Category Archives: Kościół

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 8

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

NIEBEZPIECZEŃSTWA 

Jak widzimy wielu pozostających poza kościołem ludzi ma bardzo mocne powody opuszczenia kościołów. Niemniej, jest jeszcze druga strona, ponieważ osobiście spotkałem sporo tych „z poza”, którzy znacznie ponad dziesięć lat są całkowicie poza wszystkim i ciągle tam trwają. O ile nie ma jakiejś bardzo szczególnej przyczyny takiego stanu rzeczy, nie mogę uwierzyć, że jest to właściwe. Czasami wypracowuje się taką tendencję do „dryfowania”. Wierzę, że jest z tym związane niebezpieczeństwo. Serce moje podąża za tymi ludźmi w ich podróży, lecz czasami przypominają mi się dzieci Izraela, które bardziej umiłowały pustynię niż Ziemię Obiecaną – i skończyli spędzając tam całe swoje życie. Nigdy nie odziedziczyli Ziemi Obiecanej. Ich domem stała się pustynia i nigdy nie weszli do swego powołania.

(Nie kieruję tego do tych w kościołach domowych, lecz raczej do tych, którzy są w bardziej ekstremalnych „samotniach”).

 Nie wierzę w to, żeby Bóg wysyłał nas na pustynie po to, abyśmy tam spędzili resztę naszego życia. To nie miałoby żadnego sensu i jest całkowicie niebiblijne. Pustynia zawsze była miejscem przygotowania. Jeśli pozostaniemy tam zbyt długo, po prostu dlatego, że stało się to „wygodne” to stajemy wobec wielkiego niebezpieczeństwa utraty Bożego powołania i wszystkiego, co dla nas ma. Pustynia jest miejscem przygotowania, a nie Ziemią Obiecaną.

 

Znam sporą liczbę ludzi pozostających poza kościołami, którzy przyjęli „pustynną mentalność”. Zaczęło im być tam „wygodnie” i wydaje się, że będzie potrzebne całkiem konkretne potrząsanie nimi, aby rozważyli możliwość przeprowadzki. Cała ich mentalność sprawia, że jest im ogromnie trudno przyłączyć się ponownie do czegokolwiek – nawet do prawdziwego poruszenia Bożego. Stali się chronicznie

„nie-zrzeszeni”. Podobnie jak dzieci Izraela uznają, że ryzyko jest zbyt wielkie, pustynia stała się dla nich strefą wygody.

 

Myślę, że szczególnie znaczący jest fakt, w przypadku Izraelitów, że czas ich ostatecznego kryzysu przypadł na chwilę, gdy mieli opuścić pustynię i wejść do Ziemi Obiecanej. Nie mogli tego pokonać, ryzyko wydawało się tak ogromne. Wierzę, że reprezentuje to moment wielkiego niebezpieczeństwa również dla współczesnych mieszkańców pustyni, ponieważ oni byli poza kościołem przez parę lat i wtedy stało się ryzykowne nawet myślenie o ponownym przyłączeniu się do czegokolwiek – nawet do „nowych bukłaków”. Zauważyłem, w niektórych przypadkach, że nawet rozważania na temat środowiska „Ciała” rzuca wyzwanie ich wygodnej strefie i ci wycofują się ze wszelkiego zaangażowania. Co za straszliwy wstyd. To właśnie wtedy dzieci Izraela straciły wszystko, całą przyszłość. „Pustynia”, która trwa i trwa – rok za rokiem – bez Ziemi Obiecanej jest koszmarem nocnym. Jest to dowód na to, że coś jest bardzo  źle. Ludzie, którym zrobiło się wygodnie w tego rodzaju środowisku muszą stawić czoła sobie samym. Zdecydowanie coś jest nie w porządku.

 

 

Widzisz, Nowy Testament zna wyłącznie jeden rodzaj chrześcijaństwa – a jest to chrześcijaństwo typu „Ciała”. Nie ma w Biblii absolutnie NIC TAKIEGO jak indywidualistyczne „zostawcie-mnie-samgo” chrześcijaństwo. Mogą być okresy pustyni, lecz one nie trwają wiecznie, są chwilowe. Są o to okresy prób i przygotowania. To nie jest „norma”. W rzeczywistości, w zupełności w niczym nie przypominają normalnego życia kościoła.

 

Badałem historię przebudzeń i mówię wam, że nigdy nie było Przebudzenia, które wymagało by „wyjścia i pozostania samemu”. Przebudzenie jest z samej swej natury ZBIOROWE. To jest 120-tu w Górnej Komnacie, modlących się i poszczących przez wiele dni i w końcu „zgodnie”. To jest 3000 ludzi przychodzących do Chrystusa w ciągu jednego dnia. To jest Dzień Zielonych Świąt stale i w ciąż. Jest to jedność, miłość i wspólne zebrania. Jest to coś zupełnie przeciwnego do indywidualizmu.

 

Teraz nie mam już żadnego problemu z czasem przygotowania, gdzie „samotność” i oddzielenie staje się normą na pewien czas. Coś takiego z pewnością dzieje się w drodze do Przebudzenia, lecz jeśli to trwa i trwa to staje się „strefą wygody”  i to jest alarmujące. Przebudzenie nigdy nie przychodzi do grupy fanatycznych indywidualistów. Indywidualizm to coś całkowicie przeciwnego do wszystkich zasad NT, ponieważ cały Nowy Testament mówi o „JEDNYM CIELE” – połączonym i zjednoczonym w zgodzie.

 

Jestem świadom tego, że kościoły jakie widzimy dziś na świecie są bardzo odległe od nowotestamentowego wzorca, mogę zatem łatwo zrozumieć dlaczego ludzie nie chcą się do nich przyłączać, lecz nie ma żadnej wymówki na to, aby stać się przeciwnym Ciału. A obawiam się, że dzieje się tak z wielu ludźmi będącymi poza kościołem. Stają się chronicznie „nie-zrzeszeni”, cyniczni – całkowite przeciwieństwo ludzi „Ciała”. W rzeczywistości wielu z nich dochodzi do takiego stanu, że nigdy więcej nie przyłączą się do niczego. Czy to brzmi właściwie dla ciebie? Czy to wygląda na „ekipę Przebudzenia”? Z pewnością nie. Jeśli jesteś przeciwny Ciału to jesteś anty Jezusowi – nie mogę widzieć tego inaczej.

 

Jak wspomniałem wcześniej spotkałem całkiem sporo ludzi (niektórzy z nich to poprzedni liderzy), którzy byli poza kościołem od blisko 20 lat. Byli wśród nich tacy, którzy sprzeciwiali się całej koncepcji wspólnych „spotkań” („zbyt religijne” mówili), zatem nigdy nie zbierali się z żadną grupą. Byli całkiem szczęśliwi ze sobą – „po prostu oni i Bóg”. Muszę powiedzieć, że uznaję to za ogromna stratę. Nie mogę w tym przypadku nie myśleć o ‘nieużytecznym słudze”, który zakopał swój talent w ziemi, zamiast go używać dla Królestwa Bożego. Nie mogę uwierzyć w to, że Bóg chce, aby jego ludzie z silnym obdarowaniem i powołaniem spędzili 20 lat wyłączeni przez siebie samych w jakimś zaścianku, tylko dlatego, że nie mogą się odnieść do koncepcji „Ciała”. To jest śmieszne. Mnóstwo z nich ma taki wgląd duchowy, którego kościół dramatycznie potrzebuje, lecz nigdy nie usłyszy, ponieważ oni rozmawiają tylko ze sobą.

 

Jest w tym pewien rodzaj „elitaryzmu” (czy duchowej pychy), który jest bardzo niszczący . Wiem o tym, ponieważ sam brałem w tym udział, gdy pozostawałem poza kościołem. Jest to rodzaj samozadowolenia, które mówi: „Ludzie w kościele są „religijni”. Oni siedzą w ‘systemie’. My jesteśmy wolni od tego, my jesteśmy tymi, którzy rzeczywiście wiedzą, co się dzieje”. Z takim nastawieniem bardzo łatwo jest poddać się duchowej pysze. Nie różni się to niczym od faryzeuszy, którzy modlili się w ten sposób: „Boże, dziękuję ci, że nie jestem taki jak inni ludzie…”

 

Powiadam wam, że, gdy nadszedł mój moment „kryzysu” w 1993 roku – czas gdy miałem wyjść z pustyni – było tak wiele z tych postaw, o czym przekonał mnie Bóg. W rzeczywistości wyszedłem, aby zobaczyć, że może być tyle samo pychy, elitaryzmu i ‘sekciarstwa’ na poza-kościelnej scenie, co w większości religijnych kościołów! Gdy oddzielasz się i patrzysz z góry na innych chrześcijan to ty jesteś faryzeuszem. Nie ma znaczenia, czy jesteś w kościele, poza nim czy cokolwiek innego. Samo-sprawiedliwosć jest straszliwym złem. I z tego, co widzę, szerzy się w wielu częściach tego ruchu.

 

Całkiem prawdopodobne jest bycie „religijnym” nie-religijnym. Można tak bać się wszystkiego, co wygląda jak ‘kościół’, że ucieka się w przeciwnym kierunku i pakuje we wszelkiego rodzaju głupie skrajności. Niektóre z rzeczy, jakie widziałem poza kościołem byłyby godne śmiechu, gdyby nie były tak tragiczne. Byłem na takich spotkaniach, gdzie wszyscy tak bardzo bali się być postrzegani jako ‘liderzy’, że z trudnością cokolwiek się faktycznie działo. Bywałem z ludźmi, którzy czuli, że śpiewanie też jest zbyt „religijne”. Inni zaś, myśleli, że wszystko co „zorganizowane” nie pochodzi od Boga. A nawet zdarzyło mi się trafić na takich, którzy myśleli, że dziękowanie przed jedzeniem jest „religijne”!

 

Czy ci ludzie kiedykolwiek czytali Biblię? Czy nie czytali księgi Dziejów?

 

Widzisz, „bycie poza kościołem” może stać się tak samo „sektą” jak cokolwiek innego. Jeśli nie będziemy uważni to może się to stać śmiesznym klubem „anty-wszystkiemu”. Może stać się nawet naszym prywatnym małym „kultem” – utrzymującym nas z więzach z dala od innych i uniemożliwiają nam wypełnienie Bożego celu dla naszego życia.

Mówię tutaj o „ekstremach’ tego ruchu, lecz wierzcie mi, że jest tam wiele ludzi siedzących w tego typu rzeczach. Niech czytelnik będzie rozważny!

 

Przed 1993 ja sam siedziałem w całym mnóstwie tego. Co zatem otworzyło moje oczy i wyprowadziło mnie z tego okresu 7-letniej pustyni? Całkiem proste. Bóg pokazał mi w jaki sposób radzić sobie z ‘warowniami’ i więzami głęboko wewnątrz mnie i jak tylko zostało to załatwione, całe mnóstwo rzeczy stało się nagle dla mnie widocznych i jasnych. To tak jakby łuski spadły z moich oczu.

  

Główny przełom nadszedł wtedy, gdy otrzymałem nowe objawienie autorytetu, jaki Bóg dał każdemu ze Swych dzieci, aby „niszczyć warownie” – nawet te z ich własnego życia. Zacząłem dostrzegać to, że w moim wnętrzu była taka „ziemia” nie poddana Bogu i że była ona ciągle w rękach przeciwnika. Były tam warownie pychy, buntu, odrzucenia i wszelkiego rodzaju więzów z przeszłości, które tkwiły głęboko wewnątrz mnie. To nie były „demony” jako takie, lecz te warownie dawały przeciwnikowi oparcie dla stóp w moim życiu, które były wykorzystywane przeciwko mnie. Nawet pomimo tego, że ‘pokutowałem’ z wielu rzeczy w moim życiu, wydaje się, że to nie załatwiało tych większych warowni. W jakiś sposób musiały zostać wykorzenione.

 

Bóg pokazał mi, że muszę prosić Go, aby oświetlił Swym światłem te warownie tak, aby stało się wyraźne widoczne to z czym mamy do czynienia. Potem miałem się tego WYRZEKAĆ nie tylko ustami, lecz też Z GŁĘBI CAŁEJ MOJEJ ISTOTY, każdej z tych warowni i to bardzo konkretnie. Miałem je wyrzucać z siebie, jako „nieczyste rzeczy” w imieniu Jezusa – odrzucając je z pełną mocą całej mojej istoty. Miała to być misja typu „szukaj i zniszcz” całkowicie bez miłosierdzia.

I to zadziałało. W ciągu trzech dni przeszedłem przez całe moje życie w ten sposób, prosząc Boga, aby pokazywał mi wszystko, czym trzeba było się zająć. I kolejno, jedna po drugiej WYRZEKAŁEM SIĘ tych wszystkich rzeczy i nakazywałem im odejść z mego życia w imieniu Jezusa. Jaka przemiana! Jak moje życie zmieniło się w ciągu zaledwie trzech dni!

 

Po przebyciu tego procesu, okazało się, że moje oczy zostały otwarte na mnóstwo rzeczy, o których myślałem, że są „OK”. Niektóre z moich poza kościelnych postaw wobec liderstwa, na przykład, teraz rozpoznałem jako prostą „rebelię”. Inne zaś, pochodziły wyraźnie z odrzucenia i pychy niż z czegokolwiek pobożnego. Zdałem sobie sprawę z tego, że byłem po równie „religijny” i zadowolony z siebie z przynależności do ruchu poza kościelnego, jak byłem wcześniej, gdy należałem do raczej „ekskluzywnej” zielonoświątkowej denominacji. Postawy były dokładnie te same. Można być bardzo legalistycznym, osądzającym i ciasnym w myśleniu o byciu „poza kościołem”.

 

Jednak teraz, gdy wewnętrzne warownie zostały zniszczone, czułem się znacznie bardziej „wolny”, niż kiedykolwiek wcześniej. Przeżywałem prawdziwą wolność w Chrystusie – prawdopodobnie po raz pierwszy. Nie osądzałem już ludzi na podstawie zewnętrznej formy ich chrześcijaństwa, czy „szufladek”, w których się znajdowali, lecz bardziej na podstawie ich serca wobec Boga i szczerości w pogoni za Nim.

Zacząłem dostrzegać to, że w księdze Dziejów Apostolskich byli SILNI LIDERZY (tj. apostołowie i starsi) i wyraźny stopień ZORGANIZOWANIA I STRUKTURY. Zacząłem zauważać, że była dyscyplina i władza (złe słowa na większości tej sceny). Zdałem sobie sprawę z tego, że część moich postaw była bardziej wynikiem ‘reakcji’ przeciw przeszłemu systemowi niż właściwego, biblijnego punktu widzenia.

Dzięki uświadamianiu sobie takich rzeczy, cały mój pogląd zmienił się niemal w ciągu nocy. Odkryłem, że zostawiłem „pustynię” za sobą. Był już czas, aby wyjść z zimna.

 

W jaki sposób więc widzę ruch poza kościelny teraz? Faktem jest, że nadal jestem przekonany o tym, że Bóg przygotowuje całe mnóstwo ludzi i pustynia jest równie ważna jak zawsze. Myślę również, że wchodzimy we wspaniały okres „zmian” w kościele i „oduczania” dróg z przeszłości po to, aby uchwycić te nowe, jest czymś, co Bóg w oczywisty sposób wymusza. Wiele domowych kościołów, czy komórkowych sieci, które powstają, dowodzą istnienia tych wiatrów przemian, lecz jest jeszcze długa droga zanim wrócimy do chrześcijaństwa Nowego Testamentu. Jest to zaledwie początek.

 

Jestem przekonany, że wielu tych, którzy zostali wywołani z kościołów w tym czasie, mieli przywódcze powołanie. Wierzę, że mogą oni być liderami w nadchodzącym poruszeniu Bożym. Jak już zauważyliśmy, badania Alan’a Jamieson’a ujawniły, że kolosalna liczba 94% niezkościelonych, z którymi rozmawiał, było jakiegoś rodzaju liderami w kościele. Jest to wstrząsająca statystyka. Nie mogę o tym myśleć inaczej jak tylko tak, że Bóg zamierza zrobić coś nowego i, że to On przygotowuje Swoich liderów na pustyni, tak jak to zawsze robił. Nabiera to doskonałego sensu i, jak to widzieliśmy już, jest całkowicie biblijne.

Niemniej fakt pozostaje ten sam, że wielu z tych ludzi jest wielkim niebezpieczeństwie utknięcia na pustyni na zawsze. Jest to jedna z moich największych trosk, ponieważ widziałem to z pierwszej ręki i jest to przerażające.

 
Jestem przekonany, że na pustyni są takie rzeczy, które MUSIMY załatwić, jeśli chcemy ją przejść i dostać się na drugą stronę. Jest to prawdopodobnie jeden z głównych powodów dla których Bóg nas tam posyła – zająć się tymi rzeczami z naszego życia.

 

Jak już wcześnie powiedziałem, podobnie jak w przypadku dzieci Izraela, ‘próba’ przychodzi wtedy, gdy zbliża się czas opuszczenia pustyni. Czy bunt i nieprzebaczenie jeszcze trzymają się? Czy problemy ciągle istnieją z liderstwem i autorytetem? Czy wszystkie minione „rany” zostały uzdrowione? Czy pycha, strach, odrzucenie ciągle chwieją naszym sercem? To są dla każdego z nas krytycznie ważne pytania i są to dokładnie te sprawy, które powodują wszelkie przemiany.

 

Nie ma sensu zaprzeczać, że wyjście z pustyni jest „ryzykiem”. Nikt nie chce być ponownie zraniony. Nikt nie chce ponownie być odrzuconym. Nikt nie chce przymusu wołania „pokutujcie” w twarz powszechnego tłumu.

 

Bóg musi mieć liderów a oni muszą być liderami, którym On może ufać. Oni muszą mieć odwagę i nie bać się mówić wbrew popularnym opiniom. Muszą to być ludzie, którzy widzą „inaczej” i rzeczywiście bardziej boją się Boga niż ludzi. Muszą być dobrymi pasterzami i kaznodziejami Prawdy. Bóg musi mieć właśnie takich liderów i jeśli Pan musi ich wysłać do „szkoły pustyni” i czekać, i czekać, dopóki nie będą gotowi to On to chętnie zrobi, ponieważ to był zawsze koszt, który On chętni ponosił.

 

 

Oto, poniżej, kilka interesujących e-maili odnoszących się do tego wszystkiego:

 

Marilyn (USA):

Właśnie przeczytałam o twoim doświadczeniu pustyni… Pomogło mi to zrozumieć, że muszę pozwolić Bogu uzdrowić mój ból, którego doświadczyłam z rąk ludzi „kościoła”, abym mogła znowu się znimi złączyć. Już zaczynałam się cieszyć pustynią – będąc ze sobą sama.

Właśnie ostatnio Bóg wysłał mnie na konferencję radykalnego uwielbienia. Powiedziałam Bogu, że musi mi powiedzieć, po co tam mam być, lub wracam do domu, ponieważ wszystko, co mi powiedział to, to, że potrzebuję spędzić z Nim trochę czasu, a ja mogłam to równie łatwo zrobić w domu. Gdy dotarłam na miejsce usługujący mówił o tym, jak ważne jest zbiorowe uwielbienie. Bóg powiedział mi:

Gdy jesteś chora, umierająca to spędzasz czas ze mną sama i Ja pomagam ci, lecz teraz Moje Ciało jest chore i umierające i ty musisz spędzić czas z innymi członkami Ciała uwielbiając Mnie, aby ono mogło zostać uzdrowione.

 

Bóg powiedział mi, że Jego ciało będzie uzdrowione w taki sam sposób jak moje – po prostu podczas spędzania czasu z Nim i cieszenie się Jego obecnością.

Bóg poczynił ogromne uzdrowienie mojego serca, gdy byłam na konferencji i wygrzebał cały stary śmietnik. Wylał znowu Swego Ducha na mnie.

 

Myślałam, że już wszystko załatwione z tym całym uzdrawianiem, aż do dziś, gdy Bóg dał mi słowo, które mówi, że muszę pozwolić Mu na uzdrowienie ze zranień, które wycierpiałam. Gdy zapytałam Go, co to za rany to co otrzymałam, to byli liderzy i różni ludzie z kościoła. Przebaczyłam im nie miałam żadnego zgorzknienia. Nie miałam problemów z proszeniem Boga o to, aby ich błogosławił, ani z modlitwą o nich, lecz gdy przyszło do pomysłu ponownego zejścia się z nimi, nie mogłam tego znieść. Bóg pokazał mi, że musiałam wznieść wielki mur i oddzielić się z powodu ran. Poddawałam nawet przez cały dzień w wątpliwość czy to pochodzi od Boga, ponieważ nie mogłam zrozumieć dlaczego miałby chcieć, abym się znów zeszła z tymi samymi ludźmi, którzy odrzucili mnie wcześniej. Pewien człowiek mówił mi wczoraj o tym, że powinnam zetknąć się z kilkoma ludźmi w okolicy. Nie miałam absolutnie żadnego pragnienia, żeby to zrobić. Powiedziałam  mu, że jeśli Bóg powie mi, że mam to zrobić to zrobię, lecz i tak nie zamierzałam iść do nich. No i Bóg zaczął dziś mówić do mnie w tej sprawie.

 

 

Mark (USA):  

Pamiętam, że wszystkie biblijne postaci były wysyłane na pustynie (Paweł, Jezus, Dawid itd.), wyszli z niej ponownie i przyłączyli do ciała radując sięodświeżeniem. My wszyscy również przyłączymy się do ciała, lecz temu przyłączeniu będą starać się przeszkadzać i odrzucać nas Saulowie, stare bukłaki. Tak zawsze było.

 

Bóg powiedział do mnie około 3 lat temu (poprzez innego chrześcijanina), wystarczająco wyraźnie to pokazał, że dopóki nie poddam się Jego oblubienicy, nie zostanę dopuszczony do poznania Jego tajemnic. Na pustyni nauczyłem się mnóstwo o Nim, lecz w ostatnich latach Pan sprowadził mnie z powrotem od kościoła. Oczywiście, okazało się trochę trudne poddanie się autorytetowi (po tak długim okresie funkcjonowania jako samotny wilk i trzymaniu się zupełnie innych wartości). Te rzeczy, które Bóg mi pokazał w duchowej rzeczywistości nie mogą być zrozumiane czy zaakceptowane przez istniejące kościoły.

W tym roku Pan kazał mi wziąć udział w „szkole” budowania kościoła. Możesz sobie wyobrazić jak interesujące było porównanie ich wartości z tymi, których, jak wierzę, nauczył mi Bóg.

 

Zawsze musimy pamiętać o tym, że Dawid nigdy nie podjął żadnego działania przeciwko Saulowi. Bóg wycofał Dawida z królestwa, aby ten stał się zupełnie nowym królem. Niemniej Dawid zawsze respektował wybrane przez Boga władze. Wierzę, że musimy być na tyle odważni, aby iść do przodu twierdząc, że Bóg robi coś nowego, lecz my sami musimy być pokorni na tyle, aby poddawać się wybranym przez Boga autorytetom. Pomimo, że różnimy się od nich w pewien sposób to On umieścił ich w miejscu władzy.

 

 

Jeff (USA):

Bóg posyła nas na pustynię na bardzo specyficzny czas i w bardzo specyficznym celu, po czym wysyła nas z powrotem do Ciała Chrystusa, aby dokończyć dzieła, które nam przydzielił. Bóg wysłał mnie na pustynię na pewien czas, lecz ten czas już się skończył. Już powołał mnie do nowego kościoła, który wierzy tak samo jak ja i rozpoczął proces przywracania mnie do służby, którą miałem wcześniej, jak również leczenia mojego serca z ran z przeszłości. Wspaniale jest być częścią grupy tak pełnej miłości i robić wszystko, co tylko możliwe, aby wprowadzać w życie to, co głoszą. Częścią służby, którą mam teraz jest dzielić się tymi rzeczami, które Bóg mi pokazał w czasie, gdy byłem na pustyni. Jedną z rzeczy, którymi chcę się dzielić jest to w jaki sposób Bóg zmienił „MNIE” w czasie tego trudnego okresu.

 

Zdarzyło się to również Eliaszowi po zwycięstwie na Górze Karmel (1 Król. 18). Pamiętacie, że gdy uciekł przed pogróżkami Izabel też skierował się na pustynię i Bóg mu błogosławił. Lecz później, gdy pokazał człowiekowi Swoją chwałę, zapytał:

Co ty tutaj robisz?

 

Jak długo Eliasz przebywał na „skraju pustyni” Bóg nie mógł go używać. To dlatego Pan powiedział do niego: „Co ty tutaj robisz?” i następnie:

Udaj się w drogę powrotną.

Innymi słowy, po tym, gdy Bóg pokazał mu to, co zamierzał mu pokazać, wysłał go z powrotem do ludzi i do pracy w służbie.

Pamiętaj również, że pustynia jest miejscem prób i objawienia i, jako taka, nigdy nie była przeznaczona do stałego zamieszkania dla Bożych ludzi… On również posyła z powrotem, abyś dzielił się z innymi tymi rzeczami, które pokazał tobie w czasie pobytu na pustyni (jak to było i ze mną). To dlatego Eliaszowi powiedziano, żeby zarówno namaścił Elizeusza na proroka jak i Jehu na króla. Wyobraź sobie, co by było, gdyby nigdy nie dokończył tego dzieła.

 

 

Alison (Południowa Afryka):

Wiem, jak to jest być w kościele, w którym moje własne (i mego męża) wizje zostały zdeptane pod nogami przywództwa. Wiem, jak to jest wędrować po pustyni bez społeczności z kimkolwiek, a kościół nie jest właściwym miejscem.
Wiem, jak to jest stać w zgromadzeniu, na którym ludzie są manipulowani emocjonalnie – to też nie jest kościół.

Gdzie zatem jest kościół? To jest istotne. Czy „chrześcijanie poza kościołem” szukają obecnie kościoła – czy też są zadowoleni ze swojej izolacji? Jak długo szczerze szukamy to należymy do tych, którzy są chcą oglądać odnowioną prawdę, lecz jak tylko zadowolimy się naszą izolacją, przystosowując się do pustyni i modlimy się tak: „my czworo i nikt więcej” to wtedy, Boże pomóż nam, sami przez swoje działania odrzucamy powrót Samego Pana… Nie „grajmy” w krytycyzm więcej, niż niektórzy „grają” w kościół.

< Część 7 | Część 9 > 

раскрутка сайта

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 9

W KOŚCIELE, A POZA KOŚCIOŁEM.

Wygląda na to, że istnieje narastająca fala „niezadowolenia” w kościele. Czy to możliwe, że Sam Bóg wywołuje to, aby przygotować na wielkie zmiany i reformacje wśród Swoich ludzi? Wielu spośród tych, którzy do mnie napisali ciągle jeszcze jest w swoich kościołach, lecz trudno im znaleźć silne argumenty za tym, aby tam pozostać. Poniższe e-maile wyjaśniają przyczyny ich wzrastającego niezadowolenia:

Noreen (Południowa Afryka):  

Jestem jedną z tych, którzy są w, choć poza, jeśli wiesz o co mi chodzi. Odkryłam, że o wiele bezpieczniej czuję się w mojej osobistej relacji z Panem w domu. Okazało się również, że nigdy nie mogę być pewna tego, czy to co się dzieje w kościołach jest właściwe. To okropne, że dziś wieczór mogłam iść do kościoła, a jednak zdecydowałam, że nie. To pozostawia poczucie winy, niemniej, nigdy nie czułam się bliżej Pana.

 

Candy (USA):  

Nie jestem obecnie „poza kościołem”, lecz czasami czuję, że równie dobrze mogłabym być. Wróciłam do napełnionego Duchem kościoła, do którego uczęszczałam siedem lat temu. (Poszłam do innego charyzmatycznego kościoła na 3 lata i odpadłam, po czym przeszłam na 4 lata do niecharyzmatycznego). Wiedziałam, że muszę wrócić do kościoła napełnionego Duchem… Okazało się, że moje członkostwo zostało usunięte i muszę przyłączyć się ponownie… Ciągle tego nie zrobiłam… Nie wiem, dlaczego mam to zrobić. Pastor promuje różne rzeczy usiłując pozyskać nowych członków. To nie jest złe, to jest tak, jak gdybyśmy mieli prawdziwe przebudzenie a ludzie przyszliby sami z siebie, tak? W każdym razie zmagam się z regularnym chodzeniem pomimo, że wiem, że powinnam. Czuję się tak, jakbym była w bardzo suchym miejscu, nawet wtedy, gdy jestem w kościele. Na każdą osobę, które jest „poza kościołem” jest prawdopodobnie co najmniej jedna osoba „w kościele”, która zastanawia się po co tu jest.

Vicki (USA):

Czy to możliwe, aby być na pustyni i ciągle aktywnie być zaangażowanym w kościele? Identyfikuję się z tymi, którzy znajdują się na pustyni i opuścili kościół i rozważałam to samo, lecz otrzymuję sprzeczne informacje i dopóki nie będę miała wyraźnego nakazu wymarszu, nie odważę się ruszyć, choć mam już tak dość kościelnych programów. Myślę, że jestem „chrześcijanką, która w kościele jest poza kościołem”, wykończonym przez programy i puste uwielbienie, spragnioną rzeczywistych relacji skoncentrowanych na tym, co Bóg robi i pragnącą przynosić owoce nawet jeśli oznacza to oczyszczenie z bardzo starych gałęzi.  

Alistair (Australia):

Nadal chodzimy do kościoła, lecz tracimy nadzieję. Zastanawialiśmy się przez pewien czas, czy obecna struktura będzie zniszczona a prawdziwa oblubienica powstanie jak Fenix z popiołów, czy też prawdziwy kościół będzie wzbudzony poza tym obecnym, który stanie się jeszcze bardziej oderwany od Pana.

Mamy wraz z żona dwa bolesne pragnienia w naszych wnętrzach: aby zobaczyć odkupioną sztukę oraz aby zobaczyć kościół będący Jezusem dla świata wokół nas.
______________________________________________

Wielu mówiło mi, że czują się tak, jakby po prostu „nie pasowali” do tego, co się dzieje w ich lokalnych kościołach. Trzymają się, lecz nie są w stanie wejść w to, co się dzieje:

 

Jill (Nowa Zelandia):  

Wraz z mężem, po okresie aktywnego zaangażowania w życie kościoła charyzmatycznego od 1965 roku, spędziliśmy dwa lata poza kościołem i ostatnio znowu wracamy.. w innej społeczności.

Niemniej, kiedy siedzę tutaj w każdą niedzielę czuję się tak nie na miejscu i zastanawiam się, co jest złego ze mną. Mam nawet problemy z wejściem w zbiorowe uwielbianie… a przecież w domu… sama czuję się znacznie bliżej Pana. Nie jesteśmy turystami kościelnymi i byliśmy bardzo zaangażowani w grupy domowe, studia biblijne, gdy byliśmy w kościele, lecz od chwili, gdy znaleźliśmy się „poza kościołem” okazało się, że o wiele łatwiej jest mi się komunikować z innymi, którzy są poza kościołem z różnych przyczyn. Nie pragniemy być samotnymi strażnikami, robiącymi coś sami z siebie, lecz wydaje nam się, że jesteśmy w czymś, co Bóg robi.  

Claudia (USA):

Dyskutowaliśmy wraz z mężem o tym, czy zostaliśmy wywołani ze zorganizowanego kościoła czy nie. Ciągle uczestniczymy w kościele w niedzielę, lecz nie wydaje się, żebyśmy gdziekolwiek pasowali. Siedzimy wśród tysięcy, słuchamy „dobrego posłania”, lecz „nie jesteśmy połączeni z ciałem”. Chcielibyśmy. Próbowaliśmy przyłączyć się tylko po to, aby zostać wypchnięci. Dostrzegamy tak wiele kontroli w lokalnych kościołach, do których chodzimy. Wiem, że izolacja nie jest odpowiedzią.

_______________________________________________

Pewna ilość tych „z kościoła” mówi, że zauważyli wielu innych wokół, którzy wydają się być obecnie niespokojni i niezadowoleni. Zdaje się, że to zjawisko jest bardzo rozpowszechnione:

Peter i Doreen (Nowa Zelandia):

Mam wątłą wieź z kościołem anglikańskim i spotkałem tak wielu ludzi, którzy są spragnieni „sami nie wiedzą czego”. Mają niepokój w sercach i, jak powiadasz, wędrują od kościoła do kościoła… 

Erlene (USA):

Mam przyjaciół, którzy (w większości) opuścili kościół. Sama ciągle chodzę do mojego, a to dlatego, że NIE usłyszałam, aby Bóg powiedział mi coś innego. Prowadzę studium biblijne dla dorosłych w każdy niedzielny poranek, oraz pewne inne studia biblijne z różnymi ludźmi w ich domach i wiem, że Bóg powołał mnie do nauczania. Niemniej jednak, jestem bardzo niespełniona moim „kościołem jak zwykle”. Jestem sfrustrowana tym, że nie widzimy znacznie więcej „znaków, które towarzyszą tym, którzy uwierzyli” i rutyną. Dary Ducha są bardzo potrzebne, zbawienie nie zdarza się w żadnym stopniu, kościół stał się raczej chrześcijańskim klubem społecznym, moim zdaniem…

Eileen (USA):  

Należymy do tej części chrześcijan, którzy są całkowicie niepewni i jedyne co nas trzyma przy tym jednym kościele to fakt, że nasze dzieci są zaangażowane w grupę młodzieżową i czujemy, że potrzebują tego kontaktu. Wszystkie kościoły, w których byliśmy, zielonoświątkowe, charyzmatyczne, baptystyczne… cokolwiek.. w każdym z nich czegoś brakuje. Wydaje mi się, że kościołowi tego pokolenia brakuje „pełni” Chrystusa. To zawsze wydawało się być jego najsłabszą jego dziedziną. Nie mówię, że jesteśmy doskonałymi chrześcijanami, którzy wszystko wiedzą… to nie tak… lecz tak wiele brakuje.

Uczę się i wzrastam znaczenie bardziej (przeważnie) w domu w komorze modlitwy szukając Pana i studiując Jego Słowo. Mój i męża duchowy wzrost nie jest wynikiem uczestnictwa w kościele, lecz czasu spędzonego z NIM w domu. Kościół stał się bardziejsocjalną przerwą niż czasem prawdziwego poszukiwania Boga. Powinniśmy robić te rzeczy, które robił Jezus (cuda, uzdrowienia, uwolnienia, odnowienia, itd..) a nawet większe! Szczególnie w tych dniach ostatecznych!

____________________________________________________

Wielu pisało do mnie o tym, jak „pustym” doświadczeniem stał się dla nich kościół i jak zastanawiali się nad tym, co trzeba by zrobić, aby to uległo zmianie.  

Ruthie (USA):

Wydaje się, że tylko grzeję siedzenie w moim kościele. „Działalności” i „programy” stały się tak puste. Staliśmy się klubem społecznym o mentalności „błogosław mnie…” Odkryłam, że mam większe pragnienie spędzania czasu samotnie z Jezusa i odczuwania Jego obecności niż w grupie ludzi, którzy całe nabożeństwo spoglądają na zegarki, zastanawiając się ile z ich wolnego dnia będzie użyte na kościelne nabożeństwo…

 

Hollie (USA):  

Czuję się jakbym była w miejscu duchowego zawieszenie przez ostatnie 4, 5 lat. Kościół do którego uczęszczam ma wspaniałe nabożeństwa, programy rozpierają ściany, lecz przeważnie pozostawia mnie to z niewzruszonym i apatycznym sercem.

Ponieważ…

Ponieważ, być może, patrzę na innych, nie skupiam wzroku na Jezusie.

Ponieważ patrzę na innych i po wspaniałym nabożeństwie, oni wracają do robienia tego wszystkiego, co robili, a co nie było całkiem doskonałe przed Panem. Co dobrego niesie ogromne „dotknięcie” (gęsia skórka) przez Pana, jeśli nie ma trwałych zmian, gdy gęsia skórka znika? Niechętnie świadczę ludziom w przypadku, gdy chcą przyjść ze mną do kościoła. Czuję, że wprowadzenie ich do kościoła poprowadzi ich przeważnie do przywiązania do kościoła, a nie do relacji z Panem…Nie chcę, aby ktoś po prostu „przyszedł do kościoła” ze mną, chcę, aby „przyszedł do Jezusa”!Wydaje się, że nie podkreśla się tak bardzo osobistej relacji z Panem, przeważają  relacje z pastorem i innymi usługującymi, czy naszą służbą w zgromadzeniu. Zupełnie nie mam pragnienia służby czy przywódczej roli w zgromadzeniu. Wszystko to już widziałam, sama wiele z tego robiłam i jestem już naprawdę zmęczona tym, nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Nie ma wielkiej radości, myślę odwiedzać skazanych, wdowy, chorych, zranionych, tych, którzy wyślizgują się po cichu poza drzwi zgromadzenia i nikt tego nie zauważa, ponieważ wszyscy są tak bardzo zajęci „usługiwaniem” zgubionym. (Zgubieni stają się jeszcze bardziej zgubieni, a zbawieni są nie zauważani). Nawet jeśli zauważą, że ktoś od dłuższego czasu nie przychodzi to są zbyt zajęci, aby faktycznie dowiedzieć się dlaczego tej osoby nie ma czy gdzie jest. (Często ta „zajętość” jest skierowana na kościół!)

W tym samym czasie jestem spragniona. Jestem tak desperacko spragniona znaleźć w lokalnym kościele to coś, to sprawia w moim duchu/duszy ten straszliwy głód iczuję się tak nie usatysfakcjonowana tym, co się mi podaje w lokalnym zgromadzeniu.
Przebadałam swoje serce, aby zobaczyć czy to jest „moje”, czy są takie rzeczy, z których powinnam pokutować, zająć się nimi czy poddać pod krew.. Oczywiście są, lecz nie tylko to powoduje taki straszliwy duchowy głód.

Nie chcę „dobrych” nabożeństw w moim kościele, nie chcę brać udziału w większej ilości programów czy wyjazdowych usług. Nie chcę urzędu w zgromadzeniu.

Może po prostu chcę być nakarmiona. Lecz, nakarmiona czym? I dlaczego czuję tak straszliwy duchowy głód? Słowo mówi: „zbadajcie i zobaczycie, że dobry jest Pan”. Być może nie „próbuję”. Jeśli tak, to chcę! Lecz nie chcę próbować czegoś, co upichci pastor, aby podać na nabożeństwie. Nie chcę być przy duchowym szwedzkim stole, podnosić i kosztować co też może mnie usatysfakcjonować duchowo, lub wywołać „gęsią skórkę” Ducha Świętego, którą ktoś inny dla mnie przygotował. Ja chcę BOGA!

Marilyn (USA):  

Już długi czas mija, jak nic nie otrzymałam od kościoła. Uwielbienie jest słabe… wszystko w pośpiechu, ponieważ mamy nabożeństwa kolejno jedno po drugim.

Nie ma czasu, aby pozwolić Duchowi Świętemu wejść, lecz chcę ci powiedzieć dlaczego  ostaję. Zostaję ze względu na dzieci, nie jestem tutaj po to, aby brać, lecz aby dawać. Możemy robić nabożeństwa dla dzieci, żywe i pełne znaczenia. Dzieci nas potrzebują w tym miejscu i więcej otrzymuję dając dzieciom niż biorąc udział w nabożeństwach.

Donna (USA):  

Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele razy chodzę do kościoła w desperacji, aby spotkać Boga, tylko po to, aby wyjść zniechęcona a czasami nawet ze łzami.

Kościoły, które tutaj, w Ameryce znajduję (w stanie Oregon, gdzie mieszkam i w Teksasie) są tak martwe i suche (tak, tzw. „napełnione Duchem”), że muszę zmuszać się do tego, aby iść, a czasami nie mogę się zmusić.

Zastanawiałam się czy coś jest nie tak ze mną, że tak bardzo jestem niechętna, podczas gdy wszyscy moi przyjaciele zawsze tryskają entuzjazmem, bo „obecność Pana była tak mocna” czy „to było naprawdę wspaniałe”. A ja myślałam (nigdy tego nie mówiąc) UH! Wolę mojego dentystę.  

Kocham Jezusa taaaaaaaak bardzo i mam tak dobry czas po prostu będąc z Nim w domu, że nie mogłam zrozumieć dlaczego tak często w kościele czułam się tak nieprzyjemnie.  Rozmawiam z wielu swoimi niezbawionymi przyjaciółmi i rodziną, którzy bez wyjątku zostali wykorzystani lub nawet okradzeni przez „chrześcijan” i „chrześcijańskie służby” i stale usiłuje ich przekonać, że to nie Bóg im to zrobił.

Niestety większość „chrześcijan” wyrabia Bogu tak złe imię, że niezbawieni nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. Modlę się teraz nieustannie: „Panie, jeśli źle reprezentuję ciebie, powstrzymaj mnie koniecznie w jakikolwiek sposób”.  Nie chcę zdawać rachunku w dzień sądu za wszystkich ludzi, którzy z mojego powodu trzymaliby się od Boga z dala.

Teraz wiem, że są nas prawdopodobnie miliony, którzy czują się tak samo wobec „zorganizowanej religii” i zakładam się, że ten masowy exodus z „kościoła” jest z Boga. On powiedział: „Wyjdź z niego ludu mój, nie bierze więcej udziału w jego grzechach”.

______________________________________________
Ludzie będący „w kościele” mówili mi, że są w stanie zakłopotania, co robić i dokąd iść. Wydaje się, że jest tam mało możliwości. Rzeczywiście nie dostrzegają Boga działającego w ich kościele, lecz zdaje się, że gdzie indziej nie jest lepiej. Cóż można zrobić, aby zaradzić tej niemocy, która ogarnęła zachodnie chrześcijaństwo?

Sondra (Australia):

Pomimo, że pozostałam w kościelnym systemie (co jest niewygodne), po prostu nie wiem, co robić. Myślę o tym całym „staniu się dziwnym i poza porządkiem”.

Nie chcę być poza Ciałem; a raczej poza „skomercjalizowanym” kościołem… taki brak wstawiennictwa, szukania Boga i cichego czasu na głęboką modlitwę, a właściwie nie ma tego zupełnie!!  A będąc całkiem szczera to brak w ogóle pokuty. Faktycznie, pokuta zdaje się być brudnym słowem w naszym kościele. Zbyt niewygodnym, aby udzielić mu wystarczającej wagi na jaką zasługuje i jakiej Bóg wymaga do zdrowego duchowego życia. W rzeczywistości pokuta została wypchnięta na rzecz budowania samego siebie i pychy we wszystkim co robimy! Nasz kościół wydaje się promować siebie tak, jakby był tak godny znalezienia się na pierwszym miejscu w Bożych planach, celach i błogosławieństwach.

 

Cheryl (USA):

Jesteśmy na skraju odejścia z kościoła całkiem, lecz faktycznie bardzo chcemy, jako że jesteśmy bardzo sfrustrowani i wypchani po brzegi odgrywaniem kościoła.
Przez 10 lat byliśmy oddanymi liderami młodzieżowymi i zostaliśmy okrzyknięci buntownikami za naszą troskę o stan kościoła przez ostatnie kilka lat.
Okazało się, że odwróciliśmy się plecami do kościoła, lecz mamy wątpliwości, aby odejść całkowicie. Nasze uczucia są takie – jeśli my wszyscy „wyjdziemy” to kto powie innym, którzy czują się podobnie, że nie są sami i, że nie są „dziwakami”.

We wszystkich aspektach naszego życia jesteśmy bardzo oddani Bogu i rzeczywiście znacznie bliżej Niego teraz, niż kiedykolwiek wcześniej. Zabawne jak to działa! Znamy bardzo wielu ludzi, którzy również są na skraju opuszczenia kościoła lub już to zrobili. Dzieje się to w alarmującym tempie tutaj w Ontario, ponieważ tak wielu z nas czuje podobnie i wykonuje ten sam ruch nie wiedząc wcześniej o innych idących tą samą drogą. Nie mogę myśleć inaczej, jak tylko w ten sposób, że to Bóg wyprowadza tą armię na pewien czas. Jak długo – kto to wie?

Tait (USA):

Od pierwszego roku byłem tak sfrustrowany moim kościołem i ich światowymi sposobami, strachem przed ludźmi (siedzącymi w ławkach) bardziej niż bojaźnią Bożą, że czułem, że muszę odejść (ponieważ bardziej byłem skupiony na tym, co jest złe, niż na Panu). Pan w oczywisty sposób działa w moim kościele przygotowując nowe bukłaki, lecz moja frustracja wywołana przez ludzi, którzy chcą się trzymać starych metod i odrzucają nawet możliwość przyjęcia nowych, jest przytłaczająca.

 

Lea (USA):

Czasami wydaje mi się, że łatwiej by było regularnie chodzić do kościoła, żeby uniknąć zatroskanych uwag od moich chrześcijańskich przyjaciół, którzy wierzą, że jestem nieposłuszna. W rzeczywistości, chodzę do kościoła okazjonalnie z powodu poczucia winy, lecz za każdym razem, gdy to robię, czuję jakby mi Bóg przypominał, że to On mnie stąd wywołał. Nie wywołał mnie ze społeczności z braćmi i siostrami, lecz ze zorganizowanego kościoła. Kiedyś, gdy poszłam, czułam się tak pusta. Dowiedziałam się od pastora, jak ważne jest, aby być częścią kościoła. Słyszałam to już tak wiele razy, że zaczyna mnie to zastanawiać, dlaczego tak wielu pastorów tak często przypomina o tym. Zastanawiam się czy oni nie czują tego, że Bóg jest na tyle wielki, aby spotykać się z nami w domach bez zorganizowanego uwielbiania, kazań i szkółek niedzielnych dla dzieci?

Kulę się w swym duchu i czuje chora z powodu każdej niedzieli, gdy muszę siedzieć dwie godziny tego „szukajmy Boga”, podczas gdy my wszyscy zdajemy się szukać siebie i przeżywać dobry socjalny czas.продвижение

< Część 8 | Część 10 >

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 10

                                                  CZY ODPOWIEDZIĄ JEST „PREBUDZENIE” ?   

Przebudzenie” w sensie chrześcijańskim zdefiniowane jest jako potężne poruszenie Boże, które przynosi prawdziwe „odnowienie” – powrót kościoła do czegoś, co było oryginalnym stanem z „Księgi dziejów” – i trwa przez pewien czas. Było wiele wspaniałych Reformacji i Przebudzeń w ciągu całej historii kościoła – które dramatycznie zmieniły go na zawsze.

Zdając sobie sprawę z tego, że tysiące ludzi opuszcza współczesne kościoły, wielu liderów chce jakiegoś rodzaju „rozwiązania”, aby ich sprowadzić z powrotem.

 Co możemy zrobić, aby wrócili – pytają.  Lecz nie zdają sobie sprawy z tego, że wielu z tych „niezkościelonych” ludzi nie jest w ogóle zainteresowanych powrotem do „kościoła jaki znamy” . Czekają na nowe poruszenie – całkowicie nowy „Kościół” – przemieniony przez moc Bożą. W rzeczywistości jest jasne, że oni chcą czegoś znacznie bardzie podobnego do pierwotnego kościoła Biblii. To o czym mówią to Reformacja na ogromną skalę a Przebudzenie, to coś co przeniesie nas  ponownie do pełni żywotności, wiary i mocy pierwszych chrześcijan.

Ciekawe jest to, że oryginalny kościół w Jerozolimie był w istocie kościołem „otwartym”.

 Przepraszam – mówisz – kościół zewnętrzny? Myślałem, że spotykali się każdego dnia w świątyni. To wcale nie brzmi dla mnie jak kościół „otwarty”.

 Choć niewiel chrześcijan współcześnie zdaje sobie z tego sprawę jest absolutnie poza wszelkimi wątpliwościami, że kościół Jerozolimski przede wszystkim był „otwarty”.

Księga  Dziejów Apostolskich zapisuje to, że wierzący z Jerozolimy zbierali się codziennie  Przysionku Salomona, który był ogromnym otwartym dziedzińcem dołączonym do głównej świątyni. Zwany był również „dziedzińcem pogan” i był ogromnym otwartym obszarem z ławkami – o wymiarach około pięciu i pół boisk do piłki nożnej. Wzdłuż jednej strony był zakryty obszar, gdzie stawali apostołowie i głosili – znany jako ganek Salomona.

Wiemy, że kościół w Jerozolimie był liczony w tysiącach od samego początku, a zatem jeśli chcieli się gromadzić „jako jedno” to jedynym miejscem na to było coś na otwartym powietrzu. Zatem był to najbardziej zatłoczony i ruchliwy „plac” w całym mieście. Jeśli więc chcieli, aby ich posłanie było przekazane przed największą możliwą publicznością to właśnie było odpowiednie miejsce.

  Cóż ma to wszystko wspólnego z dyskusją na temat chrześcijan „bez kościoła”. No tak, oni nie są jedynymi, którzy mówią o powrocie do „oryginału”. Nie są jedynymi, którzy wierzą, że wielka Reformacja i Przebudzenie nadchodzi. Jest to coś, co Bóg zdaje się mówić do wszystkich chrześcijan – w poprzek całego spektrum – od wielu już lat. Zdaje się, że to ON chce Przebudzenia bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy to możliwe, aby takie poruszenie Boże było „punktem spotkania”, gdzie wielu ludzi zarówno z kościoła jak i z poza niego znajdzie wspólny grunt? Czy to może być odpowiedzią?

Jasne jest, że Bóg chce powrotu do Swego „oryginalnego” kościoła. Wszystkie cuda, jedność, przenikające serca kaznodziejstwo „pokuty” i wszystko inne, co powodowało, że pierwszy kościół był tym czym był – to wszystko Bóg chce odnowić, ponieważ tak wiele zostało utracone przez stulecia. Porównywalnie do nich, nasz wpływ jest minimalny, a nasze małostkowe podziały zabijają nas.

Myślę, że wielu chrześcijan byłoby zdumionych, gdyby dowiedziało się, jak całkowicie inny był pierwszy kościół od tego, co nazywamy „kościołem” teraz.

Wtamtych dniach mieli oni całkowicie  ZEJDNOCZONY style=””> kościół ( i nie mówię tutaj o „ekumenizmie”!). Prostą prawdą jest to, że nie mieli „denominacji” wcale. W rzeczywistości to byliby zdumieni słysząc o czymś takim! Był „jeden” kościół – bez podziałów, bez małych grupek separujących się i określających siebie różnymi nazwami. Przede wszystkim Jezus modlił się” aby byli JEDNO… aby świat uwierzył. Cóż takiego nie pozwala światu „uwierzyć” współcześnie? To, że nie ma JEDNEGO.

Ostatnio mnóstwo ludzi podkreśla to, że pierwszy kościół spotykał się w domach (co jest prawdą), lecz wydaje się, że zapominają o tym, że wierzący zbierali się również na OGROMNYCH SPOTKANIACH NA OTWARTYM POWIETRZU i działo się to CODZIENNIE – wspólne schodzenie się „jako jedno”. Wszyscy wierzący z całego miasta mogli zbierać się w ten sposób.

 Widzimy wiec, że były DWA różne rodzaje spotkań, w kościele jerozolimskim. Jedne były to bardziej intymne spotkania typu „kościół domowy”, gdzie wierzący z sąsiedztwa mogli zebrać się razem w czyimś domu – przyjmując komunię i poruszając się wspólnie w duchowych darach – budując siebie nawzajem w jedności i miłości. Drugie zaś były ogromne i otwarte o czym tu już dyskutowaliśmy. (Masowe zgromadzenia całego miasta, gdzie apostołowie mogli głosić, uzdrawiać chorych itd.). Te również odbywały się przez cały czas.

W rzeczywistości apostołowie kontynuowali służbę Jezusa – po prostu tak, jak im nakazano. Zarówno Jezus jak i Jan Chrzciciel prowadzili służby na otwartej przestrzeni – tam, gdzie „zwykli ludzie” byli. To było bardzo ważne. Zostali oni powołani do tego, aby docierać do zgubionych, a nie ukrywać się za czterema ścianami.

Dziś w kościel bardzo źle się przysługujemy całemu światu. Oni niemal nigdy nie widzą jak się zgromadzamy „jako jedno”, czyż nie? Faktycznie, to oni w ogóle nas nie widzą. Zamykamy się w naszych oddzielnych grupach – za czterema ścianami – poza polem widzenia i poza uwagą. Nic dziwnego, że mamy tak mały wpływ na świat wokół nas. Sami powodujemy naszą nieobecność w ich życiu.

Lecz to wszystko ma się zmienić. Bóg mówi w ostatnich latach na całym globie o nadchodzącej „Wielkiej Reformacji” kościoła – o wielkim „wstrząsaniu”, które przywróci go do stanu w jakim powinien się zawsze znajdować.

Bardzo interesujące jest zwrócenie uwagi na to, że największe Przebudzenia kościoła w ciągu stuleci zawsze obracały się wokół ogromnych spotkań na otwartym powietrzu. Wielkie przebudzenie lat 1740 (Wesley, whitefield i Tennant)) jest pierwszym tego przykładem. Zwyczajnym stało się dla dziesiątków tysięcy ludzi zbieranie się na otwartym powietrzu. Podobnie „Drugie Wielkie Przebudzenie” w 1800 (zaczęło się w Kentucky), które było świadkiem powstania „camp-meeting” i odbywało się wśród tysięcy zgromadzonych na otwartym powietrzu. Nawet wielkie Przebudzenie 1859 roku było mocno w tym zakorzenione – szczególnie w Ulsterze, gdzie były masowe spotkania modlitewne na otwartym powietrzu.

  Jestem przekonany, że Bóg już wkrótce zadziała w ten sposób ponownie. On chce odnowić „oryginał”, pragnie, aby kościół zbierał się „jednomyślnie” – właśnie tam, gdzie są ludzie. Pan pragnie „jednego” kościoła – nie wielu – kościołów, który jest czysty i święty – „bez skazy, zmazy czy czegoś w tym rodzaju” i chce kościoła, który idzie „niszcząc dzieła diabła”, jak to robił Jezus.

  Aby oglądać ponownie takie chrześcijaństwo Bóg będzie musiał wykonać wielkie „trzęsienie” i właśnie to zrobi. Cokolwiek jest potrzebne. Wchodzimy w erę wielkiej „przemiany” w kościele. Wierzę, że będzie to aż do krytycznego punktu „zmień lub zgiń” wśród współczesnego zachodniego chrześcijaństwa, ponieważ Bóg nie może mieszkać w letnim kościele.

Gdzie zatem w tym wszystkim pasują chrześcijanie będący „poza kościołem”? Ogromna ich ilość wierzy, że to co obecnie robią to „przygotowanie” do tego nachodzącego poruszenia Bożego. Faktycznie jest znaczące to jak wielu z nich napisało do mnie o tym. Wierzą, że aby być w pełni gotowymi na to, co Bóg ma zrobić muszą się „oduczyć” wiele z ich starych sposobów „prowadzenia kościoła”  i przygotować się na to, że Bóg chce zrobić coś zupełnie nowego.

Oto kilka przykładów tego, co napisali w tej sprawie:

Rowayne (Płd. Afryka):

Wierzę, że Bóg jest bardzo zajęty czymś całkowicie nowym, co wstrząśnie religią i tradycją. Nadchodzi taki czas, że będziemy świadkami ogromnej zmiany w sposobie funkcjonowania kościoła. Wierzę, że kościół wyjdzie na ulice, uwielbienie będzie absolutnie ogniste na rogach ulic i równinach. Modlitwa wzniesie się z centrów handlowych i biznesowych miejsc. Nie będziesz musiał chodzić do kościoła, ponieważ kościół będzie czekał na ciebie na zewnątrz! Niesamowita przemiana słabej i bezsilnej organizacji w potężną Walczącą Oblubienicę… Niektórzy z nas widzieli tę cudowną przemianę w sercu Boga wiele razy, czekamy i przyglądamy się a nie będzie to już długo trwało. Chwała Bogu!

Lea (USA):

Czuję, że tradycyjny sposób na „prowadzenie kościoła” miał już swoją erę. Myślę, że Bóg szuka ludzi, którzy są gotowi przyznać, że głodujemy i nie zostajemy nakarmieni we współczesnym kościele, choć słyszałam pastorów mówiących, że tak. Szczerze wierzę, że nie będziemy gotowi na następny ruch Boży dopóki nie przyznamy się, że pragniemy i, że współczesna struktura nie działa. Wyczekuję tego, co Bóg zrobi i myślę, że to się działo poza ścianami a w szczególności poza programami i tradycjami niedzielnych poranków. Wypatruję również czasu, gdy my, jako wierzący, zjednoczymy się pod parasolem i będziemy mieli przywilej brania udziału w następnym ruchu, który Bóg wykonuje. Nie sądzę, aby wszyscy byli wezwani do opuszczenia kościoła, lecz wierzę, że niektórzy tak i jestem zachęcona tym, co słyszę o reakcjach tych ludzi. Jestem bardzo podekscytowana i chcę oglądać to, co Bóg zamierza zrobić przy pomocy tych ludzi!

Sue (Australia)

W 1995 roku Pan pokazał mi, że zamierza „strząsnąć piekło z kościoła”. Dosłownie.

Pokazał mi, że w systemie lokalnego kościoła nad niektórymi kościołami są demoniczni mocarze i mają do tego legalne prawo. Dał mi werset mówiący, że „rzeczy podlegające wstrząsowi, będą wstrząśnięte” Każda struktura, która nie jest zbudowana na Panu rozpadnie się, tj. instytucje, kościoły, koledże, wszystko, co nie zostało ugruntowane na Skale Chrystusa Jezusa. Ustabilizowany system, taki jak go znamy, rozpadnie się. Stało się to, że ludzie weszli w drogę Bogu i jego planowi dla Jego królestwa.

Jestem jedną z tych wyczekujących. Wiem, że Bóg znów użyje mężów i niewiasty, których wytrenował i którzy są poza systemem. To, co Bóg tchnął w ich życie, nie pójdzie na marne. Czuję, że zostałam ukryta w Jaskini Adullam na 5 lat. W zeszłym roku wzięłam udział w proroczej koferencji i odkryłam, że inni czują to samo… Jezus przychodzi do kościoła pełnego chwały.

Steven (miejsce nieznane):

Byłem poza kościołem przez trzy lata, czekając na Boga, aby pokazał mi, co mam dalej robić. W tym tygodniu otrzymałem list z prośbą, abym przyjechał i nauczał na temat pastorskiego przywództwa w szkole biblijnej w South Pacific, lecz czego miałbym nauczać? Moje pojmowanie rzeczy jest całkowicie odmienne od NORMALNEGO pastorskiego punktu widzenia. Czy kościół będzie kiedykolwiek gotowy na wykorzenienie i zburzenie normalnie bezsilnego systemu, który powoduje, że ludzie uzależnieni są od kościoła i liderów, zamiast polegać na Bogu i na Nim JEDYNIE?

Jim (Lokalizacja nieznana):

Komicznie nazywam to „przeżyciem poza Ciałem” odnosząc to do ciała Chrystusa. To style=””> w co może się to przerodzić to przebudzenie, które objawi Kościół bez ścian.

Cathy (USA):

Ostatnio przeprowadziliśmy się… są tutaj trzy widoczne, napełnione Duchem kościoły, które mają w większości takie same doktryny. W żadnym z nich nie wspomina się o pozostałych, ani nigdy nie schodzą się razem w jedności na jednym miejscu. Na tyle na ile można to powiedzieć wszystkie wzrastają i maja przyjemne budynki i programy przyciągania tak wielu ludzi jak to tylko możliwe… Dziwi mnie to… słyszałam jak jeden pastor z Columbii mówi:

 Ludzie byli gotowi na jedność, lecz pastorzy ich powstrzymywali.

Może to nie jest pełna odpowiedź, lecz w duchu wierzę, że jest to kluczowy krok.

L.S. (USA):

Czuje się tak, jakbym czekał od dawna… lecz wierzę, że Pan mówi, że Reforamcja jest już blisko i, że znajdę miejsce w nowym poruszeniu Bożym.

Carroll (USA):

Słyszeliśmy i stale słyszmy proroctwa o nadchodzącej w kościele zmianie. Słyszymy tylko w części. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że Bóg nie przeniesie  jednej cegły czy betonowego kościoła do drugiego, lecz zrobi coś poza ścianami kościołów.

Nie jesteśmy przeciwni kościołowi – lecz Bóg chce dokonać pewnych zmian a my chcemy być z Nim, gdy będzie to robił.

 Jest wielu ludzi, którzy, podobnie jak my, nie należą do kościołów – nie jesteśmy samotnymi strażnikami przyrody. Przyjaciele, których mamy nie wędrują w kółko bez celu. Jesteśmy częścią „Ciała” a następne poruszenie Boże będzie miało miejsce na rynku miejskim i w domach i być może wtedy ci, którzy nie „opuścili” będą siedzieć wewnątrz cegły, czy betonowego systemu, ponieważ oni byli uczeni, że wszystko musi pochodzić z systemu. Będą mieli trudny czas z nowym poruszeniem Bożym.

Mark (USA):

Czuje w swym sercu, że to masowe pragnienie i ludzie idący za Jezusem jest Bożą sposobem na ustanowienie sceny na wielkie reformacyjne zmiany.

 __________________________________________________

Ponownie autor:

Jak więc widzicie, to poczucie nadchodzącej Reformacji czy Przebudzenia jest bardzo powszechne wśród ludzi z poza kościoła. Postrzegają siebie, jako będących na „Pustyni” i zwróconych w stronę Obiecanej Ziemi Przebudzenia – „nowego bukłaku” dla kościoła. Lecz, jak już wcześniej powiedziałem w tej książce, podobnie jak było to z dziećmi Izraela, kiedy przyjdzie czas na ostateczne opuszczenie tej pustyni, przyjdzie test.

Jestem przekonany, że wielu z pośród ludzi poza kościołem to materiał na liderów i nie zdziwi mnie jeśli Bóg przygotowywał ich do przywódczej roli w nadchodzącym poruszeniu. Lecz jest jedna rzecz, z która będą musieli się zmierzyć: wszystkie największe przebudzenia miały silnych liderów. Była to całkowicie krytycznie ważna sprawa dla ich powodzenia. Czy jednak ci ludzie z poza systemu rzeczywiście poradzą sobie z tą koncepcją? Nic nie mogę poradzić na uczuciu, że niektórzy (o ile nie: wielu) staną się ofiarami postaw anty-liderskich, anty-władzy, anty-Ciała, które wchłaniają na całej poza kościelnej scenie (podobnie jak ja sam kiedyś). Wielu z nich rzeczywiście nie wierzy już w LIDERSTWO wcale.

  Jeśli nie wierzysz w nic poza najbardziej umiarkowaną formą władzy to wtedy jest bardzo trudno PROWADZIĆ siebie. Możesz „zarządzać” lecz faktyczne prowadzenie jest czymś zupełnie innym, a bez liderów, którzy będą korzystali ze swego autorytetu, aby trzymać diabła z daleka, każde Przebudzenie będzie infiltrowane przez przeciwnika natychmiast. Zobaczyłem to w czasie badań nad minionymi przebudzeniami stale i wciąż. Jest to główna przyczyna zakończenia Wielkiego Przebudzenia Walijskiego z 1904 roku w ciągu JEDNEGO ROKU. Mamy przeciwnika, który grasuje wokół jak lew ryczący i nienawidzi Przebudzeń. Przeniknął i zrujnował wiele poruszeń Bożych w historii i jeśli damy mu szansę to zrobi to ponownie. Uwielbia on sytuacje, w których istnieje „próżnia” władzy i nikt nie strzeże bram. Mówię wam, nie istnieje coś takiego jak Przebudzenie bez liderów. A jeśli jest to nie trwa długo! Przebudzenia muszą być strzeżone przez liderów, którzy są wyznaczeni przez Boga i którzy nie boją się stanąć przed odpowiedzialnością. Tacy ludzie jak Wesley, Booth, Finney i podobni. Silni przywódcy – ci wszyscy. Takimi byli też apostołowie. Przebudzenie i silne przywództwo idą ręka w rękę.

Księga Dziejów jest pełna liderów, którzy DIAŁALI JAK LIDERZY. Byli sługami – tak, lecz byli również RZECZYWISTYMI PRZYWÓDCAMI. Bez nich nie byłoby Księgi Dziejów. Zastanawiam się, ile czasu upłynie zanim ludzie z poza kościoła poradzą sobie z tym prostym faktem? (Mnie zajęło to bardzo dużo czasu).

Muszę, zatem, zadać te pytania:

Czy współcześni nie zrzeszeni ludzie rzeczywiście są gotowi pomóc prowadzić nowe poruszenie Boże? Czy też wielu z nich faktycznie boi się „prowadzić”? Czy są gotowi wziąć odpowiedzialność i autorytet tam, gdzie to jest potrzebne? Czy też wierzą w jakiegoś rodzaju przebudzenie bez przywództwa? Czy są oni gotowi stać się „stawami” w prawdziwym znaczeniu tego słowa? Czy też podejrzliwość i „trwanie poza” stały się przeważającą częścią ich duchowej konstrukcji? Czy są gotowi na przyłączenie się do ciała czy też znajdą ewentualnie jakieś wymówki, aby pozostać z dala i odczepieni? Są to zasadnicze pytania i są to właśnie te rzeczy, które będą testowane, gdy nadejdzie pora. Czy ci ludzie prawdziwie WYRZEKLI SIĘ wszystkiego, czego muszą się wyrzec?

POKUTA, KTÓRA ZALEJE
KOŚCIÓŁ

Oczywiście, choć jest wiele spraw dotyczących „struktury”, którymi należy się zająć dziś to RZECZYWISTYM problemem (tym, który faktycznie się liczy) jest sprawa SERCA. Kościół jest chory i niedomagający, ponieważ jego serce jest chore i niedomagające. Nie tyle jest to problem ‘szufladek’, w których żyje czy stylu nabożeństw, które prowadzi. To są składniki drugorzędne. To SERCE ludzi Bożych potrzebuje faktycznej pracy i to jest to, od czego każde Przebudzenie musi zacząć – oczyścić serca Jego ludzi. Rozwiązywanie spraw „strukturalnych” może przyjść później to serce tak naprawdę się liczy. A zatem, potężna fala POKUTY musi przyjść najpierw (podobnie jak w każdym prawdziwym Przebudzeniu w całej historii).

  Znam wielu ludzi w ruchu kościołów domowych, którzy wierzą, że jeśli tylko wejdziemy we właściwą strukturę opartą na domach, to wszystko inne pójdzie za tym. Niektórzy spędzają całe godziny na dyskusjach o „pluralizmie starszych” czy „formach kościołów domowych” itd. Wydaje się, że wierzą w to, że zmiana „szufladki” spowoduje, że zmieni się ku dobremu wszystko inne. Przykro mi, lecz nie zgadzam się z tym. To zmiana SERC jest konieczna – przede wszystkim i ponad wszystkim i to właśnie Przebudzenie spowoduje. Pamiętajmy, w pierwszym kościele, to WYLANIE przyszło najpierw, a później budowano wokół tego struktury. Najpierw musi przyjść Przebudzenie i zmienić serca Bożych ludzi, zanim zacznie się cokolwiek innego. Próby formowania „nowego bukłaka” bez nowego wina jest po prostu stawianiem zaprzęgu przed koniem.

Jak wielu, jestem przekonany, że wielkie Przebudzenie nadchodzi – powódź Bożego Ducha, która sprowadzi kościół na kolana w głębokiej pokucie i przemianie. Poprzez te dzieła przyjdzie „nowy bukłak” i ogromne zbiory – wraz z wzbudzonymi przez Boga nowymi liderami.

Czy będzie, zatem, wielu nowych liderów wśród tych trwających poza kościołem?

Nie wątpię, że tak będzie. Nie po to Bóg przeprowadził ich przez to wszystko, aby nic z tego nie było, lecz czas jest kluczową sprawą. Czasami potrzeba „kryzysu”, aby mógł powstać nowy lider. Jak mówi przysłowie „Z właściwą godziną przychodzi właściwy człowiek” („Cometh the hour, cometh the man”) i nigdy nie będzie to bardziej prawdziwe niż w czasach Przebudzenia czy Reformacji. Nagle nowi liderzy przyjdą jakby znikąd – przygotowywani przez Boga latami w ukrytych miejscach. Tak zawsze było z największymi Przebudzeniami. Czas jest najważniejszy.

Jak zobaczyliśmy w tym rozdziale – a faktycznie w całej książce – jest na świecie grupa chrześcijan, którzy opuścili bezpieczną strefę rutyny, przyjaciół i znajomego otoczenia, aby oddzielić się ku czemuś nowemu, nie wiedząc dokładnie dokąd idą czy też w jaki sposób się tam dostaną, po prostu wiedząc, że muszą iść. Usłyszeli wołanie, sprawdzili wizję i wyruszyli. To wymagało odwagi i wielu z nich bardzo głęboko podziwiam. Jeśli dali radę przejść przez pustynię, nic pewniejszego niż to, że wielu z nich będzie wspaniałymi przywódcami Bożego ludu, lecz kluczem jest tutaj nastawienie na wyjście z tej ‘pustyni’. Osobiście wierzę, że ogromna ich ilość przejdzie to. Żyjemy w doniosłych czasach.

Czy, zatem, ten potężny ruch poza-kościelny jest znakiem, że coś nieuniknionego leży przed nami? Czy ta narastająca fala „niezadowolenia” wśród tłumów chrześcijan jest dowodem dramatycznych zmian, które są tuż za rogiem? Z pewnością możemy wywnioskować, że coś ważnego się dzieje. To, co się dzieje jest zbyt wielkie, aby mogło być dziełem zwykłego zbiegu okoliczności, coś niezwykłego i to na światową skalę, co może być zarządzone wyłącznie przez Boga.

Czy więc, zobaczymy nowy typ przywódców wychodzących z pustyni – przygotowanych na ten czas- gotowych do przyjęcia narodzin nowego poruszenia Ducha Bożego? Czy nadchodzi następne wielkie „przebudzenie uliczne”? Cóż, jedno jest pewne – zdecydowanie potrzebujemy go. Tylko czas pokaże.

Niemniej są znaki tego, że coś o tej wielkości i znaczeniu zbiera się. Wydaje się poza wszelkimi wątpliwościami, że Bóg jest bliski działania w zupełnie nowy sposób w tym pokoleniu i, że On czyni coś całkowicie radykalnego. Czy też, może, jest to coś tak starego, że wydaje się radykalne, ponieważ nigdy do tej pory tego nie widzieliśmy.

 _________________________________________________________________

< Część 9 |

Można kopiować, drukować, kserować tą książkę i przekazywać dalej.

Niemniej jeśli chcesz „publikować” ją lub jej fragmenty w innej formie, czy publikacji, proszę o uzyskanie najpierw zgody autora.

Andrew Strom’s email:
prophetic@revivalschool.com

 NASZA STRONA :

http://www.revivalschool.com

PRZYŁĄCZ SIĘ DO NASZEJ LISTY “PROROCZO/PRZEBUDZENIOWEJ’ E-MAILOWEJ

W j. angielskim).

Wystarczy wysłać pusty e-mail na adres:
anzac-subscribe@welovegod.org


_________________________________________________

Copyright (c) Andrew Strom, 2003/2004.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обучение

Klejnoty poznania

Zaremba Piotr
VII /VIII. 1996

Ez.16.17.
A ty nabrawszy wspaniałych swoich klejnotów z mojego złota i srebra,które ci dawałem, robiłaś sobie podobizny bożków i z nimi uprawiałaś nierząd

Oz. 2.8.
Ale ona nie w ie, że to Ja dawałem jej srebro i złoto w obfitości, z którego oni robili sobie Baala.

Jedną z najbardziej niebezpiecznych form bałwochwalstwa jest bałwochwalstwo “ukryte” nie polegające na tworzeniu figur czy obrazów , lecz na oddawaniu czci Bogu takiemu jakim On nie jest, czy te ż po prostu bogu stworzonemu w naszej wyobraźni. W liście do Rzymian czytamy, że bałwochwalstwo to nie tylko obrazy (1,18 i n.):
gniew Boży z nieba objawia się przeciwko WSZELKIEJ bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę.
Ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki.

To co się pomiędzy tymi dwoma wersami znajduje, wyjaśnia jak nale ży spoglądać na Boga (mo żna Go oglądać w Jego stworzeniu ,,., można Go poznać umysłem ) oraz jakie błędy popełniono. Konsekwentnie patrząc na kolejne wersety widzimy, że najpierw błąd powstał właśnie w umyśle (w. 21):

znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności
Po czym posunęli się dalej tworząc sobie (w.23)

obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy.

Ponieważ że ostatni etap rozwoju znikczemniałego umysłu raczej nam nie grozi, zajmijmy się tym wcześniejszym , kiedy to tworzymy w naszych sercach obraz Boga takiego, jakim On nie jest na prawdę. Czytamy w Słowie o tym, że “Żydzi wymyślili o Bogu wiele rzeczy nieprawdziwych.“ (……….)

Pomimo, że nie jest to figura, nadal pozostaje to stworzeniem, a nie Stwórcą. Jeżeli czcimy i służymy takiemu obrazowi to jest to bałwochwalstwo.

Współczesne Chrześcijaństwo jest trapione przez wewnętrzne podziały i jest dla ka żdego widocznym znakiem braku prawdziwego uczniostwa Chrystusowego (braku miłości wzajemnej), którego główną przyczyną jest właśnie “ukryte bałwochwalstwo”. Oto przez stulecia istnienia Kościoła najpierw apostolskiego, później powszechnego i w końcu reformowanego jego słudzy:

Ez.16.17
nabrawszy wspaniałych swoich klejnotów z mojego złota i srebra, które im dawałem, robili sobie podobizny bożków i z nimi uprawiają nierząd

Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Jak czytamy powy żej Bóg w swojej miłości dawał klejnoty ze złota i srebra . Cóż to za cenne dary otrzymywał Kościół od Boga? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w Piśmie:

Ps. 12.7
Słowa Pana są słowami czystymi, srebrem przetopionym, odłączonym od ziemi, siedemkroć oczyszczonym

Ps. 19.10
Wyroki Pana są prawdziwe, a zarazem sprawiedliwe. Są bardziej pożądane niż złoto, nawet najszczersze ,

Sal.8.11.
Mądrość bowiem jest cenniejsza niż korale, i żadne klejnoty jej nie dorównają .

Kościół otrzymywał prawdziwie, złote klejnoty tajemnic Królestwa Bożego i zamieniał je na podobizny bożków, które były i są czczone i uwielbiane przez tych, którym zostały powierzone lub ich następców, z uporem porównywalnym do uporu ludzi oddających cześć drewnu i gipsowi, z zaślepieniem wcale od tamtych nie mniejszym i bronione z gorliwością niegodną dziś ju ż martwej litery. Niejako “przy okazji” swoje dorzucił diabeł, ojciec kłamstwa i Kościół Boży zamiast tętnić życiem , sprawiedliwością, radością i pokojem, zdrowiem!, huczy sporami doktrynalnymi, oddając cześć stworzeniu zamiast Stwórcy. To, co w zamiarze Bożym było złotym klejnotem, stało się obrzydliwą kukłą przed Bogiem, przyczyną nierządu dla dzieci Bożych i powodem zgorszenia dla niewierzących, którzy szukając znaku uczniostwa Chrystusowego wśród tych, którzy się zwą Chrześcijanami, nie znajdują go tam.

Wielu Chrześcijan nie widzi nic poza swoją denominacją , inni zrażeni tym , hamują swój wzrost stojąc z boku, a jeszcze inni usiłują szukać ratunku w tworzeniu ugrupowań niezależnych, które stają się coraz modniejsze. Powodem takiego zachowania może być fakt cielesności i chodzenia w religijności (pomimo głośnych okrzyków o rzekomej wolności), co przenoszą na działania zboru, czy Kościoła w ogóle.

Myślę, że Biblijne stwierdzenie:
Tyt. 1.15.
Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste , ale pokalane są zarówno ich umysłu,, jak i sumienie.

można z powodzeniem zacytować inaczej:
dla ludzi wolnych wszędzie jest dostępna wolność, zaś dla cielesnych wszędzie widoczna jest religijność.

Niezrozumienie istoty przesłania Dobrej Nowiny powoduje, że setki i tysiące godzin, które umiłowani w Panu mogliby poświęcić na społeczność z Panem, tracą bezpowrotnie na dyskusje, które do niczego nie prowadzą , bo nie mogą. Grzech bałwochwalstwa tępiony wszędzie gdzie się da, znakomicie się czuje w naszym własnym domu, który jest nazwany świątynią Ducha Świętego. Patrząc na Stary Testament, widzimy, że w różnych okresach istnienia świątyni udawało się wstawić tam wiele takich obrzydliwości. Oczywiście, nigdy nie odbywało się to bez widocznych skutków. W księdze Ozeasza czytamy jakie są następstwa bałwochwalstwa w ogóle:

Oz. 5.4
Ich uczynki nie pozwalają im zwrócić się do swojego Boga, gdyż duch wszeteczeństwa jest w ich sercu, tak, że nie znaj cf Pana

Efektem takiej postawy w stosunku do jakichkolwiek doktryn czy nowych “Chrześcijańskich pomysłów” jest brak wzrostu w Chrześcijańskim życiu wielu, jak powiada Ozeasz “tak, że nie znają Pana “. Każdy z nas na pewno zna Chrześcijan o bardzo skrajnych poglądach na wszelkie inne denominacje czy grupy chrześcijańskie i nie tylko Chrześcijańskie, wypowiadających się w bardzo zdecydowanym i ostrym tonie na ich temat, lecz również nie wykazujących jakiegoś szczególnego wzrostu czy też godnego pragnienia poznania.. Oto właśnie okazuje się, że taka postawa – “ich uczynki” – nie pozwala na przyjście dostatecznie blisko do Boga, aby sięgnąć po nowe klejnoty prawd duchowych. Zachodzi bowiem obawa, że “duch wszeteczeństwa”, który jest nich (czyli niewłaściwa postawa), uczyni z tego Bożego klejnotu kolejnego Baala.

Ap. Paweł ostrzega nas przed tym , że IKor.8.1,2
poznanie nadyma, ale miłość buduje .
Jeśli kto mniema, że coś poznał , jeszcze nie poznał, jak należało poznać;

Takie dwa sposoby podchodzenia do poznania otrzymanego od Boga, są sobie przeciwstawione i tak muszą być traktowane. Je żeli zrozumienie prawd Bożych pozostaje na poziomie nadymania osoby czy grupy osób tym poznaniem obdarzonych, to zamiast budować w miłości, staje się bałwanem, wielbionym i uznawanym za jedynie właściwą drogę do zbawienia. Dalsza część tego Słowa objawia rzeczywistość takiego poznania : jeszcze nie poznał, jak należało poznać. Dlaczego? Bo cząstkowa jest nasza -wiedza … (I Kor. 13.9). Właśnie fakt, że cząstkowa jest nasza wiedza powinien wpływać na to, że będziemy z tych cząstek wiedzy jak z puzzli składać obraz całości , a nie na pojedynczych klockach lub na niewielkich ich grupach budować wieżę Babel , ponieważ do poznania Boga potrzebni są wszyscy święci:

Ef.3.18
abyście mogli pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie,…

W tym miejscu ap. Paweł pokazuje, że poznanie i miłość wcale nie muszą być sobie przeciwstawione, lecz doskonale się mogą uzupełniać, przy czym miłość przewyższa wszelkie poznanie.

Przypuszczam , że nie znaleźlibyśmy wtedy wielu Bożych prawd, które stały się na przestrzeni stuleci, przedmiotem czci i kultu jako jedynie słuszne, prawdziwe, właściwe i do zbawienia prowadzące.
Religijność bierze swój początek w opisanym typie ukrytego bałwochwalstwa. Duch religijności to nic innego, jak duch wszeteczeństwa zaprzęgnięty do oddawania czci doktrynom (naukom ludzkim) niekoniecznie teologicznym, które stanęły ponad Bogiem i z pewnością jest to jeden z najsilniejszych duchów. Oczywiście same doktryny mogą być i przeważnie są dobre. Od ich prawidłowości zależy dalszy wzrost poszczególnych członków Kościoła jak i jego całości. Jest to obserwacja, która może być dokonana przez każdego i jest widoczna w licznych przykładach kościołów, które pewne prawdy przyjęły i na nich się zatrzymały. Tyle wzrostu ile umożliwiło zrozumienie danej prawdy Biblijnej dokonało się i oczekują one teraz na dalsze otwarcie się na nowe zrozumienie. To otwarcie często staje się niemożliwe z powodów opisanych wyżej, ale nie dyskwalifikuje ich jako ludzi zbawionych. Pochodzenie tego typu religijności wydaje się być proste – wynika z cielesnego chodzenia dzieci Bożych, które nie mając żadnych przeżyć duchowych, zastępują je cielesną mądrością, usiłując przekonywać innych o swojej racji “w słowach mądrości ludzkiej” zamiast “w mocy Bożej”. Biblia ostrzega nas przed chodzeniem w ciele (Rzym. 8.5-8):
Bo ci, którzy żyją według ciała myślą o tym co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe. Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha , to życie i pokój. Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaj się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. Ci zaś którzy są w ciele Bogu podobać się nie mogą .

Ci którzy żyją według ciała myślą, o tym co cielesne”- jak bardzo prawdziwe są to słowa i jak często można ich funkcjonowanie rozpoznać w Ciele Jezusa. Wielu prawdziwie cielesnych chrześcijan dostrzega w Kościele tylko to co cielesne, tj. organizację, zamiast zorganizowanego organizmu, muzykę zamiast uwielbienia, liturgikę zamiast społeczności itd. itd….. Długo można wyliczać ró żne możliwe systemy zaliczania lub nie zaliczania się nawzajem do ugrupowań chrześcijańskich, a przecież:

IKor. 12.12,14
wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele tworzą jedno ciało, tak i Chrystus. albowiem i ciało nie jest jednym członkiem , ale wieloma.
Wprowadzając nieco inne spojrzenie na dalsze wersety (lw5-21) przeczytajmy to tak:
jeśliby rzekła noga do ręki: ponieważ nie jesteś ręką nie należysz do ciała , czy dlatego nie należy do ciała , a jeśliby rzekło oka do ucha: ponieważ nie jesteś okiem, nie należysz do ciała, czy dlatego nie należy do ciała.  Jeśliby całe ciało było okiem, gdzież byłby słuch? A jeśliby całe ciało było słuchem, gdzież byłoby pogonienie ? Tymczasem Bóg tak umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak chciał. Nie może więc oko powiedzieć ręce: nie potrzebuj ę ciebie; albo głowa nogom: Nie potrzebuję was.

Dlaczego tak jest?
Dlatego, że IKor. 6.17 kto się łączy z Panem jest z nim jednym duchem.
Skoro mamy więc zapewnienie o duchowej jedności ciała Chrystusa, dlaczego nie ma jedności w rzeczywistości widzialnej? I na to pytanie znajdujemy odpowiedź w Piśmie:

I Kor 3.3.
Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia , to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie? (myślicie) Jak. 4.1. Skądże spory i skąd walki między wami? Czy nie pochodzą one z namiętności waszych, które toczą bój w członkach waszych?

Oczywiście nie oznacza to, że powinniśmy przyjmować wszystko co się w okolicy pokazuje i ze wszystkimi bratać się, bo to też byłoby cielesne. Cóż zatem czynić?
Zgodnie z listem do Efezjan 4.12-16 powinniśmy świętych (w tym samych siebie):

przygotowywać do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego. Abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp prowadzący na bezdroża błędu. Lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości.

Wszelkie Boże skarby mądrości i poznania Królestwa Bożego mają więc być wykorzystywane w jednym celu, do którego droga opisana jest powyżej na kilka sposobów:

1) wzrastanie pod KAŻDYM względem w
Chrystusa

2)
wzajemnie się zasilać

3) spoić i związać

4) ROSNĄĆ

5) BUDOWAĆ

aracer

Dziecko w łonie Boga

Frangipane Francis

Prawdziwy kościół jest dzieckiem w łonie Bożym i to  co czuje Wszechmogący, wpływa na nas. Absorbujemy do naszego duchowego  DNA potężną miłość Bożą a Jego współczucie staje się naszym udziałem.  Pomimo tego, nie możemy poddać się obawie znienawidzenia tego, czego Bóg nienawidzi, ponieważ nasze myśli i motywacje muszą być poddane Jego własnym.
Myślę teraz o proroku Ezechielu. Nakazano mu przejść przez grzeszną  Jerozolimę i wszystko spisać, nie tylko całą perwersję, lecz również  tych, którzy są byli dotknięci tą sytuacją w zupełnie inny sposób. Czytamy:

Iz. 9,4    I rzekł Pan do  niego: Przejdź przez środek miasta, przez środek Jeruzalemu, i uczyń  znak na czole mężów, którzy wzdychają i jęczą nad wszystkimi obrzydliwościami popełnionymi w nim!

Dla Pana było ważne, aby zidentyfikować tych, którzy  byli zjednoczeni z Nim sercem; którzy bardziej troszczyli się o to, co  On myśli, niż o akceptację otaczającego ich bezbożnego świata.  Umiłowani, we współczesnym kościele jest wielka, fałszywa tolerancja.  Zamiast Królestwa Bożego służymy „filozofii” zwanej chrześcijaństwem.  Nauczyliśmy się żyć ze zwodniczym kompromisem, który udaje cnoty. Jeśli  tylko prawdziwie posiedliśmy boskie przekonanie to będziemy czasami  obraźliwie określani jako „ekstremiści”. Obawiam się tego, że wielu z  nas tak dopasowało swoje życie w pośród grzechu, że już nie „wzdychamy i nie jęczymy” nad stanem świata.

Pan dalej przekazywał swoje słowo prorokowi (9:4-6):

A do  innych rzekł tak, że to na własne uszy słyszałem: Przejdźcie za nim przez miasto i zabijajcie bez zmrużenia oka, i nie litujcie się!
Wybijcie do nogi starców, młodzieńców i panny, dzieci i kobiety,  lecz tych wszystkich, którzy mają na sobie znak, nie dotykajcie! A  rozpocznijcie od mojej świątyni! I rozpoczęli od starszych mężów, którzy byli przed przybytkiem.

Być może odczuwamy ból serca na widok grzechu  naszego społeczeństwa, lecz, skoro nie wiemy, co robić, zagrzebaliśmy  nasze uczucia. Dziś z trudem słyszymy szept, który niegdyś był  głosem  oburzenia naszego serca. Nawet sami przed Bogiem  umilkliśmy z naszą irytacją związaną z aborcją i wykorzystaniem dzieci;  nauczyliśmy się cicho dostosowywać do wielopoziomowej inwazji  niemoralności w naszym społeczeństwie; zaakceptowaliśmy bez zająknięcia  utratę dziewictwa naszej młodzieży.   Pan powiedział: „zabijaj… i nie oszczędzaj” tych, którzy nie  narzekają. I wtedy padło ostrzeżenie: „a rozpocznijcie od mojej świątyni”.

Drodzy pastorzy i liderzy, nie wolno nam się bać okazywania bólu serca i niezadowolenia z powodu grzechu szerzącego się na  naszej ziemi, nawet jeśli wygląda na to, że nie pasujemy do naszych czasów.  Ja, osobiście, nie zgadzam się przyjąć, że oczekiwanie na szybkie porwanie jest dobrą wymówką, aby przestać troszczyć się o  mój naród. Mówię wam, nawet gdy trąba zabrzmi, a ja powstanę na rozkaz Boży to usłyszycie, jak wołam o miłosierdzie dla mojego narodu!

Jezus powiedział: „Błogosławieni, którzy się smucą”.  Jeśli dziś kościół nie jest objawieniem serca Chrystusa na ziemi i  jeśli nie jęczy z powodu zła i nie płacze nad cierpieniami tłumów to jest tak tylko dlatego, że umieściliśmy siebie  poza pasją Bożą.

Pan powiedział do Ezechiela „zaznacz” („uczyń znak”)  na czołach „tych, którzy jęczą”. Hebrajskie słowo tłumaczone jako  „znak” było ostatnia literą hebrajskiego alfabetu – „tau”. Jego symbol  to krzyż bez górnej części, coś podobnego do „T”. Ten znak był często  używany przez chrześcijan w pierwszym wieku jako symbol krzyża. Patrząc  na to z Bożej, wiecznej perspektywy, było to tak, jakby Pan w istocie powiedział do Ezechiela:
– Naznacz krzyżem czoła tych, którzy smucą się z powodu grzechu.

Interesujące jest to, że choć sąd spadł na  Jerozolimę, stało się to przed wizją jaką otrzymał Ezechiel.  Nie  istnieje żaden zapis, że przed wygnaniem Izraela do Babilonu, ludzie  mieli być fizycznie znakowani na czołach znakiem „tau”; jak również nie  możemy powiedzieć, żeby ktokolwiek został zabity za to, że nie jęczał i  nie narzekał. Wydaje się bardziej prawdopodobne, że ta wizja, którą  otrzymał Ezechiel „miała się wypełnić”, a nie była to fizyczna rzeczywistość, której był świadkiem w swoim czasie.

Zauważ również, że Księga Objawienia głosi, że  nadejdzie taki czas, przed okresem ucisku, w którym Pan faktycznie  wyśle aniołów, aby naznaczyli „czoła Sług Bożych” (Obj. 7:3). „Pieczęć  Boża” na czołach będzie wyróżniać ich w czasie plag. Jakikolwiek to  będzie znak, stanie się on tarczą gwarantującą nietykalność w  nadchodzących dniach. Ze względu na podobieństwo między wizją Ezechiela  i św. Jana uderza mnie pytanie: czy Duch Boży nadal szuka tych, którzy  wzdychają i jęczą nad niesprawiedliwościami i obrzydliwościami dziejącymi się w ich ziemi?

Drodzy przyjaciele, strząśnijmy z siebie  odurzenie  kompromisem. Zbyt wielu z nas zabawia się rzeczami, nad którymi powinniśmy rozpaczać. Bóg zniszczył świat w  czasach Noego z powodu gwałtu, a my siadamy przed telewizorami i w  teatrach  zabawiani przemocą. Pan straszliwie zniszczył Sodomę i  Gomorę z powodu ich zniekształconej moralności, a my w ogóle nie  protestujemy przeciwko podobnej przewrotności wdzierającej się do naszej ziemi. Prosty list czy e-mail do sponsorów niemoralnych  telewizyjnych pokazów niesie ze sobą olbrzymie znaczenia mające wpływ  na ich decyzje co do tego, na co będą płacić; list do rządowych  urzędników stwierdzający, że nie będziesz głosował na nikogo, kto popiera  legalizację homoseksualizmu czy dalszą degradację naszego społeczeństwa może z Bożym błogosławieństwem sterować wybranymi urzędnikami.

Mówię tutaj o wrażliwości na uczucia płynące od  Boga, w którym mieszkamy. Tak, powinniśmy być wdzięczni za wszystko, co  Pan dla nas zrobił, lecz bądźmy wdzięczni łamiąc równocześnie urok  kompromisu. Możemy przemienić naszą ziemię i Bóg nam pomoże w tym! Pan  nie chce, abyśmy reagowali wyłącznie w przypadkach aktów przemocy, lecz  abyśmy obrócili nasz gniew we wstawiennictwo i działanie. Pan pragnie,  abyśmy ponownie przyłączyli się do pasji Jego serca. Zapytaj Go, jakie  są Jego odczucia wobec otaczającego cię świata. Jeśli jako kościół  faktycznie jesteśmy dzieckiem w łonie Boga czy możemy zatem otworzyć naszego ducha na pasje serca Bożego?

эффективная раскрутка сайта и продвижение

Co tak naprawdę wiesz o dziesięcinie?

Co tak naprawdę wiesz o dziesięcinie ?

Rozwiąż poniższy test „prawdy-fałszu,” aby sprawdzić jak wiele rzeczywiście rozumiesz na temat dziesięciny. Spodziewamy się, że wielu będzie zaskoczonych.

Zapisz swoje odpowiedzi.

Prawda czy fałsz? 1. Pan Jezus Chrystus oddawał dziesięcinę ze swoich dochodów.

Prawda czy fałsz? 2. Szymon Piotr, pierwotnie rybak, oddawał dziesięcinę z pierwocin
ryb, które złowił.

Prawda czy fałsz? 3. Każdy w Starym Testamencie starający się wykonywać zakon Mojżeszowy oddawał dziesięcinę.

Prawda czy fałsz? 4. Abraham dał dziesięcinę Melchizedekowi w taki sam sposób, jak dziś wierzący oddają dziesięcinę Panu Jezusowi Chrystusowi.

Prawda czy fałsz? 5. Pan Jezus Chrystus nauczał swoich uczniów, że powinni oddawać dziesięcinę.

Prawda czy fałsz? 6. W Biblii jest wiele przykładów ludzi oddających dziesięcinę ze swoich przychodów.

Prawda czy fałsz? 7. Nowy Testament uczy nas, że powinniśmy oddawać dziesięcinę usługującym, w taki sam sposób, jak Żydzi oddawali dziesięcine Kapłanom.

Prawda czy fałsz? 8. Biblia naucza, że Bożym standardem dawania jest 10%

Prawda czy fałsz? 9. Sprawiedliwi biedni oddawali dziesięcinę w ST.

Prawda czy fałsz? 10. Ponieważ wszyscy podlegamy tym samym standardom, dziesięcina dotyczy wszystkich.

Prawda czy fałsz? Pytanie bonusowe. Biblia naucza, ze wszyscy powinni dwać 10% ze swoich dochodów.

A oto odpowiedzi

Prawda czy fałsz? 1. Pan Jezus Chrystus oddawał dziesięcinę ze swoich dochodów.

To jest fałsz. Pan Jezus Chrystus był z zawodu stolarzem, po przekroczeniu 30 roku życia został kaznodzieją i nauczycielem. Od nikogo pracującego w tych zawodach Prawo Mojżeszowe nie wymagało składania jakiejkolwiek dziesięciny.

Prawda czy fałsz? 2. Szymon Piotr, pierwotnie rybak, oddawał dziesięcinę z pierwocin ryb, które złowił. To również jest fałsz. Nie wymagano żadnej dziesięciny od rybaków. Tylko od ludzi zawodowo zajmujących się dwoma profesjami wymagano dziesięciny.
W starożytnym Izraelu wymagano dziesięciny wyłącznie od farmerów i gospodarzy (pasterze, zaganiacze). Składali dziesięcinę wyłącznie z jedzenia.

Prawda czy fałsz?
3. Każdy w Starym Testamencie starający się wykonywać zakon Mojżeszowy oddawał dziesięcinę. Teraz już powinno być oczywiste, że to też jest fałszywe. Było bardzo wielu ludzi o różnych zawodach, od których Prawo nie wymagało płacenia dziesięciny. Na przykład, jak ap. Paweł, który był wytwórcą namiotów, nie musiał składać dziesięciny. W rzeczywistości, żaden z dwunastu apostołów nie płacił dziesięciny, ponieważ nikt z nich nie pracował w zawodzie, od którego wymagano składania dziesięciny.

Prawda czy fałsz?
4. Abraham dał dziesięcinę Melchizedekowi w taki sam sposób, jak dziś wierzący oddają dziesięcinę Panu Jezusowi Chrystusowi. To również jest fałszem. Dziesięcina Abarahama była zupełnie innego rodzaju niż to, co praktykuje dziś kościół. Na przykład Abraham oddał dziesięcinę tylko jeden raz. Kościół oddaje dziesięcinę regularnie. Abraham oddał dziesięcinę ze zdobyczy wojennych, kościół daje dziesięcinę z przychodów. Abraham nie zarobił niczego, ponieważ pozostałe 90% zdobyczy oddał pierwotnym właścicielom. Kościół daje dziesięcinę ze swego przychodu. Nie ma przykazania, logiki, ani wskazówki w Nowym Testamencie, że wierzący mają dawać dziesięcinę z czegokolwiek Panu Jezusowi Chrystusowi. Wierzący mają dawać dobrodusznie (szczodrze, hojnie), gdy Bóg im błogosławi.

Prawda czy fałsz?
5. Pan Jezus Chrystus nauczał swoich uczniów, że powinni oddawać dziesięcinę.
Fałsz. Chrystus tylko dwukrotnie wspomniał o dziesięcinie. Żadna z tych wzmianek nie mówi, że Jego uczniowie mają płacić dziesięcinę. W tych wzmiankach Chrystus mówi, że faryzeusze powinni składać dziesięcinę z jedzenia, a nie pieniędzy.
Mówi również, że ta dziesięcina jest częścią Zakonu i mówi, że mówi, że nie jest to najważniejsza jego część. Następna wzmianka Pana o dziesięcinie, to samosprawiedliwy faryzeusz przechwalający się swoją dziesięciną. Chrystus mówi, że to ten drugi człowiek, który nie płaci dziesięciny, a który się upokorzył został właśnie usprawiedliwiony w oczach Bożych. Samosprawiedliwy płatnik dziesięciny nie został usprawiedliwiony w oczach Bożych.

Prawda czy fałsz? 6. W Biblii jest wiele przykładów ludzi oddających dziesięcinę ze swoich przychodów. Fałsz. W ciągu 4000 lat zapisków biblijnych nie ma ani jednego przykładu, na współczesną praktykę kościelną płacenia dziesięciny pieniędzmi.
W Prawie zapisane są dwa jednorazowe akty oddawania dziesięciny. Nie wydaje się aby Abraham lub Jakub mieli uważać, że powinni byli kontynuować zwyczaj poza tym jednym razem. Żaden z nich nie dawał dziesięciny z przychodów, ponieważ w obu przypadkach był to akt jednorazowy. Wszystkie pozostałe biblijne zapiski dotyczące dziesięciny znajdują się w Prawie Mojżeszowym. W Prawie nigdy nie używano pieniędzy, dziesięcinę składano z jedzenia. W rzeczywistości, jeśli ktoś chciał użyć do tego raczej pieniędzy niż przynieść pożywienie do Jerozolimy, to Bóg wymagał dodania 20% grzywny. Innymi słowy, Bóg zniechęcał do oddawania dziesięciny w pieniądzach.

Prawda czy fałsz?
7. Nowy Testament uczy nas, że powinniśmy oddawać dziesięcinę usługującym, w taki sam sposób, jak Żydzi oddawali dziesięcinę Kapłanom. Fałsz. Nowy Testament nie mówi na ten temat nic. Jest to ekstra-biblijna logika, które nie znajduje się w NT. W rzeczywistości List do Hebrajczyków czyni jasnym fakt, że wierzący nie są Lewitami w porządku kapłańskim. Wierzący mają wyższy porządek, porządek Melchizedeka.

Prawda czy fałsz? 8. Biblia naucza, że Bożym standardem dawania jest 10%. Fałsz.

Ani Stary ani Nowy Testament nie naucza tego. Ponownie, jest to ekstr-biblijna logika. Przede wszystkim, dziesięcina z jedzenia w ST nie była 10%-towa. W rzeczywistości było trochę więcej niż 23% średnio, rocznie. W Prawie Mojżeszowym byłby trzy rodzaje dziesięciny. Pierwszy rodzaj dziesięciny był oddawany wyłącznie przez rolnicze rodziny trzy razy do roku kapłanom w Jerozolimie. Drugi rodzaj był zachowywany przez te rodziny, jako utrzymanie na tą podróż, była ona nazywana dziesięciną świąteczną (nie ma w polskich tłumaczeniach), była na wakacje dla rodziny. Trzecia dziesięcina była dawana co trzy lata do lokalnego spichlerza wynosiła więc około 3% rocznie. To była więc dziesięcina biednych, zbierana dla tych w potrzebie, o tej dziesięcinie pisał właśnie Malachiasz. Żadna z nich nie była składką pieniężną. Wyłącznie pożywienie. Ci, którzy zarobili swoje oszczędności w innych zawodach nie płacili dziesięciny wcale. Niemniej jednak dawali ofiary wymagane przez Prawo, wśród których były złoto, srebro, brąz i miedziane monety. Nigdy Nowy Testament nie zmienia tego prawnego obowiązku składania dziesięciny z żywności nałożonego na niektórych Izraelskich rolników na Prawo składania dziesięciny z pieniędzy dla chrześcijan.

Prawda czy fałsz?
9. Sprawiedliwi biedni oddawali dziesięcinę w ST. Fałsz.

Biedni nie mieli zbiorów, ani stad, z których mogliby oddawać dziesięcinę. Mogli z trudem gromadzić na rogach pól tych, którym się lepiej powodziło.

Prawda czy fałsz?
10. Ponieważ wszyscy podlegamy tym samym standardom, dziesięcina dotyczy wszystkich.

Dziesięcina jest skrajnie niesprawiedliwa. Dziesięć procent przychodów dla biedaka to olbrzymi ciężar, podczas gdy 10 % przychodów bogatego może nie być ciężarem wcale. Jeśli ktoś ma 1000$ miesięcznie przychodu, to 100$ z tego przychodu wpłynie na jego jakość życia i może nawet wpłynąć nawet na jego zdolność zatroszczenia się o fundamentalne potrzeby dzieci i zdolność opłaty rachunków.

Dla kogoś, kto zarabia 10.000$ miesięcznie oddanie 1.000% ma niewielki wpływ na poziom życia, ponieważ pozostaje mu do dyspozycji znacznie ponad podstawowe potrzeby. Przy zarobkach 100.000$ miesięcznie oddanie 10.000$ nie już wcale zauważalnego wpływ na poziom życia.

Prawda czy fałsz? Pytanie bonusowe. Biblia naucza, ze wszyscy powinni dawać 10% ze swoich dochodów. Fałsz.

Na współczesną praktykę oddawania dziesięciny ma wpływ pięć zasadniczych składników, wyrażanych: wszyscy dają 10% swoich przychodów. W jaki sposób biblijne fakty na temat dziesięciny pasują do tego nauczania? Porównajmy i zestawmy ze sobą współczesne nauczanie o dziesięcinie z Biblią.

Wszyscy dają 10% z bieżących przychodów.

Rozważmy pierwszy element: „wszyscy.”

Dwa zdarzenie sprzed nadania Zakonu nie uzasadniają idei, że wszyscy powinni płacić dziesięcinę. Wyłącznie Abraham i Jakub w każdej z tych sytuacji płacą dziesięcinę. Księga Rodzaju nie podaje ani jednego zapisu więcej, aby ktokolwiek dziesięcinę płacił. Wydaje się, że Abraham i Jakub nie uczyli swoich dzieci na temat dziesięciny. Jedno z dzieci Jakuba, Józef, z pewnością był człowiekiem sprawiedliwym. Z ponad dziesięciu rozdziałów bardzo szczegółowych rozdziałów poświęconych jemu, nigdzie nie znajdujemy przypadku składania przez niego dziesięciny.
Nie każdy, w Księdze Rodzaju, przed nadaniem Zakonu, oddawał dziesięcinę.

W Zakonie Mojżeszowym, nie wymagano od wszystkich płacenia dziesięciny czy dawania pierwocin z plonów.
Tylko ci, którzy zajmowali się uprawą roli, hodowlą owiec lub bydła mieli nakazane przez Prawo składanie dziesięciny ze jedzenia i prezentowania pierwocin. Nikt z żyjących pod Prawem nie płacił dziesięciny pieniędzmi.

Chrystus miał tylko kilka słów do powiedzenia na temat dziesięciny. W tych słowach Jezus nie mówił, że każdy ma ją oddawać. Mówił, że niewierzący Żydzi, żyjący pod Prawem powinni oddawać dziesięcinę z pożywienia jeśli je uprawiają (hodują).
Wspomniał trzy rodzaje roślin, nie mówił tego do uczniów, lecz do niewierzących faryzeuszy.

Apostoł Paweł nie nauczał tego, że każdy ma obowiązek oddawać dziesięcinę czy nawet dawać. Uczył, że dawanie jest całkowicie dobrowolne. Pierwszy apostolski synodu również nic nie wspomina o tym, żeby pogańscy wierzący mieli dawać dziesięcinę. Nie ma żadnego dowodu na to, że w pierwszym wieku jakikolwiek chrześcijanin z pogan oddawał dziesięcinę.

Wszyscy dają 10% z bieżących przychodów.

Rozważmy składnik: „dają.” Dwa przypadki przed nadaniem Prawa wydają się być dawaniem, oba są aktami dobrowolnymi. Bóg nie wymagał od żadnego z nich, ani od Abrahama, ani od Jakuba, aby dawali dziesięcinę. Podczas, gdy wydaje się powierzchownie, że te przypadku wspierają nauczanie o dziesięcinie, w rzeczywistości zaprzeczają jej. Podczas, gdy zwolennicy dziesięciny uczą, że dziesięcina jest dawaniem, równocześnie twierdzą, że jest obowiązkiem i musi być oddawana. Oczywiście jest to sprzeczność w nauczaniu. Coś może być dane tylko wtedy, gdy jest dawane dobrowolnie. Jeśli jest to wymagane, to, w takim przypadku, jest to zapłata za duchowe posługi lub inaczej religijny podatek. Jeśli niektórzy nauczają, że wierzący, który nie oddaje dziesięciny wchodzi pod przekleństwo, to nie nauczają na temat dawania, lecz na temat płacenia obowiązku dziesięciny. Oczywiście, w pewnym sensie mają rację ponieważ uduchowiają Prawo Mojżeszowe, aby nauczać o dziesięcine.

 Dziesięcina w Prawie Mojeszowym nigdy nie była dawaniem, była bardziej podobna do płacenia podatków. Prawo wymagało dziesięciny od farmerów i gospodarzy. Oni nie postrzegali swoich dziesięcin jako dawania. To nie była akt dobrowolny.
Gdyby dziesięciny nie zapłacili złamali by Prawo.

Wracając do Chrystusa, nie miał On wiele do powiedzenie na ten temat. Powiedział faktycznie, że Żydzi znajdujący się pod Zakonem płacą dziesięcinę. Bardzo dużo nauczał o finansach i dawaniu, lecz nigdzie nie polecił uczniom swoim, aby dawali dziesięcinę z pieniędzy czy czegokolwiek innego. Nie polecił im również aby dziesięcinę przyjmowali.

Paweł pisze dużo na temat finansów, nigdzie nie poleca nikomu dawać lub przyjmować dziesięcinę.
Pierwszy apostolski sobór, którego opis znajduje się w 15 rozdziale Dziejów Apostolskich milczy na temat dziesięciny, lecz jasno wyraża, że poganie nie mają zachowywać żadnego aspektu Prawa Mojżeszowego. To zawiera również sprawę dziesięciny.

Wszyscy dają 10% z bieżących przychodów.

Rozważmy składnik: 10% .

Dwa wydarzenie sprzed okresu działania Prawa nie uzasadniają idei, że powinno być dawane 10% czegokolwiek. Wartość liczbowa jest taka sama, lecz pozostałe cztery elementy są znacząco różne. Powoduje to, że praktyka dziesięciny we współczesnym kościele, jest zupełnie różna od tego, co się wydarzyło w Księdze Rodzaju. Jedyne podobieństwo to liczba dziesięć procent.

Chrystus potwierdzał liczbę 10 procent, lecz wyłącznie dla Żydów znajdujących się pod Prawem. Powiedział faryzeuszom, że powinni płacić dziesięcinę, 10%, wytworzonych przez nich środków spożywczych. Powiedział im również, że płacenie dziesięciu procent nie jest ważną sprawą Prawa. Mówiąc to, Chyrstus, mówi nam, że dziesięcina jest sprawą Zakonu.

Apostoł Paweł wielokrotnie ostrzega wierzących przed przekleństwem Zakonu. Wierzący z pogan nie powinni starać się zachowywać żadnego z aspektów Zakonu. Od wierzących nie wymaga się dawania dziesięciu procent z pożywienia ani czegokolwiek innego. Autorzy innych listów Jakub, Piotr milczą na ten temat również.

Wszyscy dają 10% z bieżących przychodów.

Rozważmy składnik: „bieżących.”

Dwa przykłady sprzed nadania Zakonu nie ujawniają praktyki stałego płacenia dziesięciny. Oba przypadki wydają się zdecydowanie aktami jednorazowymi. W przypadku Jakuba nie wiemy dokładnie, co zrobił, lecz wydaje się, że obiecywał Bogu zapłacić dziesięcinę jeden raz, gdy mu Bóg pobłogosławi. Kościelna praktyka regularnego płacenia dziesięciny nie może być uzasadniona na podstawie tych dwóch przypadków.

Jedyne miejsce w Biblii gdzie znajduje się regularne, stałe oddawanie dziesięcin można znaleźć w Zakonie Mojżeszowym. Ci, którzy uprawiali rolę i mieli hodowle w Izraelu mieli obowiązek przez całe życie oddawać dziesięcinę z produktów spożywczych, które wyprodukowali. Ta stała dziesięcina z jedzenia, która miała na celu zaopatrzenie Możeszowej służby Lewitów, często jest uduchowiana, aby usprawiedliwić regularne płacenie dziesięciny z pieniędzy na wsparcie chrześcijańskiej służby. Nie znajdujemy takiego usprawiedliwienia w Nowym Testamencie.

Wzmianka Chrystusa na temat dziesięciny ujawnia, że regularne oddawanie dziesięciny należy do Prawa.
Pan nic nie wspomina o tym, aby Jego uczniowie praktykowali dziesięcinę z czegokolwiek.
Podczas gdy pisma apostołów często mówią o hojnym dawaniu, to milczą na temat regularnego płacenia dziesięciny z czegokolwiek. Pierwszy sobór apostolski również milczy na ten temat, lecz uwalnia wierzących z pogan od wszelkich aspektów zachowywania Prawa Mojżeszowego.

Wszyscy dają 10% z bieżących przychodów.

Rozważmy składnik: „dochody.”

Abraham złożył dziesięcinę ze zdobyczy wojennej, a nie ze swojego dochodu. Oddał to, co zdobył na pokonanym wrogu. Co więcej, Pismo ujawnia, ze Abraham nawet nie zatrzymał dla siebie 90%, które pozostały. Zwrócił wszystko królowi Sodomy.

Ani jego przychody, ani własności, ani żadna część jego własnego dobra nie była w żaden sposób dotknięta przez tą dziesięcinę. Nie miał żadnego przychodu, z którego miałby ją płacić. W przypadku Jakuba nie wiemy dokładnie, co zrobił, ponieważ Pismo rejestruje tylko jego obietnicę złożoną Bogu. Innymi słowy, nie ma, w tych zdarzeniach pojawiających się przed nadaniem Zakonu, żadnego poparcia na to, że chrześcijanie mają dawać stale 10% ze swoich dochodów.

Niemal każdy nauczyciel, uczący na temat dziesięciny używa Zakonu i proroków żyjących pod Prawem do nauczania tego. Ci, którzy nauczają chrześcijan dziesięciny na podstawie Zakonu często nie dostrzegają, że wyłącznie wyprodukowane środki spożywcze były składane jako dziesięcina, nigdy pieniądze. Tylko ci, którzy zarabiali produkcją spożywczą mieli w ogóle płacić dziesięcinę. Ci Izraelici, którzy zarabiali w inny sposób jak np. wyrób namiotów, tkali, stolarze, pożyczający pieniądze, rybacy i uprawiający wszelkie inne zawody nigdy nie płacili dziesięcin ze swych przychodów, ponieważ tego od nich nie wymagano.

Chrystus nie zmienił dziesięciny ze środków spożywczych na dziesięcinę z pieniędzy.

Pisma apostołów nie zmieniły tego również. Sobór apostołów uwolnił wierzących z pogan od zachowywania Prawa, z pewnością nie zmienił dziesięciny ze środków spożywczych na dziesięcinę z pieniędzy. List do Hebrajczyków wspomina starotestamentową dziesięcinę, lecz nie uzasadnia współczesnym chrześcijanom dziesięciny z pieniędzy.

продвижение