Author Archives: pzaremba

Codzienne rozważania_05.08.2016

Hurynowicz_rozwazania

2Kor 5:11
WIEDZĄC TEDY, CO TO JEST BOJAŹŃ PAŃSKA, STARAMY SIĘ PRZEKONYWAĆ LUDZI; A PRZED BOGIEM WSZYSTKO W NAS JEST JAWNE, SPODZIEWAM SIĘ TEŻ, ŻE W SUMIENIACH WASZYCH JEST TO JAWNE.

Bojaźń Pańska wynika ze świadomości, że wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe. Myśl o sądzie natychmiast budzi w nas uczucie lęku i czci. Sąd jakiego dokona nasz Zbawiciel jest boskim sądem, o którym wiemy, że jest straszny i doskonały. Kiedy jesteśmy świadomi nadchodzącego sądu i odpowiedzialności, jaką ponosimy za siebie i duchową kondycję innych, staramy się przekonywać innych. Ewangelizacja nie jest czymś, w co można zaangażować się bez uczucia i pasji. Dzieląc się ewangelią dotykamy problemu życia i śmierci, wiecznego zbawienia lub wiecznego potępienia. Ewangelizacja w nieunikniony sposób wiąże się z elementem perswazji, której musi towarzyszyć uczciwość. Nie chodzi tu o perswazję, którą cechuje przebiegłość, tak charakterystyczna dla sprzedawców telefonów lub akwizytorów. Entuzjazm dla ewangelii bardzo często zostaje uznany przez świat za szaleństwo. Tego typu oskarżenia nie czynią nas nieszczęśliwymi, jeżeli mamy pewność, że wywołuje je nasza prawość, posłuszeństwo Bogu i troska o ludzkie dusze. Bojaźń Boża polega na czczeniu go jako Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa oraz podobaniu się Jemu we wszystkim, co robimy. Poznanie bojaźni Bożej jest równoznaczne z oddaniem się dziełu szerzenia dobrej nowiny.

Pozdrawiam i życzę dnia pełnego bojaźni Bożej.

Dekonstrukcja złej religii

Richard Murray
Richard Murray

Jezus nie poświęcał większości Swego czasu na skrupulatną DEKONSTRUKCJĘ fałszywej religii Swoich czasów, lecz krótki czas Swego życia poświęcał raczej na PREZENTACJĘ prawdziwej religii Swego Ojca.

Z pewnością uzdrowienia i dobroć jakie „demonstrował” Jezus miały niszczący uboczny skutek, lecz mozolna i niekończąca się religijna dekonstrukcja nie była głównym celem Jego słów i działań. Głównie starał się on dokonać ‘korekty kursu” starotestamentowego judaizmu ku Królestwu Bożemu, lecz nie równał go z ziemią nieustannym krytycyzmem. Starał się rozwijać religię w stronę autentycznej miłości, a nie doprowadzić jej do nihilistycznej rozpaczy i zgorzknienia.

Oczywiście, w kilku miejscach Jezus zdecydowanie zgromił faryzeuszy, lecz zazwyczaj działo się tak wtedy, gdy zbierali się wokół Niego, aby otwarcie rzucać Mu wyzwanie i utrudniać Jego służbę. Niewątpliwie, ostrzeżenie przed kwasem faryzeuszy było sprawą uboczną, a nie Jego głównym przesłaniem. Centralną sprawą Jego nauczania była: prawdziwa miłość Boża, prawdziwa miłość sąsiedzka, prawdziwa wiara w Boże miłosierdzie i dobroć.

Piotr potwierdził to, że taki był główny nacisk w Jego nauczaniu, mówiąc: „Posłał On synom izraelskim Słowo, zwiastując dobrą nowinę o pokoju przez Jezusa Chrystusa; On to jest Panem wszystkich. Wy wiecie, co się działo po całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan – o Jezusie z Nazaretu, jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak CHODZIŁ, CZYNIĄC DOBRZE I UZDRAWIAJĄC WSZYSTKICH UCIŚNIONYCH PRZEZ DIABŁA, bo Bóg był z nim” (Dz 10:36-38). Jak łatwo odczytać z tego opisu, nie wspomina tutaj, aby w jakiś sposób istotna była dekonstrukcja.

Podobnie Jan podsumowuje koncentrację Jezusa: „A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od Niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1J 1:5). Podobnie żadnej wzmianki o dekonstrukcji.

Oto, co mnie niepokoi. Jeśli wszystko, co przynosimy to stałe miażdżenie religijnych przekonań innych to tak naprawdę niewiele mamy do zaoferowania. Zwyczajnie brak nam wszechwiedzy, więc szufladkujemy WSZYSTKIE inne poglądy jako rażąco fałszywe i motywowane złą wolą. Żrące „wykrzykiwanie” błędnych wierzeń innych nie powinno pochłaniać naszego czasu.

Chrześcijanie, którzy mają największy wpływ to nie ci, którzy rugają i zazdroszczą wszystkim innym ich niedoskonałej teologii, lecz raczej ci, którzy oferują pozytywną wizję Jezusa, która honoruje naturę Jego Ojca, inspirując nas do lepszych i jaśniejszych wierzeń oraz jest katalizatorem naszej wewnętrznej energii, jest światłem, które świeci naprzód.

Nakładanie kosza karykaturalnego krytycyzmu na niedoskonałe światło wszystkich innych, samo w sobie nie wydaje ani odrobiny Bożego światła. Ostatecznie, powoduje tylko większe ciemności. John Wesley mądrze powiedział: „Myśl i pozwól myśleć”. Oczywiście, sporadyczna dekonstrukcja jest uzasadniona, lecz prezentacja jest o wiele bardziej potrzebna.

Codzienne rozważania_04.08.2016

Hurynowicz_rozwazania2Kor 5:9
DLATEGO TEŻ DOKŁADAMY STARAŃ, ŻEBY, NIEZALEŻNIE OD TEGO, CZY MIESZKAMY W CIELE, CZY JESTEŚMY POZA CIAŁEM, JEMU SIĘ PODOBAĆ.

Jak długo naszym domem jest ciało, tak długo jesteśmy oddaleni od Boga. Nie możemy być w dwóch miejscach jednocześnie. Jeżeli żyjemy w tym świecie, nie możemy być jednocześnie w niebie. Żyjemy na zasadzie wiary a nie oglądania. Nie widzimy naszego domu w niebie. Nie widzimy też naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Nie widzimy chwały, która jest przed nami. Jednak wiara dana nam od Boga, pielęgnowana przez Ducha Świętego, bardziej utwierdza nas w tym, co niewidzialne niż widzialne. Chociaż nasze cielesne oczy nie widzą jeszcze przyszłej chwały, Duch Święty uczy nas, że uświęcenie jest początkiem chwały, ponieważ coraz bardziej upodabniamy się do Pana Jezusa – Jego życia i charakteru. Kiedy żyjemy wiarą z myślą o wiecznej chwale, naszą ambicją może być jedynie to żeby, niezależnie od tego, czy mieszkamy w ciele, czy jesteśmy poza ciałem, jemu się podobać. Zanim staliśmy się ludźmi wierzącymi, nie mieliśmy ambicji albo mieliśmy ich zbyt wiele, przy czym większość z nich była egoistyczna. Jako chrześcijanie powinniśmy być ambitni w sprawianiu zadowolenia naszemu Panu Jezusowi. Gdy przypominam sobie moje nawrócenie, zobaczyłem jak radykalnej zmianie uległy moje ambicje. Poczucie zobowiązania wobec Boga i świadomość łaski Zbawiciela wywołują wdzięczność, która przejawia się w dążeniu do podobania się Bogu. Przez to życie ulega uproszczeniu, ponieważ wiemy, że podobanie się Bogu ustawia wszystkie inne sprawy na właściwym miejscu.
Pozdrawiam i życzę błogosławionego dnia.

„Apostoł” w biblijnej kulturze

All Mack

Interesujące jest zbadanie języka, z którego pochodzi „apostoł” oraz jego pierowotne zastosowanie. Wyraz ten był często używany zanim pojawił się w Biblii, więc najlepszym źródłem informacji pomagającym zrozumieć tę koncepcję jest literatura świecka. Ówcześnie, przed powołaniem przez Jezusa dwunastu, nigdy nie był używany w kontekście religijnym.

Faktem jest, że unikalność tego wyrazu jest tak duża, że nawet nie przetłumaczono go na inne języki, tylko wyrażono go, przeliterowano, z greckich liter – jest to: “Apostolos” (ἀπόστολος).
Koncepcja apostoła została wynaleziona przez Imperium Fenickie i bardzo powszechnie używana przez Rzymian. Kiedy rzymska armia zdobyła jakiś nowy kraj, nową kulturę (coś, co robili dość regularnie), cesarz wysyłał „apostolos”. Tak nazywał się wiodący statek z całej floty wysyłanej z Rzymu do nowej ziemi, a w szczególności człowiek, jeden człowiek, który dowodził tym statkiem. Taka flota, i ten mężczyzna, byli ucieleśnieniem Rzymu na nowym terytorium.

To, w jak był w rzymskiej kulturze opisany zakres obowiązków apostoła, jest funkcjonalnie fundamentalne dla pracy apostoła w Kościele, a chodziło o wprowadzenie rodzimej cywilizacji na nowe obszary. W rzymskich czasach apostoł wprowadzał tam rzymski system prawny, edukacyjny, język, władzę, system finansowy, rozrywkę oraz kulturę. Jego zadaniem było doprowadzić do tego, aby nowo objęta kultura została dopasowana do rzymskiego imperium, aby stała się rzymska, i to do tego stopnia, że cesarz po przyjeździe miał się tam czuć jak u siebie w domu.

Współcześnie, chrześcijański apostoł jest prawdopodobnie szefem grupy uderzeniowej, która realizuje Bożą odpowiedź na modlitwę, której nauczył nas modlić się: „jak w niebie tak i na ziemi”. Zadaniem apostoła jest widzieć niebo, rozumieć to, co widzi na tyle, aby było wykonane na ziemi; manifestować niebo na ziemi do tego stopnia, aby Jezus, gdy przyjdzie na ten obszar, czuł się jak w domu.

Czego uczy nas to o współczesnym apostole?

Codzienne rozważania_03.08.2016

Hurynowicz_rozwazania

2Kor  5:1-2
WIEMY BOWIEM, ŻE JEŚLI TEN NAMIOT, KTÓRY JEST NASZYM ZIEMSKIM MIESZKANIEM, SIĘ ROZPADNIE, MAMY BUDOWLĘ OD BOGA, DOM W NIEBIE, NIE RĘKOMA ZBUDOWANY, WIECZNY. DLATEGO TEŻ W TYM DOCZESNYM WZDYCHAMY, PRAGNĄC PRZYOBLEC SIĘ W DOMOSTWO NASZE, KTÓRE JEST Z NIEBA.

Wiemy, że nasze obecne ciało jest ziemskim namiotem. Chociaż namioty wydają się doskonałe, gdy je kupujemy i rozbijamy po raz pierwszy, to jednak wiemy, że mają ograniczoną wytrzymałość, zwłaszcza gdy stale ich używamy. Opierają się burzom, przed którymi nas chronią. Pod względem trwałości i delikatności, nasze ciała przypominają namioty. Rodzimy się, aby żyć, a potem umrzeć. Słusznie mówimy o długości życia, ponieważ ma ono swój początek i koniec. Jeżeli Pan Jezus nie powróci za naszego życia, to nasze ciało, tak jak delikatny namiot, zniszczeje, czy to przez naturalny rozpad albo wypadek. W tym doczesnym ludzkim ciele mamy wiele powodów do narzekań, ponieważ pragniemy przyoblec się w zmartwychwstałe ciało. Wizja chwały wzmaga w nas pragnienie zewleczenia ziemskiego namiotu, jakim jest nasze ciało. Chcemy to zrobić nie tylko z powodu wrodzonej słabości naszego ciała i towarzyszącym temu problemom, ale ze względu na wspaniałość tego, które ma je zastąpić.

Pozdrawiam w ten cudowny poranek i życzę zwycięskiego dnia.