Author Archives: pzaremba

Czy kiedykolwiek słyszałeś nauczanie na ten temat? – 3

The Church Without Walls

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Omawiamy to, co wg Pisma Świętego jest podstawą naszej wiary (Heb. 6: 1-2): Odwrócenie się od martwych uczynków, wiara w Boga, nauka o obmywaniach (chrztach), nakładanie rąk, zmartwychwstanie zmarłych oraz sąd wieczny.

Chrzty…
Pierwszą zasadą interpretacji Biblii jest to, że czytany fragment musiał mieć sens dla pierwotnych odbiorców tego tekstu. Co więc miał na myśli autor Listu do Hebrajczyków, gdy pisał o ‘naukach o obmywaniach’? W tamtych czasach oznaczało to mowę o chrzcie wodnym i chrzcie Duchem Świętym.

Kiedy już jakieś 2000 lat później czytamy o „chrztach”, możemy ulec pokusie włączenia w to wiele innych „chrztów” dokonanych przez człowieka lub naszych własnych doświadczeń, które określamy jako pewnego rodzaju „chrzest”. W latach siedemdziesiątych niektórzy poszukiwali „chrztu ogniem”, który uznali za osobne doświadczenie, ponieważ w Mat. 3:11 oraz Łuk. 3:16 Jan powiedział o Jezusie: „On was będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem …”

Jednak to pojedyncze stwierdzenie Jana Chrzciciela (choć zapisane 2 razy) nie jest stwierdzeniem doktrynalnym, ponieważ w kontekście jego przesłania była to mowa o Bożym ogniu, który spala plewy grzechu naszego życia. Dlatego Jezus nigdzie nie uczył o oddzielnym „chrzcie” ogniem – nie widzimy tego także ani w Dziejach Apostolskich, ani w listach Nowego Testamentu.

Jeśli ktoś jednak przeżył doświadczenie „chrztu ogniem”, to jest to indywidualne doświadczenie – coś, co Pan uczynił dla niego, gdy Go szukał (osobiste przeżycie). Jeśli jednak czytamy ten fragment tak, jakbyśmy byli chrześcijanami żyjącymi w pierwszego wieku, którzy potrzebują podstaw nauk Chrystusa, „chrzty” oznaczały wodę oraz Ducha Świętego.

Continue reading

Czy kiedykolwiek słyszałeś nauczanie na ten temat? – 2

The Church Without Walls

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Część 1

— UWAGA: Rodziny z dwóch stowarzyszonych kościołów domowych w Luizjanie zostały bezpośrednio doświadczone przez huragan Ida. Udało nam się pomóc niektórym z nich, zdobyć generator i trochę gotówki, ale potrzeby są znacznie większe. Jeśli chcesz przekazać darowiznę na pomoc dla nich, odwiedź naszą stronę internetową i dopisz „Ida” lub „huragan” lub coś innego, aby zaznaczyć, że Twoja darowizna jest dla tych rodzin. Dziękuję Ci!—

Większość chrześcijan nigdy nie słyszała, że odwrócenie się od martwych uczynków jest pierwszą rzeczą, jeśli idzie o fundamenty w Chrystusie. Martwe uczynki są oczywiście grzechem, ale konkretnie chodzi tu o pokutowanie z własnych pomysłów na to, jak byśmy chcieli dotrzeć do Boga i coś od Niego otrzymać.
Bez względu na to, czy „martwe uczynki” dotyczą ateizmu, który polega na wywyższeniu samego siebie, czy też może np. idei „bycia dobrym człowiekiem”, czy też bardziej formalnych zachowań jak wszelakie religie – z wszystkich tych rzeczy należy pokutować.

Odwrócenie się od martwych uczynków, wiara w Boga, chrzty….
W tych podstawowych naukach Chrystusa widać wyraźną progresję: najpierw jest odwrócenie się od martwych uczynków, potem wiara w Boga, chrzty (nauka o obmywaniach), wkładanie rąk, zmartwychwstanie umarłych, sąd wieczny.
Pokazuje to, że od chrześcijanina oczekuje się rozwoju w dojrzałości, zarówno jako wierzącego jak i istoty ludzkiej. Po odwróceniu się od martwych uczynków następna jest „wiara w Boga” – co jest w języku greckim bardzo ciekawym wyrażeniem.
Inne tłumaczenia mówią po prostu „wierzenie Bogu”, a dosłowne tłumaczenie Younga mówi „wiara (oparta) na Bogu”. Powodem różnych tłumaczeń jest tu słowo „epi”, które można przetłumaczyć jako „w stronę”, „w” lub „na”. Słowo „epi” opisuje to, co dzieje się po tym, jak się z czymś spotkaliśmy. Tak więc, gdy Bóg dotyka naszego serca, zaczynamy mieć „wiarę w (kierunku) Boga”. Wiara jest tym, co przychodzi po zetknięciu się z Bogiem.

Continue reading

Najtrudniejsza rzecz w życiu wierzącego biblijnie

Eric Tokajer

Jednym z błogosławieństw bycia rabinem jest udział w ślubach. Właśnie teraz, w naszej synagodze, mam pięć zaręczonych par, które będą brały ślub.
Gdy to pisze, jedna z tych par ma 13 dni do dnia ślubu a druga 14. Wiem o tym, ponieważ od pewnego czasu otrzymuję codzienne aktualizację odliczania.
Gdy obserwuję tych młodych ludzi borykających się między żarliwym oczekiwaniem a niecierpliwością, przypomina mi się, jak kiedyś myślałem, że najgorszą stronę bycia wierzącym biblijnie jest oczekiwanie.
Pomyśl sobie po prostu o tym całym oczekiwaniu, o którym czytamy w biblii. Noe budował arkę 120 lat, wiedząc, że będzie deszcz i powódź na ziemi. Bóg posłał Mojżesza, aby uwolnił Izraelitów z Egiptu, lecz musieli przeczekać 10 plag, zanim zostali wyprowadzeni.
Dzieci Izraela oczekiwały 40 lat na to, aby wejść do Ziemi Obiecanej. Król Dawid został namaszczony na króla 15 lat przed tym, gdy zasiadł na tronie. Daniel prorokował o nadchodzącym Mesjaszu 483 lata przed narodzinami Jezusa.
Mówię to, ponieważ kiedyś myślałem, że czekanie to najgorsza część bycia wierzącym. Przypomniałem sobie o tym, gdy ostatnim razem liczyłem Omer. Dla tych, którzy nie wiedzą, co to jest liczyć Omer: nakazuje nam się odliczyć 50 dni między dniem po Pierwszym Dniu Niekwaszonego Chleba, a Szawot (Pięćdziesiątnicą).
Te dni reprezentują czas między wyjściem z Egiptu, a przekazaniem Tory na Górze Synaj, co w judaizmie jest postrzegane jako zaślubiny Izraela z Bogiem. Podobnie jak te młode pary znajdują się w okresie pomiędzy zaręczynami a ślubem, tak Izrael żył na pustyni między czasem odkupienia z niewoli, a wejściem do relacji przymierza z Bogiem.
Jeśli wydaje ci się, że młode pary niepokoją się oczekując na ten wielki dzień, pomyśl o 2.5 miliona ludzi stojących wokół góry i oczekujących na to, że usłyszą Boga, który właśnie zniszczył najpotężniejszy kraj tamtych czasów. To ciekawe, że dawno temu 120 ludzi modliło się poinstruowanych przez Jezusa, oczekując na obietnicę. Ta grupa czekała w Jerozolimie na swoją obietnicę dokładnie tyle samo dni, co Izrael czekał wokół góry Synaj na swoją.

Continue reading

Świadectwo w zborze

Stephen Crosby

Czy kiedykolwiek musiałeś znieść mniej niż budujące tzw.: nabożeństwo „świadectw? Ja z pewnością tak, a do niektórych się przyłożyłem! Są to jedne z moich najbardziej męczących i bolesnych kościelnych doświadczeń – czy to składając je czy słuchając. Jakże bym pragną przewinąć wstecz kilka rzeczy.

Powiedzmy, że przeżyłeś potwierdzoną, cudowną, boską interwencję jeśli chodzi o fizyczne uzdrowienie, zaopatrzenie czy cokolwiek innego. Wstajesz i mówisz o błogosławieństwie Pańskim, o tym jak jest wielki itp., itd. Tak jakby robienie tego „dawało chwałę Bogu”.
Robisz to jednak bez odrobiny świadomości, przekonania czy wrażliwości wobec innych, którzy tkwią latami w okropnej sytuacji a nie doświadczyli przełomu uzdrowienia czy boskiej interwencji, jaka tobie się zdarzyła to twoje świadectwo nie będzie dla nich w ogóle błogosławieństwem. Wprowadzi ich w depresję, zniechęci i spowoduje rozpacz.

Oddawanie Bogu chwały polega na właściwej trosce o innych: „Cokolwiek uczyniliście najmniejszemu, Mnie uczyniliście”. Bogu oddają chwałę przynoszące owoce posłuszeństwo i ukrzyżowane życie, a nie pozbawione wrażliwości świadectwo.
W Piśmie mnóstwo rzeczy jest trudnych i niejasnych. TO nie jest. Apostolskie napomnienie skierowane do Koryntian miało na celu uświadomienie im ich obowiązku kochania społeczności, tego w jaki sposób zachowanie jednostki wpływa na całość. „Niech wszystko będzie u was czynione ku zbudowaniu”, a nie indywidualny pęd adrenaliny w nadmiernie duchowy skutek.

Zazwyczaj fałszywką jest to, że twoje świadectwo ma na celu sprowokowanie wiary , w domyśle ” oni mogą uzyskać to samo, co ty otrzymałeś, jeśli po prostu _„. Wypełnij wolne pole czymkolwiek z cielesnej dziedziny duchowości Koryntian, według swego wyboru.
Banialuki. Jeśli nie kochaliście się nawzajem, twoje świadectwo jest irytującym dzwonkiem.
Maria, matka naszego Pana, doświadczyła błogosławieństwa wszystkich błogosławieństw i zachowała to dla siebie. Jeśli chodzi o te sprawy, powinniśmy iść za jej przykładem.

W porządku, powiesz, czy może być coś „złego” w podzieleniu się dobrocią Bożą? Tak. Jeśli ma to wpłynąć negatywnie na innych. Możesz dzielić się tym prywatnie wśród bliskich znajomych tam, gdzie szkielet miłości i wzajemnego zrozumienia jest w stanie właściwie unieść to i gdzie później może mieć miejsce dialog, modlitwa i dyskusja. Tak to powinno wyglądać. Nie ma w Biblii niczego na poparcie tego, że musisz się dzielić dobrocią Pańską na „spotkaniu”.
– No, po prostu czuję, że muszę się tym podzielić…
– No, wszyscy muszą to usłyszeć…
– Nie, ani ty nie musisz, ani oni.

Jest to po prostu mowa wynikająca z braku poczucia bezpieczeństwa i ubieranie tego w super-duchowy język. Poza tym, jeśli jest to rzeczywiste, inni zobaczą skutki (nie da się długo ukrywać ciąży!) czy cokolwiek z tego, co przeżyłeś i zapytają: „Co się stało u ciebie?” W ten sposób masz zgodę jednostki, która dodaje słuchaczowi godności a nie narusza twojej – skądinąd wprowadzonymi w błąd dobrymi intencjami. Nie karmisz zbiorowo na siłę swoim błogosławieństwem ludzi, którzy mogą być nieprzygotowani w danej chwili do zniesienia go.
Budowanie w społeczności szkieletu troskliwej miłości jest nieskończenie ważniejsze niż ogłaszanie twojego cudu, jeśli ono szkodzi innym, a najczęściej tak właśnie jest.

W świecie genderowego zamieszania potrzebujemy miłości Jezusa

W czasach, gdy jako dziecko dorastałem w Alabamie, uczono mnie, że są dwie płcie. Nauczyłem się czytać korzystając z popularnych książek „Dick and Jane”, mieliśmy łazienki dla dziewcząt i łazienki dla chłopców. Moja nauczycielka z pierwszej klasy, Mrs. Mizelle, nie pozwoliłaby w 1964 roku korzystać chłopcom z damskiej łazienki – a rodzice uczniów zaprotestowali by gorąco, gdyby pozwoliła.

Niemniej, teraz rzeczy mają się inaczej.
Już myślałem, że oficjalnie są zapisane tylko 64 rodzaje płci – takich jak „gender fluid” (płynna płeć), „pansexual,” „bigender” oraz „genderqueer”, na TikToku pojawiło się wideo nagrane przez kogoś nazywającego się Bunny (Króliczek), wyjaśniającego terminy takie jak: „genderfae” („nonbinary identity with no feelings of masculinity”) , „genderfaun” („no feelings of femininity”), wraz z : „genderfaer” oraz „genderflor.”

Jeśli drapiesz się po głowie co do tych opisów, zauważ, że mamy również nową listę zaimków do zapamiętania. Niektórzy chcą, żeby się do nich odnosić tak: „ze” czy „zir”, „xe” czy „xem”, jak również „oni” czy „ich”.
Ten fenomen transgender nie ma sensu dla ludzi, którzy zakładają, że żyjemy w dwuskładnikowym świecie, w którym mężczyźni są mężczyznami, kobiety kobietami, a wszyscy akceptują naukowe zasady biologii.
Nie żyjemy już w danym świecie. Pomimo tego, że nieustannie przypomina nam się o tym, abyśmy „szli za nauką” kiedy chodzi o szczepionki, wirusy i globalne ocieplenie, mamy ją ignorować, gdy chodzi o gender.

Continue reading