Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Przebaczenie dla niepokutującego ludu

Francis Frangipane

Według twego słowa

Mojżesz wysłał dwunastu szpiegów, aby zdali sprawę ze stanu ziemi. Gdy wrócili, dziesięciu powiedziało, że choć ziemia jest dobra, Izrael z pewnością zostanie pokonany przez mieszkańców. Pomimo, że Jozue i Kaleb dowodzili, że Izrael na pewno może wypędzić swoich wrogów, ludzie marudzili, narzekali i zbuntowali się, a nawet chcieli ukamienować Jozuego i Kaleba, i wrócić do Egiptu z pomocą nowych przywódców.

Ponownie gniewa Pana rozpalił się przeciwko nim i groziło to sprowadzeniem sądu (p. Lb 12-14).

Po raz kolejny Mojżesz wiernie wstawia się.
Niechże więc teraz wielką okaże się moc Pana mojego, jak rzekłeś, mówiąc: Pan nierychły do gniewu i bardzo łaskawy przebacza winę i występek, choć nie pozostawia bez kary, lecz za winę ojców nawiedza synów do trzeciego i czwartego pokolenia. Odpuść przeto winę tego ludu według wielkości twojej łaski, jak już przebaczałeś ludowi temu od czasu wyjścia z Egiptu aż dotąd” (Lb 14:17-18).

Dokładnie tak jak modlił się Abraham stulecia wcześniej, Mojżesz skupia się na dwóch rzeczach: integralności Pana i Jego ogromnym miłosierdziu. Bóg jest nieskory do gniewu lecz bardzo łaskawy, przebacza Swemu ludowi. Gdy Pismo mówi, że Bóg „żadną miarą nie oczyści winy” to znaczy, że chodzi o grzechy tych, którzy nie pokutują. A jednak nawet Pan daje się przebłagać.

Pamiętajmy: Izraelici zbuntowali się i nawet nie mieli pojęcia o tym, że ich grzech doprowadził ich na skraj Bożego gniewu. Pan patrzy na niepokutujący naród, grzesznych ludzi z jednej strony i na modlącego się człowieka, Mojżesza, z drugiej. Nawet Mojżesz przyznaje, że Bóg nie „pozostawia bez kary”, a jednak modli się o to, aby Bóg przebaczył Izraelowi.

Odpuść przeto winę tego ludu według wielkości twojej łaski, jak już przebaczałeś ludowi temu od czasu wyjścia z Egiptu aż dotąd” (w. 19).
Posłuchaj zdumiony odpowiedzi Pana na modlitwę o miłosierdzie. Mówi: „Przebaczyłem im na twoje słowo” (w. 20).

Niesamowite!

Trzy miliony Izraelitów nie pokutowało, ani nie otworzyło swych serc, nie wyznało swych grzechów Bogu, ani sobie nawzajem. Żaden z tych, którzy zgrzeszyli nie posiadał złamanego i skruszonego ducha. Jednak Pan mówi: „Przebaczyłem im”. Całkowicie mnie to zdumiewa. Pan zapewnił Izraelowi przebaczenie „na słowo [Mojżesza]”.

Oszałamiające!

Jeden człowiek mający przychylność Boga sprowadził miłosierdzie dla trzech milionów ludzi, którzy nie pokutowali.

Aby nam się nie wydawało, że to jakaś łatwa łaska, Pan ponownie potwierdza Swój cel jaki ma dla wszystkich narodów, zaczynając od Izraela. Powiada: „jak żyję i jak pełna jest cała ziemia chwały Pana” (w. 21).
Integralność (prawość) Pana jest poza wszelką dyskusją. W istocie mówi, że choć przebaczam, nie zamierzam zmieniać swoich zamiarów. Cała ziemia będzie napełniona Moją chwałą.

Gdy zatem prosimy Boga o miłosierdzie, nie prosimy go o to, aby dokonał jakiegoś kompromisu ze swoimi zamiarami. Prosimy Go tylko o to, aby przebaczał ludziom grzechy, dopóki nie będzie mógł wypełnić swego zamiaru. Prawda jest taka, że całkowicie zgadzamy się z Jego pragnieniami. Gorliwie chcemy, aby Jego chwała zacieniła Amerykę, aby zstąpiła na Kanadę, przetoczyła się przez Europę, Azję, Izrael, Środkowy Wschód i przez cały świat. Nasz głos rozbrzmiewa głośnym „TAK!” na zamysł Boży. Napełnij Amerykę Swoją chwałą, Panie. Napełnij Kanadę, Europę, Izraela, Afrykę i Australię Swą majestatyczną chwałą. Modlimy się również abyś, dopóki twoje zamiary całkowicie nie wypełnią się, przejawiał miłosierdzie i przebaczył grzechy swoim ludziom.

Potrzebna nam jest wizja ostatecznego Bożego przeznaczenia dla naszego kraju: Ameryka „będzie pełna chwały Pana”. Pan usłyszy nasze modlitwy o miłosierdzie, gdy sięgamy wraz z Nim do Jego ostatecznego celu. Czy wątpisz w to? Modlitwa miłosierdzia była skuteczna w przypadku Mojżesz. Bóg wyprowadził Izraela z Egiptu do Kanaanu dzięki modlitwie Swego sługi.
Mówisz: „No, ja nie jestem Mojżeszem, jestem nikim”, lecz Jezus powiedział: „Najmniejszy w Królestwie Niebios, jest większy” niż najwięksi prorocy ST (Mt 11:11). Jak to możliwe? Mamy moc przymierza we krwi Chrystusa jako pomoc w dążeniu do miłosierdzia!
Tak, Bóg rzeczywiście użył Mojżesza, aby przeprowadzić niedoskonałych ludzi od obietnicy do wypełnienie. Bez względu na to czy modlimy się o nasz kraj, nasze miasta, kościoły czy rodziny, Pan „przebaczy im na twoje słowo”.

Objawienie czy imitacja?

Barry Bennett

Jeśli brakuje nam objawienia i zrozumienia Bożego zamysłu w jakiejkolwiek dziedzinie życia, wtedy objawienie zastępujemy imitacją. Sporo z tego, co robimy w życiu, jest imitowaniem innych i jest to spowodowane brakiem własnego objawienia Bożego celu. Jaki jest Boży zamiar dla małżeństwa? Kościoła? Wychowania dzieci? Darów Ducha Świętego? Gdy brakuje nam takiego objawienia, po prostu naśladujemy otaczającą nas kulturę, a to zawsze prowadzi do zamieszania, frustracji i niepowodzenia.

Naśladownictwo można zobaczyć w kościele. Tam, gdzie nie ma objawienia tego, dlaczego coś robimy, normatywne stają się legalizm i tradycja. Imitowanie można również zauważyć w najnowszym nauczaniu niektórych biblijnych nauczycieli. Podobnie jak wszyscy inni, nauczyciele chcą być akceptowani i dlatego łatwo jest głosić to, co głoszą inni, a co jest pozbawione prawdziwego osobistego objawienia. Małpowanie jest też obecne w świecie muzyki. Niektóre kościoły, aby być „odpowiednie” czują, że muszą kopiować to, co robi świat.

Niemniej, prawdziwe życie i rzeczywistość muszą pochodzić z prawdziwego objawienia twojej tożsamości w Chrystusie i Jego powołaniu w twoim życiu. Takie objawienie i powołanie nie pozwoli ci na naśladowanie innych. Bóg jest Stwórcą, a nie naśladowcą.

Nie chodzi mi o to, że każda rutyna, system czy tradycją są złe. Wiele z nich narodziło się z prawdziwego zrozumienia Boga i Jego dróg, lecz jeśli każde pokolenie tylko kopiuje nie rozumiejąc dlaczego coś się robi w ten sposób, to takie zwyczaje szybko stają się puste a nawet legalistyczne.

Objawione poznanie jest kluczem do życia. Bez względu na to, o czym rozmawiamy, czy to będzie małżeństwo, kościół, wykształcenie czy władza, musimy mieć duchowe zrozumienie Bożego pierwotnego celu. Jaki jest Boży zamiar wobec małżeństwa? Jaki jest Boży cel seksu? Po co Bóg dał cywilne rządy? Można wymieniać i wymieniać długo. Dopóki nie mamy prawdziwego objawienia w tych dziedzinach, będziemy niesieni przez kulturę chwili i tradycje innych.

„Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie” (Kol 2:8).

Los palestyńskich chrześcijan

06/17/2019 Raymond Ibrahim

Chrześcijaństwo jest na skraju zaniku w miejscu jego narodzenia, w tym w
Betlejem (zdjęcie).

Raymond Ibrahim
Gatestone Institute

W czasach, gdy chrześcijaństwo na całym muzułmańskim świecie cierpi z powodu różnorodnych prześladowań, rzadko można usłyszeć o losie palestyńskich chrześcijan.

Istnieje. Open Doors, grupa praw człowieka, która zajmuje się śledzeniem prześladowań chrześcijan, zwraca uwagę na to, że palestyńscy chrześcijanie cierpią z powodu „wysokiego” poziomu prześladowań, którego źródłem jest, zgodnie z ich słowami, „islamski ucisk”.

„Ci, którzy nawracają się z islamu na chrześcijaństwo spotykają się prześladowaniami najgorszego rodzaju i trudno im bezpiecznie brać udział w istniejących kościołach. Na Zachodnim Wybrzeżu są zastraszani i w wielkim ucisku, w Gazie ich sytuacje jest tak niebezpieczna, że żyją swoją wiarą w największej tajemnicy… Wpływ radykalnej islamskiej ideologii zwiększa się, a historyczne kościoły muszą z dyplomacją podchodzić do muzułmanów”.

O ile informacje o prześladowaniach chrześcijan pojawiają się regularnie z innych części świata o przeważającej większości muzułmanów – na przykład azjatycki Pakistan, arabski Egipt i afrykańska Nigeria – niewiele wspomina się o tych chrześcijanach, którzy żyją pod władzą palestyńską.

Continue reading

Stan_17.06.2019

Stan Tyra
Fizyczna choroba jest sygnalizowana przez ból i osłabienie. Psychicznemu złamaniu towarzyszą: ukryty strach oraz nieustanne neurotyczne myśli. W pewnej chwili  musimy obudzić się i przyznać, że mamy problem wewnątrz siebie.
Większość próbuje naprawić swój wewnętrzny problem, starając się lepiej odgrywać zewnętrzne role, które zawsze odgrywali. 

Zazwyczaj jest problem „kolos” i jeśli zostanie rozwiązany, wtedy, pojawia się następny, który natychmiast musi być postrzegany jako kolos a umysł jest zajęty nim.

Ego zawsze mówi ci, że aby rozwiązać wewnętrzny problem, musisz coś pozmieniać na zewnątrz. Niemniej, ten „doradca” w głowie daje ci złe rady, ponieważ umysł jest pochłonięty strachem. Szukanie „sposobu” z zamieszaniem w głowie jest w najlepszym przypadku bezowocnym ćwiczeniem, w najgorszym szaleństwem. Jest to jak próba powrotu do miejsca, w którym nigdy nie byłeś.

Zewnętrzne zmiany nigdy nie naprawią problemu. Dlatego właśnie niedojrzała religia jest ciągle zajęta, dochodowa i nieskuteczna. Istotą problemu jest to, że nie czujemy się zdrowi i kompletni. Po prostu angażujesz tą osobę w SWÓJ problem. Dlatego większość relacji nie funkcjonuje, ponieważ próbujesz swój problem, np.: samotność, pustkę i niedoskonałość rozwiązać wprowadzając do niego kogoś innego. Nigdy nie da się wewnętrznego problemu rozwiązać przy pomocy zewnętrznych środków. Można go tylko ukryć, bądź zagłuszyć na pewien czas, lecz nie da się uzdrowić.

Chrystus nie może „dodać” pełni do twojego życia, Chrystus może cię tylko poprowadzić do prawdy o tobie, o tym, że już jesteś doskonały i niczego więcej nie trzeba. W pełni zostałeś uczyniony na podobieństwo Boże i Jego obraz, i nic się nie zmieniło, oprócz zaakceptowania tej pełni. Iluzją jest, jak tego doświadczyła Ewa w ogrodzie Eden, że musisz coś jeszcze dodać do swego życia, aby stanowić całość. W Chrystusie (miłości) zostałeś stworzony cały i doskonały, bez żadnych braków (Jk 1:4).

Religia wodzona przez ego buduje na tym samym kłamstwie: „Tylko dodaj Jezusa do swego życia i wszystko będzie w porządku!” Jest to wykrzykiwane przez kaznodziei z kazalnic w karnawałowym stylu. Po czym to nie działa, ponieważ to ty jesteś problemem! Musisz dodać jeszcze więcej tego, co już i tak nie działa. Więcej studium biblijnego, więcej modlitwy, więcej nabożeństw i więcej ofiary. Gdy to nie działa po prostu rezygnujesz i czekasz na pałac na wysokościach. Odłóż życie na czas, gdy już nie będziesz musiał podejmować za nie żadnej odpowiedzialności, poza tym, że teraz powiesz modlitwę i poczekasz, aż zostaniesz wezwany na górę?

Rzeczywiście??? Najlepsze co możesz zrobić to oskarżać za swoje problemy ten świat, innych i religię? Ach!! No, i diabła też! A co z tym: czemu po prostu nie żyć, nie cieszyć się i przeżywać SWOJE życie? Dlaczego, zamiast próbować używać innych i naprawiać to, potrzebować ich i wykorzystywać do naprawy, nie możesz poznawać ludzi i cieszyć się ich obecnością? Nigdy nie jest za późno. Zaczyna się od przyznania się do tego, w jakim jesteś miejscu.

Stan_15/16.06.2019

Stan Tyra
W Piśmie w licznych miejscach znajduje się zwrot: „Nie bój się”. Porozmawiajmy dziś trochę o strachu. Jeśli jesteś bojaźliwą osobą, nie lubisz zmian. Starasz się budować wokół siebie bardziej przewidywalny świat, taki, który da się zdefiniować i kontrolować. Strach w rzeczywistości boi się samego siebie. To, z czego nie zdajemy sobie sprawy to fakt, że strach jest czymś rzeczywistym. Jest kolejnym obiektem we Wszechświecie, którego możesz doświadczać. Ze strachem można zrobić dwie rzeczy: rozpoznać jego wpływ na swoje życie i zająć się nim, bądź próbować ukryć się przed nim. Większość wybiera to drugie i kończymy trzymając się swojego strachu i starając się, aby nie działo się to, co może go pobudzać.
W taki sposób życie staje się przerażające i pełne konspiracji. Jeśli patrzysz na życie przez te konspiracje to jest ono pełne strachu. Jeśli życie jest przepełnione strachem, będzie ono obfitowało w liczne teorie spiskowe. Postrzeganie „możliwości” pojawienia się zła za każdym rogiem może dawać poczucie bezpieczeństwa, lecz to nieprawda. W takim stanie umysłu życie staje się w „ja przeciwko nim”. Gdy zawsze starasz się bronić siebie, swego strachu, braku bezpieczeństwa i słabości, zawsze będziesz uznawać życie za walkę, bo ta osoba robi to,a tamto się dzieje, a takie zdarzenia się rozwijają. Życie jest wtedy całkowicie zdefiniowane przez twój strach, z małymi wyjątkami na krótką chwilę to tu, to tam. Tak przy okazji, będzie ci się zdawało, że to ty stworzyłeś te chwile pokoju,ale prawda jest taka, że na moment przestałeś zwracać uwagę na twoje strachy. Czasami coś większego niż twój strach zatrzyma Twoją uwagę. Przyjrzyj się tym chwilom, ponieważ one nauczą cię nowego sposobu doświadczania życia.

Pozwólcie, że idąc za przykładem Boga pytającego Ewy w ogrodzie Eden: „Kto ci powiedział, że jesteś naga?”, zapytam: „A kto ci powiedział, że twoje życie takie, jakie jest, nie jest w porządku?” Natychmiast jesteś w stanie wymienić mnóstwo powodów, że tak nie jest. Rozumiem to, lecz kwestią pozostaje czy to wszystko przeciwko czemu jestem i czego się obawiam musi się zmienić po to, aby mnie zadowolić. Jeśli tak, to stoisz na drodze do rozczarowania życiem. Pokój, który przerasta zrozumienie jest również pokojem, który nie opiera się na zewnętrznych okolicznościach – jest ponad nimi. Dlaczego dopuszczamy do tego, że najbardziej niepewna i zmieszana część naszej istoty ma definiować życie i stworzenie.

W miarę jak dojrzewasz duchowo, szybko zdasz sobie sprawę z tego, że twoje próby ochrony siebie przed problemami, wywołują mnóstwo problemów! Usiłowanie ustawiania ludzi, organizowania zdarzeń, kontrolowania rzeczy w taki sposób, aby nie przeszkadzały ci, doprowadza do tego, iż myślisz, że samo życie i wszyscy ludzie są przeciwko tobie. Życie staje się uciążliwe i, o ile jakoś egzystujesz to nie żyjesz  a na pewno nie jest to życie obfite. Gdy walczysz z życiem, staje się ono twoim wrogiem. Podobnie jak Ewa w ogrodzie Eden nabieramy przekonania, że potrzeba nam po prostu „tej jednej dodatkowej rzeczy”, aby życie było pełne i radosne. Bóg mówi: „Już dałem wam (indywidualnie) WSZYSTKO, co jest potrzebne do życia i pobożności” (2Ptr 1:3). Jednakże Duch musi nam często przypominać: „nie bój się”. „Niech się wasze serce nie trwoży”, „Nie niepokójcie się” i tak dalej, i tak dalej, polecając nam, abyśmy nie byli tym, czym zbyt często jesteśmy. Pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji, że nie będziesz walczył więcej z życiem i spotkasz się ze strachem, który wywołuje chęć walki. Kto ci powiedział, żebyś się bał? Stan Tyra 16.06.2019 Ciąg dalszy o strachu. Nie bój się zbliżającego się niedźwiedzia, lecz samego życia. 🙂
Życiowe wydarzenia pobudzają w tobie strach, nie po to, aby wskazać na wydarzenie, lecz na twoją reakcję. Życie nieustannie spycha cię na skraj przepaści, równocześnie zapraszając cię do tego, abyś rozpoznał to, co jest zakopane w głębi ciebie. Strach jest korzeniem gniewu, wściekłości, zazdrości i zachłanności. Życie stara się pomóc ci, a nie uciskać. Na przykład: jedyny sposób na to, aby nauczyć się przebaczenia jest stanąć wobec kogoś, komu musisz przebaczyć. Jednak wkurzamy się posłańców życia, którzy tak naprawdę zapraszają nas do wolności! Każdy może przebaczyć, gdy nie ma wroga na swojej drodze. Zamiast nauczyć się lekcji przyniesionej przez posłańca, wolimy usunąć go i oskarżać za uczucia, które wzbudził. Znakomitą ilustracją jest tutaj ‘cierń w ciele’. Duchowa podróż to nieustanna zmiana i przemiana. Do wzrostu i dojrzewania konieczna jest rezygnacja z jednostajności. Jednym z obszarów wymagających największych zmian jest sposób w jaki rozwiązujemy osobiste problemy. Zazwyczaj robimy to starając się kontrolować okoliczności. Prawdziwa przemiana zaczyna się z chwilą, gdy traktujemy problem, aby poznać czego uczy nas o nas samych. Naucz się tej lekcji i idź dalej. Wyobraź sobie, że masz w ramieniu kolec. Zawsze, gdy zostaje dotknięty reagujesz. Usiłujesz chronić „twój” kolec przed wszystkim, co może wywołać ból. Ten kolec kontroluje twoje życie wpływa na wszelkie decyzje, ponieważ skupiasz na nim swoją uwagę po to, aby uniknąć bólu. Oto inna możliwość: dlaczego po prostu nie usuniesz go? Jeśli nie zajmiesz się istotą, ten owoc będzie wracał i wracał. Jeśli skutecznie chronisz swój kolec przed dotknięciem, będzie ci się wydawało, że rozwiązałeś problem. Nic z tego!! Kolec tam ciągle jest i w odpowiednim czasie, przypomnisz sobie o nim, ponieważ z chwilą, gdy nie będziesz na niego zwracał uwagi, ktoś czy coś pobudzi go. Po jakimś czasie tak zaznajamiamy się i dostosowujemy do tego kolca, że zapominamy o tym, że jest to ciało obce dla nas. Zbudowaliśmy życie na ochronie tej wrażliwej strefy i teraz unikamy wszystkiego i wszystkich, cokolwiek może go dotknąć, oskarżając ich o dotknięcie. To oni są problemem, a nie ten wielki kolec wystający z mojego ramienia. Jak się możesz uwolnić? Uwalniasz się szczerze traktując źródło swego bólu.
Nie można naprawić problemu, którego nie masz. Nie wątp w swoje możliwości usunięcia kolca, jest to znacznie bardziej proste niż sam sobie wmówiłeś. Jak ostatnio powiedziałem, tylko dlatego, że problem jest skomplikowany, nie znaczy że rozwiązanie jest skomplikowane. W rzeczywistości sam problem jest zazwyczaj najbardziej nieskomplikowaną częścią całej sprawy. Już czas na to, aby przestać pozwalać temu przeszkadzającemu kolcowi, aby rządził twoim życiem i rujnował twoje życie i wszystkich dookoła.. Ból, do którego dostosowałeś się,staje się częścią Ciebie. Wstępem do wolności jest mieć tego dość.

Starsi rządzą! Lecz zgromadzenia decydują

Kevin T. Bauder

[Pierwotnie opublikowano w lutym 2014.]

Przekonanie o tym, że kościoły powinny być zarządzane przez komitety starszych, działających w systemie, który w zasadzie uniemożliwia zmiany, a nowe rzeczy tworzy podobne do tych starych, opiera się na dwóch argumentach. Po pierwsze: owce (tj. zwykli wierzący znajdujący się pod opieką pastora czy starszych) nie mają kompetencji do podejmowania decyzji na rzecz całego kościoła. Nawet przy powierzchownym czytaniu Nowego Testamentu, łatwo jest to odrzucić. Nowy Testament nie tylko regularnie podkreśla duchowe kompetencje każdego wierzącego, lecz daje również liczne przypadki zgromadzeń (kościołów) wybierających sługi czy nawet starszych, wykluczających i ponownie przyjmujących członków i decydujących o doktrynie. Co najmniej kilka fragmentów wyraźnie pokazuje, że te decyzje były podejmowana przez większość zgromadzenia.

Adwokaci zarządzania starszych czasami próbują odeprzeć ten jednolity wzór nowotestamentowego nauczania przykładowo odwołując się do tego, że Paweł, Barnaba i Tytus ordynowali starszych.Te fragmenty nie przedstawiają jednostek wymuszających starszych na niechętnych zgromadzeniach. Teksty są raczej niejednoznaczne i nie wskazują na to, aby były niespójne z apostolskim powołaniem, które następuje po wyborze dokonanym przez zgromadzenie. Innymi słowy: te teksty nie stanowią rzeczywistego argumentu ani za, ani przeciwko zarządzaniu przez starszych.

Postawieni wobec tych faktów (a są to fakty), zwolennicy rządu starszych szybko uciekają do swego drugiego argumentu, a mianowicie do tego, że starsi mają rządzić, a zgromadzenie ma być posłuszne, przy czym przez „posłuszeństwo” rozumieją to, że zgromadzenia jest zobowiązane do poddania się decyzjom podjętym przez starszych. Powstaje pytanie, czy ten wniosek rzeczywiście jest wobec dowodów właściwy. Baptyści wierzą, że nie jest.

Continue reading

Stan_28/29.05.2019

Stany Tyra
Jeśli Boża obecność nie będzie miała miejsca stale tam, gdzie my jesteśmy,
zamiast tego, co okazjonalnie próbujemy wytworzyć, to nasze próby
„wejścia” do Jego obecności będą bardziej fasadą niż rzeczywistością.
Prawdziwa obecność Ducha wynika tylko z autentyczności i dlatego jest z takim trudem przeżywana. Pozory nigdy nie poznają prawdziwej obecności.

W miarę jak ta obecność Ducha, którą wnosimy wzrasta w każdej chwili, jest
ona w stanie prowadzić do rozwoju każdej chwili. Bardzo dobrym przykładem takiej obecności jest matka trzymająca na ręku swoje dziecko, a ono wpatrzone w nią. Jest w takiej chwili spokój, nic innego nie liczy się. Nic innego nie istnieje. Jest to jedność pochłaniająca tą chwilę, której nie da się wyrazić słowami czy myślami.

Obecność namacalna

Jest to miejsce, w którym jesteśmy szczególnie blisko transcendentnej rzeczywistości, która normalnie jest poza naszą świadomością, choć zawsze otacza nas. Trzeba tylko rzucić okiem, co najmniej na chwilę. Podobnie jak w przypadku Mojżesza i gorejącego krzaku: „schodzimy z drogi” i idziemy ku temu, co przymusza nas, aby „podejść”, lecz jest to poza „normalnym” biegiem zdarzeń.
Sufici opowiadają pewną historię o młodej rybie, która przypływa do mądrej, starej ryby: „Słyszałam o morzu – mówi młoda ryba – Lecz gdzie
ono jest?” Mądra ryba odpowiada: „To morze jest w tobie, i ty jesteś w nim. Jest to wszystko, cokolwiek kiedykolwiek poznałaś, a jednak nie znasz go”. Taki jest stan ludzkości. Jesteśmy w Chrystusie i Chrystus jest w nas, a jednak nie rozpoznajemy tej rzeczywistości. Możemy w to wierzyć, lecz nie znamy jej. Brakuje nam świadomości.

Świadomość zaś jest produktem ubocznym obecności a świadomość czegokolwiek otwiera/rozwija świadomość wszystkiego. Świadomość buduje następnie przestrzeń, która umożliwia nam przebicie się przez nasz domyślny stan zaabsorbowania sobą, co jest techniką zakłócania obecności.

Duchowość jest o wiele głębiej niż osobowość i jest też bardziej stabilna niż
nastrój czy ego, jest cechą charakterystyczną naszej duszy, a jednak często jest pomijana, ignorowana bądź błędnie interpretowana – zarówno w sobie
jak i u innych.
Zwierzęta znacznie lepiej radzą sobie z rozeznawaniem obecności niż ludzie. Niewątpliwie jest tak dlatego, że są bardziej nastrojone do swojej istoty podstawowej natury. Nie są zmieszane fałszywymi sposobami bycia, ponieważ, w przeciwieństwie do ludzi, nigdy nie próbują być czymkolwiek innym niż są. Autentyczność rodzi obecność. Ludzie to jedyny gatunek, który próbuje zakładać jeden kostium za drugim, starając się stać tym czym uważają, że powinni być, bądź tym, czego chcą od nich inni. Większość z nas traci obecność innych, ponieważ tak bardzo jesteśmy zaabsorbowani obserwowaniem słuchaniem i potwierdzaniem istniejących uprzedzeń i wniosków. W skrócie: zatracamy się w naszym własnym procesie myślowym.
W słuchaniu jest wielkie niebezpieczeństwo, ponieważ to, o czym myślimy,
już wiemy. Zamiast słuchać faktów i szczegółów, sugerowałbym „uważne”
słuchanie. Takie uważne słuchanie polega na uczestniczeniu czy pochyleniu się nad tym, co cię „bierze”, zamiast tego, co możesz „wziąć”. Jeśli chcemy lepiej rozpoznawać obecność, musimy przenosić uwagę poza dane, które otrzymujemy od zmysłów na to, co możemy odczuwać intuicyjnie i subiektywnie. Nie znaczy to, że mamy zrezygnować z umysłu, co, tak przy okazji, nie jest możliwe, lecz daje nam możliwość lepszego słuchania i słyszenia tego, co nie jest wypowiadane głośno. W niektórych religiach takie słuchanie nazwane jest „trzecim uchem”, a widzenie „trzecim okiem”. Po prostu jest to widzenie poza to, co należy do naszej normalnej praktyki i zmysłów. Nauczyłem się tego, że gdy czuję się niewygodnie w pobliżu kogoś, o kim nic nie wiem, to zwracam pilną uwagę, ponieważ więcej mówi mi to o mnie, niż o kimkolwiek więcej. Jest tak dlatego, że rozeznawanie innych musi być poprzedzone autentycznym i prawdziwym rozeznaniem siebie samego. Często jesteśmy świadomi tylko kilku zewnętrznych rzeczy takich jak pożądanie czy gniew. Rzadko zdarza nam się zauważać hipokryzję i takie subtelne uczucia jak uprawnienie, uraza, osąd, zazdrość, poczucie sprawiedliwości własnej, zadowolenie z siebie, żeby wymienić tylko kilka. Jest wiele innych, które leżą znacznie głębiej pod tymi, a które nigdy nie zostały zauważone i wyciągnięte na powierzchnię.

Wydaje się, że chrześcijanie mają największy problem z rozeznawaniem
Chrystusa. Nie jest to ironiczne? Niektórzy powiedzieli, że moim darem
jest przedstawianie chrześcijanom Chrystusa. Niemniej, jest to prawda w
bardzo wielkim wymiarze. Wystarczy spojrzeć do Ewangelii, aby zobaczyć,
jak trudno było religijnym ludziom rozpoznać obecność Jezusa. Jeśli
ludzie mogli nie rozpoznać najbardziej boskiej obecności, jaka
kiedykolwiek chodziła po ziemi, może się okazać, że rozpoznanie Jego
obecności jest dla nas większym wyzwaniem, niż gotowi jesteśmy
przyznać.
Jeśli dotyczyło to Jezusa to pomyślcie jak trudno jest rozpoznać
mętną osobowość, a jest to powszechne w przypadku ludzkości. Wygląda na to, że jesteśmy wprawieni wyłącznie w rozpoznawaniu zachowania i osobowości.