zbawienia, zamieszkują w światowym systemie, którego strukturą jest kłamstwo, iluzja i galopująca korupcja. Nasza stara natura jest jak dobrze ułożone buty, w których wypoczywamy; w ciele możemy znaleźć się natychmiast, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Przeciwnicy, którzy nas pokonują są ukryci i utajeni w nas! Tak więc, Duch Święty musi ujawnić naszych wrogów, zanim będziemy w stanie ich pokonać!

W sprawie ludzkiej natury prorok Jeremiasz napisał (Jer. 17:9): „Podstępne jest serce, bardziej niż wszystko inne, i zepsute, któż może je poznać?” W innej modlitwie Dawida odzywa się podobne wołanie (Ps. 19:13-14): „ Uchybienia – któż znać może? Ukryte błędy odpuść mi! Także od zuchwałych ustrzeż sługę swego, Aby nie panowali nade mną! Wtedy będę doskonały i wolny od wszelkiego grzechu”.

Mogą być w naszym wnętrzu takie błędy, które rządzą nami bez naszej świadomości. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele naszych działań jest manipulowanych przez próżność i pragnienie bycia akceptowanym przez innych? Czy zdajemy sobie sprawę z obaw i lęków, które nieświadomie wpływają na tak wiele naszych decyzji? Możemy mieć wiele słabości wewnętrznych, a jednak ciągle być pyszałkami czy też mieć zbyt słabe poczucie bezpieczeństwa, aby przyznać, że potrzebujemy pomocy.


Jeśli chodzi o nas samych to mamy tak wielkie mniemanie na temat tego,
o czym wiemy tak mało!

Nawet zewnętrznie, choć znamy naszą kamerową postawę czy wiemy jak wyglądamy, gdy się śmiejemy czy płaczemy, jemy czy śpimy, rozmawiamy czy jesteśmy rozgniewani? Fakt jest taki, że większość z nas nie ma pojęcia jak widzą nas inni, a jeszcze mniej wiemy o tym, jak wygląda nasze wnętrze przed Bogiem! Upadły proces naszego myślenia natychmiast usprawiedliwia nasze działania i racjonalizuje nasze myśli. Bez Ducha Świętego jesteśmy niemal bezbronni przeciwko naszym własnym wewnętrznym tendencjom do samooszukiwania się.

Jeśli, zatem, mamy być święci to przede wszystkim musimy wyrzec się fałszu. W świetle Bożej łaski, będąc usprawiedliwionymi przez wiarę i obmytymi przez krew Jezusa, nie musimy udawać sprawiedliwych. Musimy tylko stać się prawdomównymi.

Nie ma żadnego potępienia dla szczerego serca – żadnego sądu. Musimy tylko pokutować i wyznać nasze grzechy, aby zostały przebaczone i oczyszczone; jeśli kochamy prawdę zostaniemy uwolnieni od grzechu i samooszukiwania się. Rzeczywiście, musimy znać dwie i tylko dwie rzeczy: serce Boga w Chrystusie i nasze własne serce w świetle Chrystusa.

aracer

Namiot Zgromadzenia

Logo_Frangipane

Z natchnienia twego mówi serce moje: „Szukajcie oblicza mego!”  Przeto oblicza twego szukam, Panie. (Ps. 27:8).

Czasami Bóg wzywa nas, abyśmy zeszli z drogi rutyny naszego codziennego życia. Jest to szczególny okres, w którym Jego jedynym przykazaniem jest: „Szukaj oblicza Mego”. Ma wtedy do przekazania coś bardzo cennego i żywotnie istotnego, czego znane wzorce naszego codziennego poświęcenia Bogu nie są w stanie osiągnąć. W takim czasie ludzie często są uwalniani od grzechów, które gnębiły ich latami; inni odkrywają taką głębię swego chodzenia z Bogiem, która zwiększa ich skuteczność w służbie i modlitwie; a jeszcze inni doświadczają przełomu w swych rodzinach i są używani przez Boga do tego, aby swoich bliskich przyprowadzić do Królestwa.

Niemniej, tutaj nie szukamy Boga z powodu różnych rzeczy czy nawet innych ludzi – szukamy Go dla Niego samego. Dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy przełamiemy cykl szukania Boga tylko z powodu trudności; świętość zaczyna się wtedy, gdy szukamy Boga ze względu na Niego samego. Dotyk Boga jest cudowny, lecz my jesteśmy na drodze do czegoś więcej niż przeżycia – czegoś więcej niż „gęsia skórka i łzy”. Szukamy tego, aby przebywać z Chrystusem, nieustannego przekonania o Jego pełni w nas, gdy Jego obecność zamieszkuje w nas w chwale.

W jaki sposób dochodzimy do tego świętego miejsca? Jeśli zbadamy życie Mojżesza, zobaczymy w jaki sposób on szukał Boga i żył w społeczności z Nim.

Wyj. 33:7 (B. W-P)   Mojżesz wziął swój namiot i rozbił go w pewnej odległości od obozowiska. Nazwał go Namiotem Spotkania. Każdy, kto szukał Jahwe, udawał się do Namiotu Spotkania, znajdującego się poza obozowiskiem.

Zwróć uwagę na to, że „każdy, kto szukał Jahwe udawał się do Namiotu Spotkania”. Jeśli mamy prawdziwie szukać Pana, musimy „wyjść” tak, jak Mojżesz i ci, którzy szukali Pana. Musimy robić namiot „w pewnej odległości od obozowiska”. Czym jest obozowisko? Dla Mojżesza, jak i dla nas, jest to „obozowisko tego co znane”.

Czy tkwi coś złego lub grzesznego w rzeczach, które są nam znane? Nie, nie samo w sobie, lecz pamiętaj o tym, że gdy Jezus powołał swoich uczniów, aby szli za nim, wezwał ich do tego, aby pozostawili za sobą na długi czas znany im sposób życia i byli sami tylko z nim (Mat 19:27, Łuk 14:33). Dlaczego? Ponieważ wiedział o tym, że człowiek ze swej natury, jest nieświadomie rządzony przez to, co znane. Skoro ma rozszerzyć nasze myślenie do tego, abyśmy przyjęli wieczność, musi wyswobodzić nas z ograniczeń tego co doczesne.

Nie chodzi o to, żebyśmy lekceważyli te znane nam rzeczy czy abyśmy stali się nieodpowiedzialni, gdy szukamy Boga. Nie. Bóg dał wszystkim czas na szukanie Go. Jest tuż. Gdy już zrobimy to, co miłość nakazuje nam zrobić dla naszych rodzin, po prostu mówimy „nie” każdemu innemu głosowi, poza Bożym. Musimy wykupić czas: zrezygnować z zainteresowań, odrzucić telewizję, odłożyć gazety i magazyny. Ci, którzy mają znaleźć Boga, znajdą też i czas.

Niestety, wielu chrześcijan nie ma wyższego celu, nie ma większych aspiracji, niż stać się „normalnymi”. Ich pragnienia są ograniczone do mierzenia się z innymi. Bez prawdziwej wizji Boga z całą pewnością duchowo zginiemy! Paweł zganił kościół w Koryncie, ponieważ postępowali „po ludzku” (1 Kor. 3:3). Bóg ma dla nas coś znacznie więcej niż tylko to, abyśmy stali się lepszymi ludźmi; On pragnie zalać nasze życie tą samą mocą, która wzbudziła Chrystusa z martwych! Musimy zrozumieć: Bóg nie chce, abyśmy byli „normalni”, On chce, abyśmy byli podobni do Chrystusa!

Ponieważ Duch Święty ułatwia wykonanie Bożego planu w naszym życiu, On musi zmienić nasze definicje zarówno rzeczywistości jak i życiowych priorytetów. Podobieństwo do Chrystusa musi stać się naszym jedynym celem.
Niemniej dla większości ludzi, nasze poczucie rzeczywistości, a zatem i bezpieczeństwo, często jest zakorzenione w tym co znane. Jak trudno jest duchowo wzrastać jeśli nasze bezpieczeństwo jest oparte na stabilności rzeczy zewnętrznych. Nasze poczucie rzeczywistości musi być zakorzenione w Chrystusie. Gdy tak już jest wtedy inne dziedziny naszego życia doświadczają poczucia wiecznego bezpieczeństwa.

A jednak nasze obawy pogłębiają się i są liczne. Rzeczywiście większość z nas przechodzi przez życie przykutych do tego, co znamy. Doświadczenie mówi nam, że wielu dobrych ludzi pozostaje w martwych kościołach po prostu dlatego, że pragną bezpieczeństwa wśród znanych twarzy bardziej niż prawdy Chrystusa. Nawet ludzie, którzy zostali uwolnieni z bardzo trudnych sytuacji często wracają do przeciwności. Dlaczego? Bo przeciwności są im bardziej znane.

Zauważ, że niektórzy więźniowie powtarzają przestępstwa po prostu dlatego, że są bardziej przyzwyczajeni do więzienia niż do życia na wolności. Czyż nie jest smutną prawdą to, że młode dziewczyny, które zostały wykorzystane przez swoich ojców nieświadomie szukają na mężów mężczyzn, którzy w końcu wykorzystają je, jak to zrobili kiedyś ojcowie? Szukając po omacku przez życie, szukają tego, co znane. Znaczącym faktem jest to, że większości ludzi na świecie mieszka w obszarze poniżej 100 km od miejsca swych narodzin.

Istoty ludzkie żyją w kokonie tego, co znane chroniącym przed zmianami. Jeśli pracujemy przez cały dzień tylko po to, by wrócić do domu, oglądać telewizję, następnie zwalić się do łóżka, nasz styl życia jest jak wiążące pęta. Te rzeczy nie tyle muszą być pułapką grzechu, ile utrzymują nas one z dala od Boga.

Mojżesz pozostawiał za sobą to co znane i rozbijał swój namiot „poza obozem”, gdzie mógł szukać Pana.

Hebr. 13:12-14 Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą. Wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego.

Podobnie jak Mojżesz i ci, którzy szukali Pana wychodzili poza obóz, jak Jezus wyszedł poza obóz, tak też musimy i my, czasami, opuścić obóz tego, co wydaje się normalne i przewidywalne i zacząć szukać Boga. Nie mamy tutaj miast trwałego, lecz szukamy tego miasta, która ma przyjść.

Jest to jedna z przyczyn, dla których Jezus powiedział: „Gdy się modlisz wejdź do komory swojej i zamknij drzwi” (Mat 6:6). Chrystus chce, abyśmy zostawili to co znamy, rozpraszający nas świat naszych zmysłów, a przebywali w świecie naszego serca, mając na myśli to, że najwyższym celem modlitwy jest znalezienie Boga.

Każda minuta szukania Boga to minuta ubogacania nowym życiem i nową mocą od Boga. Wyznacz sobie minimalny czas – godzinę lub dwie dziennie – lecz nie ustanawiaj granic, skoro Pan może pociągnąć cię do szukania Go przez całą noc. Trwaj w tym dzień po dniu, tydzień po tygodniu aż do chwili, gdy zostaniesz pociągnięty na tyle blisko Boga, że będziesz słyszał Jego głos, będziesz przekonany o tym, że jest On na tyle blisko, aby słyszeć twój szept.

Jeśli mamy być święci to musimy odciąć łańcuchy i ograniczenia, więzy pragnienia życia zwykłym życiem. Zdecydujemy się na opuszczenie obozu tego co znane i umieszczenie naszego namiotu w obecności Bożej.продвижение сайта

NIe upadajcie na duchu

Logo_Frangipane

Prorok Daniel ostrzegał, że kiedyś Szatan, poprzez Antychrysta, będzie starał się zużyć siły świętych Bożych. Jak to się będzie działo w ostatnich chwilach wieku pozostaje kwestią przyszłości, lecz na pewnym poziomie ta bitwa toczy się już dziś: Szatan stara się zmęczyć nas poprzez opóźnienia („zmiany czasu”) i kompromisy ze Słowem Bożym („zmiany zakonu”).

I będzie mówił zuchwałe słowa przeciwko Najwyższemu, będzie męczył Świętych Najwyższego, będzie zamyślał odmienić czasy i zakon: i będą wydani w jego moc aż do czasu i dwóch czasów i pół czasu” (Dn. 7:25).

Prorok Daniel ostrzegał, że kiedyś Szatan, poprzez Antychrysta, będzie starał się zużyć siły świętych Bożych. Jak to się będzie działo w ostatnich chwilach wieku pozostaje kwestią przyszłości, lecz na pewnym poziomie ta bitwa toczy się już dziś: Szatan stara się zmęczyć nas poprzez opóźnienia („zmiany czasu”) i kompromisy ze Słowem Bożym („zmiany zakonu”).

Końcowym skutkiem tego, co wygląda jak nigdy niekończące się opóźnienia jest zmęczenie wierzących. Czy znasz kogoś kto jest już zmęczony swoją walką? Może sam jesteś już wykończony? Znam ludzi uwięzionych w takich okolicznościach, które powinny być rozwiązane miesiące a nawet lata temu, lecz bitwa przeciwko nim trwa nadal. Sytuacje i ludzie często uprawnieni przez demoniczny opór sprzeciwiają się postępowi do przodu Bożych ludzi. W wyniku takiego demonicznego duchowego oporu, wielu chrześcijan przyjmuje coraz więcej tego oporu, aż cicha lecz ciężka opresja spoczywa na ich duszy.

Ta walka na zmęczenie świętych może być zakorzeniona w konfliktach z dziećmi lub współmałżonkami; być może jest to jakaś nierozwiązana kwestia lub podział w ich kościele. Mogą to być konflikty w pracy czy walka o zdrowie, niemniej trwa i trwa. Jak sprytny i dobrze przygotowany złodziej, przeciwnik codziennie okrada chrześcijan z radości, siły i pasji ai wielu nawet nie zdaje sobie sprawy z tego co tracą lub jak wiele.

Skala tego zjawiska jest znacznie większa niż tylko osobiste zmagania. Spójrzmy na różnorodne konflikty na świecie. Niektóre trwają przez całe pokolenia. My rozumiemy dlaczego nawet w samym środku uwielbienia i chwały zbawionych jest miejsce pod ołtarzem w niebie, gdzie święci stale pytają: „Jak długo Panie?” (Obj. 6:10). W całej Biblii 85 razy ten zwrot jest wyrażany echem przez tych, którzy zmęczyli się oczekiwaniem.

Czasami opóźnienia są zarządzone przez Boga ku doskonaleniu naszej wiary; gdy szukamy Go, On sam pomaga nam wzrastać. Z drugiej strony prowadzony jest przeciwko nam dziki atak, aby sprzeciwić się i opóźnić wypełnienie się Bożych planów dla nas tak, abyśmy się zmęczyli i zrezygnowali. Szatan jest smokiem, którego celem jest „rozciągnąć” walkę przy pomocy wysuszających i wyczerpujących opóźnień. On nie przestaje tak długo, dopóki my nie zmęczymy się, nie zrezygnujemy i nie przestaniemy się modlić.

Dodatkowo, w miarę jak poszczególne sytuacje rozciągają się znacznie poza rozsądne i oczekiwane granice, zmęczenie duszy może również pogarszać pierwotną sytuację, prowadząc do cielesnych reakcji czy po prostu reakcji na wyrost, co również wymaga rozwiązania. Tracimy cierpliwość i szukamy raczej uwolnienia niż zwycięstwa, a to jest kompromisem wobec Bożych standardów i sumieniu.

Wytrwałość
Jest pewien powód dla którego Księga Objawienia wymienia wytrwałość siedem razy. Stale i wciąż widzimy tych, którzy wytrwali i zwyciężyli. Jedną rzeczą jest posiadanie wizji, a zupełnie inną pobożne motywacje, lecz ani jedno, ani drugie nie doprowadzi nas samo w sobie do przedmiotu sprawy. To my musimy być wytrwali.

Korzeniem słowa „wytrwały” jest „trwały” (mocny, solidny). Musimy wiedzieć o tym, że na drodze do zwycięstwa próby, przez które przechodzimy, mogą stać się mocne. Podobnie jest z mocną wiarą – solidną czy skrajną lojalnością – dzięki którym dziedziczymy obietnice Boże (Hebr. 10:36). Jakub mówi nam tak: „Poczytujcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie, wiedząc, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, wytrwałość zaś niech prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków” (Jk 1:2-4).

Cierpliwość, wytrwałość, nieugiętość – są to rasowe cechy charakteru, które przemieniają doktrynę o podobieństwie do Chrystusa w sposób życia. „Niech wytrwałość prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali i nienaganni….” Kluczem do doskonałości, do życia „nie mającego żadnych braków” jest wytrwałość.

Zmęczenie umysłu
Czy uległeś zmęczeniu? Nie jesteś w tym osamotniony. Część zmęczenia, które wynika z błędnego myślenia. Gdybyśmy wiedzieli, że walka zajmie nam tak długi okres czasu jak to się dzieje, przygotowalibyśmy się na to bardziej właściwie. Każdy plan budowy prawdopodobnie zajmuje dwa razy więcej czasu niż przypuszczamy; każda cnota potrzebuje roku, a nie tygodnia na to, aby być w nas prawdziwie wypracowana. Może potrzeba będzie pokolenia na to, aby niektórzy z naszych bliskich zostali zbawieni. Jeśli coś dzieje się szybciej, możemy się tylko radować, lecz nie możemy dopuścić do tego, abyśmy byli przygotowani tylko na te najłatwiejsze przełomy; niektóre rzeczy nie zamanifestują się bez czasu i łez.

Możesz myśleć, że oczekiwanie przeciwności brzmi jak niewiara, lecz ja tak nie uważam. Myślę, że jest to mądre. Mądrość nie jest wrogiem wiary. Odkryłem to, że jeśli nie ufam Bogu i nie zrelaksuję się to staję się niespokojny, przygnębiony i rozproszony. Odkryłem również, że Duch Święty nie spoczywa na ludziach, którzy są bojaźliwi i kontrolowani przez swoje zewnętrzne okoliczności. Duch Jezusa pozostaje w miejscu pokoju, a jednak ciągle przyjmuje opóźnienia jako część życiowego pakietu. On sam często był zatrzymywany przez ogromne tłumy czy nagłe potrzeby ludzi Go otaczających. Ludzie umierali oczekując na pojawienie się Jezusa. Czy On sam stawał się niespokojny? Nie, trwał w skupieniu na Ojcu i nie tracąc zaufania do Niego po prostu wzbudzał umarłych.

W jakimś momencie musimy dojść do wniosku, że Bóg wie, kiedy my stajemy się zmęczeni walką – trwaniem w modlitwie o zbawienie bliskiego czy stajemy się bardziej sfrustrowani opóźnieniem w osiągnięciu naszej wizji. Musimy ufać temu, że On wie o naszej bitwie i że Jego cudowne rozwiązanie czeka na nas. Znam pewnego drogiego pastora, który ciężko i długo pracował na nowym budynkiem, lecz sprawy stale się przedłużały. Początkowo był przewidziany do oddania na wrzesień, następnie na grudzień, po czym na styczeń i luty. W końcu, ze zmęczeniem w głosie zadzwonił i poprosił czy nie mógłbym przyłączyć się do ich oddania sprawie. Ustalony termin był na pierwszy tydzień marca.

„A co konkretnie potrzebujesz ode mnie?” – zapytałem.
„Czwartego marca” – odpowiedział.
Nagle Duch Święty oświecił moje serce i powiedziałem mu, że Bóg wybrał proroczo tą datę. Pan chciał, aby ten kościół, jak armia, „maszerował do przodu” ku swemu przeznaczeniu (Nie do przetłumaczenia gra słów: „march fourth” to „czwarty marca” a „march forth” – „marsz do przodu „; przyp. tłum.)
W ciele, zmęczenie ciążące nad nim odeszło; radość i poczucie przeznaczenia zalało jego duszę. Opóźnienie zmęczyło go, lecz opóźnienie w rękach Boga stało się inspiracją.
Drodzy, nie ustawajmy. Po prostu, nie wiemy jak będzie wyglądało zwycięstwo, gdy ostatecznie dokona się. Popatrzmy na Józefa. Odrzucony, uwięziony, zniesławiony i zapomniany musiał wytrwać, aby sięgnąć do swego przeznaczenia, lecz ostatecznie ten czas nadszedł, choć nigdy, nawet w swych najbardziej szalonych marzeniach nie mógł nawet wyobrazić sobie tego, jak cudowne będzie to zakończenie.

To czym będziemy jest dla Boga ważniejsze od tego, co dla Niego robimy. Nasze zmagania, choć możemy być zatrzymywani stale i wciąż, pogłębiają nasz charakter. Trwanie przy naszych standardach nawet w ucisku, znajdowanie łaski u kresu wytrzymałości sprawia, ze stajemy się prawdziwymi mężami niewiastami Bożymi. Wszechmogący cały czas kontroluje wszystko. On wie jak to, co było zamierzone jako zło, obrócić ku dobremu, nawet przy wykorzystaniu środków, które przeciwnik sam zgromadził. Bóg ma coś cudownego w swoim zapasie przygotowanego dla nas, ponieważ gdyby tak nie było przeciwnik nie walczył by tak zajadle. Faktycznie, Pismo mówi, że Szatan wścieka się tym bardziej, że wie iż czasu ma niewiele (Obj. 12:12).

Charakter stoi przed przełomem.
Wspomnieliśmy Daniela jako proroka, który ostrzegał przed diabelskimi manewrami prowadzącymi do zmęczenia świętych. Bóg dał mu wizję końca czasów. Oto co napisał:
A gdy patrzyłem, ów róg prowadził wojnę ze świętymi i przemógł ich” (7:21). Taka jest natura tej walki. Bywa tak, że czujemy jak wojna uderza na naszą duszę i zwycięża. Lecz prorok powiedział, że poczucie pokonania będzie trwało tylko do czasu „aż przyszedł Sędziwy i dobył się sąd i prawo zostało przyznane Świętym Najwyższego, i nadszedł czas, że święci otrzymali królestwo” (7:22).

Jest tutaj pewna zasada, która raz zrozumiana, poprowadzi do zwycięstwa w twoich bitwach. Będzie taki czas, nieodwołalnie, gdy będziemy czuć się pokonani, jeśli jednak wytrwamy, jeśli wespniemy się wyżej w Bogu, jeśli nie stracimy zaufania do Boga, nadejdzie taki czas, gdy Sędziwy wkroczy w nasze okoliczności. Spoglądając na swój nowo rozwinięty charakter, który wzmocnił się dzięki wytrwałości, On wyda sąd na naszą korzyść. Bóg patrzy na nasz charakter, wytopiony w ogniu nadmiernych opóźnień i walki, i mówi: „Dobrze, na to właśnie czekałem”.

Jakakolwiek jest dziedzina twojej walki czy modlisz się o swój kraj, czy stajesz w sprawie swoich dzieci, czy wołasz o zgubionych, czy o zakończenie jakiegoś lokalnego czy osobistego konfliktu, pamiętaj na słowa Pawła: „nie upadajcie na duchu czyniąc dobrze, albowiem we właściwym czasie żąć będziemy, jeśli nie ulegniemy zmęczeniu” (Gal 6:9 tłum. z j.ang.).

Mistrzu, proszę, abyś wypracował we mnie taki charakter, który potrafi wytrwać, aż do końca. Przebacz mi za to, że byłem taką niedołęgą. Pomóż mi wzrastać i trwać, aż żniwo, które duchowo zasiałem, wyda owoc. Dziękuję Ci, za to, że nie rezygnujesz ze mnie! W imieniu Jezusa. Amen.сайт

Kryzys tożsamości

Czy przeżywasz kryzys tożsamości?

Francis Frangipane

Nam, jako chrześcijanom wiara mówi, że Chrystus umarł jako zapłata za nasze grzechy. Wierzymy, że rzeczywiście zmartwychwstał z grobu jako dowód tego, że został prawdziwie posłany przez Boga. Jest jednak również naszym przekonaniem, że wraz z tym wydarzeniem zmartwychwstania nie tylko grzechy ludzkości zostały odkupione, lecz również, przez Chrystusa, zaczęło się drugie „Genesis”.

Paweł wyjaśnia, że: „Pierwszy człowiek Adam, stał się istotą żywą, lecz ostatni Adam stał się duchem ożywiającym” (1 Kor. 15:45). Słowo „Adam” oznacza „człowiek” i jest reprezentatywne dla „ludzkości”. Teraz istnieje dwóch Adamów lub dwa rodzaje ludzi. Pierwszy rodzaj (gatunek) jest potomkiem grzesznego Adama. Jego życie krąży wokół jego cielesnych czy „naturalnych” pragnień, nosi w sobie zarówno DNA natury Adama jak i konsekwencji jego grzechu. Ten naturalny człowiek jest skupiony na spełnianiu potrzeb swojej duszy. Jest rzeczywiście „istotą żywą”, lecz jest kontrolowany przez strach, fizyczne potrzeby, intelektualne ograniczenia kulturalne środowisko i grzech.

Drugi gatunek czy rasa jest człowiekiem skoncentrowanym na Duchu. Jego myśli, marzenia i przeżycia najpierw zaczynają się od Ducha Świętego, który żyje z nim w jedności. Najwyższą aspiracją skupionego na Duchu człowieka nie jest osiągnięcie naturalnego sukcesu lecz upodobnić się do Chrystusa. O ile pierwszy człowiek żyje po to, aby przeżywać to, co oferuje mu świat wokół niego, ten drugi rodzaj, Chrystusa-człowieka żyje po to, aby dawać światu to, co może: Jest „duchem ożywiającym”. Pierwszy Adam zrodził potomków z problemami, duchowi potomkowie ostatniego Adama, Chrystusa, udzielają światu odpowiedzi.

Nowe Stworzenia

O ile ludzie dzielą się w różny sposób – kultura, kolor skóry, język, status społeczny – to z Bożego punktu widzenia istnieje tylko jeden prawdziwy podział na dwie grupy: tych kontrolowanych przez duszę i tych kontrolowanych przez Ducha. Jedna rasa jest martwa w grzechu; druga jest żywa w Chrystusie. Jedna grupa ludzi jest przeznaczona na stracenie, podczas gdy druga będzie żyła wiecznie. Podobnie jak pierwszy Adam przekazał grzech, słabość i śmierć swoim dzieciom, tak drugi Adam, Chrystus, przekazał cnoty, moc i wieczne życie dzieciom Bożym

Zatem jeśli człowiek jest w Chrystusie to jest nowym stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowym” (2 Kor. 5:17).

Ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz tylko nowe stworzenie? (Gal 6:15).

Nie jesteśmy zwykłym człowiekiem z ciała chwilowo działającym duchowo, lecz jesteśmy duchowymi istotami chwilowo żyjącymi w ludzkim ciele. Jeśli przyjąłeś Chrystusa do swego życia, jesteś częścią drugiego Stworzenia (Genesis). Posiadasz nową naturę, która, podobnie jak Chrystusa, będzie żyła na wieki.

 Kryzys tożsamości

A jednak zbyt wielu spośród nas cierpi z powodu „kryzysu tożsamości”. Nie mamy jasności co do tego kim jesteśmy rzeczywiście. Chodzimy do kościoła, lecz wewnętrznie ciągle głęboko identyfikujemy się ze sposobami i oczekiwaniami pierwszego Adama. Paweł zgromił kościół w Koryncie, w którym panowały cielesne postawy mówiąc: „Czy na sposób ludzki nie postępujecie?” (1 Kor. 3:3).

Posłuchajcie mnie uważnie: jeśli przyjąłeś Chrystusa nie jesteś już więcej zwykłym śmiertelnikiem. Ta sama moc, która wzbudziła Chrystusa z martwych przebywa w tobie. Choć przeżywasz wiele doświadczeń takich samych jak potomkowie pierwszego Adama, ty jesteś podtrzymywany przez Ducha Bożego, ponieważ on we wszystkim współdziała w twoim życiu ku dobremu. Po drugiej stronie twoich doświadczeń nie jest śmierć lecz zmartwychwstanie!

jeśli Duch tego, który wzbudził Jezusa z martwych mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was (Rzm 8:11).

Możemy wyglądać po ludzku, lecz jest w nas skarb znacznie cenniejszy niż sama ziemia: moc zmartwychwstania.

Ale Bóg go wzbudził, rozwiązawszy więzy śmierci, gdyż było rzeczą niemożliwą, aby przez nią był pokonany” (Dz. 2:24)

podobnie jak niemożliwą rzeczą było utrzymać Chrystusa w grobie, tak niemożliwe jest również, aby substancja „śmierci” w nas – nasze grzechy i upadki – zatrzymały Jego. Chrystus zwycięża śmierć równie łatwo jak światło rozprasza ciemność. Rzeczywiście we wszystkim, jesteśmy „więcej niż zwycięzcami przez tego, który nas umiłował” (Rzm 8:37).

Posadzeni wraz z Chrystusem.

Kiedy byłem zaangażowany w pewne szczególne zmagania, przyjaciel zapytał mnie:

  • Jak się czujesz w tych okolicznościach?

  • Ja nie jestem w żadnych okolicznościach. – odpowiedziałem mu – zostałem posadzony wraz z Chrystusem w okręgach niebieskich. Moim Ojcem jest Bóg. Nie ma żadnej broni ukutej przeciwko mnie, która mogłaby cokolwiek uczynić. Narodziłem się z wysokości, jestem nowym stworzeniem, współuczestnikiem
    boskiej natury.

Wszystko co powiedziałem pochodziło bezpośrednio z Bożego Słowa i reprezentuje rzeczywistość zapewnioną mi przez wiarę w Boże obietnice. Wiara otwiera moc Bożych obietnic. Zatem, umiłowany przyjacielu, nie jest w żadnych okolicznościach czy „tej pogodzie”, czy pod przekleństwem: jesteś ożywiony wraz z Chrystusem (Kol 2) i umieszczony w obszarze Bożej ochrony. Tak, spotykamy się z konfliktami, których Bóg używa, aby doskonalić nasz charakter, lecz On zawsze „daje nam zwycięstwo w Chrystusie Jezusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi” (2 Kor. 2:14).

Umiłowani, jeśli nie używacie Bożego Słowa do określania i kształtowania waszej duchowej tożsamości to naprawdę będziecie żyć  w takich okolicznościach i znajdziecie się w otoczeniu ucisku, który spoczywa na pierwszym Adamie. Możesz nadal być chrześcijaninem, lecz będziesz cierpiał z powodu kryzysu tożsamości. To dlatego Paweł powiedział: „obleczcie nowego człowiek, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy” (Ef. 4:24). Musisz przyjąć, uwierzyć a następnie stosować Słowo Boże dopóki w pełni nie będziesz ugrunotwany jako nowe stworzenie.

Bo tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna Jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci” (Rzm 8:29).

Ten trud chodzenia w nowej naturze jest sednem podstawowych bitw w życiu. Nie jest to po prostu walka miedzy twoimi cnotami a ułomnościami. Nie, to jest wojna między twoją tożsamością według ciała, a prawdziwą tożsamością jako nowego stworzenia w Chrystusie.

Jak mówi nam Jan: „wiara zwycięża świat” (1 Jn 5:4). Jesteś obywatelem nowej rzeczywistości. Jako taki, musisz nauczyć się zwyczajów i zrozumieć język. W królestwie Bożym, każdy wierzy w to, co Bóg o nim mówi. Gdy Bóg mówi, Jego słowa tworzą nowe rzeczywistości. Nasza wiara przyjmuje łaskę i prawdę Bożego słowa i w ten sposób nasze życie ulega przemianie.

Tak, nadal będziemy upadać, lecz Chrystus jest większy niż nasze upadki. Prawda, ciągle będziemy błądzić, przechodzić przez trudne doświadczenia, których Bóg używa do kształtowania w nas charakteru Swego Syna (Flp. 3:10). Tak, On przeprowadza nas przez takie rzeczy, abyśmy mogli posiąść moc Chrystusowego zmartwychwstania!

 Rozważ jak Paweł analizuje swoje osobistą drogę:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, lecz Chrystus żyje we mnie, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal. 2:20).

Ponownie pisze:

Dlatego nie upadajmy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak etn nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem„(2 Kor 4:16).

Zadajmy sobie pytanie, czy nasza duchowa świadomość jest skupiona na tym co zewnętrznie „niszczeje” czy też nasze serca są podnoszone przez to, co „odnawia się każdego dnia”? Czy żyjemy jako zwykli ludzie czy też jako nowe stworzenia utworzone na podobieństwo Chrystusa? Czy zgodzisz się z tym, że już czas, aby pokonać twój kryzys tożsamości?

Panie, przebacz mi trwanie w bardziej piwnicach mojej starej natury niż w apartamentach Twojej miłości i obietnic. Wybrałeś mnie, aby mi objawić Twoje życie, dałeś mi Twojego Ducha Świętego i przemówiłeś przez Twoje słowo. Jestem Twoim dzieckiem, narodzonym z wysokości i przeznaczonym do odziedziczenia Towjej chwały. Wielbię Cię, mój Panie i Królu.

aracer.mobi

Boża zapłata

Wydaje się, że co kilka miesięcy pojawia się gdzieś na świecie jakiś większy kataklizmy lub konflikt. Regularnie obrazy ludzkiego cierpienia wybuchają w naszej świadomości i jesteśmy konfrontowani nie tylko z naszą moralna słabością, lecz również ze znacznie głębszymi pytaniami dotyczącymi natury Boga.

Oczywiście, niektórzy zaliczają każdy naturalny kataklizm do kategorii  „gniewu Bożego”. Koncepcja, że pięść zagniewanego Boga celowo wywołuje agonie i nieszczęścia sprawiedliwych wraz z złymi jest dla nich całkowicie do przyjęcia. Moim zdaniem takie myślenie utrzymuje ich samych na pewien psychiczny dystans od tych dramatów. Niemniej takie analizy nie są łatwo przyjmowane przez tych, których ręce podnosiły rozkładające się ciała martwych oraz przez tych, w których uszach ciągle jeszcze brzmi krzyk dotkniętych. Przypomnijmy sobie powtarzające się cierpienia naszego świata właśnie pod koniec 2004 roku. Po pierwsze,

Najpierw zostaliśmy zalani obrazami z potężnego azjatyckiego tsunami. Wpadając do niczego nie spodziewających się wiosek w ciągu kilku straszliwych chwil zmiotło niemal 250 000 dusz do wieczności. W ciągu kilku następnych miesięcy więcej trzęsień ziemi uderzyło na Sumatrę, następnie Iran i jeszcze gdzieś, zabijając dodatkowe tysiące. Nagle zobaczyliśmy twarz głodujących w Afryce i innych krajach trzeciego świata. Po czym, ostatnio, zmagaliśmy się z pojęciem poruszającego aż do trzewi zniszczenia spowodowanego przez huragany, a w szczególności przez Katrinę. Gdy fale tych straszliwych widoków pojawiają się w naszej pamięci pytamy: Gdzie był Bóg w czasie tych kataklizmów? Czy to On je wywołał? Czy jest zagniewany?

Poza tym co widoczne
Współczesna technologia pozwala na to, abyśmy byli świadomi występowania powtarzających się światowych naturalnych kataklizmów. To właśnie świadomość ludzkiego bólu niepokoi nas, porusza do modlitwy dawania czy udzielania pomocy. A jednak Bóg widzi to. Każdego roku ponad 57 milionów ludzi umiera na świecie z różnych powodów a Bóg widzi każdą śmierć, nawet tych, którzy giną na zawsze w wiecznych ciemnościach bez Chrystusa. Globalnie następnych 50 milionów dzieci jest brutalnie usuwanych przez aborcje a każdy stłumiony krzyk dociera do Ojcowskich uszu i zapada głęboko w sercu. On widzi horror morderstwa, gwałtu czy wykorzystania; On jest świadom wszystkich ofiar głodu, chorób, wypadków i wojen. On nie jest autorem tych poszczególnych śmierci, lecz jest świadom zbiorowego cierpienia powstającego na tym świecie.

Niemniej, nadal pozostaje pytanie, gdzie w tym wszystkim jest Bóg? W starożytnej mitologii „bogowie” byli przedstawiani jako nadnaturalne istoty siedzące ponad ludzkością, delektujących się zmysłowym „niebem”. Nie tylko byli nieczuli na ludzkie cierpienia, lecz wywoływanie bólu było swego rodzaju sportem dla nich. Byli kapryśni i poddani nagłym niezliczonym zmianom nastroju czy zachowania.

Kiedy słyszę jak ludzie łączą straszne burze, trzęsienia ziemi lub katastrofy z Bożym gniewem to czuję, że jako chrześcijanie powinniśmy być przynajmniej ostrożni abyśmy nieświadomie nie korzystali z pogańskiej wyobraźni i nie odczytali źle działania i serca Boga. Pogańscy bogowie powodowali nieszczęścia; oni byli pozbawieni współczucia w swym niepohamowanym zsyłaniu nieszczęść na rodzaj ludzki . A jednak Duch Boży łączy się z nami w czasie cierpienia. Jego obietnica mówi, że On nigdy nie zostawi nas ani opuści.

Tak, on zamieszkuje w wieczności na „wysokim i świętym miejscu”(Iz 57:15c), ale On też rzeczywiście przebywa z tymi, których „serce jest skruszone a duch złamany”, gdzie On stara się „ożywić ducha skromnego” (Iz 57:15c). Prawdziwy Bóg „nie jest daleko od każdego nas; w Nim żyjemy i poruszamy się, i istniejemy” (Dz. 17:27-28). Paweł mówił tymi słowami do niezbawionych Greków; Bóg był blisko nawet nich. Duch Boga świadomie jest zaangażowany w każdym aspekcie naszego życia, nawet włosy liczy na naszych głowach. Żydzi powiadają nam, że „żadne stworzenie nie jest ukryte przed Jego wzrokiem, ale wszystko jest otwarte i obnażone przed oczyma Tego, przed którym musimy zdać sprawę” (Hebr. 4:13). Jezus mówił, że ojciec nie tylko „widzi w ciemności” (Mat. 6:4,6,18), ale również, że żaden wróbel nie „spada na ziemię bez woli [naszego] Ojca” (Mat. 10:29).

Jeśli chcemy znać relację Boga do ludzkiego cierpienia na planecie Ziemi, musimy zaakceptować tę najważniejszą prawdę: Bóg nie jest oddzielony od ludzkich smutków. Pomysł, że Wszechmocny jest odłączony od cierpień rodzaju ludzkiego, jak wierzę, jest oszustwem zakorzenianym w pogaństwie.

Lecz zbadajmy głębiej naturę Boga. Pan nie tylko jest świadomy tego, że rodzaj ludzki cierpi, Jego serce jest też ranione naszymi ranami i odbiera ból naszego smutku. Rozważ to, że nawet wtedy kiedy Izrael cierpiał konsekwencje swego grzechu, Bóg łączył się nimi. Pismo ujawnia, że czas przyszedł kiedy Pan „nie mógłby już znieść niedoli Izraela” (Sędz. 10:16). Jakież wejrzenie do serca Boga! On nie siedział w niebie obserwując z oddali i mierząc jak wiele cierpienia Jego ludzie mogą znieść – On był z nimi, faktycznie doświadczał ich skumulowanej niedoli!

Dlaczego ta idea cierpienia pochodzącego od Boga powinien być nam obca? Przez całą Biblię czytamy, że jednym z aspektów Bożej natury jest że on jest „cierpliwy” (Wyj 34:6, Ps 86:15). Jego mądrość może mieć zupełną wiedzę i Jego moc w być w pełni skuteczna, ale jego serce czuje nasz ból. Bóg cierpi. On nie działa, jak pogańscy bogowie, nie „zatwardził serce Swogo” na ludzki ból.

Kiedy Izrael został zniewolony przez Egipt, Pan powiedział do Mojżesza, „Zobaczyłem nieszczęścia Moich ludzi . . . I usłyszałem ich płacz”; powiedział, ” znam cierpienia jego” (Wyj. 3:7). Bóg widział, słyszał i znał ich cierpienie i tak został ruszony współczuciem, żeby pomóc. Kiedy widzę, słyszę i osobiście poznaję cierpienie ludzkie, jestem głęboko zaniepokojony; pragnę pomóc. Dokładnie takie jest serce Boga! Nasze pragnienie, aby pomóc ulżyć w cierpieniu to nie są tylko ludzkie rysy, ale replika podobieństwo Boga Samego (zob. Rodz. 1:26).

Kiedy zło całkowicie psuje kulturę, tak, to zmusza Pana do wykonania sądu, jakkolwiek, to jest rozwiązanie ostateczne. On „nie znajduje przyjemności w śmierci niegodziwego” (Ez. 33:11). Nawet wtedy, idea wywoływania przez Boga bólu musi zachować równowagę z tą rzeczywistością, że Bóg czuje ból, który powoduje.

Ci, których kocha
To nie jest przesłanie o Bożym gniewie, ale o podatności na ból Bożego serca. Nie mówię, że Pan nie poprawia nas. Poznałem dyscyplinę i korygowanie Pana, nawet kiedy to wydało się surowe. Zgadzam się z Psalmistą, który napisał, „To jest dobre dla mnie, że zostałem dotknięty, bo mogę uczyć się ustaw Twoich” (Ps 119:71). Ci, których Bóg kocha strofuje i ćwiczy. Nie jest to jednak rozgniewany Bóg, ale kochający niebieski Ojciec, którego dyscyplina jest dla naszego własnego dobra. Naprawdę, jest to wielkie odkrycie, które Mesjasz przyniósł rodzajowi ludzkiemu: Wszechmocny Bóg nie jest odległy. On jest naszym Ojcem.

Kilka lat temu, przeżywałem szczególnie trudny czas. Szukałem Pana w bólu, który przeżywałem. On odpowiedział po prostu , „Postępowałem z tobą tak łagodnie jako to było tylko możliwe”. Nagle, zobaczyłem, że najwięcej bólu powodował diabeł; ludzie i moje niewłaściwe reakcje spowodowały resztę. Tak, Pan był zaangażowany odkupując złe położenie, obracając to ku dobremu, pomagając mi i odnawiając mnie, i ucząc przez to wszystko rozróżnienia i mądrości.
Bóg jest naszym Ojcem. Karanie moich dzieci wywołuje we mnie ból. Nie cieszę się tym. Gdy byłem dzieckiem, zanim mój tata zbił mnie, zawsze powtarzał, „To będzie boleć mnie więcej niż ciebie.” Czy nie jest sposób w jaki Boga postępuje z nami? Czy On nie jest naszym Ojcem?

Czego szuka Sam Bóg
Dlaczego więc Pan toleruje cierpienie i smutek, które tak obfitują na planecie Ziemi? Jezus tłumaczył to w ten sposób: „królestwo niebieskie jest jak kupiec szukający pięknych pereł. Gdy znalazł taką jedną perłę wielkiej wartości, poszedł i sprzedał wszystko, co miał i kupił ją ” (Mat. 13:45-46).

Bóg szuka czegoś, co jest wartościowe, kosztowne. Tak, Ojciec znalazł jedną perłę wielkiej wartości w Swym Synu, ale coś szuka jeszcze czegoś, i jest to jest replika Jego Syna w nas. Rzym. 8:29 ujawnia Jego wspaniały cel: On „Przeznaczył nas, abyśmy stali się podobni do obrazu Jego Syna„.

Perłowa wielkiej wartości, Chrystus, jest nie tylko zapłatą za nasze grzechy: On jest wzorem dla nas. Tak jak życie Chrystusa zalało Ojca serce rozkoszą, tak nasze upodobnienie do Chrystusa usprawiedliwia smutki i cierpienie naszego czasu. Bóg używa bólu tych dni, aby dostosować nas do Jego Syna. Pomimo smutku i cierpienia obecnego wieku, coś wybitnego, coś szczególnego, rodzi się. Jezus nazwał te trudne czasy wydarzeń „bólami porodowymi,”  to Boże skurcze, które zmuszają nas do ukształtowania się na podobieństwo Perły o Wielkiej Wartości.

Gdy to piszę, Huragan Rita opada na amerykańskie stany Zatoki. Gdy mój wydawca przeglądnął to przesłanie, powiedział, że Rita faktycznie znaczy „Perła.” Umiłowani, Bóg jest z nami w bólu naszego serca, bądźmy z Nim, gdy przemienia nasze życie. Niech Bóg odbierze swoją zapłatę za stworzenie człowieka.aracer.mobi

5 Współczesnych działań na ziemi

Ostatnio zostałem poproszony, aby przekazać przesłanie dla przywództwa kościoła w Australii. Byli tam mężczyźni i kobiety z całego kraju. Waga tego słowa bardzo mi ciążyła, lecz gdy dzieliłem się nim, zdałem sobie sprawę z tego, że jest ono przeznaczone dla znacznie szerszego audytorium.Rozważałem, co Bóg czyni na ziemi, wróciłem wspomnieniami do spotkania z Panem jakie miałem w październiku 2004 roku, w czasie ciężkiej choroby, gdy byłem przykuty do łóżka.

Ostatnio zostałem poproszony, aby przekazać przesłanie dla przywództwa kościoła w Australii. Byli tam mężczyźni i kobiety z całego kraju. Waga tego słowa bardzo mi ciążyła, lecz gdy dzieliłem się nim, zdałem sobie sprawę z tego, że jest ono przeznaczone dla znacznie szerszego audytorium.

Rozważałem, co Bóg czyni na ziemi, wróciłem wspomnieniami do spotkania z Panem jakie miałem w październiku 2004 roku, w czasie ciężkiej choroby, gdy byłem przykuty do łóżka.

Zostałem uniesiony do nieba. Powiedziano mi wtedy wiele rzeczy, lecz zobaczyłem 5 działań na „ziemskiej scenie”, które dzieją się obecnie:

1. Przechodzenie od wędkowania do polowania.

Jeremiasz mówi nam tak:

16:15 Lecz: Jako żyje Pan, który wyprowadził synów izraelskich z ziemi północnej, ze wszystkich ziem, do których ich wygnał, i sprowadzę ich z powrotem do ich ziemi, którą dałem ich ojcom!

16:16 Oto Ja poślę po wielu rybaków – mówi Pan – i ci ich wyłowią; potem poślę po wielu myśliwych, i ci ich upolują na każdej górze i na każdym pagórku, i w rozpadlinach skalnych.

Dni rybaków przemijają, a dni myśliwych są już tutaj.

Paweł demonstrował podejście myśliwego wobec:

· Żydów w synagodze (Dz. 9:30);

· Pogan na Aeropagu (Dz. 17:22);

· Rzymianom w Efezie (Dz. 26:1).

Polowanie oznacza, że musisz wejść w środowisko tych, których ścigasz. Nie możesz siedzieć na brzegu rzeki i zarzucać sieci. Musisz wkroczyć do świata, w którym żyją ofiary. Bóg przechodzi do służby na rynkach publicznych. Widziałem to w Zambii, Malawii, USA i Australii.

2. Dokonuje się ruch przechodzenia z majestatycznych statków do małych łódek.

Izajasz:

33:20 Patrz na Syjon, miasto naszych uroczystych świąt! Twoje oczy zobaczą Jeruzalem, siedzibę bezpieczną, namiot, którego się nie przenosi, którego kołków nigdy się nie wyciąga i którego żaden sznur nie jest zerwany.

33:21 Gdyż wspaniała chwała nam przypadnie, źródło strumieni o szerokich brzegach, nie płyną po nich okręty z wiosłami ani nie jeździ po nich okazały statek.

W tych dniach Bóg nie będzie zgadzał się na dwa rodzaje kościołów:

· Majestatyczne statki, pełne broni i żołnierzy dla swych własnych celów – pieniędzy na statku i dla kapitana.

· Galery z wiosłami, pełne niewolników pod pokładem służących zgodnie z uderzeniami bębna. Dni marszu według uderzeń jednego pastora są skończone.

Dni, w który poddawaliśmy swoje pasje jednemu lokalnemu ciału i robili to, co pastor mówi są skończone. Liderzy na całym świecie muszą przyjąć do wiadomości fakt, że naszym zadaniem jest pobudzać innych. Jesteśmy tutaj po to, aby uwalniać i odkrywać to, co jest w sercach ludzi.

Dni sławnych naczyń, przynoszących złoto i bogactwo do domu jednego człowieka czy służby szybko przemijają. Pierwszy kościół przynosił bogactwo do stóp apostołów, tak to prawda, lecz były one rozdzielane wśród wszystkich, zgodnie z ich potrzebami. Kiedy był ostatnio taki przypadek, gdy widziałeś znaną telewizyjną służbę rozdzielającą bogactwa potrzebującym? Gdyby tak zdecydowanie wierzyli w swoją własną teologię powodzenia, czy siania i zbierania, czy nie sądzisz, że sami powinni czynić więcej siania?

Jeremiasz:

22:1 Tak mówi Pan: Zstąp do domu króla judzkiego i wypowiedz tam to słowo,

22:2 i mów: Słuchaj słowa Pana, królu judzki, który zasiadasz na tronie Dawida, ty i twoi słudzy, którzy wchodzicie przez te bramy!

22:3 Tak mówi Pan: Stosujcie prawo i sprawiedliwość, i ratujcie uciśnionego z ręki gnębiciela, obcego przybysza ani sieroty ani wdowy nie uciskajcie, nie zadawajcie gwałtu i nie przelewajcie krwi niewinnej na tym miejscu!

22:4 Bo jeżeli rzeczywiście będziecie spełniali to słowo, to będą wchodzić przez bramy tego domu królowie zasiadający po Dawidzie na jego tronie, jeżdżąc na wozach i na koniach, on i jego słudzy, i jego lud.

22:5 Lecz jeżeli nie usłuchacie tych słów, to przysięgam na siebie samego – mówi Pan – że ten dom stanie się ruiną.

Bóg pragnie, abyśmy podjęli rzeczywistą troskę o tych, którzy są w potrzebie.

Jeśli będziemy posłuszni temu przykazaniu to przyjdą królowie służący Dawidowi.

· Jeśli nie będziemy, to przyjdą królowi obcych narodów i splądrują to miejsce.

· Czy ma być świat w kościele, czy kościół w świecie.

4. Boży sąd jest na ziemi

1 Kronik

16:11 Szukajcie Pana i mocy jego, Rozpytujcie się ustawicznie o oblicze jego!

16:12 Wspominajcie cuda jego, których dokonał, Dziwne dzieła jego, wyroki ust jego,

16:13 Potomkowie Izraela, sługi jego, Synowie Jakuba, wybrani jego!

16:14 On, Pan, jest Bogiem naszym, Po całej ziemi są wyroki jego!

Kościół, a nawet szerzej Ciało Chrystusa, wszedł w okres zdecydowanego ważenia, testowania i sądzenia. Pan obserwuje nasze zachowanie – szczególnie liderów.

Kontekst jest taki, że liderzy upadają na całym świecie: Jan Paweł II nie żyje, Paul Cain, Darrel Evans, Roberts Liardon, Ed Traut i wielu innych upadło. Bóg jest na ziemi, jak więc zamierzamy podejść do nadchodzącej rewizji ksiąg?

5. Bóg podkreśla wagę ojców i synów

Malachiasz

3:23 Oto Ja poślę wam proroka Eliasza, zanim przyjdzie wielki i straszny dzień Pana,

3:24 i zwróci serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym, gdy przyjdę, nie obłożył ziemi klątwą.

Jeśli przyjrzysz się każdemu odniesieniu do „dnia Pańskiego”, czy ostatniego dnia sądu to zobaczysz, że wcześniej wydarzy się niewiele rzeczy: będzie to odnowienie wszechrzeczy zaczynające się od tej jednej – ojców i synów.

Wszędzie, gdziekolwiek podróżuję ten sam temat jest głoszony i zaznaczany. Poświęciłem temu więcej miejsca w mojej książce: „Duch Eliasza”, nie będę więc powtarzał tego tutaj ponownie, lecz wyraźne jest to, że Bóg chce, aby ciało traktowało się jako rodzina, a nie jak budowlany biznes.

——————————

VISIT OUR SITES ON THE NET:

REVIVAL SUPERSITE – http://www.revivalschool.com

PROPHETIC SUPERSITE – http://homepages.ihug.co.nz/~revival/index2.html

продвижение

Moc nadzmysłowego życia_2

Logo_Frangipane

Stwierdziliśmy, że przeznaczeniem każdego chrześcijanina jest „ukształtowanie na podobieństwo Chrystusa” (Rzym 8:29). Zazwyczaj jest tak, gdy przypominam ludziom o tym, że fundamentalnym przeznaczeniem jest podobieństwo do Chrystusa, że większość potakuje głowami, potwierdzając ogólnikowość mojego stwierdzenia. Niemniej, w rzeczywistości nie wierzą w to, że jest to prawda. Faktycznie, gdy ludzie myślą o swoim przeznaczeniu ich pierwszym skojarzeniem są te rzeczy, które dla Boga robią, coś co wymaga widocznego okazania unikalnego obdarowania czy powołania do służby, lecz ani dary, ani specyficzne powołanie nie reprezentują sedna rzeczywistości naszego przeznaczenia.

Pozwólcie więc, że powtórzę jeszcze raz: naszym przeznaczeniem jest być podobnym do Chrystusa. Zakres naszej odpowiedzialności i wszelkie dary mogą być tak różnorodne jak okresy naszego życia, lecz naszym trwałym przeznaczeniem jest ta część nas, która staje się w swej naturze podobna do Chrystusa. Bóg chce rozwijać nasze dary i, oczywiście, On stworzył nas, abyśmy wypełnili jakieś szczególne zadania czy posługę, lecz nigdy nie wolno nam stracić z pola widzenia głównego celu naszego istnienia, którym jest upodobnienie się od Chrystusa we wszystkim.

Czysty cel: czyste życie

Smutne jest to, że wszyscy widzieli przywódców służb, których obdarowanie i powołanie były tak silne, tak porywające, że wydawali się zdolni do sprowadzenia samego nieba na ziemię. Później, ku naszemu zdumieniu, odkrywaliśmy, że ci sami ludzie, ci, którzy budowali potężne religijne imperia, tkwili w tajemnym uścisku najbardziej hańbiących grzechów. Jak coś takiego może się dziać? Jeśli koncentrujemy się na rozwoju naszych darów i powołania, zamiast na naszym charakterze to stajemy się podatni na diabelskie zwiedzenie.

Widzisz, nadejdzie taki czas, gdy, do pewnego stopnia, faktycznie zaczniemy doskonalić nasze dary i powołanie. Wiemy już jak się modlić, uczymy się jak głosić i prorokować czy śpiewać w kościele. Opanowujemy nawet to, aby wyglądać szczerze w czasie usługi czy pobytu w kościele. Zewnętrznie jesteśmy przekonujący co do naszej duchowości, a jednak wewnętrznie nudzimy się naszym scenicznym, niedzielnym przedstawieniem. Po wypracowaniu jakoś tam powołania i darów znikło wyzwanie. Teraz w jego miejsce zaczyna wzrastać tajemniczy głód, zrodzony z cielesnej natury. Nikt z obserwujących nas ludzi nie rozeznaje wewnętrznego zepsucia; nawet najbardziej nam bliscy przyjaciele są zmyleni. Zamiast głodu za pełnią Chrystusa zaczynamy pragnąć pożądliwości cielesnych, ziemskich sukcesów czy materialnych posiadłości. Jednak żadna z tych rzeczy nie usatysfakcjonuje wewnętrznego człowieka. Mam w duchu ten ból, że widziałem ludzi doskonalących dary, a lekceważących Chrystusa. Ich upadki wywoływały skandal w ciele Chrystusa i przynosiły wstyd imieniu Jezusa. Zdecydowanie zbyt często byłem świadkiem tego.

Lekarstwem na duchową pustkę jest poszukiwanie podobieństwa do Chrystusa. Posiadania charakteru Chrystusa wypełnia nasze obdarowania i zadania żywą substancją. Możemy powtórzyć za Pawłem „z Chrystusem zostałem ukrzyżowany, żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2:20). Paweł powiada: „Chrystus żyje we mnie”. To Chrystus żyjący w nas daje prawdziwe duchowe spełnienie naszemu życiu.

Umiłowani, Sam Jezus obiecał, że ci, którzy pragną sprawiedliwości „będą zaspokojeni” (Mat 5:6). Wejść w posiadanie natury Chrystusa jest naszym własnym zyskiem. Jest perłą o wielkiej wartości; skarbem ukrytym na polu. Sam Chrystus jest wąską drogą, która prowadzi do życia. Nie są nam potrzebne tłumy, aby oglądały nasze działanie czy przyklaskiwały naszej dobroci. Gdy posiadamy Chrystusa, spożywamy za darmo z Drzewa Żywota i znajdujemy wieczne spełnienie.

Być jak On

Może ktoś zapytać: „W jaki sposób mogą stać się podobny do Niego?” Może nam się wydawać, że szkoła biblijna da nam odpowiedź lub udanie się na pola misyjne przemieni nas – rzeczywiście bardzo cenna działalność, jednak rzeczywista moc do tego, aby stać się podobnym do Niego już w nas jest. Dzieje się to przez Ducha Świętego, gdy pogłębia naszą relacje z Chrystusem. Bycie podobnym do Niego jest w rzeczywistości naturalną konsekwencją intymnego związku z Nim.

Pozwólcie, że to wyjaśnię. Dojrzewałem we włoskim domu, moi rodzicie mieszali angielski z włoskimi zwrotami i słowami, a ja uczyłem się mówić po angielsku jak i odrobiny włoskiego po prostu żyjąc blisko nich. W rzeczywistości do 18 roku życia niemal cały mój pogląd na świat został mi przekazany przez rodziców. Ze względu na moją więź z nimi było całkowicie naturalne to, żeby mówić, działać i myśleć tak jak oni.

Tak i tu: nie musimy „próbować” być podobni do Chrystusa w jakiś mechaniczny sposób; po prostu potrzebujemy żyć w bardzo bliskiej więzi z Nim. Sam Jezus ujął to w ten sposób: „trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie” (Jn 15:4-5)

Podobieństwo do Chrystusa jest konsekwencją naszej relacji z Chrystusem w nas. Naszym świętym celem jest kultywować relację z Nim dopóki nie jako osiągniemy żywej rzeczywistości istoty Jego życia. Nie badamy Jego Słowa po to, aby być dobrymi, lecz aby Go poznać. Nasze życie modlitewne nie jest „duchową dyscypliną” lecz miejscem społeczności z Nim. Nie oddajemy Mu chwały z obowiązku, lecz po to, aby wznieść się ku Jego sercu i stać się podobnym do Niego. Intymność z Jezusem Chrystusem jest drogą do nadzymsłowego życia.

продвижение