Category Archives: Pozostałe

Sztorm

Marzec 14, 2003

Część 1.
Byłem w Anchorage na Alasce, gdzie razem z pewnym małżeństwem jedliśmy obiad. Byli małżeństwem pastorskim sprawującym służbę w tutejszym kościele, a ja zostałem zaproszony, aby spędzić tutaj kilka tygodni i pomóc im w budowaniu ich kościoła i innych misyjnych praca w tej okolicy.  Opowiadałem im prawdziwą historię o tym, jak kilka miesięcy wcześniej „wziąłem autorytet” nad „księciem okręgu niebieskiego” i zatrzymałem bardzo intensywne opady – na czas wystarczająco długi, aby mechanik, który pracował przy naszym samochodzie na poboczu drogi nie zmókł. W pewnym określonym obszarze wokół samochodu było całkiem sucho. Gdziekolwiek wokół byś się nie rozejrzał były gęste chmury a ulewny deszcz, któremu towarzyszył silny wiatr, padał na kilka mil wokoło. Było natomiast zupełnie sucho i spokojnie w pobliżu samochodu.  Barbara powiedziała:
– To śmieszne! Bóg tego nie robi! Biblia mówi, że Bóg sprawia, że deszcz pada na dobrych i złych jednakowo.

Barbara tak „się zagotowała”, że nie byłem w stanie jej wyjaśnić jaki i dlaczego coś takiego mogło zajść i pokazać jej solidne biblijne zasady stojące za tym. Dalej dyskusja przebiegała już miedzy Dickiem i Basią. Dick już kiedyś pracował ze mną przez pewien czas i był gotów zaświadczyć o kilku dziwacznych wydarzeniach jakie miały miejsce podczas mojego usługiwania. Powiedział jej, że nie rozumie dlaczego staje się coraz bardziej zdenerwowana i że właśnie jednym z powodów mojej wizyty tutaj było nauczenie „ich ludzi” przejmowania autorytetu nad wszelkimi dziełami przeciwnika.

Małżonka zaś była tak bardzo rozzłoszczona, że zacząłem obawiać się o jej zdrowie. Prawdopodobnie była po sześćdziesiątce i stwierdzenie, że miała lekką nadwagę byłoby zdecydowanym niedomówieniem. Jej twarz stała się czerwona i ostatecznie wstała od stołu i wyszła nie odzywając się do żadnego z nas. Dick, co zrozumiałe, był pełen zażenowania i w końcu powiedział:
– Da sobie z tym radę.

W pewnym sensie byłem przyzwyczajony do tego typu reakcji u ludzi.. lecz z pewnością nie spodziewałem się tego po tej parze. Przede wszystkim opierali swoją służbę na intensywnej modlitwie i oczekiwaniu na to, że w wyniku tej modlitwy cuda zaczną się pojawiać  Było późne sobotnie popołudnie. Na szóstą rano umówione było spotkanie w kościele z grupą ludzi, którzy odpowiedzieli na moje wezwanie, aby codziennie rano przyłączyć się do mnie w modlitwie o Boże poruszenie w kościele i okolicy… aż do uzyskania wyników. Powiedziałem Dickowi, że idę do łóżka.  Dick i Barbara już wcześniej nalegali, że również będą na porannym spotkaniu w kościele . Powiedziałem Dickowi, że rano to prawdopodobnie wybiorę się na spacer, co stanowiło jakieś trzy kilometry między ich domem a kaplicą.  Końcówka lata dawała jaszcze całkiem sporo światła o 5.30 rano w Anchorage. Oboje spierali się ze mną, że będą czekać na mnie i zawiozą mnie do kościoła, lecz powiedziałem, że rzeczywiście wolę iść na spacer i wyruszyłem, gdy oni jeszcze jedli śniadanie. Ruszyłem do drzwi, a Dick zawołał:
– Ej, ma padać dziś rano!
Zwyczajnie powiedziałem, że sobie z tym poradzę. Mniej więcej w połowie drogi zaczęło padać. W ogóle nie myśląc o poprzednim wieczorze „wziąłem autorytet” i szedłem całkiem suchy, pomimo że wszędzie wokół mnie padało. Właśnie w chwili, gdy dotarłem do parkingu, dojechali tam też moi przyjaciele i wysiadali z samochodu, do tej pory już solidnie lało. Wszedłem pod okap znajdujący się nad wejściem do kaplicy dokładnie w chwili, gdy oni w dwójkę pędzili chodnikiem oddzielającym budynek od parkingu. Poruszali się ze spuszczonymi głowami, jak to ludzie zwykle robią, gdy mocno pada. Pomimo tak krótkiego odcinka, przemokli niemal całkowicie.

Weszliśmy do drzwi razem. Barbara spojrzała na moją suchą sportową marynarkę i suchą głowę i niemal wykrzyknęła: Zanosiło się na prawdziwy sztorm wewnątrz kościoła! Moja obecność stwarzała problemy, których  mogło nie dać się rozwiązać. Barbara nie chciała ze mną na ten temat rozmawiać i coraz bardziej oddalała się do Dicka. Powiedziałem mu, że najlepsze co w tych okolicznościach mogę zrobić to wyjechać… i wkrótce potem mnie tam nie było. Dlaczego wierzący tak bardzo się denerwują, gdy ich teologia jest zagrożona? Jest na to kilka „dobrych” odpowiedzi… odpowiedzi, które ostatecznie spowodowały, że bardziej usługuję poza zorganizowanymi kościołami niż wewnątrz nich. Jest o wiele łatwiej przejść ludziom ponad ich tradycyjnymi doktrynami ku poruszaniu się w obecności i mocy Bożego własnego Ducha poza kościołem niż wewnątrz. Nie robię niczego, czego ktokolwiek inny nie mógłby zrobić, jeśli tylko zechcą uwierzyć, że oni również mogą.  Nawet nauczyłem się w jaki sposób powstrzymywać bardziej skutecznie takie burze we wzajemnych relacjach, niż to umiałem zrobić w przypadku Dick’a i Barbary, lecz nie wewnątrz kościoła… i jest ku temu powód.

Szatan wywołujący pogodę? Hmmmmm.. brzmi trochę jak z mitologii. To mogło by być częścią zwiedzenia i wrogiej propagandy. Zanim podążymy dalej… wyjaśnijmy sobie coś… całkiem. Jezus powiedział, że Szatan jest przeciwnikiem, że on jest władcą rządzącym duchami, czy aniołami, nad pewnymi fizycznymi obszarami czy też tym, co widzimy naszym wzrokiem. Nie wymyślam sobie tego, ani nie wymyśliłem sobie powyższej historii ze sztormem. Jezus powiedział również, że jednym z głównych celów przeciwnika jest kraść, zarzynać i wytracać”.  Zasadniczo każdy może zrobić cztery następujące rzeczy z powyższą częścią. Po pierwsze, potraktować to jako coś błahego. Po drugie, potraktować to poważnie, bardzo poważnie i nauczyć się radzić sobie z tym skutecznie. Po trzecie, potraktować to poważnie i niczego nie robić w obronie. Po czwarte, zrozumieć to, że jesteśmy na wojnie, w walce duchowej (w niewidocznej rzeczywistości) i fizycznej (rzeczywistości widocznej dla naszych oczu) i nauczyć się podstaw zwyciężania. W wielu dziedzinach wojna jest już skończona… bitwa wy-grana (skończona i kropka) i gorąco wierzę w to, że jest to prawda. Niemniej jednak, chciałbym powiedzieć, że ci, którzy werbalnie upierają się przy tym, że wojna jest skończona czy też, przede wszystkim nigdy nie istniała – a równocześnie żyją w porażce –tzn. efekty pochodzące z fizycznej rzeczywistości utrzymują ich z dala od doświadczenia tego, kim są w duchowej rzeczywistości… (na miliony sposobów takie porażki mogą się zdarzyć i zdarzają) – kpią sami z siebie.

Część 2.
Jeśli czytałeś powyższą historię o burzy to pamiętasz, że pewnego ranka powstrzymałem deszcz przed padaniem bezpośrednio na mnie, gdy szedłem. Pamiętasz też kobietę, która bardzo nerwowo reagowała na całą sprawę, równie ostro jak na opowiadaną przeze mnie historię dotyczącą takiego samego zdarzenia.

Po opublikowaniu pierwszej części „Sztormu” (tj. tego, co powyżej) otrzymałem e-maile, które wskazywały na to, że ludzie pragną wiedzieć więcej i w większości zgadzające się ze mną. Niektórzy mieli poważne pytania, które  rozwinęły się w co najmniej interesującą korespondencję. Celem napisania Sztormu 1 było otwarcie duchowych oczu na inny wymiar życia, który przeważnie nie jest rozpoznawany przez większość „wierzących”.

Tym wymiarem jest po prostu działanie Szatana poprzez swoich niewidzialnych agentów, które wywołuje wszelkiego rodzaju spustoszenia. Jezus powiedział: „oto daję wam autorytet nad wszelkimi działami złego”. Zły czyni te rzeczy poprzez swoich agentów, których określamy jako „złe duchy” czy „demony”. Proszę zauważyć, że je nie szukam demonów pod każdym kamykiem. Nie zamierzam dyskutować z tymi, którzy nie wierzą, że takie istoty w ogóle istnieją. Dla tych zaś, którzy wiedza i wierzą (aczkolwiek ogólnikowo), że coś się dzieje poza fizyczną rzeczywistością, że coś powoduje, a nawet kontroluje wyzwania na jakie w życiu na tym fizycznym poziomie napotykają, mam dobrą wiadomość – wiem jak pozbyć się tych wrogich agentów, gdy tylko pojawi się okazja.

Dobrym przykładem jest tutaj opowiedziana w książce „Otwieranie skarbnicy darów” (dostępna całkowicie za darmo przez e-mail bradcullen333@yahoo.com i w j. polskim na stronach www.poznajpana.org) historia pastora, który był świadkiem dość dramatycznego epizodu „przed i po”. Wierzył w istnienie demonów po prostu dlatego, że takie jest świadectwo Biblii, lecz myślał, że „uzdrowienia”, których był świadkiem działy się „przez wiarę” i taktował pewne rzeczy, które słyszał ode mnie w czasie tych „uzdrowień’ jako takie “mumbo jumbo.” Tak właśnie myślał – do momentu, gdy był świadkiem uwolnienia z poważnych ograniczeń ruchu związanych z artretyzmem i problemów z oddychaniem związanych z astmą. Działo się to w raczej dziwacznym klimacie (choć całkowicie prawdziwie), gdy demony powodujące artretyzm i astmę wychodziły w dość dramatyczny sposób.   Później, ten pastor usiadł z głową opartą na stole kuchennym, a jego żona zapytała mnie raczej dość oburzonym tonem, dlaczego pominąłem pewne rzeczy, które zwykle słyszała w takich przypadkach i zdała sobie sprawę z tego, że właśnie to spowodowało, że demony opuszczając kobietę powodowały pewne zaburzenia. Opowiedziałem:  – Nie wiem, po prostu poprosiłem Ducha Świętego o prowadzenie i
zrobiłem to, do czego, jak czułem, prowadził mnie On.  Pastor, z głową nadal zgiętą na stole, powiedział miękko:
– Ja wiem, dlaczego – po czym wyjaśnił, że nigdy by nie uwierzył, gdyby nie zobaczył.

Nazywaj sobie te istoty jakkolwiek chcesz… wytworami wyobraźni, negatywnymi myślami, czy czymkolwiek, one są realne… i ignorowanie ich „dzieł” to ignorowanie armii oddanej niszczeniu wszystkiego i nas wszystkich. „Poznaj swojego przeciwnika” jest tutaj właściwym powiedzeniem. Są, oczywiście, tacy, którzy przechodzą ponad tą „wiedzą”. Z pewnością nie jestem zainteresowany przekonywaniem tych, którzy powinni zmienić swoje myślenie.  Chciałbym nieco odnieść się do tego „przechodzenia ponad potrzebą wiedzy”. Żyjąc i pracując w obszarach, gdzie malaria i febra (żółta gorączka) – obie choroby przenoszone przez moskity – są bardzo poważnymi i powszechnymi zagrożeniami, mogę powiedzieć, że jedną rzeczą jest odrzucanie możliwości, że ukąszenie moskita może mieć wpływa na człowieka, a zupełnie czym innym jest zostać ugryzionym i niemal umrzeć z powodu malarii czy febry… jak to się zdarzyło mojemu przyjacielowi.

Zaufaj mi… nie próbuję zasiewać strachu, lecz zrozumienie.

O co chodzi? Bardzo łatwo jest uwierzyć w diagnozę, która mówi, że zarówno malaria jak i febra są wywoływane przez moskity. Występuje bardzo prosty związek między przyczyną, efektem i medycznymi dowodami. W przypadku wspomnianej wcześniej kobiety, która cierpiała na artretyzm i astmę, jest trochę trudno uwierzyć, że to niewidoczny wróg był przyczyną…dopóki nie został wypędzony. Szczególnie trudno jest w to uwierzyć, gdy ktoś był leczony i brał leki przez wiele lat. Nie zamierzam powtarzać tej historii, lecz kilka faktów jak i cała historia może ci się przydać, a są zamieszczone w „Otwieraniu skarbnicy”.

Jak już napisałem wielokrotnie, miałem przywilej pracować z psychiatrą, który wcześniej, gdy rozmawiał ze swoimi pacjentami, mówił im o mnie w taki sposób:
– Ten mój przyjaciel, czubek, myśli, że pewne emocjonalne problemy mogą być wywoływane przez demoniczne wpływy.

Wprowadzał ten temat wtedy, gdy czuł, że pacjent jest gotowy do „uwolnienia”. Jedną z przyczyn tego, że piszę o tym, że było to przywilejem, jest nie tylko to, że był on lekarzem całkowicie przekonanym o tym, że przyczyną wielu problemów umysłowych są demoniczne działania, lecz przede wszystkim obserwowanie jak wzrasta jego autorytet do radzenia sobie z nimi. Dobrze również było usłyszeć jak ktoś z wieloletnim doświadczeniem w zawodzie, zaczyna mówić autorytatywnie o całkowitej niezdolności systemu leczenia umysłowego do radzenia sobie z wieloma, jeśli nie większością, problemów umysłowych.  Na razie wystarczy tych opisów. Obiecałem, że zajmę się tutaj też biblijną podstawą, na podstawie której każdy wierzący może wziąć autorytet nad wszelkimi dziełami przeciwnika… i tym, co wchodzi w zakres tych „dzieł”.

Zaledwie dotknąłem tych rzeczy, lecz oto jest oferta, którą przedstawiam każdemu, jeśli jesteś zainteresowany szczegółami, masz pytania,… odpowiem ci prywatnie przez e-mail.

Chciałbym zakończyć raczej zabawną uwagą. Pewien, nowy przyjaciel i brat, który mieszka na tzw. „głębokim południu” zadzwonił do mnie pewnego dnia. Zaczynał  jasno pojmować polecenie Jezusa, jakie jest zawarte w oryginalnym języku – a nie „porosić’ jak to jest w rozcieńczonych tłumaczeniach – aby, gdy rozmawiamy z Bogiem, DOMAGAĆ SIĘ . Był na rybach z kolegą, którego określił jako „brata chodzącego do kościoła” i pływali  w lodzi kolegi. Gdy już mieli wracać, ten kolega powiedział do niego coś takiego, co miało wywołać określony efekt:
– Ej, mamy problem, lepiej módl się, żeby mi się udało odpalić silnik. Zapomniałem naładować akumulator i spadło napięcie.

– Panie, zakręć tym TERAZ! – wrzasnął i ku absolutnemu zdumieniu silnik ruszył natychmiast i popłynęli do brzegu.
Zabawny był dla mnie jego komentarz.  – Wiedziałem, że to całe domaganie się jest w porządku, gdy ten mój brat powiedział do mnie, „Ej, to było żądanie, a nie modlitwa” I o to właśnie chodzi w całym „autorytecie wierzącego” – wskazówka: Gdy w czasie drogi przez morze powstał sztorm w czasie, gdy Jezus spał na łodzi, jego kompani bali się tego, że łódź się przewróci.. Pan zaś nie powiedział:
– O, Boże, jeśli taka jest twoja wola, proszę ucisz ten sztorm.

Łapiesz? Ty możesz. W rzeczywistości to ty możesz przejąć autorytet nad wszelkimi sztormami twojego życia, gdy zrozumiesz, kto je wywołuje i zajmiesz się przyczyną. To zależy włącznie od ciebie.

„Autorytet” jest bardzo interesującym terminem. Zasadniczo używam go w takim znaczeniu, że jest to prawna moc do działania lub mówienia autorytatywnego z całkowitym domaganiem się posłuszeństwa w danej sytuacji lub miejscu.  Wielu ludzi myśli, że ja mam „dar dzierżenia cudów”, ponieważ widzieli ludzi uzdrawianych i uwalnianych z „mojej ręki”, że tak powiem. Nauczyłem się jednej bardzo ważnej rzeczy przez objawienie: „demony”, „agenci wroga”, „złe duchy” (czy jakkolwiek zechcesz je nazwać) działają w legalnym systemie i same są całkiem legalistyczne.

Ludzie często proszą mnie o innych, abym ich uzdrowił czy uwolnił od demonicznych wpływów, a ja zawsze od razu mówię im:
– „Ja” nie jestem żadnym uzdrowicielem, ani „ja” nie rozprawiam się z przyczynami powodującymi choroby, Ojciec we mnie robi te działa a ja nauczyłem się tego, żeby to „ja” nie brało za te dzieła żadnej korzyści. I co więcej, ja nie mogę niczego więcej, czego nie mógłby uczynić każdy inny człowiek, który zechce przejść przez niezbędny okres przygotowania i dyscypliny.

Chcę przekazać wam krótką historię tego procesu, który wprowadził mnie do miejsca działania w autorytecie.

Około 1980 roku czytałem księgę Samuela i następujące słowa „wyskoczyły na mnie”: „Słowo Pańskie było w tych czasach rzadkością, a widzenia nie były rozpowszechnione”. To brzmi zupełnie jak by było dziś.  Wróciłem do czytania historii o młodym chłopcu, Samuelu,  który usłyszał głos Boga. Mając za sobą zielonoświątkowe nauczanie i Biblijny dowód w postaci tekstu przed sobą, doszedłem  już wcześniej do podjęcia tematu manifestacji Ducha Świętego, działającego przez słowo wiedzy, języki i ich interpretacje, wypowiedzi prorocze itd. Lecz nigdy do tej pory nie widziałem fragmentu, który tak wyraźnie wskazywałby na to, że Boga można usłyszeć fizycznie. Czwarty rozdział tej księgi otwiera nam umysł na to zjawisko.  Jest wiele innych miejsce zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie – lecz nigdy wcześniej nie byłem świadom tego, że biblia odkrywa taką możliwość.

W kościele do którego zacząłem uczęszczać zaraz po przyjęciu Chrystusa w 1957 roku odrzucano takie rzeczy. Dopiero po przeprowadzce do innego miasta pięć lat później trafiłem na słowa ap. Pawła w 1 Kor 14: „usilnie starajcie się o dary duchowe, a najbardziej o to, aby prorokować… a językami mówić nie zabraniajcie”. Używam tego faktu, aby podkreślić, że w zorganizowanym kościele, nawet w kościołach deklarujące się jako „wierzące biblijnie”, znajdujemy wiele doktryn, które są sprzeczne z tym, co Biblia wyraźnie objawia, a co więcej sprzeczne z jasnymi poleceniami Jezusa Chrystusa. Widziałem ten efekt „nakrycia” stale i wciąż w życiu moim i wielu innych – po prostu nie jesteśmy otwarci na szersze patrzenie naprawdę, dopóki, z jakiejkolwiek przyczyny, nie wyjdziemy spod wpływów jakiegoś szczególnego kościoła, który zajmuje doktrynalnie przeciwne stanowisko do tego, co Biblia czy Jezusa powiedział.

Mniej więcej w tym czasie, gdy po raz pierwszy zobaczyłem to, że „Samuel usłyszał Pana” zostałem zrekrutowany przez pewnego ewangelistę, który prowadził służbę uwalniania. Zaprosił mnie, abym chodził z nim do domów, do których zapraszano jego ze względu na reputację jaką się cieszył. Pierwszy był dom w południowo-wschodniej części stanu Waszyngton. Znaleźliśmy się u małżeństwa, którego dziewięcioletni chłopiec miał bardzo silną astmę, a jego siedmioletni brat cierpiał z powodu alergii na różnego rodzaju pyłki. Powiedzieli nam, że nawet takie rzecz jak koszenie trawnika powodowało poważne skutki u chłopców. Starszy mógł być wtedy na sygnale odwożony do pobliskiego szpitala a młodszy puchł jak balon.
Gdy weszliśmy do domu rodzice wyglądali na bardzo zdenerwowanych. John (nie jest to prawdziwe jego imię) zadał im kilka pytań takich jak to, kiedy pojawiły się symptomy chorób. W końcu matka zapytała Johna czy sądzi on, że te choroby (astma i alergie) mogą być wywoływane przez demony. Jego odpowiedź przylgnęła do mnie na wszystkie lata mojej służby:
– No, nie powiedział bym tego.  Mogę tylko powiedzieć, że za każdym razem, gdy wypędzę demona z kogoś mającego astmę czy alergię, symptomy całkowicie znikają.

Przez następne trzy godziny John robił pewne rzeczy, które wydawały mi się dziwaczne, nawet jeśli były instruktażowe. Położył obu chłopców na podłodze, co zmartwiło rodziców obawiających się, że kurz może wywołać problemy z oddychaniem. John powiedział im, aby się nie martwili o to i zaczął:
– Związuję każdego demonicznego ducha w tym domu. Nie możecie się komunikować, wzywać zastępstwa, ani przenosić. Nie będziecie się manifestować w żaden sposób  powodując jakąkolwiek niewygodę czy wywoływać jakichkolwiek zapachów i odejdziecie tam, gdzie wam Jezus Chrystus przeznaczył. Następnie powiedział chłopcom, aby nie koncentrowali się na tym, co on mówi, czy co się będzie działo, lecz aby myśleli o Jezusie Chrystusie i swoim całkowitym uwolnieniu od astmy i alergii. Zapytał ich czy chcą być uwolnieni. Obydwaj pokiwali głowami na potwierdzenie. Następnie namaścił ich czoła olejem, nosił ze sobą malutką buteleczkę i zaczął nakazywać demonom aby się pojawiały.  Tak ustawił siedzenia rodziców i moje, abyśmy mogli obserwować to, co się dzieje. Po około dwudziestu minutach nieustającego nakazywania umiarkowanym głosem, John wezwał nas bliżej, abyśmy widzieli to, co się pojawiało na czołach chłopców, równocześnie mówiąc coś, co miało taki sens:
– Widzę cię, jak masz na imię?

Na czołach obu chłopców pojawiały się i znikały małe guzki. John wskazywał na nie i nadal nakazywał, żeby demony pozostawały widoczne. Gdy już guz ustabilizował się, nakazywał demonowi, aby ujawnił swoje imię. Działo się tak na zmianę między obu chłopcami do czasu, aż wszystkie demony przekazały swoje imiona i odpowiedziały na pytania takie jaki to, kiedy weszły do chłopca itp. Po uzyskaniu kilku raczej zadziwiających informacji od demonów, które weryfikowali rodzice, John rozkazywał każdemu demonowi odejść. Pewne rzeczy, które mówił wydawały mi się graniczyć z czymś podobnym do „zaklęć”.  W którymś momencie zapytał chłopców, o czym myślą? W obu przypadkach chłopcy powiedzieli, że myśleli o Jezusie i nie mieli świadomości, że demony mówiły (pomimo tego, że były używane ich usta a wargi poruszały się).  Ojciec w którymś momencie wykrzyknął:
– To zdumiewające, żaden z nich nie miał takiego brzemienia głosu jak normalnie.
– To proste – odpowiedział John – ponieważ to nie mówili oni. Nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska lecz tak się dzieje w każdym przypadku.

Gdy jakaś setka demonów została wysłana tam „gdzie im Jezus Chrystus przeznaczył” (to było takie Johna stwierdzenie w każdym przypadku), John modlił się o to, aby Ojciec przysłał aniołów, aby chroniły w nocy, aby obaj  chłopcy spali tak dobrze jak nigdy dotąd. Kazał wstać chłopakom i spytał jak się czują. Byli trochę nieśmiali, lecz stwierdzili zdecydowanie, że czują się lepiej. Odesłano ich do łóżek a nasza czwórka rozmawiała skupiona wokół kuchennego stołu. Po jakiejś pół godzinie matka podniosła rękę w geście uciszenia wszystkich i wyszeptała:
– Słuchajcie.

Z pokoju starszego chłopca dochodził dźwięk delikatnego kaszlu.
– Słuchajcie tego – zawołała – jest zupełnie inny.

Kaszel ustał a chłopak najwyraźniej nie został obudzony. Ojciec powiedział sucho:
– No, to po pierwsze. Kiedy tylko zaczynał kaszleć, zawsze przechodziło to w pełny atak chorobowy i jeśli inhalator i leki nie pomagały, musieliśmy z nim jechać na pogotowie.  W końcu wyszliśmy od nich wśród wyrazów wdzięczności za przyjście.

Tej pierwszej nocy dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy. Na przykład jeden z demonów przyznał, że wszedł w czasie napadu złości. Chłopak zaczął miewać napady gniewu w wieku około 3 lat. Później nasilały się i rodzice nic nie mogli poradzić na jego rzucanie się na ziemię, tłuczenie pięściami w podłogę i wrzeszczenie. Symptomy astmy pojawiły się w wieku czterech lat i z wiekiem nasilały się. John wyjaśnił rodzicom, że to właśnie ta złość i inne emocje otwarły demonom drzwi i że później demony rozwijają i kultywują te emocje ukrywając się w ten sposób za nimi.

John zwrócił nasza uwagę na to, że niektórzy lekarze poświęcili mnóstwo energii, aby udowodnić, że astma nie jest wywoływana przez emocje.

Mówił nam:
– No, i jak sami tego byliście świadkami, astma w tym przypadku niezostała wywołana przez emocje same w sobie, lecz przez demony ukrywające się z nimi. Konflikt wokół przyczyn wywołujących astmę służy tylko jako miejsc ukrycia, które umożliwiają demonom kontynuację ich pracy – mówił dalej.

Towarzyszyłem Johonwi w kilku takich sesjach i obserwowałem go. Któregoś wieczoru powiedział mi, abym przejął sprawę. Byłem bardzo zdenerwowany. Po prostu zachęcił mnie mówiąc, że widziałem już jak tosię robi i że to i tak było dzieło Ducha Świętego.
– Po prostu dostrój się i będziesz właściwie poprowadzony – tak o ujął.

W końcu kiedyś podeszliśmy do drzwi wejściowych jakichś ludzi, którzy go zaprosili. Włączyło się światło, otworzyły drzwi a John powiedział im, kim jest, przedstawił mnie i powiedział, że ja zajmę się tą sprawą. Pomachał mi na do widzenia i zostawił mnie w tej sytuacji. Od tej chwili wysyłał mnie i byłem na swoim własnym rozrachunku. Czasami spotykaliśmy się na lunchu.  W pierwszym roku  mojej działalności zdarzyło się coś, co zmieniło moje życie i kierunek.
Pewien człowiek przyprowadził do Jezusa chłopca:
– Mistrzu, proszę cię pomóż mi, Mój syna ma ataki, które powodują, ze wpada do wody a nawet ognia. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić.

I tu zdarzyły się dwie rzeczy. Po pierwsze Jezus zwrócił się do swoich uczniów i nazwał ich literalnie „bandą niewiernych renegatów”.  Jest to właściwe tłumaczenie z oryginalnego języka!

Dalszy tekst mówi, że Jezus po postu zgromił demona i chłopiec został natychmiast uzdrowiony!

O! Postępowałem według tego, czego nauczył mnie John i było to całkiem skuteczne. Biblijną podstawą Johna’ był 16 rozdział ew. wg. Marka „w mieniu moim demony wpędzać będą”  i z pewnością to właśnie robiliśmy.

A oto tutaj Jezus, po prostu „zgromił” demona i jest dowód na to, że on poszedł! Cóż ja wyprawiam przechodząc przez te wszystkie zaklęcia zajmujące mi trzy godziny a czasami więcej, podczas  gdy wszystko, co zrobił Jezus to  zgromienie. Przykuło to moja uwagę i czytając ten fragment dalej dokonałem mojego życiowego odkrycia!

Gdy tłum już się rozszedł, uczniowie przyszli do Jezusa prywatnie i pytali Go, dlaczego nie byli w stanie wypędzić demona z tego małego chłopca. W końcu, wypędzali już demony wcześniej, dlaczego nie tego?

Odpowiedź Jezusa było banalnie prosta:
– Nie mogliście tego zrobić, ponieważ nie macie dość wiary. Gdybyście mieli dość wiary to nic nie byłoby dla was niemożliwego (oczywiście włączając w to wypędzenie tego demona wywołującego epileptyczne ataki).

Wtedy Jezus powiedział im, że tego rodzaju demon wychodzi wyłącznie wtedy, gdy przygotowałeś się poprzez odpowiednią ilość postu i modlitwy!!!

Puk, puk, puk, puk, puk, ciało i ciało. Taka była odpowiedź.

Natychmiast wiedziałem, że odpowiedzią na to, abym mógł słyszeć głos Boga i wypędzać demony, które powodują te rzeczy, w które nikt nie wierzy, że są wywoływane przez demony (włączając w to ekspertów medycyny) było wiele postu i modlitwy.

Pierwszy mój post trwał trzy dni. Cały ten okres przeszedłem z nieprzepartą chęcią na pieczonego kurczaki. Gdy tylko post się skończył kupiłem trzy połówki kurczaka wstawiłem do grilla i zjadłem.

Gdy zwiększyłem długość postu i modliłem się o Bożą wolę, moja wiara wzrastała. Czasami ludzie byli uzdrawiani tylko przez dotknięcie ręki. Czasami wystarczyło jedno dwa słowo. Nie polegałem już więcej na mechanicznym powtarzaniu i werbalnej manipulacji. Również nie kończyłem postów skoncentrowany na zjedzeniu kurczaków.

A teraz, wracając do tego, czemu tak rzadko zdarza się w kościele, że ktoś może działać w swym autorytecie w Chrystusie na dziełami przeciwnika,. We wstępie powiedziałem, że to się zdarza, lecz pewne rzeczy muszą zostać w kościele wprowadzone, aby to się działo.  Uznany lider musi dojść do pewnego punktu wiary i musi przekazać autorytet swojej pozycji Duchowi Świętemu, aby ten całkowicie przejął sprawy. Niewielu pastorów jest zdolnych do tego. Nieświadomie wielu z nich jest pod wpływem ducha kontrolującego i kościół jest pod kontrolą ducha religijnego. Zazwyczaj byłem tym zakłopotany dopóki nie zacząłem pościć i modlić się o to przez dłuższy okres. W wizji zobaczyłem swoją rękę w pozycji horyzontalnej z kciukiem w górze.
Pan powiedział mi, że jest to „pięcioraka służba Ducha” we właściwej pozycji, apostołowie, prorocy, ewangeliści i pastorzy-nauczyciele wszyscy pod Jego kierownictwem. Wtedy wizja zmieniła się i ręka odwróciła się małym palcem do góry. Powiedziano mi, że pastorzy – nauczyciele będący pod wpływem kontrolującego ducha znaleźli się na szczycie tej pięciorakiej służby i tłumią wszystkie inne służby. Jak mi pokazano, ten odwrócony obraz jest zorganizowanym kościołem. Ludzie, którzy mogliby funkcjonować jako apostołowie, prorocy i ewangeliści w obecności Ducha Świętego, byli tłumieni znajdując się jakby pod mokrym kocem kontroli.
Pokazano mi również w czasie tego okresu, że tak długo jak długo kościół będzie działał w nieposłuszeństwie wobec nakazów Jezusa Chrystusa to życie takiego kościoła będzie poważnie ograniczone i letnie jak w kościele w Laodycei.раскрутка

Jak mam słuchać głosu Bożego 03

Jak rozpoznawać Boży Głos

Dave Root

Jest jeden kluczowy punkt, którego musisz być świadom, aby słuchać głosu Bożego i rozeznawać Jego codzienne prowadzenie. Jeśli potrafisz ‘uchycić’ ten jeden kluczowy punkt, będziesz słyszał Boga stale! Oto ono:

Nie oczekuj, że Bóg będzie mówi ł do ciebie w jakiś sensacyjny, spektakularny, nadnaturalny sposób! 
Mamy taką naturalne ludzkie pragnienie, aby Bóg mówił do nas głośno w jakiś zwykły sposób, tak abyśmy wiedzieli, że to On i żebyśmy wiedzieli co mamy robić. Bóg czasami mówi do ludzie „słyszalnym głosem” czy w szczególnych przypadkach w jakiś sensacyjny sposób, lecz nie są to zwykłe Jego sposoby mówienia do na.
Dlaczego? Ponieważ Bóg jest w wierze, a bez wiary nie można się Jemu podobać (Hebr. 11:6). Jeśli chodzi o wiarę, to wymaga ona tego, że nie mamy odpowiedzi na wszystkie pytania! Jeśli Bóg miałby mówić do nas głośno zawsze, to nie potrzebowalibyśmy wiary, aby Go słuchać. Z drugiej strony, jeśli Bóg mówi do nas tak delikatnie, że musimy nabyć zwyczaju wsłuchiwania się w naszego ducha i zbliżania się do Boga, to potrzeba wiele wiary oraz utrzymywania stałej głębokiej, osobistej i bardziej intymnej więzi z Panem. To jest dokładnie to, o co chodzi Bogu!

Cichy łagodny głos Boży
Prostym i jasnym faktem jest to, że Bóg mówi do nas zazwyczaj w taki cichy, nie spektakularny sposób, że niemal nigdy nie będziemy mieli 100% pewności, że to On mówi do nas i po prostu musimy się do tego przyzwyczaić. Gdy już zrezygnujemy z potrzeby słyszenia Boga w spektakularny, głośny, nadnaturalny sposób, zaczniemy rozpoznawać ten cichy, drobny głos, którego zazwyczaj używa.

Na przykład, czy zrobiłeś kiedyś coś, co niepokoiło twoje sumienie? Głęboko wewnątrz wiedziałeś, że to jest złe, lecz skąd to wiedziałeś?Ponieważ jest tam coś, głęboko w nas, co wie, które rzeczy są dobre, a które nie. W jakiś sposób nasz „znawca” wie, że to nie jest w porządku. Ten „znawca”, którego czujemy głęboko w swoim wnętrzu, to głos Boży. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nic sensacyjnego. Jest cichy, łagodny głos Boży.

Głos Boży w porównaniu z głosem diabła
Duch Święty mieszka w naszym duchu, co jest czasami nazywane „sercem” (2 Kor. 1:22) lub twoim „wewnętrznym człowiekiem” (Rzym 7:22) i tam właśnie będziesz zazwyczaj słyszał jak Pan mówi do ciebie.   We wcześniejszej części powiedziałem, że głos diabła brzmi często jak nasze wewnętrzne myśli czy uczucia, lub jako „głos” innych ludzi. Terazdopiero robi się interesująco, ponieważ Boży głos może równieżbrzmieć jak nasze wewnętrzne myśli, uczucia czy „głos” innych ludzi.
Niemniej jednak jest kilka głównych różnic w sposobach mówienia do nas Boga i diabła. Diabeł strzela do nas myślami potępienia, lecz Duch zawszebuduje. Duch Święty będzie przekonywał nas o grzechu w naszym życiu, lecz nigdy nie wniesie potępienia, musimy, zatem, nauczyć się rozróżnićmiędzy tymi dwoma głosami. Przekonanie uświadamia nam, że nasze działania było grzeszne i musimy wyznać je i pokutować z niego, lecz potępienie powoduje, że czujemy się źle i bezwartościowo. Rozczulanie się nad sobą i potępianie siebie pochodzi od diabła, zatem zawsze sprzeciwiaj się tym impulsom i nie pozwól sobie na poddawanie się im. Duch Święty zawsze mówi zgodnie ze Słowem Bożym dlatego więc tak ważna jest znajomość Sowa Bożego, które jest wolą Bożą. Jeśli nie wiemy, co Biblia mówi to nie wiemy jaka jest Boża wola ani nie znamy Jego charakteru, łatwo zatem jest ulec fałszywym doktrynom, które wydają się mieć sens dla naszego umysłu. Ap. Jan powiedział,że Słowo było z Bogiem i Bogiem było Słowo, poczym Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1:1 , 14). Bóg i Jego Słowo nie dają się rozdzielić, jeśli zatem znasz bardzo dobrze Słowo Boże, to znasz rzeczywiście bardzo dobrze Boga. Pomyśl o ty przez chwilę! Nie chcę, aby to brzmiało twardo i oskarżająco, lecz jeśli popatrzysz na to obiektywnie i posłuchasz swojego wewnętrznego „znawcy”, to zobaczysz prawdę tego stwierdzenia. Niektórzy nauczyciele biblijni wskazują, że nie kochasz Boga bardziej niż kochasz Jego Słowo. Jeśli więc lekceważysz Słowo Boże nie czytając go i nie karmisz swego wnętrza nim, to traktujesz Boga lekceważąco. Jak często czytałeś ostatnio Słowo Boże? Czy karmiłeś swojego ducha Bożym Słowem codziennie? To jest coś, nad czym trzeba się poważnie zastanowić, lecz nie popadnij w samo-potępienie z tego powodu, po prostu zdecyduj zacząć lepiej poznawać Słowo Boże zaczynając teraz!

Po prostu wiesz
Mam nadzieję, że zaczynasz widzieć to, że „głos” Boży nie jest właściwie głosem w ogle (ostatecznie nie zawsze). Ma to więcej do czynienia z tym, że głęboko wewnątrz po prostu „wiesz”. Czasami czujesz pojedyncze słowo, zwrot lub obraz wewnątrz, w sobie, któremu towarzyszy chwilowy „błysk” poznania, co to słowo, zwrot czy obraz znaczy. Jest to jak lampa błyskowa aparatu fotograficznego, która zapala się na chwilkę, a ty po prostu wiesz, co Bóg miał na myśli. On to naświetlił przez twojego ducha. Twój „znawca” będzie wiedział, o co chodzi Bogu, lecz zazwyczaj jest to bardzo słabe i łatwe do pominięcia, jeśli nie jesteś nastawiony na słuchanie Boga głęboko w swoim wnętrzu. Łatwo też jest poddać się umysłowi i emocjom, które będą przekonywać, że to nie Bóg mówił do ciebie. Pan chce, abyś skoncentrował się na Nim bardziej niż na naszych cielesnych pragnieniach i rozumowaniu.

Nie można nadmiernie podkreślać faktu, że jest niezwykle łatwo przekonać siebie samego, że nie mógł mówić do ciebie Bóg. Będziesz myślał, że to nie jest po prostu „czucie” nadnaturalne i często nie będzie to miało żadnego sensu dla twojego umysłu. Przypominam sobie, na przykład, historię opowiadaną przez znaną wstawienniczkę, która pewnego dnia miała wrażenie, że Bóg pobudza ją do tego, aby wyszła na zewnątrz i obserwowała swojego psa. Gdyby taka myśl pojawiła się w twoim umyśle któregoś dnia, to czy nie pomyślałbyć „To niemożliwe, żeby mówił do mnie Bóg. Dlaczego miałbym obserwować psa” Taka jest nasza najbardziej naturalna reakcja, lecz jest to dokładnie ten sposób rozumowania, którego musimy się strzec.
Mając pewną praktykę będziesz często wykrywał brzmienie autorytetu w tym, co czujesz, lecz, powtarza, jest to bardzo słabe i jest doświadczeniem ducha, a nie mózgu. W każdym razie ta siostra zrobiła to, co wydawało się jej, że mówi do niej Bóg. Gdy wyszła i obserwowała jak pies „zaznacza swój teren”, Bóg przekazał jej kilka szczególnych spostrzeżeń dotyczących walki duchowej i demonicznej rzeczywistości. Jeśli więc odkryjesz, że myślisz sobie: „To nie może być Bóg, po co miałby chcieć, aby to zrobił?” spróbuj wyciszyć rozumowanie. To twój duch słucha Boga, nie mózg, zatem nie pytaj mózgu jeśli to Bóg mówi do ciebie!

Duch Święty naświetla właściwe wersety we właściwym czasie
Czasami, gdy czytasz Biblię znajdzie się tam szczególne słowo czy fragment, który zdaje się w szczególny sposób wyróżnia się. Być może już czytałeś ten fragment kilka razy lecz tym razem odczułeś wewnętrzne ukłucie, gdy, na przykład, trafiłeś na słowo „plotka.” Niezwykle łatwo jest stracić to ukłucie jeśli nie zwracasz uwagi na twojego wewnętrznego „znawcę”, a nawet jeśli zauważysz to ukłucie, to jest bardzo łatwo je zignorować lub zracjonalizować w jakiś sposób (przede wszystkim, ciało nie lubi tego, kiedy mówi mu się, że coś, co lubi jest złe!).
Jednak to ukłucie  jest głosem Bożym przypominającym ci o tym, że ostatnio dużo plotkowałeś. Zdecyduj się na brutalną szczerość wobec siebie i bądź świadom tych ukłuć, które dotykają twojego ducha, po czym zdecyduj się działać na podstawie  tych ukłuć (tak długo jak długo jest to zgodne ze Słowem Bożym).  Im więcej będziesz posłuszny twojemu duchowi we wszelkich drobnych, codziennych sprawach życia, tym lepiej będziesz słyszał Boga. Ironicznie, im lepiej będziesz Go słyszał, tym bardziej cicho będzie prawdopodobnie do ciebie przemawiał, ponieważ On zawsze chce zbliżyć cię do siebie. Pan chce, aby miał bardziej intymną więź z Nim. Jezus chce być twoją pierwszą miłością (Obj. 2:4), co znaczy, że On chce być priorytetową miłością. Jesteśmy Jego oblubienicą a On naszym oblubieńcem (p. Mat. 9:14-15, Ef. 5:25-32, oraz Obj. 19:7-9). Przykazano nam, abyśmy kochali Go z całego serca, całej duszy, siły i umysłu (Łuk 10:27). Kochankowie nie muszą do siebie krzyczeć, rozmawiają ze sobą delikatnymi słowami, szepcząc do siebie. Znają siebie tak dobrze, że przemawiać do siebie tomami przy pomocy jednego spojrzenia, ruchu brwią, czy językiem ciała, czy nawet pojedynczym słowem. Mamy być tak zakochani w Jezusie i tak nastawieni w swym duchu na Niego, że będziemy mogli słyszeć Jego najdrobniejszy szept, Jego najdelikatniejsze pobudzanie nas. Będziemy tak zakochani w Nim, tak bardzo spragnieni podobania się Jemu, że będziemy nieustannie posłuszni Jego wskazówkom bez najdrobniejszego nawet zawahania czy skupienia na sobie.

Czasami Duch Święty przypomni nam werset z Pisma- właściwy werset potrzebny w danej chwili. Niemniej Duch nie będzie ci w stanie pomagać w ten sposób, jeśli nie będziesz czytał Biblii i nie będziesz miał zachowanych wersetów w swoim wnętrzu, ponieważ nie będzie z czego czerpać! Biblia mówi, że „Słowo Boże jest żywe i skuteczne” (Hebr. 4:12), lecz Pismo, aby być skuteczne, musi żyć we wnętrzu człowieka. Oto przykład na to, jak to działa. Joyce Meyer opowiada taką historię, gdy była jeszcze młoda w Panu. Siedziała sobie w domu, było jej przykro za siebie, potępiała siebie samą sowami swoich ust („nie jestem dobra, nic nie potrafię dobrze zrobić”). Zaczęła odczuwać wzrastającą wokół siebie złą obecność i Duch Święty przypomniał jej wers z Pisma, natychmiast zaczęło głośno wypowiadać „jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie, jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie, jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie.”  Niemal natychmiast demon opuścił jak, a Bóg wyjaśnił jej jak niebezpieczne słowa wychodziły z jej ust, które nie są zgodne ze Słowem Bożym. Duch Święty dokładnie wie, który werset Pisma pomoże nam w czasie potrzeby, jeśli będziemy po prostu słuchać Go.

Inny nauczyciel Słowa mówi, że cały dzień chciało mu się śpiewać stareńką pieśń, którą śpiewał będąc małych chłopcem. Od tego dnia, jako wynik śpiewania tej pieśni przez cały dzień, został napełniony szczególnym pokojem. Po tym otrzymał telefon z informacją, że jedno z jego rodziców (o ile dobrze pamiętam) nagle zmarło. Mógł przyjąć tą informację w pokoju i spokojnie ponieważ przez cały dzień płynął z tym, co Duch Święty poddawał mu.

Oczywiście nie wszystko, co pochodzi z wewnątrz nas jest z Ducha Bożego, lecz praktycznie możemy zacząć chodzić w stałym obyczaju rozróżniania tego i będziemy mieli przekonanie, że Bóg mówi o rzeczach, który doszły nas z naszego ducha, czy to są specjalne pieśni, wersety do których mamy przylgnąć, czy wypowiadać, czy też szczególne posłanie, które Pan chce przekazać jakiejś osobie, czy całemu zgromadzeniu. Wiele kościołów nie udziela swym zgromadzeniom zbyt wielu instrukcji i szklenia na temat tego, jak słuchać ducha i jak płynąć w tym, czego pragnie Duch Święty, zatem zbory nie są często mogą być budowane przez Pana poprzez słowo prorocze, słowo mądrości, słowo poznania, posłanie na językach i interpretację języków, uzdrowienie, wypędzanie demonów itd. Niemniej jednak, gdy zaczniesz praktykować pewne rzeczy w tym artykule, to zaczniesz wzrastać w rozeznaniu działania Ducha Świętego w tobie. Znajdziesz się wtedy w takiej pozycji, że będziesz mógł poruszać się w nadnaturalnych darach Ducha, tak jak On cię pokieruje. Innymi słowy, gdy będziesz lepiej słuchał w swym duchu Boga, będziesz mógł odczuwać słowa prorocze, słowo wiedzy, przesłanie na językach, interpretację języków, imiona demonów, które trzeba z ludzi wypędzić, szczególne metody uzdrawiania potrzebne w pewnych szczególnych sytuacjach, w których Bóg czasami chce cię używać. Być może nigdy nie widziałeś ani nie doświadczałeś tych manifestacji mocy Ducha Świętego (a zatem może nie wierzysz w nie), lecz może już teraz zrozumiałeś nieco lepiej, dlaczego tak było. Bardzo ważne jest móc rozeznawać i ufać temu, co słyszysz w swym duchu, a to wymaga praktyki. Trzymaj się tego, a będziesz wzrastał w nadnaturalności Bożej i zaczniesz płynąć coraz więcej i więcej na swoim wyznaczonym miejscu jako oko, ucho czy ręka w ciele Chrystusa na ziemi! (Rzym 12:4-8, 1 Kor. 12:4-30).

Idź ze „Strumieniem.”
Może nigdy wcześniej nie patrzyłeś na to w taki sposób, lecz moc Boża (łaska, namaszczenie, lub jak to sobie chcesz nazwać) „płynie”. Na przykład, Bóg często jest opisywany jako żywe, płynące wody, że z nas powinny wypłynąć strumieni wody żywej (J 7:38). Ten strumień Bożej łaski (Rzym. 5:15) ma wypływać z naszych serc (J. 7:38), mamy obfitować (opływać) w nadzieję (Rzym 15:13), spływa na nas pociech (2 Kor. 1:5), mamy obfitować (opływać) w dziękczynienie (2 Kor. 4:15, 9:12, Kol. 2: 7) itd. Uzdrowieńcza moc Ducha Świętego wypływała z Jezusa (M. 5:30, Łuk 5:17, 6:19, 8:46 – w polskich przekładach jest w tych miejscach „wyszła”), płynęła przez apostołów (Dz. 5:15, 19:11-12) i ma również  przepływać przez nas Healing Training Course)

Jeśli jednak żyjemy życiem świata, cielesnym, skupionym na sobiezamiast na Chrystusie dławimy ten przepływ Ducha Świętego w nas. Wielu chrześcijan rzadko kiedy czyta Biblię i rzadko spędza jakikolwiek sensowny czas codziennie w obecności Pana, więc rzadko kiedy odczuwają życie, które jest strumieniem Ducha Świętego płynącym w ich wnętrzach i rzadko słyszą Boga mówiącego do ich ducha. Jesteśmy oblubienicą Chrystusa The Rapture of the Church), więc wszyscy musimy kultywować osobistą, intymną wieź  miłości z Jezusem Chrystusem, ponieważ jest to jedyny sposób, aby wejść i trwać w strumieniu Ducha. Czy pracowałeś ostatnio nad twoją miłością do twojego niebieskiego oblubieńca? Jeśli nie, to przekażę ci kilka idei budujących ducha i budujących więź miłości z Panem w dalszej części.

Jeśli zbadasz historię kościoła dowiesz się o różnych przebudzeniach, które wybuchały w różnych czasach i miejscach. Te zdarzenia, w których Boża łaska i moc przepływały w szczególnie potężny sposób. Takie przebudzenia dzieją się obecnie w różnych częściach Ameryki Płn. i w wielu miejscach na świecie. Są takie okresy, gdy Duch Święty przepływa w szczególnej radości w czasie zgromadzeń czy innych nabożeństw i zostało to nazwane „Świętym Śmiechem.” Innym razem Duch Święty spływa w płaczu i pokucie. Czasami możesz to zaobserwować, jak zaczyna się w jednej części zgromadzenia i przepływa kolejno na następne części, aż ogarnie całe zgromadzenie. Wielokrotnie Pan spływa w cudownych uzdrowieniach i uwolnieniach. Bóg jest suwerenny i może zrobić cokolwiek zechce, lecz Jego moc zazwyczaj nie płynie w taki sposób w tych kościołach, które nie są otwarte na przyjęcie takich rzeczy. Jest to nieszczęśliwe, ponieważ Bóg pragnie budować Swoje ciało tutaj na ziemie, bez względu na denominację, jeśli tylko Mu na to pozwolą.

Przepływ Ducha Świętego w czasie nabożeństw w kościele
Wiele kościołów ma liderów uwielbiania czy muzycznych dyrektorów i oni muszą być wrażliwi na przepływ Ducha Świętego, ponieważ tylko Ducha wie w jaki sposób chce się poruszać na poszczególnych zgromadzeniach. Na przykład, lider uwielbienia może prowadzić „początek zgromadzenia” przy pomocy pieśni, które sobie przygotował, lecz później może odczuwać,  że niektóre pieśni nie będą zgodne ze ‘strumieniem.’ Jeśli pozostaje wrażliwy na Ducha, zmieni pieśni i poprowadzi chór czy zespół w pieśniach, które są bardziej pod kierunkiem Ducha, tam gdzie On chce. Jeśli, na przykład, pod koniec zgromadzenia jest wielu niezbawionych ludzi Duch Święty może pobudzać lidera uwielbienia do poprowadzenia zgromadzenia w pieśniach o krwi Jezusa, radości zbawienia itp., po to, aby usłużyć sercom niezbawionych. W tym kościele, do którego przyłączenia zainspirował nas Bóg uwielbienie trwa zazwyczaj 45 minut na początku zgromadzenia i czasami mija półtorej godziny zanim pastor zacznie usługiwać Słowem, lecz zależy to do tego, w jaki sposób Duch Święty płynie w tym dniu. Wtedy, gdy pastor wstaje i zaczyna zwiastowanie musi być wrażliwy na Ducha Świętego, ponieważ Duch może mu sygnalizować, aby przestał głosić i dał wezwanie, grzesznicy wyszli do przodu w pewnym szczególnym momencie. Dlaczego? Ponieważ Duch Święty przygotowywał ich serca w czasie usługi muzycznej i głoszenia, a On najlepiej wie, kiedy jest właściwa chwila, aby wyszli i przyjęli zbawienie. Jeśliby pastor nie był otwarty na przepływ Ducha Świętego to ta chwila mogłaby minąć i ludzie opuścili by zgromadzenie równie straceni jak przyszli.

Czasami w naszym kościele, gdy pastor mówi nagle przestaje, wskazuje na jakieś miejsce na swoim ciele, może to być krzyż, lub kolano i prosi wszystkich, których boli to miejsce, aby wstali. Dlaczego? Ponieważ Duch Święty dał mu słowo wiedzy dotyczące pewnych uzdrowień, których On chce dokonać. Czasami cała reszta nabożeństwa jest zajęta przez uzdrowienia ludzi, po czym mamy czas świadectw, gdy ludzie wychodzą do przodu i oddają chwałę Panu opisując jakie uzdrowienie otrzymali.

Czasami jest prawdziwy napływ uwielbienia w czasie nabożeństwa i nasz pastor sugeruje, abyśmy wszyscy śpiewali w Duchu przez chwilę pozwalając Duchowi Świętemu uwielbiać Boga naszymi ustami. Większość członków naszego zgromadzenia otrzymało chrzest Duchem Świętym, zatem wszyscy śpiewamy językami (1 Kor. 14:14-15), lub po angielsku trochę, oddając Panu cześć jako jedno ciało, lecz każdy w indywidualny sposób, co jest bardzo piękne i święte.  Bywa też, że ktoś wychodzi do przodu ze słowem proroczym i do pastora należy czuwanie w Duchu Świętym, aby rozeznać czy to posłanie było naprawdę od Pana czy nie. Jedna z sióstr z chóru otrzymuje słowo od Pana od czasu do czasu, lecz, gdy przychodzi, całe je wyśpiewuje i jest to bardzo piękne. Czasami ktoś wstanie w zgromadzeniu i przekaże posłanie w językach (poruszający się w darze języków), a pastor słucha uważnie Ducha, aby rozeznać czy jest to prawdziwe posłanie od Boga, po czym ktoś inny wstaje i przekazuje interpretację języków (poruszając się w darze interpretacji) i znów pastor musi czuwać, czy to jest posłanie od Boga. Ap. Paweł powiedział,że pastorzy mają przygotowywać Bożych ludzi do dzieła posługiwania (Ef. 4:11-12). Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem,inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu. (1 Kor. 14:26). Każdy z nas ma odpowiedzialność za wrażliwość na Ducha Świętego w nas, abyśmy mogli płynąć w nadnaturalnych darach Ducha i usługiwać sobie nawzajem,  wzmacniać się, uzdrawiać i budować. To dlatego Duch daje różne dary każdemu z nas, abyśmy potrzebowali siebie nawzajem wszyscy. Każdy z nas jest jakąś częścią: okiem, ustami, stopą ręką itp., a razem stanowimy nadnaturalne ciało Chrystusa (Rzym. 12:4-8, 1 Kor. 12:4-30). Niestety większość z nas nie funkcjonuje prawidłowo w swych nadnaturalnych darach, a to niszczy skuteczność ciała Chrystusa na ziemi.

 Więcej przykładów poruszania się w strumieniu Ducha Świętego
Oto następny przykład tego, w jaki sposób można czuć „przepływ” tego, co Duch Święty chce zrobić. W tej chwili, dwa artykuły są w moim sercu, które wierzę, że Pan chce, abym napisał. Już otrzymałem początek artykułu pt.: Spiritual  Maturity/Spiritual Authority a tego ranka zmierzałem coś do niego dodać. Miałem jednak problemy z pozbieraniem myśli i znalezieniem właściwych słów. Wiem już z doświadczenia, że gdy w czasie pisania artykułów nie płynę w Duchu Świętym to staje się to zmaganiem, zatem przypuszczałem, że Pan nie chce, abym nad nim pracował. Zapytałem Go zatem czy chce, abym pisał ten artykuł (o słuchaniu głosu Bożego), gdy nagle i niespodziewanie jakby zerwana została tama i był taki napływ myśli, pomysłów i słów, że trudno mi było to wytrzymać. W taki właśnie sposób często piszę te artykuły, nie jestem w stanie nadążyć z łapaniem myśli i dzięki temu wiem, że płynę w Duchu Świętym. Innym razem, myślałem o takim artykule, który wiem, że miałem napisać (nie pamiętam już który to był), lecz zmagałem się z rozpoczęciem. Słowa i myśli jakoś nie przychodziły, zapytałem więc Pana co jest nie tak i niemal natychmiast w głowie pojawił mi się nowy temat artykułu. Jak tylko zmieniłem tytuł artykułu, znów, jakby pękła tama a z tym wielki napływ słów myśli i idei. Nie sugeruję, że to, co piszę jest na poziomie na jakim jest inspiracja Pisma, oczywiście, lecz jeśli pastor lub nauczyciel biblijne nie mówi, pisze, naucza, czy głosi z przepływem Ducha Świętego, to coś musi być źle, ponieważ prawdopodobnie znaczy to, że działa całkowicie z ciała w tym momencie.

To pokazuje interesujący punkt zaczepienia, dla którego pastorzy mogą szukać prowadzenia Pana. Jeśli Duch Święty pragnie coś szczególnego zrobić na zgromadzeniu (jak to opisałem powyżej), to w jaki sposób może On przepłynąć przez zgromadzenie, gdzie wszystko jest zaplanowane wcześniej i pastor nigdy nie zbacza z wyznaczonego rozkładu? Wiele kościelny zgromadzeń jest szczegółowo zaplanowanych i wyreżyserowanych tak, aby w ciągu godziny wszystko się zakończyło, lecz weź pod uwagę, że w takim razie zakończenie w ciągu godziny staje się priorytetem ważniejszym niż uwielbianie Pana tak długo dopóki Duch Święty nie pozwoli pastorowi zwolnić zgromadzenia. Wewnątrz sztywnego planu nie ma wolności, w której pastor czy zgromadzenie byłoby wrażliwe na Ducha Świętego, aby zgubieni zostali zbawieni, chorzy uzdrowieni itd., w czasie usługiwania im przez Ducha Świętego, który wybiera takie naczynia jak Jemu odpowiada. Pastorzy powinni robić to, do czego Duch ich prowadzi. Wydaje się to ważną rzeczą, aby szukać prowadzenia Pana, ponieważ inaczej „strumień” Ducha może zostać zaduszony w czasie zgromadzenia, a czyż nie zasmuca to Ducha Świętego ( Ef. 4:30). Ktoś może polemizować twierdząc, że pastor może być prowadzony przez Ducha, gdy planuje nabożeństwo, a potem ma tylko podążać według tego planu. To jest logiczne rozumowanie dla naszego mózgu i właśnie dlatego musi to być dla nas podejrzane. Gdy szukamy tego, co Bóg mówi na ten temat w Jego Księdze to odkryjemy, że pomimo  tego iż Paweł szukał woli Bożej i robił plany swych podróży misyjnych, DuchŚwięty czasami zatrzymywał Pawła i zmieniał jego plany (p. Dz. 16:6-10 – kilka przykładów). Jeśli Duch Święty zmieniał plany ap. Pawła, które ten starał się wykonać, to z pewnością Duch Święty może chcieć zmienić plany pastora, które je wykonuje. Dobrze jest planować, lecz zawsze powinniśmy być gotowi zrezygnować z nich w chwili, gdy Duch Święty zachęca nas do tego, tak jakto zrobił Paweł (chcieli pójść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im;( Dz.Ap. 16:7). Nowy Testament nie opisuje ani jednego zaplanowanego wcześniej zgromadzenia jak to jest z większością, które znamy. Zamiast tego Paweł opisuje bardzo płynną formę zgromadzenia kościoła. W taki sposób naucza na temat porządku, gdy przekazujemy posłanie Pana:

1 Kor. 14:26-31

Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ichwykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu. Jeśli kto mówi językami, niech to czyni dwóch albo najwyżej trzech, i to po kolei, a jeden niech wykłada; A jeśliby nie było nikogo, kto by wykładał, niech milczą w zborze, niech mówią samym sobie i Bogu. A co do proroków, to niech mówią dwaj albo trzej, a inni niech osądzają; Lecz jeśliby ktoś inny z siedzących otrzymał objawienie, pierwszy niech milczy.Możecie bowiem kolejnowszyscy prorokować, aby się wszyscy czegoś nauczyli i wszyscy zachęty doznali.

Zauważ, że Paweł opisał bardzo płynną, dynamiczną formę zgromadzenia, w  którym każdy (nie tylko pastor) mógł usługiwać zgromadzeniu przez poruszanie się w szczególnych darach duchowych. Wydaje się, że Koryntianie byli nadmiernie gorliwi w przekazywaniu proroctw i poselstw w językach, lecz ważne jest zauważenie, że Paweł nie zabraniał tego.

Paweł po prostu starał się powstrzymać ich entuzjazm mówiąc im, aby się zmienili i szanowali następną osobę, która chce przekazać posłanie od Pana. Nigdzie w Nowym Testamencie nie ma opisu takich zgromadzeń z jakimi wielu z nas jest zaznajomionych współcześnie, gdzie ludzie są ze zgromadzenia są widzami a pastor wykonuje wszelką usługę. Paweł mówi, że to pastor ma wykonywać pracę kształcenia zgromadzenia do poruszania się w „strumieniu” Ducha Świętego i usługiwania sobie nawzajem!  (Ef. 4:11-12).

Istotą tych rozważań jest to, że jednym ze sposobów prowadzenia przez Ducha Świętego jest poruszanie się w tym kierunku, w którym znajduje się „strumień”, zatrzymanie się i proszenie Pana o prowadzeni, gdy nie czujesz przepływu Ducha. Jest to szczególnie ważne w czasie zgromadzeń, lecz jest prawdziwe również w codziennym życiu. Na przykład, początkowo myślałem, że to będzie miły, krótki artykuł na temat o tym jak słuchać naszego sumienia oraz cichego, łagodnego głosu Boga, lecz w trakcie pisania czułem, że jest tutaj „strumień”, więc poszedłem za tym i to po prostu wylało się ze mnie, bez jakichkolwiek przeszkód czy zmagania. Napisałem więc kolejny długi artykuł wcale tego nie zamierzając. Pytałem kiedyś Pana, dlaczego nie mogę napisać miłego krótkiego artykułu a On powiedział mi coś, co mi nie przyszło do głowy (mam nadzieję, że rozumiecie już teraz dlaczego nie powiedział tego do mnie wyraźnym, dźwięcznym głosem, lecz naświetlił mi to w duchu). Powiedział mi, że łatwo jest ludziom przeskoczyć krótki artykuł, odłożyć go i zabrać się do następnej rzeczy, co często oznacza, że nie zaangażowali się w artykuł wystarczająco długo, aby się czymś bliżej zainteresować. Z drugiej strony ktoś musi się skoncentrować na dłuższym artykule przez znacznie dłuższy czas, co daje mu więcej czasu na nasiąknięcie tym. Później już więcej nie martwiłem się  długością moich artykułów.

Potwierdzenia i runa
Musimy wykształtować w sobie duchową czujność, wrażliwość i posłuszeństwo do takiego stopnia, abyśmy zawsze byli posłuszni każdej pojedynczej ukłuci sumienia i każdemu zachęceniu czy szturchnięciu jakie Duch przekazuje głęboko we wnętrzu. Musimy również zachować równowagę we wszystkim. Nasze ciało jest znacznie głośniejsze i bardziej uparte niż głos Boży w nas; diabeł strzela ognistymi strzałami w nasz umysł i emocje, abyśmy wykonywali różne rzeczy jego sposobami; głos świata stale bombarduje nas i naciska, abyśmy poszli za cielesnymi pożądaniami i naśladowali światowe motywacje i zachowania. Innymi słowy, nie wszystko, co usłyszymy w środku pochodzi od Boga.

 Część czwarta

продвижение

Skrót

Nie będę się sprzeczał z tym, co dalej. W rzeczywistości jestem zdumiony tym, że jest tak wiele dyskusji na ten temat. Paweł z pewnością napisał wystarczająco z punktu widzenia obu stron, aby wykazać, że “oni” idą ręką w rękę i faktycznie, jego listy demonstrują, że jeden miał za zadanie prowadzić drugiego. Przytaczanie kolejnych rozdziałów i wersetów wywoła tylko jeszcze więcej sprzeczek. Chcę zaoferować skrót poza POZBAWIONE WIARY argumenty drugiej strony.

Właśnie ponownie przeczytałem ten tekst i zatrzymałem się na krótko przy wyraźnej arogancji moich słów, … więc zapytałem. Odpowiedź zdumiała mnie – potwierdziła to, co starałem się mówić tak często przy małych efektach. Rozdziały i wersety przyjmowane intelektualnie będą zawsze prowadzić raczej z dala od Niego niż do Niego. Biblia nie jest Źródłem. Zadaniem Biblii jest prowadzenie do Źródła. Dlaczego tak nie jest, łatwo można zobaczyć.

Wracając do istoty, co to za przyczyna? — “Zakon a Łaska”.  Codziennie mam do czynienia z ludźmi, którzy są głęboko dotknięci poczuciem winy i wstydu, do tego stopnia, że nie mogą dosłownie funkcjonować. Inni zaś przy swej samo-sprawiedliwości żyją w totalnym braku obecności i mocy Bożego Ducha.

Niektórzy z nich przedkładają swój punkt widzenia nad sprawę (często bez uświadamiania sobie, że to robią), równocześnie okazując jak głęboko znajdują się w więzach wroga. Udzielają wypowiedzi „z pozycji” ugruntowane zarówno na doktrynie „łaski”, która uniemożliwia im stukanie do drzwi Ojca o większy wpływ na ich życie Jego Ducha, zgodnie z poleceniem Jezusa. Lub z pozycji „Zakonu”,  o którą stale się potykają… zamiast pozwolić mu uczyć ich i prowadzić do picia w głębokościach Duch Bożego, w celu uwolnienia.  Jaki jest skrót, który przenosi nas gwałtownie wokół wszystkich kłótni. Zdumiewającym skrótem jest proste posłuszeństwo PRZYKAZANIU. Gotowi?

Scena: Piotr pyta Jezusa….
– Hej, jeśli ktoś niesprawiedliwie mnie potraktuje i stale mnie tak traktuje to jak często powinienem mu przebaczać, czy siedem razy?  – Nie – odpowiedział Jezus – siedemdziesiąt siedem razy.

Weź sobie kalkulator 70 x 7 = 490. Czterysta dziewięćdziesiąt razy za to samo wykroczenie. Lecz w rzeczywistości Jezus mówi, że nie może być żadnego ograniczenia na przebaczenie…tak jak nie ma ograniczeń na Boże przebaczenie. Jezus użył do tego całkiem praktycznych terminów… „Nie możesz oczekiwać skutecznej modlitwy” (o czym właśnie informował, aby przezwyciężać wszelkie przeszkody do działania w mocy i obecności Bożej), „jeśli nie przebaczycie każdego złego popełnionego przeciw tobie”.
Przebaczenie.. to skrót przez wszystkie kłótnie. Skrót do życia w absolutnej mocy i obecności Bożego Ducha.

Bradcullen33316@yahoo.com   www.ministryofspirit.comсоздание раскрутка продвижение сайтов

Śniadanie chrześcijanina#Zaremba Piotr

#VIII. ’96

Czy pamiętacie kawał o człowieku, który codziennie rano w pracy
wyrzucał śniadanie do kosza, mówiąc:
– Znowu z dżemem.  –  aż ktoś się w końcu zapytał: skąd
wiesz, przecież nawet nie rozpakowałeś?
– Dobrze wiem, bo sam sobie zrobiłem, –  brzmiała jego odpowiedź.

    Wielu zielonoświątkowców uważa, że Kościół i zbory
Zielonoświątkowe są tradycyjne i nic się na nabożeństwach nie dzieje,
podczas, gdy to właśnie ci najbardziej znudzeni ludzie, najskuteczniej
do tego przykładają rękę; po prostu sami sobie przygotowują kanapkę z
dżemem, po czym wyrzucają ją do kosza. Bywa i tak, że w ogóle nic sobie
nie przygotują, a potem mają pretensje, że w brzuchu (w duchu) im
burczy.
To nie prezbiterzy, pastorzy i starsi rzeczywiście kształtują w
100%  oblicza zborów czy kościoła, lecz mają na to wpływ biorący
udział w życiu tego kościoła członkowie. To twoje modlitwy i twoja
wiara umożliwia działanie Duchowi Świętemu przez tych, których
wyznaczył na liderów.
Oto Mojżesz, najbardziej namaszczony mąż Boży Starego Testamentu,
jedyny człowiek, z którym Bóg rozmawiał „twarzą w twarz tak, jak
rozmawia się z przyjacielem” nie mógł zapobiec ciągłemu narzekaniu i
buntom swego narodu, a równocześnie, kiedy Izrael walczył z wrogiem,
potrzebował pomocników do podtrzymywania w górze rąk, aby zwycięstwo
się dokonało całkowicie. Pamiętajmy o tym, że sam Jezus nic nie mógł
uczynić w Galilei z powodu ich niedowiarstwa. Tam nie znalazło się
nawet kilka osób z poza grupy uczniów, którzy by wsparli Go swoją wiarą
i oczekiwaniem, że może i tu coś uczynić.

Czyż dziś pastorzy i wszelkiego rodzaju liderzy nie są ograniczani
przez zgromadzenie przed, którym stoją?   Najogólniej tą
zależność wyraża idea świecznika, który stał w świątyni Mojżeszowej.
Oliwę podtrzymującą płomień lampek miał dostarczać lud:



IIMoj.27.20.
Rozkażesz też synom izraelskim aby
przynosili ci do świecznika oliwę z oliwek, czystą wytłoczoną aby stale
można było wystawiać lampy.

„Aby można było wystawiać lampy”, a zatem jeśli nie ma oliwy, to nie
można wystawiać lamp, kiedy zaś nie można wystawiać lamp, w świątyni
jest ciemno. Trudno o bardziej żałosny widok niż Świątynia bez światła
oświetlającego chleby pokładne (chleb żywota).
To twoja modlitwa jest oliwą, którą dolewasz do lampy postawionej przez
Boga na świeczniku. Być może przyczyną gaśnięcia wielu mężów
postawionych na świeczniku, jest brak stałego dostarczania im oliwy
przez tych, którzy do tego zostali powołani. Jeżeli nie masz służby w
zborze i czujesz się niepotrzebny nie pozwól się dłużej okłamywać,
twoim zadaniem jest przynoszenie ludzi postawionych przez Boga w
modlitwach przed Jego tron i nieustanne dostarczanie im oliwy, aby
płonęli jasnym światłem i wskazywali ci na Jezusa i Jego dzieło. Warto
się tego podjąć tym bardziej, że nagroda za ich i twoją pracę jest
jednakowa:



I Sam. 30.24.
Gdyż jaki jest dział tego, który
rusza do bitwy, taki też dział tego,


który pozostaje przy jukach;
jednakowo się podzielą.

Jaką kanapkę przygotowałeś sobie duchową ucztę niedzielną? Czy
przypominasz sobie jak ją przygotowywałeś?

O Panie pobłogosław
dzisiejsze (jutrzejsze) nabożeństwo,    
            
        kromeczka


O Królu i żeby było fajne
uwielbianie                    
   masełko, poszło nieźle

I żeby kazanie pastor powiedział
dobre                 
   dżemik (może być inny niż
w
zeszłym tygodniu)



I pobłogosław wszystkich, którzy
przyjdą                 druga kromeczka – to ta z góry
niekoniecznie musi dokładnie


       
           
           
           
           
           
            pasować i tak
się wyrzuci

Bracie i Siostro czy właśnie w ten sposób modliłeś się o zgromadzenie
świętych,
o spotkanie z Wszechmogącym, Królem Królów i Panem Panów???????

Jeżeli rzeczywiście tak wygląda modlitwa o spotkanie z Bogiem w
rodzinie Bożej większości Chrześcijan, to jak mogą przebiegać same
nabożeństwa. Jest to z pewnością prosta droga do nudnego, religijnego
„odprawiania” nabożeństw, no i oczywiście twierdzenia, że „eeee, nasz
pastor to jest mało duchowy”. Czyż nie jest to codziennie kanapka z
dżemem?
Jeśli masz już dość dżemu zafunduj sobie coś smaczniejszego!! Czyżby
Bogu brakowało fantazji przy zastawianiu stołu dla swoich dzieci?? Z
pewnością nie. Po prostu Jego dzieciom nie chce się sięgnąć po
wspaniałości, które im Ojciec przygotował

Słusznie Salomon zauważył, że:
Przyp.Sal 19.24.
Leniwy zanurza rękę w misie, lecz do
ust jej nie podnosi.        



Właśnie tak postępując sami sobie stawiamy na stole kilka razy w
tygodniu to samo danie, lub
też widząc co innego pogrzebiemy w tym widelcem, lecz do ust nie chce
się nam podnieść ręki.
Taką pełną „michą” często bywają świadectwa z innych zborów czy też z
innych stron świata,
gdzie po wielu latach zmagań w modlitwie, „coś” się zaczęło dziać lub
dzieje.
Dobrze jest nieco się nacieszyć tym, co jest wystawione, ale żeby tak
samemu trochę powalczyć
z łyżką i sięgnąć po smakowitą strawę samemu, to już za duży wysiłek.

aracer

Pan dał, Pan wziął#Zaremba Piotr

Jedno z większych oszustw jakie udało się przez stulecia do kościoła
wprowadzić to powiedzenie „Pan dał, Pan wziął….”, oczywiście poparte
dalszym: „i w tym wszystkim nie zgrzeszył  Joba ustami
swymi”.#
IV. 04.
Pan dał Pan wziął….


Czy jest jakiekolwiek uzasadnienie na współczesne używanie
słów Joba: „Pan dał, Pan wziął…”
 
Jedno z większych oszustw jakie udało się przez stulecia do kościoła
wprowadzić to powiedzenie „Pan dał, Pan wziął….”, oczywiście poparte
dalszym: „i w tym wszystkim nie zgrzeszył  Joba ustami
swymi”.  Jest to typowy przykład tego jak NIE należy używać
wersetów Słowa i jest kolejnym, z licznych, dowodem na to, że Słowo
Boże nie jest uniwersalne w tym sensie, że można przypiąć dowolny
werset, w każdym czasie i każdemu.

Czytamy o tym, że Job nie zgrzeszył, ale DZIŚ, mam takie przekonanie,
każdy, kto wypowiada te słowa GRZESZY! Dlaczego?
Toż to bardzo proste i oczywiste – z powodu poznania jakie mamy.
Badacze twierdzą, że księga Joba jest historycznie najstarszą księgą i
żył on w czasach jeszcze przed nadaniem Izraelowi Prawa (Zakonu).
Poznanie jakie miał Job było naprawdę baaardzo mizerne, do czego się
zresztą przyznał (i to wcale nie z powodu cierpienia jakie przeszedł,
ale o tym dalej) mówiąc: „do tej pory tylko ze słyszenia
wiedziałem  o tobie” (42:5).  Widać to zresztą bardzo
dokładnie w jego wypowiedziach, w których wszystkie swoje cierpienia
zarzuca bezpośrednio działaniu Boga (potem często odzywa się to w
Psalmach). Raczej należy się spodziewać i można być tego pewnym, że w
ogóle nic nie wiedział o istnieniu diabła, więc też i nie dziwne, że
wszystko przypisał Bogu.
    Pamiętajmy o zasadzie: „Komu mało dano, od tego
niewiele będzie się wymagać”.  Może jednak wymagania wzrosły w
międzyczasie?

Job nie miał nawet takiego poznania jakie otrzymał Mojżesz, a o którym
również my nie wiemy z powodu tłumaczenia tego fragmentu. Wiecie
dlaczego Mojżesz tak cierpliwie wstawiał się za ludem? Dlaczego bez
wahania stawał przed Bogiem i obronie innych? Bo miał objawienie
„dobrego Boga”. Kiedy?
Otóż czytamy niestety tylko w starym przekładzie Biblii Gdańskiej:
Wyj.: 33:19: „Sprawię, że przejdzie wszystko dobre moje przed twarzą
twoją….”
Większość znanych mi anglojęzycznych współczesnych przekładów mówi
tutaj: „Sprawię, że cała moja dobroć przejdzie przed tobą…” (np.:
NIV: „I will cause all my goodness to pass in front of you…”).  
Taką samą dobroć objawił Bóg Jobowi, gdy do niego przemawiał, mówiąc
przecież o sobie, a nie w cierpieniach zadanych mu przez diabła.

Jest taka zasada Bożego przemawiania do człowieka, którą wyraża NT:
„mówił do nich zgodnie z tym, jak mogli słuchać” i oczywiście zawsze
tak było. Zatem na tym etapie poznania, na jakim był Job, nie było
kłamstwem z jego strony przypisywać te rzeczy Bogu, skoro w pewnym
okresie nawet Bóg przyznawał się do tego. Powiedział przecież do
Mojżesza (Wyj. 4:11): „Kto dał człowiekowi usta. Albo kto czyni go
niemym albo głuchym widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan?” Niemniej
jednak Jezus wypędzał demony głuche, ślepe i nieme, a nie Boga. Czy
więc Bóg skłamał? Nie, nie jest to kłamstwo, lecz dostosowanie się do
poziomu słuchacza – zgodnie z tym jak mógł słuchać – podobnie jak nikt
nie traktuje jako kłamstwa tego, gdy usiłuje wytłumaczyć dziecku różne
jego „dlaczego?”  lub „skąd” (się biorą dzieci w brzuchu mamy).
Oczywiście można poprzestać nawet dziś, ponad 3500 lat później na tym
poziomie, że Bóg komuś odebrał słuch, lub sprawił, że ten urodził się
ślepym, ale można przyjąć objawienie nowsze i przepędzić demona wraz z
chorobą jaką wywołuje. Usprawiedliwia Joba sam Pan Jezus mówiąc, w
zupełnie innym kontekście, ale czyż nie dotyczy to tego samego: „komu
niewiele dano (właśnie poznania – przyp. mój), od tego niewiele wymagać
się będzie”.

Dlaczego więc nie mamy prawa dziś powtarzać po Jobie tego okropnego (z
dzisiejszego punktu widzenia) powiedzenia?

Więc teraz po kolei:
1. Po pierwsze i przede wszystkim Jezus objawił nam Boga jako DOBREGO
OJCA, sam powiedział; „kto widział Mnie, widział Ojca” i jak czytam
„chodził CZYNIĄC DOBRZE i uzdrawiając wszystkich dręczonych przez
demony”
(przekład BW „opętanych” jest błędny”). Najdoskonalsze 100% objawienie
Boga jakie mamy w Chrystusie w 100% sprzeciwia się temu powiedzeniu
„Pan dał, Pan wziął”. Nie znajdujemy ani w życiu ani nauczaniu Jezusa
ani jednego przypadku, żeby komuś coś wziął, lub odmówił pomocy. Trudno
byłoby mi tu przepisywać 1/2 NT, aby to potwierdzić.

2. Sam Jezus sprzeciwił się temu „nauczaniu” mówiąc wyraźnie, i
bardziej wyraźnie chyba się już nie da!, że to „ZŁODZIEJ przychodzi aby
kraść, zarzynać i wytracać. JA przyszedłem ABY MIAŁY ŻYCIE I MIAŁY JE W
OBFITOŚCI” (J.10.10) nie więc już żadnego usprawiedliwienia na
oskarżanie Boga o takie rzeczy.
Do Joba przyszedł złodziej (pomijam na razie zgodę Boga) i robił to, co
do niego należy – kradł, zarzynał i wytracał. Dziś kościół dostał prawo
i moc do sprzeciwiania się dziełom diabła i to do nas należy, bo
napisano WY „przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” To nie jest
kwestia pytania Pana Boga, czy to nie Jego wola, bo już pokazał, że
NIE. Po co diabeł chodzi? Ma ten sam cel: „chodzi jak lew ryczące,
patrząc kogo by tu pożreć”. Nie brzmi podobnie? Jezus dał kościołowi
władze i moc (czyli moc i prawo do jej używania w Jego imieniu) mówiąc:
chorych uzdrawiajcie, demony wypędzajcie, trędowatych oczyszczajcie…
darmo wzięliście, darmo dawajcie. Jest to wystarczającą ilość razy
powiedziane, aby nie dyskutować z tym. Robili to zarówno apostołowie
(12) jak i inni „zwykli” uczniowie (70-ciu) i dwa razy Jezus przypisuje
to każdemu wierzącemu: Marka 16:17 oraz Jn .

Częstym argumentem używanym przez współczesnych Jobów jest to, że to
dzięki tym cierpieniom Job poznał Boga.
Jakkolwiek okropna i obrzydliwa jest mi taka myśl, posłużę się tu
jednak słowami Samego Pana Jezusa, które powinny bardziej przemawiać
niż moja niechęć:
„…Nie ciało i krew ci to objawiły, lecz Ojciec, który jest w niebie”

Ciało i krew w żadnym wymiarze nie mają mocy do objawienia czegokolwiek
duchowego, bo „człowiek cielesny nie rozumie rzeczy, które są z Ducha,
bo należy je duchowo rozsądzać”. Tak. W żadnym wypadku, ani najlepszy,
ani najgorszy stan cielesny nie są w stanie wprowadzić w objawienia,
które „są z Ducha”.  Można by wymieniać wiele argumentów, że to
niby jego cierpienia zmiękczyły jego serce i tak dalej, jednak Pismo
nigdzie nic takiego nie popiera. Paweł pisząc o życiowych uciskach (i
nie chodziło tutaj o choroby i niszczenie członków rodziny, lecz
prześladowania i zwykłe życiowe problemy) pisze, że (Rzym 5:3b-5):
„ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie
zaś nadzieję….. ” O! Nic o objawieniach? Niestety nic!
Znajdujemy liczne biblijne świadectwa, potwierdzające, że to nie stan
ciała ma wpływ na otrzymanie objawienia. Zaczynając od Abrahama,
Mojżesza i proroków, poprzez Zachariasza, ap. Piotra!, Pawła i ap. Jana
nigdy wyłącznie Job jest obarczony tym ogromnym cierpieniem przed tym,
zanim otrzymał objawienie, a to jednak to właśnie na podstawie Joba
ukutych jest większość twierdzeń, że te cierpienia prowadzą do
objawienia.

 W trzech różnych przypadkach  to Bóg Ojciec, który jest w
niebie daje objawienie, a chodzi właśnie o ap. Piotra i ap. Pawła i
właśnie Joba (choć pierwszy wygodniej będzie omówić go na końcu).

Otóż Piotr niczym szczególnym jeśli chodzi o ciało się nie wyróżniał,
chyba poza tym, że właśnie kilka minut wcześniej tegoż właśnie ciała
używał diabeł, aby przemówić do Pana Jezusa, gdy otrzymał
najwspanialsze objawienie; „Ty jesteś Chrystus, Syn Błogosławionego”.
Alleluja, jak na razie bez cielesnego cierpienia i łamania serca
wrzodami na całym ciele, zmorami nocnymi, gorączką, suchotami itd.
Duchowe objawienie tego faktu jest jednoznaczne: „Ojciec ci to
objawił”. Koniec. Kropka.

Drugi jest, jeszcze wówczas nie apostoł, Paweł. Ten ci dopiero był w
znakomitej kondycji duchowej, że o psychicznej nie wspomnę, bo przecież
z pismami od samego arcykapłana jechał wypełnić, jak sądził, wolę Bożą.
Sam okaz zdrowia i doskonały wzór pyszałka. Nie trzeba było wybić mu
rodziny, ani rozwalić domu pełnego dzieci, aby otrzymał objawienie, bo
nie od tego ono zależy. Jak to się stało? „Kim jesteś, Panie? A On
(rzekł): Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dz. 9:4).
Dokładnie tak samo: „Pan rzekł” i to wszystko.

Jak to było z Jobem? Dokładnie tak samo i jest to wyraźnie napisane i
to DWA razy

38:1 : potem Pan odpowiedział Jobowi spośród zawieruchy i RZEKŁ (podkr.
moje): ……
40:1  Pan zwrócił się do Joba i RZEKŁ:…

Po takim objawieniu również do Joba można by powiedzieć:
„błogosławionyś, bo nie ciało i krew, lecz Ojciec, który jest w niebie
objawił ci to”.
Czyż nie tak? Oczywiście potwierdza to Job, któremu Bóg przedstawił się
jako DOBRY Bóg!!! W całej przemowie Boga do Joba nie potwierdził On nic
z tego, co mu Job przypisywał, a wręcz przeciwnie, co czytamy? Że Bóg
opiekuje się kozicami (39:1-2):
Czy znasz może porę, kiedy kozice skalne rodzą, czy pilnujesz czasu
rodzenia łań? Czy możesz zliczyć miesiące, kiedy donaszają i znasz czas
ich miotu?

Po tym, gdy „Pan, odpowiedział Jobowi i rzekł:” Job mógł już powiedzieć
(42:5):
    Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, ale teraz
moje oko ujrzało cię.

Czy ze wszystkich doświadczeń Joba wynika, a Pismo to w jakikolwiek
sposób potwierdza, że były one potrzebne do uzyskania tego objawienia?
Wątpię.

Gdybyśmy przyjęli taki punkt widzenia to, skoro i u Joba i w
ewangeliach choroby były wywoływane przez diabła, mamy problem, bo
mogłoby się okazać, że diabeł jest nauczycielem, który jest bardziej
zaangażowany w kościele niż Duch Święty, skoro o wiele więcej
chrześcijan choruje niż ma objawienia (co do tego, chyba nie będzie
wątpliwości).

Potem Bóg zrobił to, co jest prawdziwie w Jego naturze: uzdrowił Joba i
pomnożył jego majętności dwukrotnie wobec tego, co miał wcześniej. W
całej tej historii sytuacja jest klarowna: złodziej przyszedł, aby
kraść, zarzynać i wytracać, a Bóg przyszedł, aby dać życie.
Ciekawe, że „jobowym teologom” nie przeszkadza bark jobowego
zakończenia w życiu większości (o ile nie we wszystkich, zna ktoś może
taką sytuację? Choć jedną?) „:współczesnych Jobów”.

Oczywiście i w tym przypadku można pozostać na poziomie objawienia
jakie miał Job, przed tym, gdy „Pan rzekł” do niego i nadal twierdzić,
że „Pan dał, Pan wziął, niech będzie błogosławione imię Jego”, ale
wydaje mi się, że znacznie lepiej jest przyjąć nowsze, pewnie znowu o
dobrych wiele stuleci późniejsze, objawienie jakie przekazał nam o Ojcu
Jezus: „Ja przyszedłem, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.
 
Na koniec widać przecież wyraźnie, że i druga część tego powiedzenia
znalazła dokładne odbicie (tj. zaprzeczenie) w NT.  Dokładne, tzn.
całkowite odwrócenie sytuacji: Imię Pański było błogosławione zawsze i
wszędzie i TYLKO wtedy, gdy ludzie byli uzdrawiani i uwalniani i
błogosławieni DOBROCIĄ Boga Ojca – Tatusia, który umie dawać dobre
dary.
    Czy zmienia coś fakt, że to Bóg dopuścił do tego
cierpienia. Jak ktoś bardzo chce to może i zmienia. Dla mnie nie
zmienia istoty, przede wszystkim dlatego, że nikt nie wie dlaczego Bóg
się zgodził. Wszystko, co do tej pory na ten temat napisano to tylko
ludzkie domysły, spekulacje i kombinacje, czyli po prostu „myśli
ludzkie, a nie myśli Boże”. Nikt nie wiem czemu tak się stało.
    Pozostaje jeszcze jedna rzeczy, która wymaga
osobnego miejsca: Bóg stwierdził, że Job mówił o Nim prawdę. Z
pewnością nie mówił prawdy o Bogu, kiedy przypisywał mu wszystkie swoje
cierpienia, co zresztą potwierdza i Pismi: „I dotknął diabeł Joba
wrzodami”. Być może ta część została pominięta przez Boga z powodu
niewiedzy Joba. Nie jest kłamstwem jeśli mówi się w nieświadomości
tego, jaka jest rzeczywistość. Czy możemy dziś powiedzieć, że ludzie
kłamali mówiąc kiedyś, że ziemia jest płaska? Albo, że atom jest
ostateczną, niepodzielną cząstką materii? Nie, był to brak wiedzy.
Podobnie przecież „grzech się nie liczy, gdy nie ma zakonu”.
Czego więc dotyczyły słowa Boga twierdzącego, że Job mówił prawdę?
W tej chwili nie wiem. Jak się dowiem to napiszę.

Piotr Zaremba
e-mail:  Piotr@poznajpana.org

deeo

Pokuszenia

Zaremba P.

XII/97\

Wy zaś jesteście tymi, którzywytrwali w pokuszeniach moich
Łuk 22.28.

Werset ten długo sprawiał mi problemy, bo trudno było doszukać się w czasie Jego chodzenia z uczniami tych miejsc, gdzie Jezus miałby być kuszony w tak jawny sposób jak przed rozpoczęciem służby, niemniej któregoś dnia zobaczyłem, jak subtelne było to działanie i, że przyszło przez Jego uczniów!! Jeśli więc odkryjemy na jakie pokusy był wtedy wystawiany Jezus, będziemy mogli też zobaczyć, czego się spodziewać w obrębie Kościoła, zboru. Jak, często nieświadomie, nasi bracia      i siostry wystawiają nas na  pokuszeni, o których Pan powiedział, że w nich wytrwał. A skoro Onwytrwał, to znaczy, że i my możemy, gdyż

„mamy arcykapłana doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my” (Hebr. 4.16).

Z powyższej wypowiedzi Pana widzimy, że był kuszony jeśli nie stale, to na tyle często, że zdecydował się nam o tym zostawić jakąś wiadomość, warto więc poszukać głębiej. Kiedy mowa jest o pokuszeniach należy zdawać sprawę z tego, że diabeł zwykle nie przychodzi namawiać nas do wielkiego odstępstwa „jako lew  ryczący” lecz jako zwodziciel: „baczcie, aby was przeciwnik nie podszedł.” Zobaczmy więc, co się może zdarzyć, kiedy przebywamy wśród umiłowanych w Panu braci i sióstr, w zgromadzeniach wiernych i wraz z nimi z daleka od społeczności. W momencie kiedy to się dzieje, nie musi to być diabeł mówiący przez nich, ale z pewnością włączy się on później do tego, aby zadany nam materiał został  „odpowiednio” przez nasz umysł przerobiony. Zaczniemy może od zdefiniowania, co to jest pokuszenie?

W ew. Mat. 16.21-23 dowiadujemy się o tym od samego Jezusa: „idź precz, szatanie bo nie myślisz o tym co Boże lecz o tym co cielesne”

Widzimy więc, że istotą pokuszenia jest doprowadzenie wierzącego do działania wg. myślenia o tym, co ludzkie, a nie o tym, co Boskie, lub inaczej o tym co cielesne, a nie o tym, co duchowe. Jest to również nazwana przez Pana „zgorszeniem”. Wydaje mi się, że na potrzeby  omawianego tematu to wystarczy, tym bardziej, że, jak zobaczymy, doskonale pasuje do tego, o czym Pan mówił.

Wiedząc już o co chodzi, przyjrzyjmy się dokładnie kilku przypadkom kuszenia Pana, jakim został On poddany. Podzielimy je sobie na te,  które dotyczą służby i osobistych relacji wierzącego. Najpierw pokuszenia dotyczące służby:

• Spraw abyśmy siedzieli po twojej  prawicy i lewicy Mar. 10.37
Poważne pokuszenie przychodzące na wielu chrześcijan: wybierania sobie samemu służby, żądania od Boga tego, co dla niech nie zostało przewidziane, ponieważ : „Bóg umieścił członki w ciele, każdy z nich tak, jak chciał” (Ikor. 12.18). Jak wiele mniej sfrustrowanych dzieci Bożych byłoby dziś na świecie, gdyby potrafili się poddać Bożemu planowi. Wołanie: „Panie, uczyń to, abym był prorokiem, pastorem, itd.” pozostaje, jak widać z odpowiedzi Pana, zupełnie bez odpowiedzi, ponieważ dostanie się to tym, dla których zostało przewidziane. Jest w tym również zawarte ostrzeżenie dla wszystkich, którzy mają wpływ na wybieranie podopiecznych do różnych służb, aby nie czynili tego według zachcianek lecz kierowali się wyłącznie wolą Boga i nie mieli względu na osobę (np. szczególnie bliską sobie – vide „uczeń, którego Jezus miłował”)

• zejdź z krzyża, abyśmy  uwierzyli Mat.27.49
Pokusa porzucenia krzyża jest stale obecna w życiu chrześcijan, bez względu na to jak jest uzasadniana, nawet tak szlachetną pobudką jak to, że ktoś z tego powodu uwierzy. Porzucenie krzyża to również pokusa porzucenia walki o siebie na wzajem, noszenia brzemion jedni drugich,  błogosławienia tych, którzy przeklinają. „Kto idzie za mną, a nie niesie krzyża swego nie jest mnie godzien”

• jaki znak nam uczynisz, abyśmy  widzieli i uwierzyli
J6:30
Kiedy służba wzrasta istnieje olbrzymia pokusa, aby zacząć się popisywać „swoją” mocą przed nielicznymi, którzy w królestwie się nie liczą i liczyć nie będą nawet,  gdy zobaczą znaki i cuda, bo to  często są ci:
„Choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łuk. 16.31)

• …Jeśli chcesz być  znany
Jn.7:4
Wielkie niebezpieczeństwo używania darów Ducha do zdobywania popularności i odbierania dla siebie chwały należnej Bogu.   Wystrzeganie się takiego sposobu myślenia jest sprawą kluczową dla rozwoju służby.

• Chcą go obwołać królem J 6:15
To pokusa przyjęcia stanowiska, które jest znacznie mniejsze od należnego zgodnie z obietnicą i osiąganego przez wiarę – czyli substytut, z to szybko. Pokusa przyjęcia czegoś znacznie gorszego niż to, co zaplanował dla nas Bóg, lecz zaraz – „bierz co masz pod ręką, ile będziesz czekał” Chrystus stale oczekuje (oczywiście w naszym rozumieniu tego słowa) na czas kiedy będzie widzialnym Królem, lecz o ileż lepsze będzie to Królowanie i Królestwo niż proponowane mu wówczas w czasie Jego ziemskiej służby.

• Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? Mat 26.40/Łuk22.44
Zniechęcenie – pokusa szczególnie silna po dużym wysiłku („w śmiertelnym boju, jeszcze gorliwiej się modlił”). Często przychodzi do głowy kiedy wydaje się, że nikomu na niczym nie zależy, kiedy podejmując nadludzkie wysiłki, spotykamy się ze ścianą zaspanych twarzy tych, którzy mieli być naszymi pomocnikami (sami ich wybraliśmy i pracowaliśmy z nimi).

• Mistrzu dobrze nam tu  być.
Łuk 9.33
Pokusa zatrzymania się w służbie/życiu na chwilowym zadowoleniu z tego, co się wydarzyło. To jest dobre, tak trzymać, nic nowego nie wprowadzać, żadnych nowinek nie słyszeć, niech już będzie tak fajnie już na zawsze, jak było przez chwilę.

• Włóż swój miecz do pochwy, czyż nie mam pić kielicha, który mi dał Ojciec.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto zaproponuje nam szybkie odejście od wyznaczonego planu Bożego w trudnych chwilach, tuż przed jego wypełnieniem: ,,ale jak by się wtedy wypełniły Pisma, że tak się stać musi” (Mat. 26.54)

• Oto uczniowie twoi czynią czego, nie wolno czynić w sabat .    Mat. 12.2.
Kolejna pokusa, to stawiania poprawności doktryn, lub zasad ustanowionych dla zboru/kościoła nad wartością życia ludzkim. Sam Jezus podaje przykład złamania Prawa, dla tego, że sługa Boży był głodny i nie było innego wyjścia – wersy 3 i 4 – „czy nie czytaliście., co zrobił Dawid, kiedy był głody, on i ci którzy z nim byli?”

• Ze mną nie chcesz mówić, czyż nie wiesz, że mam moc….
J. 19.10
Pokusa uzależnienia wykonania woli Boga od człowieka, od jego możliwości czy to prawnych, politycznych czy finansowych. Jednoznaczna jest tutaj odpowiedź Pana: „nie miałbyś żadnej (mocy nade mną), gdyby ci to nie było dane z góry”     (w. 11)

Sprawy związane z naszym osobistym życiem duchowym, myśleniem i działaniem

• Czy chcesz abyśmy ściągnęli ogień z  nieba, jak to i Eliasz czynił, aby ich pochłonął
Łuk  9.54

Pokusa odwetu, zemsty – dokładnie według słowa Pana – „myślisz o tym co cielesne, a nie o tym, co duchowe”.

• Czy wiesz, że uczeni w piśmie zgorszyli się.
Zasianie w umyśle złych myśli przeciwko innym osobom. Jak często można od dobrych ludzi usłyszeć: „a wiesz co, ten to powiedział o tobie……”,  „a wiesz co on powiedział o twoim ostatnim kazaniu?!” itd. Nie jest to nic nowego, sam Pan był próbowany w tej sprawie. Można się tutaj też dopatrzyć pokusy dostosowywania Prawdy do oczekiwań „ludzi wykształconych”. Po prostu troszkę „podbarwić”, żeby i tamtym się podobało.

• Mojżesz kazał takie kamienować, a ty co mówisz
Pokusa osądzania innych ludzi na podstawie prawa i bez miłosierdzia, pomimo, że w Bożym wymiarze (duchowym świecie) „miłosierdzie góruje nad sądem”. Jest to pokusa porzucenia miłosierdzia i wynoszenia prawa ponad wartość życia ludzkiego: „Idźcie i nauczcie się co to znaczy miłosierdzia chcę, a nie ofiary”.

• Czy należy płacić podatek  cesarzowi Mat 22.17
Pokusa, szczególnie u nas łatwa do uzasadnienia – porzucenia osobistej uczciwości wobec władzy, bo jest obca (Rzymski cesarz – okupant).   Dobrze jest umiejętnie korzystać z należnych  prawem ulg podatkowych – lecz nie za cenę uczciwości wobec Boga i siebie.

• Na cóż ta strata, przecież można  było……… Mat. 26.8-9

Próba powstrzymania przed złożeniem Bogu dużych ofiar. Idzie taki czas, że żadne ofiary nie będą zbyt wielkie, a przecież nawet życie ma być składane. Dobrze by było gdybyśmy, gdy nas Pan do tego pobudzi, nie dali się odwieść od wypełnienia Jego woli przez tych, którzy nam powiedzą: „no, no, no, siostro nie przesadzaj, przecież można to o wiele lepiej wykorzystać na chwałę Bożą”.

• Przenigdy nie będziesz mi umywał nóg  moich
J13.8
Pokusa odrzucenia oczyszczającego wnętrze napominania przez braci i siostry. Różne są formy napominania pokazane przez Jezusa swoim uczniom:
• łagodnie – tak to jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną
• zdecydowanie – i zgromił ich Jezus: nie zabraniajcie im przychodzić
do mnie
• ostro – o głupi i gnuśnego serca …..

Bez względu na to jak to się odbywa, napominanie nie jest przyjemne dla żadnej ze stron i dlatego łatwo jest poddać się pokusie: „nie będziesz mnie uczył, co mam robić i jak”. Ponieważ Bóg nigdy nie zostawia nas bez sposobu walki z przeciwnościami  z którymi się spotykamy, więc i tym razem znajdziemy na powyższe zasadzki odpowiednią radę:

„MÓDLCIE SIĘ. ABYŚCIE NIE POPADLI W POKUSZENIE’*
a korzystając z definicji pokuszenia znalezionej na początku rozważań możemy napisać;


MÓDLCIE SIĘ ABYŚCIE MYŚLELI O TYM CO BOŻE,

A NIE O TYM CO CIELESNE.
deeo.ru

Czy powrót do Boga nie jest możliwy?

Wiliams James

O co chodzi w Hebr. 6:4-6 (BW)?
Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych – którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego – gdy odpadli, powtórnie odnowić i przywieść do pokuty, ponieważ oni sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają go na urągowisko.

Wielu przeczytawszy ten fragment zinterpretowało tak, że ktoś może być zbawiony, prowadzić grzeszne życie i nigdy już nie odnowić swego zbawienia. Niemniej jednak, bliższe przyjrzenie się otaczającym go wersetom wyraźnie pokazuje, że to, co autor listu mówi nie ma nicwspólnego z niemożnością powrotu do Boga.

Czy jest to fragment o utracalności zbawienia?
To, czy można stracić zbawienie czy nie, jest starym sporem, który wywołał wiele różnych zdań w  kościele. Istnieje szereg przekonujących wersetów podawanych przez obie strony, jeśli ktoś chce je czytać w szczególnym świetle. Nie jest zamiarem tego artykułu podjąć wysiłek udzielenia odpowiedzi raz na zawsze i dla całej ludzkości. Ty sam już prawdopodobnie podjąłeś decyzję w tej spornej kwestii, a nie jest to głównym tematem tego artykułu. Faktem jest to, że bez względu na to czy możesz stracić zbawienie czy nie, ten fragment jest zupełnie na inny temat.

Ten fragment, podobnie jak większość znajdujących się poza Ewangeliami,  idzie poza sprawę zbawienia. Większość Nowego Testamentu mówi o tym, że kiedy już ktoś został zbawiony, to różni ludzie na różnym poziomie idą w swojej drodze za Bogiem. NT składa się w większości z listów napisanych przez ap. Pawła i innych chrześcijan.  Listy Pawła skierowane są do wierzących, aby im powiedzieć: „Teraz kiedy już zaczęliście swoją podróż, oto jak należy z tym żyć”. Cała myśl obraca się wokół tego w jaki sposób wzrastać jako chrześcijanie. Nigdy nie  poświęcono ani jednej myśli temu, jak zostać nie-chrześcijaninem.

Oczywiście przed Pawłem był Sam Pan Jezus i wielokrotnie wyraźnie mówił  o tym, że nasz niebiański Ojciec chce nas sprowadzać z powrotem jeśli zboczymy. Jednym z wielu przykładów jest historia o synu marnotrawnym. Bardzo dobrze ilustruje to istotę, ponieważ gdy Jezus opowiada tą historię to widzimy jedną bardzo ważną rzecz: syn nigdy nie przestał być synem ojca.  Fakt, że jest on Jego synem, mówi nam o tym, że symbolizuje chrześcijan, dzieci Boże.

Historię o synu marnotrawnym zawsze powinniśmy mieć przed oczyma, gdy rozważamy znaczenie Hebr. 6:4-6. Gdyby ten fragment znaczył, że można odejść i nie można powrócić do relacji z Panem, to ta historii nie powinna mieć miejsca w Biblii, ponieważ właśnie odejście i powrót do relacji z naszym niebiańskim Ojcem jest dokładnie przedmiotem tej historii.

Cóż więc znaczy słowo „niemożliwe”?
Wróćmy więc do Hebr. 6:4-6. Dlaczego ten fragment mówi, że jest  „niemożliwe” wrócić do Boga?  Faktycznie tego nie mówi! Stwierdza się tutaj, że jest niemożliwe być przywiedzionym ponownie do pokuty.  O ile prawdą jest to, że musisz pokutować, aby zostać chrześcijaninem, o tyle nie musisz być chrześcijaninem, żeby pokutować. Kluczowym zwrotem tutaj jest „powtórnie odnowić”.

Należy zadać pytanie: „kto powtórnie odnawia?” Może to być niemożliwe dla ciebie i dla mnie, aby „ich sprowadzić ponownie na drogę życia” (tak jest to przetłumaczone w B.W-P i wersji angielskiej – przyp. tłum.). Idea tego, co niemożliwe pokazana jest w Ewangeliach, gdzie Jezus mówi o tym. Weźmy na przykład następujące równoległe wersety:Mat. 19:26, Mk 10:27 i Łuk.18:27
Łukasz mówi nam (B.W-P): A On rzekł im: To, co niemożliwe dla ludzi, jest możliwe u Boga.

Nie dajmy się zatem ogłupić przez słowo ‘niemożliwe’, aby sądzić, że ten fragment listu znaczy, że nie ma możliwości, aby osoba zbawiona, która opuściła Boga, nie mogła wrócić do Niego. Dzieje się to stale i wciąż, rzeczywiście i ze mną włącznie. To Bóg działając przez Swego Ducha Świętego sprowadza Swoich utraconych ludzi.

Cóż więc ten fragment znaczy?
Jeśli nie chodzi tutaj o utratę zbawienia to, o co chodzi?  Kluczem do znalezienia odpowiedzi jest zadanie pytania o drugą połowę 6 wersetu, który mówi, że oni „ponownie krzyżują Chrystusa”. To właśnie w takich przypadkach przydatny jest kontekst. Spójrzmy teraz na rozdział 5, aż do pierwszych dwóch wersów 6-go. Współczesna parafraza tego mogłaby wyglądać tak:
„OK, dość już rozmawialiśmy o prostych sprawach dotyczących zbawienia, ponieważ moglibyśmy o tym mówić i mówić, o zmartwychwstaniu, o sądzie wiecznym, o wkładaniu rąk itd. Mamy jednak głębsze rzeczy do przedyskutowania po to, abyście mogli w widoczny sposób wzrastać w swym chrześcijańskim marszu”.  Ważne jest pamiętać o tym, do kogo ten list został napisany. Odbiorcami byli żydowscy wierzący, (jak stanowi tytuł listu), grupa ludzi, która miała poważne problemy z pozbyciem się koncepcji zbawienia przez uczynki, ponieważ było to coś w czym oni wszyscy wzrastali. Autor błaga Żydów: Jezus zapłacił cenę za wasze grzechy Swoją śmiercią, teraz przyjmijcie to i idźcie dalej. Istota: ten fragment mówi o chrześcijaństwie nastawionym na  przedstawienia (występy, odgrywanie…), systemie myślenia, którego my wszyscy musimy się wystrzegać, aby nie popaść w nie.

Przykład:
Spójrzmy na taki współczesny przykład. Załóżmy, że jedziemy gdzieś w upalny letni dzień i decydujemy, że trzeba się w jakiś sposób ochłodzić. Widzimy znak przydrożnej restauracji,  wchodzimy tam i każdy dostaje porcję lodów. Oferuję, że zapłacę za oba.
Gdyby tak się faktycznie stało, jak opisałem, to prawdopodobnie przyjąłbyś moja ofertę jako wyraz przyjaźni i podziękowałbyś mi, po czym dalej ruszylibyśmy w swoich sprawach. Lecz gdybyś miał przyjąć mój bezpłatny dar po czym wróciłbyś i usiłował mimo wszystko zapłacić kelnerowi za to, za co już zapłaciłem, unieważniłbyś cel, niwecząc mój dar dla ciebie.

Pomyślałbym sobie: „Co za głupek! Po prostu zmarnowałem na niego pieniądze. W porządku, z pewnością już więcej mu nie postawię. Zrobiłem to raz i wystarczy”. O tym właśnie mówi część wersetu 6, gdy wspomina o ponownym krzyżowaniu Jezusa. Nie musimy potykać się o nasze własne  uczynki, czy działanie, ponieważ Jezus już zapłacił za nasze zbawienie.To już załatwione! Skończone! Daj spokój z płaceniem za swoje lody!

Autor mówi w pierwszym wersie (B.W-P): „Dlatego przejdźmy już od owych pierwszych założeń nauki Chrystusa do tego, co bardziej doskonałe…

Innymi słowy, przestańmy już kręcić się wokół tego, że to wiara, a nie uczynki daje wam zbawienie. Porozmawiajmy o tym, jak teraz, gdy już staliście się dziećmi Bożymi, wzrastać w Chrystusie.

Autora listu do Hebrajczyków niepokoiło to, że niektórzy z nich po przyjęciu zbawienia jako darmowego daru, popadli w stare sposoby myślenia, że uczynki zbawiają i właśnie to „odpadanie” jest wspomniane w wersie 6. Autor ostrzega ich (i nas), że gdy raz ktoś pojmie ideę zbawienia jako daru po czym ponownie pozbywa się tego, to taka osoba będzie miała wielkie trudności we wzroście w Chrystusie.

W porządku, ale co ze „spaleniem”?
Wers 8 zawiera słowa, które mogą prowadzić do myślenia, że autor mówi o tutaj o piekle. Słowo, o którym wspominam to „spalenie”.  Faktem jest, że nie zawsze, gdy Biblia odnosi się do palenia, ma to do czynienia z wiecznym potępieniem. Mam kilka przykładów, lecz jeden z nich, który tutaj najlepiej pasuje znajduje się  w  1 Kor 3:12-15:  „I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego budowla wzniesiona na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę; sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień”.

Istotą jest tutaj to, że człowiek nadal jest zbawiony. Jest wiele innych fragmentów, co do których chrześcijanie mogą się nie zgadzać, lecz nie ma żadnej innej metody zinterpretowania „lecz on sam będzie zbawiony...” inaczej jak przez stwierdzenie, że ciągle jest zbawiony. Oto mamy wyraźny przykład tego, że spalanie jest w pewien sposób związane z kimś, kto jest ciągle zbawiony.

Ten fragment z właściwie zrozumiany może spowodować ogromne zmiany. Jeśli chcesz więcej na ten temat to zdecydowanie polecam książkę napisaną przez Rich’a Howard’a i Jamie Lash „This Was Your Life”. Wydaje się, że Bóg dał p. Howardowi sen o Tronie Sądu Chrystusa, gdzie będą osądzone dzieła wszystkich wierzących i celem nie będzie zbawienie lecz odpłata. Możesz poczytać o tym na www.lifegivingwords.com

Ten fragment odnoszący się do naszej dyskusji mówi o tym, że „spłonięcie” z Hebr 6:8 nie mówi o tym, że wierzący pójdzie do piekła z powodu upadku. Mówi, jednak, o tym, że o wierzącym, którego widzimy wwersecie 5.

Posumowanie
Zamiarem autora tego fragmentu Listu do Hebrajczyków było to, że ci z pośród nas, którzy spróbowali tego, co Pan oferuje, nie dali się złapać w myślenie, że nasze uczynki zbawiają nas, ponieważ jest to policzek w twarz Tego, który za nas umarł. Raczej, powinniśmy się koncentrować jako wierzący na dojrzewaniu, abyśmy mogli lepiej Go reprezentować.

Niestety, cała idea „chrześcijaństwa obowiązków” jest bardzo popularna w chrześcijańskim myśleniu. Prawdą jest, że niemal większość wierzących mówi, że wierzą w zbawienie jak darmowy dar, lecz większość z nas od czasu do czasu popada w pułapkę wiary, że możemy pozyskać więcej miłości Bożej przez działanie i ryzykujemy stan naszej relacji z Nim,opierając ją na naszym działaniu.

Bóg nie lubi naszych upadków, lecz jeśli nie upadamy to tylko dzięki Niemu i zdolnościom, które On w nas wkłada, a które uzdalniają nas do tego, aby iść do przodu w chrześcijańskim życiu. Wyjdź z pułapki zamartwiania się o to jaki efekt mogą mieć twoje działania na zbawienie, dziękuj każdego dnia Bogu za Jego darmowy dar i staraj się być coraz bardziej do Niego podobny, powiedz też braciom dobrą nowinę!раскрутка