4 grudnia
Dr. Gerald May powiada; „kontemplacja zdarza się wyłącznie w takich chwilach, gdy jesteśmy otwarci, nie zajmujemy obronnej postawy i natychmiastowo obecni”. Wiem, że to prawda, lecz wiem też, jak rzadko zdarza mi się stąd zaczynać.
W większości sytuacji natychmiast reaguję defensywnie, osądzając, próbując kontrolować i analizując porównawczo. Lepiej idzie mi kalkulowanie, niż kontemplowanie. Mówiąc inaczej: wyszkoliłem umysł do tego, aby prowadził i mówił mojemu sercu, że ma podążać za nim, zamiast w odwrotnym kierunku. Przyznajmy, że wszyscy zmagamy się z tą pierwotną reakcją.
Wygląda na to, że moje „fałszywe ja” chce mieć pierwsze i ostatnie zdanie na każdy temat. Zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że gdy jestem otwarty, nie bronię siebie, nieprzywiązany i natychmiast dostępny, częściej jestem w stanie zaczynać od serca, co oznacza miłość, współczucie i miłosierdzie.
Pierwszy rzut oka na coś, rzadko wyraża miłość przez współczucie, ponieważ jestem zbyt zajęty ważeniem swoich uczuć. „Jak to na mnie wpłynie?” „Jak utrzymam pod kontrolą?” „Jak to pasuje do ciasnych granic mojego obrazu siebie?” To prowadzi do implozji i nadmiernego zajmowania się sobą, co z kolei nie pozwala wejść w społeczność z Bogiem, innymi czy tą chwilą.
Jest to całkowitym przeciwieństwem życia Jezusa, który przede wszystkim i zawsze wiedziony był współczuciem, stając za innymi; odrzuconymi, pogardzanymi, osądzanym i potępianymi. On zawsze stawał w obronie oskarżanych i przeciwko oskarżycielom.
Kontemplacja robi miejsce na patrzenie na siebie, innych a nawet Boga Bożymi oczyma. Ta stała przemiana ze stanu „wszystko wokół mnie” do „wszystko o Bogu”, daje się zrealizować wyłącznie przez „wszystko wokół innych”. Jest to jedyny sposób na przejście od egoistycznej re-akcji do pełnego miłości działania i wydawania „owocu, który trwa” (J 15:16).
__________




