Zacząłem tłumaczyć kolejną „książkę” T. Austin-Sparks’a – jest to transkrypcja z przesłania przekazanego na konferencji w kwietniu 1962 roku.

Budowanie kościoła i zachęcanie do głębszego szukania Boga
Zacząłem tłumaczyć kolejną „książkę” T. Austin-Sparks’a – jest to transkrypcja z przesłania przekazanego na konferencji w kwietniu 1962 roku.


Bardzo niewiele jest wyraźnie zakazane przez Jezusa w sposób wyrażony przez „nie będziesz”. Jest jednak jedna rzecz, której zakazuje: „martwienia się/niepokój.
Pomyśl o tym: ze wszystkich „grzechów” naszej kultury, co do których wielu ma niemal obsesję, martwienie się nie znalazło by się na takiej liście.
Dlaczego właśnie ten zakaz.
Co najmniej z dwóch powodów:
Najważniejsze: ponieważ jest to potwarz, oszczerstwo przeciwko charakterowi Jego Ojca.
Martwienie się jest związane z naszą naturalną egzystencją, strach przed śmiercią spowodowaną jakimś brakiem, potrzebą. Bezpośrednio odnosi się to do pieniędzy, które są „innym bogiem”, o którym Jezus powiedział, że „albo służycie Jemu, albo temu drugiemu, nigdy obu równocześnie”.
Jest to jak fala uderzeniowa dla mojej duszy. O ile nie ma w tym potępienia, nie brak jest powodów, aby chodzić pokornie w pokucie przed Bogiem i w człowieczeństwie, jeśli tylko zdobylibyśmy się wobec siebie na szczerość
Niewiele jest rzeczy, które tak skutecznie objawiają nam samym nasze jak przedłużające się okresy finansowej presji (czy fizycznej niesprawności, złego traktowania przez innych).
Nie wierzę, że to Bóg „zsyła” nam te rzeczy czy też „wkłada je na nas”, bądź „używa jako narzędzi do uczenia nas”, jak to się mówi. Dla mnie tego rodzaju myślenie również jest obrazą charakteru Boga.
Niemniej, żyjemy w upadłym świecie, gdzie będziemy przeżywać różne trudności. Jego odkupienie jest na tyle obszerne i głębokie, aby spleść „wszystko ku naszemu dobru”. Absurdalnie łatwo się to mówi. Dowodem w sprawie staje się sytuacja, w której teoria staje się rzeczywistością w życiu i sercu jednostki.
Jestem głęboko przekonany o swoim własnym tchórzostwie i marudzeniu. Łatwiej mi się wtedy modlić. Pomaga mi to nieco być bardziej cierpliwym i dobrym dla innych, tak abym mógł zebrać to samo dla siebie. Mogę stwierdzić, że wielokrotnie, tak rzeczywiście było w praktyczny i namacalny sposób. Zbierałem miłosierdzie tam, gdzie „sprawiedliwość” mówi, że nie powinno być żadnego miłosierdzia, ponieważ próbowałem, czasami jakkolwiek marnie, siać miłosierdzie.

L.Grady
W naszym kraju gniew osiągnął punk wrzenia, a jest to oczywiste nawet dla linii lotniczych. Obecnie od personelu wymaga się wyjątkowego szkolenia w technice radzenia sobie z niezdyscyplinowaniem pasażerów. Ostatnio w artykule magazynu Forbes zauważono, że między styczniem a majem 2021 roku w czasie lotów miało miejsce 2500 gwałtownych incydentów – w tym jedna utarczka, w której pracownik linii lotniczych, Southwest Arilines, stracił dwa zęby.
Tymczasem gniew jest jeszcze gorszy na ziemi. Ilość morderstw w Stanach Zjednoczonych wzrosła w 2020 rok o 25%, w czasie szczytu pandemii, a te alarmujące trendy trwają nadal w 2021 roku w takich miastach jak: New York, Los Angeles, Chicago i Filadelfia.
Dlaczego ludzie dochodzą do takich skrajności? Niektórzy eksperci oskarżają o to „zmęczenie pandemią”, a inni zauważają, że żyjemy w politycznie spolaryzowanym społeczeństwie, gdzie ludzie postrzegają łupienie, podpalanie i strzelaniny jako akceptowalne środki wyrażania swego gniewu.
Stało się również popularne przeplatanie konwersacji i postów w mediach socjalnych wulgaryzmami. Rozwinęliśmy zręczność obrzucania siebie nawzajem słownymi bombami, czy to w rozmowach radiowych, politycznych audycjach telewizyjnych, na Twitterze, Instagramie, komentarzach online czy ulicznych protestach.
Nie obchodzi nas to już w jaki sposób nasze słowa ranią ludzi, staliśmy się nienawistni. Nasza miłość zamieniła się w lód.
Naiwnością jest jeśli nie zauważamy wpływu tej zimnej nienawiści na chrześcijan. Sam zauważyłem, że współcześnie wierzący łatwiej się obrażają, gdy w kościele coś idzie nie tak. Nic dziwnego, że ogromny procent chrześcijan należy do po-covidowych odludków.
Continue readingJohn Fenn. Tłum.: Tomasz S.
A wszystko to miało już miejsce w I wieku n.e. …
W czasach Pawła…
Jeśli byłeś Grekiem lub Rzymianinem i uwierzyłeś w Pana, stawałeś się bałwochwalcą. Twoje życie przed Chrystusem polegało na tym, że aby zapewnić sobie błogosławieństwo, składałeś regularnie ofiary swoim bożkom. Jeśli było święto pogańskie, składałeś ofiarę. Jeśli chciałeś dopiąć umowę biznesową, składałeś ofiarę. Jeśli posiałeś ziarno i potem miałeś plon, składałeś ofiarę. Jeśli urodziło się dziecko, jeśli ktoś się ożenił, jeśli ktoś umarł, składałeś ofiarę za każde wydarzenie w twoim życiu.
Ofiary w kulturach greckich i rzymskich składano w postaci zwierząt, zboża, owoców lub wina, tak jak to miało miejsce w judaizmie. W przeciwieństwie jednak do niego, po złożeniu ofiary bogu lub bogini, wyznawca często uprawiał seks ze świątynną prostytutką (męską lub żeńską) – seks miał nakłonić bóstwo, aby się przyłączyło i udzieliło swojego błogosławieństwa.
Wielu ludzi wywodzących się z takiej kultury w końcu uwierzyło w Pana. Federalny rząd (rzymski), władze lokalne (miasta) i lokalne przedsiębiorstwa wywierały duży nacisk kulturowy, aby opisany powyżej wzorzec funkcjonował. Jak więc chrześcijanin mógł uczciwie prosperować w takiej kulturze?
Kiedy stałeś się chrześcijaninem, wychodziłeś poza lokalną kulturę, stawałeś się outsiderem, byłeś poza nawiasem, co spotykało się z całkowitym nie zrozumieniem ze strony niewierzących. Wiemy, że Rzymianie byli zdezorientowani odnośnie chrześcijan, ponieważ pisali, że chrześcijanie są ateistami, ponieważ nie mieli żadnych bożków ani ołtarzy w swoich domach, co było normą w przeciętnym rzymskim domu. Sądzili nawet, że chrześcijanie muszą mieć hopla na punkcie seksu, ponieważ mówili o tym, że regularnie spotykają się na „ucztach miłości”. Musieli być kanibalami, ponieważ mówili, że jedzą ciało i piją krew tego człowieka – Jezusa.
Chrześcijanie wydawali się im być dziwni, nielojalni wobec rządu, bo nie zgadzali się z kulturą narodową, niebezpieczni, oskarżani o wszystko, jeśli w rzymskim społeczeństwie coś poszło nie tak.
John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
W związku z publicznym ujawnieniem akt rządu USA dotyczących UFO, pytano mnie o to bardzo często w ciągu ostatnich paru miesięcy.
Zacznijmy od początku. Zjawisko to jest albo od Boga, albo nie. Zwróćmy uwagę na 1 Jan. 4: 1-3:
„Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat”.
„Po tym poznawajcie Ducha Bożego: Wszelki duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, z Boga jest. Wszelki zaś duch, który nie wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym słyszeliście, że ma przyjść, i teraz już jest na świecie”.
Każdy duch, każda manifestacja, każde doświadczenie od Boga uzna, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele i jest Bogiem.
Jezus powiedział również, że Duch Święty wprowadzi nas we wszelką prawdę. Jeśli jakiś fenomen pochodzi od Boga to przyzna, że Jezus jest Panem, ale też poprowadzi osobę głębiej w jej chodzeniu z Bogiem, głębiej w prawdę o Bożych rzeczach.
Trzepiąc się jak ryba…
Wiele lat temu, w czasach „Przebudzenia w Brownsville”, jak to się wtedy nazywało, w Pensacola na Florydzie, 8 osób z Argentyny przyszło do mojego biura z pytaniami o amerykańską wiarę. Byli wcześniej w Pensacola, a także w Toronto, i widzieli chrześcijan, którzy mieli spazmy, trzęśli się a nawet upadali w konwulsjach, a wszyscy dookoła mówili, że to Duch Boży ich dotknął.
Powiedzieli mi, że w Argentynie, kiedy coś takiego widzieli, wyrzucali demona z osoby i doprowadzali ją do porządku. Powiedziałem, że ja postępuję podobnie, lecz amerykańscy chrześcijanie byli ignorantami, którzy chociaż widzą w ewangeliach, w jaki sposób demony powodowały, że ludzie spotykając Jezusa upadali lub wpadali w konwulsje, a On wyrzucał demony, to wielu nazywało to Duchem Świętym.
Doszliśmy do wniosku, że wszystko jest albo z Boga, albo od diabła lub też z ciała człowieka. To również tyczy się UFO.

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Położyłem fundament, że w Chrystusie nie ma ani mężczyzny ani kobiety, nie ma Żyda ani Greka, niewolnika ani wolnego, i że wszyscy jesteśmy jedno w Chrystusie Jezusie. Teraz zobaczmy, jak Paweł starał się wprowadzać tę równość i wolność w kulturach, które miały własne zwyczaje, które nie uznawały Chrystusa.
Kwestia nakryć głowy
W 1 Kor. 11: 1-16 Paweł porusza kwestię, że niektóre z żon zdejmowały nakrycia głowy, gdy przychodziły na spotkanie kościoła. W drugiej połowie rozdziału 11 zajmuje się bogatymi ludźmi, którzy nie chcieli spotykać się i jeść z ludźmi z niższej klasy społecznej. Wcześniej, w rozdziale 5 odnosi się do mężczyzny, który utrzymywał stosunki seksualne ze swoją macochą i żadna z osób go znających, nie skonfrontowała go z tym. W rozdziale 6 widzimy dwóch mężczyzn, którzy pozwali się wzajemnie w sądzie cywilnym, a Paweł powiedział im, aby lepiej zrobić to w kościele. Rozdziały 8 i 10 dotyczyły tych, którzy czuli się wolni w Chrystusie i jedli mięso składane wcześniej bożkom w ofierze, podczas gdy inni uważali, że to grzech. W rozdziale 9 musiał przypomnieć im, chociaż spędził z nimi tak dużo czasu i zawdzięczali mu swoje życie duchowe, że nikt z nich nie pomyślał o wsparciu jego służby.
W rozdziale 12 zajmował się darami Ducha na spotkaniu, rozdział 13 dotyczy ich wzajemnej miłości, którą powinni kierować się we wszystkim. Rozdział 14 dotyczy porządku na spotkaniach, a także osobistego „języka modlitwy”. Każda z tych kwestii dotyczyła ludzi, którzy byli wolni w Chrystusie, a którzy nie odczuwali żadnej odpowiedzialności za swoje czyny. Miało to związek z tym, co dzisiaj nazwalibyśmy hiper-łaską. Mieli taką wolność w Chrystusie, że czuli, iż nie odpowiadają przed nikim, poza nimi samymi.
Powodem tego była po części lokalna kultura. Mottem miasta Korynt było „wolność i poznanie”. Zasadniczo, jeśli ci to pasuje, to OK. Nie dziwi więc, że Paweł w swoim pierwszym liście do nich musiał odnieść się do dziesięciu różnych kwestii dotyczących ich „wolności”.
Doświadczywszy równości w Chrystusie, widzieli tylko wolność bez żadnych ograniczeń. Paweł jednak nauczał, że łaska zawsze ma swoje granice i wymagania. Bóg tak umiłował świat, że dał swego jedynego Syna – to jest łaska. To, że wszyscy, którzy wierzą w Niego, będą mieli życie wieczne – to warunek, ograniczenie, sposób skorzystania z tej łaski. Łaska zawsze ma swą strukturę, odpowiedzialność i cel jej udzielenia.
Continue reading07/01/2021 Raymond Ibrahim
W całej subsaharyjskiej Afryce – w Nigerii, Mozambiku, Republice Centralnej Afryki, Mali, Demokratycznej Republice Kongo – muzułmanie terroryzują i wyrzynają chrześcijan, i jest tak już od wielu lat.
Nie ma też na horyzoncie żadnej nadziei, ponieważ problemy, którymi nie można się zająć właściwie i obiektywnie są skazane na wieczne trwanie. Jeśli chodzi o to, czym zachodni „mainstream” jest zainteresowany to uważają, że te wszystkie prześladowania i cały terroryzm są skutkiem ubocznym ekonomicznych krzywd, bądź, jak to napisano w sprawozdaniu z 16 kwietnia 2021 roku, zatytułowanym: „Jak ubóstwo i korupcja napędzają terroryzm w całej Afryce”.
24 marca grupa dżihadystów uderzyła na miasto Palma w Mozambiku, zabijając dziesiątki i paląc do cna rządowe budynki. ISIS wzięło odpowiedzialność za ten atak, choć poddaje się w wątpliwość , kto stoi za tym oblężeniem.
Wspomniane sprawozdanie sugeruje, że takie ataki, których „coraz więcej na afrykańskim kontynencie” są „konsekwencją ubóstwa, lokalnych nowych i starych uraz oraz afrykańskie „przekleństwo” zasobów, które paradoksalnie zubaża życie ludzi na ziemi, która jest bogata w naturalne bogactwa”.
Taka jest główna argumentacja mainstreamowych mediów, której trzymają się mocno bez względu na góry sprzecznych z tym dowodów.
Weźmy pod uwagę mało znane ludobójstwo chrześcijan, które długo trwa w Nigerii. „Nie mniej niż 32.000 chrześcijan zastało zaszlachtowanych na śmierć przez krajowych dżihadystów” w latach 2009 i w pierwszym kwartale 2020. Jak pokazuje ostatnie sprawozdanie, między styczniem a kwietniem tylko tego roku 1.470 chrześcijan zostało wyciętych na śmierć. Średnio jest to około 368 chrześcijan zabijanych każdego miesiąca. Od 2016 roku 13.000 budynków kościelnych zostało zniszczonych przez muzułmanów wrzeszczących „Allah akbar”.