Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Miesiąc muzułmańskich prześladowań chrześcijan_marzec 2019

To są „niewierni; nic dobrego!” – Muzułmańskie prześladowania chrześcijan, marzec 2019

06/04/2019

W niedzielę, 17 marca, w Paryżu podpalacze podłożyli ogień pod kościół Św. Sulpicji.
Średnio, we Francji każdego dnia są desakralizowane dwa kościoły.
(Photo by Pascal Le Segretain/Getty Images)

Raymond Ibrahim
06/04/2019

Gatestone Institute

To są „niewierni; nic dobrego!” – Muzułmańskie prześladowania chrześcijan, marzec 2019

Jeśli chodzi o akty przemocy między muzułmanami, a nie-muzułmanami to marzec zdominowany był przez masakrę w Christchurch w Nowej Zelandii, gdzie 15 marca Australijczyk zabił w dwóch meczetach 51 muzułmanów. Niemniej, sprawę należy umieścić we właściwej perspektywie, statystycznie rzecz biorąc (dane na podstawie statystycznych badań): „Chrześcijanin żyjący w krajach o muzułmańskiej większości jest 143 razy bardziej narażony na zabicie przez muzułmanina za to, że jest chrześcijanienm, niż muzułmanin miałby być zabity przez niemuzułmanina w którymś z zachodnich krajów, za to kim jest”. Choć to sprawozdanie odnosi się do prześladowań chrześcijan przez muzułmanów jako do „najbardziej jawnego przykładu naruszania praw człowieka w dzisiejszym świecie” cytując: „co najmniej 4.305 chrześcijan zostało zabitych za swoją wiarę przez muzułmanów w 2018 roku” oraz „300 milionów chrześcijan żyjących w zdominowanych przez muzułmanów krajach jest poddanych przemocy”, to znaleziono również inny brak podobnych proporcji. Na przykład: polegając na precedensie i tylko na jednym kraju, Francji, „Francuz madokładnie 10 krotnie większe prawdopodobieństwo że zostanie zamordowany przez muzułmanina, niż to, że muzułmanin zostanie zabity przez niemuzułmańskiego terrorystę, gdziekolwiek indziej w zachodnim świecie”.

Poniższe sprawozdanie dokumentuje szeroko zakrojone prześladowania chrześcijan tylko w marcu,

Masakry chrześcijan

Nigeria: jak i w poprzednich miesiącach w tym zachodnioafrykańskim kraju, dziesiątki chrześcijan zostało zmasakrowanych, liczne kościoły zniszczone z rąk muzułmanów. Między innymi:

4 marca muzułmanie zabili 23 chrześcijan, mieszkańców wsi. „Było źle – powiedział jeden z mieszkańców. – Niektórzy zostali zastrzeleni, inni posiekani maczetami!… Fragmenty ciał były porozrzucane wszędzie…”

Trzy dni później muzułmańscy terroryści przypuścili kolejny atak w tym samym obszarze; trzy osoby ostały zabite. Lokalny pastor skomentował ten napad: „Nawet dziś uderzyli. Jeden z członków zboru powiedział, że został zabity jego ojciec, inny, że zięć”.

Continue reading

Stan_03.07.2019

Stan Tyra

W 7 rozdziale Księgi Rodzaju znajduje się opis Arki Noego, który stał się bardzo dobrze znaną Biblijną historią, lecz jak dotąd nie pozwoliliśmy na to, aby jej metaforyczne znaczenie nauczyło nas czegokolwiek służącego przemianie. Została zdegradowana do słodkiej opowieści dla dzieci, bądź sprowadzona do mściwego ludobójstwa dokonanego przez Boga, zmiatającego wszystko i dokonującego w napadzie furii sobie samemu przemeblowania.
Tracimy w ten sposób klucz służący odkryciu podstawowego objawienia zawartego w tym opisie, a mianowicie to, że Bóg sprowadził wszystkie możliwe na Ziemi przeciwności w jedno miejsce i trzymał je tam na tyle długo, życie zostało zrozumiane i doświadczone. W miejscu wymuszonej bliskości zgromadził to, co w swej naturze dzikie oraz to, co domatorskie; to, co czołga się i fruwa, co czyste i nieczyste, co męskie i żeńskie. Życie spełnia się wtedy, gdy trzymamy wszystkie te niepogodzone sprzeczności wewnątrz siebie, nie zmieniając ich. Ta historia wskazuje na to, że to Ty jesteś taką Arką pełną sprzeczności.
Ego zawsze chce wszystko zmieniać, poprawiać i doprowadzić do tego, aby kurz szybko opadł. Tak więc, Arka obrazuje to, jak Bóg uwalnia nas, wypuszczając nas na pewien czas na wzburzone fale, uwięzionych razem ze sprzecznościami, przeciwieństwami, napięciami i paradoksami, które stają się dla nas szkołą zbawienia i szkołą bezwarunkowej miłości.
Miłości można nauczyć się wyłącznie przebywając w tej arce przeciwności, w spotkaniu z „innością”. Aby, że tak powiem, „przemeblować” swoje życie, musimy zacząć od „znoszenia ciężarów jedni drugich, aby w ten sposób wypełnić prawo Chrystusa” (Ga 6:2). Przyjąć rzeczywistość i Chrystusa to przebaczyć ludzkości to, że jest ludzka. Bez tego przebaczenia ani zbawienie, ani przemiana jakiegokolwiek rodzaju nigdy nie zajdzie.
To, czego rzeczywiście obecnie szukasz to nie to, żeby być bezbłędnym, lecz przyłączonym (tut. gra słów: „not to be correct but to be connected”).
Dalsze jedzenie z niewłaściwego drzewa powoduje, że znajdujemy się poza tym ogrodem i czujemy się usprawiedliwieni ceniąc bardziej rzekomą poprawność niż autentyczne poczucie więzi/łączność.

<|>

Chrześcijaństwo, a biblizm

2.07.2018
Brian Zahnd

Christ_Pantocrator_Deesis_mosaic_Hagia_Sophia

Brian Zahnd

12 lipca 2018
Brian Zahnd
Jest to mój wstęp do nowej wspaniałej książki Keitha Giles’a „Jesus Unbound.

Jako współcześni chrześcijanie jesteśmy jak dzieci z rozbitego domu. Pięć wieków temu, zachodni kościół przeszedł przez gorzki rozwód, który podzielił europejskich chrześcijan i ich spadkobierców  na odseparowane katolickie i protestanckie rodziny. Fakt, że renesansowy kościół rozpaczliwie potrzebował reformacji nie zmienia tego, że wraz z reformacją przyszło wstrętne pęknięcie, które rozdzieliło dzieci kościoła między katolicką matkę a protestanckiego ojca. W tej ugodzie rozwodowej (aby pchnąć tą metaforę nieco dalej) Katolicka Mama miała długą historię, bogatą tradycję czy magisterium, a Biblia musiała stać się dla protestantów wszystkim – i protestanci zrobili z nią t, co najlepsze.
Przez pięć stuleci protestanccy naukowcy i teolodzy prowadzili w biblijnych tłumaczeniach, nauce i interpretacji, dając chrześcijańskiemu światu takie znakomitości jak:  Martin Luther, John Calvin, Jacob Arminius, John Wesley, Karl Barth, C.S. Lewis, Dietrich Bonhoeffer, T.F. Torrance, Walter Brueggemann, Stanley Hauerwas, Fleming Rutledge, Richard Hays, N.T. Wright, żeby wymienić tylko kilku. Niemniej, wraz z Sola Scriptura jako buntowniczym wojennym zawołaniem ,przyszła pokusa do umieszczenia na Biblii większej wagi, niż ona może unieść, bądź, co gorsza, pokuszenie do ubóstwienia Biblii i uczynienia z niej bałwana. Stawało się to coraz bardziej prawdą między fundamentalistycznym klerem i zgromadzeniami, które podejrzliwie patrzą na wyższe wykształcenie i nie chcą czytać Biblii z pomocą biblijnych naukowców takiej skali jak:  Brueggemann, Hays, and Wright. Tak więc, pozorując, że „biorą Biblię taką, jaka jest” ci fundamentaliści czytają ją przez grube okulary kulturalnych, językowych, politycznych i teologicznych założeń – przez interpretacyjne okulary, których istnienia nie są świadomi.
Doprowadziło to do całkowicie współczesnego osobliwego protestanckiego problemu biblizmu. Biblizm jest metodą interpretacji, która prowadzi do „płaskiego czytania tekstu”, gdzie każdy wers jest sam w sobie „słowem Bożym” i niesie ze sobą taki sam autorytet, jak każdy inny. W efekcie biblizm próbuje z Biblii zrobić głowę kościoła. Tam gdzie, katolicy błądzą udzielając ostatecznego autorytetu papieżowi, protestanccy zwolennicy biblizmu błądzą przekazując skrajny autorytet Biblii. Chrześcijanie powinni wyznawać, że jedynie Chrystus jest głową kościoła.
Zmartwychwstały Chrystus powiedział do uczniów: „Wszelka władza na niebie i ziemi został mnie dana”. N.T. Wright przy swoim poczuciu humoru przypomina nam, że Jezus nie powiedział: „Wszelka władza/autorytet na niebie i ziemi została dana księdze, który wy, chłopaki, napiszecie”. Ironią biblizmu jest to, że przy swych wszystkich twierdzeniach o udzieleniu ostatecznego autorytetu Biblii, w rzeczywistości umożliwia on czytelnikowi bycie swoim własnym prywatnym autorytetem. Jeśli więc nie lubisz wyraźnego wezwania Jezusa do etyki nieużywania siły, zawsze możesz odwołać się do wojen Jozuego i Dawida, aby odwołać rozkaz Kazania na Górze. W taki sposób wykorzystuje się Jozuego do przebicia Jezusa. Być może bardziej inteligentnym sposobem ignorowania przykazań Chrystusa jest cytowanie odmiennego rozdziału i wersu. W ten sposób, czytając Biblię jako płaski tekst i wybierając potwierdzające teksty dowodowe, możesz uzyskać poparcie Biblii niemal w każdej sprawie – w tym podbojów i ludobójstwa, utrzymywania kobiet jako własności oraz instytucji niewolnictwa. Takie nadużywanie Biblii ma swoją długą i dobrze udokumentowaną historię.
Jednym z głównych problemów biblizmu jest to, że zawodzi w pokazaniu żywotnego rozdziału między Biblią, a chrześcijaństwem. Chrześcijańska wiara jest żywym drzewem zakorzenionym na gruncie Pisma. Nie można usunąć drzewa z gruntu, w którym jest zakorzeniony i oczekiwać, że przetrwa; lecz nie możemy uważać, że drzewo i ziemia są tym samym! Nie są.
Mówiąc prosto Biblia i chrześcijaństwo nie są synonimami. Tak, są połączone, lecz są czymś odrębnym. Pismo jest glebą; chrześcijańska wiara jest żywym drzewem. Są ze sobą połączone, lecz nie są tym samym. Tak więc, jeśli Biblii zakłada, że niewolnictwo jest zarówno znośną jak i nieuniknioną instytucją (p. Ef 6:5) i nawet jawnie stwierdza, że niewolnik jest własnością właściciela (p. Wyj 21:21), to nie znaczy to, że takie jest stanowisko chrześcijaństwa w tej sprawie.
Chrześcijaństwo nie jest sługą Biblii – chrześcijaństwo jest sługą Chrystusa! Z gleby Pisma wyrasta dojrzała chrześcijańska wiara, która nie tylko może,lecz wymaga sprzeciwiania się wszelkim formom niewolnictwa w imieniu Jezusa. Zakorzenione w glebie Słowa chrześcijaństwo jest w stanie tworzyć etyczne gałęzie sprawiedliwości zwanej abolicją. Od chwili zamknięcia kanonu Pisma, grunt chrześcijańskiej wiary jest niezmienny, lecz to nie przeszkadza żywej chrześcijańskiej wierze wzrastać, zmieniać się, rozwijać się i dojrzewać w czasie. Oczywiście, to jak wzrasta i zmienia się często będzie sprawą żarliwej debaty w ramach kościoła; a głęboko podzielona natura kościoła pogarsza stan komplikacji tego problemu. Mimo wszystko, aby zrozumienie chrześcijaństwa jako żywego drzewa zakorzenionego w glebie Słowa, pozwala kościołowi wzrastać w nowy i odkupieńczy sposób w ramach Bożego moralnego Wszechświata. Powiedzieć, że chrześcijaństwo jest na zawsze zakorzenione w Piśmie, a jednak oddzielne od Pisma, jest zarówno konserwatywne jak i postępowe.
Konserwatywne w tym, że uznaje nienaruszalność Pisma, a równocześnie w tym, że czyni żywotne rozróżnienie między żywą wiarą, a historycznym tekstem. Twierdzenie zaś, że chrześcijańska wiara jest jednym i tym samym z Biblią jest fundamentalistycznym błędem i całkowicie nie do utrzymania. Na przykład: widziałem jak „biblicyści” byli zapędzani w róg usiłując bronić Biblii, mówiąc: „czasami niewolnictwo jest dobre”. Jest to biblizm w najgorszej formie. Alternatywą dla współczesnego nieprawowiernego biblizmu jest starożytna ortodoksja, która mówi to, co kościół zawsze mówił: Jezus Chrystus jest tym prawdziwym Słowem Bożym. Biblia jest słowem Bożym tylko w przedostatnim (drugorzędnym?) sensie. Biblia jest inspirowanym i kanonizowanym świadectwem Słowa Bożego, którym, jest Jezus Chrystus – Słowo uczynione ciałem. Wyłącznie Jezus Chrystus jest tym nieomylnym i niezawodnym, doskonałym Słowem Bożym. Nie odnosząc się najpierw do Chrystusa a następnie do kościoła nie możemy nawet wyjaśnić w jaki sposób Biblia powstała. Wskrzeszony z martwych Chrystus polecił kościołowi nieść świadectwo Ewangelii na cały świat. W trakcie wykonywania tego nakazu Chrystusa kościół zebrał, uporządkował i kanonizował pisma, które stały się Nowym Testamentem. Nie zaczynamy jednak od Biblii – zaczynamy od Jezusa i kościoła? Dlaczego? Ponieważ Jezus jest Panem, a nie Biblia. Chrześcijanie czczą Jezusa, a nie Biblię. Jezus jest głową kościoła, a nie Biblia.
Czytając „Jesus Unbound” [Jezus uwolniony]: Jak to się dzieje, że Biblia uniemożliwia nam słyszenie Słowa Bożego” niektórzy czytelnicy mogą uważać Keitha Gilesa za kontrowersyjnego. Twierdzę, że tak nie jest. Podejście Gilesa do Biblii nie jest czymś nowym czy nowoczesnym – jest to sposób w który czytali Biblię ortodoksyjni ojcowie kościoła w stuleciach, gdy kształtowało się chrześcijaństwo. To współczesny fundamentalistyczny biblizm powinien być uważany za kontrowersyjny i ostatecznie odrzucony jako heretycki. Rozumiem również, że takie podejście do Biblii jest domniemaną pozycją odziedziczoną przez większość amerykańskich ewangelików i właśnie dlatego książka Gilesa jest tak pomocna i ważna. Gdy więc zaczniesz czytać „Jesus Unbound” bądź pewien, że jesteś na twardym gruncie – trzymaj Biblię blisko, ponieważ jako miłośnik Pisma, Giles będzie odnosił się do niej stale i wciąż. Zarówno autor, Keith Giles, jak i „Jesus Unbound” są solidnie umocowani w Biblii.
BZ

Stan_01/02.07.2019

Stan Tyra
Wyraz „grzech” jest skrajnie błędnie rozumiany i stanowi bardzo wielki problem dla nas. W swej ignorancji i naiwności przyjęliśmy bardzo niewłaściwe i zwodnicze wyjaśnienie grzechu jako biblijnej prawdy. Zamiast wykorzystać go w wyjaśnieniu iluzji oddzielenia, życia z dala od domu i poza naszym ogrodem, sprawiliśmy, że znaczy nieprzyzwoite zachowania i moralną niegodność.

W biblijnym objawieniu Jezusa nie chodzi o działanie, lecz o uświadomienie. Nigdy nie możesz się „dostać tam”, możesz tylko „być tam”. Wyłącznie ludzkość może przyjąć to jako prawdę, ponieważ mówi to więcej o Bogu niż o nas, a jest to nie do przyjęcia przez większość, ponieważ nasze ego od daru łaski woli wyścig osiągnięć. Wynik jest taki, że chrześcijaństwo, takie jakie znamy, stało się grą o uzyskanie wartości, w której wszyscy przegrywają. Niektórzy przyznają to i rezygnują z tego podczas gdy inni odrzucają i żyją udawanym życiem i we własnej sprawiedliwości.

Podróż Pisma mówi o rozwoju twojej świadomości, aby pomóc zobaczyć siebie, jako umiłowanego (ą) Boga, lecz to wymaga pokory. Gdy Pismo jest postrzegane przez okulary „ubogiego w duchu” (Mt 5:3), wyjaśnia nam nas samych. Gdy czyta się je z poczuciem uprawnienia opartego na sprawiedliwości własnej to daje nam fałszywą ewangelię wygranych i przegranych.

Spotkałem zbyt wielu ludzi, którzy wierzą i nieustannie cytują wszelkiego rodzaju natchnione teksty, lecz nie mają w sobie życia i „tchnienia”. „Zbliżają się do mnie tylko słowami”,.. czy jak powiedział Jezus: „nieszczerze” (Iz 28:13; Mt 15:8).

Powinno być dla nas oczywiste, że Bóg, w przeciwieństwie do fundamentalizmu, nie boi się, ani nie wprowadzają u Niego zmieszania błędy i upadki. W ekonomii łaski nie ma ślepych zaułków. Możemy korzystać z każdego drzewa, lecz z wyjątkiem jednego. Wszystko wolno, lecz nie wszystko jest pożyteczne” (1Kor 10:23). Wszystko nieustannie współpracuje z nami ku naszemu dobru, nawet wtedy, gdy nie jesteśmy tego świadomi.

2.07
Pierwszym aktem boskiego objawienie jest samo stworzenie. Jak wszystko, co pochodzi od Boga, rozwija się z czasem, lecz w takim jak my znamy. Interesujące jest to, że ten sam wzór jest ewolucyjny w swej naturze, a jest to wyraz, którego większość chrześcijan nienawidzi. Tak więc nie chodzi o wierność, lecz wyłącznie o „To”. Księga Rodzaju nie twierdzi, że jest naukowym zapisem, lecz jest duchowym zapisem zawsze rozwijającej się chwały.

Dualistyczny umysł nie jest w stanie łatwo połączyć idei, ponieważ woli myślenie albo/albo. Początkowy stan myślenia jest niemal zawsze całkowicie dualistyczny, ponieważ poznaje wyłącznie tylko przez różnicowanie. Z drugiej strony umysły świętych i mistyków zwykle postrzegają całość, zamiast części.

Na przykład: czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę, na to, że Bóg powiedział o stworzeniu, że jest „dobre” w dniach od trzeciego do siódmego, lecz nie powiedział tego w dniu pierwszym i drugim? Dlaczego? Ponieważ w czasie tych dwóch dni następowało rozdzielenie, nieba od ziemi i ciemności od światłości? Nie powiedział, że to jest dobre, ponieważ nie jest tak To co Jezus robi w tak cudowny sposób to połączenie ich razem: „w niebie, jak i na ziemi”. Nie tylko trzyma razem rozdzielone rzeczy, lecz również mówi nam, że możemy robić to samo.

Duchowość to podróż w uczeniu utrzymywania razem przeciwności, zaprzeczeń w tym również ciało i ducha. W rzeczywistości, nigdy nie było rozdzielone, choć „grzech” tak sądzi. Te „ludzkie jednostki” były tym miejscem, na które „aniołowie zstępowali i wstępowali” (J 1:51). Być może nasze największe problemy wynikają z tego, że nie zgadzamy się z tym, że jesteśmy nagromadzeniem przeciwności, a jednocześnie samym miejscem zamieszkania Boga.

Jak wyglądałoby życie, gdybyśmy faktycznie przyjęli wszystkie sprzeczności istniejące w nas (mamy pełną świadomość ich występowania u innych) i utrzymywali je razem, zamiast osądzać je i oskarżać? Być może było by to… nieba na ziemi. Jakże nowa idea :).

<|>

Skończone Dzieło

Barry Bennett
27.06.201

Dopóki wierzący nie będą widzieli siebie tak, jak widzi ich Bóg, zawsze będą żyli po niewłaściwej stronie Krzyża. Musimy zrozumieć to, że jesteśmy:

* w NIM doskonali (Kol 2:10)
* z Nim posadzeni razem (Ef 2:6),
* z Nim jedno w duchu (IKor 6:17),
* obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni (1Kor 6:11),
* uwielbieni (Rzym 8:30).

Taki musi być początkowy punkt dla uczniostwa każdego wierzącego. To dzieło jest W NIM doskonałe i skończone. Pozostaje odnawianie umysłu na te prawdy na sposób wyrażenia tych prawd naszym życiem. Nie ma tutaj „postępującej pracy”, lecz raczej „postęp skończonego działa”.

Twierdzić, że Bóg nas sprawdza to malować obraz schizofrenicznego Boga. Z jednej strony pragnie On, abyśmy żyli obfitym życiem, pełnią łaski, z dostępem do wszystkich obietnic Bożych, abyśmy uniknęli zepsucia tego świata, równocześnie „pozwala” bądź zsyła na nas choroby, tragedie czy cokolwiek, aby sprawdzić to, co już jest skończone i doskonałe. To nie ma sensu.

W przypowieści o dwóch mężach budujących dwa domy, na dwóch fundamentach, to nie Bóg zesłał tą burzę. On posłał Słowo i wykonawca Słowa został zachowany. Zbyt wielu chrześcijan sądzi, że burze pochodzą od Boga. Tak nie jest. Słowo i Duch są od Boga.

Większość chrześcijan dąży do tego, co Bóg już dał. Ci, którzy rozumieją istotę nowego stworzenia mogą odpocząć w skończonym dziele i żyć swoim życiem z miejsca zwycięstwa. Sposób przejawiania się Jezusa przez nas wzrasta i będzie dojrzewał, lecz my nie pracujemy nad tym, aby duchowo wzrastać. Nie jesteśmy jakimiś małymi Hiobami, ignorantami i ludźmi pozbawionym przymierza. Zostaliśmy pobłogosławieni wszelkim błogosławieństwem!

Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios” (Ef 1:3).

Stan_30.06.2019

Stan Tyra
Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas” – Rdz 1:26.

Wydaje mi się, jakbym to powtarzał stale i wciąż, i od nowa, a jednak
codziennie przypomina mi się, że muszę to powtarzać na okrągło. Twoja
prawdziwa tożsamość, prawdziwe ja zawsze było zakorzenione w pierwotnym błogosławieństwie, a nie grzechu. (STOP. Pomyśl o tym przez chwilę.)
Twój odwieczny cel jest nie tylko dobry, lecz Bóg mówi o tobie, że
jesteś „bardzo dobry” (Rdz 1:31). Bez względu na to w którym miejscu
swojej podróży jesteś, masz dom i ojca, do którego możesz wrócić, którego opinia o tobie, nigdy się nie zmieniła ani nie zmieni.
Dom znajduje się tam, dokąd my wszyscy usiłujemy znaleźć drogę powrotu.
Nie jako gość, niewolnik, grzesznik czy odwiedzający, lecz jako synowie i córki Boga. Wszyscy odeszliśmy z domu, zaginęliśmy (zgrzeszyli). W 15 rozdziale Ewangelii Łukasza Jezus mówi o zagubionej owcy: „czy nie zostawię 99 i nie pójdę za tą jedną?” Tak! Dlaczego? Ponieważ całe 100% należy do Niego. Nikt nie zostaje pozostawiony, bez względu na to, co Tim Lahaye mówi. Czy ufasz mu bardziej niż własnym słowom Jezusa? Daje się stworzyć z niektórych rzeczy wspaniałą książkę fikcji i zarobić na tym mnóstwo pieniędzy, lecz nie mają one nic wspólnego z wieczną Bożą opinią na nasz temat.
Owa zagubiona moneta nie straciła swojej wartości dlatego, że zaginęła. Synostwo Marnotrawnego Syna nie zmieniło się tylko dlatego, że był daleko przez pewien czas. W żadnej z trzech historii opowiedzianych w 15 rozdziale Ewangelii Marka ani wartość (monety), ani DNA/tożsamość owcy) ani relacja (syn) nie tracą swojej wartości. Syn próbował zmienić
swoją relację i stać się niewolnikiem, lecz Ojciec nie chciał tego nawet słuchać. Zmieniła się tylko odległość do domu i to na chwilę, z pewnością nie na zawsze.

Ta droga, którą usiłujemy wrócić do domu jest naszpikowana „diabłami” (egoizmem, cielesnymi myślami), zawsze starającymi się zasiać ziarno podejrzenia, sugerując „Czy rzeczywiście Bóg powiedział?” oraz „jeśli naprawdę jesteś synem czy córką…” Doktryna totalnej demoralizacji jest demoniczną anty-chrystusową doktryną, która degraduje człowieka z poziomu odwiecznego Bożego wzoru do ludzkiej religijnej opinii i woli nazywając cię kupą zakopaną przez Boga. Naprawdę?? Taka jest twoja definicja łaski? I uważasz się za świętego, określając jako złe i nikczemne to, co Bóg nazwał „bardzo dobrym”? Celem Jezusa i jedynym celem religii czy kościoła wszelkiej maści jest przekazywać wieść o wiecznej Unii. Zadanie polega na tym, aby pomóc ludziom ponownie odkryć swoje pierwotne przeznaczenie i tożsamość,
ukrytych w Chrystusie w Bogu” (Kol 3:3).
Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi (co mówi!!!???), ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy (okaże się, że już jesteśmy) do Niego podobni…” (1J 3:2).

Ta droga, którą usiłujemy wrócić do domu jest naszpikowana „diabłami” (egoizmem, cielesnymi myślami), zawsze starającymi się zasiać ziarno podejrzenia, sugerując „Czy rzeczywiście Bóg powiedział?” oraz „jeśli naprawdę jesteś synem czy córką…” Doktryna totalnej demoralizacji jest demoniczną anty-chrystusową doktryną, która degraduje człowieka z poziomu odwiecznego Bożego wzoru do ludzkiej religijnej opinii i woli nazywając cię kupą zakopaną przez Boga. Naprawdę?? Taka jest twoja definicja łaski? I uważasz się za świętego, określając jako złe i nikczemne to, co Bóg nazwał „bardzo dobrym”? Celem Jezusa i jedynym celem religii czy kościoła wszelkiej maści jest przekazywać wieść o wiecznej Unii. Zadanie polega na tym, aby pomóc ludziom ponownie odkryć swoje pierwotne przeznaczenie i tożsamość,
ukrytych w Chrystusie w Bogu” (Kol 3:3).
Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi (co mówi!!!???), ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy (okaże się, że już jesteśmy) do Niego podobni…” (1J 3:2).

<|>

Stan_28/29.06.2019

Stan Tyra

28.06.
Bóg zawsze i na zawsze przychodzi jak ten, który jest całkowicie ukryty, a jednak doskonale ujawniony. Ego jest w piśmie ukazywane w licznych metaforycznych obrazach, a jednym z nich jest Herod. Herod nie mógł znaleźć Chrystusa, choć pasterze i mędrcy mogli. Dlaczego? Gdy szukasz Chrystusa tak jak Herod, na bazie strachu i kontroli, nie znajdziesz Go pomimo tego, że jest na widoku. „Znajdziesz go, gdy go będziesz szukał swoim sercem” – a nie cielesnym umysłem. Jest ukryty poza tym, o czym mógłbyś „pomyśleć i poprosić” w naturalny sposób w ramach stworzenia (stajenka ze zwierzętami). A tak przy okazji dla tych, którzy chcieliby się spierać o to, jak „słuszna” jest biblijna dosłowność; Biblia nie mówi nic na temat „trzech mędrców”. To założenie opierające się na dziecięcych historiach, a faktem jest to, że zostały przyniesione trzy dary. Po prostu chciałem wskazać na to, że istnieje mnóstwo założeń, o których twierdzimy, że są dosłowne i niezawodne, a takimi nie są.

Historycznie rzecz biorąc większość religii naucza, że aby przyjść do Boga trzeba znaleźć odpowiednią duchową lokalizację, brać udział w rytuałach, wypowiadać właściwe słowa, zachowywać się właściwie i być moralnie w porządku. Myślę, że wszyscy zaczynamy z tego miejsca, usiłując znaleźć mapę do Boga, ponieważ to nie wymaga wiary, po prostu wymaga faktów. Założenie jest takie, że jeśli mamy właściwe odpowiedzi, fakty, przekonania i wyprostujemy to, co zewnętrzne to mamy Boga..

Podróż biblijnego objawienia pokazuje nam podróż. Przeprowadza nas przez wszystkie stopnie przebudzenia, zaczynając od świętego miejsca, świątyni, do świętego działania i świętej obecności: „Zawsze jestem z wami”. Zasadniczo, nasza podróż jest przemieszczaniem się punktu skupienia z nadmiernej koncentracji na sobie i doskonałych zachowań różnego rodzaju do nagiej obecności. Jezus nazwał to: „czujnością”, „widzeniem” czy „stanem obudzenia”. Faktycznie, „czuwajcie” to niemal ostatnie słowa wypowiedziane przez Jezusa.

To, co wiem z własnego doświadczenia to, że Bóg niemal zawsze manifestuje się w tym, co zwyczajne, co upadłe, co nieudane, co ostatnie, co najbardziej niespodziewane i w codzienności. Dziś jest dzień twojego zbawienia. Nie wczoraj, lecz dziś, lub wcale. Jest to coś całkowicie sprzecznego ze śmieszną ideą, jakoby Bóg powstrzymywał Cię od podjęcia słusznej decyzji.

Kiedy jeszcze daleki byłeś od przebudzenia, On widział cię i umiłował”. Niedojrzała religia uczy nas, że Bóg kocha nasze silne strony i toleruje słabości, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. On toleruje nasze mocne strony, a celebruje słabości, ponieważ wyłącznie „w słabości twojej Jego moc się przejawia” (2Kor 12:9). Niewiele z boskiej przemiany dzieje się z pomocą naszej własnej siły. W ten sposób właśnie Jezus stawia na głowie religię, zarówno ówczesną, jak i obecną.

Jest to nasze doświadczenie na dziś, jeśli przeżywasz w pełni i słuchasz, jesteś przemieniany. Bóg przychodzi do ciebie ukryty w twoim życiu. Dla religijnego umysłu powstaje tutaj wielkie rozczarowanie. Oni zdecydowanie bardziej woleliby być na nabożeństwie.

Stan Tyra
29.06

Stworzyliśmy straszliwy rodzaj dualizmu, którym określamy to co duchowe i to co nieduchowe. Jest to złudzenie, które Jezus ujawnił. Wcielenie to Ojciec ogłaszający nam, że Duch i ludzkość zawsze były jedno. Nigdy nie były oddzielone. Jezus był Bogiem, przypominając nam o jedności każdego z nas, jedno ciała napełnione jednym duchem (p. Ef 2:11-20)

Jak czytamy historię z Księgi Rodzaju, o Adamie i Ewie, nawet nie widząc tego, że nie tylko przyjęliśmy kłamstwo oddzielenia, lecz głosimy je jako ewangelię. Podobnie jak Ewa została zwiedziona, aby „myślała”, że nie jest taka jak Bóg, że nie jest jedno z Bogiem. Również zostaliśmy zwiedzeni, skoro Paweł ostrzega Koryntian przed tym samym zwiedzeniem w 2Kor 11:3. Jeśli sądzisz, że musisz coś „zrobić”, aby być jedno z Bogiem, również jesteś zwiedziony. Jedyne co musisz zrobić to pozbyć się religijnej pętli wokół szyi i odetchnąć! Nigdy nie byłeś oddzielony od miłości Ojca! To jest dobra nowina i radość dla wszystkich ludzi!

Kusi nas to, aby ufać „naszej wierze” w Boga, zamiast faktycznie ufać Bogu przez wiarę i uznać tajemnicę Chrystusa w nas, jedynej nadziei na cokolwiek. Wiara w wiarę czy wiara w wiarę kogoś innego jest bardzo sprytnym sposobem na całkowite uniknięcie życia wiary.

Zdumiewające jest to, jak religia zamieniła wiarę tak, aby znaczyła coś przeciwnego: w tradycję pewnej wiedzy, domniemanej przewidywalności, niezbite odpowiedzi i próżne wnioski kim jest Bóg, a jaki nie, kto jest z Boga, a kto nie. Dokładnie wiemy, co Bóg zamierza powiedzieć, bo mamy Boga w kieszeni. W końcu nasz pastor, nasi rodzice i nasza denominacje mówi, że Bóg jest taki i, na Boga, ufam im!! Ok, zatem twoja wiara jest albo ich wiarą, albo ich niewiernością. Tak czy inaczej, wyznajesz go swoimi ustami, lecz serce jest daleko od niego. Tak naprawdę, nie „znasz” Go. Znasz czyjąś opowieść o Nim. „Kim mówicie, że jest?”

Większość religii głosi pozbawioną wiary ewangelię, która mówi, że jeśli zrobisz to i to, będziesz zaakceptowany przez Boga i pójdziesz do nieba, jako zapłatę za zrobienie tych rzeczy. Sam tak głosiłem. Lecz dziś nazywam to bzdetami!

<|>