1 marca
„Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego…” (Luke 10:42).
To dobrze znane słowa Jezusa skierowane do jego drogiej przyjaciółki, Marty. Jezus często spędzał czas w domu Marty, Marii i Łazarza. Byli bardzo dobrymi przyjaciółmi i cieszyli się ze wspólnie spędzanego czasu. Metaforycznie rzecz ujmując, każdy z tej trójki jest obrazem innego rodzaju relacji z Jezusem, a wszyscy troje są dobrze znani w ramach religijnych kręgów zarówno wówczas, jak i dziś. Spójrzmy dziś na Martę.
Marta zajmuje się rozsądnymi rzeczami, jest gościnna, czego od niej kultura oczekuje, „usługuje”. Zachodni fundamentalizm stawia bardzo wysoko „służenie Panu” i, podobnie jak u Marty, stanowi to zakłócenie dla o wiele większych rzeczy, co, niestety, może być zamierzonym celem.
Zajmuje się wielu rzeczami, zatem jest nieobecna dla wielu rzeczy, ponieważ to, w jaki sposób robisz jedną rzecz, tak robisz wszystko. Obecność jest obecnością, Jezus rzuca jej wyzwanie na ludzkim, zwykłym oraz codziennym poziomie, ponieważ tak samo będzie postępowała na duchowym poziomie.
Marta nie jest świadoma siebie, swoich uczuć wobec innych, w tym Marii i Jezusa. Jest rozżalona na Marię za to, że nie „służy Panu” i rozżalona na Jezusa za to, że nie wymaga od niej, aby „służyła Panu”. Nie jest świadoma swej potrzeby bycia potrzebną, zauważoną i docenioną. Tego rodzaju koncentracja na sobie, egoistycznej służbie jest „dobrocią”, która niczego dobrego nie robi. Jeśli nie była świadoma siebie, nie mogła być otwarta i świadoma wobec nikogo innego w jakikolwiek sposób. Dokładnie w taki sam sposób ewangelicy nie są świadomi swej własnej postawy osądzania, nieprzebaczenia. Wydaje im się, że, gdy stoją na ulicy z Biblią i wykrzykują „nawróć się lub spłoń” (dosł.: turn or burn), czy jakąkolwiek mniej ekstremalną wersję tego, to czynią coś dobrego dla Boga.
Continue reading

