Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan_15/16.06.2019

Stan Tyra
W Piśmie w licznych miejscach znajduje się zwrot: „Nie bój się”. Porozmawiajmy dziś trochę o strachu. Jeśli jesteś bojaźliwą osobą, nie lubisz zmian. Starasz się budować wokół siebie bardziej przewidywalny świat, taki, który da się zdefiniować i kontrolować. Strach w rzeczywistości boi się samego siebie. To, z czego nie zdajemy sobie sprawy to fakt, że strach jest czymś rzeczywistym. Jest kolejnym obiektem we Wszechświecie, którego możesz doświadczać. Ze strachem można zrobić dwie rzeczy: rozpoznać jego wpływ na swoje życie i zająć się nim, bądź próbować ukryć się przed nim. Większość wybiera to drugie i kończymy trzymając się swojego strachu i starając się, aby nie działo się to, co może go pobudzać.
W taki sposób życie staje się przerażające i pełne konspiracji. Jeśli patrzysz na życie przez te konspiracje to jest ono pełne strachu. Jeśli życie jest przepełnione strachem, będzie ono obfitowało w liczne teorie spiskowe. Postrzeganie „możliwości” pojawienia się zła za każdym rogiem może dawać poczucie bezpieczeństwa, lecz to nieprawda. W takim stanie umysłu życie staje się w „ja przeciwko nim”. Gdy zawsze starasz się bronić siebie, swego strachu, braku bezpieczeństwa i słabości, zawsze będziesz uznawać życie za walkę, bo ta osoba robi to,a tamto się dzieje, a takie zdarzenia się rozwijają. Życie jest wtedy całkowicie zdefiniowane przez twój strach, z małymi wyjątkami na krótką chwilę to tu, to tam. Tak przy okazji, będzie ci się zdawało, że to ty stworzyłeś te chwile pokoju,ale prawda jest taka, że na moment przestałeś zwracać uwagę na twoje strachy. Czasami coś większego niż twój strach zatrzyma Twoją uwagę. Przyjrzyj się tym chwilom, ponieważ one nauczą cię nowego sposobu doświadczania życia.

Pozwólcie, że idąc za przykładem Boga pytającego Ewy w ogrodzie Eden: „Kto ci powiedział, że jesteś naga?”, zapytam: „A kto ci powiedział, że twoje życie takie, jakie jest, nie jest w porządku?” Natychmiast jesteś w stanie wymienić mnóstwo powodów, że tak nie jest. Rozumiem to, lecz kwestią pozostaje czy to wszystko przeciwko czemu jestem i czego się obawiam musi się zmienić po to, aby mnie zadowolić. Jeśli tak, to stoisz na drodze do rozczarowania życiem. Pokój, który przerasta zrozumienie jest również pokojem, który nie opiera się na zewnętrznych okolicznościach – jest ponad nimi. Dlaczego dopuszczamy do tego, że najbardziej niepewna i zmieszana część naszej istoty ma definiować życie i stworzenie.

W miarę jak dojrzewasz duchowo, szybko zdasz sobie sprawę z tego, że twoje próby ochrony siebie przed problemami, wywołują mnóstwo problemów! Usiłowanie ustawiania ludzi, organizowania zdarzeń, kontrolowania rzeczy w taki sposób, aby nie przeszkadzały ci, doprowadza do tego, iż myślisz, że samo życie i wszyscy ludzie są przeciwko tobie. Życie staje się uciążliwe i, o ile jakoś egzystujesz to nie żyjesz  a na pewno nie jest to życie obfite. Gdy walczysz z życiem, staje się ono twoim wrogiem. Podobnie jak Ewa w ogrodzie Eden nabieramy przekonania, że potrzeba nam po prostu „tej jednej dodatkowej rzeczy”, aby życie było pełne i radosne. Bóg mówi: „Już dałem wam (indywidualnie) WSZYSTKO, co jest potrzebne do życia i pobożności” (2Ptr 1:3). Jednakże Duch musi nam często przypominać: „nie bój się”. „Niech się wasze serce nie trwoży”, „Nie niepokójcie się” i tak dalej, i tak dalej, polecając nam, abyśmy nie byli tym, czym zbyt często jesteśmy. Pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji, że nie będziesz walczył więcej z życiem i spotkasz się ze strachem, który wywołuje chęć walki. Kto ci powiedział, żebyś się bał? Stan Tyra 16.06.2019 Ciąg dalszy o strachu. Nie bój się zbliżającego się niedźwiedzia, lecz samego życia. 🙂
Życiowe wydarzenia pobudzają w tobie strach, nie po to, aby wskazać na wydarzenie, lecz na twoją reakcję. Życie nieustannie spycha cię na skraj przepaści, równocześnie zapraszając cię do tego, abyś rozpoznał to, co jest zakopane w głębi ciebie. Strach jest korzeniem gniewu, wściekłości, zazdrości i zachłanności. Życie stara się pomóc ci, a nie uciskać. Na przykład: jedyny sposób na to, aby nauczyć się przebaczenia jest stanąć wobec kogoś, komu musisz przebaczyć. Jednak wkurzamy się posłańców życia, którzy tak naprawdę zapraszają nas do wolności! Każdy może przebaczyć, gdy nie ma wroga na swojej drodze. Zamiast nauczyć się lekcji przyniesionej przez posłańca, wolimy usunąć go i oskarżać za uczucia, które wzbudził. Znakomitą ilustracją jest tutaj ‘cierń w ciele’. Duchowa podróż to nieustanna zmiana i przemiana. Do wzrostu i dojrzewania konieczna jest rezygnacja z jednostajności. Jednym z obszarów wymagających największych zmian jest sposób w jaki rozwiązujemy osobiste problemy. Zazwyczaj robimy to starając się kontrolować okoliczności. Prawdziwa przemiana zaczyna się z chwilą, gdy traktujemy problem, aby poznać czego uczy nas o nas samych. Naucz się tej lekcji i idź dalej. Wyobraź sobie, że masz w ramieniu kolec. Zawsze, gdy zostaje dotknięty reagujesz. Usiłujesz chronić „twój” kolec przed wszystkim, co może wywołać ból. Ten kolec kontroluje twoje życie wpływa na wszelkie decyzje, ponieważ skupiasz na nim swoją uwagę po to, aby uniknąć bólu. Oto inna możliwość: dlaczego po prostu nie usuniesz go? Jeśli nie zajmiesz się istotą, ten owoc będzie wracał i wracał. Jeśli skutecznie chronisz swój kolec przed dotknięciem, będzie ci się wydawało, że rozwiązałeś problem. Nic z tego!! Kolec tam ciągle jest i w odpowiednim czasie, przypomnisz sobie o nim, ponieważ z chwilą, gdy nie będziesz na niego zwracał uwagi, ktoś czy coś pobudzi go. Po jakimś czasie tak zaznajamiamy się i dostosowujemy do tego kolca, że zapominamy o tym, że jest to ciało obce dla nas. Zbudowaliśmy życie na ochronie tej wrażliwej strefy i teraz unikamy wszystkiego i wszystkich, cokolwiek może go dotknąć, oskarżając ich o dotknięcie. To oni są problemem, a nie ten wielki kolec wystający z mojego ramienia. Jak się możesz uwolnić? Uwalniasz się szczerze traktując źródło swego bólu.
Nie można naprawić problemu, którego nie masz. Nie wątp w swoje możliwości usunięcia kolca, jest to znacznie bardziej proste niż sam sobie wmówiłeś. Jak ostatnio powiedziałem, tylko dlatego, że problem jest skomplikowany, nie znaczy że rozwiązanie jest skomplikowane. W rzeczywistości sam problem jest zazwyczaj najbardziej nieskomplikowaną częścią całej sprawy. Już czas na to, aby przestać pozwalać temu przeszkadzającemu kolcowi, aby rządził twoim życiem i rujnował twoje życie i wszystkich dookoła.. Ból, do którego dostosowałeś się,staje się częścią Ciebie. Wstępem do wolności jest mieć tego dość.

Starsi rządzą! Lecz zgromadzenia decydują

Kevin T. Bauder

[Pierwotnie opublikowano w lutym 2014.]

Przekonanie o tym, że kościoły powinny być zarządzane przez komitety starszych, działających w systemie, który w zasadzie uniemożliwia zmiany, a nowe rzeczy tworzy podobne do tych starych, opiera się na dwóch argumentach. Po pierwsze: owce (tj. zwykli wierzący znajdujący się pod opieką pastora czy starszych) nie mają kompetencji do podejmowania decyzji na rzecz całego kościoła. Nawet przy powierzchownym czytaniu Nowego Testamentu, łatwo jest to odrzucić. Nowy Testament nie tylko regularnie podkreśla duchowe kompetencje każdego wierzącego, lecz daje również liczne przypadki zgromadzeń (kościołów) wybierających sługi czy nawet starszych, wykluczających i ponownie przyjmujących członków i decydujących o doktrynie. Co najmniej kilka fragmentów wyraźnie pokazuje, że te decyzje były podejmowana przez większość zgromadzenia.

Adwokaci zarządzania starszych czasami próbują odeprzeć ten jednolity wzór nowotestamentowego nauczania przykładowo odwołując się do tego, że Paweł, Barnaba i Tytus ordynowali starszych.Te fragmenty nie przedstawiają jednostek wymuszających starszych na niechętnych zgromadzeniach. Teksty są raczej niejednoznaczne i nie wskazują na to, aby były niespójne z apostolskim powołaniem, które następuje po wyborze dokonanym przez zgromadzenie. Innymi słowy: te teksty nie stanowią rzeczywistego argumentu ani za, ani przeciwko zarządzaniu przez starszych.

Postawieni wobec tych faktów (a są to fakty), zwolennicy rządu starszych szybko uciekają do swego drugiego argumentu, a mianowicie do tego, że starsi mają rządzić, a zgromadzenie ma być posłuszne, przy czym przez „posłuszeństwo” rozumieją to, że zgromadzenia jest zobowiązane do poddania się decyzjom podjętym przez starszych. Powstaje pytanie, czy ten wniosek rzeczywiście jest wobec dowodów właściwy. Baptyści wierzą, że nie jest.

Continue reading

Stan_28/29.05.2019

Stany Tyra
Jeśli Boża obecność nie będzie miała miejsca stale tam, gdzie my jesteśmy,
zamiast tego, co okazjonalnie próbujemy wytworzyć, to nasze próby
„wejścia” do Jego obecności będą bardziej fasadą niż rzeczywistością.
Prawdziwa obecność Ducha wynika tylko z autentyczności i dlatego jest z takim trudem przeżywana. Pozory nigdy nie poznają prawdziwej obecności.

W miarę jak ta obecność Ducha, którą wnosimy wzrasta w każdej chwili, jest
ona w stanie prowadzić do rozwoju każdej chwili. Bardzo dobrym przykładem takiej obecności jest matka trzymająca na ręku swoje dziecko, a ono wpatrzone w nią. Jest w takiej chwili spokój, nic innego nie liczy się. Nic innego nie istnieje. Jest to jedność pochłaniająca tą chwilę, której nie da się wyrazić słowami czy myślami.

Obecność namacalna

Jest to miejsce, w którym jesteśmy szczególnie blisko transcendentnej rzeczywistości, która normalnie jest poza naszą świadomością, choć zawsze otacza nas. Trzeba tylko rzucić okiem, co najmniej na chwilę. Podobnie jak w przypadku Mojżesza i gorejącego krzaku: „schodzimy z drogi” i idziemy ku temu, co przymusza nas, aby „podejść”, lecz jest to poza „normalnym” biegiem zdarzeń.
Sufici opowiadają pewną historię o młodej rybie, która przypływa do mądrej, starej ryby: „Słyszałam o morzu – mówi młoda ryba – Lecz gdzie
ono jest?” Mądra ryba odpowiada: „To morze jest w tobie, i ty jesteś w nim. Jest to wszystko, cokolwiek kiedykolwiek poznałaś, a jednak nie znasz go”. Taki jest stan ludzkości. Jesteśmy w Chrystusie i Chrystus jest w nas, a jednak nie rozpoznajemy tej rzeczywistości. Możemy w to wierzyć, lecz nie znamy jej. Brakuje nam świadomości.

Świadomość zaś jest produktem ubocznym obecności a świadomość czegokolwiek otwiera/rozwija świadomość wszystkiego. Świadomość buduje następnie przestrzeń, która umożliwia nam przebicie się przez nasz domyślny stan zaabsorbowania sobą, co jest techniką zakłócania obecności.

Duchowość jest o wiele głębiej niż osobowość i jest też bardziej stabilna niż
nastrój czy ego, jest cechą charakterystyczną naszej duszy, a jednak często jest pomijana, ignorowana bądź błędnie interpretowana – zarówno w sobie
jak i u innych.
Zwierzęta znacznie lepiej radzą sobie z rozeznawaniem obecności niż ludzie. Niewątpliwie jest tak dlatego, że są bardziej nastrojone do swojej istoty podstawowej natury. Nie są zmieszane fałszywymi sposobami bycia, ponieważ, w przeciwieństwie do ludzi, nigdy nie próbują być czymkolwiek innym niż są. Autentyczność rodzi obecność. Ludzie to jedyny gatunek, który próbuje zakładać jeden kostium za drugim, starając się stać tym czym uważają, że powinni być, bądź tym, czego chcą od nich inni. Większość z nas traci obecność innych, ponieważ tak bardzo jesteśmy zaabsorbowani obserwowaniem słuchaniem i potwierdzaniem istniejących uprzedzeń i wniosków. W skrócie: zatracamy się w naszym własnym procesie myślowym.
W słuchaniu jest wielkie niebezpieczeństwo, ponieważ to, o czym myślimy,
już wiemy. Zamiast słuchać faktów i szczegółów, sugerowałbym „uważne”
słuchanie. Takie uważne słuchanie polega na uczestniczeniu czy pochyleniu się nad tym, co cię „bierze”, zamiast tego, co możesz „wziąć”. Jeśli chcemy lepiej rozpoznawać obecność, musimy przenosić uwagę poza dane, które otrzymujemy od zmysłów na to, co możemy odczuwać intuicyjnie i subiektywnie. Nie znaczy to, że mamy zrezygnować z umysłu, co, tak przy okazji, nie jest możliwe, lecz daje nam możliwość lepszego słuchania i słyszenia tego, co nie jest wypowiadane głośno. W niektórych religiach takie słuchanie nazwane jest „trzecim uchem”, a widzenie „trzecim okiem”. Po prostu jest to widzenie poza to, co należy do naszej normalnej praktyki i zmysłów. Nauczyłem się tego, że gdy czuję się niewygodnie w pobliżu kogoś, o kim nic nie wiem, to zwracam pilną uwagę, ponieważ więcej mówi mi to o mnie, niż o kimkolwiek więcej. Jest tak dlatego, że rozeznawanie innych musi być poprzedzone autentycznym i prawdziwym rozeznaniem siebie samego. Często jesteśmy świadomi tylko kilku zewnętrznych rzeczy takich jak pożądanie czy gniew. Rzadko zdarza nam się zauważać hipokryzję i takie subtelne uczucia jak uprawnienie, uraza, osąd, zazdrość, poczucie sprawiedliwości własnej, zadowolenie z siebie, żeby wymienić tylko kilka. Jest wiele innych, które leżą znacznie głębiej pod tymi, a które nigdy nie zostały zauważone i wyciągnięte na powierzchnię.

Wydaje się, że chrześcijanie mają największy problem z rozeznawaniem
Chrystusa. Nie jest to ironiczne? Niektórzy powiedzieli, że moim darem
jest przedstawianie chrześcijanom Chrystusa. Niemniej, jest to prawda w
bardzo wielkim wymiarze. Wystarczy spojrzeć do Ewangelii, aby zobaczyć,
jak trudno było religijnym ludziom rozpoznać obecność Jezusa. Jeśli
ludzie mogli nie rozpoznać najbardziej boskiej obecności, jaka
kiedykolwiek chodziła po ziemi, może się okazać, że rozpoznanie Jego
obecności jest dla nas większym wyzwaniem, niż gotowi jesteśmy
przyznać.
Jeśli dotyczyło to Jezusa to pomyślcie jak trudno jest rozpoznać
mętną osobowość, a jest to powszechne w przypadku ludzkości. Wygląda na to, że jesteśmy wprawieni wyłącznie w rozpoznawaniu zachowania i osobowości.

Dżihad przeciwko chrześcijańskiemu krzyżowi


Raymond Ibrahim
06/07/2019

37 letni imigrant, muzułmanin, został ostatnio aresztowany w Rzymie za zabójstwo, po tym, gdy pchnął nożem w gardło chrześcijanina za to, że nosił na szyi krzyż. „Religijna nienawiść” jest cytowana jako „jątrzący czynnik” tego przestępstwa.
Trudno powiedzieć, że jest to pierwszy włoski przypadek przestępstwa pod wpływem „jątrzącej nienawiści” w kontekście krzyża. Między innymi:

   Muzułmański chłopiec wybrał sobie na ofiarę 12 letnią dziewczynkę, wyzywał ją i ostatecznie pobił w szkole również za to, że nosiła krzyżyk.  
Muzułmański imigrant wtargnął do starego kościoła w Wenecji i zaatakował wielki 300 letni krzyż, wyłamując jedno z jego ramion równocześnie wykrzykując: „Wszystko, co jest w kościele, jest fałszem!”
Po zniszczeniu krucyfiksu w pobliżu masowo odwiedzanego meczetu, lokalny burmistrz powiedział, że jeśli chodzi o tożsamość winowajcy(ów): „Zanim okażemy jedność z muzułmanami, niech oni najpierw nauczą się szanować naszą cywilizację i naszą kulturę”.

Faktem jest, że islamska wrogość wobec krzyża jest zjawiskiem niezmiennym, które przekracza granice kontynentów i stuleci, i jest zdecydowanym wskaźnikiem islamskiej wrodzonej wrogości wobec chrześcijaństwa.

Kilka informacji dla początkujących: krzyż jest nie tylko podstawowym symbolem chrześcijaństwa – wszystkich denominacji w tym większości postaci obrazoburczych protestantów – lecz symbolizuje fundamentalną niezgodę między chrześcijanami, a muzułmanami. Jak ujął to prof. Sidney Griffith: „Krzyż oraz ikony publicznie ogłaszają właśnie te elementy chrześcijańskiej wiary, którym Koran, z muzułmańskiego punktu widzenia, jawnie zaprzecza: że Chrystus był Synem Bożym i że umarł na krzyżu”. Zatem „chrześcijańska praktyka czczenia krzyża … często wzbudza u muzułmanów wzgardę”, więc od samego początku muzułmańskie podboje chrześcijańskich terenów miały na celu „usunięcie tych publicznych chrześcijańskich symboli, a szczególnie wszechobecnego znaku krzyża”.

Te „kampanie” sięgają wstecz do proroka Mahometa. On prawdopodobnie „miał tak silną odrazę do formy krzyża, że zniszczył w swym domu wszystko, co miał na sobie ten kształt”, jak napisał jeden historyk (Cyt.: Sword and Scimitar. p.10). Mahomet twierdził również, że na koniec czasów Jezus (muzułmański Isa) sam doprowadzi do tego, aby „niszczyć ten krzyż”.
Współcześni muzułmańscy klerycy potwierdzają to. Zapytany o islamskie prawo, czy ktokolwiek – w tym przypadku chrześcijanie – może nosić krzyż czy modlić się przed krzyżem, Szeik Abdul Aziz al-Tarifi, saudyjski ekspert islamskiego prawa, powiedział: „Pod żadnym względem żaden człowiek nie ma zgody na noszenie krzyża” ani „nikomu nie wolno modlić się do krzyża”. Dlaczego? „Ponieważ prorok – pokój i błogosławieństwo dla niego – nakazał niszczenie go (krzyża)”.

Continue reading

Którym złodziejem jesteś?

Brad Jersak
Marek 10
(35)I przystąpili do niego Jakub i Jan, dwaj synowie Zebedeusza, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, abyś nam uczynił, o co cię prosić będziemy.
(36) A On rzekł do nich: Co chcecie, abym wam uczynił?
(37) A oni mu rzekli: Spraw nam to, abyśmy siedzieli w chwale Twojej, jeden po prawicy Twojej, a drugi po lewicy. 
(38) A Jezus im powiedział: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja piję albo być ochrzczeni tym chrztem, którym Ja jestem ochrzczony? 
(39) Odpowiedzieli mu: Możemy. Wtedy Jezus rzekł im: Kielich, który ja piję, pić będziecie, i chrztem, którym jestem ochrzczony, zostaniecie ochrzczeni. 
(40) Ale sprawić, abyście zasiadali po mojej prawicy czy lewicy, nie moja to rzecz; przypadnie to tym, którym zostało zgotowane. 

Łukasz 23
32) A prowadzono także dwóch innych złoczyńców, by ich razem z nim zgładzić.
(33) A gdy przyszli na miejsce, zwane Trupią Czaszką, ukrzyżowali go tam, także i złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy.
(34) A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. A przy dzieleniu się jego szatami rzucali losy.
(35) A lud stał i przyglądał się. Przełożeni zaś naśmiewali się, mówiąc: Innych ratował, niechże ratuje samego siebie, jeżeli jest Chrystusem Bożym, tym wybranym.
(36) Szydzili z niego także i żołnierze, podchodząc doń i podając mu ocet,
(37) i mówiąc: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, ratuj samego siebie.
(38) Był też i napis nad nim: Ten jest królem żydowskim.
(39) Tedy jeden z zawieszonych złoczyńców urągał mu, mówiąc: Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas.
(40) Drugi natomiast, odezwawszy się, zgromił tamtego tymi słowy: Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie?
(41) Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił.
(42) I rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego.
(43) I rzekł mu: Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju.

Rozważania 

Continue reading

Stan_27.05.2019

Stan Tyra
W sprawach duchowych chodzi o widzenie. Prawda objawiona w cudzie, jakiego Jezus dokonał na niewidomym człowieku nie dotyczyła cudu w wymiarze fizycznym, lecz duchowego widzenia nowymi oczyma. Niewidomy człowiek może zostać uzdrowiony i dalej wszystko widzieć z tego samego punktu widzenia co wcześniej. Nie tyle chodzi tu o to, co widzisz, lecz jak to widzisz i z jakiej perspektywy. Chodzi tu o uzdrowienie z naszych przepełnionych uprzedzeniami wersji rzeczywistości i spotkanie się z rzeczywistością. Pomyliliśmy nasze opinie z prawdą, ponieważ stworzyliśmy Boga na nasz własny obraz tak, aby zawsze zgadzał się z nami. Jakże to wygodne.

Pewien pijany mężczyzna zataczając się po moście wpadł na
przyjaciela.
Obaj nachylili się ku wodzie i zaczęli rozmowę.

  • Co jest tam na dole? – zapytał pijany.
  • To Księżyc – odpowiedział przyjaciel.
    Pijany popatrzył przez chwilę, potrząsną głową i powiedział:
  • Wiem, że to Księżyc! Chciałbym jednak wiedzieć, jak, do diabła,
    znalazłem się tutaj na górze”.

Problem, który mamy z Bogiem i ludzkością istnieje wyłącznie dlatego, że patrzymy na odbicie nas samych i organizujemy sobie życie wokół tego obrazu. Myślimy, że mamy ‘wysoką’ świadomość. Mylimy to, co widzimy „patrząc w dół” z tym, co prawdziwe. Nie zgadzamy się spojrzeć w górę i zobaczyć to, co prawdziwe, więc gapimy się na dół i organizujemy sobie świat wokół naszej „pijanej” zniekształconej percepcji.
Jeśli wskażesz na coś palcem i zachęcisz innych, aby tam spojrzeli, możesz spotkać się z ciszą, jeśli będą patrzeć na twój palec, zamiast tam, gdzie on wskazuje. Dlatego mamy tak wypaczone pisma. Zamiast patrzeć na to, na co one wskazują, na Jezusa, który zawsze wskazuje na Ojca, gapimy się na Biblię i organizujemy życie i Boga, wokół wyrazów i fragmentów.

Wszelkie przeżycia i słowa są w najlepszym wypadku palcami wskazującymi na ostateczną tajemnicę. Wielkim niebezpieczeństwem jest sądzić, że wiemy (wierzymy) i kształtujemy swoje wnioski pełne szybkich, pełnych zadufania odpowiedzi, podczas gdy w rzeczywistości mylimy wskazujące palce z rzeczywistością, mieszamy mapę z terenem. Musisz przestać zwieszać głowę, a zacząć patrzyć w górę; to dlatego jest On nazwany „tym, który podnosi naszą głowę” (Ps 3:3).

2. Jezus 1.01

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Pewnego razu późno w nocy modliłem się, gdy nagle znalazłem się realności duchowej i zobaczyłem Pana stojącego w moim pokoju. Widziałem naturalne, fizyczne rzeczy w pokoju jak i widziałem też Jego. Pan powiedział: „Chcę cię pokazać, w jaki sposób nauczam ludzi.”

Pewne podstawy były już mi znane

W Mar.4:33 czytamy, że „zwiastował im słowo stosownie do tego, jak mogli słuchać”. To pokazuje nam, że Jezus, ani wtedy ani też teraz, nie przytłacza nas rzeczami, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć ani w nich chodzić. Jeśli nie jesteśmy jeszcze gotowi na przyjęcie prawdy, On się wstrzymuje, aż będziemy jej szukali.

Dobrym tego przykładem jest chrzest Duchem Świętym. Narodziłem się na nowo w wieku 16 lat, lecz bardzo szybko po paru tygodniach zacząłem odczuwać frustrację z powodu braku zrozumienia Słowa oraz braku mocy. Nic więcej na ten temat nie wiedziałem.  Pamiętam, jak pewnego dnia powiedziałem Ojcu: „Nie chcę wyjść na niewdzięcznika, Nie chcę Cię też obrazić, ale naprawdę nie ma już nic więcej? Spodziewałem się o wiele więcej”.

Następnego dnia przyjaciółka, która przyprowadziła mnie do Pana, zaczęła mówić mi o chrzcie Duchem Świętym. Do tej chwili nawet o tym nie słyszałem, ale kiedy powiedziała mi, że Duch Święty będzie mnie nauczał i da mi większe poznanie, byłem już na to gotowy. Pan czekał, aż będę gotowy aby otrzymać informacje na ten temat, czekał aż poproszę Go o więcej wiedzy – nie wciskał mi nowego nauczania.

Tej nocy Pan nauczał mnie, co czasem się dzieje, gdy osoba zaczyna w Niego wierzyć zanim wcześniej nie pokutuje ze swojego grzesznego życia.

W Jan.3:22-26 czytamy, że Jan Chrzciciel chrzcił ludzi w jednym miejscu …

..a Jezus i Jego uczniowie robili to w innym miejscu. Widzimy, że niektórzy uczniowie Jana byli zaniepokojeni, ponieważ Jezus przyciągał więcej ludzi niż Jan. Wtedy Jan powiedział: „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym”.

Rozdział 4 zaczyna się w ten sposób: „A gdy Pan się dowiedział, że faryzeusze usłyszeli, iż Jezus zyskuje więcej uczniów i więcej chrzci niż Jan, (chociaż sam Jezus nie chrzcił, ale jego uczniowie) opuścił Judeę i odszedł z powrotem do Galilei. A musiał przechodzić przez Samarię”.

Pan powiedział, że wiedział wtedy, że faryzeusze nie pójdą za Nim przez Samarię, więc użył tego jako pewnego rodzaju filtra, aby zmusić ich do powrotu do Jana. Oznaczało to, że musieli wrócić do Jana i jego chrztu upamiętania. Gdyby im był pozwolił, faryzeusze poszliby za Nim, bez uprzedniego przyjęcia chrztu upamiętania od Jana.

Continue reading