Author Archives: admin

Siedem prostych tajemnic #5

17 Marzec 2004

5- Zacznij TERAZ!
Zacząć TERAZ?
Dobra, przejdźmy najpierw do tego, czym zajmujemy się TERAZ.

Jednym z najbardziej intrygujących terminów w biblii jest zwrot „życie wieczne”. Jest to dla mnie tak intrygujące dlatego, że w oryginalnym języku słowa te znaczą dokładnie: „bez początku, jak i bez końca”. Wielu z nas dorastało w takim nauczaniu, że „życie wieczne” oznacza pójście do nieba, po tym, gdy nasze ciało przejdzie przez zdarzenie zwane „śmiercią”, podczas, gdy to słowo literalnie oznacza TĄ CHWILĘ. Niektóre wschodnie religie i filozofia „new age” uchwyciły właściwe znaczenie tego terminu i podkreślają to przez odnoszenie się do niego jako „doskonała obecna chwila”. Chrześcijaństwo w przeważającej części odrzuca „doskonałą obecną chwilę” jako okultystyczne „mambo-jumbo” , podczas, gdy jest to całkiem poprawne biblijnie!

Gdy Jezus używał tego terminu, tłumaczonego jako „życie wieczne”, mówił o życiu w niewidzialnej rzeczywistości „ducha”, które może być osiągnięte teraz – w tej chwili – i nigdy już od tej chwili nie skończyć się, ale, które też zawsze było. Tak przy okazji, Jezus w oryginalnym języku mówił, aby nie rozglądać się za tym wiecznym środowiskiem „tutaj czy tam” bo ono jest w tobie.

W rzeczywistości ducha jest zawsze TERAZ – w tym momencie. To my, którzy zajmujemy to ludzkie ciało mamy skłonności do odkładania pewnych rzeczy na później, z wyjątkiem tego, co karmi nasze fizyczne zmysły przyjemnościami chwili – do tego podążamy. Wszystko zaś, co oznacza zamiany i wzrost naszej duchowej strony niech się dzieje jutro, w przyszłym tygodniu, miesiącu, roku, a najlepiej NIGDY. Praktykujemy zwlekanie, pozwalamy sobie sami na oszukiwanie się, odsunięci od doskonałości i radości bycia TERAZ z naszym jedynym i doskonałym Tatusiem.

Część tego oszustwa bierze się z naszego uczepienia się wiary w to, że jest coś widocznie dobrego w religijnej aktywności takiej jak: regularne uczestnictwo w kościele, studiowaniu Biblii i w tym, o czym religijni mówią jako o „modlitwie” oczywiście to wszystko w połączeniu z „dobrym” moralnym zachowaniem i mówieniu innym o Jezusie Chrystusie (lub, ostatecznie, zapraszaniu ich do kościoła). To wszystko mają być składniki „wiecznego życia” i, że to wszystko zostanie nam odpłacone po naszych cierpieniach i śmierci i wtedy „pójdziemy do domu”.

Jezus miał znacznie lepszy plan. Uniknij śmierci oraz chodź do domu, zamieszkaj w „królestwie Bożym” TERAZ – w tej chwili! Życie w nieustannej ekscytacji i, tak, rzeczywistym miejscu radości i pokou – nie takimi jak świat daje (włączając w to „kościół”), lecz takimi jak daje Jezus. Czy mówię, że uczestnictwo w kościele, studium biblijne, „modlitwa” nie mają żadnej duchowej wartości? Nie, mówię tylko, że jeśli nie występują one z nieustanną fascynacją, pokojem i radością to być może potrzebna jest zmiana.

Oto krótkie studium biblijne, które pozwoli nam „zacząć teraz”, każdego dnia.  Jezus powiedział: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Kto usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę i będziemy mieli razem czas intymnej społeczności” (Obj. 3:20).

Skoro Go zaprosiłem go właśnie ponownie – inny fragment OŻYWA:  „Tajemnicę, zakrytą od wieków i od pokoleń, a teraz objawioną świętym jego. Im to chciał Bóg dać poznać, jak wielkie jest między poganami bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest CHRYSTUS W WAS (1 Kol. 1:26/27)

W jaki sposób tą rzeczywistość wprowadzamy w TERAZ? Mówić kilka razy dziennie i pozwalając temu, który jest w nas mówić. Kiedy ktoś zapyta was:
– Jak się masz.

Prosto jest odpowiedzieć w wierze mówiąc

– Doskonale – ponieważ Ten doskonały, żyje w tobie!

Być może poniższy fragment z e-maila od brata z Kanady będzie pomocny w tym:

Cyt: „Zdaje się, ze powinienem się wstydzić, ale mam również nadzieję, ze to może zachęcić cię do tego, aby nigdy nie rezygnować z nikogo. Ponad rok temu przeczytałem po raz pierwszy „Otwieranie Skarbnicy” i właśnie dwa tygodnie temu zdecydowałem się podjąć praktykowania tego, co powiedziałeś na temat pozwolenia Temu doskonałemu, który mieszka w nas mówić. Powiedzenie: „doskonale” po raz pierwszy było bardzo trudne za pierwszym razem. Musze przyznać, że wielokrotnie wpadałem w stary zwyczaj odpowiadania:
– W porządku, a ty?

„Doskonale” to już teraz nawyk i chcę, abyś wiedział (jestem pewien, że wiesz), jaką to spowodowało różnicę w moim życiu. Teraz WIEM, że Jezus jest we mnie – faktycznie wiem. Lepiej późno niż wcale, nie? Zaczęliśmy wraz z żoną pościć kilka miesięcy temu i było to bardzo korzystne. Dziękujemy ci za twoją wytrwałą pracę”.  Koniec cytatu.

Chciałbym coś zasugerować – abyś zainwestował 30 minut czytając „Fascynujące życie”. Gdy pisałem to, co powyżej to zdałem sobie sprawę z tego, że już to wszystko wcześniej powiedziałem wiele razy w różny sposób – zatem wróciłem do kilku artykułów znajdujących się już na stronach, aby zobaczyć, czy nie mogę znaleźć jakichś fragmentów, które mówią w istocie o Zaczynaniu TERAZ. Wprowadził to Jezus, lecz chrześcijaństwo przekręciło to na: „gdy umrę pójdę do nieba”. W końcu wylądowałem na „Fascynującym Życiu”. Przeczytałem wiele razy to, co „ja” napisałem – i zawsze jestem zdumiony tym, w jaki sposób mnie to dotyka.

Przyznaję, że opowiada ona moją historię o wyjściu ze zorganizowanego kościoła (i o tym, dlaczego) – zatem ma i wiele osobistego znaczenia dla mnie, lecz biblijne fundamenty, które tam podałem są dobre i jestem pobudzony do tego, aby zachęcić wszystkich do czytania „Fascynującego życia” – ponieważ to skutecznie wzmocni tą Prostą Tajemnice #5 – Zacznij TERAZ.

A potem…. do zobaczenia jutro, lub następnego dnia przy Prostej Tajemnicy #6.

Bradcullen33316@yahoo.comраскрутка

Siedem prostych tajemnic – 06

Bądź wdzięczny i przebaczaj!

Przebaczenie

Wszyscy wiedza, że mamy przebaczać, lecz niewielu wie jak to robić.

Niewielu z pośród nas, nazywających siebie chrześcijanami rozumie to, że Jezus dał jasne i całkiem proste instrukcje na temat tego, jak przebaczać – jedynym wyzwaniem jest tłumaczenie.

Na przykład słowo „przebaczenie”, używane w Biblii jest tłumaczeniem dwóch słów z oryginalnego języka. Jedno z nich oznacza literalnie: „zdecydowanie odrzucić”, a drugie „uwolnić” lub jak powiedzielibyśmy „pozwolić odejść”. Zatem „przebaczyć” wraz z całą przywiązaną do tego słowa tradycją jest całkowicie nieadekwatne do wyrażenia koncepcji „odrzucania” i „uwalniania”. Nadal jednak pozostajemy z pytaniem: odrzucić, uwolnić – CO?

Innym wyzwaniem jest zwyczaj powtarzania: – Mogę przebaczyć, lecz nie mogę zapomnieć.

Z praktycznego i emocjonalnego punktu widzenia jeśli nie mogę zapomnieć zła (czy to faktycznego czy tylko postrzeganego tak) jakie ktoś mi wyrządził to nie mogę mówić, że przebaczam, lecz rzeczywiście, dopóki nie zapomnę incydentu, to tylko żartuję z siebie mówiąc: „Przebaczam”. Nadal jestem przywiązany do osądu.  Widziałem wiele ludzkich istnień zmienionych (nawet uzdrowionych od
wieloletnich chorób i słabości, jak też wszelkiego rodzaju emocjonalnych chorób), z chwilą pozbycia się tych złych wspomnień, gdy poszli za poleceniami Jezusa. Nie przez stłamszenie czy zaprzeczenie, lecz przez pozbycie się z pamięci tych incydentów.

To, co powiedział Jezus, wyrażając to w oryginalnym języku w ew. Marka jest krystalicznie czyste, lecz sposób przetłumaczenia mąci nasze myślenie. Składnia oryginalnego języka niemal uniemożliwia właściwe zrozumienie (dla współczesnych amerykanów) przekładu – szczególnie jeśli upieramy się przy tłumaczeniu słowo w słowo z oryginału.

Przejdźmy do Marka 11:23-26. Poniższe tłumaczenie tego, co Jezus powiedział w tym fragmencie jest bardzo właściwe i zachowuje sens oryginału – zarówno w kontekście jak i literalnym znaczeniu.

„Musicie pozbyć się wszystkich duchowych trudności przez autorytatywne nakazanie im, aby odeszły mając w umyśle obraz tego, jak podnosisz je do góry, nad głowę i wrzucasz do morza. Jeśli zrobisz tak, nie dopuszczając przeciwnych myśli, które powodują, że chwiejesz się w stałym i emfatycznym mówieniu i równoczesnym wyobrażaniu sobie tego, jako coś, co odeszło – to odejdzie, jeśli będziesz tak robił, aż do chwili, gdy odejdą. Lecz nie sądźcie, że możecie to zrobić jeśli macie coś przeciwko komuś. Jeśli trzymasz się jakiegokolwiek osądu czy krytycyzmu wobec kogokolwiek o coś, co uważasz, że ci zrobiono, musisz odrzucić i uwolnić te myśli osądu i krytycyzmu w taki sam sposób (wrzucając je do morza), tak, abyś mógł żyć całkowicie wolny od wszelkiego osądu czy krytycyzmu, tak jak twój Tatuś niebieski już zrobił dla ciebie. Lecz jeśli nie uwolnicie każdego ze swego osądu lub krytycyzmu, nie możecie chodzić w doskonałej wolności waszego Ojca.

To, że jest tutaj mnóstwo gadaniny, którą w pierszej chwili trudno pojąć, jest widoczne. Gorąco zalecam, aby przerobić ten tekst czytając go wielokrotnie, dopóki tak koncepcja jak i słownictwo nie zostaną głęboko przetrawione.

Powtórzę, jest to literalnie poprawne tłumaczenie z oryginalnego języka. Jezus powiedział metaforycznie o „górze”. „Góra” jest literalnym ekwiwalentem słowa użytego w oryginale. Niemniej jednak z kontekstu jest oczywiste, że mówił o przeszkodach, które stoją na naszej drodze do osiągnięcia czegoś i o sposobie jak się tego pozbyć – nie wchodząc w ogóle w dyskusje na temat „przenoszenia gór”.

Innym słowem używanym w większości przekładów to „wątpliwości”. W oryginale słowo to odnosi się do rozdwojenia myśli lub przeszkód powodowanych przez duchy rozdwojenia (dosł. Podziału). Nasze religijne pojmowanie „wątpliwości” każe nam myśleć, że wątpienie jest złe. NIE TAK JEST! Szczere wątpliwości prowadzą do wytrwałego naciskania na Boga, aby otrzymać odpowiedź, aż dostajemy się na bagna poczucia winy, lecz tutaj nie ma słowa „wątpić” – lecz jest dokładnie to samo, którego używa Jakub na mówiąc o tym, że wiele może osiągnąć modlitwa sprawiedliwego, jeśli nie jest „rozdwojonego umysłu”.  Pokuszenie, aby przystać do pewnych szczególnych religijnych tradycji były bardzo silne, gdy to pisałem i zostały skutecznie odparte. Na przykład, pewni ludzie mają poważne problemy, żeby nie zwracać się w czasie modlitwy do Boga inaczej niż przez bardziej szacowną formę niż „Ojcze”. Szczerze mówiąc, byłem szczerze kuszony do tego, aby hołubić ich widoczną potrzebę i uniknąć głupich sporów argumentów opartych na tradycji. Wyzwaniem jest to, że oryginalny język Jezusa, używał bardzo intymnego słownictwa, które może być właściwie tłumaczone wyłącznie jako „Tatusiu, Tato, Papo”. Pan demonstrował w ten sposób mamy unikalnego, doskonałego, miłującego Tatusia, do którego mamy całkowicie swobodny dostęp i któremu możemy przedstawić każdy problem. Bardziej surowy „Ojcze” niszczy sam cel poleceń Jezusa. Jeśli mamy zrozumieć polecenia Jezusa, które nam zostawił, musimy opierać się religijnym tradycjom, zachowywanym przez archaiczny język i błędne tłumaczenia.

Jaki cel postawił przed nami Jezus udzielając nam tych poleceń? Prawda jest, uderzającym przykładem tego, jak podstępna była siła religijnej tradycji i mętnych tłumaczeń, aby zaciemnić nam obraz tego, o czym mówił nam Jezus.  Ten fragment Mk. 11;23 -26 zawiera instrukcje na temat tego, jak zdobyć i używać taką samą wiarę, którą Jezus zdumiewał uczniów. Żeby to zobaczyć musisz sięgnąć nieco dalej w tekście. Jezus wraz uczniami szedł z Betanii do Jerozolimy. Był głodny i zobaczył drzewo figowe w oddali. Podszedł do niego tylko po to, aby się przekonać, że nie ma na nim fig. Marek wyjaśnia, że przyczyną ich braku było to, że nie była to pora na figi, lecz Jezus z pewną irytacją powiedział:
– Niechaj nikt już z ciebie nie jada owocu  Uczniowie słyszeli to dobrze.

Uwaga: ktoś ostatnio wyjaśnił mi, że figi zawsze znajdujdą się w tym samym czasie, co i liści. Prowadzi mnie to do kilku wniosków na temat symboliki bezowocnego ornamentalnego zdobnictwa – na przykład ludzi, którzy są zajęci szukaniem duchowości, lecz nie przynoszą żadnych owoców, które wydaje Duch Święty.

Szli więc dalej do Jerozolimy, gdzie Jezus wypędził przekupniów i wekslarzy ze świątyni. Było już całkiem późno, gdy zwrócili się z powrotem w stronę Betanii, zatrzymali się więc na noc, aby przespać się na ziemi. Rano ruszyli znowu i mijali drzewo figowe – teraz uschnięte od szczytu do korzeni i Piotr powiedział do Niego:
– Oj! Patrzcie na drzewo figowe, które wczoraj przekląłeś. Jest kompletnie martwe!

Wróćmy teraz do wersu 22, tuż przed omawianym fragmentem 23-26. We współczesnej mowie, można to powiedzieć:
– Taak, wiem. Moglibyście robić to samo. Zdobądźcie i używajcie Bożej wiary, wary tego samego rodzaju, jaką widzicie u mnie w działaniu

Tak, uciekłem się tutaj do parafrazy, koniecznej do strząśnięcia z nas pewnych śmiesznych religijnych tradycji, które uniemożliwiają nam zobaczenie tego, co faktycznie Jezus mówi.  Każdy godny zaufania grecki Nowy Testament przekłada to stwierdzenie Jezusa jako:  „miejcie wiarę z Boga” lub „miejcie Bożą wiarę”..  Następnie, Pan przechodzi do wyjaśnienia w jaki sposób Bożą wiarę osiągnąć, a ma się to stać przez usunięcie przeciwności, które stają na drodze do jej zdobycia. Otóż dzieje się to na drodze nauki autorytatywnego mówienia – tak autorytatywnego, że aż do punktu uśmiercenia „biednego, niewinnego” drzewa! Nic mniej!

Lecz może wydawać się, że oddalam się od głównego punktu rozważań tj., od „przebaczenia”, lecz tak nie jest. Wielu lekarzy i specjalistów od zdrowia psychicznego mówi, że u korzeni wielu chorób, włączając w to umysłowe, jest nieprzebaczenie tj., nierozwiązany gniew i zgorzknienie. Wierzę, że jest to również przyczyna tego, że jest tam mało wiary, o której mówił tutaj Jezus, w „kościele”. Jezus wyraźnie stwierdza, że nie możemy zdobyć ani używać tego rodzaju wiary jeśli nie wyrzucimy i nie uwolnimy naszego osądu i krytycyzmu wobec innych, bez względu na to, co nam zrobili. Proszę zwróć szczególną uwagę na to: jedną z przyczyn duchowej anemii i bezsilności w „kościele” jest osąd i krytycyzm. Jezus mówi, aby pozbyć się takich uczuć i myśli i uwolnić ludzi od naszego osądu. Pokazał nam również JAK to zrobić!

Niemal wszystkie przekłady tłumaczą słowa z wersu 22 jako „Miejcie wiarę w Boga” Jest znaczna ilość naukowych komentarzy dotyczących tego, dlaczego tłumacze Biblii Króla Jakuba (KJV) świadomie błędnie przełożyli „Bożą wiarę” lub „Bożego rodzaju wiarę” w mętne „miejcie wiarę w Boga”. Lecz pozostaje pytanie, dlaczego następni tłumacze zachowali tą tradycję, które zaciemnia wpływ całego fragmentu?

Kiedy po raz pierwszy utknąłem na tym fragmencie zapisanym w oryginalnym języku, poszedłem do przyjaciela, który był przywódcą w Assemblies of God (Zbory Zielonoświątkowe), i który w tym czasie znany jako znakomity znawca greckiego Nowego Testamentu. Powiedział mi, że robię z igły widły. Musiałem wielokrotnie zadawać pytanie czy mam rację, aż w końcu przyznał, że tak. To on pokazał mi ów komentarz tego szczególnego wersetu, który pokazywał, że tłumacze dosłownie bali się tłumaczyć to poprawnie ze względu na całkowicie uprawniony strach przed Królem Jakubem, który mógł rozkazać uciąć im głowy!

Musimy zrozumieć „wiarę”, do zdobycia i używania, której namawia nas Jezus. Musimy zrozumieć, że pierwszą „górą” czy trudnością do jej zdobycia jest NIE POSTĘPOWANIE WEDŁUG JEGO INSTRUKCJI. Każdego dnia musimy usuwać duchowe przeszkody, a szczególnie negatywne emocje gniewu, zgorzknienia spowodowane złym potraktowaniem oraz nasze krytyczne i osądzające myśli dotyczące innych. Powtórzmy, jakie są instrukcje Jezusa? Wrzuć je z wściekłością do morza! Nie wykonanie tego, jest pierwszą przeszkodą czy górą stojącą na drodze do osiągnięcia tej wiar!

Przeznaczenie jakie dla każdego z nas jako wierzących ogłosił Jezus to być w stanie czynić wszystko to, co On czynił, gdy chodził po tej planecie jako człowiek. Nigdy nie będziemy w stanie osiągnąć tego punktu, dopóki wyraźnie nie zobaczymy i nie usuniemy gór z naszej drogi. „Nieprzebaczenie” i uparte trzymanie się religijnych tradycji, które nie mają nic wspólnego z tym, o czym mówił Jezus, to dwie pierwsze przeszkody.

Jedną z ostatnich rzeczy, które mogą nam pomóc zobaczyć pełne zasięg uwolnienia nas z naszych własnych przestępstw jaki udziela nam nasz Tatuś to słowa Jezusa wypowiedziane do Piotra:

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał:
– Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?
– Nie. – odpowiedział Jezus – siedemdziesiąt siedem razy.

W języku oryginalnym jest całkowicie oczywiste, że Jezus powiedział, aby zwolnić swego brata od naszego sądu nie tylko owe 490 razy (literalnie), lecz przebaczać za to samo przekroczenie stale i wciąż. Jeśli takie jest polecenie Jezusa dla nas to czyż nie możemy dostrzec tego, że nasz Tatuś już uwolnił nas nieskończoną ilość razy spod swojego ostatecznego osądu?  Zostaliśmy ogłoszeni jako wolni! Lecz tylko wtedy, gdy uwalniamy naszych braci i siostry z pod naszych własnych myśli sądu i krytycyzmu! Ja tego nie powiedziałem, to są słowa Jezusa! (Mk 11:26)

Gdy już raz przejdziemy przez ten proces to w naturalny sposób pojawi się w nas wdzięczność i zdumienie dla Bożego doskonałego uwolnienia, jakie na nas spływa. Dzięki, Tatusi, za to, że pokazujesz nam to zdumiewającą prawdę – że gdy my „przebaczamy (i zapominamy) to wtedy chodzimy w Twoim doskonałym „przebaczeniu”. Bądź błogosławiony i uczczony, Tatusiu, za to, że wszystko wykonałeś tak doskonale dla nas! Prosta tajemnica #6 – praktykuj „przebaczenie” i wdzięczność.

Bradcullen33316@yahoo.comоптимизация сайта поисковые системы

Otwieranie skarbnicy Bożych darów 07

VIIPoświęć swój czas!

Przypomnij sobie numer trzeci z listy:  brak zrozumienia wiary, niezbędny do działania w duchowym autorytecie i mocy oraz brak zrozumienia sposobu stosowania jej. Opowiedzieliśmy historię o uczniach, którzy nie mogli zrobić czegoś, czego Jezus oczekiwał, że zrobią i co oni sami spodziewali się zrobić. Ta historia znajduje się w 17 rozdziale ew. Mateusza.

Jest nieco kontrowersji wokół tego fragmentu. Biblia Króla Jakuba stwierdza wyraźnie, że Jezus powiedział, że ten rodzaj (w kontekście jak również łatwo widoczne to jest w oryginalnym języku) demona wychodzi tylko wobec osoby, która spędziła dużo czasu przygotowując się przez post i modlitwę. Niektórzy twierdzą, że ta część fragmentu została dodana później i nie ma jej w oryginale, podczas gdy inni zaprzeczają, twierdząc, że jest w oryginale i prawdopodobnie została usunięta przez tłumaczy, którzy w to nie wierzyli.

Nie zamierzam wdawać się w ten spór, lecz wiem, że każdy z kim podzieliłem się tą zasadą a kto chciał wszystkiego, co Bóg dla niego/niej ma (otworzyć skarbnicę), nigdy nie wszedł do pełnej obecności i mocy Bożego Ducha Świętego w tej dziedzinie … dopóki nie doszedł do miejsca postu, gdzie mógł przez dziesięć dni lub więcej trwać w skoncentrowanej modlitwie i poście.

Nie znam również nikogo, kto trwałby w działaniu w mocy Bożej, kto nauczył się modlić, tak jak Jezus modlił się i cyklicznie nie pościł, aby odnowić tą zdolność. Zdecydowanie wierzę w to, że to dlatego Jezus nazwał swoich uczniów grupą (bandą) renegatów – ponieważ oni rozluźnili dyscyplinę postu i modlitwy, w związku z czym nie mieli dość wiary.

Sprzeczanie się o to do niczego nie prowadzi. Nie proponuję tego jako doktryny… po prostu stwierdzam to, co ja oraz wielu innych, doświadczyło. Lecz wyskoczyliśmy za bardzo do przodu… wróćmy do anty-wiary i spójrzmy na kilka możliwych, może lepiej powiedzmy, prawdopodobnych przyczyn, które powstrzymują ludzi.

Pamiętasz mojego przyjaciela kaznodzieję? On nie uwierzył dopóki nie został świadkiem demonicznej manifestacji. Jego system wiary nie pozwalał na takie rzeczy dopóki tego nie zobaczył. Zazwyczaj nie pozwalam na to, aby demony manifestowały się. Wzbudza to niepotrzebną sensację, egocentryzm i odwrócenie wzroku od Boga w stronę relatywnie słabej mocy przeciwnika. Przy okazji, Jezus powiedział:
– Daje wam wszelką moc nad dziełami wroga – słowa zapisane w oryginale są lepsze i bardziej wygodny przekład dla naszego zrozumienia brzmi tak: „autorytet nad wszelkimi negatywnymi cudami przeciwnika”.  Niezmiennie, gdy ludzie widzą na podłodze zielone wymiociny (na przykład) z częściami nowotworowej narośli, to mają tendencję do pamiętania ordynarnej manifestacji demonicznej niż chwały Bożego cudu pozbycia się raka.

Obrzydliwe? Oczywiście… wszystko, co robi przeciwnik jest obrzydliwe. Czy jednak powinniśmy patrzeć na jakieś zewnętrzne przyczyny? Pamiętasz Corrine? „O, ja kocham Pana”. Religijny duch wywołuje niewiarę, samozadowolenie i bezsilność. Jak się tam dostał? Dzięki jej „poprawnemu” religijnemu wychowaniu w „wierzącym w Biblię” kościele! Podoba ci się to, czy nie, taka jest prawda. Gdybyś był świadkiem wszelkiego rodzaju „nieuleczalnych” chorób takich jak: epilepsja, rak, cukrzyca, astma i inne przypadłości odchodzących wraz z wypędzeniem demonów… zaczął byś rozumieć, co znaczą negatywne cuda przeciwnika. Czy wierzysz, że „większy jest ten, który jest w tobie, niż ten, który jest na świecie”?  Czy jesteś gotów na zablokowanie ducha anty-wiary?

Jeden z autorów Ewangelii stwierdza wyraźnie – co widać w oryginalnym języku – że Jezus nie był w stanie (dosłownie) czynić cudów w swoim rodzinnym mieście z powodu niewiary, ponieważ ludzie tam myśleli, że wszystko o nim wiedzą. Chrześcijanie, którzy współcześnie wierzą w to, że wszystko wiedzą o Jezusie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo ograniczają Jego pracę w nich i przez nich z powodu swej niewiary. W miejscu, w którym powinny dziać się cuda, zazwyczaj nic się nie dzieje, z powodu szczerzącej się niewiary… zrodzonej i utrzymywanej przez ducha anty-wiary.сайта

Śniadanie chrześcijanina#Zaremba Piotr

#VIII. ’96

Czy pamiętacie kawał o człowieku, który codziennie rano w pracy
wyrzucał śniadanie do kosza, mówiąc:
– Znowu z dżemem.  –  aż ktoś się w końcu zapytał: skąd
wiesz, przecież nawet nie rozpakowałeś?
– Dobrze wiem, bo sam sobie zrobiłem, –  brzmiała jego odpowiedź.

    Wielu zielonoświątkowców uważa, że Kościół i zbory
Zielonoświątkowe są tradycyjne i nic się na nabożeństwach nie dzieje,
podczas, gdy to właśnie ci najbardziej znudzeni ludzie, najskuteczniej
do tego przykładają rękę; po prostu sami sobie przygotowują kanapkę z
dżemem, po czym wyrzucają ją do kosza. Bywa i tak, że w ogóle nic sobie
nie przygotują, a potem mają pretensje, że w brzuchu (w duchu) im
burczy.
To nie prezbiterzy, pastorzy i starsi rzeczywiście kształtują w
100%  oblicza zborów czy kościoła, lecz mają na to wpływ biorący
udział w życiu tego kościoła członkowie. To twoje modlitwy i twoja
wiara umożliwia działanie Duchowi Świętemu przez tych, których
wyznaczył na liderów.
Oto Mojżesz, najbardziej namaszczony mąż Boży Starego Testamentu,
jedyny człowiek, z którym Bóg rozmawiał „twarzą w twarz tak, jak
rozmawia się z przyjacielem” nie mógł zapobiec ciągłemu narzekaniu i
buntom swego narodu, a równocześnie, kiedy Izrael walczył z wrogiem,
potrzebował pomocników do podtrzymywania w górze rąk, aby zwycięstwo
się dokonało całkowicie. Pamiętajmy o tym, że sam Jezus nic nie mógł
uczynić w Galilei z powodu ich niedowiarstwa. Tam nie znalazło się
nawet kilka osób z poza grupy uczniów, którzy by wsparli Go swoją wiarą
i oczekiwaniem, że może i tu coś uczynić.

Czyż dziś pastorzy i wszelkiego rodzaju liderzy nie są ograniczani
przez zgromadzenie przed, którym stoją?   Najogólniej tą
zależność wyraża idea świecznika, który stał w świątyni Mojżeszowej.
Oliwę podtrzymującą płomień lampek miał dostarczać lud:



IIMoj.27.20.
Rozkażesz też synom izraelskim aby
przynosili ci do świecznika oliwę z oliwek, czystą wytłoczoną aby stale
można było wystawiać lampy.

„Aby można było wystawiać lampy”, a zatem jeśli nie ma oliwy, to nie
można wystawiać lamp, kiedy zaś nie można wystawiać lamp, w świątyni
jest ciemno. Trudno o bardziej żałosny widok niż Świątynia bez światła
oświetlającego chleby pokładne (chleb żywota).
To twoja modlitwa jest oliwą, którą dolewasz do lampy postawionej przez
Boga na świeczniku. Być może przyczyną gaśnięcia wielu mężów
postawionych na świeczniku, jest brak stałego dostarczania im oliwy
przez tych, którzy do tego zostali powołani. Jeżeli nie masz służby w
zborze i czujesz się niepotrzebny nie pozwól się dłużej okłamywać,
twoim zadaniem jest przynoszenie ludzi postawionych przez Boga w
modlitwach przed Jego tron i nieustanne dostarczanie im oliwy, aby
płonęli jasnym światłem i wskazywali ci na Jezusa i Jego dzieło. Warto
się tego podjąć tym bardziej, że nagroda za ich i twoją pracę jest
jednakowa:



I Sam. 30.24.
Gdyż jaki jest dział tego, który
rusza do bitwy, taki też dział tego,


który pozostaje przy jukach;
jednakowo się podzielą.

Jaką kanapkę przygotowałeś sobie duchową ucztę niedzielną? Czy
przypominasz sobie jak ją przygotowywałeś?

O Panie pobłogosław
dzisiejsze (jutrzejsze) nabożeństwo,    
            
        kromeczka


O Królu i żeby było fajne
uwielbianie                    
   masełko, poszło nieźle

I żeby kazanie pastor powiedział
dobre                 
   dżemik (może być inny niż
w
zeszłym tygodniu)



I pobłogosław wszystkich, którzy
przyjdą                 druga kromeczka – to ta z góry
niekoniecznie musi dokładnie


       
           
           
           
           
           
            pasować i tak
się wyrzuci

Bracie i Siostro czy właśnie w ten sposób modliłeś się o zgromadzenie
świętych,
o spotkanie z Wszechmogącym, Królem Królów i Panem Panów???????

Jeżeli rzeczywiście tak wygląda modlitwa o spotkanie z Bogiem w
rodzinie Bożej większości Chrześcijan, to jak mogą przebiegać same
nabożeństwa. Jest to z pewnością prosta droga do nudnego, religijnego
„odprawiania” nabożeństw, no i oczywiście twierdzenia, że „eeee, nasz
pastor to jest mało duchowy”. Czyż nie jest to codziennie kanapka z
dżemem?
Jeśli masz już dość dżemu zafunduj sobie coś smaczniejszego!! Czyżby
Bogu brakowało fantazji przy zastawianiu stołu dla swoich dzieci?? Z
pewnością nie. Po prostu Jego dzieciom nie chce się sięgnąć po
wspaniałości, które im Ojciec przygotował

Słusznie Salomon zauważył, że:
Przyp.Sal 19.24.
Leniwy zanurza rękę w misie, lecz do
ust jej nie podnosi.        



Właśnie tak postępując sami sobie stawiamy na stole kilka razy w
tygodniu to samo danie, lub
też widząc co innego pogrzebiemy w tym widelcem, lecz do ust nie chce
się nam podnieść ręki.
Taką pełną „michą” często bywają świadectwa z innych zborów czy też z
innych stron świata,
gdzie po wielu latach zmagań w modlitwie, „coś” się zaczęło dziać lub
dzieje.
Dobrze jest nieco się nacieszyć tym, co jest wystawione, ale żeby tak
samemu trochę powalczyć
z łyżką i sięgnąć po smakowitą strawę samemu, to już za duży wysiłek.

aracer

Pan dał, Pan wziął#Zaremba Piotr

Jedno z większych oszustw jakie udało się przez stulecia do kościoła
wprowadzić to powiedzenie „Pan dał, Pan wziął….”, oczywiście poparte
dalszym: „i w tym wszystkim nie zgrzeszył  Joba ustami
swymi”.#
IV. 04.
Pan dał Pan wziął….


Czy jest jakiekolwiek uzasadnienie na współczesne używanie
słów Joba: „Pan dał, Pan wziął…”
 
Jedno z większych oszustw jakie udało się przez stulecia do kościoła
wprowadzić to powiedzenie „Pan dał, Pan wziął….”, oczywiście poparte
dalszym: „i w tym wszystkim nie zgrzeszył  Joba ustami
swymi”.  Jest to typowy przykład tego jak NIE należy używać
wersetów Słowa i jest kolejnym, z licznych, dowodem na to, że Słowo
Boże nie jest uniwersalne w tym sensie, że można przypiąć dowolny
werset, w każdym czasie i każdemu.

Czytamy o tym, że Job nie zgrzeszył, ale DZIŚ, mam takie przekonanie,
każdy, kto wypowiada te słowa GRZESZY! Dlaczego?
Toż to bardzo proste i oczywiste – z powodu poznania jakie mamy.
Badacze twierdzą, że księga Joba jest historycznie najstarszą księgą i
żył on w czasach jeszcze przed nadaniem Izraelowi Prawa (Zakonu).
Poznanie jakie miał Job było naprawdę baaardzo mizerne, do czego się
zresztą przyznał (i to wcale nie z powodu cierpienia jakie przeszedł,
ale o tym dalej) mówiąc: „do tej pory tylko ze słyszenia
wiedziałem  o tobie” (42:5).  Widać to zresztą bardzo
dokładnie w jego wypowiedziach, w których wszystkie swoje cierpienia
zarzuca bezpośrednio działaniu Boga (potem często odzywa się to w
Psalmach). Raczej należy się spodziewać i można być tego pewnym, że w
ogóle nic nie wiedział o istnieniu diabła, więc też i nie dziwne, że
wszystko przypisał Bogu.
    Pamiętajmy o zasadzie: „Komu mało dano, od tego
niewiele będzie się wymagać”.  Może jednak wymagania wzrosły w
międzyczasie?

Job nie miał nawet takiego poznania jakie otrzymał Mojżesz, a o którym
również my nie wiemy z powodu tłumaczenia tego fragmentu. Wiecie
dlaczego Mojżesz tak cierpliwie wstawiał się za ludem? Dlaczego bez
wahania stawał przed Bogiem i obronie innych? Bo miał objawienie
„dobrego Boga”. Kiedy?
Otóż czytamy niestety tylko w starym przekładzie Biblii Gdańskiej:
Wyj.: 33:19: „Sprawię, że przejdzie wszystko dobre moje przed twarzą
twoją….”
Większość znanych mi anglojęzycznych współczesnych przekładów mówi
tutaj: „Sprawię, że cała moja dobroć przejdzie przed tobą…” (np.:
NIV: „I will cause all my goodness to pass in front of you…”).  
Taką samą dobroć objawił Bóg Jobowi, gdy do niego przemawiał, mówiąc
przecież o sobie, a nie w cierpieniach zadanych mu przez diabła.

Jest taka zasada Bożego przemawiania do człowieka, którą wyraża NT:
„mówił do nich zgodnie z tym, jak mogli słuchać” i oczywiście zawsze
tak było. Zatem na tym etapie poznania, na jakim był Job, nie było
kłamstwem z jego strony przypisywać te rzeczy Bogu, skoro w pewnym
okresie nawet Bóg przyznawał się do tego. Powiedział przecież do
Mojżesza (Wyj. 4:11): „Kto dał człowiekowi usta. Albo kto czyni go
niemym albo głuchym widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan?” Niemniej
jednak Jezus wypędzał demony głuche, ślepe i nieme, a nie Boga. Czy
więc Bóg skłamał? Nie, nie jest to kłamstwo, lecz dostosowanie się do
poziomu słuchacza – zgodnie z tym jak mógł słuchać – podobnie jak nikt
nie traktuje jako kłamstwa tego, gdy usiłuje wytłumaczyć dziecku różne
jego „dlaczego?”  lub „skąd” (się biorą dzieci w brzuchu mamy).
Oczywiście można poprzestać nawet dziś, ponad 3500 lat później na tym
poziomie, że Bóg komuś odebrał słuch, lub sprawił, że ten urodził się
ślepym, ale można przyjąć objawienie nowsze i przepędzić demona wraz z
chorobą jaką wywołuje. Usprawiedliwia Joba sam Pan Jezus mówiąc, w
zupełnie innym kontekście, ale czyż nie dotyczy to tego samego: „komu
niewiele dano (właśnie poznania – przyp. mój), od tego niewiele wymagać
się będzie”.

Dlaczego więc nie mamy prawa dziś powtarzać po Jobie tego okropnego (z
dzisiejszego punktu widzenia) powiedzenia?

Więc teraz po kolei:
1. Po pierwsze i przede wszystkim Jezus objawił nam Boga jako DOBREGO
OJCA, sam powiedział; „kto widział Mnie, widział Ojca” i jak czytam
„chodził CZYNIĄC DOBRZE i uzdrawiając wszystkich dręczonych przez
demony”
(przekład BW „opętanych” jest błędny”). Najdoskonalsze 100% objawienie
Boga jakie mamy w Chrystusie w 100% sprzeciwia się temu powiedzeniu
„Pan dał, Pan wziął”. Nie znajdujemy ani w życiu ani nauczaniu Jezusa
ani jednego przypadku, żeby komuś coś wziął, lub odmówił pomocy. Trudno
byłoby mi tu przepisywać 1/2 NT, aby to potwierdzić.

2. Sam Jezus sprzeciwił się temu „nauczaniu” mówiąc wyraźnie, i
bardziej wyraźnie chyba się już nie da!, że to „ZŁODZIEJ przychodzi aby
kraść, zarzynać i wytracać. JA przyszedłem ABY MIAŁY ŻYCIE I MIAŁY JE W
OBFITOŚCI” (J.10.10) nie więc już żadnego usprawiedliwienia na
oskarżanie Boga o takie rzeczy.
Do Joba przyszedł złodziej (pomijam na razie zgodę Boga) i robił to, co
do niego należy – kradł, zarzynał i wytracał. Dziś kościół dostał prawo
i moc do sprzeciwiania się dziełom diabła i to do nas należy, bo
napisano WY „przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” To nie jest
kwestia pytania Pana Boga, czy to nie Jego wola, bo już pokazał, że
NIE. Po co diabeł chodzi? Ma ten sam cel: „chodzi jak lew ryczące,
patrząc kogo by tu pożreć”. Nie brzmi podobnie? Jezus dał kościołowi
władze i moc (czyli moc i prawo do jej używania w Jego imieniu) mówiąc:
chorych uzdrawiajcie, demony wypędzajcie, trędowatych oczyszczajcie…
darmo wzięliście, darmo dawajcie. Jest to wystarczającą ilość razy
powiedziane, aby nie dyskutować z tym. Robili to zarówno apostołowie
(12) jak i inni „zwykli” uczniowie (70-ciu) i dwa razy Jezus przypisuje
to każdemu wierzącemu: Marka 16:17 oraz Jn .

Częstym argumentem używanym przez współczesnych Jobów jest to, że to
dzięki tym cierpieniom Job poznał Boga.
Jakkolwiek okropna i obrzydliwa jest mi taka myśl, posłużę się tu
jednak słowami Samego Pana Jezusa, które powinny bardziej przemawiać
niż moja niechęć:
„…Nie ciało i krew ci to objawiły, lecz Ojciec, który jest w niebie”

Ciało i krew w żadnym wymiarze nie mają mocy do objawienia czegokolwiek
duchowego, bo „człowiek cielesny nie rozumie rzeczy, które są z Ducha,
bo należy je duchowo rozsądzać”. Tak. W żadnym wypadku, ani najlepszy,
ani najgorszy stan cielesny nie są w stanie wprowadzić w objawienia,
które „są z Ducha”.  Można by wymieniać wiele argumentów, że to
niby jego cierpienia zmiękczyły jego serce i tak dalej, jednak Pismo
nigdzie nic takiego nie popiera. Paweł pisząc o życiowych uciskach (i
nie chodziło tutaj o choroby i niszczenie członków rodziny, lecz
prześladowania i zwykłe życiowe problemy) pisze, że (Rzym 5:3b-5):
„ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie
zaś nadzieję….. ” O! Nic o objawieniach? Niestety nic!
Znajdujemy liczne biblijne świadectwa, potwierdzające, że to nie stan
ciała ma wpływ na otrzymanie objawienia. Zaczynając od Abrahama,
Mojżesza i proroków, poprzez Zachariasza, ap. Piotra!, Pawła i ap. Jana
nigdy wyłącznie Job jest obarczony tym ogromnym cierpieniem przed tym,
zanim otrzymał objawienie, a to jednak to właśnie na podstawie Joba
ukutych jest większość twierdzeń, że te cierpienia prowadzą do
objawienia.

 W trzech różnych przypadkach  to Bóg Ojciec, który jest w
niebie daje objawienie, a chodzi właśnie o ap. Piotra i ap. Pawła i
właśnie Joba (choć pierwszy wygodniej będzie omówić go na końcu).

Otóż Piotr niczym szczególnym jeśli chodzi o ciało się nie wyróżniał,
chyba poza tym, że właśnie kilka minut wcześniej tegoż właśnie ciała
używał diabeł, aby przemówić do Pana Jezusa, gdy otrzymał
najwspanialsze objawienie; „Ty jesteś Chrystus, Syn Błogosławionego”.
Alleluja, jak na razie bez cielesnego cierpienia i łamania serca
wrzodami na całym ciele, zmorami nocnymi, gorączką, suchotami itd.
Duchowe objawienie tego faktu jest jednoznaczne: „Ojciec ci to
objawił”. Koniec. Kropka.

Drugi jest, jeszcze wówczas nie apostoł, Paweł. Ten ci dopiero był w
znakomitej kondycji duchowej, że o psychicznej nie wspomnę, bo przecież
z pismami od samego arcykapłana jechał wypełnić, jak sądził, wolę Bożą.
Sam okaz zdrowia i doskonały wzór pyszałka. Nie trzeba było wybić mu
rodziny, ani rozwalić domu pełnego dzieci, aby otrzymał objawienie, bo
nie od tego ono zależy. Jak to się stało? „Kim jesteś, Panie? A On
(rzekł): Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dz. 9:4).
Dokładnie tak samo: „Pan rzekł” i to wszystko.

Jak to było z Jobem? Dokładnie tak samo i jest to wyraźnie napisane i
to DWA razy

38:1 : potem Pan odpowiedział Jobowi spośród zawieruchy i RZEKŁ (podkr.
moje): ……
40:1  Pan zwrócił się do Joba i RZEKŁ:…

Po takim objawieniu również do Joba można by powiedzieć:
„błogosławionyś, bo nie ciało i krew, lecz Ojciec, który jest w niebie
objawił ci to”.
Czyż nie tak? Oczywiście potwierdza to Job, któremu Bóg przedstawił się
jako DOBRY Bóg!!! W całej przemowie Boga do Joba nie potwierdził On nic
z tego, co mu Job przypisywał, a wręcz przeciwnie, co czytamy? Że Bóg
opiekuje się kozicami (39:1-2):
Czy znasz może porę, kiedy kozice skalne rodzą, czy pilnujesz czasu
rodzenia łań? Czy możesz zliczyć miesiące, kiedy donaszają i znasz czas
ich miotu?

Po tym, gdy „Pan, odpowiedział Jobowi i rzekł:” Job mógł już powiedzieć
(42:5):
    Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, ale teraz
moje oko ujrzało cię.

Czy ze wszystkich doświadczeń Joba wynika, a Pismo to w jakikolwiek
sposób potwierdza, że były one potrzebne do uzyskania tego objawienia?
Wątpię.

Gdybyśmy przyjęli taki punkt widzenia to, skoro i u Joba i w
ewangeliach choroby były wywoływane przez diabła, mamy problem, bo
mogłoby się okazać, że diabeł jest nauczycielem, który jest bardziej
zaangażowany w kościele niż Duch Święty, skoro o wiele więcej
chrześcijan choruje niż ma objawienia (co do tego, chyba nie będzie
wątpliwości).

Potem Bóg zrobił to, co jest prawdziwie w Jego naturze: uzdrowił Joba i
pomnożył jego majętności dwukrotnie wobec tego, co miał wcześniej. W
całej tej historii sytuacja jest klarowna: złodziej przyszedł, aby
kraść, zarzynać i wytracać, a Bóg przyszedł, aby dać życie.
Ciekawe, że „jobowym teologom” nie przeszkadza bark jobowego
zakończenia w życiu większości (o ile nie we wszystkich, zna ktoś może
taką sytuację? Choć jedną?) „:współczesnych Jobów”.

Oczywiście i w tym przypadku można pozostać na poziomie objawienia
jakie miał Job, przed tym, gdy „Pan rzekł” do niego i nadal twierdzić,
że „Pan dał, Pan wziął, niech będzie błogosławione imię Jego”, ale
wydaje mi się, że znacznie lepiej jest przyjąć nowsze, pewnie znowu o
dobrych wiele stuleci późniejsze, objawienie jakie przekazał nam o Ojcu
Jezus: „Ja przyszedłem, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.
 
Na koniec widać przecież wyraźnie, że i druga część tego powiedzenia
znalazła dokładne odbicie (tj. zaprzeczenie) w NT.  Dokładne, tzn.
całkowite odwrócenie sytuacji: Imię Pański było błogosławione zawsze i
wszędzie i TYLKO wtedy, gdy ludzie byli uzdrawiani i uwalniani i
błogosławieni DOBROCIĄ Boga Ojca – Tatusia, który umie dawać dobre
dary.
    Czy zmienia coś fakt, że to Bóg dopuścił do tego
cierpienia. Jak ktoś bardzo chce to może i zmienia. Dla mnie nie
zmienia istoty, przede wszystkim dlatego, że nikt nie wie dlaczego Bóg
się zgodził. Wszystko, co do tej pory na ten temat napisano to tylko
ludzkie domysły, spekulacje i kombinacje, czyli po prostu „myśli
ludzkie, a nie myśli Boże”. Nikt nie wiem czemu tak się stało.
    Pozostaje jeszcze jedna rzeczy, która wymaga
osobnego miejsca: Bóg stwierdził, że Job mówił o Nim prawdę. Z
pewnością nie mówił prawdy o Bogu, kiedy przypisywał mu wszystkie swoje
cierpienia, co zresztą potwierdza i Pismi: „I dotknął diabeł Joba
wrzodami”. Być może ta część została pominięta przez Boga z powodu
niewiedzy Joba. Nie jest kłamstwem jeśli mówi się w nieświadomości
tego, jaka jest rzeczywistość. Czy możemy dziś powiedzieć, że ludzie
kłamali mówiąc kiedyś, że ziemia jest płaska? Albo, że atom jest
ostateczną, niepodzielną cząstką materii? Nie, był to brak wiedzy.
Podobnie przecież „grzech się nie liczy, gdy nie ma zakonu”.
Czego więc dotyczyły słowa Boga twierdzącego, że Job mówił prawdę?
W tej chwili nie wiem. Jak się dowiem to napiszę.

Piotr Zaremba
e-mail:  Piotr@poznajpana.org

deeo

Pokuszenia

Zaremba P.

XII/97\

Wy zaś jesteście tymi, którzywytrwali w pokuszeniach moich
Łuk 22.28.

Werset ten długo sprawiał mi problemy, bo trudno było doszukać się w czasie Jego chodzenia z uczniami tych miejsc, gdzie Jezus miałby być kuszony w tak jawny sposób jak przed rozpoczęciem służby, niemniej któregoś dnia zobaczyłem, jak subtelne było to działanie i, że przyszło przez Jego uczniów!! Jeśli więc odkryjemy na jakie pokusy był wtedy wystawiany Jezus, będziemy mogli też zobaczyć, czego się spodziewać w obrębie Kościoła, zboru. Jak, często nieświadomie, nasi bracia      i siostry wystawiają nas na  pokuszeni, o których Pan powiedział, że w nich wytrwał. A skoro Onwytrwał, to znaczy, że i my możemy, gdyż

„mamy arcykapłana doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my” (Hebr. 4.16).

Z powyższej wypowiedzi Pana widzimy, że był kuszony jeśli nie stale, to na tyle często, że zdecydował się nam o tym zostawić jakąś wiadomość, warto więc poszukać głębiej. Kiedy mowa jest o pokuszeniach należy zdawać sprawę z tego, że diabeł zwykle nie przychodzi namawiać nas do wielkiego odstępstwa „jako lew  ryczący” lecz jako zwodziciel: „baczcie, aby was przeciwnik nie podszedł.” Zobaczmy więc, co się może zdarzyć, kiedy przebywamy wśród umiłowanych w Panu braci i sióstr, w zgromadzeniach wiernych i wraz z nimi z daleka od społeczności. W momencie kiedy to się dzieje, nie musi to być diabeł mówiący przez nich, ale z pewnością włączy się on później do tego, aby zadany nam materiał został  „odpowiednio” przez nasz umysł przerobiony. Zaczniemy może od zdefiniowania, co to jest pokuszenie?

W ew. Mat. 16.21-23 dowiadujemy się o tym od samego Jezusa: „idź precz, szatanie bo nie myślisz o tym co Boże lecz o tym co cielesne”

Widzimy więc, że istotą pokuszenia jest doprowadzenie wierzącego do działania wg. myślenia o tym, co ludzkie, a nie o tym, co Boskie, lub inaczej o tym co cielesne, a nie o tym, co duchowe. Jest to również nazwana przez Pana „zgorszeniem”. Wydaje mi się, że na potrzeby  omawianego tematu to wystarczy, tym bardziej, że, jak zobaczymy, doskonale pasuje do tego, o czym Pan mówił.

Wiedząc już o co chodzi, przyjrzyjmy się dokładnie kilku przypadkom kuszenia Pana, jakim został On poddany. Podzielimy je sobie na te,  które dotyczą służby i osobistych relacji wierzącego. Najpierw pokuszenia dotyczące służby:

• Spraw abyśmy siedzieli po twojej  prawicy i lewicy Mar. 10.37
Poważne pokuszenie przychodzące na wielu chrześcijan: wybierania sobie samemu służby, żądania od Boga tego, co dla niech nie zostało przewidziane, ponieważ : „Bóg umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak chciał” (Ikor. 12.18). Jak wiele mniej sfrustrowanych dzieci Bożych byłoby dziś na świecie, gdyby potrafili się poddać Bożemu planowi. Wołanie: „Panie, uczyń to, abym był prorokiem, pastorem, itd.” pozostaje, jak widać z odpowiedzi Pana, zupełnie bez odpowiedzi, ponieważ dostanie się to tym, dla których zostało przewidziane. Jest w tym również zawarte ostrzeżenie dla wszystkich, którzy mają wpływ na wybieranie podopiecznych do różnych służb, aby nie czynili tego według zachcianek lecz kierowali się wyłącznie wolą Boga i nie mieli względu na osobę (np. szczególnie bliską sobie – vide „uczeń, którego Jezus miłował”)

• zejdź z krzyża, abyśmy  uwierzyli Mat.27.49
Pokusa porzucenia krzyża jest stale obecna w życiu chrześcijan, bez względu na to jak jest uzasadniana, nawet tak szlachetną pobudką jak to, że ktoś z tego powodu uwierzy. Porzucenie krzyża to również pokusa porzucenia walki o siebie na wzajem, noszenia brzemion jedni drugich,  błogosławienia tych, którzy przeklinają. „Kto idzie za mną, a nie niesie krzyża swego nie jest mnie godzien”

• jaki znak nam uczynisz, abyśmy  widzieli i uwierzyli
J6:30
Kiedy służba wzrasta istnieje olbrzymia pokusa, aby zacząć się popisywać „swoją” mocą przed nielicznymi, którzy w królestwie się nie liczą i liczyć nie będą nawet,  gdy zobaczą znaki i cuda, bo to  często są ci:
„Choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łuk. 16.31)

• …Jeśli chcesz być  znany
Jn.7:4
Wielkie niebezpieczeństwo używania darów Ducha do zdobywania popularności i odbierania dla siebie chwały należnej Bogu.   Wystrzeganie się takiego sposobu myślenia jest sprawą kluczową dla rozwoju służby.

• Chcą go obwołać królem J 6:15
To pokusa przyjęcia stanowiska, które jest znacznie mniejsze od należnego zgodnie z obietnicą i osiąganego przez wiarę – czyli substytut, z to szybko. Pokusa przyjęcia czegoś znacznie gorszego niż to, co zaplanował dla nas Bóg, lecz zaraz – „bierz co masz pod ręką, ile będziesz czekał” Chrystus stale oczekuje (oczywiście w naszym rozumieniu tego słowa) na czas kiedy będzie widzialnym Królem, lecz o ileż lepsze będzie to Królowanie i Królestwo niż proponowane mu wówczas w czasie Jego ziemskiej służby.

• Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? Mat 26.40/Łuk22.44
Zniechęcenie – pokusa szczególnie silna po dużym wysiłku („w śmiertelnym boju, jeszcze gorliwiej się modlił”). Często przychodzi do głowy kiedy wydaje się, że nikomu na niczym nie zależy, kiedy podejmując nadludzkie wysiłki, spotykamy się ze ścianą zaspanych twarzy tych, którzy mieli być naszymi pomocnikami (sami ich wybraliśmy i pracowaliśmy z nimi).

• Mistrzu dobrze nam tu  być.
Łuk 9.33
Pokusa zatrzymania się w służbie/życiu na chwilowym zadowoleniu z tego, co się wydarzyło. To jest dobre, tak trzymać, nic nowego nie wprowadzać, żadnych nowinek nie słyszeć, niech już będzie tak fajnie już na zawsze, jak było przez chwilę.

• Włóż swój miecz do pochwy, czyż nie mam pić kielicha, który mi dał Ojciec.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto zaproponuje nam szybkie odejście od wyznaczonego planu Bożego w trudnych chwilach, tuż przed jego wypełnieniem: ,,ale jak by się wtedy wypełniły Pisma, że tak się stać musi” (Mat. 26.54)

• Oto uczniowie twoi czynią czego, nie wolno czynić w sabat .    Mat. 12.2.
Kolejna pokusa, to stawiania poprawności doktryn, lub zasad ustanowionych dla zboru/kościoła nad wartością życia ludzkim. Sam Jezus podaje przykład złamania Prawa, dla tego, że sługa Boży był głodny i nie było innego wyjścia – wersy 3 i 4 – „czy nie czytaliście., co zrobił Dawid, kiedy był głody, on i ci którzy z nim byli?”

• Ze mną nie chcesz mówić, czyż nie wiesz, że mam moc….
J. 19.10
Pokusa uzależnienia wykonania woli Boga od człowieka, od jego możliwości czy to prawnych, politycznych czy finansowych. Jednoznaczna jest tutaj odpowiedź Pana: „nie miałbyś żadnej (mocy nade mną), gdyby ci to nie było dane z góry”     (w. 11)

Sprawy związane z naszym osobistym życiem duchowym, myśleniem i działaniem

• Czy chcesz abyśmy ściągnęli ogień z  nieba, jak to i Eliasz czynił, aby ich pochłonął
Łuk  9.54

Pokusa odwetu, zemsty – dokładnie według słowa Pana – „myślisz o tym co cielesne, a nie o tym, co duchowe”.

• Czy wiesz, że uczeni w piśmie zgorszyli się.
Zasianie w umyśle złych myśli przeciwko innym osobom. Jak często można od dobrych ludzi usłyszeć: „a wiesz co, ten to powiedział o tobie……”,  „a wiesz co on powiedział o twoim ostatnim kazaniu?!” itd. Nie jest to nic nowego, sam Pan był próbowany w tej sprawie. Można się tutaj też dopatrzyć pokusy dostosowywania Prawdy do oczekiwań „ludzi wykształconych”. Po prostu troszkę „podbarwić”, żeby i tamtym się podobało.

• Mojżesz kazał takie kamienować, a ty co mówisz
Pokusa osądzania innych ludzi na podstawie prawa i bez miłosierdzia, pomimo, że w Bożym wymiarze (duchowym świecie) „miłosierdzie góruje nad sądem”. Jest to pokusa porzucenia miłosierdzia i wynoszenia prawa ponad wartość życia ludzkiego: „Idźcie i nauczcie się co to znaczy miłosierdzia chcę, a nie ofiary”.

• Czy należy płacić podatek  cesarzowi Mat 22.17
Pokusa, szczególnie u nas łatwa do uzasadnienia – porzucenia osobistej uczciwości wobec władzy, bo jest obca (Rzymski cesarz – okupant).   Dobrze jest umiejętnie korzystać z należnych  prawem ulg podatkowych – lecz nie za cenę uczciwości wobec Boga i siebie.

• Na cóż ta strata, przecież można  było……… Mat. 26.8-9

Próba powstrzymania przed złożeniem Bogu dużych ofiar. Idzie taki czas, że żadne ofiary nie będą zbyt wielkie, a przecież nawet życie ma być składane. Dobrze by było gdybyśmy, gdy nas Pan do tego pobudzi, nie dali się odwieść od wypełnienia Jego woli przez tych, którzy nam powiedzą: „no, no, no, siostro nie przesadzaj, przecież można to o wiele lepiej wykorzystać na chwałę Bożą”.

• Przenigdy nie będziesz mi umywał nóg  moich
J13.8
Pokusa odrzucenia oczyszczającego wnętrze napominania przez braci i siostry. Różne są formy napominania pokazane przez Jezusa swoim uczniom:
• łagodnie – tak to jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną
• zdecydowanie – i zgromił ich Jezus: nie zabraniajcie im przychodzić
do mnie
• ostro – o głupi i gnuśnego serca …..

Bez względu na to jak to się odbywa, napominanie nie jest przyjemne dla żadnej ze stron i dlatego łatwo jest poddać się pokusie: „nie będziesz mnie uczył, co mam robić i jak”. Ponieważ Bóg nigdy nie zostawia nas bez sposobu walki z przeciwnościami  z którymi się spotykamy, więc i tym razem znajdziemy na powyższe zasadzki odpowiednią radę:

„MÓDLCIE SIĘ. ABYŚCIE NIE POPADLI W POKUSZENIE’*
a korzystając z definicji pokuszenia znalezionej na początku rozważań możemy napisać;


MÓDLCIE SIĘ ABYŚCIE MYŚLELI O TYM CO BOŻE,

A NIE O TYM CO CIELESNE.
deeo.ru

Moc prawdziwej świętości

Frangipane Francis
Jednym z najczęściej powtarzających się wersetów Nowego Testamentu jest: „wielkie tłumy podążały za Jezusem”. Sama ewangelia Mateusza wspomina o tym ponad 20 razy w różnych okolicznościach, gdy wielkie ilości ludzi przemierzały ogromne odległości, aby być z Chrystusem. Ludzie widzieli w Jezusie pokorę, nieograniczoną moc i doskonałą miłość. Jeśli mamy zdobywać dusze to ludzie muszą widzieć w nas tego samego Jezusa.

Kiedy ludzie widzą Jezusa
A Jezus wezwał uczniów swoich i rzekł: Żal mi tego ludu;  albowiem już trzy dni są ze mną i nie mają co jeść, a Je nie chcę ich podprawiać głodnych, aby czasem w drodze nie zasłabli” (mat 15:32).

Znajdujemy dwa przypadki, gdy Jezus nakarmił tłumy. Za pierwszym razem zdarzyło się to na obszarze pustyni judzkiej i trwało jeden dzień. W drugim przypadku, tłumy były z Jezusem bez jedzenia trzy dni na górze niedaleko Morza Galilejskiego.
Wpływ jaki Chrystus miał na lokalną społeczność żydowską jest niesamowity. Ich cała ekonomia została zatrzymana. Nikt nie zbierał ani nie sprzedawał jarzyn na rynkach, kozy nie były dojone, ogrody uprawiane, krewni doglądający dzieci nie mieli pojęcia kiedy pojawią się rodzice!
W ciągu trzech dni nic nie było normalne! Ludzie z lokalnej społeczności pozostawili za sobą wszystko, gdy usłyszeli, że Jezus jest blisko. Bez zastanowienia, pakowania osiołków, bez zapasu jedzenia czy przekazania informacji tym, którzy zostawali, kiedy mogą się ich spodziewać, oraz dodatkowe tysiące kobiet i dzieci, wszyscy spontanicznie szli za Chrystusem na „pustynne miejsce”. Być może około 10.000 lub więcej osób opuściło swoje wioski, lecz jakoś nie czytamy o tym, aby ktokolwiek narzekał na to, że „nabożeństwo było zbyt przydługie” ani, że „pogoda zbyt gorąca” czy też, że „kazania nudne”. Pomimo tego, że brakowało im wygód i zaopatrzenia byli pochłonięci przez chwałę bycia z Jezusem!
Jakże cudownie musiało być z Jezusem! Gdy Chrystus pierwszy raz nakarmił tłumy, ludzie byli pod takim wrażeniem, że „chcieli go porwać i obwołać królem” (J 6:15)
Taki był Jezus, lecz wśród nas istnieją liczne problemy. Ludzie, którzy faktycznie nie znają Bożego Syna, chcą reprezentować Go innym. Zamiast świadczyć o Jego cudownych dziełach, świadczą tylko o swojej religii. Niezbawieni nie widzą Jezusa. Słyszą o kościele, mówi się im, że grzech jest zły, pożądliwość zła, pijaństwo straszliwym wstydem, lecz oni nie widzą cudownej miłości Jezusa. Tak, te rzeczy są złe, lecz ludzie muszą spotkać się z miłością Jezusa, zanim odrzucą swoją miłość do grzechu.  Jezus nakazywał wielu spośród spotkanych, aby milczeli o nim. Jednemu z nich powiedział: „Bacz, abyś nikomu o tym nie mówił” (Mat 8:4, oraz 9:20, 12:16). Innym całkowicie zakazywał mówić, pomimo tego, że mówili prawdę (Mk 3:11-12). Jeszcze inni, ostrzegał, będą czynić wielkie dzieła, choć ich nie posłał, ani do nich nie mówił, ani ich nawet nie znał (Mat.7:22-23). Faktycznie, byli nawet tacy, przed którymi ostrzegał, których gorliwość do nawracania popychała do tego, że „obchodzili morza i ląd”, lecz ich nawróceni stawali się „dwakroć gorszymi synami piekła” niż oni sami (Mat 23:15).  Nie jest naszym celem, aby kogokolwiek zniechęcać do świadczenia, szczególnie wśród tak wielkich potrzeb, jakie są w naszym społeczeństwie. Niemniej, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że my sami, rutynowo – w motywacjach i czynach – jesteśmy żywym świadectwem, że, chcąc nie chcąc, jesteśmy „znani i czytani” (2 Kor. 3:2). „Świadek” nie jest tylko tym, co jest mówi, lecz jest tym co widać.  Jeśli mamy przyciągać ludzi do Chrystusa w niebie to oni muszą być naocznymi świadkami Chrystusa w nas, lecz jeśli w naszym życiu jest rażący grzech, nasze świadectwo nie będzie skuteczne.

Niech światłość twoja świeci.
W Piśmie, światło symbolizuje doskonałą czystość Świętego Boga. Gdy nasze serca i odpowiednie działania są czyste, światło Bożej Obecności świeci przez nas na ten świat. Właśnie to mając na myśli Jezus mówi nam, aby nasza światłość świeciła przed ludźmi w taki sposób, aby widzieli nasze dobre uczynki i chwalili Ojca (Mat. 5:16).  Jeśli dobre uczynki uwielbiają Ojca to złe uczynki przynoszą Mu dyshonor. Paweł mówi nam, że „poganie bluźnią imieniu Bożemu” z powodu grzechów tych, którzy źle reprezentują Go (Rzym 2:24).  Król Dawid był wielkim świadectwem Żywego Boga dla swego pokolenia, lecz gdy zgrzeszył, jego świadectwo stało się wyrzutem. W Ps. 51 modlitwa Dawida ujawnia właściwą postawę konieczną prawdziwemu świadkowi Bożemu. Modlił się: „Serce czyste stwórz we mnie, o Boże i ducha ochoczego odnów we mnie…wtedy będę uczył przestępców dróg twoich, a grzesznicy nawrócą się do ciebie (Ps. 51:10-13).  Widzisz, wiarygodność twojego świadectwa ginie, gdy grach panuje w twoim życiu. Świąt słyszał już zbyt wielu chrześcijan świadczących o życiu, którego nie prowadzą i sprawiło to, że tłumy ludzi myślą, że chrześcijaństwo „nie działa”.


Skąd mamy wiedzieć, kiedy świadczyć?

„Lecz Chrystusa pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej, lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem” (1 Ptr. 3:15).

Wielu chrześcijan opowiada świadectwo o Jezusie. Powtórzę, nie chcemy zniechęcić cię do świadczenia o Jezusie; raczej staramy się zachęcić cię do tego, abyś również żył dla Niego! Niech ludzie Go widzą w tobie, zanim zaświadczysz. Są chrześcijanie, którzy publicznie grzeszą w miejscu pracy: tracą kontrolę nad nerwami i wykonują swoją pracę źle, często się spóźniają lub narzekają na zarządzanie czy warunki pracy, a jednak czują się pobudzani do składania swego świadectwa.  Wyznają, że znają Boga, lecz uczynkami zapierają się Jego (Tyt. 1:16). „Głos” w ich umyśle namawia ich: „świadcz o Jezusie”. Czasami ten głos pochodzi od Ducha Świętego, lecz częściej nie. Niewątpliwie, są oni pewni, że pochodzi z nieba, ponieważ czują się „winni” dopóki nie świadczą, a dobrze „czują” się później.
Jest jeden pewny sposób, aby wiedzieć czy głos, który cię pobudza do świadczenia pochodzi od Boga: jeśli jest to głos kogoś, kto widział twoje dobre uczynki i pyta cię o twój styl życia. Ten głos będzie inspirowany przez Boga. Gdy ludzie widzą Chrystusa w tobie – w twojej cierpliwości, gdy jesteś źle traktowany; twój pokój  w przeciwnościach;  twoje przebaczenie pośród zła – będą pytać cię o twoją nadziej.



Nasiona reprodukcji są w twoich owocach.

Jeśli twoje nawrócenie jest szczere, znalazłeś miłość Jezusa to już to, samo w sobie, świadczy o Jego życiu. Niestety, często staramy się prowadzić ludzi do naszej religii, zamiast do Chrystusa. Jak często staramy się nawrócić naszą rodzinę i przyjaciół na tą szczególną strukturę kościelną? Ludzie muszą być prowadzeni do Jezusa, nie do zwykłego kościoła.
Pamiętajmy o tym zawsze, że Jezus chce zdobywać ludzi, a nie wypędzać. Czego Bóg oczekuje od nas? Po pierwsze, upewnijmy się czy nasze nawrócenie jest rzeczywiste, że prawdziwie oddaliśmy swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Następnie, bądź zdeterminowany, aby przynosić duchowe owoce miłości i pokory w życiu.  W Ogrodzie Eden Pan umieścił drzewo wraz z „nasionami w owocu”. Pamiętajcie, umiłowani, nasiona, które mają moc reprodukowania życia, znajdują się w owocu. Jeśli chcesz oglądać życie Chrystusa reprodukowane w twoich bliskich i przyjaciołach, chodź w owocach Ducha, ponieważ moc reprodukcji znajduje się w nasionach, a nasiona w twoich owocach. Najpierw musi pojawić się z Drzewa Życia owoc, który przynosi „uzdrowienie narodów” (Obj. 22:2). Nie znajduje się ono w drzewie poznania dobra i zła – legalistycznych prawach, osądzania tego, co jest złe u ludzi.

Jeśli zgrzeszyłeś lub potknąłeś się przed nimi, co wszyscy czasami robimy, pokutuj przed Bogiem i przed tymi, przeciw którym zgrzeszyłeś. Szczera pokuta przed niezbawionymi jest pewnym znakiem, że Bóg jest zarówno realny jak i ma pod kontrolą twoje życie.

Rodzice: czy chcecie wychować swoje dzieci dla Chrystusa? Czy chcecie, aby wasze słowa zaszczepiały wieczne życie? Chodźcie w owocach Ducha Świętego. W miarę jak wasze dzieci będą żywione owocami waszego życia, nasiona z waszego wnętrza będą reprodukować w waszej rodzinie te same cnoty. Czy nawrócisz swojego współmałżonka? Twoich rodziców? Twoich przyjaciół? Chodź w owocach Ducha, w miłości, radości, pokoju, cierpliwości i dobroci. Ci, którzy znają cię, będą postrzegali twoje życie jak o coś atrakcyjnego, zobaczą święte życie Jezusa.

deeo.ru