FtF_07.01.08 Nadzieja w środku depresji_02#Friend to Friend

#

logo

07 stycznia 2008

Nadzieja w środku depresji.

Część 2


Mary Southerland


Prawda na dziś.

Flp.
4:8
Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co
prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne,
co jest cnotą i godne pochwały.


Przyjaciółka przyjaciółce


Przypomnijmy wczorajsze rozważania. Mary Winkler – żona pastora –
została oskarżona o zamordowanie swego męża. . Emocje błądziły mi między
nimi, gniew rywalizował ze współczuciem, zmieszanie z potępieniem,
a sprawiedliwość z miłosierdziem. wtedy stało się. Mary Winkler podniosła
nieco twarz, na tyle długo, abym mogła spojrzeć w natrętnie znajome mi oczy,
oczy wypełnione pustką i ciemnością. O ile nie mogę zaakceptować czy nawet
zrozumieć jej działania, rozumiem drogę, która doprowadziła ją do
tego ciemnego miejsca, gdzie czuła, że jedyną opcją jest popełnienie tego
ohydnego przestępstwa. Dół klinicznej depresji jest miejscem zniszczenia
– placem zabaw Szatana i jego piekielnych sił. W 1995 roku sama znalazłam
się na samym dnie takiego właśnie ciemnego dołu, zrozpaczona za Bogiem, błagająca
o uwolnienie. Po dwóch długich latach bolesnej emocjonalnej pracy,
ognistej duchowej walki i całkowitego złamania, wyszłam na światło. Siedząc
w tym dole nauczyłam się wielu prawd, które zrewolucjonizowały moje
życie kierując je ku światłu. Jedną z najważniejszych prawd jest ta, że możemy
się zmienić tak, aby żyć i usługiwać przez zmianę swojego myślenia


Krok pierwszy: Uznaj moc myśli. Księga Przypowieści

23:7 mówi o nich w tan sposób: Ponieważ
jak człowiek myśli, taki jest
(wg. Wersji ang. – przyp.tłum).


Krok drugi: Poznaj Boże standardy dotyczące naszych myśli.


  1. Sstandard pierwszy: myśli prawdziwe.


  2. Standard drugi: myśli szlachetne.


  3. Standard  trzeci: myśli prawe.


„Prawe” dosłownie znaczy „dostosowane do Bożych standardów” i ma tą
samą podstawę słowotwórczą, co sprawiedliwość. Nasz świat specjalizuje
się w standardach szarości, unikając tych rzeczy, które są czarno-białe,
usiłując zracjonalizować prawdę! Prawe myślenie nie jest ani szare, ani ograniczone.
Nie buduje duchowego muru, lecz dobrowolnie dostosowuje się do Bożych standardów.
To my musimy podejmować decyzje o kontrolowaniu naszego myślenia. Jeśli nie
poddamy kontroli mocy Bożej naszego umysłu to będziemy ludźmi niestałymi
o rozdwojonym umyśle. Jakub ostrzega nas, tymi słowami (Jk 1:8):
Człowiek o rozdwojonym umyśle chwiejny w całym postępowaniu swoim
.
Jeden z przekładów mówi tak: „Nie mogą się na nic zdecydować.
Ruszają i cofają się we wszystkim, co robią”. E. Stanley Jones stwierdza,
że: „jeśli ty podejmiesz decyzji, to twój rozlazły umysł, spowoduje,
że ty się rozleziesz” (dosł.:”if you don’t make up your mind, then your unmade
mind will unmake you”.).


Po przybyciu do Ameryki imigranta, zanim może on zostać obywatelem, musi wyrzec
się wszelkich zobowiązań i oddania swej poprzedniej ojczyźnie i przysiąc
stu procentowe oddanie Ameryce. Wtedy, i tylko wtedy, będzie mu zapewnione
obywatelstwo amerykańskie. W chwili gdy przyszliśmy do Chrystusa i staliśmy
się obywatelami Niebios, nasze myślenie ciągle śmierdzi piekłem,… naszą
starą ojczyzną!
Pozwalamy na to, aby nasze umysły dryfowały, nie bierzemy odpowiedzialności
za nasz proces myślenia, jesteśmy umysłowo niezdyscyplinowani. Niezdyscyplinowane
myślenie zawsze kieruje się ku naszym największym słabościom! Ludzki umysł
zawsze będzie na coś nakierowany! My po prostu musimy zdecydować, co będzie
jego celem. Umysł napełniony złym myśleniem, stanie się żyzną glebą dla pokuszeń
wszelkiego rodzaju.


Pewna kobieta poślubiła skąpca, który nie chciał, aby wydawała jakiekolwiek
jego pieniądze. Któregoś dnia powiedziała mu, że wybiera się pooglądać
wystawy. Powiedział do niej: „Tylko uważaj, nic nie kupuj!” Kilka godzin
później wróciła z nową sukienką! „Co to jest?” zapytał mąż.
Wyjaśniła: „Wiesz, zobaczyłam tą sukienkę i pomyślałam, że sobie tylko przymierzę,
tak, dla zabawy. Gdy ja ubrałam, diabeł mi powiedział: „Z pewnością znakomicie
na tobie wygląda”. Mąż powiedział: „Trzeba go było przegonić za siebie”.
„Tak zrobiłam. – odrzekła. – Ale kiedy się już znalazł za mną, powiedział:
„Kochana, z tyłu wygląda nawet jeszcze lepiej!”
Śmiejemy się z pokuszeń. Staliśmy się nonszalanccy wobec grzechu. Musimy
zrozumieć to, że celem wroga jest całkowite zniszczenie naszego życia! W
Liście Jakuba 1:14-15 czytamy: Każdy bywa kuszony przez
własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość
pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć
. Szatan
chce nas utrzymywać w głębokim dole, ciemności to jego specjalność. On rozkoszuje
się w przyciąganiu nas na sam skraj dołu, kpiąc i drwiąc z nas, zachwycając
się swoimi dziełami. Walka z nim i z depresją w pierwszej kolejności jest
prowadzona w umyśle. My musimy zdecydować się na sprzeciw wobec złego myślenia
i aktywnie starać się o dobre myśli. Gdy tak robimy, ciemność ucieka i staje
się światłość!


Pomódlmy się

Ojcze, ta ciemność jest tak
ciężka. Czasami chcę po prostu zostać w łóżku, nakryć głowę i powiedzieć
całemu światu, żeby się wyniósł. Jestem samotna i zmęczona. Nadal
decyduje się wierzyć Tobie. Ty jesteś moją jedyną nadzieją. Ufam Ci.
W Imieniu Jezusa. Amen


Teraz twoja kolej

  • Przemyśl sobie tą
    prawdę, że nasze myśli zawsze kierują się ku naszym największym słabościom.
    Co to stwierdzenie faktycznie znaczy w twoim wewnętrznym życiu/myśleniu?

  • Przemyśl ponownie
    podstawowe prawdy ukryte w śmierci, pogrzebie, zmartwychwstaniu i drugim
    przyjściu Jezusa Chrystusa. Gdy ciemne myśli się pojawiają, stawiaj każdą
    z nich na tle tych prawd. Przeanalizuj różnice jaką takie „wieczne
    tło” czyni w twoim myśleniu.


Jeśli walczysz z depresją, nie bój się i nie wstydź wołać o pomoc.
Przeczytaj Psalm 40:1-3, jako Bożą obietnicę dla ciebie!

Girlfriends in God
P.O. Box 725
Matthews, NC 28106
info@girlfriendsingod.com
www.girlfriendsingod.com

topod

FtF_07.01.08 Nadzieja w środku depresji_01#Friend to Friend

#

logo

07 stycznia 2008

Nadzieja w środku depresji.

Część 1


Mary Southerland


Prawda na dziś.


Flp. 4:8
Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym,
co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne,
co jest cnotą i godne pochwały.


Przyjaciółka przyjaciółce

Ze wzrokiem
przykutym do telewizora, serce moje podążało za kobietą skutą kajdanami,
odzianą w pomarańczowy jednoczęściowy kombinezon, gdy cicho podążała za policjantem
eskortującym ją do więzienia. Żona pastora… oskarżona o zamordowanie swego
męża. Emocje błądziły mi między nimi, gniew rywalizował ze współczuciem,
zmieszanie z potępieniem, a sprawiedliwość z miłosierdziem – i z pewnością
nie byłam sama w tych emocjonalnych zmaganiach. Prezenter wiadomości chwiał
się w zrozumieniu tego straszliwego i bezdusznego aktu, który popełniła;
w końcu ta kobieta była żoną pastora. Członkowie kościoła byli zdumieni:
niektórym brakowało słów, inni mogli tylko gapić się przed
kamerami z dozą bólu i niewiary. Słowa takie jak „doskonała” i „idealna”
były używane do opisania rodziny Winklerów.

I wtedy stało
się. Mary Winkler podniosła nieco twarz, na tyle długo, abym mogła spojrzeć
w natrętnie znajome mi oczy, oczy wypełnione pustką i ciemnością. O ile nie
mogę zaakceptować czy nawet zrozumieć jej działania, rozumiem drogę, która
doprowadziła ją do tego ciemnego miejsca, gdzie czuła, że jedyną opcją jest
popełnienie tego ohydnego przestępstwa. Dół klinicznej depresji jest
miejscem zniszczenia – placem zabaw Szatana i jego piekielnych sił.
W 1995 roku sama znalazłam się na samym dnie takiego właśnie ciemnego dołu,
zrozpaczona za Bogiem, błagająca o uwolnienie. Po dwóch długich latach
bolesnej emocjonalnej pracy, ognistej duchowej walki i całkowitego złamania,
wyszłam na światło.

Gdy Bóg
pozwolił mi dzielić się moją historią z innymi, ze zdumieniem odkryłam jak
wiele kobiet zmaga się – w bolesnej ciszy – z depresją. Mam dla was dobrą
nowinę, moje przyjaciółki! Jest droga wyjścia z tego dołu i uwolnienie
od ciemności. W ciągu następnych dni, chcę podzielić się z wami prawdami,
których Bóg nauczył mnie w ciemności, a które zrewolucjonizowały
moje życie kierując je ku światłu. Jedną z najważniejszych prawd jest ta,
że możemy się zmienić tak, aby żyć i usługiwać przez zmianę swojego myślenia

Gdy siedziałam
w tym dole klinicznej depresji, zaczęłam dostrzegać to, że moje wzorce destrukcyjnego
myślenia stały się złośliwym cyklem samo potępienia i braku poczucia bezpieczeństwa.
Ten cykl musiał zostać złamany. Zaczęłam modlić się, prosząc Boga, aby przejął
kontrolę, wiedząc, że tylko On może dokonać tego, o co proszę. Poniższe kroki
przeprogramowały mój proces myślenia i dosłownie przemieniły moje
życie.


Krok pierwszy: Uznaj moc myśli. Księga Przypowieści

23:7 mówi o nich w tan sposób: Ponieważ
jak człowiek myśli, taki jest
(wg. Wersji ang. – przyp.tłum). Innymi
słowy: to o czym myślimy, tym się staniemy! Największym polem bitwy chrześcijanina
jest umysł. Myśli są rzeczywiste i potężne. Nasze działania, postawy, zachowania
rodzą się w umyśle – w naszym życiu wewnętrznym. Dosłownie można zmienić
swoje życie zmieniając to jak się myśli. W Księdze Izajasza znajdujemy obietnicę
26:3: Temu, który ufa Tobie zachowujesz pokój,
pokój temu, którego myśli skupiają się na tobie
(tłum.
z j.ang. NLT – przyp.tłum). Radość i pokój angażują zarówno
serce jak i umysł. Złe myślenie prowadzi do złego życia. Pierwszym krokiem
ku właściwemu myśleniu jest uznanie mocy naszych myśli.


Krok drugi: Poznaj Boże standardy dotyczące naszych myśli.


Pierwszy standard: myśli prawdziwe.

„Prawdziwe” literalnie oznacza „szczere, autentyczne lub rzeczywiste”. Gdy
umieszczamy w naszym umyśle Słowo Boże, ono zmieni myśli destruktywne na
zdrowe. Nie trać swojej cennej energii starając się być z innymi, którzy
oczekują od ciebie, że będziesz starać się zdobyć akceptację wszystkich innych
poza Bogiem. Bądź prawdziwa!


Standard drugi: myśli szlachetne.

„Szlachetne” literalnie oznacza „warte szacunku i czci”. Słowo „szlachetne”
(ang. noble) jest używane w Nowym Testamencie tylko 4 razy i za każdym razem
jest powiązane z samokontrolą, w szczególności z kontrolowaniem języka.


1 Tym. 3:11
Kobiety powinny być szanowane przez
innych. Nie wolno im źle mówić o innych. Muszą być opanowane i wierne
we wszystkim
(NCV – z ang.).


„Godne podziwu” (ang. admirable) jest podobne do słowa „szlachetne” i literalnie
oznacza „mówiący w porządku” lub „godny mówienia o nim”. Innymi
słowy: jeśli myślimy właściwie, będziemy również mówić właściwie!
Statystyki mówią, że przeciętny człowiek spędza około 1/5 swojego
życia mówiąc! (Dla nas kobiet może to być nieco wyższy procent!).
Gdyby nasze słowa wydrukować, to jeden dzień zapełniłby 50 stronicową książkę,
a w ciągu roku przeciętny obywatel wypowiada słowa, którymi można by
zapisać 132 książek o objętości 200 stron każda! Jaką książkę dziś piszesz?
Czy jest to coś zachęcającego czy potępiającego, o miłości czy nienawiści,
pokoju czy gniewie?


Przysłowia Salomona przypominają nam, o tym, że (16:24)
Miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy, lekarstwem dla ciała.

Słowa są jak ziarno, co siejesz, to i żąć będziesz.


List Jakuba 3:2
Dopuszczamy się wszyscy wielu uchybień;
jeśli ktoś w mowie nie uchybia, ten jest mężem doskonałym, który i
całe ciało może utrzymać na wodzy.


Starożytna baśń mówi o Proteusie, potworze, który miał niezwykłą
moc. Mógł przyjmować dowolne kształty i wygląd. Mógł stać się
drzewem i kamykiem, lwem i gołąbkiem, wężem i barankiem, i bez żadnych trudności
przekształcać się z jednej postaci w drugą. Proteus przypomina mi ludzki
język, który może błogosławić jak i przeklinać. Może wyrażać chwałę
i szeptać oszczerstwa, może wypowiadać słowa zachęty i stać się instrumentem
zniszczenia! Za kontrolą języka stoi umysł! Cuglami naszego języka jest kontrolowane
myślenie,… myśli, które są godne podziwu, szacowne, myśli wypełnione
światłem, a nie ciemnością.  


Pomódlmy się


Ojcze, badam swoje myśli i wiedze ciemność ukrywającą się w nich. Myśli negatywne,
krytyczne, pełne pychy,…lecz Panie, poddaję moje myśli Tobie. Daję Ci pełną
zgodę na przygwożdżenie tych myśli, które nie podobają się Tobie.
Proszę, abyś mi dał siłę do pokonania tych myśli i pokazał źródło,
z którego one pochodzą. Naprawdę chcę myśleć właściwie i życie właściwie.


W Imieniu Jezusa. Amen


Teraz twoja kolej

  • Czytaj 
    i zapamiętaj werset z Listu Jakuba 3:2: Dopuszczamy 
    się wszyscy wielu uchybień; jeśli ktoś w mowie nie uchybia, ten jest 
    mężem doskonałym, który i całe ciało może utrzymać na wodzy. 
    Jak ta prawda funkcjonuje w twoim codziennym życiu i służbie? 

  • Zbadaj
    swoje myśli w poszukiwaniu wzorów/schematów myślenia, które
    niszczy.

  • Czy możesz
    znaleźć źródło tych schematów? Przejdź poza same myśli i dotrzyj
    do korzeni tego źródła. Wykorzeń je! Usuń!

    Proś
    Ducha Świętego, aby umocnił cię, gdy stajesz przeciwko niemu!

Girlfriends in God
P.O. Box 725
Matthews, NC 28106
info@girlfriendsingod.com
www.girlfriendsingod.com

основы сео продвижения

Odgłosy przemian

logo

Ron McGatlin

W latach 90 tych spędziłem ponad rok w samotności w mojej komorze wśród sosnowych obszarów Wschodniego Teksasu. Pan był ze mną w bardzo osobisty sposób i był moim jedynym stałym towarzystwem. W okolicach wschodu słońca niemal codziennie rano odbywałem krótki spacer z mojej chatki na coś, co nazywałem wzgórzem modlitwy. Pewnego ranka, gdy zbliżałem się tam tuż przed wschodem słońca, Pan powiedział mi, abym zatrzymał się na chwilę. Gdy stanąłem, spoglądając na płaską część wzgórza modlitwy, pojawiła się przede mną wizja.

Szarym świetle zbliżającego się wschodu zobaczyłem nieskończoną linię ludzi poruszających się w jednym kierunku jeden za drugim jak po sznurku. Szli z północnego wschodu na południowy zachód przez obszar wzgórza modlitwy. Każdy z nich niósł na plecach duży pakunek i szli dobrze wysłużonym szlakiem. Ziemia była piaszczysta a cała trawa była wydeptana na około 1-1.5 metra szerokości ścieżki, która stała się jakby koleiną. Była pełna delikatnego piasku, co powodowało, że chodzenie i noszenie tych wielkich paczek było uciążliwe. Wszyscy ci ludzie byli nieco zgięci do przodu pod ich ciężarem i spoglądali tylko w dół na nogi idących przed nimi. Nikt nic nie mówił, poruszali się w zupełnej ciszy. Wszyscy wydawali się być pokryci szarym, lekko zielonkawym kolorem, włącznie ze skórą, ubraniami, grubym obuwiem i ciężkimi pakami. Wyglądało to tak, jakby wszyscy byli pokryci matową, szarą substancją.

Gdy tak stałem przyglądając się tej wizji, ze wzgórza znajdującego się na wschód od mojego miejsca modlitwy zaczęły docierać piękne dźwięki niebiańskiej muzyki. Głosy były zgrana tak doskonale jak instrumenty i być może były tam również instrumenty. Jak tylko odezwał się dźwięk tej muzyki, jasne, lekko złote światło zaczęło święcić zza tego wzgórza, które stało się małą górą ze szczytem jaśniejącym tym światłem. Niemal równocześnie z muzyką światło zaczęło docierać do wzgórza modlitwy i wlokących się ludzi. Wszyscy równocześnie, bez słowa zatrzymali się, ponieśli swoje głowy i spojrzeli na ten strumień światła dochodzący ze wschodu. Wszyscy w tym samym czasie wyszli z koleiny i bez słowa zrzucali swoje plecaki odkładając je na bok, po czym zaczęli po cichu iść w grupie w stronę światła i dźwięku.

Gdy szło się wschodnim zboczem mojej góry modlitwy, była tam dolina, przez którą płynęło wschodnie rozwidlenie potoku Piney Creek. W naturze było to strumień, lecz gdy szarzy ludzie zaczęli dochodzić z góry modlitwy do wschodniego stoku góry doszli do potoku, który stał się większym strumieniem świeżej, krystalicznie czystej wody. Teraz miał około 0.5-1.2 m głębokości z czystym żwirowym dnem. Grupa ludzi weszła do niego i zaczęła myć się i chlapać wokół. Po raz pierwszy zaczęli mówić i radośnie oddziaływać na siebie nawzajem. Gdy wyszli po drugiej stronie nie byli już szarzy, lecz mieli naturalny kolor skóry i byli ubrani w jasno kolorowe ubrania. Wydawali się o wiele bardziej żywi i szczęśliwi. Dalej szli w kilku grupach, ramię przy ramieniu, i zaczęli wspinać się na wzgórze, które stało się małą górą, a ich wzrok skupił się na szczycie góry, z którego płynęło jasne światło i niebiański dźwięk muzyki. Zaczęli reagować na tą muzykę z doskonałą harmonią, z niebiańskim brzmieniem. Gdy szli wmieszali się w teraz już jasno białe światło a ich kolorowe ubrania stały się jasno białe.

Pan zaczął mówić do mnie w duchu i powiedział: „Idź, zobacz na do tych paczek”. Podszedłem do rzędu paczek leżących na ziemi. Byłem zdumiony ciężarem jednej z nich, gdy chciałem ją podnieść. Otworzyłem kilka i w środku znalazłem różnego rodzaju rzeczy. Było tam mnóstwo grubych, ciężkich teologicznych książek, różnego rodzaju religijnych symboli i przyborów, były też książki typu „co zrobić, żeby…” osiągnąć powodzenie, o samorozwoju i wszelkiego rodzaju rzeczy dotyczące rozwijania umysłu. Były tam też różne dokumenty, prawa własności, papiery handlowe, hipoteczne, księgi finansowe itd. Nie znalazłem tam niczego, co można by uważać za złe. Wręcz przeciwnie, paki były wypełnione ważnym rzeczami, które uważamy za wartościowe w tym życiu.

Wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, co oznacza ta wizja. Wiedziałem, że owi szarzy ludzie byli ludźmi Bożymi, którzy ugrzęźli w koleinach religii, niosąc niewiarygodne ciężary, którymi usiłowali wypełnić pozbawione życia i niewłaściwie wypchane ludzkimi tradycjami religijne systemy. Byłem przytłoczony rozmiarami tego, co właśnie zobaczyłem. Pan zapewnił mnie, że zbliża się zmiana. Podążałem dalej do mojego miejsca modlitwy ze złamanym sercem za Bożym ludem i od tej chwili zacząłem wołać o religijną przemianę, która, jak widziałem, nadchodzi. Modliłem się o to, aby odezwał się ten dźwięk i zaświeciło światło, aby krystalicznie czysta rzeka oczyściła religijne szaty śmierci Jego ludu i abyśmy odłożyli na bok te ciężary religii, a wstąpili na górę jedności z Nim.

Przemiana zaczęła się

Chwała Bogu! Przemiana już się zaczęła i trwa obecnie. W wizji miałem świadomość nieskończenie długiej kolejki ludzi przed i za tymi, którzy byli na wzgórzu modlitwy. Pomimo, że nie było to częścią wizji, wierzę, że podobnie jak ci szarzy ludzie z nieskończonej linii, przyjdą oni do wzgórza modlitwy, dojdą do miejsca, gdzie da się słyszeć dźwięk przemian i światło chwały zaświeci nad nimi. I, podobnie jak to było w wizji, wszyscy, którzy usłyszą tą muzykę i zobaczą światło zostaną przemienieni. Czy słyszysz dźwięk i widzisz pełne chwały światło przemian?

Lecz co z przeciwnościami, na jakie trafiam po zejściu z tej koleiny?
Niektórzy, nawet usłyszawszy i zobaczywszy, mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że są w drodze ze względu na przeciwności, na jakie napotykają. Wizja nie pokazywała doświadczeń i prześladowań, które spotkamy w dolinie. Ból przemian, który wielu z nas już przechodzi, lub wkrótce zacznie przechodzić, nie został opisany w tej szczególnej wizji. Bóg nie ukrywa przed nami tego, lecz pokazuje nam, o co się modlić. Nigdy nie musimy modlić się o prześladowania, one przyjdą niezawodnie, aby wspomóc przemianę, przynajmniej do niektórych z nas.

Doświadczanie prześladowania i niesprawiedliwego cierpienia jest normalną częścią stawania się na tym świecie takim jak Chrystus. Te bolesne doświadczenia są czymś znacznie więcej niż tylko niewygodnymi efektami ubocznymi stawania się podobnym do Chrystusa. Cierpienie prześladowań ma ważny cel. Pismo wyraźnie mówi, że ci, którzy są źle traktowani dla sprawiedliwości czy imienia Chrystusa są błogosławieni. Ciche znoszenie niesprawiedliwego cierpienia i dobrowolne przyjmowanie osobistej ofiary może spowodować znaczący wzrost w obejmowaniu Królestwa Bożego.

Mat. 5:10-11:
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie!

Mk. 10:29-30: Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, Który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego.

2 Tym. 3:12
Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.

NIE MARNUJ SWEGO BÓLU

Jakie jest błogosławieństwo czy owoce przeżywania niesprawiedliwego bólu? Czy to błogosławieństwo jest automatyczne, czy też możemy zmarnować nasz ból
i stracić błogosławieństwo?

2 Kor. 12:10: Dlatego mam upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny.

Własne słabości dają miejsce na siłę „Chrystusa w nas”, aby być mocnym.

Ból w sercu zawsze wywołuje w nas jeden z dwóch skutków, w zależności od naszej reakcji. Możemy oburzać się na niesprawiedliwe bolesne doświadczenia i zostać skażeni korzeniem zgorzknienia. To może nas przemienić i przynieść owoc w postaci różnych form zła i strat w naszym życiu. Ruiny tych, którzy konsekwentnie oburzają się na bolesne niesprawiedliwości i podświadomie starają się bronić swoich dusz przed bólem i śmiercią, można zobaczyć porozrzucane wzdłuż poboczy drogi życia. Ból plus oburzenie stają się strumieniem zgorzknienia prowadzącym do zanieczyszczenia.

W drugiej opcji dostępnej dla wierzącego jest przebaczenie z serca tych niesprawiedliwości. Skoro potraktowanie nas było niesprawiedliwe, a my jesteśmy dziećmi Bożymi, które starają się służyć Mu, przebaczenie wymaga złamania pragnień naszej duszy, jej praw, potrzeb i oczekiwań. Wymaga to porzucenia naszego naturalnego życia na rzecz śmierci. Powstanie do życia przychodzi wyłącznie po śmierci. Silna lecz zraniona dusza tworzy silne pragnienie czy potrzebę utrzymania się przy życiu, powodzeniu i akceptacji przez innych. Totalne złamanie silnej duszy, takiej jak moja, może wymagać licznych okresów częstego prania niesprawiedliwymi, bolesnymi doświadczeniami. Ból plus przebaczenie stają się strumieniem miłości, który prowadzi do czystości i świętości.

Rozwój życia Chrystusa w Jego ludziach poprzedza ból i złamanie. Jeśli czynim źle to nie ma żadnej korzyści z wynikającego z tego bólu, lecz jeśli prawdziwie oddaliśmy się Bogu i żyjemy sprawiedliwie, niesprawiedliwy ból jest bardzo korzystny, jeśli znosimy go cierpliwie i przebaczamy. Jest to część naszego powołania, aby Chrystus był kształtowany w nas. Wyłącznie wtedy, gdy Chrystus jest w nas kształtowany rządzimy i panujemy z Nim, ustanawiając królestwo Boże w każdym aspekcie życia w naszym świecie.

1 Ptr 2:20 Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga. Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi;

1 Ptr 4:14:
Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was.

Poszukujcie Miłości, ona nigdy nie zawodzi
Ron McGat

сайта

Coś jest nie tak

Logo_VanCronkhite

Wiesz o tym. Ja to wiem. Gdybyśmy nie wiedzieli to po co mielibyśmy zmagać się z tymi potężnymi bardzo potrzebnymi słowami zaczynającymi się od „re”: reformacja, restauracja, rewolucja, odnowienie (ang.: renew), ożywienie (ang: revive)…. Badamy, szukamy, tworzymy jakbyśmy mieli zbudować coś nowego pod słońcem, coś unikalnego odkrytego przez nasze pokolenie mistyków i teologów, a chodzi o nowy wygląd, nową formę kościoła, coś, czegoś czego jeszcze nie widziano.

Ale co, jeśli w całych naszych ulotnych staraniach przedefiniowania (re-define) kościoła zupełnie nie chodzi o formy, struktury, doktryny, tradycje, czy kulturę? A co, jeśli o wiele bardziej chodzi tutaj o wejście i uchwycenie nadnaturalnej rzeczywistości, nadnaturalnego Królestwa? Bo to tutaj, i wyłącznie tutaj, odkrywamy Kogo nam brakuje i to, że nie jest to forma ani struktura.

Być może mniej troszczylibyśmy się o formę, gdybyśmy weszli do Jego Królestwa i odnowili tylko ten jeden, najbardziej lekceważony składnik, ten jedyny składnik, który sprawia, że temu Królestwu nie można się oprzeć – miłość. Być może, po prostu być może, Kościół po jaki Pan wraca znacznie bardziej potrzebuje nadnaturalnej przemiany, którą On organizuje od wewnątrz, a nie od zewnętrznego opakowania jakie jest wyrazem kościoła; bardziej chodzi o „bycie” niż o jakąś szczególną formę czy strukturę, czy statystycznie mierzalny wzrost, czy przychód.

Gdy to wszystko zrobiono i powiedziano, może Pan bardziej troszczy się o tą pojedynczą kwestię: „Czy przyjąłeś moją miłość i czy przekazujesz ją dalej?”

Zastanów się ponownie: Bóg posłał swego Syna, aby ogłaszać Królestwo – oparte na miłości, nadnaturalne relacyjne Królestwo – i zaprosić nas, abyśmy do niego weszli. Stulecia istnienia form i tradycji zepchnęły nas na pobocza religijnych struktur i organizacji i rozwodniły wersje głoszenia Królestwa. Ups…”coś jest nie tak” jeśli chodzi o Kościół.

A co by było, gdyby świat rzeczywiście poznał, że jesteśmy uczniami Chrystusa po miłości wzajemnej? Co by było, gdyby nasza miłość spowodowała, że świat, a nawet Kościół, zwróciłby się do Niego tak, że nasze „bycie” miłością mogłoby powstrzymać głupotę naszych oderwanych metod prozelityzmu (nawracania – przyp.tłum.), które polegają na tym, aby zrobić wszystko, co się da pod słońcem, aby dorwać ludzi, którzy pomodlą się jakąś modlitwą, podczas gdy wszystko czego im potrzeba, to jest to samo, czego nam potrzeba, to znaczy, aby być kochanymi i kochać?

A co, jeśli Bóg rzeczywiście ustanowił Królestwo na ziemi, jak jest to w niebie? I co, jeśli ono rzeczywiści jest założone na fundamencie miłości, gdzie wchodzimy w nadnaturalny sposób w to nadnaturalne Królestwo, przyjmując nadnaturalną przemianę serca, nowego ducha i nowe serce tak przepełnione miłością, że nasze własne umysły zaczynają się przemieniać codziennie?

A co, jeśli zaczniemy postrzegać ludzi poprzez rzeczywistość istnienia, która zawsze wydawała nam się niemożliwa, która teraz jest po prostu jest sposobem życia – przyjmując i dając miłość?

W tym tygodniu rozmawiałem z kimś bardzo drogim, kogo amerykański kościół nazwałby po trzykroć nieudacznikiem. Pomimo, że ma pasję dla Chrystusa o wiele większą niż większość chrześcijan jakich spotkałem, kościół umieścił ją poza ścianami zbawienia z powodu jej życiowych zmagań z grzechem na tle seksualnym. Została wypisana z religijną prozą „Kocham cię! Nienawidzę grzechu!” (Płytkie słowa, które ujawniają płytką troskę o bliźniego i płytkie zrozumienie naszego własnego grzechu.)

Zdaje się, że Jezus czuł się bardzo dobrze wśród ludzi takich jak ona. W istocie, On celowo z przebywał z takimi ludźmi. Rozumiał, czego my często nie rozumiemy, że ci, którym wiele darowano, bardzo miłują. Gdy intensywnie rozważała swoje poranienie czy odejść od siebie, od swej duchowej rodziny, czy, co gorzej, od Boga, musiałem zadać jej pytanie: „Czego ty rzeczywiście chcesz?”

Odpowiedziała, coś w rodzaju: „Wiem, czego chcę! Chcę być częścią grupy ludzi, którzy kochają siebie nawzajem, którzy faktycznie znoszą się nawzajem i gdzie będę mogła być autentyczna, być sobą. Moglibyśmy rozmawiać o muzyce, robić muzykę jako grupa ludzi. Chcę czuć się częścią czegoś, ponieważ nigdy tak się nie czułam. Chcę, prawdziwej rodziny, ponieważ nigdy nie miałam prawdziwej rodziny, gdzie czułabym, że tam należę. To jest najważniejsze, czego chcę”.

Po czym nastąpiła długa przerwa, bardzo długa przerwa, zanim słowa miłości wyszły z jej złamanego, pełnego nadziei serca: „A wtedy, chcę tak robić, aby inni ludzie czuli to, że tu należą”.

Należenie. Bycie częścią czegoś. Przyłączenie. Wspieranie. Przebaczanie. Bycie prawdziwym. Czy mógłby tak wyglądać prawdziwy Kościół, ci ulotni ludzie wiary, którzy kochają? Jeśli tak, to nasze zmagania nie tyle dotyczą działania wszystkich „re”-…. na zewnętrznych formach, strukturach czy tradycjach, ile mają do czynienia z istotą Królestwa – ni mniej, ni więcej, jak tylko z Jego zdumiewającą miłością do nas, i naszą miłością do niego i siebie nawzajem.

раскрутка

W rozpadlinie skalnej ukryję cię

 


5 stycznia 2008


„W ROZADLINIE SKALNEJ UKRYJĘ CIĘ”


Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespółwzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami,
którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa,
odkupienia ciała naszego. W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja,
którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać
się tego, co widzi? A jeśli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy
żarliwie, z cierpliwością.

Rzm.8:22-25


Ze szczytów wzgórz wołam w dół na moich ludzi w dolinach. Wzywam ich, aby się przygotowywali. Powiadam wam, że to
będzie dobry rok, lecz powiadam wam również, że będzie to rok niszczący, ponieważ ponownie przez ten rok przewalą się kataklizmy jak nigdy dotąd. Ponieważ powiadam wam, że bóle porodowe tej planety wzrastają. Ziemia jest w procesie rodzenia, oczekuje mojego powrotu. Oczekuje ona na to, aby powstali synowie i córki mojego czasu. To są te dni, których wypatrywało wielu moich proroków i sług. Powiadam wam, że przeciwnik przygotował szturm przeciwko moim ludziom. On wie, że jego czas jest bliski, lecz wy będziecie bojować dobry bój przeciwko niemu. Jedno drobne słowo strąci go.


Uważajcie na to, gdzie stąpa wasza noga w tej godzinie, uważajcie na to, z kim się spotykacie. Nie przyjmujcie filozofii tego świata, lecz
bądźcie jak ten, który ukrywa się w rozpadlinie skalnej. Tam będziecie ukryci pod moimi skrzydłami. Jak powiedziałem, dni pospieszają naprzód i zmierzają do mojego powrotu. Czy będziesz gotów na nie? Czy twój dom będzie trzymał się mocno, gdy uderzą weń życiowe sztormy?”

Stephen Hanson

http://www.angelfire.com/in/HisTruth/PayPalform.html
(for donations)

1824 E.
San Rafael St.
Colorado Spgs, CO. 80909


tseyigai@yahoo.com
продвижение

Czego o miłości nie rozumiesz?

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite
david.vancronkhite@gmail.com

Czyją miłością jest ta miłość, którą rzeczywiście nakazuje się nam przekazywać dalej? Co to za miłość, której świat może być świadkiem i poznać rzeczywistość Jezusa?

Mamy pełną gwarancję zniechęcenia jeśli będziemy usiłowali kochać człowieka przez nasze filtry, wyobrażenia i według naszych sposobów. Wszystko, co widzimy w tych, których usiłujemy kochać to braki, które w najlepszym wypadku są przebaczone, lub zapomniane. Wszystko, co możemy mierzyć to czas jaki jest potrzebny na to, aby wykazać, że ci, którym, jak powiedzieliśmy, wierzymy ponownie okazali się niegodni zaufania i miłości. Być może ponownie zdobędą nasze zaufanie, miłość, lecz wyłącznie wtedy, gdy wykażą się na tyle, że nie stanie się to ponownie. W zależności od głębokości rany, pogwałcenia czy grzechu – rzeczywistego czy postrzeganego – ja i wyłącznie ja trzymam w ręce wszystkie karty tego, jak i kiedy kochać ponownie. To ja stawiam zasady sądu oczyszczenia i odnowienia miłości.

Nie błądźmy, jeśli jest to nasza miłość, jest ona drugiego rodzaju, a w rzeczywistości jest bezwartościowa. Nasza miłość, jakkolwiek wielka by mogła być, zawsze będzie miała ograniczenia, tak długo dopóki mamy jakąś formę cielesność w nas. Lecz co by było, gdyby była możliwość dawania Jego miłości? Co by było, gdybyśmy poszli do niebios, spędzili jakiś czas z Nim, zobaczyli i usłyszeli Jego, po czym postanowili być tacy jak On w Jego miłości i sposobach wyrażania jej?

Co by było, gdyby Bóg, Ten, który ustanowił współczucie, miłość, miłosierdzie i łaskę, powiedział: „Moje drogi są wyższe. Je nie jestem człowiekiem, który kłamie, czy synem człowieczym, abym zmieniał zdanie. Ja jestem wierny, Ja to zrobię, Ja jestem Bogiem wielkiej miłości, wielkiego miłosierdzia. Jeśli chcesz, możesz to nazwać tanią łaską, jeśli chcesz kleistą, błotnistą miłością, lecz jeśli będziesz dawał miłosierdzie i miłość tak, jak Ja daje miłosierdzie i miłość, i będziesz miał miłosierdzie, okaże się, że twoje relacje wzmocnią się, a nie zostaną zniszczone.

Czy mógłby tak powiedzieć? Czy śmiałby? Czy świat mógłby znieść miłość tego rodzaju? Czy osąd (świata) nie zatriumfowałby nad taką miłością, aby nas dostosować do siebie, aby trzymać nas w strachu i nisko skłonionych?

Czego mógłby Bóg miłości, Bóg, którego imię jest Zazdrosny, chcieć od nas? A co z miłością? Odpowiedzią musi być absolutna, bezwarunkowa miłość, albo On wcale nie jest Bogiem.

Dlaczego mówi: „Przebaczam ci wszelkie złe uczynki, które są teraz tak daleko jak wschód od zachodu?” Czy On, ten Bóg miłości, nadal prowadziłby polowanie i tropił tych, których kocha stałym przypominaniem im grzechów zamiast udzielania Jego stałego daru miłości i łaski, miłosierdzia i dobroci?

My, zwykli ludzie, posiadamy miłość zrodzoną z serca tak zwodniczo złego, że myślimy, że jesteśmy całkiem dobrzy, gdy faktycznie nawet nie zbliżyliśmy się do miejsca, do którego On nas przeznaczył.

Gdyby stawiał przed nami nasze serca – naszą nieuczciwość, brak poczucia winy wobec grzechu zaniedbania, nasz sposób traktowania bliźnich i obcych, wdów i sierot; sposobu w jaki łapiemy tych o złamanych sercach w nasze systemy przedstawień i rytuałów; nasze faworyzowanie i klasowość, ujawniany w niesprawiedliwych pensjach płaconych naszym pracownikom; nasze definicje, etykietki, wyceny grzechu i świętości, zapominanie o tym, że jeśli łamiemy najmniejsze przykazanie, jesteśmy tak samo winni jak okropni przestępcy, homoseksualiści i cudzołożnicy – tak,… lecz dobrą wieścią jest to, że On tego nie robi!

Być może zadaje ci tylko pytanie: „Czy kochasz mnie (ponieważ dlatego ja ciebie ukochałem pierwszy)?”, po którym pada następne: „Czy przekazujesz moją miłość?”

Bóg nigdy nie prosi nas, abyśmy dawali naszą miłość, Jest ona zbyt splugawione, zbyt domagająca się, zbyt kosztowna i manipulująca.

Lecz, och, Jego miłość!

„Czy przyjąłeś Moją miłość ?” woła Pan!

„Czy przekazałeś ja dalej?” płacze.

A my odpowiadamy: „Tak, przyjęliśmy ją, lecz to, co dajemy, nie wygląda, nie odczuwa się ani nie działa tak jak Twoja. Nasza jest uwarunkowana i manipuluje. Twoja pociąga, Ty dajesz pierwszy, lecz my najpierw żądamy”. I tak dalej, i tak dalej.

Jak więc ten miłosny romans między nami się odbywa? Wydaje się, że On mówi tak: „To ma być, to ma iść w nadnaturalny sposób, nie ma to nic wspólnego z tym, co znasz z natury. Możesz to otrzymać wyłącznie ode Mnie. Musisz zacząć do wspinania się tutaj do Mnie na górę. Wyjdź na górę! Pospiesz się! Czy idziesz?”

Pan tworzy drogę, po czym mówi: „Teraz, gdy już widziałeś i słyszałeś Mnie, i doświadczyłeś Mnie, jakiej części miłości nie rozumiesz? Tu nie ma niczego z podręcznika, tu nic nie działa według prawa ani nie jest przedstawieniem. A z całą pewnością nic, co by wypływało z poczucia winy i wstydu tym, że otrzymałeś ode mnie i możesz dawać. Moja miłość jest z wysokości i obezwładnia sprawiedliwością, pokojem i radością, a jest to wyłącznie w Duchu Świętym! Ja kocham ciebie miłością, która jest niezgłębiona, abyś ty mógł kochać Mnie i bliźniego. Gdyby tak nie było, nie powiedziałbym ci, że tak jest, a Ja jestem wierny i robię to. Teraz zaś pokaże ci drogę jeszcze doskonalszą! Teraz jesteś gotów. Teraz Ja będę, Ja będę, Ja będę. Lecz czy uwierzysz mi?”

A wszystko, co mogę powiedzieć to: „Tak! Tak! Tak! Wierzę! Wierzę! Wierzę! Ponieważ Ty byłeś tak wierny, tak miłujący, tak przebaczający, tak miłosierny, tak pełen łaski i cudowny, i wspaniały. Jestem zdumiony Tobą i zdumiony tym cudownym wyrazem Twojej istoty, którą tylko ty wyrażasz, Twojej cudownej miłości!

Ponieważ TY, o Boże, jesteś Miłością!”

продвижение оптимизация

FtF_05.01.08 Bóg zaś…#Friend to Friend

#

logo

05 stycznia 2008

Bóg zaś...
Część 2

Sharon
Jaynes


Prawda
na dziś
.

Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy
byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł

(Rzm. 5:8).

Przyjaciółka Przyjaciółce
Wczoraj dzieliłam się z wami tym, jak wyrastałam wśród domowego
zamieszania, które pozostawiło mnie w niewoli uczuć poczucia
braku bezpieczeństwa, niewystarczalności, niepewności. Jeśli nie
czytałaś poprzedniej części
kliknij tutaj

Dziś chcę opowiedzieć wam resztę tej historii.

Gdy miała 12 lat zaprzyjaźniłam się z dziewczyną z sąsiedztwa, Wandą
Henderson.  Znałyśmy się od pierwszej klasy, lecz tak naprawdę
związałyśmy się w szóstej. Mama Wandy wzięła mnie pod swoje
skrzydła i kochała mnie jak swoje własne dziecko. Pani Henderson
wiedziała, co się działo w moim domu i wiedziała o moim zranionym
sercu. Uwielbiałam przebywać w ich domu. Państwo Henderson przytulali
się i całowali przy nas a nawet zwracali się do siebie zdrobniale.
Nigdy wcześniej w życiu  nie widziałam małżeństwa tak
funkcjonującego i obserwowałam  ich w zdumieniu. Nie wiedziałam
dlaczego ta rodzina była tak inna od mojej, lecz wiedziałam, że ta
różnica miała coś wspólnego z Chrystusem. Ich dom był
balsamem – emocjonalnym uzdrowiskiem. Pani Hednerson chodziła
po domu, zajmując się swoimi domowymi pracami, śpiewając pieśni
chwały dla Pana, nawet  opowiadała o Jezusie Chrystusie tak,
jakby Go znała osobiście. Myślałam, że to jest dziwne.

W końcu zaprosiła mnie, abym poszło do kościoła z nimi i zdałam sobie
sprawę z tego, że większość ludzi w ich kościele mówiła o Jezusie Chrystusie  tak, jakby Go znali osobiście. Zdumiewające, ale moja rodzina przy całej tej codziennej walce, chodziła do kościoła w niedziele. Tak, przy tym alkoholu i kłótniach chodziliśmy do politycznie poprawnego, społecznie szanowanego kościoła – walcząc całą drogę, aż do frontowych drzwi.
Słyszeliśmy łaskoczące uszy, nieobraźliwe kazania, które były na tyle moralne, że uważaliśmy, że wykonujemy nasz amerykański obowiązek, lecz nie były na tyle duchowe, aby w jakikolwiek sposób przekonać nas o grzechu czy przemienić.

Kościół Hendersonów był inny. Rozmawiali o osobistej relacji z Jezusem
Chrystusem, o czym nigdy wcześniej nie słyszałam. Chciałam mieć to,
co oni mieli. Chodziłam do tego kościoła i chłonęła każde słowo, które pastor czy nauczyciele mówili o Zbawicielu, który ukochał mnie tak bardzo, że dał Swoje życie na Krzyżu Kalwarii za mnie, abym mogła mieć życie wieczne. Zapłacił karę za mój grzech. Kochał mnie tak bardzo, nie dlatego, że byłam ładna czy dlatego, że robiłam różne rzeczy dobrze, lecz dlatego, że byłam Jego.

Następnego roku pani Henderson zaczęła studium biblijne dla nastolatków z sąsiedztwa i zakochałam się w Słowie Bożym. Pewnego wieczoru, gdy miałam 14 lat, pani Henderson posadziła mnie na tapczanie.
„Sharon, – zapytała – Czy jesteś gotowa przyjąć Jezusa jako swego
osobistego Zbawiciela i Pana?” Ze łzami płynącymi po policzkach
odpowiedziałam: „Tak”. W chwili gdy przyjęłam Chrystusa
zakończyła się moja duchowa transformacja – przeszłam ze
śmierci do życia w mgnieniu oka – w czasie, który był mi
potrzebny, aby powiedzieć: „wierzę”. Biblia mówi, że gdy dochodzimy do wiary w Jezusa Chrystusa stajemy się „nowym stworzeniem, stare przeminęło, wszystko stało się nowym” (2 Kor. 5:17). Niemniej przemiana mojej duszy (umysłu, woli i emocji) dopiero się zaczęła. Początkowo moi rodzicie patrzyli z ukosa na moją „nową religię”, lecz trudno było sprzeciwiać się czy odrzucić moją miłość do Pana. Dwa lata po oddaniu mojego życia Jezusowi, moja matka przyjęła Go jako osobistego Zbawiciela, a po następnych trzech latach, przez serię wydarzeń, zawirowań i zwrotów, które tylko nasz Niebiański Ojciec mógł zorganizować, mój ziemski ojciec oddał swe życie Chrystusowi. W ciągu 6 lat Bóg dokonał niebywałego cudu w życiu moim i mojej rodziny.

Lecz wróćmy do czasu, gdy byłam 14 letnią dziewczynką pochłoniętą
przez uczucia niepewności, braku bezpieczeństwa i nie nadawania się
do niczego. Czy te uczucia znikły w chwili, gdy przyjęłam Chrystusa?
Czy wyparowały, gdy powiedziałam słowa: „Ja Wierzę”. Och, moje drogie, chciałbym tak wam powiedzieć, lecz tak się nie stało. W istocie, nawet nie wiedziałam o tym, że one w ogóle są.

Przez lata nauczyłam się jak sobie kompensować mój brak poczucia
bezpieczeństwa. Gdybyście mnie spotkały jako nastolatkę – moje
osiągnięcia i sukcesy – nigdy nie pomyślałybyście, że w taki
sposób się czuję czy że byłam w tego rodzaju więzach. .

 Od tego czasu (14 lat), aż niemal do początku moich lat trzydziestych
zawsze czułam się, że coś było nie tak z moją duchowością – jakbym weszła do kina 20 minut później i spędziła cały czas zastanawiając się, o co chodzi. Dziwiłam się, dlaczego tak bardzo zmagam się z tym, aby wieść zwycięskie chrześcijańskie życie. Miałam cudownego męża, syna i szczęśliwe życie rodzinne. Nauczałam studium biblijnego w solidnym biblijnym kościele i byłam otoczona przez silnych chrześcijańskich przyjaciół. A jednak czegoś brakowało – nie wiedziałam czego. Nie rozumiałam tej zmiany, która nastąpiła we mnie w chwili, gdy stałam się chrześcijanką. Nie rozumiałam mojej prawdziwej tożsamości dziecka Bożego.

Ponownie, Bóg nie zostawił mnie w tym stanie. Coś zdarzyło się w tym
czasie. Jak podgrzany popcorn strzelający przemianą w puszyste, białe
chmurki zaczęły do mnie, wyskakiwać do mnie pewne szczególne
wersety z Biblii. „Jesteś wybrana i umiłowana”. „Jesteś uświęcona”, „Jesteś święta”. Zaczęłam rozumieć to, że moje patrzenie na siebie i to w jak widział mnie Bóg to były dwa zupełnie różne sposoby patrzenia. Tak, przeżyłam duchową przemianę w chwili przyjęcia Chrystusa. Mój martwy duch stał się żywy w Chrystusie… narodzony na nowo, jak powiedział Jezus Nikodemowi, lecz ostateczna przemiana, proces stawania się podobnym do obrazu Chrystusa, dopiero się zaczął.

Bardzo cieszę się, że zechciałyście udać się w duchową podróż ze Mary, Gwen i ze mną. Modlimy się o to, abyście zaczęły widzieć siebie tak, jak widzi was Bóg – wybrane, zaakceptowane, święte i umiłowane.

Pomódlmy się

Drogi Niebieski Ojcze, tak bardzo cieszę się z tego, że mnie powołałeś,
wybrałeś i zaadoptowałeś jako Swoje dziecko. Modlę się o to, abym
coraz bardziej zbliżała się do Ciebie i stawała się z każdym dniem coraz bardziej podobna do Chrystusa. Dziękuję Ci za to, że idziesz tak daleko, aby pokazać Twoim dzieciom, jak bardzo szczególne są dla Ciebie.

W Imieniu Jezusa,

Amen

Girlfriends in God
P.O. Box 725
Matthews, NC 28106
info@girlfriendsingod.com
www.girlfriendsingod.com

системы продвижения сайтов