Category Archives: Źródło

Źródła artykułów

Codzienne rozważania_17.01

Chip Brogden

Jezus wywiódł ich aż do Betanii, a podniósłszy ręce swoje, błogosławił ich. I stało się, gdy ich błogosławił, że rozstał się z nimi. A oni wrócili do Jerozolimy z wielką radością” (Łk. 24:50-52).

Betania ma swój niebiański powab. Jest tam duch wstąpienia, który unosi nas do niebios. Wierzę, że gdy przygotowujemy miejsce dla Pana, ten duch wstąpienia przebije się do nas w spontaniczny sposób. Jedną rzeczą jest próbować działać w niebiański sposób, a całkowicie inną rzeczą jest wejść w taka społeczność i komunię z Niebieskim Człowiekiem, abyśmy po prostu zaczęli tryskać Jego niebiańskością, tak jak kapłan w Miejscu Najświętszym wydzielał słodką wonność.

Królestwo Niebios jest tam, gdzie Chrystus jest ponad wszystkim i wypełnia wszystko; i jeśli tak jest w przypadku indywidualnym, czy zbiorowym, to wtedy można o nas powiedzieć, że przybyło Królestwo Boże.

продвижение

Dlaczego współczesna kultura młodzieżowa oszalała?

 

Kupelian David

Oryginał:
http://www.worldnetdaily.com/news/article.asp?ARTICLE_ID=36599

16 stycznia 2004

Uwaga wydawcy:jest to druga i ostatnia część raportu na temat współczesnej kultury młodzieżowej napisana przez wice-prezesa WND David’a Kupelian. W części pierwszej ujawniony zostały cyniczny i bezduszny marketing psucia młodzieży na kształt „pokolenia MTV” przez Viacom, Diseny, AOL/Time Warner i inne potężne firmy. Część druga zabiera czytelnika na wycieczkę po psychologicznym a nawet duchowym spustoszeniu jakie jest wywierane na dzisiejszej młodzieży oraz wskazuje sposoby wyjścia z tego. Część tego materiału jest szokująca i może nie być właściwa do czytania dla dzieci, zalecane jest więc rodzicielskie rozeznanie.

– – – – – – – – – – – – – – – – – –

Czy pamiętacie klasyczne biblijne filmy z lat 50-tych, pokazujące Sodomę i Gomorę? Pijani mężczyźni z licznymi kolczykami w ciele, w jasno czerwonych ciuchach, z rozwiązłymi kobietami pod pachami, swawolących w orgiastycznych zabawach z irytującą muzyką podobną do brzęczenia moskitów? Może z jakąś kością wbitą przez nos? Hollywood zatroszczył się o opis tych zgubionych dusz w najbardziej rozpustny i beznadziejny sposób – aby usprawiedliwić nadchodzące zniszczenie ogniem i siarką jako karę za ich ogromną grzeszność. I wiecie co? Te Hoolywoodzkie obrazy nawet wstępnie nie uchwyciły szokującej rzeczywistości tego, co obecnie dzieje się w amerykańskiej kulturze – chodzi mi o to, że nawet nie zbliżyły się do tego.

Przede wszystkim, chodzi o seks. Po prostu wydaje się, że nie ma już więcej żadnych granic czy tabu w tej dziedzinie. Wszystko jest dostępne – od heteroseksualizmu do: homoseksualizmu, bitrans-, poli- i cokolwiek-jeszcze-zechcesz seksualnych przeżyć. Seks stał się wszechobecnym, tanim i nie mającym znaczenia wyścigiem do zawsze silniejszego dreszczyku. Jak żartuje dr Laura Schlessinger chłopaki już nie muszą okłamywać dziewcząt, udając, że je lubią, nie muszą zabierać je na obiad, aby zaangażować się seksualnie – wystarczy, że się pojawią.

Co więcej, wraz z ewolucją internetowej pornografii, każdy rodzaj erotycznych doświadczeń literalnie został wepchnięty, wbrew ich woli, przed nosy milionów amerykanów, którzy codziennie odkrywają, że ich skrzynki poczty elektronicznej przepełnione są hard-korowymi obrazkami erotycznymi. Stąd ostanie alarmujące wołanie dobrze znanego ewangelisty Chuck’a Swindoll, który rozpacza nad tym, że jeden na dwóch członków kościoła w Ameryce jest związany internetową pornografią.

A co z nakłuwaniem ciała? Czy nastąpił jakiś postęp od tradycyjnych kolczyków w uszach kobiet do kolczyków w uszach mężczyzn (żarliwie ujawniających swoją „kobiecą stronę”, co w latach 60-tych sprzedała im kulturalna rewolucja), do licznych kolczyków zarówno mężczyzn jak i kobiet w dosłownie każdej części ciała – na języku, nosie, brwiach, policzkach, wargach, pępku, piersiach, genitaliach – rzeczy, o których wolałbyś tak na prawdę nie wiedzieć.

Taki sam postęp ku skrajności nastąpił w dziedzinie tatuaży. Ale po co zatrzymywać się przy „konwencjonalnym” piercingu i tatuażu? Rytualne nacinanie i implanty 3D-art są znakomite. Tak więc są paciorki na genitalia, naciąganie i wycinanie, implanty transdermalne, implanty na mosznie, sztuka na zębach i rzeźba twarzowa.

A co z nacięciami? Piętnowanie? Amputacjami? Tak, naprawdę – amputacjami. Niektórzy ludzi odkryli, że takie działania jest rzeczywiście „odpalające”. Nie ma żadnych granic – niższych ograniczeń. Cokolwiek jesteś w stanie sobie wyobrazić, nawet na ułamek sekundy w najmroczniejszej pogoni twego umysłu, wiedz, że ktoś już to rzeczywiście robi, chwali to, pociąga ku temu innych przez internet.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że wszelkie zachowania, wszelkie wierzenia – bez względu na to w jak oczywisty sposób oszalałe – są racjonalizowane tak, aby brzmiały sensownie, a nawet duchowo. Sam satanizm, a szczególnie różne jego odmiany, czci Lucyfera (dosłownie „Anioła Światłości”) można tak obrobić, aby brzmiało to jak oświecenie – oczywiście, wyłącznie w przewrotny sposób. Lecz jeśli jesteś wystarczająco zamieszany, buntowniczy i pełen gniewu – jeśli zostałeś tak ustawiony przez okrucieństwo czy hipokryzję (lub oba naraz), aby sprzeciwiać się wszystkiemu co „dobre” – wtedy to co zabronione, staje się tajemniczo atrakcyjne.

Przyjrzymy się jednemu z tych dziwacznych zachowań. Co z . . . wieszaniem się za swoją skórę na hakach? Jest to nazywane „zawieszaniem”. W każdym innym kontekście było by to traktowane literalnie jako makabryczna tortura, lecz dla wielu ludzi, którzy często robią „zawieszana imprezy” (suspension parties), to jest duchowe przeżycie. Zastanów się uważnie nad tym, co strona „Body Modification Ezine” (www.bmezine.com) – premierowa strona o modyfikacji ciała – mówi na temat „zwieszania”

 

Jakie zawieszanie?

Akt zawieszenia to powieszenie ludzkiego ciała na hakach (lub częściowo na nich) wbitych w skórę w różnych miejscach na ciele. Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć robić takie zawieszanie? Jest wiele różnych powodów, od czystego pędu za adrenaliną czy endorfiną, po łamanie swego strachu, do prób osiągnięcia nowego poziomu duchowej świadomości i wszystko innego pośrodku. Generalnie, ludzie zawieszają się, aby zdobyć pewnego rodzaju „doświadczenie”. Niektórzy szukają możliwości odkrycia głębszego poczucia siebie i rzucenia wyzwania zdeterminowanemu wcześniej systemowi wierzeń, które mogą nie być prawdziwe. Niektórzy szukają rytualnego przejścia czy duchowego zdarzenia, aby uwolnić się od strachu przed chorobą, czy utratą zdrowia. Inni chcą zyskać pełną kontrolę nad swoim ciałem, czy udowodnić sobie samym, że są czymś więcej niż tylko ciałem, albo że nie są swoimi ciałami wcale. Inni po prostu starają się badać nieznane.

Wielu ludzi wierzy, że wiedza o tym, jak żyje się wewnątrz swego ciała i jak ciało adaptuje się do stresu – przechodzi przez niego – pozwala poddać się życiu i zbadać nowe obszary możliwości.

Na Boga – „kontrola nad swoim ciałem”, „odkrycie głębszego sensu siebie”, „pokonanie swego strachu”, „próba zdobycia nowego poziomu duchowej świadomości”. Co może być w tym złego?

No, a co powiecie nad rozcinaniem języka – dosłownie doprowadzenie się do wyglądu ludzkiej jaszczurki – jak może to być pozytywnym, duchowym doświadczeniem?
„Język – wyjaśnia strona BME – jest jednym z najbardziej unerwionych struktur w twoim ciele. Mamy niewiarygodnie precyzyjną kontrolą nad nim i odbieramy całe mnóstwo sygnałów przez niego. Jeśli w sposób radykalny zmienisz jego strukturę i uwolnisz siebie od fizycznych ograniczeń, jakie nakłada na ciebie biologia, to u niektórych ludzi wywołuje to ogromne uwolnienie ku duchowej rzeczywistości”.

Oto jeszcze jedno doświadczenie i założę się, że nie zdawałeś sobie sprawy jak bardzo budujące – łapanie AIDS.

No, nie słyszałeś jeszcze o „bug-chasing” (polowanie na robala)? Rolling Stone zrobili ogromny wyłom ukazując w lutym ten nowy podziemny ruch. Po prostu „bug-chasing” to ludzie, dla których zarażenie się wirusem AIDS jest skrajnym erotycznym doświadczeniem. Dobrze usłyszałeś: głównym celem ich życia jest aktywne poszukiwanie seksualnych przygód, które spowodują ich zarażenie HIV.

Reporter Gregory A. Freeman wyjaśnia ten fenomen, skupiając się na bug-chaser” (łowcy robala) o imieniu Carlos:

„Carlos jest częścią zawiłego podziemnego świata, który wykiełkował i jest wiedziony niemal całkowicie przez internet, gdzie mężczyzna, który chce być zarażony HIV zbiera się z tymi, którzy będą chcieli go zarazić. Mężczyźni, którzy chcą wirusa nazywani są „bug chasers”, a ci, którzy chcą za darmo przekazać im wirusa nazywani są „gift givers” (dawcami daru). Podczas, gdy cała reszta świata walczy z epidemią AIDS i większość ludzi boi się zarażenia HIV, ta subkultura celebruje owego wirusa i erotyzuje go.

Zarażona HIV sperma jest traktowana jak płynne złoto. Carlos ścigał robala przez ponad rok w świecie imprezowni, gdzie wszelkie konwencje dotyczące HIV są wywrócone do góry nogami. Wirus nie jest straszliwy i przerażający, lecz piękny i seksowny – przekazywany w taki sposób, który daje największe prawdopodobieństwo zarażenia. W tym świecie mężczyzna z HIV jest najbardziej pożądany, a „łowca robala” zrobi wszystko, aby dostać wirusa – aby „oberwać”, być „hodowcą” czy zostać „wprowadzonym do braterstwa”.

 

Co rzeczywiście motywuje Carlosa i jego kolegów ścigających robala?

„Dla Carlosa ściganie robala to przede wszystkim podniecenie czymś, co wszyscy uważają za zwariowane i złe. Utrzymywanie tej części swego życia w tajemnicy jest częścią „włączania się” Carlosa (to nie jest jego prawdziwe imię). Ten zakazany aspekt zarażenia HIV jest ogromnie ekscytujący dla niego, tak bardzo, że teraz szuka erotycznych przygód wyłącznie z mężczyznami zarażonymi HIV. 'To coś, czego nikt oprócz mnie nie wie. – mówi Carlos. – To moje, to mój mały, brudny sekret'”. Dobrowolne zarażanie siebie – wyjaśnia Freeman – jest „skrajnym taboo, najbardziej skrajnym seksualnym aktem na tej planecie i ma silny erotyczny urok, dla tych mężczyzn, którzy spróbowali już wszystkiego innego”.

Nie ma wątpliwości: To, co zakazane jest bardzo atrakcyjne. Jak przyznała gwiazda popu Britney Spears w ostatnim wywiadzie: „Kiedy ktoś mówi mi, żebym czegoś nie robiła, to właśnie to robię, to jest właśnie moja buntownicza natura”. Podobnie jest z Carolsem, dreszcz emocji wywoływany posiadaniem „małego brudnego sekretu” to bardzo powszechnie udzielane przez ludzi wyjaśnienie, dlaczego mają nakłute niektóre części ciała. Dlaczego tak wielu jest pociąganych do tego, co zakazane? Dlaczego jest to tak ekscytujące?

 

Zakochani w śmierci

Zdumiewa nas na Zachodzie, nastawiona na śmierć muzułmańska kultura dżihadu, która w pewnych dziedzinach, szczególnie wśród Palestyńczyków, stała się kulturą dominującą, kulturą śmierci. Wstrząsamy smutno głową, gdy zastanawiamy się nad dziećmi dorastającymi w pragnieniu, ponad wszystko inne szahad’y – dosłownie męczeństwa – co oznacza dla niech wysadzenie się w powietrze i zabicie tak wielu Żydów jak tylko możliwe, sądzących, że idą do nieba.

Ci młodzi ludzie, porwani przez napędzaną nienawiścią islamską kampanię marketingową globalnego dżihadu, potrafią spojrzeć ci prosto w oczy i wyrazić z głęboką pasją swoje przekonanie, że popełnienie masowego morderstwa otwiera mistyczne drzwi o wiecznego życia. W podobny sposób ścigający robala mężczyźni, szukający AIDS, ludzie wieszający się pod sufitem z haki wbite w mięso, ci którzy literalnie rozcinają sobie języki na dwoje – a nawet na znacznie bardziej subtelnym poziomie, „zwykli” ludzie ogarnięci obsesją założenia następnego kolczyka czy nałożenia nowego tatuażu – również czują to, że poruszają się, nie w kierunku śmierci, lecz w kierunku życia, większej duchowości i bardziej unikalnego i autentycznego zrozumienia siebie. W jakiś sposób rytualny ból i okaleczenie, a w skrajnych przypadkach śmierć, usuwa z ich świadomości wewnętrzny konflikt i zastępuje go iluzją wolności i indywidualizmu.

Oto w jaki sposób psychoterapeuta Steven Levenkron, autor bestsellerowych książek i jeden z krajowych najbardziej znanych ekspertów w dziedzinie anoreksji i innych chorób związanych z emocjami człowieka, wyjaśnia w swej książce: „Nacinanie: Zrozumienie i pokonania samookaleczenia”: „Ktoś, kto się sam okalecza to osoba, które odkryła, że fizyczny ból jest lekarstwem na ból emocjonalny”.

Po latach prowadzenia poradnictwa wśród pacjentów, głównie młodych kobiet, które celowo nacinały swoje ciała scyzorykami, nożami, aby uzyskać uwolnienie od emocjonalnego konfliktu, Leverkron dochodzi do wniosku:

„Ludzie dokonujący samookaleczenia mają wiele licznych powodów do takiego postępowania i są dręczeni przez duże spektrum różnych uczuć. Niemniej, systematycznie spotykałem dwie cechy charakterystyczne wśród nich:

1. Uczucie umysłowej dezintegracji, niezdolność do myślenia. 2. Gniew, który nie może zostać wyrażony czy nawet świadomie postrzegany, wobec jakiejś ważnej postaci (czy wielu), zazwyczaj rodzica. Przeżywanie jednego lub obu powyższych uczuć jest nie do zniesienia i musi zostać, jak przekazują, „rozładowane” w jakiś natychmiastowy sposób. Fizyczny ból i widok własnej krwi staje się rozwiązaniem, ze względu na silniejszą naturę tych uczuć. Zazwyczaj pierwszy incydent zaczyna się przy silnych uczuciach złości, gniewu czy paniki. Jeśli uczucie nie jest zbyt intensywne to rzucanie przedmiotami, łamanie ich czy uderzenie czegoś może taką osobę uspokoić. To wtedy, gdy człowiek zostaje tak przytłoczony, że żaden z tych „środków” nie pomaga, możemy zaobserwować jak wbijają pięść w ścianę, czy przez okno, tłuką głową o ścianę czy ostatecznie używają jakiejś broni przeciwko sobie.

Ktoś, kto natknie się na samookaleczenie w taki sposób i odkrywa, że przynosi to ulgę w którymś z powyższych rodzajów bólu, będzie kierował się w tą stronę w przyszłości. Ludzie, którzy potrzebują tego rodzaju rozwiązań to osoby nie potrafiące usunąć żalu wobec innych, bojące się dyskutować, artykułować swojego gniewu. Dokonujący samookaleczenia wstydzi się swojego psychicznego bólu, który przeżywa i nie ma odpowiedniego języka, aby opisać to innym. Bez względu na to w jaki sposób do tego dochodzi, okaleczający się człowiek odkrywa, że fizyczny ból może leczyć ból emocjonalny. Gdy ktoś atakuje swoje ciało przy pomocy narzędzia raniącego je, lub często jeszcze gorzej, znaczy to, że nie potrafi stosować żadnych innych środków radzenia sobie ze swoim psychicznym cierpieniem i chaosem, który zrodził się z niemożliwych do opanowania uczuć”.

Pomimo, że Levernkron opisuje psychiatryczny syndrom gnębiący młode dziewczyny, które nacinają sobie ciało w rytualnych obrzędach, aby uwolnić wewnętrzny ból, bardzo wiele z tej dynamiki funkcjonuje w pewnym stopniu u ludzi, znajdujących pocieszenie i tożsamość w bólu i zniechęceniu. Oto jak, na przykład, młoda kobieta wyjaśnia na stronie BME nakłucie swego języka:

Uwielbiam piercing i chce go sobie robić, lecz chłopak, którym się interesuję nie pochwala tego. Byłam więc niechętna przez pewien czas, nie chcąc zaczynać związku i mieć piercing w takim miejscu, że wpływało by to na nasze fizyczną aktywność. W końcu okazało się, że gnojek przespał się z moją najlepszą przyjaciółką i wiedziałam, że nowy piercing musi się pojawić. Niesamowite, lecz nowy piercing pomógł mi skupić się na psychicznym bólu, po czym rozładować go przez fizyczny ból, a jeszcze do tego pozostał ładnie wyglądający kawałek biżuterii!.

Innymi słowy, jej gniew został stłumiony, co najmniej chwilowo, przez piercing na jej ciele.

Piercing (przekłuwanie) zasłony

Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.

Ef. 6:12

Wcześniej, w niniejszym badaniu kultury młodzieżowej „przekłuliśmy” korporacyjną zasłonę, odkrywając haniebną marketingową rzeczywistość, stojącą za współczesną kulturą młodzieży. Przejdźmy dalej tą drogą i przekłujmy duchową zasłonę.

Historia pełna jest czasów i miejsc, gdy coś – nazwij to duchem, jeśli chcesz – przewiewa jakąś szczególną grupę społeczną. To coś jest przyciągane, jakby do próżni, do grup, które zgubiły swoją drogę i przylgnęły do głosu zwodniczych liderów i filozofii. W XX wieku wrogi duch przelał się przez Niemcy, w imię postępu prowadząc do niewysłowionych zbrodni popełnionych przeciwko milionom Żydów i innych „niepożądanych”. W późnych latach ’70-tych demoniczny duch marksistowskiego „oczyszczania” przelał się przez Kambodżę jak wściekły błędny ogień, powodując brutalną śmierć być może nawet 2 milionów ludzi. A dziś, widzimy jak na świecie maniakalnie rozlewa się samobójczy kult, który przyciąga dosłownie miliony muzułman.

Lecz to zjawisko jest oczywiste nie tylko w ludobójczym szale. Kontr kulturalna „rewolucja” lat 60-tych była dla wielu duchowym zjawiskiem z głębokimi reperkusjami dla współczesnego świata. Podobnie ruch New Age, zaabsorbowanie „channelingiem” i UFO, oraz inne podobne ruchy mają osobliwie duchowy, religijny wymiar, który nie może być ignorowany.

Zaprawdę, masowy konformizm, prowadzący nawet do dziwacznych wierzeń może być wyjaśniony w jakiś sposób przez czystą presje wywieraną przez rówieśników, lecz jest w tym coś więcej. To jest coś więcej niż pokrewieństwo z masową hipnozą, gdy ogromne ilości ludzi w podobny sposób adoptują takie same dziwaczne postawy, wierzenia i praktyki. W takich przypadkach duchowe „opanowanie” połeczności, ludzi przygotowanych do takiej idącej ku dołowi transformacji przez ich grzech i bunt przeciwko Bogu, jest oczywiste wszędzie w historii.

A teraz spójrzmy, to już tylko moja wyobraźnia, czy jest coś we współczesnej celebracji piercingu, tatuażu ciała i wolności seksualnej, które przesiąkają naszą kulturę, co literalnie wywołuje ducha Sodomy i Gomory? Wygląda na to, że buntowniczy duch rozpusty, pogańskich cywilizacji z przeszłości został wylany (śmiem powiedzieć „skanalizowany”? – 'channeled’) przez współczesną kulturę pop.

„No, bez przesady – możesz mówić – nie zgadzając się. Po prostu adorują ludzkie ciało, aby było jeszcze piękniejsze i unikalne. Niech się bawią. Komu oni szkodzą?” Takie słodkie wymówki z łatwością obfitują wśród nas, jak też z pewnością było w Sodomie i Gomorze czy innych zboczonych społecznościach.

Faktem jest, że to co w dzisiejszym świecie wynurzyło się „z otchłani” przypomina wiecznie młodego ducha wyzywającego pogaństwa, ducha zamieszkującego teraz w milionach ludzi „karmionego” traumą (narkotyki, zakazany seks, kaleczenie ciała, itd.) pochodzącą z bólu ich własnej świadomości – co oznacza, uwolnionych od Boga i boskich praw wypisanych głęboko w sercu każdego. Dlaczego? Z tego samego powodu, co zawsze: aby mogli stać się bogami dla samych siebie i tworzyć swoje własne reguły.

Oczywiście, w bardzo realnym sensie są również ofiarami – zostali w to wszystko wplątani. Ponieważ to nie tylko współczesna popkultura – ze swym zdumiewającym zamieszaniem płci ku perwersji i potężnymi muzycznymi środkami wyrazu – stała się w sposób bezprecedensowe w historii toksyczna, ale też większość rodziców nie ochroniła swoich dzieci przed tym.

W poprzednich erach, jeśli rodzicie byli niedoskonali czy nawet zepsuci, ich dzieci ciągle miały rozsądną szansę na „zdrowe dorastanie”, ponieważ pozostała część społeczności w mniejszym lub większym stopniu odzwierciedlała judo-chrześcijańskie wartości. Młodzież mogła przywiązać się do nauczyciela, sługi, mentora czy organizacji, które prowadziły w tym samym zdrowym kierunku i dawały stabilizację. Lecz dziś, z powodu niemal wszechobecnego zepsucia „na zewnątrz”, jeśli rodzice nie prowadzili i nie chronili właściwie swoich dzieci, to one zostały pochłonięte przez molestującego dzieci potwora, którego my zwiemy kulturą.

O co mi chodzi? Po prostu o to: całe twoje życie, które jest prowadzone z dala od prawdziwej prawości – nie doskonałości, rozumiesz, lecz szczerego, cierpliwego starania się o to, aby zawsze robić to co prawe – doprowadzi twoje dzieci do tego szaleństwa. Oto w jaki sposób się to szaleństwo objawia: dzieci zasługują i rozpaczliwie potrzebują stanowczości, cierpliwości, uczciwości, granic, dobroci, wglądu; dobrego i nieobłudnego przykładu. Innymi słowy, potrzebują prawdziwej rodzicielskiej miłości i prowadzenia. Jeśli tego nie otrzymają, czują się urażeni. Nawet jeśli tego nie widzisz, nawet jeśli one tego nie widzą i odrzucają, to będą gniewać się na ciebie o to, że nie otrzymały prawdziwej miłości.

A ta uraza – która staje się stłumionym gniewem – jest destrukcyjnym, nieprzewidywalnym, radioaktywnym i obcym elementem ich charakteru, który przekształca się w każdego rodzaju problem, kompleks i wszelkie możliwe do wyobrażenia zło. Powoduje, że dzieci czują się przymuszone do buntu przeciwko tobie i wszelkim autorytetom z zemsty za to, że zawiodłeś ich. A to prowadzi do wszystkiego co zakazane – od seksu, do narkotyków, ćwiekowania języka, do jeszcze gorszych rzeczy – które wydają się atrakcyjną drogą do osobistej wolności. Racjonalizacja i filozofie, z których kiedyś naśmiewaliby się, teraz mają dla nich sens. Praktyki, których unikaliby w bardziej niewinnych czasach, teraz nie tylko chwytają, lecz celebrują. To wszystko dzieje się poniżej poziomu świadomości.

Dzisiejszy bunt młodzieży jest skierowany nie tylko przeciwko rodzicom, którzy zawiedli, lecz przeciwko całemu dorosłemu społeczeństwu – przeciwko dzieciom kulturalnej rewolucji lat 60-tych, które dorosły, aby stać się ich rodzicami. Niestety, wielu z nas nigdy nie strząsnęło z siebie skutków narodowej traumy, która zrodziła „seks, narkotyki i rock’n’roll”, kontrkulturę młodzieży, lewicowy ruch nienawiści do Ameryki, ruch wyzwolenia kobiet i, oczywiście, pustoszącej wszystko seksualnej rewolucji.

Tak więc, dorośliśmy po to, aby wybrać naszego własnego – straumatyzowanego, amoralnie socjopatycznego baby-boomer (dziecko rewolucji lat ’60-tych – przyp.tłum.) zwanego Bill Clinton. (Jego żona i wspólnik w przestępstwie, Hillary, jest najbardziej popularnym Demokratą we współczesnym życiu publicznym Ameryki i jest dobrym kandydatem na prezydenta). Jeśli uważasz, że eskapada Bill’a Clinton’a z Moniką – opisana przez media jak Super Bowl ( finałowa rozgrywka o mistrzostwo amerykańskiej zawodowej ligi National Football League) – nie ma nic wspólnego wybuchem seksualnej swobody w szkołach średnich w całej Ameryce, to otwórz swoje oczy. My, rodzice tego pokolenia, wraz ze zdegradowanymi mediami rozrywkowymi, krzywymi dziennikami, kłamiącymi politykami, rządowym systemem szkolnym wypranym z mózgu i całą resztą społecznych, kiedyś wielkich instytucji, których degradacje tolerowaliśmy, jesteśmy odpowiedzialni.

Nic dziwnego, że nasze dzieci są buntownicze a dzisiejsza szalona kultura Sodomy i Gomory, do której dopuściliśmy, a w wielu dziedzinach sami stworzyliśmy, stoi na rogach oczekując na nich z otwartymi ramionami.

 

Droga wyjścia

Współczesna kultura jest tak trująca, że waszą jedną nadzieją jest dosłownie stworzyć kulturę (lub włączyć się w) całkowicie inną – subkulturę. Podobnie jak na przykład, dzisiejsza kultura homoseksualistów, która niegdyś była ponurą subkulturą czyhającą w publicznych toaletach i podniszczonych klubach, teraz stała się wyszukaną kulturą „pięknych ludzi” i Hollywood, tak też musi być z twoją prawdziwą amerykańską kulturą; jeśli w ogóle ma wrócić, musi zacząć się jako podkultura. W tej sytuacji najlepszym ratunkiem jaki znam, jest uczenie dzieci w domu i sieciowa współpraca myślących podobnie rodziców na danym obszarze. Zaufajcie mi, to już się dzieje, nie wymyślamy koła. Sport, muzyka, pantomima, skauci, 4-H (rodzaj młodzieżowego wolontariatu – przyp.tłum.) i wszelka nadprogramowa działalność jaką chcesz, wszystko to jest również dostępne w ramach nauczania dzieci w domach (Homeschooling). Ty dosłownie decydujesz i wybierasz tą „kulturę”, w której twoje dzieci dorastają i możesz aktywnie uczestniczyć w jej tworzeniu. Wierzę, że dziś homeschooling reprezentuje jedną z najważniejszych i najbardziej obiecujących dróg do prawdziwego odrodzenia amerykańskiej Judeo-chrześcijańskiej kultury. W rodzinach, w których dzieci są wychowywane z prawdziwym zrozumieniem i mądrością, są chronione przed szaleństwem popularnej kultury, aż do czasu, gdy są wystarczająco dorosłe i silne w swoich przekonaniach, aby wyjść na świat i kopnąć go w tyłek w imię prawości – prawdziwa Ameryka teraz odradza się. Niech wzrasta.

 

A co z tymi dziećmi, które już zostały złapane przez młodzieżową subkulturę? Czy jest już z późno?

Nie, nie jest za późno, lecz może być nieco trudniej i zająć więcej czasu. Znacznie łatwiej jest zostać zepsutym, niż się z tego oczyścić. Wiedz o tym, że: jest coś niemal magicznie uwalniającego w wyznaniu. Szczere wyznanie przez rodzica swoich błędów, zaniedbań, niepowodzeń, egoizmu, ślepoty, żalu i skruchy przed swoim błądzącym potomstwem jest duchowym przeżyciem dla obu stron. Oczywiście, gdy młodzieniec został „nawrócony” na nową lojalność i wierzenia, utrzymywane przez nieświadomy gniew i bunt (i być może pragnienie zemsty), może nie zechcieć od razu stanąć po twojej stronie. Niemniej przez prawdziwą pokutę ze swojej winy za ich problem, otwarte i szczere wyznanie tego – i od tego momentu bycie takim rodzicem jaki zawsze powinno się być – dajesz mu najlepszą ze wszystkich możliwych szansę na przebaczenie tobie i znalezienie ratunku dla siebie.

Nawet jeśli nie od razu zbliży się, lub zajmie to sporo czasu, twoje szczere zbadanie siebie i wyznanie jako rodzica uwolni go od twojej winy i przeszłych grzechów. Ponad tym wszystkim, potrzebujemy wiary, że z Bogiem, wszystko jest możliwe.

 

Podążając za wyższym prawem. . .

„Skaut jest wierny, . . . lojalny . . . pomocny . . .przyjacielski . . .odważny . . . dobry”.Gdy stoję i patrzę na mojego 12 letniego syna Jozue i 24 innych chłopaków Skautów (p. Część pierwsza „Jak sprzedaje się seks dzieciom”) recytujących wspólnie Prawo Skauta, wiem, co widzę. Te dzieciaki – w rzeczywistości młodzi mężczyźni – ich ognisty grzmot niewiarygodnej wybuchowej mieszaniny młodzieżowej energii, figlarność, inteligencja, testosteron, oddanie wyższym normom, naprawdę są przyszłością Ameryki. Jestem wdzięczny za to, że co najmniej kilka instytucji w dzisiejszym świecie wywiera pozytywny wpływ na dzieci. Zdumiewa mnie ogromy pociąg jaki skautowska etyka ma dla nich. Wiąże ich niskie impulsy, obszywa je dookoła i odwołuje się do „lepszych aniołów” ich natury. Teraz cytują przysięgę Skautów: „Na mój honor, zrobię wszystko, co mogę, aby wykonywać moje obowiązki wobec Boga i mojego Kraju, aby być posłusznym Skautowskiemu Prawu, aby zawsze pomagać ludziom, utrzymywać tężyznę fizyczną, umysłową i moralny kręgosłup”. Oczywiście, ci skauci, jak i inne dobre instytucje takie jak nasz kościół, a nawet samo małżeństwo – są niemiłosiernie rozszarpywane na zewnątrz przez bezdusznych aktywistów. Są też rozrywane czasami od wewnątrz – przez chwilowych zepsutych „liderów”, których krańcowym celem jest molestowanie dzieci. Również nawet wśród skautów dzieci wnoszą odrobinę szalonej kultury do środka. Jak dotąd, przysięga, prawo skautów, dorośli przywódcy, wypróbowane programy i pozytywna presja rówieśników – to wszystko pociąga chłopców ku wyższemu powołaniu. Obyśmy wszyscy robili podobnie. Jeśli tak będzie, możemy uratować naszą bezmyślną kulturę – po jednym dziecku, jednej rodzinie. A te drobne próbki rzeczywistej amerykańskiej kultury, okruchy nieba na ziemi w domach i te domy, kościoły, grupy skautów któregoś dnia rzeczywiście, proszę Boże, złączą się razem, aby ukształtować strukturę odrodzonej amerykańskiej kultury moralności. Każdy z nas musi podjąć tą samotną wysoką drogę, w przeciwnym wypadku handlarze złego poprowadzą nas w dół do jeszcze większych ciemności i głębszych poziomów piekła na ziemi.

Przeczytaj część 1: „Jak sprzedaje się seks dzieciom„.

aracer.mobi

Jak sprzedaje się seks dzieciom?

wnd_logo_new

© 2004 WorldNetDaily.com

Oryginał: Selling sex and corruption to your kids

„Skaut jest wierny, . . . lojalny . . . pomocny . . .przyjacielski . . .odważny . . . dobry”

Patrzę na mojego 12 letniego syna Jozue i 24 innych chłopaków Skautów recytujących wspólnie Prawo Skauta w czasie cotygodniowego spotkania. Jest w tym świeża nadzieja i męska winieta w erze obejmującego wszystko zamieszenia nastolatków. Gdy tak stoję obserwując w napięciu – przyglądam się mundurkom chłopców, ich oznakom, łatom, insygniom i innym kolorowym symbolom ich przynależności do wyższych ideałów skautowskich – wracam w myślach o kilka lat, gdy mój syn chciał nosić inny „mundur”.

Podróżowaliśmy z bliskimi krewnymi, których nie wiedzieliśmy całe lata do Cape May w New Jersey na wakacje nad ciepłe wybrzeże Atlantyku. Jozue ogromnie sie zaprzyjaźnił ze swym kuzynem starszym o kilka lat. Marek, kochający zabawy, bardzo przyzwoity dzieciak, nie miał w sobie niczego złego. Niemiej, jedna drobna rzecz: nosił naszyjnik. Oczywiście, Jozue zawsze uważał naszyjniki, bransoletki, kolczyki i tego typu rzeczy za zdecydowanie damskie wyposażenie i nigdy nawet we snach nie sądziłem, że założy coś takiego na siebie i będzie „wyglądał jak dziewczyna” (czy „dziwak”). Pewnie już zgadliście. Pod koniec tygodnia Jozue powiedział mi, że naprawdę chciałby dostać jakiś naszyjnik, jak ma jego kuzyn. On „po prostu, . . . czuje to, żeby taki nosić, i tyle. Żadna wielka sprawa, Tato”.

Wziąłem go na spacer na skaliste tereny, gdzie mogliśmy pobyć sami. Szybko okazało się, że mój syn nie tylko rozwinął w sobie to potężne pragnienie, aby nosić na szyi kawałki punkowskiej biżuterii – coś, co poprzednio odrzucał – lecz w wyraźny sposób był wrogo do mnie nastawiony z jakiegoś dziwnego powodu, pomimo że przyznał, że niczym go nie uraziłem. W miarę rozmowy dotarło do mnie, co się dzieje. Oczywiście, że chciał być taki sam jak jego starszy kuzyn, na którego patrzył i z którym się związał, i stąd pragnienie, aby nosić głupio wyglądający naszyjnik. Lecz ja? Stałem się teraz niewygodnym kontrastem, widzialnym przedstawicielem jego stanu umysłu sprzed zniewolenia tym obcym pragnieniem. Byłem teraz zagrożeniem dla jego nowej przyjaźni, więc odrzucał mnie wraz z swoim własnym poprzednim punktem widzenia.

I jak się okazało, nie musiałem mówić wiele: „Jozue, dlaczego jesteś zły na mnie? Czy nie dlatego, że nie sądzę, abyś tam głęboko, wewnątrz faktycznie chciał nosić naszyjnik? Powiedz mi coś? Co byś powiedział dwa tygodnie temu, przed przyjazdem do Cape May, gdybym zapytał cię czy chcesz nosić ciężki drewniany naszyjnik. Czy chciałbyś?” „Nie, coś ty” – odpowiedział bez wahania. Został wybity z transu, zaświtało. Zapłakał krótko, przycisnął mnie i zapewnił mnie po męsku, że nie chce wyglądać jak dziewczyna i nosić naszyjnik. Gdy poszliśmy do sklepiku z prezentami na tamtej plaży, wskazał mi nawet, który to naszyjnik chciał mieć i zapewnił, że już nie jest zainteresowany. I taki był tego koniec, lecz to znakomicie pokazało mi jak wrażliwe są dzieci na presję rówieśników.

Pokolenie Gangsta.

Skoro Jozue poczuł ten niewidzialny nacisk na przyjęcie upodobań swego kuzyna, to co wpływało na kuzyna? Co faktycznie wywiera taką nie do pokonania presję na większość współczesnej młodzieży, aby podporządkowywać się (przez „buntowanie”)? Podobnie jak wojsko, szkoły prywatne, Skauci mają mundury, tak też i młodzieżowa kultura: workowate portki, czapki zakładane do tyłu, naszyjniki i inna biżuteria, kolczyki na ciele, tatuaże itd. O ile jednak mundury symbolizują wartości i wierność, lojalność jakiegoś wyższego (czy niższego) porządku, to w tym przypadku jest to wierność coraz bardziej buntowniczej muzyce, społecznemu, seksualnemu i kulturalnemu światowi, tajemnej (dla rodziców) rzeczywistości, która wydaje się magicznie przyciągać do siebie miliony dzieci.

Przez trzy lata dziennikarka Patricia Hersh podróżowała przez tą egzotyczna subkulturę. Obserwowała, słuchała, pytała, związała się i zyskała zaufanie ośmiu nastolatków w typowym amerykańskim miasteczku Reston, w stanie Virginia, co ostatecznie zaowocowało jej uznanym portretem: „Oddzielone plemię: podróż do serca amerykańskiego wieku dojrzewania”. Widok jaki opisuje, jako wszechobecny w całej Ameryce, powszechny jak McDonalds, naprawdę wywołuje zmartwienie:

To jest hip-hop na przedmieściach, kultura rapu. Uczniowie wszędzie noszą bejsbolowe czapeczki z daszkiem do tyłu lub nasunięte na oczy, za duże koszulki, śmieszne workowate dżinsy lub spodnie z obniżonym krokiem zwisającym aż do połowy uda, paski, które zwisają tak, aby obnażyć jasnokolorowe bokserki. Całokształtu dopełniają najmodniejsze drogie marki. Odmianę stanowią bluzy z kapturami (kaptur obowiązkowo noszony w szkole) oraz kawałki materiału czy bandaże wiązane z tyłu głowy, styl skopiowany z ulicznych gangów. Podobnie jak wszechobecne, swobodnie używane przekleństwa, twarde lądowania w stylu kamikadze całkowicie poza zasięgiem straży miejskich i nauczycielskiego wzroku…

Ku zrozpaczonej wyzwaniem społeczności dorosłych, czarny szał jest obecny, jako kulturalny styl dla dzieciaków średniozamożnej klasy. Podobnie jak kiedyś, w latach sześćdziesiątych, gdy synowie i córki tej średniej klasy zrzucili swoje tweedowe marynarki i dystyngowane zwierzchnie sukienki na rzecz pokoleniowego munduru Levi’sa, roboczych koszul i krótkich, cienkich płaszczy w wojskowym kolorze w uwielbieniu dla „blue collar workers” (pracowników żyjących z pracy rąk na godziny – przyp.tłum.), „Prawdziwej Ameryki”, tak dzisiejsza, dorastająca młodzież wybrała styl czarnej miejskiej ulicy jako autentyczny styl bycia. Zachowywać się jak czarny to, jak określają dzieciaki, być silnym, konfrontacyjnym i trochę strasznym.

„Żyjemy w pokoleniu gangsta” wyjaśnia jeden z białych seniorów średniej szkoły noszący bejsbolówkę Malcolm X daszkiem do tyłu. „Chodzi tylko o to, żeby to złapać. Patrze na to, co ci cool faceci robią i jak to wpływa na innych ludzi. Oni robią więcej niż te wszystkie pedalskie białe dzieciaki, które grają w kosza, są lubiani przez dyra szkoły i są bogaci przez całe swoje życie, no i może czasami w weekend się upiją. Te dzieciaki każdego dnia ryzykują zrypkę”.

Hersch opisuje w jaki sposób hip-hop – multimilionowy muzyczny przemysł przepełniony „silnymi politycznymi i seksualnymi obrazami rap” – złapał w niewolę pokolenie dramatem getta i jego codzienną walką o przetrwanie:

Hip-hopowa postawa mówienia prosto w twarz wydaje się silna i wolna dzieciakom, które czują się ograniczane przez oczekiwania przyziemnego świata klasy średniej, w którym się wychowali. Rapersi stali sią najbardziej popularnymi gwiazdami MTV. W wywiadzie na temat swego albumu „Home Invasion” rapper Ice T odnosi się do „kulturalnej inwazji” jak ma miejsce, gdy nieznani dorośli siedzią wraz ze swymi rasistowskimi poglądami, dzieci cicho siedzą w swoich pokojach, a jego słowa wlewają się w ich umysły przez słuchawki: „Gdy już ich raz dostanę pod moje p….y czar/ mogą zacząć dawać ci p…e piekło” rapuje. „Zacznij zmieniać to jak chodzą, mówią, działają, a teraz czyj to jest błąd”. Świat rapu „kostiumowych gadżetów, dziwek, ziomali, i policji” jest atrakcyjną odmianą dla tych „zwykłych” sfer dentystycznych aparatów, szkolnych samorządów i randek. Getto – przeżywane z drugiej ręki z filmów, muzyki i porannych wiadomości, oglądane z wygodnych, podmiejskich, rodzinnych pokojów – jest dla młodych ludzi nasączony ogromną dramaturgią i urokiem.

Czy to jest to? Czy dzisiejsza dziwaczna młodzieżowa podkultura jest ostatnim „kostiumem” młodocianego buntu, podobnie jak długie włosy w latach 60-tych i inne mniej rzucające się w oczy, buntownicze fazy rozwoju poprzednich pokoleń dzieciaków? Czy zaniepokojenie dorosłych współczesną kulturą młodzieży jest tylko wiecznym kręceniem kciukami wywołanym eksperymentami z niezależnością ich dorastającej latorośli? A może jest tutaj zaangażowane coś innego, coś znacznie bardziej złowrogiego?

’Marszandzi tego co Cool’.

„Oni chcą być cool. Są wrażliwi i mają kasę. Są korporacyjnym, 150-cio miliardowym snem Ameryki”. Jest to wstępna wypowiedź w zdumiewającym, czołowym dokumencie PBS z 2001 roku zatytułowanym: „Merchants of Cool” przekazanym przez Douglas Rushkoff. To, co wychodzi na jaw to 60 minutowy skandaliczny portret głównych korporacji – Viacom, Disney, AOL/Time Warner i innych – które zajmują się badaniem amerykańskich dzieci jak laboratoryjnych szczurów, po to tylko, aby sprzedać im miliardy dolarów w towarze, kusząc, degradując i psując ich.

Myślisz, że to przesada? Jest to niedopowiedzenie.

„Kiedy funkcjonuje kilka gigantycznych narodowych korporacji, obciążanych długami, szaleńczo konkurując ze sobą o każdy centymetr przestrzeni fizycznej i każdy umysł, jaki tylko mogą zdobyć, – mówi profesor komunikacji na Uniwersytecie Nowojorskim Mark Crispin-Miller. – są gotowi są zrobić wszystko, cokolwiek wydaje im się najszybciej zadziałać i zdobyć najwięcej ludzi, co oznacza, że zaniżą standardy w dół”.

Zobaczmy jak bardzo w dół.

„Jest to burza firm, walczących o te same dzieciaki – wyjaśnia Rushkoff w „Merchants of Cool.” – Aby zdobyć lojalność nastolatków, specjaliści rynkowi wierzą, że musza mówić najlepiej ich językiem, więc badają ich bardzo uważnie, tak jak antropolog badałby egzotyczną tubylczą kulturę. Dziś pięć ogromnych firm jest odpowiedzialnych za sprzedaż niemal wszystkiego co funkcjonuje w młodzieżowej kulturze. To są prawdziwi marszandzi cool: Rupert Murdoch’s Newscorp, Disney, Viacom, Universal Vivendi, oraz AOL/Time Warner.”

Ta dokumentacja ukazuje w jaki sposób wielkie korporacje dosłownie nasyłają „szpiegów”, aby infiltrować młodzieżowe środowiska w celu zdobycia informacji do jakich następnych zakupów mogą nakłonić te dzieci.

„Kompanie rozrywkowe, są grupą ogromnego konglomeratu, które posiadają cztery czy pięć muzycznych firm, sprzedających 90% muzyki w Stanach Zjednoczonych – te same firmy, które posiadają wszystkie studia filmowe, wszystkie główne sieci telewizyjne, wszystkie telewizyjne stacje na 10 największych rynkach” ujawnia profesor komunikacji z University of Illinois Robert McChesney w tym dokumencie. „Są oni w posiadaniu wszystkich lub części każdego komercyjnego kanału. Patrzą na rynek nastolatków jak na część swego potężnego imperium, które kolonizują. Powinniście widzieć to tak, jak Imperium Brytyjskie czy Francuskie z XIX wieku. Nastolatki są traktowane jak Afryka. Wiesz, jest to środowisko, które należy przejąć, a ich arsenałem broni są: filmy, muzyka, książki, CD, internet, ubrania, rozrywkowe parki, zespoły sportowe. Wszystko to są narzędzia do ściągania z tego rynku pieniędzy”.

MTV.
Co więc, z kablowym kanałem, który stawia siebie w pozycji championa dzisiejszych nastolatków i tych przed wiekiem nastoletnim – championa ich muzyki, ich buntowniczego wolnego ducha, ich szczerego, zawsze zmiennego wyobrażenia tego, co jest „cool”? Czymkolwiek innym mogłoby być MTV, w końcu interesuje się dzieciakami, prawda? Tak, z pewnością, interesują się, ale w taki sam sposób jak lew gazelą. Wszystko w MTV jest komercyjne – wyjaśnia McChasney. – To wszystko czym jest MTV. Czasami jest to wyraźna, reklama opłacana przez firmę, która chce sprzedać swój produkt. Czasami będzie to wideo dla firmy muzycznej, która sprzedaję muzykę. Czasami będzie to set wypełniony ciuchami trendy i tym, co może sprzedać taki wygląd, do którego potrzebne są produkty z tego seta. Będzie to też czasami show na temat jakiegoś filmu, który ma dopiero wejść, opłacony przez filmowe studio, choć ty nie wiesz o tym, aby zrobić rozgłos temu, co wychodzi z Hollywood. Wszystko tu jest programem informacyjnym, nie ma nie-komercyjnych części MTV”.

Rushkoff ilustruje działanie tej maszyny korzystając z przykładu Sprite. To, co kiedyś było borykającym się z problemami producentem drugorzędnego napoju zostało wyciągnięte przez wspaniałe marketingowe formy działania jak: podpisywanie się pod głównymi hip-hopowymi wydarzeniami i ustawianie się w pozycji tego cool napoju dla bezmiernego rynku pokolenia MTV. Łącząc Sprite, MTV, muzyków rap i innych uczestników promocji, Rushkoff przedstawia nam zakulisowa grę: „Sprite wynajmuje Roseland Ballroom, płaci dzieciakom po 50 dolców, aby ją zapełniły i wyglądały cool. Artyści rap, którzy koncertują dla tej opłaconej publiczności, otrzymują bezpośrednie wejście w programie MTV, 'Direct Effects’, którego Sprite jest sponsorem. MTV pożera tanią produkcję, promując muzykę firm płytowych, które reklamują ich kanał i wszyscy są szczęśliwi”.

Cóż więc, powiadasz? Co w tym złego? Czy MTV i rapersi, i producenci ciuchów i inni nie dają dzieciakom tego, co one chcą? Właśnie to mówią, ale to nie jest to, co robią.

W rzeczywistości te firmy tworzą nowe, niższe i co bardziej szokujące – to jest słowo kluczowe szokujące – kampanie reklamowe, udające szczery, autentyczny wyraz młodzieżowych poszukiwań swej tożsamości i przynależności, wyłącznie w jednym celu osiągania finansowych korzyści z amerykańskich dzieci. Mają oni swoje grupy, na których się skupiają, do których wysyłają „kulturowych szpiegów” (których nazywają „korespondentami”), którzy udają przyjaciół i ludzi troszczących się o nastolatków, aby ich sondować – co lubią, czego nie, co jest na topie, a co nie, co jest cool, a co już nie. Angażują się w „brzęczący marketing” (gdzie ukryty agent przebrany za „jednego z tłumu” mówi o nowym produkcie). Wynajmują naganiaczy, którzy wchodzą z młodzieżą w relacje przez internetowe czaty, oraz „ulicznych szpicli” (wędrujące grupy, które głośno publicznie omawiają zespół czy jakiś produkt, aby wzbudzić zainteresowanie). Uruchamiają całą maszynerię współczesnych badań rynkowych i psychologii konsumenta, aby dotrzeć do tej złotej żyły – wyprzedzić następne, zawsze bardziej dziwaczne i bardziej szokujące wcielenie tego co „cool.” Samo to byłoby wystarczająco złe – gdyby korporacyjna Ameryka po prostu postępowała za i handlowała tymi najbardziej podstawowymi instynktami zmieszanych, niedoglądanych nastolatków. Lecz oni nie idą za tym, oni prowadzą – ku dołowi.

Eksponaty A i B: „mook” oraz „midriff,” dwa stworzenia tego korporacyjnego konsorcjum nastawionego na młodzieżowy rynek. „mook” to marketingowa karykatura dzikiego, niemoralnego, żyjącego bez zahamowań seksualnego maniaka.

„Weźmy Howrad’a Stern, – mówi Rushkoff, – być może pierwotnego i ciągle pierwszego króla mooków. Spójrzmy w jaki sposób Viacom wynosi go na wszystkich swoich posiadłościach. Jest sprzedawany przez 50 radiowych stacji Viacom’s Infinity. Jego cotygodniowy show telewizyjny jest nadawany przez Viacom’s CBS. Jego bestsellerowa autobiografia została wydana przez Viacom’s Simon and Shuster, po czym ożywiona w filmie wyprodukowanym przez Viacom’s Paramount Pictures, zarabiając 40 mln dolarów na miejscu i wiele milionów więcej na sprzedaży wideo na Viacom’s Blockbuster video”.

Dodaje: „Mook nie występuje w naturze. Jest to stworzenie wymyślone na potrzeby spieniężenia sterowanego testosteronem szaleństwa dorosłych. Łapie ich poniżej pasa, po czym sięga do ich portfeli”. Ogromna części programów MTV prezentuje i reklamuje tego „mook’a” w amerykańskich chłopcach. Na przykład, głównym miejscem spotkania jest profesjonalny wrestling – program telewizyjny o największej dziś oglądalności wśród dorosłych amerykańskich chłopców.

OK, a co z „midriff”? Dziewczęta, mówi Rushkoff, „zostały ściągnięte tu na dół wraz z chłopcami. Maszyna medialna wypluła drugą karykaturę. . . midriff nie jest bardziej prawdziwa niż mook („midriff” – oznacza też w j.ang. część ciała między piersiami, a talią – przyp. tłum.) . O ile on utknął w wieku dojrzewania, to ona jest przedwcześnie dojrzała; on nie dba o to, co ludzie myślą o nim, ona jest pochłonięta swym wyglądem. Jeśli do niego należy szorstkość, do niej – seks. Midriff jest w rzeczywistości zbieraniną tych samych, starych seksualnych stereotypów, lecz przepakowanych w nowe kobiece możliwości. 'Ja jestem madriff, słuchaj jak wrzeszczę. Ja jestem seksualnym obiektem, lecz jestem dumna z tego'”.

Jaki jest więc cel tych zdeprawowanych modeli dla amerykańskiej przyszłości, wykrojony z marketingowych badań, skompilowany przez wynajętych przez korporacje „kulturowych szpiegów”, których zadaniem jest rozpoznanie, jaki następny krok w dół – następna szokująca fala przebrana w autentyczny „cool” – prawdopodobnie będzie do zrobienia dla pokolenia MTV? Dlaczego? Żeby sprzedawać dzieciakom jeszcze więcej, oczywiście.

„Gdy korporacyjny zysk zależy od tego, aby być z przodu, przed zakrętem, musisz słuchać, musisz dokładnie wiedzieć, czego oni chcą i dokładnie, co oni myślą, abyś mógł dać im to, co chcesz, aby wzięli” – wyjaśnia Crispin-Miller z nowojorskiego uniwersytetu. I dodaje: „Maszyneria MTV nie słucha młodych ludzi po to, aby dać im szczęście. . . MTV tak się dostraja, aby wyobrazić sobie, jak podać to, co Viacom ma do sprzedania”.

Jak więc kierują dzieciakami, aby ich przywiązać – odcisnąć im ślad – przy pomocy następnego kierunku muzyki, ciuchów, stylu życia, tych wyborów, które oni powinni kupić?

„Angażuje się dzieci do udziału w seksualnej rywalizacji na scenie lub kamery MTV podążają za nimi w ciągu tygodnia ich rozpusty” – mówi Rushkoff. „Oczywiście, niektóre z nich zawsze zachowywały się w sposób szalony, lecz nigdy te wybryki nie były tak celebrowane w TV. Więc, oczywiście, dzieci traktują to jako wskazówkę, jak tutaj na wybrzeżu Panama Beach, na Florydzie, gdzie uczniowie szkół średnich zachowują się w publicznych miejscach tak, jakby byli na scenie MTV. Kto kogo tutaj naśladuje? Życie w realu i w MTV zaczynają się zacierać. Czy rzeczywiście media odzwierciedlają świat dzieci, czy też jakiś inny? Coraz trudniej jest zrozumieć odpowiedź”.

Prawdziwie diabelska część modus operandi speców od ryku pojawia się, gdy Rushkoff pokazuje swoją własną epifanię:

Nigdy nie zapomnę tego momentu, gdy 13 letnia Barbara i jej przyjaciółki zauważyły naszą grupę w czasie między ich próbami. Wydawało się, że tańczą dla nas, dla naszych kamer, jakby sprzedawały z powrotem nam, mediom, to, co my sprzedaliśmy im.

Wtedy mnie to uderzyło: jest to gigantyczne sprzężenie zwrotne. Media obserwują dzieciaki, po czym sprzedają im obraz ich samych. Wtedy dzieci oglądają te obrazy i aspirują do tego, aby być mook’iem czy midriff’ą w TV. A media są tu na miejscu, aby ich obserwować jak to robią, aby wyszykować dla nich nowy obraz i tak dalej.

Czy jest jakiś sposób na przerwanie tego sprzężenia zwrotnego – pyta Rushkoff. Wyłącznie w umysłach dzieci, ujawnia, zauważając, że „cool” – szukająca młodzież, która stale sięga w dól do nowych, bardziej lubieżnych, bardziej skandalicznych środków wyrazu – jest to coś, wszystko, tak długo dopóki nie zostanie to wykorzystane i zdarte przez korporacyjny świat.

Powiedziawszy to, Rushkoff puszcza taśmę z nagraniem wielkiej, demonicznie wyglądającej grupy młodzieży z wymalowanymi twarzami, szantującej i wykrzykującej sprośności w centrum Detroit w noc Halloween i wyjaśnia:

Kilka tysięcy, przeważnie białych młodych mężczyzn zebrało się, aby wysłuchać koncertu ich ulubionego, lokalnego zespołu: Insane Clowne Posse (Oddział Szalonych Klaunów). ICP pomógł w tworzeniu nowego stylu muzycznego zwanego rap metal lub rage rock, który stworzył zamieszanie w całym kraju swymi szokującymi tekstami i wyszydzaniem kobiet i gejów . . Rockowa muzyka zawsze była kanałem buntu, lecz do tej pory była kierowana przeciwko rodzicom, nauczycielom czy rządowi, dziś jest kierowana przeciwko przebiegłej komercji, samemu MTV. Fani czuli się lojalni wobec tego zespołu i jego muzyki, ponieważ przeżywali ją jako swoja własną. Nie została ona poddana żadnej obróbce przez korporacje, przetrawiona do popularnej kultury i sprzedana z powrotem im w markecie.

Członkowie zespołu Insane Clown Posse wyjaśniają popularność zespołu: „Wszyscy, którzy lubią nasza muzykę czują super łączność. To dlatego oni wszyscy tu są, czują się tak bardzo złączeni z tym, ponieważ to jest – jest wyłącznie ich. Widzisz, gdy coś jest w radiu, jest dla wszystkich, wiesz o co mi chodzi? To jest piosenka wszystkich. 'O, to moja piosenka’. To nie jest twoja piosenka, ona jest z radia. Należy do wszystkich. Lecz posłuchaj ICP, czujesz się tak, jakbyś był jedynym, który wie o tym”.

„To są skrajności – mówi Rushkoff. – na które nastolatki pójdą, aby upewnić się co do autentyczności ich własnej sceny. Jest to frontowa linia oporu kultury nastolatków: stań się tak nieokrzesany, tak nie do przyjęcia, złam tak wiele zasad, abyś stał się niestrawny”. (Aby dopełnić wrażenie, w tle Isane Clowne Posse rapuje: „Dziwka, hej, jest twoja. Hej, twoja jest dziwka, Chodź!” i inne budujące teksty.)

Wtedy pojawia się zdrada: „Marszandzi Cool” pokazują jak Insane Claoun Posse i inne „autentyczne” grupy – nietknięte przez komercję – są w końcu wykupywane przez marketingową „maszynę”, pakowne i sprzedawana z powrotem na młodzieżowy rynek. Oczywiście, gdy ta szokująca wartość zużyje się, a szata „cool” – nietknięta i nie zepsuta przez korporacyjna Amerykę – przesuwa się dalej w dół do następnego, jeszcze bardziej skandalicznego poziomu deprawacji – MTV, Viacom i inne korporacyjne giganty są już tutaj obecne, aby spakować to i sprzedać ponownie naszym dzieciom.

A, i nie próbuj nawet mówić swoim dzieciom o tej całej diabelskiej grze. Widzisz, jak mawia Crispin-Miller, „to oficjalna część punktu widzenia świata rockowych klipów, to oficjalna część punktu widzenia świata reklam, że twoi rodzice to sk…, nauczyciele to frajerzy, przedstawiciele władzy są śmieszni, i tak naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć dzieciaków oprócz korporacyjnych sponsorów”.

OK, czy to tak jest? Amerykańskie nastolatki znajdują się w uchwycie zgubnych kampanii marketingowych prowadzonych przez wielkie, chciwe, nietroskliwe korporacje? – z nadzieją, że dzieci wyrosną z tego i staną się normalne kiedyś? Koniec historii?

Nie całkiem. Bądź pewien, miliony młodych ludzi pochwyconych przez destrukcyjny lecz korporacyjny aspekt sprawy to tylko ta widoczna strona. Spoza korporacyjnych manipulacji i młodzieży związanej swymi egoistycznymi i haniebnymi wpływami czyha następna, znacznie bardziej budząca grozę i całkowicie perwersyjna „kampania marketingowa” – wrogi wymiar, w którym nie ma żadnej troski o dobro innych i która jest zaprogramowana, aby pochłonąć wszystko na swojej drodze, od najwyższego do najniższego.

To „coś”, co ujawnimy w drugiej części, jest literalnie wycelowane w degradację tej młodzieży tak totalnie, że niewiele nadziei pozostaje dla następnego pokolenia Amerykanów.

Część druga TUTAJ

topodin.com

Antyaborcja w USA górą

Antyaborcja  górą

Luty  2007 – „ENDING ABORTION: How the pro-life side will win the war”

Pro-aborcyjni  Demokraci kontrolują Kongres, Nancy Pelosi jest rzecznikiem prasowym Białego Domu, niezadowoleni wyborcy kierują się na lewo, Hillary  Clinton może być następnym prezydentem – i 34 lata po Roe  v.Wade*), Sąd Najwyższy ciągle ma większość popierającą Roe. Co więcej,  od ustanowienia fatalnych praw w 1973 roku niemal 50 milionów  nienarodzonych dzieci zostało zabitych a miliony matek zranionych fizycznie, psychologicznie i duchowo.

Dlaczego  więc działacze na rzeczy antyaborcji uśmiechają się? Uśmiechają się  ze względu na cichą rewolucję, która się dzieje. Choć nie jest  to widoczne ze stolicy USA, z Budynków Sądu Naczelnego czy  Białego Domu, jest bardzo widoczne na dole, „na ulicy” –  na tym poziomie, prawdziwego życia, gdzie kobiety i dziewczęta  podejmują zdesperowane decyzje, aby rozwiązywać swój „ciążowy problem” przez aborcję.

We  wstrząsającym, lutowym wydaniu zatytułowanym „ENDING ABORTION:  How the pro-life side will win the war,” entuzjastycznie  przyjmowany przez WND magazyn Whistblower zabiera czytelników  w dramatyczną i zmieniającą paradygmat podróż do przemysłu  aborcyjnego i ruchu antyaborcyjnego, ukazując jak daleko wojna o życie jest niewiarygodnie i niezaprzeczalnie wygrywana

„Ale  aborcja jest ciągle legalne” – ktoś może powiedzieć. Tak,  lecz zanim się zmieni prawo, musza zmienić się serca – a  dramatyczna zmiana serc właśnie ma miejsce, swój wielki czas,  właśnie tutaj, właśnie teraz. Ameryka zwraca się przeciwko aborcji: „Jeśli  nie zajdzie jakaś dramatyczna zmiana, Amerykanki stracą swoje prawo  do aborcji, a Amerykański  Sąd Najwyższe nie będzie tego przyczyną . . . lecz przyczyną będzie  to, że lekarze albo nie mogą, albo nie chcą wykonywać tej podstawowej  służby”. – mówi Barbara Radford, były dyrektor National Abortion Federation (Krajowej Federacja na rzecz Aborcji).

„…  największym zagrożeniem dla prawa do aborcji może nie być już  przeciwna postawa sędziów czy polityków, lecz  zmniejszający się dostęp do usług aborcyjnych . . . ” –  powiedziała Nita Lowey, zdecydowanie pro-aborcyjna kongresmenka na 18 sesji nowojorskiego okręgu kongresu

„…  dostępność aborcji zmniejsza się ponieważ niewielu lekarzy chce wykonywać to postępoewnie”. – The Washington Post

„Prowadzący  kliniki aborcyjne, nawet w wielkich miastach, mówią, że ich najpoważniejszym problemem jest rekrutacja lekarzy”. – The San Francisco Chronicle

„…  lekarze nie chcą przychodzić i pracować w aborcyjnych klinikach.  Zgadnij, co jeszcze? Pielęgniarki nie chcą przychodzić i pracować w klinikach aborcyjnych”. – Genevieve Grein, manager, Choice Medical Group, Santa Cruz, Calif.

„Aborcja  jest w tym kraju sprawą wyboru nie tylko kobiet, lecz również  lekarzy, przede wszystkim. W całym kraju, większość lekarzy nie  decyduje się na wykonywanie tego zabiegu….…” – American Medical News

Pomimo,  że nie ustają gorliwe wysiłki zakończenia procederu aborcyjnego  skierowane „z góry na dół” – włączając  w to próby podejmowane przez kilka stanów szykujących  bezpośredni, konstytucyjny sprzeciw wobec Roe, wysiłki kongresowe,  aby ograniczyć aborcję, aborcję, powiadamianie rodziców,  informowanie oczekujących matek i tak dalej – to największą  panikę w ruchu aborcyjnym wywołuje to, co się dzieje na poziomie klinik.

Na  przykład: Gdy ciężarna kobiety wysiadają ze samochodów i  nerwowo maszerują ku klinice aborcyjnej, na spotkanie ze śmiercią,  często spotykają „chodnikowego doradce” – zwykła  osobę, wyposażoną wyłącznie w miłość i informacje, których  kliniki aborcyjne absolutnie nie chcą dopuszczać do swoich klientów.  Często po krótkiej rozmowie, doradca prowadzi matkę spod  kliniki za niedaleki róg do „centrum opieki ciąży”  (pregnancy care center). Te centra wyrastają w całej Ameryce tak  szybko, jak szybko znikają kliniki aborcyjne. Wiele z tych centrów  jest wyposażonych w nowoczesne urządzenia ultrasonograficzne typu  „4D”. Gdy klientki takiej kliniki aborcyjnej kładą się i  przeżywają, po raz pierwszy, realność ich nienarodzonego dziecka –  nie jakiś ziarnisty, trudny do zobaczenia staromodny sonogram, lecz  nowoczesny krystalicznie wyraźny obraz jej własnego dziecka –  nie decydują się w ogromnej większości przypadków planowanej aborcji.

To  jedna z wielu rewolucyjnych metod ataków na „prawo do  aborcji” – uważane, ze wielu naukowców  konstytucjonalistów za nieodwołanie podobne do  wczesno-amerykańskiego „prawa do niewolnictwa”. W  międzyczasie istnieje jeszcze wiele frontów walki, takich jak  programy abstynenckie w krajowych szkołach odnoszące zdumiewające  powodzenie. Całe legiony mądrych, młodych, specjalnie wyszkolonych  prawników przygotowuje obronę kobiet i pozwy dla aborcyjnych klinik, włączając w to Planned Parenthood (Planowane Rodzicielstwo).

A  to wszystko dzieje się w klimacie, który nieustannie ujawniają  ogólnokrajowe dane statystyczne mówiące, że tylko jeden  na czterech Amerykanów zgadza się z uwolnioną aborcją na  życzenie, jak dopszczono w Roe V. Wade. Kilka lat temu, w Ameryce  było około 2.000 klinik aborcyjnych, obecnie jest ich poniżej 800. Lekarze odmawiają wykonywania tej praktyki masowo.

Podsumowanie: Aborcja odpycha Amerykan coraz częściej.

*)Roe v. Wade, 410 U.S. 113 (1973)[1], był przypadkiem ustanowienia przez Naczelny Sąd Stanów Zjednoczonych zapisu stwierdzającego, że większość praw przeciwko aborcji pogwałca konstytucyjne prawo do prywatności, unieważniającym wszelkie stanowe przepisy wyjmujących z pod prawa i ograniczających aborcję. Jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w historii Naczelnego Sądu Stanów Zjednoczonych.

сайта

Jak sprzedaje się seks i zepsucie dzieciom

© 2004 WND

Oryginał: Selling sex and corruption to your kids

Kupelian David

„Skaut jest wierny, . . . lojalny . . . pomocny . . .przyjacielski . . .odważny . . . dobry”

Patrzę na mojego 12 letniego syna Jozue i 24 innych chłopaków Skautów  recytujących wspólnie Prawo Skauta w czasie cotygodniowego spotkania. Jest w tym świeża nadzieja i męska winieta w erze obejmującego wszystko zamieszenia nastolatków. Gdy tak stoję obserwując w napięciu – przyglądam się mundurkom chłopców, ich oznakom, łatom, insygniom i innym kolorowym symbolom ich przynależności do wyższych ideałów skautowskich – wracam w myślach o kilka lat, gdy mój syn chciał nosić inny „mundur”.

Podróżowaliśmy z bliskimi krewnymi, których nie wiedzieliśmy całe lata do Cape May w New Jersey na wakacje nad ciepłe wybrzeże Atlantyku. Jozue ogromnie sie zaprzyjaźnił ze swym kuzynem starszym o kilka lat. Marek, kochający zabawy, bardzo przyzwoity dzieciak, nie miał w sobie niczego złego. Niemiej, jedna drobna rzecz: nosił naszyjnik. Oczywiście, Jozue zawsze uważał naszyjniki, bransoletki, kolczyki i tego typu rzeczy za zdecydowanie damskie wyposażenie i nigdy nawet we snach nie sądziłem, że założy coś takiego na siebie i będzie „wyglądał jak dziewczyna” (czy „dziwak”). Pewnie już zgadliście. Pod koniec tygodnia Jozue powiedział mi, że naprawdę chciałby dostać jakiś naszyjnik, jak ma jego kuzyn. On „po prostu, . . . czuje to, żeby taki nosić, i tyle. Żadna wielka sprawa, Tato”.

Wziąłem  go na spacer na skaliste tereny, gdzie mogliśmy pobyć sami. Szybko okazało się, że mój syn nie tylko rozwinął w sobie to potężne pragnienie, aby nosić na szyi kawałki punkowskiej biżuterii – coś, co poprzednio odrzucał – lecz w wyraźny sposób był wrogo do mnie nastawiony z jakiegoś dziwnego powodu, pomimo że przyznał, że niczym go nie uraziłem. W miarę rozmowy dotarło do mnie, co się dzieje. Oczywiście, że chciał być taki sam jak jego starszy kuzyn, na którego patrzył i z którym się związał, i stąd pragnienie, aby nosić głupio wyglądający naszyjnik. Lecz ja? Stałem się teraz niewygodnym kontrastem, widzialnym przedstawicielem jegostanu umysłu sprzed zniewolenia tym obcym pragnieniem. Byłem teraz zagrożeniem dla jego nowej przyjaźni, więc odrzucał mnie wraz z swoim własnym poprzednim punktem widzenia.

I jak się okazało, nie musiałem mówić wiele: „Jozue, dlaczego jesteś zły na mnie? Czy nie dlatego, że nie sądzę, abyś tam głęboko, wewnątrz faktycznie chciał nosić naszyjnik? Powiedz mi coś? Co byś powiedział dwa tygodnie temu, przed przyjazdem do Cape May, gdybym zapytał cię czy chcesz nosić ciężki drewniany naszyjnik. Czy chciałbyś?” „Nie, coś ty” – odpowiedział bez wahania. Został wybity z transu, zaświtało. Zapłakał krótko, przycisnął mnie i zapewnił mnie po męsku, że nie chce wyglądać jak dziewczyna i nosić naszyjnik. Gdy poszliśmy do sklepiku z prezentami na tamtej plaży, wskazał mi nawet, który to naszyjnik chciał mieć i zapewnił, że już nie jest zainteresowany. I taki był tego koniec, lecz to znakomicie pokazało mi jak wrażliwe są dzieci na presję rówieśników.

Pokolenie Gangsta.

Skoro Jozue poczuł ten niewidzialny nacisk na przyjęcie upodobań swego kuzyna, to co wpływało na kuzyna? Co faktycznie wywiera taką nie do pokonania presję na większość  współczesnej młodzieży, aby podporządkowywać się (przez  „buntowanie”)? Podobnie jak wojsko, szkoły prywatne, Skauci  mają mundury, tak też i młodzieżowa kultura: workowate portki, czapki  zakładane do tyłu, naszyjniki i inna biżuteria, kolczyki na ciele,  tatuaże itd. O ile jednak mundury symbolizują wartości i wierność,  lojalność jakiegoś wyższego (czy niższego) porządku, to w tym  przypadku jest to wierność coraz bardziej buntowniczej muzyce,  społecznemu, seksualnemu i kulturalnemu światowi, tajemnej (dla  rodziców) rzeczywistości, która wydaje się magicznie przyciągać do siebie miliony dzieci.

Przez  trzy lata dziennikarka Patricia Hersh podróżowała przez tą  egzotyczna subkulturę. Obserwowała, słuchała, pytała, związała się i  zyskała zaufanie ośmiu nastolatków w typowym amerykańskim  miasteczku Reston, w stanie Virginia, co ostatecznie zaowocowało jej  uznanym portretem: „Oddzielone plemię: podróż do serca amerykańskiego wieku dojrzewania”. Widok jaki opisuje, jako wszechobecny w całej Ameryce, powszechny jak McDonalds, naprawdę wywołuje zmartwienie:

To jest hip-hop na przedmieściach, kultura rapu. Uczniowie wszędzie noszą bejsbolowe czapeczki z daszkiem do tyłu lub nasunięte na oczy, za duże koszulki, śmieszne workowate dżinsy lub spodnie z obniżonym krokiem zwisającym aż do połowy uda, paski, które zwisają tak, aby obnażyć jasnokolorowe bokserki. Całokształtu dopełniają najmodniejsze drogie marki. Odmianę stanowią bluzy z kapturami (kaptur obowiązkowo noszony w szkole) oraz kawałki materiału czy bandaże wiązane z tyłu głowy, styl skopiowany z ulicznych gangów. Podobnie jak wszechobecne, swobodnie używane przekleństwa, twarde lądowania w stylu kamikadze całkowicie poza zasięgiem straży miejskich i nauczycielskiego wzroku…

Ku zrozpaczonej wyzwaniem społeczności dorosłych, czarny szał jest obecny, jako kulturalny styl dla dzieciaków średniozamożnej klasy. Podobnie jak kiedyś, w latach sześćdziesiątych, gdy synowie i córki tej średniej klasy zrzucili swoje tweedowe marynarki i dystyngowane zwierzchnie sukienki na rzecz pokoleniowego munduru Levi’sa, roboczych koszul i krótkich, cienkich płaszczy w wojskowym kolorze w uwielbieniu dla „blue collar workers” (pracowników żyjących z pracy rąk na godziny – przyp.tłum.), „Prawdziwej Ameryki”, tak dzisiejsza, dorastająca młodzież wybrała styl czarnej miejskiej ulicy jako autentyczny styl bycia. Zachowywać się jak czarny to, jak określają dzieciaki, być silnym, konfrontacyjnym i trochę strasznym.

„Żyjemy w pokoleniu gangsta” wyjaśnia jeden z białych seniorów średniej szkoły noszący bejsbolówkę Malcolm X daszkiem do tyłu. „Chodzi tylko o to, żeby to złapać. Patrze na to, co ci cool faceci robią i jak to wpływa na innych ludzi. Oni robią więcej niż te wszystkie pedalskie białe dzieciaki, które grają w kosza, są lubiani przez dyra szkoły i są bogaci przez całe swoje życie, no i może czasami w weekend się upiją. Te dzieciaki każdego dnia ryzykują zrypkę”.

Hersch opisuje w jaki sposób hip-hop – multimilionowy muzyczny przemysł przepełniony „silnymi politycznymi i seksualnymi obrazami rap” – złapał w niewolę pokolenie dramatem getta i jego codzienną walką o przetrwanie:

Hip-hopowa postawa mówienia prosto w twarz wydaje się silna i wolna dzieciakom, które czują się ograniczane przez oczekiwania przyziemnego świata klasy średniej, w którym się wychowali.  Rapersi stali sią najbardziej popularnymi gwiazdami MTV. W wywiadzie  na temat swego albumu „Home Invasion” rapper Ice T odnosi  się do „kulturalnej inwazji” jak ma miejsce, gdy nieznani  dorośli siedzią wraz ze swymi rasistowskimi poglądami, dzieci cicho  siedzą w swoich pokojach, a jego słowa wlewają się w ich umysły przez  słuchawki: „Gdy już ich raz dostanę pod moje p….y czar/ mogą  zacząć dawać ci p…e piekło” rapuje. „Zacznij zmieniać to  jak chodzą, mówią, działają, a teraz czyj to jest błąd”.  Świat rapu „kostiumowych gadżetów, dziwek, ziomali, i  policji” jest atrakcyjną odmianą dla tych „zwykłych”  sfer dentystycznych aparatów, szkolnych samorządów i  randek. Getto – przeżywane z drugiej ręki z filmów,  muzyki i porannych wiadomości, oglądane z wygodnych, podmiejskich,  rodzinnych pokojów – jest dla młodych ludzi nasączony ogromną dramaturgią i urokiem.

Czy  to jest to? Czy dzisiejsza dziwaczna młodzieżowa podkultura jest  ostatnim „kostiumem” młodocianego buntu, podobnie jak  długie włosy w latach 60-tych i inne mniej rzucające się w oczy,  buntownicze fazy rozwoju poprzednich pokoleń dzieciaków? Czy  zaniepokojenie dorosłych współczesną kulturą młodzieży jest  tylko wiecznym kręceniem kciukami wywołanym eksperymentami z  niezależnością ich dorastającej latorośli? A może jest tutaj zaangażowane coś innego, coś znacznie bardziej złowrogiego?

’Marszandzi Cool’.

„Oni chcą być cool. Są wrażliwi i  mają kasę. Są korporacyjnym, 150-cio miliardowym snem Ameryki”.  Jest to wstępna wypowiedź w zdumiewającym, czołowym dokumencie PBS z  2001 roku zatytułowanym: „Merchants of Cool” przekazanym  przez Douglas Rushkoff. To, co wychodzi na jaw to 60 minutowy  skandaliczny portret głównych korporacji – Viacom,  Disney, AOL/Time Warner i innych – które zajmują się  badaniem amerykańskich dzieci jak laboratoryjnych szczurów, po  to tylko, aby sprzedać im miliardy dolarów w towarze, kusząc, degradując i psując ich.

Myślisz, że to przesada? Jest to niedopowiedzenie.

„Kiedy  funkcjonuje kilka gigantycznych narodowych korporacji, obciążanych  długami, szaleńczo konkurując ze sobą o każdy centymetr przestrzeni  fizycznej i każdy umysł, jaki tylko mogą zdobyć, – mówi  profesor komunikacji na Uniwersytecie Nowojorskim Mark  Crispin-Miller. – są gotowi są zrobić wszystko, cokolwiek wydaje im  się najszybciej zadziałać i zdobyć najwięcej ludzi, co oznacza, że zaniżą standardy w dół”.

Zobaczmy jak bardzo w dół.

„Jest  to burza firm, walczących o te same dzieciaki – wyjaśnia  Rushkoff w „Merchants of Cool.” – Aby zdobyć lojalność  nastolatków, specjaliści rynkowi wierzą, że musza mówić  najlepiej ich językiem, więc badają ich bardzo uważnie, tak jak  antropolog badałby egzotyczną tubylczą kulturę. Dziś pięć ogromnych  firm jest odpowiedzialnych za sprzedaż niemal wszystkiego co  funkcjonuje w młodzieżowej kulturze. To są prawdziwi marszandzi cool: Rupert Murdoch’s Newscorp, Disney, Viacom, Universal Vivendi, oraz AOL/Time Warner.”

Ta  dokumentacja ukazuje w jaki sposób wielkie korporacje  dosłownie nasyłają „szpiegów”, aby infiltrować młodzieżowe środowiska w celu zdobycia informacji do jakich następnych zakupów mogą nakłonić te dzieci.

„Kompanie  rozrywkowe, są grupą ogromnego konglomeratu, które posiadają  cztery czy pięć muzycznych firm, sprzedających 90% muzyki w Stanach  Zjednoczonych – te same firmy, które posiadają wszystkie  studia filmowe, wszystkie główne sieci telewizyjne, wszystkie  telewizyjne stacje na 10 największych rynkach” ujawnia profesor  komunikacji z University of Illinois Robert McChesney w tym  dokumencie. „Są oni w posiadaniu wszystkich lub części każdego  komercyjnego kanału. Patrzą na rynek nastolatków jak na część  swego potężnego imperium, które kolonizują. Powinniście  widzieć to tak, jak Imperium Brytyjskie czy Francuskie z XIX wieku.  Nastolatki są traktowane jak Afryka. Wiesz, jest to środowisko, które  należy przejąć, a ich arsenałem broni są: filmy, muzyka, książki, CD,  internet, ubrania, rozrywkowe parki, zespoły sportowe. Wszystko to są narzędzia do ściągania z tego rynku pieniędzy”.

MTV.
o więc, z kablowym kanałem, który stawia  siebie w pozycji championa dzisiejszych nastolatków i tych  przed wiekiem nastoletnim – championa ich muzyki, ich buntowniczego  wolnego ducha, ich szczerego, zawsze zmiennego wyobrażenia tego, co  jest „cool”? Czymkolwiek innym mogłoby być MTV, w końcu  interesuje się dzieciakami, prawda? Tak, z pewnością, interesują się,  ale w taki sam sposób jak lew gazelą. Wszystko w MTV jest  komercyjne – wyjaśnia McChasney. – To wszystko czym jest MTV.  Czasami jest to wyraźna, reklama opłacana przez firmę, która  chce sprzedać swój produkt. Czasami będzie to wideo dla firmy  muzycznej, która sprzedaję muzykę. Czasami będzie to set  wypełniony ciuchami trendy i tym, co może sprzedać taki wygląd, do  którego potrzebne są produkty z tego seta. Będzie to też  czasami show na temat jakiegoś filmu, który ma dopiero wejść,  opłacony przez filmowe studio, choć ty nie wiesz o tym, aby zrobić  rozgłos temu, co wychodzi z Hollywood. Wszystko tu jest programem informacyjnym, nie ma nie-komercyjnych części MTV”.

Rushkoff  ilustruje działanie tej maszyny korzystając z przykładu Sprite. To,  co kiedyś było borykającym się z problemami producentem drugorzędnego  napoju zostało wyciągnięte przez wspaniałe marketingowe formy  działania jak: podpisywanie się pod głównymi hip-hopowymi wydarzeniami i ustawianie się w pozycji tego cool napoju  dla bezmiernego rynku pokolenia MTV. Łącząc Sprite, MTV, muzyków  rap i innych uczestników promocji, Rushkoff przedstawia nam  zakulisowa grę: „Sprite wynajmuje Roseland Ballroom, płaci  dzieciakom po 50 dolców, aby ją zapełniły i wyglądały cool.  Artyści rap, którzy koncertują dla tej opłaconej publiczności,  otrzymują bezpośrednie wejście w programie MTV, 'Direct Effects’,  którego Sprite jest sponsorem. MTV pożera tanią produkcję,  promując muzykę firm płytowych, które reklamują ich kanał i wszyscy są szczęśliwi”.

Cóż  więc, powiadasz? Co w tym złego? Czy MTV i rapersi, i producenci  ciuchów i inni nie dają dzieciakom tego, co one chcą? Właśnie to mówią, ale to nie jest to, co robią.

W rzeczywistości te firmy tworzą nowe, niższe i co bardziej szokujące – to jest słowo kluczowe szokujące – kampanie  reklamowe, udające szczery, autentyczny wyraz młodzieżowych  poszukiwań swej tożsamości i przynależności, wyłącznie w jednym celu osiągania finansowych korzyści z amerykańskich dzieci. Mają  oni swoje grupy, na których się skupiają, do których  wysyłają „kulturowych szpiegów” (których  nazywają „korespondentami”), którzy udają przyjaciół  i ludzi troszczących się o nastolatków, aby ich sondować –  co lubią, czego nie, co jest na topie, a co nie, co jest cool, a co  już nie. Angażują się w „brzęczący marketing” (gdzie ukryty  agent przebrany za „jednego z tłumu” mówi o nowym  produkcie). Wynajmują naganiaczy, którzy wchodzą z młodzieżą w  relacje przez internetowe czaty, oraz „ulicznych szpicli” (wędrujące grupy, które głośno publicznie omawiają zespół  czy jakiś produkt, aby wzbudzić zainteresowanie). Uruchamiają całą  maszynerię współczesnych badań rynkowych i psychologii  konsumenta, aby dotrzeć do tej złotej żyły – wyprzedzić  następne, zawsze bardziej dziwaczne i bardziej szokujące wcielenie  tego co „cool.” Samo to byłoby wystarczająco złe –  gdyby korporacyjna Ameryka po prostu postępowała za i handlowała tymi  najbardziej podstawowymi instynktami zmieszanych, niedoglądanych  nastolatków. Lecz oni nie idą za tym, oni prowadzą – ku dołowi.

Eksponaty A i B: „mook” oraz „midriff,” dwa stworzenia tego  korporacyjnego konsorcjum nastawionego na młodzieżowy rynek. „mook”  to marketingowa karykatura dzikiego, niemoralnego, żyjącego bez zahamowań seksualnego maniaka.

„Weźmy Howrad’a Stern, – mówi Rushkoff, – być może  pierwotnego i ciągle pierwszego króla mooków. Spójrzmy  w jaki sposób Viacom wynosi go na wszystkich swoich  posiadłościach. Jest sprzedawany przez 50 radiowych stacji Viacom’s  Infinity. Jego cotygodniowy show telewizyjny jest nadawany przez  Viacom’s CBS. Jego bestsellerowa autobiografia została wydana przez  Viacom’s Simon and Shuster, po czym ożywiona w filmie wyprodukowanym  przez Viacom’s Paramount Pictures, zarabiając 40 mln dolarów  na miejscu i wiele milionów więcej na sprzedaży wideo na Viacom’s Blockbuster video”.

Dodaje:
„Mook nie występuje w naturze. Jest to stworzenie wymyślone na  potrzeby spieniężenia sterowanego testosteronem szaleństwa dorosłych.  Łapie ich poniżej pasa, po czym sięga do ich portfeli”. Ogromna  części programów MTV prezentuje i reklamuje tego „mook’a”  w amerykańskich chłopcach. Na przykład, głównym miejscem  spotkania jest profesjonalny wrestling – program telewizyjny o  największej dziś oglądalności wśród dorosłych amerykańskich chłopców.

OK, a co z „midriff”? Dziewczęta, mówi Rushkoff,  „zostały ściągnięte tu na dół wraz z chłopcami. Maszyna  medialna wypluła drugą karykaturę. . . midriff nie jest bardziej  prawdziwa niż mook („midriff” – oznacza też w j.ang.  część ciała między piersiami, a talią – przyp. tłum.) . O ile  on utknął w wieku dojrzewania, to ona jest przedwcześnie dojrzała; on nie dba o to, co ludzie myślą o nim, ona jest pochłonięta swym  wyglądem. Jeśli do niego należy szorstkość, do niej – seks.  Midriff jest w rzeczywistości zbieraniną tych samych, starych  seksualnych stereotypów, lecz przepakowanych w nowe kobiece  możliwości. 'Ja jestem madriff, słuchaj jak wrzeszczę. Ja jestem seksualnym obiektem, lecz jestem dumna z tego'”.

Jaki  jest więc cel tych zdeprawowanych modeli dla amerykańskiej  przyszłości, wykrojony z marketingowych badań, skompilowany przez  wynajętych przez korporacje „kulturowych szpiegów”, których zadaniem jest rozpoznanie, jaki następny krok w dół – następna szokująca fala przebrana w autentyczny  „cool” – prawdopodobnie będzie do zrobienia dla pokolenia MTV? Dlaczego? Żeby sprzedawać dzieciakom jeszcze więcej, oczywiście.

„Gdy  korporacyjny zysk zależy od tego, aby być z przodu, przed zakrętem,  musisz słuchać, musisz dokładnie wiedzieć, czego oni chcą i  dokładnie, co oni myślą, abyś mógł dać im to, co chcesz, aby  wzięli” – wyjaśnia Crispin-Miller z nowojorskiego  uniwersytetu. I dodaje: „Maszyneria MTV nie słucha młodych ludzi  po to, aby dać im szczęście. . . MTV tak się dostraja, aby wyobrazić sobie, jak podać to, co Viacom ma do sprzedania”.

Jak  więc kierują dzieciakami, aby ich przywiązać – odcisnąć im ślad  – przy pomocy następnego kierunku muzyki, ciuchów, stylu życia, tych wyborów, które oni powinni kupić?

„Angażuje  się dzieci do udziału w seksualnej rywalizacji na scenie lub kamery  MTV podążają za nimi w ciągu tygodnia ich rozpusty” – mówi  Rushkoff. „Oczywiście, niektóre z nich zawsze zachowywały  się w sposób szalony, lecz nigdy te wybryki nie były tak  celebrowane w TV. Więc, oczywiście, dzieci traktują to jako  wskazówkę, jak tutaj na wybrzeżu Panama Beach, na Florydzie,  gdzie uczniowie szkół średnich zachowują się w publicznych  miejscach tak, jakby byli na scenie MTV. Kto kogo tutaj naśladuje?  Życie w realu i w MTV zaczynają się zacierać. Czy rzeczywiście media  odzwierciedlają świat dzieci, czy też jakiś inny? Coraz trudniej jest zrozumieć odpowiedź”.

Prawdziwie  diabelska część modus operandi speców od ryku pojawia się, gdy Rushkoff pokazuje swoją własną epifanię:

Nigdy nie zapomnę tego  momentu, gdy 13 letnia Barbara i jej przyjaciółki zauważyły  naszą grupę w czasie między ich próbami. Wydawało się, że  tańczą dla nas, dla naszych kamer, jakby sprzedawały z powrotem nam, mediom, to, co my sprzedaliśmy im.

Wtedy mnie to uderzyło:  jest to gigantyczne sprzężenie zwrotne. Media obserwują dzieciaki, po  czym sprzedają im obraz ich samych. Wtedy dzieci oglądają te obrazy i  aspirują do tego, aby być mook’iem czy midriff’ą w TV. A media są tu  na miejscu, aby ich obserwować jak to robią, aby wyszykować dla nich nowy obraz i tak dalej.

Czy  jest jakiś sposób na przerwanie tego sprzężenia zwrotnego –  pyta Rushkoff. Wyłącznie w umysłach dzieci, ujawnia, zauważając, że  „cool” – szukająca młodzież, która stale  sięga w dól do nowych, bardziej lubieżnych, bardziej skandalicznych środków wyrazu – jest to coś, wszystko,  tak długo dopóki nie zostanie to wykorzystane i zdarte przez korporacyjny świat.

Powiedziawszy  to, Rushkoff puszcza taśmę z nagraniem wielkiej, demonicznie  wyglądającej grupy młodzieży z wymalowanymi twarzami, szantującej i  wykrzykującej sprośności w centrum Detroit w noc Halloween i wyjaśnia:

Kilka tysięcy,przeważnie białych młodych mężczyzn zebrało się, aby wysłuchać koncertu ich ulubionego, lokalnego zespołu: Insane Clowne Posse
(Oddział Szalonych Klaunów). ICP pomógł w tworzeniu nowego stylu muzycznego zwanego rap metal lub rage rock, który  stworzył zamieszanie w całym kraju swymi szokującymi tekstami i wyszydzaniem kobiet i gejów . . Rockowa muzyka zawsze była  kanałem buntu, lecz do tej pory była kierowana przeciwko rodzicom,  nauczycielom czy rządowi, dziś jest kierowana przeciwko przebiegłej  komercji, samemu MTV. Fani czuli się lojalni wobec tego zespołu i  jego muzyki, ponieważ przeżywali ją jako swoja własną. Nie została  ona poddana żadnej obróbce przez korporacje, przetrawiona do popularnej kultury i sprzedana z powrotem im w markecie.

Członkowie  zespołu Insane Clown Posse wyjaśniają popularność zespołu: „Wszyscy,  którzy lubią nasza muzykę czują super łączność. To dlatego oni  wszyscy tu są, czują się tak bardzo złączeni z tym, ponieważ to jest  – jest wyłącznie ich. Widzisz, gdy coś jest w radiu, jest dla  wszystkich, wiesz o co mi chodzi? To jest piosenka wszystkich. 'O, to  moja piosenka’. To nie jest twoja piosenka, ona jest z radia. Należy  do wszystkich. Lecz posłuchaj ICP, czujesz się tak, jakbyś był jedynym, który wie o tym”.

„To  są skrajności – mówi Rushkoff. – na które  nastolatki pójdą, aby upewnić się co do autentyczności ich własnej sceny. Jest to frontowa linia oporu kultury nastolatków:  stań się tak nieokrzesany, tak nie do przyjęcia, złam tak wiele  zasad, abyś stał się niestrawny”. (Aby dopełnić wrażenie, w tle  Isane Clowne Posse rapuje: „Dziwka, hej, jest twoja. Hej, twoja jest dziwka, Chodź!” i inne budujące teksty.)

Wtedy  pojawia się zdrada: „Marszandzi Cool” pokazują jak Insane  Claoun Posse i inne „autentyczne” grupy – nietknięte  przez komercję – są w końcu wykupywane przez marketingową  „maszynę”, pakowne i sprzedawana z powrotem na młodzieżowy  rynek. Oczywiście, gdy ta szokująca wartość zużyje się, a szata  „cool” – nietknięta i nie zepsuta przez korporacyjna  Amerykę – przesuwa się dalej w dół do następnego,  jeszcze bardziej skandalicznego poziomu deprawacji – MTV,  Viacom i inne korporacyjne giganty są już tutaj obecne, aby spakować to i sprzedać ponownie naszym dzieciom.

A,  i nie próbuj nawet mówić swoim dzieciom o tej całej  diabelskiej grze. Widzisz, jak mawia Crispin-Miller, „to  oficjalna część punktu widzenia świata rockowych klipów, to  oficjalna część punktu widzenia świata reklam, że twoi rodzice to  sk…, nauczyciele to frajerzy, przedstawiciele władzy są śmieszni, i  tak naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć dzieciaków oprócz korporacyjnych sponsorów”.

OK,  czy to tak jest? Amerykańskie nastolatki znajdują się w uchwycie  zgubnych kampanii marketingowych prowadzonych przez wielkie, chciwe,  nietroskliwe korporacje? – z nadzieją, że dzieci wyrosną z tego i staną się normalne kiedyś? Koniec historii?

Nie  całkiem. Bądź pewien, miliony młodych ludzi pochwyconych przez  destrukcyjny lecz korporacyjny aspekt sprawy to tylko ta widoczna strona. Spoza korporacyjnych manipulacji i młodzieży związanej  swymi egoistycznymi i haniebnymi wpływami czyha następna, znacznie  bardziej budząca grozę i całkowicie perwersyjna „kampania  marketingowa” – wrogi wymiar, w którym nie ma  żadnej troski o dobro innych i która jest zaprogramowana, aby pochłonąć wszystko na swojej drodze, od najwyższego do najniższego.

To  „coś”, co ujawnimy w drugiej części, jest literalnie  wycelowane w degradację tej młodzieży tak totalnie, że niewiele nadziei pozostaje dla następnego pokolenia Amerykanów.



комплексное продвижение сайтов

Soja robi z dzieci gejów

Opublikowano: 12 grudnia 2006

Oryginał: http://wnd.com/news/article.asp?ARTICLE_ID=53327

——————————————————-

Oto mamy do czynienia z działającą wolno trucizną, która dotkliwie niszczy nasze dzieci i zagraża rozdarciem naszej kulturze. Ironiczne jest to, że jest to tzw. „zdrowa żywność”, jedna z najbardziej popularnych.

Wiecie, ja jestem człowiekiem nastawiony na zdrową żywność, fanatykiem, który rzadko kiedy wpuszcza do kuchni cokolwiek, co nie jest organiczne.
Piszę o tym, abyście wiedzieli, że nie jestem przeciwny zdrowej żywności. To niebezpieczne jedzenie, o którym mówię to soja. Produkty powstałe z fasolki sojowej powodują wzrost cech kobiecych, soje zaś mamy wszędzie wokoło. Trudno się już od niej uchronić.

Osobiście nie mam nic przeciwko okazjonalnej sojowej przekąsce. Ta roślinka jest pożywna i zawiera mnóstwo dobrych rzeczy. Niestety, gdy spożywana (również w napojach) w dużych ilościach powoduje przyjmowanie solidnych ilości estrogenu. Estrogen to hormon żeński.
Jeśli jesteś kobietą i zalewasz swój system tą substancją, to organizm nie może znieść nadwyżki. Jeśli jesteś mężczyzną, tłumisz swoją męskość i stymulujesz „kobiecą stronę”, psychicznie i mentalnie.

W czasie rozwoju płodu domniemaną istotą jest kobieta. Wszyscy ludzie (nawet w starszym wieku) zwracają się ku kobiecości. Tym, co głównie trzyma mężczyzn przed zwróceniem się do kobiecych wzorców jest testosteron a testosteron jest tłumiony przez nadwyżkę estrogenu.

Jeśli jesteś dojrzały i już rozwinięty to masz możliwość zwalczania pewnych niszczących skutków działania soi. Dzieci takiego szczęścia nie mają. Obecne badania pokazują, że gdy karmisz swoje dzieci formułami soi, dajesz im (jemu czy jej) równoważnik pięciu tabletek na podtrzymanie dziennie. Endokrynologiczny system dziecka nie jest w stanie poradzić sobie z takim uderzeniem i pewne zniszczenia są nieodwołalne, a w skrajnych przypadkach mogą być naprawdę fatalne.

Soja powoduje niewieścienie i jej powszechnym skutkiem jest zmniejszenie rozmiaru penisa, seksualne zamieszanie i homoseksualizm. To właśnie dlatego większość medycznej winy (nie społeczno-duchowej) za dzisiejszy wzrost homoseksualizmu musi spaść na wzrost spożycia wszelkich produktów sojowych. (Większość dzieci jest karmiona z butelki przez pewien czas swojego niemowlęctwa, a jedna czwarta z nich dostaje mleko sojowe!). Homoseksualiści często upierają się przy tym, że ich skłonności są wrodzone, ponieważ „nie pamiętam takiego czasu, żebym nie był homoseksualistą”. Nie, homoseksualizm zawsze jest dewiacją, lecz teraz wielu z nich może szczerze powiedzieć, że nie pamiętają, aby kiedykolwiek nadmiar estrogenu nie miał na nich wpływu.

Lekarze mieli nadzieję, że soja zredukuje uderzenia gorąca (wary – objawy występujący w czasie menopauzy – przyp.tłum.), zapobiegnie rakowi i chorobom serca i uchroni przed głodem miliony ludzi żyjących w Trzecim Świecie. Tak było zanim zostały poznane wpływy długiego używania soi. Teraz wiemy o tym, że jest to typowy przykład lekarstwa, które jest gorsze od choroby. Czy jeśli twoje dziecko dostaje kolki po krowim mleku to zmieniasz je na sojowe? Nawet o tym nie myśl.

Poziom jego fitoestrogenu skoczy dwudziestokrotnie ponad normę. Jeśli to dziewczynka to przygotuj się na to, że jej pierwsza miesiączka wystąpi już wieku siedmiu lat, okradając ją z lat dziecięcych. Jeśli to jest chłopiec to jeszcze gorzej: może osiągnąć dojrzałość znacznie później niż normalnie powinien.

Badania przeprowadzone w 2000 roku pokazały, że dieta oparta na soi bez względu na wiek spożywającego może prowadzić do osłabienia tarczycy oraz powszechnych problemów z sercem i nadmiarem tłuszczu. Czy wyjaśnia to współczesny dramatyczny wzrost obżarstwa?

Ostatnie badania na szczurach pokazują, że pojawia się zanik czynności jąder, niepłodność męska, oraz hipertrofia macicy (powiększenie). Pomaga to wyjaśnić epidemię bezpłodności mężczyzn i nagły rozrost klinik leczących ją. Lecz niestety, do czasu, gdy dziecko zniszczone soją dorośnie do wieku dojrzałego i chce założyć rodzinę jest już za późno na kliniczne leczenie. Co gorsza, mamy teraz naukowe dowody na to, że estrogen zawarty produktach sojowych może powodować gwałtowny wzrost częstotliwości występowania u dzieci białaczki. Ostatnio statystyki w USA, podniosły się o 27% – w ciągu jednego roku!

Istnieją również poważne związki między soją a rakiem u dorosłych – szczególnie rakiem piersi. To dlatego rząd Izraela, Wielkiej Brytanii, Francji i Nowej Zelandii zdecydowanie ograniczają spożycie soi.

Smutne jest to, że 60% rafinowanej żywności w amerykańskich supermarketach obecnie zawiera soję. Co gorzej, ilość soi może zostać podwojona w najbliższych kilku latach (ostatnio słyszałem o tym) z powodu nietykalnym medyko-kratów z hierarchii FDA (Federalny Urząd Żywności i Leków), którzy rozważają pozwolenie producentom płatków zbożowych, kostek energetyzujących, sztucznego mleka, sztucznych jogurtów itd., aby głosili, że „soja zapobiega rakowi”. Nie zapobiega.

Ps.: Sos sojowy jest w porządku. W przeciwieństwie do sojowego mleka jest całkiem bezpieczny, ponieważ jest sfermentowany, co zmienia jego molekularną strukturę.

Miso, natto i tempeh (japońskie potrawy ze sfermentowanej soi – przyp. tłum.) są również w porządku, lecz unikajcie tofu.

Problem z soją – cz. 2

Oryginał:
http://wnd.com/news/article.asp?ARTICLE_ID=53425

Opublikowano: 19 grudnia 2006

Artykuł opublikowany w poprzednim tygodniu (Soja robi z dzieci 'gejów’) wywołał ogromne zainteresowanie – 500 e-maili i 40 wywiadów w mediach – z powodu niespodziewanego uderzenia, które przygniotło większość czytelników.

Prawdopodobnie mniej niż 10% z nas ma świadomość tego, że fasolka sojowa jest obecnie gorącym tematem w medycznych kręgach. Produkty sojowe – spożywane, pite i wprowadzane do tysięcy komercyjnych produktów – są słusznie oskarżane o horrendalną różnorodność medycznych stanów, z których kilka ma status epidemii, a niektóre należą do nieodwracalnych. Pediatrzy oraz lekarze innych specjalności zaczynają dostrzegać narastający zalew pacjentów cierpiących na różne symptomy, które jeszcze jedno pokolenie wstecz pojawiały się niezwykle rzadko.

Szokujące stwierdzenie zawarte moim artykule wywołały sporo niedowierzania, bardziej dlatego, że nie było przypisów ani żadnych szczegółów. Po prostu nie miałem na tyle miejsca, żeby wprowadzać wszystkie większe problemy jakie pojawiają się przy temacie soi i zrobić to w bardziej naukowy i systematyczny sposób.

Postaram się ten brak wyrównać w tym i kilku następnych artykułach.
Pozostając przy ograniczonych rozmiarach, postaram się dodać przypisy i rozszerzyć tekst dodają linki do odpowiednich miejsc w internecie.
Wystarczy kliknąć na „przypis”, aby zobaczyć pełny artykuł na dany temat.

Zacznijmy od tego: Najczęściej zadawanym w ciągu ostatnich dwóch tygodni pytaniem było: „Jeśli soja ma tak niszczące działanie, że może potencjalnie zmieniać seksualną psychologię i zachowania, to dlaczego Chińczycy i Japończycy jeszcze nie wymarli czy też nie stali się homoseksualistami wiele wieków temu?”

Są tego trzy przyczyny: Kliknij tutaj, aby znaleźć dwie pierwsze. Trzecia jest taka, że świat orientalny wcale nie zjada tak dużo soi, jak się nam wydaje. Średnia dzienna konsumpcja w Japonii (kraju zjadającym najwięcej soi ze wszystkich państw Azji) to około 8 gramów sojowej proteiny. Chiny i pozostałe kraje konsumują znacznie mniej.

Soja nigdy nie była głównym składnikiem jakim jest ryż, ryby czy wieprzowina. Nawet sięgając wstecz do lat 30 XX wieku spożycie kalorii z produktów pochodzących z soi w Chinach rzadko kiedy stanowiło więcej 1.5% ich diety, podczas gdy wieprzowina – 65! Nie ma żadnego porównania! Tradycyjnie plantacje soi były zakładane na polach dla ich nawożenia.
Soja była pożywieniem dla biednych, jedzona z oporem wyłącznie w czasach biedy i głodu. (Zwierzęta roślinożerne również nie lubią soi.) Ludzie jadali soję zawsze w małych ilościach jako przyprawę lub suplement mięsa. Najwyższe spożycie soi w Japonii notuje się wśród zakonników, którzy jedzą ją, aby obniżyć presję seksualną. (Pomyśl o tym, gdy następnym razem wybierzesz się do sklepu.)

Porównajmy to teraz do zaleceń FDA, która zachęca Amerykanów do spożywania 25 gramów protein z soi dziennie, jako sposób na zabezpieczenie się przed chorobami serca. To stwierdzenie FDA spowodowało dwukrotny wzrost spożycia sojowych protein w Stanach, choć zostało ostatnio zdyskredytowane przez Amerykańskie Stowarzyszenie Serca, które zmieniło swoje zdanie na temat soi, twierdząc teraz, że soja nie obniża poziomu cholesterolu i nie zabezpiecza przed chorobami serca!

Nie można powiedzieć, że opinie FDA są na sprzedaż dla lepszych oferentów, lecz Urząd był pod wpływem kampanii i żądania formalnego poparcia przez przemysł sojowy, w tym giganty typu: Monsanto, Archer Daniels Midland, Cargill oraz DuPont.

Gdy jednak w czasie badań szydło wyszło z worka, FDA szybko zmodyfikowało swoje stanowisko, ograniczając swoje poparcie do podstawowej proteiny soi, zamiast izoflawonów (zamiennik estrogenu). Problem z tym jest taki, że proteiny soi zawierają też niebezpieczne roślinne estrogeny. To dlatego dwóch najbardziej uznawanych naukowców z FDA, doktorzy Daniel Sheehan i Daniel Doerge, oprotestowali twierdzenia FDA w publicznym liście.

Jeśli sądzisz, że nie jesz tak dużo soi, pomyśl jeszcze raz. Choć tylko 15% z nas je produktu składające się w większości z soi raz w tygodniu to 55-70% wszystkich przetwarzanych produktów spożywczych sprzedawanych w supermarketach zawiera nieco soi. Nie możesz przed tym uciec. Szacuje się, że sojowy olej zajmuje gigantyczną ilość 79% rynku z pośród jadalnych tłuszczy używanych rocznie w USA.

Ludzie świadomi spraw zdrowotnych zwykle jadają tego najwięcej. Nawet umiarkowani wegetarianie czy fani soi nie zastanawiają się wiele nad zjedzeniem 25dkg tofu, ćwiarteczki kubka smażonych orzeszków sojowych i szklanki mleka sojowego dziennie, co jest znacznie więcej, niż jakikolwiek przeciętny Japończyk wziąłby pod uwagę.

Lecz największymi ofiarami soi są dzieci. Na jeden kilogram ciała, przeciętny Japończyk w 2000 roku zjadał 0.47 miligrama sojowych izoflawonów, podczas gdy w USA dzieci pijąc sojową formułę otrzymują 6.25 miligrama. Izoflawony to żeńskie hormony osłabiające testosteron.

Jakie powoduje to skutki dla ich narządów płciowych i seksualnej orientacji? Zajrzyj w przyszłym tygodniu.

Będzie gorzej, znacznie gorzej.

продвижение

Próżnia Boża: Ameryka a barbarzyńskie narody

David Kupelian

9 września 2006

W Starym Testamencie Bóg objawiał się wielokrotnie karząc dom  izraelski, Jego często nieposłuszne dzieci, dopuszczając do inwazji  barbarzyńskich krajów, plądrowania ich miast i zabijając wielu  z nich mieczem. Właśnie tego, odwróciwszy się od Boga,  doświadcza dziś zachodni świat, włączając w to Amerykę. Ten szalejący  konflikt między islamem i Zachodem, to „zderzenie cywilizacji”,  które wielu nazywa III Wojną Światową, jest wojną o duchowych korzeniach.

Powiedziano,  że do walki z religią potrzebna jest religia. Mówiąc  dokładniej, potrzebna jest prawdziwa wiara do pokonania fałszywej.  Przez „prawdziwą wiarę” nie mam na myśli zestawu reguł,  rytuałów i doktryn zestawionych w księdze, bez względu na to  jaka to księga. Ale „prawdziwa religia” to szczera osobista  wieź z jedynym prawdziwym Bogiem, to również naród  takich ludzi, którzy postępują zgodnie z tymi samymi prawami sumienia, które Bóg włożył w serca każdego z nich.

Jaka jest  odpowiedź na rozrastające się zagrożenie islamskim dżihadem? Prostą i  przerażającą odpowiedzią jest to, że nie ma odpowiedzi, dopóki  Ameryka w końcu nie zbudzi się i nie porzuci szalonego buntu przeciwko swoim własnym fundamentom i wartościom.

Dumni  jesteśmy czcząc naszych przodków, pokolenie II Wojny, którzy  wygrali ten straszliwy konflikt z inną formą demonicznego,  ekspansjonistycznego faszyzmu. Lecz tamto „Największe Pokolenie” było inne od naszego – oni wierzyli w Boga.

Jeszcze raz, proszę? Mówisz, że my również wierzymy dziś w Boga?

Nie, nie wierzymy – jako naród.

Pokolenie II Wojny Światowej wierzyło w Boga. Oni wierzyli, że Bóg jest  Bogiem Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze. Wierzyli, że  ON stworzył nas na Swój obraz a zatem ludzkie życie jest  święte, co oznacza, że nie mordujemy naszego potomstwa w łonie, ani  nie zabijamy naszych rodziców, gdy się zestarzeją i  rozchorują. Oni wierzyli w biblijną moralność, gdy chodzi o seks, co  oznaczało, ze homoseksualizm, cudzołóstwo i życie „na kocią łapę” są grzeszne i złe.

Oni wierzyli  również, że Bóg w wyjątkowy sposób pobłogosławił  Stany Zjednoczone Ameryki, czymś co Alexis De Tocqueville nazwał  „American Exceptionalism” – przekonanie, że  amerykańska światła Konstytucja, potęga przemysłowa i militarna,  nieprzeciętny standard życia i przede wszystkim legendarna wolność  były bezpośrednim wynikiem błogosławieństwa Wszechmogącego dla tego  szczególnego narodu. Wraz z tą wiarą domniemane było  rozumienie tego, że podobnie jak w przypadku starożytnego Izraela,  ten boski strumień niezasłużonego błogosławieństwa mógł zostać (i został) zamknięty w przypadku odwrócenia się od Boga.

Taka więc,  to była narodowa jedność „Największego Pokolenia”, oparta  na szeroko rozpowszechnionej kulturowej i religijnej wierności tym  fundamentalnym prawdom – które nazywamy  „judeo-chrześcijańskimi wartościami” – która  dawała im przekonanie do walki, wytrwania i zwycięstwa bez względu na  wysiłek i ofiary światowej wojny, z którą zostali skonfrontowani.

Dziś Ameryka  i Europa zostały przemienione przez islam co jest wynikiem duchowej  próżni panującej w tych niegdyś chrześcijańskich obszarach.  Szczególnie dotyczy to Wielkiej Brytanii i Europy, gdzie  inwazja islamu jest już bardzo zaawansowana. Analitycy przyznają, że  jest to tylko kwestia czasu, kiedy w tych krajach zapanuje  muzułmańska większość. Wtedy pojawi się prawo Szarjachu i totalna  transformacja byłych chrześcijańskich krajów w represyjne islamskie stany.

Myślisz, że  przesadzam? Holenderski minister sprawiedliwości, Piet Hein Donner,  ostatnio ogłosił, że pozwoliłby na to, aby prawo Szarjahu zapanowało  w jego europejskim kraju – już błyskawicznie napełniającego się  muzułmanami – jeśli większość to przegłosuje. Podobnie jak w  innych arabsko-muzułmańskich krajach pozostających obecnie pod  rygorystycznym islamskim systemem prawnym, europejskie kraje pod  szarjahem będą oglądać amputację kończyn – jak przewiduje Koran  – jako karę za niektóre przestępstwa; kobiety publicznie  chłostane, a czasami wieszane czy kamienowane na śmierć za  cudzołóstwo, czy inne tak zwane „przestępstwa przeciwko  czystości”; wyroki śmierci za odejście do islamu, czy nawet za  głoszenie chrześcijaństwa, jak to sie zdarza w Pakistanie z jego stale funkcjonującymi „prawami bluźnierstwa”.

Wszelkie  próżne i pyszne fantazje o po-chrześcijańskich, świeckich,  szanujących wielokulturowość Europejczykach sypią się w gruzy.  Francja jest tak zastraszona muzułmanami, których jest około  10%, że paryska policja nawet nie wchodzi do dzielnic muzułmańskich  społeczności na peryferiach stolicy. Po przehandlowaniu  chrześcijaństwa swych ojców na samozadowolenie i państwo  socjalistycznego dobrobytu znajdujące się w ekstazie  samo-sprawiedliwości, nie mają oni żadnej duchowej siły, którą mogliby się sprzeciwić najeżdżającym hordom.

A co z  Ameryką? Pomimo, że procentowy udział muzułman w tym potężnym kraju  jest znacznie mniejszy niż w Europie, radykalny islam już uzyskał  silne przyczółki w wielu częściach amerykańskiego  społeczeństwa. Pomijając zupełnie oczywiste znaki – jak  gwałtowne rozprzestrzenianie się w Stanach Zjednoczonych fundowanych  przez Saudyjczyków meczetów, islamskich centrów  i szkół uczących niezadowolenia a nawet nienawiści do Ameryki  – rozważmy tylko jeden z wielu mniej oczywistych „obszarów wzrostu” – nasz system więziennictwa.

Stephen  Schwartz w książce pt.: „Islam w Białym Domu” pisze:  „Muzułmańscy kapelani ustanowili w amerykańskich więzieniach  radykalny islamski rygor wobec muzułmańskich skazanych. Ci radykalni  kapelani, wyszkoleni w obcej ideologii, zatwierdzonej w szkołach  finansowanych z zagranicy i współpracujący ze sobą, aby  narzucić ekstremistyczne zasady, zdobyli całkowity monopol nad  islamską aktywnością religijną w amerykańskich stanowych, federalnych  i miejskich więzieniach i aresztach”. Dodaje zimno: „Wyobraźcie  sobie w każdym więzieniu islamską społeczność zorganizowaną za  ścianami zakładu karnego, jak saudyjskie królestwo bez żadnych  udogodnień. Skutecznie nakłonili amerykańskie władze, aby ustanowić  formę „islamskiego państwa” czy „zatwierdzonego przez rząd islamu” w ramach systemu penitencjarnego”.

Na jakim koszmarze się to skończy? Skończy się to tylko wtedy, tak jak kończy się koszmar, gdy się przebudzimy.

Musimy  powstać i pamiętać o tym, kim rzeczywiście jesteśmy. Musimy zdać  sobie sprawę z najbardziej fundamentalnej rzeczywistości, że człowiek  jest duchowym stworzeniem i będzie miał wiarę taką lub inną. Jeśli  nie uchwyci się prawdziwej wiary to złapie za fałszywą. Nie dzieje się to automatycznie – taki jest Boży porządek.

Najbardziej  wzruszająca scena z filmu „United 93” – kroniki  wydarzeń prowadzących do 11 Września 2001 roku, wypadku feralnego  odrzutowca na polach Pennsylwanii – zbliża się do końca, gdy  zarówno pasażerowie jaki terroryści zostali przedstawieni w  modlitwie. Było to tuż przed chwilą, gdy grupa odważnych pasażerów  zbuntowała się przeciwko terrorystom i można było zobaczyć kilku z  nich modlących się cicho; gorliwie powtarzających modlitwę Pańską,  jakby prosili Boga o nadludzką siłę i skupienie, których  potrzebowali do pokonania terrorystów w obliczu niemal pewnej  śmierci. W tej samej chwili pilot terrorysta został ostrzeżony, że  bunt pasażerów jest nieunikniony i również zaczął się  modlić do swego boga, błagając Allaha o pomoc i siłę do wytrwania  wobec wielkich trudności. Ten obraz dwóch śmiertelnych wrogów  modlących się o zwycięstwo, każdy do swego boga był elektryzujący – doskonała kwintesencja konfliktu, w który zostaliśmy włączeni.

Nie możemy  wygrać – i nie wygramy – tej wojny bez Boga. On wie,  gdzie i kiedy jest planowany następny atak przeciwko Ameryce. On wie  gdzie ukrywa się Bin Laden. Tylko On może dać nam nieziemską mądrość  i moc konieczną do wytrwania i miłosierdzia, gdy konieczne będzie  powstrzymywanie się – a brak miłosierdzia, gdy konieczne do  pokonania wroga będzie pełne, mrożące krew w żyłach, szokujące  zniszczenie. Przede wszystkim, wyłącznie szczera wierność Bogu da nam  dar prawdziwej sprawiedliwości – cnotę z innego świata, która  przeraża złych, inspiruje przyzwoitych i cudownie przekazuje zwycięstwo w ręce Jego ludzi.

Gdy Bóg  ograniczał swoją ochronę starożytnego Izraela z powodu ich  nieposłuszeństwa i niewierności Jego ludzi, było tylko jedno  rozwiązanie: Musieli pokutować ze swej pychy i szaleństwa, i wrócić do Niego.

 

Czy jakoś spodziewamy się, że Wszechmogący znajdzie inny sposób dla nas?

 

 

seo раскрутка сайта обучение