Stan 23/24.09.2019

Stan Tyra
23 września

W Ewangelii Jana 1:35 – 39 znajduje się opowieść o Janie Chrzcicielu i jego dwóch uczniach, którzy zobaczyli przechodzącego nieopodal Jezusa.
Jan powiedział do uczniów: „Oto Baranek Boży”. Ci uczniowie poszli za
Jezusem, Po chwili, Jezus zatrzymał się, odwrócił i zapytał uczniów:
„Czego chcecie?” Odpowiedzieli: „Chcemy zobaczyć, gdzie mieszkasz”, na
co Pan odpowiedział: „Chodźcie, zobaczcie”. Poszli za Nim i spędzili
z Nim ten dzień.

Chcę wskazać na to, że ciekawość jest istotna dla duchowego spotkania.
Nigdy nie odkryjesz tego, czego nie chcesz szukać. Ci, którzy najbardziej bronią spraw duchowych, których nie ma ‘wykazanych’ w ich teologicznej księdze, nie należą do ludzi podróżujących wewnątrz. Nigdy nie podróżowali i w ogóle nie szukali. Chcą widzieć tylko to, co już
widzą. Zgadnijcie, co widzą?
Ciekawość prowadzi do nieoczekiwanych spotkań, które otwierają drzwi
do dalszego zaciekawienia . Jezus zapytał, czego chcą. Zwróć uwagę na to, że nie oni nie spodziewali się wielkich teologicznych odpowiedzi,
ani nie prosili o cud. Powiedzieli: ‘chcemy wiedzieć, gdzie mieszkasz”, co znaczy: „gdzie jest dom?”

Stale przypominam wam, że nic przemieniającego nie zdarza się bez
podróży. Jezus nie powiedział: „Mieszkam na 123 Ulicy w Galilei”, lecz: „będziecie musieli iść za mną do mojego domu”. Zazwyczaj wolimy po
prostu odpowiedź i gdy już mamy, uważamy że coś wiemy. No i to jest
właśnie problem. Zdecydowanie zbyt wielu ludzi, którzy nigdy nie przebyli drogi do jakiejkolwiek prawdy, naucza biblijnej prawdy. Przyjęli łatwe
odpowiedzi od kogoś innego, który również nigdy nie dotarł do żadnej
prawdy.
Jezusowi chodzi wyłącznie o „idź za mną”. Idź za mną a jak ci pokażę, idź za mną a ja cię nauczę, idź za mną a ja zademonstruję ci. Przy Jezusie nie ma oklepanych odpowiedzi, jest podróż i doświadczenie, które prowadzi do społeczności i komunii. Podobnie jak w przypadku tych dwóch mężczyzn na drodze do Emaus, jest nieoczekiwane spotkanie, podróż, komunia i nowe przebudzenie. Dopiero wtedy otwarły się ich oczy i to, co było wcześniej stało się jasne.

Bez względu na pytanie, odpowiedź brzmi: „chodź i zobacz”. Jezus nie mówi: „siadajcie, a ja was będę uczył”, nie zaprasza ich do odwiedzin w synagodze następnej soboty, nie daje im traktatu i nie prowadzi ich w
modlitwie grzesznika. Mówi: „chodź i zobacz”, idź za mną a ja pozwolę ci doświadczać życia ze mną.
Istotą jest to, że na długo przed tym, zanim Dorothy rozsławiła zwrot
„nie ma takiego miejsca jak dom” („no place like home”), Jezus wiedział o tym. „Gdzie indziej może chcieć serce moje zatrzymać się, jak nie w Domu Pańskim” (Ps 84 i 27). W „domu” jest serce, ponieważ tam jest Bóg.

Co chcesz wiedzieć o Boga? Chodź i zobacz.

24 września
Jednym z powodów tego, że często nie rejestrujemy tego, co jest z Ducha,
a zatem nie słyszymy zaproszenia do „chodź i zobacz” jest to, że
zazwyczaj nie dopuszczamy blisko siebie nikogo, kto wskaże na cokolwiek
czy kogokolwiek poza tym, co już zgodziliśmy się widzieć.

Pomyśl o Eli i Samuelu i o tym, jak ważną rolę odegrał Eli, pomagając
Samuelowi rozpoznać głos Boży. Gdyby Jan i Andrzej nie zwrócili uwagi na to, co powiedział Jan Chrzciciel, albo by nie usłyszeli, albo zignorowali go, gdy powiedział: „Patrzcie, oto Baranek Boży!” Musimy chcieć słuchać kogoś, kto pokazuje nam na te rzeczy, na które nie zwrócilibyśmy uwagi, bądź nie chcieli zwrócić. Taka osoba jest często nieco po dziwacznej stronie, podobnie jak Jan Chrzciciel. 🙂
Odkryłem, że taka osoba zazwyczaj nie należy do tych, do których byś się zbliżał czy słuchał. Jest spora możliwość, że z powodu naszych uprzedzeń, taki ktoś będzie drażnił niezmiernie. Łatwo jest wtedy powiedzieć: „to bzik”, „to New Age” czy „nie można mu ufać”. Jakoś tak jest, że zawsze znajdzie się powód dla którego nie powinienem słuchać ich.
Jeśli nie zaczniesz słuchać kogoś spoza tego kręgu osób, z którymi się zgadzasz to prawdopodobnie stracisz okazję na wspaniałe spotkanie!
Zobaczyłem, że wiarygodny we wskazywaniu na Boga jest tylko ktoś, kto
zawsze wskazuje daleko od siebie.Tak naprawdę to myślę, że jedyną rolą Proroka jest zidentyfikować i wskazać na Baranka.

< | >

Wiele może usilna modlitwa

Faith living

W ostatnich latach nastąpiła u mnie ogromna przemiana sposobu modlitwy. Jak pisałam wczoraj na Facebooku Ojciec uczył mnie o korzystaniu z głębokiego miejsca w sercu w połączeniu z moim tronem. To jest miejsce, w którym moje modlitwy stały się bardzo skuteczne. Myślę, że spokojnie mogę powiedzieć, że każda z nich dochodzi do owocowania.

Niemniej, waham się czy używać słowa „modlitwa”, ponieważ nauczyłam się, że nie przypomina to niczego, z czego korzystałam w kościele. Czasami w ogóle nie są potrzebne słowa, a często jest to łagodnie wypowiedziane uwolnienie, jakiegoś rodzaju.

Dużo czasu zajęło mi próbowanie i błądzenie, aby ostatecznie zdać sobie sprawę z tego, jak to działa. Ojciec dawał mi po drodze pomocnicze wskazówki, lecz najtrudniejszą rzeczą jest opisać w słowach akt odbywający się w najgłębszej części serca, prowadzony przez Boga, a następnie wprowadzony do życia z mojego tronu.

Jest to jednak najpotężniejsza rzecz, jaka była mi kiedykolwiek dostępne a jej moc przerasta wszystko na tej ziemi.

Kiedy ludzie pytają mnie, czy nie martwię się tym, że brak zaangażowania w politykę doprowadzi do wprowadzenia praw czy rządowych zmian, które bardzo źle wpłyną na moje życie, mogę powiedzieć z całkowitą pewnością, „Nie, ponieważ nie mogą”. I mówię tak, PONIEWAŻ zobaczyłam moc tego w tym miejscu we mnie.

TO JEST Sam Bóg we mnie i jest to miejsce na które Jezus nieustannie wskazuje nam, jako odpowiedź na wszystko, co się dzieje w tym życiu. Królestwo wewnątrz. Tym właśnie jest. To jest ta dobra nowina, którą mieliśmy się dzielić ze wszystkimi. Wieść o tym, że nikt nie musi być ofiarą czegokolwiek, w jakimkolwiek czasie czy miejscu.

Niestety, zamiast dzielić się tą dobrą nowiną i uczyć tego, jak ją zastosować, chrześcijaństwo ukręciło łeb modlitwie i tragedia. Modlitwa jest przeważnie nieskuteczna, a wszyscy są ofiarami tragedii.

Bardzo nieliczni wiedzą jak dotknąć tej mocy, która ŻYJE właśnie tutaj, wewnątrz nas wszystkich, więc została zastąpiona fantazyjnymi Salami Sądowymi i podróżami w duchowej rzeczywistości. A jaki cel tego? Wierzę, że celem jest udobruchanie tych, którzy szczerze szukają, wyznaczając im objazd, na którym będą przez kilka lat, zanim dojdą do tego, że jest to pozbawione mocy, nieskuteczne.

Możecie sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby cały świat znajdował tą wewnętrzną Moc i rzeczywiście uczył się, jak działa Królestwo?

Wyobrażam sobie tłumy ludzi masowo odchodzących z rządów i korporacji, zostawiających je za sobą na śmierć bez nadzoru. Wtedy, po raz pierwszy od czasów Ogrodu, wszelkie potrzeby zostaną zaspokojone, całkowicie, bez ciężkiej pracy, ponieważ nie będzie już potrzeby walczenia o cokolwiek.

Ten prosty fakt, że chrześcijanie spędzają mnóstwo czasu goniąc za politycznymi sprawami i agendami najlepiej demonstruje to, że jeszcze nie zobaczyli czy nie wstąpili do królestwa wewnątrz, a mówią o tym cały czas w pusty, nic nie znaczący i pozbawiony mocy sposób.

Czy nigdy nie byłam ofiarą niczego? Ach, tak! Z pewnością byłam gnębiona przez złych ludzi, choroby i śmierć. Lecz Ojciec za każdym razem pokazywał mi, że w każdym z tych doświadczeń mogę wybrać inny klucz do królestwa, a z chwilą, gdy już ten klucz mam, terytorium należy do mnie. Ja rządzę moim życiem.

TAKI jest cały cel przechodzenia przez próby i pokuszenia w tym życiu… zdobyć klucz do każdego, za każdym razem, nauczyć się tego, że „wiele może usilna modlitwa”.

Żadną miarę jeszcze nie skończyłam tej podróży zdobywania kluczy i nie zostałam jakiegoś rodzaju świętą po to, aby siedzieć na wysokim piedestale dlatego, że zdobyłam ten klucz. Dążę cały czas naprzód, jak i wszyscy musimy, aby uczyć się po drodze Prawdziwych lekcji. Pierwszym znakiem tego, że masz ten klucz jest to, że masz jakiegoś rodzaju moc w tym życiu, aby zrobić z siebie zwycięzcę, a nie ofiarą, jakimś obszarze życie.

To jest tylko kilka moich przypadkowych myśli i pasji z dzisiejszego ranka.

Faith

Stan 21/22.09.2019

21 września

Wierzenia rzadko bywają prywatne. Wydaje się, że z chwilą jak tylko uczynimy z nich centrum naszej wiary, szukamy innych, aby się z nimi dzielić, a następnie szukamy innych, aby ich nawrócić do nich.To wydaje się całkowitym przeciwieństwem tego, co robił Jezus! Nie pragnął założyć następnej religii. Tak naprawdę to tą, która była wywrócił do góry nogami miłością. Żadnego przesłania „nawróć się lub spłoń” (turn or burn message), żadnego zapraszania, czy nakazu, aby przyłączyć się do Jego kościoła. Tak naprawdę, to nikogo nie zaprosił do synagogi. Możesz sobie wyobrazić Jezusa, jak mówi: „nigdy nie będziesz się miał dobrze, dopóki nie wrócisz do kościoła”. Bądź: „musisz być pod ochroną lokalnego kościoła”. Wiesz, dlaczego nie powiedział tego? Bo to jest śmieszne! Właśnie dlatego. Dlaczego więc mamy tak wielu „chrześcijan”, którzy ignorują to, czego Jezus nie powiedział, twierdząc, że miał to na myśli? Najczęściej słyszę od nich, że: „jest to sugerowane”. Oczywiście, że jest!

Jakże szybko przechodzimy od opinii do wierzeń, do sądów do grupowego myślenia. Teraz już nie jestem tym, w co wierzę, jestem tym, czym jest moja grupa Dla większości grupowe myślenie jest niezbędnym krokiem w podróży przebudzenia. Moc akceptacji jaką daje grupa, ustawia scenę pod potrzebę odrzucenia, co z kolei wypycha cię na tyle daleko na zewnątrz, aby ostatecznie zobaczyć większy obraz. Odczucie oskarżenia i odrzucenia jest bolesne, jest jednak kluczową częścią zawsze rozszerzającej się podróży świadomości.

Zakładam, w ramach mojej grupy, że skoro tak wielu ludzi wierzy w to samo, co ja, to musi to być prawda i ja muszę „mieć rację”. Jeśli wyjadę kolorem poza linię, jest ktoś gotowy do korekty i wepchnięcia mnie z powrotem do bezpiecznego miejsca małostkowości grupowego myślenia. To, w co ja (my) wierzę jest umacnianie stale i wciąż i buduje zaczadzoną mentalność, która odrzuca wszystko, cokolwiek jest sprzeczne z przyjętym przez grupę przesłaniem. Staje się to tak wrodzone, że stajemy się dysfunkcyjni i nawet o tym nie wiemy. Tutaj jedynym nadającym się do przyjęcia pytaniem, jest pytanie Ewy: „co JA muszę ZROBIĆ, aby być podobną do Boga czy Jezusa?” Tragicznie błędne odpowiedzi na to pytanie są zgodne z tą narracją, równocześnie ignorując Ewangelię.

Jak często przypomina mi się, że „kościół robi mnóstwo dobrego dla ludzi”. Tak, tak samo jak Czerwony Krzyż. Czy więc byłoby w porządku, gdybym nazwał Czerwony Krzyż moim kościołem? Znasz tą odpowiedź, którą otrzymuję na to pytanie :).

O ile grupowe myślenie jest szczere i prawdopodobnie większości potrzebne, to ma potencjał do zatrzymania rozwoju świadomości i wzrostu. Presja grupowego konformizmu zmusza nas do tego, abyśmy się stali konformistami, a nie rewolucjonistami naszej świadomości. Jezus był rewolucjonistą. Nie tylko boisz się pytania „z poza” przyjętego systemu wierzeń, tracisz też wszelką dociekliwość, która może doprowadzić cię do pytań i zamiast tego osiadasz na wnioskach grupy jako prawdzie, całej prawdzie i tylko prawdzie.

Wydaje się, że ci „z poza” synagogi zawsze byli i są w lepszej pozycji do przemieniającego spotkania. Osobiście odkryłem, że jest to prawda. To, że zostałem „wykopany”, okazało się największym darem jaki „kościół” kiedykolwiek mi dał. Dziękuję.

22 września
Pozwólcie, że podsumuję w kilku punktach ostatnie tygodnie, to co uważam za warte wskazania:

Przebudzenie jest stale postępującym i powtarzającym się procesem, a nie jednorazowym wydarzeniem. Właśnie dlatego mówię o tym jako o podróży przebudzenia. Co się więc dzieje w czasie tego procesu?

Być przebudzonym to być obecnym. Obecny, dla siebie, dla innych i dla Boga. O Jezusie mówiono, że nauczał jako moc mający (Mk 1:21 28). Wierzę, że autorytet wypływa z obecności. Jego obecność z Ojcem i dla Ojca wyrażała się w tym, że był z Ojcem jedno, a J 8:31 32 mówi nam o tym, że przebywanie (wzajemna obecność) jest kluczem do wszelkiej prawdy i całkowitej wolności. Autorytet (władza, moc) wypływa z tego centrum bycia ponieważ tylko wolni ludzie mogą uwalniać ludzi. Właśnie dlatego, aby uwolnić swój lud, Mojżesz musiał stać się księciem w domu Faraona. Niewolnik nie może dać wolności niewolnikom. Z tego powodu również Jezus „stał się człowiekiem” (Flp 2). Chcecie wiedzieć, dlaczego fundamentalistyczny kościół jest tak nieskuteczny w uwalnianiu ludzi? Właśnie dlatego. Mam nadzieję, że wielu z tych, którzy wychodzą spośród nich ku wolności, zostaną później wezwani z powrotem do uwalniania swoich braci i sióstr. Można to zrobić wyłącznie w autorytecie obecności, a nie jako projekt czy agenda ego. Najbardziej związanymi ludźmi nie są ludzie tego świata, lecz ludzie religijni. Właśnie dlatego też ewangelia jest „najpierw dla Żydów”.
Ich trzeba było uwalniać z największej liczby rzeczy. Myślę, że jest to również prawdą jeśli chodzi o współczesne chrześcijaństwo.22 września

Przebudzenie będzie również widoczne również w rozluźnieniu więzów z rzeczami, które uprzednio kształtowały nasza tożsamość. Jak powiedzieliśmy, obejmuje to nasze myśli, opinie i przekonania (wierzenia). Nie zostaną wyeliminowane, lecz podejście do nich będzie znacznie bardziej luźne i pokorne. Jest to jedyny sposób na to, aby być obecnym na cokolwiek, co jest poza mną samym. Granice wyobraźni walą się a rozdrobnienie naszego jestestwa zostaje zastąpione przez stale wzrastającą jedność. W miarę jak iluzja oddzielenia znika, zostajemy uzdrowieni przez jedność. Właśnie to oznacza być „zbawionym”. Grecki wyraz „sozo”, oznacza „całość”.

Ostatecznie, w przemianie nie chodzi o mnie. Chodzi tu o nas, o my, wszyscy i świat. Jest to świadomość Chrystusa we mnie, nadziei na wszystko. Próby przemiany produkowane na własny użytek zdecydowanie za bardzo są skoncentrowane na sobie, aby pozwoliły na śmierć ja-ego i wzbudzenie z martwych prawdziwego mnie i autentycznego ja.

Udział w życiu Ducha oznacza, ze stajemy się coraz bardziej i bardziej świadomi naszego wiecznego, boskiego podobieństwa i obrazu przy równoczesnym nie traceniu swego człowieczeństwa. W rzeczywistości, nigdy nie przestaliśmy być boscy, ponieważ jest to istota naszego stworzenia, stajemy się natomiast bardziej bosko człowieczy.

Oświecenie jest darem, a nie osiągnięciem czy dobytkiem. Prawdziwa wolność realizuje się wtedy, gdy jesteśmy gotowi do służenia tym, którzy jeszcze nie są gotowi na życie w miłości.

Aby „wstąpić wyżej” (Obj 4.1) musimy odpuścić małostkowość i drobne opinie. To „wyższe” miejsce jest miejscem wzbudzonej świadomości, w której uniwersalna prawda jest znana uniwersalnie. Jest to prawda, która jest prawdą bez względu na przynależność religijną, bądź nie przynależność. Miłość jest zawsze miłością czy jesteś baptystą, buddystą czy ateistą. Przebaczenie zawsze jest uzdrawiające zarówno dla tego, który przebacza jak i dla przebaczającego. Pokora zawsze jest drogą prawdy i nie ważne jaką sobie łatkę przykleisz. Transcendentna prawda jest właśnie taka transcendentna – wykraczająca poza wszelkie ramy. Wykracza poza wszelkie ulubione przekonania, nastawiania i, podobnie jak Bóg, kocha ten świat. To jest podróż przebudzenia.

<|>

Jak bardzo jesteś utwierdzony 4

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Ciało Chrystusa Efezie zaczęło się od grupy kilkunastu mężczyzn (Dz. 19), ale niektórzy szacują, że już w ciągu 10 lat w mieście mającym 250.000 mieszkańców było około 25.000 wierzących. Około 10% mieszkańców stało się wierzącymi, do czego przyczyniły się cuda dokonywane przez Pana oraz 2-letnie nauczanie Pawła w szkole w Tyrannus. Boże poruszenie było tak silne, że wpłynęło na gospodarkę i sprawiło, że wytwórcy bożków doświadczyli spadku w ich sprzedaży.

Wielu nowych wierzących, w akcie pokuty, spaliło swoje książki okultystyczne. Poznanie Pana rozprzestrzeniło się na Azję Mniejszą – stosunkowo niewielki obszar leżący na wybrzeżu współczesnej Turcji. Poza Efezem, także w 6 innych dużych miastach Azji Mniejszej były duże grupy wierzących. Miasta te są wymienione w Księdze Objawienia 2 i 3: Smyrna, Pergamos, Tiatyra, Sardes, Filadelfia i Laodycea.

Wszyscy wierzący spotkali się w domach zgodnie z praktyką pierwotnego ruchu synagogalnego, który rozwinął się latach 200-100 pne i był kontynuowany po doświadczeniu Pięćdziesiątnicy przez uczniów Jezusa. 25.000 ludzi spotykało się po różnych domach; zmieniano kto dzisiaj prowadzi spotkanie a u kogo się ono odbywa. Wszystko robiono w prostocie: nauczanie, jedzenie, społeczność i modlitwę (Dz. 2:42).

Kiedy jednak czytasz List do Efezjan widoczne jest tam, że mieli oni oczywiste problemy z brakiem dojrzałości. Paweł powiedział im (rozdz. 4), że złodzieje powinni przestać kraść i zająć się pracą, aby mieli pieniądze na pomoc potrzebującym. W tym samym miejscu powiedział im, aby słońce nie zachodziło nad ich gniewem, lecz aby się wzajemnie kochali i pomagali. Dalej, w 4:19 powiedział, aby przestali oddawać się rozpuście, jak mieli to w zwyczaju zanim uwierzyli i aby przestali przeklinać i plotkować.

Wykonywanie czegoś w przeciwieństwie do poznania

Wierzyli w Pana, ale Paweł powiedział im w 4:20, aby przestali grzeszyć, gdyż nie tak nauczyli się Chrystusa. Powiedział, aby „zewlekli” starego człowieka z siebie i „oblekli” się w nowego (w.24). Oprócz tego dał im więcej wskazówek co robić a czego nie. To, że wierzyli w Chrystusa, było rzeczą oczywistą, ale również oczywiste było to, ze mieli problemy moralne i duchowe.

Mimo tego, mocno praktykowali to, w co wierzyli. W Obj. 2: 1-7 widzimy, jak Pan chwali ich za ich trud i wytrwałość i za dobre uczynki oraz za odrzucenie złych i fałszywych nauczycieli. Pochwalił ich też za wytrwałość w wierze nawet w obliczu sytuacji zagrażających życiu. Jednak zarzucił im (w.4), że porzucili swoją pierwszą miłość.

Spotkałem raz misjonarza, który poprosił mnie, abym modlił się o niektóre rzeczy z listy i przekazał mu wszystko, co mi o tym powie Pan. Opowiedziałem, ze to on sam powinien się o to pomodlić a nie ja. Usłyszałem wtedy, że jest zbyt zajęty swoją służbą, że nie ma już czasu aby się pomodlić”.
Taki właśnie był kościół w Efezie – dużo robił ale miał małe poznanie. Porzucili swoją pierwszą miłość – poznanie Jezusa.

Najwyraźniej byli tak zajęci robieniem różnych rzeczy, że porzucili poznanie.

Paweł nie powiedział im, aby zgromili diabła ani też, aby wypędzali duchy z ich dawnego życia pełnego okultyzmu i bałwochwalstwa. Nie obwiniał ich, że mają problemy w demonami, które przylgnęły do nich przez poprzednie pokolenia. On po prostu zrzucił całą winę i odpowiedzialność na nich samych mówiąc ‘byliście kiedyś grzesznikami; teraz jesteście nowym stworzeniem w Chrystusie – więc tak postępujcie!’

ALE … zanim zaczął mówić im co robić a czego nie, to poprzedził to modlitwą, aby poznali miłość, która przekracza wszelkie poznanie. Dzięki temu poznaniu żyjemy w Nim i dla Niego. Dzięki temu poznaniu wykonujemy dobre uczynki. Dzięki temu poznaniu, gdy przychodzą pokusy tego świata, to rozpływają się w nicość.

Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem… by sprawił według bogactwa chwały swojej, żebyście byli przez Ducha jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku, żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy… zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Ef 3:14-19).

Poznanie, które przekracza poznanie

Większość modlitw dotyczy czegoś, co można poznać i zobaczyć. Ale Paweł modlił się tutaj, aby poznali coś, co przekracza wszelkie poznanie.

Greckie słowo przetłumaczone tutaj jako „poznać” to „katalabesthai”, co znaczy „pochwycić, uchwycić”. Ale słowem użytym jako „przekracza poznanie” jest „gnoseos”, co oznacza „poznanie umysłem, zrozumienie”. Więc Paweł modlił się, aby „chwycili i przyjęli coś, co przekracza poznanie umysłem” – aby poznali miłość Chrystusową.

Jasno wyjaśnia on, że chce, aby poznali rzecz przekraczającą zrozumienie. Ta modlitwa podobna jest do innej modlitwy (Ef. 1:17-19), o otrzymanie Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu Jego i oświecenie oczu ich serc, aby to rozumieli.

Wszystko kręci się tu wokół osobistego objawienia, które przychodzi poprzez osobiste poznanie Pana. Paweł nigdzie w swoich listach nie zachęcał wierzących, aby po prostu przyłączyli się do jakiegoś ruchu wiary – nie. Zawsze podkreślał, że celem jest poznanie Ojca, poznanie Pana, dostrzeżenie w samych sobie tego, co przekracza poznanie – o to właśnie chodzi w wierze. „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś”

O TO właśnie chodzi w naszej wierze. TO jest właśnie jej cel, żeby „poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania Jego, i uczestniczyć w cierpieniach Jego…” O to właśnie chodzi. Wszystko poza poznaniem Pana nie ma znaczenia. Następny temat kolejnym razem.

John Fenn
++

Stan 19/20.09.2019

19 września
Ciemną stroną obudzonej świadomości jest samoświadomość. Tutaj mamy zwyczaj działać na pokaz, dla publiczności, , a co najmniej dla tych, których uważamy za najważniejszych widzów. Samoświadomość wzbudza dużo niepokoju, ponieważ stale poddajemy w wątpliwość to, jak dobrze działamy, czyli projektując obraz tego, czego się od nas oczekuje. Łatwo sobie wyobrazić, że stanowi to poważne ryzyko dla autentyczności i obfitego życia w wolności.

W takim urojonym stanie tracę pragnienie odkrywania własnej autentyczności, czyli prawdziwego Ja, na rzecz tego ja, które zdobywa miłość, aplauz, szacunek i akceptację. Doszedłem do przekonania, że muszę być i zachowywać się w jakiś szczególny sposób. Przejście poza takie stworzone przez siebie „ja” i powrót do autentyczności, wymaga mnóstwa poważnych decyzji, odrzuconych uczuć i samotności.

Rozejrzyj się wokół i zobacz jak wiele rzeczy robimy tylko po to, aby przypodobać się tym, których cenimy najbardziej, a życie traci na autentyczności i praktyczności. Ponieważ strach przed odrzuceniem jest tak silny, nie mamy problemu z oddawaniem czci bożkowi akceptacji, a skutek jest taki, że oddajemy kontrolę innym, stając się bardziej mapetami niż uczestnikami.

Wszyscy znamy z doświadczenia to spoglądanie przez ramię w oczekiwaniu na opinię o nas. Niektórym wydaje się, że są autentyczni, lecz tak naprawdę to chcą być znani i zauważani za swoją „niezależność”, co dalej jest działaniem zgodnym z oczekiwaniem innych. Po prostu chce się w ten sposób upewnić, czy inni zdają sobie sprawę z naszej niezależności. Dalej chodzi o to, aby żyć zgodnie z oczekiwaniami innych, ponieważ ciągle chcemy bronić naszej reputacji.Jest to druga strona tej samej monety. Nigdy nie dowiesz się jak obciążająca jest twoja reputacja, dopóki jej nie stracisz. Mówiłem to już wielokrotnie, lecz warto to powtarzać stale i wciąż, że bałwanem jest wszystko, cokolwiek musisz zapytać o zgodę, zanim odpowiesz „tak” duchowi, w tym również jest to reputacja.

20 września
A temu, który może uczynić daleko więcej niż możemy sobie wyobrazić czy prosić, zgodnie z działającą w nas mocą (Ef 3:20).

Tragiczne jest to, że chrześcijaństwo zredukowało wiarę do zwykłego wierzenia / do przekonań. Nie lubimy tego, czego wymaga wiara, czyli „ponad wszystko, o cokolwiek mogę poprosić czy pomyśleć”. Wolimy wnioski niż to, czego wymaga wiara. Postępuje to w następujący sposób:
myśli zamieniają się w opinie, które stają się osądami, a te z kolei szybko wnioskami. Wnioski zaś stają się niepodważalnym i niezachwianym szkieletem naszego systemu wierzeń. Wiara nie jest wymagana.

Jestem przekonany, że naszymi największymi załącznikami, których musimy się pozbyć, są nasze wierzenia/przekonania. Mogą czasami być użytecznym narzędziami dopóki nie staną się naszą tożsamością. Tragiczne jest to, że „moje przekonania” to bardzo powszechnie występujący i zwodniczy bałwan w każdej religii i ten bałwan musi zostać strącony, a nie chcemy się go pozbyć, ponieważ to jest wszystko, co mamy.

Osobiście wiem, w jaki sposób wierzenie kształtują się w tożsamość. Przez wiele lat utożsamiałem się z moją teologią i trzymałem się kurczowo swego biblijnego zrozumienia jak cennej nagrody. Prowadzi to do wielkiej intelektualnej nieuczciwości, ponieważ moje pojmowanie prowadziło mnie do miejsc, w których musiałem unikać pytań, które zmusiły by mnie do wyjścia poza aktualny system wierzeń. Nie uderzało to w moją wiarę, ponieważ ona nie brała w tym udziału, lecz z pewnością wpływało na moje postępy ku większej świadomości. Jednak to wezwanie „głębina przyzywa głębinę” odzywało się we mnie. Powoli zacząłem pozwalać sobie na poddawanie się głosowi Ducha.

W miarę jak odpuszczałem swoje przywiązanie do przekonań, wielu ludzi ostrzegało mnie, że dryfuję w stronę liberalnych, heretyckich wód. Wiem, że moje poddanie było wielkim zagrożeniem dla nich i ich systemowi przekonań. Oni również musieli rozważyć to, co ja mówiłem, bądź odrzucić i zdystansować się do mnie. Większość wybrała to drugie. Nie widzieli dla siebie miejsca pośredniego, ponieważ ich teologia była zakorzeniona w dualizmie „ja i oni”, a ja stałem się „nimi”.

Nie mam już więcej potrzeby przekonywania kogokolwiek do czegokolwiek. Mogę mieć wpływ na to, w co wierzysz, lecz to duch może zmienić to, co i jak rozumiesz. Pokuta to nie tylko zmiana swej opinii, lecz całkowite jej poddawanie i stawanie się większym w większym Wszechświecie.

Wielkim krokiem wiary jest trzymanie swej teologii w otwartych rękach pokory i nie mieszanie przekonań z prawdą. Czcisz to, czegokolwiek się trzymasz. Nawet Jezus powiedział: „nie trzymaj się mnie”. Smutne to i nudne, aby określać siebie samego w taki mały sztywny sposób, który ogranicza posuwanie się do przodu.

Z chwilą, gdy sprawimy, że nasze wierzenia/ przekonania stają się centrum naszej tożsamości, zaczynamy szukać innych, którzy dzielą te same przekonania. Szybko „jestem tym, w co wierzę” zamienia się w „jestem tym, czym jest moja grupa”. Jedyna rzecz bardziej urojona i niebezpieczna niż osobiste ego, to grupowe ego. Tym zajmę się jutro.

< | >

Stan 17/18.09.2019

Stan Tyra
17 września

Czy uzdrowienie Zranionego Własnego Ja, spowodowanego niezrozumieniem tej podróży to odrzucenie siebie za siebie? Nie, nie jest to prawda. Przebudzona dojrzałość to nie odrzucenie „ja”, lecz totalne wchłonięcie go, które prowadzi do jedności/niepodzielności. Nasza podróż obejmuje dojrzewanie i doskonalenie własnego ja. Jest to stałe i coraz bardziej pogłębiające się spotkanie zarówno z Bogiem jak i z własnym ja. Głębokie poznanie Boga i głębokie poznanie siebie są tak nierozerwalnie współzależne, że jedno nie może obyć się bez drugiego.  Wydawało nam się, że byliśmy duchowi, gdy wołaliśmy „cały Ty, a mniej mnie”, podczas gdy w rzeczywistości, poszerzaliśmy i pogłębialiśmy ranę.
Ta podróż ku Miłości musi angażować te złamane części nas i doprowadzić do uzdrowienia rozbicia  i braku autentyczności, którą spowodowała. Każde przeżyte uzdrowienie, bez względu na to, co uznamy za jego źródło, demonstruje pracę łaski w naszym życiu. Każde przebudzenie jest znakiem pędzla Bożego, natomiast każde spotkanie zwiększa nasze pragnienie, aby otrzymać więcej.

W Ewangelii Jana 8:32 Jezus powiedział, że prawda nas wyzwoli. Ta odkrywcza podróż ku „trwaniu we Mnie i Mnie w was” jest integracją straconych i przemieszczony części siebie. Za każdym razem, gdy znajdujemy to, co zostało zgubione, świętujemy. Jest to podróż odnowienia unikalnego siebie, które zostało stworzone na obraz i podobieństwo Boże.

Ostatecznie, możemy założyć, że uzdrowiona rana już więcej nie istnieje. Nie jest to całkowicie właściwe w tym przypadku. Uzdrowiona przez Boga rana to nie taka, która już w ogóle nie istnieje, lecz taka, którą inni mogą dotknąć i nie pojawia się potrzeba oskarżania innych czy projektowania swego bólu na kogoś innego. Jesteśmy przekonani, że unikanie bólu to to samo co uzdrowienie. Jeśli, podobnie jak Jezus, możesz zaprosić innych do tego, aby sięgnęli do twojego zranienia bez zgorzknienia i chęci odwetu z twojej strony, to jest to boskie zranienie, które stało się źródłem uzdrowienia dla Tomaszów, których spotkasz w życiu.

18 września
Ostatni z czterech poziomów podróży, których omawianie zacząłem w poniedziałek.
Jednoczenie Rozdrobnionej Świadomości ostatni aspekt, który jest odnawiany w czasie podróży ku Bogu, o którym chcę wspomnieć to świadomość. Stanowi problem, ponieważ choć już jesteśmy w Bogu a Bóg w nas, nie jesteśmy świadomi tego faktu. Tak więc, nie możemy być wolni zgodnie z tym, jak J 8:32 opisuje, dopóki nie nastąpi przemiana świadomości.

Główną przeszkodą na drodze do tego poznania jest dualizm, ponieważ mieszamy poznanie z danymi i rozumowaniem. Richard Rohr opisuje to w następujący sposób: jest to „ruch ze zwykłego systemu wierzeń do rzeczywistego wewnętrznego doświadczenia”. Jest to Pawłowe „trzecie niebo”,  czyli spotkanie z tym, czego nie da się opisać słowami (2Kor 12:2, 4). Zjednoczona świadomość jest to rozszerzona przytomność, która wchłonęła wszystkie rozbite części w jednolitą świadomość, co stanowi pełnie/zdrowie i zbawienie.

Ta świadomość przenosi mnie z małostkowości do większego i obejmującego wszystko świata, do którego należy wszystko.
Istota jedność jest wynikiem niepodzielności, gdzie już nie próbujemy dzielić i konkurować tylko po to, aby uzyskać szybką ulgę dla swego ego. Nie pędzimy już ku dualizmowi i porównaniom, aby szybko zdobywać punkty.
Prawdopodobnie najprostszą ilustracją na jaką mnie stać jest to, że podróżujemy ku poznaniu, które pozwala nam widzieć rzeczy takimi jakimi są, a nie takimi, jakimi my chcielibyśmy je widzieć. Niemniej, nie dochodzimy do tego przy pomocy strategii czy osiągnięć, ponieważ nie jesteśmy w stanie uzdrowić siebie samych. Bardziej chodzi tu o otwarcie siebie na Ducha Świętego, który jest naszym jedynym nauczycielem w tych sprawach i który prowadzi nas ku całej prawdzie. Jest to istota „niech mi się stanie…”
Wspaniałą książką na ten temat jest: „The Naked Now” Richarda Rohr’a.

<|>

List otwarty do rodzica, który stracił dziecko

Cameron Cole

13 września 2019

Drogi Rodzicu,
Jako rodzic, którego dziecko zmarło 4.5 roku temu, chciałbym zaoferować ci budzące nadzieję słowo o pewnej ranie na sercu, która nie zostanie uzdrowiona po tej stronie wieczności.

W ciągu roku po tym, gdy mój syn, Cam, nagle zmarł cierpienie i smutek ścisnęły moje serce z taką siłą, o której nigdy nie miałem pojęcia, że to możliwe. Pamiętam, że tak bardzo cierpiałem, że czasami nawet oddech sprawiał fizyczny ból. Podstawowe funkcje jak wyjście z samochodu czy wstanie z kanapy wydawały się przytłaczające.

Gdy byłem pogrążony w rozpaczy jego nieobecnością, emocjonalny smutek dominował w moim życiu. Żyłem w stałej obawie, że ten ból nigdy nie ustąpi. Jak to możliwe, aby tak intensywny ból kiedykolwiek odszedł? Jak mogę dać sobie radę z tym zniszczeniem emocjonalnym? Obawiałem się, że zostałem złapany w pułapkę przygnębienia na resztę życia.

Bóg jest uzdrowicielem

Dziewięć miesięcy po śmierci Cam udaliśmy się z żoną, Lauren, na kilkudniowe spotkanie rodziców, którzy stracili dzieci, które prowadzili David i Nancy Guthrie. Nancy powiedziała do nas, rodziców, coś prostego i przejmującego:

Bóg jest uzdrowicielem”.
Dotychczas akceptowałem intelektualnie tą doktrynę. Wiedziałem, że jedno z hebrajskich imion Boga, Jehowa Rafa, znaczy Bóg, Który Uzdrawia. Niemniej, usłyszeć coś takiego od kobiety, która straciła swoje dziecko piętnaście lat przed moją stratą, było czymś namacalnie pocieszającym. Nancy wyraziła tą prawdę jako funkcjonująca, zdrowa osoba. Nie była „uszkodzonym towarem” czy zrujnowana. Z pewnością, ta matka nadal nosiła w sercu, ranę, która nie zniknie w tym życiu całkowicie, lecz jej słowa dawały i mnie nadzieję na to, że Bóg może rzeczywiście uzdrowić mój smutny stan. Po jakimś czasie mogłem robić postępy.

Moje pierwsze słowa nadziei dla ciebie: Nancy ma rację. Bóg jest uzdrowicielem. Jeśli zaufasz Panu, wypłakuj łzy, przeżywaj żal, Bóg posunie cię do przodu. Zaczniesz robić postępy. W przyszłości będziesz patrzył wstecz, tam gdzie obecnie jesteś i z wdzięcznością będziesz mógł zobaczyć, że Bóg w pewnej mierze uzdrowił ci serce. Jest to obietnica, która może dać nadzieję.

Ten pochłaniający wszystko smutek, który zdominował moje dni w pierwszy roku, już nie rządzi więcej moim życiem. Przychodzi w różnych sytuacjach, przy okazji rocznicy, w okresie przejściowym, w nieoczekiwanych chwilach. Zawsze jest obecny tuż, pod powierzchnią, lecz Bóg uzdrowił mnie do tego stopnia, że normalnie funkcjonuję w życiu, którego głównym celem nie jest przetrwać kolejny dzień i przetrzymać ogromny żal.

Drugie słowo nadziei: W tym życiu Bóg nie uzdrowi cię całkowicie

Jakkolwiek może to brzmieć szalenie, przyjdzie taki dzień, gdy twoje obawy zmienią się. Możesz martwić się tym, że ten ból odejdzie i będziesz zmagał się z tym, aby pamiętać o swoim dziecku.
Trzy miesiące po odejściu Cam spotkałem Martina, który słyszał o tym, że straciłem swego syna. Przedstawił mi się i powiedział, że miał córkę, którą stracił 18 lat temu.
Rozpłakał się, gdy stojąc na podwójnej białej linii spokojnej osiedlowej uliczki, opowiadał mi o nagłej śmierci Mary Katherine. Martin wyjaśnił: „Jestem tak wdzięczny za te łzy. Widzisz, Bóg uchronił tą małą cząstkę mego serca przed uzdrowieniem. Gdy przychodzą takie chwile, gdy ponownie spotykasz się z bólem i płaczesz, jak ja teraz, to jesteś błogosławiony tym, że możesz zobaczyć, jak bardzo nadal kochasz swoje dziecko. Ta nieuzdrowiona część twojej rany jest darem od Boga”.
Martin ma rację. Ta trwała rana, która ropiejąc trzyma się w sercu i pojawia od czasu do czasu jest błogosławieństwem.

W ekonomii Chrystusa rozumiemy i doświadczamy miłość przez rany. Po powstaniu ze śmierci Jezus wziął uwielbione ciało jako pierwszą radość zmartwychwstania. Miał całkowicie odkupione ciało, lecz zachował ostateczny znak swej miłości dla ludzkości; rany na rękach.

Co powiedział Jezus, kiedy Tomaszowi potrzebne było potwierdzenie tego tajemniczego mężczyzny, który przed nim stał, czy to jest rzeczywiście Jezus Chrystus.

Dotknij mych ran”.
Te rany mówią nam o głębokiej miłości, którą Ojciec żywi do swych zgubionych ludzi. Mówi nam o bólu, który zniósł Syn, aby przyprowadzić grzeszników do społeczności ze świętym Bogiem. Mówi nam o tym, że Bóg również cierpiał z powodu dziecka.

W 5 rozdziale Księgi Objawienia apostoł Jan widzi triumfującego Baranka, który wziął grzechy tego świata. Jak opisuje tego Baranka, który stoi zwycięsko? Wyglądał na „jakby zabitego” (Obj 5:6). Pełen chwały syn Boży nosie na sobie dowód w postaci własnych ran.

Po jakimś czasie ta rana, która być może dziś paraliżuje cię, zacznie zdrowieć dzięki łasce Bożej. Będziesz szedł do przodu i wynurzysz się z tego przygniatającego wczesnego bólu. Niemniej, ta rana, która dziś wydaje się być twoim wrogiem, gdzieś po drodze stanie się błogosławieństwem.

Będzie to rana, na którą będziesz wskazywać swemu dziecku, aby pokazać jak bardzo i głęboko ciągle je kochasz. Kiedy miną dziesięciolecia, w czasie których nie widziałeś swego dziecka, ta trwała rana sprawi, że będziesz czuł się związany z nim, ponieważ przypomina o tym, jak bardzo ciągle kochasz swoje drogocenne dziecko.

Twoja rana stanie się twoim przyjacielem.

—Cameron