Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Zwycięstwo jest Człowiekiem

Chip Brogden

http://theschoolofchrist.org/articles/victory-is-a-man.html

Każdy, kto patrzy, nie widzi. Każdy, kto słucha, nie słyszy. Czego szukamy? Co musimy zobaczyć? Co Bóg może nam objawić? Jest tylko jedno pragnienie Boże dla nas i jest nim to, abyśmy zobaczyli Chrystusa. Bóg nie objawia nam setki, tysiąca czy miliona rzeczy. Panu upodobało się dać nam Swego Syna i sprawia mu radość, gdy patrzymy tylko na Niego. Nawet nie na te rzeczy, które daje, lecz na Niego, który jest Darem. Możemy modlić się o objawienie bardzo wielu rzeczy, lecz wyłącznie jedno jest ważne dla Boga, to jest, abyśmy mieli objawienie w Synu.

Jeśli znamy Syna, jeśli posiadamy Syna, jeśli widzimy Syna, znamy i posiadamy, i widzimy wszystko, co Bóg ma i czym jest, ponieważ on złożył całego Siebie w Swoim Synu i wszystko, co jest w Jego Synu, zostało złożone w nas.

W miarę rozwoju zaczynamy szukać i prosić o duchowe „rzeczy” po to, aby prowadzić zwycięskie życie. Uczymy się tego, obserwując jak wszyscy inni to robią. Szukamy wielu błogosławieństw Bożych, modlimy się licznymi modlitwami i wznosimy dużo próśb. Czasami wydaje się, że otrzymujemy to, o co prosiliśmy, a czasami wydaje się, że nic się nie zmienia. Więc walczymy, zawsze szukając czegoś na zewnątrz, tysiące kilometrów stąd, co zmieni nas z pokonanych w zwycięzców.

Cały problem polega na tym, że postrzegamy zwycięstwo jako coś zewnętrznego znajdującego w mrocznej strefie Ducha, podczas gdy walczymy tutaj na Planecie Ziemi, trudząc się i pocąc w walce z mocnym przeciwnikiem. Dla nas zwycięstwo jest czymś, czego nie mamy, czego nie możemy zobaczyć, czego nie doświadczamy, czego musimy szukać i cierpliwie wypatrywać, aż znajdziemy. Rutyna codziennego życia starzeje się, mamy nadzieję na znalezienie zwycięstwa w kolejnej nowej książce, kasecie, nauczaniu, służbie, kościele grupie, filmie wideo, seminarium, u jakiegoś szczególnego mówcy, na jakiejś stronie, w jakiejś formie dyscypliny czy duchowego reżymu. Przechodzimy przez nie kolejno, jedno po drugim. Niektóre z tych metod wydają się być skuteczne na krótką metę, lecz ostatecznie lądują na wewnętrznej półce umysłu, gromadząc na sobie kurz, nigdy nie wprowadzone do praktyki poza tym początkowym podnieceniem, wynikającym z poznania nowej rzeczy czy jazdy na fali ostatniego duchowego kaprysu.

Bóg nie daje nam czegoś, co nazywa się zwycięstwo, lecz daje nam Swego Syna, aby był naszym Zwycięstwem. Chrystus jest Zwycięstwem. Nie jest to kwestia ruszenia na wojnę w Imieniu Jezusa i domagania się zwycięstwa na zapas. Mogę powiedzieć, że Zwycięstwo nie zależy od tego czy ty 'ogłaszasz’ cokolwiek czy nie. Zwycięstwo jest Człowiekiem! Zwyciężanie to wchodzenie do Samego Zwycięstwa, to bycie ubranym w Zwycięstwo, to współdzielenie Życia z Tym, który zwyciężył. Tak więc, nasze zwycięstwo jest całkowicie związane z Samym Panem. Nie jest to jakaś oddzielna łaska czy dar, udzielany przez Pana wybranym, którzy nauczą się pewnych zasad duchowej walki.

Ludzie szukają sposobów czy metod, dzięki którym mogą dokonać zwycięstwa na rzecz Chrystusa. Nie jest więc dziwne, że każdy ma swój własny sposób wojowania. Niektórzy podkreślają wagę modlitwy wstawienniczej i wierzą, że tajemnicą jest skupienie setek ludzi, którzy modlą się o to samo. Inni zwracają się ku uwielbieniu i chwale, inni podkreślają wagę związywania i rozwiązywania, jeszcze inni wierzą, że kluczem jest zlokalizowanie i nazwanie pewnych szczególnych duchów, które podobno kontrolują różne obszary świata. Są jeszcze tacy, którzy sądzą, że musi nastąpić jakiś prorocze działanie czy wygłoszona prorocza deklaracja.

Problem z tymi wszystkimi rzeczami jest taki: to są tylko RZECZY, metody, techniki, nauczania, strategie, lecz nie są one Chrystusem. Zwycięstwo nie jest tym czy tamtym, nie jest duchową rzeczą. Zwycięstwo jest Bogiem Człowiekiem. Ten, kto jest w Chrystusie, jest posadzony wraz z Nim w niebie. Jeśli widzimy siebie samych w Nim, to można dojść tylko do jednego wniosku, że bitwa jest już wygrana a Zwycięstwo należy do nas, a skoro tak to nie są nam potrzebne żadne metody czy techniki przeznaczone do 'osiągania’ zwycięstwa, które już należy do nas.

Problemem z „metodą” duchowej walki jest to, że okłamuje nas, abyśmy myśleli, że mamy coś przy pomocy czego możemy pokonać przeciwnika. Nie mamy. Jeśli masz „metodę” to ta metoda zawiedzie. Nie ma żadnej metody na Zbawienie, ponieważ Chrystus jest Drogą. On nie pokazuje nam drogi, On jest Drogą. Obecność Chrystusa w nas nie jest po to, aby nam pokazał drogę do zwycięstwa, On jest Zwycięstwem. Jeśli mamy nadzieję na to, że zwyciężymy biorąc jakiś drobny kawałek Chrystusa i wcielając go do naszego programu duchowej walki to nasz upadek nastąpił, zanim jeszcze zdążyliśmy zacząć.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, ze naszym gruntem i podstawą zwycięstwa jest Chrystus. Liczne plany, schematy, formuły i strategie, które wymyślamy, aby zyskać nieco przewagi nad przeciwnikiem, są tylko drewnem, sianem i słomą. Dlaczego szukamy takich metod? Ponieważ nie postrzegamy siebie, jako tych, którzy wraz z Chrystusem zasiadają w niebie.

Zwycięstwo w wojnie pomimo straty bitwy
Spójrzmy na niektóre z tych duchowych metod walki. Charakterystyczne jest dla nich to, że ciemność jest gloryfikowana, mówi się o ciemności i ciemność jest wywyższana. Takie nauczania są przeważnie zorientowane na przeciwnika. Gdzie jest objawienie Chrystusa? Nie da się go tam znaleźć. Zamiast tego często mówi się nam, że szukamy objawienia na temat szatana, demonów, działania ciemności i tego, jak ich pokonać.

Mówi się nam na przykład, że musimy rozeznać imiona zwierzchności i mocy nad różnymi obszarami po to, aby je związać, zgromić i wypędzić. Jak taka metoda wysławia ciemność?|
W taki sposób, że przekonuje ludzi, aby szukali objawienia w innych „rzeczach”, a nie w Chrystusie. Gdy angażujemy się w takie poszukiwania, nie modlimy się już o ducha mądrości i objawienia ku poznaniu Chrystusa, lecz modlimy się o ducha mądrości i objawienia ku poznaniu szatana. Ponieważ Bóg nie objawi nam niczego oprócz Swego Syna to skąd przychodzi „objawienie” szatana?

Mamy jako chrześcijanie całe mnóstwo duchowej frazeologii, której prawdziwego znaczenia nie rozumiemy. Na przykład, mówimy: „Bitwa już jest wygrana”. Co to oznacza? Jeśli weźmiemy to tak, jak jest napisane to znaczenie jest takie, że nie ma już żadnej walki i już jesteśmy zwycięzcami. Znaczy to, że albo zwycięstwo zostało nam wręczone, albo już walczyliśmy w tej bitwie i zwyciężyliśmy. W rzeczywistości w obu tych przypadkach zostało to zrobione dla nas w Chrystusie. Wręczono nam zwycięstwo jak też walczyliśmy już w bitwie, w której osiągnęliśmy zwycięstwo. Z jednej strony nie zrobiliśmy w tej sprawie niczego, a z drugiej strony już walczyliśmy w tej bitwie, choć jednak nie sami, lecz przez Chrystusa. Ponieważ Chrystus zwycięża a ja jestem w Nim, Ja zwyciężam tak, jakbym ja sam walczył w bitwie.

Powinno to być dobrą wieścią dla nas, lecz większość naszego chrześcijańskiego doświadczenia wygląda tak, że jest to zwyciężanie w wojnie, lecz tracenie bitwy. Niektórzy przyjmują taką sytuację jako nieuchronną dopóki żyjemy na tej ziemi. Nie widzą zwycięstwa po tej stronie nieba. Wierzą, że Chrystus rzeczywiści już pokonał diabła i zniszczył wszelkie dzieła przeciwnika, lecz patrzą na swoje własne upadki i przegrane, i zastanawiają się dlaczego tracą te bitwy, skoro już wygrali wojnę. No tak, to jest dobre pytanie. Oto jeszcze jedno do przemyślenia: jeśli wojna jest już wygrana to dlaczego w ogóle ciągle zmagamy się w bitwach? Dlaczego borykać się, gdy możemy stać? Czy widzisz różnicę między walką o zwycięstwo, którego nie mamy, a staniem w Zwycięstwie, które już do nas należy? Jak dostrzec różnicę we własnym doświadczeniu? Dość łatwo jest oznaczyć miejsce, w którym jesteśmy jeśli żyjemy i chodzimy w prawdzie. Jeśli walczymy według ciała to nie ma żadnego innego wyboru, jak tylko zmagać się, lecz jeśli przeciwnik ma duchową naturę, to zmagamy się STOJĄC, a nie walcząc.

Jeśli uważamy, że zwycięstwo jest czymś, o co musimy walczyć z diabłem to znajdziemy się pod ogromnym uciskiem ducha, duszy i ciała, szukając diabła pod każdym kamieniem i w każdym ciemnym rogu. Najmniejszy dyskomfort czy przykrość będą uważane za przeciwnika, który znowu chce dopaść. Konsekwencją jest obsesja na punkcie ciemności, demonów i diabłów. Im częściej uderzasz packą w szerszenia tym większe prawdopodobieństwo, że cię ukąsi. Pewne jest, że im więcej uwagi poświęcasz diabłu, z tym większą cierpliwością niepokoi cię.

Będę przeżywał mnóstwo upadków i nieliczne zwycięstwa, a te zwycięstwa, będą krótkie i szybko znikać. Jak tylko pomyślę o tym, że związałem diabła, on znowu się uwalnia i znowu biorę udział w następnej rundzie. Moje sny niepokoją mnie w nocy a przemykające myśli niepokoją w dzień. Ponieważ walczę z diabłem muszę poświęcić czas na to, aby „stanąć przeciwko” każdej pojedynczej myśli. Muszę odpowiedzieć na każde jedno oskarżenie, najdrobniejsza nawet pokusa staje się ogromnym ciężarem. Nie cieszę się, brak mi pokoju i prawdziwej pewności. Tylko strach: strach przed upadkiem, strach przed oddaniem pola diabłu, strach przed tym czym może następnym razem we mnie rzucić.

Takie coś właśnie wielu nazywa duchową walką. Tak nie jest. To co powyżej opisałem jest zmaganiem się osoby z ciała i krwi, która podąża za ciałem i krwią. Ponieważ….

Zwycięstwo jest człowiekiem, a nie metodą
Gdy Bogu upodobało się objawić nam Swego Syna, On uczy, że Zwycięstwo nie jest rzeczą, lecz Osobą, że Zwycięstwo nie jest doświadczeniem, lecz Mężczyzną, że Bóg nie daje nam czegoś zwanego zwycięstwem, lecz że daje nam zamiast zwycięstwa Swego Syna, aby był naszym Zwycięstwem. Wtedy Zwycięstwo nigdy nie będzie w czasie przyszłym, lecz Zawsze Teraźniejsze i Teraz. Ponieważ Zwycięstwo jest Chrystusem. A Zwycięstwo żyje w tobie. Zatem Zwycięstwo nie ma zupełnie nic do rzeczy z diabłem, a wszystko z Chrystusem. Ponieważ większość chrześcijan ma więcej wiary, przekonania i szacunku dla diabła niż dla Pana Jezusa, wydaje się, że łatwo zrozumieć dlaczego jest tak wielu pokonanych.

Bóg objawił mi Swego Syna dopiero po tym, gdy upadłem jako pastor, gdy mój kościół został zamknięty i gdy wyrzuciłem wszystkie książki, taśmy, magazyny i notatki na temat duchowej walki i zostałem wyłącznie z Chrystusem. Szukałem zwycięstwa w duchowej walce, skupiając uwagę na diable, lecz Bóg nigdy nie uczył mnie niczego na temat duchowej walki, ani nie objawił mi niczego na temat diabła. Bóg uczył mnie o Swoim Synu.
Nigdy nie pokazał mi, jak być zwycięzcą, lecz po prostu objawił mi Zwycięstwo Swego Syna. Gdy objawił mi Syna to wystarczyło zupełnie, aby uczynić ze mnie zwycięzcę.

Pamiętam dzień, w którym to się stało. Siedziałem w ogrodzie pewnego poranku z różnymi tłumaczeniami Biblii otwartymi na Liście do Efezjan i myślałem nad dwoma tekstami. Pierwszym był: „….i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego, jaką okazał w Chrystusie, gdy wzbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie ponad wszelką nadziemską władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym; i wszystko poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia” (Ef 1:19-23).

Byłem wdzięczny za ten fragment, lecz on sam jakoś nie wpisywał się we mnie. Chwała Panu za to, że Chrystus został wzbudzony z martwych i jest wywyższony ponad wszystkim zwierzchnościami, mocami, demonami i diabłem. Z tym się zgadzałem, w to wierzyłem, lecz nie znajdowałem w tym pocieszenia dla mnie w mojej szczególniej bitwie. Nie wątpiłem w zwycięstwo Jezusa, wątpiłem w MOJE zwycięstwo. Nie rozumiałem więc znaczenia pierwszego fragmentu, dopóki nie przeczytałem drugiego, który był przede mną:

ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Ef 2:4-6).

Wiecie, przeczytałem List do Efezjan prawdopodobnie ze 100 razy, lecz tego dnia coś przykuło moja uwagę. Promień światła uderzył mnie i słowa, wydawały się wyskakiwać ze strony i bić mnie w twarz. Zatrzymałem się na chwilę i przeczytałem ponownie pierwszy fragment, a następnie drugi:

zbudził go z martwych i posadził po prawicy swojej w niebie ponad wszelką nadziemską władzą i zwierzchnością, i mocą, i panowaniem, i wszelkim imieniem, jakie może być wymienione, …… i nas wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie„.

Wraz, wraz, wraz, wraz . . .
Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Chrystusa, siedzącego po prawicy Bożej i zobaczyłem siebie posadzonego z Nim. Jego zwycięstwo jest moim zwycięstwem. RAZEM zostaliśmy wzbudzeni z martwych, RAZEM jesteśmy posadzeni po prawicy Bożej w niebie, RAZEM jesteśmy posadzeni ponad WSZELKIMI zwierzchnościami, wszelką mocą, siłą i panowaniem, ponad wszelkim imieniem, jakie może być wymienione. Zacząłem śmiać się z własnej głupoty. Co jeszcze pozostaje tutaj dla mnie teraz do zrobienia, skoro jestem daleko ponad tym wszystkim? Co jeszcze zostało do zwalczenia? Nie jestem w stanie znaleźć niczego do zrobienia, prócz przyjęcia tego, że po prostu mieszkam w Chrystusie i pozwalam Jemu być moim Zwycięstwem, podobnie jak pozwalam Jemu być moim Zbawicielem.

Nie doszedłem do tego wniosku po latach badania Pisma, nie nauczyłem się tego od żadnego biblijnego nauczyciela, przyszło to do mnie z zewnątrz, z błękitnego nieba. Było właśnie tam, w mojej Biblii. Jak mogłem tego nie zauważyć? Nie zauważyłem, ponieważ patrzyłem, a nie widziałem. Przeglądałem te wersy oczyma, zapamiętywałem je, lecz nigdy nie powaliły mnie na ziemię, nigdy nie pokonały we mnie oporu. To były listy w księdze, dobre listy, wspaniałe słowa, lecz nic z tego nie żyło we mnie, ani tym nie oddychałem. Nie widziałem Chrystusa w tej Księdze, aż do tej chwili.

Patrzyłem w górę z tego miejsca, gdzie siedziałem, nie sądzę, abym był w Duchu, i nie wydaje mi się, żebym miał wizję, lecz było tak, jakbym mógł widzieć poza niebo aż do samych Niebios. Wszystko, od Krzyża do Tronu było przede mną. Teraz, gdy wyraźnie widziałem siebie zasiadającego z Chrystusem, wszystko poukładało się tak jak trzeba. Ponieważ jeśli ja zostałem posadzony z Nim to znaczy, że musiałem być również z Nim wzbudzony! A jeśli zostałem z Nim wzbudzony to musiałem umrzeć razem z Nim! A jeśli razem z Nim umarłem to musiałem być razem z Nim ukrzyżowany! Wszystko natychmiast otworzyło się przede mną. Nie jestem pewien czy widziałem to oczyma umysłu czy serca, lecz widziałem Chrystusa na krzyżu i mnie ukrzyżowanego z Nim (Gal.2:20). Widziałem siebie pogrzebanego z Nim przez chrzest w śmierć (Rzm. 6:3). Widziałem siebie wzbudzonego z martwych do nowego życie (Rzm 6:4). Widziałem siebie wyniesionego z Nim i posadzonego wraz z Nim w niebie. Widziałem wstecz i wprzód, do góry nogami i wprost. Nie jestem w stanie znaleźć odpowiednich słów, aby to opisać. Nawet dziś trudno mi to wyjaśnić.

Wszystko, co mogę powiedzieć to, że „widziałem to”. Brzmi to tak prosto i nieciekawie powiedziane w ten sposób, ponieważ nie twierdzę, że miałem prawdziwą wizję, a jednak rzeczywiście widziałem, zdecydowanie było to jakieś przyjmowanie.

W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że zwycięstwo nad przeciwnikiem nigdy więcej nie będzie już dla mnie problemem. Od tego dnia zrozumiałem, że moje zwycięstwo zostało zapewnione przez Samego Chrystusa i nie ma już dla mnie nic do zrobienia czy osiągnięcia, lecz mogę tylko przyjąć Jego skończone dzieło i zaakceptować Jego Zwycięstwo jako moje. Jak pewne jest to, że Chrystus nie zmaga się z diabłem, jak pewne jest to, że zwycięstwo należy do Niego, tak pewne jest moje zwyciężanie w Nim. Dziękuję Bogu i uwielbiam Go za to, że Chrystus jest Zwycięstwem.

Chrystus jest naszym odpocznieniem od pracy
Przez objawienie zrozumiałem, że możemy realizować polecenie „stójcie więc” tylko wtedy, gdy nauczymy się siedzieć z Chrystusem, że bardziej chodzi tu o odpocznienie i wiarę, niż o walczenie i zmagania. Widzieć siebie w Chrystusie po raz pierwszy było takim przeżyciem, jak przejście z jednego pokoju do innego, jak zamknięcie za sobą drzwi. Otrzymałem na mgnienie oka możliwość wejrzenia w inny świat, który był poza mną. Ostatecznie zobaczyłem niespójność twierdzenia tego, że Chrystus jest moim 'zwycięstwem’ czy nawet proszenie Chrystusa, aby dał 'zwycięstwo’, a następnie podejmowanie walki na swój sposób, jakby ciągle było jeszcze coś do zrobienia, aby je zyskać. Ponieważ Zwycięstwo jest MOJE to nie pozostaje już nic do, jak tylko wielbić Boga za to i żyć zgodnie z tym.

Nie ma we Wszechświecie miejsca, które byłoby wyżej niż to, gdzie jesteśmy posadzeni z Chrystusem w niebie. I rzeczywiście, ponieważ Chrystus jest większy niż ten Wszechświat, zatem być posadzonym z Chrystusem to być ponad i poza wszelkim czasem i przestrzenią, i wymiarem jaki znamy. Być posadzonym z Chrystusem to zwyciężać tak, jak On zwycięża; jest to wchodzenie w Jego zwycięstwo. Nie jest to walka o zdobycie zwycięstwa, lecz jest to stan, w którym już zostało się uczynionym zwycięzcą. Jest to odpocznienie, lecz nie 'odpocznienie’ w tym sensie, że nic się nie robi. Ten odpoczynek oznacza, że odpoczywamy od swoich dzieł i dalej działamy już tylko zgodnie z Jego mocą, która działa w nas i przez nas.

Bóg nie dał nam zwycięstwa, Bóg umieścił nas w Chrystusie, który jest naszym Zwycięstwem. Ponieważ jesteśmy jedno z Nim, nie ma już więcej kwestii możliwości, talentów, darów czy mocy. Wszystko czym JESTEŚMY jest wchłonięte, przyćmione i przewyższone przez wszystko czym ON JEST. Dziś zwyciężam w Chrystusie nie dlatego, że cokolwiek znaczę. Wręcz przeciwnie, jestem niczym, lecz skoro jestem w Chrystusie, który jest Wszystkim Boga, Jego zwyciężanie jest moim zwyciężaniem. Jeśli Głowa zwycięża, to również Ciało, które jest przyłączone do tej Głowy. Jeśli krzew winny zwycięża to również winorośle, które są do niego przyłączone zwyciężają. Rozumiesz to? Weź najsłabszy członek i połącz go w jedno z Głową, a pójdzie wszędzie tam, gdzie idzie głowa. Weź najdrobniejszą gałązkę i przyłącz ją w jedno z Krzewem Winnym, a będzie robić to, co robi Krzew.

Gdy zaczniemy patrzyć na Syna jako na Sumę Wszystkiego to dajemy Chrystusowi pierwszeństwo. Wchodzimy do samego serca, umysłu, zamiaru, celu i planu Boga: Sam Chrystus wypełni wszystko a Jego chwała będzie odbijać się we wszystkim. Jeśli korzystamy z metody to metoda przyciąga uwagę, a człowiek, który ją stworzył zyskuje uznanie, zaś ludzie, którzy tą metodę stosują, odbierają chwałę. Lecz jeśli „metodą” jest Chrystus to Chrystus odbiera wszelkie zaszczyty i Chrystus odbiera wszelką chwałę W ten sposób Chrystus jest wysławiany, serce Boga jest usatysfakcjonowane, a my sami jesteśmy dostrojeni do Jego Woli w Chrystusie.

Chip Brogden

сайт

Jak przetrwać grę oczekiwania

30 listopada 2010 John Paul Jackson

Oczekujże Pana, wzmacniaj się, a on utwierdzi serce twoje; przetoż oczekuj Pana” (Ps. 27:14, BG).

Bez względu na to do czego Bóg nas powołał, najtrudniejsza rzeczą, na jaką trafimy, jest czas pomiędzy. Na początku, Pan przygotowuje nasze serca na powołanie, daje nam przelotne spojrzenie na Swoje plany wobec nas i to wzbudza w nas ogromną nadzieję.  Problemem jest to, że zawsze jest opóźnienie czasu między tym inicjacyjnym przygotowanie a efektem końcowym. Początki zwykle niosą ze sobą ogromne emocjonalny wzrost. Wiemy, co Bóg powiedział i wiemy, że zobaczymy jak to będzie się działo, bez względu na to, co przeciwnik rzuca nam pod nogi. Nasza wiara jest wielka jak góry, czujemy się niepokonani w Bożych obietnicach, podejmujemy te początkowe kroki i z ekscytacją oczekujemy na owoce naszych wysiłków.  Lecz wtedy pojawia się oczekiwanie.

Dni stają się tygodniami, miesiącami a my musimy oczekiwać na to, co Bóg nam obiecał. Wielu z nas dobrze nie znosi oczekiwania. Nadzieja zaczyna się chwiać, zaczynamy zapominać wspaniałe obietnice, które Bóg nam dał i jak to jest, gdy słyszy się Jego głos, więc też wielu traci serce w czasie tego opóźnienia. Co można zrobić, aby odzyskać serce w czasie tego okresu oczekiwania?

1. Bądź gotowy na odpocznienie.

Słyszenie Bożego głosu jest jak znalezienie studni na pustyni. Nie przetrwamy dzięki naszym własnym koncepcjom, wytrzymałości czy dobroci a gdy to odkryjemy, odkryjemy rzeczywistość i prawdziwą wolność w Chrystusie. Jego obecność jest życiową siłą, On jest pokojem naszym, który jest fundamentem słyszenia Jego głosu. Będzie nam bardzo trudno pobudzić własne serca i utrzymywać je w pasji i przy życiu, bez gotowości do odpoczywania w Jego obecności.

Tak więc, pośród tego oczekiwania na zmianę, musimy być gotowi na odpocznienie. W tłumaczeniu New American Standard Psalmu 24:17 czytamy: „Niech twoje serce będzie odważne”. Jeśli martwimy się, zmagamy i usiłujemy sami sprawić, aby coś się działo, to bardzo trudno nam będzie znaleźć pokój w Bogu, będzie nam trudno pamiętać o Nim.

Jeśli zostałeś sprowadzony w dół przez niepokój, rozpacz czy widoczny brak ruchu w życiu, niech twoje serce nabierze odwagi w ciszy w Jego obecności. Jest to punkt startowy do wszystkiego, co robimy. Tam, Bóg będzie przygotowywał nas do zmiany, jaką wprowadza i do następnego kroku w obietnicy, którą nam dał.

2. Bądź urzeczony

Paweł napisał w 10 rozdziale Listu do Rzymian, że wiara bierze się ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Boże. Ten poziom „słuchania”, o którym mówi Paweł oznacza: zachwyt, pochwycenie, całkowite pochłonięcie, pełne skupienie na Słowie, właśnie w taki sposób wzrasta wiara.

Co Bóg ci powiedział? Bądź jak uparta wdowa, o której pisał Łukasz w 18 rozdziale ewangelii, która nie dawała sędziemu zapomnieć o swojej sprawie. Jeśli dawno już minął czas, gdy aktywnie wspominałeś to, co Bóg ci obiecał, zmień to! Myśl o tym, przypominaj sobie, napisz na kartce i przyklej na lustrze w łazience. Bądź urzeczony Bogiem, otwórz swoje serce na słuchanie Jego cichego głosu w obszarze Jego obietnicy.

3. Bądź gotowy na podejmowanie ryzyka.

W końcu musimy rozważyć podjęcie takich kroków, których nigdy wcześniej nie podejmowaliśmy. Być może Bóg już przygotował wszystko, czego potrzebujemy a jedyną rzeczą jaka jeszcze została to podjąć ryzyko, do którego Pan nas wzywa w czasie, w którym nas do tego wzywa.

Piotr był ryzykantem, Nowy Testament jest pełen opowiadań o nim. Było w nim coś prowokującego i nieortodoksyjnego od samego początku. Nie zawsze podejmował dobre ryzyko, jednak Bóg nigdy go nie skarcił a gorliwość.

Jeśli zrobisz te trzy rzeczy: odpoczniesz w Bogu, będziesz Nim zniewolony i będziesz gotowy na podjęcie ryzyka postawionego przed tobą, to gwarantuję ci, będziesz świadkiem zmiany, ponieważ szukasz Boga. Trzymasz się Jego obietnic i pamiętasz Jego głos, czcisz Go, a to nie jest coś małego.

Bądź dziś mocny i niech serce twoje będzie odważne.

продвижение

Słowo wychodzące z ust Jego

Kriston Couchey

Karmienie się Słowem Żywota

Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych„. Ten ostatni zwrot może zostać przetłumaczony jako: każde słowo, które 'w tej chwili wychodzi z ust Boga’. Sam Jezus jest Słowem, które stało się ciałem. On jest tym „Słowem”, które Ojciec WŁAŚNIE TERAZ wypowiada w stronę ziemi, do synów ludzkich i przez nich. To Słowo (Chrystus) jest pokarmem żywota, dzięki któremu żyjemy, gdy stale uczestniczymy w Nim. „Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie. Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki… Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które mówię (teraz, aktywnie) do was, są duchem i żywotem” ~Jezus~

nic nie czynię sam z siebie, lecz tak mówię, jak mnie mój Ojciec nauczył” ~Jezus~

Oto Samo Słowo „staje się ciałem”, gdy my aktywnie czynimy i mówimy to, co On aktywnie czyni i mówi. Podobnie jak pierworodny Syn nie mógł nic zrobić na podstawie Swego własnego autorytetu (sam z siebie), lecz wyłącznie w oparciu o to, co Ojciec nauczył Go mówić; Samo Słowo udostępnia ducha i życie w nas i przez nas, przez to, co On właśnie teraz mówi.

OBJAWIENIE A POZNANIE

Objawienie żywego SŁOWA jest tym, co Ojciec mówi TERAZ w Chrystusie do nas. Gdy mówi Samo Słowo to ma miejsce przemieniające objawienie, które jest poznaniem pochodzącym od SAMEGO Chrystusa i jest poznaniem Samego Chrystusa. Poznanie Samego Chrystusa jest procesem postępującego objawiania natury i osoby Ojca w Synu i W nas. To, co Pan aktywnie i stale mówi, odnawia, oczyszcza, obmywa, przemienia, daje życie i pokarm dla naszej istoty. Może to dziać się zarówno przez inspirowane przez Ducha Świętego wersy jak i bez nich, w żaden sposób nie unieważnia to pracy Pisma, które poprawia, wychowuje i świadczy o Prawdzie (Jezusie), gdy jest ożywiane przez Samo Słowo. Pismo zostało nam dane w pewnym wspaniałym celu. Musimy ustawić we właściwej perspektywie cel, jakim miał Ojciec inspirując Pisma, a mianowicie aby świadczyły o wcieleniu Jezusa Chrystusa, Słowa Bożego i objawiały Go w sercach ludzkich.

Należy przestać korzystać ze Słowa, jako ostatecznego środka, lecz zacząć używać go jako środka do tego co ostateczne: objawienia Jezusa Chrystusa i Jego celu, aby manifestować CHRYSTUSA W TOBIE.

Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; ale mimo to do mnie przyjść nie chcecie, aby mieć żywot„. Jezus jest wypełnieniem Prawa, proroków i całego Pisma. Zasady są realne i prawdziwe, lecz ich źródło tkwi Osobie, a nie w Księdze. Ta Osoba używa Księgi, aby mówić do człowieka, aby ożywiać zasady, lecz zasady pozbawione ożywienia pochodzącego od Samego Słowa są martwą religią.

Dlatego dojdzie ich słowo Pana: Przepis za przepisem, przepis za przepisem, nakaz za nakazem, nakaz na nakazem, trochę tu, trochę tam – aby idąc padli na wznak i potłukli się, uwikłali się i zostali złapani” (Iz. 28:13). Te słowa nie są promocją metody nauczania, którą jest układanie wersu za wersem. Z kontekstu tego wersu widać, że jest to przekleństwem, jeśli ktoś nie słucha Słowa i nie wchodzi do odpocznienia Ojca. A jednak to miejsce jest używane przez wielu kaznodziejów jako podstawa do takiego nauczania, w którym pojawia się następująca praktyka: bierze się wersy, robi z nich przepisy, które należy przyjąć umysłem. Jest to jednak bardzo dalekie od intymnego poznania Samego SŁOWA. Prawdziwe objawienie Samego Słowa przemienia człowieka od wewnątrz, a w zamian Słowo będące w człowieku powinno być mieć przemieniający skutek na innych ludzi w podobny sposób. Wielu potrafi pluć prawdami, lecz owocem tego nie jest życie Ducha, które pochodzi od Ducha Objawienia.

ŻYCIE ZGODNE Z OBJAWIENIEM SŁOWA

Nie żyjemy samym chlebem, lecz każdą wypowiedzią Samego Słowa. Naszym pożywieniem jest chleb z nieba (Chrystus) i Jego dające życie słowa, które stają się dla nas Duchem i życiem. Trwając w Nim stale otrzymujemy postępujące objawienie Jego Samego a biorąc udział w Jego boskiej naturze, sami stajemy się wyrazem Jego osoby. Jak Ojciec posłał Syna, tak Syn (Słowo) posłał synów Ojca, aby żyli tak, jak On żył. To my jesteśmy Jego synami, mówiącymi słowa ducha i życia skierowane do potrzebującego i ginącego świata.

Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem; trwajcie we mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną. Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam„.

Trwając w Nim

Kriston Couchey

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обеспечение

Potrzebujemy następnego Ruchu Jezusa

Potrzebnujemy następnego Ruchu JEzusa ( 'Jesus Movement’)

17 listopada 2010

J. Lee Grady Newsletters

We współczesnych wyrafinowanych kościołach, często zapominamy głosić o Jezusie. Wróćmy do podstaw.

Zostałem chrześcijaninem na poważnie pod sam koniec Ruchu Jezusa (dosł.: Jesus movement). Byłem zbyt młody, aby pamiętać paciorki hipisów, przerabiane T-shirty, (dosł.: tie-dyed tshirts ) i sloganów „Jesus Is Groovy” (dziś byłoby to „Jezus jest cool” -przyp.tłum.), lecz te pieśni ciągle były popularne, gdy byłem w koledżu (muzyków takich jak Andrae Crouch, Love Song and Barry McGuire), jak też filmy (szczególnie „Krzyż i Sztylet”).Ruch Jezusa był podobny do duchowego tsunami, które zmyło setki tysięcy młodych ludzi pod koniec lat 60tych i na początku 70tych i doprowadziło ich do osobistej więzi z Chrystusem. Część tych dzieciaków było uzależnionych od narkotyków i zupełnie nieprzystosowanych społecznie, większość to były zwyczajne Jaśki i Kaśki, ludzie którzy odkryli, że Jezus jest o wiele bardziej ekscytujący niż tradycyjne kościoły im pokazywały.

„W zeszłym roku w czasie moich podróży przeraziłem się, gdy dowiedziałem się, że wielu napełnionych Duchem wierzących zrezygnowało z dyscypliny czytania Biblii nawet niby regularnie. Wolą podtrzymującą dietę z tego, co kulturalnie odpowiednie, co nadaje szybkie tempo i techno-teologię, które są marnymi substytutami uczniostwa”.

Ponieważ ten ruch został zapoczątkowany przez niewyszkolonych przywódców, czasami doprowadził do nadużyć, lecz mimo jego słabości dał wzrost nowemu stylowi muzycznemu (współczesny chrześcijański) i nowym denominacjom (Calvary Chapel, Vineyard). Napędził również takie organizacje jak Bill Bright’s Campus Crusade for Christ oraz stał się mocą napędową ewangelizacji przez następne dziesięciolecie a nawet dłużej.

Ostatnio odczułem jakąś nostalgię za tamtym czasem, nie dlatego, żebym chciał wrócić do niewygodnej mody i uczesania z 1972 roku, lecz dlatego, że tęsknię za duchową prostotą tego okresu. Ruch Jezusa był przede wszystkim skupiony – niespodzianka!- na Jezusie. Teologia nie była skomplikowana, pastorzy nie próbowali być HIP, wyrafinowani czy technicznie sprawni; nie stworzyliśmy chrześcijańskiej podkultury z własnymi celebrytami i polityczną podstawą władzy.

Nie głosimy dziś wystarczająco dużo o Jezusie i na pewno dotyczy to wielu charyzmatycznych kościołów, gdzie staliśmy się specjalistami we wszystkich dziedzinach oprócz podstaw chrześcijańskiej teologii. W zeszłym roku w czasie moich podróży przeraziłem się tym, że wielu napełnionych Duchem chrześcijan porzuciło dyscyplinę czytania Biblii nawet choćby niby-regularnie, wolą oni podtrzymującą życie dietę z tego, co kulturalnie odpowiednie, co nadaje szybkie tempo i techno-teologię, które są marnymi substytutami uczniostwa. Wielu charyzmatyków zajęło postawę mówiącą, że proste skupienie się na Chrystusie nie wystarcza. Raczej wybierzmy się na „prorocze spotkanie”, aby usłyszeć o tym, jakie są szanse Obamy w 2012 roku czy aby przeżyć jakieś egzotyczne duchowe manifestacje (złoty pył czy klejnoty lecące z sufitu), chętniej poprosimy wielebnego Błyszczące Nic, aby się za nas pomodlił szesnasty raz, abyśmy otrzymali kolejne „specjalne namaszczenie”, którego prawdopodobni nigdy nie wykorzystamy.

Gdzie pośród tego charyzmatycznego gulgotania jest Jezus? Czy jestem jedynym, który ma dość już tego rozpraszania? Możecie mnie nazwać staromodnym, lecz zdecydowałem się na powrót do podstaw wiary. To właśnie dlatego czytam „What Jesus Is All About?”, klasyczną książkę napisaną ponad 50 lat temu przez Henriettę Mears, biblijną nauczycielkę, która pomogła mentorować Billy Graham i Bill Brighta w latach czterdziestych.

Mears wyjaśnia w tej książce to, jak każda z czterech ewangelii, Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, pokazują w unikalny sposób czterowymiarowy portret Zbawiciela. Jak pisze:

Mateusz pisał do Żydów, aby opowiedzieć im o Obiecanym Zbawicielu, który jest również Królem i używa słowo „królestwo” 55 razy. Marek pisał do pogan, aby opowiedzieć im o Potężnym Zbawicielu, który jest również Królem i przekazuje więcej informacji o cudach niż jakakolwiek inna ewangelia. Łukasz jako poganin pisał o Doskonałym Zbawicielu i zawiera najwięcej odniesień do człowieczeństwa Jezusa. Jan, który był „uczniem, którego miłował Jezusa” opowiada o Osobistym Zbawicielu i tutaj znajdujemy najwięcej odniesień do boskiej natury Jezusa.

Duch Święty, który inspirował pisanie Biblii wiedział, że potrzebujemy więcej niż jedno, dwu czy trzy wymiarowego Jezusa. Duch dał nam czterowymiarowy punkt widzenia, abyśmy mogli patrzeć na Niego ze wszystkich stron i zostać pochwyceni przez Jego wspaniałość, najwyższe królestwo, pełne współczucia miłosierdzie, nadnaturalną moc i doskonała sprawiedliwość, zdumiewające człowieczeństwo i miłość do grzechów takich jak ty i ja. O Jezusie można powiedzieć tak dużo więcej niż sobie z tego zdajemy sprawę i tak wiele więcej niż mówimy naszemu pokoleniu. To dlatego spędzę większość swojego czasu na badaniu czterech ewangelii przez następne kilka miesięcy. Chcę świeżego objawienia Jezusa!

Być może inny Ruch Jezusa zostanie uwolniony w tym kraju, jeśli wyrzucimy to wszystko, co rozprasza i skupimy się ponownie na Nim.

J. Lee Grady is contributing editor of Charisma. You can follow him on Twitter at leegrady. He is preaching in Sydney, Australia, this week.

бесплатная раскрутка продвижения сайта

Czy tej kobiety nie należało uwolnić?

Chip Brogden

A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?„(Łk. 13:16).

Pozwólcie, że namaluję wam pewien obraz. Jezus mówi do zgromadzenia wypełniającego jedną z lokalnych synagog. Ludzie słuchają uważnie tego, co mówi do nich o Królestwie Niebios i planie Jego Ojca dla nich. W środku nauczania Jezus zauważa w tej grupie kobietę. Nie jest w stanie stać prosto, lecz jest zgięta wpół, stoi twarzą do ziemi. Pomimo że nikt mu tego nie powiedział, rozpoznał, że w takim stanie jest już od 18 lat. Jezus poczuł poruszenie Ojca, które pobudziło Go wewnątrz. Jego słowa zamierają, milknie, wygląda tak, jakby się zamyślił, stoi z oczyma skierowanymi na nią. Ludzie czekają. Czemu On się tak przygląda? Spoglądają po sobie i idą za wzrokiem Jezusa na sam koniec synagogi a tam jest zgarbiona kobieta, z twarzą zwróconą ku ziemi, nieświadoma tego, że całe zgromadzenie zwraca na nią uwagę, lecz zdziwiona ciszą, która nastała.

Jezus wzywa ją do Siebie! Dlaczego? Tak, droga kobieto, to o ciebie chodzi. Idź za Moim Głosem i przyjdź tu do Mnie. Powoli, z trudem idzie w stronę źródła tego łagodnego, lecz silnego Głosu, nadal zgięta w pół, drżąc ze strachu. Co On zamierza zrobić?

Kobieto, uwolniona jesteś z choroby swojej!„.

Tuląc jej twarz w Swoich dłoniach, delikatnie zaczyna podnosić ją tak, aby móc spojrzeć jej w oczy. Po raz pierwszy od osiemnastu lat staje prosto!  „Jestem uzdrowiona!” szepcze i wtedy, w miarę jak realność tej chwili do niej dociera, znajduje w sobie głos, którego nigdy wcześniej nie było; zaczyna krzyczeć, początkowo niezdecydowanie, a potem coraz głośniej:  „Chwaaaała,… Bogu Izraela! Hosanna . . . Synoooowi Dawidaaa! Błogosławione niech będzie imię Pańskie! Chwała Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba!!!”

Lecz ta uroczystość trwa krótko.

Zarządca synagogi (człowiek, który zaprosił Jezusa, aby przemawiał) wstaje ze swego siedzenia, patrzy na Jezusa następnie na ludzi: „Jest sześć dni roboczych. – syczy do tłumu. – Przyjdźcie znowu innego dnia, aby być uzdrowieni. W sabat nie wykonuje się żadnej pracy, nawet jeśli to są cuda!” Nastaje niewygodna cisza. Uzdrowiona kobieta zaczyna powoli giąć się ponownie ze wstydem, jakby została uderzona w brzuch, lecz Jezus łapie ją, potrząsa głową, „Nie”, i z uśmiechem zachęca ją, aby stanęła prosto i wysoko podniosła głowę, co ona robi. Otacza ją ramieniem, aby wskazać, że powinna pozostać tutaj z Nim.

Wtedy zwraca się do zarządcy synagogi.

Twarz Jezusa jest nie do opisania, lecz spróbuję to zrobić: wygląd Jego podobny jest do Dobrego Pasterza, który zauważa wilka próbującego porwać jedną z Jego owieczek. Oczy napełnia pasja, wzrok staje się przenikający i zdeterminowany jak „płomienie ognia”.

Obłudnicy! – Jezus mówi do mężczyzny odpowiedzialnego za synagogę. – Czy nie każdy z was odwiązuje w dzień sabatu swego wołu czy osła od żłobu i nie wyprowadza ich do wodopoju? A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?” (Łk. 13:15,16).

Przywódca otwiera usta, aby zaprotestować, lecz nie jest w stanie wydać z siebie dźwięku. Krew napływa mu do twarzy, zaciska pięści sfrustrowany, lecz nie może zrobić ruchu. Może tylko zająć z powrotem swoje miejsce, w milczeniu nienawidząc siebie za to, że zgodził się na to, aby Jezus mówił w jego zgromadzeniu i przysięgając sobie, że nigdy więcej go już nie zaprosi.

A gdy On to mówił, zawstydzili się wszyscy przeciwnicy jego, natomiast lud cały radował się ze wszystkich chwalebnych czynów, jakich dokonywał” (Łk. 13:17).

To nie jest zwykły cud.  To jest znak i jest w tym prawda na obecne czasy,  dzisiejszy dzień, na ten okres.

Widzimy, że Jezus jest po stronie wolności, uwolnienia, uzdrowienia, odnowienia tego, co związane. Z drugiej strony mamy religię, która jest po stronie wiązania, tradycji, wygodnictwa, uniformizmu, kontroli i manipulacji.

Ta kobieta naprawdę była „córką Abrahama”, dzieckiem przymierza i miała prawo do duchowego bogactwa w Chrystusie! Lecz osiemnaście lat „religii sabatowego dnia” nie zmieniło jej. Brała udział w nabożeństwa, śpiewała pieśni, dawała datki, słuchała kazań, lecz każdego tygodnia wychodziła w takim samym stanie jak weszła – zgięta w pół. Co trzymała ją w tych więzach? Czym właściwie jest „duch niemocy”? Niektórzy powiedzieliby automatycznie, że miała demona, który musiał być wypędzony i że TO właśnie był duch niemocy.

Byś może …

Lecz nie zawsze tak się sprawy mają, jak na to wygląda.

W większości przypadków Jezus gromił demona i uwalniał związanych, a w tym przypadku, uwolnił kobietę, a następnie zgromił demona. Dlaczego? Poddaję wam taką myśl, że ta kobieta rzeczywiście była związana przez szatana przez 18 lat, ducha, który naprawdę trzymał ją w niewoli, lecz nie żył w NIEJ, lecz żył w religijnym przywódcy, który chciał utrzymać ją w tym samy miejscu.

To zarządca synagogi miał demona, a nie ta kobieta.

Wszyscy ludzie cieszyli się, lecz ich duchowy przywódca był oburzony! Duch stojący za nim wyraźnie ujawnia się w podjętej przez niego próbie kontrolowania ludzi, ostudzenia nowej radości, sprawienia, aby uzdrowiona kobieta czuła się winna, a nawet zgromienia Samego Pana, cały czas ukrywając się za czymś religijnym, za „tym Sabatem”, jako wymówce. Tylko szatan cieszy się, trzymając ludzi w więzach. Tylko złe duchy oburzają się, gdy są uwalniani ludzie. Wyłącznie religijny demon nienawidzi tego, gdy ktoś staje prosto i spogląda mu w twarz. Tak więc boi się i sprzeciwia wszystkiemu, czego nie jest w stanie kontrolować, usilnie działa, aby utrzymać swoją dominację w oczach ludzi. Mamy tutaj do czynienia z czymś więcej niż tylko fizycznym uzdrowieniem: zachodzi tu również duchowa konfrontacja. Tak więc, gdy demon w religijnym przywódcy zaprotestował, że nie należało jej uwolnić, Jezus powiedział do jego całej ochoczej hordy bezpośrednio:

Wy obłudnicy! Czy tej kobiety nie należało uwolnić?

Uwolnić nie tylko od tego, co kontrolowało jej ciało, lecz również od tego, co kontrolowało jej ducha i dusze przy pomocy religijnej hipokryzji, demonicznej manipulacji i pragnienia, aby ona siedziała cicho. „Czy tej kobiety nie należało uwolnić?” Dla Jezus cokolwiek poniżej tego, było nie do przyjęcia. Musiała zostać uwolniona! Nie mogła dalej żyć w ucisku ani chwili! Nie mogła już dłużej być zgięta! 18 lat więzów to wystarczająco długo! Uwolnij ją i pozwól odejść wolno! W kilka sekund Jezus dokonał tego, czego 18 lat religii nie było wstanie zrobić, ani nie chciało zrobić.

W czasie moich podróży obserwuję w Ciele Chrystusa wielu tych, którzy są „zgięci wpół” taką samą chorobą, trzymani w więzach przez „ducha niemocy”, który uniemożliwia im wyprostowanie ciała, tylko dlatego, że są związani religią i trzymani w tym stanie przez tradycje ludzi, przez ich własnych „duchowych przywódców”. Lecz widzę również, że Jezus woła do tłumów zgiętych ludzi, wzywając ich do Siebie (podobnie jak zawołał ta kobietę), aby zostali uwolnieni z tego, co ich od tak dawna wiąże.

Jakże trudno musi być usłyszeć głos Pan a następnie zignorować przywództwo i iść bezpośrednio do Jezusa, wiedząc, że przyniesie to natychmiastowe potępienie i krytycyzm ze strony ducha Antychrysta. Gdyby ona najpierw „skonsultowała się z przywództwem”, nadal byłaby zgięta wpół, ponieważ ci powiedzieliby jej, że uzdrawianie ludzi przez Jezus w dzień sabatu jest bezprawiem. Jej pierwszym aktem buntu były drobne kroki ku Jezusowi, z dala od religii i ludzkiej czci. Lecz podejmując ten pierwszy krok zrzuciła kajdany, które wiązały ją przez prawie dwa dziesięciolecia. Gdy odpowiedziała na wezwanie Pana, On uwolnił ją z więzów, zarówno duchowo jak i fizycznie. Niemniej to ONA musiała podjąć ten pierwszy krok, jakkolwiek niezdecydowane, bolesne i niewygodne musiało to być.

Cieszę się z tego, że znalazła wolność w Chrystusie i martwi mnie to, że ów religijny przywódca poszedł do domu dalej związany.  To jest słowo Pańskie skierowane do każdego z nas indywidualnie, i jest to również słowo Pana do Oblubienicy Chrystusa. Słyszmy, jak mówi:

Czy tej kobiety nie należało uwolnić?

i mówimy: TAK!

Niech tak będzie i niech wszyscy Jego przeciwnicy zostaną zawstydzeni. Amen.

topod.in

Dar zawierzenia

The Gift of Confidence

Graham Cooke

Bóg nie jest optymistą, On jest realistą o radosnym usposobieniu. Jest również pewny, siebie, beztroski i hojny, a będąc w relacjach z ludźmi uśmiecha się, śmieje, śpiewa i tańczy. On zna serce człowieka, a jednak nie jest pesymistą, nie trzyma się negatywów, lecz, zamiast tego, aby okazać Swoją postawę woli dobroć, miłosierdzie, łaskę i cierpliwość. Jego miłość nigdy nie ustaje i nigdy nie zawodzi (1Kor. 13:8).

Używa prawdy, aby uwolnić ludzi, a nie po to, aby ich zakuć w łańcuchy. Nie kruszy ludzkości, lecz wzywa ludzi w górę, ku przyszłości, którą daje w Umiłowanym. W Chrystusie, wziął odpowiedzialność za przeszłości i szuka pełnego miłości partnerstwa, aby podnieść wysoko tożsamość ludzi i ich przeznaczenie w Nim. W Jego rzeczywistości odpowiedzialność zawsze jest związana z wolnością, a nie z poparciem. Pan przedkłada sprawiedliwość nad sądem. Jego karanie jest dowodem miłości, a nie złości. On stwarza, kształtuje i formułuje ludzi na Swoje podobieństwo. Używa wszelkich możliwych okoliczności, aby uczynić nas bardziej podobnymi do Siebie. Jego celem jest wprowadzenie ludzi do chwały przez Synostwo (Hbr. 2:10). Ludzie sami decydują o swoim sądzie, gdy odrzucają swoje miejsce w Królestwie. Są tylko dwie możliwości: światłość i ciemność. Niektórzy ludzie chodzą w świetle, inni bardziej kochają ciemności. Każdy otrzymuje zgodnie ze swoim wyborem. Jego miłosierdzie zawsze góruje nad sądem (Jk. 2:13) i nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy byli z Nim na zawsze.

Łaska jest bronią masowego zniszczenia, pokonuje wszelkie negatywy, a będąc objawieniem natury Bożej, neutralizuje wszystko, co jest przeciwne tej naturze. Łaska zawsze pewnie umiejscawia się zaraz po każdym grzechu czy błędzie. Tam gdzie grzech obfituje, łaska przejawia się w jeszcze większym stopniu (Rzm. 5:20). Łaska jest Bożą obfitością w miejscu ludzkiej niewystarczalności. Łaska jest fundamentem przekonania/pewności w Bogu. Wszelki wzrost jest budowany na łasce. Pozwala ona stanąć ludziom w miejscu przychylności, a kiedy uczą się tego, jak być podobnymi do Chrystusa, Bóg nie karze ich za ich błędy, lecz ubezpiecza ich. Łaska jest potężną modyfikacją kierunku: od grzesznego człowieka do umiłowanego syna.

Ta podróż, w której jesteśmy kształtowani na Jego obraz, byłaby czymś straszliwym, gdyby nie łaska, ponieważ ludzie stale byliby dręczeni przez strach, niepokój i wątpliwości co do swojego zachowania jako wierzących. Człowiek polegający na swych własnych staraniach nigdy nie będzie na tyle dobry. Bez łaski ludzie byliby zniewoleni przez religijnego ducha i przez miłosierdzie zwątpienia. Łaska jest udziałem Boga, który umożliwia ludziom kochać ucznie się w wolności, której On udziela. Łaska sprawia, że miłość, miłosierdzie i prawda są dostępne w taki sposób, który wynosi ludzi, nie degradując ich wcześniej.

Jeśli Bóg nie jest rozpromieniony to jest niczym. Jeśli Jego miłość nie jest majestatyczna to On jest pomniejszony. Jeśli Jego dobroć nie trwa od wieków na wieki, to nie życia z Nim na wieki nie istnieje. Jeśli Jego radość nie napełnia atmosfery niebios to przebywanie tam nie sprawia żadnej przyjemności. Jeśli łaska nie jest wszechpotężna to nie ma takiego miejsca, w którym ludzie mogliby nabrać ufności w dobroć. Czymkolwiek Bóg jest, jest wytrwały i wieczny. On nigdy się nie zmienia (Mal. 3:6) i jest wiecznie tym samym Sobą (Hbr. 13:8).

Łaska nigdy nie podąża sama (1Tym. 1:14), lecz zawsze towarzyszą jej wiara i miłość, które są w Panu Jezusie i które pochodzą od Pana Jezusa. Tylko faryzeusze mogą kwestionować łaskę, która jest niezrównanym darem (Ef. 2:8), pozwalającym ludziom na swobodne zrzucenie łańcuchów niewoli i przeżywanie w czasie odkrywania łaski korzyści płynących z wolności. Ojciec udziela wszystkiego, co jest potrzebne Jego ludziom (2Kor.4:15), tak aby Jego łaska mogła objąć ogromne obszary. Pan otrzymuje wielką cześć za łaskę. Na całym świecie tłumy ludzi jest bardzo wdzięcznych, ponieważ łaska podniosła ich życie i relację z Bogiem.

Jego tron jest zbudowany na łasce, dzięki czemu u wszystkich, którzy gromadzą się wokół tego tronu następuje ogromny wzrost przekonania/pewności siebie (Hbr. 4:16). W tym miejscu bezpiecznej zależności ludzie są uzdalniani do przyjmowania łaski. Łaska nie jest niezasłużoną przychylnością. Gdyby tak było to Jezus nigdy by jej nie miałby. On wzrastał w łasce u Boga i ludzi (Łk. 2:40; Łk 2:52). Nigdy nie zgrzeszył, lecz potrzebował łaski!

Łaska jest uprawomocniającą Obecnością Boga, która uzdalnia ludzi, aby w procesie dojrzewania, stawali się tym, czym Bóg chce, aby byli. Łaska jest darem przemiany, ponieważ uzdalnia ludzi w miejscach ich słabości (2Kor. 12:9). Uzdalnia ich, aby ufnie dojrzewali do tego, kim są w Chrystusie a co widzi Bóg.

Konieczne jest, aby ludzie cieszyli się łaską; powinni radować się łaską i dziękować za nią. Dar łaski uzdalnia człowieka do tego, aby dotykać, przeżywać i dobrze znać piękny dar miłości, który jest w Panu Jezusie Chrystusie.

сайт продвижение раскрутка

Boża miłość czy nasz gniew?

Francis Frangipane

Proroczy wgląd

Trudno przypomnieć sobie czasy, kiedy ludzie byli bardziej gniewni niż obecnie. Cywilizowana osoba powinna być, przede wszystkim, cywilna (uprzejma, grzeczna, społeczna – przyp.tłum.) A jednak dziś nie ma dyskusji, szacunku dla opinii innej osoby, nie ma wspólnego zastanawiania się dla wspólnego dobra. Martwi mnie to szczególnie jeśli chodzi o kościół. Można się spierać: „Nasze społeczeństwo rozpada się, powinniśmy być wściekli”. Lecz możemy się gniewać, a jednak dalej nie grzeszyć (Ef. 4:26). Nasze dusze powinny dręczyć się gęstniejącymi chmurami demonicznego skażenia kultury, w szczególności wtedy gdy to dzieci są doprowadzanie do upadku, słabi są wykorzystywani, albo dlatego, że postępy złego oznaczają, że coraz więcej ludzi umrze bez Chrystusa.

Jeśli więc jesteśmy rozgniewani to niekoniecznie musi znaczyć, że grzeszymy, może po prostu oznaczać troskę. Niemniej przedmiotem mojej troski jest, to, że jeśli ten gniew nie odnowi się ku czemuś bardziej odkupieńczemu, bardziej na kształt Chrystusa, nie zobaczymy odnowienia naszego świata. Naprawdę, gniew, który nie wzbudził w nas działania ku odkupieniu ostatecznie degeneruje się do zgorzknienia i niewiary.

Piekło robi postępy w tym świecie na wielu poziomach, lecz chciałbym zastanowić się nad dwoma głównymi obszarami.  Pierwszy ma bezczelny, szeroko rozpowszechniony i alarmujący przejaw i jest nim, na przykład, zepsute prawo, które jest przegłosowywane czy przełamywanie się przemocy gangów czy też wtedy, gdy kochane publiczne osoby są hańbione. To pojawia się na czołówkach gazet i o tym mówią ludzie. Szokujące fale powodowane przez demoniczne wpływy uderzają w serca i jesteśmy zniechęceni, urażeni, zdumieni, a często wściekli. Kiedy znajdujemy się w takim stanie umysłu, piekło przypuszcza atak na drugi obszar. Teraz, w tej drugiej fazie walki, już nie ma żadnych prezenterów wiadomości, tu diabeł nie przychodzi popisując się otwarcie, lecz przychodzi cicho. Przekazując kipiące podszepty, pobudza kociołek niezadowolenia, aż do wrzenia i ostatecznie serce chrześcijanina, które kiedyś było pełne wiary i miłości, napełnia się zgorzknieniem, nienawiścią i złośliwym bulgotem.

Tak więc, choć musimy walczyć w kulturalnej wojnie naszych czasów, musimy zachować również naszą zdolność do kochania go, jeśli chcemy rzeczywiście wygrać nasza wojnę. Musimy pamiętać o tym, że „nie walczymy z ciałem i krwią, lecz walczymy z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Eph. 6:12).  Niestety, słyszę jak dużo ludzi ostatnio mówi, że przegraliśmy naszą wizję dla Ameryki, lecz w rzeczywistości to nie wizję utracili, lecz miłość. Ponieważ „miłość wszystkiemu wierzy, wszystkiemu ufa i wszystko znosi”(1Kor. 13:7).

Oto jak ja na to patrzę:

Wierzę, że gdyby najważniejszym planem Wszechmogącego był skończenie ze złem na Ziemi, to zrobiłby to w ciele. Dlaczego więc czeka? On pragnie doprowadzić wierzących do dojrzałości, która jest podobieństwem do Chrystusa. W jednej chwili zło mogłoby odejść, jak to było z Sodomą i Gomorą, lecz nigdy nie wolno nam zapomnieć: Jezus nie przyszedł niszczyć ludzkiego życie, lecz zbawić je.

Bóg czeka na nas, nasze doskonalenie na wzór Chrystusa, jest zbiorem, na który oczekuje Ojciec. On pragnie przyprowadzić synów i córki do chwały, a ten świat, z całym jego złem, jest doskonałym miejscem do takiego kształtowania nas, abyśmy byli podobni do Chrystusa. Tutaj istnieją prawdziwi przeciwnicy, których Bóg może wykorzystać do tego, aby doskonalić nas w miłości. W tych okolicznościach istnieją prawdziwi wrogowie, których prześladowania pomagają nam doskonalić nasze modlitwy. Tak, powinniśmy być źli na to, co jest złego, lecz musimy być podobni Chrystusa w naprawianiu tego zła. Nie wystarczy być po prostu politycznym, musimy być duchowi jak ludzie z innej rzeczywistości.

Właśnie tutaj jest czas na to, abyśmy bronili bezbronnych wśród nas, lecz jeśli chodzi o nas samych, zastanówmy się ponownie nad tym, co przykazał Jezus:

A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim jedną milę, idź z nim i dwie. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się.

Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, ….„(Mat. 5:39-45).

Rozumiecie, Bóg pragnie dojrzałych synów i córek, którzy walcząc za ten świat, otworzą drzwi miłości w Jego świecie.

Aby zobaczyć przemieniony kraj, musimy sami zostać przemienieni. W przeciwnym wypadku ryzykujemy tym, że zostaniemy chrześcijańskim hipokrytami; źli na ten świat, że nie jest chrześcijański, lecz spokojni w tym, że sami nie jesteśmy podobni do Chrystusa.

topod.in