Stan_13/14.12.2018

Stan Tyra


13 grudnia

Bardzo często cytuję stwierdzenie Richarda Rohr’a: „myślenie nie spowoduje nowego sposobu życia, to życie wprowadza nas do nowego sposobu myślenia” (dosł.: „we do not think ourselves into a new way of living; we live ourselves into a new way of thinking”). Jest to bardzo silne stwierdzenie, które idzie w poprzek wszelkiej religijnej przeładowanej retoryce i opisuje nowy bukłak, który potrzebuje trwalej przemiany. Bez tego nowego zbiornika, wewnętrzna zawartość bezskutecznie „rozlewa się”. Każde spotkanie czy objawienie potrzebuje nośnika, ponieważ szybko staje się mętne, zniekształcone i nie nadaje się do tego, aby się nim podzielić.
Edukatorzy zgadzają się coraz bardziej co do tego, że wykłady i czytanie są najmniej skutecznymi formami nauczania. Są to metody intelektualne, bardzo bierne i pozostawiają ego w jego zwykłej, obronnej postawie, zasadnicze nietknięte. Dopóki naszego ego siedzi w fotelu pilota, nic rzeczywiście nowego czy wyzywającego nie jest dopuszczane.
Na potrzeby głębokiej przemiany musimy znaleźć się w integrującym przeżyciu (podróży), która wymaga bezpośredniego doświadczenia, emocjonalnego ryzyka, wyjścia z własnej bezpiecznej strefy wraz z ludźmi, którzy są spoza naszego zwykłego kręgu przyjaciół.
Musimy mieć nieco rozszerzony poziom duchowego widzenia bo, w przeciwnym razie, nic tak naprawdę nie zmieni się na głębszym poziomie. W ciągu kilku chwil od podjęcia nowej idei, szybko wracamy do starych przyjaciół, dobrze zużytych pytań, schematów odpowiedzi oraz wcześniejszych wniosków. Zaproszenie zbyt często zostaje opanowane przez dobrze bronione fałszywe ego, tak, jakbyśmy nigdy nic nowego nie zobaczyli, nie usłyszeli.
To, co nowe i odmienne zawsze jest zagrożeniem. Dopóki nie pojawi się coś wystarczająco mocnego, co zmieni nasz punkt widzenia i rzuci wyzwanie naszym założeniom, rzadko kiedy przechodzimy do nowego miejsca. Ciężko nam przyłączyć się do Adama i Sary: „wyjdź z ziemi swojej i od rodziny do nowej ziemi, którą ci pokażę” (Rdz 12:1-2). Chcemy znać odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, aby niepotrzebna była wiara.


14.11
Myślę, że jednym z powodów tego, że Jezus narodził się w żydowskiej rodzinie jest to, że tradycyjni Żydzi ze względu na historię są ludźmi obcującymi z doświadczeniem. Innymi słowy: możesz spytać Amerykanina, który nigdy nie był we Francji, jaka jest Francja, a on opisze ją: „no, wspaniałe jedzenie, Wieża Eiffla, wspaniałe muzea sztuki” itp. Kiedy jednak w tym samym kontekście zapytasz prawdziwego Żyda, odpowie: „nie wiem, nie byłem we Francji”. Czują, że nie jest właściwe opisywać cokolwiek, czego nie przeżyli.
Pisma zostały napisane w takim właśnie doświadczalny kontekście i nigdy ich zamiarem nie było zrobienie z nas biblijnych intelektualistów. Zrobiliśmy tak po to, aby uniknąć autentycznego doświadczenia i przemiany. To dlatego Jezus wzywał uczniów, aby szli za Nim, a nie siedzieli, zapamiętywali i recytowali.
Wielu ludzi, mających dobre zamiary, siada co tydzień w kościołach, a niewiele, o ile w ogóle, ma wspólnego z podróżą doświadczenia. Są przekonani, że jeśli usłyszą i uwierzą to będzie to prawdą. W końcu, „Kościół” to wiara w przekonania, które są prawdziwe bądź fałszywe, czyż nie? Religia to udział w nabożeństwach, prawda? Ludzie słuchają idei i osądzają je jako prawdziwe lub fałszywe – albo je „lubią”, albo nie. Niemniej, rzadko kiedy skutkiem jest powstawanie jakiejkolwiek nowej „praktyki” czy zmiany schematów naszych zachowań.
Podróż przemiany nie ma nic wspólnego z wiarą w poszczególne idee! To nie prośba o to, abyś uwierzył lub przestał wierzyć w jakieś doktryny czy dogmaty. To powiedzenie: „Tak, spróbuj tego!” – wyłącznie w ten sposób możesz cokolwiek „wiedzieć”. Wielu czyta moje posty i całkowicie się z nimi zgadza lub nie zgadza, lecz bardzo nieliczni próbują czegoś nowego, niewielu zmienia cokolwiek szybko – przeważnie po prostu cieszy ich czytanie tego lub znikają ku kolejnemu zastawowi „nowych” idei.
Musisz tego spróbować, przejść się tam, zmienić strony, wyjść z bezpiecznej strefy, nawiązać nowe kontakty, odpuścić sobie swoje stare role i dobrze broniony obraz samego siebie. Tylko wtedy będziesz mógł przeżyć swoja drogę do nowych sposobów myślenia i przestać próbować wymyślać sposób na nowe drogi życia. Nowy sposób myślenia przed nowym doświadczeniem jest trudny i niebezpieczny.
Nie jestem w stanie powiedzieć wam jak wielu ludzi latami słuchało mojego nauczania, czytało moje książki czy codzienne posty i nigdy nie spróbowało niczego nowego. To mnie zasmuca. Niemniej, jestem zachęcony przez tych nielicznych, którzy robią krok wiary i idą tam, gdzie nigdy nie chodzili. Ludzie często proszą o mnie o polecenie jakiejś książki, wideo czy cokolwiek, a i tak nigdy do tego nie podchodzą. Poprosiłem niektórych z moich największych krytyków, aby obejrzeli „Chatę”. Inwestycja zwykłej 1.5 godziny. Większość natychmiast odmawia lub mówi: „OK” i nigdy tego nie robi. Mówi mi to o tym, że bardziej kochają własne argumenty niż podróż doświadczenia. Wygląda na to, że boimy się tego, że coś może się faktycznie okazać prawdziwe, a czego my nie chcemy uznać za takie i sporo zrobiliśmy, aby prawdą nie było. Inni są po prostu apatyczni i leniwi. Kiedy nigdy nie odbyło się żadnej podróży, łatwiej jest rościć sobie prawo do elitarnej wyższości.

Jednostka, która coś przeżyła, nigdy nie znajdzie miłosierdzia u tego, kto dysponuje tylko religijnym rozumowaniem.

Stan_11,12.12.2018

Stan Tyra
11 grudnia
Zniesiecie kolejny post na temat fałszywego ego? Wiem, wygląda na to, jakbym mnóstwo o tym mówił, lecz może nie ma nic ważniejszego do omówienia. Poza tym, wielu nowych czytelników przyłącza się codziennie i może też muszą o tym usłyszeć po raz pierwszy.
Prawdziwe „ja” to takie, którym jesteś i zawsze byłeś zgodnie z boskim obrazem i podobieństwem. Połączenie tego, co ludzkie z tym, co boskie, było i jest Bożym wyborem, i oznacza właśnie „być w Chrystusie” a dla nas oznacza być „nowym Adamem” i Ewą. To jest właśnie ta tożsamość, do której odrzucenia fałszywe ego znajduje mnóstwo powodów, ponieważ czuje się wobec niej niewłaściwe, niegodne i z tego powodu nazywamy je fałszywym. Wyłącznie prawdziwe ego wierzy w dobrą nowinę Ewangelii.
Mówię o tym tak dużo, ponieważ większość chrześcijan nigdy była uczona o ich wiecznej Jedności z Bogiem. Przeważnie byliśmy nauczani o naszym oddzieleniu od Boga, a cała odpowiedzialność za to zjednoczenie była kładziona na naszej zdolności do podjęcia właściwej decyzji, ignorując słowa: „nie wy mnie wybraliście, lecz Ja was wybrałem”.
Owo fałszywe ego to cała świadomość, jaka została nam po opuszczeniu Ogrodu. Nie oskarżaj Adama i Ewy, taką samą podróż WSZYSCY musimy iść. Musieliśmy stworzyć to fałszywe ja po to, aby pomogło nam wystartować. „Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały…” Największym problemem z fałszywym ego jest to, że za bardzo go cenimy a zatem traktujemy go zbyt poważnie. Stale przemija i ostatecznie umrze. Każde fałszywe ego „zegnie kolano”. To temu fałszywemu ego Jezus powiedział: „Odejdź ode mnie, nigdy cie nie znałem”. Wyłącznie prawdziwe ego jest wieczne. Wszyscy cierpimy z powodu błędnej tożsamości.

12 grudnia
Bardzo wolno uczymy się zrzucać wyprodukowaną przez siebie tożsamość, a odkrywać prawdziwe i wieczne „ja”. Podobnie jak Jakub często określamy nasz powrót do domu i powtórne odkrycie jako: „zawsze tu byłeś, a ja nie wiedziałem o tym”.
Upraszczając; to fałszywe ego jest odłączonym i autonomicznym ego – w tym sensie ono nawet nie istnieje. Chrześcijaństwo nazwa ten stan odłączenia „grzechem”. Fałszywe ego czuje niemal nieustanny wstyd i poczucie winy, strach i z natury brak mu poczucia bezpieczeństwa, a zatem ubiera się na różne sposoby. Jest to ostateczne „okrycie”. Nigdy nie będziesz zadowolony ani nigdy nie znajdziesz się wewnątrz stworzonego przez siebie ego.
To prawdziwe ego charakteryzuje komunia i głębokie zadowolenie w tych dziedzinach, w których nie chodzi o twoje życie. Życie dotyczy ciebie. Nie znaczy to, że nigdy nie zrobisz kroku czy dwóch wstecz, lecz to, że nigdy nie będziesz już usatysfakcjonowany tym mniejszym obrazem. Prawdziwe ego nie może być również zranione, ponieważ nie musi niczego udowadniać czy chronić. Gdy nie masz wobec ludzi oczekiwań, które sam tworzysz, aby zadowolić swoje własne egoistyczne potrzeby, możesz żyć życiem wolnym od urazy. Tylko wtedy możesz mówić: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”. Jezus nigdy nie grał roli ofiary, ani nie obwiniał.
Prawdziwym celem religii jest prowadzić cię ku doświadczeniu swego prawdziwego ja. Wyłącznie dojrzała religia jest przygotowana i na tyle cierpliwa, aby reorganizować, uzdrawiać i łączyć ponownie nas z tym wielkim obrazem tak, aby kiedy mówisz, że kochasz Boga, mówisz, że kochasz wszystko, bez wyjątków.

Stan_10.12.2018


Stan Tyra
Niektórzy ludzie są zdeterminowani, aby dojść do jakiegoś wniosku, nawet takiego najbardziej przebudzonego rodzaju. Chodzi mi o to, że wszędzie mamy do czynienia z pewną siebie arogancją. Od nabożeństwa najbardziej legalistycznego kościoła do takiej przypadkowej rozmowy szukających. Niektórzy, przebudzenie bądź nie, myślą, że ich niezbite komentarze w jakiś sposób nagle sprawią, że kurz osiądzie na całej dyskutowanej tajemnicy. Czasami brzmi to dla mnie jakby było do tego dodane: „Ach! Czyż nie wszyscy o tym wiedzą?”
Staram się zawsze utrzymywać rozmowę tak prostą, otwartą i tajemniczą jak to tylko możliwe, lecz często pojawia się komentarz „wniosek”, którego celem jest zakończyć rozmowę tak, jak to jest przedstawione w ostatecznym słowie, ostatecznej odpowiedzi i wspaniałym podsumowaniu. Przedstawia się to jako: „Jeśli zrozumiałeś, co powiedziałem, nigdy więcej nie będziesz miał co do tego pytań”.

Moi czytelnicy! Nie zwracajcie uwagi na tego typu reakcje. Wiem, że dla niektórych stało się to powodem do większego wstydu tak, jakby wszyscy z wyjątkiem was, inni „łapali, o co chodzi”, no i czemuż to ja nie mogę dojść do „mądrego” wniosku w żadnej sprawie. Zapewniam was, jesteście w znacznie większej podróży do mądrości, niż ten, kto dotarł do miejsca zadowolonej z siebie odpowiedzi. Gdyby ci ludzie byli tak „oświeceni”, nie próbowaliby dawać ostatecznej odpowiedzi, lecz dali ważniejsze pytanie i zachętę do szukania, bądź, podobnie jak Jezus, przyłączyliby się do was w drodze do Emaus i zadali więcej pytań prowadzących do miejsca komunii i odkrycia.

Jezusowi w czterech Ewangeliach zadano bezpośrednio bądź pośrednio 183 pytania, z czego odpowiedział wprost na trzy. TRZY!!! Inni zignorował, odpowiedział innym pytaniem, zmienił temat, opowiedział jakąś historię bądź dał jakieś wizualne wsparcie, aby wyrazić swoją opinię. Niektórym powiedział, że było to złe pytanie, ujawniając ich hipokryzję, pokazał dokładnie przeciwny wniosek, bądź skierował pytanie w inną stronę. On sam zadał 307 pytań! Tak więc, zadano mu 183 pytania, osobiście zadał ich 307, a odpowiedział bezpośrednio na 3. To powinno powiedzieć nam sporo o wadze pytań.

Zdumiewa, patrząc na to, że kościół stał się oficjalną automatyczną sekretarką udzielającą odpowiedzi i bardzo pewnych siebie programów „zarządzania grzechem”. Większość nauczania Jezusa nie przeszła by współczesnego ortodoksyjnego sprawdzianu w Watykanie, na konwencji Południowych Baptystów ani w żadnym religijnym biurze. Większość Jego nauczania była tak elastyczna i otwarta na błędną interpretację (co powinno być dla nas wszystkich oczywiste), że zostałby nazwany a najlepszym przypadku „relatywistą”, a w najgorszym – „diabłem”, jak to było za Jego czasów.

Ewangelia nie jest łamigłówką, którą rozwiązujesz, lecz podróżną doświadczenia, gdzie wiara jest twoim jedynym absolutem, co samo w sobie jest sprzecznością.

A oto klip z SNL (rozrywkowy program Saturday Night Live) pokazujący jak to wielu chce zyskiwać przewagę nad kimś, bez względu na to, co ktoś inny mówi, a często przychodzi mi to do głowy, gdy czytam niektóre komentarze.
Nawet bez znajomości języka po kilku chwilach łatwo domyślić się, o co chodzi (przy. tłum.).

https://tinyurl.com/yd95pfo6

Boże plany dla nas: A, B i C – Pierworodny

The Church Without Walls

Boże plany dla nas: A, B i C – Pierworodny

Całość znajduje się w pliku PDF, poniżej wstęp.

Czy wiecie, że pierwotnym zamysłem Boga NIE było używanie lewitów jako kapłanów? Lewici jako kapłani nie byli nawet Jego ‘Planem B’. W rzeczywistości byli Jego ‘Planem C’.

To, w jaki sposób Bóg przeszedł od swego pierwotnego ‘Planu A’ do ‘Planu B’, a następnie do ‘Planu C’  daje nam pewien pogląd na ‘Plan B’ oraz ‘Plan C’ naszego życia. Wielu ludzi uważa, że zawiedli Boga, ponieważ mają wrażenie, że żyją w ‘Planie C’, ale jak to pokażę na przykładzie Izraela, ‘Plan C’ może szybko stać się Bożym nowym ‘Planem A’!

A co jeśli On jest tak dobry i widząc przyszłość może dostosować swój ‘Plan A’ dla nas by stał się ‘Planem B’  a następnie nawet ‘Planem C’ a potem sprawić, że ‘Plan B’ czy też ‘C’  staje się Jego ‘Planem A’?  Brzmi to dość skomplikowanie, ale takie nie jest. Zacznijmy więc od Jego ‘Planu A’ który miał dla Izraela.

Boże plany dla nas: A, B i C – Pierworodny _1


John Fenn

Tłum.: Tomasz S.
Czy wiecie, że pierwotnym zamysłem Boga NIE było używanie lewitów jako kapłanów? Lewici jako kapłani nie byli nawet Jego ‘Planem B’. W rzeczywistości byli Jego ‘Planem C’.

To, w jaki sposób Bóg przeszedł od swego pierwotnego ‘Planu A’ do ‘Planu B’, a następnie do ‘Planu C’  daje nam pewien pogląd na ‘Plan B’ oraz ‘Plan C’ naszego życia. Wielu ludzi uważa, że zawiedli Boga, ponieważ mają wrażenie, że żyją w ‘Planie C’, ale jak to pokażę na przykładzie Izraela, ‘Plan C’ może szybko stać się Bożym nowym ‘Planem A’!

A co jeśli On jest tak dobry i widząc przyszłość może dostosować swój ‘Plan A’ dla nas by stał się ‘Planem B’  a następnie nawet ‘Planem C’ a potem sprawić, że ‘Plan B’ czy też ‘C’  staje się Jego ‘Planem A’?  Brzmi to dość skomplikowanie, ale takie nie jest. Zacznijmy więc od Jego ‘Planu A’ który miał dla Izraela.

Pierwotny Plan A

W Wyj. 4: 22-23 Mojżesz stoi przed Chrystusem* w płonącym krzewie, który przedstawia mu się jako JAM JEST. Powiedział Mojżeszowi, aby powiedział faraonowi, aby wypuścił Izraela: „Moim synem pierworodnym jest Izrael. Mówię do ciebie: Wypuść syna mojego, aby mi służył. Jeśli będziesz się wzbraniał od wypuszczenia go, Ja zabiję twego syna pierworodnego”.

(* W Jan. 8:58 Jezus powiedział o sobie JAM JEST. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat zamów cykl pt.: „JAM JEST, kim jest Jezus i skąd przyszedł”.)

Cały naród Izraela jest Jego pierworodnym synem. Oznacza to, że każdy mężczyzna, kobieta i dziecko w oczach Pana uważane było za Jego pierworodnego. Pomyślmy o tym, jak niesamowite dla każdego z nich było to usłyszeć!

W tamtych czasach pierworodny syn otrzymywał podwójne dziedzictwo (Pwt. 21: 17), podczas gdy reszta dzieci otrzymywała dużo mniej, jeśli coś w ogóle. Pierworodny był przygotowywany do odziedziczenia rodzinnego biznesu i miał prawo do używania nazwiska ojca reprezentując go w biznesie. (Widzimy tu bezpośrednie podobieństwo do nas, gdy jesteśmy przygotowywani, używamy nazwiska rodowego itp.)

W oczach Ojca Niebieskiego każdy mężczyzna, kobieta oraz dziecko byli Jego pierworodnym synem, ze wszystkimi prawami i przywilejami z tego wynikającymi – nawet jeśli z natury nie byli w swojej rodzinie pierworodnymi ani mężczyznami.

Nawet jeśli dziecko numer 8, w rodzinie mającej 10 dzieci, było dziewczynką, co po ludzku oznaczało, że nie miało szans na dziedzictwo pierworodnego, to jednak w Bożej rodzinie takie dziecko było pierworodnym. Dlatego też było w stanie przyjąć pełne Boże dziedzictwo. Oznaczało to również, że każda mała dziewczynka, która dorastała w tej kulturze, z zapewne ograniczonymi prawami i edukacją, w Bożych oczach była Jego pierworodnym synem. Duchowo miała wszystkie prawa i przywileje pierworodnego syna. Bóg wyniósł wszystkich do poziomu synostwa pierworodnego.

Bycie pierworodnym synem Boga oznaczało, że Izrael jako naród miał prawa i przywileje, których nie miał żaden inny naród. Mieli szerzyć poznanie Boga i Jego ścieżek pośród narodów ziemi; stali się Jego ludem wybranym, Jego pierworodnym synem.
Continue reading

Mamy rok 2019 i Bóg nie zabiera cię na nowe poziomy

 

Stephen Crosby

Manipulacja ludźmi przy pomocy języka „nowych poziomów”.

Co roku o tej porze media socjalne nasączone są naiwnymi i manipulacyjnymi chrześcijańskimi „błogosławieństwami” i „przewidywaniami” takimi jak to: „W 2019 Bóg zamierza zabrać cię na nowe poziomy!”

Tego rodzaju język nie towarzyszy wyłącznie noworocznym obietnicom, lecz jest w magazynie i handlowym języku wielu kościołów. W porządku, mamy 2019 rok, a to moje przewidywanie: Bóg nie zamierza zabrać cię na nowe poziomy. Dlaczego? Ponieważ nie ma czegoś takiego.

Mógłby ktoś pomyśleć, że taka frazeologia obca całości Pisma powinna być postrzegana co najmniej z jakimś sceptycyzmem! Tak nie jest, jeśli chodzi o wielu moich charyzmatycznych przyjaciół i licznych telewizyjnych kaznodziei różnych kierunków. Dla wielu, samozwańczy „bezpośredni przekaz od niego”, „nowe objawienie” czy „prorocze słowo” jest rzekomym nadrzędnym zrozumieniem. Są też tacy, którzy uważają metodyczne badanie Pisma za dzieło ciała. Jest to rzekomo raczej „poleganie na własnym zrozumieniu” niż na bezpośrednim nauczaniu „przez Ducha” – sic. Taka pogarda dla rzetelnej egzegezy i kontekstowego stosowania Pisma jest wyraźna i ma rozmiary epidemii w tej przestrzeni. Jest to zupełnie nonsensowne, lecz tak powszechne jak pchły na bezdomnym psie.

Gnostycyzm – nic nowego pod Słońcem

Tak więc, gdyby nie wystarczał fakt, że Pismo nigdy nie używa takiego słownictwa, aby przyhamować na takim nonsensie, zastanówmy się nad tym:

To gnostycka herezja nauczała rozwijania się poprzez duchowe poziomy – od niższych -„duchowego oświecenia”, do wyższych i jeszcze wyższych „duchowych oświeceń”. Gnostycy nauczali, że ktoś bardziej oświecony od ciebie, może mentorować cię czy pomóc ci rozwijać się przez te różnorodne poziomy, dzieląc się z tobą tajemnymi słowami i wglądami, których nie byłbyś w stanie otrzymać w inny sposób, a jedynie przez poddanie się bardziej nadrzędnemu gnostykowi. Było to różnie opakowane – język ubierany w słowa poddania przywództwo, czy to „służba ojciec-syn”, czy służba „przebudzenie przyjdzie jeśli tylko my zrobimy _____” (wypełnił wolne miejsce dowolnym wybranym przez ciebie wabikiem), czy innym paradygmatem – lecz trucizna jest ta sama. Oczywiście, ta herezja funkcjonowała 2000 lat temu, jest też herezją obecnie, bez względu na to, co moi charyzmatycznie nastawieni przyjaciele mogą myśleć.

Propagowanie tej gnostyckiej herezji w niezliczonych „chrześcijańskich” środowiskach nie jest niczym więcej, jak tylko manipulacyjnym chwytem, którego celem jest wywołanie uczucia nieprzemijającej niewystarczalności i stałej pogoni za jakimiś obiecanym wyższym duchowym miejscem – jeśli tylko zrobisz to czy tamto, uwierzysz w to czy tamto. Jeśli tylko spełnisz odpowiednie wymagania (a niemal zawsze towarzyszy im jakaś forma kontroli), Bóg odpłaci ci, zbierając na „wyższy poziom”.

Jest to duchowe związanie – ludzkie wykorzystanie. Czyż nie powinno być samo w sobie ostrzeżeniem to, że w tego rodzaju naiwnych deklaracjach zawsze chodzi o to, że to ty masz być większy, bardziej błogosławiony, bardziej zamożny, sławny, mieć większą służbę itd.? Kiedy ostatni razy widziałeś jedną z tych śmiesznych proklamacji nowego poziomu połączoną z ubytkiem twojej służby? Nigdy się z tym nie spotkasz, ponieważ krzyżowa droga nie sprzedaje się w zachodnim (amerykańskim) chrześcijaństwie.

Nasze bogate dziedzictwo

Bóg dał nam (obecna rzeczywistość wpływająca na nas w tej chwili) wszystko, co jest potrzebne do życia i pobożności (2Ptr 1:3). Musimy tylko żyć zgodnie i konsekwentnie, dobrze realizując rzeczy podstawowe, zamiast pożądać jakichś nieokreślonych nowych poziomów katharsis czy oświecenia.

„Dałem im (coś co jest aktywne, dzieje się w obecnej chwili, teraźniejszości) chwałę, którą miałem u Ojca”(J 17:22). Żyj na podstawie tej rzeczywistości zamiast na gruncie nigdy nie kończącego się pościgu za jakimś nowym poziomem.

„Dzięki niech będą Bogu, który daje nam (obecnie) zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1Kor 15:57). Twoje zwycięstwo nie leży gdzieś przed tobą w jakimś mistycznym eterze. Nie jest ukryte, po to, aby ujawnić coś w przyszłości, któregoś dnia, gdy osiągniesz nowy poziom. Jest bliżej niż twój własny oddech.
To jest tak proste. My po prostu nie wierzymy w te podstawowe i proste rzeczy. Pożądanie bardziej duchowej ekstazy niż ukrzyżowany sposób życia, przygotowuje nas do nowego poziomu wabika błędu czy zwiedzenia. Nie istnieje nic wyższego niż być w Chrystusie i Chrystus w nas. Nie można udać się nigdzie wyżej, niż być posadzonym wraz z Chrystusem w okręgach niebieskich.

Te prawdy (oraz inne podobne) są czasami nazywane prawdami „pozycyjnymi”. Jest to po prostu wyrafinowana biblijna gadka niewiary na określenie „nierealne”.
Nie zgadzam się z tym. Są to podstawy obecnego życia naśladowcy Chrystusa

Wzrastanie w drodze ukrzyżowania

Continue reading