Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

NIebezpieczeństwo spoufalenia

Chip Brogden

Łuk 7:44 in.

Wszedłem do twojego domu, a nie podałeś mi wody do nóg moich;.

Jak często traktujemy lekko obecność Jezusa? Nasza pseudo-chrześcijańska kultura jest bluźniercza. Nie mówię o świeckości języka, lecz o traktowaniu boskich rzeczy ze swobodną, apatyczną i nonszalancką postawą. Bluźnimy świętym rzeczom traktując je jak coś zwykłego, normalnego, powszechnego oi rutynowo.

Ciekawe jest to, że tylko ci, którzy znają Świętego zagrożeni są spoufaleniem w tej dziedzinie. Niewierzący, ci którzy nie są ze Świętym zaznajomieni, nie mogą bluźnić temu, czego nie rozumieją.

Niebezpieczeństwo spoufalenia polega na tym, że wiemy i zaniedbujemy.

Właśnie tutaj w Ewangelii Łukasza w 7 rozdziale jest to dla nas zilustrowane. Faryzeusz zaprosił Jezusa na obiad. Nie jest to jakiś nieobeznany z religijnymi sprawami człowiek, lecz członek najbardziej ostrego stronnictwa religijnego. Jezus przyjął jego zaproszenie i wszyscy zasiedli do posiłku.

W czasie, gdy siedzieli przy stole, weszła do pomieszczenia kobieta z alabastrowym słoiczkiem oleju. Wiemy, że była grzesznicą, ponieważ Łukasz tak komentuje wydarzenie: A oto pewna kobieta z tego miasta, grzesznica,… (7:37 in.). Ta grzesznica robi coś dziwnego i wspaniałego: obmywa stopy Jezusa  swymi łzami i wyciera je włosami, całując Jego stopy; namaszcza je też przyniesionym pachnącym olejem.

Oczywiście, faryzeusz jest ogromnie zgorszony tym, że ta grzesznica przyszła nieproszona do jego domu. Jest również nieco zmieszany tym wyrazem uczucia. Myśli sobie: Gdyby Jezus był prorokiem, wiedziałby, kim i jaka jest ta kobieta, która go dotyka, bo to grzesznica. Lecz w umyśle  Jezusa, istotne jest to: Kto faktycznie Mnie kocha, a kto mnie lekceważy.

W tamtych czasach nikt nie podróżował dla przyjemności. Powszechnie nie lubiano tego ze względu na upał i brudną przeprawę, której unikano, jeśli tylko było to możliwe. Większość ludzi, w tym i Jezus, podróżowała na piechotę, tak więc rytuał zajmowania się gośćmi był związany ze stałymi zasadami i koncentrował się wokół stóp. Po wejściu do czyjegoś domu, gospodarz witał gościa pocałunkiem w oba policzki i oferował wodę do umycia zmęczonych i brudnych nóg. Jeśli było to możliwe proponowano również jakieś perfumy i olej, aby gość mógł się odświeżyć. Jednak faryzeusz nie dopełnił tej nawet w najbardziej podstawowej, zwykłej i tradycyjnej grzeczności  wobec gościa (7:44-46 in.):

Nie  dałeś wody do stóp moich…., nie pocałowałeś mnie, … głowy mojej nie namaściłeś . . .

Obecność Jezusa została lekko potraktowana!  Czy było to tylko przez zapomnienie ze strony gospodarza, czy też coś innego?  Głębszego?

Być może faryzeusz nadmiernie się spoufalił z Jezusem – stał się po prostu troszkę nazbyt swobodny. Z daleka Jezus był niesamowity, a teraz siedział u niego przy stole, w jego domu i mógł się przekonać, że Jezus jest człowiekiem. Może doszedł do wniosku, że Jezus nie różni się tak bardzo od niego. To tylko Jezus, nie się więc czym ekscytować. Niech się sam zatroszczy o wodę i umyje sobie nogi. To jest właśnie niebezpieczeństwo spoufalania!

Mówi się, że poufałość rodzi pogardę. Na początku pragnęliśmy obecności Pana, lecz dziś już lekceważymy ją. Na początku byliśmy w zachwycie, lecz teraz być może nie jesteśmy już tak zdumieni. Jego odwiedziny stają się bardziej rutyną, czymś zwyczajnym, bardziej powszechnym. Przyzwyczailiśmy się już do śpiewanych pieśni a czytanie biblii jest suche; świadectwa składane przez braci i siostry nie poruszają nas, w końcu już to wszystko słyszeliśmy i widzieliśmy tyle razy.

Z drugiej strony właśnie ta kobieta, zachowała cichą cześć, poczucie boskiego zdumienia, majestatyczne wyrażenie zadumy na Tym co Święte. Oddała cześć Temu, któremu cześć się należy. Wykonała to, czego zabrakło. Gdy przybyła i zobaczyła, że nikt nie usłużył Panu, to, na tą jedną chwilę, w tym miejscu stał się On centrum jej istnienia.

Tak niewielu ludzi prawdziwie dziś usługuje Panu Samemu. Oczekują, że Pan będzie usługiwał im i faktycznie robi to. Lecz taka jest natura Pana Jezusa, że On nigdy nie zwróci uwagi na siebie, nigdy nie powie:”Dlaczego nie usługujesz Mnie? Dlaczego Mnie lekceważysz? Dlaczego nie umyłeś Moich stóp?” Będzie milczał i oczekiwał, że ktoś Go zauważy. Być może to właśnie jest przyczyną faktu, że często jest pomijany i lekko traktowany; On nigdy nie stara się o nic dla siebie.

Kiedy po raz pierwszy Pan pokazał mi wagę usługiwania Jemu, nie żądał ode mnie niczego. Po prostu pozwolił mi doświadczyć tego, jak samotny był pośrodku całej religijnej działalności. Tam, wśród naszych wspaniałych kościelnych nabożeństw zrozumiałem, że lekceważymy Jezusa – zbyt dobrze znamy Jego obecność. Gdy zrozumiałem to, jaki sprawia to ból Panu, natychmiast też wiedziałem, co należy zrobić. To właśnie wtedy zrozumiałem, że usługiwać Panu jest rzeczą pierwszoplanową, najważniejszą; podstawowym celem i przyczyną naszego istnienia.

Najlepsi kelnerzy i kelnerki to ci, którzy uprzedzają twoje potrzeby i natychmiast ruszają, aby je zaspokoić – nawet nie musisz o to prosić. Nie mówią: „Czy chce pan jeszcze herbaty?” Patrzą, czy potrzebujesz, a gdy widzą, że masz pustą szklankę, pojawiają się, aby ją napełnić.

Kelner, sługa, usługujący: wszystkie trzy wyrazy mają to samo znaczenie. Oczekiwać na Pana; być sługą Pana; usługiwać Panu; wszystkie trzy opisują tę samą funkcję i cel działania. Najczęściej nie jest to głoszenie, nauczanie, podróżowanie czy budowanie wielkiej służby, lecz wypatrywanie, uprzedzanie i zaspokajanie Potrzeb Pana, którego nikt nie lekceważy.

Pan daje przez calutki dzień; On uczy tłumy; On uzdrawia ich choroby; On wychodzi naprzeciw ich potrzebom, a pod koniec dnia jest zmęczony, ma brudne stopy i potrzebuje odświeżenia. Lecz często jest tak, że Jego potrzeby są całkowicie pomijane, a my gorliwie wyciągamy ręce po NASZE błogosławieństwo.

Z pewnością ta kobieta miała wiele potrzeb, a jednak przyszła do Pana Jezusa, nie po to, aby błogosławieństwo otrzymać, lecz aby błogosławić (Łuk 7:44-46 in.):

On zaś łzami skropiła nogi moje i włosami swoimi wytarła,… nieprzestała całować nóg moich, … ona zaś olejkiem namaściła nogi moje..

Gdy Jezus wchodzi do „naszego domu”” – czy to jest miejsce oddawania czci, dom, praca, czy serca – czy lekceważymy Go? Czy Jego Potrzeba jest zaspokojona?

Modlę się o to, aby Pan przekonał nas, że bluźnimy Panu i uwolnił nas od spoufalenia. Pokutujmy i odkryjmy ponownie Tego, który siedzi z nami przy stole.

ceo продвижение сайта

Marketing zła

Dawid Kupelian, wydawca WorldNetDaily, właśnie opublikował książkę pt.: „Marekting of Evil” (Marketing zła). Czytelnicy mówią, że ogromnie otwiera oczy na wiele rzeczy. Zastanawiamy się, jak to się stało, że na Zachodzi sprawy poszły w tak złym kierunku i to tak daleko w duchowej i moralnej dziedzinie w ciągu jednego pokolenia. Kupelian dowodzi (popierając to wieloma dowodami), że jest prowadzona swego rodzaju kampania „marketingowa” mająca na celu przemianę naszego społeczeństwa na gorsze. Poniżej znajduje się jego przemówienie na ten temat:

JAK NAPRAWDĘ DZIAŁA „MARKETING ZŁA”

David Kupelian. (GRUDZ. 14, 2005)
Dobrze jest znowu znaleźć się na swoich starych śmieciach. Teraz mieszkam na wielkim Północnym-Zachodzie, lecz dorastałem kilka mil stąd w Montgomery County, Maryland.

Pamiętam, jak wracałem ze szkoły do domu i oglądałem „Samotnego Jeźdźca” i „Klub Myszki Miki” na małym czarno białym ekranie telewizora. Nie było wtedy MTV czy Howarda Sterna. Lubiłem popowe piosenki takie jak: „The Battle of New Orleans” i „The One-Eyed, One-Horned, Flying Purple People Eater”; nigdy nie słyszałem gwiazd rapu deklamujących monotonnie o zabijaniu policjanta i gwałceniu k kobiety. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek słyszał cokolwiek o aborcji czy homoseksualizmie. Wydaje się, że wszyscy moi przyjaciele mieli zarówno matkę jak i ojca w domu; nawet szkoła była w porządku. Przysięgaliśmy wierność fladze każdego dnia, i nigdy nigdy nie straszył mnie więzieniem, jeśli powiedziałem słowa „w Bogu”. Nikt mnie też wtedy nie uczył tego, że Kolumb był ludobójcą, że pielgrzymi wykorzystywali Indian czy, że Ameryka była rasistowskim uciskającym i złym krajem. Wtedy myślałem, że Ameryka jest najlepszym krajem na ziemi.

Tak naprawdę, to wtedy wszyscy po prostu wiedzieli o tym, że Ameryka jest największym i najbardziej godnym szacunku krajem. W tym miejscu powinienem powiedzieć: jakie zmiany mogą nastąpić w ciągu 50 lat. A jeśli ujmę to w taki sposób: Jaką różnicę może zrobić 50 lat – plus kilka naprawdę obrzydliwie błyskotliwych kampanii marketingowych – w przemianie kraju.

Zatytułowałem swoją książkę „Marketing zła”, ponieważ jest to dokładnie to z czym mamy do czynienia: opakowywanie, perfumowanie i dar – opakowanie niszczących filozofii i zachowań i sprzedawanie ich Amerykanom tak, jakby miały wielką wartość. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, chciałbym poświęcić chwilkę, aby powiedzieć wam pewną historię o sobie, abyście mogli zrozumieć dlaczego napisałem tą książkę na temat zła.

Straciłem wielu członków rodziny w tureckim ludobójstwie Armeńczyków – być może około setki – wraz z moim dziadkiem, który był lekarzem. Zło i złość jaka zostały wywarte na niewinnych ludzi zaszczepiona jest nie do wyobrażenia. Mój ojciec, który wtedy był małym chłopcem, uciekł konno wraz z matką ratując swoje życie. Aby skrócić przerażającą historię powiem, że mój ojciec i babcia wyrwali się z barbarzyństwa i sadystycznej brutalności, która pochłonęła 1.5 miliona ich pobratymców. Udało im się dostać na statek i po długiej podróży dotrzeć do kraju, który przywitał ich i zaoferował możliwość rozpoczęcia nowego życia – Ameryki. Było tutaj ciężko, bardzo ciężko. Ojciec podjął się pracy szkolnego dozorcy, gdy miał dziewięć lat, aby pomóc matce. Ojciec wraz z babcią przetrwali i dostali się do koledżu i odbudowywali swoje własne życie. Gdzieś po drodze mama i tata spotkali się, pobrali, i całkiem szybko osiedlili tutaj w D.C tworząc rodzinę.

Byłem środkowym z trójki dzieckiem. Mój ojciec został naukowcem, specjalistą rakietowym, pracując nad obroną tego kraju. Pamiętam jego wizytówkę, na której było napisane: „”U.S. Army Chief Scientist for Ballistic Missile Defense.” Nie wiedziałem wtedy dokładnie, co to znaczy, ale brzmiało znakomicie. (Naukowiec Armii Stanów Zjednoczonych do spraw Rakietowej Obrony Balistycznej).

Moja babcia wiele lat później zdecydowała się wrócić do starego kraju, aby po raz ostatni odwiedzić krewnych i wzięła mnie ze sobą. To było pamiętne wydarzenie, ale najbardziej wbiła mi się w pamięć ta noc, gdy wróciliśmy do Ameryki. Wylądowaliśmy w Porcie Lotniczym Kennediego w Nowym Yorku, lecz z powodu spóźnienia, nie zdążyliśmy na połączenie do Waszyngtonu i spaliśmy na drugim pietrze terminalu. W pewnej chwili babcia udała się do damskiej toalety, a kiedy wróciła, opisała mi – łamiącym się ze wzruszenia głosem – jak czyściutko wszystko błyszczało, było nowoczesne, że była ciepła i zimna woda, wszystko doskonale funkcjonowało – coś zupełnie innego niż tam, gdzie dopiero byliśmy i mówiła mi, że tak bardzo była wdzięczna, że mogła wrócić do USA, że była gotowa uklęknąć i pocałować Amerykę – właśnie tutaj na lotnisku JFK. Nie miałem absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, że uczucia mojej babci, jej miłość dla tego kraju, były typowe dla milionów imigrantów. Ameryka byłą po prostu największym, najwspanialszym najbardziej hojnym krajem na ziemi – ja o tym wiedziałem, ona wiedziała, wszyscy wiedzieli.

Kiedyś było tak było.

Dziś, niezliczona ilość z pośród nas została nauczano tego, aby nienawidzić Ameryki. W naszych absurdalnie drogich szkołach, uczenie niezadowolenia z Ameryki jest absurdalnie normalne. Nie macie pojęcia jak wielu Churchill’ów Ward’ów i jest tutaj wokół, zatruwając umysły waszych dzieciaków.

Następnie, jest teraz ruch antywojenny, w którym oczywiście jest paru szczerych ludzi, którzy myślą, że wojna jest pomyłką, lecz najbardziej widoczni są ci, których widzieliśmy tutaj w D.C.zeszłym tygodniu. Ci ludzie otwarcie wyrażają swoją głęboką nienawiść –nie tylko dla prezydenta i jego administracji – lecz dla samej Ameryki. Cindy Sheehan, tak ceniona przez wiadomości powiedziała, cytuję: „Ten kraj nie jest wart tego, aby za niego umierać”.

Liderzy i organizatorzy demonstracji takich, jak w ostatnią sobotę, to grupy otwarcie sprzyjające komunistycznymi i terrorystycznym reżimom. Grupa taka jak ANSWER, którą Washington Post opisał jest „po prostu z czołową grupą antywojenną ultralewicowej Światowej Partii Pracy, która entuzjastycznie popiera Płn. Koreę i inne niebezpieczne, zwariowane reżimy, a nawet gorzej – popiera „iracki ruch oporu”, który zabija naszych żołnierzy w Iraku.

Lecz anty-amerykanizm nie jest jedynym kłopotliwym zachowaniem. Dziś, miliony Amerykanów przyjęło wszelkiego rodzajuwierzeń i zachowań, które przeraziłyby pokolenie ich rodziców – a w rzeczywistości zszokowały by każdego warchoła z każdego pokolenia Amerykanów od czasu, gdy Deklaracja niepodległości została podpisana.

  • Jakiego rodzaju wierzenia i zachowania?
  • Nieograniczona aborcja, legalna w całej Ameryce i to niemal do samej chwili narodzin.
  • Dziwaczna dążąca do samozniszczenia kultura młodzieżowa.
  • Szalejące rozwody,które są dostępne praktycznie z każdej przyczyny – a na dowód 50% stosunek rozbitych małżeństw.
  • Zakaz umieszczania 10 przykazań i prowadzenie modlitwy w publicznych miejscach. Nauczanie o homoseksualizmie pięciolatków w szkołach publicznych.Najbardziej całkowite zniszczenie tradycyjnych zasad moralnych co do seksu, dzięki czemu mamy epidemię seksu wśród 11, 12, 13 i 14 latków w krajowych szkołach średnich. Jak to się stało? Co rzeczywiście spowodowało tak dramatyczną przemianę Ameryki w ciągu naszego życia?

W książce „Marketing Zła” pokazuję w jak Amerykanie zostali wmanipulowani, okłamani i zwiedzeni do odrzucenia narodowego kręgosłupa, judo-chrześcijańskich wartości. Pokazuję również w jaki sposób zostało to wykonane przy wykorzystaniu środków i tych samych taktyk, które Medison Avenue używa do sprzedawania nam samochodów, papierosów i ostatniej mody.

Pięćdziesiąt lat temu ukazał się bestseller Vance Packards „The Hidden Persuaders” (dosł: „Ukryci Przkonywacze”), pokazując Amerykanom w jaki sposób przemysł reklamowy wykorzystuje potężne techniki umysłowej i emocjonalnej manipulacji. Odkładając na bok wątpliwą etykę zwodzenia kogoś do tego, aby kupił coś, czego faktycznie nie potrzebuje – czy w niektórych przypadkach w ogóle nie jest dla niego dobre – specjaliści odkryli cały nowy świat narzędzi i technik skutecznych do nakłanianiu ludzi do zakupów.

Dziś, bez względu na to czy sprzedaje się papierosy, czy punkt widzenia, celują w nasze uczucia i emocje, – a faktycznie w nasze słabe strony – a nie do naszego rozsądku.

Na przykład, dobrze znamy Marlboro Man, reklamę Filipa Morrisa, która sprawiła, że Marlboro stało się najlepiej sprzedawanymi papierosami na świecie. A teraz spójrzmy, co ten cowboy na koniu ma wspólnego z papierosami? Nic, lecz ten obraz w jakiś sposób przekazał milionom mężczyzn pozytywne wrażenie wolności, niezależności, męskości, a te uczucia zostały w zamian połączone z tą szczególną marką papierosów.

Powiedzmy, że ktoś ogląda reklamę Marlboro wiele razy – reklama robi swoją pracę w nim – po czym idzie do marketu kupić papierosy i mówi: „Daj mi paczkę Marlboro”. A dlaczego nie inną markę? Nieświadomie chce ponownie rozpalić to wrażenie wolności i męskiej twardości z obrazu Marlboro Man. Jak? Zapalając papierosa. Jeśli brzmi to jak podwórkowa psychologia: przepraszam, ale jest to w skrócie ostatnie 50 lat marketingu. Pobudza szczególne uczucia, które potem łączysz z produktem.

W jaki sposób można wziąć wierzenia i zachowania, które są złe i niszczące, ubrać je i opakować tak, aby wyglądały na dobre? Jak molestowanie dzieci staje się „miłością mężczyzny i chłopca”? Jak rozgniatanie czaszki dziecka i wysysanie jego umysłu staje się „konstytucyjnym prawem”. Jak cytowanie Biblii staje się „mową nienawiści”?

Spójrzmy, w ciągu następnych kilku minut, na specyficzne przykłady marketingowego szaleństwa.

Zacząłem książkę od „prawy gejów”, ponieważ marketingowcy tego programu bardziej niż ktokolwiek inny tak niewiarygodnie jasno, szczegółowo i bezwstydnie wyjaśniają w jaki sposób manipulować postawami Amerykanów.

Marketingowa biblia praw gejów, zatytułowana „After the Ball” (Po kłębku) została napisana przez dwóch błyskotliwych, wykształconych na Harvardzie specjalistów od marketingu: Marshall Kirk oraz Hunter Madsen. Wyłożyli wiele wszechstronnych technik przekonywania, z których wszystkie polegają w ogromnej mierze na manipulacji i zastraszeniu.

Skupmy się tylko na dwóch z nich: „desensitization” oraz „jamming”

(sprawianie, że jakieś sensacyjne zdarzenie przestaje być sensacyjne – czyli znieczulanie – oraz zagłuszanie – przyp.tłum.)

Zasadniczo „desnsalitization” oznacza, że jeśli powtarzasz coś oburzającego – a nawet coś oburzająco fałszywego – stale i wciąż, i bez przerwy, to ludzie stopniowo stają się coraz mniej oburzeni, i ostatecznie zaakceptują to. Oto, na przykład, co nasi guru od marketingu gejów piszą na temat przyzwyczajania Amerykanów do homoseksualizmu:

„Główną rzeczą jest to, aby mówić o gejach tak długo, aż sprawa stanie się męcząca. Staraj się zmęczyć ludzi i nic więcej… Jeśli możesz wyjaśnić, że homoseksualizm jest po prostu jeszcze jednym zachowaniem – uzyskując choćby wzruszenie ramion – to twoja walka o prawne i społeczne przepisy jest rzeczywiście wygrana”.

A co ze spamowaniem? Zostało ono nazwane „psychologicznym terroryzmem”. Pamiętasz jak Sowieci używali zagłuszania, gdy wolna Radio Europa nadawało swoje audycje poza żelazną kurtynę? Dziś „zagłuszanie” literalnie oznacza uciszanie twoich krytyków czy oponentów przez atakowanie i zastraszanie ich. Słuszne czy niesłuszne to nie ma znaczenia – ty atakujesz drugą stronę w każdy możliwy sposób tak, aby się zamknął. Amerykańskie debaty polityczne są pełna zagłuszania.

Jeśli krytykujesz któregokolwiek z amerykańskich samozwańczych przywódców takich jak Jesse Jackson to ryzykujesz, że zostaniesz nazwany rasistą, no i oczywiście większość polityków boi się tego bardziej niż swojej własnej śmierci. Powiedz cokolwiek o radykalnych aktywistach homoseksualizmu, bez względu na to z jak dobrymi intencjami to powiesz, zostaniesz zaatakowany jako bigot, homofob i człowiek pełen nienawiści. Żadna rzeczywista dyskusja nie jest tolerowana; skrytykuj rząd za astronomiczne wydatki na socjalne programy a senator Kennedy ekskomunikuje cię jako człowieka pozbawionego troski, nienawidzącego starych ludzi – całkiem podobnie, jak z rasistami. To jest zagłuszanie.

Te techniki dominują w naszej narodowej debacie…

Język jest potężnym narzędziem.
Nie myśl, że bawimy się słowami na pograniczu, to jest istota. Cała Konstytucja to są wszystko „słowa”. Deklaracja Niepodległości i Biblia to też po prostu „słowa”. Zmień znaczenie słów, a zmienisz rzeczywistość. Aborcja jest legalna w Ameryce z powodu jednego słowa: „wybór”. Pierwsi marketingowcy aborcji wykombinowali, że będzie znacznie łatwiej bronić abstraktu, pozytywnie brzmiącą zasadą taką jak „wybór”, niż nieograniczonego mordowania nienarodzonych dzieci. Media kupiły to i wojna o „wybór” została wygrana, zanim się jeszcze zaczęła. Jak możesz być przeciwny „wyborowi”?

Inny przykład: Jaka jest marketingowa fraza numer jeden dzisiaj? „Bush skłamał”.
Jest już niemal jak znak firmowy.
„Bush lied us into war” (Dosł.: „Bush wkłamał do wojny”, czyli „Bush przekonał nas kłamstwem do wojny” – przyp.tłum.) Jest kilka odmian tego. „Bush lied about Saddam’s WMD.” „Bush lied, thousands died.” (Bush kłamał o broni chemiczne Saddama.” „Bush skłamał, tysiące zginęły”.

Czy pamiętasz szok jaki przeżyłeś, gdy usłyszałeś to za pierwszym razem, „Bush skłamał”? Oskarżenia stały na skraju cywilizowanej dyskusji, a wyglądało to jak Howard Dean na prochach (czy Howard Dean nie na prochach). Teraz mamy „Mamuśkę Pokoju” Cindy Sheehan, wielbioną przez prasę, a oto kilka epitetów, którymi nazwała ona prezydenta Stanów Zjednoczonych. Cytuję: „palant”, „zły maniak”, „kłamiący gnój”, „terrorysta”, „wojenny kryminalista”, „gangster” i „morderczy zbir”.

„Desensitization” – znieczulanie. Gdy słyszysz tego rodzaju retorykę dzień po dniu to szybko przejdzie ci uczucie oburzenia, po prostu zmęczysz się tym. Gorzej, zaczniesz wierzyć w to. Zastraszenie jest potężną siłą, większość z nas nie wie, jak sobie z tym radzić bez poddania się rezygnacji w taki czy inny sposób. Jeśli dostateczna ilość ludzi mówi, że Bush jest kłamcą to musi to być prawda? Pamiętasz, gdy psycholog William James powiedział: „Nie nic tak absurdalnego, w co ludzie nie uwierzyliby, jeśli będziesz to powtarzał wystarczająco często”.

Kłamstwo

Jeśli jesteś zaangażowany w reklamowanie zła to jest jeszcze jedna technika gotowa do wykorzystania – faktycznie jest bardzo ważna. Nazywa się to: kłamstwo. Aby sprawić, że coś złego będzie dobrze wyglądać, musisz kłamać na ten temat.

Weźmy pod uwagę aborcję. W książce „Marketing zła” zamieściłem wywiad z współzałożycielem amerykańskiego ruchu aborcyjnego, Bernardem Nathansonem. Założył największą klinikę aborcyjną na Zachodzie oraz był współzałożycielem NARAL, awangardowej grupy, która doprowadziła do legalizacji aborcji w Nowym Yorku w latach sześćdziesiątych. Usiadł z grupą innych ludzi i dosłownie wymyślili oryginalne slogany marketingowe: „wolność wyboru” i „kobiety muszą mieć kontrolę nad swymi ciałami’. Oto co powiedział mi Nathansoon, cytuję: „Pamiętam śmiech, gdy wymyśliliśmy te slogany… Wtedy były to bardzo cyniczne slogany, podobnie jak i dziś te wszystkie slogany są bardzo, bardzo cyniczne”.

Innymi słowy: wiedzieli o tym, że tworzą zwodnicze marketingowe przesłanie.

Dziś Nathanson przyznaje, że on sam i jego koledzy kłamali na prawo i lewo. Fabrykowali statystyki i wyniki ankiet i karmili nimi chętne media. Jaki jest najbardziej skuteczny slogan marketingowy? „Kobiety umierają”. Wydaje się, że zdeptał on wszystkie inne punkty. W latach poprzedzających Roe v.Wade, stale słyszeliśmy o tym, że w Stanach Zjednoczonych rocznie umiera 5.000-10.000 kobiet wskutek wykonywania nielegalnej aborcji. To właśnie Nathan i jego kohorty głosili, choć była to nieprawda, a nawet w pobliżu prawdy i oni o tym wiedzieli. Niektórzy ludzie mówią: „Hej, Nathason staje w obronie życia, jak więc możesz wierzyć jego krytyce przemysłu aborcyjnego? (Nathanson w latach 90’tych zobaczył, że aborcja jest zła i stanął przeciw niej). Jeśli nie wierzysz Nathansonowi, to może uwierzysz Centers for Disease Control (Centrum Kontroli Chorób)? Czy wiesz ile kobiet faktycznie umarło z powodu nielegalnej aborcji w 1972 roku, ostatnim pełnym roku przed Roe v.Wade? Zgodnie z danym CDC to nie było 5.000 czy 10.000, to nie było nawet 1.000 – lecz 39.

Przypuśćmy, że powiedziano by nam, że 10.000 amerykańskich żołnierzy zginęło w wojnie w Iraku, że wpłynęło to na nas tak, że odeszliśmy, po czym sprawy niepomiernie pogorszyły się po naszym wyjściu. Przypuśćmy teraz, że odkryliśmy, że to nie 10.000 Amerykanów zginęło w Iraku, lecz tylko 39. Czy nie czulibyśmy się zdradzeni?

Amerykanie zostali zdradzeni przez marketingowców aborcji, a w szczególności przez media, które były przekonane, że legalizacja aborcji jest oświeconą i postępową szansą, której Ameryka potrzebowała i wzięły udział w propagandowej kampanii, które doprowadziła do Roe v.Wade.

Przyjrzyjmy się innemu przypadkowi – „konstytucyjnemu oddzieleniu kościoła od państwa”. Jest to znakomity slogan marketingowy dla ciebie – dowód na to, że jeśli coś powtórzysz wystarczająco dużo razy to ludzie w to uwierzą. Posłuchaj, mam nagrodę w wysokości 10.000$ dla każdego, kto znajdzie słowo „rozdział” czy „kościół”, czy „państwo” w pierwszej Poprawce a jednak, niewiele jest bardziej znanych Amerykanom zwrotów. Moi prasowi koledzy szczególnie często powtarzają ten zwrot jak hipnotyczną mantrę. Czy nie słyszysz tego? „Sędziowie ACLU (American Civil Liberties Union – amerykańska unia na rzecz swobód obywatelskich) cytujący konstytucyjne rozdzielenie kościoła od państwa, ogłosili dziś, że podawano do sądu Boga” – czy cokolwiek takiego. Marketingowcy płacą miliony dolarów, aby okleić ich produkt czy politycznego kandydata takim zwrotem.

Jest to kolejna jadowita manipulacja słowami. Przez 150 lat od ustanowienia Karty Praw, słownictwo Pierwszej Poprawki dotyczące „ustanowienia religii” znaczyło, że federalny rząd nie będzie wymuszał istnienia państwowego kościoła, jakiejś szczególnej denominacji, na pozostałych stanach. Dziś, wydaje się, że już wyszeptanie czegokolwiek o Bogu, Biblii, Dziesięciu Przykazaniach czy, Boże uchowaj, modlitwie w miejscu publicznym, stanowi nielegalne „ustanowienie religii”.

Czy pamiętacie jak wkrótce po 11.września 2001 szkoła publiczna w Kalifornii wzniosła transparent,mówiący po prostu „Boże Błogosław Ameryką” aby uczcić zabitych w terrorystycznych atakach. Transparent został natychmiast zaatakowany przez UCLA jako niekonstytucyjne ustanowienie religii. Czy ktokolwiek z fundatorów tego transparentu – i w ogóle ktokolwiek – rzeczywiści miał taki zamiar?

Porozmawiajmy o być możne najważniejszej części naszego życia – o naszych dzieciach.

Nie sądzę, aby istniało gdzieś takie miejsce, gdzie marketingowcy zła byliby bardziej bezduszni niż w przypadku sprzedawania seksu i buntu naszym dzieciom. Jeśli chodzi o dolary to rynek nastolatków wart jest dosłownie miliardy dolarów i to przez duże M. Czy wiesz, co robią te potężne rozrywkowe korporacje po to, aby wyciągnąć od naszych dzieciaków tyle pieniędzy ile tylko się da? Mają takie grupy zainteresowania, do których wysyłają „kulturowych szpiegów” (których nazywają „korespondentami”), którzy udają przyjaciół troszczących się ę o nastolatków, aby wybadali w jaki najlepszy sposób można ich oddzielić od pieniędzy ich rodziców. Angażują się w „brzęczący marketing” (tam właśnie ukrywają swoich agentów w przebraniu, jako „jednego z tłumu”, aby w rozmowach z klientami podnieść wartość nowego produktu). Wynajmują takich ludzi, którzy kontaktują się z dziećmi przez Internet na czatach. Innymi słowy, wprowadzają całą maszynerię współczesnego marketingowego badania rynku i psychologii konsumenta, aby rozeznać tą kopalnię złota rynku – twoje dzieci. Czy masz pojęcie jak wiele młodych pięknych dzieci ma liszaje i syfilis oraz inne przenoszone drogą płciową choroby, których nigdy by się nie nabawili, a wszystko tylko dlatego, że słuchali jakiś złych handlowców, którzy sprzedali im łatwy seks? W mojej książce ujawniam rzeczywiste techniki, których używa się, aby zwieść młodych ludzi do buntu przeciwko swoim rodzicom i wciągnięcia ich w seksualną rewolucję.

Pozwólcie, że zadam wam zagadkę.
Przypuścimy, że w następnym tygodniu ukaże się książka o seksie, która stanie się międzynarodowym bestsellerem a z autora zostanie zrobiony przez media narodowy bohater? Kiedy jednak przeczytasz ją, odkryjesz, że tutaj czarno na białym i w szczegółach, jawnie, i z aprobatą znajdują się setki rzeczywistych przypadków aktów seksualnych między dorosłymi i dziećmi, włączając w to małe dzieci i szkraby, zaczynając od kilkumiesięcznych. Pamiętaj, że nie jest to fikcja. Czy nie powiedziałbyś: „Ooo, gdzie autor zdobył te materiały? To jest ciężkie przestępstwo, w każdych okolicznościach uprawianie seksu z małymi dziećmi. Coś strasznie złego jest tutaj”? Wiesz co? To, co opisałem nie jest hipotetyczne. Opisałem międzynarodowy bestseller „Sexual Behavior in the Human Male” („Seksualne zachowania mężczyzn” napisaną przez Dr. Alfred C. Kinsey’a i opublikowaną w 1948.) Kinsey był uwielbiany przez prasę jak wielki naukowiec, człowiek rodziny i odważny badacz, rozwijający naszą naukową wiedzę o ludzkiej erotyce. W rzeczywistości Alfred C. Kinsey prawdziwym seksualnym psychopatą, co każde z jego współczesnych biografów może udowodnić.

Szczegółowe tabele, o których wspomniałem – niemowląt i dzieci molestowanych przez „badaczy” z wykorzystaniem stoperów, aby zmierzyć i opisać ich przypuszczalne reakcje seksualne – są straszliwie realne. Znajduje się to w Tabelach 30-34. Nie wierz mi na słowo, idź do biblioteki i sam sprawdź. Nie mogę powtarzać w takich rodzinnych okolicznościach jak teraz, co robiono tym biednym dzieciom lecz gdy poczytasz własne słowa Kinsey’a zobaczysz, że nie promował on niczego innego jak tylko seksualne torturowanie setek małych dzieci, przypominając niesławnego nazistowskiego doktora Józefa Mengele. Dwóch „badaczy”, na których w największym stopniu polegał, byli to seryjni pedofile: Rex King i zatwardziały kryminalista nazistowski Fritz von Balluseck.

A oto zagadka. Jesteś gotowy? Jak to możliwe, że nikt nie powiedział słowa na rzeczy tych dzieci, które były seksualnie wykorzystywane, co zostało opisane w najlepiej sprzedawanej książce Kinsey’a? Te przestępstwa były zapisane wyraźnie, czarno na białym. Jak to możliwe, że nikt nie powiedział: „Chwila! Czy tu ktoś jest? Jak mógł ten zwariowany naukowiec otrzymać takie dane, bez popełnienia straszliwych przestępstw? Dlaczego jest sławny, a nie w więzieniu?”

Dlaczego trzeba było 33 lat od tej publikacji, aby w 1981 roku jedna samotna badaczka, Judith Reisman, doktor nauk, uczona – dmuchnęła w gwizdek?

Co się z nami stało? Czy wzięliśmy jakieś ogłupiające tabletki?

Czy stajemy się bezmyślnymi zombi, gdy ktoś wkłada biały fartuch i nazywa siebie samego naukowcem?

Tak, tak się stało.

Makabryczne „badania” Kinsey’a nad seksualizmem dzieci w oczywisty sposób nikogo wtedy nie trapiły i, prawdę mówiąc, niewiele nas niepokoją i dziś. Większość ludzi słysząc te informacje będzie zszokowanych przez jakieś pięć minut, a potem pod naciskiem swoich problemów i zadań, po prostu przejdzie do czegoś innego – i zapomni.

Lecz nie jest to zapominane tutaj, w kulturze. Cały gmach seksualnej rewolucji we wszystkich swych przejawach – galopująca rozwiązłość, prawa gejów, aborcja, pornografia i tak dalej – włączając w to ostatni ruch na rzecz liberalizacji aborcji, zbliżający się wkrótce, dominujący dorosłych – seks dziecięcy – tutaj usłyszałeś o tym po raz pierwszy, uwierz mi – wszystko to wyrasta z Kinsey’a i jego badań, w których ten ruch ciągle opiera szuka naukowego usprawiedliwienia. A jednak było to prawdopodobnie najgorszy przypadek zaniedbania w nauce XX wieku. Zostaliśmy nabici w butelkę na długi czas, ale dlaczego tak się stało?

William Penn daje nam pewną wskazówkę: „Człowiek musi być rządzony przez Boga, bo inaczej poddaje się tyranom”.

Widzicie, po II Wojnie Światowej, Amerykanie rozwinęli w sobie niemal cześć dla nauki. W początkowych latach mężowie Boży byli mędrcami w społeczeństwie, dziś naukowcy, bez względu na swoje tajemnice, prywatne sprawy, bez względu rodzaj ukrytego, szalonego, wewnętrznego buntu przeciwko Bogu, który może panować nad nimi, są naszymi kapłanami. Dyskutowanie nad Kinsey’em było by jak dyskutowanie nad Pismem, byłoby niemal świętokradztwem. Czy to w komercji, gdy oglądamy aktora ubranego w biały fartuch i noszącego stetoskop, czy w życiu, uznajemy naukowców i profesorów, „badaczy” i innych „ekspertów” za nasze autorytety i dajemy ich słowom więcej zaufania niż naszemu własnemu Bogu – a przy zdrowym rozsądku – nawet wtedy, gdy to co mówią, jest bez sensu.

Istota jest taka: Im bardziej odchodzimy od naszych judeo-chrześcijańskich korzeni, jako jednostki i jako naród, tym bardziej jesteśmy wciągani do tych społecznych rewolucji i innych śmieci, do wszelkiego zniszczenia i nieszczęścia, które oszukańczo opakowane są jako wolność i postęp.

Zbliżamy się do końca, wiec czas na to, aby zadać pytanie: „Czy jest nadzieja?”

Oczywiście jest nadzieja. Jest nadzieja dla każdego z nas, dla naszych rodzin zarówno na poziomie indywidualny, jak i dla tego największego z krajów.
Indywidualnie, ten bezmyślny bunt, w który tak wielu z nas wpadło, przeciwko naszym narodowym judeo-chrześcijańskim wartościom – w pogoni za fałszywymi ruchami wolnościowymi i szalonymi filozofiami – musi się skończyć. To nas zabija, musimy ponownie szczerze czcić Boga i 10 przykazań, oraz Kazanie Jezusa na Górze

Jest jednak znacznie więcej do zrobienia. Aby poradzić sobie z obrzydliwymi wpływami z zewnętrznej kultury, Amerykanie muszą uczyć swoje dzieci zasad stania w łasce wobec zła.

Ci „marketingowcy zła”, jak ich lubię nazywać, dominują, bardziej niż cokolwiek innego, dzięki sianiu zamieszania i zastraszaniu nas, abyśmy porzucali nasze postawy, abyśmy wątpili w to, co do czego kiedyś byliśmy przekonani i szli za nimi. Aby wyjść na przeciw temu, musimy po prostu rozwijać łaskę pod naciskiem – Ronald Regan miał ją – tą wspaniałą, oświecającą zdolność do patrzenia prosto w oczy , nawet jeśli nas okłamują, abyśmy nie dali się przez nich zastraszyć, zmieszać, czy zdenerwować. W ten sposób, ich plany zostaną z nimi, i nie wpłyną na nas i na nasze dzieci.

Patrząc szerzej, jedną wielką nadzieją zmiany, jaką widzę w Ameryce jest powstanie czegoś, co nazywamy Nowymi Mediami.

W książce „Marketing zła” stwierdziłem, że nie ma w Ameryce instytucji, która byłaby bardziej odpowiedzialna, bardziej brała udział w doprowadzeniu do tego, aby zło wyglądało na dobro, niż media parające się wiadomościami, ponieważ jest to filtr, przez który wszyscy uzyskujemy informacji. Prasa ma moc do tego, aby ujawniać i obalać marketingowców zła w każdym ruchu, lecz ma również moc do tego, aby przekazywać ich przesłanie dalej i dawać im nieuzasadnioną wiarygodność. Niestety, to przez ostatnich kilka dekad było ich głównym zajęciem.

Lecz co by było, gdyby cierpliwie, odważnie i zawzięcie zorientowane na prawdę media informacyjne byłby tutaj, aby ujawniać kłamstwa i zwiedzenie i pokazywać, czym one są w rzeczywistości? Nie liczyłoby się wtedy tak bardzo to, co marketingowcy zła robili czy mówili, czyż nie?

Nowe Media – jak internet, radio, kablówka, blogi, to wszystko równoważy zakorzenione, świeckie, lewicowe media jak New York Times i wielkie sieci telewizyjne i radiowe – wzrastają swoim wielkim wpływem na Amerykę.

Jeden drobny, osobisty przykład:
organizacja, której służę jako dyrektor WorldNetDaily.com, doniosła ostatnio o wydaniu naukowej książki, która ma się wkrótce ukazać, w której wyraźnie popiera się uprawianie seksu dorosłych z dziećmi. Pokazaliśmy to na pierwszej stronie poniedziałek i wtorek, a ja skontaktowałem się z wydawnictwem, Howorth Press, skąd otrzymałem informację, że zdecydowali się w końcu nie wydawać tej książki. Po wysłuchaniu wielu rozgniewanych czytelników, chcieli, aby wszyscy wiedzieli o tym, że nie są zainteresowani wykorzystywaniem dzieci w jakiejkolwiek formie i zrezygnowali z wydania tej książki.

Jeden mały kroczek dla ludzkości, prawda? Po prostu jedna z wielu codziennych bitw, które Nowe Media prowadzą. Lecz pomyśl o tym tak: Przypuśćmy, że media zrobiły by podobnie, gdy Kinsley publikował swój bestseller promujący pedofilię, książkę, od której zaczęła się rewolucja seksualna. Być może Ameryka mogłaby uniknąć trochę tych cierpień i nieszczęść, które tak rozbiły i zrujnowały wiele milionów ludzi przez minione od tamtej pory dziesięciolecia.

Dlatego właśnie napisałem „Marketing zła”. Moim zamiarem było pokazanie tych ludzi i ukrytych technik, których używają od dziesięcioleci, aby nas złapać w pułapkę, wprowadzić w zamieszanie i zasiać zwątpienie w prawdy, które kiedyś znaliśmy. Jest to wstrętna gra i stawka jest bardzo wysoka – lecz, dzięki Bogu, gdy raz zrozumiemy, jak to działa, gra jest skończona.

Oryginał: TUTAJ

i/ Ward Churchill (Keetoowah Band of Cherokee – znana w Stanach grupa Indian Cherokee z kwaterą główną w Tahlequah, Oklahoma) jest jednym z najbardziej otwartych mówców z pośród aktywistów rodowitych Amerykanów i naukowcem w Północnej Ameryce, oraz wiodącym analitykiem spraw dotyczących rdzennych mieszkańców kontynentu. W swych licznych opublikowanych pracach Churchill rozwija tematy ludobójstwa w obu Amerykach, rasizmu, historycznej i prawnej (re)interpretacji podboju i kolonizacji, środowiskowego wyniszczenia ziemi Indian, rządkowych represji ruchów politycznych, krytyki literatury i kina i wszelkich rodzimy alternatów dla status quo.

ii/ Roe v. Wade, 410 U.S. 113 (1973) [1], był przypadkiem ustanowienia przez Naczelny Sąd Stanów Zjednoczonych zapisu stwierdzającego, że większość praw przeciwko aborcji pogwałca konstytucyjne prawo do prywatności, unieważniającym wszelkie stanowe przepisy wyjmujących z pod prawa i ograniczających aborcję. Jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w historii Naczelnego Sądu Stanów Zjednoczonych.

Co się narodziło z Ducha,…

Logo_Frangipane

Budzimy się, zwlekamy z łóżka i kuśtykamy do łazienki; mętnym wzrokiem zerkamy na swoje odbicie w lustrze. To pewne, że spoglądamy na obraz całkowicie związanego z ziemią stworzenia. No, przynajmniej tak to wygląda. Prawda jest taka, że bez względu na nasz cielesny wygląd, chwila, w której otrzymaliśmy Ducha Świętego rozpoczęła proces przemian w nas. Nie jesteśmy już „zwykłym człowiekiem” (1 Kor. 3:4), lecz zostaliśmy uwolnieni od ciała, aby stać się istotami duchowymi.

Wśród wszelkich stworzeń, chrześcijanie są swego rodzaju hybrydą złożoną zarówno z cielesnego jak i duchowego wymiaru. Mamy zdolności do zmagania się z dynamiką życia na ziemi dzięki fizycznym, emocjonalnym i intelektualnym zdolnościom, jak też wznosimy się ponad nasze naturalne ograniczenia poprzez duchowe protokoły jak uwielbienie czy modlitwa, którą łączą nas z Bogiem w niebie.

Widzisz, jesteś czymś więcej niż osobą z ciała i krwi, którą zobaczyłeś dziś rano w lustrze. Niesamowitą rzeczywistością jest to, że jeśli trwamy mocno w wierze, nasze duchowe przeznaczenie to wieczne obleczenie w rzeczywistą chwałę Bożą! (2 Thes. 2:14; 2 Kor. 3:18). Prawda, że ciągle mamy cielesną naturę i oczywiście ważne jest, abyśmy chodzili w pokornej pokucie z naszych grzechów. Niemniej jednak, nasza cielesna natura nie unicestwia naszej duchowej natury. Podczas gdy chodzimy w pokorze, stale musimy przenosić naszą tożsamość z ciała na ducha.

Może ktoś powiedzieć: „Tak, lecz moje ciało jest bardziej do mnie podobne”. Tak, zgadza się, ale jest to istota walki, na którą każdy z nas napotyka i którą musi zwyciężyć: wiemy kim jesteśmy w ciele, lecz czym uczynił nas Bóg duchowo? Im bardziej identyfikujemy się z duchem, tym bardziej skuteczni jesteśmy w uśmiercaniu naszych cielesnych pożądliwości.

Ponieważ nasze przeznaczenie jest duchowe, ważne jest, abyśmy poważnie traktowali prawa i zasady, które funkcjonują w duchowej rzeczywistości. Musimy uczyć się jak żyć z sercami otwartymi na duchową rzeczywistość, ponieważ, zwyczajnie, nie ma innego sposobu, aby przeżyć prawdziwe wewnętrzne przemiany (a nie religijne „obowiązki”), jak tylko przez poznanie i uchwycenie protokołów Ducha Bożego.

Duch czyni nas podobnymi do
Chrystusa, a nie dziwakami

Gdy dyskutujemy o duchowej rzeczywistości, typową reakcją ewangelicznych chrześcijan jest uśmiech, odmowa i wewnętrzne zamknięcie, jakby zostali zaproszeni do zakupienia domu w „dziwacznej ziemi”. Gdy Pismo mówi o duchu czy to, gdy odnosi się do naszego ducha, czy do Ducha Świętego, czy złych duchów to taka wiedzą jest zawsze praktyczna, daje poważny wgląd i uwolnienie. I rzeczywiście, nigdy nie staniemy się podobni do Chrystusa trzymając się z dala od zamieszkującego w nas Ducha Świętego.

Umiłowani, poznanie duchowej rzeczywistości nie jest drugorzędną doktryną. Rola Ducha Świętego w naszym życiu, jak też objawienie dotyczące naszej duchowej natury są głównymi tematami Biblii. Zastanów się nad tym, od pierwszej do ostatniej strony Słowo Boże odnosi się do duchowego świata (i ich różnorodnych form) niemal 600 razy. Około 200 razy Duch jest używany w sposób unikalny przez Boga. W ponad 350 wersach termin „duch” odnosi się do pewnego rodzaju cechy czy aktywności ducha ludzkiego.

W przeciwieństwie do tego mamy wymienionych: 232 raz wiarę, 310 – miłość, 132 – nadzieję. Te duże liczby odniesień ukazują nam ważną prawdę: Bożym zamiarem wobec nas jest to, abyśmy poznali duchową rzeczywistość.

Mamy postępować ostrożnie, ponieważ nie chcemy zostać zwiedzeni. Ignorancja duchowej rzeczywistości już jest formą głębokiego duchowego zwiedzenia. Prawdą jest, że są manifestacje, które w fałszywy sposób prezentują duchowe funkcjonowanie, jednak jeśli naszym prawdziwym zadaniem jest upodobnienie do Chrystusa to będziemy osiągali to podobieństw wyłącznie poprzez naszą relację z Duchem Świętym. Jeśli ciągle obawiasz się zwiedzenia, pamiętaj: Duch Święty jest Duchem Prawdy.

Zrozumienie ludzkiego ducha
Przejrzyjmy więc szybko podstawy dotyczące ducha ludzkiego. Faktem jest, że wiele życiowego zła miało dostęp do naszego wewnętrznego człowieka tylko dlatego, że byliśmy pozbawieni duchowej ochrony. Przypowieści mówią nam, że „Jak miasto odkryte, bez murów, jest człowiek, który nie ma kontroli nad swym duchem” (tłum. z j.ang. – przyp. Tłum.). To pewna porowata cecha naszego ducha sprawia, że przyjmujemy życiowe okoliczności z ich różnorodnymi wpływami. Jeśli nie mamy kontroli nas swoim duchem, jesteśmy „bez murów” i podatni duchowe przeciwieństwa i pokusy. Jeśli zaś nasz duch poddany jest Bogu, mamy ochronę przed atakiem. Nasze serca są chronione przed wejściem duchowego przeciwnika i złych wpływów.

Pójdźmy nieco dalej. Mówimy, że jesteśmy „narodzeni na nowo”, lecz co to rzeczywiście znaczy? W prostych słowach znaczy to, że Duch Święty obudził nas do rzeczywistości Bożej, lecz jest to zaledwie początek. Znaczy to również, że jesteśmy poddani Panu, Duch Święty w coraz większym stopniu napełnia i zamieszkuje nas. Jak mówi Pismo: „Kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem” (1 Kor. 6:17).

Przenikanie ducha między Bogiem a nami samymi nie jest podobne do niczego na ziemi. Jednoczy nasze ubóstwo z Jego wystarczalnością i nasze słabości z Jego mocą. Sam Pan staje się naszą siłą i źródłem naszych cnot: Jego obecność przepływa przez „rozmiar” naszej otwartości na Ducha Świętego i dlatego tak wiele z procesu nawrócenia zależy od Ducha karmiącego i pielęgnującego naszą duchową wrażliwość.

To poprzez jedność Ducha Świętego z naszym duchem Bóg mówi do nas o tym, że boska moc działa w nas, a cnoty (czy owoce) są przez nas widoczne dla innych (Gal 5:22). Również przez Ducha Świętego Bóg rozpoznaje nasze wewnętrzne potrzeby i przynosi uzdrowienie. Jak napisano: „Lampą Pańską jest duch człowieka: on głębię wnętrza przenika” (Przyp. 20:27).

Ku Chrystusowej pełni
Niech to będzie w nas umocnione: nasza pierwsza natura jest duchowa. Duch Boży wszedł w nasze życie; nasz duch stał się miejscem Jego zamieszkania; On przyszedł, aby nas uczyć wszystkiego, aby oświecić Pisma i prowadzić nas w podejmowaniu decyzji. On również stara się komunikować z nami poprzez sny, wizje i potwierdzone słowo prorocze (Dz. 2:17). On jest naszym pocieszyciele w czasach bolesnych i naszym pomocnikiem w czasach walki. On obiecał napełnić nas boskim przekonaniem i wyposażyć nas wytrwałą modlitwę. Gdy Mu się poddajemy, ON wydaje w nas prawdziwe owoce i wyposaża nas w autentyczne duchowe dary. On uzdalnia nas do tego, abyśmy byli świadkami Pana.

Jeśli prawdziwie szukamy podobieństwa do Chrystusa, to przyjdzie ono dlatego, że nasz duch jest wypełniony Duchem Bożym. Nie jesteśmy tylko ciałem i krwią. Jezus powiedział: „Co się narodziło z Ducha, duchem jest” (Jn 3:6).сайт

Wieże czy nadbrzeże

Logo_Total Change

Myślałem o potężnym spotkaniu jakie przeżyłem z Duchem Świętym w 1988 roku. Pomimo tego, że w tamtym czasie nie rozumiałem proroczej alegorii postanowiłem zrealizować ją i to był WIELKI BŁĄD! Jak to zwykle w tych sprawach bywa, jeśli tego nie rozumiemy, wydaje nam się, że coś dobrego robimy i wtedy niszczymy dzieło, wykonując to, czego nie powinniśmy. Lecz Bóg doprowadza sprawę do końca całkowicie pomimo naszego działania i wiele lat później mówimy: „O, więc to, tu jest” (Czy ty to wszystko dostałeś?) W każdym razie, miałem już w życiu te chwile „O, więc jest tutaj”, już się tym nieco dzieliłem wcześniej, lecz nie wchodząc w szczegóły oto moja historia.

Byłem na spotkaniu pastorów w Niagara Falls. Nasza denominacja zdecydowała ordynować homoseksualistów i wielu napełnionych Duchem pastorów zmagało się teraz z problemem reformowania instytucji lub założenia nowej. Któregoś wieczoru Pan wezwał mnie nad wodospady i wykorzystał je jako proroczą ilustrację Swego przesłania dla mnie. Spacerowałem wzdłuż brzegu rzeki, gdzie chodnik jest tuż przy wodzie. Pan zaczął dawać mi prorocze przesłanie wykorzystując to, co było wokół. Rzeka Niagara, górny bieg i wodospady reprezentowały ludzki pęd do zniszczenia. Mgła – reprezentowała „dym ich ognia wznosił się w dzień i w nocy”. Brzeg – reprezentował kościół wykonujący Wielki Nakaz, Boży lud ratujący ginących z wody, zanim wpadną w zniszczenie.

Dwie wieże na górze ponad wodospadami reprezentowały Boże Słowo i Ducha jak latarnie dla świata.

Wtedy Pan powiedział do mnie o trzech rzeczach:

” Moi ludzie zbierają się wokół Mojego Słowa i Ducha na przedstawienie. (W podstawie każdej wierzy są zdumiewające kompleksy.) Wezwij ich, aby zeszli z tych wież na dół i podjęli swoją pracę na brzegu. Chodź wzdłuż brzegu tam i z powrotem, wzmacniaj ich i zachęcaj”.

Myślałem, że zrozumiałem te słowa w tamtym czasie, skończyłem opuszczając tą liberalną denominację i przyłączając się do charyzmatycznej. Potraktowałem swoje powołanie poważnie i nigdy nie wierzyłem w to, że biorę udział w rozrywkach wieży. Tak, moje kazania zostały zmienione przez pasję spotkania z Bogiem, tak więc teraz nauczałem „teologii rzeki” i „namaszczenie do pracy nad brzegiem”. Mieliśmy nawet konferencje na temat „Mocy wież”. Problem polegał na tym, że rzeczywiście nigdy nie pracowaliśmy nad brzegiem. Czasami ratowaliśmy jakichś ludzi z wody, lecz celem było przyprowadzenie ich do wieży! Nie mogłem dostrzec tego, co widział Bóg. Serce moje ciągle było przylgnięte do wieży, podczas gdy Boże serce było nad brzegiem. W jaki sposób Pan kiedykolwiek mógł wyrwać mnie z wieży i przenieść na dół nad brzeg i ku wielkiemu nakazowi? Przede wszystkim to wieże Słowa i Duch pochodzą od Boga, a ludzie wewnątrz również należą do Boga. To wszystko jest Jego, więc myślałem, że to jest miejsce gdzie powinienem być, lecz pomału, krok za krokiem Pan zmienił moją perspektywę i w miłości swojej poprawił mnie. Oto kilka kroków, których doświadczyliśmy.

1. Bałwochwalstwo ujawnione.

To bardzo dziwna rzecz, lecz wieże Słowa i Duch stanowią warunki sprzyjające dużej ilości bałwochwalczej czci. Tak dzieje się zawsze, gdy jakiś Boży cel zostaje zniekształcony na korzyść ludzkiego. Sam, osobiście, miałem bałwana „służby”. Nie bylem w stanie dostrzec tego, ani zmienić, dopóki Pan nie objawił mi tego. To prawda, że wszedłem do służby, ponieważ miałem prawdziwe powołanie, lecz stopniowo uległem „wielkiej wizji służby wieży”. Podobnie jak wąż na palu z pustyni – to, co zaczęło się jako święte, zostało zniekształcone. Skończyłem na faktycznej konfrontacji z Bogiem. Objawił mi to, że żyłem jak kapłani z księgi Ezechiela i służyłem obrazom na ścianach mojego wewnętrznego pokoju (serca). W moim przypadku, przeszedłem od służenia Jezusowi do służenia martwemu obrazowi, który nazywamy „wizja służby”.

Nie mogłem zrozumieć, w jaki sposób bałwochwalstwo był możliwe, dopóki Pan nie pokazał mi, że była to służba z ciała temu wypaczonemu obrazowi służby – wizji sukcesu, sławy, młodości, pieniędzy, pozycji, budynków, organizacji, to wszystko pochodzące z przebudzenia i chwały Bożej. Motywacje mojego serca zostały przez to pochłonięte, modliłem się do Boga, aby błogosławił to dzieło, wyznawałem i wyglądałem tego. Duchowa walka wokół mnie była mordercza, więc sądziłem, że to musi być właściwe! Lecz nie byłem poddany Bogu, więc diabeł nie mógł odejść! Gdy służba szła zgodnie z tym obrazem, byłem szczęśliwy, gdy szło źle, miałem depresję. To była moja cielesna służba innemu bogu! Jakże odrażające! Jak wstrętne! Jak Jego objawienie złamało mnie. Wyznałem to szybko, lecz minęły całe lata na pokonanie, wyrzucenie swoich „stołów wekslarzy” i wyjście poza ściany wież. Niestety, to również wypchnęło mnie poza krąg akceptacji moich kolegów. Problem z tym bałwochwalstwem jest taki, że będący wewnątrz wieży Słowa i Ducha, zachęcają do tego. Nigdy nie możemy tego sami zobaczyć, dopóki Pan nie objawi.

2. Boskie niezadowolenie

W połowie lat 90tych zacząłem doświadczać Bożego niezadowolenia. Mieliśmy najlepsze spotkania „Ducha i Słowa” z całego okresu mojej służby, lecz wracałem do domu potężnie niezadowolony. Była jakaś tęsknota za czymś, czego nie mogłem wyjaśnić. Pytałem stale: „Boże, nie kapuję, co się dzieje? Jesteś tuta, błogosławisz. Doświadczamy twojej mocy i chwały! Skąd to uczucie rozgoryczenia?” Podobnie jak ptasia mama wynosi swoje pisklęta z gniazda, tak Sam Bóg wywoływał w nas coraz większe niezadowolenie z siedzenia w gnieździe, które do tej pory było takie wygodne.

3. Od moich możliwości ku Jego możliwościom

Następnie, Bóg przeprowadził mnie od polegania od swoich własnych możliwości duchowego działania, do polegania na Jego możliwościach we mnie. Nazywam to „namaszczeniem miłości”. Tam w górze, w wieżach, cała służba polega na naszej zdolności do poznania słowa, uczenia się właściwej metody i posiadania właściwych duchowych doświadczeń. Wszystko kręci się wokół duchowych dokonań. To dlatego płynie nieustanny strumień nauczania i konferencji. Powodzenie zdobywają ci, którzy sięgną szczytu, lub tak to wygląda! Lecz dla mojej służby powodzenie wydawało się ulotne. W szczególności chciałem widzieć cuda, lecz bez względu na to, jak bardzo się starałem, nie mogliśmy przejść do tego. Czasami cuda się zdarzały (ponieważ Bóg kocha ludzi), lecz było to zawsze przypadkowe, a nie strumień służby. Wyglądało to tak, jakby Pan powiedział: ” możesz zajść tylko dotąd i ani kroku dalej. Moja moc nie jest przeznaczona dla wieży”.

Ostatecznie przeżyłem ogromny przełom. Boża miłość dla ludzi i Jego zdolności we mnie (namaszczenie miłości) stały się centrum, a nie ja i moje duchowe zdolności. Nagle cuda otworzyły się przede mną, odkryłem, że Bóg nie był zobligowany do namaszczania mojej misji czy pracy w wieży, lecz On zawsze namaszcza Swój wielki nakaz. Tam, nad wodospadami Niagara stały dwie wieże, z powodu rzeki i wodospadów, a nie na odwrót! I podobnie, gdy ja dotarłem do Jego serca, Jego moc dotarła do mnie.

4. Twarzą w twarz z Wielkim Nakazem

Ostatecznie Pan przyłączył mnie do pełnej mocy pracy „na brzegu ” , gdy pojechałem do Indii. To właśnie tam zobaczyłem, co może się dziać, gdy zespół chrześcijan faktycznie WYKONUJE Wielki Nakaz. Zobaczyłem miłość we współpracy z wierzącymi, prawdziwą apostolską służbę, łaskę i zaopatrzenie dla najmniejszych ludzi, uzdrowienia i zbawienie dla tysięcy i rzeczywistą socjalną zmianę misternie kutą przez Królestwo Boże. Nie mogłem się opierać, ostatecznie musiałem wyłamać się z tego miejsca, w którym byłem. Tak więc teraz skończyłem nad brzegiem, chodząc tam i z powrotem, wzywając świętych z wież na dół i zachęcając ich do ratowania ginących.

Życie nad brzegiem

Jakie jest więc życie pełne pracy nad brzegiem rzeki? Co z życiem nad wodospadami, gdzie ludzie pędzą ku zagładzie i są wyrywani?

1.  Tak, co najmniej z jednego powodu jest ono bardziej realne niż życie w wieżach. Teraz jesteśmy połączeni z Kanadyjczykami, ich radościami i bólem. Nigdy nie wiedziałem tyle o subkulturze jaką tworzy życie w wieży. Ludzie wokół wyglądają stamtąd, z góry, jak mrówki.

2. Inna jest też nad brzegiem definicja Apostoła.

Nigdy nie mogłem wyobrazić sobie tego, w jaki sposób apostołowie pasują do wież. Wydaje się, że w wieżach Słowa i Ducha apostoł jest definiowany przez to „jaki jest wielki”, ale na brzegu jest zupełnie inaczej. Apostoł znany jest na tyle, na ile daleko zapuszcza się w wodę, aby kogoś wyratować. Teraz kwestionuję to, czy apostołowie z wież, są nimi naprawdę.

3. Pieniądze.

Nad brzegiem staje się boleśnie oczywiste, że niemal wszelkie zasoby są przekazywane na budowanie wież. Brzeg ma tylko chodnik. Właściwie to jest zdumiewające jak niewiele kościół w wieży wydaje na wielkie przykazanie.

Osobiście, wypatruję tego dnia, gdy całe wielkie, techniczne wyposażenie zostanie przeniesione na dół na brzeg i zostanie wykorzystane, w tym miejscu do którego należy. Wieże mają być latarniami Słowa prawdy i mocy Ducha, do wykonania zadania, które jest na wyciągnięcie ręki. Miejmy nadzieję, że Pan nie musi zburzyć naszej ulubionej wieży, tylko po to, aby nas sprowadzić tam, gdzie mamy być.

Terry Somerville.

сайта

Utracone składniki cudów we współczesnym kościele.

Logo_Total Change

Terry Somerville

W środę wieczorem przeżyłem błogosławieństwo biorąc udział w innym uzdrowieniu. Pięciu z nas właśnie skończyło spotkanie w lokalnej restauracji i rozmawialiśmy na chodniku na zewnątrz. Jeden z mężczyzn był kaleką o zniekształconych biodrach po licznych operacjach. Zapytaliśmy go, czy moglibyśmy się modlić o niego, a gdy to zrobiliśmy odrzucił swoją kule, wyprostował się i powiedział, że ból przeszedł. Powiedzieliśmy mu, żeby się przeszedł kawałek a on zrobił to bez trudu, potem biegał ze łzami spływającymi po policzkach! Z gorliwością oddał swoje życie Chrystusowi. W ciągu ostatnich kilku lat wiedzieliśmy tak wiele cudów. Lecz jedno pytanie jest zadawane mi zarówno przez pastorów jak i członków zborów: „dlaczego nie dzieje się to w naszych kościołach?” Oto dziesięć „utraconych składników” cudów we współczesnym kościele:

1.
Nakazywanie zamiast modlitwy.

Często uzdrowienia dzieją się, gdy przestajemy prosić Boga, aby to zrobił, a po prostu uzdrawiamy ich tak, jak Pan nakazał to robić. Było to dla mnie poważnym wyzwaniem, gdy któregoś dnia Duch Święty zapytał mnie: „Terry, w jaki sposób wielbisz mnie?” Odpowiedziałem: „Otwieram usta i wypowiadam cudowne rzeczy o tobie”. Wtedy powiedział: „W jaki sposób wypędzasz demony?” Powiedziałem: „Mówię im, żeby odeszły i one muszą to zrobić”. Następnie zapytał: „W więc jaki sposób uzdrawiasz chorych?” Powiedziałem: „Mówię chorobie, żeby odeszła i żeby ciało było zdrowe???” Zacząłem tak robić i wyniki przeszły wszelkie oczekiwania. Tak, jest też czas na modlitwę, lecz musimy zrozumieć to, że autorytet do uzdrawiania jest jak setnik, którego Jezus polecił jako przykład. Mówi on do swego sługi „idź” a ten idzie, tak więc Jezus mówi „bądź uzdrowiony” i sługa jest uzdrowiony. Jesteśmy pod dowództwem Jezusa i grzech, choroba, wszelka słabość są pod naszym autorytetem. Zobacz następny rozdział…

2.
Wiara do używania władzy Królestwa

Służba uzdrawiania wymaga dwóch rzeczy: a) Autorytetu (władzy) – legalnego prawa do uzdrawiania w Imieniu Jezusa. b) Mocy – duchowego dynamitu do niszczenia dzieł diabła.

Jezus powierzył dwunastu, siedemdziesięciu, a następnie każdemu wierzącemu autorytet (legalne prawo) nad wszelkimi demonami i chorobami. Pierwsi chrześcijanie zaczęli używać swego autorytetu do uzdrawiania chorych nawet zanim jeszcze otrzymali moc Ducha Świętego! Zdumiewające. TO NIE NAMASZCZENIE UZDRAWIAŁO, LECZ AUTORYTET! Lecz po zmartwychwstaniu Pan powiedział im, aby również zaczekali na moc Ducha Świętego. Pomyśl o tym, jak o straży granicznej. Mają oni autorytet, ponieważ zostali posłanie do wymuszania przestrzegania praw imigracyjnych danego kraju. Szybko będą mieli wzmocnioną moc broni. To zlecenie się liczy a moc po prostu podpiera je.

Współcześnie chrześcijanie często interpretują brak mocy, jako brak autorytetu. Jeśli nie widzą uzdrowienie, dochodzą do wniosku, że Bóg nie chce uzdrowienia i rezygnują, zamiast zwiększyć moc ( na przykład poprzez post i modlitwę) Prawda jest tak, że my ZAWSZE mamy autorytet (prawo) do uzdrawiania. Chrześcijanom nakazano, aby uzdrawiali. Jest to nasze zadanie, nasz mandat i przywilej, lecz my przebijamy się przez bramy piekieł, a ostatnim wrogiem jest śmierć. Dlatego walcz o uzdrowienie! Dokończ zwycięstwa, które które czeka, aż do Jego powrotu.

3.
Właściwe zrozumienie łaski.

Cuda są uwalniane, gdy bardziej koncentrujemy się na Bożej łasce niż na ludzkich upadkach. Nie potrafię powiedzieć jak często wierzący mówili do mnie: „Bóg nie chce mnie uzdrowić, nie jestem godny”. Ci ludzie myślą, że jest odbywa się jakiegoś rodzaju sąd czy oczyszczanie, lecz Jezus nigdy i nikomu nie odmówił uzdrowienia, bez względu na to, w jak złym stanie byli potrzebujący. Nasza sprawiedliwość nie poruszą Bożej ręki ku uzdrawianiu. Jest do darmowy dar Bożej miłości. Jezusa umarł za grzeszników i On dziś uzdrawia grzeszników. W Indiach widzieliśmy wielu uzdrowionych Hindusów, pomimo tego, że w tym samym dniu oddawali cześć innym bożkom. To dlatego, że Bóg ich kocha, a Królestwo jest u drzwi! Dzień sądu nadejdzie, lecz nie jest jeszcze tutaj! Pan kocha ludzi i nienawidzi ciemności i diabłów, które zniewalają ich.

4.
Motywacja Bożej miłości

Gdyby nasza motywacją było budowanie naszego kościoła czy służby, a nie poruszanie się w Bożej miłości, to prawdopodobnie nigdy nie zobaczylibyśmy wielu cudów. Bóg jest w ludziach, a nie w budynkach, organizacjach czy służbach. Pan nie jest zobowiązany do wypełnienia naszej misji, tylko Swojej. Jeśli naszą motywacją jest współczucie, wielki nakaz, i Królestwo Boże będziemy oglądać wiele cudów. Jezus to obiecał!

5.
Wytrwałość

53 rozdział Księgi Izajasza mówi nam, że Jezus wziął nasze grzechy I nasze choroby, a jednak często rezygnujemy po jednej modlitwie i mówimy: „No, wydaje się, że Bóg nie chce uzdrowić”. Co za nonsens! Uzdrowienie zostało nabyte na tym samym krzyżu co przebaczenie. Gdyby ktoś powiedział, że nie czuje, aby wszystkie jego grzechy zostały przebaczone to naciskalibyśmy na to, że faktycznie wszystko zostało spłacona na Kalwarii. Potrzebujemy tego samego uporu do uzyskania uzdrowienia, co do przebaczenia. Rozumiemy to, że walczymy przeciw grzechowi i podobnie musimy walczyć z chorobami z taką samą łaską. Często widzimy jak ilość uzdrowień wzrasta dzięki wytrwałości. Po usłużeniu komuś ta osoba mówi, że jej stan nieco się poprawił. Często próbujemy ponownie, aby zwiększyć zasięg, a jeśli trzeba to znowu i znów! Na niektórych spotkaniach robię to po pięć razy z rzędu, a ludzie są całkowicie uzdrawiani. Wytrwałość może oznaczać dni, tygodnie czy lata, lecz nigdy nie rezygnuj! Moja własna córka jest upośledzona, wiele cudów już otrzymała i potrzebuje jeszcze więcej. Nigdy nie rezygnujemy. Jezus zapanuje któregoś dnia całkowicie.

6.
Rób to, czego nie możesz robić! TERAZ!

Ludzie muszą brać swoje uzdrowienie szybko, a nie modlić się sami będąc uzdrowieni. Jezus często mówił ludziom, aby zrobili to, czego wcześniej nie byli w stanie. „Wyciągnij swoją rękę,… wstań i chodź”. Wielokrotnie uzdrowienie dzieje się wtedy, gdy ludzie podejmują ten krok wiary. Nie modlitwa, lecz po prostu nakaż i czyn! Wielokrotnie w mojej służb „wstań i chodź” wywoływało cudowne uzdrowienia! Gwarantuję wzrost pozytywnych wyników w imieniu Jezusa!

7.
Gromienie demonów, które wywołują choroby

W swej autobiografii, Smith Wigglesworth powiedział, że gdyby mógł ponownie zacząć swoją służbę to zawsze gromiłby diabła, ponieważ demony miały udział w 80% przypadków. Często w służbie uzdrawiania jest coś więcej niż tylko uzdrawiania. Wielokrotnie widziałem jak uszy głuchych otwierają się zaraz po zgromieniu ducha głuchego i niemego. W większości przypadków nie miałem szczególnego objawienia (z wyjątkiem autobiografii Smith’a Wigglesworth’a).

8.
Odwaga

Za każdym razem gdy wiara jest zaangażowana wychodzimy poza naszą strefę bezpieczeństwa. Jesteś sługą i szafarzem Bożej łaski. Nie wolno ci słuchać „wewnętrznego faryzeusza” oceniającego wszystko, co robisz. Zażenowanie musi odejść (Ono odcina uzdrowienie). W czasie spotkań często stawiam Boga na miejscu; „….droga wyjścia tutaj”.

O co mi chodzi? Będę mówił tak dobrze o Jego miłości i cudownej łasce, że wygląda to tak, jakby On chciał wszystkim pokazać, że to jest prawda. Wtedy stawiam wszystkich potrzebujących na przodzie i proszę Go, aby zademonstrował swoją miłość i moc. Jezus jest taki cudowny!

9.
Przywództwo, które daje możliwości służbie uzdrawiania

Duch Święty udziela swych darów poprzez Ciało Chrystusa. We współczesnym kościele wielu z tych, których Pan mógłby używać nie ma możliwości do służby. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy wkładałem ręce na kogoś, a ci nie byli uzdrawiani, po czym wzywałem innych, aby to zrobili i dar uzdrawiania manifestował się przez nich. Pastorzy muszą WIEDZIEĆ, że to oni wyposażają świętych do służby, po czym wypuścić ich, aby tą służbę sprawowali.

10.
Po prostu rób to!

Za każdym razem, gdy pojawia się sposobność! Wierz w to lub nie, ale najważniejszym utraconym składnikiem jest proste podjęcie działania. Większość świętych na zachodzie nigdy nawet nie próbowało włożyć rąk na ludzi czy modlić się o uzdrowienie. Nic dziwnego, że nic się nie dzieje. Ujmując to inaczej: więcej ludzi jest uzdrawianych, gdy się modlisz, niż wtedy, gdy tego nie robisz. To pewne!

Terry Somerville

продвижение

Pokuta poprzedza przebudzenie

Frangipane Francis

Prawdziwe przebudzenie nie zdarza się tak po prostu. Są pewnie warunki, które muszą w ludzkim sercu zostać spełnione, zanim Pan nawiedzi Swoich ludzi.

Musimy pragnąc uwolnienia, a nie zwykłej ulgi.

Zbyt często współcześnie usługujący pragną uwalniać ludzi, którzy nie chcą pokutować z grzechów, którzy nie wołają z głębi serce do Boga o pomoc. Efekt jest takim, że ci, o których się modlą otrzymują ograniczoną ulgę, lecz wkrótce popadają znów w grzech i opresję. Kluczem do skutecznego uwolnienia jest rozeznanie tego, czy dany człowiek jest gotowy i chętny najpierw do uwolnienia od ciężaru grzechu, zanim usłużymy mu uwolnieniem duchowym. Czy ma w sercu pokutę? Czy odstawił na bok swoje bałwany? Czy serce jest zwrócone naprawdę ku Bogu?

Boży wzór postępowania ustanowiony dla poszczególnych ludzi, jest również właściwy dla kościoła i miasta. Jak Pan nie uwalnia nas od różnych sytuacji, dopóki nie wołamy o pomoc, tak i wojna o nasze kościoły i miasta nie zostanie wygrana, dopóki wielu spośród nas nie będzie wołać do Boga w modlitwie. Wywołanie przez Chrystusa w kościele na terenie całego miasta, wołania do Boga, ma na celu wzbudzenie w sercach właściwych postaw, na które Bóg może odpowiedzieć.

Bez podskórnej struktury modlitwy i wołania przed Bogiem, uwolnienie, „związywanie i rozwiązywanie” i inne formy duchowej walki są bardzo ograniczone. Uwolnienie, zgodnie z Pismem, jest ostatnim stadium procesu, który zaczyna się, gdy osobiste obrzydzenie obecną sytuacją wierzącego jest tak silne, że zmusza go do wołania do Boga o pomoc.

Wybawiciele.

Starotestamentowy wzorzec uwolnienia i przebudzenia jest taki: w odpowiedzi na modlitwy i cierpienia Jego ludu, Pan wzbudzał wybawiciele. Były to jednostki namaszczone i uprawnione przez Boga do pokonania tych, którzy dręczyli Izraela.

Ważne jest zwrócić uwagę nato, że ich skuteczność nigdy nie opierała się na ich własnej wartości i referencjach. O ile byli oni w unikalny sposób wysłani przez Boga, to ich przybycie było zsynchronizowane z pokutą Izraela. Brak pokuty; brak uwolnienia. Gdy Izrael wołał do Boga, wyzwoliciele byli posyłani i namaszczani mocą Ducha Świętego. Istota tego starotestamentowego wzoru odnowienia może być powtórzona przez nas w dzisiejszych czasach. Możemy jeszcze nie dostrzegać współczesnych „wyzwolicieli” ani trochę więcej, jak nie widzimy pojawiającego się przebudzenia w tych miastach, których modlitwa i pokuta są głębokie i szeroko rozpowszechnione.

Spoglądając ponownie na schemat pozostawiony przez Izrael, widzimy, że grzech narodu przynosił porażkę i dominację obcej władzy. Wraz z nią przychodziła cześć dla demonów i całkowite zwiedzenie serc Izraelczyków wprowadzone przez przeciwnika. Gdy Izrael straszliwie zanieczyszczał Boże prawa, nadchodziła ekonomiczna, kulturalna i psychiczna klęska całego narodu. Tam, gdzie kiedyś ludzie radowali się błogosławieństwem Bożym, teraz rozpacz i smutek ogarniał tą ziemię. To w kontekście cierpienia ludzie szczerze i z głębokości serca wołali do Boga, aby wzbudził wybawicieli. Te jednostki prowadziły pokutującego Izraela do zwycięstwa nad ciemięzcami. Gdy prawdziwe przywództwo zostało ustabilizowane, nadchodziło ogólnonarodowe powodzenie i pokój.

Należy wspomnieć o tym, że droga do przebudzenia nie była schematyczna; nie było jakiegoś określonego planu nadejścia. Nikt nie był w stanie przewidzieć jak długo miał trwać czas sądu, ani kiedy pokuta tak przesiąknie serca grzesznych ludzi, że Bóg będzie usatysfakcjonowany. Ten jeden fakt będzie zawsze prawdą: czas jaki to zajmuje zawsze będzie dłuższy niż się tego spodziewamy. Czynnikiem determinującym jest uznanie grzechu i powrót do Boga. Gdy już główny trzon narodu był w pełni zwrócony ku Bogu następowało uzdrowienie ziemi.

Nahemiasz mówi o takim wzorcu pokuty poprzedzającym narodowe uwolnienie. Modlił się tak (Neh. 9:27):

Toteż wydałeś ich w ręce wrogów, a ci ciemiężyli ich. W czasie ucisku zaś wołali do ciebie, a wtedy Ty wysłuchałeś ich z niebios i według obfitego swego miłosierdzia dałeś im wybawicieli, którzy wybawiali ich z ręki ich wrogów.

Nie wolno nam poganiać tego procesu ani poddawać się frustracji, gdy nasze modlitwy natychmiast nie uruchamiają Bożej interwencji. Pan czeka na to, aby naród złamał się poniżej progu swego buntu. Tak, to może być dla nas zachętą: nasze wstawiennictwo jest pierwszym owocem tego, co jest ma stać się reakcją narodu wobec Wszechmocnego! Czasami może pojawiać się pewna

płynność duchowej aktywności, lecz zanim nastąpi narodowe przebudzenie, będzie naród wołający do Boga. Ten okres jest zwany „czasem ich ucisku” i nie znajdzie wypełnienia w przebudzeniu dopóki naród nie będzie wołał do Pana przez jakąś ilość lat.

Ludzkie nieszczęście, Boże serce

W Księdze Sędziów ten schemat pojawia się wielokrotnie. Gdy Izrael popadał coraz głębiej w grzech, Bóg czekał na ciężar i konsekwencje grzechu, aby ukorzyć ich dusze. Czekał na ponowne sprowadzenie ich ku Sobie. size=”3″> Tak, Pan nie był obcy cierpieniom Izraela, nawet w czasach gdy trwali w buncie odczuwał ich cierpienia. Gdy Pan „nie mógł już dłużej znosić cierpienia Izraela” (Sdz. 10:16), posyłał im wyzwolicieli. Tragiczny stan i desperacja Izraela przygotowywały ich dla Boga.

Widzimy ten schemat, gdy Pan spotkał się z Mojżeszem w Księdze Wyjścia. Odkupiciel powiedział (Wyj. 3:7-8):

 Napatrzyłem się na niedolę ludu mojego w Egipcie, i słyszałem krzyk ich z powodu naganiaczy jego; znam cierpienia jego. Zastąpiłem przeto, by go wyrwać …”

Zauważ to, że Pan widział doświadczenia Swego ludu; słyszał ich płacz, wiedział o ich cierpieniu. Bóg nigdy nie jest daleki od niedoli ludzkości, a prawdę mówiąc, On nosi boleści naszego społeczeństwa: nasze uciski, uciskają Jego; nasze cierpienia stają się Jego smutkami.

A wracając do naszego tekstu z Księgi Wyjścia, zauważ również, że to nie same modlitwy zostały przez Pana usłyszane, lecz ich płacz. Jedną sprawą jest modlitwa o nasze potrzeby, a całkiem inną płacz nad nimi. To tych, którzy płaczą (wołają) pociesza Bóg. Pan wiedział o ich doświadczeniach i cierpieniach. Modlitwa, na którą Bóg odpowiada to nieustanny płacz, często zrodzony z „doświadczeń” i „cierpień”, jak to ma miejsce obecnie w niektórych częściach Afryki i Azji.

Być może Pan nie odpowiedział nam w pełni, ponieważ nasze modlitwy ciągle mieszczą się w wygodnym schemacie. W 1970 roku przyszedłem do Chrystusa w czasie Charyzmatycznego Przebudzenia. To poruszenie Boże zrodziło się w nieustannym płaczu „dniem i nocą” milionów matek. Nie był to wynik zwykłej godziny modlitwy; pojawiło się z nieustannego płaczu matek (i ojców), którzy byli głęboko zaniepokojeni zaangażowaniem swoich dzieci w narkotyki i bunt. Ich modlitwy nie były ograniczone religijną dyscypliną, lecz wypływały z głębin ich egzystencji. Bez skomplikowanej maszynerii duchowej walki, łzy i płacz ich nieukojonego wstawiennictwa dotarł do Boga i uratował ich dzieci.

Być może opóźnienie przebudzenia w naszych czasach jest spowodowane tym, że wprawdzie jesteśmy zaniepokojeni, lecz nie jesteśmy dotknięci przez stan naszego społeczeństwa; choć zasmuceni, jednak nie płaczemy.

Niemniej jednak, musi być uznane to, że coraz większa ilość Bożych ludzi prawdziwie poddało się wrażliwości Chrystusowego współczucia. Niosą oni na skrzydłach swego wstawiennictwa nie tylko potrzeby ludzi, lecz również ich ból. Odkładają na bok swoją reputację, swoją pracę, a nawet składają, tak, swoje życie, aby zobaczyć oczyszczenie z grzechów naszego społeczeństwa.

Choć ciągle w mniejszości, ci wstawiennicy noszą w swych duszach cierpienia swoich miast, słyszą wołanie uciśnionych; wiedzą o cierpieniu zarówno nienarodzonych jak i tych urodzonych. Bóg jest gotów odpowiedzieć na ich modlitwę. Z samego łona ich ucisku, Bóg wyprowadzi uwolnienie.

Modlący się kościół nie powinien ograniczać czasu trwania swego oddania do wstawiennictwa, Bóg oczekuje życia pełnego modlitwy, a nie zwykłej sezonowej modlitwy. Jeśli przeciągający się czas, który jest potrzebny do wprowadzenia zmiany, może nas zatrzymać to jest oczywiste, że przygotowawcza praca w naszych sercach nie jest jeszcze wystarczająco głęboka, aby przyciągnąć boską interwencję.

Jak to się wszystko ma do przebudzenia? Duchowe odnowienie jest jedynym antidotum dla naszych miast i naszego kraju, jest to Boża odpowiedź dla tych wszystkich, którzy wołają nieustannie do Niego o pomoc.

Panie, przebacz nam to, że pragniemy ulgi, zamiast uwolnienia, że szukamy dróg na skróty, zamiast Twojej doskonałej drogi. Mistrzu, wiemy, że Twoje serce nie może odmówić szczeremu wołaniu doświadczonych, że Ty nie możesz długo znosić nieszczęścia Swego ludu i nie działać na naszą korzyść. Tak więc, dziś wołamy do Ciebie! Ześlij nam ponownie deszcz twojej obecności! Oczyść nas z pożądania wygody i apatii. Wprowadź nas do miejsca, w którym będziesz mógł uhonorować Swoją suwerenność i sprowadzić przebudzenie do naszej ziemi! Na Twoją chwałę modlimy się, Amen.

продвижение

Niedogodny czas

Pan ma tłumy tych, którzy wierzą w Niego, lecz tylko niewielu tych, którzy prawdziwie uwielbiają Go. Prawdziwi czciciele znajdują spełnienie w adorowaniu Boga. Woń ich czci wznosi się nie tylko w zaplanowanym czasie zgromadzenia kościoła, lecz również w niedogodnym czasie. Prawdziwi czciciele wstają wcześnie przed pracą czy szkołą; są na nogach przed całą rodziną, tak by mogli spędzać czas sam na sam z Bogiem. Zamiast przeżywać frustrację z powodu opóźnień, zamieniają trudności i przeszkody na sposobności uwielbienia Boga. Możesz zauważyć jednego z takich czcicieli jak siedzi w sąsiednim samochodzie stojącym w korku ulicznym i śpiewa wraz z chrześcijańską muzyką.

Prawdziwi czciciele nauczyli się tajemnicy czczenia Boga w niedogodnym czasie. Ja sam odkryłem, że Pan prowadzi mnie do uwielbiania Go w takich chwilach. Zdarzało się, że pisałem w samotności czy pracowałem nad jakimś ważnym projektem, gdy coś nagle budziło się w moim duch: wzrastała świadomość bliskiej obecności Pana. Nie nakazywał mi oddawania Mu czci, lecz zapraszał do tego. Mogło to być tylko 10 czy 15 minut, a czasami znacznie więcej. Pomimo wszystko, odkładam to, co robię, biorę do ręki gitarę i zaczynam wielbić Pana. Szczerze mówiąc, nie jestem dobrym muzykiem; znam tylko kilka akordów, ale wiem, że gdy uwielbiam Królowi niebios podoba się moja ofiara. On zagwarantował mi pełną publiczność i w jakiś cudowny sposób sprawia, że czuję, że brzmienie mojego uwielbienia jest wszystkim, czego słucha, gdy śpiewam.

Zaproszenie.

Ja sam pragnę, aby uwielbienie całkowicie mnie pochłaniało, a jednak, wyznaję, że główną przeszkodą, którą muszę pokonać jest niewygodny czas Jego zaproszenia. Wydaje się nawet, że Pan właśnie na to czeka, abym był zajęty czymś ważnym, co mam skończyć zgodnie z Jego wolą. Może to być bardzo późno w nocy, wtedy gdy już niemal zasypiam, gdy nagle pojawia się sposobność do uwielbiania.

A jednak już sam fakt, że zareagowałem pomimo „niedogodności”, rzeczywiście nadaje poloru i słodyczy mojemu uwielbieniu. Gdy oddaję Bogu cześć na niedzielnym zgromadzeniu to przyznaję, że mogę być uniesiony przez dźwięk muzyki i udział innych wokół mnie. Znajduję się wtedy w atmosferze uwielbienia, tak więc moje uwielbienie może być czymś wszczepionym mi przez innych, a nie całkowicie moje. Niemniej, gdy chodzi o niedogodny czas, moja reakcja potwierdza, że cześć, którą oddaję jest rzeczywista i że Bóg jest naprawdę na pierwszym miejscu w moim życiu.

To, co dla mnie jest również ogromną przyjemnością, wartą odnotowania, to fakt, że Pan nie oczekuje ode mnie jakiejś długiej produkcji. Jakkolwiek wspaniałe są niedzielne uwielbienia, On nie szuka profesjonalnej posługi pieśni, lecz czegoś realnego z serca.

Innym błogosławieństwem jest to, że często moja żona słyszy, gdy uwielbiam Pana i zawsze przyłącza się. Gdy uwielbiam, wkrótce słyszą towarzyszący mi głos w tle. Jest równie zaabsorbowana obecnością Bożą jak ja sam. Nie ważne, co robiła, po prostu kocha uklęknąć przed Bogiem i to również napełnia słodyczą nasze uwielbienie.

Modlitwa i uwielbienie.

Między modlitwą, a uwielbianiem jest różnica. Modlitwa to nasza prośba do Boga oparta na potrzebach naszych i naszego świata. Świat jest przepełniony ludźmi, którzy mają serdeczne i gwałtowne prośby, które są mile widziane przez naszego niebieskiego Ojca a każda z nich jest wysłuchiwana ze świetlistej sali tronowej. Niemniej jednak, uwielbienie nie jest artykułowaniem naszych potrzeb, lecz jest zwieńczeniem naszej miłości. Jest to coś, co ofiarujemy Bogu, bez względu na stan naszych potrzeb.

Przypomnij sobie zdarzenie z Ewangelii, w którym dziesięciu trędowatych wołało do Jezusa o uzdrowienie. Gdy Pan odpowiedział na ich modlitwy i uzdrowił ich, poszli swoją drogą. Niemiej, jeden zatrzymał się, „wrócił, donośnym głosem chwaląc Boga” (Łuk. 17:11-19). Ten mężczyzna pełen wdzięczności wobec Chrystusa, wrócił i skłonił się we czci przed Bogiem. Widzisz, wielu ludzi będzie się modlić, tłumy uzyskają odpowiedzi, lecz tylko nieliczni wrócą, aby oddać Mu cześć.

Umiłowani, jeśli uwielbienie szczerze wypływa z naszych serc, to Pan będzie często powtarzał zapraszanie nas do Swojej obecności. Jego zaproszenie cicho wejdzie w progi naszej duszy. Przyjdzie pod płaszczykiem prostego pragnienia, aby kochać Go i jeśli pójdziemy za tym pragnieniem, poprowadzi nas ono do Bożej obecności.

A gdy będziemy Go wielbić, On zapewni nam wewnętrzną siłę i pokój; gdy przyjdziemy z dziękczynieniem, On odświeży nas Swoją miłością i radością. Rozkoszujmy się przywilejem bycia prawdziwym czcicielem Boga, nawet jeśli sposobność ku temu przychodzi w niedogodnym czasie.

deeo