Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Studium spraw ostatecznych

WAYNE JACKSON

http://www.christiancourier.com/

14 kwietnia 2009

Nowy Testament został napisany w grece koine, języku powszechnie używanym na terenie państw Morza Śródziemnego. Rozmawiano nim w Rzymie, Aleksandrii, Jerozolimie itd., podobnie jak i w Atenach. To, że Opatrzność wybrała ten język do ułożenia Nowego Testamentu jest dla każdego poważnego badacza poza wszelkimi wątpliwościami. Jest to najbardziej barwna, ekspresyjna forma komunikacji w ogóle znana człowiekowi.

Zbadanie oryginalnego słownictwa, nawet dla nowicjusza, może być jedną z najbardziej wzruszających przygód. Oczywiście jest to uzależnione od uznania przez ucznia tego, że każde słowo Pisma jest święte, a zatem jego celem jest przekazania boskiego przesłania (2Tym. 3:16-17).

Zastanówmy się nad słowem eschatos. Jest ono korzeniem słowa „eschatologia”, terminu używanego przez teologów do nauczania na temat czasów i wydarzeń ostatecznych to jest dotyczących powrotu Chrystusa i końca świata.

Eschatos pojawia się 52 razy w greckim Nowym Testamencie. Przeważnie jest tłumaczona jako „ostatni”, z kilkoma mniejszymi wariacjami np. „ostateczny”. Autorzy Nowego Testamentu używali tego słowa w różny sposób i zbadanie zastosowania tego słowa może nas nauczyć kilku interesujących lekcji.

Można go używać w znaczeniu terytorialnym. Ewangelia była głoszona, aż po „krańce” ziemi (Dz. 1:8; 13:47), lub jak można to wyrazić kolokwialnie, do „ostatnich miejsc na ziemi”.

Czasami eschatos odnosi się do ostatniej części jakiejś ilości. Gdy Jezus mówił o człowieku wtrąconym do więzienia, który nie zostanie zwolniony aż do chwili, gdy odda „ostatni” grosz, który był winien, sugerował wieczną karę dla złego (Mat. 5:26; oraz 18:34).

W najbardziej powszechnym użyciu tego terminu, znaczył on ostatnie wydarzenie z jakiejś sekwencji wydarzeń. Na przykład, w „ostatni dzień” Święta Namiotów (siódmy dzień obchodów) Chrystus zaprosił ludzi, aby przyszli ugasić swoje duchowe pragnienie „wodą”, której On może dostarczyć (Jn 7:37).

W tym artykule chciałbym zilustrować to, w jaki sposób słowa Nowego Testamentu uczą pewnych wspaniałych prawd, które pouczają poważną duszę.

Dni ostatnie/ostateczne

Kilka stuleci przed narodzeniem Chrystusa prorok Joel zapowiedział, że Duch Boży zostanie „wylany w dniach ostatecznych” (2:28-29; por. Iż. 2:2-4). Nie ma wątpliwości co do tego, kiedy to proroctwo zaczęło się wypełniać. Piotr w dniu Zielonych Świąt cytował ten teks i ogłosił: „…tutaj jest to, co było zapowiedziane przez proroka Joela” (Dz. 2:16). Oczywiście odnosiło się to do wylania przy tej okazji Ducha Świętego na apostołów.

Wielu ludzi żyje w złudzeniu, że wyrażenie „dni ostateczne” to jakiś specjalny sygnał wskazujący na okres czasu tuż przed powrotem Chrystusa. Przypuszczalni współcześni prorocy wskazują na pewne szczególne „znaki”, które identyfikują z Pismem i gorączkowo ogłaszają: „Koniec jest bliski; żyjemy w czasach ostatecznych”. Oczywiście, że żyjemy w czasach ostatecznych, ta era już rozciągnęła się do 2000 lat.

W II Liście do Tymoteusza Paweł napisał o „trudnych czasach”, które będą charakterystyczne dla „czasów ostatecznych”, po czym ostrzegał swego młodego współpracownika: „również tych się wystrzegaj”. Czasownik znajduje się tutaj w czasie teraźniejszym, w stronie pośredniej (występującej w starożytnej grece, nie ma takiej strony w j.polskim – przyp.tłum.), w trybie rozkazującym, tworząc w ten sposób przykazanie, które mówi: „Stale odwracając się od tych” i wskazując na to, że sam Tymoteusz żył w dniach ostatecznych (por. Hebr. 1:1, 1Ptr. 1:20).

Prawda jest taka, że wyrażenie „dni ostateczne” odnosi się do ostatniego działu historii, w przeciwieństwie od okresu Patriarchalnego (od Adama do Mojżesza) i Mojżeszowego (od Mojżesza do Chrystusa). Nawet jeśli świat będzie trwał przez następne 1000 lat, nadal będą to dni ostateczne. Nawiasem mówiąc: jeśli teraz żyjemy w dniach ostatecznych to nie ma miejsca na okres tysiąclecia.

Pierwszy i ostatni

W starotestamentowym kontekście, w którym Pan wyraził swoją wieczną naturą w przeciwieństwie do przemijających bałwanów, Izajasz zawołał: „Tak mówi Pan, Król Izraelski i jego Odkupiciel, Pan Zastępów: Ja jestem pierwszy i Ja jestem ostatni, a oprócz mnie nie ma Boga” (Iz. 44:6). Zwróć uwagę odniesienie do dwóch osób jako „Jahwe” w tym tekście.

Chrystus w swym objawieniu ukazanym apostołowi Janowi na wyspie Patmos, Chrystus wyjął zwrot z tego tekstu i zastosował do siebie: „Ja jestem pierwszy i ostatni, i Żyjący” (Obj. 1:17-18; por. 2:8; 22:13).

Jakie jest znaczenie wyrażenia „pierwszy i ostatni”? Jest to dobrze znany atrybut Boga, „Wieczność” (Alford n.d., 1790; cf. Thayer 1958, 253). Ta wypowiedź jest silnym potwierdzeniem boskości ze strony Pana Jezusa Chrystusa. Porównaj podobne wyrażenie zastosowane do Ojca w Obj 1:8: „Ja jestem Alfa i Omega, mówi Pan, Bóg” z opisem Chrystusa w Obj. 22:13: „Ja jestem Alfa i Omega, pierwszy i ostatni”. To samo wyrażenie jest używane zarówno w stosunku do Boga jak i Jezusa.

Ostatnia oferta/propozycja

Na tydzień przed swoim ukrzyżowaniem Chrystus udzielił kilku ostrzeżeń przed losem tych, którzy byli bliscy wydania Go na śmierć. W przypowieści powszechnie znanej jako „Przypowieść o złym słudze” opowiedział o człowieku, który zasadził winnicę, obficie ją zaopatrzył i wynajął najemcom. Gdy zbliżyło się żniwo, posłał kilku sług, aby zabrali owoce. Zostali oni haniebnie potraktowani a kilku nawet zabito. W końcu pan ziemi wysłał „syna umiłowanego”, który był „ostatnią” (eschatos) ofertą (Mk. 12:6).

Jest to bardzo ważne ogłoszenie. Ten umiłowany syn reprezentuje oczywiście Jezusa i wyraźne jest to, że Chrystus jest ostatnim i koronnym wysiłkiem boskiej łaski (Trench 1877, 209). Jeśli on zostaje odrzucony to, jak później zauważa autor Listu do Hebrajczyków „nie ma już ofiary za grzech” (10:26). Nie ma nadziej zabawienia poza Jezusem Chrystusem (por. Jn 14:6).

Ostatni będą pierwszymi

Kilkukrotnie Jezus w swym nauczaniu używa stwierdzenia: „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” bądź czegoś równoważnego.

Bogaty młodzieniec, ponieważ nie chciał iść za Chrystusem, odszedł zasmucony (Mt.

19:16-30). Później Piotr, być może nieco dumny, powiedział: „Panie, my opuściliśmy wszystko” i niemal w negocjacyjnym tonie zapytał: „Co z tego mieć będziemy?” (w. 27). Pan obiecał pokaźne błogosławieństwo, lecz ostrzegł: „A wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” (w. 30).

Następnie Zbawiciel opowiedział przypowieść o pracownikach w winnicy (Mt. 20:1-16). Pewien człowiek wynajął do swojej winnicy pracowników, którzy byli zatrudniani o różnych porach dnia, od poranku aż do południa (zwróć uwagę na 12 godzinny dzień pracy). Gdy nadszedł czas zapłaty ci ostatnio zatrudnieni otrzymali taką samą zapłatę! Inni pracownicy narzekali, uważając, że to nie w porządku. Niemniej pan winnicy wyjaśnił, że marudzenie nie było w porządku, ponieważ on jako pan miał władzę robić, co mu się podoba i było to całkowicie „prawne” (w. 15).

Jezus zakończył stwierdzeniem: „Tak będą ostatni pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (w. 16).

Znajdujemy tutaj kilka ważnych prawd. Bóg, jako suwerenny, może robić, co mu się podoba i zawsze będzie to w porządku (Rdz. 18:25). Ludzkie oceny dotyczące Jego działania są bardzo niedoskonałe. Uczniowie stale błędnie osądzali i trzeba ich było lepiej uczyć. Spierali się o to, kto z nich jest największy (Łk. 22:24), a niektórzy prosili go miejsca wysokiej pozycji (Mk. 10:37). Zlekceważyli szczodry dar Marii, którym obdarzyła swego Pana tuż przed Jego śmiercią (Mat. 26:8). Musieli nauczyć się tej zasady, że Bóg wywyższy pokornego (Mt. 26:13; por Mk 12:42; 1Ptr. 5:5-6), a upokorzy wywyższonych (por. Dn 4:28- 37). Wszyscy możemy wiele nauczyć się z zasady pierwszy-ostatni.

Ostatni Adam

W jednym z listów do Koryntian Paweł scharakteryzował Jezusa jako „ostatniego Adama”.

Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam stał się duchem ożywiającym. Wszakże nie to, co duchowe, jest pierwsze, lecz to, co cielesne, potem dopiero duchowe. Pierwszy człowiek jest z prochu ziemi, ziemski; drugi człowiek jest z nieba. Jaki był ziemski człowiek, tacy są i ziemscy ludzie; jaki jest niebieski człowiek, tacy są i niebiescy. Przeto jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak będziemy też nosili obraz niebieskiego człowieka (1Kor. 15:45-49).

Jaka jest waga tej deklaracji? Jest to raczej skomplikowane stwierdzenie, lecz w skrócie: podobnie jak ziemskie życie człowieka wywodziło się z Adama (który pochodził z ziemi), tak i my mamy udział w naturze ziemi (Rdz. 2:7). Niemniej dla tych, którzy poddali się Zbawicielowi, Chrystus staje się dawcą życia.

Po pierwsze: jest życie wynikające z jego wcielonej roli, jako ofiary za grzech, dzięki której mamy żywą społeczność z Bogiem. Chociaż ostatecznie z punktu widzenia kontekstu dotyczącego cielesnego zmartwychwstania dzięki Jego własnemu zmartwychwstaniu (jako „pierwociny” [w. 20, 23], Chrystus da w czasie ostatecznego zmartwychwstania martwych, swoim ludziom nowe żywe ciała (Clandish 1989, 238ff). Jak napisał apostoł w innym miejscu: „który przemieni znikome ciało nasze w postać, podobną do uwielbionego ciała swego, tą mocą, którą też wszystko poddać sobie może” (Flp. 3:20-21).

Stan ostateczny

Trzy razy znajdujemy w Nowym Testamencie wyrażenie „stan ostateczny” (lub jego ekwiwalent). Każde z tych miejsc charakteryzuje się interesującym zastosowaniem.

Dotyczący losu judaizmu

W niezwykłej ilustracji Chrystus opowiada o człowieku opanowanym przez demona. Duch nieczysty opuszcza nieszczęśnika, lecz wkrótce wraca z siedmioma innym duchami, jeszcze gorszymi od niego. ”Stan ostateczny” tego człowieka jest gorszy niż poprzedni.

Jakie to miało zastosowanie? Pan powiedział: „Tak będzie z tym złym pokoleniem”,

(Mat. 12:45), to jest pokoleniem, które żyło, gdy Jezus powiedział to. Najwyraźniej chodziło o tych, którzy doprowadzili do całkowitego zniszczenia Jerozolimy i upadku kraju (por. Mat. 23:36; 24:1-34). Prześladowanie jakie spadły z rąk Rzymian w 70 roku były gorsze niż cokolwiek co hebrajczycy kiedykolwiek doświadczyli (por. Mat. 24:21). Ponad milion Żydów zostało zgładzonych, a tysiące popadło w niewolę.

Niektórzy sugerują, że nie mogło to się odnosić do zniszczenia Jerozolimy, niemniej Carson odpowiada:

„Były większe liczby śmiertelnych ofiar – 6 milionów w nazistowskich obozach zagłady, w większości Żydów i szacowane na 20 milionów pod Stalinem – lecz nigdy nie było tak wysokiego procent populacji mieszkańców, tak gruntownie i boleśnie przeprowadzonej eksterminacji i zniewolenia jak w czasie Upadku Jerozolimy” (1984, 501).

Wpływ zmartwychwstania Jezusa

Natychmiast po śmierci i pogrzebaniu Chrystusa, arcykapłan przystąpił do Piłata i poinformował go, że Jezus zapowiedział swoje własne zmartwychwstanie, że „po trzech dniach” powstanie z martwych (Mt. 27:63). Namówili władcę, aby zabezpieczył grób, aby uczniowie nie przyszli, nie ukradli ciała i nie ogłosili zmartwychwstania. Gdyby tak się stało, gorączkowo ogłosili, że „ostatni błąd” (zwiedzenie) byłby jeszcze gorszy od poprzedniego (w. 64). Żydzi byli zażenowani na samą myśl o tym, że ciało mogłoby zniknąć, a tak się stało! Przez dwadzieścia stuleci starają się wytłumaczyć, co się stało; lecz ani oni, ani nikt inny nie był w stanie dać logicznego wyjaśnienia pustego grobu – innego niż zmartwychwstanie.

Horror odstępstwa

Piotr napisał o pewnych chrześcijanach, którzy uciekli przed brudem tego świata przez poznanie Pana Jezusa, lecz ostrzegł ich, że gdyby odpadli, ich „stan ostatni” byłby gorszy od poprzedniego. Byłoby znacznie lepiej, gdyby w ogóle nie poznali ewangelii, niż poznawszy ją, odwrócili się wstecz (2Ptr. 2:20 in.). Ten tekst pokazuje, że: (a) dziecko Boże może odpaść od łaski i ostatecznie być stracone oraz (b), że będzie wyższy stopień winy przed sadem dla odstępców niż dla tych, którzy nigdy nie byli posłuszni prawdzie (por. Mat. 11:20in.; Łk. 12:47-48; Hebr. 10:28-29).

Ostatni wróg

We wspaniałym rozdziale napisanym w obronie cielesnego zmartwychwstania umarłych, apostoł ogłasza: „A jako ostatni wróg zniszczona zostanie śmierć” (1Kor. 15:26). Z tego krótkiego tekstu można wyciągnąć kila prawd. Śmierć jest spersonifikowana jako przeciwnik. W grece „nienawiść” i „przeciwnik” mają ten sam źródłosłów. Śmierć jest wynikiem złośliwej nienawiści Szatana skierowanej zarówno przeciwko Bogu jak i człowiekowi (por. Mt. 13:39). Ten przeciwnik jest „mordercą” ludzkiej rodziny (por. Jn 8:44).

Śmierć jest przeciwnikiem, który pustoszy nasze śmiertelne ciała. Okrada je z piękna, siły i godności. Nurza człowieczeństwo w cierpieniu, kradnie nam naszych bliskich. Nadwątla siły naszych krajów, odbiera lecz nigdy nie daje, ma monstrualny, nigdy nie zaspokojony apetyt. „Zniszczona” wywodzi się od „zostanie obalona” katargeitai, w czasie teraźniejszym, formie biernej, dosłownie: jest niszczona. Generalnie jest uważane to za formę, która wyraża „pewną przyszłość”, przekazujący ton przekonania; nie tylko zapowiada, lecz potwierdza (Lenski 1963, 679). Niektórzy sugerują, że może to być również aluzja do „odbywającego się właśnie procesu” (Green 1907, 298). Śmierć jest „pochłaniana w zwycięstwie” (1Kor. 15:54) a Chrystus jest Zwycięzcą, Jego ludzie zaś mają udział w owocach tego zwycięstwa.

Ostatni dzień

Pięciokrotnie w Ewangelii Jana widzimy Jezusa mówiącego o dniu ostatnim ludzkiej historii (p. Jn 6:39, 40, 44, 54; 12:48), wraz z dodatkową wzmianką o dniu ostatnim dokonaną przez Marię (11:24). Można z tego zbioru tekstów wyciągnąć kilka ważnych prawd.

Zarówno zmartwychwstanie sprawiedliwych (Jn 6:39-40) jak i złych (Jn 12:48) będzie miało miejsce w dniu ostatnim. Zatem dogmat premillennializmu (o porwaniu kościoła przy drugim przyjściu Jezusa, jest fałszywy, ponieważ zakłada, że będzie jedno zmartwychwstanie sprawiedliwych i drugie niesprawiedliwych (tysiąc lat później). Logicznie rzecz biorąc nie może być dwóch dni ostatnich. Ta teoria jest również sprzeczna ze słowami Jezusa, który potwierdził, że wszyscy zmarli powstaną tej samej „godziny” (Jn. 5:28-29). Mamy również podobną deklaracją Paweł, że jest zmartwychwstanie (liczba pojedyncza) sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Dz. 24:15).

Ponieważ zarówno zmartwychwstanie ciała jak i dzień sądu wydają się odbywać dnia ostatniego (Jn. 11:24; 12:48), a dzień ostatni jeszcze nie nastąpił, więc doktryna w radykalnej wersji preteryzmu okazuje się być fałszywa. (Chodzi o ideę, utrzymywaną przez nieliczne zwiedzione dusze, że takie zdarzenia jak: drugie przyjście Chrystusa, zmartwychwstanie zmarłych, dzień sądu i koniec świata nastąpiły w roku 70 n.e. w czasie zniszczenia Jeruzalem. Oczywiście, należy przedefiniować te wydarzenia, aby dopasować je do własnych teologicznych zamiarów.)

Wniosek

Proste studium terminu „ostatni” jest rzeczywiście wartościowe a jest to tylko próbka skarbów leżących pod powierzchnią narodowych tłumaczeń Testamentu.

Więcej informacji można znaleźć w naszych książkach pt.:

„The A.D. 70 Theory – A Review of the Max King Doctrine” oraz „Treasures from the Greek New Testament”, dostępnych w Christian Courier Publications.

– – – – – – – – – – – – – – – –

Źródła/ Przypisy

Alford, Henry. n.d.. The New Testament for English Readers. Chicago, IL: Moody.

Carson, D. A. 1984. Matthew. The Expositor’s Bible Commentary. Vol. 8. Grand Rapids, MI: Zondervan.

Clandish, Robert S. 1989. Studies in First Corinthians 15. Grand Rapids, MI: Kregel.

Green, Samuel. 1907. Handbook to the Grammar of the Greek Testament. London, England: Religious Tract Society.

Lenski, R. C. H. 1963. The Interpretation of First and Second Corinthians. Minneapolis, MN: Augsburg.

Thayer, J. H. 1958. Greek-English Lexicon of the New Testament. Edinburgh, Scotland: T. & T. Clark.

Trench, R. C. 1877. Notes on the Parables of Our Lord. London, England: Macmillan.

aracer

Ojciec oczyszcza

01 lutego 2010

Dudley Hall

Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc (Jn 15:2)

Kiedy Jezus opisuje nasz związek z Nim przez porównanie nas do latorośli i Siebie do krzewu winnego. Przeszywa nas dreszcz emocji, gdy dowiadujemy się, że oczyszczania dokonuje Ojciec. Dobrze jest wiedzieć o tym, że nie robi tego jakiś najemnik, któremu bardziej zależy na tym, aby skończyć robotę i otrzymać wpłatę, niż na dobru winorośli. W tym drugim przypadku, mogłoby się zdarzyć, że jakieś gałązki zostałyby obcięte niepotrzebnie, a inne, nie wydające owoców, pozostawione. Lecz skoro Ojciec jest winogrodnikiem, możemy być pewni, że miłość i najwyższa władza decydują o wszystkim, co się dziej.

Oczywiście, że niektórzy woleliby uchwycić się ewangelii pozbawionej elementu oczyszczania. Utrzymując mętną postawę ckliwej miłości starają się o uniwersalne, dobre samopoczucie wszystkich, którzy kupują ich towar. Niemniej ogrodnikowi zależy na całym winie i na tym, aby w całości wydawało owoce. Jest w Nim współczucie, lecz jest też determinacja, aby wino było zdrowe nawet jeśli oznacza to, że niektóre gałązki muszą zostać usunięte.

Tak było z uczniami Jezusa. Judasz był jednym z jego mężczyzn, który został usunięty, ponieważ nie został z Jezusem. Piotr błędnie zaufał sobie, co zostało odcięte, gdy osobiście zawiódł się na sobie i później spotkał się z Jezusem. Nie został odrzucony precz, lecz został oczyszczony, tak aby mógł wydawać owoce. Skłonności Tomasza do powątpiewania zostały ujawnione i odpowiednio potraktowane, aby mógł być użyteczny wśród nowego ludu Bożego.

Tak naprawdę to wszyscy, którzy idą za Jezusem mają jakieś błędne i wymagające korekty koncepcje, które będą ujawniane i odcinane. Ci, którzy wyznają, że znają Go, a nie wydają owoców w swym życiu, zostaną podobnie jak Judasz ujawnieni i wyrzekną się swojego oświadczenia.

Jak wielkim przywilejem jest być gałązką przyłączoną do prawdziwego Wina. Możemy oczekiwać, że Jego życie będzie płynąc przez nas i Jego owoce będą widoczne u nas. Ponieważ kochamy Wino, bardziej jesteśmy zainteresowanie jakością owocu, niż naszą własną wygodą. Poddajemy się więc oczyszczaniu, o którym decyduje winogrodniki. On jest naszym Ojcem.

deeo.ru

’Rodzynki’ z Listu do Filemona

WAYNE JACKSON

http://www.christiancourier.com

30 grudzień 2008

Kolosy były ruchliwym miastem we Frygii, południowo wschodnim obszarze Azji Mniejszej, które w czasach apostolskich przeżywało swoje najlepsze lata. Raz rozsławione dzięki miękkiej wełnie i kolorowym barwnikom straciło swoje wpływy na rzecz handlowej rywalizacji.

Był tam również kościół, prawdopodobnie założony przez Epafrasa (Kol. 1:2, 4:12). Święci spotykali się w domu mężczyzny nazwanego Filemon, który nawrócił się przy jakiejś wcześniejszej okazji wskutek zwiastowania Pawła (Flm. 19). Widać Filemon miał się dobrze, skoro jego dom był na tyle duży, aby pomieścić zgromadzenia kościoła i sam posiadał niewolników.

Tutaj leży cała istota tego czarującego listu. Onezym, niewolnik należący do Filemona, uciekł swemu panu, prawdopodobnie kradnąc przy okazji pieniądze (w. 18-19). Uciekinier dostał się do Rzymu oddalonego o 1500km na zachód. Tutaj skontaktował się z Pawłem, który znajdował się domowym areszcie, oczekując dyspozycji w sprawie stanięcia przed Cesarzem (Dz. 28:16). Pomimo, że Onezym wykazał swoją przydatność dla apostoła, ostatecznie postanowiono, że powinien wrócić do swego pana. Tak więc, w towarzystwie Tychikusa (por. Kol. 4:7-9), Onezym opuścił Kolosy, zabierając ze sobą najkrótszy i najbardziej osobisty z listów Pawła.

Pomimo, że składa się na niego zaledwie 25 wersów, jest naładowany trwałymi prawdami tak potrzebnymi w naszym współczesnym świecie. Zastanówmy się na kilkoma z nich:

Etyka chrześcijańska

List do Filemona jest błyskotliwą afirmacją chrześcijańskiej etyki. Zarówno Paweł jak i Onezym byli przekonani co do tego, że powrót Onezyma do swego pana jest rzeczą właściwą, naprawiającą poprzednio wyrządzone zło. Może się dla współczesnego umysłu wydawać dziwne, powrót zbiegłego niewolnika? Lecz niewolnictwo w tamtym czasie było wielowiekową, legalną instytucją i chrześcijanie mieli szanować prawa z nim związane, aż do czasu zaświtania lepszego dnia. Nie próbowali więc przemocą obalać praktyki ludzkiej niewoli; nie protestowali na ulicach, po prostu żyli chrześcijańskim życiem i oczekiwali na to, że kwas nauczania Chrystusa nabierze mocy i wykona swoją pracę. Co więcej, dla tych pobożnych mężczyzn sprawa ich działania nie dotyczyła tego „co byłoby najbezpieczniejsze?” ani „Co jest najlepsze dla nas”, lecz raczej to „Co jest prawe?”

To jest charakter!

Odwaga

Ten dokument jest wspaniałym uznaniem odwagi. Onezym był względnie niedawno nawrócony, lecz jego pasja dla prawości jest wspaniała. Zastanów się nad tym faktem, że właściciel niewolnika miał całkowitą kontrolę nad swoją „własnością”. Mógł go wychłostać, zabić, uciekinier mógł zostać naznaczony na czole znakiem „F” – zbieg. Onezym nie miał żadnej pewności co do swego losu, ale mimo wszystko szedł do przodu. To jest odwaga.

Społeczny wpływ

Ten list miał unikalny wpływ na społeczeństwo. Mówi się, że żaden inny dokument nie miał w historii tak wielkiego wpływu na podejście ludzi do niewolnictwa. Paweł zachęcał Filemona, aby przyjął Onezyma „nie tylko jako niewolnika, lecz więcej nawet niż niewolnika, jako swojego brata umiłowanego” (w. 16). Jeśli mężczyzna traktuje innych jako „umiłowanych” krewniaków, to relacja pan – niewolnik odchodzi w zapomnienie, bez względu na prawne sankcje. To właśnie tego kalibru chrześcijański „kwas” ostatecznie rzucił wezwanie do formalnego wyzwolenia.

Prawo utrzymuje człowieka w szachu (1Tym. 1:9), ewangelia zmienia jego serce. W IV wieku, szczególnie pod wpływami Konstantyna, wyzwolenie niewolników stało się zjawiskiem przybierającym na sile. Nawet stary sceptyk Bertrand Russell przyznał, że chrześcijaństwo wykuło drogę do zaniku niewolnictwa (1950, 137).

Opatrzność Boża

Ten list jest wspaniałym potwierdzeniem tego, że opatrzność Boża może funkcjonować w tam, gdzie nam wydaje się to najmniej prawdopodobne. Paweł ostrzega Filemona, że „być może straciłeś go na krótko, aby zyskać go na zawsze” (w. 15). O ile nie mógł powiedzieć, że to sam Bóg zarządził jakąś część wydarzeń, które tak wspaniale zaowocowały zarówno dla niego, jak Onezyma i obecnie samego Filemona, sytuacja wydawała się mieć na sobie Jego odciski palców.

Forma bierna, „został oddzielony” (w wersji ang. -przyp.tłum.) kieruje uwagę na działanie zapoczątkowane przez kogoś innego niż sam uciekinier. Znany naukowiec F.F. Bruce zasugerował, że czynnikiem odpowiedzialnym za tą formę bierną „jest Bóg”. Jak Niebiosa mogą zorganizować wydarzenia w życiu ludzi, szanując jego wolną wolę jest tajemnicą, której nikt nie może pojąć.

Perswazja zamiast władzy

Mamy tutaj do czynienia z mistrzowskim przykładem sztuki delikatnej perswazji, jako przeciwieństwa do sztywnej siły władzy. Jest to psychologiczne arcydzieło w najlepszym tego słowa znaczeniu. Paweł nie chce napinać swych apostolskich mięśni, lecz zamierza „popychać” Filemona we właściwymi kierunku.

W sercu Filemona następujące słowa były jak płonący węgiel:  „Jeżeli więc masz mnie za przyjaciela, przyjmij go jak mnie. A jeżeli ci jakąś szkodę wyrządził albo jest ci coś winien, mnie to przypisz. Ja, Paweł, piszę własnoręcznie, ja zapłacę; nie mówię już o tym, żeś mi siebie samego winien” (w. 17-19 ESV).

Wyraźnie wskazuje to na to, że w którymś momencie w przeszłości Paweł odegrał istotną rolę w przyprowadzeniu Filemona do Pana, nie, żeby apostoł naciskał na ten punkt!

„Czy mógłbyś mi udzielić pewnego małego ustępstwa w świetle,…no, nieistotne”. Dodajmy do tego fakt, że apostoł mówi swemu przyjacielowi, że, jeśli Bóg zechce, zamierza go odwiedzić: „A zarazem przygotuj mi gościnę; bo mam nadzieję, że dzięki modlitwom waszym otrzymacie mnie w darze” (w. 22). Tu jest punkt nacisku!

Zawsze szukać zgubionych

List do Filemona namawia nas do pamiętania o mocy ewangelizacji. Onezym był z pochodzenia Frygijczykiem (Kol. 4:9). Niewolnicy z Frygii mieli szczególnie złą opinię. Przysłowiowe było zalecenie mówiące, że frygijskiego niewolnika poprawia się biciem. Niemniej, Paweł nie uważał Onezyma za beznadziejny przypadek, lecz widział go jako potencjalnego sługę Chrystusa i nie zawiódł się. Ewangelia może wykonać swoją moc w każdym szczerym sercu, bez względu na nieciekawe pochodzenie.

Dalekowzroczność

W końcu ten mały list wypełnia ekscytujące eschatologiczne przesłanie. Przez „eschatologię” rozumiemy fakty dotyczące spraw ostatecznych, wiecznych. Są pewne elementy wskazujące na to, że Filemon darzył Onezyma uczuciem i to pomimo tego, co ów sługa mu zrobił. Jak już wskazano wcześniej, są tu słowa pociechy w przypadku możliwego opatrznościowego działania w tym pozornie nieszczęśliwym zbiegu okoliczności.

”Bo, być może, że dlatego utraciłeś go na krótki czas, abyś go odzyskał na wieki” (w. 15). Kluczem jest słowo ”na wieki”. Sugeruje, że: obecnie Onezym jest chrześcijaninem, „umiłowanym bratem”, a ci dwoje będą cieszyć się całkowicie inną relacją ze sobą; nie jest to relacja jednorazowa, lecz na wieczność; ich rodzinna więź (uznanie) utrzyma się ponad chwilowymi aspektami ziemskich okoliczności. Duchowe relacje nie ulegają zniszczeniu po śmierci! Jakże ekscytujący dowód na to, że po zniszczeniu ziemi będziemy się rozpoznawać.

Może tak się zdarzać, że studenci biblii lekceważą List do Filemona ze szkodą dla siebie. Jest to radosny dokument. Badaj go i bądź przez to ubogacony.

aracer

Pozytywny i zachęcający?

Chip Brogden

Król izraelski odpowiedział Jehoszafatowi: Jest jeszcze jeden mąż, przez którego moglibyśmy zapytać się Pana, lecz ja go nienawidzę, gdyż nie zwiastuje mi nigdy nic dobrego, a tylko zło” (I Krl. 22:8).

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nie ma nic złego w określeniu czegoś jako „pozytywne i zachęcające”. W mojej okolicy są trzy chrześcijańskie radiostacje i wszystkie twierdzą, że oferują pozytywny i zachęcający program dla całej rodziny. Podejście jest oczywiste: nikt przecież nie chce spędzać dużo czasu nad tym co negatywne i zniechęcające.

Niemniej odkryłem pewną słabość w tym pozytywnym, zachęcającym i przyjaznym rodzinie środowisku, którą trzeba się zająć. Chęć dostarczenia ludziom tych wrażeń (czy to przez radio, telewizję, kościół czy stronę internetową), tworzy nierealistyczne oczekiwania w sercach i umysłach słuchaczy, zgromadzeń, które przychodzą polegając na tym, że zostaną dobrze nakarmieni przez „tą usługą”. Zadowolenie jest pewnego rodzaju osądem, który nie kieruje się Prawdą, lecz samopoczuciem. Czy czuję się dobrze, pozytywnie, zachęcony, podniesiony i przede wszystkim szczęśliwy? Jeśli tak to wszystko jest w porządku. Czy tak? Musimy poważnie kwestionować to, co się samo reklamuje jako „służba”. Widać wyraźnie, że praktyka tzw. „służby”, czy to w formie kazania czy pieśni, staje się synonimem „chrześcijańskiej rozrywki”. Nie chodzi o to, co mówią, lecz o to czego, nie mówią. Najbardziej rażącym elementem, który jest pomijany w tej pozytywnej i zachęcającej chrześcijańskiej subkulturze jest nauczanie o braniu na siebie krzyża i wyrzekaniu się siebie. Wydaje mi się, że jest to główny brakujący współczesnemu chrześcijaństwu składnik. Nie chodzi mi tutaj o tęskne wspominane o tym, że Jezus umarł na krzyżu za nasze grzechy, ponieważ z tym jest OK. Chodzi mi o te „pozytywne i zachęcające” słowa Jezusa, które jakoś są pomijane:

I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie” (Mat. 10:38).

I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie (Łk. 9:23).

Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim” (Łk. 14:23).

Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim. (27) Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim” (Luke 14:26,27).

I rzekł ktoś do niego: Panie, czy tylko niewielu będzie zbawionych? On zaś rzekł do nich: Starajcie się wejść przez wąską bramę, gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, ale nie będą mogli”  (Łk.13:23,24).

Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie” (Mat. 7:21).

Dlaczego mówicie do mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię?” (Łk. 6:46).

Dlaczego nie słyszymy o tym, skoro podjęcie krzyża jest podstawą uczniostwa? Ponieważ ukrzyżowania nie są „przyjazne rodzinie”! Ci, którzy rozumieją krzyż w praktyczny sposób, to znaczy ci, którzy rzeczywiście idą za Panem Jezusem jako uczniowie, wiedzą o tym, że to wyrzeczenie się siebie trudno jest uznać za pozytywne i zachęcające doświadczenie. Umieranie nie jest łatwe! Zgoda na to, aby moja wola nie była realizowana i trzymanie się woli Kogoś Innego jest trudne! Codzienne krzyżowanie nie jest pozytywnym i zachęcającym zdarzeniem.

Tak więc chrześcijańscy artyści estradowi (pastorzy, kaznodzieje, prorocy i wykonawcy) muszą unikać tego tematu. Jeśli przyjrzymy się dokładniej i dłużej to znajdziemy jakieś dowody na występowanie jakiejś pieśń tu czy kazania tam, ot kilka słów rzuconych, aby wyglądało na to, że sprawa jest załatwiona. Dziękujmy Bogu i chwalmy Go za wszystko cokolwiek możemy odebrać, oprócz tych obowiązkowych wzmianek o prawdziwym koszcie uczniostwa podawane z taką częstotliwością, że mogą całkowicie zaginąć w potężnym oceanie chrześcijańskiej mowy, która skupia się na pozytywnych i zachęcających częściach Biblii, a ignoruje twarde, lecz niezbędne powiedzenia Jezusa.

Spójrzcie na to, co powiedział król Izraela o proroku Micheaszu: „… ja go nienawidzę, gdyż nie zwiastuje mi nigdy nic dobrego, a tylko zło„.  Tak, to właśnie jest istota sprawy. Dla cielesnego, światowego pokolenia prorocze słowo ma być zawsze pozytywne i zachęcające, zawsze mówiące o dobrych rzeczach co do mnie i zawsze łaskoczące moje małe uszka.

Tacy jak Micheasz nie są dopuszczani do chrześcijańskiej telewizji i nie są zapraszani do kościołów. W swym duchu odczuwam, że za każdym razem, gdy nie mówisz o tym, co jest uważane za pozytywne i budujące, ludzie wciskają palce do uszu, zaciskają powieki i krzyczą do siebie „lalallaalalala”. Może jak będziemy udawać, że nie słuchamy czy nie widzimy, to sobie pójdzie gdzieś? Nie chcemy słuchać Prawdy, ponieważ jest zbyt depresyjna! Powoduje, że źle się czujemy. A przecież to jest najważniejsze; nie to czy jest Prawdziwe, lecz czy potem czuję się lepiej!

Ci, którzy szukają wyłącznie drogi pozytywizmu i zachęcenia są ciągną ku szybkim rozwiązaniom i łatwym odpowiedziom; religijna aktywność nie wymaga wiele czasu i wysiłku, a raczej nie wymaga wysiłku w ogóle. Mamy specjalne utwory muzyczne przeznaczone na czas wezwania do przodu, do modlitwy, i mamy kaznodziejów, którzy mówią nam, co mówi Biblia, mamy chrześcijańskie księgarnie, które dają nam to, co należy czytać, mamy w też internet, aby mieć kontakt z innym chrześcijanami, chrześcijańską muzykę grającą w tle, a to wszystko, aby nas utrzymywać w dobrym nastroju. Cóż łatwiejszego! Pomyśl tylko o ileż bardziej skuteczny i pełen mocy mógłby być Pierwszy Kościół, gdyby tylko mieli ten sam pozytywny i zachęcający system, który mam dziś!

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że niemal każdy fałszywy prorok wymieniony w Biblii był pozytywny i zachęcający? Nie chodzi o to, żeby powiedzieć, że fałszywy prorok będzie pozytywny i zachęcający, lecz aby zwrócić uwagę na fakt, że na coś to nam pokazuje. Mianowicie na słabość i wadliwość ludzkiej natury. W naturalny sposób chwytamy się tego, co nas podnosi i sprawia dobre samopoczucie, a odsuwamy od siebie myślenie o tym, co nie jest przyjemne. Fałszywy prorok może zwodzić ludzi właśnie dlatego, że jest w człowieku coś takiego co rozpaczliwie pragnie wierzyć wyłącznie w pozytywne i zachęcające rzeczy o sobie samej.

Czy sugeruję w ten sposób, abyśmy szukali tego tylko tej przeciwnej strony? Nie, nie powinniśmy tego poszukiwać, ale też nie powinniśmy tego automatycznie odsuwać. Mamy szukać Prawdy, bez względu na to jakie w nas wywołuje uczucia, pozytywne czy negatywne. Paweł mówi, że nie pokłada zaufania w ciele. Nadmierne zadufanie w sobie jest formą pychy a całkowite poleganie na tym co pozytywne i zachęcające jest receptą na nieszczęście. Być może jedyną nadzieją jaką masz jest utrata pewności siebie! Jeśli żyjesz w ciele to musisz zostać doprowadzony do miejsca zniechęcenia, im szybciej tym lepiej! Może tajemnicą zwycięstwa nie jest wykrzykiwanie zwycięstwa, lecz wołanie w desperacji do Boga i przyznanie się do porażki. Co by było, gdybyśmy, zamiast chwytać się tego, co pozytywne i zachęcające, udali się do Boga i przyznali, że pomimo całej pozytywnej i zachęcającej pomocy narobiliśmy całkowitego bałaganu i nie wiemy, co zrobić?

Powinieneś przewartościować nasz schrystianizowany system wartości i zadać sobie kilka twardych pytań. Co sprawia, że przesłanie jest „dobre”? Co sprawia, że nabożeństwo jest „budujące”? Co powoduje, że chrześcijańska pieśń jest „namaszczona”? Skąd się to bierze, że jakaś służba jest „pozytywna i zachęcająca”? Czy przed tronem sędziowskim Chrystusa, Bóg w ogóle te rzeczy uznaje za wartościowe kryteria? Czy ja sam osądzam te rzeczy sprawiedliwie, czy też według moich własnych uczuć?

Dlaczego pewne chrześcijańskie osobowością są popularne? Dlaczego czytam ich książki i słucham ich przesłania? Czy stała dieta składająca się z tego co pozytywne i zachęcające da mi właściwy obraz tego kim sam jestem, czy też będzie mi się wydawało, że jestem lepszy, niż jestem? Czy chcę być doprowadzony zabawą do duchowej głuchoty, czy chcę być wyzwany do duchowej dojrzałości? Czy przez resztę życia zamierzam objadać się cukiereczkami i gumą do żucia, czy poszukam twardego pokarmu?

Czasami, wbrew moim najusilniejszym staraniom, aby doprowadzić coś do szczęśliwego zakończenia, najbardziej pozytywną i zachęcającą rzeczą jaką mogę powiedzieć jest coś takiego: „Zachęcam cię do pokuty, ponieważ jeśli tego nie zrobisz, jestem pewny*), że będzie ci się działo coraz gorzej. Zachęcam cię do tego, abyś pozbył się całej swojej pewności siebie, wziął krzyż i złożył swoje życie w dobre ręce Kogoś Innego, ponieważ jestem pewien (positive), że bez Niego niczego nie możesz zrobić”. Im bardziej skupiony na sobie jesteś tym bardziej negatywnie i zniechęcająco to brzmi – i WŁAŚNIE tak powinno być.

*) tu ang. gra słów „positive” znaczy: pozytywny jak też bezwzględnie pewny.продвижение

Utożsamieni z Chrystusem

Chip Brogden

Paweł napisał w Liście do Galacjan 2:20 coś bardzo szczególnego: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus„. Czy miał na myśli to, że fizycznie był tam na Krzyżu z Chrystusem, gdy On umierał? Wiemy, że Jezus był ukrzyżowany między dwoma złoczyńcami i że Paweł prawdopodobnie nie był nawet na miejscu tego historycznego wydarzenia.

Więc, Paweł powiada, że choć został ukrzyżowany, nadal żyje. Czy chodziło mu o to, że został również wzbudzony z martwych wraz z Jezusem? Jeśli tak to dlaczego nie słyszeliśmy o tym wcześniej? Na koniec mówi, że tak naprawdę to on sam wcale nie żyje, lecz że Chrystus żyje w nim. Bardzo to dziwnie brzmi dla naturalnego umysłu. To dlatego musimy rozeznawać duchowe rzeczy w duchowy sposób.

Wydaje się oczywiste, że Paweł nie mówił o fizycznym ukrzyżowaniu i fizycznej śmierci, pogrzebie i zmartwychwstaniu. Pomimo że powiedział: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany”, nie chodziło mu o to, że był obecny z Chrystusem w ciele w chwili ukrzyżowania; lecz chciał nam pokazać coś znacznie bardziej głębokiego. Wkrótce odkryjemy, że doświadczenie ukrzyżowania z Chrystusem nie jest wyjątkowe dla apostoła Pawła, lecz jest prawdą w stosunku do każdego nowo narodzonego dziecka Bożego. Nie tylko Paweł, lecz każdy uczeń Jezusa został ukrzyżowany z Chrystusem.

Jak to możliwe? Biblia mówi, że istnieje niewidzialna, lecz bardzo silna jedność między Jezusem a wszystkimi Jego uczniami; są oni jednym Ciałem. Jest to duchowa jedność. Ta duchowa jedność kształtuje się na podstawie naszej relacji i społeczności z Chrystusem. Jezus mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym… trwajcie we Mnie, a Ja w was” (Jn 15:1,4a). Jezus porównuje to zjednoczenie do krzewu winnego, który ma wiele odgałęzień. Każda winorośl żyje zjednoczona z krzewem. Jako gałązki możemy wzrastać i wydawać duchowy owoc tak długo, jak długo jesteśmy żywi, mieszkamy, przebywamy, trwamy, jesteśmy częścią krzewu winnego. Tak więc, zjednoczenie z Bogiem nie jest nagrodą za bycie duchowym, lecz jest jego podstawą.

Mając tą analogię w pamięci, możemy zrozumieć, co Paweł miał na myśli, gdy patrzymy na niektóre jego stwierdzenia. Mówi Koryntianom, że „Kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem” (1Kor. 6:17). W Liście do Efezjan przyrównuje to duchowe zjednoczenie do jedności istniejącej między mężczyzną i kobietą, gdy stają się małżeństwem: „Tych dwoje będzie jednym ciałem, a ja odnoszę to do Chrystusa i kościoła [Ekklesia]” ((Ef. 5:31b,32).

Z całą pewnością jest to wielka tajemnica. Nie da się pojąć, jak Bóg może sprawić, abyśmy byli jednym duchem z Jezusem, lecz to jedno wiemy: jakkolwiek się to odbywa, ma swój początek na Krzyżu. Krzyż jest punktem początkowym naszego zjednoczenia z Chrystusem. Na Krzyżu Bóg widzi nas w miejsce Chrystusa i widzi Chrystusa na naszym miejscu. Chodzi o to, że na Krzyżu, cała nasza grzeszność jest przypisana Chrystusowi, a cała Jego sprawiedliwość jest przypisana nam.

Jakże cudowne jest to dla nas, ale jak straszliwe dla Niego! Jednak jest to Boży Sposób, i Biblia mówi o tym, jako o identyfikacji:

Tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy stali się sprawiedliwością Bożą” (2Kor. 5:21).

Biblia nigdy nie utożsamia nas z Jezusem w Jego preegzystencji w Bogu ani w Jego narodzinach, ani nawet w Jego bezgrzesznym życiu na ziemi. Lecz w chwili, gdy Jezus poddał się Krzyżowi, utożsamił się z nami, biorąc nasze grzechy i przyjmują karę dokładnie tak, jakby On Sam zgrzeszył. W podobny sposób, gdy my poddajemy się temu Krzyżowi, Bóg utożsamia nas z Chrystusem, tak jakbyśmy byli bezgrzeszni. Jezus stał się naszą mądrością, sprawiedliwością, poświęceniem i odkupieniem (1Kor. 1:30). Pismo nie mówi, że On nam te rzeczy daje, lecz że On jest tym dla nas.

Czy Jezus został ukrzyżowany za Swoje grzechy? Nie, został ukrzyżowany z nasze grzechy. Czy teraz jesteśmy mądrzy, sprawiedliwi, poświęceni i odkupieni ponieważ cokolwiek uczyniliśmy? Nie. Bóg po prostu utożsamił nas z Chrystusem, tak jakbyśmy byli ukrzyżowani razem z Nim. On traci wszystko, my wszystko zyskujemy. To dlatego nasze zbawienie zaczyna się od pokuty i wiary w Chrystusa i Jego skończone dzieło na Krzyżu. Nie da się tego osiągnąć w inny sposób. Jak cudownego Pana mamy!

Być „w Chrystusie”

Możesz się dziwić jak to zjednoczenie z Jezusem się odbywa. Nie potrafię na to odpowiedzieć, lecz uważam, że tak jest, ponieważ Bóg mówi, że tak jest. Bóg umieścił nas w Chrystusie. Naprawdę nie rozumiem tego, jak to zrobił, lecz wiem, że to zrobił i dziękuję za to Bogu. Biblia stwierdza, że „dzięki niemu (Bogu) jesteście w Chrystusie Jezusie” (1Kor. 1:30). Uczniowie Jezusa są jedno z Chrystusem, ponieważ Bóg nas tam umieścił. Jesteśmy w Chrystusie i Chrystus jest w nas. Możemy nie rozumieć tego, jak to się dzieje, lecz tak jest. Jesteśmy duchowo zjednoczeni z Chrystusem. Ta jedność, unia, partnerstwo i społeczność z Nim jest podstawą naszego duchowego życia i naszej drogi z Bogiem.

Pasażerowie linii lotniczych muszą ufać samolotowi, jeśli chcą dokądkolwiek polecieć. Wchodzą do odrzutowca i gdy już się tam znajdą, ich przeznaczenie (dobre czy złe) jest związane z tym samolotem. Jeśli samolot wznosi się na 1000m to pasażerowie również, jeśli samolot rozbija się, pasażerowie razem z nim. Gdy samolot dociera do celu pasażerowie są tam w tej samej chwili. Czy może się tak zdarzyć, że samolot doleci do Seattle, a pasażerowie z jego pokładu do Dallas? Albo czy to możliwe, aby część podróżnych jednego samolotu dotarła do Miami, a część do Denver? Oczywiście, że nie. Czy da się tak zrobić, aby samolot przybył na miejsce o godzinę, minutę czy choćby tylko jedną sekundę wcześniej czy później niż pasażerowie? W żaden sposób. Wszyscy podróżni, znajdujący się na pokładzie samolotu docierają tam gdzie dociera samolot i w tej samej chwili. W podobny sposób, gdy Bóg umieścił nas w Chrystusie, na zawsze połączył nas ze śmiercią, zmartwychwstaniem i wstąpieniem do nieba Chrystusa, oraz jako istoty posadzone w okręgach niebieskich. Tak więc, Bóg uważa nas za ukrzyżowanych, martwych, wzbudzonych z martwych i zabranych do nieba oraz zasiadających tam. Nie może być inaczej. Tak długo, dopóki trwamy w Nim (Jn 15:5) nasze przeznaczenia są połączone.

Wsadziłem kiedyś 20 dolarowy banknot do jakiejś książki, po czym książka gdzieś się zawieruszyła. Co stało się z banknotem? Zginął również, gdy zginęła książka. Banknot i książka były ze sobą związane, ponieważ umieściłem jedno wewnątrz drugiego. Aby znaleźć banknot musiałbym znaleźć książkę. Gdy już znalazłem książkę, znalazłem również te pieniądze. W podobny sposób Bóg umieścił nas w Chrystusie. Gdy Chrystus został ukrzyżowany, również my zostaliśmy ukrzyżowani, gdy Chrystus powstał z martwych to samo stało się z nami. Dwoje stało się jednym i to, co jest prawdą o Nim, jest również prawdą o tych, którzy są w Nim.

A teraz, posłuchajcie mnie uważnie. Zanim mój ojciec ożenił się z moją mamą i poczęli mnie, miał kilka poważnych wypadków samochodowych. Zapytasz: czy przeżył je? Wiesz o tym bardzo dobrze, ponieważ żyję i osobiście piszę te słowa, lecz gdyby mój tato zginął w wieku 16 lat, zginąłbym razem z nim, ponieważ byłem jeszcze wtedy w moim ojcu. Jego śmierć byłaby moją śmiercią; a nie tylko moją, lecz również śmiercią moich dzieci, ich dzieci i tak dalej. Wszyscy razem zginęlibyśmy w nim, nigdy nie mogąc przeżyć życia. Lecz jego życie, przetrwanie i zwycięstwo nad konsekwencjami tych wypadków było również moim życiem, przetrwaniem i zwycięstwem, moich dzieci i ich dzieci i tak dalej.

Mówiąc duchowo jest to coś podobnego do tego, co Bóg uczynił umieszczając nas w Chrystusie. Chrystus został ukrzyżowany, zmarł, powstał do życia, wstąpił do nieba i zasiadł na tronie; a ponieważ byliśmy w Nim, gdy to wszystko działo się, Bóg uważa, że stało się to samo również z nami. My, którzy jesteśmy Jego dziećmi mamy udział w samym życiu Chrystusa i każdy z nas jest świadectwem zmartwychwstania i zwycięstwa Chrystusa. Gdy Bóg wzbudził Go z martwych, wzbudził również nas z martwych.

Kluczem do tego wszystkiego jest zobaczenie siebie w taki sam sposób, w jaki widzi nas Bóg. Musimy widzieć, że Bóg uczynił nas jedno z Chrystusem; tylko wtedy możemy powiedzieć wraz z Pawłem: „Jestem ukrzyżowany z Chrystusem” i przeżywać realność tego faktu. Gdy już to zobaczymy, bardzo łatwo będzie dostrzec, że my, którzy zostaliśmy ukrzyżowani z Chrystusem, byliśmy martwi, pogrzebani, wzbudzeni z martwych i zostaliśmy posadzeni wraz z Nim. Niesamowite korzyści przypadają tym, których Bóg uczynił jedno z Chrystusem, ponieważ gdy zostaliśmy zjednoczeni z Nim, to nasza duchowa historia staje się powiązana z Nim. Jesteśmy „ubłogosławieni wszelkim duchowym błogosławieństwem … w Chrystusie” (Ef. 1:3). W sobie samych? Przenigdy? Wyłącznie w Nim!

сайт

Lepszy sposób modlitwy

Luty 2010

Przyjaciele.

Dawno temu brałem udział w całonocnym spotkaniu modlitewnym bombardując bramy niebios. Pamiętam walenie w ścianę i wrzeszczenie: „Boże, gdybyś kochał ludzi w Arlington, Texas, w połowie tak jak ja, to mielibyśmy przebudzenie!” Natychmiast, zdałem sobie sprawę z tego, że coś poważnie złego było z moją teologią. Co ja sobie myślałem? Czy rzeczywiście wierzyłem, że kocham tych ludzi bardziej niż Bóg? Nie, no nie całkiem tak. Wierzyłem, podobnie jak wielu chrześcijan, że Bóg jest zły na stan ludzkości i to do mnie należało odwrócić Jego gniew i osąd. Wstawiałem się, a raczej tak mi się zdawało, błagając Boga na rzeczy innych. Co mogło być w tym złego? Jak się później przekonałem, dużo.

To, co Pan mi objawił na temat modlitwy od tamtej pory, całkowicie zmieniło moje życie i teraz widzę cudowne rezultaty tego. Jeśli nie osiągasz takich rezultatów, jakie wiesz, że są wolą Pana, to może najwyższy czas pomyśleć nad lepszym sposobem modlitwy. Nie twierdzę, że każdy kto się nie modli podobnie jak ja, jest „od złego”. Ja nie byłem „od złego” wtedy, gdy się tak modliłem. Kochałem Boga z całego serca i Pan kochał mnie, ale nie było efektów.

Po pierwsze, musimy uznać to, że Bóg nie jest już więcej zły na ludzkość. Już nie zarzuca nam naszych grzechów, ani ich przeciwko nam nie zatrzymuje.

Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał, nie zaliczając im ich upadków, i powierzył nam słowo pojednania” (2Kor. 5:19).

TERAZ jesteśmy już pojednani z Bogiem przez Jezusa. Oznacza to, że jesteśmy teraz z Bogiem w zgodzie i przyjaźni. On nie jest wściekły; nawet nie wpada w zły nastrój. Wojna między Bogiem, a człowiekiem skończona. To właśnie aniołowie ogłaszali przy narodzinach Jezusa.

Łk. 2:14: ,  „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój i dobra wola ludziom„.

Ci aniołowie nie mówili, że pokój będzie rządził na ziemi i wojny między ludźmi skończą się. Tak się nie stało. Aniołowie ogłaszali zakończenie wojny między Bogiem a człowiekiem. Jezus zapłacił cenę, która była nieskończenie większa niż grzechy całej ludzkiej rasy.  Boży gniew i sprawiedliwość zostały zaspokojone. On kocha świat, a nie tylko sam kościół, lecz cały świat. Zapłacił za jego grzech.

Pismo mówi nam w 1Jn 2:2:

On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata

W Starym Testamencie Boży sąd był wylewany zarówno na jednostki jak i na narody, w Nowym Testamencie Boży sąd został wylany na Jezusa. Jest to przesłanie Ewangelii, które wydaje się zbyt dobre, aby było prawdziwe. Nie otrzymujemy już tego, na co zasłużyliśmy; otrzymujemy to, za co zapłacił Jezus, jeśli tylko uwierzymy.

Zanim to zrozumiałem, mówiłem tak: „Jeśli Bóg nie osądzi Ameryki, to będzie musiał przeprosić Sodomę i Gomorę”, teraz mówię: „Jeśli Bóg osądzi Amerykę, będzie musiał przeprosić Jezusa”. Zrozumienie tego, co Jezus zrobił całkowicie zmienia naszą perspektywę.

Po drugie: Jezus jest teraz naszym Pośrednikiem. Pośrednik jest kimś, kto stara się pojednać czy uczynić pokój między dwoma przeciwnymi stronami. W Starym Testamencie człowiek nie był jeszcze pojednany z Bogiem przez Jezusa. Ludzie potrzebowali pośrednika, kogoś, kto miał pośredniczyć za nimi do Boga. To właśnie tutaj znajdujemy ludzi takich jak Abraham czy Mojżesz błagających Boga.

W Księdze Rodzaju 18:23-25, Abraham wstawiał się u Boga za Sodomą i Gomorą:

Czy rzeczywiście zgładzisz sprawiedliwego wespół z bezbożnym? Może jest w tym mieście pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także ich zgładzisz i nie przebaczysz miejscu temu przez wzgląd na pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy są w nim? Nie dopuść, byś miał uczynić coś podobnego, by uśmiercić sprawiedliwego wespół z bezbożnym, by sprawiedliwego spotkało to samo, co bezbożnego. Nie dopuść do tego! Czyż ten, który jest sędzią całej ziemi, nie ma stosować prawa?

Abraham w rzeczywistości negocjował z Bogiem, aby zgodził się nie niszczyć Sodomy i Gomory ze względu na sprawiedliwych ludzi. Lecz nie było 10 sprawiedliwych ludzi w całym mieście i tylko nieliczni z rodziny Lota przeżyli. Podobnie wydarzenie jest zapisane Księdze Wyjścia 32:9-12 i 14. Tutaj Bóg był wściekły na ludzi i Mojżesz wstawiał się za nimi:

Rzekł jeszcze Pan do Mojżesza: Patrzę na lud ten i widzę, że jest to lud twardego karku. Teraz zostaw mnie, żeby zapłonął mój gniew na nich. Wytracę ich, a ciebie uczynię wielkim ludem. Lecz Mojżesz łagodził gniew Pana, Boga swego i mówił: Dlaczegóż, Panie, płonie gniew twój przeciwko ludowi twojemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką siłą i ręką potężną? Dlaczego to mają rozpowiadać Egipcjanie: W złym zamiarze wyprowadził ich, by pozabijać ich w górach i wytracić z powierzchni ziemi. Odwróć się od zapalczywości swego gniewu i użal się nad złem, jakie chcesz zgotować ludowi swemu. ….I użalił się Pan nad złem, które zamierzał sprowadzić na swój lud„.

Mojżesz powiedział Bogu: „Pokutuj!” Co za odwaga! Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że Bóg pokutował (wyraził żal, żałował – przyp.tłum.). Na podstawie tych i innych starotestamentowych historii współcześni „wstawiennicy” wierzą, że oni również muszą stawać w wyłomie czy pośredniczyć między Bogiem a człowiekiem. Dokładnie tak samo jak ja robiłem dziesięciolecia temu, wierzą oni, że muszą błagać Boga, aby zachował straconych, aby powstrzymał Swój gniew wobec tych, których już osądził i aby był miłosierny dla tych, których potrzeb nie chce zaspokoić z powodu ich nieprawości.

Nie ma nic bardziej błędnego, lecz tego naucza się dziś w wielu kościołach. Całkowicie ignoruje to fakt, że to Jezus zasiada teraz po prawicy Ojca (Hbr. 10:12) dokonując wszelkiego wstawiennictwa za nas (Hbr. 7:25). Jeśli Mojżesz czy Abraham byli w stanie przekonać Boga, to czy Jezus nie może tego zrobić co najmniej równie dobrze?

W 1Tym. 2:5 czytamy:

Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus„.

W Nowym Przymierzu WYŁĄCZNIE Jezus jest pośrednikiem, który może stanąć między Bogiem Ojcem a ludzkością. Grzech nie jest już więcej problemem dla Boga, został odkupiony, a my jesteśmy teraz sprawiedliwością Bożą w Chrystusie Jezusie. Tak Bóg nas widzi. Jeśli to zrozumiemy, zmieni się nasz sposób modlitwy.

Mojżesz i Abraham modlili się w taki sposób, ponieważ wtedy jeszcze Boży gniew nie był zaspokojony przez Jezusa. Dziś, pod Nowym Przymierzem, jeśli ludzie starają się w ten sposób wstawiać, to stają się anty-Chrystem – przeciw Chrystusowi. Mówią w ten sposób, że Jezus nie wystarczy i nie doceniają tego, co Chrystus zrobił. Gdy Jezus stał się naszym pośrednikiem, On odciął wszystkich pośredników na zawsze. Wiem, że te słowa są mocne, lecz są prawdą.

Sporą część błędnego nauczania na temat modlitwy należy przypisać Szatanowi. Zastanówmy się nad jego sprytnym planem i owocami, jakie wydaje. Przekonał wierzących, aby trzymali się swoich komór modlitewnych, zajmując miejsce Jezusa we wstawiennictwie. Spędzają godziny błagając Boga, aby odwrócił Swój gniew, aby wylał Ducha Swego, aby zaspokoił potrzeby ludzi, a równocześnie rodziny, współpracownicy, sąsiedzi idą do piekła lub umierają z powodu chorób. Nigdzie w Biblii nie przeczytamy o tym, że zbawienie przychodzi przez wstawiennictwo, lecz że przychodzi przez głupie zwiastowanie (1Kor. 1:21). Nie mamy się również modlić o chorych, lecz uzdrawiać chorych (Mt. 10:8) nakazując uzdrowienie choremu ciału.

Zostaliśmy oszukani do tego, aby modlitwą przekonywać Boga do uwolnienia mocy. Wierzymy, że On może zbawić, uzdrowić i uwolnić, lecz czeka na nas, żebyśmy się wzięli za siebie i zapracowali na to. Prawda jest taka, że nie zasługujemy na to i nigdy nie będziemy na tyle dobrzy, lecz to wszystko, ze względu na Jezusa, należy do nas. On dał nam błogosławieństwa – przyjmij je.

Jest lepszy sposób modlitwy. Nie chodzi o to, że jest to jedyny sposób, lecz że jest skuteczny dla mnie. Zaledwie dotknąłem tego tematu tutaj, więc zachęcam, aby zamówić książkę „Lepszy sposób modlitwy” (Książka jest dostępna pod tym tytułem w j.polskim – przyp.tłum.)

Przesłanie jest również dostępne na CC i DVD. Mówię tam o głównym zadaniu modlitwy: wadze mówienia do twojej góry o Bogu, a nie Bogu o twojej górze; o procesie modlitwy i pokazuję liczne błędne pojęcia na ten temat.

Te prawdy zmieniły sposób w jaki się modlę i wyniki jakie otrzymuję. Co ważniejsze, wierzę, że może to zrewolucjonizować ciało Chrystusa. Modlę się o to, abyście wykorzystali korzyści płynące z tych prawd i pomogli mi dzielić się nimi z innymi.

раскрутка

Bóg gór i dolin


Francis Frangipane

Bitwy, z którymi mamy do czynienia to często intensywny czas osłabienia, ucisku i zamieszania. Gdyby nasze życiowe wydarzenia ująć w grafiku to te zmagania byłyby zaznaczone jako najniższe punkty. Jednak Bóg tak samo jest z nami w czasie trudności, jak i w innych chwilach. Tak naprawdę, doliny często w równiej mierze są częścią planu Bożego, jak i szczytowe przeżycia.

W Biblii jest historia, która mówi o tej prawdzie wyraźnie. Izrael pokonał Aramejczyków w górskiej bitwie. W 1 Księdze Królewskiej czytamy ( 20:22-23):

Wtedy znowu przystąpił do króla izraelskiego prorok i rzekł do niego: Idź! Zbierz siły i dobrze się zastanów, co masz czynić, gdyż w przyszłym roku król Aramu ruszy na ciebie. Lecz dworzanie króla Aramu rzekli do niego: Ich bogowie są bogami gór, dlatego nas zwyciężyli. Gdybyśmy stoczyli z nimi bitwę na równinie, może zwyciężylibyśmy.

Wróg stwierdził, że Bóg Izraela jest Bogiem gór, lecz jeśli podejmą bitwę z Żydami w dolinach to pokonają ich. Dalej czytamy (w. 28):

Wtedy znowu przystąpił mąż Boży do króla izraelskiego i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Ponieważ Aramejczycy powiedzieli: Pan jest Bogiem gór, a nie jest On Bogiem dolin, przeto wydam cały ten ogromny tłum w twoją rękę i poznacie, żem Ja Pan.

Bez względu na to, co przeciwnik chce ci wmówić, Chrystus jest Bogiem Gór i Bogiem dolin i nie przestał być Bogiem, ponieważ przydarzyła ci się na drodze dolina. On jest Bogiem chwały, jak to widać w Jego mocy i cudach. Gdy przebywasz w dolinach Bóg objawia Siebie Samego jako Osobę wierną i lojalnie oddaną w czasach trudów i ucisku; we wszystkim On jest naszym Bogiem.

Gdy znajdujemy się na „szczytach górskich” naszego chrześcijańskiego doświadczenia, widzimy naszą przyszłość wyraźnie, mamy daleką perspektywę i głębokie przekonanie. Gdy znajdujemy się w życiowych dolinach, zasięg wzroku jest ograniczony a przyszłość wydaje się schowana, a jednak to doliny są najbardziej płodnymi miejscami na ziemi.

Doliny wydają owoce. Gdy Bóg mieszka w tobie w czasach wędrówki po dolinach, możesz spodziewać się, że zostaną wydane dobre owoce charakteru.

Gościniec na Syjon

Szczęśliwi, których moc jest w Tobie, którzy w swym sercu mają gościńce na Syjon. Przechodząc doliną Baka, przemieniają ją w źródło,,..” (Ps. 84:6-7 wg wersji ang.)

Baka oznacza: „płacz”. Każdy z nas przeżywa okresy płaczu, gdy wydaje się, że serce i nadzieje legły w gruzach. Ponieważ jednak Bóg umieścił w naszych sercach „gościńce na Syjon”, dlatego przechodzimy przez te doliny, a nie zamieszkujemy w nich.

Przechodząc przez dolinę Baka,….

Gdy już znajdziemy się za doliną płaczu, nasz Zbawiciel sprawia, że doświadczenie doliny zamienia się w „źródło”. Właśnie te rzeczy, które nas przytłoczyły, w odpowiednim czasie, staną się źródłem naszego odświeżenia. Bez względu na to czy przeżywamy szczyty powodzenia i mocy, czy jesteśmy w dolinie słabości i rozpaczy, Pan jest stale naszym Bogiem!

Czy przeciwnik oddzielił cię i wywołał wątpliwości co do Bożej miłości? Nie zapominaj o tym, że gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus umarł za nas. Nawet włosy na naszej głowie są policzone. On troszczy się o nas, to Jego miłość do nas odkupiła nasze trudności i nie tylko wyprowadza dobro z tego, co miało być dla nas złem, lecz uczy nas, jak pomagać innym.

Jak przygotował się Jezus do tych wspaniałych dzieł? Częścią Jego wyszkolenia było cierpienie. Chrystus był mężem boleści, doświadczonym w cierpieniu. Jednak to Jego cierpienie było środkiem, przez który Ojciec zaznajomił Go z tym, jak ludzkość odczuwa prawdziwe potrzeby i ból. Ponieważ cierpiał to samo, co my cierpimy, może służyć jako wierny kapłan. Jeśli poddamy się Bożemu planowi kształtowania Chrystusa w nas, Bóg wykorzysta nasz ból i rozszerzy nasze serca. Gdy już zapoznamy się z cierpieniem, możemy zostać namaszczeni współczuciem, aby pomagać innym.

Próby Józefa.

Przypomnijmy sobie życie Józefa. Był drugim synem Jakuba i ulubieńcem swego ojca. Jego chodzenie z Bogiem zaczęło się od snów i wizji. Życie Józefa jest wzorem dla wielu, którzy mieli autentyczne powołanie od Boga. Nasze chodzenie z Bogiem również mogło zacząć się od zestawu snów i wizji, w których Bóg daje nam pewien obraz Swego przeznaczenia dla nas. Nie widzimy jednak tego w jaki sposób te obietnice zostaną zrealizowane. Józef został zdradzony przez braci i skazany przez nich na śmierć. Został niesprawiedliwie potraktowany, gdy żona Potyfara chciała go uwieść. Znalazł się w więzieniu zapomniany przez wszystkich z wyjątkiem Boga, który cierpliwie obserwował i badał jak Józef reaguje na trudności.

Bogaty czy biedny, błogosławiony czy bity, Józef służył Bogu. Był sprawdzany, lecz zaliczał kolejne testy. Został osądzony przed ludźmi, lecz okazał się niewinny przed Bogiem.

Ostatecznie i we właściwym momencie Pan nagle wykorzystał wszystkie doświadczenia Józefa. Wszystko, przez co przeszedł wydawało się okrutne i niesprawiedliwe z wyjątkiem tego, że to Pan kształtował męża odpowiedniego do Swego planu. Bóg wykorzystuje wszystko przez co przechodzimy dla dobra przyszłego celu, który wyłącznie On widzi. Będąc w dolinie nie widzimy Jego ostatecznego celu. Musimy pamiętać wizje i ufać temu, co Bóg nam obiecał.

Podobnie jak w przypadku Józefa, któremu Bóg pozwolił przejść przez wiele prób, tak pozwoli na to, abyśmy również przechodzili przez wielkie zmagania. On wie, że nasze życie, to co przeszliśmy dzięki Jego łasce, pomoże innym znaleźć schronienie w Najwyższym Bogu.

Pierworodnego nazwa Józef Manases, ponieważ powiedział: Bóg mi dozwolił zapomnieć o wszelkiej udręce mojej i o całym domu ojca mego” (Rdz. 41:51).

Bóg pozwolił zapomnieć Józefowi o wszystkich trudnościach i całym bólu. Jest coś cudownego w tym, że Bóg może wykorzystać wszystko ku dobremu. Z Jezusem w sercu zawsze w końcu przychodzi taki czas, że Bóg pozwala nam zapomnieć o wszystkich problemach z przeszłości.

A drugiego nazwał Efraim, bo powiedział: Rozmnożył mnie Bóg w ziemi niedoli mojej” (Rdz. 41:52).

Bóg rozmnożył go dokładnie w tych dziedzinach, które gnębiły go. W ziemi twojej niedoli, wśród twoich bitw, jest takie miejsce, gdzie Bóg przysporzy ci owoców.

Zastanów się nad tymi obszarami twojego życie, w których dokonują się największe zmagania. W tej dziedzinie Bóg rozmnoży cię w taki sposób, że serce twoje zostanie zaspokojone w pełni, a Boże serce uwielbione. Ostatecznie, Pan dotknie wielu innych tym, co ty zdobyłeś. W świecie, który jest powierzchowny, Chrystus stworzy w tobie coś, co jest głębokie i żywe.

Bóg nie obiecywał nam, że zachowa nas przed dolinami i cierpieniem, lecz obiecał nam, że tam wydamy owoc. Niewątpliwie każdy z nas, zanim osiągniemy ostateczny cel w Bogu, przechodzi przez doliny. Gdy trwamy wierni Jemu w czasie tych prób, zacznie pojawiać się w naszym duchu charakter i natura Chrystusa Jezusa i Chrystus zostanie objawiony tym wokół nas. Bóg chce, aby twoje życie stało się kluczem otwierającym Boże miejsce schronienia dla innych.

Panie, Ty jesteś Bogiem gór i dolin. Wiem, że Twoja wierność jest moją tarczą i moim murem. Dziękuję Ci za odkupienie moich życiowych starć, wielbię Ciebie za uzdrowienie mnie i zapomnienie traumy z przeszłości. Pomóż mi Panie zapamiętać to, czego się nauczyłem. Spraw, abym pamiętał, że życiowe kryzysy są zawsze poprzedzają wzbogacenie mojego życia. Pomóż mi rozpoznać to, że moje miejsce owocowania jest w cierpieniu. W imieniu Jezusa. Amen.

~ ~ ~ ~ ~ ~

Ten fragment został zaadoptowany z jednego rozdziału nowej książki pastora Frangipane „The Shelter of the Most High” (Wydanej przez Charisma House). Więcej informacji na temat tej książki na stronie Arrow Bookstore: http://www.arrowbookstore.comtopod