Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Droga jeszcze doskonalsza – Miłość


www.bobbyconner.org/store

Królewska Ekipa(oryg.: Kingdom Company) będzie działać i usługiwać na fundamencie szczerej miłości i pokory; usilnie starajcie się o lepsze dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą (1 Kor. 12:31).
Musimy podążać wyższą drogą, drogą prawdziwej, skupionej na Chrystusie miłości.
Szukamy mocy, a Bóg pragnie uwolnić prawdziwą pasję.

Największy dar


Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci. Bo cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie; Lecz gdy nastanie doskonałość, to, co cząstkowe, przeminie. Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co dziecięce. Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas poznam tak, jak jestem  poznany. Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość.

1 Kor. 13:1-13

Duch Boży udziela cudownej łaski, abyśmy mogli wyraźnie nauczyć się lekcji MIŁOŚCI.
Nie ma nic mającego większe znaczenie niż prawdziwa, skupiona na Chrystusie MIŁOŚĆ.


Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć
będziecie.
Jn 13:35.

Powinniśmy modlić się o to, abyśmy wzrastali i obfitowali w miłość Chrystusową


Was zaś niech Pan napełni obficie miłością do siebie nawzajem i do wszystkich, miłością, jaką i my dla was żywimy,
1 Tes. 3:12

Ciało Chrystusa uczy się kochać – jest to klucz do zmiękczenia i otwarcia najtwardszego nawet serca. Miłość nigdy nie zawodzi. Programy zawodzą, ludzkie plany zawodzą, lecz Boża miłość nigdy nie zawodzi.

Tego rodzaju miłość nie jest tanim światowym osadem; ona kosztuje i cenna. Prawdziwa, Chrystusowa miłość będzie kosztować cię wszystko. Bóg wzywa pełnych pasji ludzi, którzy są gotowi złożyć swoje życie i dawać nie spodziewając się akceptacji świata. To pokolenie będzie płonąć chwałą Bożą. Ta pojawiająca się Królewska Ekipa będzie maszerować w rytmie uderzeń Jego serca. Jego serce będzie pragnieniem ich serc. Oni postanowią iść za
Barankiem, dokądkolwiek On idzie, nawet na krańce ziemi. To powstające pokolenie chce umrzeć za to, w co wierzą. Nigdy świat nie był świadkiem takiej pasji.
Te serca, pałające miłością Bożą, pośpieszą na pola żniwne, wywołując szalejący ogień przebudzenia wśród narodów. Całe kraje mogą być zbawione w ciągu jednego dnia.

Człowiek, Jezus Chrystus, jest skrajnym przykładem Boga zamieszkującego w nas.
A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy.
Jn 1:14

Zwróć uwagę na zwrot i ujrzeliśmy chwałę Jego . To powstające Królewskie Przedsiębiorstwo będzie wywoływało taki sam efekt jak Jezus – chwała Pańska będzie widoczna na nim. On jest naszym wzorem: wyłącznie On jest naszym prawdziwym przykładem. Gdy Jezus chodził po ziemi, był prawdziwą demonstracją tej niezgłębionej miłości Bożej. Musimy skupić swój wzrok na Nim jako doskonałym wzorze życia w miłości (2 Kor. 3:18)

Bądź jak Jezus
Jako uczeń Jezusa Chrystusa, zostałeś stworzony na obraz Boga i jesteś ogromnie ważny dla Niego. On wzywa cię do chodzenia w doskonałej jedności z Nim – na podobieństwo do Niego i Jego natury. Pamiętaj: BÓG JEST MIŁOŚCIĄ (1 Jn 4:8). Naszą misją jest być wonnością Chrystusową, pięknem Jezusa, samym Jego namaszczeniem na tej ziemi. Gdy usługujesz, usługujesz z Nim. Gdy chodzisz, chodzisz z Nim.


Jezus modlił się do Ojca:

A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy.
Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś. Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata.
Jn. 17:20-24.

Niesamowite jest obserwować jak Duch Prawdy zmienia postawę wielu w Ciele Chrystusa; ich motywacje do dawania, a nie tylko po to, aby otrzymać. Jest to prawdziwy Chrystusowy charakter, który musi być w nas widoczny dla cierpiącego świata. Naszym celem jest, aby nasz charakter był po prostu taki sam jak Chrystusa:


Który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, Aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią I aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.
Flp. 2:6-11, NIV

Naszą misją i mandatem z nieba jest pasja i współczucie (ang. gra słów „passion and compassion” – przyp.tłum.), aby kochać Boga i kochać naszych bliźnich. Ze współczuciem, Jezus objął człowieka chorego na trąd, przyjął umierającą kobietę i złamał prawo, aby usiąść przy studni i rozmawiać z prostytutką.


A widząc lud, użalił się nad nim, gdyż był utrudzony i opuszczony jak owce, które nie mają pasterza. Wtedy rzekł uczniom swoim: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje.
Mat 9:36-38

Miłość jest najdoskonalszą drogą, Miłość nigdy nie zawodzi, Miłość jest największym Bożym refleksem, Miłość zakrywa wiele grzechów.

Uzdrawiająca miłość


Uleczę ich odstępstwo, dobrowolnie okażę im miłość, gdyż odwrócił się od nich mój gniew.
Oz. 14:4

Nawet jeśli odpadłeś od wiary, dzięki Bogu, O zawsze jest gotów zaoferować czułe, pełne miłości przebaczenie.
Naprawdę, jak czytamy:

Przypowieści 10:12 miłość przykrywa wszystkie występki.

Obfitość Błogosławieństw

Bobby Conner


aracer

BC_08.01.08 Przyprowadźcie ich do Chrystusa

logo

8 stycznia 2008

Dzisiejsze rozważania zaczerpnięto z:
PRZYPROWADŹCIE ICH DO CHRYSTUSA
Chip Brogden

http://www.theschoolofchrist.org/articles/bring.html

A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę (Jn. 12:32).

Celem każdej prowadzonej przez Ducha służby jest, aby przyprowadzić ludzi DO CHRYSUSA, nieustępliwie, a nawet zawzięcie, wykorzystując każdą możliwą sposobność, aby złożyć im Świadectwo Jezusa Chrystusa. Paweł powiedział, że nie głosimy siebie, lecz Chrystusa. Wszelkie próby starania się o to, aby naśladowano nas, muszą być bezlitośnie powstrzymane. Tutaj nie może być żadnego miejsca na chwałę dla nas samych, czy na pracę naszych rąk.

Jeśli nasza służba, praca, działania nie oddają nieustannie pierwszeństwa Chrystusowi, jeśli stale nie wskazują z dala od nas, a na Niego, to nie możemy twierdzić, że wykonujemy pracę Pańską. Jest wyłącznie jedna praca i jest to praca przyprowadzania ludzi do Chrystusa – od najdzikszych pogan do najświętszych świętych – z dala od ludzi.


Subscribe to these daily messages:
http://www.TheSchoolOfChrist.Org/join.html

aracer.mobi

Odgłosy przemian

logo

Ron McGatlin

W latach 90 tych spędziłem ponad rok w samotności w mojej komorze wśród sosnowych obszarów Wschodniego Teksasu. Pan był ze mną w bardzo osobisty sposób i był moim jedynym stałym towarzystwem. W okolicach wschodu słońca niemal codziennie rano odbywałem krótki spacer z mojej chatki na coś, co nazywałem wzgórzem modlitwy. Pewnego ranka, gdy zbliżałem się tam tuż przed wschodem słońca, Pan powiedział mi, abym zatrzymał się na chwilę. Gdy stanąłem, spoglądając na płaską część wzgórza modlitwy, pojawiła się przede mną wizja.

Szarym świetle zbliżającego się wschodu zobaczyłem nieskończoną linię ludzi poruszających się w jednym kierunku jeden za drugim jak po sznurku. Szli z północnego wschodu na południowy zachód przez obszar wzgórza modlitwy. Każdy z nich niósł na plecach duży pakunek i szli dobrze wysłużonym szlakiem. Ziemia była piaszczysta a cała trawa była wydeptana na około 1-1.5 metra szerokości ścieżki, która stała się jakby koleiną. Była pełna delikatnego piasku, co powodowało, że chodzenie i noszenie tych wielkich paczek było uciążliwe. Wszyscy ci ludzie byli nieco zgięci do przodu pod ich ciężarem i spoglądali tylko w dół na nogi idących przed nimi. Nikt nic nie mówił, poruszali się w zupełnej ciszy. Wszyscy wydawali się być pokryci szarym, lekko zielonkawym kolorem, włącznie ze skórą, ubraniami, grubym obuwiem i ciężkimi pakami. Wyglądało to tak, jakby wszyscy byli pokryci matową, szarą substancją.

Gdy tak stałem przyglądając się tej wizji, ze wzgórza znajdującego się na wschód od mojego miejsca modlitwy zaczęły docierać piękne dźwięki niebiańskiej muzyki. Głosy były zgrana tak doskonale jak instrumenty i być może były tam również instrumenty. Jak tylko odezwał się dźwięk tej muzyki, jasne, lekko złote światło zaczęło święcić zza tego wzgórza, które stało się małą górą ze szczytem jaśniejącym tym światłem. Niemal równocześnie z muzyką światło zaczęło docierać do wzgórza modlitwy i wlokących się ludzi. Wszyscy równocześnie, bez słowa zatrzymali się, ponieśli swoje głowy i spojrzeli na ten strumień światła dochodzący ze wschodu. Wszyscy w tym samym czasie wyszli z koleiny i bez słowa zrzucali swoje plecaki odkładając je na bok, po czym zaczęli po cichu iść w grupie w stronę światła i dźwięku.

Gdy szło się wschodnim zboczem mojej góry modlitwy, była tam dolina, przez którą płynęło wschodnie rozwidlenie potoku Piney Creek. W naturze było to strumień, lecz gdy szarzy ludzie zaczęli dochodzić z góry modlitwy do wschodniego stoku góry doszli do potoku, który stał się większym strumieniem świeżej, krystalicznie czystej wody. Teraz miał około 0.5-1.2 m głębokości z czystym żwirowym dnem. Grupa ludzi weszła do niego i zaczęła myć się i chlapać wokół. Po raz pierwszy zaczęli mówić i radośnie oddziaływać na siebie nawzajem. Gdy wyszli po drugiej stronie nie byli już szarzy, lecz mieli naturalny kolor skóry i byli ubrani w jasno kolorowe ubrania. Wydawali się o wiele bardziej żywi i szczęśliwi. Dalej szli w kilku grupach, ramię przy ramieniu, i zaczęli wspinać się na wzgórze, które stało się małą górą, a ich wzrok skupił się na szczycie góry, z którego płynęło jasne światło i niebiański dźwięk muzyki. Zaczęli reagować na tą muzykę z doskonałą harmonią, z niebiańskim brzmieniem. Gdy szli wmieszali się w teraz już jasno białe światło a ich kolorowe ubrania stały się jasno białe.

Pan zaczął mówić do mnie w duchu i powiedział: „Idź, zobacz na do tych paczek”. Podszedłem do rzędu paczek leżących na ziemi. Byłem zdumiony ciężarem jednej z nich, gdy chciałem ją podnieść. Otworzyłem kilka i w środku znalazłem różnego rodzaju rzeczy. Było tam mnóstwo grubych, ciężkich teologicznych książek, różnego rodzaju religijnych symboli i przyborów, były też książki typu „co zrobić, żeby…” osiągnąć powodzenie, o samorozwoju i wszelkiego rodzaju rzeczy dotyczące rozwijania umysłu. Były tam też różne dokumenty, prawa własności, papiery handlowe, hipoteczne, księgi finansowe itd. Nie znalazłem tam niczego, co można by uważać za złe. Wręcz przeciwnie, paki były wypełnione ważnym rzeczami, które uważamy za wartościowe w tym życiu.

Wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, co oznacza ta wizja. Wiedziałem, że owi szarzy ludzie byli ludźmi Bożymi, którzy ugrzęźli w koleinach religii, niosąc niewiarygodne ciężary, którymi usiłowali wypełnić pozbawione życia i niewłaściwie wypchane ludzkimi tradycjami religijne systemy. Byłem przytłoczony rozmiarami tego, co właśnie zobaczyłem. Pan zapewnił mnie, że zbliża się zmiana. Podążałem dalej do mojego miejsca modlitwy ze złamanym sercem za Bożym ludem i od tej chwili zacząłem wołać o religijną przemianę, która, jak widziałem, nadchodzi. Modliłem się o to, aby odezwał się ten dźwięk i zaświeciło światło, aby krystalicznie czysta rzeka oczyściła religijne szaty śmierci Jego ludu i abyśmy odłożyli na bok te ciężary religii, a wstąpili na górę jedności z Nim.

Przemiana zaczęła się

Chwała Bogu! Przemiana już się zaczęła i trwa obecnie. W wizji miałem świadomość nieskończenie długiej kolejki ludzi przed i za tymi, którzy byli na wzgórzu modlitwy. Pomimo, że nie było to częścią wizji, wierzę, że podobnie jak ci szarzy ludzie z nieskończonej linii, przyjdą oni do wzgórza modlitwy, dojdą do miejsca, gdzie da się słyszeć dźwięk przemian i światło chwały zaświeci nad nimi. I, podobnie jak to było w wizji, wszyscy, którzy usłyszą tą muzykę i zobaczą światło zostaną przemienieni. Czy słyszysz dźwięk i widzisz pełne chwały światło przemian?

Lecz co z przeciwnościami, na jakie trafiam po zejściu z tej koleiny?
Niektórzy, nawet usłyszawszy i zobaczywszy, mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że są w drodze ze względu na przeciwności, na jakie napotykają. Wizja nie pokazywała doświadczeń i prześladowań, które spotkamy w dolinie. Ból przemian, który wielu z nas już przechodzi, lub wkrótce zacznie przechodzić, nie został opisany w tej szczególnej wizji. Bóg nie ukrywa przed nami tego, lecz pokazuje nam, o co się modlić. Nigdy nie musimy modlić się o prześladowania, one przyjdą niezawodnie, aby wspomóc przemianę, przynajmniej do niektórych z nas.

Doświadczanie prześladowania i niesprawiedliwego cierpienia jest normalną częścią stawania się na tym świecie takim jak Chrystus. Te bolesne doświadczenia są czymś znacznie więcej niż tylko niewygodnymi efektami ubocznymi stawania się podobnym do Chrystusa. Cierpienie prześladowań ma ważny cel. Pismo wyraźnie mówi, że ci, którzy są źle traktowani dla sprawiedliwości czy imienia Chrystusa są błogosławieni. Ciche znoszenie niesprawiedliwego cierpienia i dobrowolne przyjmowanie osobistej ofiary może spowodować znaczący wzrost w obejmowaniu Królestwa Bożego.

Mat. 5:10-11:
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie!

Mk. 10:29-30: Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, Który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań, a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego.

2 Tym. 3:12
Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.

NIE MARNUJ SWEGO BÓLU

Jakie jest błogosławieństwo czy owoce przeżywania niesprawiedliwego bólu? Czy to błogosławieństwo jest automatyczne, czy też możemy zmarnować nasz ból
i stracić błogosławieństwo?

2 Kor. 12:10: Dlatego mam upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny.

Własne słabości dają miejsce na siłę „Chrystusa w nas”, aby być mocnym.

Ból w sercu zawsze wywołuje w nas jeden z dwóch skutków, w zależności od naszej reakcji. Możemy oburzać się na niesprawiedliwe bolesne doświadczenia i zostać skażeni korzeniem zgorzknienia. To może nas przemienić i przynieść owoc w postaci różnych form zła i strat w naszym życiu. Ruiny tych, którzy konsekwentnie oburzają się na bolesne niesprawiedliwości i podświadomie starają się bronić swoich dusz przed bólem i śmiercią, można zobaczyć porozrzucane wzdłuż poboczy drogi życia. Ból plus oburzenie stają się strumieniem zgorzknienia prowadzącym do zanieczyszczenia.

W drugiej opcji dostępnej dla wierzącego jest przebaczenie z serca tych niesprawiedliwości. Skoro potraktowanie nas było niesprawiedliwe, a my jesteśmy dziećmi Bożymi, które starają się służyć Mu, przebaczenie wymaga złamania pragnień naszej duszy, jej praw, potrzeb i oczekiwań. Wymaga to porzucenia naszego naturalnego życia na rzecz śmierci. Powstanie do życia przychodzi wyłącznie po śmierci. Silna lecz zraniona dusza tworzy silne pragnienie czy potrzebę utrzymania się przy życiu, powodzeniu i akceptacji przez innych. Totalne złamanie silnej duszy, takiej jak moja, może wymagać licznych okresów częstego prania niesprawiedliwymi, bolesnymi doświadczeniami. Ból plus przebaczenie stają się strumieniem miłości, który prowadzi do czystości i świętości.

Rozwój życia Chrystusa w Jego ludziach poprzedza ból i złamanie. Jeśli czynim źle to nie ma żadnej korzyści z wynikającego z tego bólu, lecz jeśli prawdziwie oddaliśmy się Bogu i żyjemy sprawiedliwie, niesprawiedliwy ból jest bardzo korzystny, jeśli znosimy go cierpliwie i przebaczamy. Jest to część naszego powołania, aby Chrystus był kształtowany w nas. Wyłącznie wtedy, gdy Chrystus jest w nas kształtowany rządzimy i panujemy z Nim, ustanawiając królestwo Boże w każdym aspekcie życia w naszym świecie.

1 Ptr 2:20 Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga. Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi;

1 Ptr 4:14:
Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was.

Poszukujcie Miłości, ona nigdy nie zawodzi
Ron McGat

сайта

Coś jest nie tak

Logo_VanCronkhite

Wiesz o tym. Ja to wiem. Gdybyśmy nie wiedzieli to po co mielibyśmy zmagać się z tymi potężnymi bardzo potrzebnymi słowami zaczynającymi się od „re”: reformacja, restauracja, rewolucja, odnowienie (ang.: renew), ożywienie (ang: revive)…. Badamy, szukamy, tworzymy jakbyśmy mieli zbudować coś nowego pod słońcem, coś unikalnego odkrytego przez nasze pokolenie mistyków i teologów, a chodzi o nowy wygląd, nową formę kościoła, coś, czegoś czego jeszcze nie widziano.

Ale co, jeśli w całych naszych ulotnych staraniach przedefiniowania (re-define) kościoła zupełnie nie chodzi o formy, struktury, doktryny, tradycje, czy kulturę? A co, jeśli o wiele bardziej chodzi tutaj o wejście i uchwycenie nadnaturalnej rzeczywistości, nadnaturalnego Królestwa? Bo to tutaj, i wyłącznie tutaj, odkrywamy Kogo nam brakuje i to, że nie jest to forma ani struktura.

Być może mniej troszczylibyśmy się o formę, gdybyśmy weszli do Jego Królestwa i odnowili tylko ten jeden, najbardziej lekceważony składnik, ten jedyny składnik, który sprawia, że temu Królestwu nie można się oprzeć – miłość. Być może, po prostu być może, Kościół po jaki Pan wraca znacznie bardziej potrzebuje nadnaturalnej przemiany, którą On organizuje od wewnątrz, a nie od zewnętrznego opakowania jakie jest wyrazem kościoła; bardziej chodzi o „bycie” niż o jakąś szczególną formę czy strukturę, czy statystycznie mierzalny wzrost, czy przychód.

Gdy to wszystko zrobiono i powiedziano, może Pan bardziej troszczy się o tą pojedynczą kwestię: „Czy przyjąłeś moją miłość i czy przekazujesz ją dalej?”

Zastanów się ponownie: Bóg posłał swego Syna, aby ogłaszać Królestwo – oparte na miłości, nadnaturalne relacyjne Królestwo – i zaprosić nas, abyśmy do niego weszli. Stulecia istnienia form i tradycji zepchnęły nas na pobocza religijnych struktur i organizacji i rozwodniły wersje głoszenia Królestwa. Ups…”coś jest nie tak” jeśli chodzi o Kościół.

A co by było, gdyby świat rzeczywiście poznał, że jesteśmy uczniami Chrystusa po miłości wzajemnej? Co by było, gdyby nasza miłość spowodowała, że świat, a nawet Kościół, zwróciłby się do Niego tak, że nasze „bycie” miłością mogłoby powstrzymać głupotę naszych oderwanych metod prozelityzmu (nawracania – przyp.tłum.), które polegają na tym, aby zrobić wszystko, co się da pod słońcem, aby dorwać ludzi, którzy pomodlą się jakąś modlitwą, podczas gdy wszystko czego im potrzeba, to jest to samo, czego nam potrzeba, to znaczy, aby być kochanymi i kochać?

A co, jeśli Bóg rzeczywiście ustanowił Królestwo na ziemi, jak jest to w niebie? I co, jeśli ono rzeczywiści jest założone na fundamencie miłości, gdzie wchodzimy w nadnaturalny sposób w to nadnaturalne Królestwo, przyjmując nadnaturalną przemianę serca, nowego ducha i nowe serce tak przepełnione miłością, że nasze własne umysły zaczynają się przemieniać codziennie?

A co, jeśli zaczniemy postrzegać ludzi poprzez rzeczywistość istnienia, która zawsze wydawała nam się niemożliwa, która teraz jest po prostu jest sposobem życia – przyjmując i dając miłość?

W tym tygodniu rozmawiałem z kimś bardzo drogim, kogo amerykański kościół nazwałby po trzykroć nieudacznikiem. Pomimo, że ma pasję dla Chrystusa o wiele większą niż większość chrześcijan jakich spotkałem, kościół umieścił ją poza ścianami zbawienia z powodu jej życiowych zmagań z grzechem na tle seksualnym. Została wypisana z religijną prozą „Kocham cię! Nienawidzę grzechu!” (Płytkie słowa, które ujawniają płytką troskę o bliźniego i płytkie zrozumienie naszego własnego grzechu.)

Zdaje się, że Jezus czuł się bardzo dobrze wśród ludzi takich jak ona. W istocie, On celowo z przebywał z takimi ludźmi. Rozumiał, czego my często nie rozumiemy, że ci, którym wiele darowano, bardzo miłują. Gdy intensywnie rozważała swoje poranienie czy odejść od siebie, od swej duchowej rodziny, czy, co gorzej, od Boga, musiałem zadać jej pytanie: „Czego ty rzeczywiście chcesz?”

Odpowiedziała, coś w rodzaju: „Wiem, czego chcę! Chcę być częścią grupy ludzi, którzy kochają siebie nawzajem, którzy faktycznie znoszą się nawzajem i gdzie będę mogła być autentyczna, być sobą. Moglibyśmy rozmawiać o muzyce, robić muzykę jako grupa ludzi. Chcę czuć się częścią czegoś, ponieważ nigdy tak się nie czułam. Chcę, prawdziwej rodziny, ponieważ nigdy nie miałam prawdziwej rodziny, gdzie czułabym, że tam należę. To jest najważniejsze, czego chcę”.

Po czym nastąpiła długa przerwa, bardzo długa przerwa, zanim słowa miłości wyszły z jej złamanego, pełnego nadziei serca: „A wtedy, chcę tak robić, aby inni ludzie czuli to, że tu należą”.

Należenie. Bycie częścią czegoś. Przyłączenie. Wspieranie. Przebaczanie. Bycie prawdziwym. Czy mógłby tak wyglądać prawdziwy Kościół, ci ulotni ludzie wiary, którzy kochają? Jeśli tak, to nasze zmagania nie tyle dotyczą działania wszystkich „re”-…. na zewnętrznych formach, strukturach czy tradycjach, ile mają do czynienia z istotą Królestwa – ni mniej, ni więcej, jak tylko z Jego zdumiewającą miłością do nas, i naszą miłością do niego i siebie nawzajem.

раскрутка

W rozpadlinie skalnej ukryję cię

 


5 stycznia 2008


„W ROZADLINIE SKALNEJ UKRYJĘ CIĘ”


Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespółwzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami,
którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa,
odkupienia ciała naszego. W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja,
którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać
się tego, co widzi? A jeśli spodziewamy się tego, czego nie widzimy, oczekujemy
żarliwie, z cierpliwością.

Rzm.8:22-25


Ze szczytów wzgórz wołam w dół na moich ludzi w dolinach. Wzywam ich, aby się przygotowywali. Powiadam wam, że to
będzie dobry rok, lecz powiadam wam również, że będzie to rok niszczący, ponieważ ponownie przez ten rok przewalą się kataklizmy jak nigdy dotąd. Ponieważ powiadam wam, że bóle porodowe tej planety wzrastają. Ziemia jest w procesie rodzenia, oczekuje mojego powrotu. Oczekuje ona na to, aby powstali synowie i córki mojego czasu. To są te dni, których wypatrywało wielu moich proroków i sług. Powiadam wam, że przeciwnik przygotował szturm przeciwko moim ludziom. On wie, że jego czas jest bliski, lecz wy będziecie bojować dobry bój przeciwko niemu. Jedno drobne słowo strąci go.


Uważajcie na to, gdzie stąpa wasza noga w tej godzinie, uważajcie na to, z kim się spotykacie. Nie przyjmujcie filozofii tego świata, lecz
bądźcie jak ten, który ukrywa się w rozpadlinie skalnej. Tam będziecie ukryci pod moimi skrzydłami. Jak powiedziałem, dni pospieszają naprzód i zmierzają do mojego powrotu. Czy będziesz gotów na nie? Czy twój dom będzie trzymał się mocno, gdy uderzą weń życiowe sztormy?”

Stephen Hanson

http://www.angelfire.com/in/HisTruth/PayPalform.html
(for donations)

1824 E.
San Rafael St.
Colorado Spgs, CO. 80909


tseyigai@yahoo.com
продвижение

Czego o miłości nie rozumiesz?

Logo_VanCronkhite

David VanCronkhite
david.vancronkhite@gmail.com

Czyją miłością jest ta miłość, którą rzeczywiście nakazuje się nam przekazywać dalej? Co to za miłość, której świat może być świadkiem i poznać rzeczywistość Jezusa?

Mamy pełną gwarancję zniechęcenia jeśli będziemy usiłowali kochać człowieka przez nasze filtry, wyobrażenia i według naszych sposobów. Wszystko, co widzimy w tych, których usiłujemy kochać to braki, które w najlepszym wypadku są przebaczone, lub zapomniane. Wszystko, co możemy mierzyć to czas jaki jest potrzebny na to, aby wykazać, że ci, którym, jak powiedzieliśmy, wierzymy ponownie okazali się niegodni zaufania i miłości. Być może ponownie zdobędą nasze zaufanie, miłość, lecz wyłącznie wtedy, gdy wykażą się na tyle, że nie stanie się to ponownie. W zależności od głębokości rany, pogwałcenia czy grzechu – rzeczywistego czy postrzeganego – ja i wyłącznie ja trzymam w ręce wszystkie karty tego, jak i kiedy kochać ponownie. To ja stawiam zasady sądu oczyszczenia i odnowienia miłości.

Nie błądźmy, jeśli jest to nasza miłość, jest ona drugiego rodzaju, a w rzeczywistości jest bezwartościowa. Nasza miłość, jakkolwiek wielka by mogła być, zawsze będzie miała ograniczenia, tak długo dopóki mamy jakąś formę cielesność w nas. Lecz co by było, gdyby była możliwość dawania Jego miłości? Co by było, gdybyśmy poszli do niebios, spędzili jakiś czas z Nim, zobaczyli i usłyszeli Jego, po czym postanowili być tacy jak On w Jego miłości i sposobach wyrażania jej?

Co by było, gdyby Bóg, Ten, który ustanowił współczucie, miłość, miłosierdzie i łaskę, powiedział: „Moje drogi są wyższe. Je nie jestem człowiekiem, który kłamie, czy synem człowieczym, abym zmieniał zdanie. Ja jestem wierny, Ja to zrobię, Ja jestem Bogiem wielkiej miłości, wielkiego miłosierdzia. Jeśli chcesz, możesz to nazwać tanią łaską, jeśli chcesz kleistą, błotnistą miłością, lecz jeśli będziesz dawał miłosierdzie i miłość tak, jak Ja daje miłosierdzie i miłość, i będziesz miał miłosierdzie, okaże się, że twoje relacje wzmocnią się, a nie zostaną zniszczone.

Czy mógłby tak powiedzieć? Czy śmiałby? Czy świat mógłby znieść miłość tego rodzaju? Czy osąd (świata) nie zatriumfowałby nad taką miłością, aby nas dostosować do siebie, aby trzymać nas w strachu i nisko skłonionych?

Czego mógłby Bóg miłości, Bóg, którego imię jest Zazdrosny, chcieć od nas? A co z miłością? Odpowiedzią musi być absolutna, bezwarunkowa miłość, albo On wcale nie jest Bogiem.

Dlaczego mówi: „Przebaczam ci wszelkie złe uczynki, które są teraz tak daleko jak wschód od zachodu?” Czy On, ten Bóg miłości, nadal prowadziłby polowanie i tropił tych, których kocha stałym przypominaniem im grzechów zamiast udzielania Jego stałego daru miłości i łaski, miłosierdzia i dobroci?

My, zwykli ludzie, posiadamy miłość zrodzoną z serca tak zwodniczo złego, że myślimy, że jesteśmy całkiem dobrzy, gdy faktycznie nawet nie zbliżyliśmy się do miejsca, do którego On nas przeznaczył.

Gdyby stawiał przed nami nasze serca – naszą nieuczciwość, brak poczucia winy wobec grzechu zaniedbania, nasz sposób traktowania bliźnich i obcych, wdów i sierot; sposobu w jaki łapiemy tych o złamanych sercach w nasze systemy przedstawień i rytuałów; nasze faworyzowanie i klasowość, ujawniany w niesprawiedliwych pensjach płaconych naszym pracownikom; nasze definicje, etykietki, wyceny grzechu i świętości, zapominanie o tym, że jeśli łamiemy najmniejsze przykazanie, jesteśmy tak samo winni jak okropni przestępcy, homoseksualiści i cudzołożnicy – tak,… lecz dobrą wieścią jest to, że On tego nie robi!

Być może zadaje ci tylko pytanie: „Czy kochasz mnie (ponieważ dlatego ja ciebie ukochałem pierwszy)?”, po którym pada następne: „Czy przekazujesz moją miłość?”

Bóg nigdy nie prosi nas, abyśmy dawali naszą miłość, Jest ona zbyt splugawione, zbyt domagająca się, zbyt kosztowna i manipulująca.

Lecz, och, Jego miłość!

„Czy przyjąłeś Moją miłość ?” woła Pan!

„Czy przekazałeś ja dalej?” płacze.

A my odpowiadamy: „Tak, przyjęliśmy ją, lecz to, co dajemy, nie wygląda, nie odczuwa się ani nie działa tak jak Twoja. Nasza jest uwarunkowana i manipuluje. Twoja pociąga, Ty dajesz pierwszy, lecz my najpierw żądamy”. I tak dalej, i tak dalej.

Jak więc ten miłosny romans między nami się odbywa? Wydaje się, że On mówi tak: „To ma być, to ma iść w nadnaturalny sposób, nie ma to nic wspólnego z tym, co znasz z natury. Możesz to otrzymać wyłącznie ode Mnie. Musisz zacząć do wspinania się tutaj do Mnie na górę. Wyjdź na górę! Pospiesz się! Czy idziesz?”

Pan tworzy drogę, po czym mówi: „Teraz, gdy już widziałeś i słyszałeś Mnie, i doświadczyłeś Mnie, jakiej części miłości nie rozumiesz? Tu nie ma niczego z podręcznika, tu nic nie działa według prawa ani nie jest przedstawieniem. A z całą pewnością nic, co by wypływało z poczucia winy i wstydu tym, że otrzymałeś ode mnie i możesz dawać. Moja miłość jest z wysokości i obezwładnia sprawiedliwością, pokojem i radością, a jest to wyłącznie w Duchu Świętym! Ja kocham ciebie miłością, która jest niezgłębiona, abyś ty mógł kochać Mnie i bliźniego. Gdyby tak nie było, nie powiedziałbym ci, że tak jest, a Ja jestem wierny i robię to. Teraz zaś pokaże ci drogę jeszcze doskonalszą! Teraz jesteś gotów. Teraz Ja będę, Ja będę, Ja będę. Lecz czy uwierzysz mi?”

A wszystko, co mogę powiedzieć to: „Tak! Tak! Tak! Wierzę! Wierzę! Wierzę! Ponieważ Ty byłeś tak wierny, tak miłujący, tak przebaczający, tak miłosierny, tak pełen łaski i cudowny, i wspaniały. Jestem zdumiony Tobą i zdumiony tym cudownym wyrazem Twojej istoty, którą tylko ty wyrażasz, Twojej cudownej miłości!

Ponieważ TY, o Boże, jesteś Miłością!”

продвижение оптимизация

BC_05.01.08 Nieskończone zaopatrzenie Pańskie

logo

5 stycznia 2008

Dzisiejsze rozważania zaczerpnięto z:
NIESKOŃCZONE ZAOPASTRZENIE PAŃSKIE
Chip Brogden

http://www.theschoolofchrist.org/articles/infinite.html

I macie pełnię w Nim… (Kol. 2:10a).

Jesteście doskonali w Nim… (wg. wersji angielskiej NIV – przyp.tłum)

Prawda jest taka, że nie jesteś bardziej doskonały w Nim dziś, niż byłeś, gdy po raz pierwszy przyjąłeś Go, bez względu na to, jak dawno to było. I nigdy nie będziesz bardziej zupełny w Nim, niż jesteś obecnie. Jesteś doskonały w Nim – oczywiście w sobie, jesteś bardzo daleki od doskonałości, lecz nie o to chodzi. „We mnie” – wzrastam, uczę się, zmagam się, dojrzewam. Lecz tu nie chodzi o „mnie”; tu chodzi to, że „nie ja, lecz Chrystus”.

Im mniej Ego tym więcej Chrystusa. To dlatego mówimy, że prawdziwy duchowy wzrost nie jest zwykłym zdobywaniem wiedzy czy postępem wieku, w latach. Wzrost to po prostu więcej Chrystusa, a mniej mnie. Po jakimś czasie nauczymy się, aby nie być zniechęceni, czy uciśnienie nawet jeśli brakuje paliwa, chleba, ryby czy wina – czy nawet duchowych łask, które te ziemskie dobra mają reprezentować. Wyłącznie ubywanie Ego otwiera drogę do wzrastania Chrystusa (Jn. 3:30). Ostatecznie będziemy uważać każdą naszą słabość jako możliwość oglądania Chrystusa przejawiającego się w Mocy. Każdy chwilowy „brak” jest możliwością oglądania Chrystusa jako Nieskończonego Zaopatrzenia. Ponieważ takie są Wola i Zamiar Boży: aby Chrystus był Wszystkim we Wszystkim.


Subscribe to these daily messages:
http://www.TheSchoolOfChrist.Org/join.html

раскрутка сайта