Author Archives: pzaremba

Raport w sprawie kultury rozwodów

Divorce culture report

Sheila Liaugminas | 12 lipica 2011 |

W końcu ten temat dostaje się do głównych mediów. Potrzeba było całego pokolenia zniszczonego rodzinnymi walkami, aby przebić się do publicznej dyskusji. Prawdopodobnie dzięki temu, że dzieci, które cierpiały najbardziej teraz stały się dorosłe i funkcjonują w mediach i sztuce.

Temat pojawiał się stale w mojej audycji radiowej, jak też planowałam przyjrzeć się bliżej sprawie w następnym tygodniu. Tytuł z okładki This WSJ cover story w weekendowym wydaniu naprawdę uchwycił moją uwagę.

Każde pokolenie ma swój życiowy decydujący punk zwrotny. Gdybyś chciał się dowiedzieć, co to było dla członków Największego Pokolenia (greatest Generation), zapytaj: „Gdzie byłeś w D-Day?”. Dla baby boomers, pytaniem będzie: „Gdzie byłeś, gdy Kennedy został zastrzelony?” bądź „Co robiłeś, gdy Nixon zrezygnował?”

Dla sporej części mojego pokolenia, pokolenia X, narodzonych w latach 1964-89, jest tylko jedno pytanie: „Kiedy rozwiedli się wasi rodzice?” Nasze życie zawiera się w tej odpowiedzi. Zapytaj nas. Pamiętamy wszystko.

Jakże to smutne. Czytajmy dalej ten fragment. Szarpie wnętrzności.

Gdy dorastaliśmy, byliśmy wraz z bratem często pozostawiani samym sobie i, członkom ogromnego stada wędrujących dzieci z kluczem do domu na szyi w latach 70tych i 80tych. Nasze peryferia przepełnione były zaśmieconymi pokaleczonymi, smutno patrzącymi nomadami, którzy wędrowali tam i z powrotem między sklepami z używanymi płytami a szopą za stacją kolejową, gdzie dostawali haju i skąd wlekli się tam i z powrotem z domów swoich matek w tygodniu do apartamentów swoich ojców co drugi tydzień.

„Cokolwiek by się miało dziać, nigdy nie rozwiedziemy się”. Przez 16 lat często powtarzałam to mojemu mężowi, szczególnie po narodzeniu naszych dzieci. Widocznie spora część naszego pokolenia co najmniej z grubsza odczuwa tak samo: współczynnik rozwodów, który osiągnął swój szczyt około 1980 roku, jest obecnie najniższy od 1970. Tak naprawdę często cytowane stwierdzenie, że połowa wszystkich małżeństw kończy się rozwodem było prawdziwe tylko w latach 70tych, innymi słowy: w małżeństwach naszych rodziców.

Nie naszych. Zgodnie z danymi przekazanymi przez U.S. Census w maju tego roku 77% par, które zawarły związek małżeński od 1990 roku dotarło do 10lecia ślubu. Bierzemy ślub również później, o ile w ogóle.

I tutaj jest klucz. Tak, nauczyli się i poświęcili temu, aby nie powtarzać niszczących, destrukcyjnych zachowań swoich rodziców, których ich rodzice nie starali się wystarczająco mocno unikać. Lecz odkładają małżeństwo, zostawiając je na znacznie później, jeśli żenią się w ogóle, co stanowi całkiem odrębny społeczny problem. Wspólne zamieszkiwanie jest normą, bez względu na to czy kończy się później ślubem, czy nie.

Musimy posłuchać tego pokolenia.

Tak gorliwie wierzyłam, że poślubiłam mojego najlepszego przyjaciela, jak wierzyłam, że nie rozwiedziemy się. Powiedziałam sobie, że żaden małżeński scenariusz nie może stać się tak ponury i beznadziejny, aby przymusić mnie do wystawienia moich dzieci na tortury rozpadu rodziny. Nie byłam jedyną osobą o tak silnych osobistych powodach, która podejmowała takie zobowiązanie. Według badań rynkowych z 2004 roku dotyczących różnicy pokoleniowych, zgraja w moim wieku „przeszła przez bardzo ważne, kształtujące lata jako najmniej poddane rodzicielskiemu wychowaniu, poddane najmniejszej trosce pokolenie w historii USA.

Słyszą te wymówki i nie kupują ich. Noszą te rany.

Ludzie w wieku moich rodziców mówią coś takiego: “Oczywiście, że czuliście się zniszczeni przez rozwó. Kochani, to był straszliwy, dezorientujący czas dla was jako dzieci! Oczywiście, że nie chcielibyście tego dla siebie swojej rodziny, lecz czasami dla wszystkich jest lepiej, aby rodzice się rozeszli; każdy jest szczęśliwszy”.

Takie opinie przypominają mi statystki z książki “Pokolenia” napisanej przez Williama Strauss oraz Neil Howe, które mnie uderzyły: w 1962 roku połowa wszystkich dorosłych kobiet wierzyła, że rodzice powinni trwać w złych małżeństwach ze względu na dzieci. Do roku 1980 tylko jedna piąta tak uważała. „4/5 rozwiedzionych dorosłych twierdziła, że potem byli szczęśliwsi”, piszą autorzy, lecz „większość ich dzieci czuje coś przeciwnego.

Większość ich dzieci czuje coś przeciwnego. Jest coś nieznośnego w tym zdaniu. Nic nie mogę na to poradzić, że odczuwam że każdy rozwód na swój sposób jest ponownym wprowadzeniem w życie „Medei”: śmiertelnie osamotnionej matki; zimnego ojca chroniącego swojej nieskazitelnej, nowej rodziny; dzieci: martwe

Gdy w wieku 32 lat urodziłam pierwsze dziecko, udałam się na terapię, aby między innym przyjrzeć się dlaczego ten świat –tak otwarty i wspaniały jak stał się wraz z pojawieniem się mojego dziecka – stał się również bardziej perfidny niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Dopiero kiedy moja córka miała kilka miesięcy dotarło do mnie, że kiedy pediatrzy i książki na temat opieki mówili o „strachu rozdzielenia” to odnosili się do mojej psychiki, a nie dziecka.

Myśl o umieszczeniu jej pod  opieką kogoś innego wywoływała strach w najczystszej postaci, zlewający się potem po moim kręgosłupie. Okazało się, że prawdopodobnie moje własne początki miały coś do czynienia z tym, że byłam takim dziwolągiem. Po dłuższym czasie wsłuchiwania się w historie mojego dzieciństwa mój terapeuta ogłosił: „Jesteś sierotą wojenną”.

Sieroty jako dzieci – nie jest to zły sposób zrozumienia rodziców Pokolenia X. Dojrzali bez stabilnych domów, wszystko daliśmy, aby dawać im właśnie to, bez względu na to, jakich wymagało to ofiar.

Jej opowieść jest to bolesna, lecz również ma terapeutyczne znaczenie.

Badania rynkowe pokazują, że matki Pokolenia X nie szukają rodzicielskich porad u swoich matek. Dlaczego miałybyśmy radzić się właśnie tych, którzy, naszym zdaniem, wszystko zrujnowali. Naukowcy mówią, że zamiast tego polegamy na ludziach, którzy rzeczywiście nas wychowali, choć w wilczym stylu: naszych przyjaciołach.

Dopuścić do tego, żeby nasze małżeństwa skończą się rozwodem znaczyłoby przeżyć swoje najgorsze dziecinne obawy. Jeszcze straszniejsze to narzucić tym, których kochamy i najbardziej i najbardziej chcemy chronić  coś nie do pomyślenia: na nasze dzieci. To jest jak rozdzieranie naszych własnych ran i skierowanie tego noża na nasze dzieci. Brać coś takiego pod uwagę jest nie do zniesienia…

Nazwij nas nadzwyczajnie przewrażliwionymi rodzicami, nazwij nas neurotykami, lecz jako ci, którzy przeżyli na gruzach rozbitej rodziny byliśmy zdeterminowani nigdy nie zadawać tych ran naszym dzieciom. Wiedzieliśmy lepiej. Robiliśmy wszystko inaczej, a fundamentalna przesłanka była prosta: „Dzieci są na pierwszym miejscu”, co znaczyło, że my nie rozwiedziemy się.

A jednak około połowy z nich robi to, a autor idzie dalej, przyznając, boleśnie, że ona i jej mąż również to zrobili, jak też, że mogli to rozważać.

Nie wiem, jak tworzy się dobre małżeństwo. Skłaniam się ku temu, że Mark Twain miał rację, gdy napisał w dzienniku w 1894 roku: „Żaden mężczyzna i żadna kobieta tak naprawdę nie wiem czym jest doskonała miłość, dopóki nie przeżyją ze sobą  jako małżonkowie ćwierć wieku”. Wiedziałam jednak coś o rozwodzie i chciałam, jak i mój były mąż, zrobić wszystko tak ‘dobrze’, jak to tylko możliwe.

I wierzą, że dali radę, choć to ciągle rozdziela rodziny, oddzielając mamę od taty i zostawiając dzieci w pewnym stopniu czy pewnego rodzaju zamieszaniu.

Jeszcze muszę spotkać te rozwiedzione matki czy rodziców, którzy czują się jak dobrzy rodzice, którzy wyznają, że są szczęśliwi z tego, jak ich dzieci są teraz wychowywane. Wielu spośród nas skończyło zadając ból swoim dzieciom, choć zrobiliśmy wszystko, aby tego uniknąć. Nie było to też w stylu rozwód naszych rodziców. Mamy nadzieję, że zrobiliśmy to inaczej we właściwy sposób.

Nie ma właściwego sposobu. Nie zwódźmy sami siebie, w końcu.

Ta rozmowa jest konieczna i jest dobrym publicznym zbadaniem motywów i zamiarów oraz ofiarnej miłości. Pewnego rodzaju…

W tym artykule uderzył mnie jeden akapit, jako coś zasługującego na więcej uwagi. Zakończył się tym krótkim cięciem nożycami:

Nie zwracaliśmy też uwagi na jego katolickich rodziców, którzy składali się na jedną z niewielu uspakajająco zjednoczonych małżeństw jakie kiedykolwiek spotkałam, gdy ostrzegali nas, że powinniśmy zaczekać z wspólnym zamieszkaniem do ślubu. Jak to ujęli: być kumplami i współlokatorami to jest coś innego niż być mężem i żoną. Jakże dziwaczni, staromodni seksiści! Nie potrzebowaliśmy niczego tak naiwnego czy w retro stylu jak „małżeństwo”. No, proszę. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Albo tylko tak zapewniali siebie nawzajem. Lecz mądrość “jednego z niewielu uspakajająco zjednoczonych małżeństw jakie kiedykolwiek spotkała” pochodziła od małżeństwa poinformowanego przez wiarę i tradycję wieków, próbowaną przez relatywizm, lecz potwierdzoną przez wyniki.

Właśnie do tego prowadzi ta historia.  A w tej podróży „powrotu do przyszłości”, może ostatecznie być drogą do nowomodnej kultury małżeńskiej.

продвижение

Codzienne rozważania_11.07.11

Chip Brogden

Ale Bogu niech będą dzięki, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystus”  (I Kor. 15:57).

Każdy ma swoją własną metodę prowadzenia wojny. Niektórzy podkreślają wstawienniczą modlitwę, inni wierzą, że tajemnicą jest pozyskanie setek ludzi modlących się o to samo. Inni polegają na chwale i uwielbieniu. Są tacy, którzy naciskają na związywanie i rozwiązywanie, a inni wierzą, że kluczem jest zlokalizowanie i nazywanie szczególnych duchów, które prawdopodobnie kontrolują różne obszary świata. Będą jeszcze i tacy, którzy myślą, że musi być jakiś proroczy akt wykonany czy ogłoszona deklaracja.

Oto jaki jest problem z tymi wszystkim rzeczami: to są właśnie RZECZY – metody, techniki, nauczania i strategie, lecz one nie są Chrystusem. Zwycięstwo to nie to, tamto czy coś innego. To nie jest jakaś duchowa rzecz. Zwycięstwo to Bóg-Człowiek. Ten, kto jest w Chrystusie, posadzony jest wraz z Nim w okręgach niebieskich. Jeśli widzimy siebie w Nim, to nie możemy inaczej myśleć, jak tylko tak, że bitwa już jest wygrana, Zwycięstwo należy do nas, a wtedy nie potrzebujemy już żadnej metody czy techniki mającej na celu „zdobycie” zwycięstwa, które już posiadamy.

 

сайт

Tragedia selektywnej aborcji

Chuck Colson

11 lipca 2011 (Breakpoint.org) – 26 czerwca w niedzielę CNN nadała łamiący serce raport pt.: „Nepal’s Stolen Children” (Skradzione dzieci Nepalu). Dokument opowiedziany przez aktorkę Demi Moore to historie nepalskich dziewcząt, które są sprzedawane w niewolę i prostytuowane w sąsiednich Indiach. W czasie trwania audycji Moore załamała się i rozpłakała, mówiąc, żebyśmy doprowadzili do tego, aby takie rzeczy się nigdy więcej nie działy.

Na pewno każdy się z tym zgodzi lecz problem polega na tym, że ignorujemy ważną część tego, co napędza ten nieludzki handel niewinnymi. Ta “cześć” znalazła swoje miejsce w artykule opublikowanym następnego dnia w New York Times. Pod tytułem „160 Million and Counting” wskazano na liczbę „brakujących” na świecie kobiet. W zasadzie, nie tyle „brakujących”, co „zaginionych”, a raczej „przede wszystkich w ogóle nie narodzonych”.

Dziennikarz Times’a, Ross Douthat, przypomniał czytelnikom, że 20 lat temu ta ilość “brakujących” kobiet była szacowana przez specjalistów na 100 milionów. Wynikało to z niewłaściwego stosunku ilości przedstawicieli obu płci w takich krajach jak Chiny, jego rodzinne Indie. Doprowadziło to badaczy do właściwego wniosku, że dzieje się coś straszliwego.

20 lat później, szacunki wzrosły o 60%  i teraz ludzie, którzy rzekomo tego rodzaju sprawami się przejmują nadal opierają się nazwaniu przyczyny po imieniu: aborcja. Cytując pracę socjolog, Mara Hvistendahl,  Douthat wskazuje na niewygodną prawdę: to, co czytelnicy Timesa niewątpliwie dostrzegają jako „wyniesienie kobiet” (dosł.: „female empowerment”) stoi za tymi brakującymi kobietami. ??

Według informacji przedstawionych przez  Hvistendahl, w takich miejscach jak Indie “kobiety wykorzystują swoją zwiększoną autonomię” to usuwania własnych córek i “wybierania synów”, którzy osiągają społeczny status. O ile praktyka aborcji nastawionej na selekcję płci ma swoje początki wśród bogatszych, ostatecznie zeszła na dół społecznej drabiny, a to prowadzi nas z powrotem do tragedii w Nepalu.

Wpływ tej selektywnej aborcji sięga poza życie zakończone w łonie, jakkolwiek jest to obrzydliwe, ponieważ ma swoje odbicie w społeczeństwie. W artykule z 2008 roku napisanym przez dwóch profesorów z Loyola Law School pokazali oni, że zredukowanie ilości potencjalnych narzeczonych (kobiet) i selektywna aborcja w Indiach spowodowały wzrost zapotrzebowania na pracowników seksualnych. Jednym ze sposobów zaspokajania tego “zapotrzebowania” są nepalskie dziewczyny, o których była mowa w dokumencie CNN. Te, które miały „szczęście” są przemycane z biednych krajów takich jak Nepal i Butan i kupowane jako narzeczone dla Hindusów”, a te bardziej pechowe są sprzedawane hinduskiemu przemysłowi seksualnemu.

Społeczne krzywdy i towarzyszące temu cierpienie spowodowane przez selektywną aborcję doprowadziły do tego, że Indie i Chiny wprowadziły zakaz. Niemniej ten proceder i cierpienie trwają nadal, kulturalne normy trudno jest przezwyciężyć.

Ta prawda dotyczy zarówno Zachodu jak i Azji. Douthat zauważa, że selektywna aborcja prowadzi liberalnych mieszkańców Zachodu „do wyraźnie niewygodnej pozycji”. Nie mogą zaprzeczyć istnieniu tej praktyki, lecz równocześnie ich własny światopogląd utrzymuje ich w zawieszeniu. Przede wszystkim, argumentują, “nienarodzeni nie są jeszcze ludzkimi istotami, a prawo do aborcji jest niemal absolutem”, zaś 160 milionów brakujących kobiet i cierpienie, które promieniuje we wszystkich kierunkach, mówi dokąd takie myślenie niechybnie prowadzi.

Trudno sobie wyobrazić lepszy przykład ubóstwa współczesnego myślenia, jak sytuację, gdy zostanie ono skonfrontowane z tym złem i nie jest w stanie dać odpowiedzi. Jest nad czym zapłakać, a to przecież jeszcze nie wszystko.

Reprinted with permission from Breakpoint.org

 

продвижение по низкочастотным запросам

Codzienne rozważania_10.07.11

Chip Brogden

Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy ze sobą„… (I Jn. 1:7a).

Prawdziwa społeczność jest ugruntowana przede wszystkim na Jezusie. Społeczność z innymi na TEJ podstawie nie jest ani wymuszona, ani zarządzona; odbywa się bez wysiłku, spontanicznie i jest pełna życia. Społeczność pojawia się w naturalny sposób, ponieważ my wszyscy widzieliśmy i słyszeliśmy to samo od Pana – idziemy tą samą Ścieżką ku Chrystusowi, który jest wszystko we wszystkim. Jesteśmy w harmonii nie dlatego, że wyglądamy, myślimy czy działamy tak samo, lecz dlatego, że wszyscy, pomimo naszych różnorodności, mamy Boże Zakończenie w pamięci.

продвижение и раскрутка сайта ucoz

Zgubny kompromis

Zgubny kompromis: Czy wymagające uczniostworzeczywiście warte jest całego sprzeciwu?

Rick Furmanek.

Jeśli idziesz za Jezusem jakiś czas,.. jeśli dążysz do tej relacji poważnie,… Pan ostatecznie skonfrontuje cię z wyborem… wyborem posłuszeństwa,… wyborem lojalności.

Jest to część tego co Biblia opisuje jako pójście za Nim z policzeniem kosztów. Tak, wiążą się z tym pewne koszty,.. po obu stronach muru. Nie daj się przekonać, że jest inaczej,… Czasami te koszty są całkiem duże.

Postawienie wobec wyboru niezachwianego posłuszeństwa, bądź zignorowanie możliwości posłuszeństwa i pójście na kompromis nie łatwe.  Jeśli wybierzemy kompromis ostatecznie musimy podjąć drogę powrotną do tronu Pańskiego i otwarcie wyznać nasze złe uczynki. Nie jest prosto przystąpić do Pana z uniżeniem, wiedząc, że musimy Mu powiedzieć dlaczego zrobiliśmy to, co zrobiliśmy w chwili nieposłuszeństwa (nie wspominając o wprowadzeniu Ducha Świętego, który zamieszkuje wnętrze, w sam środek tego nieposłuszeństwa)… zdając sobie sprawę z tego, że stojąc przed Doskonałym, nie mamy nic wiarygodnego na obronę, ani wymówki swoich zachowań. Bóg jest miłosierny do n-tej potęgi… lecz nie da się zabawiać, Jego łaski nie można wykorzystywać ani nadużywać.

Przede wszystkim, weź pod uwagę to, że łatwo jest iść na kompromis, który może być nawet postrzegany jako coś zabawnego, tak długo dopóki da się usunąć na chwilę metkę z ceną.

Pamiętaj o tym, co napisał autor Listu do Hebrajczyków:

„Przez wiarę Mojżesz, kiedy dorósł, nie zgodził się, by go zwano synem córki faraona, i wolał raczej znosić uciski wespół z ludem Bożym, aniżeli zażywać przemijającej rozkoszy grzechu, uznawszy hańbę Chrystusową za większe bogactwo niż skarby Egiptu; skierował bowiem oczy na zapłatę” (11: 24-26).

Kompromis jest poważną sprawą. Zdarza się stale, lecz nie powinien. Czy jesteśmy nieposłuszni wtedy, gdy koszt jest ukryty, czy gdy cena jest w pełni widoczna, konsekwencje będą bardzo realne i praktyczne.

Zwróćmy jednak uwagę na to, co jest tutaj, w historii Mojżesza, wyraźnie opisane, że jest również inny koszt całej sprawy- nie tylko kompromis kosztuje.  Musisz więc robić to, co należy w oczach swego Boga, lecz również posłuszeństwo ma swoją cenę. Mojżesz wybrał ucisk, niezrozumienie, decydując się na utożsamienie z cierpiącym ludem Bożym, zamiast iść łatwą drogą przyjemności własnych. Zostawił za sobą bogactwa, wykształcenie i dziedzictwo rodzinne, aby iść za Bogiem, ponieważ rozumiał większy obraz i wiedział co się najbardziej liczyło.

Ten przykład pozwala nam zobaczyć, że z pójściem za Panem wiążą się koszty.

Potwierdzają nam to również słowa Jezusa. Rzeczywiście, On wzywał, a nawet oczekiwał tego, że policzymy koszty, zanim skłonimy przed Nim kolano. Jeśli słuchacz nie uważa, że te koszty warto ponieść, Jezus pozwala mu odejść własną drogą. O ile zawsze jest gotów przyjąć go z powrotem, Pan nie oczekuje od nikogo ruszenia na ślepo, bez zrozumienia tego, co jest potrzebne i czego wymaga się od tego, który idzie w Jego ślady.

Pamiętasz uczniów, którzy zostawili swoje rodziny, przyjaciół, pracę i domy na rzecz Królestwa? Jestem pewien, że to nie było łatwe, lecz… oni policzyli koszty i zrobili to mimo wszystko, prawdopodobnie dokonali trudnego wyboru przy całkiem konkretnym sprzeciwie.

Chciałbym tu zrobić pewne założenie. Zakładam, że w pewnym stopniu rozumiesz to, co usiłuję do tej pory przekazać. Zakładam, że rozumiesz co najmniej tą koncepcję, że z pójściem za Chrystusem jest związana cena.

Powiedziawszy to, zapytam, jakie współcześnie mogą być trudne koszty zdecydowanego pójścia za Jezusem? Przede wszystkim:  jeśli bierzemy poważnie naszą odpowiedzialność i poważnie podchodzimy do życia z pragnieniem przeżycia go dla Chrystusa bez kompromisu… możemy być tego pewni, że, jak obiecuje Biblia, natrafimy na sprzeciw. Nazywanie siebie chrześcijaninem bez spotykania się z opozycją powinno być przedmiotem zmartwienia, że coś jest nie w porządku.

Zauważ, że opozycja przyjdzie w wielu różnych postaciach, czasami całkiem nieoczekiwanych, łapiąc nas całkowicie nieprzygotowanych, testując nasze posłuszeństwo. Innego rodzaju sprzeciw będzie gromadził się w widzialny sposób na horyzoncie, sprawdzając naszą lojalność. Nie ma znaczenia skąd on pochodzi, nie wolno nam zapominać o tej prawdzie, że pójście za Jezusem z całego serca będzie wzbudzać sprzeciw ludzi wokół nas… czasami nawet tych, których kochamy najbardziej.

Przypominając sobie pewne wydarzenia z niedawnej przeszłości, doszedłem do tego… wydaje mi się, że takie są kluczowe obszary, w których można spotkać się ze sprzeciwem wobec niesienia Imienia Jezusa w bezkompromisowy sposób.

– Sama twoja obecność może powodować, że inni będą czuć się niewygodnie.

Właśnie dlatego niektórzy będą starali się was unikać. Prawda pokazana w Świetle jest tym, czego ten świat nie chce doświadczać. Światło ujawnia te tajemnice, które latami niezmordowanie usiłujemy utrzymać wbite w najciemniejszy róg. Spodziewaj się tego, że twoje pragnienie chodzenia w Świetle, bycia otwartym i szczerym, i prowadzenia bezkompromisowego życia spowoduje  niewygodę u innych. Nie celową, lecz jako naturalny produkt uboczny tego, że ty nosisz Imię Jezusa wszędzie, również tam, gdzie On niekoniecznie jest mile widziany, a co najmniej nie Jego przywódcza strona.

– Możesz być postrzegany jako osoba nieuprzejma.

Co do tego nie ma żadnych wątpliwości… mamy kochać,… nakazano nam kochać… mówi się nam, że bez miłości nasze przesłanie jest bez znaczenia i bezwartościowe… mówi się nam, że nasze miłość jest znakiem charakterystycznym naszego chodzenia z Jezusem. Lecz to jak miłość jest zdefiniowana i pokazywana dziś, jest czymś zupełnie innym od biblijnego opisu miłości. Nie wolno nam pominąć tego ważnego punktu.. zmiana znaczenia słowa „miłość” wprowadza błąd w chrześcijańskim sposobie wyrażania tej miłości.

Dziś okazuje się, że ci, którzy cię obserwują, słuchają i spotykają z tobą na twojej chrześcijańskiej drodze, prawdopodobnie dojdą do wniosku, że jesteś bardzo nietolerancyjny i nietaktowny w stosunku do innych. Ludzie dziś, nawet sporo religijnych ludzi, mają rzeczywisty problem z Jezusem, jako jedyną drogą. Mają problem z koniecznością śmierci siebie samego oraz porzucania wszystkiego po to, aby zdobyć prawdziwe życie.

Współ-podróżny! Nie obchodzi mnie to jak to spakujesz, możesz to wokół owinąć miłością, lecz spróbuj napomnienia, korekty oraz ostrzeżenie, również w miłości, a prawdopodobna reakcja jaką zaobserwujesz u XXI wiecznego człowieka – mnóstwo religijnej gadki – to stwierdzenie, że nie jesteś bardzo miłym człowiekiem.

Powtórzmy:  koncepcja miłości jest tak źle rozumiana dziś i często definiowana jako absolutna tolerancja każdego i wszelkich wierzeń pojawiających się wokół, że musimy być cierpliwi i podejmować wielkie wysiłki, aby stosować właściwą definicję tego, co znaczy „miłość” do naszych słuchaczy i obserwatorów, aby pojąć i trzymać się jej, a następnie demonstrować ją im, jako świadkowie naszego Pana.  Może to być sam w sobie największy akt dobroci, jaki możemy im okazać i ten akt dobroci nie jest przypadkiem. Nie, jest bardzo celowy.

W tym tygodniu byłem twardy i sam przeżyłem kilka z tych rzecz.

Czy bycie niezrozumiałym opłaca się?

Z pewnością nie.

Czy cieszę się, że zostałem odrzucony?

W twoim życiu nie.

Czy wolałbym nie podróżować tą drogą?

Załóż się.

Sprowadza się to jednak naprawdę do tego prostego stwierdzenia, że jako uczeń Chrystusa muszę to stale wyznawać, że

…nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie

Bądźcie mężni, bądźcie mocni,.. nasze odkupienie zbliża się”.

Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy; prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia”.

deeo.ru

Codzienne rozważania_09.07.11

Chip Brogden

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jn. 1:14).

Chwila po chwili, godzina za godziną jesteśmy przemieniani. Ta transfiguracja jest subtelna lecz potężna. Jak to się dzieje? Jak Bóg nas zmienia? Gdy włożymy na siebie Pana Jezusa, wtedy stajemy się tym, co założyliśmy. Gdy widzimy chwałę Syna Bożego, wtedy jesteśmy przez nią przemieniani. Stajemy się tym, co widzimy. Gdy widzimy Jego takiego, jaki rzeczywiście jest, gdy dostrzegamy Jego chwałę, zostajemy powaleni na ziemię. Jeśli to, co do tej pory zobaczyliśmy z Pana nie ogłuszyło nas i nie oślepiło to jeszcze nie dotknęliśmy Jego chwały. Nasza wizja jest zbyt mała. Niech Bóg oświeci nasze serca i udzieli nam dalszego objawienia w Jego Synu, abyśmy zostali przemienieni.

————————-

Share your comments: http://InfiniteSupply.Org/july9

©2011 InfiniteSupply.Org  Można rozpowszechniać w celach niezarobkowych pod warunkiem umieszczenia tej informacji. Podziel się tym z przyjaciółm`Można rozpowszechniać w celach niezarobkowych pod warunkiem umieszczenia tej informacji. Podziel się tym z przyjaciółmi.aracer

Wizja dla Izraela_08.07.11

AKTUALNOŚCI Z JERUZALEMU

Informacje i intencje do modlitwy za służbę Składu Józefa i za Izrael

źRóDŁO: Vision für Israel e.V. · Tel. (D) 00 49 89-566 595 · Fax (D) 00 49 89-5464 5964

eMail: Info@VisionfuerIsrael.de · Web: www.VisionfuerIsrael.de

 

Piątek, 8 lipca 2011

Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Od niego jest zbawienie moje“ – Psalm 62,2.

IZRAELSCY UCZENI POTWIERDZAJĄ AUTENTYCZNOŚĆ – Izraelscy uczeni potwierdzili autentyczność osarium sprzed 2000 lat, na którym widnieje imię członka rodziny najwyższego kapłana Kaifasza z Nowego Testamentu. Ossarium (łac. „Dom na kości”) posiada napis: „Miriam córka Jeszui, syna Kajfasza, kapłana w Maasia z Beth Imri”. W judaizmie ossarium było kamienną skrzynką na kości zmarłego. Kajfasz był kapłanem w świątyni i wrogiem Jeszui. W ukrzyżowaniu Jezusa to on wiódł znaczącą rolę. Izraelski urząd Starożytności poinformował, że mikroskopowe badania pozwalają stwierdzić, że napis jest „stary i prawdziwy” (AP).

WŁOSCY POLITYCY WSPIERAJĄ IZRAEL PODCZAS HISTORYCZNEGO SPOTKANIA W RZYMIE – Czołowi politycy włoskiego senatu zebrali się przed kilkoma dniami z przedstawicielami społeczeństwa i kościołów w budynku włoskiego senatu by dać wyraz swojemu poparciu dla Izraela. Rozwój sytuacji przybiera jednak groźne formy jak na przykład nowa flotylla do Gazy, jednostronne proklamowanie „palestyńskiego” państwa we wrześniu i inne sposoby delegitymizacji państwa żydowskiego. Były prezydent włoskiego senatu Marcello Pera tak ujął włoskie nastawienie, kiedy powiedział, że nasze zachodnie demokracje nie ostaną się, chyba że znów przyjmiemy do serca naszą judeochrześcijańską orientację. Dodał: „nasze poparcie dla Izraela nie powinno bazować na poczuciu winy, ale na tym, że mamy te same korzenie”. Na zakończenie powiedział: „Obrona Izraela znaczy po prostu obronę naszych wartości i stylu życia” (ECFI).

W TYM MIESIĄCU DYSKUTOWANE BĘDZIE BEZPIECZEŃSTWO PAŃSTWA PALESTYŃSKIEGO – Rada Bezpieczeństwa ONZ chce omówić w tym miesiącu możliwości przyjęcia „Palestyny” do ONZ. Otwarta debata na temat Bliskiego Wschodu planowana jest na 26 lipca. Kwartet przedstawicieli, którzy wypracowują zabezpieczenie pokoju (USA; Rosja, UE i ONZ) spotkają się 11 lipca. Kwartet ów podczas spotkania omówi planowany wniosek PA o przyjęcie w poczet Narodów Zjednoczonych jako niepodległego nowego państwa. PA chce zająć wszystkie regiony, które Izrael odzyskał w czasie wojny sześciodniowej, mianowicie Judeę, Samarię oraz prawie połowę Jerozolimy – stolicy żydowskiego państwa. USA próbują od jakiegoś czasu skłonić Izrael i PA do spotkania przy stole rokowań, ale PA przedstawiła Kwartetowi listę czterech warunków wstępnych i nie wyraża gotowości rokowań, chyba że Izrael wszystkie je spełni. Należy do nich ostateczne zaprzestania izraelskich budów w Judei i Samarii i we Wschodniej Jerozolimie, porozumienie o uznaniu przez obie strony linii rozejmu z 1949 roku jako podstawy rozmów o wymianie ziemi, poparcie UE dla wysiłków PA w sprawie pojednania między Fatahem i Hamasem i poparcie UE dla jednostronnego powołania niezależnego państwa arabów i przyjęcia go do ONZ (INN). Niemal 300.000 Izraelczyków mieszka w 121 oficjalnie uznanych osiedlach na Zachodnim Brzegu Jordanu i kolejne 200.000 we Wschodniej Jerozolimie. Wielkość tych osiedli jest bardzo różna od wielkości gospodarstwa rolnego poprzez przedmieścia jak w przypadku Jerozolimy. Największym osiedla są w Modi’in Illit gdzie mieszka 55.000 Izraelitów, w Maale Adumim und Betar Illit mieszka kolejne 40.000 żydowskich mieszkańców. Do osiedli należą domy, szkoły, urzędy, centra handlowe i rozwinięte przedsiębiorstwa. Celem bezwstydnych i bezpodstawnych żądań Arabów jest zmuszenie Izraela do wycofania się z tych kwitnących terenów i oddania ich jego wrogom. Które inne państwo poddało by się tym poniżającym naciskom i ugięło by się? Najlepszym przykładem tego co się dzieje gdy Izrael i zachód uwierzy w kłamstwa o pokoju wrogów Izraela jest strefa Gazy – mimo ciągłych ataków terrorystycznych i bombardowań, które co roku niszczą pracę wielu Żydów i dorobek ich życia: domy i fabryki.

PRO PALESTYŃSCY AKTYWIŚCI PLANUJĄ LOTY DO IZRAELA, JAKO DOPEŁNIENIE GAZY – Setki pro „palestyńskich” aktywistów, którzy chcą lecieć do Izraela, jako dopełnienie flotylli do Gazy nie otrzyma pozwolenia wjazdu, tak we wtorek zadecydował minister bezpieczeństwa publicznego Isaak Aaronowitsch. „W nadchodzących dniach setki radykalnych aktywistów z całej Europy chce przyjechać do Izraela by prowokować nas i organizować nielegalne protesty i podważać legalność naszego kraju” – powiedział Aaronowitsch. „Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że jako suwerenne demokratyczne państwo nie pozwolimy, by tu uprawiali swoją propagandę, podgrzewali nastroje, wywoływali niepokoje lub nielegalne demonstracje – ani na lotnisku, ani nigdzie indziej”. Aaronowitsch powiedział, że premier Netanjahu powierzył mu troszczenie się o flotyllę, podczas gdy policja wydała zarządzenie przygotowania się do „zapobieżenia tym nielegalnym działaniom”. (Haaretz)

GRECJA ZATRZYMUJE KOLEJNE STATKI W RAMACH FLOTYLLI DO GAZY – Grecka straż przybrzeżna zatrzymała łódź należącą do tzw. flotylli do Gazy. Została doholowana z powrotem do portu gdy bez zezwolenia miała postawiła żagle płynąc do Krety. David Heap, pasażer z kanady powiedział, że grecka straż i „siły specjalne“ szturmowały statek podczas gdy wypłynął już wiele mil od brzegu. Grecja w zeszłym tygodniu zabroniła opuszczania portów wszystkim statkom należącym do flotylli. (AP)

ŻYDZI MODLĄ SIĘ U GROBU JOZEFA NA ZACHODNIM BRZEGU – Około 1.300 żydowskich wierzących odwiedziło w tym tygodniu grób Józefa w mieście Sychem (Nablus) za zachodnim brzegiem Jordanu w rocznicę śmierci tej biblijnej postaci i dwa miesiące po zamordowaniu wnuczki minister z Likudu, która zabita została w tym świętym miejscu i sześć tygodniu, po tym jak dziesiątki Żydów z Wrocławia zostało zablokowanych na ulicach Nablus i nie chcieli się cofnąć i rozejść. Izrael zapewnił silny konwój około 1000 żołnierzy i policjantów, kiedy wizyta uzyskała zezwolenie późną sobotą, po to by nie dopuścić do chaosu, jaki miał miejsce przed sześciu tygodniami. Jeden z emerytowanych policjantów, który również był na terenie Samarii-Judei powiedział, że nie ma pewności czy siły bezpieczeństwa dadzą sobie radę. (Haaretz) Zgodnie z porozumieniem z Oslo PA jest zobowiązana chronić i zapewnić bezpieczny dostęp do grobu Józefa i innych świętych miejsc żydowsko-chrześcijańskich. Arabską strategią jest jednak każde pojedyncze żydowskie święte miejsce uznać natychmiast za prawowite muzułmańskie i własne. Kiedy gwałtem przejmują kontrolę w danym miejscu od razu zabraniają dostępu Żydom, hańbią i bezczeszczą te „święte” miejsca. To był przecież Abram, który „tam” w Sychem zbudował Panu, który mu się ukazał ołtarz (1 Mojż. 12;6-7). Później Biblia wspomina: „Również kości Józefa, które synowie izraelscy sprowadzili z Egiptu, pogrzebano w Sychem na kawałku pola, które nabył Jakub za sto kesytów od synów Chamora, ojca Sychema; należało ono jako dziedziczna posiadłość do synów Józefa” – Jozue 24,32.

JESZCZE WIĘCEJ ZASZCZYTÓW DLA PRZYWÓDCY FATAHU ZA NAJGORSZY ATAK TERRORYSTYCZNY W IZRAELU – Rządząca w PA frakcja Fatahu dwa programy szkolne nazwała imieniem Dalala Mughrabiego, który dokonał najgorszego ataku terrorystycznego na izraelskich cywilnych mieszkańców w całej historii żydowskiego państwa. Nie był to tylko jeden czy dwa razy, że temu krwawemu mordercy oddaje się takie „honory”. Jedną z trzech grup młodzieżowych Fatahu też nazwano jego imieniem, a jej komórka terrorystyczna zabiła w 1978 roku 25 dorosłych i dwanaście dzieci. Pozostałe dwie grupy młodzieżowe nazwane zostały imieniem zmarłego wodza PLO Arafata i terrorysty Abu Jihada. Te odznaczenia zostały dumnie podkreślone w gazecie „Al-Hayat Al-Jadida“ oficjalnym dzienniku PA. (PMW) Te ceremonie uhonorowania morderców niewinnych mieszkańców dają lepszy wgląd w serca tych, którzy udają pokojowe zamiary wobec Izraela. Poza fasadą tych rzekomo „umiarkowanych” PA i terrorystycznego Hamasu (zagorzałemu wrogowi Izraela) nie ma w zasadzie różnicy. Ale Zachód ani nie odnosi się do tych tytułów dla terrorystów, ani pełnych nienawiści podręczników szkolnych i programów TV dla dzieci. Półgębkiem zauważa się jedynie jak ciągle nowe dowody niechęci w społeczeństwie Zachodniego Brzegu i jak podkopuje to zaufanie do Izraela, tak że Arabowie nie wiedzą czy mają tworzyć jakieś plany dla swoich pokoleń by żyć w harmonii i pokoju. Proszę módlcie się by to dobra Nowina zmieniła sytuację; tylko znajomość Jeszui daje nadzieję na pokój.

PROSZĘ POMÓŻCIE– Vision für Israel i Skład Józefa nadal pomaga finansowo ludziom potrzebującym i instytucjom. Dlatego zwracamy się pilnie do naszych przyjaciół i darczyńców by pomogli nam w tej służbie miłosierdzia. Dalsze informacje w naszym monachijskim biurze: 00 49-89-566 595 lub pod http://www.visionfuerisrael.de/spenden. Serdecznie dziękujemy. „Nabożny zajmuje się sprawą ubogich” – Przysłów 29,7.

DO WASZEGO KALENDARZA – Nasz tegoroczne święto namiotów zacznie się 9 października wieczorem i trwać będzie do 11 października w Pavilion w Jerozolimie. Gospodarzami na konferencji będą Barry i Batya Segal. Więcej informacji znajdziecie na stronach internetowych: http://visionfuerisrael.org/laubhuettenfest

 

Dziękujemy Panu za Wasze modlitwy

Barry, Batya i zespół VfI

tłum z niem. MWN

 

deeo.ru