Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Zasada poddania

Chip Brogden

05 stycznia 2010

W codziennym życiu natrafiamy stale na takie sytuacje z którymi nie możemy sobie poradzić przy pomocy naszej własnej siły czy mądrości. Potrzebujemy wzmocnienia i mądrości, które pochodzą z Góry, spoza nas, które przychodzą z Innej naszej strony, a jednak podnoszą się wewnątrz nas.

Jeśli faktycznie jesteś narodzony na nowo, przeżyłeś to co najmniej raz w życiu, co najemnej w jednej dziedzinie życia. Co najmniej raz przyznałeś, że nie możesz zbawić siebie, więc poddałeś się Chrystusowi i zaufałeś Jemu, że zrobi w tobie i przez ciebie to, czego ty nie możesz sam z siebie zrobić. Takie poddanie było w istocie „wzięciem Krzyża” jeśli chodzi o zbawienie siebie. Umarłem dla sprawy zbawiania samego siebie, nie mogę siebie zbawić; a ponieważ nie mogę, nie będę próbował. Będę ufał wyłącznie Życiu Pana, że wykona to, o czym ja dowiedziałem się (wreszcie!), że nie jestem w stanie zrobić. To oznacza „uchwycić Krzyż” w dziedzinie zbawienia. Widzimy to wtedy, gdy śmierć dla Siebie jest całkowita i zupełna, to jest wtedy, gdy przestajemy starać się zbawić siebie i rzucamy się w ramiona łaski Bożej, a wtedy Bóg wzbudza nas z martwych. To, co było wcześniej niemożliwe, teraz jest osiągane przez Boga. Jesteśmy wdzięcznymi odbiorcami Jego łaski, a On przyjmuje wszelką chwałę i cześć, ponieważ my nie zrobiliśmy z naszej strony niczego, a On zrobił wszystko. To jest zasada Krzyża.

Nie ma żadnego znaczenia jaka to sytuacja, Krzyż wystarcza. Jeśli Krzyż jest mocą Bożą ku zbawieniu to Krzyż jest również mocą Bożą ku twoim relacjom, twojemu duchowemu wzrostowi i rozwojowi, celowi twego życia, twojej zachęcie, wzmocnieniu, zwycięstwu nad wszystkim, co utrudnia i hamuje i co staje przeciwko tobie. Pewnego razu w życiu dowiedziałeś się tego, że nie możesz zbawić samego siebie; to było dzieło Krzyża. Teraz, przyjmij dzieło Krzyża i naucz się tego, że jak nie mogłeś zbawić siebie samego, tak też nie możesz kochać Boga, kochać bliźniego, przebaczać tym, którzy zgrzeszyli przeciwko tobie, wypędzać demonów i być odważnym świadkiem Chrystusa czy wypełnić swego przeznaczenia swymi własnymi siłami. Podobnie jak już raz złożyłeś zaufanie w Chrystusie, że cię zbawi, tak teraz musisz zaufać Chrystusowi, że będzie żył przez ciebie każdego dnia. Podobnie jak polegasz na Chrystusie co do zbawienia, tak też musisz stale polegać na Chrystusie co do wszystkiego innego.

Jak przyjęliście Jezusa Chrystusa Pana,… ” – to jest Brama. „Tak w Nim chodźcie” – to jest Droga. Jeśli możesz przyznać się do porażki, jeśli możesz poddać siebie Bogu w dziedzinie „zbawienia” to możesz (i powinieneś) zrobić dokładnie to samo w każdej innej dziedzinie twojego życia. Chodź w Nim tak, jak Go przyjąłeś: przez bezwarunkowe poddanie się Jego Woli, Jego Celowi, Jego Mocy, Jego Panowaniu. Uchwyć się Krzyża! Im wcześniej tym lepiej!

Gdy przestajemy robić to, z czym nie możemy sobie poradzić, On zaczyna to robić. Jest to owoc wydawany przez zrodzonych na nowo. Nasze uczynki zupełnie nie są uczynkami religijnym, są to po prostu uczynki Tego, Który żyje teraz w nas. Gdy przestaniemy się zmagać i poddamy się ukrzyżowaniu, wtedy On wkracza z mocą i chwała, aby wzbudzić nas z martwych. Właśnie to oznacza być chrześcijaninem i uczniem Jezusa.

Przyszedł do mnie kiedyś pewien brat, który bardzo cierpiał z powodu pewnego złego nawyku. Próbował wszystkich możliwych znanych sposobów, aby przełamać go. Sprawdził wszystko. W pierwszej kolejności próbował wszystkich „chrześcijańskich” leków: modlitwy, postu, związywania i uwalniania, egzorcyzmu i pozytywnego wyznawania. Przysięgał Bogu i straszył samego siebie okropnymi konsekwencjami, które miały nastąpić, jeśli złamie przysięgi, lecz je łamał. Kiedy te wszystkie próby zajęcia się problemem duchowo zawiodły, próbował środków psychologicznych: wizualizacji, poradnictwa, psychoterapii, kursów samopomocy, leków naturalnych, przepisywanych przez lekarzy i bywał na wykładach motywacyjnych mówców. Nosił nawet gumową opaskę na nadgarstku, aby strzelać sobie w skórę za każdym razem, gdy jego myśli zaczynały wędrować w bok. W ten sposób (tak mu mówiono) ból będzie przerywał schemat myślowy i zostanie „trzaśnięty” z powrotem do rzeczywistości. Oczywiście ta opaska nie była skuteczna, a tak naprawdę zupełnie nic nie działało. Właśnie w takim stanie przyszedł do mnie.

„Próbowałem już wszystkiego, nie jestem w stanie złamać tego nawyku! Co jeszcze mogę zrobić? ” – zapytał.

„Pozwól, że powtórzę to, co właśnie usłyszałem. -odpowiedziałem. -Powiedziałeś, że nie możesz przełamać tego nawyku”.

Kiwnął głową.

„Po czym zapytałeś: 'Co jeszcze mogę zrobić?”

Znowu kiwną głową.

„Posłuchaj tego, co mówisz. Powiedziałeś: 'Nic nie mogę…. co jeszcze mogę zrobić?”

Nadal nie rozumiał, więc próbowałem wyjaśnić.

„Mówisz tak: „nie mogę, nie mogę, nie mogę,..” i równocześnie na tym samym oddechu pytasz „Co jeszcze mogę zrobić?” Odpowiedź jest prosta: nic. Nie więcej nie możesz zrobić. Zrobiłeś już wszystko. Jeśli więc naprawdę wierzysz, że nie możesz nic zrobić to przestań wreszcie próbować coś zrobić. Za każdym razem, gdy próbujesz, wyrażasz w ten sposób przekonanie, że ciągle coś możesz zrobić. Najwyraźniej nie możesz”.

Pomyślał nad tym i powiedział: „Tak, lecz jeśli przestanę próbować to na pewno ta słabość pokona mnie całkowicie”. Odpowiedziałem: „Już jesteś pokonany. Teraz musisz przyznać się do porażki, abyś mógł zwyciężyć. Co chcesz pokazać tym cały staraniem? Nic, tylko same zniechęcające porażki. Czy widzisz to, że jeśli nie możesz, to całe twoje zmaganie jest bezcelowe? Jeśli nie jestem w stanie podnieść 1500 kg to w ogóle nie powinienem próbować. A ten nawyk to 15.000 kilogramów. Możesz je podnieść? Ciągle uważasz, że możesz? Zatem Bóg pozwoli ci na kolejne próby podnoszenia i będzie czekał aż przestaniesz próbować. Wcześniej czy później musisz nauczyć się tego, aby nie walczyć z tym, czemu nie możesz dać rady. Celem tych licznych upadków jest nauczenie cię jednego: nie możesz. Jeśli nauczysz się tej lekcji, wtedy warto było upaść tysiąc razy. Jeśli rzeczywiście nauczyłeś się tego tym razem to idź do Boga i powiedz Mu, że rezygnujesz. Powiedz Mu, że próbowałeś zrobić to po swojemu, lecz jesteś bezsilny. Idź do Krzyża, niech umrze w tobie wszystko, co się wiąże z tą sprawą i patrz, co Bóg z nią robi”. Myślał nad tym i nie bardzo chciał się zgodzić ze mną, lecz jego własne doświadczenie dowodziło, że im bardziej próbował, tym częściej upadał. Wtedy coś się stało. W końcu zobaczył: nie ma żadnego pożytku z podejmowania prób wykonania czegoś, czego zrobić nie mógł.

„Nie mogę, – powiedział. – więc nie będę!” Zajaśniała mu nowa nadzieja, zobaczył, że „Co niemożliwe dla człowieka, możliwe jest dla Boga” (Łk. 18;27). Lecz teraz zrozumiał: aby Bóg mógł zrobić to, czego nie może człowiek, najpierw ten człowiek musi to sobie uświadomić! Po raz pierwszy zobaczył, że Bóg może zrobić więcej dla niego w ciągu pięciu sekund jego „poddania” niż on sam mógłby zrobić dla siebie przez całe życie „próbowania”.

Pomodliliśmy się więc wspólnie jakoś tak: „Panie, dziś jestem skończony. Rezygnuję. Próbowałem wszystkiego i nic nie było skuteczne. Jest to dla mnie niemożliwe, lecz nie dla Ciebie. Z Tobą wszystko jest możliwe! Tak więc, powierzam Tobie, abyś zrobił to, czego ja nie mogę. Jeśli Ty to zrobisz, ja zwyciężę; jeśli Ty tego nie zrobisz, będę pokonany na wieki. Po prostu tak jak ufam Ci co do zbawienia, tak ufam Ci co do pokonania tego nawyku. Ja nie mogę, lecz Ty możesz”.

Nie zdając sobie z tego sprawy ten brat uchwycił się Krzyża. „Umarł” dla wszystkich swoich starań, a Bóg „wzbudził go z martwych” przez wspaniałe uwolnienie.

Uchwycenie się Krzyża nie jest jednorazowym aktem, lecz jest to codzienna postawa, przez którą mówisz, że znasz swoją niewystarczalność i wiesz, że Chrystus wystarcza. Jezus mówi nam, abyśmy braku Krzyż „każdego dnia” (Łk. 9:23), a Paweł pisze; „tak ja umieram każdego dnia” (1Kor. 15:31). Ponieważ każdego dnia spotykamy się z pokuszeniami, próbami i sprawdzianami, musimy codziennie potwierdzać kim jesteśmy w Chrystusie: ukrzyżowana, martwa, pogrzebana, wskrzeszona z martwych, zabrana w górę i posadzona Winorośl ukrzyżowanego, zmarłego, pogrzebanego, wskrzeszonego z martwych, zabranego w górę i zasiadającego (na wysokości) Krzewu Winnego. Jako uczniowie bierzemy codzienne Krzyż, co oznacza, że zawsze jesteśmy w stanie poddania się i uległości Panu Jezusowi, nieustannie wyrzekając się własnych dróg na rzecz Jego Drogi. To poddawanie się z chwili na chwilę Jemu zostało podsumowane w powiedzeniu: „Nie ja, lecz Chrystus” (Gal. 2:20 in.)

сайта

Przechodźmy ponad wiarę ku doświadczeniu

Logo_McGatlin

Ron McGatlin

Żyjemy w bezprecedensowym okresie wypełnienia zbawienia. Przemiana świata w królestwo niebios na ziemi jest przed nami. Życie według wzoru pochodzącego ze Świętego Miasta, z Nowego Jeruzalem, od Oblubienicy zstępuje z duchowych niebios do duchowej rzeczywistości na ziemi i manifestuje się w życiu dojrzewających synów Bożych.

To, co obiecywane i widziane w wierze przez ludzi Bożych w całej biblijnej historii zaczyna się przejawiać w Bożym czasie, w który weszliśmy. 11 rozdział Listu do Hebrajczyków wylicza wielu Bożych ludzi, którzy byli przed nami, którzy przez wiarę dokonali wielu cudownych Bożych dzieł i zapłacili wielką cenę prześladowań i cierpienia. A jednak, oni nigdy nie doczekali się wypełnienia obietnicy (Hbr. 11:38). Uchwycili się pewności nadziei, którą teraz zaczynają przeżywać tłumy dojrzewających synów Bożych. Wiara i nadzieja są bardzo ważne dla produktywnego i użytecznego życia.

Może nie wszyscy czytelnicy są świadomy tego, że nowotestamentowe słowo „nadzieja” nie ma takiego samego znaczenia, jakie jest obecnie w powszechnym użytku, czyli coś w rodzaju pobożnego życzenia, mrzonki czy czegoś wątpliwego na zasadzie: 'może kiedyś’.  W Biblii najczęściej ma ono znaczenie pełnego przekonania czy zdecydowanego wyczekiwania. Wiara doprowadza do urzeczywistnienia się nadziei. W Hebr. 11:1 czytamy, że „wiara jest pewnością (ang.: substancją – przyp.tłum.) tych rzeczy, których się spodziewamy, przekonaniem o tym, czego nie widzimy„.

Boże duchowe sprawy mogą być zrozumiane przez wiarę. Hbr. 11:3: „Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk„. Przez wiarę dokonuje się wielkich dzieł Bożych. Mat 17:20: „A On im mówi: Dla niedowiarstwa waszego. Bo zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie”.

Co jest poza wiarą?

Pewność nadziei co do obietnicy Bożej spełnia się w doskonałym dziele wiary.

Gdy wiara i pewność nadziei wykonają swoje dzieło, spełniona obietnica staje się w życiu wierzącego rzeczywistością na tym świecie. To, co pochodzi z rzeczywistości nadnaturalnej, staje się rzeczywistością w naturze i w tym momencie, wiara i pewność nadziei nie są już potrzebne, ponieważ to, co do tej pory było widziane oczyma wiary przez Ducha, staje się doświadczeniem w naturalnej rzeczywistości.

Rzm. 8:24: „… nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi?

Niemniej, przez to, że obietnica się wypełniła i jest widoczna w fizycznej naturze, to co się spełniło nie istnieje w jakiś sposób „bardziej” niż istniało wcześniej, gdy jeszcze było widoczne tylko w duchowej rzeczywistości. Duch Boży w duchowych niebiosach jest źródłem tego wszystkiego, co jest widoczne w naturze/stworzeniu.

Ponad wiarą jest spełnienie czy inaczej rzeczywistość doświadczenia. Doświadczenie jest owocem wiary i pewności nadziei obietnicy, słowa od Boga. To, co można zobaczyć i usłyszeć od Ojca przez Ducha Świętego przez Chrystusa Jezusa jest nasieniem. Doświadczenie jest dojrzałym owocem wiary i nadziei złożonych w ziarnie obietnicy.

Czym jest upragniony owoc żywota?

Jezus jest naszym Panem i przykładem dojrzałego synostwa. Był w intymny sposób związany z naszym Ojcem, mówił i czynił tylko to, co widział u Ojca i słyszał od Ojca. Wszystko, co mówił i czynił było obrazem Ojca na tym świecie (Jn. 14:9). Absolutnie nadrzędną cechą Ojca jest jego MIŁOŚĆ. BÓG JEST MIŁOŚCIĄ.

1Jn 4:8: Kto nie miłuje, nie zna Boga, ponieważ Bóg jest miłością.

Upragnionym owocem życia jest stałe przeżywanie miłości naszego Ojca, co w efekcie daje chodzenie Jego drogami: Jego sprawiedliwość, zasady Jego królestwa i dominację miłości na ziemi, jak to jest w niebie.

Wszystko, cokolwiek kiedykolwiek zobaczymy czy usłyszymy od naszego Ojca, co mówi lub czyni dla nas, manifestuje Jego miłość na tym świecie. Każde dzieło czy aktywność w biznesie, służbie czy jakiejkolwiek innej dziedzinie życia w czym bierzemy udział, ma być prezentacją tego, co mówi i czyni nasz Ojciec. Manifestowanie miłości naszego Ojca na ziemi to królestwo Boże. Gdy dopełniona jest miłość w nas, wtedy wiara i nadzieja wykonują swoją pracę. Wtedy dojrzewamy do miłości i nigdy więcej już nie jesteśmy jak pozbawieni ojca niewolnicy, lecz stajemy się dojrzałymi synami i współdziedzicami z Chrystusem Jezusem, żyjąc przez Ducha i chodząc w Duchu.

Chrystus Jezus, Duch Święty i Ojciec.

Zbliżające się objawienie prawdy królestwa odkrywa nasze braki i ujawnia nasze potrzeby. Wiele Bożych dzieci jest skupionych na przyjmowani i czczeniu Jezusa, co należy robić, lecz nie dotarło do pełnego poznania i intymnego połączenia z naszym Ojcem. Wielu widzi już przez Ducha to, że Jezus jest drogą a nasz Ojciec przeznaczeniem. Nie zostaliśmy jeszcze całkowicie przyłączeni do miłości naszego Ojca. Może wyobrażaliśmy sobie, że jest podobny do naszych ziemskich ojców, którzy słabo prezentowali miłość Niebiańskiego Ojca. Jak dzieci pozbawione ojca, brakuje nam pełnego przeżycia miłości Ojca, który kocha nas całkowicie i pragnie ponad wszystko inne, abyśmy Mu zwracali Jego miłość w czystej, świętej adoracji z całego serca.

Dojrzali synowie przeżywają pełną więź z Chrystusem Jezusem jako Zbawicielem, Panem i Królem. Łączą się z Duchem Świętym, jako Bogiem w pełni i są nasyceni dziełem Ducha. Podstawowe działania Ducha Świętego oświecają nasze wewnętrzne niedostatki i wyznaczają dzieła Chrystusa i Ojca, aby je nam darować i uzdalniać nas łaską. Bez Ducha Świętego nie możemy zostać przyłączeni i intymnie związani z Chrystusem Jezusem i naszym Ojcem. Jeśli odrzucimy jakąkolwiek część Boga, będziemy niepełni i niedojrzali.

Jezus Chrystus odkupuje nas i żyje w nas przez Ducha Świętego. Tylko przez Ducha Świętego jesteśmy w stanie doświadczać (znać) miłość naszego Ojca, która oczyszcza i całkowicie wypełnia nasze życie. Możemy całe nasze życie spędzić na religijnych uczynkach takich jak post, modlitwa czytanie Biblii, uczestnictwo w nabożeństwa i konferencjach, w Wieczerzy Pańskiej, płacąc dziesięciny, dając wielkie ofiary a nawet czyniąc wielkie dzieła dla Jego imienia. Jeśli jednak nie dojrzeliśmy do prawdziwego przeżywania miłości naszego Ojca, nie będzie z tego żadnej korzyści w tym życiu (1Kor. 13) (Mat 7:23).

Boża, bezwarunkowa miłość jest dostępna WYŁĄCZNIE u naszego Ojca, musi więc zostać przyjęta od Niego i przywłaszczona przez Ducha Świętego. Nie ma innego źródła. Wyłącznie przez Jezusa Chrystusa przez Ducha możemy osiągnąć dojrzałą miłość naszego Ojca i tylko wtedy możemy przekazać Ojcowską miłości światu, przemieniając ten świat w Jego królestwo.

1Kor 13:1-3:  Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże.

1Kor. 13:13: Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość.

Dążcie do miłości. Ona nigdy nie zawodzi a Jego królestwo jest wieczne.

Ron McGatlin

basileia@earthlink.netсайт

8 ostrzegawczych znaków toksycznej wiary

Logo_Grady

J. Lee Grady

28 lipiec 2009

Legalistyczna religia jest niebezpieczna. Oto w jaki sposób możesz wykryć i uniknąć trucizny religijnego ducha.

Elizeusz widział jak Eliasz wstępuje do nieba, po czym poszedł do Jerycha i uczynił swój pierwszy cud. Ludzi tego miasta dotknął poważny kryzys środowiskowy: woda była zatruta, prawdopodobnie z powodu siarki i innych chemikaliów, które spadły z deszczem na okolice Sodomy i Gomory wiele lat wcześniej. Ta trucizna wywoływała bezpłodność (p. 2Krl. 2:19-22), prawdopodobnie dotykała ludzi, zwierząt i roślinności. Elizeusz dokonał odważnego proroczego aktu. Wrzucił sól do wody i ogłosił: „Tak mówi Pan: 'Uzdrowiłem tą wodę, nie wyjdzie z niej odtą ani śmierć, ani poronienie” (w.21). To obwieszczenie spowodowało natychmiastowe oczyszczenie wody.

Sam Jezus mówił o tych toksynach jako o „kwasie faryzeuszy” (Łk. 12:1). Powiedział nam, że ten rodzaj faryzejskiej religii, który dobrze wygląda na zewnątrz, jest śmiertelny i zaraźliwy.

Ta zapomniana starotestamentowa historia obrazuje moc ewangelii. Przesłanie Jezusa Chrystusa uzdrawia nas, Duch Święty przynosi życie tam, gdzie panuje śmierć. On unieszkodliwia truciznę, która wywołuje duchową bezpłodność, On równoważy poziom Ph tak, że może następować duchowy wzrost i ożywienie.

Wszyscy chcemy się cieszyć zdrowym duchowym życiem, lecz smutną prawdą jest to, że wielu z nas jest bezpłodnych z powodu niebezpiecznych dodatków. Uwierzyliśmy w inną ewangelię, splecioną z legalizmem, religią zbudowaną na przedstawieniach i zbawieniu z uczynków, podczas gdy jedynie Chrystus jest źródłem wszelkiego życia.

Sam Jezus mówił o tych toksynach jako o „kwasie faryzeuszy” (Łk. 12:1). Powiedział nam, że ten rodzaj faryzejskiej religii, który dobrze wygląda na zewnątrz, jest śmiertelny i zaraźliwy.

Czy zostałeś już zainfekowany? Sam możesz sprawdzić sobie swoje PH według poniższej listy ośmiu cech charakterystycznych religijnego ducha.

1. Religijny duch postrzega Boga bardziej jako zimnego, odległego nadzorcę niż przystępnego, miłującego Ojca. Gdy opieramy swoje relacje z Bogiem na zdolności do wykonywania duchowych obowiązków, odrzucamy moc łaski. Bóg nie kocha nas dlatego, że modlimy się, czytamy Biblię, bierzemy udział w nabożeństwach i świadczymy, a jednak miliony chrześcijan uważa, że Bóg jest zły na nich, jeśli nie robią tych czy innych rzeczy. Wynik jest taki, że trudno jest im znaleźć prawdziwą intymność z Jezusem.

2. Religijny duch kładzie nacisk rzeczy zewnętrzne, aby pokazać innym, że Bóg go akceptuje. Oszukujemy sami siebie, jeśli wierzymy, że możemy zdobyć Bożą aprobatę przez stosowanie się do jakiegoś religijnego kodeksu ubioru, jakiejś szczególnej duchowej dyscypliny, stylu muzycznego czy nawet doktrynalnych pozycji.

3. Religijny duch rozwija tradycje i formuły, których celem jest osiągnięcie duchowych celów. Aby osiągnąć rezultaty, które może dać wyłącznie Bóg, zaczynamy ufać w liturgie, denominacyjną politykę czy stworzone przez ludzi programy.

4. Religijny duch jest pozbawiony radości, cyniczny i nadmiernie krytyczny. Może to całkowicie zakwasić dom czy kościół. Kiedy jednak jest wyrażana autentyczna radość i miłość, staje się to zagrożeniem dla tych, którzy stracili prostotę prawdziwej wiary.

5. Religijny duch jest pyszny i izoluje się, myśląc, że jego sprawiedliwość jest szczególnego rodzaju, i że nie wolno mu spotykać się z wierzącymi, którzy mają inne standardy. Kościoły, które pozwalają sobie na takie postawy, stają się elitarne i niebezpiecznie podatne na zwiedzenie i praktyki zbliżone do kultów.

6. Religijny duch rozwija surową, osądzającą postawę wobec grzeszników, pomimo że ci, którzy przyjmują tą truciznę, sami zazwyczaj zmagają się z grzesznymi nawykami, do których nie mogą się nikomu przyznać. Religijni ludzie rzadko kiedy oddziałują na niewierzących, ponieważ nie chcą, aby ich własne nadrzędne morale zostało przez nich splamione.

7. Religijny duch odrzuca postępujące objawienie i możliwość zmiany. To dlatego wiele kościołów nie ma żadnego związku z lokalną społecznością. Tak bardzo skupiają się na tym, co Bóg zrobił 50 lat temu, że utknęli w jakimś punkcie czasu i nie są w stanie ruszyć do przodu, gdy Duch Święty zaczyna udzielać nowego zrozumienia. Kiedy religijne grupy nie zgadzają się na zamianę zgodnie z nowymi poleceniami Boga, stają się „starymi bukłakami” i Bóg musi znaleźć bardziej elastyczne naczynia, które chcą przyjąć zmianę.

8. Religijny duch prześladuje tych, którzy nie zgadzają się z opartymi na własnej sprawiedliwości poglądami i wpada w złość, gdy przesłanie łaski podkopuje jego religijność. Rozgniewany religijny człowiek będzie używał plotki i oszczerstwa do atakowania charaktery innych ludzi i może nawet sięgnąć po przemoc, aby dowieść swego. Jezus ostrzegał Swoich uczniów: „Nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą” (Jn 16:2).

Jeśli trucizna religii zatruła twoje chodzenie z Bogiem, proś Bo, aby wlał świeże zrozumienie Łaski do twego bezpłodnego ducha i spodziewaj się, że Jego nowe życie przepłynie przez ciebie.

J. Lee Grady is editor of Charisma. You can follow him on Twitter at leegrady.

система оптимизации сайта

2010 LEPSZA DROGA

Kriston

Kriston Couchey

STRACIĆ WŁASNA WOLĘ

W godzinie przemiany Ojciec wzywa Swoich ludzi, aby umarli. Jesteśmy powołani do śmierci dla naszych własnych sposobów, myśli, postaw i działań. Jest to wezwanie do uśmiercenia własnej woli i własnych dróg, po to, abyśmy tu na ziemi stali się w pełni podobni do Chrystusa. Paweł napisał: „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus”. Nie jest to rok działania DLA Chrystusa czy pytania się o to „Co zrobiłby Jezus?”, lecz jest to rok, w którym będziemy robić to, co ON robi TERAZ, ponieważ On to robi i robi to przez nas. Ojciec nie wymaga od nas, abyśmy żyli swoim życiem dla Niego. Ojciec chce, aby abyśmy umarli ponieważ wtedy Jego Życie będzie mogło się manifestować przez nas.

Jak to się stanie? Czy postanawiamy naszym aktem woli być niewolnikami woli Bożej i wykonać wszystko, wiernie przestrzegać własnym staraniem i siłą każdego przykazania? W tej godzinie musimy zdecydować się na całkowitą utratę naszej woli i wykonywanie wyłącznie Jego woli, lecz syn niewolnicy nie posiada żadnego dziedzictwa w przeciwieństwie do syna wolnej. Nie bądź synem niewolnicy.

2010 LEPSZA DROGA

Niewolnik nie ma pojęcia o tym, co robi jego pan i służy tylko z obowiązku i według wymagań, aby wypełnić przykazania swego pana. Ojciec nie powołuje nas na niewolników, lecz na synów. Słudzy są posłuszni prawu Pana, synowie zaś wypełniają prawo Pana, ponieważ posiadają serca Ojca. Stają się sługami Miłości, którzy dobrowolnie składają swoje życie; tak samo jak Syn Miłości zrobił to 2000 lat temu. Jezus dał nam nowe przykazanie, abyśmy się Miłowali nawzajem i w ten sposób wypełniamy prawo i proroków. Możesz iść za Bogiem, bo musisz, ale też możesz stać się spełnieniem Bożych pragnień, ponieważ masz takie same pragnienia.

Na ten rok, jak dotąd, mam tylko jedno zadanie: odrzucić wszystkie moje namiętności/pasje i odpocząć w Miłości Ojca.

Kriston Coucheyраскрутка сайта

Zacznij rok 2010 ze świeżą wiarą

Logo_Grady

06 stycznia 2010

J. Lee Grady

Wiekowy już Oral Roberts mawiał: „Oczekuj cudu”. To dobra rada na wejście w ten nowy okres.

Gdy zielonoświątkowy ewangelista mający dar uzdrawiania, Oral Roberts, zmarł kilka tygodni temu, byłem zdumiony tym, że niektórzy chrześcijanie rzucili się na jego spuściznę tak szybko. Nie poczekali nawet kilku dni, aż rodzina i przyjaciele odbędą żałobę. O ile Billy Graham – prawdziwy chrześcijański gentleman – przekazał kilka uwag na temat Robertsa, łowcy herezji potępili go jak szarlatana.

Oprócz tego, że byli niewiarygodnie nieprzyzwoici, ich ostry osąd był niesprawiedliwy. Wiem, że Roberts popełnił wiele błędów podczas swej 60cio letniej służby, ale jestem wdzięczny za to, że miał odwagę wierzyć Bogu co do rzeczy niemożliwych. Był pionierem w wykorzystaniu telewizji, dzięki której mógł dotrzeć z Chrystusem do milionów w latach 60tych. Zbudował popularny chrześcijański uniwersytet i wbrew opozycji rzucił wyzwanie kościołowi, aby uwierzył w boskie uzdrowienie.

„Zachęcam was, abyście wchodząc w 2010 rok spisali sobie każdą jedną obietnicę, którą Bóg dał wam ze Słowa”.

Roberts nie był jakimś wyrafinowanym facetem; mężowie wiary rzadko kiedy są tacy. Urodził się w ubóstwie i jego pierwsze lata służby nie były olśniewające. Pewien zielonoświątkowy kaznodzieja uświęcenia, który żył w latach 30tych mówi, że pamięta, gdy Oral i Evelyn Roberts przeprowadzili się z Goergia do Oklahoma. Wszystko, co posiadali przywiązali z tyłu samochodu wzorując się na wierze pionierów, która wymaga ofiary i pokory.

Intrygujące jest dla mnie to, że Roberts zmarł dokładnie w chwili, gdy wchodzimy w nową dekadę. Jego śmierć, 15 grudnia, reprezentuje przemijającą erę. Pionierzy współczesnego ruchu charyzmatycznego odchodzą a to pobudza mnie do myślenia z pewną troską o tym, czy jesteśmy uzbrojeni w wiarę, która jest konieczna do wytrwania.

Nigdy nie utożsamiałem się z ruchem wiary, pomimo że słuchałem przesłań Kennetha Hagin’a i Norvela Hayes’a, gdy miałem 20 lat. Odwróciłem się, gdy pewni kaznodzieje wiary zaczęli tak bardzo skupiać się na finansowym powodzeniu, że stali się materialistami i manipulowali przy zbieraniu składek. Nie kupiłem filozofii „nazwij to i weź to” („name it and claim it”), ponieważ nie wierzę, że muszę ograniczać moją relacje z Bogiem do jakiejś formuły. Martwiło mnie to, gdy zwolennicy przesłania wiary zaczęli twierdzić, że nie możemy przyznawać, że jesteśmy chorzy czy kiedy mamy zły dzień. To nie jest wiara; to wypieranie się.

Chcę, aby w moim życiu, i jestem pewien, że tobie również na tym zależy, była obecna prawdziwa wiara. Paweł powiedział do Tymoteusza: „Celem tego, co przykazałem jest miłość płynąca ze czystego serca i dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej” (1Tym. 1:5 wg wersji ang.). Słowo „szczera wiara” (tu: nieobłudna -przyp.tłum.) jest w Biblii Króla Jakuba przetłumaczona jako: „niekłamana”. Oznacza to coś czystego, rzeczywistego i nieukrywanego. Nie jest udawana i nie jest zmieszana z cielesnością.

Częsciowo to, co nazywaliśmy w przeszłości wiarą było zmieszane z chciwością i egoizmem. Jeden z kaznodziei prosperity zachęcał swych uczniów, aby nosili T-shirty z napisem:”I WANT MY STUFF” (CHCĘ TEGO, CO MI SIĘ NALEŻY). Taka niedojrzała postawa jest słabym przykładem biblijnej wiary. Prawdziwa wiara, szczera rozmaitość, skupia się na królestwie Bożym, a nie na sobie. Wrasta ona mocno do wnętrza człowieka, gdy słucha obietnic Słowa Bożego, po czym buduje swoje życie na duchowej rzeczywistości.

Zaczynając rok 2010 wziąłem się za badanie życie Abrahama. Czytałem wielokrotnie wersy z Księgi Rodzaju, Listów do Rzymian, Hebrajczyków i Galacjan, które opisują podróż tego męża, którego nazywamy „ojcem naszej wiary”. Abraham udowodnił nam, że jeśli chcemy podobać się Bogu, musimy Mu uwierzyć; musimy cierpliwie ufać w Boży plan wydarzeń, a nie wprowadzać własny i naciskać na jego wykonanie.

Zachęcam was, abyście wchodząc w 2010 rok spisali sobie każdą jedną obietnicę, którą Bóg dał wam ze Słowa. Może modlisz się o lepszą prace, otwarcie drzwi służby czy duchowy zwrot w twoim kościele. Być może prosisz Boga o odnowienie rozbitej relacji czy sprowadzenie syna marnotrawnego do Pana. Być może jesteś jednym z tych tysięcy Chrześcijan, którzy modlą się i poszczą w tym miesiącu o duchowe przebudzenie naszego kraju. To będzie wymagało wiary!

Jakiekolwiek wyzwania rzuca ci życie w twarz, uchwyć się Bożego specyficznego słowa skierowanego do ciebie. Czytaj je, rozważaj i ogłaszaj. A gdy pojawią się drapieżniki wątpliwości, które przychodzą, aby ukraść ci te obietnice, stań zdecydowanie i przegoń je. Pamiętaj, że z Bogiem nie ma rzeczy niemożliwych.

Oral Roberts mawiał do swoich słuchaczy: „Oczekuj cudu”. Wierzę, że jest dobra rada dla nas na dzisiaj. Niech pojawi się w twoim sercu święte oczekiwanie. Bóg zaopatrzy cię w świeżą wiarę, abyś mógł stanąć naprzeciw każdego wyzwania w tym roku.

J. Lee Grady jest wydawcą magazynu Charisma.

You can find him on Twitter at leegrady. You can check out our scrapbook of Oral Roberts here.

продвижение

Znajdź zadanie

Hall Dudley

07 grudnia 2009

Objawiłem imię Twoje ludziom, których mi dałeś ze świata” Jn. 17:6a

Często mówimy o naszych wysiłkach, aby uwielbić Boga; Jezus dokładnie wiedział, czego trzeba, aby to osiągnąć: „… dokonałem dzieła, które mi zleciłeś, abym je wykonał” (Jn. 17:4). Teraz pokazuje co to było za zadanie: został posłany, aby imię Boże nabrało rzeczywistego i jasnego znaczenia.

Od popełnienia grzechu w Ogrodzie ludzkość po omacku szukała prawdziwej natury Boga. Gdy nastąpiło wyobcowanie, Adam i Ewa zaczęli bać się Boga, którym cieszyli się od chwili stworzenia, stracili rozeznanie co do Jego prawdziwej natury. Ich potomkowie swoje zamieszani i odtworzyli tysiące swoich wyobrażeń o naturze Boga w religijnych refleksach. Usiłowali przypodobać się Jemu, składając ofiary ze zwierząt, a nawet swych własnych dzieci, starali się podejść do Niego budując potężne gmachy, które miały symbolizować Jego znakomitość, usiłowali odtworzyć Jego obecność formułując bałwany z metalu i drewna. Wymyślali historie o Nim, aby przekonać swoje dzieci do właściwej formy oddawania czci temu nieznanemu i niewidzialnemu bogu.

Gdy przyszedł Jezus objawił prawdziwą naturę Boga: ON JEST OJCEM. Oto przyszedł Syn, który żył przed nimi, jako Syn związany z Ojcem. Pokazał im pokój, jaki taka relacja daje, pokazał przekonanie, jakie syn może mieć, jeśli tylko wie, kim jest rzeczywiście jego ojciec.

Objawiając prawdziwe imię Ojca, Jezus również objawił prawdziwą naturę życia na ziemi. Tu nie chodzi przetrwanie, zarabianie, zdobywanie, zwyciężanie i umieranie, lecz istota życia ukryta jest w intymności z Ojcem i w partnerstwie z Nim. Wymaga to przyjaźni bez strachu i dzieła bez zasługi. Jezus pokazał, że Bóg miał właśnie to pierwotnie na myśli, gdy stworzył ludzkość na ziemi. Celem dla wszystkich było to, aby żyli świadomi obecności Ojca i znaczenia swej pracy w Jego sprawach. Wszystko inne jest życiem zmarnowanym.

Jak się to ma więc do naszego zadania? My również zostaliśmy powołani do tego, aby objawiać Jego imię tym, którzy zostali nam dani. Możemy to zrobić. Po pierwsze: rozpoznajmy tych, którzy zostali nam dani. Może nie być ich wielu, jednak prawdopodobnie będzie ich tylu, ilu miał Jezus, zwyczajnie zostało Mu przydzielonych dwunastu mężczyzn. Jezus mógł umrzeć, wiedząc, że dał im świadomość prawdziwej natury Boga. Jego śmierć i zmartwychwstanie miały dokończyć dzieła objawienia, po czym miał przyjść Pomocnik, którego zadaniem było nadać sens tym wydarzeniom. Otrzymaliśmy w darze wielu ludzi, żyjących wokół nas, a celem tego jest, abyśmy objawili im Jego imię. Czynimy to przede wszystkim żyjąc życiem syna. Jeśli nie demonstrujemy tego, oni nic nie zrozumieją. Jeśli nasze życie jest zgodne z tym, co głosimy to będzie ono owocować przemianą wielu.

Nie trać dużo czasu na zamartwianie się o jakąś szczególną pozycją, którą masz zająć. Jeśli nie objawiasz Jego imienia to i tak nie ma znaczenia. Jeśli objawiasz Jego imię to niemal w każdym miejscu jest to ważne. Bądź pewny tego, że On umieści cię we właściwym miejscu, jeśli ty dostosujesz się do Jego celu tam, gdzie jesteś.

продвижение сайтов в топ 5