Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Zderzenie królestw – nieoczekiwany bohater

Logo_VanCronkhite

Zderzenie królestw – królestwa i nieoczekiwani bohaterzy.

David VanCronkhite

„Dawid, nie będziesz wyśmiany; wychodzisz w morze”. Spiąłem się. Jeśli Bóg to robił i On powiedział, że to robi, wiedziałam, że tego potrzebuję. Lecz w ten sposób zaprosiłem nieuniknioną zmianę w jedynym myśleniu jakie znałem – jako kara Boża. Z pewnością zrobiłem coś, co nie podobało się Jemu i teraz miałem zapłacić za to. Musiałem złamać któreś z Jego przykazań a nawet nie wiedziałem które. W sercu byłem uległy, lecz w arogancki sposób, tam gdzię w głębi, mamrotałem: no, Boże, to teraz czas na Twój najlepszy najlepszy numer. I zrobił to. Nie miałem najmniejszego pojęcia o tym, jak głębokie złamanie było przede mną, ani o tym, jakich wydarzeń Pan użyje, aby doprowadzić mnie do miejsca przyszłego przeznaczenia.

Początkowo miesiące, zamieniły się w lata, a to morze rozdzielało coraz bardziej moje relacje, aktywność życiową, a co najbardziej wyraźnie, służbę jaką do tej pory znałem. Nie mogłem już zrozumieć co się dzieje i dlaczego. Wydawało mi się kiedyś, że znałem Boga Ojca, ponieważ pomodliłem się modlitwą, głosiłem, że Królestwo Boże jest blisko, widziałem prawdziwe znaki i cuda, byłem zaangażowany w pewną formę pamiętania o ubogich, walczyłem z grzechem. Musiałem zapytać Boga: „Jak zły byłem?”

Odpowiedź zbliżała się powoli. Pan wchodził głęboko. Trzeba było więcej lat niż mogłem się tego spodziewać, aby zrozumieć, że „wychodzisz w morze” nie dotyczyło złamanych przykazań. Uczyłem się o Bogu i Ojcu, który kocha mnie tak bardzo, aby umieścić mnie w bezpiecznym dla zmiany środowisku i moich domysłów na temat Jego samego i Jego Królestwa.

Nebukadnezar – nieprawdopodobny bohater.

To dziwne, jak okazuje się, że nieprawdopodobny bohater pomaga ci przejść przez problemy, gdy lekarz mówi: „Masz kliniczną depresję”, Duch mówi: „Przepełniony jesteś strachem przed ludźmi”, a Bóg ogłasza: „Teraz będę uczył się o miłości i wierze”. W najciemniejszych chwilach podróży poznałem człowieka, o którym bardzo niewiele wiedziałem. Był jednym z największych królów wszystkich czasów, rządzącym jednym z największych królestw świata wszystkich czasów. Miał na imię Nebukadnezar, a jego królestwem był Babilon.

Chwila, Nabukadnezar? Bohaterem? Kiedyś znałem Nebukadnezara tylko jako butralnego mężczyznę, który został słusznie skazany za to, że oddał calego siebie „Babylonian Dream” i doprowadził do tego, że cały świat czcił ponad wszystko jego i jego królestwo. To był zły człowiek. Nie chcielibyśmy widzieć jak Bóg okazuje miłosierdzie i łaskę takiemu typowi; zasługiwał na karę, a nie zmianę, a z pewnością nie na odnowienie.

Bóg patrzył jednak inaczej. On zawsze widzie człowieka w innym świetle niż widzi człowieka człowiek i osądza inaczej niż nasze systemy. Najlepiej świadczy o tym panteon chwały z 11 rozdziału Listu do Hebrajczyków. Zamiast surowego osądu, Bóg zdecydował, że objawi Siebie królowi przez żydowskiego jeńca, Daniela, i jego przyjaciół.

Nebukadnezar był pod wrażeniem znaków i cudów. Nazwał nawet Boga Daniela, Bogiem bogów, i Królem królów. Niewątpliwie król miał już jakieś doświadczenie z Bogiem. Jego słowa zmieniły się, Jego wyznanie o Bogu, który jest ponad wszystkimi bogami zmieniło się, lecz jego serce nigdy nie drgnęło. Znał tego Boga przez innych, lecz sam nigdy Go nie spotkał, nigdy nie poznał jako relacyjnego, miłującego Boga, nie podobnego do żadnego z bóstw, którym kiedykolwiek służył. Jak się w końcu okazało, nie potrafił uznać większego, nadnaturalnego Królestwa nad tym, które stworzył własnymi rękoma.

Myślę, że wiemy o tym wszyscy, że uznanie Boga, nawet będąc poprawnym doktrynalnie i moralnie silnym, nie oznacza zmiany serca w środku człowieka. Możemy grać w ten sposób i nadal być równie podli wobec innych, jakbyśmy nigdy nie znali Boga.

Bóg dobrze wie, jak zdobyć naszą uwagę na najgłębszym nawet poziomie serca. W końcu to jest właśnie to, czego On pragnie – ludzkiego serca według Jego serca. Pan kocha nas tak bardzo, że pomoże nam dojść do miejsca, w którym kochamy Go, nie przez prawa, lecz przez współczucie, łaskawość, miłosierdzie, opanowanie gniewu i okazywanie przebaczenia – całkowite, nadnaturalne, siedemdziesięciokrotne, przebaczenie, które zdumiewa świat.

Bóg miał właśnie zabrać Nabukadnezara w podróż, której on sam wolałby nie zaliczać, do miejsc, do których wolałby nie udawać się. Potrzebne było 7 lat Bożej cierpliwości, Bożego łamania, Bożego kochania i kształtowania przemiany w najbezpieczniejszym dla niego środowisku, w którym można było dokonać totalnej przemiany; w czasie bezcelowych wędrówek po polach, jedzenia trawy jak dzikie zwierzę; sam na sam ze Stwórcą, gdzie uchwycił nie tylko ostateczny, kosmiczny autorytet Boga, lecz i Jego nieskończoną miłość. Bóg wiedział, że było to jedyny sposób na totalną przemianę.

Pod koniec tych siedmiu lat Nebukadnezar zrozumiał i przywrócono mu zdrowy umysł. Zrozumiał to, czyje panowanie jest wieczne, i czyje królestwo trwa z pokolenia w pokolenie. Bóg był wierny Swym obietnicom, aby zmienić jego myślenie, zapoznać go z wspaniałą, nadnaturalną, relacyjną rzeczywistością jedynego Królestwa, które jest niewzruszalne.

Nebukadnezar nie mógł się zmienić bez unikalnej, a jednak pełnej miłości interwencji. Bóg wiedział o nim to, czego my nie moglibyśmy dostrzec czy wiedzieć o tym mężczyźnie; znał go nie jako lidera największego ówczesnego systemu, lecz jako syna. Było jedyny sposób pozyskania go, potrzeba było tak dużo czasu a kroki były tak drastyczne, ponieważ tak bardzo był zaplątany w ludzkie myślenie. Bóg był wierny i miał na tyle miłości, aby zmienić tego męża nastawionego na funkcjonowanie w systemie. Stwórca kocha, a nie daje szkołę.

Wszystko czego trzeba do zmiany

Mogło być znacznie gorzej, tzn. moja podróż na morze. Skosiłem tylko mnóstwo trawy. Choć moje domysły były silne, byłem z innej ligi. Lecz Bóg w Swej miłości robi wszystko, co tylko jest konieczne, aby zaszła we mnie ta wewnętrzna przemiana ponieważ, jak to odkryłem, Bóg jest o mnie zazdrosny; On pragnie, aby Go kochał wszystkim. Myślałem, że to była kara, za to, że nie żyłem zgodnie z Jego standardami, które narzuciłem sobie i innym, podczas gdy Pan po prostu okazywał mi głębokość Swojej miłości.

Uczyłem się tego, że w życiu nie chodzi o przepisy czy „prawo i proroków”, czy nawet o to, co dobre czy złe. Boża wolą dla nas jest to, co zrobił dla mojego dopiero odkrytego bohatera, Nebukadnezara, a będziemy na zawsze przemienieni. Pan zrobi wszystko, cokolwiek jest potrzebne, aby zmienić nas na Jego obraz, z Jego DNA wyrażającym się każdego dnia coraz bardziej przez naszego ducha; i będziemy znać Go, jako tego, który kocha.

Królestwa wokół na będą się zderzać, lecz my w Jego Królestwie jesteśmy bezpieczni. Gdy szukamy Boga, zmiana jest nieunikniona, a jeszcze bardziej, gdy On szuka nas, jak to było z Nabukadnezarem. Wielki władca Babilonu skończył swoje panowanie na ziemi wierząc,jak to było w jego proroczym śnie: „Najwyższy ma władzę nad królestwami ludzkimi i że daję ją komu chce” (Dn. 4).

Byłeś ostatnio na morzu? Mam nadzieję. To, czego Pan pragnie to cała nasza miłość całkowicie za darmo dawana najpierw Jemu, a następnie bliźnim.

David VanCronkhite

системы продвижения сайтов

Ogarnięci pokojem

Ron McGatlin

Niesprawiedliwość wycieka wywróconego do góry nogami, upadłego świata.

Ludzkim masom zostało zamieszane w głowach, a serca ich zostały zamroczone.

Mądrość jest ukryta a sprawiedliwość jest daleko od nich.

Przebiegli i silni odbierają słabymi i prostym, i nikt nie interweniuje.

Gwałtownie wydają to, czego nie mają, na to czego nie potrzebują.

Depczą to, co drogocenne, a chwytają się tego, co zepsute.

Odrzucają prawdę, cenią kłamstwa.

Zabijają swoje dzieci i przekarmiają swoje zwierzątka domowe.

Śpią ze żmiją, a uciekają od Baranka.

Porzucają żony i molestują swoje dzieci.

Gonią za poznanie i odwracają się od prawdy.

Sąd jest nad ich głowami lecz oni nie wiedzą o tym.

Zguba jest nad nimi a czas ich zatracenia bliski.

Ich przywódcy prowadzą ich złą drogą, a oni tego nie widzą.

Ich grzechy oddzieliły ich od Boga (Iz. 59:2). Odwrócili się do Niego a On oddał ich nieprawości umysłów (Rzm. 1:28).

Posiadanie duchowych oczu i zrozumienie tego, co się dzieje, jest wielkim ciężarem. Widzieć to, co powinno być i nie móc znaleźć sposobu na to jest wielkim źródłem frustracji i zniechęcenia. Patrzeć na to jak nasz niegdyś wielki naród rozpada się, a dzieci marnują swoje życie, wywołuje wielki ból. Patrzeć jak armie zła wkraczają, aby pożerać moc ludzi to ból ponad miarę. Niemniej, najtrudniejsze w tym wszystkim jest równocześnie znać rozwiązanie, mieć lekarstwo, które uratuje tą ziemię i odnowi ludzi, i być gwałtownie odwracanym się. To jest najbardziej niepokojące i frustrujące ze wszystkiego.   Lecz nabierzcie zachęty i bądźcie odważni, Bóg jeszcze nie skończył. Jest taka rzeczywistości królestwa, która teraz manifestuje się pośród nas i przed nami, jest sprawiedliwość, pokój i radość w chwale Bożej na ziemi, tak jak jest w niebie.

Pośród tego zniszczenia, wśród katastroficznych wydarzeń sądów, świeci na horyzoncie wielkie światło. Poza dymem i pyłem zniszczenia rządzi Królestwo i zbliża się chwała. Spójrzcie w górę i niech pochłonie was całkowity pokój przewyższający wszelkie zrozumienie. Nawet w samym środku wielkiego zniszczenia w sercu będzie doskonały pokój i odpocznienie. Ciepło i pociecha będą w nadnaturalny sposób ogarniać serce i życie. W miarę jak pojawia się światło, pokój i sprawiedliwość staną się radością niewysłowioną i pełną chwały. Nie zatrzymuj się nad informacjami o śmierci i rozpaczy, nie zatrzymuj oczy na rozpuszczanym złu, lecz skup swój wzrok i uczucia na świetle naszego pełnego chwały KRÓLA, PANA wszystkiego i Jego królestwie sprawiedliwości, pokoju i radości.

Głoś i demonstruj królestwo, łapiąc tych, którzy uciekają z ognia. Odśwież ich czystą chłodną wodą Ducha i daj im na zmianę czyste świeże szaty. Wielu zostanie zbawionych przez oczyszczający ogień sądu. Nadnaturalna wiara i pokój będą udzielone ci z łaski, abyś mógł skończyć dzieło, które ci Bóg zlecił. Będziesz ogarnięty pokojem w obłoku Jego miłości. Skup się na tych rzeczach, które są z góry. Skup swoje uczucia na tym, co z Nieba i Jezusa Chrystusa w Duchu.

Kol 3:2:  „o tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi„.

Niech twoje życie będzie pochłonięte w Duchu, niech każdy dzień twojego życia, każda chwila, będzie chodzeniem w Duchu.

Gal 5:25: „Jeśli według Ducha żyjemy, w Duchu też chodźmy„.

Bądź prowadzony przez Ducha we wszystkim i nie polegaj na własnym zrozumieniu.

Przyp 3:5:  „Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie!

Rzm. 8:14: „Ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi„.

Ps. 91:7-8: „Chociaż padnie u boku twego tysiąc,A dziesięć tysięcy po prawicy twojej, Ciebie to jednak nie dotknie. Owszem, na własne oczy ujrzysz I będziesz oglądał odpłatę na bezbożnych„.

Flp. 4:4-7: „Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się.  Skromność wasza niech będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko. (6) Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie„.

Flp. 4:8-9:  „wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały. (9) Czyńcie to, czego się nauczyliście i co przejęliście, co słyszeliście, i co widzieliście u mnie; a Bóg pokoju będzie z wami„.

Dążcie do miłości, ona nigdy nie zawodzi,

a Jego królestwu nie ma końca.

Ron McGatlin

basileia @  earthlink.nettopod

Przyjaciele na zawsze

Dudley Hall

29 marca 2010

Takie jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem. Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam” (Jn 15:12-15).

Co nowego jest w przykazaniu, które Jezus dał swoim uczniom/ przyjaciołom. Stary Testament polecał Bożemu ludowi kochać Boga z całego serca i kochać innych jak siebie samych. Oznacza to, że o standardzie powodzenia decydowały możliwości jednostki. Nawet jeśli tak robił to była to miłość ograniczona przez możliwości kochania, tego, kto kochał. To nowe przykazanie ma nowy standard i nową moc. Miało być cechą wyróżniającą nową kulturę, którą właśnie tworzył.

Jezus budował nową grupę przyjaciół, którzy mieli być używani do rozpowszechniania na całym świecie nowej kultury. Jezus używał prawdopodobnie terminu „przyjaciele” w odniesieniu do tzw. 'przyjaciół przymierza’, co było dobrze znane żydowskiemu myśleniu. W starożytnej kulturze sąsiednie narody były albo przyjacielskie, albo nieprzyjacielskie w zależności od rodzaju umów jakie określały ich relacje. Przyjaciele Boga to ci, którzy zawarli z Nim przymierze. Ci, którzy odrzucają odnoszenie się do Boga na podstawie przymierza, nie są Jego przyjaciółmi lecz przeciwnikami. Jezus nazywa swoich uczniów przyjaciółmi, ponieważ On sam ich wybrał, a nie dlatego, że z natury są przyjacielscy. Wyjaśnia im, że to On umożliwił nawiązanie relacji z Ojcem, aby mogli otrzymać korzyści płynące z relacji przymierza jakie On sam ma z Ojcem.

Te korzyści, które podkreśla, to poziom zrozumienia udzielany przyjaciołom. Sługa dostaje tylko tyle informacji, ile potrzeba, aby wykonać polecenie. Nawet dobrzy słudzy są „nastawieni na polecenia”. Przyjaciele mają znacznie większy obraz, ponieważ otrzymują perspektywę Jezusa. Wyjaśnia im, że cała historia dotyczy Ojca i Syna, pokazał im, że celem całego odkupienia jest pojednanie stworzenia z Ojcem. Rzeczywiście powiedział im, że objawił im WSZYSTKO, co objawił mu Ojciec. To bardzo dużo! Teraz wiedzą już wszystko, co potrzeba, aby został osiągnięty ostateczny cel Boga Ojca.

Oczywiście, pomimo tego, że przekazał im te informacje, oni sami nie rozumieją ich jeszcze do końca. Po przyjściu Ducha Świętego zaczną pojmować to, co Jezus im mówił. Ich życie będzie fascynującą podróżą oczekiwania na to, co będzie się przed nimi otwierać ze słów Jezusa.

A co z tobą? Czy cieszysz się przyjaźnią z Jezusem? Warunek, który postawił pierwszym uczniom był taki: „Jeśli czynić będziecie to, co nakazałem”. On przykazał nam, abyśmy uwierzyli, że to, co mówi, jest prawdą i działali zgodnie z nią.

сайт

Moc relacyjnego uczniostwa

06 kwietnia 2010

J. Lee Grady

W zeszłym tygodniu grupa 91 facetów zebrała się na trzydniowy wypoczynek. Przypomniało mi to o tym, że prawdziwe chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z powierzchowną religią. Co najmniej od 3 lat chciałem zebrać grupę przyjaciół na wspólny czas zachęcenia i osobistego usługiwania. Nie byłem w stanie zorganizować fantazyjnego wydarzenia i nie wydawało mi się, żeby ci chłopcy chcieli wielkiej zadymy z drogimi hotelami i wysoko opłacanymi mówcami.

Zrobiliśmy to skromnie w użyczonym nam kościelnym budynku (dzięki, pastor Donna), pozostawiając całkowitą swobodę ubioru (dżinsy i T-shirty), z domowym jedzeniem (spotkaliśmy się w Północnej Karolinie, grillowej stolicy Południa), dzięki uprzejmości lokalnego Hampton Inn wynajęliśmy tanie pokoje. Zaskoczyło mnie to, że 91 facetów z 20 stanów i czterech z innych krajów pojawiło się na trzydniowy czas uwielbienia, współdziałania w małych grupach i inspirujących usług przekazanych przez 32 innych (każdy zachowywał swoje komentarze, aż do chwili, gdy był na to wspólny czas).

Młodzi chrześcijanie nie przyjmą mentorowania czy duchowego kształcenia nosząc

cudzą Biblię czy neseser. Prawdziwe uczniostwo może mieć miejsce wyłącznie w atmosferze

pełnej miłości i relacji.

To, co wydarzyło się w tym krótkim czasie czasu, zdumiało mnie. Zmęczeni pastorzy spotykali nowych przyjaciół, młodsi wiązali się z nowymi mentorami. Mężczyźni otwierali swoje serca, mówiąc o swoich najgłębszych zmaganiach. A w tym wszystkim najlepsze było to, że Bóg pojawił się i mówił do wielu z nich o ich obawach i braku poczucia bezpieczeństwa.

Drugiego dnia grupa sześciu młodych mężczyzn mówiła o potrzebie pobożnego wzorca. Niektórzy przyznali, że mieli dysfunkcyjne relacje ze swymi ojcami, inni wskazywali na to, że nawet w kościele nie byli zachęcani do kontaktowania się z duchowymi ojcami. Jeden z nich, Charles, opowiadał, że w jego kościele nigdy nie dopuszczano do nawiązywania bliskich przyjaźni z pastorami czy liderami. Oczekiwano od nich, że będą giermkami, których rola sprowadzała się do pracy osobistych lokajów, czyszczących buty pastorów, noszących wodę i eskortujących ich do kazalnicy.

Młodzi mężczyźni, którzy przyjechali na nasz weekend uczniostwa, Bold Venture, płakali z powodu brak autentycznych relacji. Oni nie przyjmą mentoringu czy duchowego kształcenia nosząc cudzą biblię czy neseser. Prawdziwe uczniostwo może mieć miejsce wyłącznie w atmosferze pełnej miłości i relacji.

Taki był sposób prowadzenia uczniów przez Pawła. O ile faktycznie przemawiał na spotkaniach kościelnych to jego służba nie była skupiona na wydarzeniach, kazaniach czy cielesnym sposobie przekazywania. No, i z pewnością nie chodziło o wywarcie presji na dawanie ofiar, o kaznodziejski manieryzm czy o to, jak wielu ludzi podeszło do przodu.

Posłuchaj jak Paweł definiuje służbę w 1 Liście do Tesaloniczan 2:8: „Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy„.

Paweł wiedział, że w służbie chodzi o kochanie ludzi i inwestowanie w nich. Prowadził życie nie na potrzeby telewizyjnych kamer, nadskakujących tłumów czy giermków ani kontrakty na wydanie książek. (A tak faktycznie to napisał sporą część Nowego Testamentu i nie otrzymał żadnego honorarium!) Dlatego, że kochał mężczyzn i kobiety ze swej grupy duchownych, mógł znieść biczowanie, morskie katastrofy, odrzucenie, rozruchy i więzienie. Wszystko, co robił miało na celu wlewanie życia Jezusa w ludzi takich jak Tymoteusz, Sylwan, Marek, Feba, Epafras, Łukasz, Pryscylla, Barnaba, Ewodia i wszystkich nowotestamentowych herosów, którzy nazywali Pawła duchowym ojcem.

Zastanawiam się jak zareagowałby dziś Paweł, gdyby żył i widział te pułapki „służby”, które sami stworzyliśmy. Wyobrażam sobie, że rozdarłby swoje szaty i wezwał nas do powrotu do prostej pokory.

Jeden z zagranicznych gości naszego weekendu Bold Venture, Robert, był pastorem z Ugandy. Napisał mi dziś, tuż po powrocie do Kampala, żeby się podzielić swym planem szkolenia mężczyzn w swym kraju. Napisał:

„Dziękuję za przedstawienie mnie gronu tych dzielnych mężczyzn, których życie i historie zainspirowały mnie do podjęcia działalności dla Boga w sposób całkowicie inny! Mam odwagę ku temu, aby oddać swoje życie tak wielu ludziom, jak to jest mogę.

Już skontaktowałem się z tymi, którym pomagałem do tej pory. W przyszłym tygodniu spotkam się z 24 z nich po to, aby przekazać im to, co przeżyłem. Następnie mam grupę innych 70 uczniów, których chcę mentorować w sposób celowy. Ogólnie, patrzę na 100 młodych duchownych, których będę szkolić. Będziemy razem żyć, śmiać się, płakać, będziemy dostępni dla siebie i otwarci względem siebie. Nie jest to w afrykańskim stylu, lecz wiem, że jest to droga, którą należy iść”.

Uczniostwo jest bardzo prostą koncepcją; może zbyt prostą dla niektórych z nas, szczególnie dla tych, którzy uzależnili się od aplauzu, kolejek do modlitwy, dzwonków i gwizdków amerykańskiej religii. Jeśli jednak posłuchasz uważnie to usłyszysz, wśród zgiełku tłumu, jak Duch Święty wzywa nas do powrotu do podstaw Nowego Testamentu.

– – – –

J. Lee Grady był przez 11 lat redaktorem magazynu Charisma, obecnie jest redaktorem pomocniczym. Jego nowa książka „The Holy Spirit Is Not for Sale” jest obecnie dostępna w księgarniach.оптимизация поисковые системы

Nowe spojrzenie na świat

Dudley Hall

23 kwietnia 2001

A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (Jn 17:22-23).

Gdybyśmy mieli opierać się tylko na tym, co jest widoczne to łatwo można dojść do wniosku, że siły rządzące światowymi systemami są nie tylko wrogie naszej wierze, lecz również lecz również nie do pokonania. Zaczynamy czuć się przytłoczeni przez krzykliwe ideologie, które odrzucają i szydzą z Boga, którego znamy. Wielu wierzących zdecydowało się na wycofanie się z publicznej działalności i podjęło próbę przetrwania w zamkniętych społecznościach, gdzie atmosfera jest łatwiejsza do kontrolowania. Inni nigdy nie z tego nie wyrośli i tęsknią stale za prostszymi czasami, i powrotem tych starych religijnych czasów z ich wyobraźni. Niektórzy z kolei pobudzani są nadzieją szybkiego zniszczenia, które ostatecznie da bezbożnym to, na co zasługują. Pragną Armagedonu, gdzie ci, którzy sprzeciwiają się nam, otrzymają słuszną karę. Wielu przystało na to, aby stać się częścią systemu i nawet nie zdają sobie spraw z tego, że istnieje jakieś napięcie. Po prostu znoszą życie na tym poziomie rzeczywistości, który im ten świat przedstawia.

Jezus modlił się o to, abyśmy patrzyli na świat inaczej. Ponieważ Pan zawsze modli się zgodnie z wolą Ojca, możemy być pewni tego, że Ojciec właśnie to teraz robi w nas: chce, abyśmy Go reprezentowali w taki sposób, aby świat doświadczył miłości Ojca. Bezbożnicy nie znają tej miłości. To fakt, że my wszyscy odpadliśmy od pierwotnego projektu miłości Boga Ojca powoduje, że ludzie źle postępują ze stworzeniem i wobec siebie nawzajem. Odcięci od bezwarunkowej i niepowstrzymanej miłości szukamy egoistycznego zadowolenia i chcemy kontrolować okoliczności. Jeśli cokolwiek lub ktokolwiek wejdzie nam w drogę, niszczymy go.

Wony toczą się na wielu poziomach społecznych o to, aby powstrzymać tą najgorszą część ludzkości przed przejęciem kontroli, lecz zwycięzcy mają w sobie perfidię i znowu trzeba toczyć inne bitwy o utrzymanie stanu pokojowego współistnienia. Niektórzy twierdzą, że powinniśmy znieść wojny, ponieważ one nigdy nie rozwiązują problemów. Jest to prawda, że wony nie zmieniają ludzkich serc; bo i nie mogą. Każde zwycięstwo jest chwilowe. Wojna, która toczy się wewnątrz niekochanego mężczyzny czy kobiety nieuchronnie doprowadzi do przerodzenia się w jakiś konflikt. Jeśli nie zostanie do zatrzymane, wywołuje coraz większe i bardziej niszczące wojny.

Jezus modli się ostateczne zwycięstwo Swojej misji. Modli się o to, abyśmy jako wierzący byli tak świadomi naszej jedności z Ojcem i Synem, że będziemy odbiciem pokoju kogoś będącego tak bardzo kochanym, jak Jezus był kochany przez Ojca. Ludzie, którzy są kochani nie są podatni na wojowanie ze sobą nawzajem. Zaspokojenie Ojcem daje im przyjemność, mogą więc dawać siebie dla korzyści innych. To „ludzie kochani” przekuwają miecze na lemiesze.

Podjęto mnóstwo prób stworzenia jedności w Ciele Chrystusa, abyśmy mogli wypełnić tą modlitwę Jezusa. Te ekumeniczne próby zazwyczaj są skierowane na sprawy doktrynalne i strukturalne. Niemniej, jedność będzie oczywista wtedy, gdy będziemy pewni, że jesteśmy kochani taka miłością, jak Ojciec kocha Syna.

Ci, którzy oszukują, aby zdobyć pozycję i manipulują, aby pozyskać przychylność zostaną zastąpieni przez tych, którzy cieszą się największym zwycięstwem, jakie kiedykolwiek odniesiono. Stojąc zwycięsko nad grzechem, śmiercią i piekłem, będą w stanie stawiać czoło temu światu nadzieją prawdziwego pokoju.Ludzie chcą być kochani, lecz nie mają pojęcia, że tego potrzebują, ani nie wiedzą jak to jest. To jest nasza przewaga. Nie jesteśmy ofiarami kulącymi się w strachu i obłudzie. Jesteśmy świadkami miłości, które wykracza poza ludzkie pojęcie.

сайт

Ogień oczyszczający

Kriston Couchey

Ojciec powiedział mi, żebym spisał moje przeżycia z ostatnich dwóch tygodni. Jest to trudne, lecz koniczne. Jest to świadectwo tego, w jaki sposób słowo prorocze, które otrzymałem na ten okres było przeznaczone również dla mnie i miało wpływ na mnie. Spisałem kilka snów i ich wykładów pochodzących od Pana a dotyczących czasu, w którym żyjemy. Podsumowaniem było to, że wchodzimy w Boży czas działania oczyszczającego ognia. Napisałem o słowach i snach, które odebrałem od Pana dotyczących Doliny Anchor (Cierpienia) i o rakowych tworach na ciele, które wymagają usunięcia. Napisałem również na temat: „Ogień w Domu Pańskim” i o śnie, w którym widziałem oczyszczający ogień Boży, którym Bóg będzie oczyszczać kościół. Napisałem: Nie będzie w Jego domostwie nikogo, z tobą i mną włącznie, kto nie zostały dotknięty przez ogień oczyszczenia, który ON sprowadza”.

UJAWNIONY PRZEZ OGIEŃ

Po otrzymaniu tych snów o oczyszczeniu, miałem sen, który dotyczył mnie osobiście, w którym odkryłem po lewej stronie ciała narośl. W czasie, gdy ją badałem przesunęła się na lewą stronę klatki piersiowej. Grudka była czarnym nowotworem. W poprzednim śnie Pan pokazał mi dwa nowotwory, które znajdowały się jeden po prawej a drugi po lewej stronie klatki. Pan objawił mi, że reprezentują one dwa raki na „Ciele Chrystusa”: ten po prawej oznaczał „potępienie prawa”, a ten po lewej – „bezprawie”. Skutek ich działania był taki, że służyłem Bogu PO SWOJEMU.

Pan przez serię wydarzeń zaczął ujawniać nieukrzyżowane części mojego ja. Zostałem ujawniony i przekonany o tym, że zabawiałem swoje ciało, spędzając całe godziny na światowych rozrywkach czy to komputerach, grach, czy filmach. Ujawnił pożądliwość, która podnosiła głowę za każdym razem, gdy nie byłem posłuszny Panu i otwierałem się na ataki przeciwnika. Wybuchałem gniewem i sprawiedliwością własną na innych. Pan pokazał mi moją arogancję i pychę. Pychę z powodu darów i mądrości, które On mi dał. Arogancję w tym, że myślałem, że nikt nie ma prawa skonfrontować mnie w sprawie grzechu. Przez obżarstwo i dogadzanie sobie jedzenie stało się moim bałwanem. Przysłał do mnie prorokinię ze słowem podobnym do tego, które Natan przekazał Dawidowi: TY JESTEŚ TYM MĘŻEM, KTÓRY ZNAJDUJE SIĘ W DOLINIE CIERPIENIA I TO TY MASZ RAKA”.

HIPOKRYZJA

Pan mówił do mnie i używał mnie bardzo dużo w przeszłości, lecz byłem hipokrytą i nie robiłem tego, co Paweł polecił Tymoteuszowi: „Strzeż tego, co ci powierzono, ponieważ czyniąc tak siebie samego zbawisz i tych, którzy słuchają” ~Paweł~ Pokutowałem ze złej, skłonnej do służenia sobie samej natury, która przejawiała się w moim życiu, gdy nie dbałem o to, aby chodzić w sposób godny wysokiego powołania. Proszę was, abyście mi przebaczyli, że sam nie żyłem zgodnie ze swoim własnym nauczaniem.

W Jego Miłości

Kriston Couchey

как раскрутить сайт бесплатно самому

Nowe pokolenie chwyta ogień Ducha Świętego

13 kwietnia 2010

Na konferencji Empowered 21 w Tulsa tysiące ludzie święciło odnowienie ruchu.  Czasach, gdy wiele chrześcijańskich konferencji cierpi na stały spadek uczestnictwa, co najmniej 10.000 ludzi stłoczyło się w Mabee Center na terenie miasteczka studenckiego Oral Roberts University (ORU), aby uczcić pionierów ruchu zielonoświątkowego i przekazać pochodnię odnowienia Ducha Świętego młodszemu pokoleniu.

Wydarzenie nazwane Empowered 21, w skrócie E21, było odważną próbą sprowadzenia wszystkich kierunków charyzmatycznych i zielonoświątkowych ruchów razem pod jeden wielki dach. Gdy tam przybyłem w środę wieczorem na powitalny obiad, spotkałem liderów Assemblies of God, Church of God in Christ, Foursquare Church, Pentecostal Holiness, Church of God of Prophecy, Church of God (Cleveland, Tenn.) a nawet United Pentecostal Church International -plus dyrektorów tak różnych służb jak Teen Mania, Every Home for Christ, International House of Prayer oraz Convoy of Hope. Był nawt Matteo Calisi, Włoch, który jest liderem tysięcy charyzmatycznych katolików.

„Jeśli Bóg mógł ożywić martwe łono Elżbiety i wzbudzić jednego z największych

kaznodziejów w biblijnej historii, z pewnością może nawiedzić martwe łona ruchu

zielonoświątkowego i wzbudzić armię młodych duchowych wojowników”.

Prawdziwym celem E21, oprócz oczywistego pokazu jedności, było połączenie pokoleniowej przerwy i wezwanie młodszych chrześcijan, aby podjęli odpowiedzialność za przyszłość charyzmatycznej odnowy. Pytanie, które pojawiało się w umysłach wszystkich uczestników każdego dnia tej konferencji było poważne: Czy ten ruch przerwa? Czy też umrze w ciągu kliku następnych lat z powodu religijności i niedostosowania do czasów?

Wyjechałem z E21 z wielką nadzieją na przyszłość, głównie dlatego, że co najmniej połowa zebranych w Tulsa to byli ludzie młodzi. Wiele dzieciaków było z OrU, lecz ciągle wpadałem na młodzież, która przyjechała z daleko, aby przejąć pochodnię Ducha Świętego od starszego pokolenia. W piątek jadłem obiad z młodym człowiekiem z Ekwadoru, którzy był w trakcie uruchamiania firmy wydawniczej, której celem miała być dystrybucja chrześcijańskich materiałów w języku hiszpańskim. W sobotę wpadłem na grupę dwudziestolatków z Wisconsin, którzy przyjechali to Oklahomy razem z pastorem. Tego samego dnia spotkałem młodego Nigeryjczyka, który właśnie został pastorem kościoła w Seattle. Wszędzie, gdziekolwiek byłem na terenie miasteczka ORU wpadałem na młodszych chrześcijan, którzy byli rozpaleni dla Boga. Wielu z nich zostawało codziennie do późnych godzin nocnych na przedłużającym się czasie uwielbienia z muzykami, między innymi Kari Jobe and Desperation Band.

Największym błogosławieństwem tych trzech dni było dla mnie przesłanie pastora z Georgia Jentezen Franklin. W piątek przypomniał nam o tym, że gdy Bóg sprowadził Swego Syna na świat, uczynił cud dwojakiego rodzaju. Nie tylko zacienił dziewicę i spowodował, że poczęła Mesjasza, lecz również nawiedził straszą bezpłodną kobietę, Elżbietę, i sprawił, że poczęła Jana Chrzciciela. Bóg działał z dwoma pokoleniami w jednym czasie, aby doprowadzić do wypełnienia się Jego zbawienia.

Frankiln przypomniał nam, że w następnym ruchu Ducha Świętego, Bóg nie tylko udostępnił świeże namaszczenie dla młodych ludzi, lecz również ożywił i dał wzrost starszemu ruchowi, który trzymał się wiernie Jego Słowa. Bóg kocha Marie, tak samo jak Elżbiety.

Są tacy malkontenci, którzy upierają się przy tym, że niebo nia ma zamiaru odnawiać starszych denominacji. Twierdzą, że takie grupy jak Assemblies of God czy the Church of God in Christ za bardzo skostniałyu; że nie da się ożywić takich „starych bukłaków”. Nauczają nawet tego, że ludzie powinni wychodzić z tych grup, jeśli chcą być na samym przedzie Bożego dzieła. Po wysłuchaniu usługi Franklina i zobaczeniu jak tysiące młodych ludzi z tych właśnie grup

płynie do przodu po świeże udzielenie Ducha Świętego, nie mam wątpliwości co do tego, że Bóg ma jakieś niespodzianki w rękawie. Idziemy w stronę masowego ruchu odnowy i będziemy zaskoczeni tym, jak niektóre starsze grupy odrodzą się w nadchodzącym okresie.

Jeśli Bóg może ożywić martwe łono Elżbiety i wzbudzić jednego z największych kaznodziejów w biblijnej historii, z pewnością może nawiedzić martwe łona ruchu zielonoświątkowego i wzbudzić armię młodych duchowych wojowników.

Nie jesteśmy w stanie sami z siebie złamać mocy duchowej bezpłodności. Gdyby to zależało od nas, bylibyśmy potępieni, ponieważ tak wiele kościołów i denominacji jest obecnie sparaliżowanych przez tradycje, letniość i polityczne podziały. Lecz w przypadku Elżbiety wystarczyło nawiedzenie Boże, a już dziewięć miesięcy później trzymała w ręku dziecko, które miało przygotować drogę Pańską.

Bóg może zrobić ten sam zdumiewający cud dla nas. Zachęcam cię, abyś podjął wezwanie z konferencji E21 i spodziewał się tego, że wzbudzone zostanie nowe pokolenie.

– – – – –

J. Lee Grady był przez 11 lat redaktorem magazynu Charisma, obecnie jest redaktorem pomocniczym. Jego nowa książka „The Holy Spirit Is Not for Sale” jest obecnie dostępna w księgarniach.раскрутка сайта в интернете самостоятельно