Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

50 alegorii występujących w Nowym Testamencie

Richard Murray
Alegoryczne odczytywanie Starego Testamentu, wychodzące „poza” bezpośrednie znaczenie, sprawia niektórym problemy, lecz gdy spojrzymy na to w JAKI sposób autorzy NT odnosili się do tych pism, widzimy, że stale stosowali alegoryczne czytanie.
„Alegoria jest językiem, który mówi jedno i znaczy albo coś ZNACZNIE więcej niż to, co mówi, albo coś INNEGO” – teolog, R.A Norris, w artykule pt.: „Alegoria” w „THE WESTMINSTER HANDBOOK TO ORIGEN”.

50 przykładów zastosowania w Nowym Testamencie alegoryzacji starotestamentowych fragmentów
1) Manna dawana Izraelitom na pustyni jest alegoryzowana jako Jezus, chleb żywota – J 6:48-60.
2) Starotestamentowy paschalny Baranek Boży jest alegoryzowany jako Jezus – 1Kor 5:7; J 1:29, 36.
3) Drabina Jakuba z Księgi Rodzaju jest alegoryzowana jako Jezus na którego zstępują aniołowie J 1:51.
4) Sara, to Nowe Przymierze – Ga 4:22-31.
5)
Hagar, to Stare Przymierze – Ga 4:22-31.
6) Izaak jest przedstawiany jako nowotestamentowy wierzący – Ga 4:22-31.
7) Ismael jest alegoryzowany jako starotestamentowy legalistyczny wierzący – Ga 4:22-31.
8) Starotestamentowy kwas to legalizm i hipokryzja – Ga 5:3-9.
9) Ziemskie Jeruzalem to niebiańskie miasto – Ga 4:26.
10) Skała, z której wydostała się na pustyni woda to Chrystus – 1Kor 10;4.
11)
Wąż z Księgi Rodzaju to Szatan – Obj 12:9.
12) Adam jest alegorią (typem) Chrystusa – Rzm 5:14-19.
13) Kapłaństwo Melchizedeka jest przedstawiane jako kapłaństwo, które jest nadrzędne nad lewickim – Hbr 5-7.
14) Starotestamentowe kapłaństwo jest alegoryzowane jako cień rzeczy niebiańskich – Hbr 8:4-5.
15) Świątynia jest przedstawiana jako cień prawdziwego niebiańskiego Sanktuarium – Hbr 8:1-5.
16) Wyposażenie świątyni jest alegoryzowane jako symbole rzeczy niebiańskich – Hbr 9:1-15.
17) Prawo jest przedstawione jako cień rzeczy przyszłych, a nie sam obraz – Hbr 10:1.
18) Obrzezanie jest przedstawiana jako wewnętrzna przemiana serca – Rzm 2:28-29.
19) Sabat jest alegoryzowany jako stan bycia – Hbr 4:1-11.
20) Starotestamentowa oblubienica jest przedstawiana jako duchowe ciało i oblubienica Chrystusa – 1Kor 12:27; 2Kor 11:2.
21) Świątynia jest przedstawiana jako ziemskie ciało Jezusa, droga do miejsca Najświętszego J 2:19.
22) Świątynia jest przedstawiana jako nasze ziemskie ciała – 1Kor 6:19.
23) Paweł alegoryzuje podróż Izraela jako duchową drogę Kościoła – 1Kor 10:2-7; Ga 3:7; Rzm 6:3.
24) Znak Jonasza służy jako alegoria trzydniowego pogrzebania Jezusa w brzuchu ziemi- Mt 12:38-41.
25) Mojżesz w swej symbolicznej roli proroka, lidera i mediatora ludu Jahwe jest alegorycznym cieniem wskazującym na Jezusa, który funkcjonuje w podobny choć znacznie podniesionym działaniu – Pwt 18:15; Dz 3:22; 1Kor 10:2; Ga 3:27; 3:19; 1Tym 2:5).
26) Liczne doświadczenia Mojżesza są paralelami wskazującymi na to, że przedstawia Jezusa.

  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus przeżyli masowe mordowanie męskich niemowląt.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus są wygnańcami na obcej ziemi do czasu śmierci królów.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus wrócili z zagranicy, aby ratować swój lud.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus prowadzili swych ludzi w drogę wyjścia – exodus.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus pościli przez 40 dni.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus doświadczyli przemienienia.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus zostali wychowanie przez mężczyzn, którzy nie byli ich naturalnymi ojcami.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus byli nierozumiani przez własną rodzinę.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus wstawiali się za grzechy swego ludu.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus byli gotowi umrzeć za grzechy swego ludu.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus dale zlecenia swym następcy/następcom.
  • Zarówno Mojżesz jak i Jezus rozkazywali wzburzonym wodom.
Continue reading

Stan_18/19.12.2018

Stan Tyra
18.12
Większość z nas mogłaby powiedzieć, że kochamy Jezusa i czcimy Go jako chlubę naszej wiary. Niemniej, wydaje się, że bardzo niewiele nauczyliśmy się z Jego życia. Często używamy Jego imienia, lecz zazwyczaj tylko w kontekście kilku okazji: urodzin, śmierci, zmartwychwstania, a i te zdarzenia mamy tendencję spłycać tak, aby pasowały do bardzo małego patrzenia na życie. (Używamy również Jego imienia, aby pokonać ból spowodowany uderzeniem młotkiem w palec.) Wydaje się, że ci, którzy wykrzykują Jego imię najczęściej, zarówno w kościele jak i gdzie indziej, są często najbardziej nieznośni i nie poddający się przemianie.
Musimy wrócić do Jezusa SPRZED chrześcijaństwa, bo w przeciwnym razie nie będziemy mieli niczego solidnego na czym można budować. Będzie się tworzyć fantazyjnych Jezusów, których można kształtować według naszego podobieństwa i obrazu, zamiast odwrotnie. Musimy wrócić do historycznego Jezusa i zwrócić uwagę na całe Jego życie, a nie na te części, które towarzyszom świętom. Podobnie jak skorupiaki przyczepione do statku, przypięliśmy Jezusowi lata przypuszczeń i przekonań.
Czy prawdziwy Jezus wstanie? Kim jest Jezus? Musimy zatrzymać się i pozwolić Mu mówić za siebie przez Pismo, a przestać mówić za Niego, ponieważ to, co ogłosiliśmy o Nim to są w rzeczywistości takie skorupiaki, które Go ukryły, a nie ujawniły.
Zanim odwiedzimy historycznego Jezusa w jakikolwiek znaczący sposób, musimy zrezygnować z naszej potrzeby doskonałej jasności i dokładności. Musimy również przyjąć to, że Jego historia to nasza historia w całości. Ostatecznie, nie istnieje coś takiego jak całkowicie obiektywny punkt widzenia na cokolwiek, co dotyczy Jezusa. Każdy punkt widzenia jest patrzeniem z jakiegoś miejsca.

19.12.
Wierzę, że literalne traktowanie Pisma jest największą przeszkodą na drodze do przebudzonej przemiany. Biorąc pod uwagę to, co Jezus mówi, że wszystko wskazuje na Niego i że to On jest dokładnym objawieniem Ojca takie podejście jest tym bardziej zdumiewające. Wygląda na to, że każda grupa jest absolutnie pewna, że ma rację i każda twierdzi, że podchodzi literalnie.
Jak to jest, że gdy jakaś grupa twierdzi, że już jest w tym kręgu, że należy do zbawionych, oświeconych, odkupionych, zaakceptowanych przez Boga – a wszyscy inni nie – to ci wszyscy, którzy tak twierdzą, zawsze są częścią tej grupy, która jest tym wszystkim „objęta”? Czy kiedykolwiek słyszałeś kogoś, kto by głosił tezę o nielicznych wybranych po czym twierdził, że do nich nie należy? 😆
Ci, którzy twierdzą, że Biblia jest Bożym „literalnym” słowem, powinni wyjaśnić, dlaczego jest tak wiele sprzeczności w niej? Nawet Mateusz, Marek, Łukasz i Jan nie widzą wszystkiego w taki sam sposób! Jeśli uważamy siebie za tych, którzy literalnie podchodzą do Słowa to powinniśmy przyznać, że pisma są literalnie wypełnione różnymi ludzkimi perspektywami. Do diabła, nawet Piotr i Paweł nie mogli zgodzić się w pewnych sprawach.
Czy zamiarem Pisma jest stworzenie uniformizmu, czy objawienie miłości Ojca do całego stworzenia? Historia Wieży Babel mówi nam o tym, co On o tym sądzi.
Spędziłem czas z ateistami i rozmawialiśmy o tym bogu, w którego oni nie wierzą. Szybko musiałem zgodzić się, że ja również nie wierzę w takiego boga. Gdy więc, słyszymy te religijne oskarżenia, że ktoś „odrzucił Jezusa” to powinniśmy najpierw zapytać: „którego Jezusa”? Niektórzy Jezusowie powinni być odrzuceni.

Stan_15-17.12.2018

Stan Tyra
15.12
Czytasz mój post dlatego, że masz jakieś pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Niektóre z nich da się wyrazić słowami, inne nie, ale wiesz, że są takie. Nic bardziej frustrującego jak próbować dotrzeć do odpowiedzi, kiedy nawet nie wiesz jakie męczy cię pytanie.
Ludzie często zadają mi pytania, ponieważ są przekonani, że jeśli dostaną odpowiedź, rozwiąże to im boskie puzzle, które usiłują poskładać. Często, o ile w ogóle odpowiem, słyszę: „Lecz…” po czym następuje lista zastrzeżeń. Innymi słowy: sprzeciwiam się twojej odpowiedzi a następne pytanie powoduje, że twoje poprzednie odpowiedzi są niepełne i prawdopodobnie nieprawdziwe.
Jesteśmy tak zdeterminowani, aby znaleźć „TĄ odpowiedź”, że zapominamy o tym, co nas do tego doprowadziło – pytanie. Pęd do świętej odpowiedzi prowadzi nas następnie do nadmiernego analizowania siebie, to jest do miejsca, w którym każde zdanie zaczyna się od „Ja”. „Ja nie rozumiem..” „Ja nie łapię tego…” „Ja mam zamieszanie”, „Ja muszę wiedzieć….” Słowa, na które czekam, to: „Ja rezygnuję”. O ile to możliwe, zrobię co się tylko da, aby zamieszać ci jeszcze bardziej w nadziei, że właśnie to zrobisz – zrezygnujesz. Zrezygnujesz z odpowiedzi, a pozwolisz na to, aby te pytania prowadziły cię w podróży.
Autoanaliza nie oświeciła nikogo. Tak naprawdę to jej stałe towarzystwo, porównawcza analiza, pojawiają się szybko i jakiekolwiek odkrycie Boga staje się niemożliwe, ponieważ już nie szukasz więcej na Boga, lecz szukasz odpowiedzi i wniosku, które drapie egoistyczne swędzenie, które uważasz za boskie.
Oto pytanie do rozważenia na dziś: opisz, co wiesz o Bogu z doświadczenia. Innymi słowy: napisz kim jest Bóg ale tak, jakbyś nie mógł wykorzystać żadnej z informacji, których nauczyłeś się o Bogu z Biblii czy kościelnych nabożeństw

Continue reading

Stan_13/14.12.2018

Stan Tyra


13 grudnia

Bardzo często cytuję stwierdzenie Richarda Rohr’a: „myślenie nie spowoduje nowego sposobu życia, to życie wprowadza nas do nowego sposobu myślenia” (dosł.: „we do not think ourselves into a new way of living; we live ourselves into a new way of thinking”). Jest to bardzo silne stwierdzenie, które idzie w poprzek wszelkiej religijnej przeładowanej retoryce i opisuje nowy bukłak, który potrzebuje trwalej przemiany. Bez tego nowego zbiornika, wewnętrzna zawartość bezskutecznie „rozlewa się”. Każde spotkanie czy objawienie potrzebuje nośnika, ponieważ szybko staje się mętne, zniekształcone i nie nadaje się do tego, aby się nim podzielić.
Edukatorzy zgadzają się coraz bardziej co do tego, że wykłady i czytanie są najmniej skutecznymi formami nauczania. Są to metody intelektualne, bardzo bierne i pozostawiają ego w jego zwykłej, obronnej postawie, zasadnicze nietknięte. Dopóki naszego ego siedzi w fotelu pilota, nic rzeczywiście nowego czy wyzywającego nie jest dopuszczane.
Na potrzeby głębokiej przemiany musimy znaleźć się w integrującym przeżyciu (podróży), która wymaga bezpośredniego doświadczenia, emocjonalnego ryzyka, wyjścia z własnej bezpiecznej strefy wraz z ludźmi, którzy są spoza naszego zwykłego kręgu przyjaciół.
Musimy mieć nieco rozszerzony poziom duchowego widzenia bo, w przeciwnym razie, nic tak naprawdę nie zmieni się na głębszym poziomie. W ciągu kilku chwil od podjęcia nowej idei, szybko wracamy do starych przyjaciół, dobrze zużytych pytań, schematów odpowiedzi oraz wcześniejszych wniosków. Zaproszenie zbyt często zostaje opanowane przez dobrze bronione fałszywe ego, tak, jakbyśmy nigdy nic nowego nie zobaczyli, nie usłyszeli.
To, co nowe i odmienne zawsze jest zagrożeniem. Dopóki nie pojawi się coś wystarczająco mocnego, co zmieni nasz punkt widzenia i rzuci wyzwanie naszym założeniom, rzadko kiedy przechodzimy do nowego miejsca. Ciężko nam przyłączyć się do Adama i Sary: „wyjdź z ziemi swojej i od rodziny do nowej ziemi, którą ci pokażę” (Rdz 12:1-2). Chcemy znać odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, aby niepotrzebna była wiara.


14.11
Myślę, że jednym z powodów tego, że Jezus narodził się w żydowskiej rodzinie jest to, że tradycyjni Żydzi ze względu na historię są ludźmi obcującymi z doświadczeniem. Innymi słowy: możesz spytać Amerykanina, który nigdy nie był we Francji, jaka jest Francja, a on opisze ją: „no, wspaniałe jedzenie, Wieża Eiffla, wspaniałe muzea sztuki” itp. Kiedy jednak w tym samym kontekście zapytasz prawdziwego Żyda, odpowie: „nie wiem, nie byłem we Francji”. Czują, że nie jest właściwe opisywać cokolwiek, czego nie przeżyli.
Pisma zostały napisane w takim właśnie doświadczalny kontekście i nigdy ich zamiarem nie było zrobienie z nas biblijnych intelektualistów. Zrobiliśmy tak po to, aby uniknąć autentycznego doświadczenia i przemiany. To dlatego Jezus wzywał uczniów, aby szli za Nim, a nie siedzieli, zapamiętywali i recytowali.
Wielu ludzi, mających dobre zamiary, siada co tydzień w kościołach, a niewiele, o ile w ogóle, ma wspólnego z podróżą doświadczenia. Są przekonani, że jeśli usłyszą i uwierzą to będzie to prawdą. W końcu, „Kościół” to wiara w przekonania, które są prawdziwe bądź fałszywe, czyż nie? Religia to udział w nabożeństwach, prawda? Ludzie słuchają idei i osądzają je jako prawdziwe lub fałszywe – albo je „lubią”, albo nie. Niemniej, rzadko kiedy skutkiem jest powstawanie jakiejkolwiek nowej „praktyki” czy zmiany schematów naszych zachowań.
Podróż przemiany nie ma nic wspólnego z wiarą w poszczególne idee! To nie prośba o to, abyś uwierzył lub przestał wierzyć w jakieś doktryny czy dogmaty. To powiedzenie: „Tak, spróbuj tego!” – wyłącznie w ten sposób możesz cokolwiek „wiedzieć”. Wielu czyta moje posty i całkowicie się z nimi zgadza lub nie zgadza, lecz bardzo nieliczni próbują czegoś nowego, niewielu zmienia cokolwiek szybko – przeważnie po prostu cieszy ich czytanie tego lub znikają ku kolejnemu zastawowi „nowych” idei.
Musisz tego spróbować, przejść się tam, zmienić strony, wyjść z bezpiecznej strefy, nawiązać nowe kontakty, odpuścić sobie swoje stare role i dobrze broniony obraz samego siebie. Tylko wtedy będziesz mógł przeżyć swoja drogę do nowych sposobów myślenia i przestać próbować wymyślać sposób na nowe drogi życia. Nowy sposób myślenia przed nowym doświadczeniem jest trudny i niebezpieczny.
Nie jestem w stanie powiedzieć wam jak wielu ludzi latami słuchało mojego nauczania, czytało moje książki czy codzienne posty i nigdy nie spróbowało niczego nowego. To mnie zasmuca. Niemniej, jestem zachęcony przez tych nielicznych, którzy robią krok wiary i idą tam, gdzie nigdy nie chodzili. Ludzie często proszą o mnie o polecenie jakiejś książki, wideo czy cokolwiek, a i tak nigdy do tego nie podchodzą. Poprosiłem niektórych z moich największych krytyków, aby obejrzeli „Chatę”. Inwestycja zwykłej 1.5 godziny. Większość natychmiast odmawia lub mówi: „OK” i nigdy tego nie robi. Mówi mi to o tym, że bardziej kochają własne argumenty niż podróż doświadczenia. Wygląda na to, że boimy się tego, że coś może się faktycznie okazać prawdziwe, a czego my nie chcemy uznać za takie i sporo zrobiliśmy, aby prawdą nie było. Inni są po prostu apatyczni i leniwi. Kiedy nigdy nie odbyło się żadnej podróży, łatwiej jest rościć sobie prawo do elitarnej wyższości.

Jednostka, która coś przeżyła, nigdy nie znajdzie miłosierdzia u tego, kto dysponuje tylko religijnym rozumowaniem.

Stan_11,12.12.2018

Stan Tyra
11 grudnia
Zniesiecie kolejny post na temat fałszywego ego? Wiem, wygląda na to, jakbym mnóstwo o tym mówił, lecz może nie ma nic ważniejszego do omówienia. Poza tym, wielu nowych czytelników przyłącza się codziennie i może też muszą o tym usłyszeć po raz pierwszy.
Prawdziwe „ja” to takie, którym jesteś i zawsze byłeś zgodnie z boskim obrazem i podobieństwem. Połączenie tego, co ludzkie z tym, co boskie, było i jest Bożym wyborem, i oznacza właśnie „być w Chrystusie” a dla nas oznacza być „nowym Adamem” i Ewą. To jest właśnie ta tożsamość, do której odrzucenia fałszywe ego znajduje mnóstwo powodów, ponieważ czuje się wobec niej niewłaściwe, niegodne i z tego powodu nazywamy je fałszywym. Wyłącznie prawdziwe ego wierzy w dobrą nowinę Ewangelii.
Mówię o tym tak dużo, ponieważ większość chrześcijan nigdy była uczona o ich wiecznej Jedności z Bogiem. Przeważnie byliśmy nauczani o naszym oddzieleniu od Boga, a cała odpowiedzialność za to zjednoczenie była kładziona na naszej zdolności do podjęcia właściwej decyzji, ignorując słowa: „nie wy mnie wybraliście, lecz Ja was wybrałem”.
Owo fałszywe ego to cała świadomość, jaka została nam po opuszczeniu Ogrodu. Nie oskarżaj Adama i Ewy, taką samą podróż WSZYSCY musimy iść. Musieliśmy stworzyć to fałszywe ja po to, aby pomogło nam wystartować. „Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały…” Największym problemem z fałszywym ego jest to, że za bardzo go cenimy a zatem traktujemy go zbyt poważnie. Stale przemija i ostatecznie umrze. Każde fałszywe ego „zegnie kolano”. To temu fałszywemu ego Jezus powiedział: „Odejdź ode mnie, nigdy cie nie znałem”. Wyłącznie prawdziwe ego jest wieczne. Wszyscy cierpimy z powodu błędnej tożsamości.

12 grudnia
Bardzo wolno uczymy się zrzucać wyprodukowaną przez siebie tożsamość, a odkrywać prawdziwe i wieczne „ja”. Podobnie jak Jakub często określamy nasz powrót do domu i powtórne odkrycie jako: „zawsze tu byłeś, a ja nie wiedziałem o tym”.
Upraszczając; to fałszywe ego jest odłączonym i autonomicznym ego – w tym sensie ono nawet nie istnieje. Chrześcijaństwo nazwa ten stan odłączenia „grzechem”. Fałszywe ego czuje niemal nieustanny wstyd i poczucie winy, strach i z natury brak mu poczucia bezpieczeństwa, a zatem ubiera się na różne sposoby. Jest to ostateczne „okrycie”. Nigdy nie będziesz zadowolony ani nigdy nie znajdziesz się wewnątrz stworzonego przez siebie ego.
To prawdziwe ego charakteryzuje komunia i głębokie zadowolenie w tych dziedzinach, w których nie chodzi o twoje życie. Życie dotyczy ciebie. Nie znaczy to, że nigdy nie zrobisz kroku czy dwóch wstecz, lecz to, że nigdy nie będziesz już usatysfakcjonowany tym mniejszym obrazem. Prawdziwe ego nie może być również zranione, ponieważ nie musi niczego udowadniać czy chronić. Gdy nie masz wobec ludzi oczekiwań, które sam tworzysz, aby zadowolić swoje własne egoistyczne potrzeby, możesz żyć życiem wolnym od urazy. Tylko wtedy możesz mówić: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. Jezus nigdy nie grał roli ofiary, ani nie obwiniał.
Prawdziwym celem religii jest prowadzić cię ku doświadczeniu swego prawdziwego ja. Wyłącznie dojrzała religia jest przygotowana i na tyle cierpliwa, aby reorganizować, uzdrawiać i łączyć ponownie nas z tym wielkim obrazem tak, aby kiedy mówisz, że kochasz Boga, mówisz, że kochasz wszystko, bez wyjątków.

Stan_10.12.2018


Stan Tyra
Niektórzy ludzie są zdeterminowani, aby dojść do jakiegoś wniosku, nawet takiego najbardziej przebudzonego rodzaju. Chodzi mi o to, że wszędzie mamy do czynienia z pewną siebie arogancją. Od nabożeństwa najbardziej legalistycznego kościoła do takiej przypadkowej rozmowy szukających. Niektórzy, przebudzenie bądź nie, myślą, że ich niezbite komentarze w jakiś sposób nagle sprawią, że kurz osiądzie na całej dyskutowanej tajemnicy. Czasami brzmi to dla mnie jakby było do tego dodane: „Ach! Czyż nie wszyscy o tym wiedzą?”
Staram się zawsze utrzymywać rozmowę tak prostą, otwartą i tajemniczą jak to tylko możliwe, lecz często pojawia się komentarz „wniosek”, którego celem jest zakończyć rozmowę tak, jak to jest przedstawione w ostatecznym słowie, ostatecznej odpowiedzi i wspaniałym podsumowaniu. Przedstawia się to jako: „Jeśli zrozumiałeś, co powiedziałem, nigdy więcej nie będziesz miał co do tego pytań”.

Moi czytelnicy! Nie zwracajcie uwagi na tego typu reakcje. Wiem, że dla niektórych stało się to powodem do większego wstydu tak, jakby wszyscy z wyjątkiem was, inni „łapali, o co chodzi”, no i czemuż to ja nie mogę dojść do „mądrego” wniosku w żadnej sprawie. Zapewniam was, jesteście w znacznie większej podróży do mądrości, niż ten, kto dotarł do miejsca zadowolonej z siebie odpowiedzi. Gdyby ci ludzie byli tak „oświeceni”, nie próbowaliby dawać ostatecznej odpowiedzi, lecz dali ważniejsze pytanie i zachętę do szukania, bądź, podobnie jak Jezus, przyłączyliby się do was w drodze do Emaus i zadali więcej pytań prowadzących do miejsca komunii i odkrycia.

Jezusowi w czterech Ewangeliach zadano bezpośrednio bądź pośrednio 183 pytania, z czego odpowiedział wprost na trzy. TRZY!!! Inni zignorował, odpowiedział innym pytaniem, zmienił temat, opowiedział jakąś historię bądź dał jakieś wizualne wsparcie, aby wyrazić swoją opinię. Niektórym powiedział, że było to złe pytanie, ujawniając ich hipokryzję, pokazał dokładnie przeciwny wniosek, bądź skierował pytanie w inną stronę. On sam zadał 307 pytań! Tak więc, zadano mu 183 pytania, osobiście zadał ich 307, a odpowiedział bezpośrednio na 3. To powinno powiedzieć nam sporo o wadze pytań.

Zdumiewa, patrząc na to, że kościół stał się oficjalną automatyczną sekretarką udzielającą odpowiedzi i bardzo pewnych siebie programów „zarządzania grzechem”. Większość nauczania Jezusa nie przeszła by współczesnego ortodoksyjnego sprawdzianu w Watykanie, na konwencji Południowych Baptystów ani w żadnym religijnym biurze. Większość Jego nauczania była tak elastyczna i otwarta na błędną interpretację (co powinno być dla nas wszystkich oczywiste), że zostałby nazwany a najlepszym przypadku „relatywistą”, a w najgorszym – „diabłem”, jak to było za Jego czasów.

Ewangelia nie jest łamigłówką, którą rozwiązujesz, lecz podróżną doświadczenia, gdzie wiara jest twoim jedynym absolutem, co samo w sobie jest sprzecznością.

A oto klip z SNL (rozrywkowy program Saturday Night Live) pokazujący jak to wielu chce zyskiwać przewagę nad kimś, bez względu na to, co ktoś inny mówi, a często przychodzi mi to do głowy, gdy czytam niektóre komentarze.
Nawet bez znajomości języka po kilku chwilach łatwo domyślić się, o co chodzi (przy. tłum.).

https://tinyurl.com/yd95pfo6