1 wrzesień 2022 Gdy mój Kochany opuścił mnie i poleciał do wieczności, nie było mnie w pokoju. Wyszłam na chwilę, aby przestawić samochód. Tylko kilka metrów, tak, żeby karetka mogła się zmieścić. Mogła to być minuta może dwie, gdy wróciłam aby zobaczyć jak bez życia spada z krzesła. Podbiegłam do niego, ale on już odszedł.
Dzwoniłam już na pogotowie, aby powiedzieć im, że bardzo cierpi na bardzo silny ból brzucha. Cały dzień sądził, że wydala kamień nerkowy, ale tak nie było. Krwawił wewnętrznie. Gdy więc, znieruchomiały mu nogi, zadzwoniłam na 911. Tyle, że było już za późno. Nie wiedziałam o tym. On również nie. Po wezwaniu karetki, przepraszał mnie, za to, że był w tak potrzebującym stanie, na co ja mówiłam, że również miałam takie chwile. Odpowiedział: „troszczenie się o ciebie to nic wielkiego”.
25.09. 2022 Hunny powiedział: „Nie dbam o to” i uwolnił mnie od poczucia winy.
Znowu jestem na tej drodze pełnej ukrytych min i dołów zniszczenia. Po raz kolejny Hunny przychodzi aby mnie uratować. Stało się to ostatniej nocy, gdy wygrałam pojedynek na spojrzenia demonów „czy to była moja wina?” i „czy mogłam zrobić coś więcej?” Oczywiście, tkwiło to gdzieś z tyłu od odejścia Hunny, ponieważ nie mam jeszcze świadectwa zgonu. Nie mam pojęcia co znalazło się na tym małym skrawku, gdzie stwierdza się „przyczynę zgonu”. Ostatecznie wpadłam w tą czarną dziurę poczucia winy błagając Ojca, aby nie pozwolił na dodawanie do tego niczego sugerującego moje niedociągnięcie czy zaniedbanie. „Ojcze, proszę, nie zniosę tej myśli, że to była moja wina”. I w dół tej dziury rozpaczy i udręki. Jest bezlitosna i nieprzebaczająca. Tak więc, widziałam, że nie mogę tu pozostać, a raczej spotkać się z tą szpetotą i zgładzić ją. Lecz jak?
Poszłam do Ojca… następnie do Hunny i obnażyłam swoją duszę. „ Co zrobię jeśli okaże się, że to moja wina?” – łzy płynęły mi po twarzy. Usłyszałam jak przez prawe ramię Ojciec mówi: ”Jak wiele przyczyn możesz obrócić w swoje poczucie winy? Czy chcesz, aby to była twoja wina? Nic mniej cię nie interesuje?” Z pewnością umysł może dążyć swoimi przebiegłymi i wstrętnymi drogami. Gdy patrzyłam na Hunny, powiedziałam do niego „A co jeśli to rzeczywiście była moja wina?” Wtedy powiedział ze swą autorytatywną i zdecydowaną pewnością: „Nie obchodzi mnie to”. Widziałam za nim sceny jego cierpienia, które dotykały go tak intensywnie. Wiedziałam, że często chciał odejść, lecz decydował się pozostać tak długo dla mnie. Doszło do tego, że było to już nie do zniesienia a on ciągle walczył.
Gdy przyszło światło, zobaczyłam, jak pospieszył do tego pełnego miłości, akceptacji pokoju. Nie obchodziło go to, w jaki sposób dostał się tutaj. Nie obchodziło go, ponieważ nie miało to znaczenia. Wszystko, co się liczyło to była ta Miłość… wolność od udręki.
Moje poczucie winy rozpadło się i rozdrobniła na popiół. Nie miało już zębów, aby mnie ranić. Kocham mojego Hunny i on kocha mnie… bezwarunkowo. Każdego dnia mówił to wielokrotnie… a ciągle słyszę go, jak mówi teraz: „Kocham cię”.
Słońce wzeszło wokół niego i nigdy już nie zajdzie. Jestem kochana i jestem wolna od poczucia winy.
07.10.2021 Oto niewygodne pytanie: co konstytuuje małżeństwo? W Biblii znajduje się całe mnóstwo mądrości jak sprawić, aby małżeństwo było dobre i toczy się sporo dyskusji o tym, czy małżeństwo jest właściwym wyborem. Lecz nigdzie nie mówi: „Robisz tak, aby być poślubionym(ą)”.
Wiem, w jaki sposób ludzie w żenią się w naszej kulturze: istnieje państwowe świadectwo małżeństwa. Angażujesz kaznodzieję, sędziego, bądź jakiegoś rodzaju urzędnika. Są jakieś przyrzeczenia i jakiegoś rodzaju deklaracje, lecz niczego z tego nie ma w Biblii, ani jako nauczanie, ani przykład. Zatem, w jaki sposób, z biblijnej perspektywy, stajecie się małżeństwem? Co takiego robisz, że stajesz się osobą poślubioną, w miejsce singla?
Jakiś czas temu miałem powód, aby badać ten temat. Mój dobry przyjaciel, człowiek wiary, zaczął wspólnie mieszkać z kobietą, o którą bardzo się troszczył. Tak, często tak się zdarza i możesz szybko wydawać sąd. Dochodzę do przekonania, że w chrześcijaństwie bardziej chodzi o kochanie ludzi niż osądzanie ich, zatem skupiłem się na kochaniu ich, a nie osądzaniu, nawet w myśli.
Dostrzegłem dzięki temu rzeczy, których inaczej nie zobaczyłbym. Po pierwsze, zobaczyłem, że najwyraźniej zdecydowali się na tą relację i była to relacja miłości, a nie wygody, nie seksu, czy czegokolwiek innego.
W czasach, gdy jako dziecko dorastałem w Alabamie, uczono mnie, że są dwie płcie. Nauczyłem się czytać korzystając z popularnych książek „Dick and Jane”, mieliśmy łazienki dla dziewcząt i łazienki dla chłopców. Moja nauczycielka z pierwszej klasy, Mrs. Mizelle, nie pozwoliłaby w 1964 roku korzystać chłopcom z damskiej łazienki – a rodzice uczniów zaprotestowali by gorąco, gdyby pozwoliła.
Niemniej, teraz rzeczy mają się inaczej. Już myślałem, że oficjalnie są zapisane tylko 64 rodzaje płci – takich jak „gender fluid” (płynna płeć), „pansexual,” „bigender” oraz „genderqueer”, na TikToku pojawiło się wideo nagrane przez kogoś nazywającego się Bunny (Króliczek), wyjaśniającego terminy takie jak: „genderfae” („nonbinary identity with no feelings of masculinity”) , „genderfaun” („no feelings of femininity”), wraz z : „genderfaer” oraz „genderflor.”
Jeśli drapiesz się po głowie co do tych opisów, zauważ, że mamy również nową listę zaimków do zapamiętania. Niektórzy chcą, żeby się do nich odnosić tak: „ze” czy „zir”, „xe” czy „xem”, jak również „oni” czy „ich”. Ten fenomen transgender nie ma sensu dla ludzi, którzy zakładają, że żyjemy w dwuskładnikowym świecie, w którym mężczyźni są mężczyznami, kobiety kobietami, a wszyscy akceptują naukowe zasady biologii. Nie żyjemy już w danym świecie. Pomimo tego, że nieustannie przypomina nam się o tym, abyśmy „szli za nauką” kiedy chodzi o szczepionki, wirusy i globalne ocieplenie, mamy ją ignorować, gdy chodzi o gender.
08 Jul 2021 Nie trzymam się powszechnej religijnej opinii chrześcijan, która mówi, że jeśli widzę gdzieś grzech to jestem jakoś zobligowany do wskazania na niego bądź głoszenia przeciwko niemu, lub w jakiś inny sposób wziąć udział w naprawianiu osoby. Nie jestem.
Nie znaczy to, że nic nie robię (to inna kwestia), lecz jeśli wiedzę wierzącego, który online robi bądź mówi coś, co ujawnia grzech, nie zamierzam czuć się zobligowany do gromienia go ani publicznie, ani prywatnie. Jeśli widzę w moim mieście czy sąsiedztwie kogoś robiącego coś, co uważam za grzech, nie zamierzam czuć się zobligowany do skonfrontowania go.
Mam po temu kilka powodów.
„Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem”
Generalnie kościół jest dobrze znany i rzeczywiście zasłużył na tą reputację jako wścibski i osądzający. Ten świat postrzega Boga jako gniewnego, czepiającego się głupstw sędziego, a to my jesteśmy tego przyczyną; w końcu to my jesteśmy jedyną Biblią, jaką wielu ludzi czyta. Nie bądź z tych, którzy utrzymują taki pogląd. Jeśli zamierzam skupiać się na czyimś grzechu, to będzie to mój własny. Ja jestem odpowiedzialny – nie wy – za swój grzech. Wy jesteście odpowiedzialni – nie ja – za wasz grzech. Czasami zapominamy o tym.
Czasem strzelamy ślepakami. Ach, nie o to nam chodziło. Myślimy, że strzelamy potężną wojenną bronią, kopiąc w tyłek i wyzywając. … lecz czasami, czasami tak naprawdę to strzelamy ślepakami.
Jezus jest dla nas wzorem tego, że w modlitwie bardziej chodzi o przemawianie do sytuacji i nakazywanie jak ma być, niż jęczenie przed Bogiem . Uczymy się nakazywać, deklarować, zamiast prosić uprzejmie. Bądź nieuprzejmie. To bardzo dobrze, niemniej problem jest w tym, że często strzelamy ślepakami. Czytamy Ewangelie i, ach, obserwujemy, jak robił to Jezus. On rzekł – Łazarzu wyjdź! I Łazarz wyszedł. On powiedział, chcę – bądź oczyszczony i trędowaty został natychmiast uzdrowiony. Patrzymy na wzór Jezusa i robimy z tego własny wzór, lecz patrzymy tylko na pewną cześć tego wzoru, który nam zostawił Jezus – patrzymy na Żniwo, a nie na Jego pracę.
Jestem członkiem kilku grup modlitewnych. Jestem zażenowany tym, jak często w odpowiedzi na naprawdę pilną potrzebę ktoś gada coś dziwnego, niefrasobliwie nakazuje wszystkim demonom iść do piekła, z samozadowoleniem nakazuje kościom i skórze, oraz organom uzdrowienie, chętnie nakazuje to czy tamto zakańczając szczerzeniem zębów z samozadowoleniem. Oczywiście, w rzeczywistości niewiele się zmienia. Tak naprawdę to nikt tego nie oczekiwał. Myślę, że nawet entuzjastyczny wstawiennik sam nie spodziewał się niczego. A niby dlaczego miałby się spodziewać? Tak teraz mamy, że nakazujemy współcześnie wszystko, a nikt nie zwraca uwagi na to, że to niewiele zmienia. Król jest nagi, lecz wszyscy boją się coś powiedzieć.
Tak, wiem. Przesadziłem trochę po to, aby dojść do wniosku. Wiecie, to już trochę trwa, a co najmniej od jakiegoś czasu.
18.02.2021 Ostatnimi laty, kościół dużo uczy się na temat modlitwy deklaratywnej, modlitwy, która wydaje dekrety i deklaracje tego, co ma być (w przeciwieństwie do modlitwy, która błaga, a czasami skomli). Jak ze wszystkim, czego zaczynamy się uczyć, nie jesteśmy w tym jakoś wybitnie dobrzy jeszcze. Doszliśmy do tego (wielu z nas), że Jezus modląc się generalnie nie prosił Bóg o to, żeby coś się stało. Zazwyczaj nakazywał, aby coś się stało (J 11:43) bądź ogłaszał wynik, którego chciał (Mt 9:28). Nawet znajdując się w najbardziej skrajnych okolicznościach Jego modlitwy to były deklaracje, a nie pytania (Mt 26:36-46). Zaczęliśmy ostatnio, jako społeczności, całkiem sporo ogłaszać i nakazywać ogłaszać i nakazywać. Jest to jak pierwsze kroki dziecka i jest to całkiem urocze. (Nie zrozumcie mnie źle: również należę do tej społeczności dziecięcych kroków!). Ostatnio zastanawiałem się nad tym okresem przejściowym. Jest to całkiem dobra sprawa z kilku powodów:
• Zaczęliśmy brać odpowiedzialność za siebie w sprawach, w których odpowiedzialność została nam powierzona (p. Rdz 1:26). Spora część z tego, o co się modlimy, należy do naszej odpowiedzialności, nie Jego. • Niewolnicy proszą bądź błagają – Synowie, dziedzice mogą prosić, lecz z pewnością oczekują (zastanów się nad Rzym 15:13, 16:20), bądź też mogą nie prosić, lecz po prostu brać to, czego potrzebują i iść dalej. Ty i ja nie jesteśmy niewolnikami, ani sługami. • Wydaje się, że Bóg szanuje sługi, którzy proszą, wygląda na to, że synowie, którzy deklarują, bardziej wykonują. Z drugiej strony, gdy synowie są młodzi, wymagają więcej rodzicielskiej opieki, niż gdy dorosną. Brudne pampersy nie są bardziej zabawne w Duchu, niż w naturze. Na krótki czas są czymś normalnym, niemniej należą do brudów i nie są przydatne w niczym więcej jak w punkcie początkowym. Dla niemowlaka są one normalną, zdrową częścią wzrastania. Na przykład, jestem w grupie modlitewnej (proszę NIE dodawać mnie do kolejnych grup!), w której ludzie wysyłają swoje potrzeby, a grupa modli się o nich. Dużo można się nauczyć w takich grupach. Oto kilka rzeczy, których się nauczyłem: