Jon Fenn
Pewnego dnia miałem ochotę na pizzę i wiedząc, że Barbara, będąc Barbarą, będzie trzymała jakieś resztki w zamrażalniku, otworzyłem go i zobaczyłem to, co widzicie tutaj obok.
Jak na moje niewykształcone oko wyglądało to na zgromadzenie niepotrzebnej żywności skazanej na wygnanie na arktyczne mrozy, ułożonej bez szczególnego porządku, jak kry lodu rzucone przez niewidzialną siłę. Niemniej, znam ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że to zamieszanie opakowanych w aluminiową folię resztek byłych ciastek i popcornu było w jej oczach bardzo zorganizowanym systemem.
Powiedziała, że pizza jest w zamrażalniku, lecz stałem tam, przed otwartymi drzwiami, zupełnie bez pojęcia. „Miodziku, GDZIE w zamrażalniku jest pizza ?”
Odpowiedziała: „W puszce na pizzę”. Hm… „Puszka na pizzę? Które to?” – zapytałem, wpatrując się stale w arktyczną pustynię. Wstała bez narzekania, podeszła, złapała wysoką bożenarodzeniową puszkę, którą widzicie po lewej stronie, postawiła na ladzie i powiedziała: „Tutaj, to jest puszka na pizzę”.
Ta puszka, którą otrzymaliśmy w prezencie z popcornem lata temu, ciągle była używana do przechowywania żywności, którą chcieliśmy zachować na później. Gdy podważyłem wieko oto, uwaga, pojawiły się bardzo starannie ułożone w woreczkach plasterki pizzy, po 4 sztuki w woreczku, każdy z nich ułożony starannie jeden na drugim, wypełniając w ten sposób całą puszkę. Próbując powiązać wszystko razem, musiałem jednak zapytać: „A czemu ta bożenarodzeniowa puszka jest puszką na pizzę?”
„Oczywiście, że to jest puszka na pizzę! Pizza jest włoska, a włoska flaga jest czerwono – zielono – biała. Ta puszka jest czerwono – zielono – biała, więc to jest puszka na pizzę!” Stałem tam oniemiały, gdy nagle wszystko stało się doskonale sensowne,… teraz… lol.



