Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 9

W KOŚCIELE, A POZA KOŚCIOŁEM.

Wygląda na to, że istnieje narastająca fala „niezadowolenia” w kościele. Czy to możliwe, że Sam Bóg wywołuje to, aby przygotować na wielkie zmiany i reformacje wśród Swoich ludzi? Wielu spośród tych, którzy do mnie napisali ciągle jeszcze jest w swoich kościołach, lecz trudno im znaleźć silne argumenty za tym, aby tam pozostać. Poniższe e-maile wyjaśniają przyczyny ich wzrastającego niezadowolenia:

Noreen (Południowa Afryka):  

Jestem jedną z tych, którzy są w, choć poza, jeśli wiesz o co mi chodzi. Odkryłam, że o wiele bezpieczniej czuję się w mojej osobistej relacji z Panem w domu. Okazało się również, że nigdy nie mogę być pewna tego, czy to co się dzieje w kościołach jest właściwe. To okropne, że dziś wieczór mogłam iść do kościoła, a jednak zdecydowałam, że nie. To pozostawia poczucie winy, niemniej, nigdy nie czułam się bliżej Pana.

 

Candy (USA):  

Nie jestem obecnie „poza kościołem”, lecz czasami czuję, że równie dobrze mogłabym być. Wróciłam do napełnionego Duchem kościoła, do którego uczęszczałam siedem lat temu. (Poszłam do innego charyzmatycznego kościoła na 3 lata i odpadłam, po czym przeszłam na 4 lata do niecharyzmatycznego). Wiedziałam, że muszę wrócić do kościoła napełnionego Duchem… Okazało się, że moje członkostwo zostało usunięte i muszę przyłączyć się ponownie… Ciągle tego nie zrobiłam… Nie wiem, dlaczego mam to zrobić. Pastor promuje różne rzeczy usiłując pozyskać nowych członków. To nie jest złe, to jest tak, jak gdybyśmy mieli prawdziwe przebudzenie a ludzie przyszliby sami z siebie, tak? W każdym razie zmagam się z regularnym chodzeniem pomimo, że wiem, że powinnam. Czuję się tak, jakbym była w bardzo suchym miejscu, nawet wtedy, gdy jestem w kościele. Na każdą osobę, które jest „poza kościołem” jest prawdopodobnie co najmniej jedna osoba „w kościele”, która zastanawia się po co tu jest.

Vicki (USA):

Czy to możliwe, aby być na pustyni i ciągle aktywnie być zaangażowanym w kościele? Identyfikuję się z tymi, którzy znajdują się na pustyni i opuścili kościół i rozważałam to samo, lecz otrzymuję sprzeczne informacje i dopóki nie będę miała wyraźnego nakazu wymarszu, nie odważę się ruszyć, choć mam już tak dość kościelnych programów. Myślę, że jestem „chrześcijanką, która w kościele jest poza kościołem”, wykończonym przez programy i puste uwielbienie, spragnioną rzeczywistych relacji skoncentrowanych na tym, co Bóg robi i pragnącą przynosić owoce nawet jeśli oznacza to oczyszczenie z bardzo starych gałęzi.  

Alistair (Australia):

Nadal chodzimy do kościoła, lecz tracimy nadzieję. Zastanawialiśmy się przez pewien czas, czy obecna struktura będzie zniszczona a prawdziwa oblubienica powstanie jak Fenix z popiołów, czy też prawdziwy kościół będzie wzbudzony poza tym obecnym, który stanie się jeszcze bardziej oderwany od Pana.

Mamy wraz z żona dwa bolesne pragnienia w naszych wnętrzach: aby zobaczyć odkupioną sztukę oraz aby zobaczyć kościół będący Jezusem dla świata wokół nas.
______________________________________________

Wielu mówiło mi, że czują się tak, jakby po prostu „nie pasowali” do tego, co się dzieje w ich lokalnych kościołach. Trzymają się, lecz nie są w stanie wejść w to, co się dzieje:

 

Jill (Nowa Zelandia):  

Wraz z mężem, po okresie aktywnego zaangażowania w życie kościoła charyzmatycznego od 1965 roku, spędziliśmy dwa lata poza kościołem i ostatnio znowu wracamy.. w innej społeczności.

Niemniej, kiedy siedzę tutaj w każdą niedzielę czuję się tak nie na miejscu i zastanawiam się, co jest złego ze mną. Mam nawet problemy z wejściem w zbiorowe uwielbianie… a przecież w domu… sama czuję się znacznie bliżej Pana. Nie jesteśmy turystami kościelnymi i byliśmy bardzo zaangażowani w grupy domowe, studia biblijne, gdy byliśmy w kościele, lecz od chwili, gdy znaleźliśmy się „poza kościołem” okazało się, że o wiele łatwiej jest mi się komunikować z innymi, którzy są poza kościołem z różnych przyczyn. Nie pragniemy być samotnymi strażnikami, robiącymi coś sami z siebie, lecz wydaje nam się, że jesteśmy w czymś, co Bóg robi.  

Claudia (USA):

Dyskutowaliśmy wraz z mężem o tym, czy zostaliśmy wywołani ze zorganizowanego kościoła czy nie. Ciągle uczestniczymy w kościele w niedzielę, lecz nie wydaje się, żebyśmy gdziekolwiek pasowali. Siedzimy wśród tysięcy, słuchamy „dobrego posłania”, lecz „nie jesteśmy połączeni z ciałem”. Chcielibyśmy. Próbowaliśmy przyłączyć się tylko po to, aby zostać wypchnięci. Dostrzegamy tak wiele kontroli w lokalnych kościołach, do których chodzimy. Wiem, że izolacja nie jest odpowiedzią.

_______________________________________________

Pewna ilość tych „z kościoła” mówi, że zauważyli wielu innych wokół, którzy wydają się być obecnie niespokojni i niezadowoleni. Zdaje się, że to zjawisko jest bardzo rozpowszechnione:

Peter i Doreen (Nowa Zelandia):

Mam wątłą wieź z kościołem anglikańskim i spotkałem tak wielu ludzi, którzy są spragnieni „sami nie wiedzą czego”. Mają niepokój w sercach i, jak powiadasz, wędrują od kościoła do kościoła… 

Erlene (USA):

Mam przyjaciół, którzy (w większości) opuścili kościół. Sama ciągle chodzę do mojego, a to dlatego, że NIE usłyszałam, aby Bóg powiedział mi coś innego. Prowadzę studium biblijne dla dorosłych w każdy niedzielny poranek, oraz pewne inne studia biblijne z różnymi ludźmi w ich domach i wiem, że Bóg powołał mnie do nauczania. Niemniej jednak, jestem bardzo niespełniona moim „kościołem jak zwykle”. Jestem sfrustrowana tym, że nie widzimy znacznie więcej „znaków, które towarzyszą tym, którzy uwierzyli” i rutyną. Dary Ducha są bardzo potrzebne, zbawienie nie zdarza się w żadnym stopniu, kościół stał się raczej chrześcijańskim klubem społecznym, moim zdaniem…

Eileen (USA):  

Należymy do tej części chrześcijan, którzy są całkowicie niepewni i jedyne co nas trzyma przy tym jednym kościele to fakt, że nasze dzieci są zaangażowane w grupę młodzieżową i czujemy, że potrzebują tego kontaktu. Wszystkie kościoły, w których byliśmy, zielonoświątkowe, charyzmatyczne, baptystyczne… cokolwiek.. w każdym z nich czegoś brakuje. Wydaje mi się, że kościołowi tego pokolenia brakuje „pełni” Chrystusa. To zawsze wydawało się być jego najsłabszą jego dziedziną. Nie mówię, że jesteśmy doskonałymi chrześcijanami, którzy wszystko wiedzą… to nie tak… lecz tak wiele brakuje.

Uczę się i wzrastam znaczenie bardziej (przeważnie) w domu w komorze modlitwy szukając Pana i studiując Jego Słowo. Mój i męża duchowy wzrost nie jest wynikiem uczestnictwa w kościele, lecz czasu spędzonego z NIM w domu. Kościół stał się bardziejsocjalną przerwą niż czasem prawdziwego poszukiwania Boga. Powinniśmy robić te rzeczy, które robił Jezus (cuda, uzdrowienia, uwolnienia, odnowienia, itd..) a nawet większe! Szczególnie w tych dniach ostatecznych!

____________________________________________________

Wielu pisało do mnie o tym, jak „pustym” doświadczeniem stał się dla nich kościół i jak zastanawiali się nad tym, co trzeba by zrobić, aby to uległo zmianie.  

Ruthie (USA):

Wydaje się, że tylko grzeję siedzenie w moim kościele. „Działalności” i „programy” stały się tak puste. Staliśmy się klubem społecznym o mentalności „błogosław mnie…” Odkryłam, że mam większe pragnienie spędzania czasu samotnie z Jezusa i odczuwania Jego obecności niż w grupie ludzi, którzy całe nabożeństwo spoglądają na zegarki, zastanawiając się ile z ich wolnego dnia będzie użyte na kościelne nabożeństwo…

 

Hollie (USA):  

Czuję się jakbym była w miejscu duchowego zawieszenie przez ostatnie 4, 5 lat. Kościół do którego uczęszczam ma wspaniałe nabożeństwa, programy rozpierają ściany, lecz przeważnie pozostawia mnie to z niewzruszonym i apatycznym sercem.

Ponieważ…

Ponieważ, być może, patrzę na innych, nie skupiam wzroku na Jezusie.

Ponieważ patrzę na innych i po wspaniałym nabożeństwie, oni wracają do robienia tego wszystkiego, co robili, a co nie było całkiem doskonałe przed Panem. Co dobrego niesie ogromne „dotknięcie” (gęsia skórka) przez Pana, jeśli nie ma trwałych zmian, gdy gęsia skórka znika? Niechętnie świadczę ludziom w przypadku, gdy chcą przyjść ze mną do kościoła. Czuję, że wprowadzenie ich do kościoła poprowadzi ich przeważnie do przywiązania do kościoła, a nie do relacji z Panem…Nie chcę, aby ktoś po prostu „przyszedł do kościoła” ze mną, chcę, aby „przyszedł do Jezusa”!Wydaje się, że nie podkreśla się tak bardzo osobistej relacji z Panem, przeważają  relacje z pastorem i innymi usługującymi, czy naszą służbą w zgromadzeniu. Zupełnie nie mam pragnienia służby czy przywódczej roli w zgromadzeniu. Wszystko to już widziałam, sama wiele z tego robiłam i jestem już naprawdę zmęczona tym, nie robi to na mnie żadnego wrażenia.

Nie ma wielkiej radości, myślę odwiedzać skazanych, wdowy, chorych, zranionych, tych, którzy wyślizgują się po cichu poza drzwi zgromadzenia i nikt tego nie zauważa, ponieważ wszyscy są tak bardzo zajęci „usługiwaniem” zgubionym. (Zgubieni stają się jeszcze bardziej zgubieni, a zbawieni są nie zauważani). Nawet jeśli zauważą, że ktoś od dłuższego czasu nie przychodzi to są zbyt zajęci, aby faktycznie dowiedzieć się dlaczego tej osoby nie ma czy gdzie jest. (Często ta „zajętość” jest skierowana na kościół!)

W tym samym czasie jestem spragniona. Jestem tak desperacko spragniona znaleźć w lokalnym kościele to coś, to sprawia w moim duchu/duszy ten straszliwy głód iczuję się tak nie usatysfakcjonowana tym, co się mi podaje w lokalnym zgromadzeniu.
Przebadałam swoje serce, aby zobaczyć czy to jest „moje”, czy są takie rzeczy, z których powinnam pokutować, zająć się nimi czy poddać pod krew.. Oczywiście są, lecz nie tylko to powoduje taki straszliwy duchowy głód.

Nie chcę „dobrych” nabożeństw w moim kościele, nie chcę brać udziału w większej ilości programów czy wyjazdowych usług. Nie chcę urzędu w zgromadzeniu.

Może po prostu chcę być nakarmiona. Lecz, nakarmiona czym? I dlaczego czuję tak straszliwy duchowy głód? Słowo mówi: „zbadajcie i zobaczycie, że dobry jest Pan”. Być może nie „próbuję”. Jeśli tak, to chcę! Lecz nie chcę próbować czegoś, co upichci pastor, aby podać na nabożeństwie. Nie chcę być przy duchowym szwedzkim stole, podnosić i kosztować co też może mnie usatysfakcjonować duchowo, lub wywołać „gęsią skórkę” Ducha Świętego, którą ktoś inny dla mnie przygotował. Ja chcę BOGA!

Marilyn (USA):  

Już długi czas mija, jak nic nie otrzymałam od kościoła. Uwielbienie jest słabe… wszystko w pośpiechu, ponieważ mamy nabożeństwa kolejno jedno po drugim.

Nie ma czasu, aby pozwolić Duchowi Świętemu wejść, lecz chcę ci powiedzieć dlaczego  ostaję. Zostaję ze względu na dzieci, nie jestem tutaj po to, aby brać, lecz aby dawać. Możemy robić nabożeństwa dla dzieci, żywe i pełne znaczenia. Dzieci nas potrzebują w tym miejscu i więcej otrzymuję dając dzieciom niż biorąc udział w nabożeństwach.

Donna (USA):  

Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele razy chodzę do kościoła w desperacji, aby spotkać Boga, tylko po to, aby wyjść zniechęcona a czasami nawet ze łzami.

Kościoły, które tutaj, w Ameryce znajduję (w stanie Oregon, gdzie mieszkam i w Teksasie) są tak martwe i suche (tak, tzw. „napełnione Duchem”), że muszę zmuszać się do tego, aby iść, a czasami nie mogę się zmusić.

Zastanawiałam się czy coś jest nie tak ze mną, że tak bardzo jestem niechętna, podczas gdy wszyscy moi przyjaciele zawsze tryskają entuzjazmem, bo „obecność Pana była tak mocna” czy „to było naprawdę wspaniałe”. A ja myślałam (nigdy tego nie mówiąc) UH! Wolę mojego dentystę.  

Kocham Jezusa taaaaaaaak bardzo i mam tak dobry czas po prostu będąc z Nim w domu, że nie mogłam zrozumieć dlaczego tak często w kościele czułam się tak nieprzyjemnie.  Rozmawiam z wielu swoimi niezbawionymi przyjaciółmi i rodziną, którzy bez wyjątku zostali wykorzystani lub nawet okradzeni przez „chrześcijan” i „chrześcijańskie służby” i stale usiłuje ich przekonać, że to nie Bóg im to zrobił.

Niestety większość „chrześcijan” wyrabia Bogu tak złe imię, że niezbawieni nie chcą mieć z Nim nic wspólnego. Modlę się teraz nieustannie: „Panie, jeśli źle reprezentuję ciebie, powstrzymaj mnie koniecznie w jakikolwiek sposób”.  Nie chcę zdawać rachunku w dzień sądu za wszystkich ludzi, którzy z mojego powodu trzymaliby się od Boga z dala.

Teraz wiem, że są nas prawdopodobnie miliony, którzy czują się tak samo wobec „zorganizowanej religii” i zakładam się, że ten masowy exodus z „kościoła” jest z Boga. On powiedział: „Wyjdź z niego ludu mój, nie bierze więcej udziału w jego grzechach”.

______________________________________________
Ludzie będący „w kościele” mówili mi, że są w stanie zakłopotania, co robić i dokąd iść. Wydaje się, że jest tam mało możliwości. Rzeczywiście nie dostrzegają Boga działającego w ich kościele, lecz zdaje się, że gdzie indziej nie jest lepiej. Cóż można zrobić, aby zaradzić tej niemocy, która ogarnęła zachodnie chrześcijaństwo?

Sondra (Australia):

Pomimo, że pozostałam w kościelnym systemie (co jest niewygodne), po prostu nie wiem, co robić. Myślę o tym całym „staniu się dziwnym i poza porządkiem”.

Nie chcę być poza Ciałem; a raczej poza „skomercjalizowanym” kościołem… taki brak wstawiennictwa, szukania Boga i cichego czasu na głęboką modlitwę, a właściwie nie ma tego zupełnie!!  A będąc całkiem szczera to brak w ogóle pokuty. Faktycznie, pokuta zdaje się być brudnym słowem w naszym kościele. Zbyt niewygodnym, aby udzielić mu wystarczającej wagi na jaką zasługuje i jakiej Bóg wymaga do zdrowego duchowego życia. W rzeczywistości pokuta została wypchnięta na rzecz budowania samego siebie i pychy we wszystkim co robimy! Nasz kościół wydaje się promować siebie tak, jakby był tak godny znalezienia się na pierwszym miejscu w Bożych planach, celach i błogosławieństwach.

 

Cheryl (USA):

Jesteśmy na skraju odejścia z kościoła całkiem, lecz faktycznie bardzo chcemy, jako że jesteśmy bardzo sfrustrowani i wypchani po brzegi odgrywaniem kościoła.
Przez 10 lat byliśmy oddanymi liderami młodzieżowymi i zostaliśmy okrzyknięci buntownikami za naszą troskę o stan kościoła przez ostatnie kilka lat.
Okazało się, że odwróciliśmy się plecami do kościoła, lecz mamy wątpliwości, aby odejść całkowicie. Nasze uczucia są takie – jeśli my wszyscy „wyjdziemy” to kto powie innym, którzy czują się podobnie, że nie są sami i, że nie są „dziwakami”.

We wszystkich aspektach naszego życia jesteśmy bardzo oddani Bogu i rzeczywiście znacznie bliżej Niego teraz, niż kiedykolwiek wcześniej. Zabawne jak to działa! Znamy bardzo wielu ludzi, którzy również są na skraju opuszczenia kościoła lub już to zrobili. Dzieje się to w alarmującym tempie tutaj w Ontario, ponieważ tak wielu z nas czuje podobnie i wykonuje ten sam ruch nie wiedząc wcześniej o innych idących tą samą drogą. Nie mogę myśleć inaczej, jak tylko w ten sposób, że to Bóg wyprowadza tą armię na pewien czas. Jak długo – kto to wie?

Tait (USA):

Od pierwszego roku byłem tak sfrustrowany moim kościołem i ich światowymi sposobami, strachem przed ludźmi (siedzącymi w ławkach) bardziej niż bojaźnią Bożą, że czułem, że muszę odejść (ponieważ bardziej byłem skupiony na tym, co jest złe, niż na Panu). Pan w oczywisty sposób działa w moim kościele przygotowując nowe bukłaki, lecz moja frustracja wywołana przez ludzi, którzy chcą się trzymać starych metod i odrzucają nawet możliwość przyjęcia nowych, jest przytłaczająca.

 

Lea (USA):

Czasami wydaje mi się, że łatwiej by było regularnie chodzić do kościoła, żeby uniknąć zatroskanych uwag od moich chrześcijańskich przyjaciół, którzy wierzą, że jestem nieposłuszna. W rzeczywistości, chodzę do kościoła okazjonalnie z powodu poczucia winy, lecz za każdym razem, gdy to robię, czuję jakby mi Bóg przypominał, że to On mnie stąd wywołał. Nie wywołał mnie ze społeczności z braćmi i siostrami, lecz ze zorganizowanego kościoła. Kiedyś, gdy poszłam, czułam się tak pusta. Dowiedziałam się od pastora, jak ważne jest, aby być częścią kościoła. Słyszałam to już tak wiele razy, że zaczyna mnie to zastanawiać, dlaczego tak wielu pastorów tak często przypomina o tym. Zastanawiam się czy oni nie czują tego, że Bóg jest na tyle wielki, aby spotykać się z nami w domach bez zorganizowanego uwielbiania, kazań i szkółek niedzielnych dla dzieci?

Kulę się w swym duchu i czuje chora z powodu każdej niedzieli, gdy muszę siedzieć dwie godziny tego „szukajmy Boga”, podczas gdy my wszyscy zdajemy się szukać siebie i przeżywać dobry socjalny czas.продвижение

< Część 8 | Część 10 >

Modlitwa agonii

„Otrzymałem od Boga w 1905 roku
następującą wskazówkę:
GŁĘBOKOŚĆ PRZEBUDZENIA BĘDZIE ZDETERMINOWANA PRZEZ GŁĘBOKOŚĆ DUCHA POKUTY
– żywotny klucz do przebudzenia.


Ostatnio zastanawiałem się nad tym, że pomimo wszystkich naszych dyskusji na tej stronie dotyczących kluczy przyszłego przebudzenia, ciągle nie położyłem wystarczającego nacisku na najbardziej żywotny klucz, jakim jest MODLITWA AGONII.
Mówiliśmy o wielu aspektach prawdziwego przebudzenia  
– POKUCIE, ŚWIĘTOŚCI, ODWAŻNEJ WIERZE, ruchu NOWYCH BUKŁAKÓW prowadzonym przez  NOWYCH PRZYWÓDCÓW, których Bóg wzbudzi w Swym domu wraz z nowym poruszeniem itd.
Lecz historia przebudzeń ukazuje wyraźnie, powtarzając się stale, że jeśli by miałyby istnieć dwa kluczowe elementy do otrzymania przebudzenia to byłaby to GŁĘBOKA POKUTA oraz MODLITWA AGONII. 
Frank Bartleman  (lider znanego przebudzenia na Azusa Street) napisał: „Otrzymałem od Boga w 1905 roku następującą wskazówkę: GŁĘBOKOŚĆ PRZEBUDZENIA BĘDZIE ZDETERMINOWANA PRZEZ GŁĘBOKOŚĆ DUCHA POKUTY A dotyczy to wszystkich ludzi, we wszystkich okresach czasu”.
Musimy zatem dobrze pamiętać o tym, że głęboka pokuta leży w sercu prawdziwego Przebudzenia.
Lecz jest jeszcze jedna rzecz, którą Barleman podkreśla w swej książce, a są to godziny „bólów porodowych” i wstawiennictwa, przez które przechodzili zanim nastąpiło Przebudzenie. Każdy, ktokolwiek badał
minione przebudzenia
powie wam, że ponad wszystkim innym są one kluczowym elementem, jak również z serca płynąca napełniona Duchem modlitwa.
One są pierwszymi krokami prowadzącymi do przebudzenia, później zaś warunkiem utrzymania jego ognia.

Jak stwierdził Mattew Henry: „Gdy Bóg zamierza udzielić wielkiej łaski swym ludziom, pierwszym krokiem jaki robi to postawienie ich w stan modlitwy”. Leonard Ravenhill napisał: „Człowiek, który potrafi
pozyskać ludzi do modlitwy
wprowadzi pod Bożym prowadzeniem największe przebudzenie, jakie świat kiedykolwiek widział”. 
Jakież zdumiewające stwierdzenie a jednak historia przebudzeń potwierdza jego prawdziwość.
Faktycznie, gdybyśmy mogli pozyskać ludzi do MODLITWY AGONII   dla przebudzenia, jak to czynili wierzący poprzednich stuleci, to chwała Boża z pewnością stąpiła by na dół. Lecz ciągle jest zbyt mało tych w stanie „agonii”, dziś. Oczywiście, zawsze znacznie bardziej skuteczne jest jeśli tacy wstawiennicy mogą się  zbierać codziennie na wstawianie się o wielkie wylanie, podobnie jak to było przed  dniem Zielonych
Świąt. Jak zapisał A.T.Pierson:

„Od dnia pięćdziesiątnicy, nie było nigdzie żadnego prawdziwego duchowego rozbudzenia, które nie zaczęłaby się od zjednoczonej modlitwy, choćby nawet tylko między dwoma lub trzema; ani też żaden taki ruch nie przetrwał długo zaniknięcia tych modlitewnych spotkań”.
Charles Finney jest często postrzegany jako prawdopodobnie największy kaznodzieja w historii kościoła 

– wielki kaznodzieja przekonania i pokuty. Ma on, jednak, bardzo interesujące spostrzeżenia (niemal 'naukowe’ w duchowym sensie) dotyczące tego jak i dlaczego przyszło Przebudzenie. Był przekonany,  na podstawie wielu lat służby w Przebudzeniu, że Bóg zmierzał, aby kościół żył w stanie nieustannego przebudzenia – to jest właśnie w ’normalnym’ stanie kościoła.  Był również przekonany o tym, że gdyby kościół sięgnął po podstawowe warunki przebudzenia – głęboką pokutę i z serca płynącą modlitwę „agonii” o wylanie Bożego Ducha to przebudzenie ZAWSZE byłoby tego rezultatem. 

Porównuje to z obsianym polem.
Jeśli farmer spulchnia glebę (pokuta – głęboko w sercu) i dostarcza właściwego ziarna
i warunków to zawsze następuje wzrost.  To jest normalne i tego się oczekuje. Finney powiedział: „Przebudzenie nie jest większym cudem niż ziarno pszenicy. Przebudzenie przychodzi z nieba, gdy bohaterskie dusze wchodzą w konflikt zdeterminowane zwyciężyć lub umrzeć  – a jeśli trzeba zwyciężyć i umrzeć! „Królestwo niebios doznaje gwałtu I GWAŁTOWNICY je porywają”.
John Wesley był podobnie nastawiony:
„Czy podjąłeś kilka dni postu I modlitwy? Sztormuj tron łaski i trwaj tam,
a miłosierdzie zstąpi”.
Co ciekawe, gdy zostały opublikowane „Revival Lectures” Finney’a (Wykłady o przebudzeniu) i wprowadzone zostały „metody” i nauczanie Finney’a to na każdym miejscu na świecie wybuchały
przebudzenia.

Głęboka pokuta i modlitwa agonii – proste klucze do prawdziwego przebudzenia.  Kilka lat później misjonarz działający w Chinach Jonothan Goforth, zdesperowany, aby oglądać poruszenie Boże wśród najwyraźniej zatwardziałych mieszkańców, znalazł pisma Finney’a. Niedługo trzeba było, aby sam został „przebudzony” i wyruszył, aby oglądać wielkie przełomy Przebudzenia wszędzie,  gdziekolwiek głosił w Chinach.
Jonothan Goforth stał się jednym z kaznodziejów Przebudzenia tego wieku i to dzięki temu,
że poszedł za prostymi „metodami” Finney’a uwalniania Bożej mocy przekonania.
Gdy mówimy o 'Przebudzeniu’ tutaj to nie mamy na myśli kilku zwykłych krucjat ewangelizacyjnych  czy przemijającego podniecenia. Z całą pewnością nie mówimy o tego rodzaju poruszeniach, które przelewają się przez dzisiejszy kościół pod hasłem „przebudzenia” czy „błogosławieństwa”. Mówimy o potężnym poruszeniu Bożym, gdy przekonanie o grzechu często roznosi się poza kościół pośród okolicznej społeczności często przemieniając tysiące dla Chrystusa. Pewien pisarz określił ten późniejszy stan Przebudzenia jako „społeczeństwo przesiąknięte Bogiem”.

Jonathan Edwards powiedział o Przebudzeniu Nowej Anglii 1735 roku tak: „Miasto wydawało się być pełne obecności Bożej. Nigdy nie było tak napełnione miłością, pełne radości; a nawet tak pełne rozpaczy
jak wówczas”. 
Gdy Przebudzenie rozprzestrzenia się w taki sposób wśród lokalnej społeczności (jak to zdarzyło się w Walii 1904 r. i wielu innych miejscach), nie jest niczym niezwykłym, gdy bary są zamieniane na miejsca spotkań modlitewnych z powodu ogromnych ilości notorycznych kryminalistów, którzy się nawracają. W takich czasach sędziowie nie mają nic do roboty! Taki jest wpływ potężnego wylania Ducha Bożego. W Walii w 1904 roku pod przywództwem Evan’a Roberts’a cały naród został literalnie przemieniony z SETKAMI TYSIĘCY nawróconych w czasie kilku miesięcy, w tym malutkim kraju. A wszystko to działo się przez pokutę.
Jeden z naocznych świadków powiedział o tym sławnym przebudzeniu w Walii,  że to nie elokwencja E.Roberts’a łamała tych mężczyzn, lecz jego łzy. „On łamał się, wołając gorzko do Boga, aby ich zgiął i
modlitwie agonii, łzy płynęły mu po policzkach a całe ciało zwijało się. Mocni mężczyźni łamali się
i płakali jak dzieci… odgłos płaczu i zawodzenia napełniał powietrze”.
Oto typowy fragment kazania Evan’a
Roberts’a:

„Po pierwsze, czy jest w twojej przeszłości jakiś grzech, z którym nie rozprawiłeś się szczerze – nie wyznałeś Bogu? Na kolana, natychmiast. Twoja przeszłość musi być odłożona na bok i oczyszczona.  Po drugie, czy jest w twoim  życiu coś, co jest wątpliwe – cokolwiek czego nie jesteś pewien czy jest dobre czy nie? Koniec z tym! Nie może być nawet śladu chmury między tobą a Bogiem. Czy przebaczyłeś wszystkim – WSZYSTKIM? Jeśli nie to nie oczekuj przebaczenia twoich grzechów…”
To jest właśnie ten rodzaj przebudzenia, o którym mówimy. Potężne wylanie, potop Ducha Świętego – dzień „Zielonych Świąt”, Bożej przekonującej o grzechu chwały, gdy Jego obecność wylewa się ponownie w dół wśród ludzi. A takie wylania zawsze zaczynają się od Bożych ludzi, zanim wyleją się na większą społeczność. W
rzeczywistości, tuż u samego początku, Przebudzenia przeważnie zaczynają się w małym „modlitewnym kręgosłupie”
– grupie wierzących, którzy zmagają się w modlitwie – błagając Boga w agonii bólów porodowych o wylanie Jego Ducha na nich, na ich współwierzących przyjaciół oraz na miasto i kraj.
Czym dokładnie jest „MODLITWA AGONII”? Nie jest to łatwe do opisania, lecz dobrze wiem, kiedy się to
zdarza.

Kiedy miałem 17 lat zostałem po raz pierwszy napełniony Duchem Świętym i mówiłem językami. Miałem dostęp do wielu książek mówiących o dawnych przebudzeniach, które pochłaniałem z udzielanym przez Ducha pragnieniem. Nie trzeba było wiele czasu, aby zauważyć, że te minione przebudzenia wydawały się tkwić bardzo głęboko w pokucie oraz tej „pełnej walki i agonii” modlitwie o wylanie Ducha Bożego. Po prostu postanowiłem, że będę „konał” w modlitwie o przebudzenie! I tak było. Każdy dzień oglądał mnie na kolanach z ogniem na ustach, błagającego Boga o napełnienie większą ilością i jeszcze większą Jego Ducha, aby uwielbić Jego na ziemi i przynieść potężne przebudzenie naszemu narodowi. Wkrótce zauważyłem w czasie modlitwy cudowne poczucie znajdowania się w sali tronowej Boga. Rzeczywiście mogłem powiedzieć, że moje modlitwy były słyszane i że miały wpływ na stan rzeczy.
Chwała Bogu! I miały one wpływ na mnie samego również. Gdy teraz spoglądam wstecz, widzę, że zasadniczo każdy przełom w Bogu jaki przeżyłem miał swoją przyczynę w tej początkowej, stałej modlitwie agonii. Było to tak ważkie. Oczywiście, NIE ZAWSZE modlę się w ten sposób. Myślę, że cicha modlitwa językami jest
bardzo ważna
i również skuteczna (I ty możesz modlić się językami prowadząc samochód, czy gdziekolwiek – to jest RZECZYWIŚCIE WAŻNE).
Również ważną częścią społeczności z Bogiem jest proste wielbienie Boga i cieszenie się Jego obecnością.
Niemniej wierzę, że jeśli chodzi o PRZEBUDZENIE to, aby się modlić w taki sposób, musimy zostać   do tego uzdolnieni przez Ducha Świętego, który nas poprowadzi nasze modlitwy. To dlatego Finney i inni
mogli mówić
o „duchu modlitwy” zstępującym na nich: „… dopóki nie miałem ducha modlitwy, nie mogłem niczego. Jeśli straciłem ducha łaski i błagania choćby na jeden dzień czy godzinę okazywało się, że nie mogę głosić z mocą i skutecznie, aby zdobywać dusze przez osobiste nawrócenia”.
Pamiętam bardzo ważny moment w książce „Namaszczony na pogrzeb”, który jest przyczynkiem Todd i DeAnn Burke do Przebudzenia w Kambodży w latach ’70-tych. Stało się to w tedy, gdy Bóg już w potężny sposób działał. Todd pisze: „Krótko podzieliłem się z nimi tym, co Bóg pokazywał mi poprzez czytanie
Biblii. Odnośnie do 32 rozdziału Księgi Rodzaju powiedziałem im o tym
w jaki sposób Jakub walczył z Panem, aż do chwili, gdy go pobłogosławił. Jeśli oczekujemy mocy i błogosławieństwa Pańskiego to będziemy musieli walczyć  nim w poście i modlitwie, w odrzuceniu siebie  podjęciu naszego krzyża”- powiedziałem. Po czym podzieliłem się z nimi z książeczki Taylor’a Hudson’a słowami:
„Lekkie, nie zapierające siebie życie nigdy nie będzie pełne mocy”. Mając to na uwadze, wszyscy zaczęli zmagania w modlitwie i wkrótce przyszło błogosławieństwo” (str. 216). Kilka znaczący wylań Ducha Świętego było tego wynikiem.  Jaką różnicę może wywołać taka wspólna modlitwa „agonii” w każdym mieście i kraju dziś. Bóg obiecał przebudzenie, lecz ja wierzę, że On czeka na ludzi, którzy uchwycą się Jego obietnicy i zaczną wspólnie stawać w modlitwie o jej wypełnienie. Przyjaciele, czy możemy wspólnie uzgodnić, że uchwycimy się Boga w taki sposób? Uwierzcie mi, może to wywołać wszelkie zmiany w świecie.
Weź klucz, którym jest taka modlitwa po pierwsze, aby przekonać się o ogromnej potrzebie prawdziwego przebudzenia, zarówno w kościele jak i na świecie, po czym proś Boga, aby zesłał Swego Ducha, który pomoże ci się modlić. Modlitwa „agonii” błaga Boga, aby ON sam uwielbił Siebie Samego i aby Jego Duch mógł być wylany. TO dla JEGO CHWAŁY modlimy się w taki sposób. Innym kluczem jest posiadanie
prawdziwie „czystych rąk i czystych serc” przed Bogiem. 

Żadnego ukrytego grzechu, żadnego nieprzebaczenia. Tylko z czystymi rękoma i czystym sercem  możemy wejść w modlitwie do świętego miejsca Boga. Mam wielką nadzieję, że Bóg zainspiruje tak wielu jak to jest tylko możliwe, aby złączyli się w modlitwie, aby oglądać mogli Jego potężna cele wypełniające się na ziemi. Fakt, że Bóg NIE JEST UWIELBIONY w naszym świecie jest tragedią tej ostatniej godziny.
Przyjaciele, już najwyższy czas na zmianę. A bądźcie pewni tego, że naprawdę to my możemy dokonywać zmian. Z pewnością nadszedł czas, aby złączyć się razem w modlitwie „agonii” za potężny potop Jego łaski i miłosierdzia. Jeśli każdy z czytających to po prostu zacznie modlić się w taki sposób, jakież cudowne wylanie nas czeka!
aracer

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 10

                                                  CZY ODPOWIEDZIĄ JEST „PREBUDZENIE” ?   

Przebudzenie” w sensie chrześcijańskim zdefiniowane jest jako potężne poruszenie Boże, które przynosi prawdziwe „odnowienie” – powrót kościoła do czegoś, co było oryginalnym stanem z „Księgi dziejów” – i trwa przez pewien czas. Było wiele wspaniałych Reformacji i Przebudzeń w ciągu całej historii kościoła – które dramatycznie zmieniły go na zawsze.

Zdając sobie sprawę z tego, że tysiące ludzi opuszcza współczesne kościoły, wielu liderów chce jakiegoś rodzaju „rozwiązania”, aby ich sprowadzić z powrotem.

 Co możemy zrobić, aby wrócili – pytają.  Lecz nie zdają sobie sprawy z tego, że wielu z tych „niezkościelonych” ludzi nie jest w ogóle zainteresowanych powrotem do „kościoła jaki znamy” . Czekają na nowe poruszenie – całkowicie nowy „Kościół” – przemieniony przez moc Bożą. W rzeczywistości jest jasne, że oni chcą czegoś znacznie bardzie podobnego do pierwotnego kościoła Biblii. To o czym mówią to Reformacja na ogromną skalę a Przebudzenie, to coś co przeniesie nas  ponownie do pełni żywotności, wiary i mocy pierwszych chrześcijan.

Ciekawe jest to, że oryginalny kościół w Jerozolimie był w istocie kościołem „otwartym”.

 Przepraszam – mówisz – kościół zewnętrzny? Myślałem, że spotykali się każdego dnia w świątyni. To wcale nie brzmi dla mnie jak kościół „otwarty”.

 Choć niewiel chrześcijan współcześnie zdaje sobie z tego sprawę jest absolutnie poza wszelkimi wątpliwościami, że kościół Jerozolimski przede wszystkim był „otwarty”.

Księga  Dziejów Apostolskich zapisuje to, że wierzący z Jerozolimy zbierali się codziennie  Przysionku Salomona, który był ogromnym otwartym dziedzińcem dołączonym do głównej świątyni. Zwany był również „dziedzińcem pogan” i był ogromnym otwartym obszarem z ławkami – o wymiarach około pięciu i pół boisk do piłki nożnej. Wzdłuż jednej strony był zakryty obszar, gdzie stawali apostołowie i głosili – znany jako ganek Salomona.

Wiemy, że kościół w Jerozolimie był liczony w tysiącach od samego początku, a zatem jeśli chcieli się gromadzić „jako jedno” to jedynym miejscem na to było coś na otwartym powietrzu. Zatem był to najbardziej zatłoczony i ruchliwy „plac” w całym mieście. Jeśli więc chcieli, aby ich posłanie było przekazane przed największą możliwą publicznością to właśnie było odpowiednie miejsce.

  Cóż ma to wszystko wspólnego z dyskusją na temat chrześcijan „bez kościoła”. No tak, oni nie są jedynymi, którzy mówią o powrocie do „oryginału”. Nie są jedynymi, którzy wierzą, że wielka Reformacja i Przebudzenie nadchodzi. Jest to coś, co Bóg zdaje się mówić do wszystkich chrześcijan – w poprzek całego spektrum – od wielu już lat. Zdaje się, że to ON chce Przebudzenia bardziej niż ktokolwiek inny.

Czy to możliwe, aby takie poruszenie Boże było „punktem spotkania”, gdzie wielu ludzi zarówno z kościoła jak i z poza niego znajdzie wspólny grunt? Czy to może być odpowiedzią?

Jasne jest, że Bóg chce powrotu do Swego „oryginalnego” kościoła. Wszystkie cuda, jedność, przenikające serca kaznodziejstwo „pokuty” i wszystko inne, co powodowało, że pierwszy kościół był tym czym był – to wszystko Bóg chce odnowić, ponieważ tak wiele zostało utracone przez stulecia. Porównywalnie do nich, nasz wpływ jest minimalny, a nasze małostkowe podziały zabijają nas.

Myślę, że wielu chrześcijan byłoby zdumionych, gdyby dowiedziało się, jak całkowicie inny był pierwszy kościół od tego, co nazywamy „kościołem” teraz.

Wtamtych dniach mieli oni całkowicie  ZEJDNOCZONY style=””> kościół ( i nie mówię tutaj o „ekumenizmie”!). Prostą prawdą jest to, że nie mieli „denominacji” wcale. W rzeczywistości to byliby zdumieni słysząc o czymś takim! Był „jeden” kościół – bez podziałów, bez małych grupek separujących się i określających siebie różnymi nazwami. Przede wszystkim Jezus modlił się” aby byli JEDNO… aby świat uwierzył. Cóż takiego nie pozwala światu „uwierzyć” współcześnie? To, że nie ma JEDNEGO.

Ostatnio mnóstwo ludzi podkreśla to, że pierwszy kościół spotykał się w domach (co jest prawdą), lecz wydaje się, że zapominają o tym, że wierzący zbierali się również na OGROMNYCH SPOTKANIACH NA OTWARTYM POWIETRZU i działo się to CODZIENNIE – wspólne schodzenie się „jako jedno”. Wszyscy wierzący z całego miasta mogli zbierać się w ten sposób.

 Widzimy wiec, że były DWA różne rodzaje spotkań, w kościele jerozolimskim. Jedne były to bardziej intymne spotkania typu „kościół domowy”, gdzie wierzący z sąsiedztwa mogli zebrać się razem w czyimś domu – przyjmując komunię i poruszając się wspólnie w duchowych darach – budując siebie nawzajem w jedności i miłości. Drugie zaś były ogromne i otwarte o czym tu już dyskutowaliśmy. (Masowe zgromadzenia całego miasta, gdzie apostołowie mogli głosić, uzdrawiać chorych itd.). Te również odbywały się przez cały czas.

W rzeczywistości apostołowie kontynuowali służbę Jezusa – po prostu tak, jak im nakazano. Zarówno Jezus jak i Jan Chrzciciel prowadzili służby na otwartej przestrzeni – tam, gdzie „zwykli ludzie” byli. To było bardzo ważne. Zostali oni powołani do tego, aby docierać do zgubionych, a nie ukrywać się za czterema ścianami.

Dziś w kościel bardzo źle się przysługujemy całemu światu. Oni niemal nigdy nie widzą jak się zgromadzamy „jako jedno”, czyż nie? Faktycznie, to oni w ogóle nas nie widzą. Zamykamy się w naszych oddzielnych grupach – za czterema ścianami – poza polem widzenia i poza uwagą. Nic dziwnego, że mamy tak mały wpływ na świat wokół nas. Sami powodujemy naszą nieobecność w ich życiu.

Lecz to wszystko ma się zmienić. Bóg mówi w ostatnich latach na całym globie o nadchodzącej „Wielkiej Reformacji” kościoła – o wielkim „wstrząsaniu”, które przywróci go do stanu w jakim powinien się zawsze znajdować.

Bardzo interesujące jest zwrócenie uwagi na to, że największe Przebudzenia kościoła w ciągu stuleci zawsze obracały się wokół ogromnych spotkań na otwartym powietrzu. Wielkie przebudzenie lat 1740 (Wesley, whitefield i Tennant)) jest pierwszym tego przykładem. Zwyczajnym stało się dla dziesiątków tysięcy ludzi zbieranie się na otwartym powietrzu. Podobnie „Drugie Wielkie Przebudzenie” w 1800 (zaczęło się w Kentucky), które było świadkiem powstania „camp-meeting” i odbywało się wśród tysięcy zgromadzonych na otwartym powietrzu. Nawet wielkie Przebudzenie 1859 roku było mocno w tym zakorzenione – szczególnie w Ulsterze, gdzie były masowe spotkania modlitewne na otwartym powietrzu.

  Jestem przekonany, że Bóg już wkrótce zadziała w ten sposób ponownie. On chce odnowić „oryginał”, pragnie, aby kościół zbierał się „jednomyślnie” – właśnie tam, gdzie są ludzie. Pan pragnie „jednego” kościoła – nie wielu – kościołów, który jest czysty i święty – „bez skazy, zmazy czy czegoś w tym rodzaju” i chce kościoła, który idzie „niszcząc dzieła diabła”, jak to robił Jezus.

  Aby oglądać ponownie takie chrześcijaństwo Bóg będzie musiał wykonać wielkie „trzęsienie” i właśnie to zrobi. Cokolwiek jest potrzebne. Wchodzimy w erę wielkiej „przemiany” w kościele. Wierzę, że będzie to aż do krytycznego punktu „zmień lub zgiń” wśród współczesnego zachodniego chrześcijaństwa, ponieważ Bóg nie może mieszkać w letnim kościele.

Gdzie zatem w tym wszystkim pasują chrześcijanie będący „poza kościołem”? Ogromna ich ilość wierzy, że to co obecnie robią to „przygotowanie” do tego nachodzącego poruszenia Bożego. Faktycznie jest znaczące to jak wielu z nich napisało do mnie o tym. Wierzą, że aby być w pełni gotowymi na to, co Bóg ma zrobić muszą się „oduczyć” wiele z ich starych sposobów „prowadzenia kościoła”  i przygotować się na to, że Bóg chce zrobić coś zupełnie nowego.

Oto kilka przykładów tego, co napisali w tej sprawie:

Rowayne (Płd. Afryka):

Wierzę, że Bóg jest bardzo zajęty czymś całkowicie nowym, co wstrząśnie religią i tradycją. Nadchodzi taki czas, że będziemy świadkami ogromnej zmiany w sposobie funkcjonowania kościoła. Wierzę, że kościół wyjdzie na ulice, uwielbienie będzie absolutnie ogniste na rogach ulic i równinach. Modlitwa wzniesie się z centrów handlowych i biznesowych miejsc. Nie będziesz musiał chodzić do kościoła, ponieważ kościół będzie czekał na ciebie na zewnątrz! Niesamowita przemiana słabej i bezsilnej organizacji w potężną Walczącą Oblubienicę… Niektórzy z nas widzieli tę cudowną przemianę w sercu Boga wiele razy, czekamy i przyglądamy się a nie będzie to już długo trwało. Chwała Bogu!

Lea (USA):

Czuję, że tradycyjny sposób na „prowadzenie kościoła” miał już swoją erę. Myślę, że Bóg szuka ludzi, którzy są gotowi przyznać, że głodujemy i nie zostajemy nakarmieni we współczesnym kościele, choć słyszałam pastorów mówiących, że tak. Szczerze wierzę, że nie będziemy gotowi na następny ruch Boży dopóki nie przyznamy się, że pragniemy i, że współczesna struktura nie działa. Wyczekuję tego, co Bóg zrobi i myślę, że to się działo poza ścianami a w szczególności poza programami i tradycjami niedzielnych poranków. Wypatruję również czasu, gdy my, jako wierzący, zjednoczymy się pod parasolem i będziemy mieli przywilej brania udziału w następnym ruchu, który Bóg wykonuje. Nie sądzę, aby wszyscy byli wezwani do opuszczenia kościoła, lecz wierzę, że niektórzy tak i jestem zachęcona tym, co słyszę o reakcjach tych ludzi. Jestem bardzo podekscytowana i chcę oglądać to, co Bóg zamierza zrobić przy pomocy tych ludzi!

Sue (Australia)

W 1995 roku Pan pokazał mi, że zamierza „strząsnąć piekło z kościoła”. Dosłownie.

Pokazał mi, że w systemie lokalnego kościoła nad niektórymi kościołami są demoniczni mocarze i mają do tego legalne prawo. Dał mi werset mówiący, że „rzeczy podlegające wstrząsowi, będą wstrząśnięte” Każda struktura, która nie jest zbudowana na Panu rozpadnie się, tj. instytucje, kościoły, koledże, wszystko, co nie zostało ugruntowane na Skale Chrystusa Jezusa. Ustabilizowany system, taki jak go znamy, rozpadnie się. Stało się to, że ludzie weszli w drogę Bogu i jego planowi dla Jego królestwa.

Jestem jedną z tych wyczekujących. Wiem, że Bóg znów użyje mężów i niewiasty, których wytrenował i którzy są poza systemem. To, co Bóg tchnął w ich życie, nie pójdzie na marne. Czuję, że zostałam ukryta w Jaskini Adullam na 5 lat. W zeszłym roku wzięłam udział w proroczej koferencji i odkryłam, że inni czują to samo… Jezus przychodzi do kościoła pełnego chwały.

Steven (miejsce nieznane):

Byłem poza kościołem przez trzy lata, czekając na Boga, aby pokazał mi, co mam dalej robić. W tym tygodniu otrzymałem list z prośbą, abym przyjechał i nauczał na temat pastorskiego przywództwa w szkole biblijnej w South Pacific, lecz czego miałbym nauczać? Moje pojmowanie rzeczy jest całkowicie odmienne od NORMALNEGO pastorskiego punktu widzenia. Czy kościół będzie kiedykolwiek gotowy na wykorzenienie i zburzenie normalnie bezsilnego systemu, który powoduje, że ludzie uzależnieni są od kościoła i liderów, zamiast polegać na Bogu i na Nim JEDYNIE?

Jim (Lokalizacja nieznana):

Komicznie nazywam to „przeżyciem poza Ciałem” odnosząc to do ciała Chrystusa. To style=””> w co może się to przerodzić to przebudzenie, które objawi Kościół bez ścian.

Cathy (USA):

Ostatnio przeprowadziliśmy się… są tutaj trzy widoczne, napełnione Duchem kościoły, które mają w większości takie same doktryny. W żadnym z nich nie wspomina się o pozostałych, ani nigdy nie schodzą się razem w jedności na jednym miejscu. Na tyle na ile można to powiedzieć wszystkie wzrastają i maja przyjemne budynki i programy przyciągania tak wielu ludzi jak to tylko możliwe… Dziwi mnie to… słyszałam jak jeden pastor z Columbii mówi:

 Ludzie byli gotowi na jedność, lecz pastorzy ich powstrzymywali.

Może to nie jest pełna odpowiedź, lecz w duchu wierzę, że jest to kluczowy krok.

L.S. (USA):

Czuje się tak, jakbym czekał od dawna… lecz wierzę, że Pan mówi, że Reforamcja jest już blisko i, że znajdę miejsce w nowym poruszeniu Bożym.

Carroll (USA):

Słyszeliśmy i stale słyszmy proroctwa o nadchodzącej w kościele zmianie. Słyszymy tylko w części. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy, że Bóg nie przeniesie  jednej cegły czy betonowego kościoła do drugiego, lecz zrobi coś poza ścianami kościołów.

Nie jesteśmy przeciwni kościołowi – lecz Bóg chce dokonać pewnych zmian a my chcemy być z Nim, gdy będzie to robił.

 Jest wielu ludzi, którzy, podobnie jak my, nie należą do kościołów – nie jesteśmy samotnymi strażnikami przyrody. Przyjaciele, których mamy nie wędrują w kółko bez celu. Jesteśmy częścią „Ciała” a następne poruszenie Boże będzie miało miejsce na rynku miejskim i w domach i być może wtedy ci, którzy nie „opuścili” będą siedzieć wewnątrz cegły, czy betonowego systemu, ponieważ oni byli uczeni, że wszystko musi pochodzić z systemu. Będą mieli trudny czas z nowym poruszeniem Bożym.

Mark (USA):

Czuje w swym sercu, że to masowe pragnienie i ludzie idący za Jezusem jest Bożą sposobem na ustanowienie sceny na wielkie reformacyjne zmiany.

 __________________________________________________

Ponownie autor:

Jak więc widzicie, to poczucie nadchodzącej Reformacji czy Przebudzenia jest bardzo powszechne wśród ludzi z poza kościoła. Postrzegają siebie, jako będących na „Pustyni” i zwróconych w stronę Obiecanej Ziemi Przebudzenia – „nowego bukłaku” dla kościoła. Lecz, jak już wcześniej powiedziałem w tej książce, podobnie jak było to z dziećmi Izraela, kiedy przyjdzie czas na ostateczne opuszczenie tej pustyni, przyjdzie test.

Jestem przekonany, że wielu z pośród ludzi poza kościołem to materiał na liderów i nie zdziwi mnie jeśli Bóg przygotowywał ich do przywódczej roli w nadchodzącym poruszeniu. Lecz jest jedna rzecz, z która będą musieli się zmierzyć: wszystkie największe przebudzenia miały silnych liderów. Była to całkowicie krytycznie ważna sprawa dla ich powodzenia. Czy jednak ci ludzie z poza systemu rzeczywiście poradzą sobie z tą koncepcją? Nic nie mogę poradzić na uczuciu, że niektórzy (o ile nie: wielu) staną się ofiarami postaw anty-liderskich, anty-władzy, anty-Ciała, które wchłaniają na całej poza kościelnej scenie (podobnie jak ja sam kiedyś). Wielu z nich rzeczywiście nie wierzy już w LIDERSTWO wcale.

  Jeśli nie wierzysz w nic poza najbardziej umiarkowaną formą władzy to wtedy jest bardzo trudno PROWADZIĆ siebie. Możesz „zarządzać” lecz faktyczne prowadzenie jest czymś zupełnie innym, a bez liderów, którzy będą korzystali ze swego autorytetu, aby trzymać diabła z daleka, każde Przebudzenie będzie infiltrowane przez przeciwnika natychmiast. Zobaczyłem to w czasie badań nad minionymi przebudzeniami stale i wciąż. Jest to główna przyczyna zakończenia Wielkiego Przebudzenia Walijskiego z 1904 roku w ciągu JEDNEGO ROKU. Mamy przeciwnika, który grasuje wokół jak lew ryczący i nienawidzi Przebudzeń. Przeniknął i zrujnował wiele poruszeń Bożych w historii i jeśli damy mu szansę to zrobi to ponownie. Uwielbia on sytuacje, w których istnieje „próżnia” władzy i nikt nie strzeże bram. Mówię wam, nie istnieje coś takiego jak Przebudzenie bez liderów. A jeśli jest to nie trwa długo! Przebudzenia muszą być strzeżone przez liderów, którzy są wyznaczeni przez Boga i którzy nie boją się stanąć przed odpowiedzialnością. Tacy ludzie jak Wesley, Booth, Finney i podobni. Silni przywódcy – ci wszyscy. Takimi byli też apostołowie. Przebudzenie i silne przywództwo idą ręka w rękę.

Księga Dziejów jest pełna liderów, którzy DIAŁALI JAK LIDERZY. Byli sługami – tak, lecz byli również RZECZYWISTYMI PRZYWÓDCAMI. Bez nich nie byłoby Księgi Dziejów. Zastanawiam się, ile czasu upłynie zanim ludzie z poza kościoła poradzą sobie z tym prostym faktem? (Mnie zajęło to bardzo dużo czasu).

Muszę, zatem, zadać te pytania:

Czy współcześni nie zrzeszeni ludzie rzeczywiście są gotowi pomóc prowadzić nowe poruszenie Boże? Czy też wielu z nich faktycznie boi się „prowadzić”? Czy są gotowi wziąć odpowiedzialność i autorytet tam, gdzie to jest potrzebne? Czy też wierzą w jakiegoś rodzaju przebudzenie bez przywództwa? Czy są oni gotowi stać się „stawami” w prawdziwym znaczeniu tego słowa? Czy też podejrzliwość i „trwanie poza” stały się przeważającą częścią ich duchowej konstrukcji? Czy są gotowi na przyłączenie się do ciała czy też znajdą ewentualnie jakieś wymówki, aby pozostać z dala i odczepieni? Są to zasadnicze pytania i są to właśnie te rzeczy, które będą testowane, gdy nadejdzie pora. Czy ci ludzie prawdziwie WYRZEKLI SIĘ wszystkiego, czego muszą się wyrzec?

POKUTA, KTÓRA ZALEJE
KOŚCIÓŁ

Oczywiście, choć jest wiele spraw dotyczących „struktury”, którymi należy się zająć dziś to RZECZYWISTYM problemem (tym, który faktycznie się liczy) jest sprawa SERCA. Kościół jest chory i niedomagający, ponieważ jego serce jest chore i niedomagające. Nie tyle jest to problem ‘szufladek’, w których żyje czy stylu nabożeństw, które prowadzi. To są składniki drugorzędne. To SERCE ludzi Bożych potrzebuje faktycznej pracy i to jest to, od czego każde Przebudzenie musi zacząć – oczyścić serca Jego ludzi. Rozwiązywanie spraw „strukturalnych” może przyjść później to serce tak naprawdę się liczy. A zatem, potężna fala POKUTY musi przyjść najpierw (podobnie jak w każdym prawdziwym Przebudzeniu w całej historii).

  Znam wielu ludzi w ruchu kościołów domowych, którzy wierzą, że jeśli tylko wejdziemy we właściwą strukturę opartą na domach, to wszystko inne pójdzie za tym. Niektórzy spędzają całe godziny na dyskusjach o „pluralizmie starszych” czy „formach kościołów domowych” itd. Wydaje się, że wierzą w to, że zmiana „szufladki” spowoduje, że zmieni się ku dobremu wszystko inne. Przykro mi, lecz nie zgadzam się z tym. To zmiana SERC jest konieczna – przede wszystkim i ponad wszystkim i to właśnie Przebudzenie spowoduje. Pamiętajmy, w pierwszym kościele, to WYLANIE przyszło najpierw, a później budowano wokół tego struktury. Najpierw musi przyjść Przebudzenie i zmienić serca Bożych ludzi, zanim zacznie się cokolwiek innego. Próby formowania „nowego bukłaka” bez nowego wina jest po prostu stawianiem zaprzęgu przed koniem.

Jak wielu, jestem przekonany, że wielkie Przebudzenie nadchodzi – powódź Bożego Ducha, która sprowadzi kościół na kolana w głębokiej pokucie i przemianie. Poprzez te dzieła przyjdzie „nowy bukłak” i ogromne zbiory – wraz z wzbudzonymi przez Boga nowymi liderami.

Czy będzie, zatem, wielu nowych liderów wśród tych trwających poza kościołem?

Nie wątpię, że tak będzie. Nie po to Bóg przeprowadził ich przez to wszystko, aby nic z tego nie było, lecz czas jest kluczową sprawą. Czasami potrzeba „kryzysu”, aby mógł powstać nowy lider. Jak mówi przysłowie „Z właściwą godziną przychodzi właściwy człowiek” („Cometh the hour, cometh the man”) i nigdy nie będzie to bardziej prawdziwe niż w czasach Przebudzenia czy Reformacji. Nagle nowi liderzy przyjdą jakby znikąd – przygotowywani przez Boga latami w ukrytych miejscach. Tak zawsze było z największymi Przebudzeniami. Czas jest najważniejszy.

Jak zobaczyliśmy w tym rozdziale – a faktycznie w całej książce – jest na świecie grupa chrześcijan, którzy opuścili bezpieczną strefę rutyny, przyjaciół i znajomego otoczenia, aby oddzielić się ku czemuś nowemu, nie wiedząc dokładnie dokąd idą czy też w jaki sposób się tam dostaną, po prostu wiedząc, że muszą iść. Usłyszeli wołanie, sprawdzili wizję i wyruszyli. To wymagało odwagi i wielu z nich bardzo głęboko podziwiam. Jeśli dali radę przejść przez pustynię, nic pewniejszego niż to, że wielu z nich będzie wspaniałymi przywódcami Bożego ludu, lecz kluczem jest tutaj nastawienie na wyjście z tej ‘pustyni’. Osobiście wierzę, że ogromna ich ilość przejdzie to. Żyjemy w doniosłych czasach.

Czy, zatem, ten potężny ruch poza-kościelny jest znakiem, że coś nieuniknionego leży przed nami? Czy ta narastająca fala „niezadowolenia” wśród tłumów chrześcijan jest dowodem dramatycznych zmian, które są tuż za rogiem? Z pewnością możemy wywnioskować, że coś ważnego się dzieje. To, co się dzieje jest zbyt wielkie, aby mogło być dziełem zwykłego zbiegu okoliczności, coś niezwykłego i to na światową skalę, co może być zarządzone wyłącznie przez Boga.

Czy więc, zobaczymy nowy typ przywódców wychodzących z pustyni – przygotowanych na ten czas- gotowych do przyjęcia narodzin nowego poruszenia Ducha Bożego? Czy nadchodzi następne wielkie „przebudzenie uliczne”? Cóż, jedno jest pewne – zdecydowanie potrzebujemy go. Tylko czas pokaże.

Niemniej są znaki tego, że coś o tej wielkości i znaczeniu zbiera się. Wydaje się poza wszelkimi wątpliwościami, że Bóg jest bliski działania w zupełnie nowy sposób w tym pokoleniu i, że On czyni coś całkowicie radykalnego. Czy też, może, jest to coś tak starego, że wydaje się radykalne, ponieważ nigdy do tej pory tego nie widzieliśmy.

 _________________________________________________________________

< Część 9 |

Można kopiować, drukować, kserować tą książkę i przekazywać dalej.

Niemniej jeśli chcesz „publikować” ją lub jej fragmenty w innej formie, czy publikacji, proszę o uzyskanie najpierw zgody autora.

Andrew Strom’s email:
prophetic@revivalschool.com

 NASZA STRONA :

http://www.revivalschool.com

PRZYŁĄCZ SIĘ DO NASZEJ LISTY “PROROCZO/PRZEBUDZENIOWEJ’ E-MAILOWEJ

W j. angielskim).

Wystarczy wysłać pusty e-mail na adres:
anzac-subscribe@welovegod.org


_________________________________________________

Copyright (c) Andrew Strom, 2003/2004.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обучение

Poznaj Pana Średniowieczka

czyli prorocze ostrzeżenie  ap. Pawła na temat substytutów.

Sapp Roger

Jest to zrozumiałe, że jest dziś tak wielkie zamieszanie wokół chrześcijańskiej służby uzdrawiania. Gdy chodzi o uzdrowienie to głoszonych jest w Kościele dwóch różnych Chrystusów. To nie jest nic nowego, apostoł Paweł mówił o tym samym problemie, który miał miejsce w Koryncie w pierwszym wieku.

Okazuje się, że ta korekta jest prorocza w swym spojrzeniu na przyszłe problemy Kościoła. Z pewnością popadliśmy w kłopoty bardzo szczególnego pomieszania, które przewidywał Paweł. Zatem, owa korekta której udzielił im Paweł z pewnością znajduje zastosowanie dziś i do nas.
Napisał:


2 Kor 11:1

Obyście mogli znieść odrobinę niedorzeczności z mojej strony, w samej też rzeczy znosicie.

Pawła ton jest napominający. Niektórzy mówią, że ironiczny; jest niemal sarkastyczny. Jest wyraźnie rozczarowany tym, że koryncki kościół nie widzi różnicy między tym, co jest prawdziwe, a tym co fałszywe.
Oczywiste jest to, że współczesny kościół jest również słaby w tej dziedzinie lecz, mało tego, jest tak ignorancki wobec faktu, że może być zdumiewająco ignorancki, że znacznie przecenia swoją duchową dojrzałość. Paweł kontynuuje swoje korygowanie pisząc w następnym wersie:

11:2 (BT)
Jestem o was zazdrosny Boską zazdrością. Poślubiłem was bowiem jednemu mężowi by was przedstawić Chrystusowi jako dziewicę czystą.

(BW)
Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą;
albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą.

Ilustrując im sytuację obrzędem starożytnego ślubu, przypomina im, że zostali zaręczeni z Chrystusem. Wówczas wyglądało to inaczej i odbiega znacznie od naszego współczesnego pojęcia chodzenia ze sobą i małżeństwa. W tamtych dniach, gdy para była już uznana za małżeństwo to jeszcze przez rok nie mogło być to małżeństwo skonsumowane. Byli już uważani za męża i żonę zanim ze sobą zamieszkali. Chrystus jest już mężem Kościoła, który kocha.
Kościół jest oblubienicą. Przymierze małżeństwa między Chrystusem i wierzącymi zostało już zawarte, lecz nie zostało jeszcze w pełni skonsumowane.
Umowa zostanie w pełni uznana, gdy Chrystus wróci po Swoją oblubienicę i dokona się Weselna Uczta Baranka. Chrystus opisuje to przymierze w czasie Ostatniej Wieczerzy jako Nowe Przymierze. Obecnie wierzący są zaręczeni z Chrystusem.

Swoją troskę o wierzących w Koryncie Paweł określa jako Bożą zazdrość. Te emocje, oczywiście, pojawiają się u kogoś jeśli pojawia się potencjalna możliwość konkurencji o miłość i oddanie umiłowanej osoby.
Zazdrość jest wywoływana u kogoś, kto kocha drugą osobę i nagle powstaje jakaś rywalizacja o tą relację. Paweł chce przedstawić wierzących Chrystusowi jako dziewicę czystą. Widzi on w wierzących Koryntianach wielki potencjał do rywalizacji i niewierności Chrystusowi. W jaki sposób taki problem powstał w Koryncie? Został on spowodowany przez zwiedzenie złego. Paweł wyjaśnia to w następnym wersie, gdzie pisze:

11:3 (BT)
Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze od prostoty i czystości wobec Chrystusa w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę.

Paweł przypomina Koryntianom, że taka sama sytuacja już się wcześniej zdarzyła. W ogrodzie Eden relacja oparta na miłości i zaufaniu została zerwana przez zwiedzenie Ewy przez węża; złego. Paweł opisuje diabelską działalność w Ogrodzie jako chytrość. Greckie słowo, z którego „chytrość” wzięto dosłownie znaczy „czynienie wszystkiego”. To słowo zawsze jest używane w negatywnym sensie w Nowym Testamencie. Oznacza ono zachowanie bez skrupułów.
Jest tłumaczone na wiele różnych sposobów jako subtelny lub przebiegł spryt (w pol. chytrość – przyp. tłum.). Użycie tego słowa oznacza, że dzieła diabelskie delikatnie i stale wypaczają relację miłości między Chrystusem i Kościołem.
Paweł przypomina nam, że ta działalność diabelska jest bardzo podobna do zwiedzenia i upadku w Ogrodzie Eden.

Gdzie to się dzieje? Otóż czytamy, że diabeł pracuje cierpliwie w szczególnej rzeczywistości – w umysłach wierzących – stara się on zwieść umysły wierzących. Użyty tutaj przez Pawła zwrot („korupcja”) jest często tłumaczony jako „zepsucie, zanieczyszczenie”. Diabeł pracuje cierpliwie nad tym, aby zanieczyścić lub zwieść umysły wierzących.

W jaki sposób to robi? Stara się on odwieść umysły wierzących od prostoty i czystości oddania się Chrystusowi. Jedno greckie słowo tłumaczone w dwóch słowach – „prostota i czystość” – to „haplotes”.
Widocznie tłumacze zdecydowali, że jedno słowo nie może pokryć całego znaczenia tego greckiego słowa i użyli do tego dwóch polskich wyrazów. To greckie słowo oznacza „pojedyczny” (w przeciwieństwie do „diplous” znaczący „podwójny”).
Ukazuje ono jedno punkt koncentracji uczuć. Określa ono prostotę, szczerość i nie uleganie wpływom z powodu jednolitego skoncentrowania serca. Na czym jest skupiona ta uwaga? Przedmiotem koncentracji jest Chrystus. Diabeł cierpliwie psuje tą koncentrację uczucia w Chrystusie. W następnym wersie, Paweł ujawnia środki jakich diabeł używa zanieczyszczania umysłów wierzących:

11:4 (BT)
Bo gdy przychodzi ktoś i zwiastuje innego Jezusa, którego myśmy wam nie zwiastowali, lub gdy przyjmujecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, lub inną ewangelię, które nie przyjęliście, znosicie to z łatwością.

Czytamy tutaj o tej subtelnej, diabelskiej metodologii.
Diabeł usiłuje przedstawić nam trzy substytuty, które mają za zadanie rozproszyć skupienie chrześcijan. Oto one:

  • Zastąpienie Jezusem, Chrystusa Nowego Testamentu. Wielu zostało dziś zwiedzionych przez strategię przeciwnika. Wielu wie więcej o tym fałszywym Jezusie, niż wiedzą o Chrystusie Nowego Testamentu. Jest to szczególnie prawdziwe wtedy, gdy dyskutowana jest sprawa uzdrowień, ale i przy innych okazjach również.
  • Zastąpienie duchem, Ducha Świętego Nowego Testamentu. Wielu dziś nie ma pojęcia o mocy Ducha Świętego objawionej w Nowym Testamencie. Zamiast tego został im przedstawiony Duch Święty, któremu brak jest tych samych zdolności, które On przejawiał w Biblii i nie jest już tym wspaniałym, cudownym, zmieniającym życie Duchem.
  • Zastąpienie ewangelią, Ewangelii objawionej w Nowym Testamencie. Wielu przyjęło dziś ewangelię o znacznie mniejszych wymiarach i mniejszej mocy. Ewangelia została odarta z fizycznych uzdrowień, cudów i uwolnień z mocy diabła po to, aby wydać przesłanie, które tylko zbawia lecz nie uwalnia i nie uzdrawia.

Smutne jest to, że wielu wierzących i niewierzących jest lepiej zaznajomionych z tymi substytutami niż z rzeczywistością.
Jesteśmy świadomi, że to nie jest dobra nowina, a ostrzeżenie Pawła skierowane do Koryntian okazuje się być prorocze. Diabeł odniósł częściowy sukces w ciągu ponad tysiąca lat, powodując, że Kościół w ignorancji uchwycił się substytutów.
Niemniej jednak, dziś jest już inaczej – wielu rozróżnia to co fałszywe coraz wyraźniej.

Niektórzy współcześni słudzy będą nawet się spierać o podnoszenie zastępczego Jezusa ponad Jezusa Chrystusa objawionego w Nowym Testamencie. Robią to często nawet nieświadomie sugerując, że ten Jezus działa teraz inaczej niż działał w pierwszym wieku. Robią to przy pomocy teologicznego słownictwa i idei, takich jak twierdzenie, że Bóg jest suwerenny. Jeśli nie są uważni to mogą przedstawić poprzez teologię innego Jezusa Chrystusa, substytut tego prawdziwego Jezusa Chrystusa Nowego Testamentu. Ten substytut jest tylko cieniem Jezusa Nowego Testamentu. Mogą oni mieć cień Jezusa czyniący dziś o wiele mniej dobrych rzeczy, w uderzająco inny sposób, niż On to robił w NT.

Ci usługujący będą się sprzeczać o to, że Duch Święty już więcej nie czyni tych rzeczy czy czynów w taki sam sposób jak czynił to w Nowym Testamencie. Dary Ducha Świętego już nie istnieją w ich umysłach. W ich myśleniu te dary były dla pierwszego wieku, lecz teraz już nie są więcej dostępne. Zatem, przedstawiają oni „ducha świętego”, który ma znacznie mniej mocy i jest mniej aktywny w życiu wierzących niż Duch Święty objawiony w Nowym Testamencie. Ten „duch święty” jest tylko cieniem Ducha Świętego Nowego Testamentu. Jest tylko duchowym cieniem.

Ci słudzy, będą przedstawiać “ewangelię” odartą z jej mocy do uzdrawiania i uwalniania. Rozszerzają zwiedzenie, przed którym Paweł proroczo ostrzegał dwa tysiąclecia temu. Paweł ostrzegał przed takim zwiedzeniem „chrześcijańskich usługujących”.

Kilka wersetów poniżej tego proroczego ostrzeżenia daje on opis kaznodziejstwa tej, przez diabła zainspirowanej, alternatywy: cienia Jezusa, cienia ducha i cienia ewangelii. Oto czytamy:

11:13-15 (BT):
Ci fałszywi apostołowie to podstępni działacze, udający apostołów Chrystusa. I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków.

Paweł jest tutaj całkowicie jednoznaczny. Ci, którzy głoszą cienie, fałszywego Jezusa, fałszywego Ducha Świętego i fałszywą ewangelię, nie są sługami Chrystusa. Sami są fałszywi. Są sługami cieni, a nie rzeczywistości.
Są fałszywi bez względu na to jak „chrześcijańsko” czy ortodoksyjnie mogą wyglądać. Mogą oni również szczerze wierzyć, że służą Chrystusowi, lecz w rzeczywistości są oni sługami zwodniczej działalności, chytrości diabła. Zanieczyszczają umysł Kościoła Chrystusa przez przedstawianie innego Jezusa. Gdyby byli prawdziwymi sługami Chrystusa to mieliby objawienie prawdziwego Chrystusa. Gdyby widzieli prawdziwego Chrystusa Nowego Testamentu to rozumieliby Ducha Świętego, Ducha Chrystusowego. Gdyby rozumieli prawdziwego Chrystusa i Ducha Świętego to rozumieliby, że Nowy Testament pozostaje ten sam, ponieważ Chrystus i Duch Święty pozostają tacy sami wczoraj, dziś i na wieki.


Zdecydowane potępienie.

Dlaczego Paweł tak ostro potępia tych kaznodziei? Bez wyraźnej prezentacji prawdziwego Jezusa Chrystusa ludzie nie mogą uwierzyć w Niego, więc nie mogą przyjąć zbawienia, uzdrowienia i uwolnienia, ponieważ nie mogą uwierzyć w Niego i przyjść do Niego w dziecięcej prostocie. Zgodne jest to z prawdą, że substytut Jezusa nie inspiruje nadziei i wiary w Chrystusa.
Fałszywy Chrystus inspiruje strach i potwierdza wątpliwości, ponieważ jest on nieprzewidywalny, nierealny i tajemniczy. W zamian za to ludzie nie przyjmują pomocy, którą prawdziwy Chrystus chciałby im dać, ponieważ są raczej pasywni w swej wierze niż aktywni skoro nikt nie może być pewien tego, czy fałszywy Jezus chce pomagać czy nie. Wierzący, którzy przyjęli cień Jezusa często stają się zależni od światowego systemu finansów i medycznej pomocy pomimo całej ich słabości. Często stają się rozgoryczeni i pod coraz większym wpływem fałszywej koncepcji, że ten cały potężny Bóg im nie pomoże i odrzucił ich w czasie ich kryzysu. Nie jest więc dziwne, że chrześcijańskie grupy, które głoszą te cienie mają tak wielu odstępujących wierzących.

Stwarzanie zamieszania przez zastąpienie.

Diabeł nie może zrobić nic, aby usunąć Pana Jezusa Chrystusa z Jego miejsca. Jest On wywyższony na wieki po prawicy Ojca.
Chrystus Ewangelii jest na zawsze Królem Królów i Panem Panów; On będzie panował na zawsze i diabeł ani jego upadli aniołowie nie są w stanie nic zrobić w tej sprawie. Jednak, Chrystus zdecydował, żeby manifestować Swoją wolę i Królestwo poprzez Swój Kościół zwyczajnie, lecz nie wyłącznie. Głoszenie Ewangelii zostało powierzone Jego Kościołowi. Służba Jezusa Chrystusa i wiele pokrewnych spraw jest obecnie uzależnione od wiernego funkcjonowania Kościoła. To tutaj diabeł i jego sprzymierzeńcy skoncentrowali swoją uwagę.

Skoro nie mogą zniszczyć i zdusić całego Kościoła, to starają się zniszczyć prostotę oddania Chrystusowi, przedstawiając innego Chrystusa. Usiłują uniemożliwić wierzącym otrzymanie mocy Ducha Świętego i chcą głosić ewangelię bez mocy o Chrystusie. Niszczą tych, którzy mogliby być prawdziwi, prezentując fałszerstwo, które wydaje się być podobne z wyglądu do prawdy.

Spotkaj Pana Średniowieczka.

Jest jak najbardziej właściwe rozważenie cech zastępczego Jezusa. Aby uniknąć zamieszania, będę nazywał substytut Jezusa Panem Średniowieczkiem. Przez ponad 15 stuleci liczni przywódcy Kościoła ogłaszali Pana Średniowieczka nie rozumiejąc, że ich umysły zostały odwiedzione od prostoty skupienia się na Jezusie Chrystusie, którego objawia Nowy Testament.
Czym różni się substytut Chrystusa od Chrystusa Nowego Testamentu? Przyjrzymy się tylko trzem różnicom między Panem Średniowieczkiem, a Jezusem Chrystusem.

  • Wola Pana Średniowieczka jest tajemnicą jeśli chodzi o pomaganie ludziom w praktycznych, ludzkich problemach takich jak finanse i uzdrowienie.

W przeciwieństwie do tego Jezus Chrystus Nowego Testamentu nigdy nie waha się, aby uzdrowić kogoś, kto potrzebuje uzdrowienia. On objawia, że Bóg jest Ojcem, który chce zaspokoić ludzkie potrzeby tak, jak zaspokaja potrzeby ptaków. On demonstruje moc przez nadnaturalne nakarmienie tysięcy ludzi dwukrotnie i stworzenie ponad setki litrów wina na przyjęciu weselnym.
Ten sam Jezus Chrystus jest objawiony jako miłosierny i wierny Najwyższy Kapłan, które wie, co my czujemy.

  • Pan Średniowieczek, cień Chrystusa, ma pełną kontrolę. Moc pana Średniowieczka jest absolutna, lecz on nie pokazuje tej mocy, aby konsekwentnie pomagać wierzącym czy też zbyt często. Ten brak pomocy jest często opisywany jako fakt, że On jest suwerenny.

W przeciwieństwie do niego, moc Jezusa Chrystusa wobec ludzi jest aboslutna dziś jak i wtedy. O ile jest oczywiste, że Bóg może sprawować absolutną kontrolę, On tego nie robi. Bóg ograniczył swoją kontrolę nad nami, aby nadać nam prawdziwego znaczenia. Bez wolnej woli bylibyśmy tylko robotami. Chrystus uzdrawia wszystkich, którzy do Niego przychodzą. Gdy przychodzą jak dzieci, szukając pomocy u rodzica, wtedy otrzymują tą pomoc.
Chrystus pomaga wszystkim, którzy proszą; robił to kiedyś tak samo jak i teraz. Czasami ludzie nie otrzymują, bo nie proszą. Jeśli przychodzą i proszą prawdziwego Chrystusa, aby uzdrowił, tysiące otrzymuje pomoc. On, konsekwentnie, współczująco i spolegliwie reaguje na każdą prośbę. Niektórzy nie proszą w Jego własnym mieście Nazarecie, ponieważ widzą Go inaczej. Chrystus nie może uzdrowić tam wielu i nie może czynić cudów z powodu ich niewiary. Tak samo jak wówczas, niektórzy nie wierzą dziś i nie otrzymują od Chrystusa niczego pomimo, że On chce im pomóc.
Oni po prostu nie przychodzą do Niego po pomoc. Podobnie jak kiedyś, dziś Chrystus nie ma kontroli nad tymi ludźmi, którzy się Mu sprzeciwiają. Ich reakcja na przesłanie o realnym Chrystusie, Ewangelii, określa poziom zaangażowania jaki mogą z Nim osiągnąć. On pragnie dla nich dziś (jak pragnął kiedyś), aby poddali się Jemu, jako Panu i Zbawicielowi dobrowolnie.

  • Pan Średniowieczek, cień Chrystusa, może mieć głęboki, tajemniczy lecz dobroczynny cel w tym, że kogoś nie uzdrowi.

W przeciwieństwie do tego, każdy kto przychodził do prawdziwego Chrystusa Nowego Testamentu po uzdrowienie był uzdrawiany.
Prawdziwy Chrystus nigdy nie ujawnił głębokiego celu tego, aby ktoś pozostał chorym. On nigdy nie wahał się uzdrawiać, jak gdyby Bóg Ojciec miał jakiś cel dla choroby czy zranienia. Zawsze wiedział wcześniej, że wolą Ojca było uzdrowienie tego, kto do Niego przyszedł. Nigdy nie musiał modlić się, aby określić czy jest wolą Ojca uzdrowić daną osobę, zawsze reagował natychmiast i bez wahania na każdą potrzebę uzdrowienia. Współczucie prawdziwego Chrystusa okazywane jest w Jego reakcji na przedstawioną potrzebę. Nie ma żadnej skomplikowanej motywacji, lecz proste, szczere współczucie dla tych, którzy są ranni i chorzy. Zapraszamy cię do tego, abyś rozważył również inne porównania Pana Średniowieczka, substytutu Chrystusa z Jezusem Chrystusem Nowego Testamentu. Prześlij nam takie porównania mailem a my podzielimy się nimi z innymi czytelnikami tej listy i naszych stron internetowych.

info@allnationsmin.org

deeo.ru

Mówienie prawdy

Do 1993 roku byłem kapelanem wojskowym. W tym czasie, jako część mojego zadania,uczyłem umiejętności przywódczych oficerów zawodowych na wypoczynkowych obozach. Często używałem do tego gier z dziedziny zarządzania. W jednej z takich gier, zwanej „Powerplay”, zasady są takie, że liderzy są arbitralnie podzieleni na grupy.
Kategorią podziału jest zwycięstwo w przeprowadzonym scenariuszu działalności handlowej.

Grupa zwycięska otrzymuje autorytet nad pozostałymi grupami.
Grupa zwycięska ma prawo tworzenia zasad przyszłego handlu i dyktuje swoje warunki pozostałym grupom. Bez wyjątku, grupa zwycięska zawsze zaczyna tworzyć zasady, które utrzymują jej autorytet i nadają korzyści w handlu.
Udzielenie im odpowiedniej ilości czasu w wyraźny sposób wiedzie do wykorzystania (nadużycia) innych grup. Ta grupa uzasadnia swoje zachowanie wygraną w poprzedniej części gry i uzyskaniem do tego prawa (autorytetu).

Reakcje różnych wykorzystanych grup:

W obozach wypoczynkowych gdzie byli wprowadzani niezawodowi oficerowie (sierżanci), pozwalali oni na to, aby ich wykorzystywano.
Ich naczelną wartością była lojalność wobec autorytetu bez względu na to, jak źle byli traktowani. Byli nieszczęśliwi i narzekali między sobą w okresie tego wykorzystywania, lecz nie robili nic skutecznego, aby się tym problemem zająć.
Nie reagowali, nie konfrontowali sytuacji, nie przedstawiali prawdy ze swego punktu widzenia wykorzystującej ich grupie sierżantów. Było to charakterystyczne dla niemal wszystkich sierżantów, z którymi grałem w tą grę.
Okazywało się, że dla nich wartością była wielka lojalność, a prawdomówność nie. (Oczywiście, było kilka wyjątków, którzy byli lepszymi oficerami z natury).

Reakcje oficeróww oficerskim obozie liderów były zupełnie inne. Gdy grupa oficerów, którzy wykorzystywali, stawała się coraz bardziej agresywna.
Oficerowie byli coraz bardziej aktywni i pobudzeni na rzecz swojej odpowiedzialności za zajęcie się niesprawiedliwą sytuacją.
Oferowali reakcję (sprzężenie zwrotne), które było przeważnie ignorowane.
Obmyślali uderzenie; innymi słowy, wycofywali się i nie współpracowali z nadużywającymi autorytetu. Często próbowali kontynuować konfrontację z grupą i usiłowali wynegocjować bardziej sprawiedliwą sytuację.

Niemal we wszystkich przypadkach grupa mająca władzę stawała się jeszcze bardziej autorytatywna i tworzyła jeszcze bardziej ostre reguły dla swojej własnej korzyści oddzielając się od zachowania buntowników z dala. Grupa wykorzystująca często twierdziła, że to ci pozostali oficerowie nie grają uczciwie, buntując się, wycofując i nie chcąc współpracować. Innymi słowy, grupa przy władzy nie dostrzegała swego nadużycia i oskarżaławykorzysty-wane grupy o wycofywanie się i niechęć do dalszej gry.

Bark szacunku dla prawdy prowadzi do zaślepienia:

Zaślepienie jest charakterystyczne dla organizacji i liderów, którzy nie cenią sobie prawdy w swych relacjach. Jest tak ponieważ mówienie prawdy jest zduszane zarówno w organizacjach, w których podstawą działania jest lojalność jak i w przypadku poszczególnych osób o takim nastawieniu.

Ponieważ nie ma szczerej reakcji, często stają się zaślepieni na swoje nieprawe zachowania i szczerze dziwią się czemu inni tak reagują. Nie będzie nikogo, kto by im powiedział, że źle jest rzerzucać winę za trudności w relacjach na ofiarę ich złych zachowań (wykorzystywania).

Cenienie prawdy może uchować lokalny kościół czy dowolną organizację od przejścia na pozycję kultu. Szanowanie mówiących prawdę jest charakterystyczne dla pobożnych relacji. Brak szacunku jest charakterystyczne dla kultów. Zachowania z dziedziny kultów, które zawsze mają element zaślepienia, zawsze są wynikiem nadmiernego podkreślenia lojalności nad prawdą.
Przywódcy muszą rozumieć to, że ich własne pragnienia lojalności może przezwyciężyć autentyczność u jego podwładnych. Aktywnie muszą kultywować autentyczność (prawdziwość) wraz z lojalnością.

Ta gra ujawniała również to, że różni ludzie mają różne wartości i oczekiwania. Zawodowi oficerowie byli uczeni w wojsku tego, że właściwe posłuszeństwo oznacza, że będę mówić do przełożonego oficera z odwagą i szczerze (prawdomównie) o organizacyjnych problemach. Oficerowie, którzy nie konfrontują swoich dowódców, gdy jest taka potrzeba są słabymi liderami a dowódcy, którzy nie słuchają swoich szczerych, mówiących prawdę podwładnych, bez kary za to, są słabymi dowódcami.

Lider oficer oczekuje, że będzie traktowany przez innych liderów w porządku. Spodziewa się, że jego wkład będzie ceniony i szczerze potraktowany. Będzie on chciał rozwiązać większe problemy organizacji i nie będzie po prostu siedział cicho. Jeśli organizacja zbytnio ceni lojalność i nie bardzo prawdomówność, to lider tego typu nie będzie postrzegany jako należący do tej samej drużyny i będzie prywatnie będzie tak zaszufladkowany. W wyniku tego, organizacja może stracić tego cennego lidera.

Lider sierżant pozostanie lojalny, aż do upadku.
On się dostosuje do problemu, a nie koniecznie będzie mówił szczerze organizacji. Nie ma nic złego w tego typu osobie, są oni bardzo potrzebni w każdej organizacji.
Niemniej jednak, w niezdrowych organizacjach, lider sierżant jest ceniony wyżej niż lider oficer.

Typ lidera oficera może pomóc organizacji zająć się jej problemami czyli wzrastać. Jeśli organizacja tworzy atmosferę dla szczerej uczciwości i prawdomówności, będzie przyciągać wiele osobowości o typie oficera i będzie w stanie ich utrzymać. Nie będzie również traciła swoich sierżantów. W rzeczywistości, lider o typie sierżanta będzie znacznie bardziej szczęśliwy, ponieważ problemy będą rozwiązywane.

Gdy lojalność jest ważniejsza niż prawdomówność.

Lojalność i prawdomówność są dwoma związanymi ze sobą wartościami, które muszą być utrzymywane w pewnym sprzężeniu wobec siebie.
Lojalność związuje nas razem; prawdomówność uwalnia nas. Jeśli jedna z wartości jest nadmiernie podkreślana to pojawiają się poważne problemy i obie wartości zostają wypaczone. Jeśli nadmiernie jest podkreślana lojalność, to będzie przekazywana tylko afirmacja i one będzie odbierana jako reakcja. Jeśli w praktyce jest tylko prawdomówność bez zachowywania lojalności to taka sytuacje nie buduje lecz rozrywa. Jeśli prawdomówność jest postrzegana jako fundamentalny składnik lojalności to organizacja będzie się budować na integralności. Jeśli lojalność jest widziana jako fundamentalny składnik prawdomówności to wtedy organizacja będzie miała prawdziwą jedność.

Często w organizacji, czy to jest lokalny kościół, biznes, czy denominacja, czy też stowarzyszenie w kościele, lojalność staje się nadrzędną wartością i zaczyna przykrywać prawdomówność. Często przejawia się to bardziej w prywatnych słowach, działaniach i postawach niż w oficjalnym stanowisku organizacji. Liderzy organizacji mogą mówić, że cenią prawdomówność, lecz ich działania ujawniają, że tak nie jest. Jest kilka dających się przewidzieć efektów takiego działania:

Mówiący prawdę są niedoceniani.

Jednostki, które zdecydowanie cenią szczerość i prawdomówność nie są doceniane i często odrzucane jako nielojalne.
Niektórzy ludzie są szczególnie nastawieni na prawdomówność i mogę być postrzegani jako nie grający w tej samej lidze przez ceniących wysoko lojalność. Może to spowodować konflikt wartości w organizacji między tymi ludźmi. Wartość lojalności zwykle w takich sytuacjach wygrywa nad prawdomównością, ponieważ ci, którzy mają władzę zazwyczaj bardziej cenią lojalność.

Gdy lojalność zwycięża nad prawdą to często przybiera to formę tłumienia swobodnego wyrażania sięa w szczególności różnicy poglądów. To nie oznacza, że różnice poglądów znikną, lecz prawda będzie wychodziła na jaw stale i wciąż w różnych, czasem nawet destrukcyjnych formach, dopóki nie zostanie właściwie potraktowana. To właśnie dlatego polityczni tyrani nie są w stanie całkowicie uciszyć swobodnego wyrażania się i dlatego odczuwają potrzebę uciszania go. Prawda zawsze znajdzie drogę do wyrażenia się po prostu dlatego, że jest prawdą i Bóg stoi za nią.

Za każdym razem, gdy lojalność pokonuje prawdomówność, jednostki lojalne są nieświadomie szkolone przez liderstwo do ukrywania prawdy lub zakładania organizacyjnego knebla. Jednostki nastawione na prawdomówność są wtedy uczone tego, że nie są mile widziane. Tworzone jest wrażenie, że sukces i promocja w organizacji bardziej bierze się z tego, że mówi się przywódcom to, co oni chcą usłyszeć niż prawdę. Lojalni zdają się być wówczas postrzegani jako niż ci, którzy są ludźmi silnej integralności i prawdomówności.

Szczere relacje w Kościele:

Koncepcja szczerości może być najlepszą mieszaniną lojalności i prawdomówności. Szczera osoba to jest ktoś, kto z lojalności wobec Boga i innych mówi prawdę bez domieszek. Słowo „szczerość” (ang. „sincere”) pochodzi od łacińskiego „sincerus”. Dosłownie znaczy „bez wosku’. To słowo pochodzi z czasów, gdy Rzymianie budowali potężne budowle używając do tego marmurowych kolumn, które służyły do podtrzymywania ciężaru tych monumentalnych konstrukcji. Budowniczowie udawali się do kamieniołomów i sprawdzali jakość kolumny.Pracownicy kamieniołomów zalepiali woskiem pęknięcia kolumn, aby upozorować ich solidność i sprzedać je.
Oczywiście można było używać do budowy wyłącznie „szczerych” (sincerus) kolumn.
Tylko te kolumny, które faktycznie były solidne, bezszczelin zalepionych woskiem, były w stanie utrzymać ciężar budynku. Jeśli wykorzystali kolumny, którym brakowało „szczerości” cały budynek mógł się zawalić. Paralela jest oczywista. Duch Prawdy potrzebuje w kościele szczerych ludzi. Ludzi, którzy cenią lojalność i prawdomówność we wzajemnej równowadze ze sobą.

uczyłem umiejętności przywódczych oficerów zawodowych na wypoczynkowych obozach. Często używałem do tego gier z dziedziny zarządzania. W jednej z takich gier, zwanej „Powerplay”, zasady są takie, że liderzy są arbitralnie podzieleni na grupy.

aracer.mobi

Zapłata

Czasami spoglądam w kierunku nieba i zastanawiam się jak to będzie zamieszkiwać w Bożej obecności. Wiem, że będzie cudownie, lecz teraz chcę żyć dla Boga i zrobić dla Niego tak wiele, jak to jest tylko możliwe, aby przynieść Mu chwałę i kierować ku niemu innych. Zupełnie nic nie liczy się w porównaniu z Jego wielkością, Jego chwałą, Jego pięknem, łaską.. Co jeszcze? Po co żyć, jeśli nie żyję dla Niego? Po co zmagać się, jeśli to nie uwielbia Jego? Po co pracować i osiągać w tym życiu cokolwiek, jeśli nie jest to dla Niego, suwerennego, miłosiernego Króla?

Wiele jesteśmy w stanie osiągnąć w tym świecie. Możemy zbierać pieniądze i majątek. Możemy troszczyć się o rodzinę. Możemy okazywać dobroć, ofiarować pieniądz i czas na rzecz cierpiących. Możemy dawać i pomagać; a jednak jeśli nie jest to na chwałę Bożą, to cóż z tego? Tak, wiem, że to dobrze pomagać ludziom, lecz czy w Dniu Sądu, gdy będziemy stali wobec nieskończonej czystości Jego świętego Majestatu, to wszystko będzie się liczyć? To zależy.

Coś jest dobre jeśli jest robione w celu uczczenia Boga i w imieniu Chrystusa; to znaczy, jeśli jest zrobione dlatego, że jest odpowiedzią na Krzyż i dla Bożej chwały. Jeśli karmimy biednych ponieważ to sprawia, że czujemy się lepiej, lub po to, abyśmy zostali uznani to nasza odpłata już nam została dana: „a w, gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, którzy lubią stawać na rogach ulic, aby ich ludzie widzieli. Zaprawdę powiadam wam, już otrzymali zapłatę swoją (Mat 6:5). Jeśli dajemy pieniądze ponieważ to jest dobra rzecz to już otrzymaliśmy odpłatę swoją w postaci samozadowolenia. Lecz jeśli pomagamy innym, ponieważ Bóg tego pragnie od nas, ponieważ zostaliśmy odkupieni przez Chrystusa, ponieważ staramy się okazać dobroć Bożej miłości innym, to jest to dobre dzieło i odpłata z pewnością nadejdzie.

„Oto przyjdę wkrótce, a zaplata moja jest ze mną, by oddać każdemu według jego uczynku” (Obj. 22;12)

Bóg widzi, co robimy w ukryciu. On zna motywacje naszego serca i wie czy nasze życie i uczynki są skoncentrowane na Nim czy na nas samych. Zapłata jest proporcjonalne do naszych motywacji. Kol 3:23-24 mówi: Cokolwiek czynicie z serca czyńcie, dla Pana, a nie dla ludzi, widząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo , gdyż Chrystusowi Panu służycie” (Kol. 3:23-24).

W rzeczywistości nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, co byłoby czyste. Jesteśmy
dotknięci przez grzech we wszystkim czym jesteśmy. Tak, Bóg mówi, że otrzymamy zapłatę w niebie, ale może się to stać tylko dzięki Jego dobroci i łasce, a nie dlatego, co jest w nas czy w tym, co robimy. Widzę Bożą zapłatę jako Boży dar dla nas… lecz ma to pewną przyczyną: Ponieważ On nas kocha i ponieważ możemy Mu przynieść chwałę.

Wielu komentatorów wierzy, że w Obj. 4, dwudziestu czterech starców reprezentuje chrześcijan a ich korony są symbolizują zapłatę jaką Bóg nam daje. Zwróć uwagę na to, co tam jest napisane (w. 10/11): „Upada dwudziestu czterech starców przed tym, który siedzi na tronie i oddaje pokłon temu, który żyje na wieki wieków i składa korony swoje przed tronem, mówiąc: godzien jesteś, Panie i Boże nasz, przyjąć chwałę i cześć i moc, ponieważ Ty stworzyłś wszystko, i z woli twojej zostało stworzone, i zaistniało”. Jakże cudowną możliwość będziemy mieli, aby skłonić się przed Panem i złożyć przed Nim wszelkie dobre rzeczy, które zrobiliśmy dla Jego imienia. W rzeczywistości, cokolwiek robimy, robimy z powodu łaski Bożej i On jest tym, który powinien odebrać wszelką cześć. Tęsknię dnia, kiedy zaniosę wszystko Panu i położę moją koronę przed Nim, na Jego chwałę. On jest godzien otrzymać chwałę, cześć i moc.

Jaki jest cel życia?
Jakie są głębokości twego serca? Dla kogo żyjesz? Czy zbierasz swoją zapłatę tutaj na ziemi, czy w górze, w niebie?

что дает регистрация в каталогах

Klejnoty poznania

Zaremba Piotr
VII /VIII. 1996

Ez.16.17.
A ty nabrawszy wspaniałych swoich klejnotów z mojego złota i srebra,które ci dawałem, robiłaś sobie podobizny bożków i z nimi uprawiałaś nierząd

Oz. 2.8.
Ale ona nie w ie, że to Ja dawałem jej srebro i złoto w obfitości, z którego oni robili sobie Baala.

Jedną z najbardziej niebezpiecznych form bałwochwalstwa jest bałwochwalstwo “ukryte” nie polegające na tworzeniu figur czy obrazów , lecz na oddawaniu czci Bogu takiemu jakim On nie jest, czy te ż po prostu bogu stworzonemu w naszej wyobraźni. W liście do Rzymian czytamy, że bałwochwalstwo to nie tylko obrazy (1,18 i n.):
gniew Boży z nieba objawia się przeciwko WSZELKIEJ bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę.
Ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki.

To co się pomiędzy tymi dwoma wersami znajduje, wyjaśnia jak nale ży spoglądać na Boga (mo żna Go oglądać w Jego stworzeniu ,,., można Go poznać umysłem ) oraz jakie błędy popełniono. Konsekwentnie patrząc na kolejne wersety widzimy, że najpierw błąd powstał właśnie w umyśle (w. 21):

znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności
Po czym posunęli się dalej tworząc sobie (w.23)

obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy.

Ponieważ że ostatni etap rozwoju znikczemniałego umysłu raczej nam nie grozi, zajmijmy się tym wcześniejszym , kiedy to tworzymy w naszych sercach obraz Boga takiego, jakim On nie jest na prawdę. Czytamy w Słowie o tym, że “Żydzi wymyślili o Bogu wiele rzeczy nieprawdziwych.“ (……….)

Pomimo, że nie jest to figura, nadal pozostaje to stworzeniem, a nie Stwórcą. Jeżeli czcimy i służymy takiemu obrazowi to jest to bałwochwalstwo.

Współczesne Chrześcijaństwo jest trapione przez wewnętrzne podziały i jest dla ka żdego widocznym znakiem braku prawdziwego uczniostwa Chrystusowego (braku miłości wzajemnej), którego główną przyczyną jest właśnie “ukryte bałwochwalstwo”. Oto przez stulecia istnienia Kościoła najpierw apostolskiego, później powszechnego i w końcu reformowanego jego słudzy:

Ez.16.17
nabrawszy wspaniałych swoich klejnotów z mojego złota i srebra, które im dawałem, robili sobie podobizny bożków i z nimi uprawiają nierząd

Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Jak czytamy powy żej Bóg w swojej miłości dawał klejnoty ze złota i srebra . Cóż to za cenne dary otrzymywał Kościół od Boga? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w Piśmie:

Ps. 12.7
Słowa Pana są słowami czystymi, srebrem przetopionym, odłączonym od ziemi, siedemkroć oczyszczonym

Ps. 19.10
Wyroki Pana są prawdziwe, a zarazem sprawiedliwe. Są bardziej pożądane niż złoto, nawet najszczersze ,

Sal.8.11.
Mądrość bowiem jest cenniejsza niż korale, i żadne klejnoty jej nie dorównają .

Kościół otrzymywał prawdziwie, złote klejnoty tajemnic Królestwa Bożego i zamieniał je na podobizny bożków, które były i są czczone i uwielbiane przez tych, którym zostały powierzone lub ich następców, z uporem porównywalnym do uporu ludzi oddających cześć drewnu i gipsowi, z zaślepieniem wcale od tamtych nie mniejszym i bronione z gorliwością niegodną dziś ju ż martwej litery. Niejako “przy okazji” swoje dorzucił diabeł, ojciec kłamstwa i Kościół Boży zamiast tętnić życiem , sprawiedliwością, radością i pokojem, zdrowiem!, huczy sporami doktrynalnymi, oddając cześć stworzeniu zamiast Stwórcy. To, co w zamiarze Bożym było złotym klejnotem, stało się obrzydliwą kukłą przed Bogiem, przyczyną nierządu dla dzieci Bożych i powodem zgorszenia dla niewierzących, którzy szukając znaku uczniostwa Chrystusowego wśród tych, którzy się zwą Chrześcijanami, nie znajdują go tam.

Wielu Chrześcijan nie widzi nic poza swoją denominacją , inni zrażeni tym , hamują swój wzrost stojąc z boku, a jeszcze inni usiłują szukać ratunku w tworzeniu ugrupowań niezależnych, które stają się coraz modniejsze. Powodem takiego zachowania może być fakt cielesności i chodzenia w religijności (pomimo głośnych okrzyków o rzekomej wolności), co przenoszą na działania zboru, czy Kościoła w ogóle.

Myślę, że Biblijne stwierdzenie:
Tyt. 1.15.
Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste , ale pokalane są zarówno ich umysłu,, jak i sumienie.

można z powodzeniem zacytować inaczej:
dla ludzi wolnych wszędzie jest dostępna wolność, zaś dla cielesnych wszędzie widoczna jest religijność.

Niezrozumienie istoty przesłania Dobrej Nowiny powoduje, że setki i tysiące godzin, które umiłowani w Panu mogliby poświęcić na społeczność z Panem, tracą bezpowrotnie na dyskusje, które do niczego nie prowadzą , bo nie mogą. Grzech bałwochwalstwa tępiony wszędzie gdzie się da, znakomicie się czuje w naszym własnym domu, który jest nazwany świątynią Ducha Świętego. Patrząc na Stary Testament, widzimy, że w różnych okresach istnienia świątyni udawało się wstawić tam wiele takich obrzydliwości. Oczywiście, nigdy nie odbywało się to bez widocznych skutków. W księdze Ozeasza czytamy jakie są następstwa bałwochwalstwa w ogóle:

Oz. 5.4
Ich uczynki nie pozwalają im zwrócić się do swojego Boga, gdyż duch wszeteczeństwa jest w ich sercu, tak, że nie znaj cf Pana

Efektem takiej postawy w stosunku do jakichkolwiek doktryn czy nowych “Chrześcijańskich pomysłów” jest brak wzrostu w Chrześcijańskim życiu wielu, jak powiada Ozeasz “tak, że nie znają Pana “. Każdy z nas na pewno zna Chrześcijan o bardzo skrajnych poglądach na wszelkie inne denominacje czy grupy chrześcijańskie i nie tylko Chrześcijańskie, wypowiadających się w bardzo zdecydowanym i ostrym tonie na ich temat, lecz również nie wykazujących jakiegoś szczególnego wzrostu czy też godnego pragnienia poznania.. Oto właśnie okazuje się, że taka postawa – “ich uczynki” – nie pozwala na przyjście dostatecznie blisko do Boga, aby sięgnąć po nowe klejnoty prawd duchowych. Zachodzi bowiem obawa, że “duch wszeteczeństwa”, który jest nich (czyli niewłaściwa postawa), uczyni z tego Bożego klejnotu kolejnego Baala.

Ap. Paweł ostrzega nas przed tym , że IKor.8.1,2
poznanie nadyma, ale miłość buduje .
Jeśli kto mniema, że coś poznał , jeszcze nie poznał, jak należało poznać;

Takie dwa sposoby podchodzenia do poznania otrzymanego od Boga, są sobie przeciwstawione i tak muszą być traktowane. Je żeli zrozumienie prawd Bożych pozostaje na poziomie nadymania osoby czy grupy osób tym poznaniem obdarzonych, to zamiast budować w miłości, staje się bałwanem, wielbionym i uznawanym za jedynie właściwą drogę do zbawienia. Dalsza część tego Słowa objawia rzeczywistość takiego poznania : jeszcze nie poznał, jak należało poznać. Dlaczego? Bo cząstkowa jest nasza -wiedza … (I Kor. 13.9). Właśnie fakt, że cząstkowa jest nasza wiedza powinien wpływać na to, że będziemy z tych cząstek wiedzy jak z puzzli składać obraz całości , a nie na pojedynczych klockach lub na niewielkich ich grupach budować wieżę Babel , ponieważ do poznania Boga potrzebni są wszyscy święci:

Ef.3.18
abyście mogli pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie,…

W tym miejscu ap. Paweł pokazuje, że poznanie i miłość wcale nie muszą być sobie przeciwstawione, lecz doskonale się mogą uzupełniać, przy czym miłość przewyższa wszelkie poznanie.

Przypuszczam , że nie znaleźlibyśmy wtedy wielu Bożych prawd, które stały się na przestrzeni stuleci, przedmiotem czci i kultu jako jedynie słuszne, prawdziwe, właściwe i do zbawienia prowadzące.
Religijność bierze swój początek w opisanym typie ukrytego bałwochwalstwa. Duch religijności to nic innego, jak duch wszeteczeństwa zaprzęgnięty do oddawania czci doktrynom (naukom ludzkim) niekoniecznie teologicznym, które stanęły ponad Bogiem i z pewnością jest to jeden z najsilniejszych duchów. Oczywiście same doktryny mogą być i przeważnie są dobre. Od ich prawidłowości zależy dalszy wzrost poszczególnych członków Kościoła jak i jego całości. Jest to obserwacja, która może być dokonana przez każdego i jest widoczna w licznych przykładach kościołów, które pewne prawdy przyjęły i na nich się zatrzymały. Tyle wzrostu ile umożliwiło zrozumienie danej prawdy Biblijnej dokonało się i oczekują one teraz na dalsze otwarcie się na nowe zrozumienie. To otwarcie często staje się niemożliwe z powodów opisanych wyżej, ale nie dyskwalifikuje ich jako ludzi zbawionych. Pochodzenie tego typu religijności wydaje się być proste – wynika z cielesnego chodzenia dzieci Bożych, które nie mając żadnych przeżyć duchowych, zastępują je cielesną mądrością, usiłując przekonywać innych o swojej racji “w słowach mądrości ludzkiej” zamiast “w mocy Bożej”. Biblia ostrzega nas przed chodzeniem w ciele (Rzym. 8.5-8):
Bo ci, którzy żyją według ciała myślą o tym co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe. Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha , to życie i pokój. Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaj się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. Ci zaś którzy są w ciele Bogu podobać się nie mogą .

Ci którzy żyją według ciała myślą, o tym co cielesne”- jak bardzo prawdziwe są to słowa i jak często można ich funkcjonowanie rozpoznać w Ciele Jezusa. Wielu prawdziwie cielesnych chrześcijan dostrzega w Kościele tylko to co cielesne, tj. organizację, zamiast zorganizowanego organizmu, muzykę zamiast uwielbienia, liturgikę zamiast społeczności itd. itd….. Długo można wyliczać ró żne możliwe systemy zaliczania lub nie zaliczania się nawzajem do ugrupowań chrześcijańskich, a przecież:

IKor. 12.12,14
wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele tworzą jedno ciało, tak i Chrystus. albowiem i ciało nie jest jednym członkiem , ale wieloma.
Wprowadzając nieco inne spojrzenie na dalsze wersety (lw5-21) przeczytajmy to tak:
jeśliby rzekła noga do ręki: ponieważ nie jesteś ręką nie należysz do ciała , czy dlatego nie należy do ciała , a jeśliby rzekło oka do ucha: ponieważ nie jesteś okiem, nie należysz do ciała, czy dlatego nie należy do ciała.  Jeśliby całe ciało było okiem, gdzież byłby słuch? A jeśliby całe ciało było słuchem, gdzież byłoby pogonienie ? Tymczasem Bóg tak umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak chciał. Nie może więc oko powiedzieć ręce: nie potrzebuj ę ciebie; albo głowa nogom: Nie potrzebuję was.

Dlaczego tak jest?
Dlatego, że IKor. 6.17 kto się łączy z Panem jest z nim jednym duchem.
Skoro mamy więc zapewnienie o duchowej jedności ciała Chrystusa, dlaczego nie ma jedności w rzeczywistości widzialnej? I na to pytanie znajdujemy odpowiedź w Piśmie:

I Kor 3.3.
Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia , to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie? (myślicie) Jak. 4.1. Skądże spory i skąd walki między wami? Czy nie pochodzą one z namiętności waszych, które toczą bój w członkach waszych?

Oczywiście nie oznacza to, że powinniśmy przyjmować wszystko co się w okolicy pokazuje i ze wszystkimi bratać się, bo to też byłoby cielesne. Cóż zatem czynić?
Zgodnie z listem do Efezjan 4.12-16 powinniśmy świętych (w tym samych siebie):

przygotowywać do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego. Abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp prowadzący na bezdroża błędu. Lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości.

Wszelkie Boże skarby mądrości i poznania Królestwa Bożego mają więc być wykorzystywane w jednym celu, do którego droga opisana jest powyżej na kilka sposobów:

1) wzrastanie pod KAŻDYM względem w
Chrystusa

2)
wzajemnie się zasilać

3) spoić i związać

4) ROSNĄĆ

5) BUDOWAĆ

aracer